Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3601 – 3800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»- To jutro ugotuję coś dobrego - obiecał mu wesoło, jedząc dalej i popijając danie soczkiem.
- Smakuje nawet bardzo - zapewnił go powoli kończąc swój obiad. Był nieco zawstydzony że tak długo mu to zajęło.
- Kotek? - Ryu też ubrał buty i kurtkę, po czym wyszedł na dwór razem z nim. - Czas na jazdę próbnhą - wyszczerzył się do niego.
Ryu uśmiechnął się do niego szeroko biorąc kluczyki i wsiadając do auta. Ustawił sobie lusterka i fotel przesunął trochę bliżej, żeby mu się wygodniej jechało po czym odpalił silnik i ruszył.
- Jun-chan? - zapytał go po dłuższej chwili, kiedy mężczyzna się nie odzywał najwyraźniej modląc się o to by się nie przewrócili. - Kiedy ty zrobiłeś sobie prawko?
- Na motor jeszcze nie mam - dał kierunkowskaz bo zjeżdżali w boczną uliczkę. - Pouczysz mnie jeździć na motorze? - zapytał go zaraz. - Jak będzie cieplej? Tylko trochę?
- No tak, ale wolałbym żebyś mnie jeszcze trochę pouczył zanim pójdę na kurs... wtedy czuję się nieco pewniej - uśmiechnął się lekko, hamując nieco bo samochód przed nim zaczął się dziwnie zachowywać.
Ryu zatrzymał się według polecenia, a kiedy mężczyzna również to zrobił ruszył z powrotem.
- Jun-chan, a jak ja wpadnę w poślizg? Jak wtedy powinienem się zachować? - zapytał go tak po prostu. Nigdy jeszcze przecież tego nie doświadczył.
- Mhm ok - nie chciał szarżować. Poprubuje przyspieszanie bez pasażera obok. Przejechał kawałek po poboczu, dopiero po chwili wjeżdżając już bezpiecznie na jezdnię.
- Un ale nie teraz, dopiero co zrobiłem jeden - uśmiechnął się lekko. - I staram się jeździć ostrożnie - dodał zaraz wesoło.
- A ty taki masz? - zapytał go zaraz. - No bo nie każdy taki ma i jakoś sobie radzi... nie wierzysz, że ja też sobie mogę poradzić? - zapytał go cicho, parkując przy odpowiednim bloku i kiwając do Keiichiro, który wyglądał już zza okna.
- Ryu-chan! Możesz mi kupić przyprawę curry? Tam jest sklep - chłopak wskazał dłonią sklep, a Ryu zaśmiał się cicho.
- Pewnie, nie ma sprawy - machnął na niego ręką.
Chłopak oddał mu kluczyki nie chcąc się teraz kłócić o to czy warto czy nie warto robić taki kurs. Z całą pewnością go teraz nie zrobi. Miał dość kursów na dzień dzisiejszy. Zaszedł do sklepu kupując odpowiednią przyprawę i już razem z Junem ruszyli do Keiichiro.
Ryu roześmiał się szczerze.
- Tobie chyba ten kurs zafunduję - zdecydował śmiejąc się jeszcze dłuższą chwilę zanim podał mu rękę by pomóc mu wstać.
Ryu zmarszczył brwi nieco zaskoczony, p oczym klepnął go mocniej w pierś.
- Ja ci tu pomóc chcę a ty tak...? Jesteś okropny - fuknął na niego.
- No bo śmiesznie wyglądałeś... wcześniej tyle marudziłeś o kursach na poślizgi a zaraz bum i leżysz - otarł łzy śmiechu już teraz idąc do klatki i wybierając odpowiedni numerek.
- Nie będę miał - odparł cicho, wchodząc na pół piętro i zatrzymując się by odpocząć chwilę. Zaraz jednak ruszył dalej i na drugim piętrze przykucnął nieco.
- Głupi - burknął na to Keiichiro, otwierając drzwi. - Obiecałeś mi wchodzić powoli... nic by się nie stało, jakbyśmy poczekali 15 minut - fuknął kucając przy Ryu i pomagając mu wstać. - Mam wygodną kanapę - zapewnił go.
- A dzięki - Koki wyszczerzył się do niego, pozwalając Keiichiro przejść z Ryu do dużego pokoju. - Niewielkie mieszkanko, ale nasze - dodał zaraz, pokazując Junowi gdzie jest łazienka, kuchnia i sypialnia.
- Z pracą trochę gorzej - przyznał szczerze. - Aktualnie pracuję w banku... to dobra praca, ale dużo mi jeszcze brakuje a zegar tyka - westchnął cicho. - Zbieram na operację dla niego... bez niej nie długo pożyje - wyjaśnił.
- Na razie jeszcze się wstrzymam... Keii jest teraz w dobrej kondycji i prognozy są nieco lepsze - uśmiechnął się lekko. - Ale dziękuję... będę o tym pamiętał - uśmiechnął się z wdzięcznością. - I oddam co do jena - obiecał zaraz, chcąc go zapewnić że nie będzie to pożyczka na wieczne nie oddanie. - Jak najszybciej będę mógł...
- Koki, pomożesz mi? - Keiichiro wychylił się z kuchni.
- Już idę kotek - mężczyzna jeszcze tylko poklepał z wdzięcznością Juna po plecach po czym poszedł do kuchni.
- Lepie - odparł Ryu opierając się nieco o Juna. - Trochę jeszcze serce boli ale przestaje - dodał z uśmiechem pijąc herbatkę kt,órą dostał od Keiichiro.
- Wiem, ale... chciałem wejść samemu... uhm myślałem że mi się uda. Przecież to nie tak wysoko - wymamrotał krzywiąc się nieco kiedy serce trochę mocniej go zabolało.
- Tak - przyznał cicho, wtulając się w niego i na chwilę pozwalając sobie na łzy frustracji. - Ale przejdzie - zapewnił go.
