Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4401 – 4600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»- A co? Mam się narażać na gniew brata? Poradzisz sobie. W ostateczności zadzwonisz do Tomo i zamówisz te bułeczki - roześmiał się lekko. - Naprawdę? No proszę... to dobrze.
- Mhm no to zobaczymy który z was jest silniejszy - puścił do niego oczko.
- Nie, ale będę z przyjemnością was obserwowal - zachichotał krojąc składniki na sałatkę i wstawiając wodę na herbatę.
- Przykro mi - wyszczerzył się, dając do zrozumienia, że wcale mu przykro nie jest. - Postaw na stół michę - podał mu pełną michę sałatki.
- Nie dam ci powodu - pokazał mu język chichocząc wciąz pod nosem i powoli przynosząc herbaty. Zrobił ich jak dla armii. Hikaru się do nich dołączył pomagając tu i ówdzie.
- Ne, Ryu-chan - Hikaru zagadał do brata, przynosząc mu sałatkę i tosta na kanapę. - Pojedziesz jutro ze mną do supermarketu? Chcę dokupić parę biurowych rzeczy i zrobimy jakiś super obiad - zaproponował.
- Pewnie, ale po drodze wstąpimy do piekarni - zdecydował z uśmiechem, uznając że sam zapyta Tomo, skoro na Juna liczyć nie można.
- No to mi powie nie - odparł spokojnie chłopak jedząc sałatkę. - A my wpadniemy na kawę - dodał jeszcze. - Zresztą to już nie twoje zmartwienie.
- Jesteście siebie warci - odparował na to Kei. - Ryu, słuchaj... z Keiichiro jest źle - powiedział mu prosto z mostu. - Odwiedź go jak będziesz w szpitalu, dobra?
- Uhm w porządku - skinął głową chłopak, czując że Kei by mu tego nie mówił, gdyby tak nie było.
[będzie xD nie zamierzam maltretować Kokusia xD]
- Uhm będzie - zgodził się nieco niepewnie Kei. Ryu skinął lekko głową przyjmując to do wiadomości.
- Jedno ciało... podcięte gardło - skrzywił się. - Paskudnie wygląda - pokazał mu zdjęcia.
- Przepraszam - mruknął cicho. Następnym razem nie zrobi tego przy stole. - Czyli mogę potwierdzić? Bo powiedziałem, że muszę zapytać naszego specjalisty czy damy radę - dodał spokojnie.
- To co? Na rano je weźmiesz? 9? Pasuje? - dopytał jeszcze wykręcając numer interesanta.
- Okay - Hikaru uniósł kciuk do góry i wyszedł z pokoju by załatwić sprawę, po czym wrócił i znów usiadł obok Ryu rozmawiając z nim wesoło o pierdołach.
- Wezmę Kiarę i pójdę z nią na spacer - zdecydował nagle Ryu siadając na wózku i wołając psinkę do siebie.
Yuto pobiegł z Ryu uznając to za dobrą okazję na krótki spacer.
Ryu z Yuto poszli spać dopiero późnym wieczorem, wcześniej jeszcze wesoło rozmawiając o głupotach. CHłopak obudził się przed 8 rano i od razu wskoczył na wózek. Korzystając z pomocy Keia został sprowadzony na dół i pomógł siostrze ze śniadaniem.
Ryu nawet się z nim nie przywitał. Tylko postawił mu przed nosem herbatę.
- Co dzisiaj robisz? - zapytał siostry.
- Idę do banku, zapłacić rachunki - odparła spokojnie spoglądając z zaskoczeniem na Juna.
- Hej... - odparła teraz kompletnie zbita z tropu. - Pożarliście się?
- Skądże znowu - burknął Ryu, jedząc swój kawałek chleba. - Nic się nie stało jak zwykle.
- Nie o to... tylko o to że truję ci o tym już od świąt i nawet go nie zapytałeś. Może robił swojej rodzinie takie bułeczki. Mógłby ci pewnie odłożyć jedną - zauważył spokojnie. - Tak czy inaczej nie zrobiłeś, nie gadamy ze sobą - stwierdził po prostu wracając do swoich zajęć.
[dostałam komcia nie do mnie :)]
- Ciężki z niego przypadek - skwitowała dziewczyna, widząc jak brat szykuje sie do wyjścia na spacer z psiną.
Ryu wrócił do domu po dobrych 4 godzinach z bułeczką z czekoladą w ręku i smakołykami dla Kiary. Wjechał do biura by pomóc trochę Hikaru. Jego brat wyznaczył mu zadanie uporządkowania papierów. Nie było ich wiele, ale nazbierało się z 4 dni.
- Jun-nii! - Yuto wskoczył mu na brzuszek i przytulił się do niego mocno. - Pójdziemy na spacer?
- Dobrze - zgodził się chłopiec schodząc z niego żeby mu nie przeszkadzać i idąc do biura popatrzeć na pracę.
- Jun-chan - Yuto wrócił po godzince i delikatnie nim potrząsnął. - RYu-chan pyta co chcesz na obiad? I pójdziemy?
- Będzie ramen! Jupi! - ucieszył się Yuto biegnąc to wszystko przekazać Ryu.
[ech przepraszam za takie długie nieobecności moje...]
Ryu czuł się wreszcie zdecydowanie lepiej. Mieszkał w domu rodzinnym z całą resztą. Pracował z bratem i powoli zapominał o tym że ma studia do skończenia. Teraz zeskoczył z ostatniego schodka i wręczył Junowi parę czekoladek, siadając tuż obok niego na stołku.
- A mogę spróbować zaszyć? - zapytał patrząc na jego pracę.
[To ucz się ucz :D Ja wychodzę z psiakiem o 18]
- Na jutro nie mam - odparł zgodnie z prawdą, zakładając maseczkę posłusznie. Nachylił się wówczas mocniej nad ciałem, by zerknąć na jego pracę. - A nauczysz mnie tak szyć? - zapytał go zaraz.
- Żebym mógł cię zaszyć jakby nie było jak wezwać karetki - odparł spokojnie unosząc wzrok, by na niego spojrzeć. - No proszę, proszę... naucz mnie - poprosił odsuwając się troszkę i siadając na krzesełku.
- Ale ja bym chciał się nauczyć - odparł zgodnie z prawdą wywracając tylko oczyma na ten jego przytyk. - Inaczej sam się będę uczył - dodał po chwili z lekkim uśmiechem.
- Ale mi się podoba jak to wygląda i też chce to umieć - uśmiechnął się szeroko. - Bardzo lubię cię oglądać i chciałbym też tak umieć.
- Ale ja cię chętnie nauczę robienia zdjęć - odparł cicho Ryu robiąc smutną minę, której nie było widać poprzez maskę. - Ja też chcę się nauczyć czegoś twojego. Szycia... przecież nie proszę o rekonstrukcję i inne bardziej złożone bajery...
