Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
1 – 200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»Ryu nie przepadał za poniedziałkami, jak każdy normalny nastolatek. Szkoła dłużyła mu się niemiłosiernie i niemal odetchnął z ulga, kiedy wreszcie zadzwonił ostatni dzwonek. Jego szkoła mieściła się za wzgórzem, więc codziennie dojeżdżał rowerem. Pół godzinna przejażdżka była tylko początkiem. Po drodze musiał jeszcze wstąpić do kilku sklepów i gdy wreszcie uzbierał wszystko udał się do domu.
- Tadaima - przywitał się pogodnie z Kiarą, która od razu na niego naskoczyła. - No już, już! Zaczekaj chwilkę - roześmiał się serdecznie, zaglądając do biura ojca. - Pomóc w czymś może?
- Możesz poprosić do mnie Juna? - mężczyzna uśmiechnął się serdecznie. Wyglądał na zmęczonego, więc Ryu tylko skinął głową. Położył torby z zakupami na stole w kuchni, biorąc ze sobą dwie czekoladowe babeczki, po czym zbiegł schodami do piwnicy, która już dawno temu została przystosowana do pracy z umarlakami.
- Jun! - krzyknął wpadając do odpowiedniego pomieszczenia i bezceremonialnie siadając na stołku tuż przy umarlaku, nad którym mężczyzna akurat pracował. - Strasznie mi się dzisiaj dłużyło. Yamazaki-sensei nudził na fizyce i przeciągnął ją aż kwadrans po dzwonku. Wyobrażasz sobie? Przez to ledwie udało mi się zdążyć do sklepu - rozpakował jedną babeczkę i położył ją na wieku trumny, a w drugą się wgryzł. - Poza tym zadał tyle, że do jutra nie ma szans tego zrobić. Do tego ta przeklęta olimpiada sportowa, no i jeszcze Yuto... - spróbował sobie przypomnieć co też jego młodszy brat chciał. - Zresztą nie ważne... kogo dzisiaj mamy? - zapytał z zaciekawieniem zerkając do trumny.
Przyjrzał się dokładniej nodze dziewczyny i pokiwał z uznaniem głową. Wyglądała jak nowa. Nigdy by się tego nie spodziewał.
- Wow, jesteś lepszy niż chirurg - zauważył pogodnie, kończąc swoją babeczkę. - Balsamista to jednak ciekawy zawód jest - wysunął taką tezę. - Chirurg, stylista, fryzjer... coś jeszcze powinno się do tego dodać? - zainteresował się, spoglądając Junowi prosto w oczy. - Pomożesz? A umiesz w ogóle fizykę? - zapytał go zaraz z powątpiewaniem, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu. - Tu jest... a tyle cię szukałem - fuknął w stronę jednego ze swoich aparatów fotograficznych. Ciągle je gdzieś zostawiał. Z zaskoczenia pstryknął fotkę Junowi, kiedy ten nachylał się nad ciałem córki kwiaciarki. - Czekaj... ja ją znam - przypomniało mu się. - To jest ta co w chórze w kościele fałszowała.
Ryu zmarszczył nieco nos słysząc te jego zdaniem przechwałki, ale postanowił to wykorzystać do własnych celów. W końcu to mogła być całkiem niezła zabawa.
- Czyli z ciebie taki geniusz? - uśmiechnął się do niego przyjaźnie. - Mogę cię przetestować? - zawiesił aparat na szyi i oparł się o wieko trumny spoglądając na twarz 'śpiącej' kobiety. - Zdarzyło ci się już kiedyś, by trup ci ożył w trumnie? No wiesz, pomyłka lekarza czy coś - wzruszył ramionami, znów przenosząc na niego wzrok. - Makijażysta mówisz... to mógłbyś dać trochę lekcji Aoi, bo kompletnie sobie nie radzi - roześmiał się serdecznie, po czym znów zmarszczył nos, zastanawiając się po co tu przyszedł. Chwilę to trwało zanim pstryknął w końcu palcami. - Ojciec cię prosi na słowo.
Ryu chciał jeszcze coś dodać, ale uznał że rozmowa została zakończona więc bardziej go męczyć nie będzie. Jeszcze chwilę został przy zmarłej dziewczynie, wpatrując się w jej oblicze, zanim zamknął trumnę i wyszedł za Junem.
- Długo zajęło ci wyciągnięcie go z piwnicy - żachnął się ojciec chłopaka, kiedy tylko obaj pojawili się w jego gabinecie.
- Oj tam... za długo pindrzył trupka - usprawiedliwił się szybko Amakusa.
- Ryu! Ile razy mam ci... - Toma już miał dać synowi swój zwyczajowy wykład, ale w końcu uznał że szkoda strzępić na niego języka. Temu już nic nie pomoże. Zamiast tego zwrócił się do Juna.
- Chciałem z tobą porozmawiać, bo mam do ciebie ogromną prośbę - wyjaśnił spokojnie. - Będę musiał wyjechać na co najmniej tydzień. Sprawa jest poważna - oznajmił spokojnie. - Nie mogę też zostawiać wszystkiego na głowie Ryu... - tu na chwilę przeniósł wzrok na syna, oceniając na szybko stan jego zdrowia. - ....więc chciałbym żebyś zajął się całym interesem. Żebyś współpracował z Ryu - wyjaśnił.
Toma najwyraźniej nie spodziewał się takich szczegółowych pytań. W końcu zadanie było proste. Podrapał się więc po głowie i zaczął szperać w papierach. Ryu westchnął ostentacyjnie i podsunął ojcu pod nos notes ze wszystkimi swoimi notatkami.
- Ach tutaj był - rozweselił się mężczyzna, otwierając go na odpowiednich stronach. - Więc tak... zleceń mamy stosunkowo niewiele, 8 w tym tygodniu i ewentualnie 10 w przyszłym - mruknął tylko. - No i jak wiadomo przypadki wyjątkowe, czyli te które zawsze wynikają z głupoty ludzkiej - dodał po chwili.
- Jest też zebranie z rodzicami u Reiko i Aoi. U Aoi wypadałoby by ktoś przyszedł - wtrącił Ryu. - Ale to mogę zrobić, żaden problem - mruknął odruchowo. - Yuto ma swój obóz piłkarski w szkole. Zostaje na cały weekend tam. Więc trzeba będzie go wyszykować - ciągnął dalej.
- A twoja kontrola kiedy wypada? - zainteresował się ojciec.
- W przyszłym tygodniu, zawsze mogę pojechać autobusem. Przecież nic mi nie jest. Przestań się tak nade mną trząść staruszku - rzucił z uśmiechem. - Ach i Kei przyjeżdża w przyszłym tygodniu ze swoją narzeczoną.
- Czyli niewiele więcej niż robiłeś - podsumował wszystko mężczyzna, oddając notes Ryu. - Oczywiście będzie premia.
- Oczywiście, Kei się sobą zajmie. O to się nie musisz martwić. Jest wystarczająco duży - rzucił wesoło mężczyzna, chcąc jakoś rozładować atmosferę. - A przypadki... ten... to musisz rozmawiać z Ryu, on rozmawiał z rodzinami i nam ich zapisywał.
- Dwa utonięcia, cztery razy podcięte żyły i dwa razy śmierć ze starości. Poza utonięciem chyba nie powinno być tak źle - Ryu zagryzł lekko wargę, bo przecież ojciec kazał mu przyjmować zlecenia nawet nie mówiąc mu ile czasu zajmuje balsamowanie jednego umarlaka. Będzie musiał częściej odwiedzać Juna. To nie ulegało wątpliwościom.
- Nii-chan! Kiedy obiad?! - Reiko miała dość podsłuchiwania pod drzwiami. Wpadła więc do gabinetu i zarządziła fajrant.
- Hai, hai, już idę - Ryu przeprosił ojca i udał się wraz z siostrą do kuchni, by przygotować jakiś szybki obiad. Kulki ryżowe plus curry było w sam raz na tę okoliczność.
***
- No to co? Podwojona pensja będzie ci odpowiadała? - zaproponował z uśmiechem Toma. - No i może zjesz dzisiaj z nami? Dzieci się z tobą oswoją.
- No pewnie, to przecież żaden problem - uśmiechnął się szeroko Toma. - Nie ma za co, oni ci pomogą... znaczy mam nadzieję - odchrząknął. Nie wiedział czy może liczyć na wszystkie swoje dzieci, w końcu większość z nich nic w domu nie robiła. - W takim razie wyjeżdżam jutro rano - dodał układając papiery na biurku. - No chodźmy już poklepał go przyjaźnie po ramieniu i wyprowadził go z pomieszczenia. - Kuchnia i salon są w tamtą stronę, ale to pewnie już wiesz. Rozgość się - polecił mu, samemu ubierając buty. Przypomniało mu się, że jeszcze Yuto nie odebrał.
***
- No i Akira wyznał mi miłość. Próbował mnie pocałować, rozumiesz to? Ryu! Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Reiko, zaplotła ręce na piersiach patrząc na brata ze złością.
- Och daj spokój, ciągle opowiadasz o tych swoich miłosnych historiach. Byś sobie w końcu kogoś na stałe znalazła, a nie... bawisz się tylko nimi - chłopak wywrócił oczyma, rzucając w nią trochę mąki. Reiko zarumieniła się nieco. W końcu nie mogła powiedzieć o swojej prawdziwej miłości.
- Zawołaj mnie na obiad, nagle jakoś chłodno się zrobiło - skomentowała przybycie Juna. - Nie będę siedzieć z trupami - dumnie zarzuciła włosy na ramiona i wyszła z pomieszczenia.
- Jesz dzisiaj z nami? - zainteresował się Ryu, dokładając w takim wypadku dodatkową porcje ryżu do garnka.
- I dopiero teraz mi to mówisz? A ja tu nędzne curry mam w planach na twoja pierwszą obiado-kolację z nami? - podramatyzował trochę śmiejąc się pod nosem, po czym uśmiechnął się szeroko. - I tak bym ci nie pozwolił. Dzisiaj jesteś gościem - dodał wesoło krojąc mięso i doprawiając je według własnego uznania. - Serio? Ja się już dawno pogubiłem w jej facetach - przyznał szczerze i mimo wszystko z lekkim zażenowaniem. W końcu był jej starszym bratem. Może powinien bardziej na nią zwracać uwagę...
- Przeszkadza ci, że z tobą rozmawiam? - zapytał go zaraz chłopak. - Ach... i z tą pomocą to serio mówiłeś, co nie? - upewnił się, bo ta fizyka go nieco przeraziła. Zbyt duże rozszerzenie jak na raz.
- Przepraszam za 8 trupków... ale ojciec mi nie wytłumaczył jakie przypadki są gorsze, a jakie mniej - posmakował trochę curry i pokiwał głową. - Lubisz ostre czy łagodniejsze? - właśnie dotarło do niego, że przecież prawie w ogóle Juna nie zna. Fakt, chodzi sobie do niego pogadać, ale właściwie to rozmawiają głównie o pracy Juna, kiedy już ten wysłucha jego dziennego paplania o szkole.
- No ale nie wziąłem ci masakry drogowej... - pokazał mu język. - Następnym razem zrób mi taką rozpiskę "rodzaje trupków - czas przygotowywania" to będę wiedział co brać, a komu powiedzieć dziękuję, ale już mamy za dużo na ten tydzień - doprawił jeszcze curry, po czym nałożył trochę na łyżkę, którą podsunął pod buzię Junowi. - Może być, czy za mało ostre? Tylko...Yuto nie zje bardziej pikantnego - skrzywił się lekko. Wszystko przez jednego małego, ale wybrednego członka rodziny.
- Ze starszym? - uniósł lekko brew, po czym wzruszył ramionami. - Będzie trzeba przeprowadzić śledztwo... dużo starszy był? - zapytał go. Nie chciał przecież by jakiś facet skrzywdził jego wyrodną siostrzyczkę.
- No raczej nie odpowiedzą... - przyznał szczerze. - Ale ja tam lubiłem przebywać jak byłem młodszy - podrapał się po głowie, nakładając ryż na talerze i obok nalewając curry. - Wiesz one przynajmniej nikomu nic nie paplały - dodał uśmiechając się krzywo.
- Pokażesz mi jak szyć żyły umarlakowi? - zapytał zaraz, nakładając ostatnią porcję i wynosząc dwie do salonu. Postawił talerze na stole, a zapach zwabił pozostałych domowników. Yuto przybiegł pierwszy przytulając się mocno do Ryu, po czym podbiegł do Juna i podał mu rączkę.
- Cześć staruszku! - przywitał się z nim, zanim wrócił do stołu.
- Jesteś, jesteś większy niż Kei-chan! - podsumował go Yuto, siadając do stołu i rozpoczynając jedzenie. - Za gorące! - zaczął marudzić już od samego początku.
- Zachowuj się przy stole - polecił mu Toma, nieco wstydząc się za swoją rodzinę.
- Coś dzisiaj nie wyszło - burknęła nagle Aoi, której dzisiaj humor nie dopisywał. - Nii-chan zawsze robisz tak żebym nie lubiła! - zjadła jeszcze trochę i uciekła od stołu. Reiko natomiast uznała że resztę zje w swoim pokoju i również się zmyła.
- Nie ma za co - mruknął tylko Ryu popijając swoje curry wodą. - Poza ścisłymi przedmiotami i trup.... - spojrzał na ojca. - ...balsamowaniem coś jeszcze robisz? Jakiś sport? Albo coś innego? - zapytał Juna.
- Masuje penisa przez spodnie! - zdradził go Yuto.
Toma roześmiał się serdecznie i poklepał Juna po plecach, po czym poczochrał Yuto po włosach.
- Nie przejmuj się, on lubi wszystkich zwalać z nóg - oznajmił śmiejąc się do rozpuku. - Jesteś mężczyzną, każdy musi sobie czasem ulżyć. To normalne - potwierdził.
- Pływasz? To możesz nauczyć pływać nii-chana! Bo to taka fajtłapa i nie umie. Na rowerze ja go uczyłem jeździć! - rzucił wesoło Yuto, teraz obierając sobie za cel brata. Ryu spiorunował go tylko wzrokiem.
- Więcej ci nic nie ugotuję - ostrzegł go.
- To zjem po Aoi! - zachichotał Yuto, wstając od stołu i uciekając zanim Ryu postanowi go gonić.
- Nienawidzę cię! - krzyknął za nim chłopak, po czym poczochrał sobie włosy, zanim zaczął zbierać naczynia, by je umyć. Przed ojcem i Junem postawił po puszce piwa, zanim wrócił do porządków. Pod koniec otarł pot z czoła i odczuł lekką zadyszkę, więc usiadł obok obu mężczyzn, by chwilę odpocząć. Jeszcze pranie i z głowy!
- Ja wcale nie chcę się nauczyć pływać - rzucił Ryu, uśmiechając się do niego lekko. - Wiem co mi wolno, a czego nie - dodał spokojnie, po czym szybko pokręcił głową. - Nie trzeba. Potrzebuję tylko chwili odpoczynku - oznajmił wesoło.
- Wcale nie zepsułeś wieczoru. Dziewczyny mi dorastają, mają swoje charakterki i widzisz... to ja za nie przepraszam - uśmiechnął się mężczyzna.
- Pójdę na spacer z Kiarą... chciałbyś się przejść z nami? - Ryu zaproponował to Junowi, skoro tamten i tak miał iść się przejść. - A potem zrobię pranie... masz coś do prania? Wiesz jak już i tak będę robił - Ryu wzruszył lekko ramionami.
- Na pewno - zapewnił go chłopak, już za chwilę wstając z krzesła i idąc do swojej psiny, żeby się nią trochę zająć. Podrapał ją za uszkiem i spojrzał na Juna. - Jakby co będę ci mówił, że źle się czuje - obiecał mu, zakładając psinie obroże i smycz. - Możemy iść - oznajmił spokojnie. - I wcale się nie narzucasz z praniem - wywrócił oczyma. - Po co robić na dwa razy, jak można zrobić na raz? - zapytał ubierając buty. - Tylko...ja spaceruję dość powoli - ostrzegł go. - No wiesz to ma być spacer, a nie latanie. Latam to ja w domu.
- Nie dam rady dzisiaj tej fizyki, przepraszam - uśmiechnął się do niego przepraszająco, po czym pozwolił Kiarze prowadzić. - Idziemy na plażę - dodał wesoło. - Możesz palić... przecież nie jestem twoim szefem - roześmiał się serdecznie na widok jego zmieszanej miny. - Troszkę wyluzuj - poradził mu. - Nikt cię tu nie pogryzie - zwolnił trochę, kiedy psina się zapędziła i już po chwili byli na plaży. Ryu ściągnął buty i podwinął nogawki od spodni, po czym spuścił psa ze smyczy. - Nie przejmuj się Reiko i Aoi - przypomniało mu się. - Ten typ tak ma.
- Ty też zamierzasz się nade mną trząść jak nad jajkiem? - Ryu zaśmiał się cicho, bo przecież każdy wiedział, że wystarczy tylko podwyższona temperatura by jego ojciec wsadzał go do szpitala. Paranoja. - Ok, umówimy się na fizykę - obiecał. - Dzięki za pomoc - podziękował z góry. - Och daj spokój, nie usprawiedliwiaj ich tak. One po prostu mają za dużo swobody tutaj i im odbija - podsumował swoje siostry. - Kiara lubi wodę - wskazał na psa biegającego po wodzie i przeskakującego fale. - Często mnie tu przyprowadza - dodał po chwili, wchodząc do wody po kostki i ruszając brzegiem dalej. - Dlaczego? Co dzisiaj cię tak zestresowało? Poza rodzinnym wieczorkiem, rzecz jasna - zainteresował się, spoglądając na Juna. - Yuto i jego komentarze? A może przeraziłeś się bo będziesz miał gromadkę małolatów na głowie? - wyszczerzył się do niego. - Pomogę ci - obiecał zaraz, bo w końcu i tak by to zrobił.
- Tyle, że mieszkają w domu pogrzebowym od urodzenia, więc powinny się już przyzwyczaić do śmierci - Ryu rozumiał uczucia swoich sióstr, ale jednak cały czas twierdził że są one zdecydowanie za bardzo przesadzone. Słysząc jego kolejną wypowiedź roześmiał się znowu. - Myślisz, że ci się to uda? - zapytał go ocierając z oczu łzy radości. - Powodzenia życzę... poza tym ja nie narzekam na ilość zajęć domowych - dodał. - Nie musisz mnie oszczędzać, jak będzie ich za dużo sam ci o tym doniosę - zasalutował mu rozchlapując wodę dookoła siebie. - Ja też ją lubię - przyznał szczerze wpatrując się w ocean. Odetchnął pełną piersią. - A tak propo... jak jesteś odbierany co? Bo jakoś nie odniosłem wrażenia, byś był szczególnie przerażający - zauważył tylko, przyspieszając trochę kroku. - Yuto przez pierwsze miesiące twierdził, że jesteś duchem i można cię spotkać tylko w trumnie - przypomniał sobie jak konspiracyjnie przychodził mu o tym powiedzieć jego młodszy brat.
- Dziękuję bardzo za takie podsumowanie - popchnął Juna wprost do morza, tak że ten w nim wylądował. - Nie jestem znowu taki chory. Przypominam, że już 3 lata nie było nawrotu białaczki - chlapnął w niego wodą jeszcze raz zanim roześmiał się po raz kolejny. - Nie zamierzam jeszcze pakować się do grobu, więc nie myśl sobie, że będziesz mnie balsamował - dodał pogodnie. - Szybciej ja zabalsamuje ciebie niż ty mnie. Tylko wtedy raczej przystojnie nie będziesz wyglądał... z moimi umiejętnościami - zagwizdał na samo wyobrażenie. - Oj był przerażony, a potem stwierdził że cię wytropi i będzie wiedział co robisz w każdej minucie swojego życia... pewnie dlatego wiedział o masturbacji - podrapał się po głowie.
- Wyschniesz - pokazał mu język i przeciągnął się lekko. Kiara już kręciła się wokół nich merdając wesoło ogonem. - A bo ja wiem... może siedział w koszu na pranie, albo pralce i go nie widziałeś? - zaproponował. - Yuto swoje sposoby ma... ja sam często nie wiem skąd on się o czymś tam dowiedział... a jak już wyciąga takie sprawy to tylko w nieodpowiednim momencie. Spryciarz mały - pokręcił z niedowierzaniem głową. - To jak z tym twoim wyluzowywaniem? Lepiej? - zapytał, mierząc go krótkim spojrzeniem i wybuchając śmiechem. - Wyglądasz jak zmokła kura, wiesz?
Ryu rozejrzał się dookoła udając że szuka winowajcy, po czym wzruszył ramionami.
- A bo ja wiem... może jakieś nimfy cię zapragnęły i stąd twoje nowe oblicze zmokła kuro - zachichotał, nawet nie obruszając się na ten przyjazny gest Juna. Zamiast tego podrapał Kiarę za uszkiem i raz jeszcze spojrzał na mężczyznę. - Powinniśmy wracać, bo jeszcze mi zachorujesz i będę miał duże dziecko na głowie - zdramatyzował trochę, śmiejąc się pod nosem. - Jeeeść! Rosołu! Nie ma chusteczek już! Piiić! - zaimprowizował kilka sytuacji jakie mogły się zdarzyć. - Nie dziękuję, ja się wypisuję - oświadczył pozornie poważnym tonem. - Po drodze wstąpimy jeszcze do piekarni dobrze? Kupię słodkie bułeczki - zadecydował za ich oboje.
- Jasne, jasne... to się jeszcze okaże jak już zachorujesz - dał mu kuksańca w ramię, po czym ocenił jego strój. - Oj tam matko... - wywrócił oczyma. - Piekarnia nie jest daleko. Jest po drodze do domu... wcale nie musisz do niej wchodzić. Ktoś musi zostać z Kiarą - zauważył rezolutnie, wsuwając z powrotem buty na nogi. - I nie musisz ze mną iść - przeliczył drobne w kieszeni. Przecież nikogo do niczego nie chciał zmuszać.
- Ale gotować nie umiesz... to ja tam w sumie powątpiewam w twoje umiejętności zajęcia się samym sobą - Ryu nie mógł powstrzymać się od lekko kąśliwej uwagi, ale zaraz uśmiechnął się szeroko. - Jakoś tam niby żyjesz więc chyba nie jest znowu tak źle - przyznał mu rację, po czym wskoczył do piekarni kupić bułki. Wyszedł chwilę później z reklamówką pełną ciepłego jeszcze pieczywa i drugą mniejszą z dwoma słodkimi bułeczkami. - Proszę - podał jedną Junowi, drugą zabierając dla siebie. - Smacznego. Na ciepło są najlepsze.
