Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1401 – 1600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»- Też mnie wtedy zostawisz? Ryu-nii zostawi i ty też Jun-nii? - wtulał się w niego strasznie mocno, nie chcąc go ani na chwilę puścić.
Chłopiec puścił go wreszcie i przytulił się do Ryu.
- Ja dużo nie pakuję, zdążę - obiecał mu chłopak postanawiając zostać z bratem.
- Dobrze - Ryu wywrócił oczyma pakując swój plecak. Wziął jeszcze aparat i odpowiednie przybory do niego i zniósł to wszystko na dół pakując je do bagażnika. - Mogę się przespać z tyłu? Obudzisz mnie jak będziemy dojeżdżać? - zapytał go przykrywając się kocykiem. - Wziąłem leki - zastrzegł sobie.
Ryu zasnął mu na tylnich siedzeniach dość szybko, ściągnąwszy wcześniej buty żeby niczego mu nie pobrudzić. Uśmiechał się przez sen co jakiś czas mrucząc jak bardzo kocha Juna.
Ryu natychmiast otworzył oczy i przeciągnął się lekko ziewając nieco. Wsunął buty i wyszedł z samochodu oddychając świeżym powietrzem, albo raczej spalinami. Rozejrzał się dookoła, odbierając od Juna swój plecak i aparat.
- Mhm ruchliwa okolica... tj ruchliwsza niż w Yukan - zauważył wyciągając aparat żeby porobić parę zdjęć przewijających się ludzi.
- Dzień dobry - przywitał się z nią Ryu ściągając buty od progu i wchodząc do mieszkania zaraz za Junem.
- Pa... - Ryu nie zdążył nawet zaprotestować. - Ano... ma pani może ochotę na spacer? - zapytał ją zaraz, bo on chciał porobić trochę zdjęć w okolicy zanim pojedzie z Junem na wycieczkę do bardziej ruchliwego centrum Tokyo.
- Mnie zabronił wyjść samemu, bo przecież mnie tu zjedzą - zaśmiał się cicho, również ubierając buty i kurtkę, zapinając ją mocno co by się Jun nie przyczepił że chłodno mu było. - Dobrze, tylko okolicę - uśmiechnął się lekko. - Może jakąś świątynię...
Ryu przez dłuższą chwilę nie nie mówił, oglądając tylko okolicę i robiąc co jakiś czas parę zdjęć.
- Nie narzekam przecież - uśmiechnął się lekkko, robiąc jej parę fotek, bo akurat mu się nawinęła pod aparat.
- Mówił tylko, że mu zimno jak wraca po pracy - przyznał szczerze. - I wcale źle nie wyglądasz - pokazał jej na szybko parę ujęć. - Jesteś ładna - uśmiechnął się lekko. - Uhm duże ma te napady lękowe?
- Mówił mi że lubi jak jestem blisko i że się przytulić lubi po pracy - przyznał w końcu Ryu. - Ale wiesz... jak schodze do niego w środku pracy i go trochę zagaduję to chyba tak potem nie ma...
- Uhm... to czemu nie zabiera ze sobą kogoś do pomocy? - zapytał patrząc na nią nieco zdziwiony. Przecież jak w Yukan się działo coś większego to zawsze przychodził mu pomagać Tomohisa. - Głupi... powiem mu że ma zabierać ze sobą kogoś do pomocy a nie... maltretować się samemu.
- Oj nie pokrzyczę, tylko zaproponuje zabieranie jego kumpla... no bo on mu pomaga u nas i studiowali razem, więc - wzruszył ramionami. - Porozmawiam z nim o tym później - obiecał podchodząc do outarzyku i składając ręce, zaklasnął trzy razy wypowiadając swoje życzenie, po czym zabrał się za fotografowanie. - Ano ne... Jun-chan i ja to jakby dwa różne światy - zauważył cicho. - No i on trochę... trochę bardzo... mi rodzicieluje...
- I tak z nim porozmawiam - zrobił jej jeszcze parę zdjęć, po czym usiadł obok niej. - Ale nie dziś i nie jutro. Zaproponuję to kiedyś w Yukan - uśmiechnął się lekko. - Przecież nie będę mu tego mówił teraz kiedy będzie w złym stanie...
- Mhm nigdy mi nie powiedział dokładnie o co chodziło z jego ojcem... i nie mów - poprosił ją. - Jak będzie chciał sam mi kiedyś powie.
- Nie chcę, bo to delikatna sprawa i jeśli mi nie powiedział, znaczy nie chce... nie do końca ufa, albo jest mu z tym tematem źle - wymamrotał, dziękując jej za herbatkę. - No ale chciałbym żeby kiedyś sam mi powiedział. Może to być nawet za 20 lat.
- Uhm, ja go nie będę o to męczył - uśmiechnał się lekko. - Nie poruszam tego tematu, czy coś - dodał dopijając swoją herbatkę. - Przepraszam, ale moglibyśmy wracać? - zapytał jej za chwilę. - Trochę robi mi się zimno, a uhm - zagryzł lekko wargę. - Nie chcę znów trafić do szpitala - przyznał szczerze.
- NIe mogę... najpierw musiałbym zapytać jego czy mogę cię zapytać... w końcu to jego życie - zauważył cicho.
- Tak, poproszę - ściągnął buty i poszedł za nią. - Ale mogę z panią posiedzieć w kuchni trochę? Albo w salonie? Zrobię pani dobre naleśniki - obiecał z uśmiechem.
- Dobrze - zgodził się zaraz. - Ale herbatę mogę dostać? - zapytał zaraz choć już wiedział że to głupie pytanie.
Podłączył aparat i podziękował za herbatę, puścił pokaz slajdów.
- Ok, przesunę początkowe bo one są ze szpitala. Nuda, nie zainteresują cię - żachnął się.
- Uhm, dobrze - uśmiechnął się delikatnie, puszczając dalsze zdjęcia. - Te są z gwiazdki, a potem znów będzie szpital - wzruszył ramionami. - Jun ma pecha prawda? Trafia ciągle na umierających partnerów...
- Uhm to dobrze, że trochę się od nich różnię - uśmiechnął się pijąc herbatkę. - Moja pani psycholog... powiedziała że mam skłonności depresyjne, ale nie wiem co to znaczy - przyznał szczerze. - Czasem po prostu mam doła...
- Tylko że jak ja łapię doła to nie chcę nikogo dookoła - zagryzł wargę. - Ostatnio nawet powiedziałem Junowi że z nami koniec... uhm ale ale tak nie myślałem na prawdę... tzn wtedy myślałem ale... eh... to skomplikowane.
