niedziela, 8 września 2013

"Nikt nie umiera jako dziewica. Życie pierdoli nas wszystkich"


 

Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.: 2.04
Orientacja: 4 w skali Kinseya
Wzrost: 184 cm
Waga: 65 kg.
Zawód:balsamista




 


Historia.
27 lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie. Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec. Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu pogrzebowym głowy rodziny.

Charakter
Patrzysz na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój. Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane, nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery, jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
 

 


Wygląd.
Wysokie kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z ładnie wyrzeźbionym torsem.





Ciekawostki
*pali papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi ostrą kuchnię
*od czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte 
                        *nie cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai 
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati  

~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]

5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   201 – 400 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Unknown pisze...

- Tak, tak, tato - wywrócił oczyma chłopak, nieco zwalniając jednak i z radością zjeżdżając z górki. Przyhamował jednak przy jednym ze sklepów i wszedł do środka, by kupić sobie coś słodkiego. Kupił oczywiście dwie sztuki z przyzwyczajenia. Dzisiejszym hitem była babeczka o smaku zielonej herbaty (coś dla ciebie xD).
- Jun? - tu spojrzał na czekającego na niego mężczyznę. - Dziękuję - ucałował go mocno. - Za to że jesteś.

Unknown pisze...

- Niespodzianka - schował babeczki do plecaka i wsiadł z powrotem na rower by już spokojnie dojechać do domu. - Dzisiaj jednak zamawiamy pizzę - oznajmił ojcu, który od razu na to przystał, jakoś specjalnie nie mając z tym żadnym problemów. Zebrał całą rodzinę i po krótkiej dyskusji decyzja o tym jaką pizzę zamówić została podjęta.

Unknown pisze...

- Chcę - chłopak uśmiechnął się do niego szeroko. - Twoim sprzętem? - zapytał go zaraz z jeszcze większym uśmiechem na twarzy. - Ekstra! - ucieszył się, kiedy Jun mu przytaknął. Wyciągnął z plecaka babeczki i podał jedną Junowi. - To w nagrodę - pokazał mu język, po czym poszedł zobaczyć co też chce od niego ojciec. Złapał się za głowę, widząc że mężczyzna zdążył już zrobić bałagan w biurze. - Sio! A kysz zmoro nieczysta! - przegonił ojca wzdychając ciężko.
- Nic się połapać nie mogę - poskarżył się mężczyzna.
- Czytaj plakietki, wszystko jest opisane - burknął na niego Ryu. - Tu jest teraz system, poza tym trzeba było mnie zapytać zanim zacząłeś mi znów bałaganić - fuknął na niego, chowając wszystkie papiery w odpowiednie koszulki i do odpowiednich segregatorów, a te znowu kolorami na miejsce. - Jesteś niereformowalny - westchnął, kiedy już skończył.

Unknown pisze...

Wszyscy rzucili się na pizzę jakby jej co najmniej rok nie widzieli. Ryu odczekał aż ta szarańcza wreszcie odejdzie, by wybrać sobie jakiś mniejszy kawałek. Wraz z nim i herbatkę usiadł przy stole pogrążając się w rozmowie z rodzeństwem. Reiko wciąż unikała ich ojca i wzajemnie. Po obiedzie, Ryu pozbierał wszystko i pozmywał talerze, po czym skoczył do siebie do pokoju po ciepłą bluzę i kurtkę, zanim wrócił do Juna.
- Możemy jechać - wyszczerzył się do niego, już nie mogąc się doczekać przygody na motorze.

Unknown pisze...

Ryu puścił tę uwagę mimo uszu, jeśli chodzi o jedzenie. Jadł tyle ile mógł, resztę zostawiał na później. Wywrócił oczyma słysząc komentarz o jego ojcu, ale zawrócił, żeby Junowi nie stanęło jeszcze serce.
- Tato jedziemy motorem, ok? - zapytał go, a mężczyzna uniósł lekko brew do góry. - Samochodem nie, bo Jun nie chce mnie nauczyć jeździć po mojej próbie jazdy z Keiem - wyjaśnił. - A motorem... kto wie... może mnie nauczy - pokazał ojcu język.
- Dobrze, dobrze... tylko się nie zabijcie - mężczyzna machnął na to ręką, puszczając syna z Junem.
- Załatwione, pasuje tchórzu? - pokazał mu język, siadając tuż za nim i obejmując go mocno w pasie.

Unknown pisze...

- Tak jest szefie - chłopak posłusznie zapiął się pod samą szyję i założył kask, upewniając się, że mu nie spadnie, po czym przytulił się do pleców mężczyzny, mocno obejmując go w pasie. Kiedy wyjechali poza wioskę zaczęła się zabawa. Uśmiechnął się szeroko. Nie spodziewał się, że jazda motorem może być aż tak przyjemna. Trochę się bał, ale szybko przekonał się, że nie ma czego. Kiedy zajechali pod szpital, żałował że się skończyło.
- To kiedy uczysz mnie jeździć? - zapytał Juna, ściągając kask z głowy. - To było niesamowite!

Unknown pisze...

Chłopak się naburmuszył i postanowił już więcej z Junem nie gadać. Skrzyżował ręce na piersiach wchodząc do szpitala.
- Mnie wpuszczą - burknął tylko. Jak się miało konszachty z lekarzami to miało się wszędzie ulgi. Uśmiechnął się do znajomych pielęgniarek, tłumacząc im ze śmiechem, że tym razem to on w odwiedziny do swojego głupiego brata co to dał się postrzelić wiatrówką, po czym swobodnie wszedł do sali Keia i usiadł mu na łóżku, zaraz przytulając brata. - Wystraszyłeś mnie debilu - burknął, uderzając go lekko w głowę.
- O przyszedł sadysta - jęknął tylko Kei, zaraz jednak uśmiechając się lekko do przybyłych. - Mogłeś go nie zabierać...

Unknown pisze...

- A czemu ja? - zdziwił się trochę Kei. - Ryu ich nie może pogodzić? - zapytał, tym razem kierując słowa bardziej do brata.
- Mi się nie chce - Ryu pokazał bratu język. - Wypijesz coś? - zapytał go zaraz, chcąc dać im trochę czasu dla siebie. Bez czekania na odpowiedź wyszedł z sali, by powoli udać się po coś do picia dla brata. Kei podniósł się na łokciach, krzywiąc się nieco i poprawił sobie poduszki za sobą.
- Ojciec nie miał nic przeciwko waszemu związkowi? - zapytał Juna. - Tylko nie dawaj Ryu prowadzić... twój motor skończy jak mój samochód...

Unknown pisze...

- Nie wyglądał na szczególnie przestraszonego - zdziwił się Kei, bo w jego mniemaniu takie wydarzenie musiało się na psychice odbić. - Miejmy nadzieję, że ta sytuacja się już nie powtórzy... no wiesz nie chciałbym żeby mu się jakaś krzywda działa - wyjaśnił. - Tacie przejdzie... jak się dowie, to w końcu mu przejdzie - zapewnił go z uśmiechem. - Na razie daj mu się oswoić z tym, że ciebie ciągle pełno. Wiesz... po prostu daj mu chwilę i dopiero potem bombarduj nowym newsem. A co do twojego cacuszka... to nie daj się namówić - pokazał mu język.

Unknown pisze...

Kei zmrużył oczy i pogroził mu palcem przed nosem.
- Uważaj bo zacznę mu kibicować z tym twoim cacuszkiem. Nawet zachęcę go do samodzielnych prób oczywiście z bardzo wolno chodzącym silnikiem - oświadczył uroczyście Junowi no i rzecz jasna zamierzał spełnić tę groźbę. - Hm... powinieneś z niego dumny być, że się obronił przed pajacem - zaśmiał się zaraz. - Przecież dla takiego chuchra to duże osiągnięcie jest - pokiwał lekko głową. - Będę miał dziecko - mruknął zaraz niezbyt z tego aspektu szczęśliwy. - One chce ślub, już, na teraz, od zaraz - podrapał się po głowie. - Jun co mam robić?

Unknown pisze...

- No tak... niby ją kocham - zgodził się z nim Kei, masując swoje skronie. - Ale nie chciałem mieć dziecka tak szybko i nie planowałem ślubu - uśmiechnął się krzywo. - No nic... będzie trzeba wziąć odpowiedzialność za to co się stało. Będę dobrym ojcem - mruknął jeszcze, ponownie kładąc się w łóżku bo zabrakło mu sił. Ryu natomiast zdążył już wrócić z piciem dla brata.
- Mogę ja poprowadzić z powrotem? - spojrzał na Juna. - Albo... niekoniecznie, ale nauczysz mnie nim jeździć? Albo swoim jeepem? Proszę!

Unknown pisze...

- Nie to nie - Ryu spojrzał na niego wilkiem. - Wracam autostopem, albo autobusem... ale z tobą już nie będę jeździć - zdecydował wyrażając swoje zdanie na głos. - Nie chcą mnie uczyć, a potem narzekają świnie wredne - fuknął na nich. - To ja idę już. Widzimy się w domu - rzucił do Juna, jeszcze raz przytulając Keia i wychodząc. Nie zamierzał wracać z mężczyzną. Co to, to nie. Jeszcze nie daj boże jego cacuszku się krzywda stała bo on śmiał na nim siedzieć!
***
Kei wybuchnął dźwięcznym śmiechem i umilkłdopiero gdy Jun spiorunował go wzrokiem.
- Ta niepewność bo... ostatnio trochę nam się stosunki psuły - przyznał szczerze. - No nic... gumki były! W tym problem... były! I nadal nie pomogły... trzeba być mną i mieć pecha...

Unknown pisze...

Ryu w pierwszym odruchu zesztywniał, dopiero potem słysząc głos Juna odetchnął z ulgą.
- Jestem na tyle duży, że mogę siedzieć bez niczyich kolan - fuknął na niego, wyswabadzając się z objęć mężczyzny. - Ktoś wreszcie mógłby nauczyć mnie jeździć, a nie - dodał jeszcze patrząc na niego wilkiem. - Wracam autobusem - powtórzył tylko z zaciętą miną. - Widzimy się w domu - dodał jeszcze znów ruszając w stronę przystanku autobusowego. Nawet zdążył już przeliczyć drobne w kieszeni. Wszystko się zgadzało.

Unknown pisze...

- Nie odstawiam żadnych cyrków - zaprzeczył Ryu. - Ja tylko stwierdzam fakt. Zawsze mogę wrócić autobusem. To żaden problem dla mnie - zauważył swobodnie chłopak. - Ojciec swojego samochodu nie da - dodał po chwili wyraźnie niezadowolony. - I nie wracam - mruknął, wyswobadzając się ponownie z jego objęć. Gdyby mógł to by ruszył biegiem ale tak jedynie szybko się oddalił, skręcając parę razy w uliczki miasteczka. Kiedy odnalazł bibliotekę odwiedził ją ciesząc się, że może się trochę ogrzać. Nadal był wściekły na te dwa wredne samce i musiał trochę ochłonąć przed kolejną z nimi konfrontacją.

Unknown pisze...

Kei wzruszył ramionami, przymykając zmęczone oczy.
- Poczekaj tu na niego - mruknął w końcu. - Ryu czasem tak znika jak jest zdenerwowany, może nawet i wkurzony. Wiesz...jakby woli ochłonąć zanim wróci - zdecydował się przekazać mężczyźnie te informacje. - A samochód to drażliwy temat. Ojciec mu powiedział niedawno, że nigdy mu nie pozwoli zrobić prawa jazdy... no bo wiesz zasłabnie za kółkiem i po nim - wyjaśnił konspiracyjnym szeptem. - Ale myślałem, że Ryu już jakoś to przełknął...

Unknown pisze...

- No już nie przesadzaj - poradził mu Kei. - Ryu nie jest małym dzieckiem, poradzi sobie - wyjaśnił spokojnie. - Nie trzęś się tak nad nim - poprosił go, bo przecież trochę swojego brata znał i wiedział, że było to zbyteczne. - No ja to wiem... tłumaczyłem to ojcu, kiedy tak ze sobą walczyli. Wiesz, Ryu nawet się do mnie do domu wprowadził na dwa tygodnie - odchrząknął. Nie żeby miał mu to za złe. Wszystko miał potem wysprzątane, zawsze ciepły obiad na stole. Rozmarzył się. Zaraz jednak wrócił do rzeczywistości. Jego wybranka gary to co najwyżej paliła. - I będzie ci tak wygodnie? Z nim z przodu?

Unknown pisze...

- Ryu zrozumie, nie będzie cię cisnął z nauką - zauważył ze spokojem Kei. - No i zaufaj mu trochę. Przecież sam mówiłeś, że sobie poradził z nauczycielem. Był na tyle przytomny by sobie z nim poradzić - przypomniał z uśmiechem nie schodzącym mu z twarzy.
***
Ryu ochłonął w bibliotece, przy dobrej książce, którą nawiasem mówiąc wypożyczył sobie do domu. Uznał że w przeciągu dwóch tygodni na pewno z raz pojawi się w mieście, to będzie mógł ją oddać. Zapiął mocno kurtkę i wrócił spokojnym krokiem do szpitala. Odetchnął głęboko wchodząc do pokoju Keia.
- Przepraszam - mruknął tylko, uznając że zachował się jak dziecko i że wypada dorosłych przeprosić.

Unknown pisze...

Ryu dał mu się wyprowadzić z sali po czym podreptał za nim. Pokręcił przecząco głową na jego propozycję.
- Nie, mogę jechać z tyłu - uśmiechnął się lekko, bo w końcu nie chciał by Junowi było niewygodnie, a z nim na czele z całą pewnością tak właśnie by było. - Nie muszę jechać z przodu - wziął od Juna kask zakładając go i zaciskając mocniej. Książkę schował pod siedzenie, tam gdzie normalnie chowany jest kask, a sam usiadł z tyłu czekając na Juna. - Jedziemy? - zapytał go tylko.

Unknown pisze...

Ryu podziękował Junowi za przejażdżkę od razu udając się do swojego pokoju. Przebrał się w domowe ciuchy i położył do łóżka, przykrywając się szczelnie kołdrą. Chwilę później już go nie było. Zbyt zmęczony by wstawać na kolację. Obudził się dopiero koło drugiej nad ranem i po cichu udał się do kuchni, bo przypomniał sobie o lekach. Wziął ich odpowiednią dawkę, po czym usiadł wraz z Kiarę na ganku, czochrając ją po łebku.
- I czego jeszcze nie śpisz, co? - zapytał jej, ziewając nieco. - Zamiast spać wariuje całą noc, a potem marudzi - pstryknął psinę po nosie, przytulając się do niej mocno.

Unknown pisze...

Ryu niemalże podskoczył z zaskoczenia, kiedy Jun się do niego odezwał. Uśmiechnął się do niego lekko i wzruszył ramionami.
- Nie, tylko... przypomniałem sobie o lekach - przyznał szczerze, posuwając się na ganku i klepiąc miejsce obok siebie. - Ale zanim siądziesz... kocyk poproszę! - uśmiechnął się do niego uroczo.

Unknown pisze...

- Zapomniałem bo za szybko zasnąłem - usprawiedliwił się. - No i uważam na siebie... przecież wykorzystałem fakt, że jesteś na nogach i możesz mi podać kocyk - pokazał mu język, przytulając się do jego ramienia. - No...ale twój limit życzeń został już wyczerpany - zaśmiał się, pukając go w ramię. - Co dobrego masz w miseczce? - zapytał go zaraz bo jednak trochę głodny był. Zapatrzył się w niebo, nie przestając też głaskać Kiary. - Jutro mam fizykę - szepnął do samego siebie.

Unknown pisze...

- A mogę trochę? - zapytał zaraz chłopak, biorąc sobie trochę lodów na palec i oblizując go zaraz. - Umai! - wyszczerzył się do niego, zabierając mu miseczkę, by spokojnie konsumować lody dalej. - Pycha, dasz mi koniecznie przepis - zdecydował szybko, kiwając lekko głową i rozpływając się w smaku lodów. - Mhm...nie... nie będę z siebie pośmiewiska robił. Postaram się nie zostać z nim sam na sam - obiecał szybko, przymykając oczy. - Trochę mi zimno - dodał po dłuższej chwili.

Unknown pisze...

- Oj tam, oj tam - Ryu wtulił się mocno w Juna, przymykając oczy i ziewając. - Jesteś taki cieplutki - uśmiechnął się do mężczyzny jeszcze raz ziewając i przecierając zmęczone oczy dłonią. - Potulisz mnie mocno? - zapytał go szeptem i chwilę później już go nie było. Zasnął w jego ramionach, czując się tam bezpiecznie.

Unknown pisze...

Reiko zmierzyła go spojrzeniem i zmarszczyła lekko brwi podchodząc bliżej mężczyzny.
- To już siku iść nie można? - zapytała cicho, bo nie chciała pobudzić nikogo więcej w mieszkania. - Stracił przytomność? Ma gorączkę? - zapytała zaraz nieco zmartwiona, przystawiając dłoń do czoła Ryu. Odetchnęła zaraz z wyraźną ulgą, ale i zamrugała kilkakrotnie. - Czyli...Aoi ma rację? - uniosła lekko brew chichocząc pod nosem. - Ładny z ciebie królewicz - roześmiała się serdecznie.

Unknown pisze...

- Bo lśniące zbroje mają jedynie królowie, a do tego jeszcze ci trochę brakuje - pokazała mu język, i machnęła lekceważąco ręką w odpowiedzi na pytanie o Aoi. - No idź już go tulić, bo ci się wiercić zaczyna - dodała po chwili kręcąc głową z niedowierzaniem. - Mój brat się zakochał... nie do wiary... a już podejrzewałam go o zero seksualności - kręcąc głową i mamrocząc pod nosem poszła do swojego pokoju.

Unknown pisze...

Ryu złapał go za rękę i przyciągnął do siebie, otwierając jedno oko. Pokręcił przecząco głową, posuwając się na swoim łóżku.
- Nie idź - poprosił go. Bał się jutrzejszego dnia bardziej niż przypuszczał a teraz to z niego wychodziło. Zacisnął rękę mocniej na jego nadgarstku. - Zostań jeszcze trochę - dodał szeptem.

Unknown pisze...

- Nie boję się testu - odparł cicho chłopak, nadal trzymając Juna za nadgarstek i ani myśląc go puszczać. - Boję się go... nie chcę żeby mnie dotykał - schował się pod kołdrę po sam nos, tylko wyglądając zza niej. - Zostań tu ze mną,,, zostań - poprosił patrząc na niego błagalnie. - Tatą się nie przejmuj, pokrzyczy i mu przejdzie, a ciebie nie zwolni, bo raczej nikogo tak dobrego nie zatrudni w krótkim czasie do takiej dziury jaką jest Yukan.

Unknown pisze...

Chłopak już nic nie odpowiedział, tylko przytulił się do niego mocno, nie pozwalając mu odejść. Zasnął w jego ramionach i spał aż do 6 rano, kiedy to wyswobodził się z ramion Juna, przygotował do wyjścia i poszedł zrobić dla wszystkich śniadanie. Zaraz po nim wsiadł na rower i pojechał jak na skazanie do samej szkoły. Czas w niej strasznie mu się dłużył, a już szczególnie lekcja fizyki, kiedy to non stop stał przy tablicy i starał się odpowiadać poprawnie. Oczywiście jego odpowiedzi nie satysfakcjonowały mężczyzny, więc Ryu wylądował z 4 jedynkami na koncie pod koniec lekcji. Dopiero wtedy mężczyzna podszedł do niego i ukucnął przed jego ławką.
- Widzimy się po twoich lekcjach, napiszesz sprawdzian - wyjaśnił mu z obleśnym uśmiechem, czochrając go zaraz po włosach.