- ON? Ale jesteś pewien? - upewnił się nieco zaskoczony wyborem siostry. - Nie jest za piękny - rzucił tylko, by zaraz zapaliła mu się lampka w głowie. Przecież on go już kiedyś widział. - O... - spojrzał na Juna mrugając kilkakrotnie. - Ale on jest jej wychowawcą. Ma żonę i dwójkę dzieci... - oznajmił konspiracyjnym szeptem, wgryzając się zaraz w bułeczkę. - A to oznacza... że dla mnie zostaje wywiadówka Aoi... ty idziesz na wywiadówkę Reiko - podzielił machinalnie ich zadania, dając trochę pieczywa Kiarze. - On się musi nią bawić, jak tak w ogóle można... - zastanowił się.
Ryu potrząsnął głową, cały czas patrząc na mężczyznę przed nimi, po czym westchnął ciężko.
- A powinienem? Nie wyjdzie głupio? No wiesz... przecież nigdy ich razem nie widziałem. Musiała się nieźle ukrywać - wyjaśnił, spoglądając na Juna. - Jak poinformuję, że ty mi powiedziałeś to cię znienawidzi jeszcze bardziej. Musiałbym ją kiedyś przyłapać - mruknął. - O wiem... może jak znów będzie szła na noc do 'koleżanki'. Zadzwonię do tej koleżanki czy coś - zastanowił się na głos. - A dlaczego ty? Bo jak już z nią porozmawiam... to będzie potrzebny ktoś kto go nastraszy... a mnie to raczej nie wyjdzie. Nikt mnie na poważnie nie bierze - wzruszył ramionami z lekkim uśmiechem.
Chłopak przyjrzał się dziewczynie i skinął lekko głową. Owszem to była Reiko we własnej osobie.
- Porozmawiam z nią w domu - zdecydował, widząc jak ta całuje mężczyznę i cała aż promienieje ze szczęścia, bo ktoś ją wreszcie pokochał. - Nie jesteś przerażający, tylko... ciebie biorą bardziej poważnie niż 17-latka z problemami - wywrócił oczyma. - No wiesz... - nie chciało mu się tego tłumaczyć, więc tylko machnął ręką, już myśląc jak ma przeprowadzić tę delikatną rozmowę nie zrażając do siebie swojej siostry.
- Aaa... ciężko jest być starszym bratem - wybuchnął, masując sobie skronie i kończąc swoją bułkę. - Masz w ogóle rodzeństwo? - zainteresował się, chcąc jakoś zmienić temat z Reiko, która wparowała z butami do jego myśli i nie chciała wyparować.
Ryu uniósł lekko brew patrząc na niego uważniej.
- Poważnie? Niechcianym? - zdziwił się trochę, ale może i nie potrzebnie. Po czym potrząsnął głową. - Przepraszam, po prostu... udałeś się im - uśmiechnął się przepraszająco, wchodząc do mieszkania i wpuszczając Juna za sobą. Odstawił buty. - Nie wiem... jest tu taki jeden pensjonat... może tam chodzą - zaproponował. - No bo gostek to ma żonę, więc chyba do domu jej nie bierze - podrapał się po głowie, niemal zderzając się w progu z własnym ojcem.
- Ryu widziałeś moje spodnie? - padło szybkie pytanie. - Te czarne od garniaka.
- Były na lince wczoraj - odrzucił odruchowo Ryu, po czym zmarszczył brwi. - Czemu wy wszyscy tacy nieporadni jesteście? - zapytał swojego ojca.
- Rozpuściłeś nas i teraz masz... - usprawiedliwił się Toma, czochrając syna po włosach. - Poszukam - skapitulował jednak, przyznając synu rację.
- Zrobisz mi tę trupkową listę, co bym mógł zacząć od jutra wprowadzać w życie nowy plan przyjmowania zgłoszeń telefonicznych? - zapytał Juna, rozpinając Kiarę.
- No gdzie z tą fizyką... - Ryu zajęczał głośno, nie bardzo mając już ochotę na naukę. Zresztą musiał jeszcze zrobić pranie, potem je wywiesić. Poczłapał więc na górę, by zabrać się za pranie. Odetchnął głęboko, kiedy pralka zaczęła chodzić. To jednak dobrodziejstwo ludzkości było. By nie marudzić więcej zabrał tę całą fizykę i zapukał do pokoju Juna, nie bardzo wiedząc gdzie on chce mu tę fizykę wykładać.
- Wracając do naszej poprzedniej rozmowy... to nie ważne co on sobie uważa, ważne co ty myślisz - puknął Juna palcem w pierś, kiedy ten otworzył drzwi. - Ty nie jesteś swoim ojcem. Miej w dupie co on sobie myśli. Ty jesteś ważny - wyszczerzył się do mężczyzny, przechodząc pod jego ramieniem. - Wow...ale masz porządek... - zagwizdał z podziwem, bojąc się gdziekolwiek usiąść by tego porządku nie zakłócić.
- Nie traktuj mnie jak dziecko - poprosił tylko, nie nalegając na dalsze opowieści. No przecież nie będzie teraz o wszystko go wypytywał. Wyznawał zasadę, że nie ma nic na siłę. Usiadł na proponowanym krześle i położył przed sobą zeszyt, Junowi podając książkę z zadaniami. - Na jutro mam zadane od 51 do 121... i nie pytaj dlaczego - westchnął. To było nie do przejścia, zwłaszcza że tego tematu nie zrozumiał i nie miał czasu na posiedzenie z książką do tej pory. - Aha...i sprawdzian jest... w piątek - skrzywił się lekko, nie dodając już że jeśli go nie zaliczy to się raczej już nie wyciągnie z tych niskich ocen. Przeklęta zmiana nauczyciela. Ten wybitnie ich nie lubił.
- Chyba tak - odparł niepewnie, próbując rozwiązać dwa następne. Nie szło tak źle więc zrobił jeszcze kilka dopóki nie natknął się na jedno z trudniejszych. Trochę się nad nim pogłowił, zanim skapitulował. - Jak mam to robić bez rozumienia co liczę? - zapytał Juna. - Przecież tak machinalnie nie wszystko się da - dodał jakby sam do siebie. Z drugiej strony rozumiał, że raczej czasu to on nie ma, więc powinien zagryźć zęby i rozumieniem zająć się zdecydowanie później. - Ok... sensei co robię nie tak? - zapytał go znów, pokazując mu swoje obliczenia.
- Dzięki - podziękował mu jeszcze, zabierając swoje szpargały i wychodząc z pokoju. Zaniósł je do swojego pokoju, zanim postanowił odwiedzić miejsce sióstr. Zawahał się zanim zapukał i wszedł do środka. - Hej Rei-chan, masz czas? - zapytał siostry, z ulgą rejestrując brak Aoi w pokoju.
- To zależy czego chcesz. Nie pomogę ci z wywieszaniem prania - żachnęła się dziewczyna. W końcu to nie była jej robota. Ona chodziła na dodatkowe zajęcia, uprawiała sport, grała w kosza i odnosiła sukcesy, on miał wolne popołudnia więc to nie był wyzysk. Przynajmniej w jej odczuciu.
- Czy ja cię kiedykolwiek prosiłem o pomoc? - Ryu uniósł lekko brew, bo nie przypominał sobie takiej sytuacji. Reiko zawstydziła się odrobinę i pokręciła głową.
- Ok... mam czas - spróbowała się zrehabilitować. - Coś się stało? Wpadłeś po uszy? Zakochałeś się w trupku?
- To ja zamierzałem cię o to zapytać. Co jest między tobą a Tanaką? - zapytał jej bez ogródek. - Widziałem cię z nim dzisiaj... w namiętnym uścisku. Całowałaś się z nim...
- To nie twoja sprawa - dziewczyna już przestała sobie żartować. - To moje życie i mogę z nim robić co zechcę!
- Tak, tylko... ja po prostu nie chcę żeby potem stała ci się krzywda z tego powodu - wyjaśnił, przeklinając się w duchu. Źle zaczęli i cała rozmowa musiała zejść na psy.
- Odczep się ode mnie! To, że ty nie masz jakiegoś malowniczego życia nie oznacza, że ja tez nie mogę go mieć! Ja go kocham! - wrzasnęła, rzucając w brata poduszką. - Wyjdź!
- Reiko! On ma 30-tkę na karku - Ryu starał się zachować spokój. - Ma dzieci... rodzinę. Nie widzisz, że on sobie z tobą tylko pogrywa?!
- Skąd możesz wiedzieć?! Nie znasz go tak jak ja! - dziewczyna z furią wstała z łóżka, po czym szarpnęła chłopaka, chcąc by wyszedł. - Wynoś się! Nienawidzę cię! - wrzasnęła, ale nie odważyła się unieść ręki. Co to, to nie. Nie tak została wychowana, chociaż pewnie i na młodszą siostrę podniosła by ją. - Chcę zostać sama! - otworzyła drzwi i zamknęła je z trzaskiem za plecami Ryu. Chłopak westchnął ciężko, zamykając na chwilę oczy. Przetarł dłonią twarz, po czym raz jeszcze nabrał powietrza, zanim postanowił że jednak musi wywiesić to pranie, a wszystko było lepsze od nic nie robienia. Zabrał się więc do roboty, wychodząc na tyły domu i rozwieszając ciuchy. Na stoliku ktoś zostawił papierosy, a on po raz pierwszy w życiu nie potrafił się powstrzymać. Wiedział, że mu nie wolno, szczególnie jemu nie wolno. Zapalił jednego i zaciągnął się nim mocno, siadając na ganku.
- Od jednego nic mi się nie stanie - przekonał siebie samego.
Ryu spojrzał na dogasający papieros i potem przeniósł wzrok na Juna, zaciskając nieco pięści.
- A ty to co? Encyklopedia choroby? Czytałeś moje akta, czy jak? - zapytał go cicho, nawet nie podnosząc głosu. - I dlaczego wszystko tak bierzesz do siebie?! To chyba będzie moja wina, jeśli od jednej fajki kopnę w kalendarz! Bo to ja wziąłem tego papierosa! - krzyknął już na niego, zaraz jednak przeczesał włosy palcami. - Bo niby jak mam sie wyładować? Biegać nie mogę, pływać nie mogę, piłki kopać nie mogę, boksu uprawiać nie mogę, alkoholu mi nie wolno, nikotyny mi nie wolno... nie mam jak rozładować emocji - zacisnął wargi powstrzymując łzy bezsilności. Nienawidził się nad sobą litować.
- Ona nie rozumie co się do niej mówi i poszliśmy na noże. Starałem się zachować spokój ale to ją jeszcze bardziej rozjuszało - mruknął spokojniej, po czym wyciągnął z kieszeni pudełeczka z lekami. - Biorę zgodnie z przepisami, nie jestem lekomanem - rzucił tylko, żeby Jun zaraz nie krzyczał że chce się otruć.
- Przestań już - Ryu rzucił w niego kapciem ,bo akurat to miał pod ręka. - To nie twoja wina, jakbym chciał wypaliłbym te które mam w pokoju - żachnął się, po czym ugryzł się w język. - Jeszcze nie naruszone - dodał zaciskając wargi. Dostał kiedyś od jednego z pacjentów i wciąż je trzymał, jakoś nie potrafiąc wyrzucić. - Nie będziesz mnie balsamował. Obiecaliśmy to już sobie - przypomniał. - Łatwo ci powiedzieć... wykrzycz się... nie lubię krzyczeć, zakochaj się... a niby kto się mną zainteresuje? - uśmiechnął się krzywo. - Upiecz ciasto... to dla mnie codzienność - położył się na gangu wpatrując w gwiazdy migoczące na niebie. - Ja też czasami potrzebuję chwili dla siebie, ale chyba już wszyscy zdołali o tym zapomnieć - uśmiechnął się lekko, kiedy Kiara położyła się obok niego, jakby domagając się pieszczot. - Więc muszę teraz poczekać aż ją do końca wykorzysta i zostawi.
- Nie lubię, bo jak krzyczę to tylko kogoś ranię. Nie lubię ranić ludzi. Nie lubię na nich krzyczeć. Wolę, kiedy się śmieją - podniósł się na łokciach by spojrzeć na Juna. - Uciekłeś od ojca? - zacisnął wargi, nie pytając o szczegóły. W końcu to strasznie trudne tematy. - Ale on nadal cię ściga - zauważył, podnosząc się wyżej i opierając o Kiarę wygodniej. - O tu - pokazał na głowę Juna. - Ciągle zatruwa ci myśli... więc nie do końca uciekłeś - spojrzał znów w gwiazdy. - O... w sobotę będzie deszcz meteorytów. Na plaży będzie ładnie widoczny. Przejdziemy się tam - zadecydował, w końcu zawsze chciał je obejrzeć, a od paru lat ciągle wypadało to w dni, kiedy musiał być w szpitalu.
- To co ja mam zrobić żeby jej do rozsądku przemówić? - zapytał go zaraz. - I czy to ja powinienem z nią rozmawiać? Nie powinien tego zrobić ojciec?
- Nie mam życzeń. Wszystko co chciałem to już mam... może poza chwilami spokoju - roześmiał się serdecznie, pozwalając Kiarze polizać się po ręce. - Ja po prostu chcę zrobić parę zdjęć i to na pewno miła odmiana w gąszczu trupków - dodał wzruszając nieco ramionami. Wstał wreszcie i przeciągnął się lekko ziewając nie co.
- Niby jak? Ona mi powie, że ja się nie znam, bo przecież połowę życia spędziłem w szpitalu i będzie miała rację - ukucnął przy psinie i potargał ją za uszy. - Ale spróbuję - obiecał. - Tylko... nie dzisiaj - zdecydował wchodząc do domu, bo już zaczynało mu się robić zimno. Zaparzył dwa kubki kakao, jeden dekorując bitą śmietaną i przyniósł oba na ganek, stawiając ten bez bitej śmietany przed Junem, a w swój od razu wbijając łyżeczkę. - Jak chcesz śmietanę możesz ją wziąć z kuchni - oznajmił wesoło.
Ryu obrzucił go pełnym nienawiści spojrzeniem.
- Jak mogłeś?! - burknął na niego śmiertelnie poważnie. - Tak bezczelnie podkradać MOJĄ bitą śmietanę! - fuknął na niego jeszcze raz, po czym roześmiał się, przekładając jej trochę do kakao mężczyzny. - Mhm jakoś sobie z nią poradzę - rzucił bębniąc palcami o blat stołu. Upił parę łyków kakao, a na ganku pojawił się jego ojciec.
- Przeziębisz się - oznajmił tylko, owijając szyję syna szalikiem. - Pamiętaj by temu tu przypominać o lekach - polecił Junowi. - A jak zrobi coś głupiego to karać ile wlezie.
- Tato... - Ryu spojrzał na ojca, jakby chciał zaprzeczyć jakoby kiedykolwiek zrobił coś głupiego, ale w tej chwili... byłoby to niestosowne. Nie dokończył więc wypowiedzi tylko umoczył usta w kakao. - Nie paplaj tyle o mnie - poradził tylko ojcu, ziewając. - Dobranoc - pożegnał się z Junem i wyminął ojca, który zajął jego miejsce.
- Eh jednak wychowywanie dzieci to straszna harówką - westchnął przeciągle.
Ryu jeszcze dość niemrawo ziewnął parę razy, zanim zaczął przygotowywać śniadanie. Ochlapał tylko twarz, by się trochę obudzić, po czym wstawił wodę na herbatę. Postawił bułki i herbatę na stole, samemu przesuwając drzwi 'balkonowe' i wołając do siebie Kiarę. Przywitał się z nią i nalał jej nowej wody. Jedzenie jeszcze miała. Zrobiwszy to ruszył z powrotem, by spotkać Juna tuż przy schodach.
- Zadziałało? - zapytał go z niejakim zaciekawieniem. - Obudzili się?
Długo na odpowiedź nie trzeba było czekać. Pierwszy był Yuto.
- Ale fajne! - oznajmił wesoło na widok Juna z pokrywkami. - Jutro ja będę budzić! - oświadczył lecąc do kuchni.
- Z jednym się udało aż za dobrze... jutro będziemy mieć pobudkę o 4 rano... - Ryu odruchowo oparł głowę o ramię Juna, nie mogąc powstrzymać chichotu.
- Dzisiaj na śniadanie bułki z masłem, sałatą, serem, szynką i pomidorem. Można sobie też dołożyć ogórka - zrelacjonował, pokazując stół. - Nie zejdą - dodał po chwili i uniósł lekko brew. - Przepraszam... mieliśmy współpracować... jest... 6 rano, ja w szkole muszę być o 11... wiesz na w-f nie chodzę - wyjaśnił. - Zamierzam wrócić do łóżka po rodzinnym zebraniu - dodał, pokazując mu język.
- A nie zaprowadzisz mnie do szkoły? - zapytał go Yuto już chcąc łapać za bułkę. - Mogę, mogę, mogę?
- No dobra... zaprowadzę - Ryu uśmiechnął się przyjaźnie do brata, po czym poszedł na górę żeby się przebrać. Po chwili był już z powrotem. Położył paczkę papierosów na blacie szafek. - Proszę - podsunął ją do Juna. - Tylko opakowanie mi zostaw - poprosił jednak. W końcu była tam na nim ostatnia wiadomość od jego szpitalnego-przyjaciela.
- Czemu muszę wstawać o 6 rano?! - Aoi zeszła na dół od razu robiąc niezadowoloną minę. - Nie jesteś mój tata! - krzyknęła na Juna, siadając przy stole.
- Nigdy nie będziesz tatą! - oburzyła się krzyżując ręce na piersiach. - Nii-chan zrób coś! - krzyknęła na Ryu, ale chłopak tylko wzruszył ramionami.
- Aoi... daj mu szansę - zaproponował łagodnie.
- Nie dam! Nie jest moim tatą i już! - uderzyła dłońmi w stół, ale nie wstała, mierząc Juna spojrzeniem.
- Idę! - zgodził się ochoczo Yuto biorąc narzędzia tortur i idąc do góry, krzycząc. - Wstawaj śledziu!
Reiko nic nie odpowiedziała, w końcu i tak nie zamierzała go słuchać. Nikt jej nie będzie mówił co jej wolno, a czego nie. Zawsze mogła odpuścić zajęcia z kosza na rzecz swojej miłości. Usiadła przy stole i zaczęła jeść kanapki, a Yuto wreszcie znalazł swoje powołanie. Wciąż bębnił cicho w pokrywkę doprowadzając Aoi do szału.
- Zostaw to! - wyrwała mu narzędzia tortur i odrzuciła za siebie.
- Aoi, tak się nie robi. Szanuj to co twoje - poprosił ją Ryu, samemu nie tykając śniadania. Jakoś nie czuł się na siłach by to zrobić. Zamiast tego upił łyk herbaty.
- Dziękuję - Reiko po dwóch kanapkach uznała że ma dość. - Możemy zaczynać te twoje zebranie? - zapytała Juna.
Ryu postanowił póki co się nie wtrącać w tę całą musztrę, jednocześnie z automatu zbierając wszystkie naczynia i wkładając je do zlewu. Już miał zacząć zmywać, kiedy przypomniał sobie słowa Juna i wrócił na swoje miejsce. Reiko wywróciła tylko oczyma, siedząc wciąż naburmuszona, a Yuto uniósł rękę do góry, by zaraz zgłosić swe wątpliwości.
- A jak się robi pranie? - zapytał Juna.
- A jak pralka wybuchnie? - dołączyła się do niego Aoi. - I kiedy będzie czas na zabawę? Czemu jemy razem?
- A nie możemy nabyć zmywarki? Czemu mamy nagle robić jakieś zmiany? Ryu sobie dobrze radził - żachnęła się Reiko. - Sam widziałeś. Duchy nie istnieją - zakończyła swoją wypowiedź. - Nie rozumiem czemu chcesz odebrać Ryu jego sens życia! To okrutne - najechała na brata jeszcze pamiętając o ich wczorajszej wymianie zdania.
- To tylko moje wrażenie, czy mówisz to o sobie? - zapytał jej chłopak, nie chcąc tym razem odpuścić. Nie chciał też dać po sobie poznać, że jej słowa go zabolały.
- Moje życie nie skończy się gdy zostanie mi coś odebrane. W przeciwieństwie do ciebie ktoś tam na mnie czeka - uśmiechnęła się szyderczo.
- No tak, taki dobry pan, który cię łazi wspaniałymi cukierkami, co nie? - uniósł lekko brew, a ona wylała na niego herbatę.
- Nienawidzę tego domu!
Yuto pociągnął Aoi na górę, a Reiko zmierzyła Juna przeciągłym spojrzeniem.
- Najwyraźniej nie wiesz co to miłość! - wrzasnęła na niego. - Nigdy jej nie zaznałeś zapewne! - zadrwiła. - Wolałeś kochać się w tych swoich trupkach, to teraz masz! Zimny morderca! Jeszcze gotów jesteś pomordować nas wszystkich! Terrorysta pieprzony! - trzasnęła dłońmi o stół.
- Zamknij się wreszcie! - tym razem Ryu nie starał się już mówić spokojnie. - Zachowujesz się gorzej niż dziecko - warknął na nią, wstając w końcu od stołu. - Nawet go nie znasz i oskarżasz o takie rzeczy.
- A on niby mnie zna?! Niby ma prawo mówić, że jestem żałosna?! - poczuła piekące łzy w oczach. - Pieprzę was wszystkich! - wstała i wybiegła z pomieszczenia, by zaraz trzasnąć drzwiami wyjściowymi. Ryu odetchnął tylko i spojrzał na Juna.
- Ale miała trochę racji - przyznał szczerze. - Następnym razem trochę więcej pedagogicznego podejścia, a mniej wojskowego tonu - poklepał go po ramieniu, zaraz ściągając z siebie mokrą koszulkę. - Nie ma poparzeń - uznał to za sukces.
Słuchając go chłopak z każdym słowem odczuwał do niego większy żal, by na zakończenie wreszcie puknąć go w ten głupi łeb.
- Może i nie zaznałeś miłości, ale wszystko jeszcze przed tobą - oznajmił spokojnie. - Mordercą się nie wydajesz, nekrofilem też nie, choć twoja profesja budzi wiele kontrowersji... terrorysta... no cóż - odchrząknął pokazując mu język. - Poniekąd tak, ale poza tym... poza tym jesteś moim przyjacielem - przyznał się przede wszystkim przed samym sobą jak zaczął traktować Juna. Zaczął go traktować jak osobę zaufaną, z którą można podzielić się wszystkim. - Chyba pierwszym takim prawdziwym - dodał po chwili, zanim obrócił się na pięcie, by przebrać się i zabrać marudnika do szkoły.