- Tylko ja ich wszystkich wtedy krzywdzę - westchnął z ciężkim sercem. - O a tu Jun dowiedział się o kamerach w jego pokoju - zaśmiał się cicho. - Jego mina była bezcenna.
- Ooo dużo - zachichotał Ryu opowiadając jej ze szczegółami jak to się stało i co nagrały, że tak to wzburzyło Juna.
- Poważnie, mój młodszy brat uwielbia bycie detektywem - zaśmiał się nieco, pokazując jej dalesze zdjęcia.
- Dziękuję - uśmiechnął się ucząc się powoli jak przyjmować komplementy. - Myślałem - przyznał szczerze. - Moja siostra nawet wysłała już moje 'portfolia' do paru uczelni, ale... ale nie wiem jak to będzie.
- Mhm... niedawno - przyznał się. - Dziękuję.
[dobranoc]
Ryu spał już, ale kiedy Jun wszedł do pokoju przebudził się nieco. Przetarł oczy zapalając lampkę przy łóżku.
- Hej - przywitał się z nim łagodnie. - Chodź do mnie - poprosił go.
- Nie, nie obudziłeś - zaprzeczył czekając na niego, a kiedy ten położył się wreszcie do łóżka, zgasił światło i przytulił się do niego mocno. - Tęskniłem za tobą - ucałował go delikatnie w usta, czując jaki chłodny jest.
- Ale nie przepraszaj mnie - przytulił go mocniej, masując jego ramiona i plecy. - Kochanie powiedz co się stało? To tak ta praca? Przebywanie z martwymi ciałami? - zapytał go cicho, całując jego wargi, ale tylko chwilę, bo uznał że nie czas na buziaki. Trzeba go rozgrzać.
-Ale teraz już ich nie ma, jestem ja - uśmiechnął się do niego czochrając go po włosach. - I już nie będzie ci zimno kochanie... - szepnął masując jego plecy by zrobiło mu się cieplej. - Uhm nie możesz zabierać ze sobą Tomo-chana, jak wiesz że będzie taka masakra? - zapytał go cicho. - On by ci na pewno pomógł i może byłoby ci odrobinkę lżej, odrobinkę mniej zimno? - zaproponował cichutko.
- No ale nie teraz, tylko jak już nie będzie chodził o kulach - uśmiechnął się do niego lekko. - No to przynajmniej skończyłbyś szybciej i szybciej mogłoby być po wszystkim - pogłaskał go po włosach, tuląc go mocno.
- To ja go poproszę, jak już... jak nie będzie o kulach, tylko w pełni sił - obiecał mu to. - Bardzo cię kocham - wtulił się w niego jeszcze mocniej. - I bardzo się martwię.
- I tak go poproszę - żachnął się uparcie, całując jego nosek i zamykając oczy. - Byłem z twoją panią psycholog na spacerze, wiesz? Potem pokazałem jej zdjęcia.
- Że masz trochę problemów, no i że się przed nią otworzyłeś o tym z twoim tatą - wdychał jego zapach, już nic nie mówiąc o Tomo ale nie porzucając tej myśli, że go poprosi. - Ale nie chciałem wiedzieć, no bo... najpierw chciałem ciebie zapytać czy mogę ją wypytać o ciebie - uśmiechnął się do niego.
- No dobrze - zgodził się. - Nie ma przecież pośpiechu - ucałował go znów lekko i potrząsnął głową. - Dzisiaj nie, śpij już proszę... bo budzę cię o 9 i idziemy zwiedzać - wyszczerzył się do niego.
- Będę calutką noc - obiecał mu, kładąc się na nim i całując go delikatnie w usta na dobranoc.
- Wstajemy - oddał mu buziaka wstając z łóżka i w dresie idąc do kuchni. - Ohayo - przywitał się z kobietą, siadając przy stole i ziewając jeszcze nieco.
- Racuszki - postawiła na środku talerz pełen pysznego jedzonka i podała im jeszcze herbatkę - Smacznego.
- Dziękuję - Ryu wziął sobie jednego racuszka i posmakował. - Mhm pyszne - uśmiechnął się szerzej.
- Nie wiedziałam ile jesz, chucherko - poczochrała go po włosach.
- Ty to ja wiem - wywróciła oczyma kobieta. - Cieszę się, że smakuje - dodała też sobie jednego nakładając. - Jakie plany dzisiaj?
- Dużo... a ginza? - zapytała go zaraz. - Przecież to jedna z najsłynniejszych dzielnic tutaj.
- To następnym razem - Ryu przytulił się lekko do ramienia Juna, pijąc spokojnie swoje kakao.
- Oddaję się w twoje ręce. Ja Tokio nie znam - ucałował go lekko kończąc swojego racuszka.
- A mogę wziąć dwa na drogę po prostu? - zapytał go z nadzieją. - No i będę mógł porobić zdjęcia? - dodał zaraz, bo chciał zrobić parę fajnych ujęć.
- Ah! Musisz mi przesłać te zdjęcia z wczoraj - przypomniało jej się. - Jun podasz mu potem mojego maila, co nie?
- Pół - podzielił racucha na dwie części i oddał mu jedną na talerz. - I nie zmuszaj mnie bo więcej i tak nie zjem. Nie lubię wpychać na siłę - mruknął niezadowolony z tego połowy racucha.
- Marudzę bo we mnie wpychasz... kiedy już nie mogę - z niezadowoleniem wpychał w siebie racucha. - Nie marudziłbym jakbyś tego nie robił.
- Tak tato - wywrócił oczyma Ryu idąc do ich pokoju. Zabrał swoje rzeczy i poszedł się przebrać.
- Nie zachowuj się jak rodzic - poradziła mu kobieta śmiejąc się pod nosem. - Oj chyba nudzić się nie będziesz z nim.
- Po prostu daj mu swobodę. Wczoraj sam mi powiedział, kiedy zrobiło mu się chłodniej. Po prostu daj mu żyć Jun - poklepała go po plecach. - Bawcie się dobrze - pokiwała im jeszcze na do widzenia.
- Dobrze - zgodził się z nim, złączając ich palce ze sobą. - A pokażesz mi dokładnie swój pokój? Tylko drzwi, bo tam pewnie ktoś mieszka...
- Ale po co? To za wysokie progi jak dla mnie - uśmiechnął się lekko, zapinając pasy. - I Tokyo Tower - poprosił.
- No dobrze - wywrócił oczyma, patrząc przez okno. - Duże to miasto - zauważył tylko, kiedy stanęli w korku. - Nie lepiej pieszo?
