Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»- Aparat jest świetny, tylko jeszcze nie znam wszystkich jego funkcji. Pobawię się nim w szpitalu. Dziękuję - uśmiechnął się do niego słabo, chwilę bawiąc się aparatem i pstrykając Junowi kilka fotek przy użyciu różnych funkcji. Czuł narastający ból w klatce piersiowej, którego nie mógł ciągle ignorować. - Jun? - chłopak nagle upuścił aparat na poduszki samemu krzywiąc się z bólu. - Muszę do łazienki - wydusił z siebie, wstrzymując wymioty.
Takano
- Ale mam gościa... nie mogę leżeć - sprzeciwił się Ryu ale opadł na poduszki zanim usiadł. - Gome - westchnął cicho. - Tylko nie wspominaj Junowi że się przemęczam bo mnie udusi na miejscu.
Ryu chciał zaprotestować, ale zamiast tego nachylił się nad sedesem wymiotując. Kei pojawił się w łazience kwadrans później. Kucnął obok chłopaka odgarniając mu włosy z czoła.
- Co cię boli? - zapytał spokojnie acz stanowczo.
- Wszystko... ale serce... nie chcę do szpitala - wymamrotał chłopak starając się przestać wymiotować.
- Ale w tej chwili ja mam związane ręce Ryu. Nie mam jak ci pomóc. Nie mam już odpowiednich leków. Jun pojedzie z nami. Będzie siedział z tobą z tyłu i weźmiesz ze sobą co tylko chcesz. Oni ci tam pomogą - musnął czoło brata ustami biorąc go zaraz na ręce. - Jun jedziemy za godzinę - wyjaśnił zanosząc chłopaka do łóżka. - Spróbuj się przespać.
Takano
- Ale ja nie przemęczam sięcelowo - jęknął Ryu. - To damo jakoś tak wychodzi...
- Ja prowadzę, a ty tylko pilnuj żeby nie zadławił się śliną czy wymiocinami - poprosił go mężczyzna drapiąc się po głowie i uderzając pięścią w ścianę. - Cholera - warknął pod nosem zostawiając Juna samego. Zbiegł po schodach i wyszedł na ganek żeby poklepać Kiare po grzbiecie. - Nikt nie mówił że będzie łatwo, ale mogliby mu już odpuścić...
Takano
- Ależ mi dorosły - wywrócił oczyma. - Sam po kątach seks uprawia - zaśmiał się pod nosem. - Tomo opowiadał, że jesteś niewyżyty pod tym względem. Prawdę mówi?
- Ja tam mam dużo... żadnych ciuchów nie chcę - wymamrotał chłopak, trzymając oczy zamknięte. Przysobie trzymał jedynie aparat, mocno zaciskając na nim rękę. - Pojedziesz ze mną? - zapytał otwierając jedno oko i patrząc na niego. - Nie uśmiechaj się jak nie chcesz... wiem że zepsułem ci święta. Gomene... wybaczysz mi?
Takano
- Ale tak zupełnie niewinny? Wcale ci się to nie podoba? - zainteresował się unosząc lekko brew. - To gdzie już to robiliście?
- Laptopa też mi weźmiesz? - zapytal go cicho, zamykając oczy. - Uhm będę z toba przez skypa rozmawia,ł - dodał z lekkim uśmiechem. - Uhm a słuchałeś piosenki? Układałem słowa... Tomo-san tylko trochę przeredagował... i melodię dodał...
Takano
- Wow... aż tyle? Nieźle - pochwalił go. - Uhm ja tak nie umiem... boję się - przyznał szczerze.
- A moje słodycze? - zapytał cicho, kaszląc zaraz i zakrywając się kołdrą jakby ona miała pomóc w ukryciu się przed Junem i jego czujnym spojrzeniem.
Takano
- Uhm ale Jun jest starszy... i nie ma tyle czasu... więc muszę szybko się przełamać - wyjaśnił.
- Nie, już nic więcej - wyszeptał, a kiedy Kei wszedł do środka by zabrać torbę i wózek powoli podniósł się do siadu i pozwolił sobie nałożyć ciepłą bluzę.
Takano
- Uhm ale chciałbym żeby mu było dobrze jak najszybciej - wyjaśnił spokojnie.
Ryu skinął tylko głową zasypiając w aucie. Obudził się dopiero w łóżku szpitalnym z kroplówką w ręce i monitorem monitorującym pracę jego serca.
Westchnął cicho przymykając oczy. Uznał że sen jednak lepiej mu zrobi niż patrzenie na kabelki.
***
Dwa tygodnie później czuł się nieco lepiej. Mógł już funkcjonować bez maszyny 'sercowej'. Wariował na wózku i o mało nie zabił Juna, podcinając mu nogi.
- Przepraszam! - wystraszył się, kiedy mężczyzna upadł. - Przepraszam, przepraszam... nic ci nie jest?
Takano
- To nie jest takie proste...
- Oj tam oj tam - naciągnął czapkę mocniej na głowę. - Jeszcze nie warto ich oglądać. Wyglądam okropnie, już się tak nie zachwycaj - wywrócił oczyma wykierowując wózkiem. - O! Tomo-chan uczy mnie jazdy na dwóch kołach - przechylił wózek stając tylko na tylnich, większych kołach. - Ale to męczące... musisz mocno mięśniami brzucha pracować, wiesz? - wymamrotał, wracając do normalnej pozycji.
Takano
- Jest ale ja chyba nie mogę koncentrować się na obu sprawach - wymamrotał zamykając oczy. - Wtedy nic nie idzie...
- Mam wzloty i upadki. Raz czuję się lepiej, raz gorzej - odparł dotrzymując swobodnie kroku Juna, ba nawet go trochę wyprzedzając. - Co tam w pracy? Trupki dają popalić? - zainteresował się, przenosząc się na łóżko i siadając w siadzie skrzyżnym.
Takano
- Uhm a nie lepiej na odwrót? - zaproponował cicho. - Najpierw seks po kątach a potem choroba?
- Nie, nie... wyjeżdżaj ile tylko możesz - polecił mu. - Nie widzisz wtedy moich małych dramatów, nie patrzysz takim zmartwionym wzrokiem. To dobrze - ucałował go mocno w usta. - Tylko pamiętaj że obiecałes mi coś przywieźć z Tokio za ostatnio! - przypomniał mu łapiąc go mocniej za nos i uśmiechając się szeroko.
Takano
- No tak... on nie będzie chciał... 3 razy próbowałem już - wymamrotał niezadowolony. - Z tym facetem to gorzej jak z babą!
- Masło bananowe - odparł z lekkim uśmiechem. - Ciekawe miejsca które widziałeś.... - dodał po chwili. - Zostań tam dłużej i zrób mi niespodziankę - klasnął w dłonie opadając na poduszki.
Takano
- Uhm ale w szpitalu?! On mi nie pozwoli! - wybuchnął czerwieniąc się po czubek głowy.
- Nie, trochę się zmęczyłem, więc stwierdziłem że sobie poleżę - odparł spokojnie z lekkim uśmiechem. - A co? Mam symulować? - zaproponował zaraz krzywiąc się z 'bólu' i oddychając ciężej. - Jun-chan... chyba... musze do łazienki - wydusił z siebie, zaraz wybuchając śmiechem na jego minę. - Dlatego lepiej jak wyjeżdżasz, Kei mówi ci to co ma mówić, prawdę... ale nie widzisz mnie to się nie martwisz aż tak... bo nie masz mnie przed oczyma - puknął go w ramię.
Takano
- W domu jest tata i moje rodzeństwo... now way na sek...s
- Nie musisz skracać wypadu Jun-chan - Ryu spiorunował go wzrokiem kaszląc trochę. - Ale przywieź mi fajne rzeczy i następnym razem na pewno z tobą pojadę - obiecał z uśmiechem. - Wypróbujemy aparat na żywo - dodał wesoło łapiąc za aparat i pokazując mu parę zdjęć których zrobil w szpitalu. Między innymi z Tomo i Takano, ale i małymi dzieciakami czy jego kumplami z sali.
Takano
- Taka-chan... tylko ja się wstydzę i boję się i nie wiem jak się za to zabrać. Może mnie dotykać i może całować... ale jak chce dotknąć niżej to ja się spinam i nie mogę - wyjaśnił zagryzając lekko wargę.
- Ale ja się nie denerwuję, tylko chciałbym kiedyś odwiedzić Tokio - odparł spokojnie. - I stworzyć fajne wspomnienia z tobą - zaczerwienił się trochę odkładając aparat i uśmiechając się do niego lekko. - Tomo tu wszystko zna... wszystko... nawet takie zakamarki, których nie znałem... ostatnio pokazał mi kostnicę...
Takano
- Uhm - Ryu przykrył się mocniej kołdrą i spojrzał na niego. - Miałem złe doświadczneia z tym...
- Powiedział że to jego ulubione miejsce. Zawsze uspokajało go - wyjaśnił wzruszając ramionami. - Jun-chan jak mi się nudzi to chętnie z nim połażę po szpitalu - wyjaśnił wyciągając do niego ręce by się przytulić. - Naprawdę się pieszczę z tym uhm seksem? - zapytał go cicho.
Takano
- Uhm tylko on mówi że się pieszczę - wymamrotał. - I to mi nie pomaga wcale a wcale...
- Ale ja myślę że tobie jest bardzo przykro i chciałbym żeby tak nie było więc bardzo się staram - odparł cichutko, przytulając się do niego ze wszystkich sił. - Ukochasz mnie mocno?
Takano
- Nie, to ja naciskam - odparł zgodnie z prawdą. - On mi nie pozwala za bardzo się wychylać...