Ryu zgodnie ze swoim już zwyczajem wrócił ze szkoły, robiąc po drodze zakupy na obiad i kolacje jednocześnie. Przygotował na szybko zupę i wraz z cytrynową babeczką zszedł na dół do Juna, popatrzyć jak ten pracuje.
- Zawsze trafiam na młode - zauważył nieco zdziwiony, kładąc babeczkę na wieko trumny i przez chwilę przyglądając się jego pracy. - Mogę spróbować ją zaszyć? - zapytał Juna, bo przecież nie tak dawno chciał żeby ten mu pokazał jak to zrobić. - Potrzebujesz pomocy w biurze? - na odbieraniu telefonów i rozmawianiu z rodzinami to się akurat znał. Nie robił tego raz, nie dwa... tylko ciągle. - Fizyka poszła w miarę dobrze, sprawdził tylko zadanie domowe i niechętnie przyznał, że jest dobrze - uśmiechnął się lekko. - Dzięki.
- I nic mi nie zostawiłeś? Będę się nudził te dwa tygodnia - wniosek nasunął się sam, a Ryu odszukał maseczkę i założył ją zgodnie z zaleceniami Juna. Cały czas śledził jego zwinne palce operujące niedoszłą pannę młodą. - Na pewno ją kochał, tylko ciekawe czy kochał aż na zabój. Bo skąd wiadomo, że ona sama sobie to zrobiła? - spojrzał na mężczyznę uważniej. - Przecież ktoś inny mógł ją tak urządzić - zauważył rezolutnie, zaraz jednak kichając przez maskę. - Zawsze pracujesz z nagimi ciałami - mruknął jeszcze. - Czy to jakiś przepis by tak to robić? - zainteresował się. - Ładna jest - spojrzał na twarz dziewczyny.
- Nie twierdziłem, że cię podniecają - wywrócił oczyma, odsuwając się od trumny tylko odrobinę, by zająć swoje zwyczajowe miejsce. - Byłem po prostu ciekawy. No wiesz raczej się stąd nie ruszę... - przyznał szczerze, znów kichając. - Jestem przeciętniakiem - dodał drapiąc się po głowie. Musiał więc myśleć o pracy gdzieś tutaj... a gdzie lepiej jak w rodzinnej firmie?
- Dzisiaj na obiad ramen - oznajmił zmieniając trochę temat. - Mam nadzieję że lubisz... w ogóle to masz jakieś specjalne życzenia co do jedzenia? - zapytał go. - No wiesz, brak papryki bo nie lubię i tak dalej? - zaproponował. - Hm i... używasz tego ciemnego pomieszczenia tam? - zainteresował się wskazując drzwi od małego pomieszczenia. - Bo chciałbym wywołać parę zdjęć i potrzebuję ciemni - wyjaśnił.
- Tak trochę - przyznał szczerze. - Wpadłem do basenu w szkole dzisiaj - dodał zaraz. - To pewnie przez to, bo potem chodziłem z mokrą głową - wzruszył ramionami. - Mhm więc tam nie wejdę... póki co - obiecał, znów kichając. - Aoi powiedziała, że odbierze Yuto - mruknął zastanawiając się ile czasu powinien im dać. - Jak nie przyjdą do 18-nastej to pójdę ich szukać - zdecydował. - Założę coś ciepłego i zaraz tu wrócę - dodał jeszcze, zanim poszedł na górę, by wciągnąć na siebie jakąś bluzę. Był z powrotem w kwadrans. Nadal nie pozbywał się maseczki. - Dobrze ci tu - uśmiechnął się lekko. - Ale naprawdę? W takiej dziurze? Gdzie właściwie wcześniej mieszkałeś? I jak tam jest?
Ryu zignorował pytanie o wpychanie go do basenu, uznając je za nieistotne, znów usiadł na swoim stołku zastanawiając się czy ono tam przypadkiem nie stało specjalnie dla niego. Pamiętał że za pierwszym razem je sobie tu przyniósł i zapomniał o nim, a potem już nie zwracał na to uwagi.
- W Tokio? - Ryu uniósł lekko brew. - Jak tam było? W sensie w samym mieście... no wiesz... Hikaru tak się nim zachwyca. Przesłał mi nawet parę zdjęć, ale nigdy za dużo nie opowiada - przyznał szczerze.
- Ja to się stąd nie ruszam. Mogę ci pokazać tu parę fajnych miejsc, ale są to głównie miejsca związane z widokami, niż z rozrywką - mruknął tylko. - Lubię je bo są ciche i nikt tam raczej nie zagląda - uśmiechnął się, choć przez maskę to raczej widoczne nie było.
- Mogę cię też oprowadzić po moim szpitalu. Znam go od podszewki - roześmiał się. - Lekarze czasem mnie pytają czy nie chciałbym zastąpić ich miejsca... ale to za dużo roboty. Trzeba by wyjechać na parę lat, studiować, zapracowywać się i wrócić z jakimś tam papierkiem...
- To normalne, to takie drugie miejsce, którego ludzie się obawiają. Zakład pogrzebowy i szpital - wyliczył ze śmiechem. Ściągnął wreszcie maseczkę, zabierając ją jednak ze sobą i poszedł na górę, by wstawić ramen i w między czasie zabrać się za odrabianie lekcji. Z zeszytem w ręku i chochlą do mieszania zupy w drugiej kręcił się po kuchni, doprawiając obiad.
- Za dwa tygodnie będzie tu festiwal - przypomniało mu się, kiedy skończył randkować z jednym ze swoich zeszytów. - Wiesz taki mały, szkolny, ale mieszkańcy lubią na niego przychodzić. Ostatnim razem Yuto grał arbuza... mam nadzieję, że w tym roku dostanie wybitniejszą rolę - roześmiał się. - Podobno był uroczym arbuzem, ale kto go tam wie - wzruszył ramionami.
- Nigdy nie chciałeś zostać muzykiem? - uniósł wzrok znad gara, po czym nałożył trochę ramenu do miseczki i spróbował go. Pokiwał głową w zamyśleniu, doprawiając go jeszcze trochę.
- Nie musisz mnie zawozić, ani przywozić. Sam mogę pojechać - Ryu nadal nie rozumiał, po co oni wszyscy chcieli go tam zawozić. Przecież autobusy też tam jeździły. Nie ma sensu się fatygować. Tyle czasu się na to marnowało.
- Ano musisz przyjść - uśmiechnął się lekko. - Przynajmniej fajerwerki na koniec są niezłe - dodał zaraz usprawiedliwiając swoją opinię.
- Aktorstwo? Nie... lepiej nadawałbyś się na żołnierza - pokwitował go. - No wiesz już swoje umiejętności pokazałeś - wziął od niego herbatkę upijając łyk. - Mhm pycha - uśmiechnął się lekko do kubka. Kichnął znów parę razy i odszukał chusteczki w jednej z szafek, by wydmuchać nos. - Świetnie - mruknął sam do siebie.
- Nii-chan! - Yuto przybiegł się przytulić, zaraz to podbiegając też do Juna i z automatu i jego obdarzając uściskiem. - Popatrz - położył na stole informacje o festiwalu. - Będziemy mieli fontannę czekolady! Powiedziałem, że Jun ją zrobi! - uśmiechnął się szeroko. - Proszę, proszę, proszę!
- Moja klasa stawia na klasykę i będziemy tańczyć - wyjaśniła Aoi, też patrząc na Juna jak na obrazek. - Przyjdziesz zobaczyć? - zapytała go z nadzieją. - Nii-chan uszyjesz mi strój? Ja ci powiem jak! Proszę!
- Hai, hai - Ryu niezbyt chętnie zgodził się z tym całym nie wychodzeniem. Tęsknie popatrzył za Kiarą, ale uznał że zdrowie ważniejsze.
- Co na obiad? - Aoi usiadła przy stole, czekając już na swój talerz. - Reiko nie przyjdzie - dodała jeszcze zaraz niby mimochodem, zaraz zaczynając paplać o szkole i swoich przyjaciołach. Uznała, że może dać szansę nowemu porządkowi w domu.
- Umiesz, ty wszystko umiesz! - wykrzyknął Yuto też zasiadając przy stole. Ryu spojrzał na Juna i wzruszył ramionami.
- Czekamy na nią, czy mogę im dać ten obiad? - zapytał go, bo w końcu nowy porządek mówił 'posiłki jadamy wspólnie'.
- Nigdzie nie pójdziesz w takim stanie - oznajmił mu Ryu, odsuwając krzesło od stołu i popychając go na nie, a kiedy już ten usiadł, skrzyżował ręce na klatce piersiowej. - Najpierw się uspokój - polecił, nalewając mu wody i stawiając szklankę z wodą przed nim. Aoi nieco się go wystraszyła i skuliła w sobie. Przecież to nie była jej wina, że jej siostra robiła takie numery. Znów jej się dostanie nie ze swojej winy. Zacisnęła mocno wargi patrząc na Juna z lekkim strachem. Natomiast Yuto uznał że pobawi się z Kiarą i pozwoli starszym rozwiązać ten problem.
- Już lepiej? - Ryu zapytał go po pięciu minutach ciszy. - Nie możesz tak wybuchać, bo w ten sposób tylko scenę na ulicy zrobicie, kiedy ją znajdziesz. Zaciągnąć do domu siłą też nie możesz, bo cie jeszcze posądzą o molestowanie, a Reiko umie tak zakręcić, że się nie pozbierasz - oznajmił mu prosto z mostu. - Niczego nie wskórasz w ten sposób - wyjaśnił mu, zaraz to znów kichając i przeklinając swoje zdrowie w duchu. - Poza tym podnosisz głos na Aoi, kiedy ona tylko mówi to co wie. Przecież to nie jej wina, że Reiko nie wróciła - żachnął się. - Nie są zrośnięte głowami.
- Ja nie wiem gdzie ona poszła - dodała cicho dziewczynka, bawiąc się bezwiednie swoimi włosami. Zawsze tak robiła, kiedy się czegoś bała.
- Nie martw się - Ryu uśmiechnął się do siostry i poczochrał ją po włosach. - Na półce są słodkie bułeczki, poczęstuj się i idź się pobawić z Yuto, ok? - poradził jej, a ta niemal natychmiast zniknęła im z pola widzenia.
- Ja rozumiem, że chcesz nam pomóc... nastawić ich wszystkich - Ryu kontynuował już łagodnie. - Ale poznaj ich trochę zanim zaczniesz coś zmieniać - poradził.
Aoi chwilę patrzyła na niego podejrzliwie, po czym skinęła w końcu głową i z lekkim wahaniem objęła go rękoma za szyję, przytulając się do niego mocno.
- Ale ja naprawdę nie wiem, gdzie Reiko-chan jest - szepnęła mu na ucho, bo czuła jakby to powinna wiedzieć, po czym odsunęła się od niego i wbiegła do domu, by być pierwsza przy stole.
- Jun-nii musi się duuuużo nauczyć - oświadczył Yuto, jakby to wiedział więcej od niego. - Ale Jun-nii ma Ryu-nii. Dobrze będzie! - dodał zaraz wesoło, rozciągając policzki Juna i klepiąc go po nich zaraz. Zanim ten zdążył zareagować małego już nie było. - Dużą miskę chcę! - zażądał z uśmiechem, widząc że Ryu nakłada obiad.
- A ja? - Ryu postawił przed wszystkimi obiad, samemu biorąc sobie bułkę i podbierając trochę sosu od Yuto zaczął ją w nim maczać. - Zabrałeś mi wszystkie obowiązki i nie mam co robić - naburmuszył się niezadowolony. Przecież on musi coś ciągle robić. Nie może tak po prostu odpocząć! Ugryzł kawałek bułki i zamyślił się, wpatrując w okno. W końcu pstryknął palcami. - Posprzątam w biurze - wykombinował sobie ładnie. Poukłada wszystkie papiery, posegreguje. Będzie wszystko zorganizowane tak jak być powinno. Z tą myślą od razu zrobiło mu się lżej na sercu.
- Jun-nii... - Aoi nieśmiało spojrzała na niego z łyżką wciąż przy twarzy. - A pomożesz mi z zadaniem domowym? - zapytała go dość cicho. - Bo ja muszę... bo pani powiedziała, że jak nie zrobię to będzie dzwoniła do domu - dodała zaraz jakby to nauczycielka jej taką krzywdę robiła.
- Z ułamków, ale tych takich głupich po przecinku - wyjaśniła jak najlepiej potrafiła. W końcu była nogą z matematyki.
- Będziesz kujonem? - zapytał ją zaraz Yuto.
- Nie! - krzyknęła wystraszona, jakby bycie kujonem było najgorszą zarazą ludzkości. Ryu roześmiał się serdecznie, kończąc swoją bułkę.
- No nie może pracować, ciągle coś gubi - wyjaśnił spokojnie, przeciągając się lekko i zabierając ze sobą chusteczki ruszył na podbój biura. - Dobra... - wziął się pod boki. - Od czego by tu... od biurka - zdecydował widząc piętrzące się tam papiery.
- Nie wolno palić! - krzyknął na niego Yuto. - Robi się taka czarna dziura w płucach jak się pali! - zaczął go ciągnąć za rękaw, by w końcu złapać za papierosa i wyrzucić daleko. - Nie wolno! - oświadczył z miną znawcy. - Jun-nii dostanie karę teraz!
Aoi mu zawtórowała łapiąc Juna za drugą rękę i prowadząc go do salonu. Posadzili go na podłodze i położyli przed nim puste arkusze papieru.
- Napiszesz esej o szkodliwych właściwościach papierosów na 30 stron! - oświadczyła dziewczynka, wracając do kuchni, żeby pozmywać te naczynia.
- A ja dopilnuję byś nie oszukiwał! - oświadczył poważnie Yuto.
- Ale tak nie ma! - krzyknęła Aoi. - Bo ty robisz zasady, a jak my robimy to nie przestrzegasz - naburmuszyła się. - My też chcemy zrobić zasady do domu. Nie ma papierosów i palenia - dodała kończąc zmywanie i siadając z powrotem przy stole, a Yuto jej przytaknął.
- Nie ma - potwierdził, krzyżując ręce na piersi. Zaczynali wreszcie traktować Juna jak część rodziny, o którą się martwi. Dla nich palenie oznaczało krzywdzenie samego siebie, a jak się krzywdziło to było coś złego, prawda?
- Już teraz nie trzeba papierosów. Nie musisz - uśmiechnęła się do niego Aoi. - Nie trzeba. Można iść na spacer!
Ryu nie wiedział za bardzo jak ma się zachować, toteż widząc zmarnowaną minę Juna i zacięte miny Aoi i Yuto, roześmiał się i przez chwilę nie mógł złapać tchu, zanim wreszcie usiadł z nimi do stołu.
- Zrobimy tak - zastanowił się chwilę. - Jun jest uzależniony od papierosów - zaczął zastanawiając się, czy obie strony na to pójdą. - Zabieranie mu papierosów jest jak... zabranie Yuto piłki nożnej, a tobie Aoi tańca - wyjaśnił pokrętnie. - Tyle że macie racje, papierosy szkodzą... możemy jednak poprosić Juna by palił ich mniej - zaproponował, patrząc na mężczyznę. - Dajmy na to 5 dziennie na początek...
- A potem?
- A potem on sam w końcu rzuci - uśmiechnął się do dzieci, które pokiwały głowami na znak zgody, zaraz to wlepiając wzrok w Juna i czekając na jego zgodę.
- A mnie to bezkarnie odebrałeś obowiązki domowe, mimo że to moje życie - przypomniał mu nadal z tego faktu niezbyt zadowolony, acz nie protestował bo postanowił dać szanse czemuś nowemu. - Sześć - zwiększył mu stawkę o tego jednego papierosa. - I możemy potem o tym porozmawiać. Nie oczekuję, że rzucisz to od tak, od zaraz, na już. Bo to niewykonalne, wiem to - pogłaskał go po ramieniu. - Po prostu masz się postarać, to wszystko. Popatrz... oni starają się wypełniać nałożone na nich obowiązki. Aoi pozmywała naczynia - pochwalił dziewczynkę mimochodem, po czym zakręciło go w nosie, więc kichnął i wydmuchał go. - Yuto traktuje cię jak brata. Zaczynają cię lubić... - oblizał lekko wargi i spojrzał mu w oczy. - Jesteś tu bezpieczny wiesz? - zapytał go z uśmiechem, kładąc mu dłoń na serce. - Nikt cię o nic nie obwinia. Oni tylko chcą ci pomóc.
- Skąd wiesz, że to nie to samo? - zapytał go cicho, z lekkim zdziwieniem odsuwając się od niego. Zagryzł nieco wargę, po czym machnął rękę. - Jak chcesz - stwierdził, że nie będzie się narzucał, po czym klepnął się w uda. - A więc sześć papierosów dziennie - uśmiechnął się do dzieciaków. - No już przynieście książki i zeszyty. Im szybciej zrobicie lekcje, tym szybciej będziecie wolni - dodał wesoło, samemu wracając do porządków biurowych. W głowie mu nieco szumiało, zastanawiał się ciągle gdzie popełnił błąd, że mężczyzna poczuł się nieswojo. Westchnął ciężko, wracając do pracy. Dwie godziny później biuro lśniło nowością.
- Nareszcie - zadowolony ze swojej pracy opuścił pomieszczenie, by natknąć się na przemoczoną Reiko, wyglądającą jak dziesięć nieszczęść. - Co się... - zaczął, jednak zaraz został przez nią odepchnięty i dziewczyna wbiegła po schodach na samą górę, zatrzaskując się w pokoju. - Reiko! - krzyknął za nią natychmiast udając się za nią. Spróbował otworzyć drzwi, ale te pozostały zamknięte. Do jego uszu dobiegł jej szloch. - Otwórz - poprosił, siadając pod drzwiami z zamiarem poczekania aż wreszcie to zrobi.
- Nie wiem, płakała - odparł również szeptem wstając z podłogi. - Musiała czymś zastawić - dodał po chwili, bo klucze od pokoju miał tylko Jun i on. Ojciec uznał że należy mu się trochę prywatności, a nad resztą musi panować jakiś tam rygor. - Raczej nie wejdziesz bez zepsucia drzwi - spróbował znowu, ale zwyczajnie nie miał siły.
- Zostaw mnie Ryu - usłyszeli głos Reiko. - Proszę - dodała po chwili, najwyraźniej nie mając ochoty na rozmawianie z kimkolwiek. - Proszę.
Dziewczyna wzięła od niego chusteczki i opatuliła się kołdrą, po czym pokręciła głową.
- Nie chcę rozmawiać - odparła cicho. - Nie chcę - spojrzała na mężczyznę, potem przenosząc wzrok na brata. - Nic sobie nie zrobię - zapewniła go. - Więc możesz już iść - położyła się na łóżku, głowę wtulając w poduszki. - Proszę, chcę zostać sama - wymamrotała beznadziejnie. - Proszę.
Ryu zacisnął wargi i skinął lekko głową, po czym złapał Juna za rękę i pociągnął za sobą. Uznał, że siostra rzeczywiście nie zrobi sobie niczego głupiego, a jak będzie chciała to wie gdzie może go znaleźć.
- Chyba nie powinienem z nią rozmawiać - puścił dłoń Juna, by znowu przypadkiem nie zostać oskarżonym o zbyt wielką bliskość z mężczyzną. - Będę u siebie - mruknął, po czym zmusił się do lekkiego uśmiechu i zniknął w swoim pokoju.
Dziewczyna zacisnęła dłonie na uszach i spojrzała na niego oczami pełnymi łez. Naprawdę nie miała ochoty na rozmowy.
- Poprosiłam - wydukała, ocierając dłonią łzy i siadając na łóżku. - Proszenia nie ma w twoich zasadach? - zapytała go nieco poddenerwowana, aczkolwiek mocniej przybita. - Nie możesz rozumieć - wymamrotała. - Czy możesz mnie zostawić? Proszę - powtórzyła jeszcze. - Nie chcę o tym rozmawiać - zacisnęła mocniej wargi. - Nie chcę, nie chcę... ja tylko... ja tylko chcę być sama - wyjaśniła mu znów czując piekące łzy na policzkach. - Idź już sobie, idź proszę - wymamrotała jeszcze.
Ryu książka wypadła z rąk, kiedy usłyszał obie opcje. Zamrugał kilkakrotnie i potrząsnął przecząco głową.
- Niemożliwe. Nie, to się nie stało - potrząsnął głową raz jeszcze. - Nie zaszła w ciążę. Nie ma opcji. Nie... - powtórzył jeszcze, tak naprawdę to chcąc jedynie wyrzucić tę opcję z własnej pamięci choć wiedział, że była ona możliwa. Podniósł książkę z podłogi, odkładając ją na swoje miejsce. - Zabije skur... - zacisnął pięści nie patrząc na Juna. Zagotowało się w nim i to porządnie. - Zabiję - dodał chłodno, niemal wybiegając z pokoju i w biegu ubierając buty. Doskonale wiedział, gdzie powinien go szukać, więc nie bacząc na deszcz wybiegł z domu. Złość przesłoniła mu zdrowy rozsądek. Przecież nie mógł pozwolić, by ten facet bawił się jego siostrą. Nawet jeśli zerwali... liczył tylko na to że tylko zerwali.
- Puszczaj! - krzyknął, kiedy ten go złapał jeszcze przez krótką chwilę się z nim szamocąc, dopóki Jun nie zamknął go w uścisku. Oddychał ciężko, wciąż cały dygotał tylko już teraz nie był pewien czy to od złości, czy z zimna. - Przynajmniej by miał mnie na sumieniu - spróbował zażartować, ale jakoś nie bardzo mu to wyszło. Rozkasłał się, odsuwając od Juna i zakrywając usta dłonią. Chwilę nie mógł złapać oddechu, po czym wreszcie się wyprostował, patrząc już na mężczyznę bardziej przytomnie. Mimowolnie rozmasował sobie serce, wyciągając z kieszeni tabletki i dawkując sobie dwie.
- To co ja mam zrobić? - zapytał go już nieco spokojniej. - Nic nie mogę zrobić. Niezależnie od tego co jej zrobił, ja nic nie mogę zrobić - wymamrotał, uderzając pięścią o ścianę, szczękając przy tym zębami. - Nawet nie mogę jej w niczym pomóc! W niczym, bo ona nie chce rozmawiać. Nigdy nie chciała... - uśmiechnął się krzywo, zanim znów wstrząsnął nim niepohamowany kaszel. - Nic nie mogę zrobić...
