Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4601 – 4800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»- Okay, ale to znaczy że dłużej nie będę u ciebie mieszkał - zauważył z lekkim uśmiechem. - Mogę wziąć Kiarę dzisiaj? Znaczy... do ciebie, a potem odprowadzisz nas pieszo? - zaproponował.
- Ale ona nie nabrudzi - ucałował go w policzek. - Będzie ze mną siedziała, na podłodze - zapewnił go robiąc proszącą minkę.
- Jun bo jest bardziej doświadczony - zapewnił go chłopak. - Bardzo chcę - dodał z wielkim uśmiechem na twarzy.
- To wywietrzymy - czepnął go lekko zębami w nos. - Pycha ciacho, mogę jeszcse jeden kawałek?
- A częstuj się - uśmiechnął się szeroko Kei.
- Daj mi skończyć drugi kawałek - poprosił jedząc ciacho ze smakiem i jeszcze chwilę rozmawiając z bratem.
- Nie wiem jaki masz koncept randki - odparł spokojnie. - Więc ci nic nie poradzę niestety.
- Bardzo ciekawa opcja. Myślę, że mu się spodoba. Zresztą przecież sobie poradzisz.
- Rzucisz parę komplementów - odparł ze śmiechem Kei. - Przygotujesz na początku mały prezent typu kwiatek czy nie wiem... jakiś łańcuszek. Bądź szarmancki. To zawsze działa.
- Poradzisz sobie - zapewnił go Kei. - W końcu już się trochę znacie - dodał wesoło.
- O...to dzisiaj dostanę 3 kawałki? Jak będę miał siłę? - zapytał ze śmiechem, pakując mimo wszystko trochę leków do torby na wszelki wypadek.
Ryu wziął Kiarę na smycz i wyszedł za Junem na dwór.
- To gdzie nowe cudo? - zapytał go z uśmiechem.
- Fajny - przyznał szczerze siadając na swoim miejscu i wpuszczając Kiarę. Pogłaskał ją za uszkami. - Terenowy taki - uśmiechnął się szerzej.
- A duży ma bagażnik? Mogę go zobaczyć całego? - zapytał go jeszcze obchodząc auto. - Jun-chan ja przepraszam za tamto...
- Za skasowanie tamtego - wymamrotał wchodząc do bagażnika. - Mógłbyś mnie tu zamknąć - zażartował śmiejąc się nieco.
- Za te moje przepraszam - ucałował lekko jego wargi wychodząc w końcu z bagażnika. - Poza tym wygodnie tam... a tylne siedzenia się otwierają?
- No i przetestować też - uśmiechnął się do niego, przystając przed tylnymi siedzeniami.
- I jeszcze ty - wyszczerzył się kładąc się na siedzeniach i na moment zamykając oczy. - Mhm jest fajny... trzeba zrobić sobie w wakacje wycieczke z namiotem... i jeepem jako miejscami do spania - dodał wesoło.
- W sumie to nie wiem - przyznał szczerze. - No chyba że się pokłócimy i cię do namiotu wygonię - pokazał mu język. - Zgadzasz się na takie wakacje?
- Idziemy - zgodził się z uśmiechem. Wyszedł z samochodu pierwszy i wziął ze sobą Kiarę, która grzecznie czekała przy aucie.
- Okay - chłopak zsunął buty i odwiesił kurtkę po czym wszedł do kuchni by włożyć leki do lodówki. - Mogę się położyć na chwilę w salonei?
Ryu leżał już na kanapie. Wziął od niego soczek i upił łyk.
- Lekarz kazał mi dużo odpoczywać. Mówił że jak strace przytomność to naturalne, ale wolałbym tego uniknąć...
- Nie, nie, pójdziemy spacerkiem - uparł się chłopak uśmiechając się nieco do niego. - Mimo wszystko niepełnosprawny nie jestem.
- Kei-chan cię odwiezie - uśmiechnął się do niego siadając po chwili.
- Powiem i zrobimy przystanek. Ty też nie możesz się przemęczać - przypomniał mu. - Kiedy będzie rybka? Burczy mi w brzuszku trochę.
- Jest parę fajnych miejsc - odparł spokojnie Ryu. - Takie malownicze są - uśmiechnął się, po czym wyciągnął jego mapę z półki i zakreślił dość spore koło w okół Yukan. - Na tym obszarze jest mnóstwo ładnych miejsc - wyszczerzył się.
- Dalej to też bym chciał - uśmiechnął się delikatnie. - Ale tutaj też jest fajnie - oznajmił odkładając mapę, wtulając się do niego mocno.
- Mhm... ale nie będziemy razem spać - odparł cicho. - Trochę się boję - uśmiechnął się z przeproszeniem.
Ryu skinął głową siadając mu na kolanach na moment.
- Kocham cię trochę - uśmiechnął siekko.
- Tylko troszeczkę, tak mini mini - pokazał mu na palcach i pokazał mu zaraz język. - Zjemy już? - zapytał go zaraz słysząc jego burczenie w brzuchu.
- Ale to sam z głodu padniesz - zauważył słysząc jego burczenie po raz kolejny. Zaśmiał się cicho, całując go lekko w usta.
- Naprawdę. Na więcej nie zasłużyłeś. Pilnujesz mnie jakbym miał ci uciec, nigdzie sam wyjść nie mogę - uśmiechnął się delikatnie.
- No ale postaw się na moim miejscu. Ja nie wiedziałem co mam myśleć o tym burdlu jakim były mieszające mi się wspomnienia - westchnął cicho wstając mu z kolan i idąc do kuchni po kolejną szklankę soku.
- Wiem - odparł cicho. - Ale nie chc,ę żebyś mnie kontrolował na amen - odparł szczerze.
- Uhm a mogę dostać duży kawałek rybki?