- Ryu-chan połóż się - poradził mu Keiichiro przynosząc przekąski. - Kolacja będzie później - wyszczerzył się.
- Głupi Ryu-chan - wywrócił oczyma Keiichiro przynosząc kocyk i okrywając nim śpiącego chłopaka. - Jak tam Jun? Jeszcze żyjesz? Nie wykończył cię?
- Na pewno? - upewnił się spoglądając na niego. - No bo ja wiem... on jest trudny... trudny z niego współlokator - zaśmiał się.
- A... no tak, jest taki jeden - zaśmiał się Keiichiro. - Ryu mu już parę razy tłumaczył i nie dociera - chwycił sobie trochę kurczaka i upił łyk soku. - Ach... chcesz piwo? - zaproponował. - Znaczy... które z was prowadzi?
- Ej! Ciii - Keiichiro przyłożył palec do buzi, ale Koki już zdążył to usłyszeć.
- Jakie gej kluby kotek? - uniósł lekko brew patrząc na chłopaka.
- Oj... no świętowaliśmy urodziny kolegi... - wymamrotał, patrząc na Juna wilkiem.
- Ale to nie ja - Keiichiro usiadł Kokiemu na kolanach mocno go przytulając. - Ryu-chan go rozerał...
Ryu przekręcił się na kanapie powoli się budząc. Sen dobrze mu zrobił. Serce bolało znacznie mniej.
- No właśnie słyszę... - zaśmiał się mężczyzna, przytulając swoje kochanie mocniej do siebie. Ryu jeszcze chwilę poleżał, zanim usiadł, biorąc sobie soku.
- Bardzo dobrze. Serce boli mnie znacznie mniej - dodał zaraz z lekkim uśmiechem. - No i... jestem pewien że ty i Koki wcale nie jesteście tacy święci - pokazał mu język.
- No ja tam nie wiem... - zaśmiał się chłopak, całując go w policzek.
- Nic a nic... będę chyba zmuszony poprosić Yuto o pomoc - uniósł lekko brew. - No chyba... źe mnie przekonasz.
- Obejrzę na pewno - zapewnił go wesoło. - To zawsze jest niezłe porno - dodał zaraz rozśmieszając tym Keiichiro i Kokiego.
- No ba... - Ryu uśmiechnął się szeroko. - Mam prywatne porno... ale moje kochanie nadal nie chce mi go zrobić na żywo...
- No widzisz? - spojrzał na Keiichiro bezradnie. - No i dlatego musze pocieszać się porno z laptopa...
- Skoro tak prosisz... to dzisiaj kochanie otrzymasz z nawiąską - klepnął go w tyłek Koki. - Wolisz pikantnie czy łagodnie?
- A skąd... noc jest bardzo młoda... ja moje słonko wymęczę jak sobie pójdziecie, póóóźnym wieczorem - zapewnił ich ze śmiechem na ustach.
- Dobrze - zgodził się Ryu biorąc sobie kurczaczka i przegryzając go spokojnie.
- Boi się, że wpadnę w poślizg po drodze i uszkodzę jego cacko - zażartował Ryu, całując go w policzek i zaraz idąc z Keiichiro do kuchni by pomóc mu z kolacją.
- Jakoś żyjemy. Bywają lepsze i gorsze dni - uśmiechnął się nieco. - Ale razem damy radę zawsze.
Keiichiro roześmiał się serdecznie, kiedy Ryu opowiedział mu swoją poranną przygodę z robieniem sobie dobrze w łazience, po czym poklepał go po plecach, ocierając łzy z oczu.
- A ile klapsów już sobie uzbierałeś?
- Nie wiem... chyba koło 20 - westchnął cicho.
- Zapytam Juna, czy by mu nie pomóc w zbieraniu - pokazał mu język chłopak.
- O... ty lepiej się w to nie wtrącaj - poprosił go Ryu, przyprawiając potrawkę z kurczaka i smakując ją trochę.
Keiichiro otworzył piekarnik i wyciągnął z niego ziemniaki. Kopniakiem go zamknął, stawiając gorące naczynie na blacie, po czym osunął się po nim na ziemię, ciężko oddychając.
- Koki! - krzyknął nieco spanikowany. Zapomniał wziąć tych przeklętych leków. Nabrał chrapliwie powietrza w płuca.
- Gdzie masz leki? - zapytał go szybko Ryu, kucając przy nim i pomagając mu wsunąć głowę między nogi. - Ale skup się Keii... musisz mi pomóc. To nie akademik, nie wiem gdzie je masz - wymamrotał, gładząc go po plecach. Nie był to jego pierwszy raz, kiedy widział przyjaciela w takim stanie więc wiedział co robić.
Ryu odsunął się od Keiichiro żeby ten mógł swobodniej oddychać. Potrzebował dobrej chwili zanim w ogóle usiadł i zaraz wtulił się na moment w Kokiego.
- Uhm te ziemniaki... były za ciężkie - wymamrotał chcąc się trochę usprawiedliwić głównie przed gośćmi. Było mu głupio że takie cyrki robił.
- Może połóż się - zaproponował spokojnie Ryu. - A ja ponakładam na talerze i podam do stołu - dodał zaraz. - Jun-chan mi pomoże...
Nawet gdyby chciał zaprotestować to nie miał szans, bo Koki już go wynosił. Ryu uśmiechnął się do Juna, przeglądając szafki. Przygotował talerze i dużą miskę. Do miski wrzucił ziemniaczki, a do drugiej potrawkę z kurczaka.
- Chyba najlepiej jak będziemy sobie nakładać, co nie? - spojrzał na Juna, wyciągając jeszcze sałatkę z lodówki.
- Boli - Keii przyznał mu to szeptem trochę się trzęsąc. - Mogę tu poleżeć? - zapytał cicho.
- Leż sobie tam do woli - Ryu przyniósł ostatnią miskę, a Jun herbatki. - A potrawka pachnie cudownie - dodał zaraz.
