Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3801 – 4000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»Chłopak krzyczał cały czas i wyrywał mu się, płacząc przy tym mocno. Dawno już nie miał tak wielkiego ataku. Kiara zaczęła szczekać na Juna, a Yuto rozpłakał się do spółki.
- Jun - Kei złapał go za ramię. - Jedziemy do szpitala? Do pani psycholog? Nie wiem czy... ech boję się, że to tak szybko nie minie - mruknął również ostro zszokowany, że Ryu nikogo z nich nie poznaje.
Kei skinął głową nic nie mówiąc, bo przecież to Ryu sam chciał tu przyjść. Nikt go do niczego nie zmuszał.
Chłopak był w tak kiepskim stanie że krzyczał jeszcze długo, nawet będąc w samochodzi. Krzyczał tak długo aż zdarł sobie głos, a wtedy tylko łkał jeszcze kolejne długie minute, które dla Keia wydawały się wiecznością. Drapał się przy tym po całym ciele, ale Kei już go nawet nie zatrzymywał. Obawiał się, że gdyby choć na moment go złapali, wszystko zaczęłoby się od nosa. Dopiero kiedy chłopak podniósł dłonie do swoich oczu, odruchowo złapał go za ręce.
- Ja będę tym złym, Jun - odparł z delikatnym uśmiechem. - Ty zostań jego ostoją - poprosił go. - Ryu, spójrz na mnie - poprosił brata, patrząc mu prosto w oczy. - Ryu?
Chłopak zwrócił do niego twarz ale wydawał się go nie widzieć.
- Ryu rozejrzyj się dookoła. Gdzie jesteś? - zapytał go szeptem.
Ryu zawahał się ale w końcu zamrugał kilkakrotnie a w jego oczach pojawiła się realizacja. Odskoczył od Keia, chowając twarz w dłoniach, po czym zwymiotował Junowi na tapicerkę z tych nerwów i bólu, jaki odczuwał wciąż w piersi. Serce biło mu jak szalone.
- Przepraszam - poczuł kolejne łzy w oczach. - Przepraszam, przepraszam...
Kei spojrzał na Juna znacząco uznając że on przejmie stery a mężczyzna w tej chwili miał największe szanse dotarcia do Ryu.
Chłopak nabierał krótkich oddechów starając się uspokoić szalejące serce. Odsunął się od Juna i raz jeszcze zwymiotował na poboczu. Robił to długo, dopóki nie zabrakło mu sił. Otarł wtedy usta chusteczką siadając na ziemi i pochylając głowę do przodu. Schował ją między kolana.
- Jun-chan... ja... - spojrzał na swoje drżące ręce. - Ja chyba... wszystko spieprzyłem... wszystko... zraniłem was... - zagryzł znów wargę, odruchowo, do krwi.
Kei tym czasem uprzątnął trochę samochód. Na tyle na ile się dało.
Ryu objął go mocno za szyję wtulając się w niego i chowając głowę w jego szyi.
- Przepraszam Jun-chan... przepraszam - powtórzył zaciskając mocniej dłonie na jego szyi. - Mika-san... przyjedzie?
- Czemu nie mogę odwiedzać? - zapytał cicho nie do końca rozumiejąc. - Muszę... muszę tylko uważać by na nikogo nie wpadać - uśmiechnął się słabo nie odsuwając się od niego ani na moment. Nie miał nawet siły żeby się podnieść.
- Czuję się, zrobiłem obiad... nawet byłem u siebie w pokoju trochę, grałem z Yuto - wyszeptał. - Ja... ja nie chcę się z nimi nie spotykać bo tak mi każesz - trochę opacznie go zrozumiał i uderzył go pięściami w pierś. - To nie... nie twoja wina, bo bo ja wiem że musiałeś skonczyć ja wiem... tylko ja nie bardzo pamiętam... co było potem - przyznał mu szczerze.
- Nie mogą bo ty nie lubisz takiej zgraji - wymamrotał cicho, bo przecież trochę już Juna znał. - Nie lubisz... i nie będzie miejsca jak przyjdą.
- Nie mogę się nie martwić - burknął odsuwając się od niego. - Będę chodził do siebie do domu kiedy będę chciał - zapewnił go spokojnie. - Nie czuję się tam źle.
- Bo powiedziałeś, że jeszcze chwilę i potulisz... to chciałem poczekać bo wiedziałem że nie możesz od tak rzucić tego trupka... i potem już nie wiem. Bolało mnie serce bardzo, bardzo... - wymamrotał odpychając go od siebie i znów wymiotując. - Możemy iść do domu? Gome...
Ryu chwiał mu się na nogach. Był wyczerpany tym całym atakiem i potem wymiotowaniem. Zakręciło mu się w głowie kiedy Jun podciągnął go do pozycji stojącej.
- Ale ja nie dojdę - wyszeptał, robiąc kilka kroków na trzęsących się nogach.
- Yhm - wymamrotał mu tylko, na wszystko się zgadzając. - A zorganizujesz mi bułeczkę z czekoladą? - zapytał go szeptem usypiając zaraz mu na baranach.