- Mou ale jak nie dostanę dużego kawałka to nie będę miał siły by kochać bardziej - zauważył rezolutnie, siadając przy stole.
- Bardzo duży, na głodniaka nie da się myśleć, a co dopiero zwiększać miłość - puścił mu oczko wesoło.
- Wezmę, chcę zrobić trochę zdjęć - uśmiechnął się nieco. - To źle? - zapytał zaraz wcinając obiad.
Ryu uśmiechnął się nieco, po czym wrócił do jedzenia. Kiedy był gdzieś w połowie swojego jedzonka, odłożył widelec i spojrzał na Juna.
- Boję się trochę tych ludzi z Yakuzy - przyznał mu szczerze. - Nic mi nie zrobią prawda?
- Ale ja nie chcę żebyś wszędzie za mną chodził - dodał zaraz z lekkim uśmiechem. Wrócił na moment do jedzenia. - Uwielbiam twoją rybkę.
- Nie no... dzisiaj odprowadź - poprosił go. - Bo chcę z tobą iść na taki krótki spacer - przyznał się do swoich zachcianek.
- Uhm o ile nie będę z pracy wracał - odparł spokojnie. - Nie waż mi się po mnie przychodzić bo się obrażę.
- Nie, będę sam wracał, chyba że uznam że się boję to wtedy zadzwonię po Keia, albo ciebie ale nie chcę być strachliwy - wydął lekko wargi.
- Mam zwolnienie do końca tygodnia - odparł z uśmiechem. - W poniedziałek ściągam gips i dopiero we wtorek pracuje.
- Okay - zgodził się. - Hm a ubrać się mam z klasą, czy wygodnia?
- Uhm ok - zarumienił się nieco więc chwycił za kubek i wypił wszystko do dna. - Mogę jeszcze?
- Uhm ok - zarumienił się nieco więc chwycił za kubek i wypił wszystko do dna. - Mogę jeszcze?
- Uhm chyba tak - odparł tylko nie chcąc o tym jeszcze rozmawiać.
- Chcę ale za chwilę. Najpierw zagramy w monopoly - stwierdził wesoło rozkładając grę na stole. - Zobaczymy czy coś tam potrafisz - pokazał mu język.
- A nie chcesz grać? - zapytał idąc z nim do salonu. - Bo jak nie to powiedz... ja tylko pomyślałem że będzie fajnie tak pograć...
- Okay, świetnie - wyszczerzył się do niego rozkładając plansze i odpowiednie rzeczy.
- Niestety kochanie. To tak nie działa. Teraz zamieniam się w bezwzględnego biznesmena - zapewnił go pozwalając mu rzucać pierwszemu.
- No to jaki zakładzik? - zainteresował się spoglądając na niego.
- Mhm no to póki co nie ma motywacji - odparł spokojnie chłopak czekając na swój ruvh.
Ryu wygrał pierwszą rundę.
- No Jun-chan - uśmiechnął się do niego lekko. - W nagrodę poproszę buziaka.
- Mhm dziękuję - ucałował go jeszcze raz, po czym przytulił się do niego mocno. - Kocham cię.
Ryu poszedł do domu z Kiarą dopiero po kolacji którą zjadł z Junem. Wówczas do soboty spotykał go tylko podczas pobytu mężczyzny w pracy o ile sam nie był w supermarkecie. W sobotę więc ubrał na siebie czerwony t-shirt i czarny sweter do tego oraz proste jeansy i zadowolony ze swojego wyglądu czekał na Juna bawiąc się ze swoimi siostrzenicami/ńcami.
- Hej - Ryu dał mu szynkiego buziaka uśmiechając się do niego szeroko. - Ładnie wyglądasz - skomplementował go odruchowo.
Ryu wsiadł do środka i zapiął pasy uśmiechając się do niego szeroko.
- Wczoraj w pracy, Anja zaprosiła mnie na grilla - oznajmił z delikatnym uśmiechem. - Będą tylko kumple z pracy z osobami towarzyszącymi. Pójdziesz ze mną? W kolejny piątek?
- Jeszcze się twoja dobrze nie skończyła a już pytasz o kolejną? - zdziwił, się śmiejąc przy tym lekko. - Zobaczymy kochanie, zobaczymy.
- Dzisiaj w sumie nic ciekawego. Wstałem rano, zrobiłem pranie i śniadanie, a potem czekałem na ciebie - przyznał nieco się rumieniąc. - Nie mogłem się doczekać.
- Jun-chan? A dostanę buziaka? - zapytał go kiedy dojechali już do miasta.
Ryu oddał mu pocałunek najmocniej jak potrafił, po czym uśmiechnął się do niego szeroko.
- Jesteś najlepszy - zapewnił go.
- Chcę i colę - poprosił idąc tuż obok niego. - Na jaki film idziemy? - zainteresował się zaraz, łapiąc go ukradkiem za rękę.
- Pewnie - odparł idąc z nim już do sprawdzenia biletów a potem do sali. - Ale popcorn jesz ze mną.
Ryu lekko się do niego przytulił oglądając film. Chrupali też popcorn czasem popijając colę.
- Bardzo, ale jeszcze bardziej sam fakt, że byliśmy razem - przyznał szczerze, uśmiechając się do niego nieco.
- Mhm już nie mogę się doczekać tego co wymyśliłeś - przyznał szczerze chłopak wtulając się w jego ramię. - Ne, jak wrócę na studia to nie będziesz przesadnie opiekuńczy prawda?
- Kocham cię - sszepnął mu do uszka, całując go ukradkiem w policzek. - I cieszę się - dodał zaraz.
- Najlepiej pod słońcem? - upewnił się z wielkim uśmiechem, po czym ucałował go raz jeszcze w policzek. - A w poniedziałek po pracy jadę zdjąć gips - pochwalił mu się.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - No bo potem chcę podejść do Keiichiro i go odwiedzić. Trochę u niego posiedzę - odparł spokojnie. - Wrócę sam - dodał muskając znów jego policzek.
