Imię: Yuji
Nazwisko: Koizumi
Wiek: 16
Ur: 6.06
Wzrost: 160 cm
Waga: 50 kg
Historia
Przyszedł na świat jako drugie dziecko w rodzinie oznajmiając swoje przybycie głośnym płaczem. Razem z bratem dorastał w otoczeniu kochających rodziców. Kiedy skończył 8 lat zmarła mu mama po nieudanym przeszczepie serce. Był to cios dla całej rodziny, a rok później w wypadku samochodowym zmarł jego ojciec, dziennikarz, osieracając chłopców. Przez kolejny rok zajmował się nimi wujek. Uważał za kłopot swoich nowych podopiecznych zwłaszcza że sam miał sporo dzieci. Wyjechał do ameryki a bratankom co miesiąc wysyła pieniądze na utrzymanie. Bracia dorastali więc samotnie, starając się jakoś sobie radzić. Podzielili się obowiązkami i tak powoli wiodą szkolne życie.
Charakter
Pomimo ciężkich przeżyć w dzieciństwie stara się patrzeć na życie pozytywnie. Stara bo przecież nie zawsze mu wychodzi. Jest raczej zamkniętym w sobie introwertykiem i małym geniuszem. Widzi siebie w zawodzie kardiochirurga, chociaż tak jak brat nie stroni od sportów. Jest dość nieśmiały, siedzi w ostatniej ławce a na przerwach udaje się w ciche i spokojne miejsce jakim jest dach szkoły. Pomimo dobrych wyników w kendo straszna z niego ciapa, często się potyka i wywraca. Ranny ptaszek, to on w domu zajmuje się gotowaniem. Jego brat pomimo identycznego wyglądu ma charakter odwrócony o 180 stopni.
Wygląd
Delikatne rysy twarzy. Duże brązowe oczy i szczery chłopięcy uśmiech. Średniej długości ciemne włosy za którymi znika jego twarz kiedy spuszcza głowę i uchronić się przed spojrzeniami ludzi. Smukła budowa ciała jednak dość silne ręce spowodowane treningami w kendo.
- Trenuje kendo
- Ma starszego brata bliźniaka Shujiego
- Razem z bratem poważnie myślą o karierze kardiochirurga
- Ma niesamowicie słabą głowę.
- Przez swojego brata nazywany jest czasem 'szefem kuchni'
- W przeciwieństwe do brata ma bliznę po wycinanym wyrostku robaczkowym
- Uwielbia spędzać swój wolny czas na pływaniu
[Na zdjęciach Shori Sato]








403 komentarze:
«Najstarsze ‹Starsze 201 – 400 z 403 Nowsze› Najnowsze»- Cieszę się, że to ze mną miałeś swój pierwszy raz - poczochrał go po włosach, po czym skupił wzrok na rozświetlanym przez fajerwerki niebo. - Ne... mam coś jeszcze dla ciebie.
- Nic takiego... - wyciągnął z kieszeni talizman i wręczył mu go. - To na odwagę - odparł wracając wzrokiem do nieba. - I na powodzenie na zawodach - dodał jeszcze.
- Ale wcześniej mi powiedziałeś że nie chcesz mnie widzieć - przypomniał cicho. - Więc nie chciałem się ci już narzucać...
- Dam ci zobaczyć i przyjdę - odparł swobodnie wstając w końcu po zakończeniu pokazu. - Odprowadzę cię do domu, fajnie że przyszedłeś.
- Pamiętam. Będę przychodził się nią zajmować - uśmiechnął się prowadząc go uliczkami Yukan aż pod sam dom, gdzie ukradkiem ucałował go w policzek. - Tak na dobranoc - uśmiechnął się nieco.
Kazuo wrócił do domu, gdzie czekała go niezbyt radosna niespodzianka. Ojciec wrócił do domu. Został wyciągnięty z więzienia przez swojego szefa. Za dobre sprawowanie skrócono mu wyrok. Chłopak przemknął się do swojego pokoju, szybko się w nim zamykając. Cieszył się, że bliźniaczki były na tygodniowym wyjeździe z klasą.
Kazuo nie pojawił się w szkole. Przyszedł jednak na spotkanie przewodniczących, by za bardzo nikomu nie podpaść. Założył tylko do mundurka szalik, by ukryć sińce.
- Jak minął ci dzień? - zapytał Yujiego siadając tuż obok niego. - Zaspałem na zajęcia - skłamał gładko z lekkim uśmiechem.
- Nie, nie. Trochę się przeziębiłem. Gardło mi szwankuje - wyjaśnił, bo takie wymówki nie były mu pierwszyzną. Usiadł na miejsce i poczekał na nauczyciela.
- Pracowałem trochę o wycieczce. Dałem już szkic pozostałym naszym komratom... a to twój. Wszelkie ale naniesiemy razem - zaproponował podając mu szkic.
- Nic mi nie jest, proszę nie ciągnij mnie za język - poprosił go tylko spuszczając wzrok. - Bo nie możesz pomóc - uśmiechnął się krzywo. - Nie mam problemu - dodał zaraz dość szybko. Shuji przyszedł spóźniony i usiadł obok brata.
- Uhm... - Kazuo spuścił wzrok nie chcąc ani potwierdzić ani zaprzeczyć. Zajął się notowaniem rozprawiającego nauczyciela.
- Ja jestem za - zgodził się Kazuo, poprawiając trochę szalik. - Chętnie zobaczę jak śpiewacie - wyszczerzył się do nich obu.
- Okay - zgodzili się wszyscy ochoczo. - Trzeba tylko wszystkie klasy zmobilizować do wymyślenia czegoś na festiwal...
- Mhm... ale to przedyskutujemy w klasie. Myślę że fajnie byłoby zrobić dom strachów w klasie, albo cuś - mruknął chłopak patrząc na Yujiego.
- No ale jestem jeszcze ja. Wymiksuję się jakoś z spraw technicznych i zajmę się tylko domem strachów - odparł spokojnie Kazuo. Naprawdę chciał to zrobić i nawet mu nie kłamał.
- To nic - chłopak odparł trochę niczym oparzony. Nie odsunął się jednak od Yujiego. - Yu-chan to naprawdę nic ok? Nic mi nie jest - wymamrotał. - Wszystko gra. Uderzyłem się tylko - mruknął, choć nie do końca wiedział jak można się uderzyć w szyję.
- Nic się nie stało! - podniósł na niego trochę głos puszczając szybko jego dłoń i odsuwając się. Przecież nie mógł mu tego powiedzieć. Zacisnął mocniej wargi. - Nic mi nie jest - powtórzył beznamiętnie i na okrągło. - Muszę dziś być szybciej w domu, cześć - rzucił jeszcze zanim wyszedł. On po prostu się bał, że jak Yuji się dowie to go zostawi... bo kto by chciał być z facetem, który nie potrafi się obronić?
Następnego dnia, Kazuo o dziwo przyszedł na zajęcia punktualnie. Pod koszulę włożył sobie czarny golf. Usiadł na końcu, w ostatniej ławce, przymykając oczy. Chciał się chwilę przespać bo nie miał takiej okazji w domu. Przez ojca zamieniał się znów w tego Kazuo który na wszystkich krzyczał i w ten sposób pokazywał swój ból i frustrację.
Chłopak obudził się wraz z wejściem nauczyciela. Skupił się na lekcji na tyle na ile było to możliwe a na przerwie obiadowej poszedł na dach, unikając wszelkich rozmów i zadawania się ze swoimi kolegami. Bał się tych rozmów.
- Hej - Kazuo posunął się trochę, opierając mocniej o mur. - Dzięki - wziął onigiri z wdzięcznością. Ugryzł je od razu powoli przeżuwając. - Pyszne - odparł po pierwszym kęsie.
Kazuo był głodny, nawet bardzo ale nie chcąc tego pokazać chłopakowi wziął sobie jeszcze tylko jedno onigiri.
- Dzisiaj też trenujesz? - zagadnął go zjadając onigiri powoli. Delektował się każdym jego kęsem.
- Przyjdę - uśmiechnął się lekko. - Na chwilkę tylko żeby cię nie rozpraszać. Przyjdę popatrzeć - zdecydował spokojnie, częstując się jeszcze jedną kulką ryżową. - Dziękuję.
- Pamiętam, tylko nie mam teraz jak wpaść - odparł cicho, odruchowo opierając głowę o jego ramię i przymykając oczy. Odetchnął głęboko kilka razy. - Jak się ma Heniuś?
Kazuo nic mu nie odpowiedział. Przymknął tylko mocniej oczy. Nie był jeszcze gotów by o wszystkim mu opowiedzieć, a nie chciał kłamać.
- Uhm... mam słaby dzień - odparł wcale mu w tym nie kłamiąc. - I nie czuję się najlepiej...
- Tylko nie każdy ma go codziennie - zaśmiał się cicho, oddychając swobodnie. - Mamy jakiś sprawdzian niedługo?
- To wpadnę, pouczymy się razem - uśmiechnął się nieco. Może dzięki temu jakoś poprawi oceny... poza tym zawsze razem jest raźniej. - Mogę prawda?
- Dzisiaj to wszystko ustalę - uśmiechnął się wstając. - Naniosłeś jakieś swoje punkty? - zapytał go zaraz. - Bo przed zajęciami rozmawiałem z Eriką i Ayumi. Obie dopisały jedynie dwie atrakcje do listy - pokazał mu zmiany.
- Na pewno? - upewnił się tylko wstając już i biorąc pudełko z resztą onigiri ze sobą. - To idę do psora dać mu nasz plan zwiedzania.
- Nie trzeba. Poradzę sobie - puścił do niego oczko idąc już do pokoju nauczycielskiego. Przedstawił krótko ich projekt a kiedy ten został zaakceptowany wyszedł z pokoju.
- Yo, Kazuo-kun - Yabu objął go ramieniem, jakby wciąż byli najlepszymi kumplami. - Jak ci się siedzi w drugiej klasie, znowu? - zapytał go ze śmiechem na ustach.
- Nie narzekam - odparł chłodno Kazuo. - Zostaw mnie już - mruknął tylko.
- Oj no weź, nie przesadzaj, zacieśnimy więzi - oznajmił chłodno Yabu ciągnąc go z powrotem na dach, gdzie czekała cała reszta. Wystarczyły dwa ciosy w nieźle już posiniaczony brzuch by padł na ziemię. Kolejny sprawił jedynie że się tam skulił.
- No stary, ja nie wiem kogo myśmy się wcześniej bali - Yabu splunął na niego i zostawił go już w spokoju.
