Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4801 – 5000 z 5000- Lepiej - przyznał szczerze. - Temperatura mniejsza - oznajmił ze słabym uśmiechem, chowając się mocno pod kołderkę. - Ale marnujesz wolne - westchnął cicho.
- Uhm marnujesz... bo mógłbys iść na spacer, pojechać na basen... do kina czy coś... a musisz siedzieć i patrzeć na nic nie wartą kupkę nieszczęścia w łóżku - westchnął ciężko.
- Ale ja się mogę sam sobą zająć. Potrafię to zrobić - wyszeptał Ryu, przytulając głowę mocniej do podusi. - Zaraz zrobię nam śniadanko jakieś - dodał spokojnie, chcąc jakoś mu się odwedzięczyć. - Wyjdziesz z Kiarą?
- A kupicie coś słodkiego? - zapytał go cicho, opatulając się mocniej kołdrą i znowu trochę zamykając oczy.
- Dobrą czekoladę i potem taki deserek... owocki, bita śmietana i szekoladka - odparł cicho, patrząc na niego z uśmiechem. - Taki jak robisz czasem. Lekki i pychotka.
Ryu w tym czasie wtulił się znów w Kiarę i odrobinę przysnął. Jakoś taki ocieżały był i straszliwie zmęczony, a przecież cały poprzedni dzień przespał.
Ryu zmusił się do zjedzenia śniadania. Zwymiotował jednak jego część zaraz po wyjściu Juna. Nie dlatego, że chciał to robić, ale nie dał rady. Wypił za to całą herbatę i pół litra wody niegazowanej, po czym włączył telewizor żeby coś do niego gadało i w końcu przysnął.
- Jun-chan? Poczytasz mi potem trochę? - zapytał go chłopak. - Albo obejrzymy coś? Ale coś co ty chcesz, bo ja pewnie padnę po chwili - dodał uśmiechając się nieco i upijając łyk ciepłego płynu.
- No to się połóż Jun - odparł mu Ryu, kończąc herbatkę i znów padając na podusie.
- Baka - Ryu trzepnął go podusią. - Będę się przejmował tobą zawsze - zrobił się czerwony na twarzy i rozkasłał chwilę. - Będę i nie ma innego wyjścia.
- Pasuje, masz się wyspać - uśmiechnął się do niego chłopak, przysuwając nieco i przytulając delikatnie. - Kocham cię - ucałował go w policzek.
Ryu obserwował go w ciszy i z uśmiechem. Zasnął dopiero po dłuższej chwili, a obudził go dzwonek do drzwi. Wyplątał się z ramion Juna i poszedł otworzyć.
- Ohayou - Keiichiro uśmiechnął się szeroko. - Przepraszam, że tak wpadam - podrapał się lekko po głowie.
- Nie szkodzi, tylko... - rozkasłał się znowu. - Nic ci nie będzie? No wiesz... roznosze zabójcze zarazki.
- Nic mi nie będzie - chłopak założył maskę na twarz i wszedł do środka. - Przyszedłem na plotki. I poświętować twój staż.
- Jestem, ale mam wciąż uważać i z każdym słabszym pierdnięciem chodzić do szpitala - wywrócił oczyma chłopak odruchowo okrywając Ryu mocniej kołdrą a samemu siadając tuż obok niego.
- Chyba wpadliśmy nie w porę. Przepraszam - Koki przywitał się z Junem i poszedł z nim do kuchni. - Ale Keii-chan chciał koniecznie odwiedzić Ryu.
- WIem, wiem - uśmiechnął się Koki. - On też to wie, dmuchamy na zimne. To była trudna operacja i kamieńspadł mi z serca jak go wypisali. Prognozy jednak nie są do końca jednoznaczne - przyznał cicho, kładąc na stole kopertę z pieniędzmi. - Uhm oddaję połowę na razie. Resztę też oddam - obiecał mu.
- Dzięki - Koki uśmiechnął się do niego lekko stawiając teraz przed nim torbę z zakupami. - Uznaliśmy, że jak wpadamyu bez zapowiedzi to chociaż wspomożemy was produktami na obiad - mrugnął do niego z uśmiechem. - Pomogę ci w gotowaniu.
- Może jakiś gulasz do ryżu. Plus pyszny sos i warzywka? - zaproponował spokojnie, chowając pieniądze z powrotem do torby. - A dla Ryu coś dodatkowo, nie? Nie sądzę by zjadł taki gulasz...
- Tak myślałem - uśmiechnął się Koki. - Możesz do kaszki dodać banana jako takie urozmaicenie - zaproponował mu luźno zabierając się za krojenie mięsiwa.
- Wedle rozkazu - zaśmiał się Koki doprawiając mięsko i kiedy już smażyło się na patelni rozpoczął robienie sosiku.
***
- Smutno będzie mi bez ciebie - Keiichiro zdecydował jednak usiaść na fotelu. - Odwiedzę cię w USA z Kokim - zapewnił wesoło.
- Koniecznie - wyszczerzył się do niego Ryu, wtulając głowę w poduszkę. - Na tydzień lub dwa, wpadnijcie obaj.
- Przyjęli go, jedziemy razem - uśmiechnął się szerzej. - Więc zostawimy ich razem i pójdziemy do klubu - zaśmiał się trochę i rozkasłał.
- Nie będą mieli wyjścia - zaśmiał się chlopak. - Przyjdę na noc, ale najpierw wyzdrowieję okay? - uśmiechnął się krzywo. - A wracasz na studia? No bo jak wrócisz to znów będą nasze rozmowy - uśmiechnął się delikatnie. - Mój problem... uhm nadal jest - zacisnął mocno wargi. - Ale śpimy już razem w łóżku i nawet ostatnio się kąpaliśmy razem... tylko że mimo to strasznie się bałem.
- Uhm czeka i niby jest postęp, ale no wiesz - wzruszył ramionami. - Chciałbym szybciej ale jak próbuję za szybko to się cofam trzy krok i w tył... i no... przestałem próbować za szybko - westchnął. - Bo to się nie sprawdza u mnie, w ogóle... a Jun... ja widzę że on cierpi no...
- UHm pewnie tak... ja tylko nie chcę żeby on cierpiał. Nawet pomyślałem, że może lepiej by sobie znalazł innego - zagryzł wargi. - Ale nie chcę go tracić Keii-chan.
- Postaram się mu to wynagrodzić - zgodził się. - Tylko...głupio mi strasznie, że tak się dzieje. Brzydzę się siebie i swojego ciała... i mam koszmary - zagryzł wargi. - Boję się, że nigdy nie dam się mu dotknąć w taki sposób...
- Uhm może masz rację - zgodził się z nim siadając, kiedy panowie przynieśli im obiadek. - Tylko żeby to nie były obiecanki cacanki z tym przyjazdem do nas do USA, jasne? - pogroził mu palcem przed nosem.
- Uhm dziękuję... Jun-chan bo ja dziś zwymiotowałem - przyznał mu z lekkim westchnieniem, jedząc kaszkę powoli. - Ale nie dużo - rzucił zaraz weselej, opierając się nieco o poduszki i upijając herbatki. - Koki? Jak się trzymasz?