- Ale kiedy? - Ryu nie dał mu z tym spokoju. Obrócił się na bok patrząc Junowi prosto w oczy. - W ogóle działam trochę na ciebie jeszcze? - zapytał go cicho, pod kołdrą dotykając jego spodni w kroku. - Tomo-chan i Taka-chan robili to w łazience...
Takano
- Un... na razie nawet chodzić nie mogę - poczuł łzę na policzku, którą zaraz starł. - Taka-chan? A ty zgadzasz się na wszystko jeśli Tomo-chan cię pyta o coś?
- Eh... - chłopak zrezygnowany przestał go masować i westchnął cicho, po czym spojrzał na zegarek. - Kotek ja muszę iść na rehabilitację - oznajmił spokojnie. - Zajęcia obowiązkowe - wyjaśnił, przenosząc się na wózek. - Możesz przyjść popatrzeć, albo nie wiem... iść do miasta czy coś - wzruszył ramionami. - To nudne...
Takano
- A dużo jest takich zachcianek i próśb? - zapytał go zaraz podnosząc się i siadając wreszcie.
Ryu pokręcił przecząco głową.
- Mam trudności z utrzymaniem się w pionie - odparł spokojnie, ale jakoś bez szczególnej depresji. Wjechał do sali i podjechał do swojego lekarza, który z uśmiechem zaproponował mu pracę przy dwóch drążkach tym razem, Juna instruując jak powinien go asekurować. Tego dnia było wielu chorych i mężczyzna nie był w stanie poświęcić mu dużo czasu. Ryu uśmiechnął się do Juna, chwycił za drążki i podniósł się do pionu z lekkim trudem stając na obu nogach. Większość ciężaru jednak przenosił na ręce, jakby bojąc się znów upaść. Zwłaszcza przy Junie.
- Tylko się nie złośc, ani nie smuć jak mi nie pójdzie - poprosił go. - Dopiero zacząłem dwa dni temu... - wyjaśnił mu.
Takano
- Nie wiem... 3 zachcianki dziennie byłoby dużo - stwierdził spokojnie, po czym skinął głową. - A ty masz zachcianki? Jakiego typu? - zainteresował się.
- Na pewno? - Ryu wcale nie był tego taki pewien, ale rozluźnił trochę uchwyt na drążkach pozwalając sobie na przerzucenie prawie całego ciężaru na nogi. Kolana się pod nim ugięły i gdyby nie ręce Juna poleciałby do przodu. - Widzisz? Jestem beznadziejny w te klocki...
Takano
- A co w nim kochasz? Piszę wypracowanie na temat miłości cukiernika i muzyka, więc jesteś moim obiektem badawczym - wyjaśnił prosto z mostu całe podłoże swoich pytań.
- Czyli jak? - chłopak nie bardzo wiedział co ma teraz zrobić. Bał się puścić drążków i Juna jednocześnie. W końcu jednak puścił drążki kompletnie nieco bezwładnie lądując na mężczyźnie. Nigdy nie sądził, że utrzymywanie się w pionie może być tak trudne.
Takano
- Ano... podobny taki - uśmiechnął się lekko. - Mhm a czego w nim nie lubisz? - odważył się zapytać, choć wątpił by Takano coś takiego znalazł.
:3:3:3:3:3:3:3:3:3:3:3:3:3
Ryu skinął powoli głową, starając się ustać na nogach. Trochę trudno mu było bo kiedy zaczynał się chwiać tracił wiarę we własne możliwości i Jun musiał go kompletnie utrzymywać.
- Jun-chan... - po piątym razie udało mu się utrzymać całe dwie minuty stojąc prosto. - Kręci mi się w głowie - uprzedził go.
Takano
- Wow.... aż tak źle jest z tym mieszkaniem razem? - zdziwił się nieco, ale postanowił nie wnikać, bo to przecież nie jego sprawa. - Hm... tego że ciągle wydaje mu się, że jest taki dorosły, że wszystko wie lepiej... i że czasem nie chce posłuchać bo wie lepiej... - wymamrotał. - No bo ja wiem, że jestem dziecko i w ogóle... ale czasem też chcę żeby coś było po mojemu... a poza tym... wszystko w nim kocham, wszystko... nawet to...
- Nie szło dobrze - zaprzeczył trochę niemrawo, masując sobie skronie i przymykając oczy. Wyciągnął ręce żeby mocno przytulić się do Juna. - Przecież nic nie ustałem... sam...
Takano
- Uhm no bo lubię robić zdjęcia - uśmiechnął się lekko. - Chcesz zobaczyć parę? - zapytał zaraz podając mu aparat i włączając go, przesunął kilka zdjęć. - Chciałbym otworzyć studio fotograficzne w Yukan.
- Postaram sie - obiecał mu z uśmiechem i skinął głową przyzwalając mu na prowadzenie wózka do sali. - I przywieź mi coś z Tokio, nie zapomnij - ostrzegł go.
Takano
- Dzięki - uśmiechnął się nieśmiało. - Ale nie wiem czy mi wyjdzie - przyznał szczerze. - To tylko marzenie...
- Kocham cię - ucałował go jeszcze, po czym zamknął oczy i chwilę później już spał kompletnie wykończony.
Takano
- Ale Jun nie jest szczęśliwy że chcę wyjechać - przyznał cicho Ryu. - Nie wiem czy mnie puści...
[zdrowia, szczęścia, zdanej maturki, miłości, dobrz ewypełnionego czasu :P]
Ryu dopiero trzeciego dnia udało się wejść na skype'a. Pokiwał Junowi z lekkim zaskoczeniem.
- Mogę ci zadać parę pytań? To do wypracowania - rzucił na samym początku. - Dlaczego wybrałeś balsamowanie? Skąd to zainteresowanie? - zadał pierwsze dwa pytanie choć sądzil że już zna na nie odpowiedzi, musiał tylko je potwierdzić. - Uważasz seks za coś złego? Dodatek do miłości? Czy może zbędny użytek?
Takano
- Uhm pewnie masz rację - zgodził się z nim kładąc się do łózka i odkładając aparat na bok. - Dzięki.
Ryu czuł się już znacznie lepiej. Coraz częściej spędzał popołudnia na dachu szpitala, gdzie też można było go znaleźć, czytając książkę, bądź pisząc coś w swoim notatniku, albo obrabiając zdjęcia na laptopie. Nadgonił też naukę chodząc do prowizorycznej szkoły zrobionej tu w szpitalu. Od tygodnia chodził już o kulach. Lekarze już na niego nie krzyczeli za wychodzenie na dwór. Prosili tylko by ubierał się cieplej. Odstawiona została chemioterapia, więc i jego wygląd wracał do zdrowia. Tylko wyniki wciąż nie były zadawalające. Lekarka wciąz mu powtarzała, że ma obniżoną odporność i to dość poważnie i że od tej pory nawet głupie kichnięcia ma zgłaszać i najlepiej jeździć od razu do szpitala. Ryu przyjął to... z niezadowoleniem ale postanowił się nie kłócić. Kiedy zobaczył Juna na dachu, złapał za kule i pokuśtykał w jego stronę z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Za dwa tygodnie będę mógł wyjść! - oświadczył mu na wstępie. - A w ten piątek mam testy sprawdzające czy mogę kontynuować naukę w mojej klasie - dodał zaraz. - Uhm jak je zdam to roku nie będę miał w plecy - wyjaśnił ciesząc się z tego.
- Pewnie powiedzieć ci, że z każdym moim kichnięciem, katarem, kaszlem... migreną... czymkolwiek... będę musiał zgłaszać się od teraz do szpitala, żeby dmuchać na zimne - odparł spokojnie, starając się brzmieć w miarę pogodnie. Usiadł mu na kolanach całując go lekko. - Ale to nic - dodał zaraz wyszczerzając się do niego. - Znów będę do ciebie przychodzić podglądać cię przy pracy - zaśmiał się radośnie. - I pomogę w domu, pogotuję, zrobię zakupy... wyjdę z Kiara na spacer - musnął jego usta swoimi.
- Ale to się dobrze ubiorę i założę maseczkę i będę nadal schodził - zaproponował szybko takie rozwiązanie chłopak przytulając się do niego mocniej. - Przecież na dworze też jest masa zarazków, a doktory nie zabraniają mi tu siedzieć - zauważył zaraz. - A weźmiesz mnie raz na taki wyjazd? - zapytał zaraz. - Proszę, proszę proszę? - całował go raz za razem, przy każdym 'proszę'. - Obiecuję że będę grzeczny i będę cię słuchał na wyjeździe rzecz jasna...
[mhm... zawalam gramatykę, poprawa za dwa tygodnie, jutro mam kolokwium, ale eh potrzebuję chwili dla siebie :) potem pewnie znów zniknę... przepraszam...]
- No to cię wtedy mocno przytulę - zaproponował cicho, obejmując go mocno i uśmiechając się do niego łagodnie. - Ale weźmiesz mnie jak już stwierdzisz, że sobie poradzisz z małym wrzodem na dupie - zaproponował taki układ całując jego nosek. - I postaram się ci pomóc odzyskać ciepło - szepnął.
- Obiecuję - odparł bez zastanowienia z wielkim uśmiechem na twarzy. Uściskał go mocno już nie mogąc sie doczekać wyjazdu. - Dziękuję! - wycałował go mocno. - Nie będę przeszkadzał - zapewnił go.