- Nic mi nie jest - jęknął chłopak nawet nie ruszając się z obranej przez siebie pozycji. - Trochę tylko boli - uśmiechnął się krzywo. - Wycieczka zaakceptowana.
- Zostaw - jęknął walcząc z nim, żeby opuścić tę koszulkę. Skrzywił się nieco z trudem siadając. - Idź na lekcje, ja... póki co nie dam rady.
- Nie! - krzyknął spanikowany. - Nie mogę iść do pielęgniarki - zatrząsł się cały. - Nie mogę - poczuł łzy w oczach więc spuścił głowę starając się to jakoś ukryć.
- Mój...tata wyszedł z więzienia - odparł tylko, zaciskając mocniej zęby. - Jak pójdę do pielęgniarki... dyrektor na pewno mnie... zawiesi bo Yabu się upiec musi... i będę musiał siedzieć w domu całe dnie...
- Raz już zgłosiłem i co z tego? Jego szef szybko go wyciągnął z więzienia bo jest dobrym gliną - wyjaśnił, opierając się mocniej o mur. - Nic mi nie jest. Yabu tylko... tylko doprawił i trochę boli.
- Nie mogę - odparł cicho. - Nikt mi przecież już nie uwierzy - uśmiechnął się krzywo dźwigając się na nogi. - Już mi lepiej - dodał cicho.
- Nie mogę Yuji - odparł cicho. - Ja się go po prostu boję - wymamrotał. - On ma broń... naładowaną broń - poczuł lekki dreszcz przechodzący mu przez plecy. - Boję się go, raz spróbowałem... obiecał mi że jak tylko wyjdzie to pożałuję swojej decyzji... żałuję. Więcej nie chcę żałować.
- Nie strzeli... póki jestem posłuszny - odparł na to, spoglądając na Yujiego. - Widzisz? Dlatego właśnie Yakuza jawi mi się lepiej niż policja - uśmiechnął się krzywo. - Dziewczynki są na wycieczce... a potem... jak wrócą... - zacisnął mocniej pięści. - Może babcia się nimi zajmie.
- Ne... odpuść Yuji - odparł cicho Kazuo, wracając wreszcie do klasy i nie wychodząc z niej już nawet podczas przerwy.
Kazuo nic mu nie odpowiedział. Właśnie dlatego nie chciał mu nic mówić. Po zajęciach przyszedł na moment obejrzeć kendo w jego wykonaniu, a potem poszedł do domu.
Kazuo odpisał mu dopiero późnym wieczorem.
'Wszystko gra. Byłeś świetny z tym mieczem, aż ciarki po plecach mi przeszły. Nie chciałbym być twoim wrogiem.'
A dwie godziny później wysłał mu jeszcze kolejną wiadomość.
'Mogę wpaść?'
Kazuo znalazł się tam już po piętnastych minutach. Zapukał do drzwi i wszedł do środka po cichu. Zsunął na progu buty.
Kazuo przycupnął tylko na krześle przy stole.
- Ja tu tylko chwilę posiedzę ok? - zapytał ich o pozwolenie.
- Tu jest ok - odparł spokojnie obserwując ich tylko, kiedy oglądali film. Nawet nie zauważył kiedy oczy same mu się zamknęły i wkrótce spał z głową na stole.
Kazuo obudził się koło 6 nad ranem wiedziony zapachami dochodzącymi z kuchni. Usiadł zaskoczony i nieco zamroczony.
- Cholera... - jęknął. - Przepraszam Yuji - szepnął do chłopaka w kuchni. - Trzeba było mnie obudzić... poszedłbym do domu...
- Shuji ma inną posturę - odparł cicho. - Ty, no zupełnie inaczej wyglądasz - nie wiedział jak to wyjaśnić. - To prawda że na pierwszy rzut oka jesteście podobni, ale jak już was się trochę zna... to widać różnicę - wymamrotał.
- Bo ja jestem wyjątkowy - zaśmiał się puszczając do niego oczko. - Mogę ci jakoś pomóc?
- Ohayou Kazu-chan - Shuji postanowił pograć Yujiego. Rzucił mu się na szyję przytulając się do niego beztrosko. - Jak się czujesz? - zapytał pozornie zatroskany.
- Jestem zniesmaczony - odparł mu na to Kazuo odsuwając go od siebie. - Dzięki - ucałował Yujiego w policzek i poszedł pod prysznic.
Kazuo wziął więc krótki prysznic i wyszedł w tych samych ciuchach z mokrymi włosami na śniadanie.
- Dziękuję, wygląda smacznie, pachnie jeszcze lepiej - wyszczerzył się do Yujiego siadając na wolnym miejscu. - Itadakimasu.
- Tak i mamy dość napięty program... nie wiem czy się ze wszystkim wyrobimy ale co tam - uśmiechnął się nieco Kazuo, częstując się też omletem.
- I bierzemy dwójkę - podpuścił go Kazuo, śmiejąc się z reakcji Yujiego. - Ale obiecałem trzymać łapki przy sobie.
- Ale co ja mogę - chłopak zrobił smutną minkę. - Przecież dopiero zaczynamy nasz związek. Poczekać muszę
- Wszystko będzie po kolei - zapewnił go Kazuo, wstając w końcu od stołu. - Dziękuję za gościnę - podziękował im. - Pójdę już.
- Przyjdę, postaram się - ucałował go raz jeszcze w policzek. - Do zobaczenia - uśmiechnął się wychodząc.
Kazuo przyszedł do szkoły tak jak obiecał. Usiadł w swojej ławce starając się zniknąć. Kiedy zobaczył Yujiego złapał go za rękę i posadził go sobie na swoich kolanach wtulając twarz w jego plecy.
- Przepraszam, wiem że nie lubisz ale... przepraszam.
- Przepraszam, ale cię teraz potrzebuję, bardzo - mruknął tylko, mocniej go obejmując ramionami.
Pokręcił przecząco głową. Jeszcze nic takiego się nie stało. Odetchnął głęboko.
- Dzisiaj muszę być szybko w domu - odparł tylko cicho. - Zaraz po treningu.. - zacisnął nieco wargi. - Nabieram teraz odwagi od ciebie.
- Twoje tchórzostwo jest moją siłą - mimowolnie zachichotał, wtulając głowę nieco mocniej w jego plecy. - Bo się wkurzył na mnie za tę noc...
- Nie zrobił nic dużego - poprawił go spokojnie, nabierając jeszcze kilka głębokich oddechów, zanim go puścił.
- Uhm chodziło o to że nie wróciłem na noc - odparł cicho. - Ale... to była pierwsza spokojna noc - uśmiechnął się delikatnie. - Ne... wpadniesz pooglądać trening?
- Oj chyba nie aż tak słodko wyglądam co? - zapytał go nieco się czerwieniąc. - Super... to postaram się na treningu.
- Oj chyba nie aż tak słodko wyglądam co? - zapytał go nieco się czerwieniąc. - Super... to postaram się na treningu.
- Rozumiem że jak nie śpię to już problem... no wiesz - obraził się i wyjrzał teatralnie przez okno uznając że nie będzie z nim gadał.
Kazuo nie odwrócił głowy od okna ale uśmiechnął się nieco, po czym lekcja została rozpoczęta.
- I tak przyjdę - zapewnił go, otwierając zeszyt i podając mu tę część lekcji której nie zdążył zapisać.
- Yuji... on i tak mnie zleje - zauważył cicho chłopak. - Będziesz ze mną w parze na chemii? Mamy robić jakiś eksperyment... a ja nie bardzo się czuję w chemii.
- Na razie to wytrzymuję, daję radę - odparł cicho, nie chcąc już o tym rozmawiać. - Dziękuję - uśmiechnął się do niego lekko.
- Nic mi nie będzie - odparł tylko nie chcąc dłużej o tym rozprawiać. Wiedział że nie znajdował się w kolorowej sytuacji. Nauczyciel rozdał im przybory i wyjaśnił raz jeszcze doświadczenie. - Tłumacz - poprosił go Kazuo, patrząc na każdy ruch chłopaka.
- Bardzo dobrze, znakomicie - oznajmił nauczyciel zadowolony. - W takim razie chciałbym żebyś Kazuo przedstawił raz jeszcze jak to zrobiliście, całej klasie. Wówczas wstawię wam ocenę - uśmiechnął się do niego zachęcająco prowadząc na środek. Podejrzewał bowiem, że Yuji wykonał całą robotę, a Kazuo zgarnąłby piątkę za nic. Chłopak przełknął ślinę patrząc z lekką paniką na Yujiego. Akurat w chemii był noga i bał się że coś pochrzani.
Zdecydowanie nie czuł się pewnie, stojąc przed całą klasą z probówkami w dłoniach. Głos mu drżał kiedy wszystko tłumaczył od nowa, kopiując słowo w słowo to co usłyszał od Yujiego. Jednocześnie tak mu się trzęsły dłonie że bał się iż coś porozlewa. Nabrał kilka głębokich oddechów i odsunął się od biurka kiedy skończył, podejrzewając że zaraz nastąpi wybuch. Tak się nie stało. Odetchnął z ulgą.
- No proszę... dziękuję, Kazuo-kun. Możesz wrócić na miejsce. Obaj otrzymujecie 5 - oznajmił wesoło nauczyciel.
- To było straszne, myślałem że padnę tam na zawał - odparł mu zaraz mimo wszystko szczerząc się jak głupi.
- A co? Myślałeś że tego nie robię? - zapytał go nieco urażony. - To że jestem głąbem nie znaczy że nie słucham - wymamrotał cicho, siadając już na swoim miejscu.
- Mówiłeś takim prostym językiem, że nawet zrozumiałem troszeczkę - odparł spokojnie. - Dziękuję. Dzięki tobie mam pierwszą w życiu piątkę z chemii - przyznał mu się.
- Chcę - odparł wesoło. - Dzięki - powtórzył jeszcze raz w nieco lepszym humorze niż był do tej pory.
- Arigato - uśmiechnął się kładąc się z głową na jego kolanach. - Mogę tak? Nikt nie patrzy - uśmiechnął się do niego jedząc pierwsze onigiri.
- A zrobisz mi kiedys takie bento? Twoja kuchnia jest naprawdę smaczna - uśmiechnął się do niego delikatnie, kończąc drugie onigiri.
- Bo nie chciałem żebyś się męczył... ale raz chętnie bym takie zjadł odparł szczerze, na moment przymykając oczy. - Mhm wiatr tu jest przyjemny.
- Dzięki - odparł nieco zarumieniony, po czym ugryzł swoje onigiri, przełykając je raczej powoli.