Ryu nigdy nie był jeszcze w tak wykwintnej restauracji toteż trochę się zestresował.
- Będziesz mi podpowiadał? - zapytał go szeptem.
- A jak mi dadzą kilka widelców i łyżek? - zapytał go konspiracyjnym szeptem zaglądając do karty. W końcu zdecydował się na wieprzowinę z ryżem i różnymi warzywami, a na deser panna cotta z sosem pomaranczowym.
- Jesteś pewien? - zapytał ze śmiechem, patrząc mu zaraz mocno w oczy. Uwielbiał te jego tęczówki.
- No to ci ufam - odparł na to z lekkim uśmiechem upijając zaraz łyk soku pomarańczowego. - O czym marzyłeś będąc dzieckiem?
- Ale fajne - odparł z uśmiechem. - Chciałeś być astronautą? - zapytał go zaraz.
Roześmiał się serdecznie słysząc to wyznanie, po czym zastanowił się nad sobą.
- Ja chciałem mieć swój własny wóz strażacki, ale nie żeby gasić pożar tylko żeby takim jeździć - przyznał ze śmiechem. - I chciałem jeździć konno jak Zorro.
Ryu skinął lekko głową.
- Ale i tak miałeś takie dziecięce marzenia - wyszczerzył się do niego. - Ja potem już marzyłem tylko o tym by wyzdrowieć - dodał spokojnie.
Ryu wzruszył nieco ramionami.
- Nie wiem - odparł szczerze. - Chyba o niczym szczególnym. Liczę na to, że nie zachoruję tak poważnie już - szepnął. - Ale nie mam jakiegoś konkretnego marzenia - zabrał się za jedzonko.
- Ale nie masz jakichś takich materialnych marzeń, nie? Np... chciałbym podróżować alb coś... - zaproponował tylko.
- Uhm okay - uśmiechnął się do niego na razie odstawiając sztućce i przyglądając mu się ukradkiem. - A myślisz że jak ja bym chciał podróżować to bardzo... samolubne?
- A jeśli nie? - zainteresował się zaraz. - Bo nie wiem na razie czy na wszystkie podróże chciałbym pojechać z tobą - przyznał szczerze.
- No bo chciałbym czasem pojechać gdzieś sam, albo ze swoimi kumplami, albo nawet z pracą może - odparł spokojnie upijając łyk soku i wracając do jedzonka.
- Czyli nie mogę - skwitował tylko chłopak trochę dłubiąc w swoim talerzu. - Więcej nie zapytam i nie wspomnę - obiecał mu.
- Pasuje - zgodził się z nim chłopak uśmiechając się zaraz szeroko i podsuwając swój talerz na środek. - Pomożesz mi trochę? Bo jest pyszne a mój brzuch zaczyna protestować.
- Na razie w ogóle nie mam pieniędzy na wyjazdy - odparł spokojnie. - Poza tym jedziemy do USA... nie myśl że będzie tam romantycznie... wszystko będę chciał zobaczyć i sfotografowac - zapewnił go wesoło.
- No ok - chłopak skinął głową też podjadając resztę swojej porcji. - Mou nie dam rady - stwierdził jak zostało już niewiele. - Dziękuję kochanie. Jestem pełny... i gruby też.
- Ne... a zrobisz coś ze mną jak już będzie ciemno? - zapytał go cicho. - No bo... ja kupiłem takie długie zimne ognie (kojarzysz takie japońskie? trzymają w dłoniach i tli się na dole nie u góry... ). Zapalimy sobie po jednym?
- Okay super - ucieszył się chłopak wtulając się w niego tak przy wszystkich i odruchowo całując go mocno. - Kocham cię.
Ryu przytulił się do niego mocno i splótł ich palce od rąk razem.
- Wiesz... podoba mi się taka randka - przyznał z uśmiechem.
Ryu przytulił się do niego mocno i splótł ich palce od rąk razem.
- Wiesz... podoba mi się taka randka - przyznał z uśmiechem.
- A co jeszcze przygotowałeś? - zainteresował się, zapinając pasy i uśmiechając się do niego ukradkiem.
- No ale powiedz co... no pooowiedz - poprosił go ze śmiechem już nie mogąc się doczekać.
- Na pewno... już się nie mogę doczekać - oznajmił podekscytowany nieźle.
Ryu wchodził na górę powoli, przystając na każdym półpiętrze by nabrać kilka oddechów. Zaczynał podejrzewać, że jego słaba kondycja będzie mu przeszkadzać do końca życia.
- Okay... ale mnie nie zamordujeszz już w środku co nie? - zażartował nieco, zamykając wreszcie oczy i łapiąc go za rękę by mieć jakąś tam równowagę.
Ryu był bardzo zniecierpliwiony. Chciał podejrzeć już dawno ale wytrzymał z wielkim bólem serca i ciekawości. Wreszcie, gdy mu pozwolono otworzyć oczy rozejrzał się dookoła i spojrzał na Juna.
- Jak tu pięknie... zupełnie inaczej niż zwykle - ucałował go mocno w usta, siadając na kilku poduszkach. - Dziękuję.
- Deser brzmi pysznie... to poczekam tu na ciebie i deserek - zdecydował z uśmiechem. - Bez ciebie nie będzie wyjątkowo - zapewnił go.
- Dzięki - Ryu przytulił się nieco do jego ramienia smakując deserku. - Mhm... pyszny - zapewnił go z lekkim uśmiechem na ustach. - Uhm wypijemy potem? - zapytał go tylko.
Ryu wybiegł z mieszkania, gdy tylko otrzymał pocztę. Nie zważając na to, że nie powinien tego robić, jeszcze przyspieszył. Wpadł do pracowni Juna kwadrans później ciężko dysząc i opierając ręce na kolanach, dygotał całkowicie.