- Bo chciałbym się do ciebie bardziej zbliżyć... - odparł zaciskając lekko zęby. - Poznać cię bliżej...
- Potrzebna bo chcę poznać cię tak całkowicie, robiąc to co ty... szukając tego co cię w tym fascynuje - oznajmił spokojnie. - Tomo-senpaia nauczyłeś, a mnie nie chcesz - wymamrotał niezadowolony. - Pójdę.
- Okay, to ja zmieniam studia. Wtedy mnie nauczysz? - zapytał zazdrosny trochę o Tomo. - To od dzisiaj zaczynam się uczyć żeby zmienić studia - stwierdził wstając. - Nie wiem Jun-chan... nie wiem co grają.
Ryu od razu się rozchmurzył posłusznie zakładając ochronne ciuchy i rękawiczki. Stanął tuż obok niego, gotowy do nauki.
- A ty jaki film lubisz? - zapytał przyglądając się z bliska jak szyje.
- Ale będziesz mnie nadzorował? - upewnił się przymierzając się do szycia i powoli wbijając lekko igłę pod skórę. Szył uważnie i powoli, a kiedy do szedł do końca oddał igłę Junowi. - Nie wiem jak skończyć...
- Kiepsko mi poszło? - zapytał go oddając mu igłę i przstając z drugiej strony ciała.
- No dobrze - chłopak został z nim do końca po czym poszedł do góry na obiadek. [zapomniałam że on byl na wózku o_0... dobra w dupie... xD odzyskał czucie]
[dupa... xD kiedyś go na ten wózek wrzuce xD a Juna na śpiączkę :P jakiś wypadek samochodowy :P]
Ryu pomógł siostrze rozkładać porcje obiadu. ego dnia mieli tylko ziemniaki szturane z jajkiem.
[Już doczekać się nie mogę xD Ale i tak go na ten wózek wrzucę kiedyś :P]
- Smacznego - odpowiedział mu Yuto jedząc sobie spokojnie dalej. Ryu zjadł połowę swojej porcji i wypił dwie szklanki wody.
- Pójdę z Kiarą na spacer.
- Możemy cię odprowadzić? - zapytał go zaraz Ryu, biorąc Kiarę na smycz.
- Nie chcę mieszkać u ciebie... tu jest mój dom - odparł uparcie czekając już na niego przy wyjściu.
- Ja nie chcę... nie krzycz na mnie za to - odparł cicho. - Ja jeszcze tego nie czuję...
- A ja też mogę powiedzieć co czuję? - zapytał go wsuwając dłonie w kieszenie, kiedy spuścił Kiarę ze smyczy. - Więc powiem - mruknął. - To mieszkanie jest twoje. Jesteś moim facetem, nie narzeczonym czy mężem. Normalne pary spotykają się raz na jakiś czas mieszkając osobno. Chodzą na randki, razem spędzają czas, czasem u siebie nocują. Tyle. Ja mam dopiero 18 lat, niedługo 19... i nie będę mieszkał z moim facetem jeszcze. A już zwłaszcza nie kiedy nie zarabiam. Nie będę twoim utrzymankiem - oznajmił w miarę spokojnie.
- Nie, więc może wreszcie czas zacząć zachowywać się jak normalna para, co? - burknął nieco. - Ty może nie, ale ja czuję się tak cały czas - dodał jeszcze.
[Wrzucaj xD spełnie marzenie wózka xD]
- Sam fakt, że nie dokładam się do mieszkania oznacza że traktujesz mnie w najlepszym wypadku jak dziecko, w najgorszym jak utrzymanka. Wybacz Jun, ty może i masz trochę pieniędzy... ale nie lubię jak je trwonisz na jakieś tam moje przyjemności - wymamrotał. - W końcu jestem facetem, a nie kobietą. Nie lubię jak się ciągle za mnie płaci.
[Ej no... umierasz? Nieeeee xD To ja miałam wylądować pod autem xD I co z kinem...?]
Ryu przez dłuższą chwilę siedział oszołomiony na trawie. Dzwoniło mu w uszach i nie mógł złapać oddechu. Wszystko to dlatego że patrzył teraz na leżącego w bezruchu Juna i znikający za rogiem samochód. Nie zdołał zapamiętać tablic rejestracyjnych. Całkiem się trzęsąc podszedł powoli do mężczyzny potrząsając nim lekko.
- Ne... Jun-chan? Ocknij się - poprosił go, potrząsając nim jeszcze raz i jeszcze raz. - Jun-chan! - krzyknął na niego. - Jak się nie obudzisz... to ja... - przytulił go do siebie przykładając czoło do czoła poszkodowanego. Kiara szczeknęła kilka razy łapiąc go za nogawkę. - Ja.. nie wiem... - chłopak próbował sobie przypomnieć coś o pierwszej pomocy. Odszukał w kieszeni koszuli telefon Juna. Całkowicie zniszczony. Zagryzł zęby mocno, przeklinając samego siebie. Nie wziął telefonu z domu. Rozejrzał się po okolicy i kazał Kiarze zostać z Junem, a sam popędził do najbliższego sklepu. Piekarni. Tam też szybko opowiedział co się stało. Tomo zareagował dość przytomnie. Zadzwonił po karetkę, po swoją mamę a sam poszedł z Ryu na miejsce wypadku, sadzając chłopaka na ziemi i udzielając Junowi pierwszej pomocy. Szczęśliwie oddychał.
Ryu z nim nie pojechał. Nie potrafił tego zrobić. Wrócił po tym wszystkim do domu i zaszył się w swoim pokoju. Nie zamierzał z niego wychodzić choćby się paliło.
***
To Kei był tym którego Jun zobaczył jako pierwszego gdy otworzył oczy w szpitalu.
- Yo - przywitał się z nim. - Stary, wiesz jakie straty porobiłeś zakładowi? - zapytał go prosto z mostu zręcznie omijając temat wypadku. - Wolnego nie dostaniesz do końca życia - pstryknął go w nos. - Jest kwiecień.
- Leż - Kei popchnął go na łóżko i przysunął sobie mocniej krzesło do jego łóżka. - Jest 21 kwietnia - oznajmił pokazując mu kalendarz. - Trochę sobie pospałeś - wyjaśnił wzdychając lekko. - Ryu czuje się dobrze - dodał zaraz. - Nic mu się nie stało... - mruknął zaraz. - Tylko... jakoś tak... nie chce tu przyjechać.