- Bo dostanę od ciebie bento - odparł czując jeszcze większe rumieńce. - Od ciebie - puknął go lekko palcem w pierś, już siadając.
- Dla mnie to wyjątkowe - odparował cicho. - Więc już nie marudź.
- A czy to ważne czemu? Po prostu się ucieszyłem i tyle - odparł spokojnie, głaszcząc go po włosach.
Kazuo cały czas głaskał go po głowie, aż w końcu zadzwonił dzwonek, wówczas to zerwali się na równe nogi i pobiegli do klasy.
Kazuo narzucał długie i dość szybkie piłki. Nie był w swojej najlepszej formie ale chciał się pokazać w jak najlepszym wydaniu. Dał z siebie wszystko na treningu po czym zmęczony poszedł pod prysznić, a gdy wyszedł złapał jeszcze na moment Yujiego.
- Podobało ci się? Bo mnie twoje kendo bardzo - oznajmił spokojnie.
- Zobaczysz - obiecał mu wesoło idąc z nim do wyjścia ze szkoły. - Na pewno zobaczysz - dodał zaraz i pożegnał się z nim krótkim buziakiem. Następne dwa dni Yuji nie miał od niego ani jednego znaku życia.
- Yuji-kun, czy mógłbyś zanieść to Kazuo? - nauczyciel, ich wychowawca podał mu notatki z dwóch ostatnich dni. - Jego mama dzwoniła, że choruje - dodał zaraz. - A wy się chyba przyjaźnicie.
- Ja wiem, gdzie on mieszka - wtrącił się nauczyciel, otwierając dziennik na odpowiedniej stronie. Zanotował adres Yujiemu, podając mu karteczke.
Kazuo potrzebował dobrych 15 minut do dotarcia do drzwi i kolejnych dwóch do ich otwarcia. Ubrany był w przydużą bluzę. Miał podkrążone oczy, całkiem bladą cerę i był spocony od trawiącej go gorączki.
- Hej - przywitał się z nim, trzymając się framugi. - Wypijesz herbaty? Nikogo nie ma.
Chłopak wskazał mu tylko dłonią który pokój jest jego. Spał na materacu położonym w kącie pokoju.
- Boli mnie jak oddycham - szepnął mu do ucha, by z kimś się tym podzielić. - Ale zrobię ci herbaty - dodał zaraz zmuszając się do tego, kiedy stracił równowagę i usiadł na łóżku, krzywiąc się nieco z bólu. Wstawił przy tym czajnik elektryczny. - Na półce jest kubek z Yodą... czysty.
- Ale...to minie. Po prostu... tak mnie boli - odparł zakrywając się kocem i zamykając oczy. - Przepraszam... nie miałem siły... odpisać - wskazał na telefon leżący tuż obok.
- Tylko ze mną trochę zostań - poprosił go cicho, łapiąc go za rękę. Czuł się odrobinę lepiej z nim przy swoim boku. Zmknął oczy oddychając płytko ale spokojnie. Nie powiedział mu tylko że nie jadł nic poza jego onigiri dwa dni temu. Yuji by się tylko przeraził bardziej.
- Ne... nikt cię nie gnębi, prawda> - upewnił się cicho.
- Nie mam nic do jedzenia w lodówce - odparł krzywiąc się kiedy podniósł się na łokciach. - Boli - syknął do siebie, łapiąc się za żebra. Może rzeczywiście lepiej byłoby pojechać do lekarza. - Uhm mam jakieś tabletki...
- Pojadę... autobusem - szepnął, częstując się jednym onigiri. Popił go wodą i odkaszlnął. - Ok... - na chwilę jeszcze zamknął oczy po czym skoncentrował się i wstał.
Jakoś dali radę wsiąść do autobusu, gdzie Kazuo opadł na siedzenie niezbyt przytomnie opierając głowę o ramię Yujiego. Przysnął kompletnie wypompowany.
Chłopak ledwie mu się tam trzymał. Nie był specjalnie rozmowny. Bał się tej wizyty.
- A jak zobaczą siniaki? - zapytał Yujiego nieco przerażony. - To co ja im powiem?
- Na pewno mnie zapytają - szepnął przerażony. Zacisnął lekko pięści naprawdę się bojąc. - Wejdziesz ze mną? - zapytał niczym dziecko.
Kobieta od razu zabrała się za osłuchiwanie go. Była przerażona jego stanem zdrowia, a zwłaszcza licznymi sińcami oraz połamanymi żebrami.
- Będziesz musiałtu zostać - stwierdziła spokojnie.
- Ja nie mogę - odparł szybko Kazuo, próbując wstać. Kobieta go lekko popchnęła na łóżko.
- Nigdzie nie idziesz. Chciałabym porozmawiać z twoją matką, Kazuo - oznajmiła łagodnie.
- Ale ja nie mogę... muszę wrócić do domu - miał łzy w oczach kiedy to mówił.
- Kazuo, będę z tobą szczera. To nie pierwszy raz jak trafiasz do mnie z takimi ranami - odparła szczerze. - Bo to nie są zwykłe sińce. Ty jesteś cały jak jeden wielki siniec - westchnęła ciężko. - Śmiem twierdzić, że nie jesteś bezpieczny.
- Pani nie rozumie... - chłopak przetarł łzy dłonią, żeby Yuji ich nie widział. - Nie może mnie pani trzymać...bez zgody rodziców...
- Mogę Kazuo, jeśli mam podstawy sądzić, że w domu jesteś bity - odparła tylko, po czym zwróciła się do Yujiego. - Tydzień na pewno, musimy zrobić prześwietlenie. Skarży się na ból w płucach.
- Ale ja nie mogę - odparował chłopak. - On mnie zabije - jęknął tylko wstając i niemal krzycząc z bólu. Opadł na poduszki tracąc na moment przytomność.
- Będzie leżał w sali numer 17 - odparła kobieta, zapisując to Yujiemu. - Jakbyś chciał odwiedzić - uśmiechnęła się, podając mu też odpowiednie dokumenty.
- Spróbuję - odparła spokojnie. - Byłoby genialnie gdybyś skontaktował się z jego mamą - dodała zaraz, podając mu numer telefonu. - Ja również będę dzwoniła ale nie wiem czy ta kobieta ode mnie odbierze.
- ROzumiem - odparła tylko, po czym uśmiechnęła się przyjaźnie. - Miejmy nadzieję że tym razem będzie rozsądna. Nie wiem co jej mężczyzna musi zrobić, żeby wreszcie go zostawiła - burknęła. - Okay znikaj - odprawiła go gestem ręki sama wracając do Kazuo.
- Gdzie cię wywiało - Shuji stał w progu z założonymi na piersiach rękoma. - Martwiłem się. Nie odbierałeś telefonu - fuknął na niego. - Spaliłem garnek. Zrobiłem obiad... - dodał zaraz.
- Byłem głodny - wymamrotał na swoje usprawiedliwienie, patrząc na opłakany stan okonomiyaki. - Ale jest smaczny - zapewnił go. - Musiał kiepsko wyglądać że z nim pojechałeś. Buzi było? - zainteresował się.
- To dobrze... - odparł tylko chłopak kładąc się na stole. - To teraz musisz się nim opiekować - odparł. - Bento każdego dnia.
- Okropny z ciebie chłopak - zakomunikował mu to Shuji wstając z miejsca i zmywając naczynia, gwiżdżąc pod nosem. - Ale widać w szkole jak się martwisz - pokazał mu język. - Wpadłeś po uszy.
- Odwdzięczam się za nabijanie się z moich okonomiyaki - odparował chłopak przeciągając się lekko, po czym usiadł na kanapie włączając telewizję.
Kazuo spędził w szpitalu cały dzień i noc, by następnego dnia zostać z niego wypisanym. Jego mama nie zgodziła się na dłuższą kurację, gdyż nie miała czym za nią zapłacić. Ojciec czekał już na nich przed szpitalem.
- Wszystko gra? - zapytał go, podając mu melon pan.
- Uhm tak - chłopak nie chciał się mu narażać, kiedy ten miał całkiem niezły dzień... a przynajmniej był trzeźwy. - Mam tylko odpocząć jeszcze trochę - dodał, choć przecież wcale nie czuł się lepiej. No może problemy z oddychaniem znikły, bo lekarze nastawili mu żebra. Ugryzł nieco swojego chlebka wsiadając na tylne siedzenie auta.
- To świetnie, dzisiaj jeszcze odpoczniesz a jutro wrócisz do szkoły - oznajmił mężczyzna.
- Kochanie, Kazuo powinien zostać parę dni w domu - zaprotestowała słabo kobieta.
- Już za długo w nim siedział. Wychowujesz nieroba - żachnął się mężczyzna. - Nic tylko siedzi z dupą i marudzi.
'Mama mnie wypisała. Jest lepiej. Mogę oddychać.' poinformował go, zaraz jednak dopisując. 'Jutro będę w szkole.'
'Nic mi nie będzie' odpisał tylko, odkładając telefon pod poduszkę, kiedy ojciec wszedł do pokoju.
- Widziałeś moją broń? - zapytał chłodno. Kazuo pokręcił przecząco głową i zaraz się usunął mu z drogi, by ten swobodnie przeszukał mu pokój.
Następnego dnia pojawił się w szkole. Nie przytulił Yujiego ani nic, nie chcąc przypadkiem by się zaraził. Nosił nna twarzy maskę chroniącą przed zarazkami.
- Nie mogę być w domu - odparł tylko nie wdając się w szczegóły. - Jak poczuję się słabiej to pójdę do pielęgniarki - szepnął kładąc się na ławce. - Strasznie boli mnie głowa i żołądek.
- Okay - szepnął tylko wstając i wychodząc z klasy. Kiedy położył się na łóżku u pielęgniarki. Niemal od razu odetchnął z ulgą.
- Ne, myślisz że jak będę tu przesypiał wszystkie lekcje... to mi się polepszy? - zapytał go cicho, dźwigając się do siadu i częstując się kawałkiem kiełbaski. - Mhm jak ty to robisz? Za każdym razem jest lepsze
- Yuji ja nie moge tam leżeć. Chciałem - zapewnił go cicho. - Ale jak tam zostanę to moje zdrowie raczej się tylko pogorszy - dodał ciszej. - Wcale nie przesadzam. Sam posmakuj.
- Mama wypisała mnie ze szpitala - odparł tylko opadając ciężko na poduszki. - Ostatnio w ogóle nie ma co jeść - dodał. - Wszystko co mamy przepija... muszę wydobrzeć żeby wrócić do pracy - mruknął tylko. - Dobrze, że małe są bezpieczne.