Unknown pisze...

Ryu niechętnie zjawił się w klasie tuż po swoich lekcjach. Najchętniej poszedłby od razu do domu, ale uznał że nie jest to wskazane. Wszedł do środka ostrożnie i zajął miejsce w pierwszej ławce. Mężczyzna podał mu sprawdzian i zapisał czas na tablicy. Kiedy Ryu zaczął pisać, nauczyciel zamknął drzwi od klasy na klucz, od środka. Chłopak nawet tego nie zauważył, dopóki nie poczuł na sobie jego dłoni. Automatycznie się mu wyrwał, ale mężczyzna tylko zarechotał.
- No Amakusa, myślę że dzisiaj się jakoś dogadamy - uśmiechnął się do niego szyderczo. - Jak będziesz grzeczny, to może nawet podrasuję ci parę ocen.
***
Ryu wrócił do domu dopiero o piątej po południu. Wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi i przywitał się z tatą, tłumacząc swoją nieobecność wywoływaniem zdjęć.
- Na obiad będzie sushi - poinformował tatę od razu zmierzając do kuchni, by czymś się zająć.

Unknown pisze...

Mężczyzna padł na ziemię zwijając się z bólu. Niczym mały robak podpełzł do biurka, by opierając się o nie ciężko podnieść się.
- Przeszkadzasz mi w zajęciach wyrównawczych - warknął na niego, albo chciał to zrobić bo z jego gardła wydobył się pisk. Jego uczeń zdążył już się ubrać i teraz siedział ze spuszczoną głową, przełykając gorzkie łzy. Nie tylko Ryu padł ofiarą pedofila.
***
Ryu dokończył robienie obiadu, po czym korzystając z wymówki 'źle się czuję' poszedł do siebie. Wziął długi i ciepły prysznic, ubierając się w dres, po czym z miejsca ruszył do pokoju Juna. Ubrał na siebie jego bluzę i schował się całkowicie pod kołdrą.

Unknown pisze...

- Niech pan go nie zabija! - chłopak ocknął się z letargu, kiedy jego nauczycielowi od fizyki zabrakło powietrza i zawisł w rękach Juna nieprzytomny. - Niech pan nie zabija, bo potem będzie pan żałował! - chłopak podszedł do niego niepewnie i chwycił go za rękę. - Morderstwo to zbrodnia. Za to się idzie siedzieć! - krzyknął, żeby jakoś ocucić Juna. - Nie może pan... - teraz mówił już nieco cicho, mniej pewnie. W końcu nie znał nawet tego mężczyzny. Po prostu nie chciał, by za takiego debila poszło się siedzieć.

Unknown pisze...

- Ja nie wiem - odparł cicho chłopak, nieco się odsuwając od Juna bo miał wrażenie, że mężczyzna w każdej chwili może go uderzyć. - Bo ja jestem nowy tutaj - przyznał cicho. - I to.. to pierwszy raz... - poczuł łzy płynące mu po policzkach, zaraz je starł ręką, nie chcąc wyjść na mazgaja. - Dziękuję - szepnął zawstydzony, a kiedy policja nadjechała wszystko zeznał co ustalili i co prawdą było również. Policja spisała zeznania, a karetka zabrała ze sobą mężczyznę.

Unknown pisze...

Ryu nie ruszył się z łóżka, nawet słysząc że ktoś wreszcie wchodzi do pokoju. Zamiast tego okrył się kołdrą jeszcze szczelniej, zaciskając mocniej powieki. Dopiero po kilku minutach leżenia w ciszy, odważył się uchylić rąbek kołdry by zerknąć na osobę stojącą przy oknie. Jun nie wyglądał za dobrze. Był blady i jakiś taki innych. Chłopak odetchnął głęboko siadając na łóżku. Wstał i podszedł do mężczyzny przytulając się do jego pleców. Nic nie powiedział tylko się przytulił czekając aż mężczyzna spokojnie wypali papierosa.
- Jeden - policzył mu cicho, przypominając sobie a także i jemu o ograniczeniu na niego nałożonym.

Unknown pisze...

- To jeszcze 3 masz w zapasie - dodał cicho Ryu, puszczając go już i wracając do łóżka. Jakoś nie za dobrze się czuł stojąc. Położył się, przytulając się do poduszki. - Bo nie mogłem - wymamrotał cicho. - Zamknął drzwi od sali, nie mogłem wyjść... telefon też mi zabrał - przytulił się mocniej do poduszki. - Ale...ale już go nie ma - wymusił uśmiech. - Już go tu nie będzie - dodał po chwili nieco pewniej. Przykrył się kołdrą mocniej już nie chcąc Junowi przeszkadzać.

Unknown pisze...

Ryu nie odpowiedział. Przez dłuższą chwilę milczał przyciskając do siebie poduszkę, po czym znów wyszedł z łóżka, usiadł Junowi na kolanach, wtulając się w niego mocniej. Jakoś tak przy nim czuł się bezpieczniej. Długo się nie odzywał tylko ciesząc się jego obecnością.
- Nic się nie stało - mruknął w końcu, choć z trudem mu to przechodziło przez gardło. - I to nie był mój pierwszy raz... pierwszy raz zawsze jest z miłości - dodał ciszej, zaciskając nieco pięści. W to zawsze wierzył, a teraz to pomagało mu jakoś się trzymać.

Unknown pisze...

- Twoja - uśmiechnął się do niego Ryu, przytulając się zaraz do niego lekko. - Przepraszam - dodał zawstydzony. W końcu wziął ją bez pytania. Nie zamierzał jednak jej teraz ściągać. - Twój zapach mnie trochę uspokaja i tak bezpiecznie jest z tobą - przyznał czerwieniąc się strasznie i chowając twarz w klatkę piersiową Juna. - Dobrze, że już jesteś - szepnął jeszcze, nieco mocniej się w niego wtulając.

Unknown pisze...

Ryu pokręcił przecząco głową.
- Wcale mnie nie boli - skłamał, bardziej sobie niż Junowi. Przymknął oczy i jedną dłonią otarł gromadzące się w oczach łzy. - Wezmę i już jej nie odzyskasz - dodał po chwili chichocząc nieco. - A potem wezmę jeszcze jedną i jeszcze jedną... i będziesz zmuszony uzupełnić swoją garderobę - wyjawił mu swój niecny plan.

Unknown pisze...

- Podobają, dlatego tak ci je podbieram - zaśmiał się Ryu, by zaraz odsunąć się od niego trochę i spojrzeć mu w oczy. Tylko tyle mu wystarczyło by poczuł piekące łzy na policzkach, ale mimo to wciąż nie przestawał się uśmiechać. - Mam cholerne szczęście - zauważył, dłońmi starając się zetrzeć łzy. - Mam ciebie, kochasz mnie i... chcesz ze mną być mimo wszystko - uśmiechnął się szerzej. - Mogę tu zostać na noc? - zapytał go ciszej. - Powiesz tacie, że źle się czuje czy coś i pomyliłem pokoje... łyknie to...

Unknown pisze...

- Tym lepiej dla mnie - Ryu pociągnął nosem i schował głowę z powrotem w koszulkę Juna. - Przepraszam - wymamrotał, nie wiedział czemu te łzy nie chciały przestać płynąć. - No bo jestem chory a teraz to... i nie wiem czemu właściwie tak mnie kochasz - przyznał szczerze. - Uhm tata nie będzie miał nic przeciwko, nie może... udawaj że ci to nie w smak... - poinstruował go niczym znawca od spraw oszukiwania ojców. W końcu nie był w tym nowicjuszem.

Unknown pisze...

Roześmiał się z jego żartu, przytulając się do niego jeszcze mocniej. Przymknął oczy oddychając głęboko.
- Miałem szczęście, że cię spotkałem - uśmiechnął się do siebie. - Jesteś najlepszy - ucałował go w policzek, po czym odsunął się od niego, zakrywając się kołdrą. Przez chwilę milczał wpatrując się w sufit. - Co lubisz czytać? - zapytał go w końcu.

Unknown pisze...

Ryu zaczerwienił się aż po czubek głowy i schował się pod kołdrą całkowicie. Przez długą chwilę tam siedział nic nie mówiąc, po czym bąknął cicho.
- Poczytasz mi coś? - zapytał jak dziecko. Po prostu miał ochotę na kubek gorącej czekolady, bitą śmietanę, ogień w kominku i chwilę relaksu przy dobrej książce, oczywiście czytanej przez Juna. Jeszcze gdyby tak potrzymał go w ramionach byłoby idealnie. Nie można było jednak mieć wszystkiego więc stwierdził że zadowoli się jego głosem i dobrą książką. Wyjrzał zza kołdry patrząc na mężczyznę. - Proszę? - uśmiechnął się do niego lekko.

Unknown pisze...

- Mój organizm wcale nie jest taki słaby - uśmiechnął się głaszcząc go po głowie. - Wiesz czasem szwankuje ale to nie jest reguła - uprzedził go. - Wszystko mnie boli...bo on nie był delikatny - przyznał po chwili biorąc kilka uspokajających oddechów. - Ale przejdzie mi - uśmiechnął się szeroko. - Chciałbym żebyś poczytał mi twoją ulubioną książkę - uśmiechnął się szeroko. - Proszę, proszę!

Unknown pisze...

- Ale...ale ty będziesz delikatny prawda? - chciał wiedzieć chłopak. Podnosząc się trochę na łokciach, by zaraz oprzeć się o ścianę i okryć mocno kołdrą w oczekiwaniu na czytaną przez Juna książkę. Poklepał obok siebie miejsce chcąc mu dać do zrozumienia że na niego czeka.

Unknown pisze...

Ryu słuchał go w skupieniu, ale po dwóch rozdziałach zrobił się nieco śpiący. Wciąż wsłuchując się w głos Juna, położył się znów na łóżku, przytulając się delikatnie do jego boku. Ziewnął szeroko i chwilę później zasnął. Bezpieczeństwo jakie dawał mu Jun było poniekąd nieznanym mu uczuciem. Chciał go czuć coraz więcej.

Unknown pisze...

Ryu obudził się szybciej niż Jun i od razu poszedł do łazienki. Jako że nie czuł się za dobrze to zwrócił całą zawartość swojego żołądka do kibelka. Pech chciał, że usłyszała to Reiko, która od razu poszła obudzić Juna.
- Hej... - potrząsnęła jego ramionami. - Pokłóciłeś się z moim bratem? Coś mu zrobiłeś? Czemu wymiotuje? - zapytała mężczyznę bez jakiegokolwiek wrzutu. Po prostu chciała wiedzieć, bo bardzo się o niego martwiła.

Unknown pisze...

- Nic, tylko trochę się denerwuje - chłopak skończył wymiotować, wciąż jednak trzymając się deski sedesowej. - Nie chcę iść do szkoły - przyznał cicho, wstając wreszcie. - Nie martw się, już nie będę - obiecał zaraz z lekkim uśmiechem.

Unknown pisze...

- Trochę boli - przyznał cicho RYu, kiedy już umył ręce i siedział u siebie w pokoju, nie chcąc bardziej kusić losu. Wziął kubek z gorącym naparem z wdzięcznością i od razu upił spory łyk rozgrzewającego płynu. - Mogę do ciebie do pracy przyjść potem? - zapytał go, przykrywając się trochę kołdrą, bo jednak lekkie dreszcze zimna go przechodziły. Bardziej ze stresu niż zimna.

Unknown pisze...

- Na pewno - potwierdził chłopak, biorąc dło Juna i kładąc ją sobie na czoło. - Widzisz? Nie ma temperatury - uśmiechnął się do niego szeroko, kładąc się posłusznie na łóżku. - A ciebie długo bolało? - zapytał chcąc się zorientować jak długo będzie bolało. Jak długo będzie niekomfortowo.

Unknown pisze...

Ryu skinął lekko głową, uznając że jeśli to prawda to do jutra da radę, wytrzyma. Uśmiechnął się do Juna, muskając jego wargi swoimi i dopijając herbatkę. Oddał kubek mężczyźnie i zakopał się w kołdrze. Dobre dwie godziny spędził jeszcze w łóżku, nie robiąc specjalnie nic takiego. Jedynie patrząc na sufit i nie dając się podłemu humorowi. Po czym wreszcie zebrał się w sobie i zszedł na dół, by pomóc tacie w biurze. Mężczyzna uniósł lekko brew.
- Podobno jesteś chory, co ty tu robisz w takim wypadku? - zapytał go z głosem przepełnionym troską ale i podejrzeniami.
- Już mi trochę lepiej - uśmiechnął się do niego Ryu. - Nie wymiotuje i nie mam temperatury - wyjaśnił, siadając za biurkiem. - Pomogę ci - zaproponował, odbierając zaraz pierwszy telefon i spoglądając na rozpiskę z rodzajami trupków oraz drugą, listą tego co było do zrobienia tego dnia i następnego. Toma w takim wypadku wzruszył tylko ramionami nie dyskutując więcej z synem. Uznał że czas pokazać czego nauczył się na wyjeździe, więc poszedł na zakupy. Dzisiejszy obiad będzie jego debiutem.

Unknown pisze...

Ryu odebrał kolejny telefon od zapłakanej kobiety. Świeże wdowy były najgorsze. Dobry kwadrans ją uspokajał, żeby wreszcie powiedziała o co chodzi. Jej mąż odciął sobie swojego członka piłą, po czym z bólu oszalał i wpadł do domowego stawu, tonąc w nim. Ryu nie wiedział czy ma się śmiać czy płakać. Z trudem zachował powagę, pytając, czy penis został odratowane, bo to by ułatwiało robotę, skoro kobiecie zależało na pochowaniu go w całej jego okazałości. Dowiedziawszy się wszystkiego kazał jej chwilę poczekać po czym zszedł do Juna.
- Mam dla ciebie topielca bez penisa... dasz radę z nim dzisiaj? - zapytał go, bo wiedział że mężczyzna ma ręce pełne roboty. Spojrzał na dziewczynę w trumnie. Wciąż nie wyglądała za pięknie, ale powoli przestało to na niego robić wrażenia.

Unknown pisze...

- Wszystkie części są... żonka się nimi zajęła. Nawet włożyła w worek z wodą... jest świeżo po kursie pierwszej pomocy - wyjaśnił rzeczowym tonem, wciąż zachowując powagę. - Ok, to bierzemy przypadek - zdecydował wychodząc i informując kobietę, że mogą przywieźć ciało, a jej mąż będzie gotowy do końca tego dnia. Następnie odłożył telefon i dopisał dane kobiety na odpowiedniej liście. Odetchnął głęboko ciesząc się chwilą spokoju...która jednak nie trwała tak długo. Drzwi od mieszkania zostały otwarte na oścież a w progu pojawiła się brunetka. Ubrana jak na siebie przystało w krótką spódniczkę, stylowe kozaki i beżowy płaszczyk. Ryu wyjrzał z biura i uśmiechnął się do niej lekko.
- Hey Aya - przywitał się z kobietą. - Widziałaś się już z Keiem? - zapytał jej, odbierając od niej torbę z ciuchami.
- Tak, tak - odparła z uśmiechem, ściągając buty. - Nadal nie rozumiem jak mógł dać się tak załatwić... głupi, roztrzepany lekarz - dodała chichocząc pod nosem. - Przywiozłam wam coś - dodała idąc za Ryu do salonu i otwierając swoją torbę. Podała Ryu trochę przysmaków z Kioto. - Jun-san nadal tu pracuje? - zapytała go, a kiedy Ryu skinął głową uśmiechnęła się szeroko. - To świetnie - ucieszyła się, wykładając na bok całą baterię papierosów.
- No pięknie...będziesz mi go tu truła... - wywrócił oczyma chłopak. - Nie mogłaś przywieść czegoś innego?
- No przepraszam... miałam na zbyciu fajki, bo aktualnie palić nie mogę - wyjaśniła z przepraszającym uśmiechem. - Zrobię nam herbaty. Napijesz się?
- Tak... - Ryu niezbyt przychylnie znalazł ją w SWOJEJ kuchni. - Tylko mi...
- Oh daj już spokój, posprzątam po sobie - obiecała śmiejąc się zaraz.

Unknown pisze...

- Dzięki - Aya odpowiedziała z wypisanym szczęściem na obliczu. - Przywiozłam ci trochę fajek - wskazała na stół. - No wiesz...ja już palić nie mogę. Doktorek miałby mi za złe gdybym nawet spróbowała o tym mówić - westchnęła ciężko. Ryu dopił swoją herbatę i wzruszył lekko ramionami.
- Nie mam pojęcia. Tata coś kombinuje - przyznał szczerze. - Pewnie skończy się kebabem... bo mu się wszystko przypali - dodał po chwili, spoglądając na zawartość woreczka. - No na pewno nie zrobił tego specjalnie - wywrócił oczyma, wracając do przerwanej przez siebie lektury.
- A ty nie w szkole? Znów chory?
- Nie, tylko mam doła, ale tata myśli że się źle czuje - wyjaśnił z uśmiechem. - Przejdzie mi - obiecał zaraz.

Unknown pisze...

Aya zlustrowała Ryu spojrzeniem, po czym wyciągnęła mu z dłoni książkę, odkładając ją na bok.
- Dobra, to co się dzieje? - zapytała go świdrując go tym swoim spojrzeniem, które przyprawiało go o dreszcze. oh jak on nienawidził, kiedy włączała jej się opcja psychologa!
- Nic, naprawdę - skłamał uśmiechając się do niej lekko. - Naprawdę nie mam ochoty na sesję terapeutyczną - przyznał nieco cierpko.
- Dobrze, ale jakbyś chciał porozmawiać to wiesz, że zawsze możemy - zgodziła się z nim, nie naciskając. Choć raz! Chłopak skinął głową i zaraz przywitał swojego ojca wielkim uśmiechem.
- Co będzie na obiad? - zapytał.
- Zobaczysz, zaskoczę cię - obiecał mężczyzna rozpakowując zakupy. Yuto przysiadł się przy Ryu.
- Dziwne rzeczy kupiliśmy - wyszeptał mu do ucha. - Ryu-nii trzeba zadzwonić po pizze - wyjaśnił konspiracyjnie.
- Słyszałem to zdrajco! - fuknął na małego Toma. - Zobaczycie że tym razem mi się uda! Cześc Aya.

Unknown pisze...

- Czemu mnie o to pytasz? Ojciec tworzy - wyjaśnił spokojnie chłopak, unosząc wzrok znad czytanej lektury. Odłożył wreszcie książkę na bok i skinął lekko głową. - Tak, ale odmówiłem - odparł spokojnie. - Powiedziałem im, że dzisiaj nie da rady i zapisałem już paru na jutro i po jutrze. Wszystko jest wypunktowane w biurze - uśmiechnął się do niego, przeciągając lekko. - Idę z Kiara na spacer - rzucił do swojego ojca.
- A obiad? - zapytał go mężczyzna.
- Nie jestem głodny - Ryu uśmiechnął się lekko. - Zjem potem - obiecał jeszcze, wpuszczając swoją psinę do domu.

Unknown pisze...