- Czekaj - fuknął na Juna zanim ten zdołał go skarcić. - Czytaj - podał mu kopertę. Dostał się na praktyki w USA.
- Ale możesz w to uwierzyć? - zapytał go już odzyskując oddech i siadając na stołku tuż obok trupka. - Mogę jechać?
- Ja też właśnie nie mogę - Ryu przesunął wzrokiem po liście raz jeszcze i wyszczerzył się do niego szeroko. - Wiem, że nie jesteś... ale jesteś moim facetem, dlatego cię pytam, co nie? - wzruszył ramionami przyglądając się jego pracy.
Ryu skinął głową przyjmując to do wiadomości, po czym wyciągnął drugą kopertę i mu ją podał.
- Wysłałem twoje CV na uniwerek... chcą cię przyjąć. Moglibyśmy polecieć razem... ale ten nie musisz się zgadzać - zagryzł neico wargę.
Ryu uśmiechnął się delikatnie.
- Ja wiem, że to nie twoja wymarzona praca... ale pomyślałem... że może byśmy mogli razem pojechać - dodał cicho. - Tylko musisz im to potwierdzić jeśli się zgadzasz - spojrzał na niego wyczekująco.
- No wiem, wiem - odparł spokojnie chłopak. - Poczekam na odpowiedź - dodał zaraz. - Pójdę do góry bo coś mi słabiej - rzucił nagle i szybko poszedł na góro.
Ryu tak też właśnie zrobił. Położył się na łóżku i okrył się kocykiem troszkę zasypiając.
Ryu przysnął trochę i teraz dopiero się rozbudzał. Gdy tylko zobaczył Juna usiadł na kanapie, czekając na nieuchronną odmowę.
Ryu nie mógł powtstrzymać wielkiego uśmiechu. Przycisnął Juna mocno do siebie ciesząc się jednocześnie.
- Staż zaczyna mi się dopiero we wrześniu, tobie też jakoś tak... więc może po prostu jakoś w sierpniu pojedziemy? - zaproponował zaraz.
- Poszukałem też fajne propozycja mieszkanek. W paru wieżowcach. Takie dwu-pokojowe - oznajmił wesoło. - W domu ci pokażę - usiadł mu na kolanach, wtulając się w niego mocno. - Kocham cię wiesz?
- Un, ale co jeśli ktoś przyleci nas odwiedzić? Albo zaplanuję szaloną imprezę? Bo poza stażem mam chodzić na uniwerek na zajęcia więc poznam ludzi. Albo co jeśli się pokłócimy? - zapytał go zaraz. - No i jeden z pokoi to po prostu salon z kanapą.
- No wiem, że też potrafisz, więc twoich nowych znajomych też nie wykluczam przecież - wyszczerzył się do niego. - Oj z tymi kłótniami nigdy nie wiadomo... albo wrócę później niż ty albo na odwrót to też czasem padasz na twarz w salonie i nie przychodzisz do wyrka - zauważył wesoło. - Cieszę się, bardzo. Bałem się, że będziesz zły... że rozesłałem twoje CV...
- No i wiedziałem, że będziesz kręcił nosem - rzucił zgryźliwie, pokazując mu zaraz język i chichocząc na widok jego miny. - A dzisiaj zapraszam cię na prawdziwy piknik na balkonie.
- Wytrawne muffinki, czerwone wino, kanapeczki i grill, który też zrobimy na balkonie - uśmiechnął się do niego szeroko. - Będzie też sok i będę ja - ucałował go w brodę.
- Aż mnie poniesiesz do domu, bo trochę boli mnie głowa i serducho - odparł szczerze. - Ale to od tego biegania - machnął lekceważąco ręką. - Obejrzymy wieczorem film? Ale nie karz mi wybierać... bo nie wiem co wybrać.
- Z ekscytacji... twoja wina, bo tak daleko pracujesz - zapewnił go wesoło wtulając się w niego mocno.
- I nie jesteś zły za tę pracę na uniwerku? - zapytał go jeszcze. - Dwa mieszkanka są dwie przecznice od szpitala, pomyślałem że te mogłyby być fajne. Od nich blisko do twojego uniwerku i podobno w spokojnej okolicy.
- Ja też, bo praca będzie pewnie dość wymagająca - przyznał szczerze. - Ale nie mogę się doczekać.
- Pewnie tak - zgodził się Ryu, wychodząc z auta i jednak czekając na silne ramiona swojego mężczyzny.
- Chicago - odparł spokojnie, zadowolony że będzie miał swojego chłopaka przy sobie. - Ale zrobimy sobie wycieczki gdzie indziej, prawda? W jakieś wolne weekendy czy coś? - zapytał go z nadzieją.
Ryu skinął głową, szczęśliwy że z nim jest i że z nim jedzie w świat. Objął go mocniej ramionami.
- Jun-chan? Zanim wyjedziemy chciałbym zrobić u nas małą imprezę... zaprosić Kokiego i Keiichiro i Tomohisę i Juna i brata... spędzić taki miły wieczór w gronie przyjaciół.
- Ja wiem, ale mówię ci że taki pomysł mi się w główce pojawił - ucałował go mocno schodząc mu już z ramion i idąc na chwilkę na kanapę. - Dasz mi kwadrans? - zapytał go zaraz.
Ryu tymczasem położył się na moment na kanapie i zakrył twarz ramieniem, skupiając się tylko na swoim oddechu. To pomogło mu nieco uspokoić biegnące mu serce.
Ryu chwilę jeszcze leżał w ciszy zanim się podniósł nabierając głębokiego oddechu w płuca.
- Okay, przyniosę wszystko co potrzebne - zdecydował. - Pomożesz mi z grillem trochę?