- Yuji dwa lata temu zgłosiłem i zabrali go. Proces trwał pół roku, przez który musiałem opowiadać co i rusz... co mi robił. Został skazany na pięć lat, wyszedł po półtora roku bo jego szef tak chciał. Teraz... jeśli zgłoszę sprawa zostanie zatarta. Po coś go wyciągali z więzienia, pewnie jest im do czegoś potrzebny - wyjaśnił jak on to widzi. - Yuji... a nie móggłbym u was przenocować ze 2 razy?
Kazuo zacisnął zęby, przymykając na moment oczy.
- Moja babcia nie ma tyle miejsca. Proponowała mi, ale... nie pomieścilibyśmy się tam - odparł tylko, bo przecież wiedział, jak kobieta ledwie wiąże koniec z końcem, a jej domek ma dwa pokoje i nie ma szans na więcej rozłożonych futonów. - Ale to nic. Wydobrzeje i będzie lepiej - powiedział optymistycznie. - A tata... tata jedzie pod koniec tygodnia na jakąś tam ważną misje, więc nie będzie go trochę.
- Nie wiem Yuji. Mama chyba nie chce się rozwieźć - odparł na to zamykając oczy. - Ne jak będziemy w Kyoto... pojdziesz ze mną wieczorem na mały spacer?
- Un dziękuję - uśmiechnął się jeszcze do niego, zasypiając. Kiedy się znów obudził lekcje już się kończyły. Niechętnie wyszedł z ciepłego łóżka.
- Dzięki - odparł z lekkim uśmiechem, odkładając buty do szafki i wsuwając te drugie na nogi. - Dzisiaj pójdę do domu ale może jutro? - zapytał go zaraz.
- Już nie mogę się doczekać - przyznał ze śmiechem na ustach. - Tego dobrego jedzonka.
- Trzymam cię za słowo - wyszczerzył się do niego, idąc z nim chwilę w stronę swojego domku.
- Mhm... postaram się Yuji... postaram - obiecał mu tylko i poszedł do domu.
Kazuo przyszedł dopiero na drugą lekcję. Na pierwszą nie dał rady. Usiadł na swoim miejscu słuchając trochę lekcji, a na przerwie uśmiechnął się do Yujiego.
- Yo - zagadnął go. - Temperatura dzisiaj utrzymuje się na poziomi 38,1... odżywam.
- Ej ale to aktualnie dobra wiadomość. Wczoraj miałem 38,9 - zrobił naburmuszoną minę i zbierając swoje rzeczy ruszył do pielęgniarki.
- Znowu? - kobieta wywróciła oczyma, pokazując mu dłonią łóżko.
Kazuo wziął od niego bento i pałeczki.
- Dziękuję - otworzył je najpierw chwilę patrząc na wygląd środka i napawajc się zapachem, zanim rozpoczął jedzenie. - Co teraz masz? - zapytał go zaraz.
- Dziękuję, jest pyszne - zapewnił go teraz jedząc kawałek kiełbaski. - Może po w-fie wrócę na resztę lekcji - zastanowił się cicho.
Kazuo westchnął cicho, już nic nie mówiąc. Po prostu miał już dość takiego leżenia bezsensownego. Skończył jednak jedzenie i oddął mu pudełeczko dziękując.
- Tylko nie daj się nikomu - poprosił go, głaszcząc go lekko po policzku.
- No dobrze, tylko uważaj na siebie - poprosił go cicho, głaszcząc go po ramieniu i opadając gładko na podusie. - Czas spać.
Kazuo przyjął to do wiadomości. Dwa dni póóźniej czuł się o niebo lepiej. Powoli przestawał gorączkować i sińce również robiły się bledsze. Wszystko przez to, że jego ojciec postanowił nie bić go kiedy ten jest chory.
- Dzisiaj jest 37,2 więc mogę już siedzieć na lekcjach - uśmiechnął się szeroko. - Ale nie będę dziś jeszcze ćwiczył - dodał zaraz. - A jak tam przygotowanie do testu?
- Mogę dzisiaj wpaść? - zapytał go zaraz. - Pouczyć się z wami?
- Okay to przyjdę - zapewnił go chłopak wesoło.
- Tatusiu bałem się - chłopiec rozpłakał się w ich ramionach, wciskając się nieco mocniej w Tomo.
Kazuo skinął lekko głową.
- Okay, przyjąłem do wiadomości. Coś przyniosę - obiecał spokojnie.
- Hm? - chłopak wzruszył ramionami. - Serce nie sługa prawda? Zabiło mocniej i wiedziałem że to ty - dodał zaraz cicho.
- Nie - chłopak potrząsnął przecząco głową. - Ja nie wiem... po prostu mi się podobasz - przyznał rumieniąc się.
Kazuo opuścił sporo zajęć. Nie przychodził do szkoły obawiając się, że ktoś może zauważyć coraz częściej pojawiające się siniaki na jego ciele. Dopiero interwencja Yujiego zmusiła go do wynurzenia nosa zza czterech ścian. Jego chłopak zwyczajnie się o niego martwił. Poszedł więc do nauczyciela, a ten udał się z wizytą do domu Yamanaki. Kazuo skrzywił się lekko widząc go na progu.
- Rodzice są w pracy - oznajmił spokojnie, upewniając się, że bluza wszystko zakrywa. - Mama wróci wieczorem, a tata... nie wiem. Już pan zobaczył, że nic mi nie jest, więc może pan stąd odejść, prawda? - unikał wzroku nauczyciela, cały czas trzymając się w cieniu z kapturem na głowie. Naprawdę nie chciał by ktokolwiek zobaczył co się dzieje u niego w domu. Zacisnął mocniej szczęki. - Do widzenia - mruknął cofając się do mieszkania z zamiarem zatrzaśnięcia drzwi.
Tomo chłonął widoki Paryża całym sobą. Wszystko tu wydawało mu się takie inne. Takie... Europejskie. Mocno wtulił się w Takano, kiedy ten wyszedł z bagietkami i serami francuskimi ze sklepu. Uśmiechnął się do niego szeroko, wisząc mu przez chwile na szyi.
- Tak sobie właśnie pomyślałem, że taki trochę Francuzik jesteś - oznajmił wesoło, nie mając nic złego na myśli. - Jakoś tak pasujesz do tej całej atmosfery tutaj i to twoje "merci" jest takie... baaardzo francuskie. Mój akcent jest do bani.
Kazuo miał ochotę na niego krzyknąć. Kazać mu się wynosić, bo nie potrzebował niczyjej łaski ani pomocy. Radził sobie jako tako. Zamiast jednak tego otworzył drzwi szerzej i obrócił się na pięcie idąc wgłąb mieszkania. W środku panowały egipskie ciemności oraz przeraźliwy chłód.
- Mama w ferworze walki spóźniła się z zapłatą rachunków - mruknął usprawiedliwiając rodziców i zbierając kilka butelek po vódce z salonu, by nauczyciel mógł spokojnie usiąść na kanapie. - Nie będzie herbaty. Gazu też nie ma - dodał jeszcze przynosząc im po szklance wody z kranu i zapalając na stole świeczkę. Jemu te ciemności nie przeszkadzały. Przynajmniej ani jego wychowawca, ani Yuji nie mogli dostrzec jak bardzo jest źle. Zacisnął delikatnie wargi, czując ssący głód. Nie miał niczego w ustach od dobrego tygodnia. - Już pan zobaczył wszystko. Może pan już iść - mruknął cicho.
[faktycznie... trudno. oni mają noc poślubną każdego dnia xD]
Tomo skinął lekko głową, puszczając go wreszcie i biorąc go za rękę z delikatnym uśmiechem.
- To jutro... jutro go odwiedzimy - zdecydował, czując że ten dzień będzie wyczerpujący. - Bo chciałbym jeszcze tak w łóżeczku z tobą się powylegiwać - dodał zaraz.
- Ja rezygnuję ze szkoły. Jutro przyniosę odpowiednie papiery - odparł chłopak odsuwając lekce i bento w stronę Yujiego. - Teraz już możecie sobie iść, prawda? Nie powinno się nachodzić czyjś dom bez wyraźnego nakazu - dodał jeszcze twardo. - Nic mi nie jest. Nie potrzebuję pomocy.
- Przecież wiesz... że ze mną na wylegiwaniu się zaczyna - wyszczerzył się do niego i zaraz skinął głową. Pasowało mu to. Nawet pyszne śniadanko w apartamencie.
- Uhm... lepiej będzie jak sobie już pójdziecie - chłopak rzucił przerażone spojrzenie na zegar. - Proszę, idźcie sobie. Zwłaszcza ty, Yuji. Idź już - zacisnął wargi w cienką linię, zbierając szybko szklanki po wodzie. Był tak przerażony, że nawet nie zauważył, kiedy nadepnął na szkło, leżące gdzieś na podłodze. Nawet go to nie zabolało. Adrenalina robiła swoje. - Proszę... idź... - zaczął znowu, ale nie zdążył, jego ojciec otworzył drzwi wchodząc do domu.
- Kazuo! - krzyknął od progu całkiem pijany, beztrosko wymachując bronią to na prawo, to na lewo. Chłopak zacisnął pięści i odruchowo wszedł prosto pod lufę ojca. - O, tu jesteś, dzieciaku - mężczyzna poklepał go wolną ręką po policzku, jednocześnie pozwalając mu odebrać sobie broń. Chłopak jak w amoku rozbroił ją szybko, odrzucając na bok, a naboje chowając do kieszeni. Wolał by potrzebował trochę czasu na ponowne naładowanie jej. Odetchnął z lekką ulgą.
- Tato, usiądź... to mój nauczyciel - szepnął blednąc nieco na twarzy.
- Co żeś znowu zmalował w budzie, smarkaczu?! - mężczyzna wpadł w furię widząc nauczyciela. Wykręcił chłopakowi rękę i popchnął go na ścianę, wciąż i wciąż go wyzywając. Złapał go za włosy drugą ręką i uderzył jego głową o ścianę. Kazuo stracił przytomność w tamtym momencie, a jego ojciec powlókł go wówczas do drugiego pokoju, po czym zamknął go na klucz.
- Może być pan spokojny, mój syn na pewno nie powtórzy swojego czynu - oznajmił rozsiadając się na fotelu i odpalając sobie papierosa od zapalonej świeczki.