- Wezmę - obiecał mu chłopak. - Ja... chyba źle - rzucił chowając się za swoją miseczką. - Choruję, przez co Jun-chan jest niewyspany i ma przerąbany dzień wolny... dobrze że wpadliście, to może choć rozrywki dostanie - wyliczył na palcach. - No i ogólnie jestem dla niego źródłem cierpienia... - bąknął. - A tak poza tym to całkiem nieźle - dodał szczerząc się.
- Trochę się różnią, ale to dlatego że ja marudzę bardzo jak choruję... - wyjaśnił całkiem bezwstydnie. - Jestem twoim cierpieniem, nie zaprzeczaj...
- Uhm... później porozmawiamy - zgodził się Ryu, nie chcąc teraz roztrącać tego co tam w głowie sobie uroił. - Kocham cię - poczuł się w potrzebie zapewnienia Juna o tym.
- Wiem, wiem - Ryu skończył wymianę zdań z Junem, po czym pogrążył się w wesołej rozmowie z przyjaciółmi.
Keiichiro do niego dołączył, bo Ryu trochę się zdrzemnął, a Koki poszedł z Kiarą na spacer uznając że spacer dobrze mu zrobi.
- Nie daj się mu Jun - Keiichiro poklepał Juna po ramieniu i usiadł na stołku. - Kochaj go nawet mocniej niż kochasz i po prostu bądź.
- Będzie, na pewno - uśmiechnął się szeroko chłopak. - Jak wyzdrowieje wpadnijcie do nas co? - poprosił go. - Tęsknię za wami i lubię jak się spotykamy czasami. Ustalmy tak... twój drugi dzień wolny po chorobie Ryu i jesteście u nas - zaproponował wesoło.
- To nie do końca tak. Porozmawiacie później i zrozumiesz... albo przynajmniej dowiesz się czemu on taki jest - Keiichiro wziął od niego trochę truskawek i zaczął mu pomagać z krojeniem. - U nas dobrze, znaczy jestem trochę słaby i często śpię. No i Koki też nie może jeszcze się ze mną kochać bo... jestem za chudy i za słaby.
- No niby tak - zgodził się z nim z delikatnym uśmiechem błąkającym mu po twarzy, po czym podał mu resztę pokrojonych truskawek. - Przepraszam, że tak wpadamy bez zapowiedzi... ale jechaliśmy ze szpitala i tak jakoś - wzruszył ramionami. - Długo będziecie w USA? Bo lecicie niedługo, co nie?
- Nie chcę - skinął głową siadając znów na krześle, bo tochę słabiej się poczuł. - Ale ty też nei wyglądasz najlepiej. Wory pod oczami wołają o pomstę do nieba - zarzucił mu.
- On wie, że go kochasz - uśmiechnął się lekko Keiichiro. - Stwierdził nawet, że chciał ci powiedzieć, że masz poszukać kogoś innego... ale nie mógł bo za bardzo cię kocha.
- Ale takiego go kochasz przecież - uśmiechnął się chłopak. - Dajecie sobie radę i to najważniejsze. Przeszkody tylko sprawią, że będziecie silniejsi - uśmiechnął się szerzej.
Ryu obudził się chwilę później siadając zaraz i biorąc najmniejszy pucharek w dłonie.
- Jun-chan? Mogę się przytulić? - zapytał mężczyznę trochę głupio ale co zrobić.
Ryu wtulił się w niego jedząc spokojnie swój deserek. Koki natomiast ze smakiem dobrał się do swojego czasem podjadając trochę Keiichiro.
Chłopak zjadł do końca swoje truskaweczki i jeszcze podebrał Junowi trochę śmietanki bitej.
- Pycha. Uwielbiam twoje deserki takie lekkie - oznajmił, po czym wziął chusteczkę i odsunął się od nich by wydmuchać noska.
[Dzisiaj mam zamulony nastrój... nie chcę spieprzyć akcji :P]
Ryu przespał całą noc i kolejnego dnia czuł się znacznie lepiej. Zdecydował jednak zostać jeszcze w łóżku. Dla pewności... i powykorzystywać trochę Juna. Roześmiał się cicho, kiedy otrzymał od niego dzwoneczek i korzystał z niego w najróżniejszy sposób.
- Jun-chan? Zrobisz mi herbatki? - było pierwszym pytaniem, a potem było tylko lepiej.
Ryu więc skorzystał z okazji i po dłuższej chwili znów zadzwonił.
- Buzi chcę - oznajmił pokazując mu język i wyciągając do niego łapki.
- Zadowolony - uśmiechnął się szeroko padając zaraz na podusię i wziął sobie książeczkę. - O której do pracy idziesz? - zapytał go zaraz.
- Nic takiego - wzruszył ramionami. - Chciałem... zrobić twoje... akty - zagryzł mocno wargi rumieniąc się okropnie.
- Uhm wiem i się tym martwię - przyznał szczerze. - Chciałem spróbować się przełamać, ale... ale chyba zrezygnuję - dodał zaraz chowając się mocno pod kołderkę by ukryć drżenie rąk. - Uhm a pizza, popcorn i dobry film jakiś?
- Ale ja się staram, żeby tak szybciej trochę... ale nie wychodzi. Albo wychodzi tak, że cofam się 10 kroków w tył - wymamrotał niezadowolony ale zaraz przytulił się do niego mocno. - Ale się staram - zapewnił go. - Ale wybierzesz nam film co nie?
- Un spróbuję - obiecał mu cicho, po czym uśmiechnął się lekko. - A mogę nam zrobić koktajl owocowy? - zapytał go zaraz.
- To zrobię potem - uśmiechnął się do niego. - Poleżysz trochę ze mną i pośpisz? - zapytał go zaraz.
- To mnie popilnuj póki nie zasnę - poprosił go, wtulając się dość mocno w jego pierś.
Kiara wskoczyła na nich godzine później domagając się spaceru. Zaczęła lizać Juna po twarzy i szczekać od czasu do czasu aż obaj nie usiedli. Ryu zaśmiał się na widok miny Juna.
- No idźcie, a ja zrobie koktajl - zdecydował.
RYu w tym czasie przygotował koktajl owocowy i rozpoczął gotowanie curry. Przecież obiecał je Junowi dwa dni temu, a teraz wreszcie miał tyle siły by to zrobić. Kiedy Kiara i Jun wrócili od samego progu poczuli zapach jedzonka.
- Będzie curry - potwierdził wesoło chłopak, mieszając w garnku i zaraz biorąc swoje leki, bo sobie o nich przypomniał. - Zrobiłem też koktajl. W lodówce w dzbanku jest - uśmiechnął się do niego szeroko.
Ryu pokręcił przecząco głową.
- Ale możemy porozmawiać - zaproponował jakby to było coś wyjątkowo trudnego. - Tak od serca - uśmiechnął się lekko. - I... przyniesiesz mi kocyk na kanapę? Chyba jednak jeszcze posiedzę pod przykryciem - zdecydował.
- A potem zamówimy pizzę, zerobimy popcorn i obejrzymy film - klasnął w dłonie chłopak uśmiechając się do niego szeroko. - I będziemy się przytulać.
- Już dochodzi, musi się jeszcze popyrkolić z pięć minut - uśmiechnął się do niego delikatnie, przysiadając na krześle. - Wlejesz nam go do talerzy? Bo trochę mi się zakręciło w łebku.
- A ja uwielbiam patrzeć jak się cieszysz - uśmiechnął się delikatnie, widząc jego radość i samemu smakując potrawy. Nie wyszła źle z czego się cieszył.