Chłopak miał na końcu języka odpowiedź, że i owszem wolałby iść sam, ale ugryzł się w końcu w język i potrząsnął głową odpowiadając Junowi uśmiechem.
- Możesz iść z nami - zgodził się w końcu, biorąc tym razem Kiarę na smycz. Pogłaskał ją po łebku i w milczeniu ruszył uliczkami Yukan. Tym razem nie zamierzał iść na plażę. Wybrał zupełnie inną drogę, poprzez pola zielonej herbaty aż na polankę, którą przecinała struga nieskazitelnie czystej wody. Dopiero wtedy puścił Kiarę wolno, samemu siadając na jednym z głazów i zamaczając nogi w wodzie. Spojrzał na bezchmurne niebo i uśmiechnął się znów. - Dzisiaj jest idealna pogoda do surfowania - oznajmił. - Fale dość duże, wietrznie jest... i świeci słonko, więc i wyschnąć szybko się da.

Unknown pisze...

Ryu przez chwilę bawił się wodą rozchlapując ją na wszystkie strony nogami, po czym spojrzał na Juna.
- Nie chcę o tym rozmawiać - powiedział spokojnie, aczkolwiek stanowczo. - Nie umiem o tym rozmawiać. Boli, ok i szybko nie przestanie, ale sobie poradzę. Wiesz jestem mistrzem w pokonywaniu bólu serca - mruknął jeszcze, mimowolnie chichocząc pod nosem, wstając i przechodząc nieco dalej, żeby już Jun go tym nie męczył. No bo przecież kto jak nie on pozbierał się po wiadomości, że nie ma dla niego ratunku. Kto wytrzymał te wszystkie operacje, godziny niepewności? To też bolało. Bolało mocniej niż ktokolwiek mógł to sobie wyobrazić, a jednak był na tyle silny żeby nie załamać się pod ciężarem tak wielkiego żalu i na dodatek pomóc swojej rodzinie to przetrwać.
- Nie rozśmieszaj mnie - spojrzał na Juna, kładąc się na trawie. - Nie takie coś pokonałem. Nie potrzebuje pomocy, potrzebuje tylko trochę czasu, to wszystko - mruknął, po czym przytulił się do Kiary, pozwalając jej polizać się po policzku. - Mały śmierdziuch - pokazał jej język z uśmiechem, łapiąc psa za ucho i tarmosząc go za nie.

Unknown pisze...

- Właśnie to nie jest sposób - Ryu podniósł się na łokciach by uważnie zlustrować spojrzeniem mężczyznę. - Zapomnieć się nie da - dał mu do zrozumienia, że to jak walka z wiatrakami. Wstał z miejsca i podszedł do Juna, siadając mu okrakiem na kolanach, przodem do niego. - Z tym trzeba po prostu nauczyć się żyć - położył dłoń na jego sercu, patrząc mężczyźnie prosto w oczy. - Bo inaczej będzie cię to ścigało do końca życia - uśmiechnął się słabo, przytulając się zaraz do niego i wsłuchując w bicie jego serca. - A tego chyba nie chcesz, co nie?

Unknown pisze...

- Może właśnie tego ci brakuje. Rozklej się - rozkazał mu chłopak, pstrykając go zaraz w nos. - Nic mi nie jest, nie musiałeś go lać... bo tak naprawdę to nic nie dało - przypomniał cierpko. Tyle że Jun wyładował na facecie frustrację i to właściwie za swojego ojca a nie za sytuację Ryu. - Może powinieneś porozmawiać z Ayą... no wiesz jest terapeutką i tak dalej. Nie jest taka zła - wzruszył ramionami. On na szczęście nie miał z nią jeszcze w ten sposób do czynienia. Wystarczyło, że próbowała.

Unknown pisze...

- Niby jak pomogło? Wyjaśnij mi bo tego zrozumieć nie potrafię - westchnął ciężko Ryu, wstając wreszcie i ubierając buty. Trochę już zaburczało mu w brzuchu więc uznał, że czas wrócić do domu i sprawdzić czy tata i jego bulgocący wywar wciąż żyją. - On cierpiał, zgoda... ale jakoś mi to wcale nie pomogło - uśmiechnął się do niego, zaraz wołając Kiarę. - W ogóle - powtórzył zaciskając na chwilę wargi w cienką linię. - Więc nie rozumiem w czym to miało pomóc - przyznał szczerze.

Unknown pisze...

Ryu potarł sobie skronie, żeby się uspokoić i nie szczeknąć na Juna. Wszystko go tego dnia irytowało, więc nic dziwnego, że coś mogło jednak mu pójść nie tak. Uśmiechnął się jednak do słońca i odetchnął głęboko wracając do domu. Ku swojemu zdziwieniu zobaczył na ulicy Keia. Podbiegł do niego tylko i uniósł lekko brew.
- A ty co? Sam siebie ze szpitala wypisałeś? - zagadnął go wesoło.
- Daj mi spokój - burknął na niego Kei. - Nic mi takiego nie jest! - fuknął, obejmując brata ramieniem. - Ale pomóc mi dojść to możesz...

Unknown pisze...

- Mam w nosie szpital - Kei puścił oczko do Juna, mocniej uwieszając się na Ryu. Chłopak zacisnął zęby prostując się.
- Za dużo hamburgerów - zarzucił bratu, na co Kei od razu się wyprostował i westchnął ciężko.
- Nudno w tym szpitalu było, więc się wypisałem na własną prośbę - potwierdził. - Co na obiad? - zapytał Ryu.
- Tata gotuje - wymamrotał chłopak.
- O cholera... chyba wróce na obiadki do szpitala - jęknął Kei. - Jun...ty nie wiesz co to będzie... lepiej idź zjeść na mieście - poradził mu.

Unknown pisze...

- Jak nikt się nie pojawi to tacie będzie przykro - wyjaśnił swobodnie Ryu, a Kei mu przytaknął. Odetchnął głęboko i skinął głową.
- No dobra, raz się żyje. Ach ta adrenalina - wzdrygnął się na myśl dania ojca. Ryu przepuścił go w progu idąc od razu do salonu, gdzie ojciec z uśmiechem na twarzy nałożył już na dwa talerze jego danie. Nie zachęcały wyglądem, toteż Ryu z lekką niepewnością zanurzył łyżkę w gulaszu. Posmakował i spojrzał na tatę zaskoczony.
- To jest nawet zjadliwe - pochwalił go.

Mara_Jade pisze...

[Ohayou! Wanna dance?]

Unknown pisze...

Ryu zaczął się niepokoić o Juna dopiero koło 20. W końcu mężczyzna raczej nie często na tak długo znikał. Kluczyki od samochodu Juna kusiły go...i mając teraz okazję postanowił wypróbować jego jeepa. Wsiadł więc za kółko i swobodnie odpalił silnik. Zapiął jeszcze pasy i ruszył w stronę miasta, tym razem obierając główną drogę. Rozglądał się po drodze za Junem. Tym razem udało mu się dojechać do miasta szczęśliwie, bez żadnych nieoczekiwanych wypadków. Nie odnalazł Juna w mieście, więc zaczął powoli wracać, przystając jednak przy barze dango gdzie zauważył motor mężczyzny. Zamknął samochód i począł go szukać. Zobaczył go dopiero po kwadransie, zakrwawionego. Walczył twardo ale przeciwników było za wiele. Chłopak obserwował walkę chwilę, po czym odetchnął głęboko wybierając numer policji.
- Halo! - krzyknął zwracając na siebie uwagę. - Gliny już jadą, więc dla własnego dobra zostawiłbym to w spokoju - pomachał mi telefonem.

Mara_Jade pisze...

[dlaczego mnie to nie dziwi :P jakieś powiązania, czy lecimy na żywioł?]

Tomohisa z satysfakcją zamknął piekarnię i odetchnął z ulgą. Kolejny dzień zakończony sukcesem. Nie zawalił. Wszystko było na czas, większość produktów została wyprzedana. Wyciągnął papierosy i wyszedł na spacer. Zapalił jednego ruszając ciemną już ulicą. Po kilkunastu minutach drogi, światła reflektorów go oślepiły. Zmrużył oczy, w ostatniej chwili odskakując przed jadącym motocyklistą.
- Zwariowałeś?! - krzyknął za mężczyzną nieźle wystraszony. Przez chwilę ciężko oddychał. - Zabije człowieka na prostej drodze, po prostu świetnie.

Unknown pisze...

- Właśnie widzę jak sobie radzisz! - krzyknął na niego, odpychając jednego z napastników i uderzając go pięścią w podbródek. - Co tu robię?! Ratuję ci skórę! - fuknął na niego dysząc ciężko. Nadepnął kolejnemu z napastników na stopę, wymierzając mu kopniaka między nogi. - Mówiłem wam, że zaraz będą tu gliny i nie żartowałem! - warknął na mężczyzn po czym spojrzał na Juna i uderzył go pięścią w brzuch. - Przestań się o mnie martwić, kiedy sam potrzebujesz pomocy! I nie wymądrzaj się tak - fuknął na niego. - Wziąłem twój wóz bo sie o ciebie martwiłem, debilu. Chyba jednak nie miałem o co - uniknął jednego z ciosów i odsunął się z pola bitwy. - Proszę bardzo, radź sobie dalej - wrócił do samochodu, tym razem na poważnie wykręcając numer na policję.

Mara_Jade pisze...

[może być, senpai xDDD]

Tomo wywrócił oczyma, zapalając kolejną fajkę. Zasłonił zaraz oczy dłonią patrząc na mężczyznę wyczekująco.
- Wypadałoby zgasić reflektory jak już grzecznie tu stoisz - zauważył dość chłodno, nie komentując już swojego ubioru. Może było w tym trochę racji. Mógł bardziej uważać, ale co z tego. Nie każdy musiał mieć zawsze znakomity humor. - Uważaj bardziej na drodze, to może nie nabawisz się kolejnego trupa - rzucił już nieco spokojniej, zaciągając się nikotyną. - Dziękuję - mruknął, gdy reflektory zostały wreszcie wyłączone.

Unknown pisze...

Ryu zablokował drzwi, żeby Jun nie mógł się dostać do środka. Włożył kluczyki do stacyjki i odpalił silnik odkładając telefon komórkowy do schowka. Spojrzał na mężczyznę za szybą i po kilku minutach opuścił trochę szybę.
- Słucham - zapytał go tylko, świdrując go spojrzeniem. - Chciałeś coś? - uniósł lekko brew. - Podwieźć cię gdzieś? - zapytał dając do zrozumienia, że nie zamierza zamieniać się z nim miejscami. Zapiął pasy, czekając na decyzję mężczyzny. Równie dobrze mógł wybrać powrót motorem.

Mara_Jade pisze...

[no dlatego senpai bo Twój jest starszy, hallo przeczytałem Twoją kartę :P wiem ile masz lat xD]

Kurosagi wzruszył lekko ramionami. Niby skąd miał wiedzieć, czy już się nie spotkali. Tyle ludzi mu się przewinęło przed oczyma, że z całą pewnością nie musiał go kojarzyć.
- Możliwe - odparł w końcu, wyrzucając papierosa i zbliżając się do mężczyzny. - Jeśli nie jesteś miejscowy, a na takiego nie wyglądasz, to spotkaliśmy się w Tokio - odparł nieco pogodniej. - Wybacz mi, ale nie mam pamięci do twarzy - przyznał szczerze. - Kurosagi Tomohisa - przedstawił się podając dłoń do mężczyzny. - Prowadzę tutejszą piekarnię. Masz ochotę na ciepłe bułki? Jeszcze parę powinno się ostać - zaproponował od tak sobie.

Unknown pisze...

- Ach tak, więc to ja się wydurniam?! - otworzył mu bagażnik, rozpinając pasy by mu pomóc. - Och no wybacz, ale to nie ja rozpoczynam beznadziejne walki - warknął na niego. - To nie ja nie umiem powiedzieć sobie dość - pomógł mu z motorem i zatrzasnął bagażnik. - Do samochodu - rozkazał, a gdy Jun posłusznie wsiadł na miejsce pasażera, wyciągnął apteczkę pierwszej pomocy i obmył krwawiące miejsce, opatrując je zaraz. - A co mnie obchodzi mój ojciec, niech sobie myśli co chce - żachnął się. - To o ciebie się martwię kretynie - spojrzał na niego chłodno, wracając na miejsce kierowcy. Odpalił silnik, zapalił światła i ruszył z miejsca, wyprowadzając samochód na główną drogę. Przyspieszył natychmiast żeby nie być zawalidrogą. - Zrób mi jeszcze jeden wykład - ostrzegł go. - To nie ja tu wyprawiam głupoty, tylko pewien 27latek. O ile jeszcze mi to przystoi bo jestem nastolatkiem, dzieciakiem, to u ciebie to już wstyd i hańba.

Mara_Jade pisze...

[ no jak na razie to nie są dłuższe komentarze xD liczę na większy szał ciał :P Ryu cię chwaliła :PP]

- Ach no tak, sprowadziłem tu mordercę. Pamiętam...marudziłeś mi że chcesz zwiać z Tokio... - usiadł za Junem, trzymając się siodełka z tyłu. - Prosto do końca ulicy i w lewo, do końca ulicy i przy polu zielonej herbaty będzie piekarnia. Tam się zatrzymaj, bo to tam - poradził mu. - No i jak już kogoś zapraszam to nie oczekuję, że mi za to zapłaci - burknął niezadowolony, że się go o coś takiego posądziło. - Jun... - spróbował sobie przypomnieć coś więcej. - Aaa! Wiem! - wyszczerzył się wreszcie. - To ty mnie instruowałeś jak szyć, żeby za dużyć śladów nie zostawić. Opanowałem to do perfekcji - mruknął w końcu, w myślach dodając że i tak do niczego mu się to nie przydało. Skończył jako piekarz o ironio losu.

Unknown pisze...

- I może będzie miał rację. Po tym co dziś zrobiłeś... - rzucił cicho Ryu, któremu się ta opcja wcale nie podobała. - Źle oceniasz mojego ojca. Jest przewrażliwiony to fakt, ale tylko wtedy kiedy chodzi o moje zdrowie - mruknął, spoglądając na opatrzoną przez siebie ranę Juna. - Kei poprawi - powtórzył, ale mimo wszystko był zadowolony z opatrunku. Praktyka nie poszła na marne. Kei będzie z niego dumny. - To co że nazwał cię lalusiem i pedałem? - zapytał go zaraz. - To trzeba było mu pokazać, że jesteś gburem i narobić sobie tu wrogów, tak? - uniósł lekko brew. - Jun... - odetchnął głęboko. - Czasem mnie zadziwiasz - roześmiał się, włączając muzykę i poprawiając sobie lusterko, zwolnił kiedy zaczął wjeżdżać do miasteczka.

Mara_Jade pisze...

[sorry że się Tomo tak bezceremonialnie mu ładuje na motor xD tak już ma :P]

Założył kask, choć niechętnie. Wolałby poczuć wiatr we włosach, ale uznał że nie będzie marudził. Nie odpowiedział mu dopóki nie dojechali na miejsce. Oddał mu wówczas kask i otworzył główne wejście do piekarni. Zebrał ze sobą kilka bułek i poprowadził Juna przez zaplecze na górę. Ściągnął buty zapalając światło w swoim mieszkanku. - Rozgość się, wybacz za bałagan - ostrzegł go. Wcale nie miał znowu aż tak wielkiego bałaganu. Od mnóstwo wycinków z gazet o nieudanych sekcjach zwłok i sprawach, w których lekarze sądowi po prostu nawalili. Sprzątnął je zaraz ze stołu, odkładając na biurko. Ustawił też gitarę i swoje pożal się boże teksty.
- Herbatę wypijesz? - upewnił się wstawiając wodę na herbatę i kładąc na talerzach bułki. Położył je na stole wraz z masłem i serem i kilkoma rodzajami szynki. - Częstuj się - włączył cicho muzykę. - Ano ne... mój ojciec zmarł pół roku temu - odparł wracając do tematu dlaczego też marnuje swój temat. - Ktoś musiał przejąć rodzinny biznes. Padło na mnie - uśmiechnął się lekko. - Także...jakbyś kiedyś miał za dużo roboty i potrzebował pomocy, możesz dzwonić.

Unknown pisze...

- Twój samochód lepiej się prowadzi niż Keia - usprawiedliwił się Ryu wyciągając kluczyki ze stacyjki i odpinając pasy. Wyszedł z samochodu wprost na swojego ojca, który na szczególnie zadowolonego nie wyglądał.
- Czyś ty do końca postradał zmysły?! Co ja ci mówiłem o prowadzeniu samochodu?! - krzyknął na syna łapiąc go za nadgarstek i prowadząc za sobą do domu. Zatrzasnął za nimi biuro i popchnął Ryu na fotel, samemu stając przed nim ze skrzyżowanymi rękoma na piersiach. - Słucham, co masz na swoje usprawiedliwienie? - zapytał go sycząc ze złości.
- Wkurzasz mnie - mruknął cicho Ryu, po czym spojrzał ojcu prosto w oczy. - Trzęsiesz się nade mną jak nad jakimś jajkiem! - warknął na niego. - Samochód nie wymaga ode mnie szczególnej aktywności fizycznej! Nic mi się nie stanie! - wrzasnął na ojca.
- Jesteś nieodpowiedzialnym smarkaczem! - fuknął na niego Toma. - Myślałem, że masz więcej rozumu w głowie - potrząsnął synem. - Nie masz prawa jazdy to raz! Dwa, kradniesz czyjś samochód! I trzy! Wyjeżdżasz bez uprzedzenia nikogo! - wrzasnął na niego. - Doszczętnie ci odbiło przez ten tydzień co mnie nie było!
- Może wreszcie przejrzałem na oczy i uznałem, że za mocno się nade mną roztkliwiasz?! - zaproponował chłodno Ryu, za co dostał od ojca w twarz. Dotknął policzka i zaraz potem spojrzał na ojca z wyrzutem. - To teraz zaczniesz nas dyscyplinować siłą? Brawo - mruknął z pogardą.
- Przepraszam - westchnął Toma. - Martwię się o ciebie! Zrozum to wreszcie!
***
Kei stanął przy drzwiach i kiedy zobaczył Juna, pociągnął go do salonu, gdzie zajął się jego ranami.
- Nie wchodź tam - poradził mu tylko opatrując mu nogę. - Przebież się w czyste ciuchy i nie pokazuj się w takim stanie ojcu - mruknął jeszcze robiąc mu herbatę. - Co ci dziś odbija? Chcesz pogadać? - zaproponował zaraz.

Mara_Jade pisze...

- No weź... ciuchy na podłodze sie nie walają, odkurzam co trzy dni. Nie marudź - rzucił w niego ręcznikiem kuchennym. - Mam zieloną, zieloną z wanilią i zieloną z mango... oraz miętową - wymienił herbaty jakie ma przy sobie. Potrząsnął przecząco głową. - Nie balsamowałeś. Został skremowany - wyjaśnił. Jego matka była raczej tradycjonalistką. Wolała spalić niż bawić się w balsamowanie. Nie pozwoliła mu nawet na pożegnanie z ojcem. Zabrała ze soba jego prochy. Zacisnął szczęki, ale zaraz oderzucił od siebie te myśli. Postawił przed Junem różne rodzaje herbat i kubek. Do dzbanka nalał wrzącej wody i go stawiając na stół. - Częstuj się - przysiadł na fotelu. - Wiem, że nie ma - uśmiechnął się lekko Tomo. - Ale nikt nie wie, że mają jednego pod nosem - dodał po chwili, nie do końca będąc pewny czy chce żeby wiedzieli. - Wiesz ja... - odetchnął głęboko. - Nie wiem jeszcze co chcę robić w życiu, a praca w piekarni pochłania większość mojego czasu - przyznał. No i musiałby jeszcze dodać, że jakby chciał być lekarzem sądowym musiałby współpracować z policją...a to znaczyło codzienne dojazdy do miasteczka obok. Wzdrygnął się na samą myśl.

