Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4801 – 5000 z 5000-wiem kochanie...i za rodzeństwem pewnie też. I za przyjacielem. Ale będzie dobrze. Będziemy się razem świetnie bawić.-uśmiechnął sie I skończył szybko jeść.-pyszne było.
-w miarę możliwości oczywiście tak. Będę cały czas przy tobie.-uśmiechnął sie do niego i po tym jak oboje byli gotowi wziął ich walizki i zaniósł do samochody przy którym czekał na Ryu.
Niczego innego nie oczekuje skarbie.-zaśmiał się I cmoknal gł w policzek.-to będzie wspaniały rok.-dodał ruszając w stronę lotniska z którego mieli odlatywac.
Odprawę przeszli stosunkowo szybko a kiedy siedzieli juz w samolocie Jun złapał Ryu za rękę.
-będzie dobrze.-ppowiedział jeszcze. Widział jak chłopak się stresuje.
-jasne skarbie. Zawsze.-uśmiechnął sie I objął go delikatnie.-zawsze.-powtórzył wyglądając przez okno.
-brzmi świetnie.-zgodził się wesoło.-zawiezie torby a potem możemy in na spacer po okolicy i na hamburgera. A jak wrócimy to się wypakujemy. Pasuje?
-mhm....wiec to wszystko tez załatwimy.-zgodził się.-kochanie...ale bez miziania.-poprosił śmiejąc się pod nosem.
Jun jakoś się ułożyl i przespalam cały lot. Kiedy dolatywali obudził Ryu i przeciągnąl się lekko zapinana zaraz pasy.
[Chwilę mnie nie będzie bo jestem w drodze. Po 14 na 100% juz będę]
Jun złapał go mocniej za rękę a kiedy wylądowali wyszedł z nim z samolotu. Szybko odnaleźli swoje bagaże
-no skarbie....I widzisz nie było tak strasznie.-zaśmiał się.
-mieli nam podstawić z uczelni...-powiedział zerkajac na zapisany w telefonie numer rejestracyjny owego samochodu. Uśmiechnął się kiedy go znalazł.-o tamten.
-właściwie to uczelnia sama to zaproponowała.-zaśmiał się I wsiadł do samochodu kiedy spakowali walizki do bagażnika.-to teraz do wypasione mieszkanka.
-jasne. Od czasu do czasu będziesz mógł.-wzruszył ramionami. Jak tylko wyjechali z terenu lotniska trafili na korek.-trochę sobie postoimy...
-dobra już dobra.-zaśmiał się zgadzając się. Kiedy w końcu ruszyli sprawnie dojechali do miejsca w którym było ich mieszkanie.-ok kochanie...teraz niesiemy torby.
-mhm mamy.-zgodził się.-ale to nie jedyny luksus. Mamy też jakuzi. Wiec będzie przyjemnie.-uśmiechnął sie I objął go kiedy jechali winda na górę.-no i...mam nadzieje ze w końcu uda nam się ruszyć ten ostatni krok.
-nie pospieszam tylko no...mam nadzieję że nie zajmie to kolejnego roku. Tylko tyle.-ucałował go w policzek i wyszedł z windy kiedy ta zatrzymała się na ich piętrze. Zabrał torby i ruszył w stronę ich mieszkania.
-przepraszam kochanie...staram się żeby tego tak nie odczuwał.-powiedział. Zawiózł ich torby do sypialni i zaraz potem poszedł na taras.-wspaniały widok.-powiedział z uśmiechem.
-jakie plany.-zaśmiał się. Objął go i zmierzwił mu włoski.-ja też się cieszę. To będzie wspaniały rok.
-ja tez się ciesze. Spędzę wspaniały rok z miłością mojego życia. Czego więcej chcec?-spytał wesoło. Czuł ze chłopak trochę wyluzowal kiedy już dolecieli.-będzie idealnie. Czuje to.
-ok.-skinął głową PPoszedł się jeszcze szybko przebrać żeby być w świeżych ciuchach.
-mamy cały rok żeby wszystko zobaczyć.-zaśmiał się widać jak chłopak się tym wszystkim ekscytuje.-dzisiaj krótki spacerek. Jutro dłuższy.-powiedział wychodząc z ich luksusowego mieszkania.