- A pokażesz mi swój uniwersytet i pokój który zamieszkiwałeś z Tomo-chanem? - zapytał zaraz chcąc jak najwięcej skorzystać z wycieczki. - I pójdziemy na Sky Tower? - zapytał zaraz. - I do ogrodów cesarskich? - upewnił się wymieniając kilka punktów które chciałby zobaczyć przy okazji. Jak coś się nie uda to nie szkodzi. - Nie przestraszę, nie mam czego - ucałował go lekko.
- Bo umyte - roześmiał się serdecznie. - Już nie potrzebuję niczyjej pomocy żeby się myć - przyznał ze śmiechem, po czym wstał z jego kolan i złapał za kule. - Trochę mi zimno - przyznał szczerze ruszając w stronę wyjścia z dachu. - Jun-chan? - spojrzał jeszcze na niego. - Ale nie trzęś się nade mną dobrze? - poprosił go. - Ja nie jestem jajkiem...
- No bo się suszy... wczoraj wieczorem złapał mnie deszcz na dworze - wyjaśnił spokojnie. - Taka pompa...a nic tego nie zapowiadało i zanim zdążyłem się schować bluza ucierpiała - dodał zaraz ze śmiechem, powoli pokonując kolejne stopnie w dól. - Nadal chodze na rehabilitację - dodał jeszcze.
- Trochę wieczorem miałem stan podgorączkowy ale rano już nic nie było. Leżałem w łóżku zgodnie z zaleceniami aż do obiadu, a potem pozwolili mi wstać - wyjaśnił spokojnie. - Uhm chodzenie... jak widać - pokazał na kule. - Sam jeszcze nie chodzę. To znaczy mogę stać już sam bez niczego ale chodzenie jeszcze mi nie wychodzi - mruknął. - Ale poruszam się o kulach całkiem sprawnie i już wózka nie potrzebuję.
- Uważam na siebie, przecież nie siedziałem specjalnie na deszczu - puknął go palcem w czółko. - Uhm nadal mam wzloty i upadki - odparł szczerze. - No i wcale nie jestem super. Przecież i mnie dopadł taki straszny dół - przypomniał mu.
- Urosną - zapewnił go znowu się nieco śmiejąc. Odłożył kule na bok wchodząc do łóżka, akurat w chwili w której przyszła jego lekarka z kolacją i porcją leków. Przywitała się z Junem sprawdzając szybko stan zdrowia Ryu i zapisując odpowiednie dane na wykresie.
- Dzisiaj bez deszczowych niespodzianek, proszę - poradziła mu.
- Tak jest - zasalutował jej Ryu biorąc do rak miseczkę z ryżem i wcinając ją trochę.
Ryu pokręcił przecząco głową.
- To jedyny minus... nadal nie mogę zjeść dużo i wcale nie jestem głodny, ale zmuszam się żeby cokolwiek zjeść więc na mnie nie krzycz - poprosił go. - I żelki mogę jeść zawsze - uśmiechnął się zaraz.
- Ja ciebie też - powoli skończył swoją kolację popijając ją herbatką. - A co dobrego dostanę? - zapytał go zaraz. - A... spakowałem już parę rzeczy - pokazał torbę podróżną. - Głównie przeczytane książki i ciuchy które już mi się tu nie przydadzą.
[dobranoc :*]
- Ale i tak będę musiał co miesiąc na kontrolę jeździć - przypomniał mu cicho. - Ale to nic prawda? - upewnił się, przyciągając go do siebie żeby się w niego mocno wtulić. - Kocham cię, swtrasznie mocno.
- To uhm wypierzesz mi bluzę? - zapytał cicho, przytulając się do niego lekko i przymykając oczy. - Ale wtedy przywieziesz ją jutro? - upewnił się bo nie chciał się pozbywać swojej ulubionej bluzy. - I... ne... poprosisz tatę, żeby to wywołał? - podał mu pendrive'a ze zdjęciami. - Tam jest opisane co i jak.
- Takie tam - machnął lekceważąco dłonią. - Z dzieciakami tutaj ze szpitala. Na dole powstaje galeria dziecięca i zaproponowałem, że wzbogacimy galerię rysunków zdjęciami. No i mam tu parę zdjęć dzieciaków w szpitalu. Ale takich pozytywnych - uśmiechnął się. - Żeby pokazać że szpital to nie tylko umieralnia...
- Pewnie, że tak - uśmiechnął się lekko. - Co bym chciał porobić w domu? - uniósł lekko brew. - Nic nadzwyczajnego... pójść na spacer z Kiarą, pochodzić po plaży z tobą, zrobić wam obiadek, przynieść ci do pracy coś słodkiego. Takie tam... głupoty.
- No i... chciałbym znowu spróbować kochać się z tobą - zaczerwienił się po sam czubek głowy. - Ale...ale jak nie wyjdzie to na mnie nie krzycz - poprosił go zaraz dość szybko.
- Uhm - Ryu skinął lekko głową przytulając się do niego lekko. - No to... no to zaczniemy od pieszczot? - zaproponował takie rozwiązanie. To by pomogło mu się przyzwyczaić do zbliżenia i pewnie sprawa kompletnego zbliżenia nie byłaby już taka krępująca. - Uhm bo ja chodzę do pani psycholog - przyznał cicho. - Ze... ze wszystkim...
- No tak, bo to moja wina przecież... bo uhm byłem zgwałcony, a potem na mnie nakrzyczałeś że się pieszczę i od tamtej pory jeszcze gorzej mi się do ciebie zbliżyć bo uhm znów będziesz krzyczał - oznajmił na jednym wydechu. - No i o chorobie dużo rozmawiamy i o tym jak się czuję, że nie chcę nikogo martwić i że to naturalne i że w sumie nie powinienem tak robić, ale dopiero się tego uczę. Na przykład dzisiaj powiedziałem ci co najprawdopodobniej bedzie od ciebie chciała pani doktor, a normalnie bym to zataił - wymamrotał szczerze. - No i o moich kłopotach w szkole, o których w sumie nikt z was nie wie, ale to nie ważne. To takie tam pitu pitu.
- Tak, ale sam. Autobusem, raz w tygodniu - ostrzegł go, żeby tylko nie wpadło mu do głowy by jeździł razem z nim. - Poza tym będę wtedy spędzał popołudnia w mieście z kumplami ok? - upewnił się że Jun nie ma nic przeciwko. W końcu nie zamierzał zrywać znajomości, które zawarł w szpitalnym ło żu.
- Tylko jeszcze czasem męczą mnie koszmarki - przyznał cicho, przymykając oczy. Uznał że wreszcie może zasnąć oddając się zmęczeniu.
Ryu zasnął dobry kwadrans później z delikatnym uśmiechem na twarzy, przytulając się lekko do Juna, by ten mógł spokojnie wyjść.
Ryu uśmiechnął się szeroko od razu przerywając rozmowę i zbierając się ze swojego łóżka. Przerzucił przez ramię torbę wziął kule by z nimi pokuśtykać do Juna.
- Możemy iść - ucałował go mocno w usta.
- Nie jest tak źle - odparł ale oddał mu torbę, skupiając się na swoich kulach. - Oj ale nie trzeba... przecież nie pierwszy raz ze szpitala wychodzę - żachnął się.
- To spacer jutro - odparł zaraz bo nie chciał się pozbywać mozliwości spacerka. - Ano ne... zaliczyłem ten test - rzucił od niechcenia. - Nie będe miał w plecy nic.
- Od poniedziałku - uśmiechnął się do niego szerzej, zapinając pasy i przeciągając się lekko. Poczęstował się jedną czekoladką, drugą wsuwając do usta Junowi. - Pośpię wreszcie w swoim łóżku! A! Widziałes galerię? W szpitalu?
- Już mnie pewnie prześcignęła - uśmiechnął się lekko, otwierając trochę okno. - Ne... co mówiła ci dziś doktorka? - zapytał zaraz zainteresowany.
- Ale ja nie kazałem ci iść do tej pani psycholog przecież - jęknął Ryu. - Przecież nic nikomu takiego nie mówiłem - burknął wyraźnie niezadowolony. No bo to przecież nie jego wina, że baby marudzą za bardzo, co nie?
- Ale wytrzymałeś. Moje dzielne kochanie - ucałował go mocno w policzek, po czym wysiadł z samochodu i nie zdążył zrobić nawet kroku a został zabrany na ręce przez ojca i wniesiony do domu ku uciesze młodzieży.
Ryu nawet nie miał czasu pomyśleć, kiedy wszyscy rzucili się żeby go potulić. W końcu jednak skończył z Yuto na kolanach i Kiarą w nogach. Chłopiec żywo opowiadał mu o dosłownie wszystkim co działo się w domu.
-... i wtedy Jun tak się wygiął o tak - zademonstrował. - I zajęczał tak dłuuugo i powiedział Ryu i potem padł na łóżko - wyjaśnił z wypiekami na policzkach. - A to jeszcze nic! 5 razy tak zrobił! 5 Ryu!
Ryu roześmiał się serdecznie przytulając mocno Yuto do siebie i mówiąc mu że dobrze się spisał. Nadal chichocząc wstał na nogi i trzymając się mebli i innych przedmiotów po drodze ruszył na górę. Powoli wszedł po schodkach na górę.
- Nie chowaj się kochanie! - krzyknął widząc go na podłodze. - Nie przejmuj się tak. To słodkie...
- Kotek... - Ryu złapał się mocno ściany idąc do niego. Opadł obok niego zabierając mu papierosa i z całych sił ucałował go mocno w usta. - Ale ja cię kocham nawet jak się tak słodko denerwujesz i czerwienisz.