- Trząsnął i to porządnie - fuknął na niego Kei. - Nieostrożny głupiec - westchnął masując sobie skronie. - Dobrze, że twój przyjaciel umie udzielać pierwszej pomocy, bo Ryu spanikował... myślę że właśnie dlatego go tu nie ma. Nie możemy go wyciągnąć z pokoju od tamtego czasu - zgrzytnął zębami. - Ale nie martw się tym, zmuszę go.
- Ty już mojego brata mi pozostaw - odparł spokojnie Kei. - Nie będę go szantażował - dodał zaraz. - Śpij, pójdę po lekarza.
Ryu przyszedł do niego dopiero po tygodniu od jego przebudzenia... a właściwie został zmuszony do tego przez Keia. Usiadł jednak daleko od łóżka Juna nie chcąc w ogóle się odzywać. Ze spuszczoną głową i rękoma zaciśniętymi w pięści.
Chłopak potrząsnął przecząco głową.
- Ja nie chcę rozmawiać - wychrypiał, nieco zmęczonym głosem. Cieszył się, że Jun czuje się już lepiej ale jakoś tej radości nie potrafił przekazać.
- Chociaż raz - parsknął pod nosem, na jego słowa o kłótniach. - Yhm, a szkoda - dodał zaraz, bo przecież to jego wina, że Jun jest w takiej sytuacji a nie innej. - Ja już chyba pójdę - dodał zaraz jeszcze ciszej.
Ryu podszedł do niego, dał mu buziaka w policzek i wyszedł z sali brzydząc się sobą całkowicie.
- Po co mnie tu wziąłeś? - zapytał brata z wyrzutem.
- Żebyś zobaczył, że nic się nie stało. To nie była twoja wina - odparł chłodno Kei.
- No świetnie, zobaczyłem. Możemy wracać? - burknął całkowicie dygocząc.
- Nie - westchnął ciężko mężczyzna, łapiąc go w ramiona. - Zrozum Ryu że nikt cię nie oskarża, a ty powinieneś tu teraz być... przecież go kochasz.
- I dlatego trzymam się od niego z daleko. Nie ma mnie, nie ma wariackich czynów, nie ma niebezpieczeństwa - warknął na brata, wyswobadzając się z jego objęć i odchodząc szybkim krokiem. - Wracam do Yukan, pojade autobusem. Nie kłopocz się.
- Heh widzisz... zareagował po swojemu - odparł z uśmiechem Kei. - Chcę go do psychologa zapisać, bo dzisiaj był pierwszy dzień kiedy wyszedł z domu... - wyznał spokojnie.
- Jutro ci go załatwię - odparł cicho Kei. Kompletnie wyleciało mu to z głowy. Znaczy rozumiał Juna, ale wiedział też co myśli jego brat. Dla niego szpital był drugim domem więc uznawał że to najlepsze miejsce gdzie może być Jun w tej chwili.
- Ja wiem... ale widziałeś co było jak go zmusiłem - rzucił cicho, siadając obok niego. - Nic nie było. Ciebie to zasmuciło, a on się wkurzył i teraz pewnie już nawet go podstępem z pokoju nie wykurzę.
- Ocalała, ale Ryu ją ma - odparł wzdychając cicho. - Cały twój telefon. Trzyma pod poduszką.
- Poproszę - zgodził się cicho, po czym wstał. - Okay... przyjdę do ciebie jutro. Ładnie się tu sprawój. Tomohisa mówił, że wpadnie do ciebie jakoś po południu. Odbiera syna ze szkoły i przyjdą przy okazji.
Ryu przyszedł do niego pod koniec tygodnia. Wyglądał koszmarnie, a wszystko przez to że nie spał od momentu wypadku. Co najwyżej parę minut dziennie. Bez słowa podał mu nowy telefon siadając przy oknie.
- Nie - chłopak potrząsnął przecząco głową, spoglądając na niego. - Ty źle wyglądasz, mnie nic nie jest.
- To dobrze. Nie chcę żebyś mnie bronił - oznajmił cicho. - Idź do łóżka - wymamrotał.
Ryu pokręcił przecząco głową.
- To nie tak. Inna sytuacja. Ja byłem chory, nie twoja wina. A to? To jes moja wina - fuknął na niego.
Ryu pokręcił przecząco głową, odsuwwając się nieco od niego. Poczuł łzy w oczach i szybko zamrugał.
- Nie będę bo nic nie mogę zrobić. Jesteś w dobrych rękach. Wszystkie te panie tutaj są dobrymi specjalistami... wiem bo wiem... - wymamrotał. - Nic tu po mnie... nic nie będę pomagał tylko przeszkadzał im w leczeniu ciebie.
- Nie mogę! - krzyknął na niego podprowadzając go do łóżka i blokując wózek. - Nie mogę ci w twarz spojrzeć - fuknął trzęsąc się nieco. - Nic nie mogłem zrobić... serce ci stanęło... nic nie mogłem zrobić... nei wiedziałem jak...
- Ale nie zadzwoniłem na pogotowie - zacisnął mocno pięści. - I nie zrobiłem ci rusyscytacji serca mimo że miałem teorię - zacisnął mocniej wargi.
- Nie każ mi się nie obwiniać... i tak będę to robił i to jeszcze bardziej - jęknął czując łzy na policzkach. - Mogłem ci pomóc bardziej.
- Ale pomagam. Nie ma mnie tu i nie musisz się mną zajmować. Zrozum że ja traktuję szpital inaczej niż ty - wymamrotał. - Nie lubię jak się mnie odwiedza w nim...
- Ale nie mam jak się tobą zajmować. Jesteś w dobrych rękach - burknął - A siedzenie tu ci nie pomoże - wymamrotał. - Posprzątałem ci w mieszkaniu... - dodał po chwili ciszy. - Podlałem kwiatki... i zmieniłem pościel... czeka na ciebie.
- Uhm... przyniosłem sobie futon... na parę nocy zostanę... a potem przyjdzie Tomo-senpai.
- Nie będzie. Ślub w maju dopiero - rzucił cicho. - I tam pojedziemy - przypomniał mu. - Nie brzydzę ale chcę spać na futonie.
- Nie mogę... nie lubię spać z kimś w łóżku... bo ten ktoś może dotknąć a ja nie będę gotowy... - wymamrotał. - Nie mogę okay? - odsunął się od niego i opadł swoodnie na krzesło masując sobie skronie, bo kręciło mu się mocno w głowie, pewnie od tego braku snu. - To sam mam jechać? A co z twoją mową? - wymamrotał cicho.
- Ufam ci, ale się boję - jęknął niezadowolony że się go nie rozumie. Przecież dla niego dużym krokiem było sam powrót (nawet chwilowy) do domu Juna. - Wisisz mi film - przypomniał cicho. - Nie... ja pójdę do domu już.
