niedziela, 8 września 2013

Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11) Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza.  Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer.  Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.


Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych. 

| Powiązania | Szepty umysłu | 

edit. 08.09.2013r

[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]

5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   201 – 400 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

-nie będzie następnego razu.-powiedział pewnym głosem.-on cię już nie skrzywdzi.-dodał odpalajac motor.-Ryu daj spokój! Jedź spokojnie!-krzyknął za nim i zaczął jechać powoli obok chłopaka. Jechał slalomem żeby jechać jeszcze wolniej.-Ryu zwolnij...już dzisiaj biegales, nie przemeczaj się.-poprosił.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna praktycznie jechał na wyłączonym silniku zaskoczony hamując przed sklepem.-Ryu...-uśmiechnął się rozczulony oddając pocałunek z pasją.-Nie musisz mi dziękować. Wystarczy, że też będziesz.-odgarnął mu włosy z twarzy.-O ile się nie mylę właśnie na tym polega bycie w związku, wspieramy siebie nawzajem, pomagamy sobie. Nie dziękuj, to naturalne.-uśmiechnął się.-No, a co tam masz dobrego?-spytał wskazując na babeczki.

Takano | Jun pisze...

-Niespodzianka?-mruknął cicho. Kiedy dojechali motor ponownie wstawił do garażu, postanawiając jednak że jeszcze dzisiaj się nim przejedzie. Kiedy zamówienie zostało zrobione podszedł na chwilę do chłopaka.-Po obiedzie będę jechał do miasta. Chcesz się przejechać do Keia?-spytał szeptem żeby możliwie nikt poza chłopakiem nie usłyszał. W końcu nie zmieści wszystkich na motorze a miał ochotę na przejażdżkę.

Takano | Jun pisze...

-no moim sprzętem.-zasmial się wesoło.-cieszę się że podoba ci się ten pomysł. Tylko ubierz się ciepło.-poprosił jeszcze zanim chłopak wyszedł. Ugryzł babeczke miłe zaskoczony smakiem.-mmmm pycha!-zasmial się szybko kończąc. Zszedł do garażu odkopujac drugi, praktycznie nieuzywany kask. Wyczyścił go i położył na motorze obok swojego. Wypastowal też buty i sprawdził czy bak jest pełny.-no na szczęście wszystko jest sprawne...a tak dawno na nim nie jeździłem.-rozesmial się wchodząc do domu i płacąc dostawcy pizzy który akurat przyjechał.-PIZZA PRZYSZŁA!-zawołał niosąc wszystko do jadalni.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna zjadł swoje pół pizzy patrząc jak chłopak zjada tylko jeden kawałek.-Ryu nie utrzymasz się, powinieneś zjeść więcej.-upomniał go. Kiedy skończył od razu zszedł na dół i wyprowadził motor. -Ryu...a ty w ogóle powiedziałeś ojcu że jedziemy motorem?-spytał niepewnie kiedy chłopak zszedł na dół.-bo jak nie...to on mnie chyba zabije i pochowa...-jęknął.-Albo wrzuci do morza...-podał też inną opcję.-Już dzisiaj mi wyraźnie dał do zrozumienia że mam trzymać swoje rączki z dala od ciebie..."nie ma nic do takich związków" ale wolałby żebyśmy nie byli razem...a dokładniej ujmując żeby jego syn nie był w związku z facetem.-westchnął.-Więc jak mu nie powiedziałeś...to zaraz sobie zacznie myśleć że jednak za dużo czasu spędzamy razem i coś tu jest nie halo.

Takano | Jun pisze...

-Tak, pasuje-przytaknął cicho się śmiejąc.-kask jest? Coś na szyję wziąłeś?-spytał jeszcze.-Jak nie to zapnij sie pod szyją żebyś się nie przeziębił.-poprosił samemu zakładając swój kask.-trzymaj się mocno i nie puszczaj.-dodał na tyle głośno żeby chłopak usłyszał. Odpalił maszynę powoli przejeżdżając przez wioskę. Kiedy tylko z niej wyjechali mężczyzna momentalnie przyspieszył, kiedy nic nie jechało zrobił slalom, przechylając motor lekko na boki. Uśmiech nie schodził mu z twarzy czego przez kask nie było widać.

Takano | Jun pisze...

-Uczyć? Mowy nie ma! To jest moje maleństwo...nie dam ci go rozwalić na strachu na wróble!-wykrzyknął gasząc silnik i biorąc ze sobą kask.-Nigdy nikomu nie dałem i nie dam prowadził mojego motoru.-dodał.-ale cieszę się że podobała ci się przejażdżka, bo czeka nas jeszcze droga powrotna.-uśmiechnął się.-a teraz chodźmy do Keia, bo te urocze panie w białych strojach nas nie wpuszczą po czasie odwiedzin.-zaśmiał się wchodząc do szpitala.

Takano | Jun pisze...

-marudzisz...zawsze mogło być gorzej...mogłem zabrać ich wszystkich.- zasmial się-atak wziąłem tylko Ryu na przejażdżkę motorem.-wyjaśnił.-musisz jak najszybciej wyjść ze szpitala i jakoś pogodzić Reiko z ojcem...powiedziała mu o wszystkim i się wściekł.wchodząc-wyjaśnił w skrócie co się ostatnio działo.

Takano | Jun pisze...

-Ryu już wie ze nie dam mu prowadzić. Nie dam mu zniszczyć mojego malenstwa..,-zasmial się.-Toma nie wie ze jesteśmy razem. Wiadomo Yuto wypaplal ze spędzamy razem dużo czasu, więc staruszek wziął mnie na rozmowę. Z jego słów wynika ze nie chce żeby jego syn był z mężczyzna, timorze nic nie ma do takich związków. Wybrnalem z tego jakoś...ale kłamstwo ma krótkie nogi więc w końcu się dowie.-wyjaśnił.-ciężko będzie to ukrywać jeśli powtórzy się sytuacja z dzisiaj...Ryu prawie został zgwalcony przez swojego nauczyciela fizyki. Na szczęście zdążył uciec do innej sali zadzwonić po mnie zanim do czegokolwiek doszło.-mruknął.

Takano | Jun pisze...

-jak po niego przyjechałem do był przerażony, nie chciał wyjść spod biurka. Nadal pewnie boi się tego kolesia ale przy nas chce być wesoły.-wysunął swoją teorię przysuwajac sobie krzesełko na którym usiadł.-przejdzie czy nie, ma razie niech oswoi się z myślą że będzie miał wnuka..,dopiero później można myśleć o tym żeby mu powiedzieć że jego zaufany pracownik jest z jego synem. Pewnie najpierw będzie wkurwiony i jak mnie nie wyleje to będzie dobrze...ale powinno mu przejść. -powiedział dość spokojnie.-byle tylko nie wyszlo to przypadkiem bo nas przyłapie i powinno być wszystko dobrze.-zasmial się,-no oczywiście. Nie będę powielal twoich błędów i mój skarb nie skończy w polu zatrzymując się na strachu na wróble.

Takano | Jun pisze...

-no no wszystko ma swoje granice. Od motorka trzymajcie się z dala.-ostrzegł.-no i jestem z niego dumny. Ten facet nie wyglądał na słabego. To dobrze że walczył.-poprawił włosy,-dziecko? Ona, masz na myśli swoją narzeczona? Nie powinieneś się cieszyć że będziesz ojcem? Nie wygladasz na szczęśliwego.-zauważył.-wiesz...jeśli jesteś pewny że to twoje dziecko i że ją kochasz to chyba nic nie stoi na przeszkodzie. Nie jestem dobry w relacjach międzyludzkich. Ale jeśli się kochacie to ślub jest ok, tak sądzę. No bo raczej nie chciała tym ratować waszego związku?

Takano | Jun pisze...

-niby? Skoro jest twoją narzeczona to skąd tą wątpliwość?-spytał unoszac brwi.-jak się gumek nie nosi to się potem ma.-skwitował wzruszająca ramionami.-Ryu powiedziałem że nie dam ci prowadzić motoru. Nie zmienię zdania.-westchnął.-Ryu to że mam auto terenowe nie znaczy że jak wjedziesz nim w pole to nic mu nie będzie. Poza tym to ciężki sprzęt i inaczej się nim jeździ. Nie dam zepsuć sobie wozu.

Takano | Jun pisze...

-trzeba mocniejsze kupować.-zasmial się. -kłótnie kochanków umacniają ich miłość...czy coś w ten desen. Miejmy nadzieję że to jednak prawda.-westchnął.-idę, może jeszcze go złapie...kto wie czy ktoś go nie zaatakuje...-pokrecil głową chcąc odegnac złe myśli. Wyszedł z sali idąc dość szybko korytarzem. Zauważył chłopaka na parkingu. Podbiegł i objął go od tyłu.-nie bądź zły...bronie swoje maszyny...-zasmial się.-ten motor jest dla mnie bardzo ważny. Nikomu nie daje prowadzić.-wyjaśnił.-samochód...-westchnął.-nie wiem. Mógłbyś usiąść mi na kolanach...albo coś...

Takano | Jun pisze...

-Ryu no...-westchnął szybko łapiąc go za rękę i ponownie zamykając w silnym uścisku.-masz rację ktoś w końcu powinien. Więc zrobimy tak. Nauczę cie ale samochodem twojego taty, a jak ci będzie dobrze szło to pojedziesz moim. Tylko nie motorem. A teraz przestań odstawiac cyrki z tym autobusem. Razem przyjechaliśmy i razem wrócimy. Ryu proszę zakładaj kask i jedziemy.

Takano | Jun pisze...

-ale dla mnie to jest problem.-westchnął.-da i ja już się o to postaram.-mruknął.-Ryu no...jak coś to czekam w szpitalu...-powiedział zanim chłopak poszedł. Nie widział sensu w gonieniu go i klotniach. Wrócił do sali w której leżał Kei.-no i mi zwial...nawet nie wiem gdzie...serio nie chce ze mną wracać. Co ja mam zrobić?-mruknął siadajac na krześle.

Takano | Jun pisze...

-no poczekam...nie zostawię go...-westchnął.-no rozumiem...woli ochłonąć...ale nie chce żeby coś mu się stało.-ponownie westchnął.-ja chyba też muszę się uspokoić.-stwierdził w końcu na chwilę przymykając oczy.-kurwa że co? Jak ma niby zaslabnac za kółkiem? Przecież nie biega jak prowadzi to nie flinstowowie!-złapał się za głowę.-dajcie spokój...jazda samochodem nie jest jakoś bardzo męcząca no bez przesady...porozmawiam z waszym ojcem...jakoś go przekonam że go naucze. Cieszył się na tą jazdę motorem...jak przyjdzie to a drogę powrotną wezmę go z przodu...

Takano | Jun pisze...

-Wiem, że nie jest, wiem ze powinienem być spokojniejszy...ale nie umiem. Nie po tej akcji z jego nauczycielem.-westchnął.-jakoś go przekonam...póki jeszcze mi ufa...-wzruszył ramionami.-Bo jak się o wszystkim dowie to hoho...koniec.-spuścił głowę.-Nie będzie...nie ma co się oszukiwać, najwygodniejsza pozycja to, to nie jest. Już raz tak kogoś wiozłem...ale Ryu jest drobniejszy od niego więc powinno być łatwiej. Uczyć go na motorze nie będę i zdania nie zmienię ale niech się przynajmniej z przodu przejedzie.

Takano | Jun pisze...

-Tak tu masz rację. Poradził sobie, uciekł i zadzwonił po mnie...zaufanie podstawą każdego związku, tak?-westchnął cicho się śmiejąc. Kiedy chłopak wszedł spokojnie spojrzał w stronę drzwi.-Nic się nie stało, ja sam nie powinienem być taki uparty.-wstał z krzesła.-Dzięki za rozmowę.-powiedział do leżącego mężczyzny i złapał chłopaka za dłoń.-Ale teraz wracajmy już do domu.-wyprowadził go z sali.-Jeśli chcesz możesz się przejechać z przodu, oczywiście to ja będę prowadził...ale będziesz miał lepszy widok i takie tam...

Takano | Jun pisze...

-Jesteś pewny?-spytał unosząc brwi, jednak postanowił się z nim nie kłócić. Skoro taka była jego decyzja. Uważając żeby nie kopnąć chłopaka usiadł z przodu.-tylko trzymaj się mocno-Założył kask i odpalił motor.-ściemnia się...-zauważył ruszając. Jak zwykle przez miasto jechał spokojnie dopiero poza nim przyspieszając. Na zakręcie dość mocno przechylił motor, następnie spokojnie wjeżdżając do wioski.

Takano | Jun pisze...

Mężczyznę obudziła chcica nikotynowa, toteż z czystego lenistwa stanął w oknie zapalając papierosa.-O...a ten co spać nie może...-mruknął do siebie. Zgasił papierosa w popielniczce i w swojej standardowej "piżamce" zszedł na dół. Zahaczył o kuchnie gdzie z zakamarków zamrażarki wyjął swoje kiedyś zrobione lody. Nałożył ich trochę do miseczki i wyszedł na ganek.-A ty co sówko spać nie możesz?-spytał z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-No jak tak mogłeś o lekach zapomnieć.-pokręcił głową. wrócił się do domu biorąc koc leżący na sofie, następnie poszedł na ganek i opatulił chłopaka kocykiem.-powinieneś na siebie uważać a nie siedzieć w nocy na dworze...robi się coraz zimniej.-zauważył spokojnie.-Ale niebo dzisiaj jest takie czyste...nie zdziwiłbym się jakby jeszcze jakaś gwiazdka spadła.

Takano | Jun pisze...

-No tak, tak.-zaśmiał sie obejmując chłopaka.-w miseczce mam lody o smaku zielonej herbaty. Kiedyś sobie zrobiłem i tak sobie przypomniałem o nich.-wziął jedną łyżeczkę.-No i jeszcze są dobre.-ocenił jedząc dalej.-no tak wykorzystałem...-mruknął udając smutnego.-fizyka...będzie dobrze, a jakby się do ciebie znów chciał dobrać to dzwoń. Będę pod telefonem.-obiecał całujac go ukradkiem w policzek. W końcu w każdym momencie ktoś mógł wejść.