- Mhm no to nie schodź - chłopak wziął od niego swoje kule i wstał na nogi. - Dla mnie to normalne, bo Yuto nie pierwszy raz opowiada o czymś takim. Niekoniecznie z twoim udziałem - wzruszył ramionami. - Więc jak już ci przejdzie to zejdź na dół - poczochrał go po włosach.
- Jun-nii! - Yuto przybiegł do niego i złapał go za rękę. - Choć na jedzonko - poradził mu. - No chodź! Curry jest, pyyyszne!
- Ale tatuś też tak robi u siebie w pokoju - odparł chłopiec nie rozumiejąc co robi nie tak. - I Kei też tak robił, teraz nie... bo teraz robi z ciocią.
- Ale ja nie wchodzę! - oburzył się chłopczyk. - Ja mam... kamerki - dodał zdradzając swoją wielką tejmnicą. - Tylko Ryu-chan nie ma... bo to fajny nii-chan !
- Dostałem na urodzinki jak chciałem być szpiegiem - wypiął dumnie pierś, po czym przytulił się mocno do Juna. - Jun-nii też fajowy, ale Ryu-chan kupił mi zestaw szpiega i obiecałem mu nic nie kombinować - uśmiechnął się szeroko. - Kocham cię Jun-nii!
- A mogę mogę jedną zostawić? - zapytał cicho nieco zasmucony. Wcale nie chciał ich ściągać ani nic. - Bo Jun-nii taki dobry jest dla Tomo-san.
- Pokażę ci! - pociągnął Juna do swojego pokoju i włączył odpowiednią kasetę. - O! Jun-nii i Ryu-chan! - pokazał na nich. - Tak wiem co powiedzieć, żeby Jun-nii poszedł ze mną w piłkę pograć, albo tata albo Kei... bo wy nie chcecie! Wcale a wcale! - wybuchnął.
- Nie mogę! - odparł oburzony. - Ryu-chan postawił zasady. Wszystko tylko nie łazienki, kuchnia, jego pokój i biuro taty i twoje - wyjaśnił rzeczowym tonem. - Ja trzymam się umów.
- Porozmawiam o tym z Ryu-nii... bez profitu nie ściągam - oświadczył całkowicie poważnie, po czym przytulił się do JUna i ucałował go lekko. - Kocham cię wuja!
- Ale zobacz co dostałem - pokazał mu swoje pierwsze portfolio ze zdjęciami. Wybrane zostały jego najlepsze dotychczas zdjęcia. - Reiko wysłała... bez mojej zgody... do paru uczelni - wymamrotał tak trochę niezadowolony ale z drugiej strony szczęśliwi. - Myślisz że może ich coś zainteresuje?
- A... no bo wtedy cię jeszcze nie znałem dobrze i chciałem cię poznać lepiej. Powiedziałem Yuto że to największa misja jego życia - uśmiechnął się delikatnie. - A potem o nich zapomniałem - przyznał szczerze.
- No bo te relację mnie podniecają - odparł mu również szepten. - Działa to na mnie jak wabik - ucałował go w policzek.
- Ale mnie obrazki nie podniecają, tylko opowieści o tym - pokazał mu język. - Pogadam z Yuto - dodał zaraz wracając do curry. - Pycha - pochwalił Reiko. - Od dzisiaj ty gotujesz - zaśmiał się.
- Świnia... - fuknęła na niego dziewczyna zaraz jednak wybuchając dźwięcznym śmiechem.
- Możemy ruszyć u mnie w pokoju - przypomniał mu tylko delikatnie się uśmiechając. - No nie... ja zabieram gotowanie na trochę. Nikogo do kuchni nie wpuszczę - zastrzegł sobie.
- Jeszcze miesiąc - uśmiechnęła się lekko głaszcząc się po swoim brzuszku.
- Kopią... bardzo - złapała go za dłoń i położyła sobie na brzuszku. - Czujesz? - zapytała z lekkim uśmiechem. - Kopią potworki małe - zaśmiała się cicho.
- Ramen - mruknął mu do ucha bo za ramenem tęsknił najbardziej. - A potem się zobaczy, może spełnię twoją zachciankę - zaproponował.
Ryu przytulił się do niego lekko i skinął głową.
- Będzie gyoza, a potem okonomiyaki bo obiecałem już je Yuto - dodał ze śmiechem. - I omurice - wymienił znowu jedną ze swoich ulubionych potraw. Przymknął oczy odkładając widelec, kiedy miał już dosyć curry.
- Dzisiaj - zdecydował szybko, wycierając się dokładniej i popijając jedzenie sokiem. - Dam radę... a jak nie dam to mam mojego silnego mężczyznę obok - zachichotał wołając Kiarę. - I moją psinkę też.
- Kamery załatwione - Ryu obwiązał swoją szyję szalem, ale nie założył czapy. Wziął ją tylko do kieszeni kurtki, z zamysłem, że pewnie na plaży założy. Złapał Kiarę za smycz i kuśtykając na kulach starał się za psiną nadążyć.
- Lekarka nie mówiła 'noś czapki' - fuknął na niego. - Wziąłem ją bo nad wodą będzie wiało, teraz nie wieje - ściągnął czapę. - No przestań, na dachu też wiało i jakoś nie nosiłem czapki - przypomniał mu. - Poza tym grzecznie ubrałem szalik.
Kiara zwolniła dostosowując swoje tempo do chłopaka.
- Że krzyczysz w nocy jak śpisz - przypomniał sobie pierwsze czego się do wiedział. - Że płaczesz czasami, bo tęsknisz za przzyjacielem...ale teraz to ucichło bo masz Tomo - uśmiechnął się do niego, zakładając czapę kiedy dotarli na plażę. - Że czytasz zboczone pisemka i rozcierasz ręce kiedy skończysz pracę na dole... jakby przechodzą cię drgawki - szepnął. - Ale to wszystko sprawiło że chciałem żebyś się rozpogodził więc schodziłem do ciebie codziennie.
[zw albo dobranoc xD ide sie myc]
- Ale ja to lubię. Schodzić do ciebie... pewnie cię trochę denerwowałem, co nie? - uśmiechnął się delikatnie zakopując trochę za bardzo w piachu i nie mogąc ruszyć dalej. - Ano ne... mogę na barana? - zapytał cicho. - Poza tym zauważyłem też że jak zacząłem cię odwiedzać... to rzadziej rozcierałeś ręce wieczorami.
- Cieszę się, że mogłem ci troszkę pomóc - ucałował go w policzek, przytulając się do niego mocno. - Już ci nie będzie tak strasznie zimno - obiecał mu to cicho. - Postaram się cię rozgrzewać troszeczkę.
- Nie wszystkie - odparł cicho. - Nie oglądałem wszystkiego - pogłaskał go po policzku, wtulając się w jego plecy. - Poza tym... ty widziałeś dużo moich już i pewnie jeszcze dużo zobaczysz, bo tak szybko mnie choroba nie opuści - wymamrotał. - Więc powinieneś wiedzieć że przez to się tylko bardziej kocha.
- Reiko wie... i nikt poza tym - zachichotał. - Taki mały sekret. Jeszcze by nam się wszystkim za to oberwało - przymknął oczy wdychając świeże powietrze.
- No przecież bym się nie kochał w twoim pokoju - pacnął go w głowę dłonią, po czym przytulił się do niego na nowo przymykając oczy. - Ładnie dziś pachnie - szepnął. - Brakuje tylko piekarni - dodał po chwili nieco zasmucony. - I świeżych bułeczek. O tej porze już były...
[dobranoc kochana :*]
- No bo ty masz wtyki u naszego piekarza - zachichotał przytulając się do niego z całych swoich sił. - I co robiłeś jak nie było? Cienko bez bułeczek... te z miasta to już nie to samo.
- Tomo-san nauczył mnie że trzeba walczyć, wiesz? - mruknął mu do uszka przytulając się lekko. - Jak nie dla siebie to dla ciebie... - dodał z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Ale na rehabilitacji za bardzo się męczył. Bo on chciał wszystko szybko szybko.
- Uhm troszkę - przyznał cicho, po czym uśmiechnął się do niego delikatnie. - Kocham cię tak strasznie mocno że nawet nie wiesz - wycałował go.
- Teraz nie mogę obserwować morza - zamarudził mu trochę dając mu lekkiego buziaka w usta. - Uhm... nie wiem czy jak mnie znów nie złapie dół to tego nie powiem. Nie mogę obiecać - westchnął cicho. - Ale obiecuję że się postaram.
- Uhm a w domku zrobisz mi herbatkę i obejrzymy jakiś fajny film na twoim laptopku? - zapytał chcąc teraz pobyć chwilę z Junem i nie martwić się niczym innym. - A na kolację zrobię szaszłyki - zdecydował, bo udało mu się nawet już pobuszować w lodówce.
- Chcę do filmu - odparł entuzjastycznie. - Ale taką porcję na mój żołądek poproszę - poradził mu z uśmiechem. - Nie wiem... jakiś thriller albo film akcji... zdam się na ciebie.
Ryu zaczął chodzić do szkoły z dość dużym entuzjazmem. Poprosił tatę żeby ten go podwoził, a mężczyzna zrobił to z ochotą. Do domu wracał sam, spacerując. Nie męczył się. W razie potrzeby dzwonił po pomoc. Tego dnia wrócił dość późno ale i tak swoim zwyczajem założył maskę na buzię i ciepłą bluze i skuśtykał po schodach do Juna.
- O! Dzisiaj dużo bebechów - skomentował z fascynacją podchodząc do rozoranego ciała. - Mogę spróbować zrobić analizę? - zapytał Juna, podając mu ciepłego loda, Murzynka, tym razem. - Więc tak, mężczyzna, lat może 19 - 20. Miał pecha, w tutejszych lasach nadział się na grupę dzików i nie zdążył z ucieczką - padła dewiza. - Brud pod palcami i zaschła krew świadczy o walce o życie.