Koło 18.30 zwaliła mu się na głowę prawie cała rodzinka Asakura i pies. Yuto wciąż był zapłakany, więc od razu pobiegł do Ryu, który na szczęście zdołał się już przebrać. Wskoczył mu na kolanka i mocno się przytulił. Kiara zaszczekała nieco wchodząc również na kanapę. Polizała chłopaka po policzku. Aiko weszła do kuchni z garnkiem ramenu, który wcześniej ugotowała razem z Ryu.
- Hikaru został w domu... bał się że znowu niechcący coś zrobi Ryu - wyjaśniła cicho Junowi, choć uważała że niepotrzebnie to zrobił. Kei zamykał pochód, biorąc dwa nosidełka i wkładając je do salonu.
- No to jesteśmy.
- Uhm... ale ja nie wiem czy chcę rozmawiać - szepnął. Wiedział, że niby musiał ale bał się tej rozmowy jak zwykle.
- Ach i zrobiłam makijaż... - dziewczyna na telefonie pokazała mu efekt swoich makijaży na jego trupach. Uczyła się pilnie jak to robić i nawet wyszło jej to sprawnie. W końcu byla kobietą.
- Chciałabym ci trochę pomóc - odparła szczerze dziewczyna. - Uhm więc jakbyś nie miał się jak wyrobić... ja mogę chociaż ich umalować - zaproponowała cicho. - Ja wiem że to niewiele... ale... tylko tyle mogę zrobić.
Yuto usiadł teraz Junowi na kolanach a dziewczyna poszła do kuchni odgrzać posiłek. Ryu ułożył się wraz z Kiara na podłodze, okrywając się mocno kocem. Wtulił się w swoją psinę czując się przy niej bardzo bezpiecznie.
- Jun-nii... a mogę dzisiaj spać z wami?
Chłopiec skinął lekko główką.
- Ja będę cichutko i pośpię na podłodze - zapewnił go szybko że nie będzie robił żadnych problemów.
- Ale Ryu-nii się zgodził - chłopiec posmutniał trochę, przytulając się mocno do Juna.
- Dziękuję - chłopiec przytulił się do niego mocniej, chwilę tak tylko z nim siedząc po czym poszedł na kanapę żeby mieć na oku Ryu.
Ryu troszkę przysnął na tej podłodze robiąc sobie z Kiary przytulankę. Psinka grzała go leżąc nieruchomo by go nie obudzić. Aiko podała obiad, kiedy ramen zabulgotał w garze.
Ryu pokręcił przecząco głową i wziął sobie tylko kromkę suchego chleba. Bał się że jak zje ciężki ramen to znów zwymiotuje. Wolał nie ryzykować.
- Chcę ale... ale ja sobie zrobię - Ryu wstał wreszcie z podłogi i poszedł do kuchni, a Kiara tuż za nim jakby tym razem już nie chcąc spuścić go z oczu ani na moment. - Leki - powtórzył zaraz szukając ich w lodówce.
- Znalazłem - uśmiechnął się do niego chłopak, biorąc leki i szklankę z herbatką.
- Samochód lśni i błyszczy - zapewnił go Kei. Ryu tymczasem wrócił na swoje miejsce na ziemi. Tym razem na futon który przytachał z sypialni Yuto.
- WIem - odparł spokojnie. - Ale tylko przekazuję ci samochód cały i zdrowy - uśmiechnął się delikatnie, podając mu kluczyki.
[no przepraszam xD wszystko przez Juna xD no hellol xD trzeba bylo go potulic :P a nie... trup wazniejszy xD]
Ryu zaśmiał się cicho widząc jak Yuto się niem przejmuje. Pogłaskał go po głowie i posłusznie wszedł do futonu wraz z Kiarą.
[pff xDDD ale pomieszalam przy okazji Junowi w lebku też xDDD]
- Nie - chłopak spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. - Bo Kiara nie ma wstępu do łóżka - dodał zaraz.
[wcale nie... xDDD]
- Uhm wolałbym tak - przyznał cicho, spoglądając na niego. - Kiara nie ma wstępu do łóżka, do futonu tak, ale do łóżka już nie. Na kanapę może wejść tylko jak ktoś ją chce, albo gdy czuje że ktoś ją chce - uśmiechnął się do swojej mądrej psinki. - Lepiej za mocno nie rozpieszczać bo jej się wszystko pomierza.
[lubię to mieszam xD]
Ryu odwzajemnił się mu uśmiechem, przytulając się mocniej do Kiary.
- Jun-chan... a mogę dziś spać w futonie z Kiarą? Tylko dziś - obiecał mu szybko. Popatrzył na niego wyczekując odpowiedzi. - W sypialni ale, ale na podłodze z Kiarą?
[Ale nie umiem xD]
Ryu uniósł się na łokciach. Ucałował go ukradkiem w policzek i powrócił do psinki. Przysnął jakiś kwadrans później, póki co spokojnie.
Kei usiadł obok Juna, obejmując go lekko ramieniem.
- Jak Kiara była malutka, chodziłem z nią na szkolenia... żeby została psem terapeutycznym. Myślę, że trochę tak się stało. Jest bardzo wyczulona ne tego tutaj - wskazał śpiącego palcem. - I tego tam - dodał pokazując jeszcze jedzącego Yuto. - Chyba dlatego, że Ryu uwielbiał malucha - dodał śmiejąc się trochę pod nosem. - Chcesz to go jakoś przekonam żeby nie zostawał... ale mały bardzo się martwi.