- Kocham cię. Cieszę się, że ze mną pojedziesz - przyznał szczerze Ryu wyciągając wszystko co przygotował na kolację.
- DObry plan - zaśmiał się Ryu. - Ale potem kocyk trzeba będzie rozłożyć i podusie. Bo mam ochotę na taką rozpustę z moim kochaniem.
Ryu przygotował sobie na blacie całe dobre jedzonko i zaczął podawać je Junowi, na koniec zostawiając kiełbaski i karkówkę, którą trzeba było na grillu usmażyć. Podał mu jeszcze sztućce i talerze, a sam zabrał szklanki i winko, by przyjść z nimi do Juna.
- Jesteś najlepszym facetem na świecie - zapewnił go Ryu, siadając na kocyku i nalewając im wina do szklanek.
- Jesteś wspaniały i już. Nie myśl nawet inaczej - poradził mu Ryu, przytulając się trochę do niego.
- Wiesz co lubię najbardziej? - zapytał go zaraz Ryu. - Takie wieczory - odetchnął głęboko.
- Bardzo chętnie - zgodził się chłopak, na moment przymykając oczy. - I mnie tak dłuuugo potulisz.
[Jak zinterpretować tego maila -
Hi Martyna,
sorry, I wanted to answer all your e-mails, but I have got so many e-mails per day that I cannot cope alone. I am still trying to place you - I first had planned you for Winchester or Chichester, but numbers have dropped there so much that I cannot place you there any more. We get so many group cancellations that I don't really know what to do with all the staff members at the moment. There might still a chance that I find something, but I don't think it would be an admin job. I can understand that you don't want to wait any longer and take on another job for the summer. I hope chances will be better again next year - it is really sad to lose some good staff members, but I can't change it at the moment - I'm so sorry.
Take care and speak to you soon
Elke
Zinterpretować go jako - wciąż masz szanse, może cię wezmą. Czy olej sprawę i tak ciebie nie biorą już pod uwagę?
Odpisałam tak:
Hi Elke,
I can still wait a bit longer. It's just I wanted to know if it's still possible to get a job with you this summer. It doesn't matter to me if it's going to be an admin job or supervisor or teacher's assistant. I also am okay with working somewhere else - like Exeter again or something. The thing was I did not get any reply from you and I was really worried about it. Thank you so much and I still hope I can work with you this summer.
Martyna
Szczerze, myślisz że mam szanse czy nie? :/]
- Tak ale mniej wyjątkowo niż jak mieszkamy osobno - uparł się tylko po czym wyszczerzył do niego biorąc sobie trochę sałatki.
[Myślę, że chyba maja mnie w dupie :) Ta... a niby biorą pod uwagę tych którzy z nimi jadą już któryś rok z rzędu jako pierwszych. Ha, ha, ha :) ]
- Kiełbaskę chyba chcę najpierw - uśmiechnął się Ryu, biorąc sobie chlebka. - Nie marudzę wcale... tylko stwierdzam fakt - roześmiał się serdecznie chłopak.
[Nie, już nie będę z nimi próbować. Za rok na pewno nie. Ech rzecz w tym, że teraz jest trochę późno na szukanie czegoś innego :/]
- No właśnie staruszku, dobrze że się przyznajesz - zachichotał. - Ne, wziąłem wolne w pracy na ślub Tomo... zostajemy tam parę dni dłużej?
[Tylko mam woucher na ryanaira do końca grudnia na 240 zł... co ja z tym zrobię? :/]
- Jestem za - uśmiechnął się szeroko Ryu, po czym wtulil się w niego lekko odbierając kiełbaski. - I będziemy się dobrze bawić, co nie? - dodał zaraz.
[Nie mogę, bo jest imiennie :) Co najwyżej gdzieś se polecę dla sportu. Jeszcze nie wiem co zrobić... niby ten voucher ważny do końca roku to mogę gdzieś się wybrać nawet później...]
- Nie wiem... nie znam stanów - przyznał szczerze Ryu. - Zdaję się na ciebie - zachichotał.
- Uhm po prostu się denerwuję to chyba normalne prawdaa? - uśmiechnął się lekko wtulając się w jego ramię. - Długo będziemy lecieć? - zapytałgo zaraz.
- Baaardzo - zapewnił go wesoło. - Byłeś niezwyciężony a teraz jesteś zmęczony - ucałował go w policzek. - Kocham cię.
- Jak wygląda ta twoja klasa samolotu? - zapytał go Tomo. - Można się położyć czy coś? Będzie można film obejrzeć? - zapytał go cicho, a Yuya pobiegł do sklepu po picie.
- Niech sobie patrzą na szczęście mojego championa - poczochrał go po włosach odstawiając go na ziemię i biorąc za rękę. Podprowadził go do reszty przyjaciół chcących mu pogratulować.
- Uhm ale będziesz mi musiał pomóc w środku. Wiesz że ja nigdy nie latałem w takich luksusach - dodał cicho, przymykając na moment oczy, kiedy Yuya wrócił z butelką picia i swoją ulubioną mangą.
- Tatuś zobacz. Nowy tom wyszedł - uśmiechnął się szeroko.
- Nie trzeba - potrząsnął przecząco głową Kazuo. - Mamy inne plany - wyjaśnił mu z uśmiechem i usiadł na ławce czekając na Kazuo.
[Bo go lubie bardziej :P Nie zauważyłem że ją włączyłem... miałem wcześniej na niego plan ale gdzieś uciekł]
Yuya ostrożnie złapał Tomo za rękę kiedy wchodzili do samolotu i pozwolili się prowadzić Takano. Tomo odszukał ich miejsca. W tej klasie było niesamowicie dużo miejsca.