Ryu chciał zaprotestować takiemu traktowaniu. Przecież jeszcze mógł chodzić! Ale jednak zrezygnował, mimo wszystko obejmując go za szyję i przymykając oczy.
- Jak? Chcesz jej zaproponować aborcję? - zapytał słabo. Przecież chodziło o życie, które się w niej tliło. Przecież tak nie można było. - Znaczy jak będzie chciała... tylko że to dziecko jest niczemu winne - założył, że zdarzył się najgorszy scenariusz. Dlaczego musiało wszystko runąć właśnie teraz? Kiedy dotarli do domu i Jun wreszcie postawił go na nogach, zakręciło mu się w głowie i musiał się złapać mężczyzny, by nie upaść.
- Przepraszam, trochę mi słabo - przyznał, bo przecież nie będzie kłamał, skoro pewnie już i tak wygląda nieciekawie.
Ryu już nie marudził. Przebrał się w suchy dres i schował się pod kołdrą. Skinął lekko głową przyjmując do wiadomości i uśmiechnął się zaraz widząc parującą, gorącą czekoladę. Kiedy jednak Jun chciał wyjść, złapał go za nadgarstek. Przez chwilę wahał się co też właściwie powinien powiedzieć, po czym jednak puścił mężczyznę.
- Uhm dobrze - zdecydował, że nie będzie zachowywał się jak dziecko i nie poprosi by Jun z nim został. Przecież nie potrzebował towarzystwa aż tak bardzo. Usiadł w końcu na łóżku biorąc do rąk czekoladę. Upił spory łyk i uśmiechnął się szerzej. - Pyszna.
Reiko spojrzała na niego z lekkim zdziwieniem, po czym skinęła powoli głową. Podkładając kolana pod brodę i opierając brodę na nich.
- On nie może biegać - mruknęła, jakoś nie dowierzając w to co się dzieje wokół nich. - I nie może się przeziębiać bo to niebezpieczne - zauważyła, zakładając włosy za ucho. Zagryzła wargi patrząc na niego długo i milcząc.
- On... - warga jej zadrżała. - On...nas nie chce... - wydusiła z siebie. - Nie chce nas...
Dziewczyna odsunęła się od niego, jak oparzona, po czym spłonęła rumieńcem. Nie chciała by to tak wyszło, ale nie mogła znieść dotyku mężczyzny.
- Przepraszam - wymamrotała, chowając się pod kołdrą. - Jestem w ciąży...ale to...to już 3 miesiąc - wyznała cicho. Dlatego jadła prawie zawsze w swoim pokoju. Nie chciała by widzieli, że wymiotuje czasami. Zakryła się kołdrą jeszcze mocniej. - On mówił, że to nic... że się rozwiedzie... a dziś... dziś chciał bym zrobiła aborcję...
- Ja nie chcę go zabijać - Reiko się przestraszyła nie na żarty. Dotknęła swojego brzucha i popatrzyła na niego przerażona. - Nie chcę go zabijać! Kocham go! - krzyknęła, masując się po brzuchu. - On niczemu nie zawinił, nie oddam go - decyzja była podjęta zanim w ogóle dostała tę propozycję. Bo przecież tyle już nad tym myślała. Zdążyła przyzwyczaić się do myśli, że będzie miała małego dzidziusia. - Poza tym... jak Ryu umrze to będzie kolejny członek rodziny i rodzina się nie pomniejszy - dodała cicho. Wcale nie życzyła bratu śmierci, ale liczyła się z taką ewentualnością i wiedziała, że będzie jej go bardzo brakowało. - A jak nie... to zostanie tatą chrzestnym - uśmiechnęła się delikatnie na samą myśl o swoim dziecku.
Chłopak otworzył oczy i spojrzał na niego zdziwiony. Uszczypnął go w policzek, po czym dał mu kuksańca w ramię.
- Bolało? - zapytał zachrypniętym głosem. - Albo...poczułeś? - poprawił się, bo w końcu mogło go jednak nie zaboleć. - To znaczy, że żyję - uśmiechnął się lekko, znów zamykając oczy. Był trochę zmęczony. Temperatura jednak dawała mu się we znaki. - Jutro chyba nie pójdę do szkoły - zaśmiał się, z wysiłkiem podnosząc się na łokciach. W końcu miał gościa. Nie mógł go tak po prostu olać. - Co ty taki przerażony? - dopiero teraz zorientował się jak Jun na niego patrzy. - Jezu... u mnie to normalne - poczochrał go po włosach. - No wiesz...jak już mnie coś złapie to rozkłada na amen - skrzywił się nieco. - Takie życie.
- Mam, nie martw się - chłopak wygrzebał się z łóżka, by otworzyć szafkę z gamą leków. Kucnął przy niej szukając czegoś na tę okazję. - Jun? Ale rozpuścisz mi w wodzie? - zapytał go, bo jakoś nie czuł się na siłach schodzić na dół by to zrobić. Podał mu odpowiednie leki przy okazji przytrzymując się go by nie upaść. Był trochę na siebie zły, bo już dawno tak fatalnie się nie czuł, a mimo to starał się przy Junie wyglądać na mniej rozłożonego niż był.
- Aoi i Yuto nadal są w domu? - zapytał go, bo zupełnie o nich zapomnieli.
Chciał powiedzieć, że nic mu nie jest, ale to byłoby ewidentne kłamstwo, więc tylko odebrał od niego kubek z lekiem, powoli wypijając cały.
- Chusteczek i herbaty - stwierdził po chwili, bo jego paczka chusteczek już zdążyła się skończyć. Opadł na poduszki i zamknął na chwilę oczy, skupiając się tylko na swoim oddechu. - Jun...ale nie martw się tak. Bywało gorzej, serio - uśmiechnął się zaraz do mężczyzny. - To jest nic - machnął lekceważąco ręką. - Muszę tylko odpocząć... - dodał po chwili. - Dlaczego wybrałeś zawód balsamisty? - zapytał go zaraz bo jakoś tak nie chciał zostać sam. Odruchowo posunął się na łóżku, podkulając pod siebie nogi i robiąc mu miejsce.
Ryu skinął lekko głową, po czym zakrył się po sam nos i westchnął cicho.
- Wiem, że zrobiłem... ale i mi się czasem zdarza zdenerwować - wymamrotał. W końcu jak się jest wkurzonym to się nie myśli, albo myśli się trochę za późno. - Wiem, że nie powinienem, bo deszcz... i w ogóle biegać mi nie wolno - przyznał cicho. - Przepraszam - dodał po chwili cały czas go obserwując. - Zazwyczaj na siebie uważam - uśmiechnął się, kichając zaraz i kaszląc. - Choć pewnie na to nie wygląda...ale naprawdę uważam - poprawił się na łóżku. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie drzwi od jego pokoju się otworzyły i stanęła w nich Reiko.
- Przepraszam, że się wtrącam - rzuciła do Juna. - Ale trochę go znam - wskazała palcem na Ryu. - Co dzisiaj jadłeś? - zapytała przechodząc do sedna sprawy. Chłopak miał zamiar wyrzucić ją z pokoju mimo jej błogosławionego stanu, ale wywrócił oczyma.
- Bułkę - burknął. Nie jego wina, że kiedy go coś brało i chorował to nie miał na nic apetytu i jakoś nie potrafił zmusić się do jedzenia.
- Zrobię ci kanapkę - zdecydowała za niego, zamykając drzwi i wychodząc.
- No co? - Ryu ponownie schował się pod kołdrą, tym razem całkowicie. - Ja po prostu nie jestem głodny no...
Reiko skinęła tylko głową, podając bratu kanapkę i wyszła by zagonić młodsze rodzeństwo do łóżek. Sama też musiała się w końcu pozbierać. Ryu natomiast popatrzył na kanapkę podejrzliwie i w końcu skapitulował. Ugryzł ją, przeżuwając powoli.
- Pierwszy dzień zawsze jest najgorszy, potem będzie lepiej - podniósł go na duchu, unosząc kciuk do góry. Chciał się roześmiać, ale śmiech przerodził mu się w kaszel, więc uznał że lepiej się nie śmiać.
- Teraz wiesz przez co przechodzi nasz ojciec przez... właściwie większość jego życia - mimo wszystko zachichotał. Odkładając do połowy zjedzoną kanapkę na stolik i popijając ją herbatą. - Już nie mogę - usprawiedliwił się, wracając pięknie pod kołdrę. - Jun...ale nie musisz tu siedzieć - zapewnił go, zamykając oczy bo jednak zmęczenie było od niego silniejsze. - Musisz się wyspać... jutro też jest dzień.
Hałas na korytarzu nie pozwolił mu długo spać. Zmarszczył brwi i zacisnął dłonie na uszach by się tego pozbyć. Dopiero po dłuższej chwili dosłyszał głos Yuto.
- WSTAWAĆ! JUŻ ŚWITA!!!! - krzyczał chłopiec, tłukąc łyżką w pokrywkę od garnka. Ryu spojrzał na zegarek, który wskazywał 4.40 i trzepnął Juna poduszką w łeb.
- Ty go tego nauczyłeś, ty z tym walcz - polecił mu, chowając się znów pod kołdrę. Nie zamierzał opuszczać krainy snów. Zwłaszcza, że nie czuł by temperatura mu spadła. - Nie idę do szkoły... obiad jakiś zrobię, ale ze śniadaniem walczycie sami - wymamrotał jeszcze, chcąc wrócić do krainy snów, ale nie mogąc bo Yuto dalej walił w te pokrywki.
Cała trójka szybko znalazła się przy stole, rozpoczynając jedzenie grzanek. Nawet Reiko postanowiła nie marudzić na walory śniadania. W końcu od czasu do czasu coś kalorycznego się przydawało.
- To ja zrobię obiad - zaproponowała, zakładając niesforny kosmyk za ucho. - Naleśniki...bo tylko tyle umiem - przyznała zaraz nieco zawstydzona. No ale lepsze coś, niż nic. - I kupię jakieś bułki... Ryu raczej dużo nie zje - skrzywiła się, przejmując rolę starszej siostry. - Trzeba będzie zadzwonić po lekarza...
- Jun-nii odbierzesz mnie ze szkoły? - zapytał go zaraz Yuto z wielką nadzieją, bo koniecznie chciał mu pokazać jak gra w piłkę nożną.
- Dlaczego tak się o niego martwisz? - Aoi zwęszyła grubszą aferę. Zaczęła wpatrywać się w Juna intensywnie chcąc z niego wyczytać wszystkie emocje, za co dostała w głowę od Reiko.
- Zachowuj się - dziewczyna pozbierała resztę naczyń i zaczęła zmywanie. - Tak, już... jest lepiej - pozwoliła sobie na lekki uśmiech, przygotowując też kanapkę dla Ryu i przykrywając ją drugim talerzem żeby nie wyschła.
- A jutro? - zapytał cicho chłopczyk, naprawdę chcąc by Jun go odebrał. - Proszę!
- Jun...jesteś aniołem? - zapytał go cicho Ryu, zanim zdołał się ugryźć w język i zanim zdrowy rozsądek podpowiedział mu, że ta aura i te skrzydła to pewnie efekt jego wyobraźni i temperatury. Usiadł powoli na łóżku, biorąc herbatę i upijając łyk. - Um... musi być ten lekarz? - zapytał trochę bez sensu, marudząc właściwie tylko, bo przecież wiedział, że bez tego punktu programu się nie obejdzie. - Mogę ci potem pomóc z trupkami? - podał taką opcję, łapiąc jednak mężczyznę za nadgarstek i ciągnąc go na łóżko. - Boję się - wtulił się w niego, opierając gorące czoło o jego szyję.
- Nie - chłopak pokręcił przecząco głową. - Nie chcę do szpitala - wychrypiał, nie puszczając Juna ani na minutę. - Bo mnie nie odwiedzisz - usprawiedliwił swoją decyzję. Nudno by mu było i tyle. - Numer... - powtórzył jak przez mgłę. - W komórce mam... - rozejrzał się po pokoju, lokalizując swój telefon na podłodze w kącie. Wskazał go palcem. - Pod 5 jest zapisany - dodał następne instrukcje, puszczając jednak mężczyznę i wracając do pozycji leżącej. Zdecydowanie lepiej było mu leżeć.
Ryu skinął lekko głową, odszukując dłonią dłoni Juna, bo ten zaczynał mu się już rozpływać. Zamknął oczy przez chwilę tylko ciężko oddychając.
- Jak mnie rozkroją... - szepnął nagle. - ...to mnie nie naprawiaj, tylko spal... - zdecydował nagle. - Organy moje...raczej nikomu...się nie przydadzą - uśmiechnął się mimo wszystko. Nie ma to jak wisielczy humor. - W ten sposób...dotrzymam obietnicy, nie? - uniósł powieki próbując zlokalizować Juna. Ścisnął mocniej jego dłoń. - A na grób... chcę słonecznika.
Chłopak mu nie odpowiedział, jego uścisk zelżał, gdy na chwilę stracił przytomność. Nie usłyszał już przyjazdu doktora, ale obudził się, gdy ten zaczął go badać.
- No pięknie Amakusa, dawno już się tak nie rozłożyłeś - doktor starał się zachować spokój, bo przecież nie pierwszy raz widział chłopaka w takim stanie, ale po dłuższych oględzinach, spojrzał na Juna. - Trzeba go zawieść do szpitala - zdecydował. - Normalnie dałbym antybiotyki... ale z nim lepiej dmuchać na zimne - wyjaśnił swoją decyzję. - Jest pan w stanie to zrobić?
Ryu niewiele zarejestrował z tej całej drogi, głównie przesypiając ją. Ponownie obudził się już w szpitalu, będąc pod kroplówką z nieco zbitą temperaturą i lekarzem grożącym mu palcem przed nosem.
- Jeszcze parę takich numerów, a cię zostawię na pastwę losu - oświadczył mu całkowicie poważnie.
- Parę czyli nieskończenie wiele? - chciał wiedzieć Ryu, próbując usiąść. Lekarz spiorunował go tylko wzrokiem, popychając lekko na poduszki.
- Teraz to ty jesteś mój i jak mówię leżeć to znaczy leżeć - żachnął się, pstrykając jeszcze chłopaka w nos i wychodząc. Ryu westchnął ciężko, a gdy tylko zobaczył wchodzącego Juna uśmiechnął się do niego lekko.
- A czemu tu jesteś? - zapytał go. - Przecież miałeś mnie tylko podrzucać i odbierać... bez wizyt - przypomniał mu.
- Lepiej - odparł nawet w miarę wesoło. - Oh możesz mnie już zabrać - dodał zaraz, zdając sobie sprawę że to niewykonalne. - Do soboty...a co jest w... ah... deszcz meteorytów - przypomniał sobie i uśmiechnął jeszcze szerzej. - Mówiłem ci że nie mam do tego szczęścia - wyjaśnił. - Ale...może od razu zrobią mi testy i... nie będę musiał tu przyjeżdżać drugi raz? - zaproponował. Najprawdopodobniej tak właśnie będzie, co go niezmiernie cieszyło. - Tylko... nikt ci teraz nie pomoże i żadnych babeczek nie będzie w kostnicy - westchnął. - Przepraszam, zmizerniejesz.
- W biurze masz posprzątane, wszystko jest w szafkach, poukładane. Na tablicy korkowej wisi spis trupków...ale to dla mnie, nie musisz z niego korzystać - zaczął od wymieniania spraw, które akurat przyszły mu do głowy. - Jeśli kupisz tę fontannę to nie będzie to samo co zrobiona. Postaraj się wykombinować projekt, potem ci pomogę. Nie musi być jakiś super - dodał, przypominając sobie o Yuto i jego zadaniu. - Wywiadówki... kurczę, może idź do Aoi bo to ważniejsze. Chociaż jest jeszcze Reiko... eh zadzwonię do Keia i zapytam go, czy może przyjechać szybciej - zdecydował, po czym uniósł palec w górę. - Mogę dostać twój numer telefonu? Żebym mógł do ciebie zadzwonić jak będą mnie mieli wypisać...no i nie mam żadnych ciuchów ze sobą...to byłoby fajnie jakbyś wtedy coś przywiózł - zaśmiał się. - Mhm wytrzymasz bez wizyt - roześmiał się serdecznie. - Poza tym zawsze możesz napomknąć Yuto, że za nimi tęsknisz i on chętnie będzie tam chodził...tylko nie wiem czy tego chcesz - skrzywił się lekko, ziewając. Zakrył dłonią usta z zażenowaniem. - Przepraszam, jestem trochę zmęczony.
- Może tu... - Ryu podwinął rękaw bluzy i podał mu swoją rękę. - Potem przepiszę, poproszę lekarza o jakieś kartki, albo zwinę z pokoju zabaw - uśmiechnął się lekko, przymykając oczy i mimo wszystko zasypiając.
***
Ryu przeleżał bite dwa dni w łóżku, nie robiąc nic szczególnego. Trzeciego wreszcie doprosił się o pozwolenie na wyjście z niego i zaczął spacerować po szpitalu, co jakiś czas bawiąc się z dzieciakami. Natomiast wieczorem zadzwonił do Juna, bo obiecano mu wypis następnego dnia z rana. Ktoś tylko musiał po niego przyjechać, bo przecież bez ciuchów to raczej nie wróci do domu, nawet autobusem.
Ryu miał coś powiedzieć, ale w końcu zrezygnował wybuchając dźwięcznym śmiechem i dopiero po chwili uspokajając się.
- Ciebie też miło słyszeć - jeszcze raz zachichotał. - Jeszcze nie, ale wypisują jutro rano. Nie mam nic do ubrania, więc by się coś przydało - zaczął od odpowiedzi na najważniejsze pytania. - Dobrze, nic mi nie jest. Znaczy względnie nic. Lekarz powiedział, że powinienem jeszcze trochę odpocząć. No wiesz z dwa, trzy dni, ale temperatury nie mam - podrapał się po głowie. - Nudziłem się?! Czyś ty zwariował?! Ja tu umieram z nudów. Jak tak dalej pójdzie to raczej jednak mnie zabalsamujesz! To jest gorsze niż jakakolwiek choroba - wybuchnął, zaraz znów śmiejąc się pod nosem. - Ty za to się nie nudziłeś. Z moim rodzeństwem nie da się nudzić - skwitował.
- Nie ma mowy, mogę równie dobrze odpoczywać w domu - westchnął opierając się o ścianę. - Ja się wcale tak nie krzątam - odchrząknął, nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę to zawsze wszędzie go pełno, bo zawsze znajdzie się coś, co można jeszcze naprawić. - Obiecałem już lekarzowi, że kolejne dni nie będę za dużo wychodził z domu, a jeśli wyjdę to ubiorę się ciepło... no i na pewno nie w deszcz - mruknął zalecenia lekarza. - Dostałem nowe recepty na... - zawahał się i zdecydował, że raczej mu tego jednak nie powie. - ...leki, bo mi się kończą - zakończył więc gładko. - Ale się nie martw, wykupię później - zdecydował zaraz. - Będziesz rano? Od dziesiątej wypisują...
Ryu miał jeszcze powiedzieć, że lekarza obowiązuje tajemnica lekarska i raczej komuś kto nie należy do rodziny to nie powie, ale ugryzł się w język.
- W sumie to nic takiego - mruknął spokojnie. - Po prostu są silniejsze niż dotychczas - dodał w końcu, obserwując bawiące się przed nim dzieciaki. - Już możesz przestać się martwić. Widzimy się jutro - uśmiechnął się sam do siebie. - Muszę kończyć. Chcą mnie jeszcze pokatować igłami - roześmiał się. - Trzymaj się i nie daj sobie wejść na głowę!
- Gdybym miał wszystko brać tak na poważnie to by mi życia nie starczyło - zauważył spokojnie. - No wiesz... ile można się martwić? Jest jak jest i tyle. Trzeba to przełknąć i żyć dalej - uśmiechnął się do siebie. - Nie denerwuj się już tak, jutro porozmawiamy - obiecał bawiąc się monetą. - Aż tak źle znowu nie jest. Spadły jedynie dziesięć procent. Czasem się zdarza. Poza tym i tak rokuję dobrze - wyjaśnił nabierając głębokiego oddechu. - Dobra, teraz to już naprawdę musze kończyć. Idę oddawać krew. Do jutra - zakończył rozmowę, odkładając słuchawkę.
Obudził się z samego rana w dobrym nastroju. Wypis do domu zawsze nastrajał go pozytywnie. Wszystko było lepsze od tego szpitalnego łóżka i jedzenia. Zdecydowanie wolał już nawet te naleśniki Reiko. Wszystko lepsze niż to co dostawał tutaj. Uśmiechnął się szeroko, widząc wchodzącego do sali Juna.
- Spóźniłeś się - pokazał mu język, wstając wreszcie z łóżka i odbierając od niego ciuchy. - Pójdę się przebrać i możemy iść - dodał wesoło, machając mu przed nosem wypisem.
Ryu przebrał się z prędkością światła i po chwili był już z powrotem. Zaszedł Juna od tyłu i nachylił się nad nim, klepiąc go po policzku.
- Tylko mi nie mów, że całą noc się zamartwiałeś, głupolu - zmarszczył brwi i jęknął głośno widząc minę Juna. - Boże... mam 70% szans, więc weź się człowieku tak nie martw. Powiedziałem ci, że nie będziesz mnie balsamował i dotrzymam słowa - puknął go palcem w czoło, pakując swoje rzeczy i wkładając recepty i wypis do portfela. Zajmie się nimi później. - Raz, raz... wstawaj. Idziemy - pociągnął mężczyznę za ręce i doprowadził do pionu. - Dzieciaki mówiły, że niedaleko jest fajna knajpka z sushi... - zdecydował za mężczyznę. - Idziemy coś zjeść. Nie marudź mi tu - uśmiechnął się szeroko.
Ryu westchnął ciężko, odwracając się do mężczyzny. Przyjrzał się uważniej Junowi, po czym z powrotem popchnął go na łóżko stając tuż przed nim.