- Nie mogę mu ich dać - odparł cicho Koki. - Nie tak szybko... mogłyby mu zaszkodzić.
- Wiem - odparł spokojnie Koki. - To się zdarza... tobie pewnie też - zerknął na Ryu.
- Nie jestem tak głupi by nie wziąć leków...
- ... ale na tyle by wbiegać po schodach - wytknął mu Keiichiro.
- Mhm przeżyjemy co nie? - Ryu nałożył sobie trochę jedzonka. - Smaczne - przyznał jedząc.
Keiichiro powoli usiadł przy pomocy Kokiego i również sięgnął sobie po trochę potrawki.
- Już mi lepiej - zapewnił wszystkich, choć wcale lepiej nie wyglądał.
- Ale mam gości i chciałbym zebyś potem nie marudził z przyjeżdżaniem do nas - wymamrotał chłopak rozmieszając tym Ryu.
- Nie martw się. Jun-chan przyjedzie.
- Kładź się wreszcie, głupi - Koki użył nikłej siły by go położyć i okrył go mocno kocem. - Kochanie musisz o siebie dbać, jasne? - upewnił się że ten go rozumie.
Ryu przytulił się nieco do Juna.
- Odwiedzą nas, nie mają wyjścia - wyszczerzył się do Juna.
- Nie samych - odparł spokojnie Ryu. - Ale to z nimi zawsze jakaś wpadka wyjdzie - wymamrotał szczerze się śmiejąc. - Mam też osobę która mnie nienawidzi bo jestem homo, a jego dziewczyna się we mnie kocha...
- No... bo hetero kumple... nie zawsze mnie zapraszają, albo uważają mnie za chorego i nie warto ze mną rozmawiać. Albo na imprezę nie pójdę bo źle się czuję - wyjaśnił jakoś nieskrępowany tym że go nie lubiano.
- Nawet jakbym chciał to nie mogę bo ktoś do mnie przyjeżdża i całuje na środku boiska... osłona padła wraz z twoim takim wybrykiem - przypomniał mu unosząc lekko brew.
- No i widzisz? Jakby nie patrzeć to twoja wina. Gdybyś im nie pozwolił się przystawiać to bym nie musiał cię całować - fuknął na niego, dźgając go palcem w bok.
- Jak to nie? - wymamrotał. - Byłem zazdrosny - przyznał szczerze. - Nie było innego wyjścia.
- Cieszę się, że jestem dla ciebie rozrywką - wymamrotał chłopak kończąc swoje jedzenie. Koki uśmiechnął się do nich lekko, po czym okrył mocniej śpiącego Keiichiro.
- Wcale ci ich nie daje... - sprzeciwił się Ryu.
- Oj oboje nam dajecie - odparł ze śmiechem Koki. - Gej klub, imprezy...
- Bo jesteśmy na to za młodzi, a to przychodzi z wiekiem? - zapytał go zaraz, siadając mu teraz na kolanach.
- Nie ma takiej opcji - odparł cicho Ryu. - Przecież my was kochamy całymi sercami i w ogóle... a pozatym... przecież nikt nie chce osoby chorej za swojego partnera...
- Nie wiedzą - zacisnął mocno wargi. - Staram się tym nie chwalić... ale parę osób już się dowiedziało, a jak tylko poznali prawdę odsunęli się - uśmiechnął się krzywo.
- Mam - skinął głową, wciskając się w niego. - Po prostu to wcale nie jest takie łatwe...
- Akurat on o tym wie... nawet mnie w szpitalu odwiedzał parę razy - podrapał się lekko po głowie.
- Ale on jest miły, dobry z niego kumpel - chłopak zacisnął mocno wargi. - Szukam dla niego jakiegoś innego obiektu westchnień bo nie chcę... nie chcę tracić tak dobrego kolegi...
- Nie... tylko... nie lubię jak ktoś cierpi - wymamrotał cicho. - Nie lubię zadawać ludziom bólu...
- No to nie umiem wstrząsać ludźmi - wymamrotał chłopak.
- Ale wtedy on przestanie się do mnie odzywać zupełnie...
- Ja ciebie też, najmocniej na świecie - zapewnił go wtulając się w niego mocniej.
- Ale nie masz o co być zazdrosny bo ja cię nigdy nie przestanę tak mocno kochać - wymamrotał chłopak. - Jesteś mój i ju.
- Ok... ech wybaczcie mu - poprosił ich Koki, czując że chłopak ma lekką temperaturę. - Coś czuję, że przeleży mi jutrzejszy dzień - dodał zaraz. - Następnym razem to my wpadniemy do was.
Ryu pożegnał się z nim i powoli zaczął schodzić, starając się tym razem nie spieszyć.
- Mou... a chciałem spróbować w takich warunkach prowadzić... no nic to umówię się jutro z Keiiem - wzruszył tylko ramionami siadając na miejscu pasażera. - Pojadę z nim do miasta i będziemy wracać po ciemku - uśmiechnął się lekko.
- Ale ja mówiłem o moim bracie teraz - spojrzał na niego zaskoczony. Przecież Keii-chan był ardzo odpowiedzialnym człowiekiem. Nie protestował jednak i z radością się z nim zamienił, odpalając samochód.
- Tak jest, szefie - uśmiechnął się szeroko ruszając. Dojechali bez problemu. Ryu nie wpadł w poślizg i nawet zatrzymał się po drodze przy supermarkecie żeby kupić Junowi lody.
- Widzisz? Dałem radę - uśmiechnął się szeroko wskakując mu na plecy. - Zaniesiesz mnie po schodkach?
Ryu wtulił się w jego plecki i uśmiechnął delikatnie. Dobrze mu tak z nim było.
- Wchodziłbym do góry pół godziny - odparł bez namysłu nawet nie schodząc z niego w domku tak mu się na plecach spodobało.
- No mogę... ale mi tu tak dobrze - zamarudził trochę, puszczając go ewentualnie i zsuwając buty oraz kurtkę.