[nie lubisz jak mieszam? xDDD ]
- Mhm... ale może nie wszystko - poklepał go lekko po ramieniu. - Nadal się ciebie nie boi, prawda? - uśmiechnął się do niego lekko.
[oj czepiasz się noo :P przepraszam...]
- Daj mu jedną, dwie noce i znów wróci do łóżka. Nie martw się nie potrzebnie Jun - poprosił go. - W razie potrzeby dzwoń, przyjdę w każdej chwili - zapewnił go wstając i zaganiając resztę rodzinki do wyjścia.
- Będzie, niedługo będzie - odparł cicho Kei, po czym pokiwał mu wychodząc. Yuto tymczasem mocno się do niego przytulił chcąc mu dodać otuchy na swoje własne sposoby.
- Dobrze - chłopiec jeszcze raz mocno go przytulił zanim po cichu poszedł się umyć w łazience. Kiara wyswobodziła się z objęć Ryu, żeby Jun miał lżej podczas przenoszenia futonu do sypialni. Zaraz jednak poszła do przedpokoju i wróciła ze smyczą w pysku.
Kiara polizała go po ręce kiedy już skończyła i szczeknęła parę razy machając ogonem wesoło. Nie trzymała go długo na dworze, tylko pociągnęla zaraz z powrotem do domu.
Kiara wróciła na swoje miejsce przy Ryu, dopasowując się nieco do niego. Polizała go po policzku, powodując tym zmrużenie oczu chłopaka, ale zaraz się rozluźnił. Yuto czekał na Juna przy łóżku bo nie wiedział gdzie będzie mógł spać.
I minęła. Ryu obudził się dopiero o 8 nad ranem, kiedy Jun był już na nogach, bo Kiara zbudziła go wcześniej za potrzebą. Chłopak wyszedł do salonu i usiadł na kanapie.
- Mogę dzisiaj dostać zupę mleczną?
- A potem przyjdziesz i mnie trochę przytulisz? Tylko trochę - poprosił go, obejmując teraz lekko Yuto.
- Uhm - Ryu skinął lekko głową, głaszcząc psinkę po grzbiecie. Yuto przybiegł do kuchni.
- Ja pomogę - zaoferował się.
Chłopiec się z nim nie kłócił od razu pobiegł do brata. Usiadł mu na kolanach i zaczął opowiadać parę histori ze szkoły żeby go rozśmieszyć.
- A ty nie jesz? - zdziwił się Ryu biorąc swoją miseczkę i maczając w zupce chlebek.
- Mogłeś mnie obudzić - zrobił smutną minkę zaraz ze smakiem wcinając zupkę.
- Mhm... no nic, szkoda - wymamrotał Ryu, kończąc jedzonko.
- Odprowadzisz Yuto do domku potem - zpytał go zaraz Ryu martwiąc się o brata.
- Ale ja mogę sam - zaprzeczył chłopiec. - Ja wiem jak Jun-nii
- A kupisz mi po drodze coś dobrego? - zapytał go z lekkim uśmiechem. Przytulił się do niego mocno.
- Mochi i czekoladę - uśmiechnął się pozwalając mu się tulić. - I zrobimy czekoladę gorącą - dodał.
- Dobrze - zgodził się chłopak jeszcze chwilę go przytulając by w końcu iść się umyć. Kiara wówczas położyła łepek na kolanach Juna.
Psinka polizała go po dłoni nadal siedząc grzecznie. Zerknęła w stronę łazienki ale zaraz wróciła pyszczkiem na jego kolana jakby mu mówiąc że nic się nie stanie chłopakowi.
Kiara zaczęła nawet machać ogonkiem zadowolona, kiedy wrócił Ryu odsunęła łepek i pozwoliła mu wrócić na kolana do Juna.
- Mam mądrą psinkę co nie? - uśmiechnął się do Juna
- Jak dla mnie bomba - wyszczerzył się, głaszcząc Kiarę za uszkiem, a kiedy poszła sobie poleżeć pod stołem zaśmiał się lekko.
- Ale możesz ją brać do pracy... ona sobie wtedy będzie w ogródku biegała, bo przecież tam ma miejsce - uśmiechnął się nieco.
- Bardzo, bardzo, bardzo - zapewnił muskając go w szyjkę. - Ale kup więcej moci... dla Miki też - poprosił go zaraz.
- Dziękuję - przytulił go mocno do siebie. - A widziałem, że miseczki jej nowe kupiłeś - wskazał palcem na stojące miseczki na jedzonko i wodę dla psinki.
- Będziecie się na wzajem opiekować i nie będę się już o ciebie bardzo martwił - pogłaskał go po policzku,
- O co może nie... o kogo to już tak - uśmiechnął się do niego, wstając i siadając już na kanapie.
- Będę się martwić bo jest o kogo... - odparł uparcie i troszkę podskoczył na dźwięk dzwonka przez co Kiara wskoczyła na kanapę i położyła łepek na jego kolanach, jakby mówiąc że go obroni.
- Hej - przywitała się z nim zsuwając buty i odwieszając płaszcz. - Moje kochanie nie było szczególnie zadowolone ze zmiany planów na Sylwestra - uśmiechnęła się do niego lekko wchodząc do salonu. - Jaka śliczna psinka - pochwaliła Kiarę. - I Jun jej tu pozwala być? - uniosła lekko brew.