- Dziękuję choć nie sądzę, zebym był aż tak genialny - roześmiał się serdecznie, powoli wcinając swoją porcję. - Ale chcę potem się do ciebie mocno potulić. Brakuje mi tego.
- Troszkę za dużo ugotowałem i będzie jeszcze na jutro - oznajmił drapiąc się po głowie. - Ale nie szkodzi, nie? - upewnił się tylko kończąc jedzonko i wskakując Junowi na kolana.
- No tak... no to mnie zanieś - pokazał mu język, obejmując mocno jego szyję i przytulając się do jego piersi.
Ryu przykrył ich obu zanim w ogóle coś powiedział. Potem jeszcze zamknął oczy i wtulił głowę w jego pierś wdychając jego zapach.
- O niczym takim - przyznał szczerze. - Po prostu porozmawiać... chciałem się dowiedzieć czy masz jakąś pasję?
- Nie wiem... może - wzruszył ramionami, wtulając się w niego mocniej. - Ale nigdy nie jest za późno by jakąś znaleźć... może coś jeszcze sobie znajdziesz - ucałował go lekko w usta. - Zabierzesz mnie na takie wyścigi motocyklowe?
[Hej, jak poszła maturka? Gdzie się udało dostać?]
Uwielbiał planować co zrobić na obiad, czy kolacje. Czym tym razem zachwycić Juna. Chciał, by ten mógł rozsmakować się w unikalnych smakach i pracował ciężko nad swoją kuchnią, co i rusz uzupełniając ją o nowe potrawy. Największą nagrodą był uśmiech Juna. Nic więcej nie potrzebował. Dlatego też tego dnia wybrał się do miasta zabierając samochód mężczyzny. Nie chciał się tłuc autobusem, a Jun mu na to pozwalał. Miał przecież w zamyśle wstąpić do sklepu z żywnością z całego świata, którego w Yukan niestety nie było.
Zakupy robił z przyjemnością, dopóki na swej drodze nie napotkał całkiem wysokiego problemu. Był niemalże przekonany, że ojciec Juna siedzi za kratkami, a ten nagle wyrasta mu jak spod ziemi z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Witaj - mężczyzna objął go ramieniem, jakby to znali się od dawna i byli najlepszymi kumplami. - Pozwól ze mną na chwilę. Nic ci nie zrobię. Porozmawiamy tylko. Stawiam kawę - mężczyzna uśmiechnął się delikatnie.
- Nie bardzo mam na to czas - przeprosił go szybko chłopak, ale czując jak dłoń faceta zaciska się mocniej na jego ramieniu zagryzł lekko wargę. - No dobrze... chwilka się znajdzie - szepnął zrezygnowany. Przecież nie miał tu z nim najmniejszych szans. Choćby chciał to nie miał, mimo najszczerszych chęci. Pozwolił więc poprowadzić się na ulicę, a potem obudził się leżąc na łóżku w jakimś obskurnym hoteliku.
- Wybacz mi moje zachowanie, ale inaczej nie mielibyśmy spokoju - uśmiechnął się ojciec Juna, siadając na brzegu łóżka i zakładając nogę na nogę. Zapalił papierosa spokojnie wydychając jego dym. - Nic ci nie zamierzam zrobić, a więzy są konieczne - wyjaśnił spokojnie, bo rzeczywiście nie miał złych zamiarów. Przynajmniej na razie. - Chcę po prostu porozmawiać z synem - wyjaśnił z szyderczym uśmiechem na twarzy. - Ty będziesz najlepszą przynętą - dodał spokojnie, klepiąc chłopaka po głowie.
- Może i najlepszą... ale na pewno się z nim w taki sposób nie dogadasz - burknął Ryu próbując mimo wszystko wyswobodzić się z więzów. - Jak długo...
- Oh dopiero 24 godziny. Nie martw się. Jun już na pewno cię szuka - mężczyzna jeszcze raz się uśmiechnął, po czym zgasił papierosa na ramieniu chłopaka. - Leż grzecznie i się nie wyrywaj - ostrzegł go chłodno, po czym zgasił światło i opuścił pokój.
Ryu zagryzł lekko wargi starając się przeanalizować swoją sytuację. Raz za razem probował się wyswobodzić. Bezskutecznie. Dopiero dwa dni później udało mu się wreszcie wyswobodzić lewą dłoń. To nic że całą zakrwawioną. Co martwiło go bardziej to brak oddechu. Nie był przecież w stanie wziąć swoich leków już kilka dni pod rząd, a pokój nie był wietrzony. Ojciec Juna z premedytacją przychodził do niego na fajkę, a dym zostawał. Chłopak sięgnął do kieszeni po telefon. Zdołał zorientować się gdzie jest i wcisnął odpowiedni guzik. Nie zamierzał dzwonić do Juna. Nie mógł pozwolić im się spotkać.
- Kei... - słysząc głos brata niemal odetchnął z ulgą, po czym wrócił do kontrolowania oddechu, co przychodziło mu z lekkim trudem. Szybko wyjaśnił bratu gdzie się znajduje i poprosił by mu pomógł. - Tylko... tylko... nie bierz Juna... - poprosił jeszcze.
[No to czekamy na wyniki. Poznań nie jest taki dobry. Dużo z nimi problemu od strony technicznej. Miałam problem z odbiorem dyplomu...]
Ryu szamotał się próbując wyswobodzić i prawą dłoń, jednocześnie pilnując swojego oddechu. Musiał się porządnie na tym skupić. Kiedy jednak usłyszał czyjeś nerwowe kroki schował lewą dłoń pod prawą, zacisnął mocno powieki i wstrzymał oddech całkowicie. Musiał przecież udawać, że nic nie robi. Nic. Grzecznie leży. Przynajmniej kiedy to robił był pewien, że nic mu nie będzie.
[No to będę trzymać kciuki :) ]
- Nie mogę dobrze odetchnąć - poinformował go chłopak cały czas pilnując oddechu i nieco się rozluźniając kiedy zobaczył przy sobie brata. - Nic mi nie zrobił - zapewnił go. - Nie dotknął - dodał zaraz, bo tego obawiał się najbardziej.
[To trzymam kciuki już od teraz. O cholera... to do Torunia się dostaniesz. Nie ma bata.]
Ryu skinął lekko głową siadając i przytulając się lekko do niego.
- Nic nie zrobił. Nie dotykał - zapewnił go zaraz jednak wracając do inhalatora bo bolało go w piersi i wolał teraz skupić się tylko na oddechu. Cieszył się, że już jest koniec i że zaraz wróci do domu. Był tylko strasznie głodny i trochę przestraszony.
[Nie możesz się tak łatwo poddawać. ]
- Już zadzwoniłem - odparł cicho mężczyzna, wstając i podchodząc do Ryu by opatrzeć mu nadgarstki.
- Możemy pojechać do domu? - chłopak popatrzył z nadzieją na Juna, wtulając się w jego ramiona.
[Wcale nie łatwo. Sama nie dostałam się nigdy tam gdzie chciałam :)]
- Ale nie zabij go i nic mu nie zrób... bo nie chcę żebyś ty poszedł do więzienia - Ryu wtulił się w niego mocniej.