-mhm...ok. możemy tak chodzić.-uśmiechnął sie do niego I mocniej ścisnął jego dłoń.-to mile.-dodał zerkajac na niego.-uwielbiam jak się tak rumienisz i uśmiechasz. To słodkie.
-czemu za tym nie przepadasz? Przecież to tylko trzymanie się za ręce. Jest mile I w ogóle...ale nie sądzę żeby to miało być nieprzyjemne. Lubie być blisko ciebie.
-ale one na prawdę ci pasuja. Wyglądasz z nimi tal uroczo...-ucałował go ukradkiem w policzek.-dodają ci tylko uroku.
-oj no ale to ja....ja jestem na to za stary.-zaśmiał się pod nosem.-ja mogę nie lubic.
-ale taka prawda.-roześmiał się wesoło.-ładna okolica. I taka spokojna. Podoba mi się tu.
-ok ok.-objął go ramieniem.-niech ci będzie.-wzruszył ramionami i spojrzał przed siebie.-a potem prosto do szpigala żeby załatwić wszystkie formalności.
-raczej wypełnić bo nie mamy w niej nic.-zaśmiał się.-ja ciebie tez skarbie.-ucałował go w policzek.-a potem myć I spać. Lot był męczący.
-Ja chyba szybko padnę...-powiedział przeciągając się lekko.-lot mnie zmeczyl.-dodał śmiejąc się cicho.-pójść z tobą czy chcesz iść sam? Bo na w sumie będę musiał tez niedługo iść do uczelni żeby zobaczyć co i jak tam wygląda.
-przez pewien czas wygodnie. Ale potem scierplem a ty sales tak słodko i spokojnie ze nie chciałem cie budzić.-zaśmiał się.-ok. W takim razie ja wtedy załatwię uniwerek.
-mhm...to możesz już się rozglądać za jakimś dobrym miejscem żeby zjeść coś pysznego.-zaśmiał się.-okropny? Chciałem żebyś pospał i żebyś się nie bał. Wiec cie nie budzilem.
-Oj ale było mi wygodnie...tylko potem trochę zdretwialem.-zaprotestował wesoło. Wstał i objął go ramieniem.-ok. A co powiesz jutro na randkę? Kino albo coś....jakaś restauracja.-zaproponował wesoło.
-posprawdzałem trochę w internecie gdzie można pójść. I niedaleko jest kino a przy kinie kawiarnia. Wiec możemy zjeść jakieś ciasto i wypić kawę.-zaproponował wcinajac swojego loda.-dobry.
-mhm...a jak wieczorem wrócimy to w końcu obejrzymy nasze mieszkanie. Trzeba obejrzeć te nasze luksusy.-zaśmiał się.
-wszystko. Widziałeś jakie mamy wielkie łóżko w sypialni? Albo jaka mamy dużą łazienkę z okrągła wanna.-wymienił.-przez rok będziemy żyć w luksusach.-zaśmiał się.-przecież będziesz miał cie mnie u fotografa.
-wiec zobaczysz jak wrócimy.-zaśmiał się.-ok ok. Ja poczekam tutaj.-odparł siadając sobie na ławce przed szpitalem.
-wiec trochę odpocznijmy skarbie.-powiedział I objął go ramieniem.-troszeczkę. A potem spokojnie wrócimy do domu.
-no tak jeszcze zakupy.-zgodził się I ucałował go w policzek.-ja ciebie tez. I wiesz co? Ja dzisiaj zrobię dla nas kolacje.-zaoferował.
-grzanki z piekarnika z pomidorem i mozarella.-powiedział z uśmiechem. Wstał i złapał go za rękę splatając ich palce razem.-pasuje ci?
-grzanki z piekarnika z pomidorem i mozarella.-powiedział z uśmiechem. Wstał i złapał go za rękę splatając ich palce razem.-pasuje ci?
-to dobrze. Usiądziemy sobie w jadalni i zjemy dobra kolacje.-uśmiechnął sie szczęśliwy. Po drodze zaszli do marketu a kiedy już wszystko kupili wrócili do mieszkania.-wiec ty możesz spokojnie poleniuchowac i pozwiedzać mieszkanko a ja zrobię nam kolacje.-ucałował go w policzek.