- Bo są takie cieplutkie i mogę się bezkarnie przytulać caaaały czas - odparł z uśmiechem już teraz idąc do salonu.
- Mogę sobie tak poleżeć? - zapytał go, kładąc się z głową na jego kolanach.
Ryu oglądał go z nim dopóki nie zasnął mu na kolanach, układając się nieco wygodniej.
Ryu spał już tak do samego rana, nie budząc się nawet gdy Jun przenosił go do łóżka i przebierał w jego dresik. Dopiero rano obudził się jeszcze ziewając i wstał chcąc zrobić Junowi śniadanko.
- Chyba dobrze... przysnąłem chyba na twoim filmie a potem już nic nie pamiętam - przyznał ziewając nieco i wykładając na talerze jajka na bekonie. - Jadę dziś z Keiem do miasta - rzucił z uśmiechem. W końcu był w Yukan i chciał pobyć ze swoją rodziną trochę również.
- Nie jestem - uśmiechnął się lekko stawiaj,ąc ich talerze na stole i biorąc sobie soczku.
- Kei po mnie wpadnie za godzinkę, półtorej - odparł spokojnie. - Powiedział że chce spędzić ze mną trochę czasu... tak we dwoje - wzruszył ramionami.
- Nie wiem - odparł zgodnie z prawdą. - Na bułeczki Tomo-senpaia - rzucił drapiąc się po głowie. No co zrobić, skoro taka prawda? Tęsknił za nimi. - Ach... i Kei pójdzie ze mną do szpitala. Po to zwolnienie z w-fu... mówiłem ci, że potrzebuję.
- Pewnie, teraz na plaży. Tam jest parę ciekawych miejsc - zapewnił go wesoło, jedząc powoli śniadanko. - No wiem, że bułeczek nie będzie... szkoda - zrobił smutną minkę.
- Zrobię dobrą kolację - zapewnił go całując lekko jego wargi. - Pójdę się ubrać - dodał zaraz.
- Może być? - zapytał go pokazując mu jak się ubrał zmienił bandaże i opatrunki na rękach. Ubrany był w czarny t-shirt, na to narzucił sweterek czerwony z guziczkami, który dostał od Juna na święta i czarne rurki. - Muszę jakoś wyglądać - wywrócił oczyma na jego uniesione brwi.
- Jest milutki w dotyku - uśmiechnął się lekko. - No i troszkę większy a ja lubię luźniejsze rzeczy - usiadł na chwilkę jeszcze obok niego.
- Mhm, ale dzisiaj ten - uśmiechnął się do niego, przytulając nieco do jego boku i zerkając mu przez ramię na czytaną książkę.
Zaśmiał się cicho, przytulając się do niego nieco mocniej.
- Czytaj sobie czytaj - ucałował go w policzek.
Ryu chwilę mu jeszcze popatrzył przez ramię, po czym ucałował go jeszcze w policzek i poszedł się ubrać w kurtkę i buty.
- To ja lecę - pokiwał mu. - Kei napisał mi smsa, że już jest na dole - dodał zaraz z uśmiechem, biorąc jeszcze klucze i powoli schodząc na dół.
- Wejdzie jak wrócimy - zapewnił go jeszcze, po czym przywitał się z bratem i wsiadł do samochodu, zapinając pasy.
Ryu dobrze się bawił z bratem. Poszli do księgarni, po czym zajrzeli do sklepu muzycznego i na lody, zanim odwiedzili szpital i kiedy wszystko już załatwili wrócili do domu. Kei wniósł Ryu po schodach trochę się martwiąc jego bladą cerą. Trochę się nachodził i był nieco zmęczony. Zapukał do drzwi, czekając aż Jun im otworzy.
- Nic mi nie jest, nie rób takiej miny - poprosił go Ryu, przytulając się do niego mocno. - Kei nie pozwolił mi wejść po schodach - wymamrotał tylko.
- Nie pogardzę. U nas jest sphagetti 3 raz z rzędu - skrzywił się zsuwając buty i odbierając kurtkę od Ryu. Poczochrał go po włosach przepuszczając w progu.
- Położę się trochę - zakomunikował im chłopak biorąc kocyk i zajmując całą kanapę dla siebie.
- Chociaż ktoś - zaśmiał się Kei siadając na fotelu i trochę się drocząc z bratem. Połaskotał go i pozatykał mu nos.
- Ej no - Ryu trzepnął go po rękach. - Jesteś okropny - burknął na niego, po czym uniósł się na łokciu. - Dla mnie mała porcja ale dużo mięcha!
- Uwielbiam ostre rzeczy - zapewnił go Ryu siadając już i zabierając się za jedzenie. - Załatwiliśmy zwolnienie - uśmiechnął się lekko.
- Przy okazji był przegląd podstawowych funkcji życiowych z wynikiem... jeszcze dycha - dodał spokojnie Kei.
- Jest pyszna kochanie - zapewnił go Ryu jedząc ze smakiem. - Będę mógł dokładki, jak się zmieści? - zapytał zaraz.
- No proszę... apetyt wraca - ucieszył się nieco Kei.
- Lekarz był zadowolony - odparł z lekkim uśmiechem. - Ale Ryu-chan nie do końca bo będzie trzeba trochę zwiększyć dawkę leku - dodał wzdychając nieco.
- Na razie nie jest gorzej, ale do tej pory była lekka poprawa - oznajmił spokojnie. - Ryu sobie dobrze radzi - uśmiechnął się lekko.
Ryu skinął tylko głową słuchając ich rozmowy na swój temat. Nie lubił tego... rozmów na temat swojej choroby więc się nie wtrącał. Wolał by załatwili to między sobą. Zdążył już skończyć jedzonko i wziąć sobie dokładki z garka.
- Bardzo posmakowało - uśmiechnął się lekko wracając na swoje miejsce. - Ja też się cieszę bo mogę się polenić, a ty mi gotujesz - wyszczerzył się śmiejąc się zaraz.