- Szczerze mówiąc też się boję - przyznał spokojnie. Na tyle spokojnie na ile umiał. - Nie za każdym moim przeziębieniem tyle spada - dodał po chwili. - Jun, gdybym miał ciągle patrzyć na procenty, musiałbym żyć w złotej klatce i nigdzie się z niej nie ruszać. Nic bym z tego nie miał. Jedynie życie... puste i beznadziejne - uśmiechnął się krzywo. - Kiedy byłem młodszy wcale nie umiałem się cieszyć, wiedząc że grozi mi śmierć. Ciągle wpadałem w depresje - teraz znów wziął go za rękę i poprowadził korytarzem szpitalnym aż do działu noworodków. - Ale ktoś kiedyś pokazał mi, że szpital to nie tylko śmierć - uśmiechnął się do maluchów przez szybę. - Szpital to też życie, więc... nie zakładaj z góry, że nawet jeśli spadnie do tych 40% to znajdę się w tej pechowej 60%. Ja zakładam, że będę wygrany. W ten sposób łatwiej mi żyć. Łatwiej się z tym pogodzić - skończył mówić i zapatrzył się w dzieciaki. Chyba jeszcze nikomu nie powiedział co naprawdę czuje i teraz nawet zrobiło mu się trochę głupio. W końcu Jun niekoniecznie chciał to wiedzieć, prawda? Odgarnął niesforne kosmyki woadające mu w oczy i wyszczerzył się znów do mężczyzny. - Nie chcę nic lżejszego. Sushi! - zadecydował wesoło.
- Ale nie zjem dużo - ostrzegł go, żeby Jun się nie zdziwił. - Wypościli mnie tu na tym jedzeniu i żołądek mi się skurczył - zaśmiał się, mimo wszystko przytulając się trochę do boku Juna. Pod jego ramieniem było mu wyjątkowo dobrze. - Sushi mają... dwie ulice stąd. Przespacerujemy się? - zapytał z nadzieją, ale za chwilę westchnął cicho, zapinając mocniej bluzę i patrząc na zachmurzone niebo. - Albo pojedźmy - mruknął z nieco mniejszym zapałem. No ale przecież nie chciał od razu wrócić z powrotem do szpitala. Bez sushi? Bez domu? Bez Kiary? Nie było takiej możliwości.
- Cholera... - Ryu uderzył się otwartą dłonią w czoło. Ominął go sprawdzian z fizyki. Spojrzał na Juna i uśmiechnął się przepraszająco. - Chyba...będziesz musiał jeszcze...odwiedzić moją szkołę - wymamrotał kompletnie rozbity i zawstydzony. - Bo...no wiesz znów mnie nie było i... mogę mieć problem ze zdaniem fizyki - przyznał w końcu, zaraz jednak zmieniając temat żeby aż tak źle to nie brzmiało. - Pewnie, że się oswoiłem. Będę najlepszym wujkiem jakiego można mieć - pokazał mu język. - No tak... trzeba, ale o moim pobycie w szpitalu nie trzeba. Nie musi wiedzieć że chorowałem - odchrząknął. - Wiesz, za bardzo by się zmartwił i w ogóle - wysiadł z samochodu wchodząc do baru sushi i siadając przy jednym ze stolików, obserwując pływające talerzyki z sushi. - Ten jest mój - wybrał w końcu jeden z nich. - Itadakimasu!
- O to żebym mógł napisać ten test w poniedziałek - odparł Ryu, podbierając Junowi jeden kawałek jego sushi. - Mhm smaczne - pokwitował. - Jun...a może powinienem rzucić szkołę? - zapytał go znienacka. - Mógłbym wtedy bardziej wam pomóc w domu - znalazł od razu jakiś plus, jedząc dalej swoje sushi. - Eh no wiem... to głupi pomysł bym. Sam mu powiem ok? - uśmiechnął się do mężczyzny. Naprawdę wolał załatwiać takie sprawy samemu. - A jak się Reiko czuje? Kei już przyjechał?
- Mhm no dobrze - Ryu wciąż nie był do końca przekonany, że szkoła jest mu do czegokolwiek potrzebna, ale już odpuścił tę dyskusję. Skończył swoje sushi i odłożył pałeczki. - Najadłem się - przyznał spokojnie. - Jun, musisz mnie kiedyś nauczyć prowadzić - pokiwał głową. Zawsze chciał się tego nauczyć, ale nigdy nikt nie chciał go nauczyć, twierdząc że on i tak się do tego nie nadaje. - Ach fakt... to kupimy po drodze do domu coś na kolację. Zrobię coś dobrego.
- Nie ma mowy! Ojciec jest najgorszym kierowcą jakiego znam! - roześmiał się chłopak, idąc tuż za nim do samochodu. - Jak ostatnim razem z nim jechałem, wpadliśmy do rowu. Dobrze, że płytkeigo i nic się nie stało - dodał kiwając poważnie głową. - Nie ma mowy by on mnie uczył - powtórzył pewnie. - Hm... naprawdę? A co w nich takiego? - zapytał go z zainteresowaniem. - To tylko normalne potrawy wzruszył ramionami. - Tutaj, będzie taniej...ale pieczywo w Yukan, bo lepsze - wyselekcjonował zakupy. - Ale ja płacę!
- No to ty płacisz, a ja ci potem oddam - zgodził się na taką ewentualność, wychodząc z samochodu i wchodząc do sklepu. Nie szukał produktów długo, decydując się w końcu na coś łatwego. Sphagetti będą w sam raz. - Jun? - stanął przed trudnym wyborem. - Czerwoną paprykę czy żółtą? -zapytał go, podsuwając mu pod nos oba warzywka. - Ja wolę czerwone...ale tu są nieciekawe... - naburmuszył się trochę. Niby miasteczko, a produkty miało na najlepszej jakości. - Tata prowadzi karawan, ale zwykłego samochodu nie umie - wywrócił oczyma. - Wiesz... karawanem jeździ się wolno...
- Nic wykwintnego dzisiaj, tylko spaghetti, ale takie trochę zmodyfikowane. Zobaczysz zresztą - Ryu uśmiechnął się do niego, po czym potrząsnął głową, by zaraz jednak wziąć wodę niegazowaną i dostawić ją do jego słodkiej. - A możemy kupić czekoladę? I bitą śmietanę? - zapytał go zaraz mając nadzieję, że się zgodzi i już przestępując z nogi na nogę. - Jun? Nie jesteś zły, że musiałeś tu po mnie przyjechać? No wiesz... przecież masz sporo pracy - zauważył chłopak, wybierając jeszcze parę warzyw i pakując je do wózka. - Jeszcze mięsiwo!
- Dobry deser? Jaki? - zapytał go zaraz Ryu, wielce zainteresowany. Zawsze uwielbiał próbować czyjejś kuchni. - Bez trupków... - powtórzył, nieco się krępując. Nie wiedział jak przyjąć jego wypowiedź. - Ale ja nie jestem interesujący - bąknął w końcu, zmierzając w stronę działu z mięskiem i wybierając go dość sporo, bo w końcu duża rodzina.
- Bo tylko wtedy jest czas, żeby z tobą porozmawiać - oskarżył go chłopak, wybuchając zaraz serdecznym śmiechem. Taka prawda, potem Jun najzwyczajniej w świecie znikał i nie można go już było znaleźć. - Wszystko gra - Ryu uśmiechnął się lekko, zaraz to kiwając głową na potwierdzenie. - Deser brzmi świetnie... a jeszcze świetniej brzmi myśl, że to nie ja go zrobię - pokazał mu język. - Bo jakbym ciągle się smucił to w domu też panowałaby ponura atmosfera nie? Ja się smucę w nocy, jak nikt nie patrzy - dodał wesoło, zaraz jednak zatykając sobie usta rękoma. - Ugh... tego nie słyszałeś - dał mu kuksańca w bok.
- Nie mogę, bo mi znów powiesz że jestem za blisko i że tak głupio - przypomniał sobie jego słowa. - Ta, jest kapitanie. Do kasy marsz! - ruszył przodem, jednak zatrzymując się za chwilę i spojrzał na Juna uważniej, zakładając niesforne kosmyki za ucho. - Jak to jest być w kimś zakochanym? - zapytał go ni z gruszki ni z pietruszki. Poczuł wpływające rumieńce na twarzy i za chwilę odchrząknął i machnął lekceważąco ręką.
- Nie ważne... zapytam Reiko... pośmieje się - zdecydował.
Ryu wzruszył ramionami, wypakowując powoli wszystkie produkty na taśmę. Nie miał zielonego pojęcia. W końcu jeśli już miał przyjaciół to wszyscy od dawna nie żyli. Jak już zacieśniał więzy to z lekarzami i pacjentami w szpitalu, a teraz... no zwyczajnie nie wiedział.
- Nie mam pojęcia - uśmiechnął się lekko. - Jest mi przy tej osobie bardzo dobrze, tak swobodnie - wyjaśnił tylko, pakując zaraz zakupy do siatek. - I nie, to nie jest Kiara - dodał jeszcze chichocząc pod nosem. - Jeszcze szkoła, piekarnia i dom! - ucieszył się już jako pierwszy wskakując do samochodu Juna.
- No chociaż do czegoś się przyda - przytaknął mu, zapinając pasy, by niczemu nie być winnym w razie zatrzymania przez policję. - Naprawdę nigdy nie byłeś zakochany? Ale tak... nigdy, nigdy? - zapytał go z czystej ciekawości. - Uhm... klasa 2, ale pójdę z tobą - obiecał, kiedy ruszyli wreszcie do Yukan. Zawsze cieszył się, gdy mógł wrócić do domu i teraz kiedy tylko wjechali do wioski, uśmiech jeszcze mu się powiększył. Jun zaparkował przed szkołą, w której jeszcze trwały lekcje, a Ryu zaprowadził go do odpowiedniego nauczyciela. Mężczyzna właśnie przeprowadzał test z jego klasą.
- Amakusa! Ja cię nie przepuszczę jak ty będziesz tak w kulki sobie leciał - fuknął na niego nauczyciel, zanim jeszcze Ryu zdążył cokolwiek powiedzieć. - Teraz to już trochę za późno. Oni już kończą. Nie ma przywilejów - mężczyzna piorunował go wzrokiem, a Ryu nie bardzo rozumiał skąd ta jego nienawiść. Odruchowo jednak cofnął się i stanął nieco bliżej Juna. Tak by mieć pewność, że nie oberwie za nic.
Nauczyciel już miał coś odszczeknąć, kiedy uznał że jednak Jun zna się na rzeczy. Zna przepisy i nie ma co się z nim licytować.
- Poniedziałek po naszych zajęciach - zdecydował tylko. - To jest ostatni termin - dodał po chwili przenosząc wzrok na Ryu. - Mam tylko nadzieję, że znów nie wykręcisz się chorobą - to mówiąc wrócił do klasy i zamknął za sobą drzwi.
- Nigdy się nie wykręcam - wymamrotał tylko chłopak, ale zaraz się rozchmurzył. - Dziękuję - spontanicznie się do niego przytulił na chwilę, by zaraz pogwizdując pod nosem ruszyć z powrotem do samochodu.
- Pamiętaj o 6 papierosach dziennie - przypomniał mu tylko wchodząc do domu i ściągając buty. Zaraz został złapany w objęcia przez Keia.
- W coś ty się znowu wpakował, głupolu i czemu dowiaduję się po fakcie, co?! Martwiłbym się o ciebie - klepnął go w czoło, przytulając zaraz mocno.
- Dlatego właśnie się nie dowiedziałeś - roześmiał się Ryu, zręcznie ulatniając sie z jego objęć. - A gdzie jest Mariko?
- U rodziców, jej mama jest w szpitalu - wyjaśnił. Jemu się nie uśmiechały wizyty w szpitalu. Poczochrał brata po włosach i pozwolił mu wejść dalej, by przywitać się z pozostałą częścią rodzinki.
- Nii-chan! - Aoi niemal go przewróciła. - Dzisiaj nie będzie już naleśników, prawda? - chciała wiedzieć.
- Nie będzie - Ryu klepnął ją po pupie i pokazał język naburmuszonej Reiko.
- No co? Nie umiem nic innego - obruszyła się.
- Dobrze, że coś umiesz...bo pomarliby z głodu - przekazał jej zakupy, by schowała je do odpowiednich miejsc. Ryu natomiast wyszedł od razu na ganek, żeby wytarmosić swoją psinkę.
- Stęskniłem się za tobą - szepnął jej do ucha, z godnością znosząc jej całowanie go. Kei pokręcił z niedowierzaniem głową, ale nie skomentował tego. Zamiast to zrobić złapał wchodzącego do środka Juna.
- Jo - przywitał się z nim. - Dzięki za zajmowanie się tą zgrają. Zajmę się teraz nimi, a ty możesz odpocząć - dodał spokojnie.
- Nie wiem, dopiero co przyjechałem - przyznał się bez bicia Kei. - Staram się dowiedzieć co tu się dzieje... a dzieje się chyba nieciekawie - tu spojrzał na Reiko, krzątającą się po kuchni i Ryu, wciąż na gangu z psiną na swoich kolanach. - Moja narzeczona jest u rodziców. Jej mama zachorowała i wylądowała w szpitalu, a ja... ja mam dość szpitali - przyznał wzdychając ciężko. - Więc stwierdziłem, że nie odwołam odwiedzić rodzinki - uśmiechnął się lekko. - Co na obiad będzie, Reiko?
- Nie wiem... nikt już nie chce moich naleśników - westchnęła dziewczyna, po czym popędziła do łazienki, zwymiotować.
- Ojciec nie będzie zadowolony... - Kei rozważał opcję zostania w domu do powrotu ojca. - Oi, Ryu... śpię dziś u ciebie.
- Chyba kpisz! Nikt u mnie nie śpi - żachnął się chłopak. - Ja śpię sam, w moim łóżku i moim pokoju - burknął niezadowolony. - Ty co najwyżej możesz spać w trumnie - dodał jeszcze pokazując mu język. - W kostnicy znajdzie sie miejsce dla takiego kościotrupa - wywrócił oczyma idąc do kuchni, by zacząć zabawę z obiadem.
- Ale ja chcę pomęczyć trochę mojego młodszego braciszka - Kei pokazał język Junowi i wymijając go wszedł do kuchni, by zacząć przeszkadzać Ryu w gotowaniu.
- Puść mnie, puść. Poparzysz się, zostaw. Kei! - Ryu krzyknął na niego, by zaraz pogrozić mu drewnianą łyżką i wybuchnąć śmiechem, kiedy brat wreszcie zrezygnował z maltretowania go.
- Ok, ok, kapituluję. Wygrałeś, możesz spać sam - stwierdził idąc na chwilę do góry, by położyć swoje rzeczy u ojca w pokoju. Reiko usiadła przy stole i spojrzała na Juna.
- Przepraszam...no bo się skończyły tylko...dzisiaj znowu leci - wyjaśniła.
- Albo grypa żołądkowa - rzucił takie rozwiązanie Ryu, za co prawie został zamordowany wzrokiem przez Reiko.
- Yuto jest na obozie piłkarskim. W szkole jego organizują go cały weekend - wyjaśniła, po czym pokręciła przecząco głową. - Nie byłam... ale pójdę ze Keiem - obiecała. - Stęskniłam się za obiadami - przyznała po chwili.
- No pięknie... za jedzeniem tęskni, a za mną to nie - naburmuszył się Ryu.
- Za tobą się nie da tęsknić... - wywróciła oczyma. - Za bardzo wkurzasz - pokazała mu język.
- Nie będzie dokładki - zagroził jej automatycznie. - Jun dostanie twoją - dodał zaraz.
- Zrobiłam ale pewnie źle - odparła dziewczynka przynosząc zaraz swoje zeszyty i pokazując je Junowi. Zagryzła wargę ze zniecierpliwieniem czekając na werdykt. Natomiast Kei zdążył już się zadomowić i teraz zszedł na dół, by znów wymacać Ryu, tym razem po kieszeniach. Zanim chłopak zdołał zaprotestować miał w dłoniach receptę i wyniki ostatnich badań. Założył okulary na nos i zaczął je z uwagą studiować ku niezadowoleniu brata.
- Nie dbasz o siebie - Kei spojrzał uważnie na brata. Nie chciał mu jednak dawać reprymendy przy wszystkich więc tylko pomachał przed nim papierami i oznajmił że później porozmawiają. Ryu westchnął ciężko. Brat-lekarz...musiało go jednak pokarać.
- Obiad gotowy - oświadczył zaraz z uśmiechem, nakładając każdemu pokaźną porcję, poza sobą samym. - No co? - zapytał Keia. - Żołądek mi się skurczył na żarciu szpitalnym.
- I to mnie miałeś czelność nazwać kościotrupem, szkieletorze wredny - odfuknął mu Kei, zabierając swoją porcję.
- Trochę zjem - obiecał choć bez entuzjazmu. Nałożył sobie na talerz małą porcję i usiadł obok nich, rozpoczynając jedzenie. Przy stole zapanowała dziwna cisza, przerywana jedynie stukaniem widelców. W końcu Aoi popatrzyła po wszystkich trochę zła że jest tak cicho.
- Jun-nii dzisiaj będziesz bawił się z kolegą Ryu-nii - przypomniała wesoło. - Na dole już czeka w trumnie. Musi być piękny! - oświadczyła myśląc że każdy temat przy obiedzie jest dobry. Reiko opuściła widelec i pobiegła do łazienki zwymiotować a Ryu zamarł w pół drogi widelca do buzi.
- Jak to z moim kolegą? - zapytał, pytania nie zwracając do kogokolwiek.
- Z Mako-chan - pospieszyła z wyjaśnieniami Aoi.
- Reiko-chan przyjęła zlecenie - wyjaśniła Aoi. - Bo ciebie i Ryu-nii nie było - dodała jeszcze. No bo przecież one nic nie wiedziały. Ryu wstał ze swojego miejsca i nie kończąc obiadu zszedł do piwnicy. Przecież nie mógł tak po prostu trzymać się zakazu Juna, który jego zdaniem był bez sensu. Powoli podszedł do trumny, przyglądając się ciału. Chłopak w nim leżący wyglądał fatalnie. Powykręcane ręce, kość wystająca z prawej. Zaschnięta krew na rozciętej czaszce i ta przerażona ekspresja na twarzy. Chłopak chwycił się trumny, czując zimne dreszcze przechodzące całe jego ciało. Najchętniej by stamtąd wyszedł, ale nie mógł, nie mógł ruszyć się z miejsca.
Dopiero czując jego dłoń na swoim policzku w miarę się otrząsnął. Nogi na chwilę odmówiły mu posłuszeństwa więc uklęknął chowając się w ramionach Juna. Nie płakał nawet i nawet zaczynał się już zastanawiać czemu... ale odrzucił te myśli od siebie. Przytulił się do Juna mocniej, nie chcąc by ten go puszczał.
- Nie wiem - w końcu odzyskał głos. - Nie wiem czego...ale... - zacisnął wargi. - Ale nie lubię jak mi się coś zabrania... i chciałem go zobaczyć - zakończył szeptem. - Ale...skoro już widziałem...mogę zostać? - upewnił się, że to będzie już w porządku, choć nie do końca był pewien czy chce tu być.
Ryu pierwszą godzinę spędził siedząc w salonie i patrząc przed siebie, właściwie się stamtąd nie ruszając. Drgnął dopiero, kiedy Kei wpuścił do środka Kiarę i ta przyszła do niego się przytulić. Uśmiechnął się do niej i przytulił, by zaraz wstać.
- Wezmę Kiarę na spacer - zadecydował, patrząc na Keia. Mężczyzna skinął głową.
- Tylko weź coś na siebie - polecił mu odruchowo, ale tym razem Ryu nie obraził się za przypomnienie, tylko od razu założył jeszcze bluzę na siebie wychodząc na dwór. Pozwolił się Kiarze poprowadzić na plażę.
***
Aoi z nudów pętała się po domu. Nie wiedziała co ze sobą zrobić, więc zeszła do Juna, już kiedy kończył z ciałem. Splotła ręce za sobą.
- Jun-nii przepraszam - wymamrotała, bo juz się domyśliła że źle zrobiła. - Co lubisz robić w wolnym czasie? - zapytała go otwierając kwestionariusz. Musiała przepytać wszystkich w rodzinie.
- Bo mamy takie pytania na dodatkowa ocenę, żeby zrobić projekt - wyjaśniła Aoi dość pokrętnie, kiedy Kei nakładał Junowi spaghetti. - No i ja robię o mojej dużej rodzinie - dodała wesoło. - I chciałam cię też Jun-nii, bo ty już moja rodzina - wyjaśniła.
- Proszę bardzo - Kei postawił pokaźny talerz spaghetti przed Junem. - Ryu jest na spacerze, dlatego ja przejmuję sprawy kuchni - wyjaśnił z lekkim uśmiechem błąkającym się mu po ustach.
- Tylko gara nie przypal - rzuciła zgryźliwie Reiko.
- Dla twojej wiadomości, ostatnio lepiej sobie radzę z jedzeniem - roześmiał się Kei, biorąc sobie kromkę chleba i przegryzając ją z ogórkiem. - Aoi nie przeszkadzaj mu przy jedzeniu - pouczył siostrę, a ta od razu uciekła do siebie do pokoju nieco naburmuszona.
- Powiedziałem mu, że ma się ciepło ubrać i wracać jak zrobi się zimno, ale czy mnie posłucha... wiesz wyglądał na nieco przybitego - odparł Kei, zajadając dalej swojego ogórka. - Lubisz? Hm to następnym razem ją zostawię - uśmiechnął się do niego. - No cóż... było nas więcej, więcej śmiechu i kłótni - przyznał śmiejąc się pod nosem. - Potem jeszcze dołączyła Kiara... Reiko do dziś jest zła na ojca, że to Ryu ją dostał - podrapał się po głowie.
- No tak! Bo przeszedł operację i w nagrodę dostał psa - burknęła niezadowolona. - A ja wygrałam zawody międzymiastowe i nic nie dostałam... to niesprawiedliwe.
- Rei-chan... myślałem, że już z tego wyrosłaś - roześmiał się Kei, zaraz jednak spoglądając na Juna. - Jakoś da się z nimi wytrzymać. Trzeba tylko się nauczyć gdzie jest granica pomiędzy żartami, a złośliwością.
- Ryu nie pierwszy raz widział prawie rozczłonkowane ciało, ale masz rację - zgodził się z nim Kei. - Jeśli już ogląda się takie ciało osoby sobie bliskiej...
- Jezu! - Reiko rzuciła czytającym magazynem i spojrzała na nich. - Czy wy zawsze musicie gadać o trupach? Jeden lepszy od drugiego - burknęła, zmywając się do siebie do pokoju. - Aha! - stanęła w progu. - Jak Ryu będzie chciał porozmawiać to mnie znajdzie - burknęła, teraz już naprawdę się zmywając.
- Cóż... jak śpią to nawet można ich kochać - przyznał Kei, zbierając talerz Juna i zmywając po nim. Cichy trzask drzwi wejściowych i tupranie łap oznajmiło powrót Ryu. Chłopak jednak nie pokazał się w salonie. Wpuścił tam tylko Kiarę samemu schodząc na dół. Odetchnął głęboko wchodząc do dobrze znanego sobie pomieszczenia. Przysunął sobie stołek bliżej trumny i przez chwilę tylko na nią patrzył.