Unknown pisze...

Kei zacisnął nieco pięści i skinął głową. Nie będzie nikomu o tym mówił. Zamiast tego objął Juna lekko, gładząc go po ramieniu.
- Płacz jeśli chcesz - poradził mu. - To najlepszy sposób na oczyszczenie się. Na oczyszczenie głowy - uśmiechnął się krzywo. - Ryu też w końcu pęknie. On tylko nie lubi płakać przy kimś...woli żeby wszyscy myśleli że wszystko jest w porządku - dodał. Znał swojego brata już na tyle. Zresztą nie raz łapał go w sali szpitalnej na płaczu.
***
- Ja się po prostu o was martwię - szepnął ojciec patrząc Ryu prosto w oczy. - Zrozum - szepnął, wciąż mocno zaciskając ręce na jego ramionach. - Nie wolno ci jeździć samochodem. To dla twojego dobra. Rower też powinienem ci zakazać - przyznał po chwili.
- Najlepiej to zamknij mnie w moim pokoju i z niego nie wypuszczaj - poradził mu Ryu, czując piekące łzy na policzkach. - A jak się tak o nas martwisz to się zainteresuj tym co czujemy - jęknął odpychając od siebie ojca i wychodząc z biura. Trzasnął za sobą drzwiami. Wszedł nieopacznie do salonu całkowicie się trzęsąc od długo hamowanego płaczu. - Cholera - jęknął widząc tam Keia i Juna. Kei puścił Juna i automatycznie podszedł do brata mocno go do siebie przyciągając i przytulając.
- Płacz - poradził mu, a właściwie rozkazał. Ryu potrząsnął przecząco głową, ale nie starczyło mu siły na dłuższe oponowanie. Rozpłakał się w ramionach brata. - Potrzebujesz odpoczynku... oboje go potrzebujecie - Kei pogłaskał brata po głowie. - Co powiesz na tydzień w kioto? - zaproponował mu.

Mara_Jade pisze...

- Uważam, że większy porządek jest mi zbędny - przyznał spokojnie Tomo. - Uhm... to nie była moja decyzja. Matka go skremowała - uśmiechnął się lekko. - Nawet nie byłem na jego pogrzebie. Poinformowała mnie tylko, że mam przyjechać, bo ojciec nie żyje i ktoś musi zająć się piekarnią - przyznał szczerze, podchodząc do biurka i teraz segregując na nim papiery. Tego właśnie w Junie nie znosił zawsze wprawiał go w wyrzuty sumienia. Powkładał wszystkie wycinki z gazet do segregatora, a swoje piosenki do teczki, które to znowu postawił na odpowiedniej półce.
- Mam swoje powody dla których nie pracuje w zawodzie - powiedział w końcu. Nie mógł sobie pozwolić na ciągłą panikę w samochodach, a ta by mu towarzyszyła z całą pewnością. - Dlatego jeśli będziesz potrzebował pomocy, to daj znać... ale póki co zostaję przy piekarni - uśmiechnął się lekko nalewając Junowi zielonej herbaty, a sobie biorąc tą z mango.

Unknown pisze...

- Nic mi nie jest - wymamrotał Ryu, nadal nie odsuwając sie od brata i przełykając gorzkie łzy. - Ja też krzyczałem na ojca, oboje krzyczeliśmy - zauważył cicho, czując że zaczyna odpływać. Był tym wszystkim zmęczony. Nogi zrobiły mu się ciężkie i chwilę później zawisł w ramionach brata nieprzytomny. Kei skrzywił się, biorąc go na ręce.
- Eh... jeden nogę sobie załatwił, drugi bark - tu myślał o sobie. - A trzeci postanowił że sobie straci przytomność - pstryknął Ryu w nos. - Zaniosę go do łóżka. Jutro porozmawiamy - zaproponował Junowi. - Odpocznij dzisiaj.

Mara_Jade pisze...

[te senpai... Tomo będzie go traktował jak brata... hm albo tak traktował go w Tokio ^^" wiesz przyjechał taki kolo z wiochy i ktoś go musiał w świat miasta wprowadzić :P]

- Zgaduję, że mieszkasz z rodziną Amakusa - stiwerdził zaraz Tomo. Była to jedyna rodzina w tym miasteczku, która zajmowała się zwłokami, a o innym biznesie nie słyszał, więc Jun musiał tam pracować. Taki wniosek nasuwał się sam z siebie. Poczęstował się jedną bułeczką, rozkrajając ją sobie i smarując ją sobie masłem. - Jak ci się podoba na tym wypizdowiu? Zupełnie inny świat niż Tokio, co nie? - uśmiechnął się lekko. DLa niego to nie było nic nowego. - Mieszkasz tu od 2 lat? Zniknąłeś wtedy z Tokio bez pożegnania - przypomniał mu.

Mara_Jade pisze...

[aż tak ci 'senpai' przeszkadza? xD no no :D czyli wsio gra]

- Tak, ta wiocha jest przeklęta - zgodził się z nim Tomohisa. Tyloma zgonami jak w Yukan niewiele miast mogło się poszczycić. A to wszystko dlatego, że samobójcy odnajdywali tu całkowicie bezpieczną drogę do śmierci. Przyjeżdżali z pobliskich miejscowości tylko po to by się tu zabić. Pokręcił przecząco głową. - No tak...i nawet się nie pożegnałeś - wyrzucił mu, a słysząc dzwonek do drzwi zmarszczył brwi. - Kogo teraz niesie... - zastanowił sie przepraszając swojego gościa i otwierając drzwi. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, jego wujek przekroczył próg mieszkania uznając, że ze swoim chrześniakiem w progu nie będzie rozmawiał. Tomo westchnął ciężko, wpuszczając go do środka.
- Ej, ej... ale but... - umilkł widząc piorunujące spojrzenie mężczyzny. - Mam dzisiaj gościa, więc streszczaj się - zamknął drzwi za burmistrzem. - Jun to mój wuj... - westchnął ciężko niezbyt z tego faktu zadowolony.
- O, pan balsamista - burmistrz zaszczycił mężczyznę chłodnym spojrzeniem rozsiadając się na miejscu Tomo. - Kawę - zarządał. Kurosagi westchnął ciężko ale nie sprzeciwił się. Zaparzył mu kawę i postawił przed nim, po czym usiadł obok Juna na kanapie.
- Słucham - spojrzał na zegarek. Nie w smak mu były te odwiedziny. Z całą pewnością znów w coś zostanie wrobiony i nie będzie mógł odmówić.
- Jutro chciałbym żebyś pojawił się na obradach miasta - wyjaśnił mężczyzna. - Pojedziemy do Mitsuo - dodał po chwili wymieniając nazwę pobliskiego miasta.
- Nigdzie nie jadę - zaprzeczył szybko Tomo, którego oblał zimny pot. - Przepraszam, ale to dla mnie nie wykonalne. Jestem zmuszony odmówić - dodał po chwili nieco spokojniej.
- Nie jesteś już dzieckiem. Pan balsamista też może przyjść. Właściwie to byłoby to wskazane - uśmiechnął się do Juna, chcąc go wplątać w polityczne potyczki. - Przedstawie pana wszystkim ważnym personom.

Mara_Jade pisze...

[no dobra, ale jak zwracam się jak Tomo do Juna to senpai xD]

Burmistrz nie zraził się tym chłodem. Wręcz przeciwnie był nim zachwycony. Upił porządny łyk kawy, dobierając się do bułeczek.
- Ależ to się wspaniale składa. Przydałby ci się dzień wolnego - zauważył swobodnie. - Czyli mogę się cię spodziewać na jutrzejszym spotkaniu, jeśli nie chcesz by firma Amakusy upadła, prawda? - uniósł lekko brew, a Tomo wypuścił powietrze z płuc.
- Dobra, pojadę - żachnął się. - Tylko go nie wciągaj w swoje polityczne gierki - burknął do swojego wuja.
- Och ty i tak pojedziesz, to nie ulegało wątpliwościom, ale teraz rozmawiam z twoim przyjacielem - uciął mężczyzna. - To jak będzie? Myślę, że się dogadamy. Nie chcesz chyba, żeby Amakusie zabrakło pieniędzy na leczenie jego syna, prawda? - uśmiechnął się szyderczo. - W takim wypadku widzimy się jutro o 10 na radzie miasta - zatarł ręce z uciechy, wgryzając się w bułeczkę. - No, no... coraz lepsze ci wychodzą. Wprawiasz się - pochwalił swojego chrześniaka. Dopił swoją kawę i wyszedł z mieszkania. Tomo pomasował swoje skronie.
- Przepraszam - bąknął. Niechcący wciągnął Juna w te wszystkie polityczne bzdury. - Postaram się jakoś ciebie z tego wykaraskać - obiecał szybko.

Mara_Jade pisze...

[nie czytałem regulaminu :P mam vipowskie względy xD]

Tomohisa nic mu nie odpowiedział, sprzątnął tylko rozlaną herbatę i zmył podłogę po ubłoconych butach burmistrza. Wolał to zrobić już teraz, póki błotko nie zeschło. Umył ręce wracając na fotel.
- Ja też się na niej nie znam - przyznał szczerze. - On tylko potrzebuje 'poparcia' młodych. Wiesz, że niby młodzi mieszkańcy wioski go wspierają - wypluł z pogardą. - Poza tym te całe spotkania to głównie bankiety - wzdrygnął się. - I to jeszcze w innymi miasteczku. Pół godziny drogi stąd samochodem... - na samą myśl trochę pobladł na twarzy i żeby to zatuszować, wgryzł się w bułeczkę i zaczął ją szybko przeżuwać. - Przepraszam, że cię w to wciągnąłem - powtórzył.

Unknown pisze...

Ryu tym razem nie wstał rano. Wylegiwał się w łóżku do południa. Dopóki Kei nie przyszedł do niego z bułką i lekami. Uśmiechnął się do brata siadając wreszcie.
- Pokaż mi się - Kei przyłożył dłoń do czoła Ryu i zagwizdał. - Ty się tak nie denerwuj i nie stresuj - poradził mu. - Lekko podwyższona, nic ci nie będzie - poklepał go po policzku podając leki. Chłopak posłusznie wszystko wypił i zagryzł bułką. - To jak? Wakacje w Kioto? Mam dla was pokój u mnie w mieszkaniu - uśmiechnął się do niego. Ryu skinął lekko głową.
- Dobrze - uśmiechnął się lekko, na co Kei przytulił go mocno do siebie. - Dziękuję - szepnął mu do ucha.
- Za co? - zdziwił się mężczyzna, ale Ryu tylko potrząsnął głową i obdarzył go nieco bardziej promiennym uśmiechem.

Mara_Jade pisze...

- Oszalałeś. Nawet mi się nie waż ubierać garniaka - ostrzegł go. - Nie rob z siebie nudnego polityka...poza tym ja garniaka nie mam - odchrząknął. Jego ostatni został w Tokio i nie zamierzał wracać. - Nie nic, wszystko gra - skłamał gładko, dopijając swoją herbatę. Bo przecież mu nie powie, że boi się nawet przebywać w stojącym samochodzie, a co dopiero w jadącym, bo go Jun wyśmieje. - Nie przepraszaj, nic się nie stało - dodał zaraz ze śmiechem. - Zawsze byłeś wybuchowy - przypomniał mu. - No to co? Widzimy się jutro? - westchnął ciężko. - Przed domem burmistrza - skrzywił się lekko.

Unknown pisze...

- Siadaj - rzucił do niego ostro Kei, popychając Juna na fotel i podstawiając pufę obok. Postukał pufę palcem każąc mu położyć na niej nogę. - No i masz za swoje - pogroził palcem przed oczyma Juna. Ryu uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Nie nic, wiesz przeżywam bunt dorastania - pokazał język Junowi. - Trochę spóźniony ale w fazie rozwiniętej - roześmiał się serdecznie. - I mam trochę podwyższoną temperaturę - przyznał po chwili. - Ale Kei zawyrokował że nic mi nie będzie. Jedziemy do Kioto... - pstryknął palcami.

Mara_Jade pisze...

- Na pewno - uśmiechnął się lekko. - Ja po prostu wolę spacery od samochodów i środków komunikacji - przyznał i tym razem nie skłamał. - Są dobre dla zdrowia i zachowania formy - dodał z nieco większym uśmiechem. - Nie wyganiam - zaśmiał się. - Ja po prostu muszę wstać o 4 rano żeby wszystko tu rozkręcić i poinstruować pracowników na cały dzień skoro mnie nie będzie. Muszę też zastanowić się komu powierzyć zamknięcie piekarni, a to nie takie łatwe - przyznał. - Nikt nie lubi zostawać po godzinach - skrzywił się, zakładając buty z zamiarem odprowadzenia Juna do jego motoru. - Weźmiesz swój samochód? - zapytał go zaraz. - Czy będziesz chciał się tłuc z moim wujem...

Mara_Jade pisze...

[em... co to jest ramoneska? ^^"]

Tomohisa niespecjalnie spieszył się na to całe spotkanie. Ubrany w jedne ze swoich ulubionych jeansów (tym razem bez dziur, bo przecież te nie nadawały się na bankiet, trochę pozorów trzeba było stworzyć) oraz białą koszulkę, na którą narzucił granatową koszulę w kratę udał się przed mieszkanie burmistrza. Był nieco przed dziesiątą, ale Jun już stał wraz ze swoim pojazdem.
- Hej - przywitał się z nim, czekając na wuja. - Nie będzie zadowolony z twojego pomysłu - spojrzał na jego motor z niewyobrażalną ulgą. Może przeżyje ten wyjazd.

Mara_Jade pisze...

[serio... zbyt wysublimowane słownictwo jak dla prostego człowieczka jakim jestem :P]

Tomohisa już miał mu przytaknąć i powiedzieć że z chęcią z nim pojedzie, kiedy jego wuj spojrzał krytycznym wzrokiem na pojazd przygotowany przez Juna.
- Moi drodzy polityka to są poważne sprawy. Może wam się tak nie wydawać, ale jednak musicie mi w tym wypadku zaufać - odchrząknął. - Weźmiemy moją limuzynę. Możesz zaparkować w garażu - ocenił pogodę. - Poza tym dzisiaj zapowiadano ulewy. Lepiej żeby was nie zmoczyło - uśmiechnął się do nich, ale jego głos nie pozostawiał wątpliwości. Każdy sprzeciw zostanie zgnębiony.

Unknown pisze...

- A nie ma tu nikogo, kto mógłby cię zastąpić? - zaproponował Kei oglądając jego nogę. Podrapał sie po głowie i mrucząc pod nosem zaraz wracam wyszedł z pokoju, by zaraz wrócić z całą swoją torba lekarską. - No skarbie tak czy siak, swojej pracy byś nie wykonywał - poklepał go po nodze, rozpoczynając odkażanie nogi. Ryu skrzywił się na ten widok. Nie, on lekarzem raczej nie zostanie.
- Wiesz...ominęło mnie zbuntowanie wcześniej, to czas najwyższy żeby to zrobić teraz - uśmiechnął się lekko do Juna. - I właśnie...nie może cię ktoś zastąpić? Ja wiem...jesteś najlepszym balsamistą, ale może ktoś kiepściejszy?

Mara_Jade pisze...

[serio? o_O ale ja znam tylko określenia kurtka...]

Burmistrz zgrzytnął zębami podchodząc do Juna.
- Nie pogrywaj sobie ze mną, mogę cię zniszczyć w każdej chwili - zauważył chłodno. - Możemy ewentualnie zapakować twoją zabaweczkę do bagażnika - rzucił machinalnie. Tomo odetchnął głęboko.
- Nie chciałbym was pospieszać, ale im dłużej będziemy się kłócić o to czym pojedziemy, tym później będziemy na bankiecie. A chyba nie byłoby mądrym posunięciem by burmistrz się na niego spóźnił, czyż nie? - uniósł lekko brew dając do zrozumienia swojemu wujowi, że ta dyskusja jest niepotrzebna. Mężczyzna obrzucił swojego chrześniaka nienawistnym spojrzeniem i wezwał swojego kierowcę.
- Wsiadać - rozkazał im, nie znoszącym sprzeciwu głosem. Tomohisa zacisnął wargi nie ruszając się jeszcze z miejsca. Naprawdę wolałby pojechać motorem. - No już - warknął burmistrz łamiąc tym samym Tomo. Chłopak niechętnie podszedł do limuzyny wchodząc do środka. Obiecał sobie, że wróci pieszo.

Unknown pisze...

- Kurosagi? - Kei z niemalże sadystyczną satysfakcją przycisnął jeszcze raz mocniej wacik do rany, napawając się jękami Juna. - Przepraszam - dodał chichocząc pod nosem. Zabandażował mu nogę. - To on coś takiego umie? - zdziwił się. W końcu Tomohisa był jego kumplem z klasy, ale potem ich drogi się rozeszły.
- Ojciec raczej nie pozwoli zamknąć zakładu - odparł Ryu. - Wiesz kasa przejdzie mu koło nosa, a przecież musi tyle osób wykarmić - zauważył wstając z łóżka i muskając usta Juna. - To musisz nadrobić wakacje - uśmiechnął się do niego.

Mara_Jade pisze...

[wiesz interesuje się rockiem, ale nie do tego stopnia :P ]

Gdy tylko zajechali pod odpowiedni budynek Tomohisa był pierwszym który opuścił samochód, kaszląc i nabierając gwałtownie oddech. Jego wujek zaczął coś do niego mówić, ale chłopak jedynie pokazał mu środkowy palec idąc w stronę trawy, na którą opadł łagodnie. Głowę wsadził między kolana, nabierając głębokie oddechy żeby się uspokoić.
- Wracam pieszo - powiedział sobie. Nie zależnie od tego jak długo ma to trwać nie wsiądzie już do tej przeklętej maszyny. Porąbało go doszczętnie.
- Jesteśmy spóźnieni - oświadczył burmistrz, ale Kurosagi tylko zmierzył go chłodnym spojrzeniem.
- To idź wreszcie, dołącze później - fuknął na niego walcząc z mdłościami.

Unknown pisze...

- Za doprowadzanie mojego brata do złości i płaczu - pacnął go dłonią w głowę. - No to załatwione. Musisz tylko przekonać Tomohisę, że jest tu niezbędny - Kei skończył opatrunek i jeszcze raz poklepał Juna po głowie. - Dzisiaj siedzisz z tyłkiem i się nie ruszasz - poradził mu.
- Załatwię ci kule - roześmiał się Ryu. Nie byłoby to dla niego żadnym wyzwaniem. Wystarczyło odkurzyć jego stare i dostosować do wielkości Juna. - Mhm jesteś na mojej łasce dzisiaj - ucałował mężczyznę raz jeszcze. - Przyniosę ci śniadanie.

Mara_Jade pisze...

- Ale jestem upartym idiotą i nie przyznaję się do swoich słabości - Tomo dał się pociągnąć na ten przeklęty bankiet, wciąż nie czując się najlepiej. Odzyskał trochę rezonu dopiero gdy wypił szklankę wody. - Wracam pieszo - powtórzył bardziej do siebie niż Juna, obserwując przeklętych polityków.
- O tutaj są - burmistrz podszedł do nich z wielkim uśmiechem. - Oto nadzieja naszego miasteczka. Jun, nasz wielki balsamista i Tomohisa, lekarz sądowy.
Tomohisa spojrzał na wuja unosząc lekko brew.
- Nie, nie... coś się burmistrzowi pomyliło - sprostował. - Ja tu tylko zarządzał piekarnią - uśmiechnął się lekko. - Ale zapraszam, ugoszczę najlepszymi w Yukan bułkami - dodał zaraz z promiennym uśmiechem, krzyżując plany swojego wuja.