- Ja nie, sylwester jest jutro - puknęła go palcem w czoło. - Ale spokojnie, zatrzymaliśmy się w hotelu - dodała zaraz, siadając na fotelu wygodnie.
- No właśnie widzę - odparł ze śmiechem. - To co? Kawę poproszę.
- Ale ja z tobą też chcę pomówić - puściła do niego oczko.
- Kup dwie czekolady - poprosił go Ryu. - Jedną zjemy, a z drugiej będzie gorąca czekolada albo musik... Mika-chan też zostanie.
Chłopiec pożegnał się z Ryu obrzucając chłodnym spojrzeniem Mikę.
- Ryu ale ta stara baba nic ci nie zrobi, prawda? - zapytał go wcale nie ściszając głosu.
- Yuto! - chłopak spłonął rumieńcem. - Nie kochanie, idź już z Junem.
- Znikaj, zanim oberwiesz młodzieniaszku - fuknęła na niego, dając mu pstryczka w nos.
Ryu wtedy sięgnął po herbatę, spoglądając na kobietę, bo nigdy nie wiedził jak zacząć i co zrobić.
- Jun się prestraszył wczoraj - wymamrotał w końcu.
- Byłem... zdezorientowany i tak jakby miałem gulę w gardle - wymamrotał cicho. - Nie wiedziałem co się stało, ale tak bardzo się bałem.
- Wpadłem na brata w przejściu... no i potem pobiegłem do Juna. Bolało mnie już serce... bardzo się bałem. Wtuliłem się w niego, ale on powiedział, że za chwilę mnie przytuli bo musi skończyć pracę. Poczułem... taki duży ból - wyszeptał, przykrywając się mocniej kocem. - Ale... ale ja wiem, że on musiał skończyć, bo to niebezpieczne było - szepnął. - No i potem zabrakło mi oddechu.
- Uhm ale ja się nie złoszczę na niego czy coś... bo przecież jakby nie zszył tego trupka to pewnie mogłoby się mu coś stać - zacisnął mocno wargi, odruchowo masując lekko serce.
- Dobrze... chyba - wyszeptał. - Spałem z Kiarą dziś, bo z nią czuję się najbezpieczniej, ale dziś już pośpię z Junem... żeby się nie martwił - zapewnił ją z lekkim uśmiechem,
- A jeśli będę bał się z nim spać? To go mocno zrani - wyszeptał patrząc jej prosto w oczy.
- Uhm... ale nadal się drapię...
- Za dwa dni jadę na studia... będę znów za nim mocno tęsknił - wymamrotał cicho.
- Ale ja się trochę boję, że jak powiem że tęsknię to on rzuci wszystko i przyleci... a ja wcale tak nie chcę - dmuchnął sobie w grzywkę. - Bo on taki jest
- Uhm przecież dzwonie jak coś - uśmiechnął się niedo.
Ryu pokręcił przecząco głową.
- Ja studiuję i pracuję... nie każdy weekend mam wolny. Czułbym się jeszcze gorzej ze świadomością że przyjechał i siedzi ciągle sam, niż kiedy jest tutaj... - odparł spokojnie.
- Tak ale wczoraj... potem za dużo nie mówiłem - wyszeptał. - I Jun-chan powiedział, że nawet dobrze, że nie pamiętam... ale to on musiał cierpieć... i Kei-chan...
- Ale ja nie lubię jak się mnie chroni na siłę - wymamrotał Ryu. - No i nie lubię że on cierpi dla mnie... - zacisnął mocniej wargi. - Okaeri - odparł odruchowo.
- A co z moimi wyborami? - zapytał jej Ryu. - Nie podobają mi się twoje decyzje Jun, wcale a wcale - oznajmił nagle, patrząc na mężczyznę.
- Myślisz, że jak przeszedłeś przez piekło, większe niż to w którym jestem teraz ja, to wiesz wszystko i możesz sobie cierpieć za mnie - fuknął na niego, a Kiara wyczuwając co się kroi zaczęła szczekać na Juna, biorąc automatycznie stronę swojego pana. - Nie podoba mi się to - burknął uciszając psinkę jednym spojrzeniem.
- To że sobie cierpisz za mnie nie zmienia moich cierpień - burknął, krzyżując ręce na klatce piersiowej i obrażony poszedł do kuchni, żeby odgrzać ramen. - Mika też zjesz?
- Prawda - uparł się chłopak, szykując trzy miseczki i zaparzając wodę na herbatę. - Nienawidzę tego - dodał jeszcze.
- Nie, tego że za mnie cierpisz - wycelował w niego chochlą. - Bo nie masz za mnie cierpieć... bo... bo zacznę cię unikać - zaszantażował go, za co Kiara szczeknęła na niego z dezaprobatą. - Och cichaj.
- Żaden znak! - rzucił ścierkę do zlewu piorunując Kiarę wzrokiem. - Jak nie przestaniesz to ja przestanę ci cokolwiek mówić - spojrzał na niego ostro. - Żeby cię dodatkowo nie martwić.
Ryu zacisnął mocniej wargi, czując łzy napływające mu do oczu. Chwilę skupił się na mieszaniu potrawy.