Jun w tym czasie zabrał się za robienie kolacji. Nie zajęło mu to dużo czasu wiec juz po chwili była gotowa.
-kochanie, kolacja!-krzyknął ustawiając talerze na stole.
-podoba ci się nasze luksusowe łóżko?-spytał wesoło kiedy chłopak w końcu do niego dotarł.
-mhm...ale generalnie to ci się podoba?-spytał z uśmiechem. Jemu się podobało.-chociaż mogłoby być mniejsze...e nocy będę cię musiał szukać.-zazaśmiał się.
-ja cie na pewno znajdę skarbie.-zaśmiał się.-jasne kochanie. Są na talerzu I możesz brać.-zapewne go.
-jak ci smakują to jedz.-zaśmiał się.-no możemy. Taki mały relaks po podróży. To może być mile.-zgodził się bez problemu.
-czyli dzisiaj bawimy się luksusowo?-spytał ze śmiechem.-może być. A potem do łóżka. Będzie cię trzymał blisko siebie żebyś mi sięnie zgubił skarbie.
-oj spokojnie kochanie...nie będzie aż tak miękko. A jak cośto zawsze mmożesz położyć się na mnie.-wzruszył ramionami i wziął łyk soku.
-I przez rok będziesz spał na podłodze? Tak przecież nie może być.-westchnął jakoś z tego niezadowolony. Po zbierał naczynia i wyszedł z nim na balkon.
-nie czepiam się wszystkiego.-wywrocil oczyma. Zaraz wszedł do środka żeby przebrać się w kąpielówki i wrócił od razy wchodząc za jakuzzi. Włączył babel I spojrzał na chłopaka.-kiedy do mnie dołączysz?
-mhm...-zgodził się obejmując go. Podkręcił babelki I usiadł wygodniej.-teraz jest idealnie.-powiedział z uśmiechem.
-z tobą przy mnie zawsze jest idealnie.-ucałował jego usta. Obejmował go delikatnie I zerkal to na niego to na widoki.-będziemy się tutaj czasem relaksować, co?
-mhm...no skoro tak uważasz.-zaśmiał się I objął go mocniej.-jeśli będziesz ze mną to na pewno będzie.-uśmiechnął sie. Bycie z nim całkowicie mu wystarczało żeby osiągnąć pełnię szczęścia.
-q tego oczywiście byśmy nie chcieli.-zachichotal.-cóż...bez wchodzenia w tajemnicę zawodowe chyba się nie da.-mruknął.-wiec to raczej nie możliwe.-powiedział szczerze.
Tydzień później Jun miał zacząć swoją pracę a Ryu praktyki i naukę. Wsiedli w samochód i pojechali pod uczelnie.
-powodzenia.-mężczyzna uśmiechnął sje do niego i ucałował go w policzek. Dopiero wtedy wyszedł z samochodu i z laptopem na ramieniu poszedł do sali w której miał prowadzić zajęcia. Wziął głęboki wdech I wszedł do środka. Wiedział ze na pierwszej godzinie ma pierwszakow a nie miał zamiaru traktować ich ulgowo. To by im tylko zaszkodziło. Postawił na swoim biurku woreczki śniadaniowe a następnie zabrał się do podłączenia laptopa do rzutnika. Kiedy uczniowie się zebrali stanął wyprostowany.