Unknown pisze...

- Nie marudź, słuchaj się lekarza. W przeciwieństwie do ciebie, ja sprawiam by ludzie żyli - przypomniał mu. - Jak mówię, że masz z dupą siedzieć, to masz to zrobić, czy to jasne? - Kei uniósł lekko brew, siadając na łóżku Ryu. Chłopak mu zasalutował.
- Zobaczę co jest w lodówce - odparł do Juna. - I coś wymyślę, żebyś z głodu nie padł - dodał wesoło. - Ale najpierw... - spojrzał na brata i dotknął jego barku. - Czas na zmianę opatrunku - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Dobra... ale ja instruuje - mruknął Kei, dając Ryu wykonać całą robotę.

Mara_Jade pisze...

Burmistrz nie bardzo przejął się ich gadką zaraz przechodząc na inne, jego zdaniem poważniejsze tematy i zostawiając młodzież w spokoju. Tomohisa złapał kolejną szklankę wody i spojrzał na Juna, po czym pokazał mu fajki.
- No to co... ogród? - zaproponował. Nie pierwszy raz był na takim bankiecie i doskonale wiedział jak znikać z oczu politykom, kiedy miał już ich dosyć (czyli od pierwszej minuty). Poprowadził Juna do ogrodu i zajął miejsce na ławce, odpalając fajkę. Poczęstował mężczyznę drugą i postawił szklankę z wodą na ziemi. - Teraz mamy dwie godziny nudów, potem będzie obiad... można zjeść całkiem nieźle, potem będzie narada... a po niej można się rozchodzić.

Unknown pisze...

- Następnym razem jak nie będziesz idiotą dnia poprzedniego będę delikatniejszy - obiecał Kei. - Wiesz to za tą bójkę - puścił do niego oczko, oceniając opatrunek, po czym wywrócił oczyma. - No tak... bo mu dziewczynka na droę wybiegła i zamiast skręcić na drugi pas to wjechał w pole. Miałeś szczęście, że żadne zwierze nie przebiegało drogi - pokazał mu język. - Jestem pewien, że wtedy cali byście nie dojechali.
***
Ryu zdecydował się na zrobienie jajecznego omletu dla obu mężczyzn i dwóch onigiri dla każdego. Do tego herbata i gotowe. Sobie przygotował jedno onigiri i ze wszystkim przyszedł na górę, rozdając śniadanie i samemu biorąc swoje. Wgryzł się w kulkę ryżową od razu, popijając ją jeszcze herbatą.

Mara_Jade pisze...

Tomo wzruszył ramionami, opierając się mocniej o ławeczkę i nieco ziewając. Zaciągnął się papierosem powoli wydmuchując dym w powietrze.
- Możemy się urwać i iść do miasta - zaproponował od niechcenia. - Masz tu już jakieś swoje ulubione miejsca? - zapytał go. - Bo ja bym sobie zjadł sukiyaki - mruknął po chwili. Tak mimo, że obiad za dwie godziny to on już był głodny. Nic nie jadł od wczorajszego wieczoru, a wszystko żeby nie zwymiotować podczas drogi samochodem. - Jun, jak go oceniasz? - zapytał nagle. - Burmistrza, to jest - wyjaśnił zaraz. Chciał poznać czyjąś szczerą opinię na jego temat.

Unknown pisze...

- Ostatnio nie mam coś apetytu - przyznał Ryu uśmiechając się zaraz do Juna. - Ty się ciesz, że w ogóle coś jem a nie... mi tu marudzi - dodał chichocząc pod nosem. Ugryzł dalej swoje onigiri, popijając je znów herbatką. - No to jutro jedziemy do Kioto tak? - upewnił się patrząc na Keia. Mężczyzna skinął lekko głową. - Dobrze... na tydzień lub dwa tak?
- Pewnie, nawet i na miesiąc... albo nie... bo cię w szkole zamordują - uśmiechnął się Kei. - Tylko Ryu...u mnie w domu nie ma udawania. Jak coś jest nie tak to to ładnie mówimy - upomniał brata.
- Wiem, bo Aya stosuje sztuczki psychologiczne w innym wypadku - uśmiechnął się szerzej, siadając jednak Junowi na kolanach.

Mara_Jade pisze...

- Senpai ale ja muszę... - jęknął Kurosagi wstając z ławki i dopijając swoją wodę. Złapał mężczyznę za nadgarstek i pociągnął go za sobą aż do wyjścia z ogrodów. - Wiesz...nic nie jadłem od wieczornej bułki - przyznał szczerze. - Potrzebuje nawet i głupiego batona, albo dango - dodał po chwili. - Prowadź do swojego ulubionego baru - uśmiechnął się szeroko, przetrawiając jego uwagi w głowie. - Mhm...to dlatego ludzie mnie nie znoszą - westchnął przeciągle.

Unknown pisze...

- Rano, bo zanim tam dojedziemy będzie wieczór - odparł Kei. - Jedziemy jednym samochodem, bo z tą nogą to raczej nie poprowadzisz a dla Ryu to za daleko - odparł rzeczowo, patrząc na Ryu stanowczo. Chłopak wywrócił oczyma.
- Przecież bym nawet tego nie zaproponował... nie mam prawa jazdy, jeszcze by nas złapali i co? - ucałował Juna w policzek, przytulając się do niego mocniej. - Onsen? - spojrzał na mężczyznę trochę niepewnie. Miał się rozebrać przed wszystkimi ludźmi? Zacisnął wargi. Spróbować nie zaszkodziło. - No...dobrze - uśmiechnął się w końcu.

Mara_Jade pisze...

- Widziałeś mnie po wyjściu z samochodu? - zapytał mężczyznę w odpowiedzi. - No to właśnie dlatego nie zjadłem śniadania. Żeby ominąć niezręczną sytuację wymiotów - wzruszył lekko ramionami. Ten sposób rzadko kiedy go zawodził. - Mhm... ludzie nie zawsze to rozumieją. Często patrzą na mnie wilkiem, jakbym im zrobił wielką krzywdę, a wuj mi nie pomaga...ciągle mnie aferując w te sprawy polityczne. Chociażby dzisiaj... wystarczy, że zrobią nam potem pare zdjęć i cały Yukan będzie wrzał.

Unknown pisze...

- Dobra... wiecie, że was kocham, ale te ckliwe sceny zachowajcie dla siebie - Kei zebrał naczynia i postanowił że jednak pójdzie do swojej narzeczonej. - Tylko mi brata w tym onsenie nie rozdziewicz...
Ryu wziął poduszkę i rzucił nią w Keia, czerwieniąc się całkowicie. Mężczyzna roześmiał się serdecznie znikając z pola widzenia ich obu.
- No ok...prywatny onsen brzmi lepiej - uśmiechnął się do niego Ryu, wciąż walcząc z rumieńcami.

Mara_Jade pisze...

- To nie choroba lokomocyjna - Tomohisa uznał, że nie będzie mu kłamał. W końcu traktował go jak przyjaciela, żeby nie powiedzieć że brata. Spojrzał zdezorientowany na kelnerkę. - To samo - rzucił odruchowo. Nie był wymagający. Zresztą nie bardzo znał się na dango. Może powinien się czegoś nauczyć? Poszerzył by wtedy ofertę piekarni. - Jezusie... ja tu o biznesie myśle. Nie dobrze ze mną - zaśmiał się.

Unknown pisze...

- Kei cię zamorduje jak mi coś zrobisz - Ryu chwycił Juna za nos i przez chwilę go pościskał, zanim przestał z uśmiechem. - Będzie gorszy niż tata - odruchowo dotknął policzka, który wczoraj został przez ojca uderzony. - Brzmi nieźle - zgodził się z nim. - Ale będziesz też ze mną spacerował po Kyoto? - zapytał go zaraz, bo nie zamierzał spędzać dni w mieszkaniu brata.

Mara_Jade pisze...

[boze człowieczku... kiedy ty spisz? ^^"]

Tomohisa nie odpowiedział mu najpierw, smakując swoje dango. Przeżuwał je powoli, po czym popił herbatą zanim spojrzał na Juna. Odetchnął głęboko. Rozmowa o tym wcale nie przychodziła mu z łatwością. Zacisnął ręce.
- Zdałem świeżo na prawo jazdy, byłem wtedy młodym szczylem i głupim. Jeszcze przed wyjazdem do Tokio - powiedział w końcu cicho. - Pojechałem z moimi siostrami na jedną z imprez tutaj do miasta - zacisnął wargi. - Wypiłem trochę. Nie zamierzałem prowadzić, ale one mnie do tego namówiły. Twierdziły, że jedno piwo to nic, że jestem już trzeźwy. Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy z powrotem, a potem...obudziłem się w szpitalu - zgrzytnął zębami. - Tyle, że one nie przeżyły - otarł pojedynczą łzę. - Odebrano mi prawo jazdy, ale ono i tak by mi się już nie przydało. Od tamtej pory nie mogę siedzieć w samochodzie, ani nim podróżować. Panikuje. Robi mi się nie dobrze, wspomnienia wracają - przyznał cicho. - Mhm już możesz mną pogardzać i się ze mnie śmiać - włożył do buzi kolejne dango.

Mara_Jade pisze...

[no tak... i 5.30 h ci wystarczyło, szalona baba...]

- Moja Jun - uśmiechnął się krzywo Kurosaki, kończąc swoje dango i sącząc powoli herbatę. - Mogłem im odmówić, ale alkohol uderzył do głowy - zacisnął szczęki, po czym odetchnął głęboko. Mleko się już wylało i nie mógł przecież cofnąć czasu. Pomasował sobie skronie. - Mhm dzięki - uśmiechnął się do niego lekko. - Dostaniesz darmowy karnet na bułki mojego wyrobu w ramach podziękowania - stwierdził, że jakoś go wynagrodzić musi.

Mara_Jade pisze...

[no dobra i tak Ci nie wierze... zreszta to daje 6.30 h niewiele więcej :P]

- Wiem Jun, ale nie łatwo jest przestać się obwiniać, kiedy matka cię za to nienawidzi - mruknął skupiając się teraz na swoim kubku herbaty. Zawołał kelnerkę i zamówił sobie jeszcze raz to samo dango oraz przepis na nie. - Sam dobrze wiesz, że nie jest łatwo nauczyć się żyć z przeszłością - zauważył cicho, dopijając swoją herbatę. - Oj daj spokój, bierz jak ci proponują - dźgnął go palcem w ramie. - Potem przestanę być taki miły i ci cenę podwyższę jeszcze - pokazał mu język.

Mara_Jade pisze...

[dlatego twierdzę, żeś dziwadło xD]

- Dobra nie przerzucajmy się przeszłością - zaproponował żeby już nie opowiadać o swoich nocnych koszmarach. - Każdy jest inny Jun. Nie wiem czy potrafiłbym przetrwać to co ty przeżyłeś - przyznał cicho. - Skoro mam problem po jednorazowym wypadku - uśmiechnął się krzywo, po czym posmakował dango raz jeszcze, a kiedy kelnerka przyniosła mu na nie przepis podziękował jej z wdzięcznością. - Będę miał co robić w domu - zatarł ręce z uciechy, wczytując się w przepis. - Wpadniesz potem na dango? - zapytał Juna.

Unknown pisze...

- Ale Kei lubi się droczyć - uśmiechnął się do Juna całując go czule. - I on nie mówi tego tak na poważnie - poklepał go po głowie. - Kretyn - pokazał mu język, wstając i zabierając swoje rzeczy by pójść do łazienki się ubrać. Wrócił w jeansach i rozpinanej koszuli. - Pomogę ci zejść do salonu. Tam sobie posiedzisz - oznajmił w końcu pomagając Junowi wstać i pokuśtykać na dół. - Skontaktuj się z twoim kumplem - poradził mu sprzątając kuchnię. Kiedy do niej wszedł jego ojciec, Ryu po prostu zignorował jego obecność, pozwalając mu robić co chciał.
- Co ze szkołą? - zapytał go mężczyzna. - Chcesz sobie kłopotów narobić? - złapał go za ramię by spojrzeć synowi w oczy. - Ryu...
- Puść mnie - mruknął tylko chłopak, wyswobadzając się z jego uścisku. - Szkoła nie zając, nie ucieknie.

Unknown pisze...

Toma rozłożył bezradnie ręce i spojrzał na Juna.
- Powiedz mu coś - poprosił go. - Przecież on sobie życie zmarnuje... zachciało mu się buntu - fuknął na syna, zaciskając pięści i wychodząc z kuchni. Usiadł obok Juna. - Chciałbym żeby oni z ciebie brali przykład - przyznał, przez co Ryu wyleciały z rąk garnki i z hukiem spadły na ziemię.
- Ups... - chłopak schylił się po nie i zakrył usta rękoma z trudem powstrzymując śmiech. No tego się nie spodziewał. Miał brać przykład z Juna. No proszę...wdawać się w bójki i palić. Nic dodać nic ująć. Pozbierał garnki i wychylił się znów znad szafek wciąż unikając patrzenia na Juna. Schował garnki do odpowiedniej szafy.

Mara_Jade pisze...

[ależ nie ma za co, przyjemność po mojej stronie xD]

Tomohisa skinął głową. Można i tak, tylko że on raczej by się już po tym nie pozbierał. Dlatego tak cenił Juna, który wydawał mu się silny, choć podejrzewał że w głębi duszy wcale tak nie było.
- Świetnie - ucieszył się, chowając przepis do swojego portfela i zerkając ukradkiem na zegarek. Czas ich naglił. Niedługo bedzie trzeba wrócić na bankiet. Żyć, nie umierać. Dokończył swoje dango i poprosił o rachunek. - Ile masz w tygodniu ciał? - zainteresował się, zmieniając temat. Dla niego było to czymś naturalnym, przejść od dango na zmarłych.

Unknown pisze...

- Gdzie jedziesz? - zapytał go zaraz Toma, bo jemu chodziło o kolejny opuszczony przez Ryu dzień. Nic jeszcze nie wiedział o ich wyjeździe. - Nie uważam żebym przesadzał - dodał po chwili patrząc przed siebie. - Obiecałem jej, że się nimi zajmę. Nie zamierzam teraz nikomu popuścić. Udało mi się wychować Keia... a Hikaru to moja osobista porażka - przyznał szczerze. Nie wiedział co ten dzieciak sobie myśli. Nigdy tego nie rozumiał, a teraz kiedy tak rzadko go widywał nawet nie mógł nad nim sprawować kontroli. - Reiko też wymyka mi się spod kontroli. Nie tak ją wychowałem - mruknął. - Na Aoi i Yuto jeszcze mam trochę wpływu...na szczęście. Może uda mi się ich wyprostować zanim będzie za późno. A Ryu... - spojrzał na syna i westchnął ciężko pocierając skronie. - Już nie wiem co mu po głowie chodzi. Do tej pory nie miałem z tym problemu. Mieszkasz tu już dwa lata, mogłeś spokojnie zaobserwować że wcześniej problemu nie było. Zawsze jakoś się dogadywaliśmy. Oceny ma znośne, ale ostatnio coraz z nimi gorzej - westchnął. - I jeszcze twierdzisz, że nie chce jechać na studia. Tak być nie może - wybuchnął. - Nie chcę żeby skończył tutaj, albo jeszcze gorzej - przyznał szczerze. - W tej wiosce nie ma przyszłości. Wszyscy młodzi z niej uciekają i mają rację - przyznał szczerze.
***
Ryu słuchał do połowy, a potem już mu się znudziło. Postanowił zostawić sprawy dorosłych w spokoju i udał się na spacer z zamiarem wymyślenia czegoś na obiad.

Mara_Jade pisze...

[ no ba :P]

- Mhm przyjdę cię kiedyś odwiedzić. Zobaczyć jak tam tworzysz przy stole - uśmiechnął się lekko, decydując się na taki krok. Czasem mu się nudziło więc była to naturalna reakcja. - A skąd - zaprzeczył ze śmiechem. - Potem mi się trochę oberwie od wuja - dodał zaraz wzruszając ramionami. Zawsze tak było, popadał w jego niełaskę aż do kolejnego bankietu kiedy to go potrzebował. - Nie mam pojęcia... zazwyczaj jest to szwedzki stół z najróżniejszymi rozmaitościami. Wybierasz co chcesz - pokiwał głową i założył ręce za nią, ziewając nieco. Podążył za Junem już nie bawiąc się w ceregiele. Weszli głównym wejściem prosto do głównej sali. Stoły były już zastawione. Burmistrz obrzucił ich przelotnym spojrzeniem, ale nie zbliżył się dając im wolną rękę. Tomo swoim zwyczajem wziął szklankę zimnej wody i przez chwilę zastanawiał sie co sobie nałożyć. - Nie znoszę takiego wyboru...

Mara_Jade pisze...

- Będzie się swoim gościem wysługiwał - roześmiał się serdecznie Kurosagi nakładając sobie wreszcie trochę sushi i parę innych potraw. Przystanął obok Juna, zaraz jednak bezceremonialnie siadając na podłodze. Nie będzie jadł na stojąco. Przecież każdy wiedział że to nie zdrowe. - Zostawi ich w spokoju, nie martw się - obiecał mu zaraz, biorąc pierwszego gryza sushi. - Nie takie złe - skomentował po chwili, konsumując dalej. Nie dane im było zrobić tego w spokoju bo przeszywający powietrze krzyk młodej dziewczyny zmroził wszystkich w sali, a chwilę później wszystkie wyjścia z niej zostały zablokowane. Tomohisa westchnął ciężko zbierając się z podłogi. - Co jest? - rozejrzał się po zdezorientowanych minach wszystkich zebranych. Nie trzeba było długo czekać na śledczego.
- Nikt stąd nie wyjdzie dopóki nie rozwiążemy sprawy - wyjaśnił chłodno. - Mamy martwe ciało w łazience. Czekamy teraz na specjalistę. Morderca jest w tej sali - wyjaśnił. Po obecnych przeszedł szmer, każdy zaczął podejrzewać drugiego. Burmistrz wreszcie się do nich zbliżył.
- Gdzie byłeś? - zwrócił się do Tomohisy.
- A wiesz mordowałem starego polityka jak nie patrzyłeś - sarknął chłopak niezadowolony, że się go podejrzewa.
- Wcale by mnie to nie zdziwiło. Przecież jesteś zdolny do morderstwa - przypomniał mu chłodno.
- No pewnie... szkoda tylko że nie wpadłem na pomysł zamordowania ciebie, nie? - uśmiechnął się krzywo wracając do swojego sushi. - Jun co tam dobrego masz? - zignorował wuja spoglądając na talerz kumpla i podbierając mu trochę mięsa. - Niezłe... - skomentował.

[sorry xDDDD odczuwam wszechobecną nude :P]

Mara_Jade pisze...