- Nie chodzi mi o tylko o wczoraj... o całokształt mi chodzi - oznajmił w końcu nabierając krótkie oddechy. Uniósł wzrok patrząc na niego. - Mogłeś się wczoraj odwrócić, tylko na chwilę - dodał zaraz ciszej. - Mogłeś przytulić, na moment... ale wolałeś pracę ode mnie.
- Wiem, ja wiem - odepchnął go lekko od siebie bo nie potrafił z nim rozmawiać kiedy ten go tulił. - Ale powiedziałes, że jesteś zawsze do mojej dyspozycji... i ja ci uwierzyłem... i... - zamrugał kilkakrotnie odsuwając się od niego i znów biorąc sobie chochlę do ręki. - Nie chcę już żebyś brał na siebie moje cierpienie - zacisnął mocno pięści. - Nie chcę - nalał ramen każdemu do miseczki.
- Ale ja już nie chcę cię nim zasmucać, więc od teraz będę zawsze wesoły i... możesz robić co chcesz ze mną - oznajmił uśmiechając się szeroko i podając mu swoją miseczkę ramenu, drugą niosąc dla Miki.
- To jak mam cię inaczej uchronić przed bólem?! - krzyknął na niego. - No jak?! Zerwać z tobą?! Odejść?! Zupełnie kontakt ograniczyć?!
- No to nie ruszymy - usiadł na kanapie. - Ty byłes uparty, moja kolej.
- Nie, ale ci go oszczędzę chociaż trochę nie mówiąc za wiele - zaczął spokojnie jeść już nic nie mówiąc.
Ryu nie odezwał się już do niego ani słowem, a kiedy skończył jeść poszedł do sypialni, mówiąc że się położy.
- On się po prostu o ciebie martwi w równym stopniu co ty o niego - uśmiechnęła się lekko popijając swoją herbatę.
- Że nie jest już dzieckiem i też może za siebie decyzje podejmować - zaproponowała ze śmiechem. - Chciałam zobaczyć jak sobie radzisz.
- Zawsze będzie jakieś cierpienie Jun. Takie już jest życie - wyjaśniła jak małemu dziecku. - Nie przed wszystkim go ochronisz - szepnęła. - Więc teraz musisz postarać się odbudować to zaufanie.
- Idź do niego i go przytul - rzuciła lekką sugestię, a psinka uniosła łepek i szczeknęła 3 razy. - Widzisz... mądra psinka się ze mną zgadza - uśmiechnęła się do psiny. - To dobry początek.
- Bo to mądry pies - zaśmiała się Mika, głaszcząc teraz Kiarę po grzbiecie. - Nie zechciałąbyś ze mną do Tokio pojechać?
- To twój dom, możesz robić co chcesz - wymamrotał chłopak okrywając się całkiem kołdrą kiedy leżał w futonie. Zaczął szybko ocierać łzy.
- Jest - odparł cicho. - Ty nigdy nie płaczesz, ja też nie będę - zacisnął zęby mocno.
- Dlaczego? - zapytał go spoglądając na niego. - Jestem gorszym mężczyzną niż ty?
- Ale mi nie ufasz - rzucił cicho.
- Ale ja nie chcę cię ranić - zacisnął mocno wargi, rzucając w niego jego koszulką z plamami od krwi na plecach. - Znalazłem pod łóżkiem - rzucił cicho.
- Uhm... przepraszam - wyszeptał czując łzy znów na policzkach. Schował się pod kołdrę.
Ryu pokręcił przecząco głową nie wierząc mu.
- Kłamiesz mi - oznajmił cicho, patrząc mu w oczka. - Kłamiesz.
- Nie wierzę... to na pewno nie jest pierwszy raz - uparł się bo przecież wiedział że wcześniej miał dłuższe i boleśniejsze ataki.
- Ale drapałem - zacisnął mocniej wargi znów chowając się pod kołdrą. - Przepraszam...
- Kei-chana też zraniem? - przełknął głośno ślinę. Nie chciał ranić ludzi których kochał
- Nie chcę was ranić. Ja też nie chcę żebyś cierpiał... to nie tak że tylko ty się o mnie martwisz ja się martwię o ciebie...
- Tego nie wiesz - zarzucił mu. - Bo jeszcze niczego ww sobie nie trzymałem.
- Wiem i wiem też że to raczej ty się ukrywasz przede mną... chowasz swoje uczucia a ode mnie oczekujesz czegoś innego - zauważył cicho. - To trochę nie w porządku, prawda?
- Uhm... ale nie krzywdzisz mnie - szepnął cicho. - A nawet jeśli to przecież nie jestem jajkiem... nie rozbiję się od tak...
- To co, że czasem zaboli... jak mi wyjaśnisz to zrozumiem przecież - szepnął, chowając głowę w jego torsie.
- Ale ja rozumiem, że wtedy nie mogłeś Jun... naprawdę rozumiem - szepnął cicho. - Ja nie wiem co się stało... nie wiem... Mika twierdzi, że po prostu teraz bardzo cię potrzebuję i w tamtej chwili mimo tego że rozumiałem, poczułem się odrzucony... - wymamrotał.
- Uhm ale... przepraszam za to - szepnął jeszcze, wtulając się w niego mocniej.