Takano | Jun pisze...

-No! to dlatego, że mi lody zabrałeś! Jest zimno,a ty lody jesz.-westchnął.-przepis jest prosty....-mruknął zabierając mu miseczkę.-zrobimy na lato.-obiecał. Posadził go sobie na kolanach mocno przytulając żeby chłopakowi było cieplej. Doszedł do wniosku że o 2 w nocy i tak wszyscy śpią.-Jeśli jednak zostaniesz z nim sam i coś się będzie działo to dzwoń. O tej porze mało kto jest w szkole.

Takano | Jun pisze...

-To chyba dobrze, że jestem...-zaśmiał się uznając to za komplement.-jasne, że potulę, co za głupie pytanie.-odparł obejmując go mocno."no i zasnął..." westchnął wstając i niczym książę swoją księżniczkę niósł do pokoju chłopaka. I pewnie spokojnie by doniósł gdyby po drodze nie wpadł na Reiko, która najwidoczniej wracała z łazienki.-auć...-mruknął lekko się chwiejąc i po chwili odzyskując równowagę.-co to wszyscy dzisiaj spać nie mogą?-mruknął ciesząc się w duchu, że wpadli na dziewczynę a nie na ich ojca.

Takano | Jun pisze...

-można, ale można też ostrożniej chodzic.-zauważył.-nic mu nie jest, po prostu usnal na ganku.-wyjaśnił pewniej łapiąc chłopaka.-Aoi? Rację z czym? Co gada?-spytał udając głupiego i przestając z nogi na nogę.-ta książę...tylko jakoś nie stać mnie na lśniącą zbroję...-zasmial się cicho.

Takano | Jun pisze...

Wywrócił oczami cicho się śmiejąc.-wierci się bo go budzisz.-szepnął.-jak widać się zakochał...ale nie był pewny.-westchnął.-a idź ty...po prostu nie miał w kim się zakochac.-zasmial się przez chwilę wachajac się do którego pokoju wejść. W końcu zdecydował że spanie w jednym na dodatek w jego pokoju może doprowadzić do wydania ich tajemnicy ojcu więc wszedł do pokoju chłopaka i kładąc go na łóżku. Okrył go kołdrą i poprawił poduszke. Ucałował go w czoło z zamiarem wyjścia.

Takano | Jun pisze...

-Ryu...-mężczyzna nachylił się nad chłopakiem.-A co jak twój tata zobaczy?-westchnął na razie tylko siadając.-bardzo się boisz tego testu? A może samego przebywania w jego towarzystwie?-spytał cicho, głaszcząc go po głowie.-będzie dobrze, wiesz, że zawsze jestem pod telefonem. Możesz dzwonic, pisać a ja zawsze przyjdę. Nie martw się.-uśmiechnął się do niego ciepło.-Bardzo chcesz żebym został?

Takano | Jun pisze...

-Ryu rozumiem...nie bój sie on już nigdy więcej cie nie dotknie. -widząc jak bardzo chłopak się boi, położył się obok niego delikatnie go obejmując.-spokojnie kochanie. Jeśli spróbuje coś zrobić to utne mu ręce. A na pewno zaciągane do sądu i niech go wykastruja.-ucałował go w czoło.-będzie dobrze, ją cie obronie.-obiecał.-zwolni, wywali z domu...ją i tak znajdę sposób żeby być z tobą...jeśli oczywiście będziesz chciał.-uśmiechnął się do niego.-ale jako ze jestem jedynym balsamista w promieniu 100 km...to o zwolnieniu ciężko mówić.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna wstał równo z chłopakiem uznając ze jeśli zostanie nakryty w jego pokoju mogą być kłopoty. Ubrał się i zaraz po śniadaniu zaczął pracę. Od samego rana na stół dostał wypadek samochodowy. Jakas parka walnela w drzewo jadąc nocą. Ludzie są czasem strasznie głupi. Zaczął od mężczyzny. Zszyl rany, nastawil kości itd. To samo z jego jak się domyślał dziewczyna. Kiedy kończył z kobieta zegar wskazywał 3 po południu.-dwa ciała a tyle roboty...ciekawe jak tam poszło Ryu...-zamaslil się ubierajac kobietę.

Takano | Jun pisze...

Kiedy w końcu skończył zaskoczony ze chłopak do niego nie zszedł poszedł do kuchni. Uśmiech od razu zszedł mu z twarzy kiedy zobaczył jak chłopakowi trzęsą się nogi.-Nie może być...Ryu...on tego nie zrobił...nie...-drżące ręce zacisnął w pięści.-ledwo stoisz...idź do łóżka.-nie potrzebował wyjaśnień. Już i tak wiedział co się stało, ta wymowna cisza była wystarczająca odpowiedzią. Wybiegł z domu i nawet nie zauważył kiedy z kopniaka otwierał drzwi sali od fizyki. Był wściekły.-TY ZBOLALY CHUJU!-warknal tak mocno walac go w twarz ze z miejsca złamał mu nos.-JAK SMIALES GO DOTKNĄĆ!? CHYBA POWIEDZIAŁEM ZE POSADA BĘDZIE TWOIM NAJMNIEJSZYM ZMARTWIENIEM!-kopnął go porządnie w krocze.-ty sukinsynie...pożałujesz że ze mną zadarles. Kiedy w końcu skończył zaskoczony ze chłopak do niego nie zszedł poszedł do kuchni. Uśmiech od razu zszedł mu z twarzy kiedy zobaczył jak chłopakowi trzęsą się nogi.-Nie może być...Ryu...on tego nie zrobił...nie...-drżące ręce zacisnął w pięści.-ledwo stoisz...idź do łóżka.-nie potrzebował wyjaśnień. Już i tak wiedział co się stało, ta wymowna cisza była wystarczająca odpowiedzią. Wybiegł z domu i nawet nie zauważył kiedy z kopniaka otwierał drzwi sali od fizyki. Był wściekły.-TY ZBOLALY CHUJU!-warknal tak mocno walac go w twarz ze z miejsca złamał mu nos.-JAK SMIALES GO DOTKNĄĆ!? CHYBA POWIEDZIAŁEM ZE POSADA BĘDZIE TWOIM NAJMNIEJSZYM ZMARTWIENIEM!-kopnął go porządnie w krocze.-ty sukinsynie...pożałujesz że ze mną zadarles.

Takano | Jun pisze...

-zdjęcia wyrównawcze?-uniósł brwi patrząc na wystraszonego chłopaka.-idź młody. Polecam prysznic i lezenie w łóżku.-mruknął oblizujac usta.-a my sie pobawimy...-mruknął szybko atakując mężczyznę z łokcia w brzuch.-muai thai...-przedstawił następnie kopiąc mężczyznę w głowę uważając żeby był jeszcze przytomny.-kick boxing...-podszedł zakładając mu na szyję chwyt tak że jednym ruchem mógł go udusic.-i krav maga...tak jak mówiłem zadarles z niewłaściwą osoba...-warknal a w jego oczach widać było że jest gotowy zabić.

Takano | Jun pisze...

-MOGĘ!-warknal z początku mocniej zaciskajac dłonie. Jednak kiedy chłopak go złapał momentalnie zwolnił ucisk i odsunął się pod jakąś ścianę. Dyszal ciężko jakby dopiero odzyskał świadomość. Działał impulsywnie i dopiero docierało do niego co zrobił.-ten skurwiel musi zapłacić za to co mu zrobił...nie daruje...pieprzony perofil.-warknal spluwajac w stronę nieprzytomnego nauczyciela.-zadzwoń po policję i po karetkę...powiemy że cię obronilem...-mruknął.nieprzytomnie zakrywajac twarz dłońmi.-jak długo już wam to robi?-spytał cicho kiedy czekali na policję i pogotowie. Był wściekły im miał ochotę zapalić a fajki zostawił w domu.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem...nie masz za co dziękować. Pobilem go bo zrobił to co tobie, osobie która kocham. Wracaj do domu i się umyj.-mruknął wychodząc ze szkoły. Już nie biegł, szedł czując na policzkach słone łzy. Wszystko co zrobił mu ojciec wróciło. Uderzyło w niego ze zdwojoną siłą.-on musi teraz cierpieć...to nie tak miało wygladac...po swoim pierwszym razie miałeś się śmiać...nie płakać jak ja...-otarł łzy wychodząc do domu i idąc prosto do swojego pokoju. Chwycił paczkę fajek stając przy oknie i odpalajac jednego mocno się nim zaciągając.

Takano | Jun pisze...

-od rana 3...-uscislil,bardzo długo się nie odzywając. Kiedy wypalił papierosa nie miał siły się odwrócić.-czemu?-szepnął z trudem się odzywając.-czemu nie napisałeś? Przyjechałbym...a tak...ten koles jest w szpitalu na intensywnej terapii...ja zapłaciłem kaucję za jego pobicie...a ty...a ty...a ty zostales zgwalcony...-zakończył zduszonym głosem. Po policzkach znów spływały mu łzy. Nie chciał żeby chłopak widział go tak słabego.

Takano | Jun pisze...

-przestań udawać że jest ok...nie jest ok.-odwrócił się podchodząc do łóżka. Usiadł przy nim opierając głowę o łóżko.-nie jest ok. To nie tak miało wygladac. To nigdy nie powinno mieć miejsca. Nie obwiniam się ale prawda jest taka że mogłem się domyślić że on może coś ci zrobić. A tak...twój pierwszy raz był tak samo ochydny jak mój. -podniósł głowę-ale masz rację...jego już nie będzie. Mogłem od razu go tak pobić.

Takano | Jun pisze...

-skoro tak mówisz...to na razie wolę przyjąć twoje myślenie.-objął go delikatnie. "tak jest wygodniej...przyjąć taki tok rozumowania...a jemu to pomoże...". Westchnął cicho.-to wszystko obudziło stare wspomnienia...nie mów że nic się nie stało...ale co się stało to się nie odstanie.-ponownie westchnął.-poloz się, pewnie jesteś obolaly...-wstał kładąc chłopaka na łóżko. Sam też położył się obok niego.-to moja bluza?-spytał z lekkim uśmiechem chcąc zmienic temat i rozluźnić atmosferę.

Takano | Jun pisze...

-Oj nic się nie stało...zastanawiam się teraz tylko jak spocona, przesiąknięta zapachem fajek bluza może uspokajać...-zaśmiał się cichutko mocno obejmując chłopaka.-w końcu nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz była prana...-pogłaskał go po włosach.-ale skoro mówisz, że cię uspokaja to weź ją.-dodał wesoło.-jestem, jestem...i nigdzie się nie wybieram.-obiecał.-a ty się tak nie wierć, bo pewnie bardziej cię boli...widziałem jak ci się nogi trzęsą, mnie nie oszukasz.

Takano | Jun pisze...

-No już mnie nie kłam. Powiedziałem chyba, że mnie nie oszukasz prawda? Boli, i wiem że bardzo boli. Więc leż grzecznie i się tak nie wierzgaj.-poprosił.-wiem, że nie odzyskam...weź ją sobie.-ponowił głaszcząc chłopaka po włosach.-co to za szatański plan? Nie podobają ci się moje ciuchy?-spytał unosząc brwi.-masz tą jedną i więcej nie oddam.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-Zostaw mi je...bo jak mi wszystkie zabierzesz to zostanę nagi, i co wtedy?-spytał cicho się śmiejąc.-Ryu?-trochę spanikowany zaczął ścierać łzy chłopaka.-och...zaraz tam szczęście...-bąknął.-mimo wszystko? Mimo czego?-spytał gubiąc wątek.-zostać?-zastanowił się chwilę. Był świadomy tego jak chłopak musiał się czuć, ale był również świadomy zagrożenia kiedy zostaną nakryci. -no lewa strona z prawą ci się pomyliła...-pokręcił głową.-dobrze. Możesz dzisiaj zostać.

Takano | Jun pisze...

-Jednak wolę być ubrany.-zaśmiał się.-wyzdrowiejesz. I będziemy żyć długo i szczęśliwie.-cicho zachichotał.-Ryu...przez coś takiego nie przestaje się kochać, nie prosiłeś się przecież o to. Jasne że mi sie to nie podoba. Jestem wściekły na niego, że śmiał skrzywdzić mojego aniołka...ale ciebie na dal kocham.-ucałował go w główkę.-sam nie wiem czemu cię kocham tak po prostu jest.-objął go mocno.-roger. Będę udawał się jestem zniesmaczony twoim zachowaniem. "Szefie pilnuj swoich dzieci, żeby nie wchodziły nocą do mojego pokoju. Jestem dorosłym mężczyzną, to niebezpieczne."-sparodiował mówiąc poważnym tonem.

Takano | Jun pisze...

-to nie było szczęście...ani ślepy los. Ja wolę myśleć że to przeznaczenie. Czerwona nić przeznaczenia.-zasmial się.-nie jestem taki idealny...-baknal. Ucałował go po francusku.-tak lepiej...-zasmial się cicho.-głównie kryminały. Ale zdarza mi się też jakąś fantastyke.-odpowiedział spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-poczytać? Ale..,no nie wiem...-zasmial się nerwowo.-ale co ja mógłbym ci poczytać? Chyba wypozyczyles siebie jakieś książki...te chcesz?-spytał odkrywając mu twarz.-poczytam, ale musisz przestać chować buzię.-odgarnal mu włosy z twarzy i poglaskal po policzku.-cieszę się ze jesteś cały...bałem się że coś ci się stanie, że twój organizm tego nie wytrzyma...tak się cieszę...-oparł głowę o jego tors.

Takano | Jun pisze...

-tak...nie aż taki słaby...-uśmiechnął się lekko.-wiem. To byłoby dziwne jakby byl delikatny. Dlatego oberwal w krocze. -westchnął cicho.-wiem, że przejdzie. Zawsze przechodzi...ale musiales przez to przejść...to jest najgorsze.-podniósł się patrząc na niego.-no dobrze moją ulubioną...-wstał z łóżka po książkę.

Takano | Jun pisze...