-nazywam się Jun Mikami i będę was nauczał o rekonstrukcji ciał przez najbliższy rok. Jestem zastepstwem za poprzedniego nauczyciela.-przedstawił się I odkaszlnal żeby uciszyć szmer który przebiegł po sali.-rekonstrukcja ciał jest jednym z kluczowych zadań balsamisty. Dlatego jest to zawód dla ludzi o stalowych żołądkach i nerwach. Niejednokrotnie będę wam puszczał prezentacje z porozrywanymi ciałami a wizyty w kostnicy są codziennością dlatego jeśli ktoś już teraz nie czuje się na siłach proszę żeby wyszedł.-ręką wskazał drzwi a kątem oka zauważył jak kilka osób przełyka ślinę.-nikt? W takim razie zaczynamy zajęcia.-ponownie odkaszlnal I puścił pierwsza prezentacje w której orzedtawil na czym mniej więcej polega rekonstrukcja ciał. Kiedy zajęcia się skończyły otoczył go wianuszek studentek. Tych kilku które miał w grupie i które teraz zadawał mu setki pytań niezwiązanych z tematem. Szły za nim nawet kiedy starał się wysc z sali na korytarz gdzie umówił się z Ryu. Kiedy starał się wypatrzyc chłopaka jedna z dziewczyn złapała go mocno za ramię tak ze musiał się odwrócić.
-Panie Mikami? A będą jakieś zajęcia...dodatkowe?-spytała trzepoczac rzęsami.
[Chwilowy przypływ weny XD]
-dość.-mruknął w końcu Jun kiedy dziewczyny zaczęły go dotykać.-takie zachowanie jest niestosowne.-dodał naprawdę.mając dość ze nie może się od nich opedzic. Chciał przecież znaleźć Ryu i spytać jak mu minęły pierwsze zajęcia i czy juz znalazł jakis kolegów.-no juz. Idźcie na następne zajęcia.-pogonił je dość ostrym tonem głosu.-zaczął się znów rozglądać za chłopakiem a kiedy w końcu go zauważył uśmiechnął się wesoło i do niego podbiegł.-Ryu-chan gome...-zaczął patrząc mu w oczy.-jak ci minęły pierwsze zajęcia? Opowiadaj.-poprosił radośnie.
-rozumiem. Idź. Ja raczej nie mogę z racji tego że jestem wykładowca ale ty idź i baw się dobrze. Będę na ciebie czekał w mieszkaniu. Tylko błagam uważaj na siebie.-powiedział I pogłaskał go po policzku. W sumie się cieszył e chłopak szybko nawiązał nowe znajomości.-naprawdę? Jeśli chcesz to przecież nie mogę ci zabronić.-wzruszył ramionami I wyszerzeczyl się do niego.-nie jednego z moich uczniów zagnieść.-zaśmiał się I zmierzwil mu włosy.
-przecież oni i tak nie rozumieją o czym rozmawiamy.-wzruszył ramionami.-wiec nie dramatyzuj.-zaśmiał się.-idź. Ja będę na ciebie czekał w mieszkaniu. Jak coś to zawsze możesz zadzwonić to po ciebie przyjadę.-zapewnił go z uśmiechem.-zaraz...to te fakultety zaczynasz od dzisiaj?-spytał zaskoczony. Nie sądził ze to tak szybko.
Jun pokiwał spokojnie głową. Jak mus to mus. Nie mógł mu przecież zabronić.
-Ale po zastanowieniu jakoś bardzo mi to nie przeszkadza. W sumie to nawet miłe że chociaż na jednych zajęciach będę miał na ciebie oko.-zaśmiał się.-Dzisiaj będzie coś ogólnie o rodzajach uszczerbków na zwłokach.-wzruszył ramionami.-a w tym temacie większość znasz. Ciągle siedziałeś w mojej pracowni.
-ok, będę.-wywrócił oczyma.-umówiony? no nic, więc widzimy się za godzine.-wzruszył ramionami. Zatrzymał go jeszcze na moment łapiąc go za rękę.-a potem zjemy razem lunch?-spytał go jeszcze. Chciał się upewnić że te plany nadal są aktualne.
Jun rozejrzał się po sali i westchnął ciężko.
-Nazywam się Mikami Jun i przez najbliższy rok będę prowadził te zajęcia. Od razu mówię że nie będzie łatwo a jeśli ktoś ma słaby żołądek to niech lepiej wyjdzie teraz zanim zwymiotuje na kolegę bądź koleżankę przed sobą.-powiedział a kiedy nikt nie wyszedł westchnął ciężko.-woreczki leżą na moim biurku.-poinformował ich tak w razie czego. Włączył prezentacje. Na pierwszym slajdzie na razie nie było zdjęcia.-zaczniemy od rodzajów uszczerbków na zwłokach.-Włączył kolejny slajd na którym był napis 'wypadki samochodowe'. Na następnym były dwa zdjęcia ciał, jedno ze zbliżeniem na oderwaną nogą oraz drugie ze zbliżeniem na rozerwany brzuch.-są to ciała z wypadków w których giną piesi przejechani przez samochód.-wyjaśnił krótko.