- Pojedziemy najpierw do szpitala - poinformował Juna, Kei. - Chcę mieć pewność, że wszystko jest w porządku. Ryu nie brał leków parę dni - dodał cicho. - Parę badań i do domu - obiecał Ryu.
[No gdzieś tak. Ty też gdzieś się dostaniesz]
- ALe ja nie chcę żebyś z nim był sam - wymamrotał Ryu. - Bo on ciebie chciał nie mnie - wyjaśnił zaciskając lekko pięści i zaraz wracając do oddychania. - Nie miałeś przyjechać... nie chciałem żebyś go spotkał.
- Ale ja nie chcę cię zostawiać - wyszeptał Ryu choć teraz zakręciło mu się w głowie i wcisnął ją w pierś Juna.
[Nie myślimy negatywnie. To gwóźdź do trumny]
- Ale ja nie chcę cię zostawiać - wyszeptał Ryu choć teraz zakręciło mu się w głowie i wcisnął ją w pierś Juna.
[To przestań. Przez to myślenie rzeczywiście możesz na siebie wrzucić zły los. ]
- Dobrze - Ryu skapitulował trochę, ale uznał że taki kompromis mu pasuje. Przynajmniej będzie miał pewność, że Jun ni zrobi nic głupiego i będzie pod kontrolą. Wciąż oddychał przez inhalator.
[Wiem że to nie łatwe, ale nie można się od tak poddawać. Masz jeszcze jedną uczelnię]
- Nie mogłem ręki... wyciągnąć - wyszeptał chłopak przymykając oczy. - Chciałem wcześniej do Keia zadzwonić... bo ty... bo ty się go boisz. Ja nie chcę żebyś musiał z nim się widzieć - zacisnął mocniej wargi.
[No wiesz? A to moje rodzinne miasto jest...]
- Ale nie zepsułem ci auta - szepnął jeszcze, kiedy policjanci wreszcie pojawili się przed hostelem. Kei wziął brata na ręce widząc że ten nie jest na siłach by samemu iść.
- Widzimy się w szpitalu - szepnął do Juna.
[No wiesz? Obrażam się :P]
- Tęskniłem za tobą. W ogóle staruszka w więzieniu nie odwiedzasz - zarzucił mu mężczyzna. - Chciałem też poznać twojego chłopaka. Młody, nie jesteś pedofilem czasem?
- Wyszedłem na przepustkę - wzruszył ramionami. - Odwiedzaj mnie lepiej, bo następnym razem nie będę się z nim obchodził jak z jajkiem - rzucił chłodno. w końcu nic chłopakowi nie zrobił. Policjanci ucięli ich pogawędkę zabierając mężczyznę do radiowozu.
Kiedy Jun przyszedł do szpitala, Ryu leżał na kanapie w poczekalni, a większość badań była już za nim. CHłopak powoli przysypiał, a Kei siedział obok niego. Okrył go delikatnie wydębionym kocem z jednego z łóżka. Pokiwał na Juna.
Kei zamrugał kilkakrotnie spoglądając na niego zaskoczony.
- Z tego co wiem, to nie - wzruszył ramionami. - Nie robisz niczego na co Ryu by się nie zgadzał. On z tobą chce być, ty chcesz być z nim. Mnie to wystarczy. Darzycie się prawdziwym uczucie. Zadne z was nie zmusza drugiego. Nie jesteś. Nie robisz nic złego - zapewnił go.
- Gdyby coś było nie tak, to Ryu nie starałby się ciebie ochronić Jun. A starał się. Nie chciał byś spotkał się z twoim staruszkiem - zacisnął mocno wargi Kei. - No i gdybys coś robił nie tak, to już dawno bym cię skopał - przypomniał z delikatnym uśmiechem. - Nie miałbyś już prawa nawet próbować z nim być - poczochrał go po włosach. - Jeszcze dwa badania i zabierzesz go do domu, ok? Ja poczekam na wyniki. Jakby trzeba było go hospitalizować to jutro go przywieziesz. Obiecałem Ryu, że spędzi noc w domu. Bardzo tego potrzebuje.
- Nie przejmuj się innyymi. Jeśli Ryu kiedyś powie ci że tak czuje, wtedy możesz zacząć myśleć że coś robisz nie tak - Kei uśmiechnął się do niego lekko. - Dałem mu, ale zwrocił wszystko co zjadł. WYpił natomiast dwie herbaty i pól litra wody niegazowanej. Był bardzo spragniony.
-Nie twoja, tylko twojego ojca - westchnął Kei, a Ryu rozbudził się, kiedy zostało wywołane jego nazwisko. Przesiadł się z kanapy na wozek i pozwolił lekarzowi się poprowadzić do odpowiedniego pomieszczenia. - To nie potrwa długo - zapewnił go Kei, siadając teraz wygodniej na kanapie.
- Jasne. Przyjadę - zapewnił go spokojnie. - Może mieć przez pewien czas problemy z oddychaniem. Raczej związane z wpadaniem w panikę niż prawdziwym problemem. Daj mu wtedy inhalator albo wyjdź z nim na balkon i powinno pomóc - uśmiechnął się lekko. - I nie obwiniaj się. Sam też zadbaj o siebie.
- Jun... ale to samo może się stać w drugą stronę. Nasz ojciec też może wyjść i zrobić krzywdę tobie - odparł cicho Kei. - Ja rozumiem że się martwisz, ja też się martwię... ale absolutnie nie możesz robić tego co twój ojciec sobie życzy - spojrzał mu prosto w oczy. - Nie jesteś już u niego na smyczy Jun.
- To naucz Ryu jak powinien się bronić - zaproponował takie rozwiązanie. - On też chce potrafić obronić ciebie - uśmiechnął się delikatnie. - Nie myśl teraz o tym. Wyjeżdżacie przecież niedługo - przypomniał mu. - Nie będzie was cały rok.
- Kup - zgodził się z nim że to dobry pomysł. - Można też próbować gazu łzawiącego - zaproponował jeszcze. - Wystarczy na tyle by dobrze się ukryć - dodał spokojnie. - Ach zamierzam Was tam odwiedzić - rzucił wesoło. - Spędzicie świetny rok - zapewnił go wesoło.
- Już możemy jechać do domku - poinformował ich oboje, kiedy podjechał wystarczająco blisko do obu mężczyzn.
- To ja zostaję i przywiozę twój motor, a wy bierzecie samochód - zdecydował Kei. W końcu Ryu przyjechał samochodem. Było jak się rozdzielać.
- Zanieść... bo jak wypocznę to sam będę chodził - zapewnił go z delikatnym uśmiechem. - A w domu wózek jest - dodał unosząc ręce do góry by tylko zostać zabranym na ręce przez Juna. Wtulił się w niego lekko.
- A zrobisz mi kakao? I posiedzisz obok jak będę się mył? - zapytał go jeszcze chłopak opierając głowę o szybę i przymykając oczy. - A potem pośpisz ze mną?
- Dobrze - zgodził się Ryu, cały czas przytulając się do Juna. - Bałem się o ciebie. Nie podałem mu adresu... nie chciałem, żeby cię spotkał - zagryzł mocno wargi. - Przepraszam... że mi się nie udało
- Uhm nie boję się go. O ciebie się bałem - uśmiechnął delikatnie się. Przytulił się do niego za chwilkę i ucałował go w szyj,ę. - Kąpiel i mój dresik... a potem na kanapie poleżę
- Uhm... nie jestem pewien - przyznał szeptem, powoli się rozbierając i czekając na wodę w wannie. - Chyba nie - dodał zaraz. - Ale... ale przyjdziesz jak cię zawołam? - upewnił się jeszcze.