Tomohisa podążył tuż za nim, oddając jednak swój talerz wujowi i ocierając ręce ocierając ręce o spodnie. Przystanął przed taśmą, którą policja zabezpieczyła miejsce zbrodni. Śledczy uniósł brew spoglądając na nich pytająco.
- Nie przypominam sobie, bym pozwalał komukolwiek opuszczać tamto pomieszczenie - przypomniał chłodno. Tomo przykucnął za taśmą i dotknął palcem czerwonej plamy krwi.
- Amatorska robota - stwierdził przyglądając się rozbryzgowi krwi. - Kilka pchnięć nożem - dodał, nie określając liczby bo na razie nie wolno mu było zbliżyć sie do ciała. - Jun patrz jelito tam wypływa - wskazał na ciało prostując się.
- Jezu! - śledczy wyszedł za taśmę i odepchnął obu z miejsca zbrodni. - Jak będzie nam potrzebna pomoc to zostaną panowie o tym poinformowani.
- Ma pan więcej rękawiczek? - Tomohisa nie przejął się jego zakazem. Zamiast tego wsunął dłoń w kieszeń policjanta wyciągając z niej dwie pary rękawiczek. Jedną podał Junowi, drugą założył sobie. - Jestem lekarzem sądowym, a mój towarzysz to balsamista. Teraz już zostaniemy dopuszczeni do ciała? - zapytał mężczyzny z uprzejmym uśmiechem.

Mara_Jade pisze...

- Wyleją mnie, no wyleją mnie - śledczy wyszedł z łazienki i uderzył pięścią w ścianę. Jego pierwsza robota i już napotyka problemy. Warknął coś niezrozumiale, ale Tomohisa już go nie słuchał oglądając ciało. Ściągnął z siebie koszulę i odrzucił ją na bok.
- Tak, mógł mieć z 180 cm albo - zgodził się z nim dotykając szyi ofiary i badając palcami nacięcia. Pomógł Junowi rozpiąć marynarkę mężczyzny. - Pchnięcia były zadane przypadkowo - zgodził się z nim. - Ale została do tego użyta siła. Napastnik mógł planować zabić kogoś innego - wysnuł taką hipotezę. To by wyjaśniało pchnięcia w szyję. Ofiara zaczyna panikować, podnosić wrzawę, napastnik wpada w panikę i pcha w pierś. - Ale... - Tomohisa podniósł wzrok spoglądając na Juna. - Nie można wykluczyć kobiet. Na szpilkach mogły go przewyższyć - mruknął. - W damskiej torebce łatwo jest schować narzędzie zbrodni - oblizał lekko wargi, otwierając koszulę ofiary i gwiżdżąc z podziwu. - Czyste pchnięcie w serce. Napastnik miał oko...

Mara_Jade pisze...

- Nie powiedziałem, że krzyczał - zauważył spokojnie Tomo. - Czasem panika odbywa się bez krzyku. A może on rozpoznał swą ofiarę? Był zbyt oszołomiony bólem by krzyknąć - zaproponował. - Zresztą hipotezy tu nie są na miejscu - dodał po chwili. - Mhm no tak... więc mamy przysadzistego mężczyznę, jakiś 180 cm z zamiarem zamordowania kogoś zupełnie innego. No bo jak inaczej wytłumaczyć ten przypadkowy zgon? - spojrzał na Juna, badając palcami nacięcia na klatce piersiowej. - Zgon jakieś pół godziny temu - potwierdził hipotezę Juna. - Nikt od tamtej pory nie szedł do łazienki. Narzędzie zbrodni mogło zostać spokojnie umyte - spojrzał na umywalki. - Nie ma sensu go otwierać - zdecydował.
- Skończyli panowie? - śledczy wrócił do pomieszczenia. - Jakie wnioski? - zapytał starając się zachować spokój.

Mara_Jade pisze...

[Ty jesteś balsamistą czy detektywem? xD]

Tomohisa w tym czasie zapiął koszulę ofierze i poprawił mu marynarkę, klepiąc go po policzku.
- No staruszku komuś podpadłeś - mruknął wstając i ściągając rękawiczki. Wyszedł za taśmę i nalał do kubka wody z kranu, po czym podał go śledczemu. - No już, już... nie chcemy więcej zgonów - mruknął łagodnie wypychając mężczyznę z miejsca zbrodni i polecając mu usiąść.
- Wszyscy jesteście podejrzani - zauważył śledczy nieco się trzęsąc. Z wdzięcznością przyjął kubek z wodą. - Nie wiem o czym rozmawiali. Nie miałem jeszcze przyjemności ich przesłuchwiwać - dodał nieco spokojnie. - Mogliby panowie wrócić już do sali? - zapytał ich, bo przecież jego szef był już w drodze. - Dziękuję za te... - odchrząknął. - ...oględziny.

Mara_Jade pisze...

Kurosagi przyjrzał się pozostałym i wzruszył ramionami.
- No i ty, ale ty masz alibi - zauważył spokojnie. On sam mordercą być nie mógł ze swoimi 175 cm w kapeluszu. - Tamta kobieta jest tą krzykaczką, która odnalazła ciało - pokazał mu palcem inną dziewczynę, która nie wyglądała za dobrze. Miał wrażenie że dziewczyna zaraz opróżni swój żołądek. Pochylała się nad nią jej matka, a jej ojciec próbował wyperswadować policji, że jej córka potrzebuje wyjść na świeże powietrze. - Kobieta w obcasach odpada. Sam uznałeś, że to nie mogła być ona - zauważył spokojnie. - Pozostaje więc mój wuj i tamten koleś - zgodził się z nim, krzywiąc się lekko. - Sekretarz wygląda na lekko zdenerwowanego, za to mój wuj jest dziwnie spokojny - ocenił ich stan, kiedy burmistrz postanowił że jednak do nich podejdzie.
- Jakieś postępy? - zapytał przysiadając się na kanapie. - Mam nadzieję, że szybko nas wypuszczą - dodał rozsiadając się wygodniej na kanapie. - Panie Mikami wiszę panu przeprosiny - zwrócił się do Juna. - Taka niefortunna sytuacja - wywrócił oczyma. - Aż dziwne że akurat w dniu, kiedy pan tu z nami jest! - rzucił głośno, sprawiając że wszystkie oczy zostały ku nim zwrócone.

Mara_Jade pisze...

- Nalegałem ponieważ mieszkasz w naszej wiosce już całe dwa lata, a jeszcze nikomu się nie pokazałeś. Do tego pracujesz z trupami - dodał mężczyzna równie głośno. - No i zadajesz się z moim chrześniakiem, który na koncie już ma dwa morderstwa i bóg wie ile jeszcze mu się zdarzyło w wielkim i nieprzewidywalnym Tokio - zauważył chłodno, przez co ludzie jeszcze mocniej zwrócili na nich swoją uwagę. Tomohisa przymknął oczy zachowując względny spokój. Świetnie teraz to on był mózgiem operacji, a Jun jego współpracownikiem.
- Dlaczego tak ci zależy, żeby kogoś wrobić w morderstwo? - zapytał go spokojnie, spoglądając na swojego wuja pytająco.
- Nie zależy mi, wysuwam tylko odpowiednie wnioski - zauważył chłodno mężczyzna. - Jestem pewien, że znajdzie się przy was narzędzie zbrodni - uśmiechnął się krzywo wstając wreszcie z kanapy. Tomohisa powiódł wzrokiem za swoim wujem nie chcąc nawet sprawdzać swojej kieszeni, która nagle zaczęła mu strasznie ciążyć. Spojrzał na Juna z powątpiewaniem.
- Dobra... ale my mamy alibi... - mruknął jakby do siebie.

Mara_Jade pisze...

- W knajpce dango, gdzie nie ma żadnych kamer, a kelnerka tam pracująca jest na ciągłych prochach. Powiedz mi panie balsamisto, kto wam uwierzy? - zapytał go burmistrz uśmiechając się delikatnie. - Ale życzę powodzenia - puścił oczko do Tomo. Kurosagi wstał z miejsca, a burmistrz odprawiając swoją szopkę odsunął się gwałtownie jakby w obawie. Chłopak obrzucił go tylko chłodnym spojrzeniem wychodząc z sali. Uderzył pięścią w ścianę dopiero za drzwiami, po czym podszedł do śledczego.
- Masz jeszcze parę rękawiczek? - zapytał go. - Wydaje mi się, że znalazłem narzędzie zbrodni - westchnął ciężko pokazując na swoją kieszeń. Oczy mężczyzny powiększyły się ze zdziwienia.
- Ty...
- Nie, ja tylko mówię, że znalazłem narzędzie zbrodni. Nie przyznaję się do winy. Możesz mnie przesłuchać, nie mam sobie nic do zarzucenia - odparł zaraz.

Mara_Jade pisze...

Tomohisa oddał narzędzie zbrodni w ręce sprawiedliwości po czym odpowiedział na wszystkie pytania mężczyzny dotyczące jego osoby, jak i osoby Juna, bo przecież jak wyjaśniał swoje alibi to nie mógł o nim nie wspomnieć. Mężczyzna kazał mu wrócić do sali i zostać tam do rozwiązania sprawy. Z lekkim westchnieniem więc wrócił na swoje miejsce na kanapie, pocierając obolałą pięść. Przesadził z tym wyładowywaniem złości. Oparł łokcie o kolana i poczochrał się po głowie. Wcale nie czuł się za dobrze pod ostrzałem spojrzeń. W końcu jego wuj postarał się wyraźnie by każdy wiedział, że praca z nożami i innymi ostrymi narzędźmi nie jest mu obca. Tak samo jak Junowi.
- Ten śledczy nie nadaje się na detektywa - rzucił w końcu w stronę Juna prostując się na kanapie. - Nie mogli znaleźć odpowiednich kaset. Nie ma nagrań - westchnął opierając się o kanapę.

Unknown pisze...

- Siadaj - Toma chwycił mężczyznę za rękę i popchnął go na kanapę. - Z tą nogą nie powinieneś się ruszać - wyjaśnił, analizując jego słowa. - Masz rację co do Reiko. Nie zwracałem na nią uwagi. Nie sprawiała zbyt wielkich problemów więc traktowałem ją po macoszemu - przyznał się do błędu. - A Ryu... - tu spojrzał Junowi prosto w oczy. - Jeśli przestanę nad nim sprawować kontroli to jego stan znów się pogorszy - wyciągnął z kieszeni pismo jakie dostał ze szpitala. - Wiedziałeś o tym? - zapytał Juna. - Nie było mnie tydzień, a jego szanse na przeżycie spadły 10% - skrzywił się. - W takim wypadku nie mogę mu pozwolić na robienie głupot. Póki tu mieszka będzie przestrzegał moich zasad - wyjaśnił chłodno. - A dla ciebie byłoby lepiej gdybyś się w moje metody wychowania nie wtrącał - dodał po chwili. - Już wystarczająco dużo namieszałeś - mruknął wstając. - Ryu nigdzie nie jedzie. Wyperswaduje ten pomysł Keiowi z głowy.

Mara_Jade pisze...

- Mhm...wiesz ta kelnerka - spojrzał na Juna. - Ja ją skądś kojarzę. Mam tylko nadzieję, że nie ma żadnych konekcji między nią a nim...bo inaczej nasze alibi będzie niewiarygodne - zaśmiał się cicho, odchylając zaraz głowę do tyłu i zamykając oczy. - Nie mówiłem ci jeszcze że byłem notowany za alkohol i posiadanie narkotyków - przypomniało mu się. To wcale nie poprawiało jego sytuacji. Narzędzie zbrodni w kieszeni, notowania, wypadek samochodowy po pijaku, brak kasety i podejrzana kelnerka. - A ty jesteś odpowiedniej postury żeby zabić, na dodatek wiedziałbyś jak ciąć... i jak sfingować nieudolne morderstwo - odchrząknął.

Unknown pisze...

- Nie było mnie tydzień - powtórzył. - Miałeś ich pilnować - żachnął sie chłodno. - Tak wygląda pilnowanie? - zapytał go pozornie spokojnie. - Powtórzę więc jeszcze raz, to nie są twoje dzieci. Zostaw ich wychowanie mnie - poradził mu. - Ryu może jechać do Keia, ale nie w trakcie roku szkolnego, kiedy jego obowiązkiem jest uczęszczanie na zajęcia szkolne - wyjaśnił chłodno. - W wolne, jak najbardziej, niech jedzie. Droga wolna - burknął. - Masz 27 lat. Przestań mi wypominać, że coś robie nie tak. Nie znasz tych dzieci.

Mara_Jade pisze...

Tomohisa w milczeniu przyznał mu rację obserwując swojego wuja. Potarł swoje skronie raz jeszcze. Zaczynało mu się od tego wszystkiego robić nie dobrze. Odechciało mu się nawet jeść, a dym nikotynowy od Juna przyprawił go o ból głowy. A może to tylko stres. Raz jeszcze potarł skronie, zsuwając buty z nóg i siadając na kanapie po turecku.
- Zawsze możesz zwalić na mnie - zauważył spokojnie. - Wiesz w końcu to ja mam być mózgiem tej operacji według niego. Tylko problem w tym...że nie wiem czy mógłbym cię do niej zmusić - skrzywił się. - I nie wiem jaki miałem motyw... - dodał po chwili, patrząc jak do pomieszczenia wchodzi śledczy wraz ze swoim szefem. Mężczyzna przedstawił się jako detektyw naczelny, prowadzący śledztwo, po czym oznajmił że będzie spisywał zeznania po kolei. Jedno po drugim w osobnym pomieszczeniu.

Unknown pisze...

Reiko odwiedziła Juna dopiero po obiedzie, na który postawiono pizze w związku z tym, że Ryu postanowił się na nim nie pojawić. Usiadła obok niego na łóżku, splatając ręce na swoich kolanach.
- Ryu jeszcze nie wrócił - zauważyła cicho. - Myślisz, że uciekł z domu? - zapytała go nieco zmartwiona o brata. - Jeszcze nie widziałam, żeby tata się tak z nim pokłócił - przyznała cicho. - Mogę cię o coś zapytać? - założyła opadające kosmyki włosów za ucho. - Myślisz, że mogę wychować to dziecko? Że będę je kochała? - zapytała go zanim zdążył odpowiedzieć na pierwsze pytanie. - Bo ja nie jestem do końca pewna - przyznała niemalże szeptem. - Kocham je... tak myślę, ale... nie wiem czy sama siebie nie okłamuję...

Mara_Jade pisze...

Kurosagi również wstał i udał się do odpowiedniego pomieszczenia. Jeszcze raz opowiedział o wszystkim grając w otwarte karty. Odpowiedział również na pytania związane z narzędziem zbrodni, które dziwnym trafem znalazło se jego kieszeni. Nie miało jednak jego odcisków palców. Został odesłany z powrotem, przekazując tylko kolejnej osobie, że ma iść do pokoju zwierzeń. Wrócił na kanapę i mimowolnie oparł głowę i ramię Juna, przysypiając na trochę. Ból głowy wystarczająco go dobił wraz ze zmęczeniem po nieprzespanej nocy.

Unknown pisze...

- Dzwoniłam do niego, ale nie odbiera. Odrzuca połączenia, więc chyba nic mu nie jest - odparła cicho. Wcale jej się to nie podobało. Ucieczki z domu były jej działką, a nie Ryu. Kłótnie z ojcem jej specjalnością. Wszystko się poprzestawiało. - Nie przepadam za Ayą - przyznała z lekkim uśmiechem. - Zabrała całą uwagę Keia... wszystko się kręci wokół niej - wydęła wargi. Tak, była zazdrosna o swojego brata. Chciała też go mieć czasami dla siebie, ale Aya zawsze była na pierwszym miejscu.

Mara_Jade pisze...

['nie chce być nachlany' - to tyle nie pij xD]

Tomohisa skinął głową wkładając rękawiczki i łapiąc bydlaka za nogi. Pomógł Junowi przenieść ciało do głównej sali. Położyli mężczyznę na środku. Po pomieszczeniu przebiegł zduszony pomruk, kobiety zaczęły mdlać, a żołądki niektórych mężczyzn puściły w zawiasach.
- Hołota - wyrwało się Tomohisie zanim zdołał ugryźć się w język. Odsunął się od ciała, a detektyw podał mu do ręki narzędzie zbrodni.
- Możecie zaprezentować jak został zamordowany ten mężczyzna? - zapytał go, na co Tomo wzruszył tylko ramionami oddając nóż Junowi.
- Ja jestem ofiarą - wyjaśnił mu. W końcu był niższy, mniej więcej wzrostu ofiary. - Ty jesteś napastnik.

Unknown pisze...

Ryu odebrał po trzecim sygnale. Opatulił się mocniej kurtką, opierając o skałę. Przez chwilę się nie odzywał słuchając głosu Juna.
- Nic mi nie jest, przestań się martwić - poprosił go. - Nie zamierzam spać na dworze - obiecał zaraz. - Tylko... jakoś nie mam ochoty przebywać w domu - wyjaśnił pociągając zaraz nosem. - Jun? - szepnął jakoś przestając się trzymać. - Jak się utopię to mnie ładnie poskładasz? - zapytał go cicho.

Mara_Jade pisze...

Tomohisa zagrał perfekcyjną ofiarę, omijając tylko part z opuszczonymi spodniami, bo przecież nie będzie tu świecił swoimi bokserkami. Nawet profesjonalnie opadł na podłogę 'umierając'. Chwilę na niej poleżał, zanim usiadł z powrotem. Takich symulacji robili masę podczas zajęć na studiach, więc nie miał z nimi problemu.
- Ofiara nie spodziewała się śmierci - ostrożnie zamknął oczy mężczyzny, żeby oddać mu trochę szacunku, po czym wstał i spojrzał na detektywa.
- Dziękuję za tak obrazowe pokazanie sprawy - odparł spokojnie, chowając nóż do woreczka i naklejając na nim czerwoną plakietkę z napisam dowód zbrodni numer 3. - W takim wypadku mogę już oficjalnie oczyścić was z zarzutów - poklepał Juna po plecach. - Mordercą jest - rozejrzał się po sali, a jego pomocnicy wyprowadzili pomocnika sekretarza, który zaczął się szamotać i próbować uciec.

Unknown pisze...

- Na klifach - odparł zgodnie z prawdą. Patrząc na morze z góry. Dzisiaj wyglądało naprawdę groźnie. Słysząc ostry ton mężczyzny uśmiechnął się krzywo. - Nie zamierzam umierać - obiecał bawiąc się źdźbłami trawy. - Jun... jak ja mam z nim rozmawiać? - zapytał go zaraz. - On mnie nie słucha - wymamrotał w słuchawkę. - Nie chce mnie słuchać...i jak już chce powiedzieć swoje zdanie to na siebie krzyczymy - szepnął. - Chyba przestanę próbować - szepnął. - Przestanę.

Mara_Jade pisze...

- Tak, mam sto procent pewności - odparł mężczyzna wyprowadzając mężczyznę. - Dziękuje panom za pomoc - podziękował Junowi i Tomo. Nikt się nie zgłosił jeśli chodzi o rodzinę mężczyzny.
- Chodź, nie żeruj na biedaku - Tomohisa poklepał go po ramieniu. - Wracajmy do domu - poprosił go. W końcu nie miał czym wracać, a pieszo jakoś mu się nie uśmiechało. Burmistrz uśmiechnął się do niego lekko podchodząc do nich.
- Moja limuzyna czeka - mruknął do Tomohisy, ale Kurosagi miał go już tego dnia po dziurki w nosie.
- Nie zbliżaj się do mnie - poprosił go. - Nie odzywaj się do mnie, najlepiej zniknij z mojego życia.

Unknown pisze...