- I pójdziemy wszędzie gdzie tylko będziemy chcieli, co nie? - upewnił się jedząc kiełbaskę ze smakiem. - Mhm wyszła pyszna - upił łyk winka. - Martwię się, że nie sprostam wyzwaniom na no wiesz... na stażu - szepnął.
- To będzie najlepszy rok naszego życia - uśmiechnął się do niego szeroko, po czym nie mogąc się powstrzymać ucałował go mocno.
- Dobrze, że przynajmniej tyle wiesz - wyszczerzył się do niego szeroko, po czym wziął sobie jeszcze jedną kiełbaskę i przytulił się mocno do Juna. - Nie będziesz tęsknił za tą pracą?
- ALe pozwoliłbyś mi lecieć, gdybyś ze mną nie miał lecieć? - zapytał go szeptem chłopak okrywając się trochę kocem bo robiło się zimno.
- Pewnie byłoby mi smutno, ale pozwoliłbym bo nie chciałbym żebyś tracił taką szanse - przyznał spokojnie ciesząc się że ma te męskie ramiona wokół siebie.
[A co Ci się myli kochana? Pomóc w czymś?]
- Mou... no trochę tak, ale schudnę na praktykach. Gwarantuję - dmuchnął sobie w grzywkę i usiadł mu wesoło na kolanach przodem do niego. - Kochanie? - objął go ramionami za szyję uśmiechając się szeroko. - A... wykąpiesz się dziś ze mną w wannie? - zapytał z czerwonymi ze wstydu polikami.
- Ale nic nie zrobisz poza kąpielą prawda? - upewnił się cichutko. Po prostu potrzebował naprawdę dużo czasu niestety i czuł że powoli robi krok w przód, ale nie chciał niechcący się wycofać. Wtulił się w jego ramiona mocniej uśmiechając się szeroko.
[Już nie pamiętam jak to było się rekrutować... x) Ale jestem pewna, że dasz sobie radę. To w gruncie rzeczy nie jest takie trudne :)]
- Uhm dobrze - Ryu schował twarz w jego pierś na moment tylko napawając się jego obecnością i jego zapachem. - Dziękuję... że tak długo czekasz i przepraszam, że tyle mi to zajmuje. Tak strasznie się jeszcze boję... czuję do siebie obrzydzenie - przyznał mu szeptem. - Wiem, że nie powinienem, wiem... ale to silniejsze - wymamrotał.
[Dasz radę! Wiem że tak będzie, a potem uznasz że twój strach był bezpodstawny bo sesja cię dobije :P]
[Wiem wiem, ale to masz jak w banku :D]
Ryu skinął lekko głową nie odsuwając się od Juna ani na moment. Był mu wdzięczny, za wszystko. Za to, że ten na niego czekał i do niczego nie zmuszał tym bardziej. Łatwiej mu było wówczas się nieco przełamać.
- Zjesz ze mną karkówkę na pół? - zapytał go zaraz. - I potem jeszcze jedną? Tj później... jak będzie ciemniej i gwiazdy będziemy obserwować.
- Wiem - odparł wesoło Ryu schodząc mu z kolan i zajmując się sokiem. Sobie nalał jeszcze trochę winka. Czasami mógł sobie pozwolić na odrobinę alkoholu. - Ja ciebie też kocham - dodał, opierając się wygodniej o ścianę. - Ne, Tomo-senpai się boi ślubu? Rozmawiałeś z nim o tym?
- Ciekawe jak będzie wyglądał mój ślub - zastanowił się na głos Ryu. - No bo przecież nie będę sobie swoim fotografem - mruknął po chwili odbierając talerzyk i smakując karkówki. Pokiwał z uznaniem głową. Dobrze wypieczona i świetnie przyprawiona. - No i nie chciałbym jakiegoś wielkiego czy cuś...
- Może... - chłopak poczerwieniał mocno na twarzy. - Nie wiem jeszcze... tak tylko się zastanawiam. Ale jest za wcześnie. Ja... nie chcę jeszcze - zacisnął wargi w cienką linię. - Uhm za rok, dwa... jak skończę studia? - zaproponował cicho.
- Ale to takie samolubne z mojej strony - wymamrotał chowając twarz w jego piersi. - Nie chcę żebyś cierpiał przeze mnie - dodał szeptem. - Ne... Jun-chan? A kupimy sobie lunetę? Chciałbym z tobą pooglądać gwiazdy kiedyś...
- Ale ja się dokładam - pogroził mu palcem przed nosem i zaraz znów mocno się w niego wtulił. - Chciałbym żeby ta chwila trwała wiecznie...
Chłopak uśmiechnął się w odpowiedzi i ukroił mu kawałek karkówki, by wsunąć mu go do ust.
- Mogę twoją bluzą się poczęstować? - zapytał zaraz spoglądając na leżącą na krześle bluzę. Zrobiło mu się nieco chłodno.
- Troszkę chłodno, a w twojej bluzie zawsze mi cieplej - zapewnił go mocno się do niego wyszczerzając i dopiero chwilę później wsuwając na siebie jego bluzę. Zaraz to też odebrał swój talerzyk i ukroił mu kolejny kawałek mięska.
- Nie zawstydzaj mnie tak - poprosił go w odpowiedzi Ryu, jedząc swoją karkówkę i popijając ją winkiem. - Już wystarczająco się wstydzę - uśmiechnął się lekko.
- Ale twoje słowa mnie zawstydzają... nie wiem czemu... jestem dziwny chyba - wymamrotał nakładając sobie ejszcze szałatki owocowej.
[Uwaga... lecę do tej Anglii... i uwaga druga... przez niemcy o_O]
- Ale się wstydzę - wybełkotał klepiąc się po policzkach mocno. - No i nic na to nie poradzę.
[No jadę :) Ale juz za 3 tygodnie... xD]
- Uhm no bo mnie onieśmielasz często - Ryu wtulił się w niego ze wszystkich sił. - Kocham cię, wiesz? - uśmiechnął się całkiem już czerwony.