- A widzisz? Robię się w tym coraz lepszy - zaśmiał się lekko. - I nawet nie sprawdzałem tym razem w notatkach. Zrobię po południu porządek w biurze i od jutra będę wam tam pomagać. Będę ci pracę rozdzielać - usiadł na swoim miejscu, odkładając kule na bok. - W szkole dobrze, nic nowego - wzruszył ramionami. - O... zamknęli go? Wygrałeś? - zapytał zaraz. - Jak się czujesz? Przygnębiony? Bardzo źle było?
- Odczep się ode mnie. Przecież wiesz że ja lubię dużo robić - zauważył wesoło. - O... super! - ucieszył się. - No tak... musiało być ciężko, ale teraz będzie już tylko lepiej. Na pewno - uśmiechnął się do niego szeroko. - Kocham cię! - zaśmiał się lekko. - Nie, nie potrzebuję pomocy. Testy zdaję a niedługo koniec roku i dwa tygodnie przerwy.
- Pozwól mi żyć tak jak chcę. Nie pouczaj mnie. Wiem kiedy powiedzieć dość jeśli chodzi o oceny - podniósł się z miejsca i przytulił go od tyłu mocno. - Ale już dobrze, już cię nie zgwałci. Nie zrobi ci nic złego.
- Mou zero z tobą zabawy - oskarżył go biorąc kule i kuśtykając na górę. - Biorę Kiarę na spacer - poinformował swojego tatę. - Krótki - dodał widząc jego minę. - Dwadzieścia minut - obiecał. - Do pół godziny, nie dłużej - dodał żeby mu nikt nie marudził że się 5 minut spóźnił.
Ryu wrócił 25 minut później, jak obiecał nie przekraczając 30 minutowego limitu. Kiara szczęśliwa poszła wylizać Juna po twarzy po czym wybiegła do ogródka.
- Lubi cię - zaśmiał się chłopak kuśtykając do salonu.
- No bo ona wie co dla ciebie dobre - chwycił go za nosek przenosząc się na jego kolana i całując go mocno. - Ja też wiem - dodał z delikatnym uśmiechem, muskając ustami jego szyję i wsuwając śmielej ręce pod jego koszulkę.
- Jesteśmy - odparł uśmiechając się delikatnie i wracając do przerwanej czynności. - Pojechali na 2 godzinki do miasta. Do szpitala sprawdzić co z Reiko, do galerii handlowej po zakupy - ucałował go mocno, z pasjąc. - Poza Kiarą nie ma tu nikogo - przygryzł delikatnie jego wargę.
- Może być i łóżko - zgodził się chłopak łapiąc go mocno za szyję i przytulając się do niego mocniej. Skoro już mieli iść na górę to mógł zostać tam zaniesiony.
- Tajemnica - ucałował go mocno wracając do pieszczenia jego klatki piersiowej pod koszulą. Całował go po szyi, głaszcząc dłońmi jego odkryte ramiona, by po chwili ściągnąć z niego koszulkę i zanim ten zdążył zaprotestować przyssał się do jego sutka.
- Przez małe dziecko nie będzie - obiecał mu z figlarnymi iskierkami w oczach. - Duże będzie miało radochę - dodał przyciągając go bliżej siebie by ucałować go mocno. Nie mógł się od tego powstrzymać.
- A dlaczego nie? Zaprosze cię na show... albo nie... zaproszę Tomo-chana to mi podpowie jakich technik używać i takie tam - stwierdził na głos. - Popcorn do tego - pokiwał głową drażniąc się z nim i oddychając odrobinę szybciej.
- Żartowałem - zachichotał chłopak odchylając nieco głowę do tyłu i oddychając nieco głośniej. Dłońmi nadal pieścił sutki mężczyzny, co jakiś czas gładząc też jego piękny brzuszek. - Mhm ale opowiedzieć to opowiem na pewno - dodał po chwili - przesuwając dłoń na przyrodzenie mężczyzny.
Ryu był troszkę spięty, ale nie bał się. Przynajmniej nie tak jak za pierwszym razem. W końcu Jun już go trochę na to przygotował. Zagryzł wargę mrucząc cicho, kiedy mężczyzna dobierał się do jego męskości.
- Żeby mi poopowiadał o technikach - wydusił z siebie, starając się oddawać pieszczoty z równą mocą.
- Oj bo chcę ci dać więcej przyjemności i nie mów już więcej - położył mu palec na ustach nie chcąc słuchać jakichś wymówek. Skinął głową z lekkim wachaniem i wstrzymał oddech na moment ściągania z niego bokserek.
Ryu odprężył się troszkę i nabrał głębokiego oddechu, kiedy Jun wziął jego przyrodzenie do ust.
- Ale ja chcę i już - wywrócił uparcie oczyma, delikatnie nawet poruszając biodrami by pokazać, że Juin może już szybciej i swobodniej się zachowywać.
- Uhm... możesz - zacisnął lekkko powieki spodziewając się bólu jak przy swoim niespodziewanym pierwszym razie. Odetchnął głęboko ale ból nie był tak duży jak myślał że będzie.
- Wiem, wiem Jun...tylko to samo... trochę strachu zostaje - przeprosił go cicho, przyciągając go bliżej żeby go ucałować. Skinął w końcu głową pozwalając mu wejść.
Mimo wszystko poczuł łzy na policzkach, ale tylko przez chwilę, bo wejście ciała obcego nie było komfortowe. Skinął jednak po chwili głową pozwalając mu się poruszać.
- Ja ciebie też - wysapał, obejmując go mocno i całując namiętnie raz za razem.
Ryu doszedł wraz z nim, oddychając ciężko, zamknął oczy opadając kompletnie z sił.
- Mhm kocham cię - szepnął do ucha Junowi. - Ale zaniesiesz mnie potem do mojego pokoju? - zapytał go cicho.
- Było - uśmiechnął się do niego. - Ale trochę się bałem - przyznał cicho. - Nie jesteś zły, że się bałem prawda? - upewnił się przytulając się do niego delikatnie.
- Kocham cię - powtórzył jeszcze z delikatnym uśmiechem się w niego wtulając. - Bardzo, bardzo.
- Ale... - Ryu spojrzał mu prosto w oczy. - Możemy uhm tego nie robić tak codziennie i w ogóle? - zapytał cicho, łącząc przed sobą dłonie. - No bo uhm ufam ci, ale tak jeszcze trochę się boję. O tu jeszcze nie jest do końca dobrze - popukał się po głowie, wtulając się w niego mocno. - Przepraszam.
- Czasem inteligencja to trochę za mało - uśmiechnął się do nigo lekko, rozluźniając się zupełnie i wtulając się w jego ramiona.
- Kocham cię - ucałował go jeszcze, ubierając się i wstając. - Pójdę pod prysznic zdecydował z delikatnym uśmiechem.
Chłopak pokuśtykał do łazienki, trochę żałując, że kule zostały na dole, a po kwadransie był już odświeżony i przebrany w czyste ciuchy. Powoli schodził na dół by pomóc przy robieniu obiadu.
- Została w szpitalu, będzie rodziła na dniach - uśmiechnął się lekko. - Trochę się tego boi - dodał po chwili. - Ale obiecałem jej że jutro też do niej wpadnę i zabiorę ze sobą Ryu. W końcu i tak ma jutro rehabilitację - zauważył spokojnie.
- Hm to może coś dobrego jej upiekę - zdecydował chłopak już i tak stojąc w kuchni.
- Nie musisz mnie o to chyba pytać - Toma spojrzał na niego wyraźnie zdziwiony. - W końcu jesteś dorosły, masz swój samochód... ale jeśli chcesz się zabrać naszym to też możesz rzecz jasna - poklepał go przyjaźnie po plecach. - Co dzisiaj na obiad?
- Tortille - odparł wesoło Ryu przygotowując odpowiednie składniki.
- Nie ma mowy - trzepnął go po łapkach. - Nie chcemy spalonej kuchni. Trzymaj się od tego obszaru z daleka, kiedy gotuję - ucałował go szybko, wracając do przerwanej czynności.
- Jeśli już naprawdę musisz... - Ryu wywrócił oczyma. Zazwyczaj wolał sam urzędować w kuchni, ale skoro nie było innego wyjścia. - Musisz sobie hobby znaleźć - stwierdził w końcu.
- No dobra, powiedzmy że ci wierzę - Ryu wzniósł oczy do góry i skończył przygotowywanie tortill, które zaraz zawinął i zawołał wszystkich na obiad, pierwsze dwie od razu podając Junowi. - Smacznego - ucałował go lekko.
- Nie jestem, ale dziękuję - uśmiechnął się do niego, samemu wybierając sobie najmniejsza i najchudszą tortilkę. Innej nie dałby rady zjeść. Usiadł przy stole z resztą rodziny zajadając się nią.
- Ano ne - Ryu się przypomniało że ma plany na wieczór. - Wychodze dziś z kumplami z liceum - oznajmił spokojnie. - Jedziemy do miasta autobusem o 18 - dodał po chwili. - Ale nie wiem o której wrócę - zjadł do końca swoją tortillę. - Jedziesz do Tokio? Kiedy? Na ile? - zainteresował się zaraza
- A mogę pojechać z tobą? - zapytał go zaraz chłopak. - Jak się będę dobrze czuł? proszę, proszę proszę!
- Stoi, nie ma parcia, jak nie teraz to następnym razem - ucałował go mocno kończąc jeść i idąc się wyszykować. Wziąć portfel i 'fake ID', po czym pożegnał się z każdym i wyszedł z domu idąc na przystanek autobusowy.