-zdarzają się.-odpowiedział mimo wszystko troche zaskoczony że ktoś z tej zbieraniny uważa.-czasem jest tak że kończyny są tak mocno zmiażdżone że balsamista odtwarza je używając sztucznych substancji. Więcej o tym będzie na następnych zajęciach.-dodał przerzucając na następne zdjęcia zdecydowanie mocniej pokiereszowanych ciał.
Jun oparł się dłońmi o biurko i westchnął nie umiejąc powstrzymać uśmiechu.
-Mam ci odpowiedzieć szczerze?-uniósł lekko brew.-Miałem takiego jednego. Uciął go sobie piłą maszynową. Jego żona błagała żeby mu go przyszyć bo chciała go pochować w całości.-odparł spokojnie i wybuchnął cicho śmiechem widząc zszokowaną twarz informatyka. Takiej odpowiedzi się nie spodziewał.
-udało udało.-machnął na to ręką.-cóż to prawda. Wtedy lepiej ciała nie ruszać i je po prostu spalić. Część balsamistów jednak podejmuje ryzyko jeśli ciało nie jest bardzo mocno przegnite a dopiero zaczyna gnić tak jak w tym przypadku. Trzeba bardzo uważać i lepiej nie wykonywać zabiegu jeśli dopiero się zaczyna pracę w zawodzie.-odparł przerzucają na następne zdjęcia tym razem w tematyce samobójstw. Znajdowały się tam zdjęcia już zdjętych wisielców oraz tych który postanowili rzucić się z budynku lub klifu.
Jun z westchnienie kontynuował wykład.
-ciała samobójców to chleb powszedni. Takie ciała zdarzają się najczęściej. Od najprostszych przy wykonywaniu zabiegu balsamowania takich jak wisielce po tych najtrudniejszych którzy postanowili skończyć z klifu.-powiedział wskazując od razu o które ciała chodzi.-powiedział I urwał czekając na pytania zanim zacznie kolejny dział.
Jun wręcz spiorunował go wzrokiem. Wyprostowal się I przygotował na odpowiedzenie na pytanie.
-można. wprawiony I utalentowany balsamisty jest w stanie sprawić że nawet najbardziej pokiereszowany trup wygląda jakby tylko spał. Nie jesteśmy cudotworcami. Pozwalamy bliskim zmarłego godnie go pożegnać. Niejednokrotnie przejmujemy ciało od chirurgów którzy nie podołali. Pracujemy na martwym ciale. Trup nie czuje, nie obudzi się, nie ma funkcji życiowych i nie czuje bólu. Pod tym względem nasza praca jest łatwiejsza niż chirurga. my nie pracujemy na organach a na martwym ciele. Jednak każdy balsamista musi pamiętać że jego praca polega głównie na rekonstrukcji ciał. Jesli trup stracił pół twarzy my sprawimy ze znów ja ma i temu podobne. Dlatego nie chururgia. Chirurg ratuje życie. Balsamista sprząta po chirurgu i pozwala rodzinie pożegnać się ze zmarłym. Mam nadzieje Panie Amakusa ze moja odpowiedź była wystarczająco wyczerpująca.-odpowiedział biorąc głęboki wdech.
Jun skinął głową wracając do prowadzenia zajęć. Westchnął ciężko widząc ze studenci stracili chęć do zadawania pytań. A kiedy się skończyły wszyscy wyszli cicho z sali. Bardziej mu się podobało kiedy podchodzili pytając o to czego nie zrozumieli. Wyłączyl swI jego laptopa i podszedł do Ryu który został na swoim miejscu.
-Ryu-chan? Idziemy coś zjeść?