[Nie wiem tak mi się napisało ^^, wiesz nie wszystko jeszcze dokładnie pamięta i ma lekki mętlik w głowie, jeszcze ten wypadek i wszystko go załatwiło]
- Nie - odparł kategorycznie. - Nie jesteś w pełni sił. Masz odpoczywać, a nie... gnieść się na małym łóżku jeszcze z kimś - mruknął siadając na jego wózku i przymykając na moment oczy. - Pójdę już - stwierdził w końcu.
- Ale ja nie śpię. Nie mogę - wymamrotał siadając mu na łóżku. - I skoro nic ci nie jest to czemu niby nie masz zostać wypisany na ślub? Hm? - złapał go za słóka.
[Wracam za 30 minut pewnie... kąpiel :P]
Ryu mu nie odpowiedział. Nie pamiętał jak miał on ale raczej w to wątpił. Wspomnienia tak szybko by go nie opuściły.
- Nie umiesz śpiewać. Ciągle mi to powtarzasz - przypomniał mu cicho, odsuwaj,ąc się na sam brzeg łóżka żeby Jun miał więcej miejsca.
- Ale nie dotykaj mnie tak bardzo - jęknął znów się odsuwając, obrócił się na drugi bok i zamkknął oczy. - Za dziesięć minut wstaję. Mam autobus.
Ryu poleżał tak z nim te dziesięć minut, po czym po cichu wyślizgnął się z łóżka. Położył mu obok głowy małą sówkę. Talizmann na szybki powrót do zdrowia i wyszedł.
"Spałem godzinkę. Dzisiaj mnie nie będzie, bo już obiecałem Yuto że pomogę mu z projektem do szkoły. Śpij długo to szybciej się wykurujesz. Wyślę Keia z domową mufinką."
"Jutro dostaniesz coś innego, a Kei i tak będzie w mie ście. Na pewno wstąpi, więc czy zrobi to z mufinką czy bez to chyba nie różnica.'
Ryu odpisał mu tylko że to niespodzianka i zobaczy jutro. Nie opisał nic o uśmiechu bo uznał, że w razie wypadku uśmiechnie się może... jak się spotkają.
Ryu przysnął już z Yuto na kanapie, toteż odpisał mu Hikaru.
"Ani trochę. Daj mi już święty spokój."
- Bo jesteś okropny że chcesz go budzić tymi swoimi smsami. Weź czytaj książkę czy coś - burknął Hikaru, odbierając telefon i wychodząc z salonu.
- No to przestań takie smski wysyłać bo to jest też nie fajne - burknął przez telefon. - To jak szantaż lekki - dodał śmiejąc się pod nosem. - Dobranoc gołąbeczku.
Ryu zadzwonił do niego około 3 nad ranem. Siedział już skulony na łóżku, opatulony kołdrą.
- Jun-chan? Ja chyba umieram - wyszeptał. - Głowa mnie strasznie boli... straszliwie - wyjaśnił.
- Nie chcę go martwić - wymamrotał, kładąc się znów na podusszcze. - Nie mogę zasnąć. Wcale... chce mi się, ale ciągle się budzę - przyznał mu.
- Ale wytrzymam do rana, a Kei-chan musi się wyspać bo jutro robi przedostatnią operację Keiichiro - uśmiechnął się przez łzy. - Opowiesz mi coś?
- Co robiłeś dzisiaj.... i odwiedzisz jutro Keiichiro? On się boi operacji - wymamrotał cicho. - Tylko chwilkę opowiedz... a potem potem już idź spać - uśmiechnął się do niego.
- Uhm ale Keiichiro jest bardzo zdenerwowany i chyba słaby też. Jak byłem ostatnio to nie siadał nawet - wyjaśnił mu cicho. - Ty też nie możesz. I przepraszam że cię zmartwiłem... musisz odpoczywać. DObranoc. Śpij dobrze.
- Powiem jak nie przejdzie - obiecał cicho i zaraz się rozłączył żeby już nie denerwować Juna.
Hikaru wpadł do niego do sali około godziny 10 rano.
- Przywożę ci smaczny melon pan robiony po domowemu przez Ryu oraz rogaliki z czekoladą w środku też przez niego robione - postawił wszystko na szafce. - Ryu-chan leży na 3 piętrze w sali 203. W tej chwili śpi. To tak jakbyś tęsknił.
- Znaczy wyrzuciłem je, ale te które miałeś umówione wcześniej... Tomohisa je zrobił. Dałem mu część twojej wypłaty... Tylko te w miarę bezpieczne do zdrowia. Przysięgam - położył palce na piersi.
- Nie spiesz się - odparł spokojnie. - Masz się najpierw wykurować i jak zobaczysz Kei-chana po wykonanej operacji to zmuś go do odpoczynku - zażądał. - Liczę na ciebie.
- Okay, to ja teraz lecę. Muszę załatwić parę rzeczy ale wpadnę jeszcze po południu - dodał z uśmiechem kiwając mu i wychodząc.
Kei skinął tylko głową.
- Pójdę tylko zerknąć do Ryu. Słyszałem że się wykończył. Jest na wycieńczeniu organizmu, pod kroplówką i dostał tabletki nasenne - westchnął cicho, zaczynając pchać wózek Juna w odpowiednią stronę.
Ryu leżał w sali z jeszcze dwoma młodymi chłopakami. Spał będąc pod wpływem leków. Kei podprowadził Juna pod jego łóżko i uśmiechnął się lekko.
- Chyba nie ma co tu siedzieć. Lek jeszcze trochę podziała.
Kei zgodził się z nim tylko i wziął jego wózek do jego sali.
- Ty też powinieneś odpoczywać - rzucił mu siadając obok niego. - Ja położę się za chwilę w gabinecie... Wiedziałeś że masz darmowe leczenie tutaj? W ogóle nie płacisz. Jakieś specjalne traktowanie masz.
- No dobra - zgodził się spokojnie, kładąc się na kanapie i od razu przysypiając.
Ryu przyszedł do niego już wieczorem, po kolacji. Usiadł na krześle obok niego.
- Jak się czujesz? Smakował ci melon pan?
- To dobrze - uśmiechnął się delikatnie. - Martwiłem się że mi nie wyszedł, bo to pierwszy raz jak go robiłem - przyznał szczerze.
- Nie najlepszy - odparł cicho chłopak. - Kocham cię - dodał zaraz, łapiąc go lekko za rękę.
- Uhm - Ryu skinął głową. - Głowa nadal mnie mocno boli wiesz? - szepnął cicho.
- A kiedy przestanie boleć? - zapytał go cicho, siadając mu na boku łóżka i wtulając się do niego delikatnie,
- Słyszałem, że nie można cię denerwować teraz - wymamrotał, przytulając się do niego lekko i oddychając swobodnie. - Boli cię coś jeszcze?