-będę delikatny...będę, nie musisz się o to martwić...poza tym nie zaprzątaj sobie tym głowy do tego jeszcze czas.-uśmiechnął się lekko. Położył się na łóżku i zaczął czytać. Modulowal głos, i starał sie przekazać emocje.

Takano | Jun pisze...

Kiedy poczuł wtulajacego się w niego chłopaka urwał odkładając książkę. Ułożył chłopaka okrywajac go koudra. Wstał i poszedł się umyć, nie minęło długo jak wrócił kładąc się do łóżka.-jednak dwuosobowe łóżko jest wygodniejsze.-powiedział do siebie, obejmując chłopaka i zasypiajac.

Takano | Jun pisze...

-hmmmmm? Nic mu nie zrobiłem...-mruknął wstajac i idąc prosto do łazienki.-Ryu co jest?-spytał jeszcze nieźle zaspany. Kucnal obok patrząc na niego zmartwiony.-co się stało aniolku?-odgarnął mu włosy z twarzy.

Takano | Jun pisze...

-ze stresu? No dobrze porozmawiam z twoim tatą. Powiem ze jesteś chory i ze lepiej będzie jak zostaniesz w domu.-powiedział wstajac.-umyj zęby i wracaj do łóżka a ja zaraz przyniosę ci herbatę.-zszedł na dół już po chwili wracając na górę z parujacym naparem. Wszedł do swojego pokoju.-nadal cie coś boli? Masz napij się.-podał mu kubek.

Takano | Jun pisze...

-ech...lez w łóżku dopóki nie przestanie boleć. Jak przestanie to możesz zejść a jak nie to grzecznie lezysz.-oznajmił.-na pewno nie jesteś chory?-spytał jeszcze następnie patrząc w stronę drzwi.-Chyba twój tata się obudził.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-no to dobrze. Jestem spokojniejszy-uśmiechnął się lekko.-Hmmmm ja za pierwszym razem miałem jeszcze siniaki i podbite oko. Nie wiem idę ciebie będzie bolało. Ale jutro powinno już być ok.-zastanowił się.-no jutro...

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna w tym czasie siedział po łokcie w robocie. Już przestał się dziwić ze ma jej aż tyle, w końcu był jedynym balsamista w promieniu100 km. Ledwo skończył z jednym potrąconym przez samochód rowerzysta a już bral się za jakiegoś faceta, który zmarł w szpitalu. Przyglądając się zdjęciu odtwarzal jego wygląd sprzed choroby. Kiedy skończył było już południe więc wyszedł na chwilę zapalić a kiedy wrócił zabrał się za zwłoki zadzganej dziewczynki.-no...w końcu policja cie oddala.-westchnął zaczynając pracę. Po przemyciu ciała zabrał się za szycia.-dziwne...miała wycięte narządy rozdrodcze...tuż przed śmiercią.-mruknął sam do siebie poprawiając niechlujny szew mordercy.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna wybuchł głośnym, niekontrolowanym śmiechem, trzymając się stołu żeby nie upaść. Wziął kilka wdechow żeby się uspokoić i dopiero wtedy spojrzał na chłopaka.-no cóż....mam go zszyć czy żona się obejdzie? Oczywiście jeśli mam go zszyć to potrzebuje wszystkie...części.-wyjaśnił wciąż cicho się śmiejąc.-ale zajmę się tym.-potwierdził.-do kolacji zdążę spokojnie.

Takano | Jun pisze...

Kiedy skonczyl z cialem dziewczyny akurat przywieźli mu ciało mężczyzny. Wniósł je do piwnicy następnie wracając po jego części. Po drodze zaszedł jeszcze do kuchni.
-o...cześć...-przywitał się. -gratuluje błogosławionego stanu. Kei mi powiedział.-usprawiedliwil od razu swoją wiedzę. Wyjął z lodówki energetyka z zamiarem wrocenia na dół do pracy. -Ryu co dzisiaj na obiad.-spytał jeszcze chłopaka stając w drzwiach. Popatrzył na zawartość trzymanego woreczka cicho się śmiejąc.-doprawdy...czego to ludzie nie wymyślą...i po co mu to było...

Takano | Jun pisze...

-dzięki...będę miał zapas.-uśmiechnął się-wiesz...ja zostałem zmuszony do ograniczenia.-wzruszył ramionami patrząc na chłopaka.-a miałem nadzieje na coś pysznego po tak męczącym dniu...-westchnął.-wiesz jak nie celowo to jak? Jaki debil używa piły nago?-spytał unosząc brwi.-no nic ja wracam do pracy.-mówiąc to wyszedł z kuchni wracając do piwnicy. Zaczął tradycyjnie od umycia zwłok następnie zabierając się za szycie.-ja wiem że ten zawód jest dziwy...ale nigdy nie myślałem że będę przyszywal komuś penisa...-westchnął wciąż się śmiejąc.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna skończył z ciałem akurat jak obiad kończył się gotować. Wszedł zmęczony na górę marzac o pysznym obiedze, ciepłej kąpieli i cygaretce. Najpierw zaszedł do kuchni zaraz się zatrzymując i niepewnie patrząc na kuchenkę.
-co to tam bulgocze...?-spytał wskazując na garnki i przenosząc wzrok na krzatajacego się mężczyznę a następnie na siedzącego przy stole chłopaka.-Ryu miałeś jeszcze jakieś zlecenia?-spytał od razu wiedząc dobrze że kolejnego by nie wytrzymał.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem. Niby taka mała wiocha a tyle trupów...-pokrecil głową.-potrzebuję wakacji.-zasmial się cicho.-Ryu czekaj to też się przejdę.-uśmiechnął się do niego w planach mając zajście do baru coś zjeść. Nie ufał dzisiejszemu posiłkowi. Pobiegł na górę się ubrać i wrócił z portfelem gotowy do wejścia.-to co idziemy? Czy jednak wolisz iść sam?-spytał wychodząc z domu.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna w milczeniu szedł za chłopakiem nie będąc pewnym czy na pewno może iść. Kiedy doszli na miejsce usiadł obok chłopaka.-fakt. Dobra pogoda na surfowanie...pewnie plaża jest pełna.-potwierdził patrząc w wodę.-Ryu boli cię coś jeszcze? Chcesz o tym porozmawiać? Ni chce żebyś przeżywał to samotnie tak jak ja. Ty nie jesteś sam. Jeśli jest coś co mogę dla ciebie zrobić to powiedz.-poprosił na koniec patrząc na chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-dobrze, rozumiem. Nie będę cie męczył, ani zmuszał żebyś mi się zwierzał z tego co czujesz. Ja po prostu wiem ze po czymś takim bardzo często trudno się pozbierać. Zwłaszcza jeśli jest się samemu.-wyjaśnił swój punkt widzenia. -mnie samemu jest ciężki się z tym pogodzić. Może dlatego ze sam to przeżyłem.-pokrecil głową.-nie...muszę zapomnieć.-powiedział bardziej do siebie, mając na mysli też swoją przeszłość.

Takano | Jun pisze...

-to mnie już ściga 12 lat.-zasmial się cicho, delikatnie obejmując chłopaka.-ale do tego przywyklem. Nadal nienawidzę ojca ale nie mam koszmarow i ciało już nie piecze.-wzruszył ramionami.-nie chciałem żeby ciebie spotkało to samo. A jednak się nie udało...tylko jego mogłem zlac, ojca nie bardzo.-ucałował go w czoło.-nie mówmy już o tym-poprosił.-bo się zaraz rozkleje.

Takano | Jun pisze...

-nie chce. Już się wczoraj rozkleilem. Straczy mi.-zasmial się.-pomogło...cierpiał. Powinienem mu zrobić coś gorszego za to co zrobił tobie. Nie posłuchał co do niego powiedziałem.-westchnął.-nie potrzebuje pomocy terapeuty. Po prostu te wspomnienia stały się żywe. Nic mi nie jest, przejdzie mi tylko potrzebuje trochę czasu. Wiec nie mówmy już o tym.-ponownie poprosił.

Takano | Jun pisze...

-dobra.-westchnął.-mi pomogło. Ja się wyzylem.-wywrócił oczyma.-po prostu chciałem żeby cierpiał i zapłacił za to co ci zrobił. I pewnie bym go zabił gdyby dzieciak z którym akurat skończył mnie nie powstrzymał.-przyznał w końcu.-tobie pomaga tą sytuację znieść to że pierwszy raz jest z miłości. Mi pomaga to że przypudrowalem mu nos.-wyjaśnił.-dobra...chodźmy już do domu.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna spokojnie ruszył za chłopakiem już nic nie mówiąc żeby bardziej nie złościć chłopaka.-hej-przywitał się z Keiem.-no już się taka na nim wieszaj.-mruknął-no i co tak wcześnie? Jeszcze powinieneś leżąc w szpitalu.-zauważył. Widok mężczyzny tylko go dobił. W końcu obiecał że będzie go bronił a nie dotrzymał słowa. Gdyby mógł to pewnie cofnąłby czas.

Takano | Jun pisze...

-miałem taki zamiar.-mruknął w odpowiedzi.-miałem dość męczące dwa dni i myślałem ze po dzisiejszym dziwnym przypadku zjem coś pysznego a ta bulgoczaca ciecz na taką nie wyglądała.-dodał.-a wy na pewno chcecie ryzykować?-spytał patrząc na nich i delikatnie unoszac brwi.

Takano | Jun pisze...

Wzruszył ramionami wchodząc za nimi jednak zamiast do kuchni poszedł do swojego pokoju. Ubrał się cieplej biorąc ze sobą buty na motor. Zahaczył o kuchnie informując ze jedzie do miasta a później już tylko wyjął motor. Wsiadł i spokojnie wyjechał z wioski jadąc okrężną drogą. Potrzebował przejażdżki żeby wszystko sobie poukładać. Przyspieszył pedzac przed siebie. Wiedział ze bójka nie byla rozwiązaniem ale wtedy działal impulsywnie i pomogło mu to znieść tą sytuację. Westchnął podjerzdzajac pod bar z dango. Zjadł kilka i wziął trochę na wynos tyle żeby dla wszystkich starczyło. Słodkie dango i zielona herbata skutecznie go uspokoiły i po chwili pakowal już wszystko pod siedzenie.
-hej lalusiu.-usłyszał za sobą. Niechętnie się odwrócił od razu obrywajac w twarz. Dotknął ust.
-rowaliles mi warge...-mruknął oblizujac krew.

Takano | Jun pisze...

-Ryu!? Co ty tu robisz?!-spytał wyraźnie zdziwiony i zdenerwowany. Odepchnął od siebie napastnika tak że uderzył o słup.-Co ty tu robisz?-spytał ocierając krew z ust.-No co za...zakrwawili mi spodnie...-mruknął.-poradziłbym sobie. Czemu wziąłeś mój wóz? Mogło ci się coś stać...-jakiś facet złapał go w pasie ale on tylko uderzył go z łokcia w głowę.-radziłem sobie.-powtórzył ale znów ktoś się na niego rzucił. Mężczyzna odkopnął napastnika. wyraźnie zirytowany.-Nie widzisz że rozmawiam?!

Takano | Jun pisze...

-Radzę sobie świetnie, zamiast się o mnie martwić, martw się o siebie!-krzyknął jeszcze łapiąc faceta który atakował chłopaka za koszulkę i podnosząc go do góry.-ty skurwielu kto ci pozwolił go atakować. To ja jestem twoim przeciwnikiem.-warknął poprawiając cios chłopaka celując w kroczę mężczyzny. Kiedy przyjechała policja mężczyzna poprawił ubrania tłumacząc co zaszło. Oczywiście został skarcony ze od razu nie zadzwonił na policję. A kiedy gliny zabrały napastników mężczyzna podszedł do samochodu pukając w szybę.

Takano | Jun pisze...

-Ryu...ja cię błagam nie wydurniaj się. Jest ciemno.-westchnął.-Radziłem sobie nie musiałeś przyjeżdżać...rozumiem, że się martwiłeś ale nie rozumiem po co przyjeżdżałeś. Co na to twój ojciec? Hmmm?-spytał unosząc brwi.-Serio nie mam siły się kłócić ani znosić fochy...-popatrzył na swoją nogę, z której leciała krew.-kurwa...któryś musiał mieć nuż...dobra dam ci prowadzić. Tylko motor dam do bagażnika.-westchnął zrezygnowany.

Takano | Jun pisze...

-Ten dupek przypieprzył mi w twarz i nazwał lalusiem i pedałem. Nie będę siedział i patrzył...-mruknął siadając i grzecznie czekając aż chłopak skończy opatrywać mu ranę.-Kei w domu poprawi...-mruknął tylko.-Tak i co twój ojciec sobie pomyśli? Wracasz z zakrwawionym 27 latkiem...zakaże mi się z tobą widywać, albo coś. Wiesz jaki jest na twoim punkcie przewrażliwiony.-westchnął.-No już przestań...zrozumiałem jestem kretynem....stary a głupi.

Takano | Jun pisze...

-Ryu...-mruknął.-No dobrze...ale z drugiej strony nie był zadowolony ze spędzamy ze sobą dużo czasu.-westchnął.-No wkurwił mnie...jestem dzisiaj nabuzowany. Normalnie to może i bym go olał...ale rozwalił mi wargę.-ponownie westchnął.-Ale rozumiem, tak? Zachowałem się jak kretyn więc już mnie nie męcz.-poprosił. Kiedy się zatrzymali uśmiechnął się do chłopaka.-Jestem z ciebie dumny. Dojechaliśmy cali i zdrowi, widzisz nie trzeba cię uczyć.-uśmiechnął się dając mu szybkiego całuska.

Takano | Jun pisze...

-Ja...-zaczął nie do końca wiedząc co może powiedzieć a co nie.-Jestem dziś strasznie drażliwy. Normalnie pewnie nie wdał bym się w bójkę. Po prostu wszystkie moje wspomnienia dotyczące ojca, mojej przeszłości, tego że mnie gwałcił...z jakiegoś powodu to wszystko wróciło.-westchnął.-nie mów nikomu nawet Ryu, że ci powiedziałem, nie idź do niego...Jakiś pierdolony nauczyciel go zgwałcił...pobiłem go, wylądował na oiomie...Ryu się jakoś trzyma, nie chce o tym rozmawiać, a ja już sam nie wiem co robić. Wiem że po prostu musi nauczyć się z tym żyć...ale jestem po prostu wkurwiony...ktoś go dotknął przede mną a ja nic nie mogłem zrobić. Byłem bezsilny...-zakrył twarz dłońmi żeby nie było widać że płacze.