- Ale ja jestem normalnym 17-nastolatkiem - mruknął tylko chłopak wstając wreszcie z miejsca. Ruszył z powrotem, dość stromą drogą w dół, ostrożnie stawiając kroki. Poślizgnął się tylko raz ale nic mu się nie stało. - Jun ja już nie będę się z nim kłócił - szepnął mu w słuchawkę. - Nie będę - obiecał czując słone łzy na policzkach. - Już nie będę wyrażał swojego zdania. A ty przestań się wreszcie go tak bać - jęknął. - Najwyżej się wyprowadzisz z mieszkania...ale to nie znaczy że nie będziemy się spotykać - obiecał idąc w stronę domu.

Mara_Jade pisze...

Kurosagi z radością przyjął kask idąc za Junem do jego pojazdu, odczekał aż mężczyzna usiądzie i założy swój kask, zanim wsiadł za nim, tym razem obejmując go jedną ręką. Podejrzewał że będą jechali nieco szybciej niż w samym Yukan, więc trzymanie się z tyłu siodełka nie wchodziło w grę.
- Pewnie współpracowali, a mój wuj to taka szumowina, że go wystawiła - wysnuł wniosek. - Nóż...cóż może miał nogi i chodził własnymi drogami? - zaproponował. - A może po prostu burmistrz został zaszantażowany... w co wątpię.

Unknown pisze...

- Będę w domu za piętnaście minut. Zrobisz mi budyń? Waniliowy - poprosił tylko chłopak nie wracając już do rozmowy. Przystanął jeszcze na chwilę by popatrzyć na morze, zanim ruszył z powrotem do domu, rozłączając się. Wiedział, że Jun ma problem z chodzeniem, ale mógł poprosić Keia czy kogokolwiek innego o ten budyń. Był trochę głodny. W końcu od rana zjadł jedynie to przeklęte onigiri. Stanął przed domem po kwadransie i odetchnął głęboko wchodząc do środka. Ściągnął buty.
- Tadaima - mruknął tylko, by wpaść na ojca.
- Gdzie byłeś tyle czasu? Masz pojęcie jak się martwiłem! - mężczyzna zaczął od krzyku.
- Przepraszam - Ryu postanowił objąć taktykę co złego to ja. - To się już nie powtórzy - ominął ojca wchodząc do salonu.

Mara_Jade pisze...

Skorzystał z rady. Chwycił się go pewniej, zaraz to rozpogadzając się nieco. Uwielbiał szybką jazdę. Ostatnio nawet chodziło mu po głowie zdanie na prawo jazdy na motor. Żeby już legalnie móc sobie nim po drogach jeździć. Aż jęknął kiedy zwolnili.
- Szkoda, że ten odcinek między miasteczkami jest tak krótki - wyraził swoje zdanie, zeskakując z motoru, gdy tylko Jun stanął przed jego mieszkaniem. - Dzięki - oddał mu kask. - Wpadniesz na herbatę, czy lecisz do siebie zbyt zmęczony by cokolwiek innego robić? - zapytał zaraz, bo przecież nie będzie Juna zatrzymywał niepotrzebnie.

Unknown pisze...

Ryu mu na to nie odpowiedział, jedząc chwilowo budyń. Nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo głodny jest dopóki nie zjadł pierwszych dwóch łyżeczek ciepłego posiłku.
- O czym marzyłeś w wieku 17 lat? - zapytał go, gdy opróżnił miseczkę do połowy. Zanurzył łyżeczkę raz jeszcze biorąc ją do ust. - Jak mnie nie puści to i tak do szkoły nie pójdę - wzruszył ramionami. - Trochę się boję tam wracać - przyznał cicho. NIby wiedział, że tego faceta już tam nie ma, ale strach był silniejszy. - Ale ty raczej tego nie rozumiesz prawda? - uśmiechnął się słabo. - Byłeś ode mnie silniejszy...

Mara_Jade pisze...

[i co? znów ja wymyślam? T^T co tym razem chcesz? masakrę lotniczą? xD]

Tego dnia miał pełne ręce roboty. Spędził go biegając od pieca do pieca, po czym na ostatnią godzinę zostając samemu w piekarni przystanął za ladą sprzedając produkty klientom. Wcześniej tego dnia zrobił dango, które teraz próbował i kiedy zagryzał zęby na kolejnym, w piekarni pojawił się Jun.
- Cześć - przywitał się z nim, nadal jednak nie wychodząc spoza lady. Uznał że mężczyzna przyszedł tu jako klient. - Co podać?

Unknown pisze...

- Mhm żadne marzenie nie jest głupie - Ryu olał zagrożenie w postani wchodzącego do pokoju ojca i usiadł Junowi na kolanach przytulając go mocno. - Mogę być twoją rodziną? - zapytał go szeptem, zaraz jedząc dalej budyń. - Mogę? - poprosił go cicho. - Chciałbym żeby ci się marzenia spełniły - uśmiechnął się lekko. - Zimno mi trochę - skłamał, bo chciał żeby Jun go tak mocno przytulił. Tego mu teraz było potrzeba. Nic więcej, tylko trochę czułości.

Mara_Jade pisze...

[no dobra, niech będzie xD katastrofa lotnicza nie wchodzi wgrę, prędzej zatonięcie kutra rybackiego...]

Tomohisa roześmiał się serdecznie, po czym skinął głową i zamknął piekarnię, zapraszając Juna na górę. Zabrał ze sobą słodkie bułeczki, bo resztę dango miał u siebie.
- Zrobiłem ale to tylko takie próbne... starałem się trochę ulepszyć formułę ale nie wiem czy mi wyszło - przyznał szczerze. - Może chcesz wziąć prysznic? - zaproponował, szukając w szafie jakiegoś ręcznika. - Odświeżysz się i herbata będzie na stole.

Unknown pisze...

Toma powstrzymał się od komentarza i postanowił tym razem nie wszczynać kłótni. Zamiast tego wziął swoją herbatę i poszedł do swojego pokoju.
- Trochę - przyznał cicho chłopak. - Bo zrobiło się już chłodno jak dzwoniłeś - przyznał szczerze. - Pójdziesz ze mną na lody w Kyoto? I na sushi? I na ramen? O...zjadłbym sobie ramen i yakisobę - przyznał szczerze. - Ale ja nie chcę tam gotować, mogę tam nie gotować? - upewnił się.

Mara_Jade pisze...

[no to przecież że taki teraz jest :P ]

- Tutaj - pokazał mu drzwi do łazienki. - Dzisiaj czyszczona, co byś mi nie powiedział że mrówki chcą się tam zalęgnąć - wywrócił oczyma. Co jak co, ale w kuchni i łazience czystość zachowywał. Nie chciał przecież chorować z własnej głupoty. W trakcie prysznica Juna przygotował dwa talerze oraz kubki z gorącą herbatą. Na środek położył talerzyk z dango i słodkimi bułeczkami, a sam usiadł na swoim ulubionym fotelu biorąc książkę do ręki i chwilę ją czytając, póki Jun nie pojawił się w drzwiach.

Unknown pisze...

- Nie przeziębię - obiecał z uśmiechem, zaraz dając mu wyczekiwanego całuska i pstrykając go w nos. - Zgrywam się trochę, bo mnie tulić nie chcesz - pokazał mu język. - A na hasło... zimno mi... od razu to robisz - roześmiał się cicho, muskając ustami jego szyję. - Kocham cię wyszeptał mu do ucha, zamykając oczy i odprężając się w jego ramionach.

Mara_Jade pisze...

- No już nie gadaj że tak ci się podobało mieszkanie ze mną w jednym pokoju - wywrócił oczyma Tomo. Jak dziś pamiętał ich pierwsze dni razem. Jun nie chciał się do niego odzywać, ciągle zbywał. Raczej prychał na jakiekolwiek słowo w jego stronę powiedziane i dopiero kiedy Kurosagi przestał cokolwiek mówić zainteresował się swoim współlokatorem. - Ciągle znikały mi fajki i zupki chińskie... a jak cię o to pytałem to zawsze byłeś święty - zaśmiał się. - Zawsze do późna siedziałeś z książkami, nie dawałeś mi spać. Czasem dręczyły cię koszmary, budziłeś się z krzykiem... ale to dla mnie nie było nic nowego bo ja w ogóle spać nie mogłem. Popaprańce - przypomniał sobie studenckie czasy, również smakując dango. - Ok, nawet dobre to nie komplement. To była próbka, następnym razem wyjdą lepsze - obiecał.

Unknown pisze...

- I nie przestaniesz nawet jak będę robił głupoty? - upewnił się patrząc mu prosto w oczy. - No ale nie mogę przestać, bo ja kocham jak mnie tulisz - przyznał się do swoich słabości. Zawsze mu tego brakowało. W jego rodzinie się nie przytulano. Ojciec tego nigdy nie robił tłumacząc im że muszą być silni.

Mara_Jade pisze...

- Byłeś okropnym współlokatorem - oskarżył go Tomohisa nie mogąc się jednak powstrzymać od uśmiechu. - Zacząłeś ze mną rozmawiać po pół roku mieszkania... zawsze pedantyczny - westchnął ciężko. - Nawet nie wiesz jak mi było trudno się do tego przyzwyczaić - przyznał ze śmiechem. - Mhm może za setnym razem wyjdą odpowiednie - zgodził się z nim ze śmiechem, biorąc do buzi jedno dango i przeżuwając je. Były zjadliwe, to najważniejsze.

Unknown pisze...

- To kiedy nauczysz mnie na motorze jeździć? - zapytał go zaraz, pokazując mu język. - Przecież podczas nauki będziesz siedział z tyłu i instruował, zawsze możesz przejąć ster - przypomniał mu żeby mężczyzna nie marudził, że jego piękna maszyna przepadnie. - Możemy też pożyczyć inny motor - dodał po chwili, skoro Jun tak bardzo martwi się o swoje cacuszko.

Mara_Jade pisze...

- Oj bo ja miałem w tym swój cel - Tomohisa pokazał mu język, po czym wybuchnął śmiechem. - Chciałem żebyś mi pozdradzał na jakie wykłady trzeba chodzić, a które można sobie ominąć - wyjaśnił z grobową miną, którą zaraz zmienił w śmiech. - No tam... metodą prób i błędów - zgodził się z nim patrząc na dango. - Ale zanim do tego dojdę tobie znudzi się próbowanie...

Unknown pisze...

Ryu westchnął cicho, wsłuchując się w bicie serca mężczyzny.
- Ale ja nie mówię o wyścigach, czy szybkiej jeździe na motorze - wyjaśnił mu spokojnie. - Tylko o podstawach...no wiesz jak włączyć motor, jak przyspieszyć, zahamować, zaparkować, skręcić i takie tam - wyliczył przytulając się do niego mocniej. - A jak już będę zdrowy, za te dwa lata, wtedy dalej - dodał nie mogąc powstrzymać ciężkiego westchnienia. - No a przy podstawach to co najwyżej możesz złamać nogę. Na takie poświęcenie mogę ci pozwolić - pokazał mu język chichocząc pod nosem. - Najlepiej żebyś ją łamał na czas moich szpitalnych testów, to nudno nie będzie.

Mara_Jade pisze...

- Oh się już tak nie przechwalaj. To że byłem najlepszy na kursie nie oznacza, że to była tylko twoja zasługa - pokazał mu język. - Ja to po prostu nieoszlifowany diament, który trzeba trochę naprawić, a tobie się to udało - dodał spokojnie. - Dobrze... to na twoje urodziny dostaniesz dango zgodnie z przepisem - obiecał.

Unknown pisze...

Ryu spojrzał na niego i pokręcił przecząco głową.
- Skuter jest dla dzieci - oznajmił. - Poza tym umiem już jeździć na rowerze, to skuter to nic nowego - wzruszył ramionami, schodząc z jego kolan i przeciągając się lekko. Zabrał miseczki po budyniu i poszedł do kuchni żeby je pozmywać. - Poczekam dwa lata, albo poproszę kogo innego o nauki - zdecydował, już w myślach obmyślając konkretne plany. Znał przecież takiego jednego co to z motorami też miał do czynienia.

Mara_Jade pisze...

- Ja bym tak od razu ze mnie nie rezygnował. Dopiero się uczę, ale dojdę do perfekcji - zdecydował jednak, że czegokolwiek się nie dotknie to doprowadzi to do perfekcji. Nic go w tym nie powstrzyma. - Zdecydowałem się zrobić prawo jazdy na motor - rzucił po chwili zastanowienia. Nie miał z kim podzielić się wieściami, a Juna zwykł traktować jak swojego starszego brata, więc chcąc czy nie chcąc Jun padł ofiarą jego wieści. Wyciągnął z kieszeni papierosy i poczęstował jednym mężczyznę, wychodząc zaraz na balkon i siadając na jednym z krzeseł. Zapalił go zaciągając się nikotyną. Wcale nie był do końca pewien swojego pomysłu. Miał wrażenie, że prawo jazdy sprowadzi na niego nieszczęście.

Unknown pisze...

Chłopak skinął tylko głową na znak że się zgadza. Przecież to było jasne, że nie zacznie go uczyć od już, od zaraz. Najpierw Kioto, a potem przyjemność z jeżdżenia motorem.
- Kto cię zastąpi tutaj? To twój przyjaciel? - zainteresował się nagle, bo przecież póki co znał Tomohisę z opowieści Keia, który nie szczególnie za nim przepadał. Przynajmniej w wieku szkolnym. Wiadomo, ludzie się zmieniają, więc wszystko mogło się już odmienić. - Jest dobrym balsamistą? - wrócił do pokoju siadając tym razem obok niego. - Jak go poznałeś? Kiedy? Jak długo się znacie? Denerwował cię?

Mara_Jade pisze...

- Mhm - zgodził się z nim Tomo, spoglądając w niebo. Tego jednego mu w Tokio brakowało. Nieba, bez żadnych latarń i neonowych billboardów. - Co cię zauroczyło w tym miejscu? - zapytał Juna, odchylając się nieco na krześle i zaciągając się mocniej papierosem. - Spokój, natura, a może ludzie?

Unknown pisze...

- Więc go lubisz? - zapytał go zaraz. Ten temat nie był przecież tematem pracy. - Tak bardzo go lubisz? No wiesz skoro jesteś jak starszy brat to musisz go lubić...albo kochać - zauważył spokojnie, siadając mu znów na kolanach. - To jak? Lubisz go? - zapytał znowu, muskając jego wargi. - Opowiedz mi o swoich studiach. Co robiłeś? Najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłeś, to?

Mara_Jade pisze...

- Zadajesz mi trudne pytanie - roześmiał się Tomo. - Ja się tu wychowałem i jestem przyzwyczajony do atmosfery Yukan. Od kiedy wróciłem z Tokio już się powoli przyzwyczajam na nowo, do tego że nic tu się nie dzieje - uśmiechnął się lekko. - Tego mi brakuje najbardziej. Że nie ma gdzie pójść, nie ma koncertów, kina... nie ma jakiejś rozrywki - przyznał szczerze. - Poza tym... Yukan wygrywa w pozostałych kategoriach.

Unknown pisze...

- Z Tomohisą też wychodziłeś? - uniósł lekko brew, przytulając się do niego mocno. Uwielbiał go i nie chciał oddać nikomu innemu. - Musisz, musisz. Pod pojęciem szalony rozumiem... - zastanowił się chwilę. - Wszystko - wzruszył ramionami. - Nie ma dobrej na to definicji. Każda rzecz może być szalona. Na przykład dla mojego ojca szalone może być gotowanie - pokazał mu język chichocząc pod nosem.

Mara_Jade pisze...

- Właśnie w tym rzecz. Z miasteczkiem obok mam mało przyjemne wspomnienia - usprawiedliwił się. Raczej tam nie jeździł jeśli nie musiał. Wolał już tą nudę w Yukan, niż rozrywkę w miasteczku obok. - To chyba po prostu zależy od człowieka - powiedział odwieczną prawdę i wcale tego nie krył. Wzruszył tylko ramionami kończąc palić. - Zaprosiłbym cię na piwo, ale nie piję od pewnego czasu - przyznał szczerze. - Wybacz.

Unknown pisze...

- Wow... ale masz na myśli że... - Ryu spojrzał na niego i zamrugał kilkakrotnie. - Taki grupowy seks w tym hotelu się odbywał zanim się tam obudziłeś? - zapytał go o szczegóły, choć wątpił by je poznał. W końcu Jun mógł nie pamiętać. - No tak... nie mógłbyś przegrać - westchnął przeciągle. - Jesteś zbyt perfekcyjny by to zrobić.

Mara_Jade pisze...

- Jezuuuu - Kurosagi trzepnął Juna przez łeb. - Nie ma tu bałaganu - fuknął na niego. - A przynajmniej jest mniejszy niż ten mój w akademiku - dodał po chwili namysłu. Ciuchy nigdzie się nie walały, jedynie co to papiery, gazety, książki. - Powinieneś być ze mnie dumny że jest odrobinę mniejszy, a nie ciągle ganić - pokazał mu język. - Poza tym znalazłem ostatnio nawet artykuł o tobie - wyciągnął jedną z gazet pokazując mu artykuł zatytuowany 'Cudotwórca'. - Całkiem niezły, widać masz fankę... tylko tytuł jakiś taki nietrafny.

Unknown pisze...

- Ale to nadal jest zwycięstwo - uznał Ryu, muskając jego usta swoimi, po czym wstał i ziewnął szeroko. - Pójdę się spakować i do łóżka - zdecydował po krótkiej chwili namysłu, już zastanawiając się co wziąć. Po drodze skoczył jeszcze do lodówki, by wziąć leki. Uznał że do jutra mogą zostać w lodówce. Weźmie je z samego rana. - Dobranoc - pożegnał się z Junem.

Mara_Jade pisze...

- Nawet ci strzeliła fotkę gdzieś na plaży... wnioskuję po twoim rozlegiżowanym ciele - wyjaśnił chichocząc pod nosem. - To tylko lokalna gazeta, nawet nie wiem kiedy strzelają foty i plotkują o wszystkim - pokręcił głową siadając na kanapie i dopijając swoją herbatę. - Byłeś już w ich kwaterze? - zainteresował się. - To w moim starym liceum - podrapał się po głowie. - Ale nie mam pojęcia kto dla nich pracuje.

Unknown pisze...

Ryu popatrzył na mężczyznę nieco nieprzytomnie, ziewając raz za razem. Potarł podkrążone oczy dłonią. Nie mógł spać tej nocy, ciągle budząc się po wykańczających go koszmarach.
- A co na śniadanie jest? - zapytał mężczyznę niezbyt składnie, siadając na łóżku i jeszcze raz ziewając. Spojrzał na swoją spakowaną torbę. Nie brał dużo rzeczy, ale pamiętał o włożeniu bluz, bo wiedział, że musi o siebie dbać. - Muszę jeszcze spakować leki - mruknął sam do siebie. - Będę spać w drodze - ostrzegł Juna. - Na twoich kolanach - zdecydował po chwili namysłu. Mogły posłużyć za poduszkę.

Mara_Jade pisze...

- Mocno naciągany - przyznał mu rację chichocząc pod nosem. - Ale wiesz... w rankingu na najseksowniejszych mężczyzn przegrywasz ze mną - roześmiał się serdecznie. - Moja pracownica uwielbia czytać tę gazetę i potem zostawia mi co ciekawsze jej zdaniem artykuły. Pocieszę cię. Zajmujemy miejsca w pierwszej dziesiątce. Niestety w tej drugiej połowie - podrapał się po głowie, po czym ziewn,ął lekko, zasłaniając usta rękoma. - Kawa - zdecydował idąc sobie ją zaparzyć. - Tobie też? - zapytał Juna, wychylając się z kuchni.

Mara_Jade pisze...