- Uhm to bardzo poważne - burknął na niego za bagatelizowanie sprawy. - Głupi jesteś - dodał zaraz schodząc z łóżka. - Idę do siebie. Pa.
- Idę do siebie - odparł cicho, uśmiechając się do niego. - Nie uciekam, ale mnie udusi lekarz jak mnie w łóżku nie znajdzie - uśmiechnął się.
- Dobranoc - dał mu buziaka idąc już do siebie.
Ryu gdzieś o 3 w nocy znalazł się w łazience wymiotując ze strachu. Głównie związane to było z przerażeniem oraz brakiem snu. Zaraz potem poszedł do sali Juna i usiadł na kanapie patrząc na niego tylko.l
- Ja nie chcę spać Jun-chan - chłopak poczuł łzy na policzkach i odsunął się mocniej na kanapie. - Nie chcę.
- Ale ja nie chcę spać Jun-chan - jęknął przychodząc do niego i chowając głowę w jego pierś. - Nie chcę cię takiego widzieć.
Ryu jednak mu nie zasnął. Leżał cichutko z zamkniętymi oczyma ale nie spał. A tuż przed obchodem wymknął się z powrotem do swojej sali.
- Nie spałem - przyznał mu cicho. - Ale za godzinę idę do pani psycholog. Lekarz powiedział że nie mogę ciągle na lekach być...
- A potem pojedziemy na ślub do Tomo-senpaia - uśmiechnął się szeroko, oddychając głęboko. - Nie możesz go zawieźć - dodał po chwili. - Naprawdę nie możesz...
- Ale ja nie umiem tańczyć - zmartwił się odrobinę. W końcu nigdy tego nie robił. Zamknął oczy przytulając się do Juna, ale migrena nie chciała mu przejść. - Będę beznadziejnym partnerem...
- Ale ja nie potrafię zasnąć - odparł szczerze, cały czas przytulając się do niego. - Pójdę zaraz do siebie - dodał po chwili. - Pojedziesz ze mną potem na kawę do kawiarni na dole?
- No to na cherbatę albo na sok - odparł wywracając oczyma. On po prostu nie chciał non stop leżeć w łóżku. Zamknął oczy i odetchnął głęboko ale nie zasnął. Coś go po prostu blokowało. Nie chcąc jednak robić przykrości Junowi, wyrównał swój oddech i poudawał że śpi.
- Skąd wiesz? Przecież opanowałem to do perfekcji? - zdziwił się trochę nie otwierając wciąż oczu. - Kiedy ja się staram zasnąć i nie wychodzi - wymamrotał.
Ryu westchnął cicho i wstał z jego łóżka.
- Chodź, wezmę cię na spacer na dach szpitala - zaproponował przeciągając się nieco.
- Spacer, a potem ty pójdziesz do siebie a ja do siebie i spróbuję zasnąć... lepiej nic mi nie opowiadaj, bo ja wtedy dużo pytań mam... - wymamrotał.
- Nie chcę Jun-chan. Nie mam ochoty - wymamrotał. - Masz się kurować. Nienawidzę jak się nade mną trzęsiesz kiedy jestem w szpitalu. Tutaj są ludzie którzy mnie naprawią - westchnął pchając go do windy. - Właśnie w tym się różnimy. Ty chcesz żeby się nad tobą trząść, ja nie chcę i nie rozumiemy się za diabła.
- To mnie nie rozpiesszczaj. Dla mnie szpital to nie 'zło konieczne', tylko drugi dom... czasem nawet lepiej niż dom - odparł spokojnie wyprowadzając go z windy wprost na dach szpitala. - Nie lubię jak ktoś mnie inaczej traktuje bo często ląduje w szpitalu. Jakbym był jakiś trendowaty.
- Nie czuję się pewnie w naszym związku -oznajmił mu prosto z mostu spoglądając na miasto, które z tej perspektywy wyglądało nieziemsko. - Nie wiem... mam wrażenie że wszystko mi się miesza i nie potrafię się wyluzować i przyjąć że tak było a nie inaczej - podrapał się nieco po głowie. - Staram się, ale... chyba będzie lepiej jak przystopujemy - westchnął nie odwracając się bo wiedział jak zawiedziony będzie teraz Jun.
- Uhm to nie tak że je straciłem. Ja nie wiem co czuję po prostu - odparł cicho. - Nie wiem - obrócił się by na niego spojrzeć. - I nie czuję się komfortowo... ani trochę. Staram się, żeby cię nie zranić, ale... nie wiem. Chyba powinniśmy... uhm powinieneś dać mi trochę czasu - wymamrotał. - Bo jak tak dalej pójdzie to raczej nic z tego nie będzie... i tylko będę cię oszukiwał.
- Uhm ja po prostu nie wiem co czuję - zacisnął mocno pięści. - Przepraszam - szepnął, po czym minął go i uciekł z dachu.
[Oj i nie wiem co teraz... muszę doprowadzić Ryu do porządku... xDDD]
Ryu nie pojawił się u niego w sali dobre dwa dni, po czym wreszcie przyszedł. Był już po dwóch rozmowach z panią psycholog, wciąż nie mogąc zasnąć.
- Pójdziesz ze mną na sok? - zapytał go spokojnie. - Ja poprowadzę wózek... słyszałem, że zaczynasz rehabilitację w przyszłym tygodniu... przyjdę ci pokibicować.
- Tylko nie za bardzo, żebyś się nie przemęczył - pogroził mu palcem przed nosem, zaraz pchając go przed sobą. - Masz jakieś ulubione danie?
- No ja tam nie wiem... może jesteś uparciuchem, który ćwiczy do upadłego - zaśmiał się szczerze pchając go aż do kawiarni. - No to zrobię ci curry jak już wyjdziesz... - zaproponował.
- Kule nie są takie złe ale wózek jest fajniejszy - zapewnił go siadając na krześle kiedy już zamówił sobie sok, a Junowi to co ten chciał.
- Bo na wózku można się szybciej poruszać niż o kulach - zauważył. - No i jak nauczysz się manewrować to świat jest twój - zapewnił go.
Ryu skinął lekko głową. W oczach mu się nieco potroiło, więc je potarł. Pamiętał też że się do niego uśmiechnął i chciał coś jeszcze powiedzieć, a potem nadeszła ciemność. To był jego limit jeśli chodzi o wytrzymałość bez snu.
Ryu przespał całe dwa dni i dopiero wtedy obudził się z lekkim krzykiem. Od razu wstał z łóżka i poszedł do sali Juna, by upewnić się że ten jeszcze żyje.
- Nienawidzę cię - oświadczył mu ze łzami w oczach. - Ciągle mi umierasz!