Ryu nie zabawił długo w wannie. Umył się dość szybko, nieco się tam odprężając. Po kwadransie ubrany już wyszedł z łazienki i dopiero wtedy zawołał Juna.
- Zjesz ze mną kolację? Ja kaszkę, a ty coś pysznego?
- I ciebie i kanapę i jakieś anime - uśmiechnął się do niego nieco szerzej. - Cieszę się że już cię mam - ucałował go w policzek.
- Może być film - zgodził się chłopak, okrywając się jeszcze kocykiem i smakując kaszkę. Przytulił głowę do ramienia Juna. - Tęskniłem. Bardzo
- Ja ciebie też. Nie chciałem żebyś się z nim widywał... i dlatego dzwoniłem do Keia - wyjaśnił mu wtulając się mocniej. - Trochę się bałem sam... jak nie mogłem oddychać dobrze. Bałem się - przyznał.
- Kupisz mi jutro loda? I zrobisz taki deser lekki z malinami i bitą śmietaną? - zapytał go zaraz chłopak, opierając głowę o zagłębienie w jego szyi i przymykając oczy. - Ja zrobię ci pyszny obiadek, obiecuję.
- No to pójdziemy na spacer jutro - ucieszył się chłopak. - A potem zjemy coś dobrego i potem pójdę odwiedzić rodzinkę.
- No to krótki spacer do rodzinki i z powrotem? - zaproponował zaraz, przymykając trochę oczy. - Zrobisz mi herbatki potem? Jakoś tak pić mi się chce bardzo.
- No to krótki spacer do rodzinki i z powrotem? - zaproponował zaraz, przymykając trochę oczy. - Zrobisz mi herbatki potem? Jakoś tak pić mi się chce bardzo.
- Dziękuję - Ryu przytulił się do niego mocniej, powoli pijąc herbatę. - Kakao też pyszne zapewnił go.
- Czemu? - zdziwił się tym pytaniem. Spojrzał na niego i potrząsnął przecząco głową. - Jesteś moim chłopakiem.
- Głupi jesteś - skwitował go Ryu śmiejąc się pod nosem, po czym pstryknął go w nosek zadowolony że znów go przy sobie ma. Wypił swoją herbatkę i zjadł połowę kaszki po czym trochę przysnął wspierając się na ramieniu Juna.
- Wyniki są zadawalające - odparł Kei, robiąc sobie kawę i siadając na fotelu obok Juna. - Jest lekkie pogorszenie ale to naturalne. Nie przyjmował leków i wyczerpanie fizyczne też dokłada swoje. - Ma się oszczędzać przez parę dni. Najlepiej jakbyś go czasem zabierał na spacer nad morze, co by wdychał świeże powietrze - uśmiechnął się. - Ale nie zwiększamy dawki leku. Za tydzień pojedziemy na kontrolę i jeśli wyniki będą takie same lub lepsze leki zostaną te same - oznajmił spokojnie. Był pozytywny w tym co mówił.
- To dobrze - uśmiechnął się delikatnie. - Nie będę wam przeszkadzał. Daj mi tylko chwilkę na dokończenie kawy i będę znikał, a ty koniecznie połóż się do łóżka.
Ryu przespał całą noc i obudził się dość późno następnego dnia z lekkim problemem z oddechem. Zamknął jednak oczy i próbował się uspokoić, żeby nie budzić Juna. Wolał pozwolić mu pospać.
[Ha! Wiedziałam że Toruń będzie szczęśliwy :P Ale ci zazdroszczę tej japonistyki... mnie nie chcieli... a próbowałam nawet z licencjatem angielskim :( ]
Ryu pokręcił przecząco głową oddychając już nieco lepiej dzięki inhalatorowi.
- Nie bałem... nie chciałem - uśmiechnął się delikatnie. - Słodko spałeś... znaczy uhm tak fajnie wyglądałeś - poprawił się szybko.
[Ha! Wiedziałam że Toruń będzie szczęśliwy :P Ale ci zazdroszczę tej japonistyki... mnie nie chcieli... a próbowałam nawet z licencjatem angielskim :( ]
Ryu pokręcił przecząco głową oddychając już nieco lepiej dzięki inhalatorowi.
- Nie bałem... nie chciałem - uśmiechnął się delikatnie. - Słodko spałeś... znaczy uhm tak fajnie wyglądałeś - poprawił się szybko.
Ryu skinął lekko głową, po czym uśmiechnął się lekko.
- Ja poczytam sobie książkę na balkonie pod kocykiem - zdecydował oddychając przez inhalator. - A ty śpij sobie - ucałował go lekko.
Ryu poczekał aż Jun rzeczywiście zaśnie zanim wstał i wyszedł na dwór z książką w dłoniach. Usiadł na fotelu i odetchnął głęboko, ciesząc się spokojem i Kiarą obok swojego boku.
Ryu uśmiechnął się delikatnie, odchylając nieco głowę do tyłu by napotkać jego usta swoimi. Kiedy już otrzymał buziaka, zamknął książkę.
- Zrobisz mi dzisiaj dobre śniadanko? - zapytał go z uśmiechem. - Lekkie ale dobre? - zaproponował wesoło.
- No to weź mnie na kolana - zaproponował Ryu, odkładając książkę na mały stoliczek i wstajac, by zrobić mu miejsce. - Tęskniłeś za mną?
[coś ci pokazę: I hear your getting friendly with my ex husband fucking back off you polish slag all you polish want is our houses and jobs well I tell you something you won't be stepping a foot in my house and having any contact with my kids fucking get back from were you come from you polish freak - dostałam taką świetną wiadomość od ex żonki mojego kumpla (starszego dużo - takiego kierowcy autobusu z ktorym się przyjaźnię... ale tak jak w polsce - jesteśmy kumplami). Poszliśmy na piwo bo przyjechałam do Anglii i oto co dostałam. ]
- I już nie jesteś na mnie zły za ten wyjazd prawda? Wytrzymasz ten rok ucząc na uniwersytecie co nie? - uśmiechnął się delikatnie, wtulając się w jego ramiona i na moment jeszcze przymykając oczy.
[Ty weź... ja faceta też nie mam. Miałam raz w liceum - przez pół roku. I to tyle xDD Weź nie pytaj... mieszkam w toruniu ale nigdy nie na stancji :P Wiem za to, że ceny pokoi wahają się od 200 do 400 zł z tego co mi wiadomo ]
- Un - Ryu ucałował go w nosek. - Co Kei mówił wczoraj? Muszę jakoś specjalnie uważać na siebie? - zapytał go cicho.
[Najlepiej będzie jak zadzwonisz do Akademika i zapytasz. Albo pochodzisz po forum umk i znajdziesz sobie odpowiednie wątki. Poszłabym za ciebie ale jestem w Anglii do końca sierpnia. A może i dłużej :) ]
- Czyli nie mam się za bardzo martwić, co nie? - upewnił się z uśmiechem, po czym przytulił do niego jeszcze mocniej. - To ja odpoczywam, a ty zamieniasz się w mojego sługę? - zachichotał całując go w nosek.