- Haai - ucieszył się z dodatkowej atrakcji, złapał go za rękę wchodząc do środka. - Tomo-chan powiedział, że w tokkijskich metrach można dobry seks mieć...
- Mówił, że seks jest szybki i że jest adrenalina bo tyle ludzi tam jest - wzruszył ramionami. - Ale... nie chcę próbować - wymamrotał szybko przytulając się do jego ramienia.
Wtulił się w niego bo trochę się jeszcze chwiał na nogach. - Podoba mi się taka jazda metrem - zaśmiał się nieco.
- Ale jak ma się do kogo przytulić to wcale tak źle nie jest - uśmiechnął się do niego, ukradkie kradnąc mu buziaka.
- Mhm, hai hai - uśmiechnł się do niego idąc tuż przy nim. Trzymał go pewnie za rękę. - Ładna okolica - stwierdził po dłuższej chwili, przystając by zrobić kilka zdjęć.
- Chcę - odparł szczerząc się do niego. - No ładna... zupełnie inna niż to co ja znam, taka ruchliwa - zauważył z uśmiechem, wtulając się w niego. - Uśmiechnij się - poprosił wyciągając rękę z aparatem na odległość i robiąc im 'samojebkę'.
- Mhm... a jak było w środku? W pokoiku? Wysoko... - przyznał patrząc przez okno. - Nie próbowałeś skakać z mostu, prawda?
- Ściągałeś? - zdziwił się. - Opowiedz trochę - poprosił go, wchodząc mu na plecy bo troszkę się zmęczył. - Opowiedz w drodze do uczelni - poprosił.
- Macie dziwną przyjaźń - Ryu wtulił się mocno w jego plecy, opierając głowę na jego ramieniu. - Ale... to wam pozwoliło przetrwać prawda? Pomagaliście sobie nawzajem i jeden był gorszy od drugiego - zaśmiał się cicho. - Zazdroszczę ci... takiej przyjaźni...
- Wiem, no bo... bo jak o nim mówisz to jesteś taki łagodny. Jak starszy brat - zauważył cicho. - I bronisz go nadal... to widać. Nie chcesz żeby działa mu się krzywda, mimo że to już dorosły facet - przytulił się mocniej. - Kocham cię takiego.
[dobranoc]
- Ja ciebie też zawsze kocham, tylko jak mówisz o Tomo, albo jesteś z nim to jesteś taki... inny, jakby weselszy - uśmiechnął się lekko całując go w policzek. - Miałeś profesora którego nie lubiłeś na studiach?
- Ale ja nie narzekam Jun-chan - objął go mocniej ramionami. - Ja się cieszę, że masz kogoś takiego i żałuję że ja nie mam kogoś takiego - odparł schodząc wreszcie z jego pleców. Odpoczął trochę i mógł znów spacerować. - Hm... czyli byłeś kujonem. Przyznaj się lizusku - zaśmiał się lekko.
- Mhm nie wiem - wzruszył ramionami. - Ale pewnie masz rację - weszli do budynku uniwersytetu. - Wow... niezłe - uśmiechnął się szeroko. - Wielki... pogubiłbym się...
- O ja... a chciałbyś kiedyś spróbować? - usiadl w tylnej ławce patrząc przed siebie na miejsce gdzie powinien siedzieć wykładowca.
- Dobrze - uśmiechnął się do niego lekko, po czym wstał. - W tej sali można poczuć się przytłoczonym. To jak być mróweczką wśród innych - zauważył z uśmiechem, po czym przytulił się do niego mocno. - Nie wagarowałeś, prawda?
- Trudno było się nim zajmować? - zapytał go jeszcze łapiąc go pewniej za rękę i idąc tuż przy nim. - Był nieznośny? Czy raczej wszystko mu wisiało?
- Bałeś się wtedy o niego, prawda? - spojrzał na niego przyspieszając trochę kroku by za nim nadążyć. - Uhm tłumy - przyznał szczerze. - Ale tak jest na studiach... w szkole zresztą też jest dużo osób.
- Gomen, nie chodzę jeszcze tak szybko - przeprosił go szybko za swoje niedołęstwo. - Nie musisz się o mnie bać. Przecież grzecznie chodzę do lekarza - uśmiechnął się do niego lekko. - I mówię kiedy robi mi się zimno - wtulił się w jego ramię. - Uhm może być - zgodził się z nim.
- Ale Jun-chan... mogę nie iść na studia jeśli tego chcesz. Mogę zostać w domu i zając się firmą taty - zaproponował ale z oporem. Czuł, że jak to zrobi to może kiedyś ich wszystkich znienawidzić.
- Kei-chan powiedział, że po alkoholu robię się waleczny - Ryu przytulił się do jego ramienia nie mogąc powstrzyma ć się od lekkiego chichotu. - Nie pamiętam tego - przyznał szczerze, niczego mu nie obiecując. - Nie mogę obiecać że nie tknę alkoholu - mruknął w końcu. - Mogę tylko obiecać, że... jeśli już tknę to nie dużo.
- Ale nie nakrzyczałem na ciebie, prawda? - chciał wiedzieć, całując go w policzek i przekraczając bramę Toudaiu. - Sugoi... nigdy się tu nie dostanę...
- A co krzyczałem? - zapytał go zaraz, idąc za nim na odpowiedni wydział. - Wow... - wszedł do środka neico oszołomiony. Wystawy zdjęć na holu, mnóstwo sal do wywoływania zdjęć i wielkie sale wykładowe. - Nigdy tu nie trafię - powtórzył.
- No bo ja mam umowę z Keiem... że w razie potrzeby on przyjedzie - wyjaśnił spokojnie. - No bo zobacz na te zdjęcia... nigdy takich nie zrobię. Są zupełnie... nie mój poziom no.
- I pewnie prosiłem o Keia, a ty to olałeś. Wiń siebie - pokazał mu język, poprawiając sobie włosy. - Mou ale tutaj przychodzą tylko geniusze, a ja geniuszem nie jestem.
- No widzisz? Więc wiń siebie za to że na ciebie krzyczałem - zaśmiał się cicho. - Chcesz mnie dobić jeszcze bardziej...
- Głupi jesteś - puknął go mocno w ramię. - Trafię na dobrego współlokatora, a nawet jeśli nie to żaden problem. Będziesz mnie czasami odwiedzał - burknął na niego niezadowolony, że znowu wymyśla jakiś niestworzony problem. - Dorosłośc sucks - mruknął jeszcze.