- Proszę mi tu nie ściemniać. Gdyby był dobrym uczniem to pana by tu nie było - wywrócił oczyma mężczyzna paląc spokojnie papierosa, kiedy go skończył poszedł z powrotem do pokoju Kazuo. Zignorował obecność Yujiego i poklepał chłopaka dość mocno po rozpalonych policzkach. - Wstawaj smarkaczu - warknął na niego, łapiąc po drodze butelkę whisky i z braku laku, oblewając jej zawartością dzieciaka. Kazuo zakrztusił się alkoholem i niemal od razu usiadł nie zważając na ból i zawroty głowy.
- Przepraszam - jęknął widząc ojca przed sobą. - Przepraszam, nigdy więcej ich tu nie wpuszczę - obiecał mu szybko licząc tylko na spokój.
- Chodź smarkaczu, jeszcze z tobą nie skończyłem - rzucił chłodno jego ojciec wyprowadzając go z pokoju i zmuszając do uklęknięcia przed jego wychowawcą. - Jego powinieneś przeprosić za swoje zachowanie - fuknął. - Kiedy ostatnio byłeś w szkole, co? Pozwoliłem ci ją opuszczać? - warknął na niego, znów się zamachując. ale tym razem Kazuo był na tyle przytomny by zasłonić swoją głowę rękoma. Cios dotarł jednak w żebra, sprawiając mu tak duży ból, że jedynie całą siłą woli powstrzymał chcący wyrwać mu się z piersi krzyk. Nie mógł krzyczeć przy Yujim. Nie będzie go jeszcze bardziej straszył.
- Przepraszam! - jęknął po kolejnym ciosie. - Przepraszam, przepraszam, przepraszam - całkiem spanikował widząc, że wypluwa krew. - Przepraszam... - rzucił jeszcze, ale kolejny cios już do niego nie dotarł. Nauczyciel otrząsnął się z amoku i stanął na drodze pijanemu furiacie.
- Wystarczy. Myślę, że Kazuo zrozumiał swój błąd - zacisnął mocno pięści.
Kazuo już nie wiedział co się wokół niego dzieje. Wymiotował krwią i nie mógł tego powstrzymać. Był przerażony, toteż kiedy poczuł, że ktoś go podnosi z ziemi i kładzie na noszach, nawet nie protestował, skupiając się tylko na wypluwaniu krwi. Nie chciał się przecież udusić. Jego nauczyciel podał swój telefon policjantowi i po krótkiej wymianie zdań z sanitariuszami, obrócił się do Yujiego, łapiąc go w ramiona.
- Pomożesz mi spakować Kazuo? Nie pozwolę mu wrócić do tego domu - wyjaśnił cicho. Nie chciał, by jego uczeń znów musiał siedzieć w tej toksycznej rodzinie. Bo matki też nic nie usprawiedliwiało. Już dawno powinna zareagować. - Potem pojedziemy do szpitala - dodał jeszcze. - Byłeś dzielny - poklepał go lekko po głowie. - Zawiadom tylko brata, gdzie jesteś, co by cię nie szukał.
- Oj tam, oj tam. Raczej ci to nie przeszkadza - zauważył rezolutnie śmiejąc się pod nosem z jego miny. Wtulił się w jego bok wdychając francuskie powietrze. - Ne, Taka-chan? Będziesz mnie już zawsze kochał, prawda? - zapytał spoglądając na swoją obrączkę. - Bo ja ciebie będę.
- Zamieszka ze mną - odparł spokojnie. - Do zakończenia szkoły, a potem pewnie będzie chciał się usamodzielnić - uśmiechnął się mężczyzna, obejmując na moment Yujiego i głaszcząc go dla uspokojenia po plecach. - Powinno być w porządku - szepnął, choć nie był pewien. Sądził, że Kazuo nie będzie chciał zeznawać, a to jego zeznania najbardziej by się liczyły.
- Mhm to dobrze - wyszczerzył się do niego Tomo, wtulając się mocniej. - Bardzo, bardzo dobrze.
- Pewnie, że w porządku. Przecież mieszkam sam. Mam dodatkowy pokój, który mogę przerobić na pokój dla nastolatka - uśmiechnął się mężczyzna, po czym skinął głową. - Będziesz mile widziany - poklepał go po plecach, po czym odebrał od niego torbę Kazuo i zaprowadził go do samochodu. - Nie masz się co martwić. On teraz będzie przechodził operację.
- Wiem, że się bardzo boi. Widziałem go. Widziałem i żałuję, że nie poszliśmy jak nas o to prosił. Może wtedy jego ojciec nie wpadłby w taką furię - westchnął ciężko mężczyzna, którego sparaliżowało w momencie, w którym Kazuo rozbroił broń ojca. Żadne dziecko nie powinno wiedzieć jak posługiwać się bronią, zwłaszcza będąc w takim stanie. Przecież wystarczyło uderzyć nieodpowiednią strunę i ten chłopak stałby się mordercą. Zacisnął mocniej ręce na kierownicy. - Będzie musiał iść do psychologa - oznajmił tylko. - A ty będziesz musiał być niezwykle cierpliwy, bo raczej nic nie załatwisz krzykiem - przeczesał palcami swoje włosy, jadąc całkiem spokojnie do szpitala. - Jest źle. Żebra najpewniej przebiły mu płuca, a nie było wiadomo czy nie miał już wcześniej jakichś urazów wewnętrznych. Zgaduję, że codziennie przechodził przez piekło.
- Bardzo chętnie, kochanie - Tomo wcisnął odpowiedni guzik w windzie i ucałował mocno mężczyznę w usta. - Ale taki dłuuugaśny.
Mężczyzna nic mu nie odpowiedział. Zatrzymał się tylko przed szpitalem i poszedł wraz z nim do rejestracji. Tam dowiedzieli się, że operacja jeszcze trwa. Mogli jedynie czekać. Po dobrej godzinie Shuji wpadł do szpitala i usiadł obok brata.
- Nic ci nie jest? - zapytał go, pobieżnie go oglądając. Gdyby coś by mu się stało, zatłukł by Yamanakę, za to że nie obronił swojego chłopaka. - Jesteś cały? Nic ci nie zrobił ten świr? Gdzie jest ten twój cały facet, przez którego tyle ryczysz?
- Super - ucieszył się na ten plan, wtulając się w niego mocniej. - A będziemy mieć czas na małe malunki? Chciałbym żebyś nas narysował na tle zachodzącego słońca w swoim ulubionym zakątku Paryża - szepnął, całując raz po raz jego usta. - Jesteś najlepszy.
- Uhm to dobrze - Shuji pogłaskał brata po ramieniu mocno go przytulając. - Już dobrze - poczochrał go po włosach. - Musisz być teraz silny - westchnął cicho. - Ale ja ci pomogę - zapewnił go.
- Okay - Tomo poszedł się przebrać w wygodne ciuchy i w białym t-shircie oraz spodniach dresowych przyszedł do kuchni poobserwować swoje ciasteczko. Oblizał lekko wargi. - Kochanie? Mówiłem ci juz że bóg seksu z ciebie/
- I to mi się podoba - Shuji uśmiechnął się do niego lekko. - Dasz sobie radę braciszku.
- Będę ci to powtarzał częściej - zaśmiał się Tomo podchodząc do niego i całując go mocno w usta. - Kocham cię - pogłaskał go po piersi.
- Na razie poczekaj aż się obudzi - poradził mu. - Bez tego nic nie zrobisz... - westchnął cicho. - To chyba normalne że będzie się bał... - dodał zaraz. - Może nie warto prosić go by zeznawał?
- Basen? Mhm kusząca propozycja, ale mogę ci odpowiedzieć po zwiedzaniu? Bo jak będę padnięty to basen odpada, wolę wyrko z moim bogiem seksu i małym co nieco - puścił do niego oczko.
- Ech macie przecież nagranie - szepnął Shuji. - I obudzi się, zobaczysz - uśmiechnął się lekko. Dopiero cztery godziny później lekarze wyprowadzili Kazuo z sali operacyjnej. Chłopak był podłączony do kilku pikających maszyn, a jego matka znalazła się tuż przy nim, pytając raz za razem co z nim.
- No... dobrze. Ale odpowiem ci po całym zwiedzaniu - wyszczerzył się do niego zajadając kanapeczki. - Kochanie jest idealnie.
Kobieta obrzuciła Yujiego chłodnym spojrzeniem i uderzyła go mocno w policzek.
- Jak śmiesz tak się do mnie odzywać smarkaczu?! Niczego o mnie i o mojej rodzinie nie wiesz! - krzyknęła, po czym wypchnęła go za drzwi. - Nie należysz do rodziny. Nie masz prawa tu przebywać - warknęła, a Shuji złapał brata za ramiona odciągając go od kobiety.
- Zwariowałeś?! To jest jego matka, jakakolwiek by nie była... to jego matka - zacisnął pięści i zgrzytnął nieco zębami. - Może gra, a może i nie... może też jest zastraszona... - szepnął. - Oni wszyscy potrzebują dobrego lekarza.
- Kochanie? - Tomo, kiedy już skończył jeść usiadł Takano na kolanach i objął go ramionami. - A w trakcie zwiedzania będzie czas na dobrą kawcię?
- Wiem Yuji, ale teraz będziesz musiał poczekać aż ona wyjdzie. Nie pozwoli ci przy nim siedzieć - Shuji zerknął przez szybę na bladego Kazuo, na którego rękach było widać mnóstwo sińców. Skrzywił się lekko. - Myślisz, że będzie mógł jeszcze grać w baseball? - zapytał Yujiego. Słyszał w końcu że chłopak ma wybity bark.
- Widzę, że jesteś moim mistrzem i chcesz mi tu pokazać siebie z jak najlepszej strony - zaśmiał się Tomo, całując swojego męża raz za razem. - To ja się dzisiaj oddaje w twoje ręce.
- Ech no to poczekam z tobą - Shuji uśmiechnął się do niego lekko. Przysnął dopiero gdzieś nad ranem z głową na kolanach brata, totalnie tym wszystkim wykończony. Matka Kazuo wyszła od niego dopiero wczesnym rankiem. Chłopak nadal spał, ale maszyny pokazywały regularny odczyt jego serca.
- Pewnie tak - uśmiechnął się szeroko. - Tyle, że ja tam nigdy nie byłem - dodał śmiejąc się pod nosem. - A ty spędziłeś tu trochę więcej czasu. Masz większą możliwość do popisu - puścił do niego oczko.
Kazuo obudził się dopiero późnym wieczorem. Zacisnął nieco dłoń na dłoni Yujiego, a dopiero po dłuższej chwili otworzył oczy, by zaraz je zamknąć. Światło zbyt go raziło. Drugą dłonią dotarł do maseczki tlenowej zrywając ją i siadając zaraz na łóżku z lekkim jękiem.