- Mou szkoda - Ryu zrobił smutną minkę, nadal się do niego tuląc. - Rozumiem że nie spałeś, ale że nie jadłeś już nie.
- Głuptas... trzeba było poczekać... i iść na policję - pstryknął go w nos ale wiedział, że i on pwnie by go szukał. - Kocham cię.
-Mhm to na śniadanko co zrobisz? - zapytał go z nienacka, śmiejąc się pod nosem. - Bo troszkę głodny jestem - przyznał mu się.
- Mam ochotę na kaszkę z owocami... z malinami, ale jeśli nie mamy to z pomarańczami - uśmiechnąłsię szeroko. - No ale z Kiarą trzeba wyjść... więc może maliny się znajdą? - zamrugał niewinnie.
Ryu tymczasem posprzątał w sypialni i położył się na kanapie w salonie, przeglądając swoje stare zdjęcia na komputerze. Postanowił się trochę nimi pobawić. Nałożył okulary na nos i zabrał się za doskonalenie swych umiejętności dotyczących obróbki zdjęć.
- Okaeri - Ryu oderwał wzrok od komputera by się z nimi rzywitać. Odłożył na moment laptop by pogłaskać Kiarę i przytulić się do niej mocno. - Grzeczna byłaś? - zapytał a psina odpowiedziała szczeknięciem.
- No przecież miałeś zdecydować. Dałem Ci trzy które mi się podobają - przypomniał mu wesoło. - Wszystkie trzy miejscówki są blisko szpitala tak w razie wypadku, co byś się nie martwił - dodał jeszcze. - Poproszę soku pomarańczowego i butelkę wody niegazowanej.
- Uzbierałem już na swój, więc za niego nie płacisz - burknłą na niego Ryu, po czym otworzył odpowiednie strony z mieszkankami do wynajęcia. - Najbardziej podoba mi się to - wwskazał palcem na ofertę. - Na ostatnim piętrze, całkiem nie drogie z jakuzzi na balkonie - pokazał mu język.
- No ale nawet nie spojrzałeś na pozostałe - Ryu zrobił smutną minkę. - No bo może tobie się coś innego bardziej widzi.
- No to masz - podał mu komputer z otwartymi stronami i zabrał się za jedzenie, wcześniej zsuwając okulary, bo już ich nie potrzebował.
- No to... zadzwonisz? Bo mój angielski... uhm mam kiepską wymowę - zamarudził oddając mu laptopa. Tego bał się najbardziej, że ludzie go nie zrozumieją, a już zwłaszcza przez telefon.
- Nie, zostawiłem tę decyzję mojemu mężczyźnie... ale myślałem że tak za miesiąc? - zaproponował spokojnie. - Będę tęsknił za Kiarą...
- No... jak wrócimy będę z nią spać - pokazał mu język tarmosząc psinę za uszami.
- Un ale nie będę płakać - zapewnił go ze śmiechem, wcinając kaszkę z malinami. Upił też łyk herbaty, bo wciąż miał wrażenie, że jest spragniony.
- Piję przecież, piję - uśmiechnął się lekko, wtulając w jego ramiona. - Opowiedz mi jakąś swoją przygodę ze szkoły - poprosił. - Jak ściągałeś na lekcjach, albo wkurzyłeś nauczyciela?
- Mou zero z ciebie pożytku - Ryu dał mu kuksańca w brzuch i ucałował go w nosek. - Kocham cię, ale czasem chciałbym żebyś mi trochę poopowiadał
- Mou... przepraszam, że padło na taki przedmiot - westchnął cicho Ryu. - Uhm nie znam się na balsamowaniu i jak zgłaszałem cię... to nie wiedziałem co będziesz dokładnie prowadził - przyznał szczerze dopijając swoją herbatę.
Ryu skinął głową.
- A pokażesz mi jedną z takich prezentacji? - zapytał zaraz zaciekawiony pijąc teraz wodę. - Bo wiem, że nie nauczysz bo uparty jesteś.
- Mou zaczynasz mnie denerwować Jun-chan - ostrzegł go cicho, odsuwając się trochę od niego. - Ja chcę cię lepiej poznać. Tak najlepiej na świecie... a ty mi nie pozwalasz - wymamrotał.
- Nie muszę oglądać, nie mogę przyglądać się twojej pracy, nie chcesz nic opowiedzieć - wzruszył ramionami. - Rzeczywiście świetnie mi idzie - fuknął przesiadając się na fotel i otwierając znów laptopa. - Ty też nie musisz ze mną chodzić do szpitala, nie musisz rozmawiać z lekarzem, nie musisz oglądać moich zdjęć i nie będę ci nic opowiadał. Pasuje? Powodzenia w poznawaniu mnie - uśmiechnął się krzywo wracając do swoich zdjęć.
Ryu siedział trochę naburmuszony długo dłubiąc tylko w komputerze i nawet na niego nie patrząc.
- Co nie znaczy, że ja nie mogę chcieć poznać cię i od tej strony. Nie odrzucają mnie takie widoki. Ze śmiercią często miałem do czynienia. Moja rodzina prowadzi zakład pogrzebowy - zauważył chłodno.
- Nie obrażam się, nie lubię tylko jak ciągle mówisz nie, nawet nie patrząc na moje uczucia. Też tak zrobię parę razy to sam poczujesz co to znaczy być razem ale jakby osobno - mruknął nadal wpatrując się w komputer.
- Nie, wcale... tylko wtedy kiedy pytam o twoją pracę - mruknął w odpowiedzi, po czym założył słuchawki na uszy i skupił się na zdjęciach.
Ryu skończył zabawę ze zdjęciami dobre dwie godziny później. Usiadł wówczas na podłodze i przytulił do siebie Kiarę bawiąc się z nią zaraz odrobinę. Dopiero potem posszedł po leki i napełnił sobie butelkę wodą.
Ryu zdążył w tym czasie wrócić z kuchni razem ze szklanką pełną soku, którą postawił mu przed nosem.
- Proszę - mruknął tylko siadając znów przy stole. - Zabieram Kiarę i idę zaraz na spacer.
- Nie długo - pokręcił przecząco głową, pijąc swoją wodę. - Tylko trochę - dodał z uśmiechem. - Mieliśmy, ale pójdę sam - dodał jeszcze. - Z Kiarą znaczy się.
- Bo chcę spędzić trochę czasu sam - odparł spokojnie, kończąc kolejną szklankę wody. - A poza tym jesteś bardzo zmęczony jeszcze - dodał zaraz.
- Nie chcę. Poza tym nie idę do rodzinki. Idę na spacer - poprawil go tylko ubierając się i zakładając smycz Kiarze na szyję.
- Odwiedzimy ich troszkę później - uśmiechnął się lekko Ryu zabierając już Kiarę i wychodząc na dwór. Odetchnął głęboko dopiero na dole.
Ryu nie poszedł daleko. Wylądował z Kiarą na plaży i usiadł tam spuszczając psinkę ze smyczy. Pozwolił jej biegać, samemu wdychając świeże powietrze i obserwując niespokojne morze. Po piętnastu minutach wstał i wziął znowu Kiarę przytulając się chwilę do niej. Poczuł jej szorstki język na policzku i uśmiechnął się delikatnie. Mogli wracać.