Ryu jednak stwierdził że nie da rady dojechać do domu. Wypił jedynie trzy piwa i ścinało go z nóg. Głupi pomysł Amakusa. Ojciec się wścieknie, o Junie nawet nie wspominając. Wybrał więc numer do Keia, a przynajmniej tak myślał. Nawet nie zauważył że odebrał Jun.
- Niii-chaaan, przyjedziesz po swojego głupiego, młodszego brata? - zapytał przeciągając każdą sylabę i w końcu siadając na ziemi ze śmiechem.
- Ne, ne, ne... kochasz mniee? - zapytał go przez telefon podciągając nogi pod brodę i przymykając oczy. - Gdzie... w mieście! - wyjaśnił wesoło. Przecież to było jasne. W końcu pojechał do miasta. - Ne, ne... jaki autobus jedzie do Yuukana? - zapytał go zbierając się na nogi i wymiotując zaraz.
- O wiem gdzie! - wpadł na to nagle, tak całkiem przypadkiem. - Ne, Jun-chan! WIem - klasnął w dłonie podnosząc telefon i znów do niego mówiąc. - Szpital widzę - uśmiechnął się szeroko, odnajdując się wreszcie. - Ja ciebie też straaaasznie kocham!
- Mou tylko mi powiedz który autobus nooo - uparł się idąc w stronę przystanku, nie miał najmniejszej ochoty jechać z Junem. Same wyrzuty, na pewno! - Ne, ne... dasz mi Keia? - poprosił go zaraz. - Keia nooo...
Jak tylko zobaczył samochód Juna schował położył dłonie na twarzy, jak dziecko, które myśli że wtedy go niema. Pewnie zacząłby uciekać, ale nie miał szans.
- Nie ma mnie - jęknął przeciągle. - Nie chcę z tobą wracać mou... - wymamrotał widząc Juna przez palce. - Niee!
- Ale ja nie chcę z tobą jechaaać - zajęczał mu łapiąc za skrzynię biegów i trzymając ją mocno żeby nie mógł ruszyć. - Nie chcę no, a oni nic nie wiedzą - wymamrotał. - Nic a nic, kocham cię wiesz? Kocham kocham! zrobiło mu się niedobrze, więc otworzył drzwi i zwymiotował na ziemię. - Nie na tapicerkę - pochwalił mu się, znów łapiąc skrzynię biegów.
- Nie, nie, nie! - spiorunował go wzrokiem na tyle na ile był wstanie. - Let's have a party! - zaproponował z lekkim uśmiechem. - No taaak - wywrócił oczyma. - No bo ja nie piłem niiiiiiiiic, tylko colę - wyjaśnił uśmiechając się do niego słodko. - A jak poszli tańczyć to wtedy... bo mi nie pozwoliłeś ostatnio... chciałem posmakować! Mówisz, że jestem bardziej niewinny od Reiko-chan... a ja nie chcę! - trzepnął go w rękę naburmuszając się i dalej trzymając skrzynię biegów.
- Trzy - odparł bez skrępowania. - Reiko-chan też pije! - fuknął na niego. - Wszyscy piją, to czemu ja nie mogę, hę? - zapytał go patrząc na niego ostro i bez ostrzeżenia odpinając się i wchodząc na niego. Usiadł na nim okrakiem patrząc mu prosto w oczy. - Czemu? - zapytał go znowu wpijając się w jego usta swoimi. - Chcę być jak inni, to moje największe marzenie - wymamrotał czując łzy spływające na policzkach. Nie wiedział że alkohol może aż tak działać. Odpiął Junowi koszulkę całując go mocno po piersi i poruszając się lekko po jego biodrach. - Jak inni! Zwykły! Normalny! Bez ograniczeń! I bez umoralniających głosów poza własnym!
- Ale piłeś i palisz i w ogóle, a mnie nic nie wolno. Na studia pewnie też mnie nikt nie puści, bo przecież sam sobie nie poradzę, a nie daj boże zasłabnę - wtulił się w niego, zamykając oczy bo kręciło mu się porządnie w głowie, od tego całego alkoholu.
- No właśnie w Kioto, u Keia... bez tego byście mnie nigdzie nie puścili. A może ja nie chcę u Keia mieszkać... - wymamrotał, otwierając jego drzwi i wychylając się żeby znów zwymiotować. - Może nie chcę!
- Nie chcę jechać do domu! - krzyknął na niego, łapiąc za drążek, nie zdając sobie do końca sprawy jakie to niebezpieczne. - I nie pójdę na studia tam gdzie wy tego chcecie! Nawet jeśli to dziecinada i w og,óle, nie pójdę!
- Pójdę na studia - warknął odpinając pasy i kładąc się na tylnich siedzeniach. - Ale nie tam gdzie wam się kurwa marzy! - uderzył pięścią w siedzenie kierowcy. - Nie będę jakimś pieprzonym zwierzakiem waszym! - warknął na niego. - Nie będę! I może i się uchleję! Albo zapalę! Co ty na to?! Łatwiej dostępne! MOżna znaleźć u ciebie!
- Nienawidzę cię! - krzyknął na niego Ryu, po czym skrzyżował ręce na piersiach. - Nie będę z wami rozmawiać! Zwłaszcza z tobą - wystrzelił palcem w Keia. - Nienawidzę cię! Jak mogłes po mnie nie przyjechać?!
- Zadzwoniłem - burknął na niego. - Albo pomyliłem numer - dodał po chwili. - A osoba której nienawidze nie raczyłą cię poinformować, mimo że ją prosiłem! - fuknął na Juna, kompletnie olewając ojca, który westchnął ciężko i położył dłoń na głowie Ryu.
- No już, wytrzeźwiej najpierw - poradził mu.
- Jestem na tyle trzeźwy by mówić - warknął Ryu. - Przestańcie mnie wreszcie tak niańczyć! Wszyscy! Robicie z igły widły. Jakoś nigdy, ale to nigdy nie skarciłeś Keia za upicie się a wracał pijany często! Jeździłeś po niego często!
- Ma rację - Kei podrapał się po głowie. - Ale ja nie jestem na lekach - żachnął się Kei.
- Nawet jak barałes antybiotyk to piłeś!
- Zostaw mnie! - krzyknął na niego odsuwając go od siebie. - Zostaw - spiorunował go wzrokiem. - To nie jest co innego! Z antybiotykami też nie można pić alkoholu! - żachnął się niezadowolony że wciska mu się kity. - Nie jadę na studia do Kyoto. Pojadę do Tokyo - zdecydował.
- Nie masz prawa mówić mi co mogę robić, a czego nie! - krzyknął na niego zaciskając mocno pięści.
- Ma, ma - Kei stanął pomiędzy nimi. - Odłóżmy rozmowy o twoich studiach na później. Oczywiście zrobisz co będziesz chciał - obiecał mu niezależnie od spojrzeń Tomy i Juna. - Takie jest twoje prawo - dodał piorunując i Juna i Tomę wzrokiem. - Ale porozmawiamy trochę o twoim utrzymaniu, szukaniu pracy, lekach i tak dalej, dobrze? Takie niuanse, studia w Kyoto czy Tokyo, ok?
Ryu spojrzał na niego podejrzliwie.
- Nie będę u ciebie mieszkał - żachnął się chłodno. - Nie będę! Pojadę do Tokyo!
- Ano ne... - Aya [chyba... nie? narzeczona Keia?] im przerwała krzywiąc się z bólu, złapała mocno Juna za ramię. - Nie chcę...przeszkadzać... ale...ale odeszły mi wody...
- CO?! - Kei krzyknął wyraźnie przerażony. - Boże... boże... boże... rodzisz! Zostań w brzusiu moja cudowna córeczko, zostań. Musisz.
Kei skinął głową biorąc kobietę na ręce i zanosząc ją do samochodu. Ryu już mu nie odpowiedział, nawet nie zamierzając stosować się do jego polecenia.
- Wytrzymaj kochanie, wytrzymaj - Kei zaczął ją instruować jak ma oddychać. - Tylko prosze... nie szarżuj - poprosił Juna.
[dobranoc <3 ]
- Jun... zostań tu ze mną - poprosił go Kei, pomagając swojej przyszłej żonie wyjść z samochodu. - Będzie mi potrzebny przyjaciel - szepnął błagalnie.
Kei pomachał mu ręką siedząc już w poczekalni. Aya została już otoczona opieką lekarską, a on uznał że poczeka na zwenątrz. Zresztą co jak co, ale jego kobieta krzyczała tylko żeby Kei z nią nie wchodził.
- Dzięki za pomoc - wymamrotał przeczesując palcami włosy. - Urodzi się zdrowa, na pewno - szepnął chcąc się przekonać że tak właśnie będzie.
- Uhm no bo panikujemy i widzi się wszystkie możliwe komplikacje - uśmiechnął się krzywo, po czym odetchnął głęboko. - A mój młodszy, głupi brat dał dzisiaj czadu - dodał śmiejąc się pod nosem. - Swoją drogą to śmiesznie widzieć go po raz pierwszy upitego.
- Wiem na jakich jest lekach i wiem że jak jest w stanie się kłócić i marudzić i krzyczeć to nic mu się nie stało - uśmiechnął się do niego. - Przyda mu się taki dzień z wymiotami i w łóżku, kiedy sam uzna że alkohol mu nie służy. Każdy z nas przez to przechodził Jun - wywrócił oczyma. - On musi się nauczyć na wlasnych błędach, a nie poprzez kogoś kto mu powie nie rób. No bo on może rozumieć, ale nie doświadczył tego nigdy więc do końca nigdy cię nie zrozumie i ta zła rzecz będzie kusiła.