- Hej Mako-chan - przywitał się z przyjacielem. - Po co w ogóle tu wracałeś co? - zapytał go. - Tak ci źle w mieście było? No dobra poza tym, że tęskniłeś... - zacisnął wargi. - Mogłeś chociaż dać znać, że wracasz... i uważać na tym klifie. Przecież go znasz... - zamknął oczy, opierając się mocniej o trumnę. Odetchnął głęboko, odsuwając się od niej zaraz. - Wiesz...nie ładnie tak podsłuchiwać - spojrzał w stronę stojącego w drzwiach Juna. - Teraz chyba już mi wolno, tak?
Ryu pokręcił przecząco głową, znów spoglądając na oblicze śpiącego.
- Chodziliśmy do tej samej klasy w podstawówce, przyjaźniliśmy się...potem wyjechał. Wrócił kilka dni temu, tak przynajmniej powiedziała mi dziś jego mama. Nie wie po co - bezwiednie dotknął dłoni Makoto i zaraz ją odsunął schodząc ze stołka i podchodząc do Juna. - Mogę to zaszyć - zaproponował widząc nie za duże rozdarcie. - Mako-chan zawsze był trochę roztrzepany - uśmiechnął się słabo, czując kręcące się łzy w oczach. Spojrzał gdzieś w bok, żeby się ich poznać. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował.
- Powinieneś iść się przespać - burknął do niego Ryu. - Dlaczego nockę zarwałeś? - zainteresował się. - No chyba się tak nie martwiłeś co? - dał mu kuksańca w bok. - A co z deserem? - zapytał jeszcze z nieco mniejszym entucjazmem. Jakoś nie miał na niego dziś ochoty. = Ale ja wcale nie chcę płakać - skłamał. Obiecał sobie przecież, że już nie będzie płakać. Nigdy więcej. Chwilę później poczuł łzy płynące po policzkach. Zawstydzony spuścił wzrok i obrócił się na pięcie, nie chcąc by Jun patrzył. -Przepraszam - wymamrotał.
Ryu przytulił się do niego lekko, płacząc po cichu. Długą chwilę tak spędził, nie mogąc się uspokoić, a potem będąc już sfrustrowanym tym, że nie może się uspokoić. W końcu jednak otarł łzy i odsunął się od Juna.
- Dziękuję - szepnął, będąc jednak ciekawym czy Jun każdego płaczącego tak pociesza. - Był moim jedynym przyjacielem - przyznał w końcu, a widząc że mężczyzna zasypia uśmiechnął się lekko. - Spać, do wyrka popchnął go delikatnie w stronę schodów. - Raz, raz, podnosimy nogi - zaczął go instruować, jakby Jun sam iść nie potrafił i potrzebował do tego instrukcji.
Reiko obudziła się jako jedna z pierwszych i od razu postanowiła ten fakt wykorzystać. Udała się szybko do łazienki i wrzasnęła na całe gardło.
- UAAAAQ JUN!!! ZBOKU!!! ZAMYKA SIĘ ŁAZIENKĘ JAK SIĘ W NIEJ SIEDZI!!!! - zakryła oczy dłonią i uciekła płonąc rumieńcem. Dom wariatów. Po drodze wpadła jeszcze na Ryu i razem z nim się przewróciła.
- Jezu wariatko! Patrz jak łazisz - chłopak podniósł głos, bo zwyczajnie się przestraszył, a upadek trochę zabolał.
- Jak mam patrzeć? Jak patrzę to widzę nagie ciała - burknęła.
- A właśnie... - Ryu odchrząknął nieco. - Jak poczuć, że się kogoś kocha? Jakie są symptomy? No wiesz... ciepło, kołatanie w sercu czy co tam...?
- O JEZUSIE... - Reiko zakryła usta dłońmi. - Dzisiaj dzień łajzy, czy jak? - wywróciła oczyma. - Ryu, to się po prostu czuje. Czuje się o tu - położyła dłoń na jego sercu.
- Ale w tym rzecz... co się czuje?
- No kurczę... że to ten jedyny, jedyna... - wywróciła oczyma. - No przecież chyba nie wierzysz w motyle w brzuchu i miękkie kolana, co?
- Odzywa się pomarszczona kura - fuknęła na niego Reiko, wstając z podłogi. - Po prostu to poczujesz - rzuciła jeszcze do brata, znikając za drzwiami swojego pokoju. Ryu natomiast ziewnął szeroko, uznając że podłoga jest całkiem niezła. Ułożył się na niej wygodniej. Takie były skutki nocnych telefonów od Yuto z prośba o przybycie.
- Śniadanie już jest, tylko z lodówki trzeba je wyjąć - wyjaśnił Junowi. - Masz całkiem niezłe mięśnie - dodał jeszcze zamykając oczy z zamiarem spania na środku przedpokoju. A co sobie będzie żałował! Pod głowę podłożył swoją bluzę, a Yuto wybiegł ze swojego pokoju i przytulił się do Juna.
- Jun-nii było nie dobrze - wyjaśnił po krótce. - Już nie lubie piłki - dodał z pewnością siebie godną podziwu.
- To mnie zanieś, protestuje, tu mi dobrze - uśmiechnął się Ryu, nawet nie ruszając się z miejsca, tylko ziewając szeroko. Yuto pokręcił przecząco główką, pokazując Junowi stłuczone łokcie i kolana.
- A pan na mnie krzyczał, że wszystko źle robie Jun-nii... że za wolno - łezki w oczach od razu zaczynały płynąć mu po policzkach. Ryu ziewnął jeszcze raz i wzruszył ramionami.
- Że kogoś kocham - odparł spokojnie.
Ryu przytulił się do swojej poduszki, zamykając oczy. Potrząsnął przecząco głową i pomasował swoje serce.
- Nie mam pojęcia. To trudne jest - wyjaśnił mu unosząc jedną powiekę do góry, by na niego spojrzeć. - Zostaniesz? Nie chcę być sam - wyjaśnił tylko, posuwając się na łóżku, by zrobić mu miejsce.
Ryu zarzucił na niego kołdrę uśmiechając się do niego szeroko. Nie przysunął się jednak do niego, instynktownie wyczuwając, że nie spotkałoby się to z aprobatą.
- Dziękuję - mruknął tylko zasypiając. Wystarczyła mu czyjaś obecność. Zawsze kiedy wracał ze szpitala potrzebował czyjejś obecności podczas snu. Zazwyczaj spał dwie do trzech nocy z ojcem. Zachowywał się trochę jak dziecko ale nie dbał o to. Czasem i on musiał być dzieckiem.
Ryu niechętnie zarejestrował huk spadającego z łóżka ciała, ale zaraz otworzył oczy, przeciągając się lekko i zerknął na zegar.
- O... długo przespaliśmy - mruknął do leżącego na podłodze Juna, by zaraz wybuchnąć śmiechem. - Ale z ciebie fajtłapa - pokazał mu język samemu wstając z łóżka i szykując sobie ciuchy. - Dziękuję - kucnął jeszcze przy nim, by pogłaskać go po policzku. - Że tu byłeś - dodał wychodząc z pokoju. Chwilę później siedział już w biurze przyjmując pierwszą płaczącą kobietę, której mąż powiesił się w stajni.
***
Kei natomiast zastał Juna w pokoju Ryu i usiadł naprzeciw niego, przez chwilę patrząc na niego z zamyśleniem.
- Jakie są twoje zamiary? - zapytał go w końcu. No przecież chyba każdy widział co się święci, a Aoi tylko utrwaliła go w tych jego przekonaniach. - Jakie są twoje zamiary wobec mojego brata? - uściślił.
Kei odetchnął głęboko, ale ani na chwilę nie przestawał być poważny.
- Słuchaj, ja nie mam nic przeciwko... - oznajmił w końcu. - Tylko go nie skrzywdź - mruknął nieco chłodniej. - Poza tym to widać gołym okiem, a Aoi wszystkim rozpowiada jak bardzo się martwiłeś - uśmiechnął się lekko do mężczyzny. - Po prostu go nie skrzywdź i wszyscy będą zadowoleni - poklepał Juna po ramieniu. W końcu był starszym bratem. Martwił się o swoje rodzeństwo i nie chciał by działa mu się krzywda. Poza tym to dzięki niemu Ryu mógł dalej żyć, więc mimo wszystko miał jakąś taką słabość do brata.
- Dzisiaj w nocy będzie deszcz meteorytów. Idziesz oglądać - zapytał go zaraz Kei zmieniając nieco temat. - Przyszła jedna babinka, mąż jej pierdyknął w kalendarz - dodał jakby to była najnormalniejsza rzecz w świecie. - Ryu się tym przypadkiem zajmuje - poklepał go po plecach.
- Serio, nie mam nic przeciwko temu - zapewnił go. - Ja po prostu chcę dla niego jak najlepiej. Nie tylko dla niego zresztą - przeczesał palcami swoje włosy. - Chcę żeby byli szczęśliwi - uśmiechnął się lekko. - Tylko widzisz... mojego brata to czasem trzeba kopnąć w dupę, żeby coś zauważył - skrzywił się lekko. - On jest niereformowalny - przyznał w końcu ze śmiechem. - Dopiero zaczyna łapać niektóre uczucia, niektóre doznania... czasami zastanawiam się, czy gdyby nie spędził tyle czasu też by był pod względem uczuciowym taki otępiały - roześmiał się serdecznie. - Oh daj spokój. Mogę ci pomóc z przypadkiem - zaproponował. W końcu był lekarzem. Szyć potrafił. - To jest...jak mnie poinstruujesz rzecz jasna, nie chcę ci wchodzić w paradę. Tylko proponuję pomoc - wzruszył ramionami.
- Nie będę go kopał. Mam lepszą zabawę obserwując to z boku - roześmiał się serdecznie Kei, również wychodząc z pokoju chłopaka. - Ale wezmę go do apteki. Musimy wykupić leki - dodał po chwili namysłu. - Porozmawiam sobie z nim wreszcie w cztery oczy. Ochrzanię za nie dbanie o siebie i przemęczanie się - zaczął wyliczać na palcach. - Chcesz coś z miasta? - zapytał go zaraz. - Jakiś pomysł na obiad?
- Szaszłyki! - zaproponowała Aoi. - Ale takie Ryu-nii! Tylko takie są dobre - wyjaśniła z miną znawcy. - I na grillu!
- Dobrze, zrobimy grilla na ganku - zgodził się Kei, któremu też tego brakowało. - Ryu! - zszedł na dół odnajdując brata porządkującego papiery w biurze. - Gotowy? Jedziemy do miasta.
- Po co?
- Po twoje leki - wywrócił oczyma Kei. - Poza tym stęskniłem się za rozmowami z tobą bez całej gromadki z boku.
- Dobrze - skapitulował chłopak, zapisując tylko na karteczce odpowiednie dane, które jego zdaniem mogły przydać się Junowi i zniósł je na dół, kładąc tuż przy ciele. Przyjrzał się mężczyźnie i wzruszył lekko ramionami. - Ja nie rozumiem tego... jak możecie tak łatwo sobie życie odbierać, co? - zapytał go po czym westchnął ciężko wracając na górę. - Ja prowadzę - wyszczerzył się do brata.
- O...nie! Nie ma mowy! Nie będę cię... - zanim Kei zdążył skończyć zdanie, Ryu siedział już za kółkiem, odpalając samochód brata. - ...uczył - Kei skapitulował, siadając na siedzenie pasażera. Zapiął pasy i zacisnął powieki. - O jezusie...moja ostatnia podróż...
- Jun-nii! - Yuto przyszedł do niego na dół żeby się przytulić. - Pograsz w piłkę ze mną? - zapytał go zaraz patrząc z nadzieją. - Aoi poszła na randkę, a Reiko też nie ma - dodał na swoje usprawiedliwienie. Nikogo nie było i trochę mu się nudziło. Czekał tylko aż Jun skończy pracę, a gdy już to się stało postanowił że czas na zabawę.
Chłopiec pokierował Juna na polankę znajdującą się niedaleko ich domu. Bramki już się na niej znajdywały. Wystarczyło tylko zacząć kopać piłkę.
***
- Zatrzymaj się! - Kei krzyknął nagle, kiedy Ryu zjechał z drogi w pole i wjechał samochodem w kukurydzę, zatrzymując się na strachu na wróble. Mężczyzna automatycznie wysiadł z samochodu, by zwymiotować tuż za nim. Wszystko dla dobra auta i nowej tapicerki. Przez chwilę oddychał ciężko, walcząc z dalszymi mdłościami, po czym odetchnął głęboko prostując się i oceniając szkody. - Zwariowałeś?! Po co żeś tu zjeżdżał?!
- Przestraszyłem się, że uderzę w tę dziewczynkę - burknął Ryu, również wychodząc z samochodu i oddając kluczyki Keiowi.
- Boże... miałeś mnóstwo miejsca by ją ominąć - zauważył mężczyzna.
- Ale z drugiej strony jechał samochód - chłopak zacisnął wargi. - Nie chciałem jej mieć na sumieniu - skrzyżował ręce na piersi. - Myślisz że możemy podprowadzić trochę kukurydzy? - zapytał zaraz, zrywając kilka kolb i pakując na tylne siedzenia.
- Od kiedy ty taki chętny do łamania prawa się zrobiłeś? - zainteresował się Kei, sprawdzając silnik. Działał. Nic nie zostało przerwane. Odetchnął z ulgą. - Dobra, podprowadzimy kukurydzę i teraz to już ja prowadzę. W ogóle... wybrałeś strasznie okrężną drogę!
- Sam mówiłeś, że nie mam jechać główną szosą - fuknął na niego Ryu.
- I dobrze się stało! W najlepszym wypadku wylądowalibyśmy w jakimś rowie, jakbyś wybrał tamtą szosę - warknął na niego Kei, wsiadając do samochodu. - Wsiadaj i zapnij pasy.
- Tak jest - chłopak postanowił już się nie kłócić. Usiadł obok i włączył jakieś radio. - Kiedy będzie dzidzia u was? - zapytał brata.
- Ona nie chce dziecka - mruknął w odpowiedzi Kei. - A kiedy wreszcie znajdziesz sobie kogoś, co? - zapytał go znienacka odbijając pałeczkę.
- Nie wiem - Ryu odwrócił wzrok. - Raczej nikt mnie nie polubi, więc... jestem skazany na samotne życie, nawet jeśli...kogoś lubię - uśmiechnął się lekko.
- Kogo?
- Nie muszę ci wszystkiego mówić - Ryu wywrócił oczyma.
- Juna?
Ryu spojrzał na niego zaskoczony i zacisnął wargi, nie dodając niczego więcej, na co Kei wybuchnął dźwięcznym śmiechem ruszając z miejsca i zwiewając ze zdewastowanego pola kukurydzy.
Yuto popatrzył na niego jak na swojego bohatera.
- Jun-nii ja tak nie umiem, nauczysz mnie? - zapytał zaraz próbując odbić kolanami piłkę. Wychodziło cztery razy i piłka spadała na ziemię.
***
Kei szybko zrobił wszystkie zakupy, jeszcze na wszelki wypadek wstępując do szpitala (ku niezadowoleniu Ryu), by dowiedzieć się od lekarza prowadzącego szczegółów choroby. Chłopak miał mu to za złe, ale nic nie powiedział. Rozumiał tę całą pasję lekarską. Dwadzieścia minut później byli już w domu.
- No zobacz - Kei pokazał Ryu wszystkie rysy na swoim nowo lakierowanym aucie. - Moje piękne cacko już nie jest takie piękne... zrobiłeś to specjalnie!
- Musiał przejść chrzest bojowy - Ryu pokazał mu język, za co dostał w łeb dłonią Keia.
- Nigdy więcej nie dotykaj mojego autka - jęknął, zamykając samochód i wnosząc siaty do domu. - Tadaima! Żyjemy!
- Widziałeś mój samochód? - zapytał go Kei. - Widziałeś go? - powtórzył pytanie, na co Ryu wywrócił oczyma, wyciągając z torby swoje leki i wkładając te, które trzeba do lodówki.
- Oj przestań, tak źle nie było - fuknął na niego. - Mamy dużo kukurydzy - wyszczerzył się do Juna. - Lubisz taką z patelni z masłem? - zapytał go zaraz, po czym spojrzał na Yuto, który zaczął pokazywać co potrafi. - Sugoi! Jesteś moim mistrzem - wyszczerzył się do brata. - Kiedyś mnie tego nauczysz - dodał po chwili.
Yuto urósł z dumy słysząc tę pochwałę. Odłożył jednak piłkę i zaczął pomagać przy pakowaniu zakupów do lodówki.
- To musisz go zobaczyć. Ryu jest tak świetnym kaskaderem, że aż wjechaliśmy w pole kukurydzy o mały włos nie rozjeżdżając stracha na wróble - wyjaśnił Kei, za co dostał od Ryu morderczym spojrzeniem.
- On przesadza. Nic takiego się nie stało - bąknął.
- W sumie to nic, ale bać się małej dziewczynki - wybuchnął śmiechem starszy, na co Ryu naburmuszył się nieco, zaczynając kroić cebule.
- Pewnie, że chcę - odparł do Juna z wielkim uśmiechem na twarzy. - Wezmę aparat - dodał po chwili. W końcu chciał wykorzystać tę okazję do zrobienia paru niezłych zdjęć.
- Plaża... a właściwie taki klif. Wejdziemy na górę - uśmiechnął się szeroko, a widząc minę Keia wywrócił oczyma. - Obiecuję sie nie zmęczyć, a jak zabraknie mi sił to zrezygnuję - obiecał. - Tylko uważajcie na Kiarę rozpalając grilla... ona lubi wariować - poprosił ich, wyciągając dwie miski i pozwalając Yuto sobie pomóc. Chłopak zaczął nabijać kawałki mięsa na patyki, robiąc z nich duże szaszłyki.
- Mhm ale fajnie! Tylko ja chcę dużo bitej śmietany - pokazał mężczyźnie język.
- Ale ja chcę bitej smietany dwa razy tyle co w przepisie jest! - krzyknął za nimi Ryu. Nic na to nie mógł poradzić, że uwielbiał tę śmietanę.
***
Kei westchnął tylko. Może rzeczywiście był trochę przewrażliwiony na tym punkcie. Wyciągnął węgiel ze schowka i rozstawił grilla.
- Po prostu nie chcę żeby znowu wylądował w szpitalu. Wiem, jestem niemożliwy - uśmiechnął się przepraszająco. - Wiem, że tam z nim będziesz, ale mimo wszystko... - machnął lekceważąco ręką, nie kończąc.
- Ty... ale weź go nie rozdziewiczaj tak od razu - fuknął na niego Kei. - Poza tym rozmawiałem z nim, ale wnioski zachowam dla siebie - pokazał mu język, dmuchając na węgiel, by rozpalić go jeszcze mocniej.
- Jun-nii proszę - Yuto przyniósł tacę z pierwszymi szaszłykami, a Ryu pojawił się za nim, przynosząc sok i szklanki dla każdego. Usiadł na ganku obserwując grilla.
- Co ma się dzisiaj okazać? - zapytał Juna. - Jakie masz życzenie na deszcz meteorytów? - dodał zaraz ciekawy tych życzeń Juna.
- Ale nawet jednego nie zdradzisz, tak nic? Zupełnie nic? - chłopak nadal chciał wiedzieć i nic nie chciało do niego dotrzeć. - No proszę, proszę... - Kei uderzył go ręką w głowę. - Kukurydza z grilla brzmi świetnie - zdecydował w końcu idąc po parę kolb kukurydzy, by je przygotować.
- A ja też mogę iść zobaczyć gwiazdki? - zapytał zaraz Yuto. Na co Kei pokiwałtylko głową.
- Pójdziemy razem - obiecał mu, uśmiechając się lekko do młodszego brata. - A po drodze kupimy sobie coś słodkiego do chrupania.
- Yatta! - ucieszył się chłopiec.
- Reiko wspominała, że będzie dzisiaj spać u koleżanki, a Aoi idzie ze swoimi przyjaciółkami. Weź się już tak nie martw - klepnął Juna w rmaię. - I tak Kiara idzie z wami. Chyba nie myślisz, że Ryu ją zostawi - roześmiał się, po czym nalał soku dla każdego, a Ryu wrócił z kukurydzą.
- Ale naprawdę nie zdradzisz nawet odrobiny? - zapytał Juna, wracając do poprzedniej rozmowy. - Ani trochę? Ani odrobinki? No proszę, proszę.
- Mhm - Ryu pokiwał tylko głową, po czym wzruszył ramionami. - No bo życzenia Keia już znam, Yuto też... to tylko ty mi zostałeś - pokazał mu język, podchodząc do grilla i kucając przed nim by przyjrzeć się z bliska skwierczącemu mięsku. Uśmiechnął się do siebie, siadając na ziemi.
- Ale wiesz... czasem jak się komuś życzenie powie, to ono się spełni - spróbował znowu, spoglądając na Juna, po czym machnął ręką by się przybliżył i szepnął mu do ucha. - Ale rozumiem... tak przy tłumie to nie bardzo, potem mi powiesz - roześmiał się serdecznie, przeciągając przy tym mocno.
- Moje? - Ryu uniósł lekko brew, po czym wzruszył ramionami. On życzeń nie miał. - Moje życzenia już się pospełniały - uśmiechnął się szeroko wstając wreszcie z miejsca. Pogłaskał Kiarę po grzbiecie. - O! Poza jednym... muszę zdać tę fizykę - zdecydował, że takie życzenie może podać na głos. Przecież było takie przyziemne.
- A potem na studia gdzie? - zainteresował się Kei.
- Uo... tak daleko to ja myślami nie wybiegam - Ryu spojrzał na niego jakby ten się z księżyca urwał, a prawdę mówiąc nie wybiegał bo przecież mógł studiów nie dożyć. Po co więc robić sobie jakieś nadzieje?
Popatrzył na nich oboje i wyszczerzył się wzruszając ramionami. No bo niby co miał im powiedzieć. Gdyby powiedział prawdę to by zaraz dostał wykład.
- Mhm może - mruknął w końcu. - Ktoś kiedyś będzie musiał przejąć firmę ojca, prawda? - przypomniał spokojnie. - Mi nie przeszkadza taka praca, właściwie już robię sporo za ojca - dodał po chwili namysłu. - Bez studiów też dam radę - uśmiechnął się do nich.