- Yhm... znów byłeś bez głowy - szepnął całkiem się trzęsąc. Bez słowa wszedł mu do łóżka mocno go przytulając. - Dobrze że żyjesz - schował mu się w piersi płacząc cicho.
Ryu skinął powoli głową, sprawdzając jeszcze raz czy wszystko z nim w porządku.
- Zabolało mnie - wymamrotał. - Tak mocno w piersi - przyznał mu się
- Uhm... to pójdę już - zdecydował cicho. - Przyjdziesz mnie odwiedzić potem? - zapytał go zaraz.
- Ale nie chcę - wymamrotał. - Bo ja... ja sobie coś poczytam - uśmiechnął się do niego. - A ty jesteś zmęczony. Musisz się wyspać - wyszedł mu z łóżka. - Uhm chcę.
- Okay - chłopak mu pomachał i poszedł do swojego łóżka jeszcze chwilę poczytał książkę, po czym spróbował zasnąć. O dziwo, tym razem mu wyszło.
Ryu czekał na niego przed szpitalem, żeby zawieźć go do domu.
- Pożyczyłem twój samochód - odparł z lekim uśmiechem. - Ale zanim pojedziemy do domu, wstąpimy do kawiarni na lody - dodał wesoło. - Uczcimy twój wypis.
- Trochę lepiej - odparł spokojnie. - Ale nadal mam trochę problemów. Muszę jeszcze czasem brać lek na sen - uśmiechnął się ruszając spod szpitala. - A i pracuję - dodał po krótkiej chwili.
- Pracuję w supermarkecie. Nic ambitnego - odparł spokojnie, prowadząc auto na lody.
- Jeszcze nie wiem Jun-chan - odparł spokojnie, wysiadając z auta. Otworzył Junowi drzwi, po czym wszedł tuż za nim. - Nie wiem - dodał nieco mocniej, po czym poszedł po menu. - Co byś chciał?
- Jun - Ryu spojrzał na niego trochę chłodniej. - Ja naprawdę nie wiem - burknął. - Ja nie wiem nawet czy jeszcze mam tę pasję do zdjęć - uśmiechnął się słabo czując łzy w oczach. - To tak jakbym stracił siebie - jęknął.
- Ale może teraz co innego będzie mnie kręciło? - odparł spokojnie idąc zamówić lody. Sobie wziął lody waniliowe z bitą śmietaną. - Jakoś nie mam ochoty teraz robić zdjęć - przyznał się. - Być może ślub Tomo-senpaia będzie ostatnią zdjęciową karierą - wzruszył ramionami.
- ALe to moja przyszłość, więc sam ją muszę znaleźć - zauważył z lekkim uśmiechem. - Wcinaj, ja stawiam - uśmiechnął się szerzej. - Hikaru się cieszy że wracasz - zaśmiał się. - A Kei na dobre przenosi się do Yukan.
- Jaki sprzęt? - zapytał go cicho, bo tego nie pamiętał. Zagryzł nieco wargę w myślach uznająć że jest beznadziejny i pewnie znów mu przykrość zrobił. - A ten - udał że sobie przypomniał. - Nie, no mój prezent to ja nim dysponuję...
[Nie będę :P Widziałaś co się stało jak zlądował w szpitalu... Ryu-chan nie jest psychicznie silny niestety... xD Jun jest biedny...]
- Uhm no więc... to mój prezent więc ja mogę go sprzedać jeśli będę chciał tak? - upewnił się tylko oblizując łyżeczkę.
- Un to sprzedam, jeśli uznam że już do fotografii nie wrócę zuupełnie... - odparł spokojnie kończąc swoje lody. - I chyba wyjadę z Keiem do Kyoto na trochę. Sądzę, że lepiej będzie jak mnie tu nie będzie. Wiesz... widzę jak cię ranię - uśmiechnął się krzywo.
- Ok - chłopak skinął tylko głową, więcej nic nie mówiąc. Bał się że znów czymś go zrani. - Ne... poszukasz sobie nowego partnera? - zapytał go nagle prosto z mostu. - Takiego, który będzie cię kochał ze wszystkimi wadami i zaletami? Sto razy lepszego ode mnie? - drążył temat, jakoś tak zapominając się gryźć w język. - Bo ja... ja ostatnio wszystkiego się boję. COkolwiek nie robię to zawsze kogoś ranię. Ja chciałbym zacząć od nowa. Z czystą kartką. Bez przeszłości... bez kogoś kto mnie znał... bo inaczej ten ktoś będzie patrzył na mnie przez pryzmat tamtego Ryu... a ja już nim nie jestem - wstał by zapłacić i pomógł mu dojść do samochodu. - I już nim nigdy nie będę.
[ Robi się ciekawie ]
- Dla twojej wiadomości, nie mam i nie zamierzam mieć - oznajmił spokojnie. - Przyjechałem, bo chciałem z tobą porozmawiać. Nie każę ci wypierdalać z mojego życia, tylko sobie wypierdalać z twojego - mruknął odpalając silnik. - Zawiozę cię do ciebie. Tam jest Kei. Zostanie z tobą, żebyś głupot nie zrobił.
Ryu oparł czoło o kierownicę oddychając głęboko. Jak niby miał mu wytłumaczyć to co się w nim działo? Jak miał wyjaśnić że niczego nie rozumie? Że nie potrafi się pozbierać? Że nie ma wszystkich wspomnień i że nie chce go ranić poprzez swoją niewiedzę? Usłyszał otwierane drzwi i odetchnął głęboko.
- Jun, ja... - nie skończył bo poczuł stal przy skroni.
- Bądź grzeczny i jedź prosto a nic ci się nie stanie - oznajmił mu siedzący w środku mężczyzna.
- Ne... ja dopiero co dostałem prawko. Serio... lepiej wybrać innego kierowcę - chłopak nie bardzo wiedział co zrobić. Zatrzęsła mu się ręka, ale czując że stal pistoletu mocniej wciska mu się w skroń, dołączył się wreszcie do ruchu. Będzie musiał zostawić sprawę Juna na później.
- Jedź prosto - warknął na niego bandyta. - Nie zwalniaj.
- Mamy czerwone! - zaprotestował chłopak.
- Nie obchodzi mnie to, jedź! - mężczyzna wyrwał mu kierownicę i przejechał na czerwonym omal nie zderzając się z ciężarówką. - Do tyłu - fuknął na chłopaka, a ten postanowił nie protestować. Posłusznie przesiadł się do tyłu tylko w duchu się modląc by nic im się nie stało. Syreny policyjne rozpoczęły za nimi gonitwę.
Yakuza zamruczał coś groźnego pod nosem i skręcił gwałtownie. Chłopak nie spodziewał się tego. Uderzył mocno o szybę krzywiąc się nieco, a potem zapamiętał tylko trzask i bliskie spotkanie z drzewem. Był jeszcze przytomny kiedy policjant wołał karetkę. Pięknie. Zaśmiał się w duchu, przyciskając dłoń do krwawiącego boku. Przynajmniej za daleko nie wyjedzie.