-nie wiem. Myślałem że tym masz na coś ochotę.-przyznał spokojnie. Wsadził ręce do kieszeni i spojrzał w bok.-Ryu? Co to było za pytanie?-zerknął na niego bo zupełnie tego nie rozumiał.-przecież doskonale wiesz na czym polega moja praca. Zabolało mnie ze to właśnie ty zadałeś to pytanie. I to w taki sposób...jakbyś mnie o coś oskarżał.
Jun pokręcił przecząco głową.
-to nie tak ze jest tylu profesjonalnych balsamistów. Znasz mnie I nie masz za bardzo porównania ale nie wszyscy są w stanie każde ciało tak naprawić żeby wyglądało idealnie. Nie wszystkim się udaje. Tak samo z chirurgami sa ci lepsi i ci gorsi. No i balsamisty mimo wszytsko mają łatwiejsze zadanie.-wzruszył ramionami.-twoje pytanie po prostu trochę zabolało. Bo zabrzmiało jakbyś mnie o coś oskarżał.-powiedział I uśmiechnął się lekko.-ja tylko powiedziałem to co mój profesor kiedy na zajęciach padło takie pytanie. Użyłem tylko delikatniejszych slow.-zaśmiał się.-a gdzie idziemy zjeść?-spytał bo chłopak gdzieś ich prowadził ale Jun nie bardzo wiedział gdzie.
-to niech Ci się więcej nie nasuwa.-zaśmiał się I pstryknal go w nosek.-no...ładnie tu.-zgodził się. Z uśmiechem.-ktoś ci polecił to miejsce?-spytał zajmując wolny stolik na zewnątrz i zaglądając w menu.-jakie zajęcia masz po lunchu?-spytał nie odrywając wzroku od listy dań.
-to zadawaj lżejsze pytania. Takie przy których nie będę cię deptał jak będę odpowiadał.-wywrocil oczyma I spojrzał na niego.-mhm...wiec teraz jesteśmy na krótkiej randce?-uśmiechnął się i złapał go za dłoń.-a ja mam teorie z drugim roczniki q potem teorie z nimi. Potem teoria z rzecim rokiem. Praktyka z czwartym I praktyka z piątym. A jutro od rana wszystkie roczniki mam zabierać do kostnicy wiec będę poza uczelnią przez cały dzień.
-w planie tego nie ma. Wy raczej macie sama teorie i to też dość okrojona.-powiedział szczerze.-ale ty byłeś i w kostnicy i w pracowni wiec chyba nie robi ci to większej różnicy, co?-uniósł lekko brwi i uśmiechnął się.-niestety kochanie. Raczej mi się nie uda chociaż może przerwę na lunch normalnie będę miał. Napisze Ci.
-nie można dotknąć.-pstryknal go w nos.-zajęcia na ciałach ma ostatni rok.-dodał zamawiając makaron który wybrał i ten który chciał chłopak by potem znów zwrócić się do niego.-a tak to ubrani w specjalne stroje będą patrzeć na sekcje zwłok.-wzruszył ramionami.-jasne. Może znajdę dla nas czas. Mówiłem Ci ze wolałbym jeść codziennie razem.
-wieczorem obowiązkowo musisz mi zrobić coś pysznego.-zaśmiał się.-cóż...wiec jak mówiłem wiesz więcej od reszty grupy. -uśmiechnął sie do niego.-wiec to trochę teorii to nic. Będziecie mieli tez trochę o tym jak się rekonstruuje dane części ciała. Dość mało.-wzruszył rsmionami.
-niczego takiego nie mogę zrobić.-powiedział I zabrał się za jedzenie dania które przyniósł kelner.-mhm...myślałem ze weekendy całe będą tylko dla nas ale cóż...jeśli nie to nie. Fajnie ze znalazłeś prace i się z tego cieszysz. Pamiętaj tylko żebyś za bardzo się nie przemeczał.-uśmiechnął sie do niego lekko.-do której masz praktyki? Jak ja skończę wcześniej to zrobię kolacje.
-rozumiem. Ale przynajmniej po południu będziemy mieli czas dla siebie.-zauważył z uśmiechem.-ja kończę wcześniej wiec zrobię kolacje. Masz na coś ochotę? Dzisiaj spełnię twoja zachciankę.-powiedział zerkajac na zegarek i biorąc się za jedzenie.