- Do domu - mruknął spanikowany choć ledwie siedział. Chciał wychodzić z łóżka, ale w głowie strasznie mu się kręciło, a ból powoli obezwładniał.
- Mhm ale mimo wszystko masz lepiej - wywrócił oczyma Tomo wstając i zmywając po śniadanku.
Kazuo puścił jego dłoń, odsuwając się nieco. Jego oddech nieco przyspieszył. Nie pamiętał co się stało, ale skoro Yuji tu był, to oznaczało że jego ojciec mógł skrzywdzić i jego. Przełknął ślinę, a serce mu na moment zamarło. Lekarz przyszedł kiedy chłopak zaczął zrywać wszystkie kabelki.
- Spokojnie - mężczyzna przytrzymał Kazuo na łóżku, a nie mogąc do niego dotrzeć, podał mu lek nasenny wprost do żyły. Spojrzał łagodnie na Yujiego. - Obawiam się, że będziesz musiał na chwilę wyjść - westchnął ciężko.
- Mów mi tak jeszcze - Tomo pokręcił seksownie tyłeczkiem i wyszczerzył się do mężczyzny.
Shuji objął go ramieniem i odetchnął głęboko.
- Chodź, powinieneś coś zjeść i się przespać. Jako wrak człowieka nie pomożesz mu - szepnął mu do ucha, a wychodzący lekarz uśmiechnął się do niego pogodnie.
- Spokojnie, jego życiu już nic nie zagraża. Jedź do domu. Wypocznij.
- Mhm no własnie... zaczął się dopiero, a ja jeszcze mojego porannego buziaka nie otrzymałem - zrobił smutną minkę, wracając do niego zaraz po umyciu naczyń. - Będę cię musiał jakoś ukarać - oblizał lekko wargi, klękając tuż przed nim i rozpinając jego rozporek. - Mhm... zacznijmy więc - wziął jego penisa do buzi i delikatnie zaczął go ssać.
- Yuji! - Shuji podniósł nieco głos. - Jesteś na mogach ponad 24 godziny. Zaufaj lekarzom i chodź - pociągnął go za sobą do samochodu nauczyciela. - Pośpisz trochę i jutro wrócisz do niego - obiecał mu to.
- Kara jeszcze będzie - uśmiechnął się do niego z błyskiem w oku. Robił mu loda straszliwie powoli, chcąc by ten wychodził z siebie, a kiedy był już u progu szczytowania zaprzestał. - Okay, gotowe - wyszczerzył się do niego wstając.
- Yuji nie pojedziesz do niego, dopóki nie wypoczniesz - odparł twardo Shuji. - Nie chcę żebyś mi tam padł. Kazuo na pewno by się ze mną zgodził.
- Mhm ale jak skończę to nie będzie żadnej kary - wyszeptał mu w usta, cały czas go całując. Jednocześnie musnął palcami jego stojące przyrodzenie, co tylko spowodowało jęk z ust Takano. Pobawił się nim tak jeszcze chwilę, po czym ukucnął znów przy nim. - No dobrze, w drodze wyjątku skończymy - uśmiechnął się uroczo, powoli doprowadzając mężczyznę do szczytu.
- Nie będzie miała wyjścia - odparł spokojnie mężczyzna. - Wystąpiłem do opieki społecznej, by weszli do niej do domu - wyjaśnił spokojnie. - No i jak to nie pomoże to zostaje sąd - dodał przystając u siebie na parkingu. - Idziecie ze mną do domu. Yuji idzie spać. Stąd się nie wymkniesz pod osłoną nocy - dodał z uśmiechem.
Tomo wywrócił oczyma.
- Jakoś karać cię muszę, żeby była kara i przyjemność - pokazał mu język.
- Zrobimy wszystko co się da, Yuji, żeby mu pomóc - obiecał mu mężczyzna, robiąc dla niego łóżko i podając dres do przebrania się. - Weź prysznic, a my zrobimy coś do jedzenia - poczochrał go po głowie. - Wyciągniemy go z tego.
- Okay - Tomo wziął aparat do plecaka i wtulił się w jego ramię. - Prowadź mój osobisty przewodniku.
- Wypij to, to pomoże ci zasnąć - jego nauczyciel podał mu zioła do picia. Shuji położył się obok brata i zasnął chwilę później.
***
Kazuo obudził się rano. Oddychał głęboko. Powoli rozłączył wszystkie maszyny i wygrzebał się z łóżka. Musiał wrócić do domu. Ojciec go przecież zabije jak go tam nie będzie. Nie myślał o niczym innym. Ani o przeraźliwym bólu jaki odczuwał przy każdym kroku, ani o tym że ledwie trzymał się na nogach. Ani o pojawiającej się plamie krwi na koszulce. Musiał wrócić do domu. Dopiero na parterze zachwiał się i opadł na kolana. Nabrał kilka długich oddechów i schował się za filarem widząc dwoje policjantów. Znał ich. Pracowali razem z jego ojcem. Nie mogli go zobaczyć, bo wszystko by mu powiedzieli. Zacisnął powieki licząc powoli do dziesięciu, po czym ruszył innym korytarzem, wpadając wprost na innego policjanta.
- Prze...praszam - wydusił z siebie ze łzami w oczach, głównie z bólu i przerażenia niż z powodu swojej winy.
- Bardzo mi się podoba - Tomo chłonął widoki samym sobą i zapachy z kawiarenek również. - Jest przepięknie, wtulił się w swojego mężczyznę mocno. - Mam ochotę na dobrą kawę i ciacho, ale to potem... gdzieś nad Sekwaną!
Kazuo potrząsnął przecząco głową. Nie chciał wracać do sali. On musiał iść do domu. Musiał. Nogi jednak odmówiły mu posłuszeństwa i gdyby nie silne ramiona Hirokiego upadłby na podłogę. Mężczyzna podprowadził go do wózka i posadził na nim, pchając go powoli do odpowiedniej sali.
- Ja nie... mogę, muszę do domu - szepnął Kazuo całkiem się trzęsąc. - Pan nie...rozumie, ja muszę... tata mnie... ja muszę do domu - zacisnął zęby, czując łzy spływające mu po gorących policzkach. - Panie Moriyama - odwrócił się by na niego spojrzeć. - Proszę...
Tomo spojrzał na mapkę trochę ją studiując, po czym wybrał odpowiednie dzieła jako pierwsze. - Słyszałem, że żeby wszystko obejrzeć potrzeba co najmniej 3 dni. Byłeś tutaj tyle czasu? - zapytał go z uśmiechem.
- Ja nie chcę... zeznawać, Moriyama-san - chłopak schował się pod kołdrą dygocząc z zimna i nieco blednąc na twarzy. - Zatrzymacie, a jak będzie potrzebny...to znów go wypuścicie... - wydusił z siebie czując słone łzy rzewnie znaczące sobie drogę na jego policzkach. Zacisnął mocniej wargi spoglądając na Hirokiego. - Ja... już nie chcę... on pamięta... powiedział, że...że mnie zabije... jak kiedykolwiek zeznam...przeciw niemu, znowu - wyszeptał blady jak ściana. Nikomu tego jeszcze nie powiedział, ale wierzył ojcu. Wiedział, że byłby do tego zdolny. - Nie, nie będę zeznawał.
- Mhm to pokażesz mi swój ulubiony zakątek? - zapytał go chłopak, wtulając się w jego ramię. - Swój ulubiony obraz...
Chłopak potrząsnął przecząco głową. Trudno mu było zaufać komukolwiek, kto pracował w policji. Zwłaszcza po tym co robił mu ojciec i po tym wypuszczeniu go po roku i narażeniu jego i jego siostry na piekło.
- Nie chcę zeznawać - powtórzył jeszcze raz cicho, przymykając oczy bo zrobiło mu się strasznie słabo. Nie chciał nawet o tym myśleć.
- Mhm dlaczego akurat rzeźby? - zainteresował się oglądając raz po raz obrazy i w końcu przechodząc do sali z rzeźbami.
- Zeznawałem już raz... wrócił i było jeszcze gorzej - chłopak stracił oddech i zacisnął dłoń na sercu, które strasznie go bolało. Oddychał znacznie szybciej nie mogąc go złapać. - Nie chcę już... tego, Moriyama-san. Nie ufam policji - dodał jeszcze. - A jak on wróci... ja go zabiję - zacisnął wargi. - Może mnie pan wtedy aresztować... przyznam się do wszystkiego.
- A które inspirowały cię najbardziej? - zapytał go z ciekawości przystając przy jednej która go zainteresowała nieco bardziej.
Kazuo powiódł po nim wzrokiem, chcąc powiedzieć, że nie potrzebuje kolejnych odwiedzin, bo przecież zdania nie zmieni, ale nie powiedział nic. Zamknął na moment oczy, ale słysząc głos Yujiego otworzył je i uśmiechnął się do niego słabo.
- Hej - przywitał się z nim, już nie wstając bo jeden raz wystarczył by go wykończyć. - Jesz porządnie? Odpoczywasz i chodzisz do szkoły? Jak twoje zawody kendo? Dostałeś się do półfinału?
- Mhm szkoda - Tomo podszedł do Takano i ucałował go mocno, wtulając się zaraz w niego. - Dziękuję, że tu przyszliśmy.
- Uhm tobie tak, ale... jemu nie ufam - chłopak odwrócił wzrok i przez chwilę ocierał łzy wolną dłonią, po czym znów spojrzał na Yujiego. - Przepraszam, że cię martwię... - dodał szeptem.
TOmo potrząsnął lekko głową.
- Ale przecież mam ciebie, a to najważniejsze. No i dowiaduję się tu duuużo o tobie - ucałował jego wargi. - Bardzo, bardzo dużo!
- Uhm... jak będą mówić z sensem to będę - obiecał cicho, zamykając znów na chwilę oczy. - Uhm... jaki jest ten nowy wuefista? Faworyzuje cię?
- Jesteś niesamowity kochanie - zapewnił go Tomo, kiedy już przeszli obok odwróconej piramidy i miał okazję zerknąć do środka co zawsze chciał zrobić. - Mieszkałeś w takim miejscu i nie bałeś się niczego. Wow - ucałował go znowu.
- I nie podrywasz go, co nie? - upewnił się, łapiąc go lekko za nos i śmiejąc się z jego miny na tyle na ile pozwolił mu ból klatki piersiowej. - Uhm jesteś najlepszym chłopakiem na świecie... szkoda, że ja ci nie dorównuję - poczuł że robi mu się coraz słabiej. Zaczynał widzieć Yujiego potrójnie. - Uhm... będziesz zły jak się zdrzemnę?