- Nie ruszaj się - uprzedził go policjant. - Zaraz będzie tu lekarz. Wszystko będzie dobrze.
- Nie będzie - wymamrotał chłopak. - Jak przez niego... znów stracę... pamięć... to przysięgam... że zabiję - jęknął tracąc w końcu przytomność.
Chłopak obudził się już koło 5 nad ranem, ściskając ostrożnie dłoń Juna bez otwierania oczu. Czuł się fatalnie i wolał teraz nie patrzeć. Ścisnął tylko mocno dłoń mężczyzny, jakby nie chcąc jej wypuścić.
Ryu ścisnął jego dłoń jeszcze raz, oddychajac nieco szybciej. Powoli zdecydował się na otwarcie oczu.
Ryu odsunął dłoń od Juna przysuwając ją do buzi żeby odsunąć maskę z tlenem. Jednak kiedy to zrobił zakrztusił się powietrzem i zaczął się dusić. Lekarz zareagował od razu. Pomógł mu się uspokoić znowu wkładając mu ją na twarz.
- Ryu-san, spokojnie. Miałeś wypadek - zaczął łagodnie mężczyzna. - Masz złamaną lewą rękę, cztery żebra, skręconą kostkę i w tej chwili nie jesteś w stanie samodzielnie oddychać. Nie ściągaj maski z buzi - poradził mu po prostu. Nie dodał już nic o ranach kłutych w wielu miejscach. - Pamiętasz co się stało?
Chłopak skinął powoli głową.
- Skaso...wałem samoch...ód - wychrypiał słabo. - Ju...-cha... bę...dzie wś..cie..kły.
- Odbio...ra mi prawo... jaz...dy - dodał zaraz chłopak ze łzami w oczach, których w tej chwili nie kontrolował. Maszyny przyspieszyły, a lekarz rzucił na nie wzrokiem lekko przestraszonym.
- Proszę się nie denerwować - poradził chłopakowi. - Ryu-san, poza twoim wypadkiem, martwimy się o twój stan zdrowia. Ma pan białaczkę, a każda infekcja może cię w tej chwili być bardzo szkodliwa...
- Jun...chan... mnie...dobi...je - wymamrotał chłopak, jakby wciąż go tu nie zauważając. - To był...jego...ulu...biony samoch.. - dodał kaszląc nieco. Mężczyzna wyciągnął strzykawkę podając chłopakowi silną dawkę leku przeciwbólowego.
- Jun...cha - chłopak skupił wzrok na jego postaci chwilę milcząc bo mówienie sprawiało mu wiele trudności. - Prze...szam - wydusił w końcu. - Siwy... włos... - wyciągnął dłoń by złapać za tego włosa.
- Oszczę...dzam na samo...chód - wydusił znów chłopak. - Dam...ci - skrócił zdanie do minimum zamykając znów oczy.
- Zos...taniesz? - zapytał szeptem, łapiąc go po omacku za rękaw koszuli. Nie doczekał się odpowiedzi bo zasnął.
Chłopak przespał pół dnia, budząc się dopiero koło 2 w południe. Obudził się z ostrym bólem nie pozwalającym mu dobrze oddychać. Odruchowo złapał się zdrową dłonią za gardło.
- Ju...cha? - spróbował go znaleźć, ale nikogo nie było przy jego łóżku. Zerwał z siebie wszyskie kabelki kiedy próbował nacisnąć guzik.
Lekarz wpadł do sali niemalże natychmiast. Uspokoił chłopaka, podłączając go znowu do aparatury.
- Ryu-san, policja chce z tobą rozmawiać - oznajmił w końcu. - Dostaną zgodę na 15 minut - dodał zaraz. - Pan może zostać - dodał zaraz patrząc na Juna.
- Po to pan tu będzie - uśmiechnął się lekko mężczyzna, wpuszczając kobietę i mężczyznę.
- Dzień dobry - przywitali się pokazując Ryu odznaki i przysuwając sobie krzesła do jego łóżka. - Czy mógłbyś nam opowiedzieć co się stało...? - zapytał mężczyzna.
- Ska...sowałem samochód - powtórzył cicho Ryu. - Ale... Ju...chan nie jest zły... nie poda mnie...na polic...ję.
- Ja... dałem kierować... - chłopak spróbował sobie przypomnieć jak dokładnie się to stało. - I...on miał... broń - dodał zaraz widząc przebłyski. - Pokłó...ciłem... z Jun-chanem - wymamrotał jeszcze. - On...pojechał na...czerwonym, ja...nie chciał...em - oddech mu trochę przyspieszył. - Nie chciałem...
Kobieta wyciągnęła zdjęcie z kieszeni i pokazała je chłopakowi.
- Czy to ten mężczyzna był z tobą w samochodzie? - zapytała rzeczowo, a Ryu skinął tylko głową. - Ten mężczyzna nie żyje - oświadczyła chłodno. - Był synem szefa gangu w tym miasteczku - tu przeniosła wzrok na Juna. - Wie pan co to oznacza, prawda? - upewniła się. - Załatwimy ci ochronę, gdy tylko wyjdziesz ze szpitala. Póki nie złapiemy jego ojca nie możesz być sam - poradziła mu spokojnie. Chłopak znów ostrożnie skinął głową choć nic do niego nie dochodziło. Czuł zawroty głowy i wszystko mu się troiło.
- Nie dobvrze mi - poinformował słabo Juna.
Chłopak nie chciał go puścić nawet na chwilę. Trzymał go za rękaw koszuli mocno i nawet kiedy lekarz przyszedł go nie puścił, a potem zasnął na trochę. Kilka dni później mógł juź oddychać samodzielnie.
- Kiedy będę mógł wrócić do domu? - zapytał go cicho chłopak spoglądając na niego. -
- Nie mogę mieszkać z tobą? - zapytał go cicho, patrząc teraz w sufit. Wciąż czuł się fatalnie. - Nie musisz się mną zajmować.
- Z Kiarą - dodał zaraz, wciąż patrząc w sufit. - Un... mówiłeś, że... że mogę. I dałeś mi pomalować ścianę... ale ja... ja chcę się dokładać... do rachunków i reszty... na pół.
- Już zarabiam - zauważył cicho. - Pracuję przecież - odkaszlnął trochę przymykając oczy nieco zmęczony.
[pasi? xD pozbierałam mu uczucia xD ]
- Ale nie mieszkam u cieebie jeszcze - dodał błyskotliwie. - Więc ci nie daje... mam oszczędności trochę... więc jak zacznę to się dokładam - zadecydował tylko. Nie zamierzał mu z tym odpuszczać. - Poczytasz mi coś? I idź już sobie... nie ma co tu siedzieć.