-kebab? Przecież ja ci tego w domu nie zrobię.-zaśmiał sie.-frytki a I owszem...ale kebab tobie wybija z głowy. Coś innego do tych frytek.-powiedział wesoło. Pstryknal go w nosek i szybko skończył swój makaron.-musimy wracać na uczelnie.
-strasznie mieszasz.-zaśmiał się.-wiec niech będą frytki i kebab ze sklepu. Pomidora z mozarella możemy zjeść jutro albo pojutrze.-wywrocil oczyma. Dołożył się do rachunku i wyszedł z restauracji.-jest w twojej grupie ktoś kto ci dokucza?
-mhm...to dobrze.-uśmiechnął sie do niego.-za to ja mam trochę ciężko bo większość studentek jest bardziej zafascynowana mną niż zajęciami które prowadzę.-westchnął.-I po pierwszych zajęciach nie mogłem cie wypatrzyc.-wywrocil oczyma.-wiec masz lepiej ode mnie.-zaśmiał się.
-Bo przeciez kocham tylko ciebie.-uśmiechnął sie.-cóż...może w końcu dadzą spokój.-wzruszył ramionami. Kiedy weszli na teren uczelni od razu skierował się w stronę swojej sali.
-super! Jestem z ciebie dumny.-powiedział porywająca go w swoje ramiona i okrecajac kilka razy wokół własnej osi.-ssą świetne. Gratuluję. Juz pierwszego dnia takie coś. Jestem z ciebie dumny.-ucalowal go o dopiero wtedy postawił.
-wiem...ale i tak jestem z ciebie dumny.-przytulił go mocno by zaraz go pocałować.-mój kochany mój. W nagrodę masz kolacje. Kupno kebab I domowe frytki. Wszystko jest już na stole w jadalni i czeka na mojego geniusza.
-smacznego.-uśmiechnął sie również jedząc.-a poza tym jak ci minął dzień na stażu? Zmęczony?-spytał.przyglądając się mu.-uwielbiam jak się tak uśmiechasz. Wyjazd dobrze ci zrobił.
-jeszcze nie powiedziałeś? Ryu-chan przecież od razu powinieneś to zgłosić. Tak nie powinno byc...-westchnął ciężko.-cóż...minął mi dość ciekawie. Co prawda Denerwował mnie trochę grupka studentem wisząca mi na biurku na koniec zajęć ale poza tym było ok. Zajęcia praktyczne ciekawie się prowadzi a starsze roczniki są zdyscyplinowane. Co prawda podchodzą do mnie nieufnie bo jestem za młody na profesora ale jest ok skoro jestem tylko zastepstwem.
-idź i porozmawiaj. Tak będzie najlepiej.-poklepal go po ramieniu i skończył jeść.-Ryu tak się nie da. Nie możesz chodzić do mnie na zajęcia na które nie jesteś zapisany.-popatrzyl na niego i pogłaskał po włosach.-jak się dowiedzą to obaj będziemy musieli ponieść konsekwencje. A to by było bez sensu.
-Ryu...są rzeczy nie do przeskoczenia. Nie da się. Poza tym...o I tam na formach próbują odtworzyć jakaś część ciała. Nic ciekawego serio. Może jak starczy godzin to na samym końcu roku coś takiego zrobię z waszą grupa. Może. Niczego nie obiecuje.-powiedział I przeciągnąl się lekko.
Jun pokręcił głową z dezaprobata.
-doprawdy...i co w tym takiego zabawnego? Jestem za stary żeby to zrozumieć?-spytał unosząc brew i śmiejąc się cicho.
-no cóż...trochę mnie to rozbawiło zwłaszcza ze faktycznie mieliśmy taki przypadek. Ren pokładał się ze śmiechu kiedy przyjmował ciało.-objął go delikatnie.-a czemu usiadłes tak daleko?
-ale ja z wielką chęcią bym cie kusil.-zachichotal tulac go do siebie.-ciężko mi cie dostrzec kiedy siedzisz tak daleko.-przyznał szczerze.-ale wiesz...podobało mi się to ze mimo wszytsko było zainteresowanie moim wykładem.