- Tak, bo ten partner uważa się za mojego rodzica - fuknął na niego, niezadowolony z tego powodu. - Mówiłem ci... oni są genialni, ja nie - wywrócił oczyma oglądając zdjęcia.
- Uhm... no dobrze - zgodził się powoli, łapiąc go zaraz za rękę. - A teraz okonomiyaki? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- To chodźmy tam - poprosił go entuzjastycznie Ryu. - Ale zjemy jednego na pół? - poprosił zaraz bo wiedział że więcej nie da rady. - Próbowałeś już coś gotować ze swojego prezentu świątecznego? Czym mnie zaskoczysz w domku?
- Ale się nie łam za szybko - poprosił go uśmiechając się lekko. - Na pewno coś ci wyjdzie - uniósł kciuk do góry, robiąc im okonomiyaki.
- Dlaczego w domu nie zrobisz? - zdziwił się dzieląc okonomiyaki na pół i jedną część podając Junowi, drugą zabierając dla siebie.
- Póki nie spróbujesz zrobić każdej potrawy ze 100 razy nie masz prawa mówić, że na pewno coś spieprzysz - mruknął celując w niego pałeczkami i jedząc okonomiyaki. - Pycha - uśmiechnął się do niego lekko. - Gdzie teraz pójdziemy?
- Wyślę tu zgłoszenie i wyślę jeszcze kilka innych. Nie poddam się tak łatwo - obiecał mu jedząc dalej okonomiyaki. - Więc ty też się nie poddawaj - poprosił go. - Dobrze, taki plan pasuje - uśmiechnął się szeroko.
- Tak jest - zasalutował mu pałeczkami kończąc jedzenie i popijając je darmową wodą. - Skończone - oświadczył wesoło. - Kocham cię.
- Jutro, czemu dzisiaj? Przecież mieliśmy zostać do jutra - ścisnął mocniej jego rękę, przytulając się do jego ramienia. W metrze, przytulił się do niego mocno śmiejąc się pod nosem. - Uwielbiam się tulić.
- Ale to musisz mi pomóc z fizyką jutro - oznajmił spokojnie idąc tuż przy nim. - Bo jak tego nie zdam to mnie obleją...
- Oke - chłopak wyciągnął aparat i zaczął się bawić aparatem, kadrując i szukając dobrych ujęć, czasami robiąc zdjęcie Junowi z nienacka. - Okay, już prawie koniec - zaczepił jakąs parę i poprosił o zrobienie im zdjęcia, po czym przytulił się do Juna uśmiechając się szeroko, kiedy kobieta pstryknęła im fotkę. - Dziękuję - podziękował jej odbierając aparat i łapiąc mężczyznę za rękę. - Już możemy iść dalej.
- Takie z zaskoczenia są najlepsze. Pokazują prawdziwego ciebie - pociągnął go pod jedno drzewo i usiadł mu na kolanach przytulając się do niego lekko. - Mam parę ładnych ujęć - podał mu aparat by sobie przejrzał zdjęcia.
- Dzięki - wyłączył aparat odkładając go na bok, po czym wtulił się w niego mocniej. - Opowiedz mi... jak byłeś małym dzieckiem... gdzie lubiłeś się bawić?
- Mhm, ale teraz już możesz - ucałował go mocno w usta. - Chodź idziemy na chuśtawkę - zdecydował, biorąc go za rękę i ciągnąc go na puste huśtawki.
- Oj cicho bądź, nadrabiamy lata które straciłeś bez huśtawek - odbił się mocno od ziemi huśtając się jak tylko wysoko się dało. - I robimy coś szalonego zważywszy na twój wiek - puścił do niego oczko.
Popatrzył na niego wzruszając ramionami.
- 30 - odparł spokojnie, po czym zaśmiał się widząc jego minę. - No dobra 35 - dodał mu trochę wieku. - Za mało?
Roześmiał się serdecznie, zwalniając trochę i schodząc z huśtawki tylko po to by opaść na kolana i skrzywić się nieco. Zakręciło mu się w głowie. Wziął kilka głębokich oddechów i podszedł do mężczyzmy, siadając mu na kolanach.
- Kocham cię staruszku - szepnął mu do ucha, całując go mocno. - Poniesiesz mnie trochę?
- Oj tam oj tam, ty nawet w wieku 80 lat będziesz w stanie unieść takie chuchro jakim jestem - ucałował go znowu, po czym skinął głową. - Troszkę - przyznał szczerze, stwierdzając, że nie będzie mu kłamał jeśli chodzi o stan zdrowia. - Mogę ci zrobić parę zdjęć?
- No już przestań - ucałował go znowu, po czym odszedł kawałek by złapać dobre ujęcie. - Mhm.. Jun-chan? A mogę się położyć? - zapytał po kilkunastu zdjęciach, odkładając aparat. Położył się z głową na jego udach. - O tak?
- Ale uhm no bo ja bym chciał, tylko...tylko nie chcę żebyś to robił wbrew sobie, dobrze? No i nie musi być wszystko na raz. Nie musi - wyszeptał chcąc żeby Jun zrozumiał jego intencje.
Ryu podniósł się zaraz i przytulił go mocno do siebie, zszokowany tym wyznaniem. Niby wiedział co się działo, domyślał się, ale tego było za dużo.
- Ale dałeś radę - szepnął mu do ucha. - Teraz go nie ma, już ci nic nie grozi - dodał tuląc go mocno i głaszcząc go po plecach. - Nic ci już nie grozi... masz Tomo... masz mnie... masz Keia... nawet Yuto choć to raczej niewielka pomoc - zaśmiał się cicho. - No chyba że będziesz chciał wiedzieć coś o rodzince... jakieś sekrety czy coś... Yuto wie wszystko.
- Mhm, ale nie możesz nas porównywać - szepnął mu do ucha. - To były dopiero dwa tygodnie od tego gwałtu...i ja nie jestem tobą Jun-chan... po prostu bardzo się tego bałem - wyjaśnił cicho. - Bardzo... - objął go mocniej. - I ja nie popełnię samobójstwa czy coś... tylko... tylko moja pani psycholog powiedziala, że mam skłonności depresyjne, więc...mogę mówić wtedy coś co cię skrzywdzi. Przepraszam - szepnął mu do ucha. - Twoja pani psycholog powiedziała że w moim przypadku te skłonności są normalne... i że powinienem mieć kogoś wtedy przy sobie. Tylko wiesz...ja wtedy wolę być sam, bo jak ktoś jest obok to go krzywdzę - wymamrotał. - Ale...ale cię nie opuszczę.