Najpierw usłyszał wesołe szczekanie psinki, a dopiero potem szczęk zamka. Kiara wbiegła do mieszkanka jak oparzona i wskoczyła z rozmachu Junowi na kolana liżąc go po twarzy radośnie, a Ryu w tym czasie zdjął buty i zamknął za sobą drzwi.
- A co do picia będzie? - zapytał go Ryu jakoś wciąż nie mogąc pozbyć się pragnienia.
- Un, ale coś za dużo piję - westchnął chłopak idąc do salonu i siadając przy stole. Nalał sobie dużo wody do szklanki, po czym wypił ja.
- Nie chcę więcej leków - sprzeciwił się nieco propozycji z witaminkami. - Kocham cię wiesz?
- Ale jem owocki - sprzeciwił się Ryu, wtulając w niego lekko. - Nie chcę nic więcej. Nadal jestem na ciebie zły - rzucił jeszcze.
- A ja chce cię poznać całkowicie a ty mi to uniemożliwiasz - mruknął wzdychając ciężko i pijąc dalej swoją wodę.
- Teraz nic nie chcę - odparł cicho. - Ale jak coś będę chciał to ci powiem - zapewnił go spokojnie.
- Teraz nic nie chcę - odparł cicho. - Ale jak coś będę chciał to ci powiem - zapewnił go spokojnie.
- Jestem za... może grill? - zaproponował. - Na plaży możnaby zrobić - dodał z uśmiechem.
- Ognisko brzmi świetnie. Kiarę też weźmiemy co nie? - uśmiechnął się szerzej, po czym zabrał się za jedzenie. - Wesołe miasteczko? Okay. Mnie pasuje.
- Jest pyszna - zapewnił go chłopak. - Naprawdę - uśmiechnął się lekko, przełykając ostatnie kęsy rybki. Popił ją wodą, ale odpuścił sobie dodatki do rybki.
Ryu tymczasem położył się na kanapie by przez chwilę odetchnąć i odpocząć. Wtulił się w podusię i nie wiedzieć kiedy zasnął.
Ryu obudził się na ziemi, kiedy rzucając się na kanapie, po prostu z niej zleciał. Usiadł wówczas zaskoczony ziewając nieco i przecierając oczy.
- Kiedy ruszamy? - zapytał Juna wstając z miejsca.
- Dobrze, znaczy no bez żadnych rewelacji. Tak normalnie - wzruszył nieco ramionami, po czym uśmiechnął się do niego delikatnie, wstając już i przeciągając się nieco. - No to chodźmy.
- Hm... Wielki Kanion ale to Kanada co nie? - uśmiechnął się do niego lekko. - Ale chciałbym zobaczyć Biały dom, Nowy Jork i Waszyngton - wyliczył na palcach, ściskając jego dłoń mocniej. - I chcę posmakować donouts - wyszczerzył się do niego. - I pójść do pubu... i będę chciał wychodzić z kumplami też - dodał zaraz. - No i jak będzie czas to pójdę do pracy... no bo te moje praktyki i uczelnia to jedno ale chciałbym też coś zarabiać.
- Da się zrobić, tak myślę - zgodził się Ryu, po czym puścił na trochę dłoń Juna, żeby zając się Kiarą.
Ryu delikatnie się przy tym spiął, bo nie był przyzwyczajony do czegoś takiego. Zaraz jednak odetchnął głęboko i uśmiechnął się nieco.
- CO ja w tobie kocham... właściwie to nie wiem - zaśmiał się szczerze. - Jesteś upierdliwy i często męczący... zbyt opiekuńczy i zbyt skryty - zaczął wyliczać jego wady. - Ale mimo to jakoś mnie do ciebie ciągnie.
-Dzieje mi się bo pechowcem jestem, a nie dlatego, że ciebie przy mnie nie ma - zapewnił go z uśmiechem na twarzy. - Po prostu mam pecha - przytulił się lekko do jego ramienia, zaraz odpływając bezwładnie w jego objęciach. Był nieprzytomne niecałe 5 minut zanim wrócił do realnego świata nabierając głębokiego oddechu. Leżał już wówczas na ziemi a Jun trzymał mu nogi u góry. - Widzisz? Nawet jak jesteś to mam pecha - nawet się ucieszył że jego słowa zostały potwierdzone.
- Nie wiem - Ryu chciał się podnieść z ziemi, ale Jun mu na to nie pozwolił. - Zakręciło mi się w głowie i zrobiło się strasznie gorąco a potem nie pamiętam - wzruszył ramionami. - Nic mi nie jest - dodał z uśmiechem. - To się zdarza - machnął lekceważąco ręką, a Kiara polizała go po policzku.
- Ale ja mogę iść - burknął niezadowolony chłopak, krzyżując ręce na torsie. - Nic mi nie jest.
- Ale nie długo byłem nieprzytomny - sprzeciwił się robiąc smutną minkę. - Po prostu za bardzo się przejmujesz - westchnął, bo miał dość swojego stanu zdrowia bardziej niż nadopiekuńczości JUna. Przed domem zeskoczył mu z ramion nie chcąc być już niesionym.
Kei skinął głową, ale nie zamierzał od razu atakować brata.
- Później go zbadam - zapewnił Juna, póki co tylko obserwując chłopaka.
Hikaru machnął na to ręką i podał mu tackę z zamarynowanym mięskiem.
- Nie gadaj tyle, tylko pomóż z grillem - oznajmił z uśmiechem. - No i wpadniemy do was do USA - dodał wesoło.
- Przecież mówiłeś, że było lepiej - zauważył cicho Kei, unosząc wzrok znad ognia by spojrzeć na Juna. - Po tym jego braku pamięci - dodał spokojnie. - No i przecież jedziecie razem do USA. Ryu nie chciał bez ciebie jechać - przypomniał mu.
- Może wziąłeś go z zaskoczenia i dlatego się wzdrygnął? - zaproponował spokojnie. - Poza tym to dobrze, że nie umie wymienić... kocha cię ze wszystkimi twoimi wadami a to najważniejsze - dodał cicho. - Po prostu wyluzuj troszkę.
[Oooo kiedy się będzie rzucał? :D]
- Mhm... nie tak powinno to wyglądać - zgodził się Kei przyglądając się porządniej Junowi. - Porozmawiam z Ryu - zaproponował spokojnie. - Ale nie wiem czy to coś pomoże... jestem pewien, że on cię bardzo kocha Jun.
[Ja to chccee :D niech się rzuca xD siora zjechała mi humor... możemy się pobawić w dramaty]
- Rozumiem - Kei poklepał go lekko po ramieniu a chwilę później dołączył do niech Ryu podając im obu szklankę soku.
- Nie wiedziałem jaki wolisz... więc wziąłem ten co Junowi - uśmiechnął się w stronę brata.
[No weeź, nie będzie tak źle xDDD A Jun zaspokoi swoją potrzebę :P]
Ryu skinął tylko głową, siadając zaraz na werandzie żeby porozmawiać z najmłodszym bratem.
- Dojdziecie do wszystkiego - zapewnił go Kei.
[No weź dawaj :D damy radę xD ]
- Wierzę i nie wiem czy sam potrafiłbym zrobić to samo - przyznał szczerze Kei, smakując pierwszej kiełbaski. - Dobre - oświadczył nakładając kilka na talerz i parę jeszcze zostawiając dla tych, którzy to woleliby jeść mocniej spieczone.