- Przestraszyłem cię - wymamrotał. - To chyba wystarczający powód by przepraszać, prawda?
- Uhm kocham cię - uśmiechnął się do niego lekko. - Ale zrobimy eksperyment... jak pojadę na studia - oznajmił z lekkim uśmiechem - Ty zaczniesz mi mówić co czujesz i jakie masz problemy a ja przestanę mówić o sobie. Zobaczysz jak ja się czułem przez tyle czasu - uśmiechnął się lekko. - Dajmy na to do pierwszego naszego spotkania... które będzie pewnie za 3 tygodnie - ucałował go w policzek.
- Dobrze - obiecał mu. - A potem jak się spotkamy to się podzielimy swoimi wnioskami - ucałował go w policzek znów się w niego mocno wtulając.
- Uhm, mogę pospać trochę? - zapytał go zaraz. - A potem zrobimy deser... Mika zostanie na nim, prawda?
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Pójdziemy na festyn i na fajerwerki? - zaproponował cicho. - I zjemy tam coś dobrego?
- Uhm kocham cię - przekręcił się na drugi bok, zaraz zasypiając.
Mika uśmiechnęła się do niego, kiedy skończyła zmywać naczynia po obiadku i nakarmiła psinkę.
- Wciąż nie wierzę, że ja u ciebie widzę zwierzę - zrymowała sobie.
- Właśnie widzę jaka grzeczna, ale i czujna - uśmiechnęła się lekko. - Była mi nie ufna... nie chciała się dać pogłaskać.
- Ale teraz przecież czasem się za ciebie wstawia - zaśmiała się widząc jak psinka kładzie się z łepkiem na kolanach Juna.
- Mądra psina - zaśmiała się. Kiara sobie ładnie zasnęła tak leżąc z głową na kolanach Juna. - Dobrze że tu będzie. Ożywi ci domek
- On za tobą te,ż... zapewniam cię - wyszczerzyła się do niego pewna siebie. W końcu nie tak dawno usłyszała to od chłopaka.
- Bo nie chce żebyś rzucił wszystko i do niego przyjechał na każde jego 'tęsknię' - roześmiała się serdecznie.
- To nie jest złe, ale on ma swoje powody by ci nie mówić tego. Nie chce żebyś siedział sam kiedy on nie będzie miał dla ciebie czasu nawet jeśli przyjedziesz - wyjaśniła spokojnie. - Poza tym Ryu-chan chce być samodzielny.
- Też taki byłeś - przypomniała mu.
- Myślę że to fajny pomysł. Taka zamiana ról... no bo potem możecie się umówić na jakiś kompromis - puściła do niego oczko.
- To nic Jun - odparła spokojnie kobieta. - Tu nie chodzi o to czy masz błahe problemy czy duże. Tu chodzi o zaufanie... on czuje że nie dzielisz się z nim wszystkim... czuje się jakby w związku jednostronnym z jeśli chodzi o tę swerę waszego życia.
- Cieszę się. Potuliłeś go trochę? - zainteresowałą się zaraz.
- Zostanę, pewnie że zostanę - ucieszyła się że będzie dobry deser mogła zjeść.
- A skąd, zwiedza okolice, a jutro wybieramy się do Was na festyn - uśmiechnęła się lekko. - Podobno to najlepsza impreza roku w tych stronach.
- Pewnie tak, może się odnajdziemy gdzieś w tłumie żeby złozyć sobie życzenia o północy - zaproponowała luźno.
- To tylko luźna propozycja w razie jakbyście się zasiedzieli - odparła spokojnie, obserwując teraz Kiarę, która nastroszyła uszka i wstała. Zeskoczyła z kanapy idąc do sypialni. Połasiła się trochę do Ryu, który ziewając przyszedł do salonu.
- Dobrze, dobrz e- odparł siadając obok niego i drapiąc Kiarę za uszkiem. - Wieczorkiem ja z tobą pójdę na spacer - obiecał jej.
- Robimy deser - zdecydował wesoło. - Znaczy ja robię, a wy sobie gadajcie.
- No wiem, bo przecież sam je zrobię - puścił do niego oczko idąc robić deserek. Kiara podreptała za nim licząc na małe przysmaki
Szczeknęła na niego wyraźnie obrażona dalej idąc za Ryu. Chłopak zerknął do lodórki i dał jej kawałek kiełbasy. Ta z jej kawałkiem w pysku przyszła do Juna by mu się pochwalić że coś dostała, a Mika parsknęła śmiechem.
- Ona cię naprawdę rozumie.
Kiara machnęła ogonkiem zadowolona i wrociła do kuchni żeby w spokoju dokończyć jedzenie swojego przysmaku. Ryu tymczasem przyrządził pyszną gorącą czekoladę z piankami i podał ją wraz z mochi i kawałkami czekolady.
- Smacznego - zajął sobie miejsce na kolanach Juna.
- Dziękuję - ucieszył się że mu smakuje, samemu pijąc swoją i przytulając się do niego delikatnie.
- E tam... tylko troszkę. To taki mój jedyny talent - uśmiechnął się schodząc z jego kolan i siadając obok.
[dobranoc!]
- Skoro tak sprawę stawiasz - uśmiechnął się do niego Ryu, jedząc swoje mochi.