Takano | Jun pisze...

-Taa...przypieprzenie mu w twarz pomogło na chwilę...-jęknął. Miał dosyć, miał cholernie wszystkiego dosyć. Otarł łzy i spojrzał na chłopaka.-Ryu, Kei ma rację, potrzebujemy odpoczynku. Za dużo się wydarzyło. Z tą nogą będzie mi ciężko pracować a twój ojciec nie powinien się o tym dowiedzieć...słyszałem jak na ciebie krzyczał.-przeczesał włosy dłonią wciąż nie wstając z kanapy.

Takano | Jun pisze...

-no jasne...nic...-mruknął. Za radą mężczyzny postanowił na dzisiaj już o niczym nie myśleć. Pokuśtykał do łazienki, umył się i od razu poszedł do łóżka spać. Zasnął od razu jednak nie można powiedzieć żeby miał spokojny sen. Wiercił się, mamrotał coś nie zrozumiałego pod nosem i co chwila się budził zlany potem nie pamiętając zupełnie co mu się śniło. Nawet kiedy już rano się obudził nie miał ochoty wstawać.-wakacje dobrze by mi zrobiły...a najlepiej onsen...chyba muszę się wyluzować.-westchnął cicho.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna około południa zdecydował ze przydałoby się zmienić opatrunek bo rana nieprzyjemnie bolała. Wstał i wykuśtykał z w pokoju z ulgą zauważając mężczyznę w pokoju Ryu. Przynajmniej nie musiał go szukać po całym domu.
-Kei...zmienisz mi opatrunek.-zwrócił się od razu do niego następnie przenosząc wzrok na chłopaka.-Coś się stało? Źle się czujesz, ze leżysz w łóżku?-spytał od razu.-No i co się stało, ze się tak uśmiechasz?-spytał a na ustach od razu pojawił mu się uśmiech.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna posłusznie usiadł czekając na werdykt lekarza.-zbuntowany 17 latek? No ciekawe.-zasmial się.-więc teraz tylko Aoi i Yuto nie są w stanie wojny z ojcem? Nie powiem że ciekawa sytuacja...-pokrecil głową.-gorączka? No skoro Kei oznajmił że to nic poważnego to ufam...-uśmiechnął się lekko-do Kyoto?-spytał zaskoczony.-do ciebie?-zwrócił się do Keia.-jasne że odpoczynek dobrze nam zrobi...ale nie wiem czy mogę tak zostawić robotę...

Takano | Jun pisze...

-aż tak źle? No ja wiem że ten nuż to raczej czysty nie był ale serio tak źle? Kurwa ała! Uważaj trochę.-syknal z bólu powstrzymując się żeby nie zabrać nogi.-no więc może Tomohisa. Studiowałem z nim, dałby sobie radę.-oznajmił.-ale to też zależy na ile jedziemy. Bo jeśli tydzień to można odsyłać do najbliższego...albo zamknąc zakład,-wyjaśnił.-od 2 lat nigdzie nie jechałem...-zasmial się cicho trochę zażenowany.

Takano | Jun pisze...

-ał ał ał...kurwa! Za co to sadystyczny doktorku?-spytal krzywiac się z bólu.-tak on. Teoretycznie jest lekarzem sądowym więc umie balsamowac ciała. Uczyłem go szyć więc tak jak mówię poradzi sobie.-uśmiechnął sie lekko.-no tak tyle ciał i tyle kasy. Rozumiem.-uśmiechnął się.-tak...dużo wakacji. -rozesmial się.-z tą noga i tak bym wiele nie zrobił.-westchnął ciężko.-wolne dobrze mi zrobi. Może w końcu odpoczne.

Takano | Jun pisze...

-sadysta a nie lekarz.-mruknął niezadowolony.-pogadam z nim i jakoś przekonam. Zastąpi mnie. Ile będą trwały moje wakacje?-zasmial się,-jeju to straszne muszę cały dzień siedzieć...-westchnął.-daj spokój noga nie jest złamana tylko rozcieta tylko patrzeć jak się zrosnie.-dodał.-mmmm a co dostanę na sniadanko kochanie?-spytał oddając pocałunek.-nie powiem ze mi się podoba motyw że się mną opiekujesz

Takano | Jun pisze...

-coś sugerujesz?-spytał niezadowolony.-dobra już dobra będę siedział.-westchnął. -będę grzecznym pacjentem.-dodał obiecując.-dobrze, tylko żeby było smaczne.-uśmiechnął się do niego. Grzecznie czekał aż chłopak skończy opatrywac Keia a kiedy został z mężczyzną sam westchnął cicho,-następnym razem bądź delikatniejszy.-mruknął.-w ogóle miałeś pecha jak z nim jechałeś. Mój samochód jest cały.-zasmial się.

Takano | Jun pisze...

-oj tam zaraz idiotą...-westchnął.-no jasne jasne. Dojechalismy cali ty go na pewno po prostu stresowales ot co. Ładnie jeździ nie ma co marudzic.-mruknął uśmiechając się do wchodzącego chłopaka zabierając się za jedzenie,-tylko onigiri? Mam chłopaka niejadka.-westchnął kręcąc głową.-nic dziwnego ze jesteś taki słaby skoro prawie nic nie jesz,-dodał jedząc z uśmiechem na ustach.

Takano | Jun pisze...

-sztuczki ta? No to chyba muszę się ich nauczyc.-zasmial się kończąc jedzenie i delikatnie obejmując chłopaka,-jutro? Rano czy wieczorem?-spytał od razu.-takie małe wakacje, odpoczniemy trochę...może nawet zajdziemy do onsem.-uśmiechnął się.-dawno nie byłem, taka kąpiel dobrze mi zrobi.-poglaskal chłopaka po włosach.

Takano | Jun pisze...

-mhm rozumiem. Fakt nie pojechałbym...-westchnął zrezygnowany.-a wszystko bo jakiś debil miał nuż,-mruknął niezadowolony. -no onsen,-przytaknal spokojnie,-mam znajomego który prowadzi onsen niedaleko Kyoto. Ma naturalne źródła, i bardzie często daje mi prywatne bo wie ze przyjeżdżam się wyciszyć. Więc jestem sam w źródełku. Woda jest świetna.

Takano | Jun pisze...

-marudzisz i tyle.-zasmial się.-Kei...nie chcę się powtarzać...znasz moje zdanie na ten temat,-dodał cicho wzdychajac. -jakie urocze rumience.-rozczulil się calujac go w policzek.-nie zwracaj uwagi.,,męczy mnie tym tekstem odkąd się dowiedzial.-zasmial się,-tak prywatne. Naprawdę tam ładnie, woda, kamienie. Mały wodospad.-opisał w skrócie,

Takano | Jun pisze...

-a ja już kilka razy mu mówiłem że na razie nic ci nie zrobię...powinien w końcu przestać mnie o to upominać.-mruknął jednak po chwili się uśmiechając.-nie martwicie się...jeśli sam nie będziesz chciał nic nie zrobię.-dodał glaszczac go po policzku.-brzmi fajnie i tak będzie. Tylko za długo nie będziemy siedzieć w wodzie żebyś nie zasłabł.-oznajmił od razu.-jasne że będę. Noga niedługo będzie sprawna.-zapewnił z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-droczyć ta?-zasmial się oddając pocałunek.-mówi czy nie to zaczyna być irytujace.-westchnął. Kiedy chłopak wrócił, wstał i z jego pomocą zszedł na dół. Usiadł na kanapie przeglądając coś w telefonie.-już napisałem. Powiedział że wszystko przyszykuje.-uśmiechnął się. Kiedy ojciec chłopaka wszedł momentalnie umilkl. Nie chciał sobie robić w nim wroga.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna westchnął cicho się śmiejąc.-jestem najgorszym możliwym przykładem. Każdy ci to powie. No i co ja mam mu powiedzieć skoro też jadę?-spytał unosząc brwi.-przejdzie mu...no i rozumiem że się o niego martwisz ale...nie uważasz że przesadzasz?

Takano | Jun pisze...

-Jadę...a...do znajomego. Ma onsen, dawno go nie odwiedzałem...zaproponował, że przydadzą mi się wakacje.-wyjaśnił szybko prawie nie kłamiąc.-A Ryu jedzie z Keiem.-zwalił tą sprawę na mężczyznę.-Obiecałeś, obiecałeś...ale poznaj ich trochę. Reiko się trochę zagubiła, to prawda. Ale przez bardzo długo się nią nie interesowałeś. Przez trzy miesiące ukrywała ciążę, a ty tego nie zauważyłeś. A Ryu...ciągle się nad nim trzęsiesz, nie możesz go wiecznie kontrolować. Skoro nie chce wyjeżdżać to znaczy, że mu tutaj dobrze. Zainteresuj się czego ON chce a nie czego TY chcesz. To jest jego wywalczone życie. Tak jest grzecznym i pomocnym chłopcem, ale sądzę że...teraz po prostu ma dość że wszyscy się tak nad nim trzęsą. Zwłaszcza, ze na nic mu nie pozwalasz. Nawet na jazdę samochodem która nie wymaga od niego bóg wie jakiego zużycia energii. A radzi sobie bardzo dobrze.-westchnął wstajac i krzywiąc się z bólu.-Przestań planować jego przyszłość i zastanów się czego on chce. Wiem że chcesz jego szczęścia, ale może on jest szczęśliwy tutaj.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna przygryzł warkę.-wiedziałem.-przyznał spokojnie.-Wybiegł na deszcz, był zdenerwowany i biegł do ex Reiko...był wkurzony...potem mocno zachorował.-zacisnął dłonie w pięści.-Najlepiej zamknij go w pokoju i nie pozwól wychodzić. DAJ MU ŻYĆ. Chce pojechać do Keia, spędzić z nim trochę czasu w Kioto. Co mu się stanie przy lekarzu? "Puki to mieszka...", aż się prosisz żeby uciekł z domu. Zrozum że on dorasta. Już i tak przez to trzymanie go w klatce jest otępiały emocjonalnie. To w gruncie rzeczy jest normalny 17 letni chłopak. Zastanów się jaki ty byłeś w jego wieku. Na pewno miałeś już swoją pierwszą miłość.-mruknął.-namieszałem? Co masz na myśli?

Takano | Jun pisze...

-Tak i w ten pierdolony tydzień odkryłem związek Ręiko i pomogłem jej się uspokoić. Ja nic o nich nie wiem? Ja?-zazgrzytał zębami powstrzymując się żeby nie wypaplać o zgwałconym Ryu.-Jest zmęczony i potrzebuje odpoczynku. Z resztą ty jesteś ojcem i ponoć wiesz najlepiej.-mruknął wstając i kuśtykając na górę. Miał dość tej rozmowy, obawiał się że jeszcze chwila i wykrzyczał by mu całą prawdę w twarz.

Takano | Jun pisze...

-wiem...nie wiem czy uciekł oby nie...oby też nie mu się nie stało. Poszedłbym go szukać ale nie bardzo mogę się ruszyc.-westchnął zrezygnowany. Pokłócili się...bo się nie rozumieją...a raczej wasz ojciec nie chce go zrozumieć. To tak jak z tobą.-wyjaśnił.-wiesz Reiko...nie wiem czy jestem odpowiednią osobą żeby dawać ci rady w tym temacie. Ale sądzę że będziesz je kochała. Nie chciałaś aborcji.-zauważył z uśmiechem dotykając jej brzucha.-bardzo szybko doroslas...zaopiekujesz się nim. Oczywiście jest to też dziecko tamtego mężczyzny ale nie myśl tak...myśl że jest to twoje dziecko. Twój dzidzius którym się zaopiekujesz i wychowasz.-uśmiechnął się.-porozmawiaj o tym z Aya. Pewnie bardziej ci pomoże.

Takano | Jun pisze...

-Mam nadzieje że nic mu nie jest.-uśmiechnął się lekko.-Reiko to w końcu jego narzeczona. Idź na pewno ci pomoże. Niedługo będziecie rodziną, daj jej szansę. Mi dalas.-zauważył.-idź z nią porozmawiać a ja zadzwonie do Ryu.-pchnął ją lekko sięgając po telefon i wybierając numer chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-na pewno?-spytał jeszcze żeby się upewnić,-gdzie jesteś? Rozumiem że nie chcesz być w domu ale kiedy wrócisz? Jest mi tu smutno, jestem głodny i twój tata mnie nie lubi.-powiedział smutnym głosem.-jakie utopisz? Ryu co ty wygadujesz? Nie poskladam zrobię z ciebie frankemstaina. nie waz mi sie umierać. Za krótko jesteśmy razem żebyś mi umarł skarbie.-powiedział mimo wszystko ostrym głosem.

Takano | Jun pisze...

-Ryu proszę. Na prawdę nie chcę cie tak szybko tracić.-poprosił cicho.-w ogóle nie chcę cie tracić.-dodał.-Ryu ja...nie wiem, nie wiem jak. Mnie też nie słucha...ja wiem że się martwi, przecież też się martwię ale...wiem że chcesz być traktowany jak normalny 17 latek. Dzisiaj na mnie nakrzyczal że nic o was nie wiem i tylko namieszałem. Dowiedzial się o tych 10%...jeśli jeszcze dowie się o nas to pozamiatane. Ryu ja nie wiem. Może Kei do niego dotrze. -westchnął.

Takano | Jun pisze...