- Ugotuję dzisiaj na kolację. Mam nawet pomysł i kupiliśmy do niego składniki - wyszczerzył się do niego.
- No przeciągnął mnie po 3 supermarketach... - przyznał Kei z miną męczennika.
- No ale pewnie nie tak pyszne jak zupka - odparł szczerze Ryu, po czym zamilkł by sobie dalej jeść.
- A twoja cierpliwość rośnie? - zainteresował się Keii. - Ryu mówił, że zrobił ci loda - rzucił zaraz.
- Keii-chan! - Ryu spalił buraka i dosłownie zapadł się pod stół, chowając się tam i nie chcąc wyjść. - Miałeś tego nie mówić - bąknął.
- Oj to moja wina, wyciągnąłem to z niego podstępem. Zrobił się czerwony na twarzy ale przyznał mi że się odważył - uśmiechnął się lekko. - No nic, to dobrze że jesteś bardziej cierpliwy.
- Muszę pokontrolować mojego braciszka, by wiedzieć kiedy ci mordkę obić będzie trzeba - puścił do niego lekko oczko.
- Ale ja tu płonę ze wstydu - burknął cicho chłopak na oślep sięgając sobie talerz i zabierając do swojego kącika pod stołem.
- Zobaczymy Jun. Po prostu nie chcę by znów mu się coś stało - westchnął. - Ufam ci, ale ostrzegam - dodał spokojnie. - Ale to chyba naturalne prawda? To w końcu mój braciszek.
- Ja bardziej... bo mój brat właśnie okazuje się rycerzem... ta rozmowa nie powinna być przy mnie - wymamrotał jedząc tam swoją zupkę. Kei zaśmiał się cicho.
- Nie powinna, masz rację. Następnym razem wezmę Juna na męskie ploty i mu wtedy nastukam o tym że ma być dobry dla mojego braciszka - dodał śmiejąc się.
- Wiem, tylko... no wiesz - Kei wzruszył lekko ramionami. Po prostu bardzo się martwił o Ryu i czuł, że gdyby tylko chłopak mu się poskarżył że Jun mu coś zrobił, zabrałby go od niego i nie pozwolił się zbliżać. - Chyba robię się nadopiekuńczy...
Ryu w końcu skończył jeść i wrócił na miejsce przy stole.
- Wiem, ale teraz nie ma wolnego. Hikaru ostry szef - zaśmiał się Kei. - Nienawidzi jak go szefem nazywasz.
- Wiem, wiem... wspominał. Wszystko sobie notuje w kalendarzu by o niczym nie zapomnieć - zaśmiał się szczerze zaskoczony zmianą w tym bracie.
- To raczej dobrze, co nie? - zaśmiał się. - Pracowałeś kiedyś nad gnijącym ciale? - uniósł lekko brew.
- Nie pracował, odrzucał je wtedy - odparł spokojnie Ryu. - Poza tym... ja się dobrze sprawowałem - burknął zaraz.
- To dobrze, oni potrzebują czasu na pożegnanie - uśmiechnął się lekko.
Kei skinał głową. Zgadzał się z tym, a Ryu poszedł na kanapę się trochę położyć.
- Chyba trochę za dużo zjadłem - westchnął cicho tak sobie tylko leżąc.
- Ale na kolację będzie co innego a ja miałem ochotę teraz - wymamrotał chłopak zaraz przysypiając.
- I na prawdę się poprawił - uśmiechnął się do niego Kei. - Ufa ci chyba bardziej niż wcześniej - przyniósł kocyk, żeby przykryć rata.
- Spał wtedy lepiej niż ja - zaśmiał się cicho Kei. - Spałem na kanapie... bo się bałem że coś może pójść nie tak, obudzi się, przestraszy... no wiesz, żeby mu pomóc wtedy - usiadł na fotelu. - Ale radzi sobie chyba dobrze.
- Widziałem... jest aż tak źle, że potrzeba bandaży czy to trochę przesadzone? - zapytał go po prostu. Trochę się o to martwił i lekarz też to zauważył, niezbyt zadowolony.
- Uhm rozumiem - Kei wstał i nalał im soku po czym usiadł ponownie na fotelu. - Ach... i Ryu tęskni za Kiarą. Chciałby ją brać tutaj kiedy jest w Yukan - rzucił od niechcenia.
- Na pewno jeszcze nie dotarło. Wciąż się do tego przyzwyczaja - przyznał szczerze. - Dzisiaj też mi powiedział, że mam go odwieźć do Juna... dopiero potem się poprawiając, ale to przyjdzie z czasem - zapewnił go z lekkim uśmiechem. - W porządku, przyprowadzę.
- Będzie dobrze, bo macie siebie nawzajem - uśmiechnął się nieco Kei, ale zaraz pożałował swoich słów.
Ryu zmarszczył lekko brwi i krzyknął przez sen, a zaraz potem zaczął mu się rzucać na łóżku i rozpaczliwie drapać po całym swoim ciele. Kei jeszcze takiego napadu nie widział, ale szybko złapał go za ręce, zanim chłopak zrobił sobie większą krzywdę.
- Ryu - mruknął nieco głośniej chcąc chłopaka wybudzić bo aktualnie wyginał mu się tak, że zaczynał obawiać się o jego ręce. Jak tak dalej pójdzie to mu je wyłamie.
- Nic mu nie powiem - obiecał mu cicho, obserwując jak jego brat dygocze w objęciach Juna i mocno wbija paznokcie w jego plecy, by po dobrych dziesięciu minutach rozluźnić swój uścisk i rozpłakać mu się, już nieco spokojniej.
- Ech jak ty możesz być taki spokojny? I... jak on sobie radzi z atakami na studiach?
- Ech ok, w porządku - Kei skinął lekko głową, po czym lekko objał Juna, żeby jakoś tak dodać mu otuchy. - Dasz sobie z nim radę co nie?