- Ryu-chan... - Kei podszedł do niego obejmując go ramieniem. - Nie pierdol mi tu. Przecież to nudne jest. Nie ma czegoś co byś lubił? Nie musisz przejmować tego interesu...
- Ale ja to lubię - fuknął na niego chłopak, uwalniając się z uścisku. - Dajcie mi już z tym spokój - burknął, idąc do domu. Yuto spojrzał na oboje mężczyzn i wydął usta.
- Nie będzie kolacji dla was - pogroził im palcem przed nosem, biegnąc za bratem do domu. - Ryu-nii! - przytulił się do niego. - Dobrze już? Dobrze?
- Pewnie, że dobrze - uśmiechnął się do niego. - Pomyślałem tylko, że wezmę aparat - dodał czochrając go po włosach i wracając na ganek z aparatem fotograficznym w dłoniach.
- Kto rozumie to rozumie - odparł spokojnie Kei, nakładając sobie szaszłyka. - Każdy ma jakieś marzenie przecież. Ty nie masz?
- Nii-chan... - Ryu spojrzał na niego biorąc jednego szaszłyka i maczając sobie go w sosie wcześniej przygotowanym. - Wiesz...ja... - potrząsnął przecząco głową. - Nie mam takich marzeń. Póki jest mi tu dobrze... póki wszyscy są dookoła, to jest dobrze - uśmiechnął się lekko.
- A ja tam pójdę na kosmetyczkę - stwierdziła Aoi pojawiając się nie wiadomo skąd. - I będę sławna!
- Mam - mruknął tylko Ryu, wlepiając wzrok w swojego szaszłyka i ściągając kawałek by go zaraz zjeść. - Chciałbym wreszcie móc biegać - dodał po chwili namysłu, cały czas na nikogo nie patrząc. - Zresztą nie muszę o wszystkim wam mówić, nie? - uniósł wzrok, po czym uśmiechnął się lekko. - Kosmetyczką? Skąd ten pomysł?
- Nie wiem - odparła swobodnie Aoi. - Ja tylko to bardzo lubię - uśmiechnęła się szeroko. - Pycha! - rzuciła zaraz kiedy spróbowała szaszłyka.
- Będę...ale Jun-nii musi mi pomóc - uśmiechnęła się do niego. - Bo ty jesteś mistrzem w malowaniu! - rzuciła zaraz, wstając i rzucając mu się w ramiona. - Proszę, proszę, proszę naucz mnie!
Ryu wybuchnął śmiechem widząc ten obrazek i odruchowo zrobił im kilka zdjęć, po czym wrócił do jedzenia. Oparł się wygodniej o Kiarę, podsuwając jej parę kęsów mięska pod nos. Natomiast Yuto nic już nie mówił tylko jadł aż mu się uszy trzęsły.
- Wywołam je i włożę do ramki - pokazał mu język, zabierając zaraz kukurydze i próbując ją - Mhm... pyszna - przytaknął.
- Ale ja nie mam internetu - odparła cicho Aoi. Ich ojciec uważał, że internet to zło i nie pozwalał dzieciakom z niego korzystać. Sam korzystał tylko kiedy potrzebował skontaktować się z klientem.
- Jun... przecież możesz spróbować jej pomóc - zauważył Ryu. - Umówicie się raz w tygodniu czy coś - zaproponował, a Kei go poparł, podbierając mu przy okazji trochę kukurydzy.
- Jun no... przecież spróbować możesz. Jak nie wyjdzie to nie szkodzi - Ryu nie dał za wygraną. W końcu chciał pomóc siostrze spełnić jej marzenia. Zaraz jednak potrząsnął głową. - Jak wrócimy... jak teraz coś zjem to pęknę - zdecydował. Miał ochotę na ten deser, ale jego żołądek protestował. Trzeba było więc go posłuchać. Oddał resztę kukurydzy Keiowi i wstał by porobić jeszcze parę zdjęć.
Ryu skinął głową, po czym zaniósł swoje naczynia do zlewu, po czym poszedł na górę, by założyć na siebie dodatkową bluzę i wziąć statyw. Wybrał też swój ulubiony aparat i zszedł na dół.
- A możemy wziąć z nami Kiarę? - zapytał Juna, bo w końcu psina nie miała tego dnia porządnego spaceru. Założył jej tylko obrożę i smycz włożył do swojego plecaka, tak w razie czego, choć zazwyczaj nie była potrzebna.
- Mhm - chłopak wypuścił przed siebie psinę samemu ubierając jeszcze buty i wychodząc z mieszkania. Przez chwilę szedł w milczeniu spoglądając w niebo. Kiara swobodnie prowadziła aż do plaży a potem zwolniła, pozwalając Ryu przejąć inicjatywę.
- Wejdziemy na klif? Będzie lepiej widać - chłopak poprowadził mężczyznę do stromego podejścia pod górę. Uśmiechnął się lekko, nie pierwszy raz będzie tam wchodził. - Ty pierwszy - pokazał mu język. W końcu Jun nie znał drogi, jak zacznie się obsuwać to mu pomoże.
- Pewnie - Ryu zatrzymał się na chwilę by złapać oddech. Jednak pobyt w szpitalu odbierał siły. - Muszę tylko chwilkę odsapnąć - wyjaśnił, zanim zaczął dalej wchodzić. Postawił źle nogę i obsunął się zatrzymując się na Junie. - Przepraszam - wymamrotał niezręcznie, będąc już trochę zmęczonym. - Okay... - kiedy do końca zostało nie więcej niż 1/3 drogi, chłopak musiał przyznać swoją porażkę. - Nie dam rady - westchnął ciężko, kaszląc odrobinę.
Jun nieco zaskoczył chłopaka, biorąc go na barki i rozpoczynając bieg. Ryu mocniej złapał się mężczyzny, by przypadkiem nie spaść, a kiedy został postawiony znów na ziemię, spojrzał na Juna.
- Ale ja jestem ciężki - wymamrotał zawstydzony swoją niemocą, by zaraz skinąć głową i uśmiechnąć się lekko. - Podobał się, bardzo - przyznał szczerze. Bieganie musiało być fajne, kiedy człowiek nie dyszał przy każdym kroku i kiedy serce nie chciało pęknąć po paru krokach. Pomógł mu z kocem, ustawiając sobie też aparat. Wypróbował go jeszcze, robiąc kilka fotek Kiarze i Junowi, po czym z zadowoleniem usiadł na kocu.
- Widziałeś kiedyś deszcz meteorytów? - zagadnął Juna.
Okrył się mocniej kocem, kładąc się zaraz obok Juna. Przez dłuższą chwilę obserwował gwiazdy w milczeniu.
- Są piękne - szepnął w końcu, nie odrywając wzroku od gwiazd. Chwycił aparat, robiąc kilka zdjęć, po czym zadowolony odłożył go na bok. - Chciałbym za rok też tu z tobą przyjść - oznajmił w końcu, teraz patrząc na Juna. - Obiecaj mi, że tak będzie - poprosił go. W końcu to nie było znowu takie trudne życzenie, prawda?
Ryu uśmiechnął się szeroko, chwytając się tej myśli. Za rok też tu przyjdą i nie będzie z tym żadnych problemów. Położył się znów obok niego, przytulając się nieco do niego.
- Mhm ciepłe kakao by się przydało - zgodził się z nim, dalej w milczeniu obserwując gwiazdy. - Jun...po co ci życzenia? - zapytał w końcu męzczyzny. - Czego ci brakuje? - spojrzał mu w oczy chcąc wyczytać z nich odpowiedź. - Bo ja mam prawie wszystko. Mam rodzinę...i... mam ciebie - odchrząknął czując lekkie rumieńce na twarzy i ciesząc się że jest tak ciemno. - Mam Kiarę... mam gdzie wrócić, mam osobę której mogę powiedzieć o wszystkim - uśmiechnął się do swoich myśli, znów oglądając lecące gwiazdy. - A ty? Czego ci brakuje?
- Zapomnisz o nim - obiecał mu chłopak, wcale nie mając nic przeciwko temu zbliżeniu. Zamiast się wyrywać, położył głowę na klatce piersiowej mężczyzny, słuchając jego bijącego serca. - Tylko musisz spróbować nie obwiniać się o wszystko - poradził mu, przypominając sobie jak ostatnio zwalał na siebie winę za wszystko co się działo z nim. Za każde kaszlnięcie i kichnięcie. - No bo powiedz... jak ja mam z tobą żyć na dłuższą metę... jeśli będziesz ciągle się obwiniał za pogorszenie mojego stanu zdrowia, co? - zapytał go z lekkim uśmiechem, błądząym mu po twarzy.
- Tak jest, się robi - zachichotał Ryu, ustawiając aparat w dogodnej pozycji i rozpoczynając zabawę z nim. Po dobrych dziesięciu minutach oderwał się od aparatu. - Tak, na dłuższą metę... - położył się z powrotem tuż obok Juna, przytulając się do niego lekko. - Zły dotyk tak...ale chyba można nie czuć lęku przed osobą go zadającą - zaproponował nieśmiało. - Albo przynajmniej nie starać się brać jej słów na poważnie - dodał po chwili namysłu.
Ryu uśmiechnął się lekko do swoich myśli po czym wzruszył ramionami. - No przecież... - nie wiedział jak to ubrać w słowa. - Chciałbym móc...żyć z tobą dłużej. Długo, rozmawiać, śmiać się, spędzać czas, płakać...smucić się. Robić wszystko długo... tak... zawsze - wyznał nieco zawstydzony. - Ale jak będziesz tak wszystko brał do siebie...i się obwiniał...to nie wyjdzie - wyjaśnił po chwili trochę z tego faktu niezadowolony. No, ale tak będzie i on dobrze o tym wiedział.
- Hm? - chłopak był zdziwiony tym pytaniem. - Jun, ale ja nie mam pojęcia. Ja jestem noga jeśli chodzi o miłość... zapytaj Keia albo Reiko... albo Aoi...ale nie mnie...
Ryu zmarszczył brwi, spoglądając na niego tak, jakby ten urwał się z choinki. Jakoś nie mógł uwierzyć w te słowa, a mimo to serce jakoś mocniej mu zabiło kiedy je usłyszał. Poczuł ciepło na sercu. Więc już po chwili skanowania go wzrokiem, ponownie oparł głowę o jego pierś, na moment zamykając oczy.
- Ale ja mogę... mogę umrzeć - to było pierwsze co przyszło mu do głowy. To było to w czym był najlepszy. Szukanie swoich złych punktów, które mogły skrzywdzić, czego by nie przeżył. - Nie chcę...cię skrzywdzić bo ja też... cię kocham. Tak myślę... to chyba to - wymamrotał.
- Mhm - Ryu skinął tylko głową nieco tym wszystkim oszołomiony. - Chcę - poprawił się zaraz, kiedy już odzyskał głos. - Tylko...pod warunkiem, że nie będziesz siebie winił za coś, na co nie masz wpływu - dodał po chwili, spoglądając na niego z delikatnym uśmiechem błądzącym mu po ustach.
- Już? Tak szybko? - Ryu wcale się ten pomysł nie podobał, ale po kilku chwilach poczuł zimne dreszcze i uznał je za znak. - Mhm... ale trochę mi zimno - przyznał się siadając na kocu. - Chyba nie ma wyjścia - zaśmiał się cicho, a kiedy Jun też usiadł ukradkiem skradł mu buziaka, by zaraz zacząć pakować aparat i statyw do plecaka. - Tym razem ja go niosę - oznajmił i zanim Jun zdołał zaprotestować założył go na plecy, wołając jeszcze Kiarę do siebie.
Ryu poczuł jak pieką go policzki, ale musiał przyznać się przed samym sobą, że pocałunek mu się spodobał. Uścisnął dłoń mężczyzny mocniej, pozwalając się mu prowadzić.
- Tylko nie za szybko - poprosił jeszcze, bo po ciemku nic nie widział i nie wiedział gdzie dokładnie stawiać nogi by nie zlecieć. - I jesteś okropny... przecież dałbym rade go nieść - dodał jeszcze, jednak trochę marudząc. Nic mu przecież nie stało na przeszkodzie by to zrobić.
Ryu tylko mu przytaknął, jednak nie ryzykując ze ściąganiem butów. Złapał jego dłoń pewniej i przytulił się lekko do jego ramienia.
- No tak, bo przecież nie włożyłeś tam tylko swoich rzeczy... i też chciałbym ci trochę pomóc - usprawiedliwił się, uśmiechając się zaraz lekko. - Lubię patrzeć na morze, kiedy odbijają się w nim gwiazdy - wskazał dłonią na wodę. - Wydaje się wtedy być taka... magiczna - uśmiechnął się lekko.
- No bo spadające meteoryty to jedna z większych atrakcji tutaj - odparł wesoło Ryu. - Można spotkać znajomych, pogadać z nimi. Wspólnie spędzić czas... czasem nauczyciele chcą zdjęcia, albo jakiś projekt o tym zjawisku, więc znajdziesz tu dużo uczniaków - wzruszył ramionami, wyprzedzając go na chwilę. - Dlatego tyle tu ludzi... hm ale nie ryzykujemy spotkania ich. Yuto już pewnie w domu z Keiem, a dziewczyny lepiej niech spędzą czas same ze swoimi kumpelami - zdecydował.
- No to jakie jest to drugie życzenie? - zapytał go zaraz Ryu, spoglądając na niego ukradkiem. Czuł się coraz swobodniej przy Junie, jakby nie musiał niczego przed nim ukrywać. Przytulił się mocniej do jego boku, kiedy to zimny wiatr przyprawił go o dreszcze. - I kakao by mi się przydało - rozmarzył się. - Deser z podwójną ilością bitej śmietany plus kakao z bitą śmietaną - oblizał wargi. - Mniam... no i kominek i ciepła bluza - dodał po chwili. - Ano... drugim takim wydarzeniem jest święto morza. Wtedy mamy festiwal na plaży. Jest mnóstwo śmiechu, występów, straganików, no i są fajerwerki - dodał zaraz, przeciągając się lekko. - Ale do tego musimy jeszcze trochę poczekać.
- Tak, ale moja klasa raczej nic na niego nie robi - odparł spokojnie Ryu, umaczając wargi w ciepłym kakao. Okrył się jeszcze kocem, żeby się trochę ogrzać. - Musimy jeszcze tę fontannę wykombinować dla Yuto, żeby mały się nie smucił - dodał po chwili namysłu, próbując deser z truskawkami. - Mhm pyszne - uśmiechnął się szeroko do Juna, jedząc deser dalej aż mu się uszy trzęsły. - Co mi kłamiesz, że gotować nie umiesz? Desery umiesz robić to i ugotować coś potrafisz na pewno - pstryknął go w nos.
- Nie mogę, na pewno znajdzie się mnóstwo pracy w którą nas włączą - Ryu wywrócił oczyma. Zawsze tak było. Tu coś się rozpada, tam kogoś brakuje. A tu znowu jakaś kłótnia, którą trzeba rozwiązać. - Ale postaram się znaleźć dla ciebie czas - ucałował go w policzek, po czym zajął się piciem swojego kakao. - Ah so... więc nic z gotowaniem - zasmucił się nieco. - Więc gotowanie zostawiasz mi, no nic... i tak nic innego robić nie umiem - wyszczerzył się do niego, zaraz grzebiąc w plecaku Juna, by wyciągnąć z niego aparat. Przejrzał zrobione zdjęcia. - Mhm... - zamyślił się chwilę, zostawiając aparat z Junem, a samemu idąc po laptopa z biura. Wraz z nim wrócił do salonu, od razu przerzucając na niego zdjęcia. Przez chwilę oglądał je selekcjonując, po czym wybrał 5 najlepszych. - Wyślę je - powiedział nagle do Juna, pokazując mu konkurs z jednego z czasopism.
- Ale nie dziś... muszę je obrobić i wywołać - pokazał mu język, zamykając laptopa i chowając aparat. - Do wygrania? - spojrzał na niego nieco zawstydzony. - Staż... - odchrząknął, by zaraz machnąć ręką i potrząsając przecząco głową. - Ale to nie jest w zasięgu mojej ręki... ja tylko chcę znać ich opinię - przyznał szczerze. - No wiesz, zawsze odsyłają opinię, wytykają błędy, kierują twoją uwagę na niedoskonałości. To pozwoli mi robić lepsze zdjęcia - uśmiechnął się lekko, wracając do swojego deseru. - A zostało trochę śmietany? - zapytał zaraz Juna.
Ryu skinął lekko głową, po czym pokazał zdjęcia oprawione w ramce i wiszące na ścianie. Głównie fotografie morza w różnych jego obliczach i Kiary, bo akurat się przypałętała przed obiektyw.
- Wysyłam regularnie - przyznał wesoło. - Czasem pojawiają się w magazynach - wyszukał ze sterty jeden ze starszych, gdzie zostały umieszczone najlepsze zdjęcia. Palcem pokazał na swoje. - Ale nie liczę na wygraną, poza tym i tak nie miałbym jak z niej skorzystać - przyznał wesoło. - Oj... nie pojedziemy. Ja je sam wywołam - uśmiechnął się do niego. - Nie lubię jak ktoś robi to za mnie - przyznał szczerze. - Serio? A mogę resztę? - zapytał go, bo bitej śmietany nigdy nie miał dość.
- W szkolnej ciemni - wyjaśnił rzeczowo. - Chciałem zrobić w domu, ale w najlepszym pomieszczeniu wykombinowałeś sobie kostnicę - przytulił się do niego. - I jest za zimno... nie mógłbym tam za długo siedzieć - przyznał szczerze. - O to świetnie - wstał po resztę bitej śmietany i kiedy z nią wrócił znów się do niego przytulisz. - Hm... może już śpią oboje? Ale to dziwne... Kei tak wcześnie spać nie chodzi - przyznał w końcu.
Ryu buchnął go poduszką w ten głupi łeb, po czym roześmiał się serdecznie i potrząsnął przecząco głową.
- Aż taki przewrażliwiony to on nie jest - pokazał mu język. - On tylko...no wiesz, to on oddał mi szpik kostny - potarł swoją szyję, nie przepadał o tym mówić. - I tak jakoś... martwi się o mnie chyba najbardziej z całej rodziny. Przebija nawet tatę, co jest prawie niemożliwe...a jednak - uśmiechnął się. - Hm... pójdę sprawdzić czy są na górze - zdecydował w końcu.
Ryu sprawdził oba pokoje i ze zdziwieniem stwierdził, że nikogo w nich nie ma. Zerknął jeszcze na zegarek. Dochodziła pierwsza w nocy. Pokręcił tylko głową, biorąc telefon i wykręcając numer Keia. Czekał 4 sygnały, zanim telefon został odebrany przez Yuto.
- Ryu-nii? - chłopak usłyszał płaczącego brata. Serce na chwilę mu stanęło w piersi, ale postanowił nie dać tego po sobie poznać. - Przyjedź tu, przyjedź! - chłopiec zaczął go błagać, a Ryu nie potrafił go uspokoić, toteż zbiegł po schodach oddając słuchawkę Junowi i licząc na to, że ten będzie lepszym pedagogiem. Zaczął ubierać buty, po czym przestępować z nogi na nogę. Roześmiana Aoi wbiegła do salonu i już miała podzielić się wieściami kiedy zobaczyła grobowe miny Juna i Ryu.
- Kto umarł? - zapytała bo przecież to było naturalne u nich pytanie.
- Jeszcze nikt... - wymamrotał Ryu. - Yuto płacze w słuchawkę i nie mam pojęcia gdzie jest Kei... - przyznał patrząc na Aoi.
- Idziemy szukać - zdecydowała dziewczynka, chcąc zaraz wybiec z domu, ale Ryu złapał ją za rękę i pociągnął na kanapę.
- Nigdzie nie idziemy. Najpierw musimy dowiedzieć się co się stało - wyjaśnił starając się brzmieć przekonywująco.
Ryu czekał aż jego brat coś odpowie, cały zdenerwowany. Chłopiec nadal szlochał, ale już nieco ciszej.
- Na plaży - padła w końcu odpowiedź pomiędzy falami szlochu. - Nii-chan leży - dodał cicho. - Był pan i miał strzelbę. Taką na ptaki! Boje się! Ryu-nii! Przyjdź już, chodź tu! - zakończył wpadając w panikę.
Oczy Aoi rozszerzyły się z przerażenia i nie czekając na resztę była pierwsza przy drzwiach, by biec na pomoc. Ryu natomiast spróbował uspokoić Yuto i wyjaśnił mu że za chwilę znów do niego zadzwonił. Wyszedł na dwór czekając na Juna.
- Idź przodem - poradził mu, bo przecież on sam biegać nie mógł. - Wezwę karetkę - zdecydował starając się zachować zimną krew.
- Żyje - wychrypiał Kei, cały czas uciskając ranę, z której sączyła się krew dość obfitym strumieniem. Zakasłał zaraz, starając się ucisnąć mocniej. - Słabo mi - przyznał po chwili nawet nie próbując siadać. Wciąż nie wierzył w to co się stało. No i co za debil poluje na kaczki o takiej porze, jeszcze w tłumie ludzi?! Zacisnął powieki, kiedy zaczęło mu się troić w oczach. - I zimno - odkasłał znów usiłując nie dopuścić do większej utraty krwi. Szlag by to trafił. Był lekarzem i był na tyle przytomny by od samego początku uciskać ranę, ale nie miał siły by zrobić cokolwiek innego.
- Jun-nii - Yuto chwycił spodni mężczyzny, zaraz się znów do niego przytulając i płacząc jeszcze trochę.
Kei chciał się roześmiać ale jakoś tak kiepsko mu to wyszło. Zamiast tego spojrzał na Juna i przez chwilę tylko ciężko oddychał, zanim zebrał się w sobie by cokolwiek powiedzieć.
- Zmienisz mnie? - zapytał go. - Nie mam już siły mocno uciskać - przyznał się do swojej niemocy, krzywiąc się z bólu. - Jeśli stracę przytomność...to ułóż na boku, żebym się przypadkiem nie udusił - instruował dalej, choć przychodziło mu to z trudem. - Gdzie jest Ryu? - zapytał go zaraz. - On wie co robić - wyjaśnił, bo sam szkolił brata w razie nagłych wypadków. - Jak poszło? - zmienił temat.
Kei uniósł kciuk do góry, jakby chcąc powiedzieć że jest z siebie niezmiernie dumny. Powstrzymał zboczeńca przed dobieraniem się do jego młodszego braciszka. Jeszcze tego by brakowało, by potem przyszedł do niego z płaczem, bo go odbyt boli. Mężczyzna wzdrygnął się mimowolnie.