-oczywiście że jesteś.-uśmiechnął się.-i tak powinieneś być traktowany. Ryu nie płacz. Słuchaj to jest twoje zdanie i powinieneś je wyrazić. Wiem że on może teraz powiedzieć że namawiam cie do zlego. Ale musisz powiedzieć mu co czujesz. Wiem że nie chcesz się z nim kłócić ale jak powie że masz się ze mną nie widywac to też będziesz siedział cicho? Ryu ja nie chcę się wyprowadzać.-zakończył. Tak mu było dobrze. Był zawsze blisko Ryu.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna na prośbę chłopaka zszedł na dół. Zaszedł do kuchni. Zrobił budyn który rozlal do dwóch miseczek. Pokustykal do salonu gdzie usiadł na kanapie czekając na chłopaka.-proszę budyn.-uśmiechnął się podając mu miskę samemu jedząc swoją porcję.-to co jutro jedziemy? Onsen odwiedziny pewnie jak noga sie zagoi...no chyba ze jednak nigdzie nie jedziemy. Jak się pewnie domyslasz twój ojciec nie jest zadowolony z faktu ze opuscisz szkole i chcę o tym rozmawiać z Keiem.-zdał sprawozdanie.

Takano | Jun pisze...

-o czym?-zagryzl dolną warge.-o tym żeby ojciec w końcu przestał mnie gwałcić za mieszkanie w jego domu. Żebym w końcu przestał być jego dziwka. Byłem silniejszy a jednocześnie przy ojcu taki słaby...marzyłem o wolności. Żebym nie musiał codziennie brać leków przeciwbólowych żeby jakoś isc do szkoły.-mruknął bawiąc się budyniem. -marzyłem o szczęśliwej rodzinie i wspólnych posiłkach.-wyjaśnił w końcu biorąc łyżkę budyniu do buzi.

Takano | Jun pisze...

-a..-mężczyzna lekko przestraszony popatrzył na wchodzącego szefa.-Ryu dla mnie jestes rodziną. Moją najukochansza rodziną.-poglaskal go po włosach.-dziękuje Ryu. Ja też chciałbym spełnić twoje marzenia.-uśmiechnął się lekko.-zmarlzes?-spytał obejmując go lekko przyciągając go bliżej do siebie i ukradkiem calujac go w policzek.

Takano | Jun pisze...

-oj żebyś tylko się nie przeziebil bo z onsen nici.-ostrzegł mocniej go przytulajac.-mój zmarźluch...-zasmial się wesoło.-pójdziemy gdzie będziesz chciał. Odpoczniemy sobie. Nic nie będziesz musiał gotować, spokojnie.-zapewnił układając usta w dziubek rejestrując pustkę w pokoju.-daj caluska.

Takano | Jun pisze...

-no, no. Jak będziesz się tak zgrywać to w ogóle przestanę cie tulic.-zasmial się mocniej przytulajac chłopaka. Oddał pocałunek a kiedy chłopak musnal tego szyję mimowolnie zadrzal.-ja ciebie też kocham. Bardzo. Najbardziej.-zapewnil glaszac go po plecach.

Takano | Jun pisze...

-nie przestanę.-obiecał.-mimo ze wolę jak jednak nie robisz głupot. Bo wtedy tylko bardziej się martwię,-dał mu szybkiego calusa znów mocno go obejmując.-ech gluptasku wystarczy jak powiesz żebym cie przytulil i to zrobię. Nie musisz kręcić. Ja też lubie jak się do mnie tulisz.

Takano | Jun pisze...

-Ryu...motor? Serio aż tak bardzo chcesz?-spytał wzdychajac cicho i glaszczac go po włosach.-Ryu motor to na prawdę ciężki sprzęt i w przeciwieństwie do samochodu wymaga użycia jakiejś siły fizycznej. Trzeba go utrzymac w pionie...i w ogóle. Tak siedzialbym z tyłu ale co.jeśli zareagowałbym za późno? To jasne ze wziąłby siłę upadku na siebie...ale powiedz nie obwinialbys się jeśli wylądowałbym w szpitalu? Nie chcę takiej sytuacji...

Takano | Jun pisze...

-Ryu ja mówię poważnie. Nawet przy jak to nazwałeś podstawach coś może się stać.-westchnął cicho na chwilę się zamyślając.-skuter.-powiedział w końcu patrząc gdzieś w bok.-Na skuterze mógłbym spróbować cię nauczyć. Jest lżejszy i wolniejszy od mojego ścigacza.-przytulił go mocno.-a za dwa lata, jak już będziesz zdrowy to wtedy...-przełknął ślinę.-pozwolę ci poprowadzić moje maleństwo.-uśmiechnął się lekko.-Jak możesz...wiesz jak nie lubię szpitali.-jęknął teatralnie.

Takano | Jun pisze...

-Ryu nie stawiaj mnie w takiej sytuacji...motor nie różni się bardzo od skutera...a będzie bezpieczniej.-westchnął.-na prawde, ja bym cię nauczył...tylko obawiam się że dasz za dużo gazu a ja za późno zareaguje i oboje skończymy w najlepszym wypadku w szpitalu...daj mi się zastanowić, dobrze?-spytał na tyle głośno żeby chłopak słyszał.

Takano | Jun pisze...

-powoli.-zasmial się.-to znajomy ze studiów...mieszkaliśmy razem. Jestem dla niego czymś w rodzaju starszego brata.-wyjaśnił po krótce.-z wykształcenia jest lekarzem sądowym, chodziliśmy razem na kursy więc jestem pewny że sobie tutaj poradzi.-odpowiedział spokojnie. -ale nie.mówmy o pracy.-poprosił.-pogadajmy o czymś innym.

Takano | Jun pisze...

-nie przeczę lubie go. Ale kocham tylko ciebie.-uśmiechnął się muskajac jego usta.-na studiach nie robiłam niczego ciekawego...uczyłem się. Czasem wychodziłem gdzieś ze znajomymi. Wiesz były kursy na których szylismy rany i takie tam. A...najbardziej szalona rzecz...muszę mówić? Może lepiej jak ominiemy to pytanie? No wiesz...nie wiem co rozumiesz przez "szalony"...-uśmiechnął się czując się trochę niezręcznie.

Takano | Jun pisze...

-czasem tak.-odpowiedział spokojnie. Mocniej przytulil chłopaka.-no wiec...uchlalem się w trupa...i...obudziłem się w love hotel...z paroma znajomymi. Nie wiem czy było to szalone czy bardziej głupie. Ale nie byłem raczej spokojny więc nie wiem co innego mógłbym ci powiedzieć...-zamyslil się.-brałem też udział w ulicznym wyścigu motocyklowym...wygrałem.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna skinal głową.-prawdopodobnie tak...nic nie pamiętam. -mruknął zażenowany.-byłem pijany. Ale z tego co gadali znajomi wyglądałem jakbym się świetnie bawił.-dodał chowając twarz w dłoniach.-no wygrałem ale czystym fartem...o milimetry...i to tylko dlatego że facet przedemna się wywalil.

Takano | Jun pisze...

-ta...nadal zwycięstwo.-przytaknal. Pokustykal na górę myjac się a później pakujac. Nie miał tego dużo więc zmieścił się w małą torbę.
***
Wstał dosyć wcześnie z ulgą zauważając ze może normalnie chodzić. Zszedł z torbą na dół zaczynając dzień od herbaty i porannej cygaretki. Dopiero później wszedł na górę do pokoju chłopaka.-wstawaj, Ryu pobudka.-dał mu szybkiego porannego calusa,-wstawaj pora na śniadanie.

Takano | Jun pisze...

-a co zrobisz?-spytał od razu mierzwiac chłopakowi włosy. Usiadł na łóżku patrząc trochę zmartwiony na niego,-wygladasz jakbyś w ogóle nie spał. Kosmosie stało? Nie mogłeś zasnąć a może budziles siemw nocy?-spytał przyglądając się mu uważnie,-no, tylko nie kłam,-zaznaczył.-no dobrze,cóż będę robiło za poduszkę,

Takano | Jun pisze...

-tosty są ok.-uśmiechał się.-oj kochanie to źle ze masz taki sen..,co to za koszmary?-spytał wstajac z włoska chłopaka. Podszedł domingo i lekko objął.-też mam czasem koszmary...spokojnie w kyoto się wyśpisz...będę dobrze.-zapewnił glaszczac go po włosach, wziął jego torbę i zniósł na dół.-pomóc ci w czymś?-spytał jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-no to się wrócę i spakuje.-westchnął odkładając torbę chłopaka obok swojej. Wrócił na górę biorąc ostatnio rozpoczętą książkę i dodatkową dość grubą bluzę. Zszedł na dół i po tym jak spakowal wzięte rzeczy do torby poszedł do kuchni.-co tam masz dobrego?-spytał z uśmiechem podbierajac mu jedną kanapkę w którą się wgryzl.-pyszne.-ocenił z szerokim uśmiechem na ustach. Na szybko pocałował go w policzek.-kocham cię.

Takano | Jun pisze...

-Pyszne tosty zrobione przez ciebie.-zaśmiał się wesoło. "marudna kobieta w ciąży...". Pomyślał powoli pijąc herbatę.-To może ja poprowadzę? Jestem dobrym kierowcą-mężczyzna uniósł ręce w geście kapitulacji.-zrobiłem to dla dobra swojego związku. Wyobrażasz sobie jakie piekło by się rozpętało jakby wtedy wszystkiego się domyślił? Ja wolę nawet nie myśleć...-westchnął teatralnie-a tak właściwie to co innego mogłem zrobić jak nie zwalić na ciebie?-spytał unosząc brwi.-Oj nie krzycz na niego od rana...-wywrócił oczyma.

Takano | Jun pisze...

-A daj spokój z nogą jest już lepiej. Dzisiaj spokojnie zniosłem torby.-rzucił na swoją obronę. Uśmiechnął się przepraszająco do chłopaka.-wybacz...ale jak widzisz i tak nie mógłbym się wymigać nawet jeśli naprawdę bym chciał. Doktorek mi nie pozwala.-wzruszył ramionami.-Więc będziemy ładnie siedzieć z tyłu.dodał spokojnie.-Oceanarum? Jeju...tak dawno nie byłem, ostatni raz na wycieczce w podstawówce.-zaśmiał się.-Więc Aya...powierzamy w twoje ręce nasze życie...dowieź nas całych.

Takano | Jun pisze...

-Chodźmy.-złapał chłopaka za rękę po chwili jednak ją puszczając i biorąc ich torby. Wpakował je do bagażnika i grzecznie usiadł na tylnym siedzeniu.-A tak w ogóle to mamy jakieś jedzonko na drogę?-spytał zapinając pasy i sprawdzając jeszcze kieszenie czy aby na pewno wszystko wziął.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna odetchnął z ulgą. Będą mieli jedzenie. Pogłaskał chłopaka po policzku-Nic mi nie będzie przeszkadzało. Spij aniołku, jak dojedziemy to cię obudzę.-zapewnił biorąc koc od Keia i przygrywając nim Ryu żeby się nie zaziębił. Sam oparł głowę o szybę lekko przymykając oczy.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna zmartwiony najpierw tylko na niego patrzył. Był lekko zaspany więc jak tylko wszystko do niego dotarło delikatnie objął chłopaka.-Jasne kochanie.-szepnął.-Pani kierowco proszę zjechać. Chory na pokładzie.-poprosił nachylając się trochę do przody.-Ryu co się stało? Znów miałeś zły sen? Rano wyglądałeś tak samo.-pogłaskał go po włosach.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna odczekał chwile i wyszedł za nim z samochodu. Podszedł do chłopaka siadając obok i obejmując go ramieniem.-Ryu proszę opowiedz mi co ci się śniło, że aż tak spanikowałeś. Proszę...wtedy będę wiedział jak ci pomóc. Nie jesteś sam więc proszę nie duś tego w sobie.-popatrzył na niego zmartwiony.-proszę.-dodał odkręcając wodę i podając mu butelkę.-Masz, napij się i opowiedz.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna przygryzl dolną warge.-dobra, teraz nie. Ale jak dojedziemy do kyoto i będziemy sami wtedy mi powiesz, dobrze? Ryu proszę...powiesz prawda? Chcę ci pomóc, zrozum ze nie musisz sobie z tym radzić sam.-popatrzył na niego wyraźnie smutny i zmartwiony.-nie chcę żebyś cierpiał, ani się bał.

Takano | Jun pisze...

-Ryu ja zawsze będę przy tobie.-zapewnił wstajac.-dam ci trochę czasu...jednak wolałbym wiedzieć co cie trapi. Nie chcesz mi powiedzieć z jakiś powodów, nie będę naciskał. Nie przeczę jednak ze wolałbym wiedzieć.-podał mu rękę.-wracajmy do samochodu.-poprosił.

Takano | Jun pisze...

-ale czasem lepiej powiedzieć. Robi się wtedy lżej na sercu.-uśmiechnął się lekko podchodzac do samochodu.-dzięki ale spasuje. Już rozmowy terapeutyczne miałem, gowno pomogły...chociaż nie...koszmary ustały.-wzruszył ramionami,-a raczej są sporadyczne.-dopowiedzial wsiadajac i zapinajac pasy.

Takano | Jun pisze...

-fakt nie miałem. Ale mi to już raczej nic nie pomoże, to za bardzo siadlo na mózg.-mruknął opierajac się o szybę.-Ryu byłeś kiedyś w oceanarium? Ja jak pojechaliśmy byłem jedyny w grupie któremu podobał sie rekin. Ciekawe czemu..-mruknął łapiąc go za rękę i splatając ich palce. Nachylil się do niego.-mogę uznawać wycieczkę do oceanarium za randkę?-spytał z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-Pierwszy raz, tak? Więc muszę zrobić wszystko żeby ci się podobał. Stworzymy fajne wspomnienia.-uśmiechnął się obracając głowę w jego stronę i patrząc na niego krytycznym wzrokiem.-Ujdzie w tłoku..-ocenił trochę sobie żartując.-A z resztą kto by się przejmował? Ja też nie jestem ubrany na randkę.-puknął go palcem w policzek.-Foczka?-oparł się ciężko o oparcie fotela.-Chyba mi słabo...jak żyję nigdy nie sądziłem że zostanę nazwany tak, jak mówi się na niektóre dziewczyny...-westchnął teatralnie. Szturchnął go kilka razy nosem w szyję.-Ja też cię kocham.

Takano | Jun pisze...