- Pójdę - zgodził się zaraz puszczając go i dając mu buziaka. - Ale uhm mogę pójść na twoich plecach? Nadal trochę kręci mi się w głowie - odparł zgodnie z prawdą. - I będę z tobą zawsze, ale to nie zwalnia cię z obowiązku nauki gotowania.
- Nie odpuszczę, choćbyś miał spalić i 30 domów - ucałował go w kark. - Mhm wiem... Tomo-chan mi powiedział - szepnął mu do ucha.
- Nie powiem, tajemnica - ucałował go w policzek. - Ale to nic co by cię miało no wiesz... co byś miał się wstydzić. Nic a nic - zapewnił go, chwytając go pewnie. - Mhm nie martw się, ona na ciebie czeka - ucałował go w policzek.
- Nikt nie jest idealny - zaśmiał się cicho Ryu. - Opowiedział mi jak to w łazience sobie robiłeś robótkę ręczną - dodał ze śmiechem, stając na nogi kiedy weszli na cmentarz. Złapał go mocno za rękę, chcąc mu dodać trochę otuchy.
- Przynajmniej jesteś do tego przyzwyczajony - roześmiał się serdecznie. - Powiem Yuto żeby się nie ograniczał, bo ty już to przeżyłeś.
Roześmiał się serdecznie i pokazał mu język.
- Kamerki zmieniły właściciela - odparł ze śmiechem, całując go znowu, tym razem w nosek.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Ja po prostu tak cię kocham, że przez ten miesiąc kamerki pomogły mi bez ciebie wytrzymać kochanie - ucałował go mocno.
- Ale w nocy byłeś. Ładnie spałeś i tak spokojnie - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Tak, teraz duży chłopiec będzie cię podglądał troszkę - uśmiechnął się do niego słodko.
Ryu stanął tóż przy nim, przytulając się do jego ramienia.
- Była ładna? - zapytał go cicho, chcąc się czegoś dowiedzieć o tej kobiecie.
- Jest ładna... była ładna - uznał w końcu cicho, kucając obok niego i obejmując go ramieniem. Nie powiedział nic więcej pozwalając mu się wypłakać.
- Nie była twoja, nie była. Ona o tym wie Jun - szepnął, obejmując go mocno i nie chcąc go puścić.
- Możemy jeszcze chwilkę zostać - złapał go mocno za rękę. - Kochałeś ją i nadal ją kochasz. Powiedz jej to - pogłaskał go po niej.
- Dobry wieczór - przywitał się z nią kłaniając się odrobinę. - Postaram się być dla pani syna dobry - obiecał jej przytulając się do niego. - Kocham cię.
- Ale ja już mogę iść - odparł Ryu, któremu wróciły siły. - Już mogę - ucałował go w kark. - Cieszę się że do niej poszedłeś - szepnął mu na uszko.
[dobranoc :*]
- łADNIE TAM JEST? - ZAPYTAŁ GO JESZCZE, ŁAPIĄC go mocniej za rękę i przytulając się do jego ramienia.
- Wysoka - odparł z lekkim uśmiechem. - W telewizji też była zawsze duża, ale to nie to samo... - mruknął po chwili, przyspieszając trochę, bo chciał jak najszybciej znaleźć się na górze.
- I też taką kłódkę zawiesimy? - zapytał go zaraz z lekkim uśmiechem. - A kawiarnia tam też jest? - zapytał ponownie, mając ochotę na ciepłą herbatę i kawałek dobrego ciasta.
- To zawiesimy - klasnął w dłonie z nową energią wychodząc na zewnątrz. Trochę wiało i zatrząsł się z zimna. - Jun-chan... zimno - wtulił się mocno w niego.
Ryu znalazł odpowiednie miejsce i powiesił kłódkę uśmiechając się do Juna szeroko.
- Teraz już zawsze będziemy szczęśliwi - ucałował go mocno w usta, trochę drżąc z zimna. Chłodny wiatr dawał mu się we znaki.
[właśnie skończyłam 1 tydzień praktyk i zaczynam drugi w poniedziałek. wymaltretowali mnie, a jutro mam test z japońskiego. nie umiem nic... :( i nie mam siły się uczyć. umrę.]
- A nie możemy pójść pieszo? - zapytał go zaraz robiąc parę zdjęć i całując mężczyznę mocno w usta. - Kocham cię - uśmiechnął się do niego.
[jak walentynki minęły? xD]
[ja też w sumie tak świętuję xD mhm no nie mówili, ale budze sie o 4.30 (codziennie), jadę na zajęcia do szkoły (prowadzić je), wracam do domu koło 16 i od 16.30 do 24 tworze lekcje... fuck xD]
- Ale ja bym chciał spacerkiem - ucałował go znowu. - No i jeszcze wstąpić do kawiarni jakiejś dobrej i klimatycznej na dobre ciacho i herbatkę - zaproponował.
- A jak mu zimno będzie to wykaż się romantyzmem chłopcze - babcia stojąca nieopodal uśmiechnęła się przyjaźnie. - Ah ta młodzież... nawet takich prostych trików romantycznych jak oddanie swojego swetra nie znają - zacmokała i poszła szukać swojego 'zardzewiałego próchna' jak wyrwało jej sę o jej mężu.
[bój się bo jest czego]
- Mou... czyli nie wstąpimy do kawiarni? Nawet takiej blisko domu pani Miki? - zapytał zaraz. - Albo... albo chociaż taką herbatkę z automatu w puszce - zaproponował idąc za nim do windy.
- A ta herbatka z automatu? - nie chciał odpuścić. Tyle się naoglądał tych herbatek w puszcze we wszystkich głupich filmach. Miał okazję ją pić z Miką i mu zasmakowała. Chciał jeszcze. - No Jun no, nie bądź taki - burknął.
- Yatta! - ucieszył się, po czym zapiął się po samą szyję i zaśmiał cicho, widząc jak cała ta kurtka na nim wisiała. Przytulił się do ramienia Juna. - Ale ja jestem w Tokyo pierwszy raz - dodał na swoje usprawiedliwienie.
-Dziękuję - ucałował go w policzek otwierając ciepłą herbatkę i upijając łyk rozgrzewającego płynu. - Poćwiczymy fizykę, ale mogę siedzieć pod kołdrą? - zapytał go zaraz.
- Baaardzo - pochwalił go wybierając ciacho, na które miał ochotę. - Ale jednak... ta herbatka jest najlepszym punktem wycieczki.