- Ale twoje plecy przy tym trochę cierpią - westchnął ciężko widząc jak Ryu ponownie wraca do spokojnego snu, trzymając teraz jednak Juna mocno za rękę.
- To dobrze, że mijają - szepnął Kei, nieco tym przestraszony. Nie chciał przecież by komukolwiek stała się krzywda. - Pojadę do domu, a jutro przyprowadzę Kiarę - uśmiechnął się do niego lekko.
- W porządku - pożegnał się z nim i poszedł do domu. Ryu pospał jeszcze dobrą godzinkę zanim się obudził.
- Pewnie długo spałem - westchnął cicho Ryu wstając z jego kolan i nieco rozmasowując sobie skronie. - Nie spało mi się dobrze - szepnął cicho. - Miałem jakiś niespokojny sen...
- Mogę się trochę przytulić? - zapytał go trochę głupio zaraz siadając mu na kolanach i przytulając się lekko. Potrzebował tego, bo czuł jakiś taki niepokój.
- Ja wiem... - uśmiechnął się do niego lekko. - Czytaj sobie, czytaj... ja się potulę troszeczkę.
[i jak tam film? nie przepraszaj mnie :P]
Ryu skorzystał z tego pozwolenia wciskając się w niego mocno i w ciszy kontememplując ich mały świat.
[biedny Jun-chan... ale jeszcze teraz Ryu tego nie zobaczy... może kiedyś się obudzi w takim momencie xD]
Ryu ucałował go w końcu w policzek i zszedł mu z kolan idąc do kuchni. Postanowił przygotować dobrą kolację swojemu mężczyźnie.
[mam nadzieję xD]
Ryu włączył sobie radio i podśpiewując pod nosem zaczął kroić składniki. Usmażył też mięsko, a potem połączył warzywka z mięskiem i zapiekł to z serem w papryczkach. Dodatkowo zrobił to samo z ciastem francuskim, a kiedy wszystko było gotowe, wyciągnął to z piekarnika, robi,ąc jeszcze herbatkę i stawiając wszystko na stole. Zapalił świeczkę, po czym obok postawił jeszcze zdrową sałatkę z pomidorkami i ogórkami oraz mozarrellą.
- Jun-chan gotowe - zawołał swoje kochanie, samemu siadając przy stole.
Ryu skinął lekko głową.
- Tak troszkę - zrobił się nieco czerwony na twarzy. - Starałem się, żeby ci się spodobało... jeszcze winko powinno być - dodał zaraz cicho.
- Jemy - zgodził się Ryu nakładając sobie najpierw papryczkę na talerz i trochę pomidorków. - Kocham cię, wiesz?
- Ale kochanie nie zabraknie - zaśmiał się cicho Ryu. - A jak zostanie to zjemy jutro na obiad albo jako przekąskę - zaproponował spokojnie.
- Pewnie powiedziałbyś to samo, nawet jeśli przypaliłbym potrawę - zaśmiał się szczerze, po czym nachylił się nad stołem by ucałować Juna w nosek. - Wiem, wiem... mówisz szczerze - zapewnił go.
Ryu zaśmiał się cicho, wracając do jedzenia. Przez chwilę milczał jedząc tylko.
- Jun-chan? Ja nie chcę jednak zobaczyć jeszcze taty- oznajmił po dłuższej chwili. - Ja nie dam rady tego zrobić... boję się go zbyt mocno, nawet jeśli... nawet jeśli poszedłbyś ze mną. Nie muszę, prawda?
- Uhm no dobrze - uspokoił się trochę jedząc dalej swoją porcję. - A będziemy mieli pieska? - zapytał go zaraz, dłubiąc widelcem w swoim daniu. - Nie musi być Kiara, skoro jej nie lubisz...
- A poznam kiedyś twoich kolegów? - zapytał go znowu, bo nie wiedział czy Kiara dożyje skończenia przez niego studiów.
- A tu sobie żadnych nie znalazłeś jak mnie nie ma? - zapytał trochę zdziwiony bo wiedział, że trochę młodych ludzi tu mieszkało.
- No szkoro tak mówisz - Ryu postanowił nie drążyć dłużej tematu i uśmiechnął się do niego delikatnie. - To jaki jest twój wymarzony odpoczynek wakacyjny?
- Mhm fajnie... da się zrobić - uśmiechnął się lekko. - A co jest teraz twoim marzeniem?
- Ale to takie... skoncentrowane na mnie... a nie masz czegoś skoncentrowanego na sobie? - zapytał go cicho, samemu chwilę jeszcze jedząc zanim zastanowił się nad odpowiedzią. - Chciałbym spędzić z tobą zimowy weekend w górach, takich ośnieżonych. W domku jednopiętrowym, drewnianym z kominkiem. Siedzielibyśmy przed nim wtuleni i pili gorącą czekoladę.
- Ty się nigdy nie zestarzejesz - zażartował Ryu znów go lekko całując. - Mhm a co byś zrobił jakbym miał robić karierę w Tokio?
- A po co są te niebieskie tabletki? - zainteresował się Ryu, bo jakoś jeszcze nigdy o nich nie słyszał, albo słyszał tylko nie zrozumiał terminu. - Un to dobrze - ucałował go jeszcze raz. - A jak ty sobie widzisz takie idealne urodziny?
- Ale z twoją potencją póki co wszystko gra - zauważył spokojnie Ryu, po czym potrząsnał głową. - Nie ma, że nie wiem... - wymamrotał. - Mam jeszcze kilka pytań - wyszczerzył się do niego.
- Żadnej imprezy? Ale to u mnie w rodzinie nie przejdzie - żachnął się. - Jak się nie zgodzisz na małą posiadówę... bo już jesteś jak członek rodziny, to oni ci wyprawią imprezę niespodziankę jakiej świat nie widział...
- Tylko że z nimi się tak nie da. Uwierz mi... obrażą się potem wszyscy na ciebie - ucałował go w nosek. - Ale myślę, że jak postawisz ciacho i kawę to wszyscy będą zadowoleni. Nie trzeba będzie nic więcej.