-Odmawiam. Foki są grube.-zaśmiał się oddając pocałunek.-och wybacz doktorku...-westchnął wywracając oczami i siadając prosto.-Widzisz Ryu musimy być grzeczni, siedzieć prosto i się sobą nie cieszyć bo rozpraszamy kierowcę.-westchnął teatralnie.-Pani kierowco proszę patrzeć na drogę.-sparodiował.-bo doktorek panikuje...-dodał opierając głowę o szybę i śmiejąc się pod nosem.

Takano | Jun pisze...

-ja mam fiola na punkcie mojego motoru więc chyba jestem w stanie go zrozumieć.-zasmial się. Kiedy dojechali zaczął budzić chłopaka delikatne nim potrzasajac,-czas owszem, nazywanie mnie foczka już nie koniecznie.-mruknął wychodząc z samochodu i od razu łapiąc chłopaka za rękę.-tyle wolnych miejsc na parkingu ale musialas zapakować akurat tak daleko?-zwrócił się do kobiety ruszając w stronę oceanarium.

Takano | Jun pisze...

-Prawda? Ślicznie.-uśmiechnął się.-cieszę się że ci się podoba.-dodał przyglądając się meduzom.-zaraz zobaczę czy jest/-wyjął z kieszeni mapę którą dostał przy kasie.-A więc tak...jak pójdziemy na koniec tej sali to będzie taki szklany korytarz. Mają tam wieloryby, rekiny...a na końcu wychodzi się na zewnątrz i są delfiny...-wyjaśnił.-chcesz iść?

Takano | Jun pisze...

-no już spokojnie.-zasmial się idąc do tunelu.-Hmmm rekiny ogólnie nie są ludozerne. To stereotyp.-wyjaśnił rozglądając się dookoła.-szkło wytrzyma spokojnie. Jest robione tak żeby wytrzymało.-zapewnił wciąż się uśmiechając.-niesamowity to prawda...jak wyzdrowiejesz to poplywamy, co ty na to?

Takano | Jun pisze...

-no...zapomniałem...wybacz...-zasmial się rozmasowujac bok.-no wtedy zdezorientowany byłem nooooo...-mruknął mocno go przytulajac.-ale mi to wybaczysz...bo zabiore cię do onsen...-ucałował go w policzek.-a teraz chodźmy zobaczyć delfiny bo czas ucieka.-zasmial się ciągnąc go w stronę drugiego wyjścia.

Takano | Jun pisze...

-nauczę.-przytaknal,-jednak dopiero jak wyzdrowiejesz.-dodał spokojnie,-nie no Ryu..onsen to argument nie do przekroczenia...zobaczysz jak będzie fajnie.-uśmiechnął się idąc za chłopakiem. Podszedł do barierki obejmując chłopaka.-tak Kiara to mądra bestyjka.-przytaknal podziwiając pokaz.

Takano | Jun pisze...

-daj spokój..,wytrzymasz. Minie jak z bata strzelił. Nic nie kombinuj...już prawie zgodziłem się na motor, nie przeginaj.-pomachal mu palcem przed nosem.-no mądry pan to i mądra psina.-zasmial sie mierzwiac mu włosy. Przytrzymal chłopaka żeby nie wypadł po chwili mocno go przytulajac kiedy ten się w niego wtulil.-są, są...-przytaknal.

Takano | Jun pisze...

-no więc nie knuj tylko grzecznie czekaj.-poprosił idąc za nim.-takie same przywieszki?-spytał lekko unoszac brwi.-jak takie typowe pary...jeszcze chwilę i będziemy chodzic w takich samych koszulkach.-zasmial się jednak przywieszjajac breloczek do telefonu.-możemy iść czemu nie. Mamy jeszcze chwilę.

Takano | Jun pisze...

-więc koszulki fe ale breloczki ok?-zasmial się wesoło. Humor mu ostatnio dopisywal-nie marudze...jest fajnie. Taka nasza pierwsza prawdziwa randka.-zauważył wchodząc do kawiarenki. Zamyslil sie chwilę przeglądając menu-za z karmelem wygląda zachęcająco.

Takano | Jun pisze...

-ale chcę i będę go nosił.-odparł próbując napój.-gorące!...ale pyszne...-rozesmial się biorąc drugi łyk.-strasznie słodkie...a jak twoje? Chciałbym kiedy spróbować tej z chili...-mruknął nabierajac na łyżkę bitej śmietany, następnie ją z niej zlizujac.

Takano | Jun pisze...

-no nie wiem...po prostu nie wziąłem...-zasmial się ze swojej głupoty.-ale cieszę się ze zrobisz jim taką jak wrócimy.-uśmiechnął się próbując czekolady jaka zamówił jego towarzysz.-mmmm faktycznie pyszna.-oblizal usta dalej pijąc już swoją.

Takano | Jun pisze...

-jasne, spróbuj.-podsunął mu szklankę.-no skarbie mamy niewiele czasu.-mruknął patrząc na zegarek. Wypił swoją czekoladę grzecznie czekając na chłopaka. Kiedy i on skończył wstał płacąc i biorąc go za rękę. Wyszedł z oceanarium idąc do samochodu.-idź pierwszy ja jeszcze zapale.-uśmiechnął się wyjmujac waniliowa cygaretke i zapaliczke.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna nie siedział długo. Dla niego dłuższa podróż zawsze była męcząca. Po 2 i pół godzinie zażartej dyskusji poszedł się umyć. Długa, gorąca kąpiel skutecznie go odprezyla. Wychodząc do pokoju zauważył siedzącego chłopaka. Był spocony i przerażony. Nie czekał długo, zamknął drzwi i podszedł do niego delikatnie go obejmując.-Ryu co jest? Tak nie może być. Powiedz co się stało.-poprosił łagodnie, uspokajająco glaszczac go po ramieniu.

Takano | Jun pisze...

-Ryu?-popatrzył na niego nieźle zaskoczony i spanikowany. Zupełnie nie wiedział co ma zrobić, czemu chłopak go odtraca.-Ryu co jest? Czemu placzasz?-spytał powoli rozumiejąc sytuacje. Złapał go za dłonie.-skarbie jestem tutaj. Ja. Nie on. Jestem przy tobie.-zapewnił. Widzial w chlopaku małego sobie, jednak nie wiedzał co powinien zrobić.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna mocno go objął. Zaczął głaskać po włosach i plecach.-spokojnie kochanie. Jestem tu. Jesteś bezpieczny, nic ci nie grozi.-zapewniał czując jak chłopak drży w jego ramionach.-nie bój się. Jego już nie ma. Już nie będę cie gonił.-zapewnił.-wiec już nie płacz kochanie. Już nie masz powodu żeby sie bac. Odpowiesz mi co ci się śniło?-spytał kiedy chłopaka już trochę sie uspokoił.

Takano | Jun pisze...

Objął go jeszcze mocniej. Nie wiedział co może zrobić.-wiem, wiem..,ale spokojnie jego już nie na. Jestem przy tobie nie musisz się niczego obawiać. Nigdy cie nie zostawie, już nikt więcej cie nie zrani.-mówiąc to glaskal go po włosach.-to byl tylko zły sen.

Takano | Jun pisze...

-Ale to mogę...Ryu zawsze cię ochronię. Nie dam ciebie skrzywdzić. Może tak...obiecuję że zawsze będę robił wszystko żeby cię obronić. Zawsze.-westchnął.-wiem że ostatnio zawiodłem ale teraz może być już tylko lepiej.-odsunął go od siebie żeby spojrzeć mu w oczy.-spędźmy miło czas. Nie myślmy o tym i pozbądźmy się twoich koszmarów, ok?-spytał z lekkim uśmiechem błądzącym po ustach.

Takano | Jun pisze...

-Uda się, tylko musimy się postarać. I w to wierzyć.-zapewnił wstając i kładąc się obok niego. Objął go delikatnie.-dobranoc.-szepnął dając mu całuska w policzek i zasypiając.
***
Rano obudził się odkryty i zmarznięty.-no, no...a to mały...całą kołdrę zabrał dla siebie.-zaśmiał się cicho. Jako że było jeszcze bardzo wcześnie a perspektywa wolnego dnia skutecznie trzymała go w łóżku. Zabrał sobie trochę kołdry i obracając chłopaka w swoją aby zajmować mniej miejsca leżał patrząc w sufit.-ciekawe co będziemy dzisiaj robić...?

Takano | Jun pisze...

-Mhm...mhm...będzie mi tęskno do twoich posiłków...-uśmiechnął się lekko.-Długi spacer? Aż nie mogę się doczekać...poznam cię trochę lepiej. Co to za miejsca?-spytał wciąż mówiąc cicho.-A ile teraz zostaniemy?-dodał ziewając.-ja pomysłów nie mam...nie bywam często w Kioto. Za to mam zorganizowany czas w onsen skoro nigdy nie byłeś. Ten mały wyjazd możesz zostawić mnie.-zaśmiał się cicho.-poza tym...jak śmiałeś zabrać mi kołdrę?-spytał lekko go łaskocząc.

Takano | Jun pisze...

-zobaczę...zobaczę..-westchnął wciąż się śmiejąc. Kiedy chłopak wyszedł walnal się z powrotem na łóżko zupełnie nie mając ochoty wstawać.-to jest chyba to co nazywają lozkowym magnetyzmem...-mruknął kładąc się na brzuchu. Po dobrych 15 minutach bezczynnego lezenie stwierdził że szkoda dnia i że jak już ma te chwilę wolnego którą może spędzić z Ryu powinien ją jak najlepiej spożytkować. Zwlekl się z łóżka i chwytając w ręce czystą bieliznę, ciemne jeansy, brązową koszulkę na długi rękaw i kosmetyczke ruszył na podbój łazienki.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna zaskoczony przyjął pocałunek, również cicho się śmiejąc.-dobrze wiedzieć.-zmierzwił mu włosy wchodząc do łazienki. Dość szybko się ubrał i umył zęby.-Hmmmm...-mruknął dotykając swoich ust.-dość często daje mi takie całuski...mało satysfakcjonujące, muszę go jakoś nauczyć i przekonać do francuskiego...-myślał na głos układając włosy. Kiedy poszedł do stołu, usiadł na przeciwko chłopaka, nakładając sobie trochę sałatki a tosty smarując masłem.

Takano | Jun pisze...

-Nie dużo...główne punkty w japonii...korea, francja, Egipt na studiach....-wzruszył ramionami.-Nie dużo...jak na kogoś kto jakby nie patrzeć ma 27 lat to nie jeździłem dużo.-zaśmiał się niezręcznie.-Skoro za wiele nie widziałeś to cię gdzieś zabiorę. Jeszcze nie wiem kiedy i gdzie ale coś wymyślę.

Takano | Jun pisze...

Zaśmiał się cicho pod nosem.-Dobrze do Korei a potem do Australii oglądać kangury.-skończył jeść i zaczął spokojnie pić herbatę.-Nie, jego jeszcze nie znałem. To była jakaś wycieczka organizowana dla ludzi z mojego roku...wiesz mumifikacja i inne takie. Nie wiem czemu to służyło w końcu do czego mi wiedza jak wyjmować mózg przez nos...ale było fajnie.

Takano | Jun pisze...

-po co? spytał trochę zdezorientowany.-Uwierz mi, większość przypadków na początku wygląda jak twój przyjaciel...nie wiem czy to dobry pomysł żebyś robił mi zdjęcia.-mruknął kręcąc głową. Ubrał buty i kurtkę.-jasne że idziemy. Dziewczyny w kimonie...-zaśmiał się.-Jak byłem mały to poszedłem na festiwal....jeszcze jak miałem z 10 lat, wyglądałem wtedy trochę jak dziewczyna a moja mama zawiązała mi obi po żeńsku...no cóż...-zaśmiał się idąc za chłopakiem.

Takano | Jun pisze...

Westchnął zrezygnowany.-No dobra już dobra...ale jak wybiorę jakiś lekki w miarę przypadek ok?-spytał chcąc żeby na zdjęciach nie było rozwalonych głów i flaków.-Ale powiesz mi kiedyś jaka to wystawa? No wiesz skoro mam być na zdjęciach...-wzruszył ramionami zwalniając kroku i mocno ściskając dłoń chłopaka.-Tak jak dziewczynka...później wyostrzyły mi się rysy twarzy, urosłem, wyćwiczyłem ciało i zacząłem wyglądać jak chłopak.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-Czyli nie będę znał dnia ani godziny...-westchnął jednak cicho się śmiejąc.-Ale czemu ja Ryu? Co to za projekt?-spytał licząc na odrobinę szczęścia. A nóż, widelec otrzyma odpowiedź. Słysząc pytania chłopaka westchnął ciężko.-Nie chciała Ryu. Oni nie chcieli drugiego dziecka. Wystarczającym problemem byłem ja. Kochała...może tak...Ale czasem mam wrażenie że zepsułem jej życie...Kiedy żyła...to wszystko było takie...pełne miłości. Nawet ojciec wydawał się mnie kochać....może gdyby nadal żyła, iluzja kochającej rodziny trwałaby nadal. Mam wrażenie że to ona trzymała cały dom i ojca w ryzach. Była dobrą matką. Ale nie wiem czy kochała mnie z obowiązku czy dlatego że byłem sobą. Nie wiem Ryu.

Takano | Jun pisze...

Wywrócił oczyma-mogę powiedzieć że kopnął mnie zaszczyt.-zaśmiał się.-Ja też cię kocham. Bardzo mnie to cieszy, nawet nie wiesz jak. To ze kochasz mnie mimo wszystko....bo raczej wątpię żebym przestał palić. Za to częściej palę cygaretki niż papierosy. Więc jakiś postęp jest. No i w czasie pracy nie mam czasu...a potem dużo czasu spędzam z tobą...a przy tobie nie chcę palić...więc zostaje mi rano, w przerwach między trupami, i w nocy...więc siłą rzeczy już i tak mniej palę.-pokręcił głową.-i staram się te 7 dziennie...jak bardzo muszę to wtedy cygaretka...ale to jak bardzo, bardzo że mi się ręce trzęsą.

Takano | Jun pisze...