Ryu przyszedł do niego po kilku minutach, ściągając lepiej przypieczoną kiełbaskę z grilla. Usiadł obok, nie chcąc mu przeszkadzać i zapatrzył się przed siebie, by chwilę później oprzeć głowę o ramię mężczyzny.
- Nie wiem - przyznał mu szczerze chłopak, zamykając oczy i cały czas się do niego lekko przytulając. - Kręci mi się w głowie - wyznał smakując kiełbaski. - Ale nie chcę leżeć... i nie chcę spać - dodał zaraz. - Chcę spędzić fajny dzień olewając mój stan zdrowia. Może być?
- Nie oleję zupełnie, ale nie jest źle jeszcze - uśmiechnął się lekko kończąc swoją kiełbaskę i wstając żeby chlebek sobie upiec
- Nie będzie źle. Będę lądował w szpitalu gdy już dojedziemy do Usa - zapewnił go pół żartem, pół serio.
- No dobrze - zgodził się Ryu, nie odsuwając się od niego nawet na milimetr. Chrupał w milczeniu swój chlebek. Był najedzony. Uwielbiał takie spotkania. Co jakiś czas wybuchał śmiechem słuchając opowieści braci.
- Uhm, ale ja chyba nie dam rady iść - przyznał mu się Ryu, zaciskając mocno powieki. - Strasznie gorąco mi się robi - dodał zaraz. Kei zareagował od razu, pomagając Junowi położyć chłopaka na werandzie i podtrzymując mu nogi do góry.
- Oddychaj, nabieraj długie oddechy - poinstruował go. - Zaraz cię obejrzę - zapewnił póki co czekając aż brat odzyska kolorów na twarzy.
Ryu dostosował się do poleceń, starając się oddychać jak najgłębiej potrafił. Zajęło mu to dobre pięć minut zanim gorąco zniknęło, a on znów mógł spokojnie odetchnąć. Wówczas Kei poszedł po swoją torbę, ale nie zrobił nic więcej, pozwalając bratu leżeć na werandzie i odpoczywać. Uznał, że jest za szybko by siadał.
- Ryu możesz mi powiedzieć, kiedy zaczynasz czuć, że jest coś nie tak? - zainteresował się.
- Uhm... - Ryu spojrzał niepewnie na Juna i zaraz potrząsnął przecząco głową.
- Ryu musisz mi powiedzieć, bo inaczej nie będę mógł zrozumieć co się dzieje - westchnął ciężko Kei.
- Boję się - chłopak zamknął mocno oczy. - Że on wróci, ale nie po mnie... tylko po Juna i... zostanę wtedy sam... a Jun umrze - zagryzł mocniej wargi. Nachodziła go kolejna fala paniki.
- SKąd wiesz? - zapytał go chłopak nawet na niego nie patrząc. Trząsł się cały. Kei odsunął się od nich pozwalając Junowi wziąc go w objęcia, a sam poszedł po coś na uspokojenie.
- Ufam CI, Tobie ufam ale jemu nie - odparł cicho chłopak, wtulając się mocniej w niego. Starał się przy tym oddychać równomiernie.
- Uhm... ufam ci, ale nie ufam mu - powtórzył cicho. - Znajdzie sposób i cię zabierze... - zagryzł mocniej wargi. - Nie chcę tego...
- Nie znajdzie - zgodził się cicho, zamykając znów oczy. Nie chciał się od niego jeszcze odsuwać, ale zrobił to kiedy Kei przyszedł z ciepłym napojem uspokajającym.
- To tylko zioła - oznajmił spoglądając na Juna. - Ryu postaraj się walczyć z tą paniką, dobrze?
- Uhm dobrze - Ryu skinął lekko głową, po czym wtulił się w jego ramiona pijąc ziółka.
- Dam ci przepis na ten napój - zdecydował zaraz Kei. - Wolałbym nie katować Ryu kolejnymi lekami - przyznał szczerze.
- A mogę dopić najpierw? - zapytał go chłopak, wtulając się w ramiona mężczyzny. - Tylko chwilkę - obiecał starając się pospieszyć.
- A weźmiesz mnie na barana? - zainteresował się zaraz chłopak, pijąc dalej ziółka i głaszcząc wolną ręką Kiarę po łebku.
- Mój Herkules - zażartował Ryu, całując go w policzek. Skończył pić ziółka i poczekał aż Kei przyniósł prosty przepis na nie Junowi, po czym pożegnał się ze wszystkimi.
- Bardzo dobrze - odparł chłopak, chowając twarz w jego kark i całując go tam. - Usiądziemy na plaży na trochę? Obejrzymy zachód słońca?
- Kocham cię - wymsknęło się Ryu, kiedy dotarli do plaży. - Nie wiem za co, ale kocham... czuję duży ból jak myślę, że cię nie będzie przy mnie - szepnął jeszcze całkiem czerwony na twarzy.
Ryu usiadł mu między kolanami, wtulając się w jego ramiona. Zamknął na moment oczy i odetchnął głęboko.
- Posiedzimy tu trochę? - upewnił się tylko obserwując już zachodzące słonko.
- Jak już odwiedzimy wszystko inne to pewnie - zgodził się chłopak, przytulając do niego i znów zamykając oczy. - Kocham cię, czemu mi nie wierzysz?
- Bo pytałeś mnie za co cię kocham... więc pomyślałem, że mi nie wierzysz - wymamrotał cicho patrząc na swoje dłonie. - Kocham cię z całych sił.
- Ale ja nie umiem powiedzieć za co.... bo kocham cię za wszystko, za twoje wady i zalety, nawet jak mnie czasem wkurzasz - zapewnił go z delikatnym uśmiechem, po czym ucałował go mocno.
[Oj byłoby było. Działoby się :D]
- Mhm to dobrze - przytulił się do niego mocniej. - Troszkę mi zimno...
- Dobrze - Ryu wszedł mu na plecy i mocno się do niego przytulił.
- Chcę twoją bluzę założyć - odparł mu Ryu, wtulając się mocniej w jego plecy. - I popatrzeć jak sobie czytasz książkę... i zasnąć - miał dziwne zachcianki.
- No to popatrze jak grzebiesz w laptopie, pijąc sok pomarańczowy - uśmiechnął się lekko, obejmując go mocniej za szyję, żeby nie spaść. - Co jeszcze musisz zrobić?
- Mhm ale przecież możesz przygotować się już na miejscu - zauważył cicho chłopak. - Perfekcjonista z ciebie wyłazi - delikatnie dotknął jego policzka, palcem. - Mój kochany.
- A mogę poleżeć na kanapie? Obok ciebie? - zapytał go zaraz chłopak przymykając oczy. - Na trochę?
[Przedostatni komentarz :P 4999 :)]
- Poproszę i sok też - Ryu zszedł z jego pleców i trochę podtrzymując się ścian poszedł do salonu, wcześniej ubierając na siebie bluzę Juna, która sięgała mu do kolan. - Będę leżał z głową na twoich kolanach - uśmiechnął się. - Albo oparty o nie.
[Nie ma sprawy :) Tylko przekazuje :)]
Ryu wypił wszystko, po czym położył się opierając o kolana Juna z mangą w rękach.
- Przytulisz mnie mocno w nocy? - zainteresował się zanim zanurzył nos w mandze.
Prześlij komentarz