- Zboczeniec z ciebie - wychrypiał, znów zaciskając powieki. Skupił się na swoim oddechu.
- Ładnie to tak? - Ryu wreszcie pojawił się przy nich razem z Aoi i Reiko, którą zgarnęli po drodze. - Dać się ubić jak kaczka. Idiota! - mimo wszystko uderzył brata w głowę, na co ten zareagował cichym sykiem.
- I sadysta... - dodał równie cicho. - Ładnie się dobraliście - rozkaszlał się, wypluwając zaraz krew. - Gdzie ta karetka?
- Yukan to pipidówa... będzie za dziesięć minut - wyjaśnił mu Ryu. - I jadę z tobą - zastrzegł sobie, bo mimo że starał się tego nie pokazywać to strasznie się martwił.
- Zagramy w kamień, papier i nożyce - obruszyła się Reiko, która też chciała pojechać.
- Ja pojadę - zaoferowała się Aoi, a Yuto tylko znów zaczął płakać.
- Jun... w razie czego... to wiesz... zrób ze mnie Frankensteina - mruknął Kei, oddychając chrapliwie. - Zawsze...marzyłem...by nim zostać.
Reiko popatrzyła na Juna spode łba.
- Jakby któreś z nas miało prawko to nie byłoby problemu - fuknęła na niego. - A tak... w karetce raczej wszystkich nie zabiorą - dodała, na co Aoi przytaknęła, a Ryu westchnął ciężko, patrząc na blednącego brata. Poklepał go po policzku żeby go trochę oprzytomnić, ale nie za wiele to pomogło. Chwilę później Kei odpłynął na dobre, tracąc przytomność. Ryu co jakiś czas sprawdzał mu tętno.
- Ryu-nii... Kei-nii nic nie będzie? - zapytał go wystraszony Yuto, na co Ryu tylko przyciągnął go do siebie tuląc mocno.
- Nic mu nie będzie. Przecież to uparta bestia jest - uśmiechnął się słabo, głaszcząc brata po plecach. - Nic mu nie będzie...
- I nie będzie Frankensteinem?
- Nie będzie, w mózgownicy mu się pomieszało. Wiesz jak lubi dramatyzować - zaśmiał się cicho Ryu, słysząc już karetkę. Puścił Yuto i wstał idąc w kierunku odgłosu. - Przyprowadzę ich - rzucił tylko do reszty.
Reiko przystała na taką propozycję pozwalając Ryu jechać z bratem w karetce, bo w końcu ktoś by się tam przydał już od razu.
- Ale najpierw się umyjesz - zaproponowała kiedy szli do domu. Sama wzięła Yuto na ręce, bo chłopiec był już bardzo zmęczony pełnym dniem wrażeń. - Musisz się umyć, żeby się nic ci nie stało... - dodała po chwili. - Nie chcę mieć drugiego trupa tego samego dnia - wymamrotała, choć wiedziała, że Kei jeszcze żyje.
Maluch wtulił się w Juna, zasypiając mu na rękach. Był zbyt zmęczony by wymagać od niego bycia przytomnym. Reiko poprowadziła ich do sali Keia, gdzie już siedział Ryu. Mężczyzna był podłączony do kroplówki i kompletnie opatrzony. Ryu uśmiechnął się do wchodzących.
- Nic mu nie będzie, przeżyje - poinformował wszystkich na wstępie, wstając z miejsca i odbierając Yuto z rąk Juna. Położył małego na wolnym łóżku, ściągnął mu buty i przykrył go kołdrą.
- To nie jest jeszcze jego żona. Jeszcze nie dzwoniłem...jest trochę późno i ona mnie nie za bardzo lubi - odparł rzeczowym tonem Ryu, po czym wyszedł z sali, czekając na Juna. Przytulił się lekko do niego przez dłuższą chwilę nic nie mówiąc. - Trochę się o niego martwię - przyznał w końcu, nie odsuwając się jednak od Juna. Tulił się za to jeszcze mocniej. - Nie... możemy już jechać. To jest... lekarze mówili że on się tak szybko nie obudzi, a Yuto... Yuto chyba powinien pojechać do domu, wyspać się.
Ryu zagonił siostry do samochodu, samemu wsiadając zaraz za nimi. Uśmiechnął się lekko przymykając oczy. Jego również dopadło zmęczenie.
- Jun ale nie wariuj - poprosił go, bo nie chciał dodatkowych stresów tego dnia. Spojrzał do tyłu na śpiącego Yuto i Aoi. Reiko też już zaczynała przysypiać. - Eh jak to w ogóle się stało? - zapytał mężczyznę. - Przecież... zostać postrzelonym... to takie dziwne - wywrócił oczyma. - Takie rzeczy mogą się zdarzyć jedynie Keiowi - pokręcił głową z niedowierzaniem.
- Co ty mówisz... było całkiem miło - Ryu zachichotał tylko i pilnował by nie zasnąć aż do domu. Ziewnął szeroko wysiadając z samochodu. Wziął na ręce Yuto by jakoś pomóc Junowi i zaniósł go do jego pokoju, całując w czoło, po czym zszedł do salonu by posprzątać po nich. Kiedy skończył uznał, że wreszcie może iść spać, ale że był strasznie zmęczony, położył się na kanapie, od razu zasypiając.
Poranną pobudkę mieli dość gwałtowną. Ktoś namiętnie dobijał się do drzwi wejściowych. Ryu ziewając jeszcze, we wczorajszych ciuchach zszedł na dół, by otworzyć mieszkanie.
- No wreszcie - skwitował to wszystko jego ojciec, wchodząc do środka z walizką. - Już myślałem że sie nie dodzwonię...
- A kluczy to się nie nosi? - żachnął się Ryu.
- Zapomniałem ich z domu - przyznał szczerze Toma. - Jak ty wyglądasz... jakiś taki blady jesteś. Schudłeś...
- TATO! Zejdź ze mnie - fuknął na niego Ryu. - Napijesz się herbaty? - zaproponował wciąż ziewając. - Mieliśmy długą noc... - wymamrotał.
- A właściwie czemu ty jeszcze w szpitalu nie jesteś?
- Byłem wcześniej... długa historia - dodał po chwili nie chcąc wdawać się w szczegóły.
- Jun nie wystraszył dzieciaków?
- Nie... jezu! Skończ z tym przesłuchaniem. Siadaj ze swoim starym dupskiem i wypij tę herbatę - jęknął chłopak, który nie za bardzo przepadał za tyloma pytaniami na raz.
- Z jakiego szpitala? Czekamy na wyniki? - zapytał chłopaka Toma, na razie ignorując pytanie Juna dotyczące jego wyjazdu. Mogło zaczekać. Skanował syna wzrokiem zastanawiając się czy aby na pewno wszystko w porządku.
- Tato... - Ryu westchnął ciężko, stawiając przed nim herbatę i samemu siadając na kanapie. - Moje wyniki są w normie. Wszystko gra - uśmiechnął się szeroko, kłamiąc w żywe oczy. - Ale Kei jest w szpitalu - dodał po chwili. - Postrzelił go pan Yamamoto... no wiesz ten co mu ciągle odbija i ze strzelbą lata po miasteczku - wymamrotał. - Jednak powiedzieli mi, że wszystko będzie dobrze...
- Boże... - mężczyzna spojrzał na Juna. - Strasznie cię przepraszam - powiedział. - Zostawiłem cię z nimi, a tu takie rzeczy się dzieją. Dobrze przynajmniej że twoje wyniki są w normie - uśmiechnął się do Ryu.
- Mhm - chłopak skinął tylko głową, zaczynając zajmować się zdjęciami.
- Ale teraz już będziesz mógł wrócić do swojego normalnego życia - mężczyzna poklepał go przyjaźnie po plecach, samemu decydując się na przejęcie obowiązków ojca. - Co mamy dzisiaj na obiad? - zapytał syna.
- Mhm? - Ryu uniósł wzrok znad komputera, po czym wzruszył ramionami. - Tortille zrobię z farszem jakimś. Może ze dwa rodzaje - zdecydował od tak, jak gdyby nigdy nic. - A na deser kupie słodkie bułeczki - dodał po chwili.
- Dobrze, mamy dziś dużo pracy? - tu zwrócił się do Juna.
Ryu udał że ich nie słyszy nie chcąc im przeszkadzać w tak ważnej rozmowie. Zamiast tego zajął się poprawianiem swoich zdjęć co go pochłonęło do reszty.
***
Toma spojrzał na mężczyznę i uśmiechnął się lekko. Nie potrafił odmówić, a przecież zawsze chciał by Jun bardziej wkręcił się w całą rodzinę.
- Cieszę się, że to mówisz - oświadczył w końcu. - Bo chciałbym ci przekazać firmę, gdy mnie już tu zabraknie - zdecydował się na powiedzenie swoich nadziei. Ryu uniósł wzrok znad komputera spoglądając zaskoczony na ojca, po czym zamknął laptopa i wyszedł z pokoju, jednak nie mogąc tego dłużej słuchać.
- Idę się przejść - oznajmił im tylko, wciągając jeszcze bluzę na siebie i przeliczając drobne w kieszeni.
- Lubi... nie wiem co on lubi - przyznał szczerze mężczyzna. - Ja po prostu chcę mu dać wolną rękę. Niech sam zdecyduje o swojej przyszłości. Nie musi przejmować firmy, niech nie czuje się w obowiązku zrobienia tego - wyjaśnił swoje zdanie Toma. - Porozmawiam z nim później - dodał jeszcze, biorąc do ręki aparat Ryu i przeglądając najświeższe zdjęcia. - Poza tym...myślę że powinien robić co innego - dodał po chwili namysłu. - No pewnie, że dali ci szansę. Niby czemu mieliby nie dać, hm? - zapytał go zdziwiony. - Słyszałem też od Yuto że dużo czasu spędzasz z Ryu - dodał po chwili ciszy. - Mały powiedział, że cię do niego ciągnie.
- Eh trudno mi się z nim rozmawia - wyznał szczerze Toma. - Wiesz nawet nie jestem w stanie powiedzieć, że go rozumiem. W gruncie rzeczy jest trudnym dzieckiem - zaśmiał się cicho. - Posłusznym, ale trudnym... nigdy nie wiesz co w nim siedzi i kiedy wybuchnie - wzdrygnął się na samą myśl, kończąc swoją herbatę. - To dobrze, nie chciałbym żeby... - odchrząknął. - Nie zrozum mnie źle. Nie mam nic przeciwko takim związkom...ale Ryu to jeszcze dziecko. Nie chciałbym żeby...
- Tato, jestem w ciąży - wypaliła nagle Reiko, przerywając mu wypowiedź. Toma zamrugał kilka razy spoglądając na córkę. - Z moim nauczycielem - dodała po chwili. - Zdecydowałam się zatrzymać dziecko...
- O jezu... - mężczyzna pobladł na twarzy. - Czyś ty doszczętnie zwariowała?! - krzyknął na nią wstając z miejsca. Podszedł do niej szybko i potrząsnął nią lekko. - Nie będę czegoś takiego tolerował w moim domu! Pyskata gówniara! - wrzasnął na nią, unosząc dłoń do uderzenia. Ale to nie doszło skutku, bo Ryu wracając ze spaceru, złapał ją w ostatnim momencie.
- Uspokój się tato, potem będziesz tego żałował - zauważył spokojnie, zasłaniając odruchowo wystraszoną siostrę. Toma odetchnął parę razy głęboko.
- Boże zawału z wami tylko dostanę! - krzyknął na nich oboje, wymijając ich jednak i idąc do swojego pokoju.
- Nie było tak źle - pocieszył Reiko Ryu.
- Yhm...zawsze mógł mnie z domu wyrzucić...
Ryu skinął głową, jeszcze przez chwilę obserwując Reiko, która teraz zdecydowała że pójdzie jednak do swojego pokoju i nikomu nie będzie przeszkadzała w ten sposób. Chłopak spojrzał na Juna i uśmiechnął sie do niego.
- Dostałem telefon. Obudził się - wyjaśnił pogodnie. - Zadzwoniłem do jego narzeczonej. Przyjedzie do niego jutro - dodał po chwili. - Tata bardzo ci ufa - mruknął jeszcze, zabierając się za robienie śniadania. Omlet brzmiał nad wyraz świetnie, toteż zabrał się za jego przygotowywanie.
- Nie... rozmawiałem z nim przez telefon - Ryu podszedł do niego i ucałował go lekko, nieco nieśmiało. - Powiedziałem że przyjedziemy popołudniu... - dodał z uśmiechem. - Mhm to tylko niewinne kłamstwo - dał mu kuksańca w bok. - Jak jest na studiach? - zapytał go po chwili biorąc robiąc dwie czekolady i wracając do laptopa z nimi, by skończyć pracę nad zdjęciami. - Wszyscy twierdzą, że to najlepszy okres w życiu...
- Więc jako już nudny pracownik, twierdzisz, że okres studiów był fajny, tak? - upewnił się Ryu, zagryzając zaraz jeden palec, podczas oceniania swojej pracy. - Czegoś tu brakuje... - mruknął do siebie, po czym spróbował wyostrzyć obraz. - A co jeśli ominie się to stadium? Nie pójdzie na studia... wtedy jako nudny pracownik będę patrzył wstecz i żałował, że tego nie zrobiłem? - spojrzał na niego, by zaraz się uśmiechnąć. - Ne... nie jest to możliwe - pokręcił przecząco głową, po czym pokazał mężczyźnie zdjęcie. - Co sądzisz?
- Tak myślisz? - Ryu krytycznym okiem ocenił swoją pracę, po czym wzruszył lekko ramionami. Nie bardzo wiedział czy rzeczywiście jest ono dobre czy nie, ale postanowił zaryzykować i zapisał zdjęcie. - Zakładanie rodziny... - spojrzał na mężczyznę, odkładając laptopa i wchodząc mu na kolana. - Chciałbyś mieć dziecko? - zapytał go wesoło.
- Mhm...zawsze można zaadaptować - zauważył swobodnie chłopak, wygodniej siadając na Junie i obejmując go ramionami za szyję. - Albo... cieszyć się dziećmi mojego rodzeństwa - dodał chichocząc pod nosem. Przytulił się do niego lekko, przymykając na chwilę oczy. - Ale wiesz... i bez dzieci damy radę - zdecydował w końcu ze śmiechem, po czym ucałował szybko jego usta i zszedł z jego kolan, przeciągając się lekko. - Pójdę się umyć i przebrać - zdecydował w końcu. - A potem... pojadę do szkoły - dodał po chwili namysłu. Mimo niedzieli szkoła była otwarta dla uczniów. - Wywołam zdjęcia...
- Nie wydajesz się wiele starszy, no i przecież ja jestem nad wyraz dorosły - roześmiał się serdecznie Ryu, zanim poszedł wreszcie do siebie, by się przebrać. Pół godziny później brał swój rower i wyruszał do szkoły. Trzeba było mieć kręćka by jeździć do szkoły w niedzielę, ale on chciał jak najszybciej wysłać zdjęcia na konkurs.
***
Ciemnia była zamknięta, ale szybko sobie z tym poradził. Dobrze wiedział, gdzie są klucze. Zabrał się za wywoływanie zdjęć. Uwielbiał ten spokój i zapach pracowni. Przez chwilę tylko napawał się nim, zanim rozpoczął pracę nad zdjęciami. Nie usłyszał jak ktoś wchodzi do środka, dopóki nie poczuł czyjegoś oddechu na swoim karku i czyjeś ręce go nie objęły. Wzdrygnął się czując dotyk mężczyzny.
- Amakusa, zamiast przygotowywać się na wywalczony sprawdzian, to ty co... - zapytał go chłodno mężczyzna, zaczynając go całować po karku. Ryu nie myślał za wiele. Mocno nadepnął na nogę mężczyzny, uderzając go jednocześnie łokciem w brodę. Skorzystał z okazji rozproszenia mężczyzny i wybiegł z ciemni, słysząc za sobą przekleństwa mężczyzny. Zbiegł po schodach i wypadł na dwór łapiąc za swój rower. Niestety mężczyzna był tuż za nim. Nie zdążył odpiąć swojego pojazdu, kiedy ten złapał go za nadgarstek i przyciągnął do siebie.
- Pożałujesz - jego nauczyciel warknął do niego. Trzymał pewnie, kiedy zaciągał go do klasy. Ryu nie walczył. Pozwolił mu na to. Czekał tylko na dogodny moment, zaciskając twardo zęby. Czuł że ten bieg wcale mu nie pomógł. Odetchnął głęboko, gdy mężczyzna zaczął go dotykać. Samemu odpiął pasek od spodni mężczyzny i spuścił je do kolan. Facet nie spodziewał się, że w tym momencie Ryu mu się wyrwie. Chciał za nim pobiec ale przewrócił się o własne nogi.
- Dorwę cię - krzyknął za Ryu.
Ryu nie czekał dłużej. Tym razem wybrał numer do Juna i z niecierpliwością czekał aż ten odbierze.
- Jun? - wydyszał w słuchawkę. - Błagam przyjedź pod szkołę. Błagam - poprosił. - Będę w sali matematycznej, na zapleczu - dodał jeszcze. - Tylko pospiesz się!
Ryu niemal podskoczył ze strachu kiedy Jun wpadł na zaplecze. Dopiero chwilę później dotarło do niego, kto przed nim klęczy. Natychmiast się do niego przytulił, chcąc się schować przed tym mężczyzną.
- Mój nauczyciel od fizyki - zaczął cicho, chowając głowę w pierś Juna. - Dobierał się do mnie - wyjaśnił, chwytając się mocniej mężczyzny. - On tam nadal gdzieś jest... nadal - wyszeptał wciąż nie mogąc się do końca uspokoić. - I...przepraszam, ale...ale biegłem - dodał chowając się jeszcze mocniej w jego ramiona.
Ryu potrząsnął przecząco głową, cały czas trzymając się koszuli Juna. Nie chciał zostawać sam, bał się że za trzecim razem nie będzie miał tyle szczęścia co poprzednie dwa razy.
- Nie idź, nie chcę zostać sam - zacisnął wargi, patrząc na Juna ze strachem w oczach. Starał się go przegnać, ale wcale mu to nie wyszło. Kiedy tylko usłyszał ciężkie kroki faceta i jego głos, wołający Ryu, Ryu odsunął się od Juna, wchodząc pod biurko. Jakoś tak szukając tam schronienia. Zacisnął dłonie na uszach, niczym małe dziecko.
- Amakusa! Nie chowaj się maleństwo! I tak cię znajdę - szyderczy śmiech mężczyzny dobiegł go i tak.
- I kto to mówi - nauczyciel uśmiechnął się szyderczo, mimowolnie dysząc z bólu. - Aniołka? No proszę... odzywa się kolega po fachu - zarechotał. - Pedofil w lepszym wydaniu? - uniósł lekko brew, spoglądając na Juna. - Jeszcze z nim nie skończyłem. Mogę go tak udupić, że do kolejnej klasy go nie przepuszczę - obiecał, podnosząc się z podłogi i odpychając od siebie Juna. - To jak będzie? Zapominamy o tym co się stało? - zaproponował.
- I kto ci uwierzy? Nic mu nie zrobiłem - zauważył chłodno męzczyzna cofając się jednak. - Nie wystawię mu pozytywnej oceny jeśli nie napisze testu dobrze. Tyranie na lekcji? Proszę cię, pytam normalnie - warknął na niego, jakby chcąc udowodnić że jest profesjonalistą. - I nikt mu nie uwierzy jeśli powie że cokolwiek mu zrobiłem. Zresztą... nawet nie zdążyłem - burknął, wychodząc z klasy. - Do zobaczenia jutro, Amakusa - krzyknął jeszcze wychodząc ze szkoły. Ryu jednak nie wyszedł spod biurka dopóki Jun nie wrócił na zaplecze. A i wtedy wciąż tam siedział.
Ryu skinął głową wychodząc spod biurka i chowając się z powrotem w ramionach Juna. Przytulił się do niego mocno, nie chcąc go puścić.
- A nie możemy dziś zamówić pizzy? - zaproponował cicho, jakoś nie mając ochoty na gotowanie. Jedyne na co miał teraz ochotę było położyć się do łóżka. Zapomniał nawet o zdjęciach, które przecież mógł równie dobrze wywołać następnego dnia. - Tata nie musi wiedzieć - uśmiechnął się słabo. - On mi nic nie zrobił - dodał po chwili. - Bo ja...ja się nie dałem - wyszeptał. Nie należał do osób które grzecznie czekają na swój los. Starał się mu uciec. - Tylko...tylko dotykał - wyjaśnił cicho. - Dziękuję - przytulił się do niego mocno.
Ryu potrząsnął przecząco głową. Nie chciał o tym teraz rozmawiać. Trochę jeszcze się bał, ale z Junem było mu lepiej.
- Dziękuję...że przyjechałeś - szepnął uśmiechając się lekko. - Bez ciebie bym sobie nie poradził - zapewnił go cicho, wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Jun? Zamówimy pizzę po drodze? - zapytał go ze spokojem. - Ale ja jestem rowerem...więc muszę nim wrócić. Pójdziesz ze mną do ciemni? Zostawiłem tam wszystko...pewnie i tak są prześwietlone. Jeszcze raz je wywołam...
- Bo byłem - przyznał cicho Ryu. Rzadko kiedy bywał tak zdenerwowany i przestraszony. Ścisnął mocniej dłoń Juna prowadząc go do ciemni. Wpuścił go do środka i zebrał prześwietlone zdjęcia. - Jutro zrobię drugie - zdecydował. - Na pewno się nie złościsz na mnie? - zapytał go zaraz, przytulając się do jego ramienia.
Ryu spuścił wzrok, przytulając się mocniej do ramienia Juna. Położył mu na chwilę dłoń na kroczu i przełknął głośno ślinę.
- Tam dotykał - wyjaśnił bardzo cicho. No bo przecież nie każdy miał tyle odwagi by o tym rozmawiać tak swobodnie. - Ale...ale nic mi nie jest - zapewnił go unosząc kciuk do góry. - Bo się mu nie dałem - uśmiechnął się słabo, bo to wciąż nie było dla niego takie proste. Wyprowadził Juna ze szkoły i odpiął swój rower.
- Nie boli, tylko... trochę się go boję - przyznałl cicho Ryu. - Że następnym razem nie dam rady i posunie się dalej - wzdrygnął się na samą myśl, ale zaraz ją od siebie oddalił. - Będę pierwszy w domu - wyszczerzył się do niego wsiadając na rower i ruszając z miejsca ile tylko sił w nogach mu zostało.
Prześlij komentarz