-No i dobrze...bo staram się dla ciebie. Żeby nagle się nie okazało ze jak ty wyzdrowiejesz to ja wyląduje w szpitalu z rakiem. I wtedy co? Chemioterapia i będę łysy...-aż zadrżał.-Ładnie tu.-ocenił.-Mimo wszystko to takie żywe miejsce.-dodał rozglądając się dookoła.-Ramen? Jesteśmy po śniadaniu...ale to dobry pomysł na obiad.

Takano | Jun pisze...

-No dobrze, już dobrze. Ale ramen z Kioto na obiad to dobry pomysł. Chyba że masz coś innego w planach?-spytał machając ręką w której trzymał dłoń chłopaka, niczym dziecko z przedszkola.-ja do pewnego momentu nie znosiłem hałasu...ale po tym tygodniu taka rodzinna, hałaśliwa atmosfera jest nawet fajna.-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-oho...widzę że mam za chłopaka ramenomaniaka....-zasmial się opierając się o mostek.-no daliscie...ale tak troszkę...i mimo że czasem miałem ochotę wyjść i schować się w kostnicy to nie było źle. Jak ciebie nie było to wszyscy pomagali. Było na prawdę dobrze. Jesteście fajnym rodzeństwem.-uśmiechnął się lekko.-ale fakt...gorszego tygodnia dostać nie mogłem...

Takano | Jun pisze...

-mhm...czyli przez cały pobyt tutaj będziemy jadac też ramen? No dobrze.-zasmial się wesoło. Objął go delikatnie.-ty mały wredny...teraz może być już tylko lepiej.-powiedział patrząc mu głęboko w oczy.-kocham cię. Jesteś małą wredota ale cię kocham. Na prawde się cieszę że wasz ojciec zostawił was pod moją opieką. Spędziłem z tobą więcej czasu...i mogłem się zakochac. Oraz być pokochanym.-przusunal go bliżej do siebie i pocałował namiętnie bardzo długo nie chcąc się od niego odsunąć.

Takano | Jun pisze...

Objął go delikatnie z lekkim uśmiechem na ustach.-nie musisz się tak chować. Było dobrze.-poglaskal go po głowie nie zmieniając pozycji póki chłopak nie złapał go za rękę.-wow....ile tutaj geisz....-westchnął rozglądając się do okoła.

Takano | Jun pisze...

-hmmmm no nie wiem,-udał że się zastanawia.-nie jednak nie. To ciebie kocham. Nie którąś z nich.-zasmial sie cicho.-ale fakt masz rację. To niesamowite jak wystarczy wejść do jednej dzielnicy i mamy zupełnie inny świat bez wechikulu czasu.-zasmial się.-mimo wszystko jednak lubie nasze czasy....Ryu...-zaczął spokojnie,-może pójdziemy kiedyś razem na jakiś festiwal? Perspektywa ciebie w kimonie mnie motywuje do jakiejś wycieczki,-zasmial się cicho.

Takano | Jun pisze...

-hej...uważaj,-zasmial się stawiając go na równe nogi,-tak w kimonie. Jest w tym coś złego albo dziwnego?-spytał trochę udając zdziwienie.-wiem że nie jesteś, ale przecież kimona nie są zarezerwowane dla kobiet,-zauważył idąc spokojnie dalej.-zaloze. Ale będę sobie musiał kupić nowe.-oznajmił rozglądając się dookoła.-może od razu tobie kupimy? A gdzie lepiej jak w Kioto?-zaproponował już mając w planie zajście do sklepu.

Takano | Jun pisze...

-eee czemu? Ja tu miałem nadzieję...a tu co rok muszę czekać...-jeknal teatralnie.-to tak jak ona młody nie może zobaczyć panny młodej w sukni slubnej przed ślubem bo będą nieszczęśliwi.-zasmial się idąc za nim. Wziął od niego dango trochę je próbując,-no lubie je jeść...to takie moje ukochane jedzonko.-wyjaśnił.

Takano | Jun pisze...

-ale wcale nie musisz umieć przecież...no to nie jest jakas konieczność...-zapewnił od razu przy czym żywo machał rękoma jakby chcąc nadać mocy swoim słowom.-tak masz rację, są pyszne.-przytaknal kontynuując jedzenie,-pasją? Hmmmm nie wiem. Chyba jazda ma motorze...no i pływam...a! No i kick boxing, krav mage i muai thai....ale dawno nie trenowałem...

Takano | Jun pisze...

Zamyslil się siadajac na wskazanym miejscu.-no cóż...-odezwał się po dłuższej chwili.-zazwyczaj wystarczy kopnąć w krocze albo piszczel...-podał dwa najbardziej bolesne punkty.-potem łokciem w głowe i wiać.-zasmial się.-nie wiem Ryu jak i czego mógłbym cie nauczyć...-pokrecil głową.-chciałbym ale nie wiem czego...sztuki walki które umiem nie wykorzystują siły i masy przeciwnika...

Takano | Jun pisze...

Objął go delikatnie.-czegoś spróbuje cie nauczyć...kopniak w krocze zawsze działa...boli jak cholera, ciężko się ruszyć.-mruknął. Zadrzal od pocalunkow chłopaka będąc zaskoczony malinka. Dotknął szyi.-Ryu...-przesunął go bliżej siebie i nachylil się do jego ucha.-nie prowokuj mnie...-zamruczal cicho po chwili już calujac i lizac jego szyję robiąc malinke blisko jego ucha.-

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna oddał pocałunek, podporządkował się nieśmiałym i niepewnym ruchom chłopaka.-nie musisz się zmuszać.-odszepnal.-czy do przytulania potrzebna jest ta cała reszta? Jasne to przyjemne...-przytaknal.-znaczenie terenu...-zasmial się dotykając zrobionej przez chłopaka malinki,-ale jesteśmy odkryci na wzrok innych ludzi,-przypomniał.

Takano | Jun pisze...

-dobrze kochanie rozumiem. Chciałeś spróbować.-poglaskal go po włosach.-ech tonie tak...podoba mi się tylko to nie miejsce na coś takiego.-wyjaśnił.-jeju Ryu...spokojnie. przecież nic nie sugeruje ani nie naciskam, jeśli czujesz że jest inaczej to wybacz. To jasne że bym chciał, nie oszukujmy się mam 27 lat. Ale nie śpieszę się...mogę poczekać. W końcu seks to tylko dopełnienie miłości.

Takano | Jun pisze...

-ja ciebie też.-uśmiechnął się wstajac i łapiąc godzą rękę.-możemy iść, sam też jestem głodny...-zasmial się klepiąc się po brzuchu i idąc w stronę z której przyszli.-ty gruby? Chyba nie w tym wymiarze,-puknal go palcem w policzek.

Takano | Jun pisze...

-niby gdzie ty tyjesz?-spytał unoszac brwi.-nic nic....tylko tak zabawnie wygladasz.-zasmial się.-zabawnie widzieć ciebie czekającego na jedzenie.-dodał podsuwajac sobie bliżej otrzymaną miskę z ramenem. Nabrał trochę makaronu próbując.-pycha!-oznajmił z entuzjazmem.

Takano | Jun pisze...

-Jasne że możesz.-uśmiechnął się lekko. Jadł spokojnie, w ciszy co chwila zerkając na zadowolonego chłopaka. Mimowolnie na twarzy pojawił mu się szeroki uśmiech. Ten widok po prostu strasznie mu się spodobał, a perspektywa tego widoku przez następne kilka dni tylko napawała go dodatkowym entuzjazmem.-jasne że tak, z wielką przyjemnością-przytaknął kiedy skończył. Zapłacił za posiłek i spojrzał wyczekująco na towarzysza.-Co teraz robimy?-spytał unosząc brwi. Wyciągnął rękę dotykając malinki którą pozostawił na szyi chłopaka.-Ciekawi mnie reakcja twojego brata...ostatnio coś go bawi ta cała sytuacja...-zaśmiał się cicho.

Takano | Jun pisze...

[Ty chcesz ty myślisz XD]
Takano

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna przytaknal po chwili ciszy.-może być. Skoro chcesz to zjemy pyszny deser i obejrzymy film popijając czekoladę. Jaki tytuł chcesz?-spytał z uśmiechem.-nie będę straszył...obiecuję nawet na paluszek. Będziesz się mógł tulic nawet całą noc jeśli będziesz się bardzo bał.-dodał obejmując go ramieniem.

Takano | Jun pisze...

Takano
[No ale ja już dzisiaj u Tomo zaczęłam...a u Ryu pomysłu nie mam nooo...]
~*~
Jun
-na pewno. Możemy już wracać w końcu długo chodzimy.-zapewnił z uśmiechem. Złapał go za rękę idąc w stronę domu Keia i zachodzac po drodze do sklepu.-no Ryu co potrzebujemy? I z tym filmem to z internetu?-spytał rozglądając się za malinami.
[Tylko mi tu nie opisuj horrorów bo ja strachliwa jestem XD]

Takano | Jun pisze...

-kinomaniak.-wysnul teorię pakując też swoje ulubione zelki.-ja ciebie też skarbie, ale co cie tak nagle wzięło?-spytał cicho się śmiejąc. Poszedł do kasy i stanął w kolejce.-masakra...to sobie trochę postoimy.-zasmial się calujac go ukradkiem w policzek.-a w domu czeka mnie jeszcze rozmowa z Keiem o malinki.-zasmial się poprawiając włosy.

Takano | Jun pisze...

Pokrecil energicznie głową chcąc odgnic wszystkie perwersyjne myśli które sprawiły że słowa chłopaka zabrzmiały jak propozycja.-no ale Aya będzie. Chociaż w sumie ona nie rzuci żadnego zdryzliwego komentarza.-zasmial się.-Hmmm no bo widzisz. Twoim zdaniem to niewinny znak że jestem twój. A ty mój. Ale to zazwyczaj robi się w czasie stosunku...a Kei ostatnio lubi się ze mną droczyc. Swoje dopowie i wyjdzie bóg wie co.-zasmial się.

Takano | Jun pisze...

Przetarl twarz dłonią.-Ryu czy to nie jest oczywiste.?-spytał cicho.-Tak chce. Ale jestem cierpliwy i będę czekał tak długo jak trzeba. Więc nie musisz się bać ani martwić.-wyjaśnił zatrzymując rękę chłopaka w której miał portfel.-ja płace.-zdecydował wyjmujac swój.-wiem że nie jest. Tylko ostatnio ciągle mi dogryza.-odparł chwilę milcząc i pakujac produkty do torby.-myślę że w jakimś stopniu mogłoby ci to pomoc.-odparł kiedy zapłacił.-może ona na to spojrzy inaczej niż ja...

Takano | Jun pisze...

-och no ja niosę.-mruknął biorąc od niego torbę drugą ręką wciąż trzymając jego dłoń. Podobało mu się to że chłopak splatal ich palce razem.-ale wiesz...może ci pomóc...ale jeśli chcesz no nadal będę kontynuował swoją "terapię" rozpieszczajac cię i robiąc ci dresy.-uśmiechnął się kiedy chłopak go pocałował.

Takano | Jun pisze...

-oj no...bo ciężkie...i czemu masz płacić. Ja jestem dorosły i zarabiam. Czuję się w obowiązku żeby za ciebie zapłacić.-wyjaśnił. Scisnal mocniej jego dłoń.-dobrze przecież cie nie zmuszam. Nie chcesz to nie musisz. Będę przy tobie postaramy się zaradzić na twój problem.-zdjął buty i poszedł od razu do kuchni zanieść torbę.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna przez dłuższą chwilę milczał mieszając składniki.-Co ma robienie mi przyjemności do płacenia za nas?-spytał unosząc brwi i cicho się śmiejąc.-podał mu jedną miseczkę.-chyba inaczej rozumiemy pojęcie "robienia komuś przyjemności"-dodał wychodząc z kuchni do salonu wciąż cicho się śmiejąc. Po drodze wpadł na Ayę akurat idącą do kuchni.-No hej.-przywitał się grzecznie.

Takano | Jun pisze...

-jasne jasne...-przytaknął po czym ruszył do salonu. Pracował przy trupach umiał się zachować w razie czyjejś śmierci. Usiadł na kanapie a kiedy chłopak usiał obok niego objął go delikatnie.-No dobrze aniołku, rozumiem.-ucałował go w policzek.-będziesz czasem płacił skoro czujesz się źle z obecną sytuacją.-zgodził się. Umilkł patrząc na ekran gdzie film już się rozpoczynał.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna uśmiechnął się rozczulony na chwilę odrywając wzrok od filmu. Pogłaskał chłopaka po włosach. Nie odzywał się jednak tylko dalej oglądał film.
-No co ty robisz idiotko! Nie otwieraj tych drzwi!-krzyknął machając jedną ręką w stronę telewizora jakby to miało coś pomóc. Westchnął ciężko kiedy kobietę coś zaatakowało.-No a mówiłem żeby nie otwierała...-mruknął.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna mocno obejmował chłopaka glaszczac go po głowie dopóki film się nie skończył.-dobry. Raczej dobry.-zasmial się.-tylko jak zwykle motyw blondyny która otwiera coś co nie powinna.-dodał dając mu caluska w policzek.-aż tak bardzo się bales?-spytał łagodnie w między czasie zastanawiając się jakie filmy lubi.-no więc, nie mam jakiś upatrzonych gatunków. Jeśli jakiś film jest dobry i mnie zaciekawi to go lubie.-wyjaśnił lekko wzruszając ramionami.

Takano | Jun pisze...

-a ja lubie tą muzykę. Można się lepiej wczuć w film.-wyjaśnił swój punkt widzenia podbierajac punkcie trochę deseru.-serio. Jeśli jakiś film jest dobry. Ma dobra ścieżkę dźwiękowa, dobór aktorów, oprawę graficzna, efekty specjalne, linie fabularną i tak dalej, to bez wzgledu na gatunek będę go lubił. To aż takie dziwne?-spytał unoszac brwi. On uważał to za coś normalnego. W końcu nie każdy musi lubić jakieś określone gatunki.-ale jak już mam podac to chyba thrillery. No tam jest taki mix gatunków.

Takano | Jun pisze...