- Hm Ryu-chan a byłbyś gotów na eksperyment? - zapytała go nagle Mika. - Przerwiemy jak tylko poczujesz się nie tak... - obiecała. - Pozwoliłbyś Junowi dotknąć swojego pewnisa przez spodnie?
Chłopak spojrzał na nią niepewnie. Przełknął głośno ślinę.
- Uhm... chyba... chyba jeszcze nie - wyszeptał, patrząc na Juna przepraszająco. - Ja przepraszam...
Ryu spojrzał na niego i uśmiechnął się lekko, kiwając lekko głową.
- Może... może spróbujemy jak przyjedziesz do mnie... za 3 tygodnie? Jak będę... jak ci powiem że dam radę? - zaproponował cicho. - A jak nie dam nie będziesz zły?
- Ale chciałbym... chciałbym żebyś mógł mnie dotknąć... chociaż przez spodnie - zarumienił się trochę wtulając w niego. - Bo bez... bez to jeszcze na pewno nie... nie dam rady,.
- Chciałbym - przyznał szczerze. - Bo jak, jak mnie... podniecisz... to chciałbym... żebyś przez spodnie mógł... mi pomóc - wyjaśnił cicho.
- No tak troszkę - przyznał szczerze, chowając łepek w jego pierś. - To źle?
- No ale ja przecież ci już dobrze zrobiłem - przypomniał mu. - A uhm na razie jeszcze się boję, żebyś tam dotykał ale postaram się to trochę zniwelować... uhm moglibyśmy zacząć np od dotyku uda? - zaproponował cicho.
- Nie wiem - odparł szczerze. - Ale boję się rzucić na głęboką wodę... zrobimy to po mojemu wtedy? - zapytał jecze.
- No tak powoli... i stopniowo - poprosił. - Ale jeszcze jeszcze nie dziś. Dziś nie czuję się tak pewnie - szepnął zawstydzony.
- Wiem Jun-chan... ale ja bym chciał żebyś już się nie smucił i miał normnalneto faceta - odparł spokojnie.
Ryu pokręcił przecząco głową i położył się z głową na jego kolanach na moment przymykając oczy.
- Kochanie? A uhm... pospałbyś dzisiaj ze mną i Kiarą w futonie? W drugim futonie? - zapytał cicho. - Tak obok mnie? - spojrzał mu w oczka - Bo ja się trochę jeszcze boję spać w łóżku z tobą... ale jak będzie Kiara obok to... to raczej dam radę.
- Uhm dziękuję - uśmiechnął się do niego szeroko mocno wtulając się w jego brzusio.
Ryu uśmiechnął się do niego szeroko i usiadł od razu. Dopił swoją czekoladę.
- Wyjdę z Kiarą - oznajmił wesoło. - Ale nie na długo - obiecał. - Pół godzinki.
- A jak wrócę... to będzie na mnie czekać gorąca herbatka i tosty? - zapytał go zaraz ubierając kurtkę. - Jakbym nie mógł wejść po schodach zadzwonię.
- No proszę jak wam się dobrze razem żyje - uśmiechnęła się Mika kończąc powoli swoją czekoladę. - Będę jechała zaraz - obiecała mu.
- Jeśli jutro nas spotkacie to mu to wybijesz z głowy Jun - odparła wesoło zbierając się i zaraz wychodząc z domku.
- Pozdrowię - obiecała mu ze śmiechem znikając już. Pożegnała się jeszcze z Ryu którego spotkała przed klatką i wsiadła do swojego autka.
Ryu jednak do niego zadzwonił kiedy był na półpiętrze.
- Jun-chan nie dam rady chyba - szepnął cicho.
RYu wtulił się w niego mocno ciesząc się że go ma. - Kocham cię wiesz?
- Więc czasami ci to mówię - uśmiechnął się do niego, wtulając w jego ramiona. - Zasapałem się wchodząc i nie chciałem ryzykować - wyjaśnił.
- Ale na dole nie byłem zasapany - pokazał mu język. - Zadzwoniłem zaraz jak uznałem, ,zę nie dam rady - wybronił się rozbierając z kurtki i butów. Wszedł do środka czując pyszne zapachy. - Mhm już mi ślinka cieknie!
Ryu tymczasem umył ręce i przyszedł do kuchni, siadając przy stole.
- Ale jaka pyszna - Ryu nałożył sobie dwa tosty na talerzyk i wgryzł się w pierwszy. Chwilę go przeżuwał, po czym wyszczerzył się do niego. - Kotek pychotka!
- Zrobiłem na dworze parę zdjęć... usiądę dziś nad nimi okay? - uśmiechnął się do niego.
- Będziesz mógł, ale jak już będą idealne i wybrane - wyszczerzył się do niego.
- No ok - zgodził się wesoło dalej jedząc... i sięgając po 3 grzankę.
- Ma bo takie pyszne - wyszczerzył się do niego Ryu jedząc 3 tosta dość powoli. - Mogę tego czwartego zjeść jak będę bawił się zdjęciami? - zapytał go zaraz.
Ryu położył sobie ostatnią grzankę na talerzu i zabrał sobie jeszcze herbaqtkę. Z takim zestawem usiadł w salonie przed laptopem.