[No to dobrze :D i nie było tak źle, co nie? :)]
- Noszę, bo jest mój i strasznie go lubię - odparł szczerze Ryu spoglądając na swój nieśmiertelnik z delikatnym uśmiechem. - Uwielbiam go - dodał jeszcze odkładając talerz na bok. Miał dość jedzenia.
Ryu podał mu swój talerz, teraz kładąc się z głową na jego udach.
- Nie dałem rady. Za dużo w brzuchu już się mieli - usprawiedliwił się spoglądając w ciemne już neibo. Gwiazdy wesoło do niego migotały, a szum oceanu tylko uspokajał. - Chciałbym z tobą być do końca życia.
- Tamta randka była straszna - pstryknął go w nosek chłopak. - Ja byłem okropny tam - roześmiał się serdecznie.
- No bo to wszystko jest nie tak. Jesteś moim pierwszym w miłości i wszystkim co z nią związane - wyjaśnił cicho, chowając oczy za ręką. - A ja jestem tylko okropnie niedoświadczony żuczkiem!
- Oj jestem, przy tobie jestem baaardzo niedoświadczony. Wkurza mnie ta cała sytuacja - przyznał mu szczerze. - Wolałbym zakochać się w tobie po czymś innym.
- Ale to nie ze mną całowałeś się po raz pierwszy, nie mnie trzymałeś w objęciach po raz pierwszy... - naburmuszył się nieco. - Twoja pierwsza randka też nie była ze mną - spojrzał gdzieś w bok. - Smutno mi.
- Uhm cieszę się - uśmiechnął się do niego szczerze, mocno się w niego wtulając i przymykając na trochę oczka. - Strasznie mocno cię kocham i nie chcę być z nikim innym!
- Liczą się... bo jak przyjdą i mi ciebie zabiorą? Hm? Będę wtedy baaardzo smutny - zapewnił go szeptem.
- Jest piękny - zgodził się z nim chłopak, wtulając się w niego nieco mocniej. Chwilę siedzieli w ciszy obserwując gwiazdy i księżyc, zanim Ryu przeciągnął się mocno siadając. - Czas chyba się zbierać. Jutro mam być w sklepie o 5 nad ranem. Będę pomagać w rozładunku - oznajmił wesoło.
- Tak jest, nie będzie przemęczania się - wyszczerzył się do niego, pomagając mu zbierać naczynia i zanosząc je do zmywarki.
- Aktualna, aktualna... ale będziesz uważał prawda? - szepnął w odpowiedzi trochę mniej pewnie Ryu. - Bo ja się jeszcze naprawdę boję... ale chcę to zrobić.
- Dobrze - chłopak skinął powoli głową i pierwszy poszedł do łazienki, żeby przygotować kąpiel.
- Ja mogę zrobić pranie. Będę od ciebie szybciej - zauważył cicho Ryu, również ściągając t-shirt i wrzucając go do kosza na pranie. Chciał pomagać i w domu. Gotował, często sprzątał. Nie chciał, by Jun myślał o nim jak o leniwcu.
- Taki układ mi odpowiada - oznajmił wesoło Ryu, rozbierając się już zupełnie i z lekko różowymi polikami wchodząc do wanny. - To ja zrobię obiadek jak wrócę - obiecał mu wesoło. - Co byś chciał zjeść?
- Zrobię i zakupy też zrobię jak będę wracał do domu - uśmiechnął się nieco. - Jun-chan? A odkurzysz mieszkanie? - zapytał go zaraz przymykając nieco oczy. Miał wrażenie że musi mówić bo inaczej chyba padnie z przerażenia.
- Chyba na dworze. Jest ładna pogoda i będą miały potem ładny zapach - odparł zaraz Ryu, trochę blednąc na twarzy. - Ne... mogę... mogę się trochę przytulić? - zapytał go zbierając całą swoją odwagę.
Ryu uśmiechnął się lekko i powoli przekręcił się tak by móc przytulić się nieco do Juna. Jego serce biło jak szalone a on sam czuł, że posiada gęsią skórkę. Cóż... wiedział, że łatwo nie będzie ale cieszył się, że nie panikował za bardzo.
- Dużo jutro masz pracy? - zagadnął go cicho, zamykając oczy i starając się wsłuchać w serducho Juna.
- To dobrze, lubię jak przychodzisz szybko... bo możemy wtedy pojechać razem do miasta albo pospacerować na plaży - uśmiechnął się do niego mocno.
- Cieszę się - ucałował go nieśmiało w usta. - Nie mówiłem ci, że dla ciebie szukam bo bałem się, że jedno z nas dostanie na tak a drugie na nie... więc nie było sensu robić nadziei niepotrzebnie - wzruszył ramionami.
- Nie ma za co - uśmiechnął się do niego jeszcze szerzej Ryu. - Będę chodził na ten sam uniwersytet co w nim pracujesz - dodał zaraz nie mogąc się powstrzymać. - Tylko na inny wydział, ale to nic - uśmiechnął się lekko. - Nie musimy wszędzie być razem.
- Pewnie tak, ale to nic. Będę cię miał na oku i jak kogoś będziesz podrywać to się obrażę - pokazał mu język śmiejąc się pod nosem po czym zabrał się już za mycie.
- Ja nie umiem podrywać - zaśmiał się szczerze, nakładając szampon na głowę. - A jak mnie podrywają to mówię, nie dzięki - zachichotał. Zmył szampon i wstał by wyjść z wanny. Wytarł się szybko i ubrał dres, po czym zaczął myć zęby spoglądając na Juna. - Kocham cię strasznie mocno.
- No właśnie nie wiem. Chyba lubią naiwniaków - wzruszył ramionami i pokazał mu język kończąc mycie zębów. - Położę się już, ok? Jestem nieco zmęczony.