Zamknął oczy ciesząc się calusem-a niby chciałeś odpocząć od kuchni.-zasmial się wstajac.-to ja pójdę do toalety...-mruknął idąc na górę prosto do łazienki. Zakluczyl drzwi.-kurwa..."dam radę" "jestem cierpliwy."...co z tego skoro mam 27 lat a ostatni stosunek odbyłem 2 lata temu...-mruknął podchodzac do kibla, opuszczając spodnie i zajmując się swoim problemem natury technicznej. Był wkurwiony na własny organizm.-na prawdę muszę się opanować...to jest złe, nie chcę go skrzywdzić...ych...-kiedy skończył posprzatal po sobie, umył ręce i wrócił na dół siadajac na kanapie.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna z początku był tak zszokowany ze nie był w stanie się ruszyć.-stop. -powiedział bezglosnie.-stop, stop.-powiedział cicho odsuwając go od siebie. Wszedł bardziej na łóżko siadajac po turecku kładąc poduszkę między nogi.-czemu? Co cie naszło? Jeszcze jakieś cztery godziny temu mowiles ze nie chcesz odbyć ze mną stosunku. Więc czemu teraz?-spytał uważnie się mu przygladajac.

Takano | Jun pisze...

-RYU!-krzyknął chcąc go jeszcze zatrzymać. -AGH WSZYSTKO SPIEPRZYLEM!-wrzasnal rzucając w drzwi akurat trzymana poduszka. Wstał z łóżka zrezygnowany idąc do łazienki.-dwa razy w ciągu godziny. Chciał pomóc ta? Ale skąd ten pomysł?-jak już skończył zszedł na dół żeby zrobić sobie herbaty.-hej.-przywitał się z Keiem czując ze zawalił sprawę.

Takano | Jun pisze...

-zatrzymałem go.-mruknął po dłuższej chwili ciszy kiedy to przygotowywał herbate.-chciał pomóc. Nie wiem czy powiedziała mu o tym Aya czy zauważył sam ze...czasem mój organizm sam reaguje. Powiedział ze chce żeby było mi dobrze. Czuję że zawaliłem.-westchnął zalewajac herbaty.-zatrzymalem go a on miał pretensje ze to mialbyc jego pierwszy raz. Czy on zdaje sobie sprawę co miał zrobić? Ja sam nie wiem jakbym reagował gdyby jednak do tego doszło. -wziął łyk herbaty.

Takano | Jun pisze...

-wiem że spieprzylem ale byłem w szoku. No bo...kilka godzin wcześniej mówił wyraźnie że nie chce seksu...-jeknal pijąc herbatę.-ja wiem powinienem być dobrym starszym partnerem i za reczke oprowadzać po tym świecie. Wyjaśniać co, kiedy, po co, dlaczego. Pokazać co jest przyjemne. Ale spanikowalem. Bo póki co stwierdziłem że będę sobie radził sam. A on tak nagle wyskoczył z tą propozycja.-westchnął.-chyba powinienem go poszukać. Jeszcze zmarznie czy coś.-dopil herbatę.

Takano | Jun pisze...

-spanikowalem no...-mruknął idąc szybko to przedpokoju. Ubrał buty, kurtkę i wybiegł z domu. Pobiegł w kierunku określonym wyliczanka. Zwolnił kiedy zauważył chłopaka bez kurtki. Zdjął swoją i założył mu na ramiona.-Kei kazał powiedzieć "cześć" i przypomnieć o lekach bo nie chce kolejnego trupa.-zaczął wesoło. Stanął przed nim nie wiedzac jak zacząć.-Ryu ja...przepraszam. spanikowalem i nie wiedziałem jakbym reagował gdyby do czegoś doszło. Czy powstrzymalbym się. Jesteś jeszcze młody i...mało wiesz na tem temat...a ja zamiast pomóc, przeszkadzałem. Powinniśmy o tym rozmawiać, powinienem ci pokazywać co jest dobre a co złe. A egoistycznie postanowiłem, że dam sobie radę sam i na razie ten temat uznam za tabu. A ty wciąż tak mało wiesz, masz z tym same złe doświadczenia.-skłonił się.-wybacz mi i następnym razem mów co chcesz zrobić, nie czytam w myślach.

Takano | Jun pisze...

-wiem ze zrobiłem źle. Powinienem bardziej ci zaufać i dać ci szansę inaczej...utkniemy w martwym punkcie. Chciałeś dobrze a przeze mnie wyszło jak wyszło. Przestraszylem się ze moge stracić kontrolę nad samym sobą. Ze coś niepotrzebnie powiem. -objął go delikatnie.-wybacz mi...następnym razem..jeśli do niego dojdzie...dam ci skończyć. Naucze cie.

Takano | Jun pisze...

-Ryu podobasz mi się. Bardzo.-zapewnił lekko drżąc.-moje codzienne wycieczki do łazienki i jak to okresliles "czuć" powinny ci wystarczyć na dowód.-objął go jeszcze mocniej.-to nie chodzi o twoją chorobę. To ja. Nie chcę cie skrzywdzić, zacząłeś to wszystko nagle a ja się wystraszyłem. Przestałem trzeźwo myśleć i nie wiedziałem co chcesz zrobić.-westchnął cicho.-słyszałem ze gadales z Aya...-zaczął.

Takano | Jun pisze...

-wiem...przepraszam zepsułem. Chciałeś dobrze.-poglaskal go po włosach.-nie boję się takich tematów.-oburzył się lekko.-ale rozumiem że możesz się wstydzić. To nie tak że ja widzę w tobie siebie ja...ja po prostu wiem jak ciężko jest wejść w życie seksualne po gwałcie. Powinienem ci pomóc a nie zatrzymywać cie.-powiedział skruszony.-no i co ci Aya nagadala?-spytał spokojnie wciąż delikatnie glaszczac chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem. Też się bałem. Wybacz, chciałeś mi zaufać i w zamian oczekiwałeś tylko tego samego a ja wszystko spiepszylem.-na kichniecie jak na komendę wziął go na ręce idąc w stronę domu.-zrozumiałem. Nie seks. Ale jak coś będziesz chciał do dac ci wolną rękę. Możesz liczyć na moje wsparcie i pomoc.-zapewnił.

Takano | Jun pisze...

-dobrze skarbie i już się nie przejmuj. Nie zrobię nic bez twojego zezwolenia. A dzisiaj skoro ładnie prosisz będzie herbatka i tulanko. I nic zbereznego.-obiecał przekraczając próg domu.-ale caluska to chyba będę ci mógł dać co?-spytał delikatnie unoszac brwi.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna powiesił kurtkę i zdjął buty następnie idąc do kuchni żeby się czegoś napić. Wszedł na górę i usiadł na łóżku.
-Ryu zaraz zasniesz. Idź się umyj.-poprosił glaszczac go po włosach.-idź skarbie nie będę spał z brudasem.-zasmial się zdejmujac z półki papierosy.-a ja w tym czasie zapale.-oznajmił szukając zapalniczki.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna powiesił kurtkę i zdjął buty następnie idąc do kuchni żeby się czegoś napić. Wszedł na górę j po tym jak cicho zamknął za sobą drzwi, usiadł na łóżku.-zaraz zasniesz idź się umyć.-poprosił glaszczac go po włosach.-idź skarbie nie będę spał z brudasem.-zasmial się zdejmujac z półki papierosy.-a ja w tym czasie zapale.-oznajmił szukając zapalniczki.

Unknown pisze...

[hello :) tutaj mam najłatwiej xD mogę rozpocząć wątek prawda?]

Amakusa znów opuścił zajęcia, a on już nie wiedział jak przekonywać dyrekcję że chłopak zwyczajnie nie ma możliwości ciągłego uczestnictwa w zajęciach. Złamał się więc tego dnia i udał się do domu Amakusy. Wszedł do środka przedstawiając się jako wychowawca Ryu i po ciepłym przyjęciu przez ojca chłopaka został poprowadzony do pokoju Ryu. Zapukał zanim wszedł i odetchnął głęboko widząc ucznia w łóżku. Przysiadł obok obserwując jego bladą twarz.
- Znów za dużo chciałeś i nie dałeś rady? - uniósł lekko brew, przykładając dłoń do rozpalonego czoła chłopaka. - Będę musiał cofnąć cię na rok niżej Ryu - westchnął ciężko. - Chyba, że... - zastanowił się chwilę. - Zgodzisz mi się pomóc.

Takano | Jun pisze...

-Właśnie dlatego nie palę przy tobie.-fuknął zanim chłopak zdążył wyjść. Zszedł na taras zapalając papierosa. Wypalił dość szybko, pewnie paliłby dłużej ale siedzenia na zimnie nie było przyjemne. Zaszedł do kuchni robiąc gorącą herbatę którą zaniósł na górę stawiając na szafce nocnej. Naszykował sobie czyste bokserki i usiadł na łóżko oczekując aż łazienka się zwolni.

Unknown pisze...

- Nie siadaj - poradżl mu szybko Sho. Co jak co, ale nie chciał by chłopak jeszcze się doprawił. Położył na szafkę nocną materiały z calego tygodnia po czym uśmiechnął się lekko. - Nie chcę cię namawiać do śpiewów czy tańców - mruknął. - Tylko do napisania artykułu o chórze udokumentowanego zdjeciami. Taki reportaż. Dałbyś radę? Ryu... inaczej nie uda mi się zawalczyć o ciebie. Dyrekcja już ma wąty, że ci tak pobłażam. Masz duże zaległości.

Takano | Jun pisze...

Kiedy mężczyzna wrócił błogi uśmiech od razu pojawił się na jego twarzy. Zasnął spokojnie jednak to jak potraktował chłopaka, jak go odtrącił nie dawało mu spokoju. Nie wiedzieć czemu w snach nawiedził go jego ojciec który z niego szydził. Jun zaczął się wiercić i drapać po szyi i nagim torsie. Ciężko dyszał jakby ktoś go dusił. Jednak nie krzyczał. Śmiech ojca szedł echem po jego myślach.

Takano | Jun pisze...

Słysząc głos chłopaka otworzył szybko oczy rozglądając się dookoła jakby wystraszony i wciąż ciężko oddychając. Zabrał ręce będąc zupełnie przestraszonym czując słone łzy na policzkach.- o nie...tylko nie to...-otarł łzy.-R-Ryu ja...przepraszam, daj mi to wyjaśnić.-poprosił łagodnie łapiąc go za ręce.-on znów mi się śnił. Śmiał się ze mnie. Że nie pozwalam się dotknąć komuś kogo kocham. Zaczął dotykać, wszystko tak bardzo swędziało...-przełknął ślinę.-boli cię?-spytał drżącą ręką dotykając jego szyi zupełnie ignorując fakt że w niektórych miejscach jego tors znaczą stróżki krwi.

Unknown pisze...

- Ja myślę! Żandego opuszczania lekcji jeśli nie jest to spowodowane chorobą - pstryknął chłopaka w nosek. - Oczekuję że przyniesiesz mi piękny esej na pierwszą lekcję. Zaliczę ci wtedy duży sprawdzian - obiecał. - Wykuruj się i potem już nie daj złapać się głupim choróbskom! - poprosił go uśmiechając sie lekko. - Pójde już, wyśpij się.

Takano | Jun pisze...

-Ryu...ja tak bardzo nie chciałem żeby do tego doszło...-zakrył twarz dłońmi wciąż czując cieknące z oczu łzy.-najpierw cię odepchnąłem zupełnie nie rozumiejąc twoich intencji a teraz...mało cię nie udusiłem...-pociągnął nosem.-Co sobie musiałeś pomyśleć...-pokręcił głową. Wymacał włącznik lampki nocnej zapalając światło.

Takano | Jun pisze...

Wstał i objął go lekko od tyłu.-chcę z tobą być. Kocham cię.-szepnął trochę zdławionym jednak pewnym głosem.-Nie myślisz tak, prawda? Ryu...proszę powiedz że tak nie myślisz...nie uważasz mnie za psychopatę, prawda?-dłonie mu lekko zadrżały.-Nie jestem...niebezpieczny...-przełknął ślinę.-odtrąciłem cię ale to był mój błąd, który się już nie powtórzy. Nie wiem jak mocno złapałem cię za szyję. Przestraszyłem się. Nie chcę zrobić ci krzywdy. Chcę z tobą być...proszę zostań.-szepnął opuszczając dłonie. W myślach wciąż dźwięczał mu śmiech ojca przez co nie umiał opanować łez. Chciał żeby chłopak po prostu przy nim był. Żeby zapewnił że jest ok.

Takano | Jun pisze...

-Po prostu...odwróć się przodem z uśmiechem, przytul i powiedz że już wszystko dobrze.-poprosił.-Po prostu jak ty się budzisz to...nie dusisz mnie...-pokręcił głową.-nie chcę o tym myśleć. To już więcej się nie powtórzy. Najważniejsze jest to że jesteś cały.-powinienem bardziej w ciebie wierzyć, bardziej ci ufać. Wybaczysz mi moje infantylne zachowanie i myślenie?-spytał z lekkim uśmiechem. Miał ochotę uspokoić się papierosem ale wiedział że wyczerpał dzienną dawkę.

Takano | Jun pisze...

-Nie dobijaj mnie. Właśnie przed chwilą znów widziałem jego obleśną mordę. Nie dobijaj mnie tylko połóż się obok i śpijmy.-poprosił kładąc się na boku. Zamknął oczy normując oddech i powoli zasypiając. Tym razem sny były zdecydowanie lepsze więc rano obudził się w znakomitym humorze przez dzwoniący telefon.
-Halo?-odebrał trochę zaspany.
-Jun już wszystko przygotowane kiedy przyjeżdżasz?-padło pytanie.
-A...powiem ci około południa dobra? Muszę z nim porozmawiać...-odparł od razu się rozłączając.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna skinal głową kładąc się wygodniej. Kiedy chłopak wrócił obrócił się w jego stronę jakoś nie mając póki co ochoty wstawać.
-a co chciałbyś robić?-spytał unoszac rękę i bawiąc się kosmykami jego wilgotnych włosów.-musimy ustalić kiedy jedziemy do onsen. Znajomy już wszystko przygotował.-oznajmił z lekkim uśmiechem.

«Najstarsze ‹Starsze   201 – 400 z 5000   Nowsze› Najnowsze»