- A skąd on miał wiedzieć, ile alkoholu to jego limit? - odbił piłeczkę Kei. - Wiesz... młodzież pije na umór, a niedoświadczona młodzież tym bardziej - klepnął go po udzie. - Eh... co ty się tak wtrącasz w jego wybory, hm? Przecież nie dla każdego Tokyo musi być zaraz zgubą.
-Tokyo jest tak samo niebezpieczne jak każde inne miasto. Tylko w Tokyo mają lepszą kadrę lekarzy niż w Kyoto, więc ten argument możesz sobie odpuścić. Ryu wie jak bronić swojego zdania gdy nie jest pijany - uśmiechnął się krzywo. - Tokyo jest droższe, to fakt niezaprzeczalny, więc Ryu będzie musiał tam na siebie pracować - wzruszył ramionami. - I to od niego zależy czy się na to zdecyduje czy nie. Eh bo w Kyoto on nie będzie ze mną mieszkał. On tego nie chce. Ma w dupie argumenty o jego bezpieczeństwie. On chce się usamodzielnić, a nie ciągle być oczkiem w głowie rodziny.
- Ale tego to on ci nie powie niezależnie od tego gdzie będzie studiował Jun - uśmiechnął się lekko Kei. - Lepiej mu nie mów co jest dobrym a co lepszym pomysłem. Daj mu zadecydować zgodnie z jego uznaniem. Bo jeszcze ci wymyśli jakieś Hokkaido i wtedy to już ogólnie będzie zima.
[ja wiedziałam... zaczne oglądać i mi odpiszesz :P]
- Mhm wiem jaki jest, wiem. Ale trudno, trzeba się do tego przyzwyczaić - uśmiechnął się, chwytając Juna mocniej za udo, kiedy lekarz wyszedł na zewnątrz, podchodząc do niego z wielkim uśmiechem.
- Jest pan ojcem. Ma pan śliczną córeczkę - podał mu zawiniątko. Kei szybko się zreflektował biorąc małą na ręce i spoglądając na nią z wielkim uśmiechem.
- Hej Hikaru - szepnął patrząc na nią z podziwem. - Jest śliczna...
- Poczekaj tu na mnie - poprosił go trzymając swojego skarba i ruszając do pokoju Ayi. - Moje kobietki zostają na noc, ale tatuś z nimi nie zostaje - pogłaskał maluszka po nosku, szczęśliwy.
- Mam piękne i zdrowe kobietki - oświadczył z wielkim uśmiechem wracając do niego po kwadransie. - Kupimy jakąś vódeczkę i w domku oblejemy to z tatą - zdecydował. - Czuj się zaproszony - klepnął go w plecy. - Przydałoby się też... jakaś zagrycha... podjedziemy pod supermarket? - zapytał go z nadzieją. - Jutro je odbieram.
- Oj tam oj tam, nie byłbyś dzisiaj pierwszym który odleci - roześmiał się serdecznie ale skinął głową. W końcu nie będzie nikogo do alkoholu namawiał.
- Pewnie tak. Będę najlepszym tatą pod słońcem, a jak zacznie mi odbijać w złym kierunku to mnie strzel. Masz pozwolenie - klepnął go wesoło w plecy. Pół godziny później byli już w domu. - Mam córeczkę! - krzyknął Kei od progu.
- To wspaniale, ale ciszej, bo twój głupi brat zasnął na kanapie w salonie... trzy razy go zanosiłem do łóżka i trzy razy uparcie zlazł. Poddałem się - westchnął ciężko Toma. Będziemy opijać w salonie - rzecz jasna - uściskał syna.
- Nie może, musi mieć trochę z tatusia noo - Kei się trochę naburmuszył rozkładając szybko zagrychę na talerze i podając każdemu kieliszek a dla Juna dodatkowo kufel piwa, jakby to zmienił zdanie w razie co.
- Urodę musi mieć po mamusi, charakterek po tatusiu i będzie idealna - zaśmiał się wypijając jednego.
- O nie... to lepiej niech ma miks w charakterze - zaproponował Toma.
- Tato! - Kei spiorunował go wzrokiem. - Aż taki jestem okropny? No teraz to mnie zraniłeś!
- Ale będąc wredną małpą dużo mi to pomogło - naburmuszył się. - Poza tym to do mnie przychodzi Ryu jak ma problem - zauważył patrząc na niego z chytrym uśmiechem, wlewając sobie vódkę do szklanki i robiąc sobie drinka.
- Bo wiedział że ochrzanu by nie dostał - poczochrał go po włosach. - Bo nie potrzebował ochrzanu - dodał ze śmiechem. - I tak wiem że mnie lubisz - dał mu kuksańca w ramię.
Trzepnął go przez łeb.
- Nie waż się mu wchodzić na sumienie - spiorunował go wzrokiem. - Nie rób mu tego, bo to nie twoja robota. Tata to zrobi - żachnął się.
- Ty jesteś jego facet a nie rodzic. Zrozum to wreszcie staruchu. Jak chcesz być jego rodzicem to przestań się z nim kochać - fuknął na niego Kei, dopiero po chwili zatykając usta rękoma i zezując na Tomę. Mężczyzna uniósł lekko brew spoglądając chłodniej na Juna.
- Zostaw mi moją robotę, no chyba że chcesz znów się z nim kłócić - poradził mu. - Nie matkuj mu tak.
- Nie osierocaj mi dziecka tak od razu - poprosił go Kei gryząc się w język. - Za długi język...
- Tylko co? - zapytał go Toma, dopijając swojego drinka. - Jun, ja rozumiem że w związku ludzie się kochają i do zbliżeń dochodzi. To normalne - machnął ręką jako tolerancyjny tatuś. - Ja wiem, że jesteś starszy i bardziej doświadczony, ale to nie znaczy że jesteś jego ojcem, albo matką. I on ma racje buntując się przeciwko takiemu traktowaniu - wywrócił oczyma. - Nie jesteś jego rodzicem, naucz się tego wreszcie. Oczywiście możesz mu zwrócić uwagę, powiedzieć że ci się to i to nie podoba... ale jak już mówisz 'dam mu opieprz', 'musi dostać nauczkę' to jest już rola rodzica, nie twoja.
- No jak mu będziesz za bardzo matkował, czy tatusiował to nie zrozumie, bo pójdzie w zaparte - odparł Toma.
- Drineczka? Słabego zrobię - obiecał Kei, robiąc mu drinka naprawdę słabego.
- Łyknij sobie - poradził mu Toma. - Dobrze ci zrobi.
- Dobra, no problemo - Kei poklepał go po plecach samemu dolewając sobie drinka i witając Ryu. - Siema brat! - zawołał go do sieie. - Jesteś oficjalnie ojcem chrzestnym! - zaśmiał się, kiedy RYu do nich przyku,śtykał ubrany dodatkowo w bluzę Juna.
- Gratuluję - uściskał brata wlewając sobie soku do szklanki i otwierając drzwi na taras. Usiadł na świeżym powietrzu głaszcząc Kiare.
- Młody tylko nie za długo - ostrzegł go ojciec.
- Ubrałem się grubo. Mam nawet 3 pary skarpetek - wywrócił oczyma Ryu.
- Wisi, wisi... bo to takie chuchro. Nadal mu wszystkie żebra widać - Kei skoczył żeby się trochę bratu popsocić. - A ty jesteś wyższy i ciągle ciałka nabierasz na jego kuchni - zaśmiał się trochę. - Ale zobacz jakie włoski już ma - uśmiechnął się szeroko, a Ryu zasunął kaptur na głowę. - Ślub? Hm... nie wiem...
Toma wywrócił oczyma.
- Zobacz co mi wyrosło na moim łonie. Niezdecydowane coś i chorowity głuptok.
- Będzie, kiedy będzie - fuknął cicho, po czym uśmiechnął się lekko. - Muszę o tym porozmawiać z Ayą. Ona też musi coś do powiedzenia mieć - odparł.
- Ja idę spać - uznał Toma.
- A czemu na Tomo dłuuugo? - zapytał go zaraz Kei, puszczając Ryu i spoglądając na Juna. - Przecież długo są narzeczeństwem już.
- Mhm powiem to Ayi - obiecał Ryu wtulając się w swoją psinkę.
- Ale ślubu ze mną jeszcze nie chcesz prawda? - Ryu przytulił się do niego mocno pijąc dalej soczek. - Bo jestem nieletni i głupi i chory - wymienił trzy powody.
- Ej no brat...ten trzeci powód wykreśl z listy - zachichotał. - A który jest gorszy po pijaku Tomo czy Ryu?
- Ah tak... Tomo jest milusi - Kei postanowił podpuścić go jeszcze bardziej. - To znaczy co robi Tomo? - zainteresował się z delikatnym uśmiechem.
- Ej! Ja jestem zawsze męda! - fuknął oburzony Ryu.
- No bo jak mi Keia nie dajesz to potem masz - uśmiechnął się lekko, trzęsąc się nieco z zimna. - Wchodzę do domku - stwierdził idąc po kocyk i kładąc się na kanapie.
- Ale tu mi dobrze - odparł uparcie Ryu. Na dole było trochę chłodniej i głowa tak nie bolała.
- Będę najleeeepszym - Kei wskoczył Junowi na plecy, ale zaraz z niego zszedł i wziął brata na ręce. - Obaj idziecie na górę spać! - zdecydował niosąc Ryu by chłopak nie musiał się męczyć.