- Oj no... wiem że jestem głupi - pokazał mu język. - Ale tak... tak mi się marzyło - odchrząknął. - Wypić taką herbatkę, na jakimś wzgórku... patrząc na światła Tokyo - zarumienił się. - Z tobą... - dodał cicho.
- Ale to wszystko twoja wina. Trzeba było dać Keia, a nie uparcie jadąc po mnie sam. Wiń swoją głupotę - wywrócił oczyma śmiejąc się pod nosem. Wszedł do mieszkania już na progu zsuwając buty.
- Zasłużyłeś, to dostałeś - zachichotał, po czym wskoczył do łóżka i wziął fizykę, słuchając wyjaśnień Juna i zasypiając przy nich.
Obudził się pół godziny później, ze słowami.
- Ja słucham, mów dalej, słucham przecież. Przecież nie śpię - wymamrotał, nie zdając sobie sprawy że zdrzemnął się na trochę dłużej.
- Un dobrze - zgodził się z ulgą. Fizyka zwyczajnie go nudziła. Najgorsza konieczność świata. - A! Leki muszę wziąć - przypomniał sobie patrząc na zegarek.
- Tak jest - zasalutował mu przegryzając kanapkę, skoczył po odpowiednie leki do lodówki i poszedł się myć.
- Dobrze - Ryu zanurkował pod koldrą a gdy Jun dołączył, położył się na nim, wtulając się mocno. - Mój piecyk osobisty.
Ryu obudził się dopiero o 8 rano i skrzywił się lekko. Odsunął od Juna oddychając głęboko. Wziął swoje tabletki i obudził mężczyznę.
- Jun-chan... boli mnie trochę w piersi - przyznał mu się, bo przecież ostatnio starał się jak mógł nie udawać, że wszystko gra jak nie gra. - Ale tylko trochę, wziąłem już leki.
- Nie, nie bardzo - potrząsnął przecząco głową. - Tylko trochę. Czasem tak pobolewa, ale to... trochę odpocznę i powinno być w porządku - dodał zaraz przytulając się do niego. - Heh jeśli cię to uspokoi to mogę zobaczyć się z lekarzem - westchnął zaraz.
- Zdarza mi się czasem... no wiesz takie dni, kiedy leżę w łóżku bo boli albo nie mam siły i potem przechodzi - uśmiechnął się. - Ne... a dostanę naleśniki na śniadanko? - zapytał go zaraz. - Z malinkami.
- No to pójdę ją poprosić - stwierdził wychodząc z łóżka i idąc do salonu, gdzie kobieta już urzędowała. - Dzień dobry - przywitał się znią. - Jest szansa na naleśniczki z malinkami? - zapytał jej zaraz.
- Dobrze, tylko trochę wieczorem już marudził i nie chciał ze mną wypić herbatki - uśmiechnął się lekko. - Sporo widziałem, byliśmy na Tokyo Tower, widok jest niesamowity - przyznał ze śmiechem.
- Un jest kochany - zgodził się z nią, siadając przy stole, bo poczuł się trochę słabiej. Przegryzł od razu kawałek suchego chleba.
Ryu skinął lekko głową, nalewając sobie do szklanki soku pomarańczowego.
- Mamy - zgodził się cicho, zaciskając lekko rękę na szklance. To i dla niego był trudny temat. - Uhm ja... - odetchnął głęboko. - No bo ja rozumiem, wiem... że miał bardzo źle, że zdecydowanie gorzej i że jeden gwałt nie robi na nim wrażenia... a ja... uhm po prostu to jest jeszcze świeże i ja... ja po prostu trochę się boję.
- No był zły jak nie mogłem się przemóc - wymamrotał chłopak krojąc sobie naleśnika i powoli go jedząc. - Ale to wcale nie jest takie łatwe - wywrócił oczyma. - Raz już to zrobiliśmy - zauważył cicho. - Było... miło - wymamrotał. - Tylko... że nadal się trochę boję, ale...ale Jun jest delikatny i trochę mi to pomaga.
- Ja wiem, że nie muszę się go bać, tylko... no to jest trochę silniejsze ode mnie. Ciągle mi się to przypomina - przyznał masując skronie dłońmi. - Ale się staram. Pozwalam mu się zbliżać, tylko... uhm no bo eh ja też choruję i nie lubię z każdej jakiejś tam słabości robić widły - wymamrotał. - Jak coś boli, ale nie jakoś super mocno... albo jak kichnę czy coś... to nie jest jakieś wielkie halo... a Jun jest no... no nadopiekuńczy - wymamrotał. - I chce wiedzieć każdy ból serca, brzucha czy sraczkę... serio! Jak nie powiem, a potem coś się stanie to patrzy zraniony i mówi że mu nie ufam. A to nie tak... ufam tylko po prostu się przyzwyczaiłem. Choruję już od 8 lat... idzie się przyzwyczaić.
- Ale jest blisko - burknął Ryu, oddając jej resztę naleśników. - Jest blisko, bliżej być nie może - wymamrotał spokojnie. - Bo by naruszył moją strefę osobistą.
- I nauczyć się gotować, choć trochę - dodał jeszcze Ryu patrząc wesoło na Juna. - Żebym dostał ładny obiadek jak będę leżał w łóżku bez siły do robienia jedzonka - uśmiechnął się lekko, znów nalewając sobie soku.
- No to dobrze, bo ja czekam na romantyczną kolację z jedzonkiem zrobionym przez ciebie w roli głównej - pokazał mu język. - Może być proste... nie oczekuję cudów kotuś - dodał śmiejąc sie pod nosem z miny Juna i robiąc mu fotkę od tak dla siebie.
- No to z łatwością poradzisz sobie z sałatką owocową na przykład. Tosty też zrobisz bo to niewielka filozofia. A niedługo może i zupę miso spróbujesz i sushi. To podstawa - zaśmiał się nieznacznie masując sobie serce. - Przepraszam - mruknął do kobiety i Juna. - Muszę się trochę położyć.
- Jun skarbie - kobieta upiła łyk swojej kawy. - Porozmawiałam sobie z nim trochę. Ryu mi powiedział, że choruje już 8 lat i przyzwyczaił się do tego, że czasami zwyczajnie czuje się słabiej. Wtedy zazwyczaj zostaje w domu i odpoczywa. To dla ciebie nowe, ale może powinieneś trochę odpuścić? Iść na kompromis. Może niech Ryu mówi ci jak będzie gorzej niż 'normalnie' podczas słabszych dni?
- Ale tego nie unikniesz Jun. Pewnie jeszcze nie raz będzie bardzo źle - westchnęła ciężko. - No i Ryu na pewno też wyciągnął lekcję z tej sytuacji.