- No wiem - odparł cicho, ale podejrzewał że to i tak nie przejdzie. Nawet jeśli ten dzień tak spędzą to kolejny będzie w gronie rodzinnym. - Hm no to kolejne pytanie z 1000 pytań do Juna, które wymyślałem na nudnych wykłądach - klasnął w dłonie. - Co zabrałbyś ze soba na bezludną wyspę, poza mną w walizce?
- Mam... niby mam, ale to dobry kamuflarz jest. Wykładowca myśli że robię notatki, a ja mam specjalny zeszyt do pytań do ciebie - zaśmiał się lekko. - Dziwny jesteś... jeszcze takiej odpowiedzi nigdy nie słyszałem - przyznał szczerze dopijając swoją herbatkę.
- Mhm no niby tak... ale przecież i pitną wodę mocna znaleźć chyba na takich wyspach, co nie? - uśmiechnął się do niego lekko. On tak zakładał. - No dobrze, ostatnie na dziś, zanim uciekniesz z krzykiem... - zaśmiał się lekko. - Co byś zrobił, gdybyś znalazł złotą rybkę, która mogłaby spełnić twoje dwa życzenia?
- Rozumiem - uśmiechnął się do niego delikatnie, po czym usiadł mu na kolankach i przytulił się mocno. - Dziękuję za dzisiejszy wywiad, kolejne tortury przewiduję na jutro.
- No bo chciałbym cię tak zupełnie poznać... tak całkowicie - uśmiechnął się do niego seroko. - Tak mocno jak jeszcze nikt cię nie poznał - dodał zaraz rumieniąc się troch ę.
- O to żebyśmy byli szczęśliwi - odparł z uśmiechem, nawet na moment od niego nie odchodząc. - I żeby już tak nie bolało, żebym się nie bał - dodał już nieco bardzoej egoistycznie.
- Ja ciebie też tak naprawdę mocno - ucałował go lekko wstając z miejsca. - Cieszę się, że kolacja ci smakowała.
- Nie, sam sobie poradzę - pstryknął go palcem w nosek. - Ty dziś odpoczywasz...i... pomożesz mi się dzisiaj umyć? Będę w bokserkach... - poprosił go cicho.
- Uhm dobrze - chłopak zabrał się za zmywanie naczyń. - Ale uhm jak następnym razem nie będę chciał to nie wejdziesz ze mną, prawda? - upewnił się nieco.
- Kocham cię - Ryu skończył myć naczynia i wytarł ręce, a resztę z kolacji schował do lodówki. - Gotowe.
Ryu uśmiechnął się do niego lekko.
- Wyjdziesz teraz ze mną na spacer? Jest ładne niebo i cudowna pełnia... na pół godzinki bo zimno jest, ale chodźmy się przejść - poprosił go.
- Pewnie - wyszczerzył się do niego biorąc aparat i chowając go do pokrowca. Na plecy zarzucił statyw. - Możemy ruszać.
- Ale nie trzeba - wyszczerzył się do niego. - Sam poniosę - zdecydował, wtulając się w jego ramię. - Ty mnie tylko tul.
- Na pewno, jak będzie to ci powiem - obiecał mu idąc z nim za rękę.
- Lubisz zimno? - zapytał go spokojnie, po czym puścił jego dłoń kiedy weszli na plażę i przeciągnął się lekko.
- Ja lubię, bo ludzie ubierają się grubo wtedy i nie widać że jestes tak straszliwie chudy - uśmiechnął się rozstawiając statyw i robiąc parę fotek.
- Ale byłem - odparł cicho. - I cieszyłem się że jest zimno z jeszcze jednego powodu - dodał uśmiechając się nieco krzywo. - Bo dzieciaki nie wychodziły się bawić na dworze... tylko były w domu, tak jak ja...
- Uhm, też to lubię - uśmiechnął się odrobinę. - Ale zimę też bardzo lubię - dodał z uśmiechem.
Telefon Juna zadzwonił nagle przerywając im chwilę samotności. Dzwonił Hikaru.
- Jun ja przepraszam - oznajmił cicho. - Bardzo cię przepraszam, ale... dwie osoby spadły z klifu. Niefortunny wypadek... przyjmiesz je? Czy odmówić? Nie podejmowałem żadnej decyzji. Powiedziałem że oddzwonię - wyjaśnił mu szybko.
- Chcą je balsamować - potwierdził, po czym powiedział mu szczegóły jeszcze raz go bardzo przepraszając. - Na jutro tak? - zapytał by się upewnić.
- No tak, ale Ryu-chan jest u ciebie... no i głupio mi - wymamrotał wzdychając lekko.
- Dziękuję - uśmiechnął się delikatnie Hikaru. Ryu w czasie jego rozmowy zrobił kilka zdjęć z których był zadowolony. Ujął nawet rozmawiającego Juna na tle morza i plasku księżyca.
- Nie szkodzi, pójdę z tobą i zobaczę się z rodzeństwem - uśmiechnął się szeroko Ryu, pokazując mu parę zdjęć.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego chowając aparat do pokrowca a jemu podając statyw. - Tylko nie popsuj - poprosił, bo to przecież było jego cacuszko.
Ryu szedł z nim wesoło, dopóki się nie poślizgnął. Odruchowo złapał mocniej ręki Juna ze śmiechem wpadając mu na ramię.
- Wow... było blisko.
- Och wypraszam sobie - pogroził mu palcem przed noskiem. - To ty ostatnio się wywaliłeś - pokazał mu język.
- Skoczę tam na róg po mochi dobrze? - rzucił wesoło idąc szybko po dwie sztuki mochi i wracając z nimi do domu.
Ryu dołączył do niego 20 minut później bo musiał dłużej wchodzić po schodkach. Przyniósł mu mochi szczęśliwy że je dostał.
- Tu są najpyszniejsze - zapewnił go.