Kei tylko sprawdził czy Jun dotarł do łóżka, przykrył go kocem i poszedł do Ryu, kładąc się obok niego i chwilę jeszcze rozmawiając zanim oboje zasnęli.
***
Ryu obudził się dość wcześnie rano, schodząc zaraz na dół i robiąc wszystkim śniadanie, a gdy cała reszta się zebrała kończył już jeść.
- Lecę do szkoły - żachnął się zbierając po drodze Yuto i mówiąc że go odprowadzi.
Ryu wrócił ze szkoły stosunkowo wcześnie ale nie poszedł na dół do Juna bo tata zawołał go do biura.
- Siadaj - polecił mu wskazując zakopaną w papierach kanapę. Ryu chciał zaprotestować ale w ostateczności odkopał sobie fragment kanapy. - Co miał znaczyć wczorajszy alkohol? Jesteś nieletni - zauważył chłodno Toma. - To już nawet nie chodzi o twoje zdrowie - żachnął się, zabierając Ryu jakikolwiek argument. - Tylko o fakt, że robisz coś co jest nie zgodne z naszym prawem - dodał patrząc na syna surowo.
- Przepraszam - wymamrotał chłopak patrząc na swoje buty. - Ja tylko...
- Nie chcę znać twoich powodów Ryu - warknął mężczyzna. - Masz szlaban, zero spotykania się ze swoim facetem. Wracasz do domu i idziesz do swojego pokoju - wyjaśnił ostro.
- Jak długo?
- Miesiąc.
- Co?!
- Z przedłużeniem do trzech, za każde piwo jeden - trzepnął syna przez łeb. - A zaczniesz od posprzątania w biurze. Jak tylko zobaczę że rozmawiasz z Junem, albo z nim przebywasz... - pogroził mu palcem przed nosem. - Jak tylko tu posprzątasz pójdziesz do swojego pokoju i do rana z niego nie wyjdziesz. Ewentualnie do łazienki. Zrozumiano?
- Tak...
- Możesz odpocząć, otsukare - podał mu puszkę zimnej coli. - Ryu ma szlaban - ostrzegł go. - Więc przez pewien czas nie będzie do ciebie schodził na dół - dodał spokojnie. - Żebyś się nie zdziwil.
- Na wychodzenie ze swojego pokoju. Wraca do domu i idzie do siebie - odparł spokojnie. - Miałby normalnie na niwychodzenie z domu ale niestety tu mieszkasz i nic by to nie dało - westchnął przeciągle.
- Nie ma szlabanu na ciebie - wywrócił oczyma. - Ma szlaban na spotykanie się ze swoimi przyjaciółmi i ze swoim facetem. Jak już mówiłem, gdybyś mieszkał gdzie indziej to nie mógłby się z tobą spotkać poprzez nie wychodzenie z domu. Tak samo jak nie mógłby się spotkać ze swoimi kumplami - odparł chłodno nie zadowolony że się go nie rozumie. - Z obiadami sobie poradzimy.
- Nie jestem oziębły tylko wyjaśniam ci że ten szlaban nie ma nic wspólnego z tobą - warknął wstając. - Zawsze mogę mu strzelić, ale już mu obiecałem, że go nigdy nie szarpnę, więc nie użyję na nim przemocy fizycznej. Do pokoju Ryu - rzucił. - Wiem, że podsłuchujesz.
- Wszyscy moi synowie dostali po tyłku za swoje pierwsze picie - żachnął się. - Potem tydzień narzekali, że nie mogą siedzieć, ale przynajmniej jednego coś to nauczyło - mruknął, słysząc że Ryu jednak zdecydował iść do pokoju.
- Ale ile ty pijesz - klepnął go po głowie. - Nie będę go bił. Otrzymał odpowiednią karę - uśmiechnął się lekko, chwilę później słysząc huk na schodach.
- Nic mi nie jest - Ryu krzyknął z dołu, próbując się pozbierać po upadku. - Nie trafiłem kulą w schodek - wyjaśnił szybko siadając.
[nie wiem co ci odpisaaać]
- Hej - przywitał go chłopak już bez kuli ale nadal nie do końca pewnie stojąc na nogach. - Proszę - podał mu ręcznie robione czekoladki. - To tak na jutro... na osłodę po pracy - ucałował go lekko w usta idąc do kuchni, żeby zrobić obiecane dawno temu pierożki dla Juna.
- No chciałem - przyznał myjąc ręce i przygotowując się do pracy. - Ale ty mnie nie chcesz przecież - zauważył z lekkim uśmiechem. - No i mam sprawdzian w poniedziałek, więc musiałbyś mi trochę pomóc się uczyć do fizyki - dodał ciszej.
- Super - ucałował go lekko w usta, zabierając się za ucieranie ciasta. Rozwałkował je w końcu i nadział odpowiednio. - Mhm co powinienem wziąć do Tokyo? - zapytał go zaraz.
- Dobrze - wrzucił pierożki do gotującej się wody. - Zaraz będzie obiad - poinformował go wstawiając jeszcze mleko dla Reiko, bo nie miała wystarczająco dużo w piersiach, więc musiała karmić maleństwa z butelki.
- Niee - uśmiechnęła się lekko. - Są kochane. W nocy trochę płaczą, ale potem jest dobrze - dodała kołysząc w ramionach córeczkę i odbierając od Ryu butelkę z mlekiem. Chłopak drugą podał Junowi.
- Ale za pół roku wracam do szkoły - dodała spokojnie. - Będę miała jeden rok w plecy, ale tata powiedział że on się zajmie maluchami... i że mam iść do szkoły - przyznała cicho.
- To dobrze, powinnaś się cieszyć - uśmiechnął się do niej Ryu i pogłaskał po główce swoją chrześnicę.
- Ale ja chciałam dłużej poczekać, tylko... tata powiedział że jak teraz nie pójdę to nigdy tego nie zrobię - wyjaśniła cicho podając córcię Ryu i wykładając za niego pierożki do dużej miski. Przygotowała zasmażkę, kiedy on bawił się z dziewczynką.
- Kocham ich - uśmiechnęła się lekko, wykładając wszystko na stół i wołając całą rodzinkę.
- Dobrze, baw się dobrze - odparł mężczyzna, a Ryu słowem nie wspomniał że jedzie razem znim. Wolał zostawić tę rozmowę na później. Usiadł w salonie z malutką w ramionach i kiedy rodzinka jadła on usypiał maluszka.
Ryu spojrzał na niego zaskoczony, odkładając malutką na poduszki.
- Więc chcesz wyjechać i już tu nie wrócić? - zapytał go Toma. - Szkoda, bo jesteś tu właściwie jak mój kolejny syn - przyznał szczerze. - Ale to twoja decyzja i ty ją podejmiesz - uśmiechnął się delikatnie.
- Ale... - Ryu spojrzał na niego siadając naprzeciw i nakładając sobie trzy sztuki pierożków. - Naprawdę już nie wrócisz?
- Ale ja jeszcze nie wiem, gdzie ja pójdę na studia - żachnął się Ryu, dłubiąc pałeczką w swoim pierożku.
- No i powiedziałeś, że pomożesz z dziećmi, no i jesteś jak brat... z kim ja będę rozmawiała? - zmartwiła się Reiko.
- Nie jedź - Yuto popłakał się przy obiedzie. - Jun-nii nie jedź!
- Ja nie chcę żebyś wyjeżdżał - odparł Yuto płacząc teraz nawet bardziej i biegnąc do siebie do pokoju.
- Pójdę za nim - uśmiechnął się lekko Ryu, wstając i idąc za młodszym bratem, żeby go uspokoić i wyjaśnić co i jak.
- Uważam że powinieneś wziąć tamtą pracę i już zostać w niej na stałe - odparł spokojnie Toma. - Jest lepiej płatna i będziesz miał większe perspektywy.
- Mnie nie do końca chodzi o pieniądze, tylko o twoją ścieżkę kariery. Prowincja tylko cię zatrzymuje - skończył obiad, sprzątając po nim. Uznał, że Ryu już nie wróci.
- Zrobisz co zechcesz - uśmiechnął się lekko. - Ja sobię poradzę. Twój przyjaciel przecież tu jeszcze jest... jemu też powinieneś o tym powiedzieć - poradził mu.
-Tu nie chodzi o to co on ci powie, tylko o to żebyś go poinformował jeśli masz zamiar wyjechać - odparł spokojnie Toma, martwiąc się o wszystkich jednocześnie. - Zabierasz ze sobą Ryu? - zainteresował się. - Pokaż mu Toudai.
Ryu siedział z malcem głaszcząc go tylko po plecach i główce.
- Hej, Jun cię nie zostawi tak do końca. Będzie cię odwiedzał i wróci potem - obiecał mu cicho, całując brata w czółko. - Nie płacz już.
- Ale Kei też miał wrócić i nie wrócił - rozpłakał się bardziej.
- Hej kotek... spokojnie - Ryu położył się z nim na łóżku i pstryknął go palcami w nosek. - Musisz być dzielny. Pokaż jaki z ciebie silny mężczyzna.
[idę po miód na rynek... przypomniało im się że nie ma... paaa, będę koło 4 pewnie ]
- A na ile? - zapytał go cichutko chłopiec. - Na 3 dni? Na 10 lat? - dodał swoje przypuszczenia, patrząc na mężczyznę podejrzliwie, bo przecież Kei też miał wrócić i co? Został w Kyoto na stałe! Kłamczuchy.
- Obiecujesz? - spojrzał na niego, wtulając się w niego z całych sił. - A potem? Potem kiedy wyjedziesz i nie wrócisz?
Prześlij komentarz