- Aż tak strasznie było? Opowiedz o tym. Jak się czułeś? - zapytała go zaraz, nie chcąc go zostawić samego z tym lękiem.
- To dobrze, że cię zatrzymali. Jego rodzina musi cię kochać - uśmiechnęła się lekko, przytulając go nieco. - Wreszcie masz rodzinę - dodała po chwili. - Taką prawdziwą, na dobre i na złe. Zaufaj im - pogłaskała go po ramieniu. - A eh ta sytuacja, nawet jeśli się powtórzy... to pamiętaj, że Ryu ma dla kogo żyć i na pewno będzie walczył. Nie zostawi cię samego - poczochrała go po włosach. - A dzisiejszy jego stan może być dlatego, że wczoraj miał tyle wrażeń i zwyczajnie jest bardziej zmęczony niż zwykle.
- Sam mówiłeś, że dopiero co zaczął chodzić. Wczoraj miał dużo wrażeń, sporo widział i pewnie dużo chodziliście. Mógł się trochę zmęczyć - uśmiechnęła się. - O popatrz jak słodko śpi - dodała patrząc na chłopaka i przykrwając go kocem. - Nie ma temperatury - oceniła. - To tylko zmęczenie. Niech się prześpi, a potem weź go na tą herbate z puszki i obejrzyjcie zachód słońca w parku.
- No ja myślę - poklepała go ze śmiechem po plecach. - Spełnij koniecznie.
Ryu obudził się godzinkę później i przeciągnął się, czując się znacznie lepiej. Ból serca zniknął, a on nabrał trochę kolorków. Przeciągnął się raz jeszcze.
- Mika-chan - zaczął widząc ja na fotelu. - Jaki był Jun jak go poznałaś?
Pokiwał głową ze zrozumieniem i kiedy zobaczył wchodzącego Juna podbiegł do niego rzucając mu się w ramiona.
- Przytuuul - poprosił go ze śmiechem.
- Nic, stęskniłem się tylko - odparł ze śmiechem, po czym wtulił się w niego mocno. - Tak, już nic nie boli - dodał z wielkim uśmiechem.
[lecę na igrzyska smierci :P]
- Nie wiem... jak były to nie pamiętam - odparł ze śmiechem, ciągnąc go na kanapę i siadając mu na kolankach. Wtulił się w niego mocno. - Gdzie byłeś? - zainteresował się.
- A pójdziemy jeszcze przed wyjazdem na spacer? - zapytał go z nadzieją że ten się zgodzi. - Już nic mi nie jest. Na prawdę. Nie kłamię.
Pasuje - wyszczerzył się do niego ściskając go mocno, po czym w przypływie chwili ucałował go mocno. - No to ja zrobię coś na obiad - stwierdził po chwili. - Nie chcę pomocy - zastrzegł sobie i poszedł do kuchni.
- Bo to żywiołowy, normalny nastolatek jest Jun - zaśmiała się serdecznie. - Tylko miał pecha - dodała po chwili. - Ale wygląda na to, że nic mu już nie jest.
- Jesteś - odparła jakby nigdy nic. - Gadasz jak taki dziadzio - dodał wywracając oczyma. - Więc już przestań się tak martwić. On nie uważa cię za starego, to ci ma wystarczyć
Spojrzała na niego karcąco, po czym przyniosła mu aparat Ryu i zaczęła mu pokazywać zdjęcia.
- Uważasz, że mu z tobą źle? - zatrzymała się na zdjęciu, gdzie Ryu uśmiechał się szeroko szczęśliwy, że jest razem z Junem. - Odpuść tylko trochę i wyluzuj, nie zachowuj się ciągle jak stary pryk i pozwól mu popełniać jego własne błędy a wszystko będzie dobrze.
- Ale lubisz sobie pomatkować. Przyznaj się - trzepnęła go przez ramię. - A o to właśnie chodzi żebyś tego nie robił.
- A ty nie robiłeś g,łupot? Proszę cię Jun... robiłeś - roześmiała się serdecznie. - Po prostu mu na nie pozwól. Nie popieraj ale nie zabraniaj - poradziła. - Wtedy będzie ok.
- Właśnie i tak musi zostać - uśmiechnęła się do niego. - Mhm ładnie pachnie - zauważyła z ciekawością zerkając do kuchni. - Nie mówiłeś, że umiesz aż tak gotować.
- No bo Jun mnie za bardzo zachwala, a to nic takiego - machnął lekceważąco ręką chłopak, wyciągając pierożki z pieca. - Zrobiłem pierogi z pieca z różnymi nadzieniami. Te są z mięskiem, te z warzywami a te z twarogiem na słodko. I odpowiednio trzy sosy do polania - zaprosił ich do stołu rozlewając każdemu soku do szklanek.
- Zrobię - zgodził się zaraz ochoczo. - Ale jak wrócimy dobrze? - zaproponował przytulając się trochę do jego ramienia. Wziął sobie po jednym pierożku każdego rodzaju.
- O boże... - kobieta spojrzała na jego talerz. - Niejadek?
Ryu spojrzał na niego zdziwiony pytaniem. Ukroił sobie pierożka i polał go sosem.
- 48,5 - odparł spokojnie. - Ale jak wychodziłem ze szpitala było 42 więc tyję - żachnął się. - Chcę dobić 55 kg chociaż - uśmiechnął się do niego lekko.
- A po co? - zapytał zdziwiony, przecież jego waga była jego sprawą. Ugryzł trochę pierożka smakując go. - Nawet dobre wyszły stwierdził spokojnie.
- Mhm zastanowię się czy ci powiedzieć czy nie - pokazał mu język. - Moja waga zawsze waha się między 52 a 55 - dodał patrząc na kobietę. - Dlatego chcę do niej wrócić - uśmiechnął się jedząc dalej swoje pierożki.
Zaśmiał się pod nosem, przytulając się do jego ramienia. Skończył swoje trzy pierożki i przeciągnął się lekko.
- A wstąpimy po drodze do domu do McDonalda? - zapytał go nagle. - Proszę...
- Dziękuję - ucałował go mocno w usta zbierając naczynia i zmywając po wszystkich. Potem wskoczył Junowi na kolana tuląc się do niego mocno. - Kocham cię.
- Wieeem - odparł chłopak tuląc się do niego i przytulając się moecno. - Ale to muszę mieć trochę czasu. Za dużo randek to nie zdrowo - pstryknął go w nosek.