- Super - ucieszył się siadając na kanapie z mochi i herbatką w dłoniach. Przytulił się do niego lekko.
- Ja też jestem - zapewnił go Ryu jedząc sobie dalej Mochi i przytulając się do jego piersi.
- Bardzo, bardzo - zapewnił go, kończąc swoje mochi. Zasnął chwilę później tak przy nim.
Ryu zamarudził coś pod nosem, wtulając się w niego jeszcze mocnij. Dobrze mu się tak spało.
Ryu obudził się nad ranem i od razu wstał z łóżka by się umyć tylko odrobinę, a potem poczekać na śpiocha.
Ryu pokiwał mu już z kanapy z parującym gorącym kakao przed sobą.
- Kakao ci odgrzeję - zapewnił go szybko wstając i idąc do kuchni.
- Ale ja z tobą biegnę do pracy - puścił do niego oczko podgrzewając mu jednak to kakao.
- Też tak myślałem.. ale już nie śpię to pójdę z tobą - oznajmił wesoło stawiając jego kakao na stole, obok kanapek.
- Ale ja już jestem przyszykowany - wywrócił oczyma Ryu. Ubrany siedział i czekał aż Jun się obudzi, więc wszystko już grało. - Kocham cię wiesz?
- Ty mnie nie denerwuj - poprosił go Ryu grożąc mu palcem przed nosem. - Jestem dużym chłopcem i mogę stać jeśli mi się tak podoba - burknął chodząc ze swoim kakao w tę i we w tę.
- Bardzo luźna... najpierw ubierz się, teraz usiądź... Też ci tak zacznę rozkazywać. Nie gadaj, tylko jedz i pij. Nie marudź - burknął w odpowiedzi. - A potem umyć zęby. No już, już, na co czekasz - klasnął w dłonie, przysiadając na kanapie.
Ryu poczekał na niego i po dwudziestu minutach zaczął schodzić na dół żeby Juna nie spowolniać.
- No dobra... skoro nalegasz - usiadł tym razem na siedzeniu pasażera.
- Jasne a potem byś marudził do końca dnia że nie pojechaliśmy samochodem - burknął Ryu, wysiadając kiedy tylko dojechali. - Hej Kiara przytulił psinkę. Zostajemy dzisiaj na obiad - oznajmił siostrze. - Pomogę ci go zrobić, ale najpierw zabiorę psinę na spacer - dodał jeszcze biorąc swojego pieska i wychodząc z domu.
Ryu poszedł z Kiarą na plażę, chodził z nią dobre 2 godziny a wracając zaszedł do sklepu. Postanowił tym razem zrobić dla całej rodzinki ramen.
W progu zderzył się z Ryu ktory się od niego odbił i upadł, odsuwając się gwałtownie i łapiąc za serce. Nabrał kilka głębokich oddechów powoli się uspokajając.
- Gome... gome - przeprosił go. - Nie byłem na to przygotowany... - wyszeptał patrząc na rozlane szklanki z sokiem pomarańczowym. - Mou... chciałem ci przynieść picie...
- Uhm, pójdę się przebrać - uśmiechnął się lekko. - Kiara spokojnie, nic mi nie jest - uspokoił szczekającą na Juna psinkę i wszedł wraz z nią na górę by się przebrać.
- Bo ona jest strasznie wyczulona na krzywdę dziejącą się Ryu... jak on się boi, ona szczeka. Na ojca często szczekała - wyjaśniła mu (Aiko? o_O)
Kiara zeszła pierwsza czekając na dole na Ryu i razem z nim weszła do salonu wskakując na kanapę obok Juna. Szczeknęła na niego i polizała go po policzku po czym ułożyła łepek na kolanach Ryu.
- Dzisiaj będzie Ramen. Szykujemy go razem - uśmiechnął się lekko, głaszcząc Kiarę po łebku i popijając trochę soku.
- A buzi? - zapytał go spokojnie, ale Kiara szczeknęła ostrzegawczo na Juna. - No już, spokojnie...
Ryu tymczasem zrobił do końca obiadek i pobawił się chwilę z Yuto, a potem zderzył się w drzwiach z Hikaru i spanikował tak mocno iż zbiegł do pracowni Juna i objął go od tyłu cicho płacząc.
- Ja, nic mi nie jest, nic - zapewnił go cicho. - Mam... mam pecha dziś - zaśmiał się przez łzy. - Ciągle na kogoś wpadam...
Ryu zrozumiał to, ale mimo to poczuł straszny ból w sercu odszedł kilka kroków i osunął się na ziemię walcząc z mdłościami.
- Nie dotykaj mnie - wyszeptał sam do siebie obejmując się ramionami i wtulając mocno w kolana.
Kei wparował do pracowni Juna jako drugi chwilę później. Ukucnął przy chłopaku i wziął go mocno w objęcia.
- Ryu-chan, chodź. Tu jest zimno, złapiesz jeszcze jakąś infekcję - szepnął starając się namówić chłopaka na wejście do góry, ale został przez niego odepchnięty.
- Ja tam nie wracam! Nie wracam!
Chłopak potrząsnął przecząco głową. Zanurzał się. Panika ogarniała go całego. Wcisnął się jeszcze mocniej w ścianę, jakby ta miała mu pomóc. Zagryzł wargę aż do krwi, starając się przywrócić do zdrowych zmysłów ale nic nie pomagało. Jego wzrok padł nagle na narzęcia pracy Juna i w jednej chwili się tam rzucił, ale Kei był szybszy. Złapał go w pół, przyciskając do siebie.
- Uspokój się Ryu. Nikt ci nic nie robi, rozumiesz? Nic ci nie jest - oznajmił cicho ale dobitnie. - Nic ci nie jest - powtórzył, kiedy chłopak zaczął mu dygotać w ramionach i płaczeć kompletnie tracąc rozeznanie co do rzeczywistości.
- Puść mnie tato - poprosił słabym głosem. - Ja nie chcę już, puść mnie...
Prześlij komentarz