- Byłeś bardzo dzielny - szepnął Tomo cały czas go nie puszczając. - Bardzo, bardzo dzielny. Ja bym się nie odważył - dodał z uśmiechem. - Studiować w innym kraju... nie, nie i jeszcze raz nie. Takie ze mnie strachadło.
- Kocham cię - Kazuo zasnął chwilę później, chcąc by sen zabrał cały ten ból i oderwał go od rzeczywistości choć na chwilę.
- Będzie najlepszy punkt wycieczki dzisiaj - wyszczerzył się chłopak, spoglądając na już widoczną wieżę. - Jest lepsza niż na zdjęciach.
Matka chłopaka przyszła dopiero późnym popołudniem, a widząc w sali Yujiego wpadła w szał. Kazuo skrzywił się lekko słysząc jej krzyki.
- Mamo... przestań - jęknął choć chciał krzyknąć. Widział jak ta unosi rękę, ale zatrzymuje się zanim uderzyła Yujiego. Odepchnęła go za to z krzesła i sama usiadła tuż obok Kazuo.
- Kochanie jak się czujesz? - zapytała go cicho.
- Dobrze, nic mi nie jest - Kazuo wzruszył ramionami. - Nie musisz się o mnie martwić. Zawsze się wyliżę.
- No bo będzie tak romantycznie... no i słyszałem że widok jest niesamowity, tylko podobno trzeba swoje odstać w kolejce by się na górę dostać - westchnął. - Ale mam ciebie, więc się nie zanudzimy. Serio? Zobaczę dziś koniecznie.
Kazuo przeprosił go bezgłośnie, po czym chwilę porozmawiał z mamą i znów zasnął. Obudził się następnego dnia rano. Miroyama znowu u niego był.
- Czemu pan przychodzi codziennie? - zapytał go cicho. - Ja... nie zmienię zdania - dodał cicho, czekając tylko aż Yuji przyjdzie.
- Ciesze się - uśmiechnął się szeroko, a kiedy stanęli w kolejce, wtulił się w niego mocno. Dopiero po 20 minutach czekania pobladł trochę na twarzy. Słońce dawało mu się we znaki, a tłum nie pomagał. - Taka-chan? Mogę tu gdzieś przycupnąć? - zapytał swojego męża, będąc w desperacji i chcąc siadać na ziemi.
Chłopak westchnął cicho, odprowadzając Moriyamę wzrokiem i dopiero po dłuższej chwili skupiając wzrok na Yujim.
-Chyba byłem - odparł spokojnie. - Przepraszam za mamę. Przyjdzie dopiero jutro... nie przychodź wtedy, ok? - poprosił go. Nie chciał znów widzieć jak jego mama odpycha Yujiego i go krzywdzi.
Tomo wtulił głowę w jego pierś i po krótkiej chwili skinął nią.
- Lepiej - oddech trochę mu się unormował, a kolory wracały na twarz z każdą chwilą. - Zaraz będzie dobrze - dodał z uśmiechem.
- Dziękuję - Kazuo poczęstował się jednym. Jego żołądek był nieco skurczony więc nie chciał przeginać. - Jest pyszne - uśmiechnął się do niego szczerze, opadając łagodniej na poduszki. - Rozpływa się w ustach.
- Już dam radę sam stać - szepnął mu na uszko, cały czas się do niego przytulając. Czuł się przy nim cudownie. Niczym w niebie. - Kocham cię wiesz? Strasznie mocno. Straaasznie mocno!
Kazuo skinął lekko głową, głaszcząc go po policzku. Był jeszcze strasznie słaby, ale mimo to wykrzesał z siebie delikatny uśmiech.
- Nie zamartwiaj się tak o mnie. Nic mi nie jest - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Mhm... ja też się cieszę - odparł mu na to Tomo, jeszcze mocniej do niego przylegając. - Jesteś moim szczęściem.
- Nie boję się - odparł odruchowo. No bo przecież się nie bał. Po prostu wiedział co go czeka po wyjściu ze szpitala. Ojciec wyjdzie z więzienia i piekło znów wróci. - Przyzwyczaiłem się... przepraszam, że musiałeś mnie takiego oglądać...
- Już lepiej - przytaknął Tomo, wtulając się jednak w Takano jeszcze mocniej przez pierwsze chwile. - Nie kręci się mi już w głowie - uśmiechnął się szeroko.
Kazuo pokręcił przecząco głową. Poczuł wielki strach i nie chciał o tym rozmawiać. Schował się nieco pod kołdrą i zacisnął mocno powieki. On przecież nie ufał policji i im już nie zaufa. Ani żadnym innym władzom. Byli bezużyteczni.
- Nie będzie. Nie mam lęku wysokości - zapewnił go z uśmiechem na twarzy. - Po prostu miałem lekki kryzys... słońce mnie dobiło - zaśmiał się lekko.
[CO tak szybko odpisujesz? :P Kiedy do Torunia wyjeżdżasz? Podekscytowana?]
- Ufam, ale... - chłopak przełykał gorzkie łzy. - ...ale policji nie ufam i nie zaufam - wydusił z siebie. - Zostaw mnie Yuji... proszę.
- Taka-chan tu jest cudownie - szepnął zachwycony Tomo, po czym powiódł wzrokiem za dłonią mężczyzny i uśmiechnął się szeroko. - Chyba widzę - ucałował go w policzek. - Widok zapiera dech...
[Ach to tak :) No nieźle. Jak było na obozie integracyjnym? Ja lecę zaraz z moim psiakiem na spacer :)]
- Nie chcę żebyś zajmował się tym bagnem. To moja sprawa, Yuji - chłopak zacisnął mocno powieki, starając się uspokoić i w końcu zasnął, nawet nie wiedząc kiedy.
- Chcę, oczywiście, że chcę - uśmiechnął się szeroko idąc z nim dookoła i podziwiając Paryż. - Jest naprawdę pięknie. Tak magicznie.
[No to świetnie! :) Oby tak dalej. Była też popijawa?]
Kazuo obiecał sobie, że już nie poruszy tego tematu. Zwłaszcza przy Yujim. Wszystko po to, by się nie kłócić, więc gdy następnego dnia znów pojawił się u niego Moriyama, westchnął ciężko.
- Czuję się już lepiej, dziękuję - mruknął tylko.
- Gdzie? Która to? - zainteresował się zaraz chłopak wytężając wzrok.
- Uhm wiem, że to skarb... ale niepotrzebnie przychodził. Coś mu się mogło stać - chłopak podciągnął się na łokciach żeby usiąść. - A pan z moim ojcem pracuje... - dodał po chwili milczenia. - Podobno jest dobrym policjantem - uśmiechnął się słabo. - Tatą też jest dobrym - spróbował go przekonać.
- Widzę - chłopak uśmiechnął się szeroko. - Wow całkiem pokaźnych rozmiarów jest!
- Nie jest złym tatą - odparł cicho chłopak zaciskając pięści na pościeli i spuszczając nieco wzrok. - Jest dobry... czujemy się przy nim bezpiecznie, jak byłem mały to chciałem iść w jego ślady - uśmiechnął się słabo. - Wie pan... taki smarkacz byłem... wiele rzeczy zauważam, bo obserwuję pilnie swoje otoczenie i ludzie twierdzą, że niezły ze mnie detektyw by był - skrzywił się nieco. - Ale już nie planuję... może pan być spokojny. Nie będę pracował w policji - zatrząsł się nieco opadając na poduszki. Nie był pewien, czemu mu o wszystkim opowiada. Może dlatego, że ten mężczyzna był mu obcy i niczego od niego nie oczekiwał. - Uhm tata był... jest dobrym ojcem. Tylko ma za dużo stresu i pije za dużo alkoholu. Alkohol strasznie ludzi wyniszcza - westchnął cicho. - Nigdy nie miałem w ustach nawet łyka... znaczy tak sam z siebie, bo tata czasem cucił mnie alko... - ugryzł się w język orientując się że powiedział za dużo. - Znaczy uhm bo ja nic nie warty dzieciak jestem. Należało mi się.
- Oj cicho bądź. Sam ocenię czy jest imponująca czy nie - wywrócił oczyma Tomo i ucałował go w nosek. - A co jest tam? - zapytał pokazując jedną z dzielnic.
Kazuo pokręcił przecząco głową.
- Ale to przecież nie jego wina. To ja... mogłem się lepiej uczyć, nie wchodzić mu za bardzo w drogę i uhm jakbym był lepszy to by nie musiał mnie tak karać - zatrząsł się cały pod kołdrą czując łzy na policzkach. On naprawdę chciał w to wierzyć, bo gdyby nie to, cały jego świat by runął. - Nie był ze mnie dumny - zacisnął mocniej wargi, kładąc zdrowe rękę na swoich oczach, by Hiroki nie musiał patrzeć na jego płacz. - To moja wina, nie jego... moja. Mama też tak mówi... płacze siedząc tu obok i mówi, że przeze mnie nie będziemy mieli z czego wyżyć... a ja mam jeszcze dwie siostry... to wszystko moja wina. Gdybym nie wpuścił Yujiego i senseia... nic by się nie stało.
- Tam też pójdziemy? Chciałbym zobaczyć Moulin Rouge - uśmiechnął się, opierając delikatnie o Takano i spoglądając na Paryż z góry. - I do największego sex shopu też wejdziemy.
[Jakiego dymu? I u kogo? Przecież tak im dobrze na miodowym...]
- Ale przynajmniej mama by się na mnie nie złościła - chłopak wziął sobie jedną chusteczkę, ale wcale mu to nie pomogło. Rozkleił się trochę za bardzo. Potrzebował dłuższej chwili by się uspokoić. - Przepraszam, nic mi nie jest - uśmiechnął się słabo. - Ja nie chcę pomocy...
- Ale nie musimy niczego tam kupować. Po prostu chciałbym zobaczyć co mają w jednym z największych sex shopów Paryża - uśmiechnął się szeroko. - Taka atrakcja turystyczna - puścił do niego oczko.
[No wiesz... zawsze przyjdzie czas na Yujiego xDDD Kazuo przecież wyjdzie teraz z toksycznej rodziny, to powinno mu być nieco łatwiej]
Chłopak już nic mu nie odpowiedział. Zamknął oczy całkiem wypompowany i zasnął dość niespokojnie. Kiedy się obudził przy jego boku siedziała jego mama, która znów go nieco zbeształa, jednocześnie błagając by wrócił do zdrowia i zaczął pracować.
- Ty zboczuchu! Już tam byłeś. Przyznaj się - Tomo obrócił się na pięcie by wziąć się pod boki i spojrzeć mu prosto w oczy. - Och ty... a myślałem, że tylko ja jestem zboczony w tym naszym związku.