- Potulić się i posłuchać jak sobie rozmawiacie - uśmiechnął się delikatnie bo nie miał wymagań.
- No to obejrzymy jakiś dobry film - stwierdził zaraz nie widząc żadnego problemu.
- I znowu na niej zasnę? - jęknął przeciągle wtulając się w niego. - Mnie trója z fizyki wystarczy - zaprotestował cichutko. - Nie chce mi się uczyć...
- Un starczy - potwierdził z uśmiechem. - Na następny lepiej się przygotuję. Nie przepadam za fizyką - przyznał mu się bez bicia, wybierając jakiś program i go wpuszczając.
- Mhm - skinął tylko głową, obejmując go mocno i muskając jego brodę ustami. - Mhm... a uhm... nie moglibyśmy... uhm pójść do pokoju? - zapytał go całkowicie czerwieniejąc na twarzy.
- No to chodź... - złapał go za rękę ciągnąc go do sypialni. Zamknął za nimi drzwi i zaczął go mocno całować, wkładając dłonie pod koszulkę mężczyzny.
- Tak - chłopak skinął lekko głową wracając zaraz do przerwanej czynności, popchnął go delikatnie na łóżko, siadając na nim okrakiem. Ucałował jego odsunięty brzuszek, rozpinając pasek od jego spodni i mocując jego rączki do brzegów łóżka, by mu się nie ruszał. - Uhm... mogę? - zapytał go tylko mając na myśli eksperymentowanie, niewielkie oczywiście, przesunął językiem po jego brzuszku całując go po nim raz za razem i zsuwając się ustami niżej.
Ryu uśmiechnął się do niego lekko, całując go mocno w usta, zanim zsunął się niżej i zaczął całować jego podbrzusze. Delikatnie rozpiął jego spodnie, masując mu przyrodzenie przez materiał bokserek, jedznocześnie cały czas go całując. W końcu zsunął mu bokserki biorąc całego do buzi.
Zastosował się do kilku technik tłumaczonych mu przez Tomo. Postarał ssać go delikatnie, by za chwilę mocniej operować językiem. Przyspieszył też ruchy głową, dłońmi masując jego jądra.
Ryu spojrzał niepewnie w górę, by z zadowoleniem stwierdzić, że wszystko działa należycie. Poruszał językiem coraz bardziej pewnie, by po chwili poczuć smak spermy Juna na języku. Wstał wtedy i ucałował mężczyznę w usta.
- Kocham cię - szepnął mu do ucha, samemu zsuwając swoje spodnie i bluzkę.
- Nie dam, bo szkoda takiej twarzy bić, ale na pewno odczujesz to inaczej - zachichotał wracając do całowania go mocno i muskania ustami jego sutków.
Chłopak był trochę pewniejszy siebie niż za pierwszym razem oddychał już szybciej. Wpił się ustami w jego wargi pozwalając mu przejąć pałeczkę.
- Jeszcze nie, ale uhm jeszcze boję się trochę eksperymentować z pozycjami podczas... seksu - wyjaśnił cicho zamykając oczy i oddychając coraz szybciej. Sprawne ruchy Juna z łatwością doprowadzały go do szaleństwa.
Ryu zacisnął lekko zęby spinając się nieco, ale chwilę później się rozluźnił i uśmiechnął się zachęcająco do Juna.
- Będę się starał - obiecał zagryzając lekko wargę i jęcząc cichutko z przyjemności.
Chłopak zacisnął dłonie na pościeli i zagryzł wargę by głośniej nie jęcząc. Zaczerwienił się mocniej i sam zaczął poruszać delikatnie biodrami.
Otarł łzy z oczu, które mimo wszystko popłynęły gdy wszedł w niego. Oddawał pocałunki z pasją cichutko jęcząc w jego usta. Zacisnął dłonie na pościeli dochodząc kilka chwil później.
- Mniej - zgodził się z nim Ryu, przytulając się do niego. - Ale nadal troszeczkę. Przepraszam - wyszeptał w niego, przymykając na chwilkę oczy. - Podobało mi się.
- No bo... no bo ja nie wiedziałem jak - wymamrotał na swoje usprawiedliwienie. - I go poprosiłem o pomoc... to bardzo źle? - zapytał go cicho.
- Było trochę dziwnie - przyznał mu się, przytulając się do niego mocniej. - Ale nie było źle. Nawet mi się podobało - uśmiechnął się lekko. - Mogę pójść pod prysznic?
Ryu nie czekał dłużej. Od razu poszedł się umyć i po kwadransie wrócił czyściutki i pachnący z mokrymi jeszcze włoskami.
- Posiedzę w salonie - zaproponował dopakowując się jeszcze.
Ryu zdążył już odpowiedzieć na kilka pytań kobiety ze śmiechem przytulając się teraz do Juna.
- Za chwilkę pójdziemy na spacer? - zapytał go zaraz całując go w policzek.
- Oh i jeszcze ma energię! Niesamowite no niesamowite!
- To idziemy - uśmiechnął się szeroko wtulając sie w niego. - Ale jakby co będę mógł potulić się do twoich pleckow?
Mika spojrzała na Juna z wyraźny zszokowaniem.
- Matko staruszku... - roześmiała się serdecznie. - Ryu-chan zrobiłeś z niedżwiedzia gbura misiaczka - zachichotała. - Good Job.
- I Yuto i Tomo-chan i Reiko i parę innych osób też - dodał do listy Juna Ryu śmiejąc się pod noskiem, ale zaraz dając mu buziaka.
- Yay super! - ubrał szybko buty i zapiął mocno kurtkę, po czym splótł palce z jego palcami i uśmiechnął się do niego szeroko idąc wraz z nim. - Dziękuję, że mnie tu zabrałeś.
Posłusznie poszedł na ławeczkę, ale kiedy Jun do niego dołączył usiadł mu na kolanach. Wziął herbatkę i uśmiechnął się do niego szeroko.
- Musmy coś Yuto kupić... - przypomniał sobie.
- Piękny - zgodził się z nim wtulając się w niego. Patrzył na zachód słońca z zachwytem. - Jun-chan jest cudownie - uśmiechnął się do niego.
- Misia... jak staniemy zatankować auto? - zaproponował. - Z napisem I love Tokyo? - nie miał kompletnie pomysłu. Popił trochę herbatki. - Pyszna - uśmiechnął się.
- Jeszcze chwilkę - poprosił go przytulając głowę do jego szyi i oglądając zachodzące słońce i spowijające się szarością Tokyo. - Jest piękne... ale wielkie...
Prześlij komentarz