Ryu siedział nad zdjęciami dobrą godzinę, zanim w końcu był w miarę z nich zadowolony. Wtedy też podał laptopa Junowi żeby sobie popatrzył.
- Uhm to dobrze - uśmiechnął się, dopijając swoją herbatkę i kończąc tosta.
- A ja również się cieszę - zachichotał Ryu, wchodząc mu na kolanka żeby się trochę potulić.
- No już nie przeginaj z tym paskudo - burknął na niego, całując go lekko w policzek. - Kocham cię!
- Ze swoim wiekiem... bo potem na mnie krzyczysz że cię starcem nazywam - pacnął go w głowę ręką.
- Biedny... ja bym umarł z zazdrości chyba - zaśmiał się szczerze.
- Mam cie wtedy efektownie pocałować? - zapytał go ze śmiechem na ustach.
- Mou szkoda... a chciałem tak odstawić taką scenę - wyszeptał.
- A co nas obchodzi to co on sobie pomyśli? - zapytał go spokojnie, muskając ustami jego wargi. - Kocham cię i już. To się liczy.
- Uhm pójdę się umyć - ucałował go znów, trochę blednąc. Sam siebie nakręcał na to mycie niestety.
- Mhm dziękuję, spróbuję - obiecał uśmiechając się do niego słabo.
- Spróbuję - obiecał mu cicho idąc już do łazienki.
Ryu siedział w łazience dobrą godzinę zanim wyszedł. Wrócił wówczas do salonu i usiadł na kanapie.
- Uhm... założysz mi bandaże? - zapytał go cicho. Miał nieco czerwoną skórę na rękach i ramionach, ale udało mu się nie otworzyć na nowo ran, co uznał za malutki postęp. Jeden dzień lepszy od poprzednich.
- Ja jeszcze napiszę esej... znaczy sprawdzę ten napisany już jak będziesz się kąpał i wezmę leki i herbatkę - odparł z uśmiechem, obserwując go jednak bacznie jeśli chodzi o jego poczynania.
- Uhm taki malutki postęp - zgodził się z lekkim uśmiechem. - Ale... boję się że to tak jednorazowo...
- Po prostu nie chcę uwierzyć... żeby potem się nie zawieść - odparł cicho, zagryzając lekko wargę.
- No niby wiem - przyznał szczerze, tuląc się do niego ze wszystkich sił. - Uhm posiedzę tu i poczekam na ciebie.
Ryu włączył laptopa i w tym czasie poprawił esej, a potem wziął leki wypił herbatkę i kiedy Jun wrócił czyściutki poszedł z nim do futonów.
- Przepraszam... to moja wina - westchnął cicho Ryu, przytulając się do Kiary.
- Tobie też kochanie - szepnął w odpowiedzi, zasypiając.
Kiara obudziła się najwcześniej i tym razem wybudziła Ryu, który po cichu wyszedł z nią na spacer, a kiedy wrócili padł plackiem na Juna.
- Ohayou śpioszku - ucałował go w pyszczek.
- Dobrze się spało i nic się nie bałem. Cieszyłem się że jesteś obok - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Uhm ale dla mnie to było ważne że śpisz obok mnie - uśmiechnął się lekko. - Nie pamiętam dobrze, ale obudziłem się zadowolony.
- Zaraz zrobię śniadanko. Zupkę miso i jajko - uśmiechnął się muskając jego wargi. - A ty tu sobie leż jeszcze.
Długo się nie poprzeciągał bo zamiast Ryu rozłożyła się na nim Kiara, liżąc go po buzi.
Dopiero wtedy szczeknęła wesoło i merdając ogonkiem pobiegła do kuchni zadowolona.
Kiara już wesoło podjadała przysmaki z rąk Ryu, a ten kończył gotowania.
- Ale tak szybko tam pójdziemy? - zapytał go Ryu. - No bo ja bym chciał fajerwerki obejrzeć - przyznał szczerze. - A może zjemy coś lekkiego na obiad i dużą kolację na festynie? Albo coś...?
Ryu rozlał zupkę w miseczki i przyniósł je do stołu razem z resztą śniadanka.
- Smacznego kochanie - ucałował go w policzek.
- Kochanie? A po śniadanku poleżałbyś ze mną trochę w łóżeczku? - zapytał go zaraz.
- Jestem troszkę zmęczony i pomyślałem że tak fajnie się odpoczywa...
- Byłem, godzinkę byliśmy - uśmiechnął się do niego. - No i pomyślałem że w dzień jakoś... mniej się boję - przyznał szczerz.e
- Jun-chan? Kiara naprawdę cię polubiła - uśmiechnął się do niego Ryu. - Bardzo, bardzo.
- Ale wie że jesteś dobrym człowiekiem i ani mnie ani jej nie skrzywdzisz - uśmiechnął się kończąc zajadać swoją zupkę.
- Pewnie... już się przyzwyczaiła - uśmiechnął się wkładając naczynia do zmywarki i tarmosząc Kiarę za uszkami. - Kocham ją.
- Wziąłem - odparł wesoło, wtulając głowę w jego szyjkę. - Ale troszkę w głowie mi się kręci... a! I kupiłem nam ciacho na później - uśmiechnął się nieco. - Może film byśmy obejrzeli i zjedli ciacho? - zaproponował.
Prześlij komentarz