[Ale Yuji jest nieposłuszny... miało go nie być xD]
Kazuo schował się tylko pod kołdrę odcinając się kompletnie od tej dwójki. Nie miał siły kłócić się ani z jednym ani z drugim. Zdecydował że najlepiej będzie udać zmęczenie. Jednak w końcu wychylił spod niej nos.
- Yu-chan... miałes nie przychodzić dziś - jęknął siadając i krzywiąc się przy tym mocno. - Powiedziałeś że nie przyjdziesz...
- Haha pewnie tak. Ale to nie szkodzi. Ja i tak chcę z tobą tam pójść - uśmiechnął się, całując go mocno, po czym znów obrócił się w jego ramionach by jeszcze przez chwilę chłonąć widok Paryża. - Zrobimy sobie zdjęcie?
- Uhm - Kazuo nie przepadał za takimi niespodziankami. Zwłaszcza kiedy miał na głowie jeszcze mamę.
- Poprosiłam lekarza o wcześniejszy wpis. Pod koniec tygodnia wyjdziesz do domu - uśmiechnęła się szeroko kobieta.
- Mamo, ja nie dam rady iść do pracy pod koniec tygodnia - wyjąkał Kazuo, nieco przerażony tym wyobrażeniem. - Nie dam rady - zatrząsł się lekko.
- Przyjadę wtedy po ciebie - obiecała mu jakby nie słysząc jego protestu. Zanim Yuji zdołał cokolwiek powiedzieć opuściła jego salę.
- Nie chcę o tym rozmawiać - rzucił zaraz chłopak. - Nie chcę.
Kazuo skrzywił się lekko, po czym posunął się na łóżku by zrobić mu trochę miejsca.
- Nie rób tak więcej. Nie chcę byś się z nią widywał - wyjaśnił cicho. - Nie chcę by cię skrzywdziła - oparł głowę o ramię Yujiego. - A kiedy jest półfinał? - zapytał go zaraz odkładając bento na szafkę.
- SUper. Yuya się ucieszy - uśmiechnął się całując go w policzek, kiedy Takano zrobił 3 zdjęcie. - A to takie specjalnie dla mnie - wyszczerzył się do niego.
- Ale nie chcę żeby coś ci się działo - wymamrotał. - Zwłaszcza jeśli to moja wina - dodał cicho. - Uhm wypisują mnie pod koniec tygodnia, słyszałeś - poczuł łzy w oczach i zaraz je starł. - Przyjdę więc na pewno.
- Un i pyszna kolacja też mnie czeka i na deser małe co nieco w basenie a potem w łóżku wisienka na torcie>?
Kazuo mu nie odpowiedział, tylko schował głowę w jego piersi, chwilę sobie pochlipując. W końcu jednak wziął się w garść i opadł na poduszki.
- Uhm pomożesz mi dojechać do toalety? - zapytał go szeptem, patrząc na stojący daleko wózek.
- Mhm... z zabawkami - odpowiedział również szeptem i zaczerwienił się trochę. - I bez też - dodał zaraz.
- Dzięki - Kazuo poradził sobie z toaletą i pozwolił Yujiemu poprowadzić się z powrotem do swojej sali, gdzie odetchnął z ulgą, kiedy już był w łóżku. Poczuł się strasznie zmęczony.
- Jestem zdecydowany - wymamrotał Tomo. - W basenie bez, w łóżku z - wyjaśnił mu swój tok myślenia. - Mhm a co polecasz? Czekolada na gorąco to jest mus, a do tego... - Tomo nie mógł zdecydować się na jedno słodkie, więc w końcu zamówił 3 różne desery do posmakowania.
Mężczyzna uspokoił go najpierw, sadzając na krześle i karmiąc, bo akurat skończył robić kolację.
- Po szkole pojadę do szpitala i zobaczę co da się zrobić. Kazuo nie może jeszcze wyjść - odparł szczerze, stawiając przed Yujim herbatę.
- Zjemy kolację - zapewnił go Tomo wcinając pucharek z lodami. - Bo przeciez na wynos mogę wziąć deserki - wyszczerzył się do niego.
- Spokojnie, nie ma się co spieszyć - mężczyzna uśmiechnął się do niego lekko. - Lepiej zrobić powoli a dokładnie, a nie szybko i z możliwością popełniania błędu.
- I znów nie będę mógł się zdecydować - jęknął Tomo upijając trochę czekolady. - Ou... pyszna! - wydusił z sebie i dał mu posmakować. - Zobacz... pyszna...
- Wiem, ale to oznacza że mamy aż cały tydzień. Spokojnie zdążymy, przesunąć jego wypis - odparł mężczyzna.
- No... porównywalna - pokazał mu język. - Ale twoja i tak jest fajniejsza. Zwłaszcza na doła.
- Wreszcie - ucieszył się mężczyzna, biorąc go na ręce i zanosząc go do łóżka. Przykrył go mocno kołdrą i usiadł na moment obok. - Nic się nie martw, wszystko będzie dobrze - pogłaskał go po włosach i zostawił w łóżku.
- Ale ta jest pyszna - uśmiechnął się szeroko, kończąc swoje lody i zabierając się za mus pomarańczowy na serniku na zimno. - Mhm rozpływa się w ustach. Kochanie chcę taki zjeść w domku też.
Yabu odnalazł Yujiego na przerwie i objął go ramieniem, prowadząc go na dach.
- Hej jak się czujesz? - zapytał go stawiając mu bento. - Nie martw się aż tak.
- Tak jest - Tomo wyciągnął notesik i zapisał nazwę deseru. Tak po prostu. Wciągnął go na swoją listę i podzielił się z nim serniczkiem, a sam znów zjadł trochę tortu czekoladowego.
Yabu skinął lekko głową, już go nie ruszając tylko wyciągając sobie trochę jedzonka.
- Ale jak nie będziesz o siebie dbał to mu nie pomożesz. No i niestety jesteśmy dziećmi i nic już więcej nie możemy zrobić - wyjaśnił spokojnie. - Musimy czekać na rozwój wypadków i jak stanie się najgorsze to pomagać mu jak tylko możemy.
Tomo z zapałem śledził wszystkie widoki, wtulając się mocno w Takano.
- Mhm jest przepięknie. Tak magicznie - ucałował go nieco.
- Nie myśl tak o tym - klepnął go w plecy. - Pomyśl o tym co możesz zrobić. Możesz przy nim być, rozmawiać na jakieś lekkie tematy. Trochę mu pomagać się odprężyć... i może namówić jakoś na psychologa? - zaproponował spokojnie, bo przyszło mu do głowy że takie wizyty mogłyby mu pomóc.
- Pójdę go odwiedzić dzisiaj z tobą, zgoda? - uśmiechnął się do niego lekko. - Olej jego matkę i rób dalej swoje. Kazuo wie, że go kochasz, tylko on chyba nie zna odpowiedniej formy miłości.
- Koniecznie. I dzisiaj do niego zadzwonimy dobrze? Jeszcze przed kolacją - zaproponował chłopak, uśmiechając się słodko i wdychając powietrze, jednocześnie słuchając Takano który co i rusz pokazywał mu nowe atrakcje Paryża, kiedy tak stali na statku. - Trochę mi zimno - rzucił kiedy z niego już zeszli.
- Więc musisz o siebie bardzo mocno dbać. Jak już to zrobisz, to wtedy będzie wam lepiej - uśmiechnął się do niego Yabu. - I jak bento? Może być? Wiem że słabe... dopiero ucze się gotować... umiem tylko to co dziś ci zrobiłem, ale będę ci takie przynosił dopóki nie zaczniesz o siebie dbać - pstryknął go w nos.
- Wybacz, że ci tak mówię... że coś mi zimno, albo trochę słabiej - szepnął ciesząc się, że już są w hotelu bo zrobiło mu się odrobinę cieplej i już powoli wracał do życia. - Takano, chciałbym żebyś już zawsze mnie wspierał, a jak... jak będę chciał zostać na trochę sam to ci też powiem - ucałował go mocno.
- Dzisiaj nie masz - zauważył. - I nie kłam mi tutaj. Obserwowałem cię parę dni... od 4 nie przyniosłeś sobie bento - burknął. - Postanowiłem ci przypomnieć, że powinieneś o siebie dbać, głupi - westchnął bo trochę się martwił o chłopaka. - Myślę, że potrzebuje dużo czasu i że strach z czasem będzie mniejszy. Ale... on był terroryzowany od dziecka, to nie będzie takie proste... sam widziałeś, on to przechodził niemal codziennie...
- Tak jest - uśmiechnął się szeroko Tomo, po czym zsunął buty swoim zwyczajem tuż przed wejściem do apartamentu. - Sorki, takie przyzwyczajenie - zarumienił się trochę widząc, że Takano wchodzi beztrosko w butach. Odłożył swoje w przedpokoju i poleciał do salonu, żeby odpalić komputer.
- Więc nie kłam że coś jeść - puknął go lekko w nos. - Od dziś jesteś królik doświadczalny moich bento. Dopóki nie zaczniesz o siebie dbać to jest - uśmiechnął się szeroko.
- Zwykłe kanapki i kakao - poprosił go chłopak przytulając się do niego lekko kiedy zaczął dzwonić do maluszka. Chłopiec odebrał od razu.
- Tatuś, wujek! Tęsknię! - oświadczył im na samym początku z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Obiecałem Kazuo - odparł po prostu. - Poza tym... chcę zadość uczynić temu co wcześniej robiłem. Nie jestem aż takim potworem...
- Byliśmy z wujkiem i ciocią nad jeziorem dzisiaj - uśmiechnął się chłopiec. - Graliśmy w piłkę i nawet nie bałem się do wody wejść. Ale tylko do kolan, tatuś, bo boję się i nie umiem pływać dobrze - wyjaśnił malec.
- No proszę, ale to i tak odważny byłeś bardzo - pochwalił go Tomo.
- Nie robię - odparł spokojnie Yabu, wcinając dalej swoją bułkę i popijając ją sokiem. - Jutro też ci przyniosę bento - zapewnił go wstając. - Nie martw się za bardzo. On jest w dobrych rękach teraz.
- Poproszę, ale tatuś... ja z tobą bardziej nie boję niż z wujkiem - przyznał zaczerwieniony zaraz oglądając zdjęcia. - Ale fajnie macie! - krzyknął podekscytowany, tuląc do siebie misia, którego mu ostatnio kupili. - Tatuś, a ja kiedyś tez zobaczę Wieżę Eifla? - zapytał go.
Prześlij komentarz