Tomohisa wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia kto układał ranking. Pewnie jakieś licealistki. Tylko one mogły wpaść na pomysł rankingów. Zaparzył sobie kawy, a Junowi zrobił jeszcze raz herbaty, po czym wrócił z kubkami do pokoju. - Zamierzasz tu zostać na stałe? - zapytał mężczyzny, siadając w siadzie skrzyżnym na kanapie. - Czy to twoje przejściowe miejsce zamieszkania? - zainteresował się. Nie wiedział czy straci znów przyjaciela, czy już może spać spokojnie.

Mara_Jade pisze...

- Bingo - uśmiechnął się Kurosagi, dmuchając na swoją parującą kawę. - Moje mieszkanie jest moje i nie zamierzam nikogo do niego wprowadzać...no chyba że byś tego strasznie potrzebował, ale wtedy dostajesz swój kąt i do mojego bałaganu się nie przyczepiasz - ostrzegł go. - Jak już coś poukładam to nigdy nie wiem, gdzie co leży - przyznał szczerze, popijając wreszcie kawę.

Unknown pisze...

- Tosty zrobię - zdecydował tylko, raz jeszcze ziewając i przebierając górę pidżamy na t-shirt i bluzę. Wzruszył lekko ramionami. - Spałem - odparł zgodnie z prawdą, przeczesując włosy palcami. - Z przerwami - dodał po chwili. - Tak...mniej więcej co pół godziny - uśmiechnął się krzywo. - Mam koszmary - przyznał szczerze. Nie było to żadnym powodem do wstydu. Tak było i już. Potem chodził niczym zombie.

Mara_Jade pisze...

- I tak ma być - poklepał go po głowie niczym grzeczne zwierzątko, po czym uśmiechnął się lekko, upijając porządny łyk kawy i częstując się jedną słodką bułeczką. - Muszę cię kiedyś odwiedzić w tym twoim czyściutkim pokoiku, ale szalona rodzinka Amakusów trochę mnie od tego odrzuca - przyznał wesoło. - Za dużo biegających dzieciorów...

Unknown pisze...

Ryu nie odpowiedział. Nie było czasu na opowiadanie o koszmarach. Zresztą nie był chyba jeszcze gotowy by o nich opowiadać. Zamiast tego przytulił się do Juna, ciesząc się jego obecnością, by zaraz pozwolić mu znieść swoją torbę na dół.
- Tak, możesz wziąć swoją ulubioną książkę do swojej torby i dodatkową bluzę też - odparł z wielkim uśmiechem schodząc na dół i ruszając do kuchni. Wstawił toster i zrobił na śniadanie tosty z szynką, ogórkiem i serem. Od tak zwykłe śniadanko a jakie pyszne.

Mara_Jade pisze...

Tomohisa tego nie skomentował. Został zapisany przez Juna na kartach pamięci jako niezwykły bałaganiarz. Aż dziw, że w kuchni tak mu lśniło i w pracy pachniało czystością, a papiery były posegregowane. Tam gdzie trzeba było, miał porządek, tam gdzie zaczynała się strefa osobista porządek się kończył.
- Dobra... to mimo wszystko o dwoje za dużo. No i jest jeszczee stary Amakusa - wzdrygnął się na samą myśl o ojcu dzieciaków. - Kiedyś prowadził baseballowy klub w naszej szkole. Tyran... - pokręcił głową. - Przetyrał nas równo... nikomu nie pobłażał, a tym co mieli więcej predyspozycji dowalał bardziej. Bałem się do nich chodzić...

Mara_Jade pisze...

- Wytresowałeś ich... cóż to brzmi co najmniej dziwnie - zaśmiał się Tomo, po czym uniósł lekko brew spoglądając na niego. - Czyli które sie buntować zaczyna? - zapytał go, bo tak dobrze z rodziną Amakusy w zgodzie to nie żył. - Zgaduję, że to nie Kei i ten drugi...jak mu tam było... - zastanowił się. - Hikaru... tak Hikaru - pokiwał głową. - I dlaczego wszystko zwala na ciebie? Przecież nie masz z tym nic wspólnego...

Unknown pisze...

- To tylko tosty - usprawiedliwił się, zaraz uśmiechając się do niego szeroko. Aya i Kei zjawili się niedługo po nich. Kobieta spojrzała z niesmakiem na tosty.
- Ryu one pewnie są pyszne, ale moja dzidzia i ja zjem dziś co innego - stwierdziła przepraszającym tonem. Nie chciała nikogo urazić. - Dzisiaj ja prowadzę - uśmiechnęła się delikatnie.
- Prowadzi gorzej od Ryu...ja bym się tak nie cieszył - mruknął Kei, przegryzając tosty i popijając je kawą. - A ciebie to zamorduję - wskazał palcem Juna. - Jak mogłeś na mnie zwalić winę co? - zapytał. - Ojciec ma do mnie wąty teraz.... a ty - zmrużył niebezpiecznie oczy. - Spakuj te swoje leki - fuknął na Ryu.
- Tak jest - najmłodszy w tym gronie mu zasalutował i ze śmiechem, wziął leki z lodówki i dopakował do swojej torby.

Mara_Jade pisze...

- Mhm przekichane - westchnął Tomohisa. - Ryu przychodzi do mnie czasem. Ostatnio uczyłem go piec chleb. Całkiem niezły wyszedł - przyznał kiwając lekko głową. - Mówił że nie bardzo ma ochotę iśc do szkoły, a ja tam rozumiem wagarowiczów - założył ręce za głowę. - Gdyby nie ty nie zdał bym pierwszego roku studiów - przyznał ze skruchą. Kolejne lata były lepsze, bardziej się przykładał.

Unknown pisze...

- Nie krzyczę, przypominam mu tylko - odparł spokojnie Kei, pijąc dalej swoją kawę. - Nie, ty i twoja noga jedziecie z tyłu - dodał po chwili.
- Właśnie...bo kto będzie mi za poduszkę robił? - obruszył się Ryu, niezadowolony z tego faktu, że Jun już chciał się od tego wymigać. Aya uśmiechnęła się lekko.
- Nie jeżdżę tak źle - wyjaśniła spokojnie. - Zrobimy sobie dwie przerwy w trakcie...bo Kei już dawno obiecał mi oceanarium... no i musimy też gdzieś się wysikać - zdecydowała. - U nas w domku będziemy wieczorem. Wszystko jasne?

Mara_Jade pisze...

- Jestem ci wdzięczny, za wyciąganie mnie z pudła po alkoholowych imprezach też. Za zaciągnięcie na odwyk też - przyznał szczerze, choć to wciąż nie był temat który lekko przechodził mu przez gardło. Jun miał z nim piekło, a właściwie nie musiałby robić nic. W końcu nawet go dobrze nie znał. Spojrzał na niego uważniej. - Nigdy mi właściwie nie powiedziałeś, dlaczego to zrobiłeś - zauważył nagle. - No wiesz... nawet mnie nie znałeś dobrze. Czemu mi tak pomagałeś, skoro opinia o tobie krążyła że z nikim się nie zadajesz, trudno się z tobą rozmawia...

Unknown pisze...

- Tak jest - zasalutowała mu z uśmiechem. Ryu natomiast złapał jednego tosta i zaczął go powoli przegryzać. Przecież nie będzie wspominał, że on jeszcze nigdy w oceanarium nie był, bo jak w podstawówce była wycieczka to akurat leżał po jakiejś chemioterapii czy innej procedurze lekarskiej w szpitalu. Także gdy Aya to zaproponował nawet się ucieszył, ale nie dał tego po sobie poznać. Wypił szybko herbatę i skończył tosta.
- Możemy jechać - zdecydował.
- Możemy - zgodził się Kei zbierając naczynia. - Zwiejmy przed ojcem - dodał po chwili konspiracyjnej ciszy.

Mara_Jade pisze...

Tomohisa odruchowo objął Juna ramionami na chwilę go do siebie przytulając, by zaraz go puścić i zacisnąć wargi.
- Nigdy ci za to nie podziękowałem - zauważył cicho. - Dziękuję - uśmiechnął się lekko. - Gdyby nie ty, pewnie by mnie już na tym świecie nie było - przyznał szczerze. Dzięki Junowi stanął na nogi, pozbierał się z samego dna i jakoś wyszedł na ludzi. - Faktycznie nikt specjalnie z tobą nie rozmawiał - przyznał mu rację. - A szkoda... nigdy tego nie rozumiałem. W końcu okazałeś się ne być taki straszny. Fakt budziłeś się w nocy...ale ja miałem często bezsenne noce, więc nawet założyłem sobie kalendarzyk z twoimi pobudkami - uśmiechnął się przepraszająco. - Nie potrafiłem ci dużo pomóc, przepraszam.

Unknown pisze...

- Mamy - odparła wesoło Aya, pokazując mu przygotowane kanapki i wodę do picia. Ryu od razu ściągnął buty i położył głowę na kolanach Juna przez chwilę patrząc na mężczyznę z lekkim uśmiechem.
- Na pewno nie będzie ci przeszkadzało? - upewnił się, kiedy Kei wsiadł do samochodu i zapiął pasy oddychając głęboko. - Ruszaj księżniczko - rzucił włączając cicho muzykę i jeszcze podając Junowi koc, bo przecież podczas snu zawsze robiło się nieco zimniej.

Mara_Jade pisze...

- Wyjechałeś bez pożegnania i zmieniłeś numer telefonu. Poczułem się jakbym dostał od ciebie policzek - mruknął nieco ciszej, po czym westchnął ciężko. - Jestem twoim dłużnikiem, wiem przecież - pokazał mu język. - Ale za ten wyjazd to na dupsko powinieneś dostać - burknął. - Martwiłem się o ciebie - przyznał. - A nic takiego - wzruszył ramionami. - Dni i godziny o których się budziłeś.

Unknown pisze...

Ryu zasnął bardzo szybko, ale po około 2 godzinach jazdy obudził się zlany potem. Oddychał szybko. Obrócił się w stronę Juna, chowając twarz w jego brzuchu i starając się złapać oddech. Zrobiło mu się trochę niedobrze więc usiadł i spojrzał na mężczyznę.
- Możemy na chwilę gdzieś stanąć? - zapytał cicho. - Potrzebuję trochę świeżego powietrza - wyjaśnił, przytulając się nieco do Juna. Powoli docierało do niego, że to był jedynie sen.

Mara_Jade pisze...

- Może dla ciebie było wygodniej, ale ja straciłem jedynego przyjaciela - zauważył nieco chłodno, żeby zaraz odetchnąć głęboko i sięgnąć po papierosa. Wyszedł na balkon zapalić. Po kilku dmuchach wrócił do pokoju.
- Nic poza patternem..no wiesz. Budziłeś się w podobnych godzinach ale krzyki miałeś różne. Poniedziałki i środy jeden okrzyk, wtorki i czwartki zupełnie inny. Najlepszy był kiedyś w sobotę. Obudziłeś sie z krzykiem ' co tak kurwa krzywo szyjesz' - zaśmiał się. - Zapamiętałem go do końca...

Unknown pisze...

- Tak, ale to nic... to nic - starał się słabo uśmiechnąć przytulając się jeszcze mocniej do Juna. - Ja tylko... to tylko sen - warga mu lekko zadrgała i otarł zmęczone oczy, a kiedy Aya zjechała na bok, był pierwszym który wyszedł z samochodu. Usiadł na boku, oddychając głęboko. - Tylko dziesięć minut - obiecał, kiedy Kei postawił obok niego wodę.

Mara_Jade pisze...

- To też krzyczałeś, ale zawsze się uspokajałeś jak mówiłem ci że jesteś bezpieczny i nikogo tu nie ma...przebudzałeś się tylko i szedłeś spać na nowo. Rano nawet tego nie pamiętałeś - uśmiechnął się do niego, kończąc palić. - O... ograniczasz? - zdziwił się, bo przecież Jun był jednym z najwięmkszych palaczy jakich znał.

Mara_Jade pisze...

- Niestety nie mogę ci pomóc. Nie palę cygaretek - przyznał spokojnie. - I póki co nie ograniczę fajek. Odpuściłem alkohol całkowicie, prochy też... fajek jeszcze pozbyć się nie umiem - mruknął, chowając jednak je do kieszeni. - Nie będę cię kusił - uśmiechnął się. - Lepiej nie bo jeszcze się skusisz a potem wyrzuty sumienia murowane.

Unknown pisze...

Ryu pokręcił przecząco głową, upijając łyk wody.
- Jun ale ja nie mogę - wymamrotał. - Jak zacznę mówić to będę płakać - szepnął przytulając się do niego mocniej. - Nie możesz zaczekać... proszę... ja sobie poradzę - uśmiechnął się słabo.

Unknown pisze...

- A nie możesz dać mi trochę czasu? Jun...ja nie umiem od tak - pstryknął palcami. - O tym opowiadać... ja nie umiem tak - wyjaśnił cicho. - Daj mi troche czasu, po prostu przy mnie bądź - poprosił go.

Mara_Jade pisze...

- Nie będę kusił - obiecał wracając do pokoju i zamykając balkon, gdy tylko Jun również pojawił się w mieszkaniu. Robiło sie zimno, więc założył jeszcze bluzę i ziewnął nieco. Dochodziła północ. Cztery godziny snu. - Przybiegłeś tutaj, co nie? - upewnił się. - Odprowadze cię - zaproponował, chcąc się troch,e rozbudzić.

Unknown pisze...

- Nie chcę bo to trudne... trudno mi mówić o czymś takim - wyjaśnił biorąc jeszcze jednego łyka i wracając do samochodu. Kei spojrzał tylko na niego by upewnić się, że wszystko gra. Ryu uśmiechnął się do nich lekko. - Przepraszam - mruknął zawstydzony.
- Nie masz za co - odparła Aya. - Tylko wiesz jeśli będziesz chciał porozmawiać, to ja jestem zawsze chętna - dodała z szerokim uśmiechem. - Ty też Jun!

Mara_Jade pisze...

- Odprowadzę cię - stwierdził w końcu Tomo również ubierając buty i chwytając klucze od mieszkania. Zamknął je i wyszedł za Junem. - Szczerze? Pierwsza partia o 5.30 a kolejna koło 8 rano - sprawdził w rozpisce na dole. - Nie pamiętam jeszcze dokładnie - usprawiedliwił się, chowając papier na swoje miejsce. - A co? Odłożyć ci jakąś partyjkę? - zapytał po chwili. - Czy chcesz jakieś na konkretną godzinę?

Unknown pisze...

- Nie rań mi serca. Ze mną terapii nie miałeś - naburmuszyła się kobieta. Póki co na swym koncie miała same sukcesy. Wiedziała, że wszystko może się jeszcze zmienić, ale chciała pozostać pozytywna. - Za godzinkę będziemy pod oceanarium - uśmiechnęła się szeroko.
- Mhm - Ryu już się nie kładł. Zamiast tego zapatrzył się w szybę. - A długo tam zostaniemy? - zapytał w końcu.
- Planowaliśmy dwugodzinną przerwę - odparł spokojnie Kei. - Myślę że tyle nam starczy, to duże oceanarium, będzie można spokojnie usiąśc, coś zjeść.

Mara_Jade pisze...

- Sporo pracy - Tomohisa aż zagwizdał. - Dasz sobie sam radę? Mógłbym ci przyjść pomóc koło południa, jeśli potrzebujesz pomocy - zauważył spokojnie. - Poranki nie wchodzą w grę bo mamy tutaj dość spory ruch, ale potem... potem mogę przyjść. Ludzie sobie beze mnie poradzą - uśmiechnął się lekko.

Mara_Jade pisze...

Kurosagi spojrzał na niego wyraźnie zaskoczony oceniając czy mówi poważnie, czy tylko żartuje, po czym wybuchnął dźwięcznym śmiechem.
- Nie gadaj... takie przypadki też się trafiają?! - wydusił z siebie po kilku minutach nieustającego śmiechu. - Boże... jak mogłeś to zrobić bez zginięcia ze śmiechu. Ja bym tam padł...

Mara_Jade pisze...

- Musiał więc mieć bardzo mocno wlane, albo nie równo pod sufitem, albo po prostu miał pecha - skwitował Tomohisa nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Śmiał się jeszcze dłuższą chwilę, po czym przystanął wreszcie przed domem Amakusów. - No to dozobaczenia jutro - pożegnał się z Junem wracając do siebie.
***
Obudził się nagle, krztusząc się dymem. Przez chwilę nie rozumiał co się dzieje. Wstał próbując otworzyć okno, a ludzie panikujący na dole dali mu do zrozumienia, że jest uwięziony. Miał szczęście że spał w dresie tego dnia. Krztusząc się cały czas zbiegł na dół, próbując uniknąć gorąca. Drzwi wejściowe były zablokowane. Szarpnął się z nimi, ale nic to nie dało. Był niemalże pewien że to sprawka jego wuja. Zatkał usta rękawem, starając się przez niego oddychać. Było mu coraz bardziej gorąco, ale nie mógł wyjść. Piekarnia płonęła.

Unknown pisze...

Ryu pokręcił przecząco głową, ściskając z zaskoczeniem palce Juna. Uśmiechnął się do niego szeroko.
- To będzie mój pierwszy raz w oceanarium - przyznał nieco ciszej, by zaraz pokiwać głową na znak zgody. - Może być... ale nie jestem ubrany jak na randkę - zamarudził zagryzając wargę. - Ale zobaczymy wszystko, wszystko! - uprzedził go. - Rekin? Może dlatego, że taka z ciebie foczka? - pokazał mu język, chichocząc zaraz gdy tylko zobaczył minę Juna. - Kocham cię foczko - ucałował go w policzek.

Mara_Jade pisze...

To 'jakoś' wcale go nie przekonało, ale jednak dym rozumu na tyle mu nie zaćmił by nie próbował się uratować. Raz jeszcze postanowił zaufać Junowi. Z trudem się podniósł kierując się w stronę schodów, które już zaczynały się palić. Nie dbał jednak o poparzenia. Wszedł na piętro otwierając balkon. Nie bardzo miał jak ocenić sytuację. Wychylił się widząc sam bruk. Cofnął się odruchowo, ale żar bijący z wnętrza nie dał mu dłużej się zastanawiać. Wyszedł za barierkę i wpuścił się na rękach, po chwili puszczając się i zamykając oczy w oczekiwaniu na zderzenie z twardym asfaltem.

Mara_Jade pisze...

Tomohisa pokręcił przecząco głową, jeszcze chwilę kaszląc. Nie minęło dziesięć minut, a on zwymiotował zawartość swojego żołądka gdzieś obok i dopiero wtedy odetchnął lekko.
- Trochę mi niedobrze - przyznał patrząc to na Juna, to na płonący budynek. - Chwilowo jestem bezrobotny i bezdomny - skwitował starając się uśmiechnąć. Pokazać, że aż tak się tym nie przejmuje. - Ał... - spojrzał na swoje ramię, na którym zaczynały pojawiać się bąble od oparzenia.

Unknown pisze...

- Ale przecież foczka to ładne określenie - sprzeciwił się Ryu naburmuszając się lekko. - Będziesz moją foczką - dodał chichocząc zaraz, po czym ucałował Juna prosto w usta, na co Kei westchnął ciężko na przednim siedzeniu.
- Rozpraszacie moje dwie królowe... - odchrząknął. - Ciągle patrzy w lusterko wsteczne i się uśmiecha pod nosem.
- Ja się tylko cieszę ich szczęściem! - fuknęła na niego Aya

«Najstarsze ‹Starsze   201 – 400 z 5000   Nowsze› Najnowsze»