- Uhm będę się starał co jakiś czas... ale nie zawsze, kąpać się z tobą... - szepnął Ryu. - Może z czasem lepiej będzie - uśmiechnął się krzywo, po czym już poszedł do łóżka i zanim Jun do niego dołączył, spał.
Ryu obuził się wcześnie rano i nie budząc Juna poszedł do kuchni. Zrobił dla niego szybkie bento i biorąc sobie trochę jedzonka poszedł do pracy. Czuł się nieco słabo, ale zignorował to na początku. To był jego błąd. Koło godziny dziesiątej miał już pokaźną gorączkę i ledwie trzymał się na nogach, a o 13 stwierdził, że sam do domu nie dojdzie. Usiadł przed sklepem (wcześniej robiąc zakupy na obiad i kolację) i wystukał smsa do Juna.
"O której kończysz? Przyjechałbyś po mnie?"
"Nic, tylko źle się czuję. Przyjedź proszę" odpisał tylko, chowając telefon do kieszeni i zamykając oczy. Czuł zimne dreszcze przechodzące przez całe jego ciało i fale gorąca. Mdliło go również i wolał nie otwierać oczu by nie widzieć potrójnie.
- Nie... to nic - powtórzył tylko chłopak nawet nie otwierając oczu kiedy wtulał się w Juna ze wszystkich swoich sił. - To tylko temperatura... przejdzie - starał się zabrzmieć optymistycznie. - Nie dałbym rady... dojść do domu - przyznał mu cicho.
- Oni zawsze mnie zatrzymują... nie chcę tam jechać - jęknął przeciągle, ale czuł się tak fatalnie, że więcej mu nie protestował. Skulił się tylko na tylnich siedzeniach starając się nieco zasnąć.
Lekarz, który go badał stwierdził paskudną grypę. Zapisał silny antybiotyk, który miał nie kolidować z resztą leków i zalecił cały tydzień wylegiwania się w łóżku. Dodał też, że gdyby nie przeszło to będzie trzeba postawić na szpital. Ryu nie do końca tego wszystkiego słuchał. Był ledwo przytomny i nieco zły na Juna.
Ryu już mu nie odpowiedział. Zatonął w swoich snach na jawie. Nieco chorych i nienaturalnych snach. Krzyknął dopiero gdzieś w okolicach Yukan, siadając nagle na siedzeniach i całkowicie dygocząc.
- Jun-chan? Jun? - zapytał szukając go i sięgając dłonią do przodu. Kiedy napotkał jego ramię odetchnął głęboko starając się bezskutecznie uspokoić.
- Bardzo zły... on tu nadal jest - wyjaśnił mu z lekkim obłędem w oczach Ryu, cały czas trzymając go za ramię. Nie chciał puścić swojego jedynego pomostu z realnością.
- Nie odchodź - poprosił go całkiem szeptem, drżąc nieco i chcąc już tylko wrócić całkiem do teraźniejszości. - Przytul proszę...
Ryu wcisnął się w jego pierś i chwilę walczył ze swoimi koszmarami, zanim nieco się uspokoił. Wracał do rzeczywistości. Wiedział już, że nikogo innego tu nie ma. Nabrał kilka głębokich oddechów, cały czas wtulając się w Juna.
- Już lepiej - wyjaśnił szeptem Ryu zgrzytając nieco zębami. - Zimno mi strasznie - poczuł zdradliwe łzy. - Chcę do łóżka...
- A Kiara może ze mną w łóżeczku pospać? - zapytał go szeptem, bo przecież zawsze z nią spał, gdy coś było nie tak. Uwielbiał to nawet i nie chciał rezygnować.
- Dobrze - chłopak już w niczym nie protestował. Był zwyczajnie wykończony tą całą temperaturą, która chciała go zamęczyć. Pozwolił Junowi na wszystko, a kiedy już był w łóżeczku, tuląc się do swojego psiaka, poczuł odrobinę ciepła.
- A mogę nie jeść? Nie mam ochoty - wyznał mu Ryu upijając powoli łyk herbatki i opierając się nieco mocniej o jego ramię. - Wolałbym już pójść spać...
- A nie mogę za parę godzin? - zapytał go zaraz szeptem, nie bardzo chcąc teraz jeść. Wypił jeszcze trochę herbaty i oddał mu kubek, kładąc się znów do Kiary.
Ryu zjadł 1/3 miseczki owsianki bardzo niechętnie, po czym padł na łóżko, oddychając ciężko.
- Niedobrze mi - oznajmił cicho, czując jak żołądek mu wariuje. Zamknął oczy starając się o tym nie myśleć.
Chłopak przysnął dość spokojnie tym razem i pospał tak aż do późnej nocy, zanim to obudził się czując zimny okład na głowie. Jun spał na siedząco w fotelu, najwyraźniej zmieniając mu okłady na czole co jakiś czas. Chciał usiąść ale Kiara mu na to nie pozwoliła.
- Chcę - chłopak znów spróbował podciągnąć się do siadu i westchnął cicho. - Czemu nie śpisz ze mną?
- To ja się posunę - szepnął chłopak wypijając od razu całą wodę i posuwając się na łóżku. Kiara również to zrobiła, po czym zeskoczyła i ułożyła się przy wyrku. Zrozumiała o co chodzi. - Teraz ze mną pośpisz? - zapytał go z nadzieją, nie chcąc tak bez Juna. - Ale nie zarazisz się?
- Kocham cię - odparł chłopak zasypiając nieco wtulony w Juna i budząc się dopiero rano z nieco mniejszą temperaturą. Usiadł na łóżku i przeciągnął się nieco, po czym wyszedł i podreptał do łazienki. - Jun-chan? Mogę poleżeć na kanapie w salonie?
Prześlij komentarz