- Nie przyjdą - odparł iccho trochę się trzęsąc ze strachu. Naprawdę się bał że ktoś może chcieć mu krzywdę zrobić.
- Jedź do domu Jun-chan - poradził mu tylko chłopak, zanim zasnął spokojnie.
Ryu wyszedł ze szpitala trzy tygodnie później. Wciąż miał jednak rękę w gipsie. Nogę udało się wykurować. Lekarz poradził mu jeszcze dwa tygodnie spędzić w domu zanim wróci do pracy. Chłopak obiecał mu trzymać się zaleceń. Przyjechał po niego Kei i godzinę później był już w domu rodzinnym.
- Hej - chłopak oderwał wzroku od kupionej wcześniej mangi. - Zobacz wszyscy mi się podpisali na gipsie - pokazał mu swoją lewą rękę. - Ciebie tylko brakuje - oznajmił podając mu marker.
- Kei-chan prosił żebyśmy zostali chwilę. Ma coś do ogłoszenia i chce żebyśmy zostali na kawie.
Chłopak pokręcił przecząco głową.
- Nie... ale za ile? Bo ja chcę ci oddać - szepnął.
- Ale ja ci go skasowałem - szepnął niezbyt zadowolony że nie może mu nic oddać. - Ok, no to ja nim nie jeżdżę ani jako pasażer ani jako kierowca - stwierdził zaraz.
- To chyba nie wypłaciłbym się ci do końca życia - burknął patrząc na niego spode łba. - Połowę ci oddam - zdecydował. - Ile kosztował?
- Dużo... a czemu z odszkodowania nic nie wziąłeś? - zapytał go cicho, wstając z miejsca i idąc sobie po jabłko.
- Pokażesz mi auto? Będę mógł go jeszce prowadzić? - zapytał go zaraz.
- Nawet po tym co się stało? Przecież... przeze mnie musiałeś kupować nowy samochód - wymamrotał wracając na swoje miejsce. - Bałem się że jak mu nie dam prowadzić to mnie zabije...
- Un niby tak, ale mimo wzystko mam poczucie winy - wymamrotał przytulając się do niego.
- Po co randka jak i tak mieszkamy razem? - zapytał tylko.
- Ale nie jest tak samo - odparł na to. - Jak się mieszka osobno to randki są czymś wyjątkowym, a jak razem to tylko odskocznia od szarego dnia - wzruszył ramionami, jakoś nie mając ochoty na randki. - Tak było jak przyjeżdżałeś na studia do mnie.. były wyjątkowe, a teraz to nie będzie nic przyjemnego.
- Byliśmy jak studiowałem - odparł cicho. - To nie tak dawno było... - wymamrotał.
- Ale wrócimy do tego samego domu - mruknął. - Mówię ci że to nie to samo. Nie ma tego czaru. Widziałem na filmach... przed mieszkaniem razem jest wyjątkowo a potem to tylko odskocznia, bo już zakochany się nie stara i nie podrywa. Dlatego nasz związek jest taki od dupy strony. Nigdy mnie nie podrywałeś - burknął niezadowolony.
- No dobrze - zgodził się trochę niechętnie i z lekką rezerwą. - Niech będzie - mruknął.
- Uhm ale chciałem dzisiaj z tobą pojechać do siebie na obiadek i na trochę chociaż - wymamrotał cicho.
- Pasuje - uśmiechnął się do niego lekko. W końcu Kei pojawił się w mieszkaniu z dobrym ciastem i pączkami.
- Uczcimy powrót Ryu - oznajmił z uśmiechem. - No i... zostanę tatą, więc to też dobra okazja raczej, co nie? - uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Naprawdę? W którym jest miesiącu? - zainteresował się Ryu.
- W trzecim - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - I Jun... zostaniesz tatą chrzestnym, dobrze? - poprosił go zaraz.
- Nadajesz się - zapewnił go z uśmiechem delikatnie. - No pewnie że napracowałem. A nie wiemy co będzie... chcemy mieć niespodziankę - uśmiechnął się szerzej. - Ale wracamy do Yukan jednak... dostałem w szpitalu niezłą fuchę, a moje kochanie otwiera salon prywatny. Psychologiem będzie tutaj - mruknął z uśmiechem. - Moje malenstwo będzie miało rodzeństwo.
Ryu objął brata mocno ciesząc się wraz z nim po czym usiadł na krześle, kiedy ten zaparzył herbaty.
- Takano zrobił dla mnie ciacho. Podobno jakieś szałowe...
- To ja poproszę ciacha - nałożył sobie dość duży kawałek ciasta i upił łyk herbaty. - A wolałbyś córcię czy synka?
- Jakoś tak nie obraziłbym się za drugą córcią, ale synek też będzie fajny.
Kei zaśmiał się lekko.
- Ale dziewczynki są takie fajne - uśmiechnął się szeroko. - No nic, zobaczymy kto wyskoczy jak się urodzi.
- Nie chcemy. Zdecydowaliśmy że wolimy mieć niespodziankę - uśmiechnął się nieco, a Ryu wtulił się w Juna na momencik.
- Moja żoncia i córcia przyjadą jak już będzie mieszkannie odremontowane. A ekipa remntowa się zbiera. Jesteś na liście kandydatów - wskazał mu skromną listę z tylko jednym imieniem i nazwiskiem.
- No ja jestem tą drugą - odparł ze śmiechem. - A Hikaru jest już kandydatem nie do odwołania - uśmiechnął się delikatnie. - A Ryu będzie mi wykańczał zdjęciami i nie ma opcji.
- Damy radę - uśmiechnął się Kei. - Mieszkanie trzypokojowe... dwa piętra nad wami, jakbym potrzebował niańki.
- Bardzo śmieszne, braciszku - Ryu kopnął go w piszczel.
- Ała! Mogli ci zostawić tę nogę w gipsie - pstryknął Ryu w nos.
- No czasem możemy pomóc - zgodził się chłopak wstając od stołu żeby dolać sobie soku.
- 24 na dobrę, 365 dni w roku? - zażartował Kei. -Ryu-chan gdzie dziś śpisz?
- Tutaj, ale będę wieczorem dopiero. Nie czekajcie z kolacją.
- I na jednej randce się skończy? Kiepska sprawa... ja tę moją pół roku wyrywałem zanim zgodziła się na coś więcej - rzucił wesoło Kei.
- Ale Jun-chan jest za stary na tak długie podrywy... - żachnął się Ryu. - I btw to nie ja tak myślę, tylko wiem jaki miałbyś argument - fuknął na Juna.
Prześlij komentarz