-zauważyłem...zasmucil mnie to trochę bo lubiłem słuchać tych pytań i na nie odpowiadać. Mam nadzieje ze na następnych zajęciach juz nie będą się tak bali.-wyznacz szczerze.-może mi pomożesz co? W końcu to twoja wina.-zaśmiał się .
-twoja. A niby kto zadał takie pytanie ze aż mnie zabolało? Mogłem użyć ostrzejszy słów wiec juz nie mów ze cie zgniotlem.-musnal jego usta swoimi.-ale chciałem żebyś był zawstydzony. Bo pytanie było pardzo nie na miejscu. I to jeszcze od mojego chłopaka. Poczułem się urażony.-prychnal teatralne obrażony.
-tak to wszytsko.-odparł. Reszta jego zespołu przyszła szybko ze sprawcami. Zdobyli nagranie wiec mieli dowody a winni trafili do aresztu skąd prosta droga mieli trafić do więzienia. Zadowolony napisał do Naokiego smsa ze sprawą załatwiona i ze dzisiaj może skończy wcześniej.
-będę jeśli te pytania będą mile.-zaśmiał się wesoło I oddał pocałunek.-kocham cie wiesz? Cały dzień miałem ochotę się przytulic a nie mogłem.-powiedział mocno go obejmując.-teraz będę nadrabiać.
-może...ale w domu i tak cię wytule.-zaśmiał się.-i wycaluje.-dodał muskajac jego usta.-no I jutro pewnie razem nie zjemy...wiec zzobaczymy się dopiero w domu.
-ok ok...tam też mogę cię tulić.-zaśmiał się idąc za nim.-wiec relaks w jakuzzi i do spania.-przeciągnąl się lekko i w bokserki chyba wszedł do wody.
-mhm...jest prześliczne.-zgodził się zaraz jednak kierując wzrok na chłopaka.-ale ty bardziej. Wiec będę patrzył na ciebie.-uśmiechnął sie I musnal jego usta.-Ryu-chan? Ale nie daj się nikomu poderwać, ok? Na zajęciach, na stażu ani w pracy. Nigdzie. Nikomu nie daj się poderwać.
-przecież jestem grzeczny.-pokazał.mu język.-ja ciebie tez kocham.-pogłaskał go po policzku.-tak bardzo bardzo...-dodał zaraz całując go delikatnie.
-jesteś pewien?-spytał żeby się upewnić. Pogłaskał go delikatnie po włosach.-jeśli jesteś pewny to ja nie mam nic przeciwko. Spróbować możemy.-zgodził się nadal go głaszczac.
[Zastanawiam się czy jechać na adapciak...taki obóz dla pierwszaczków organizowany przez uczelnie XD Wszystko pięknie ładnie ale odstraszają mnie codzienne popijawy ładnie nazwane 'imprezami integracyjnymi' XD]
-cóż...nie powiem żeby takie nie w trakcie było przyjemne. Ale jeśli chcemy powoli przelamywac twój strach to musimy podejmować jakieś ryzyko. Bo ono zawsze będzie.-ppogłaskał go po policzku.-możemy spróbować. Może akurat się uda?
-ja ciebie tez kocham.-zapewnił go. Przytulił go mocniej do siebie pozwalając chłopakowi się tulić. Rozumiał ze się boi.
-I juz zawsze będę cię kocham skarbie.-ucałował go w czółko.-a to będzie wspaniały rok dla nas obu. Jestem tego pewny.
-jasne skarbie. Wierzę że będziemy mieli czas na wszytsko. No i pamiętaj ze mieliśmy jeździć i zwiedzać.-puknal go palcem w nosek.-mój kochany...-musnal jego usta swoimi.-na wszystko będzie czas. Na wszystko.
-jasne ze weźmiemy udział.-odparł wesoło.-a swieta spędzimy w Kanadzie. W takim małym domku w górach. Z kominkiem i w ogóle.-uśmiechnął sie.-no i musimy zdecydowac kiedy zaprosimy Keiichiro i Kokiego...no I Rena.-pogłaskał go po policzku.
-to dobrze ze powoli odzyskuje siły. Koki tez na pewno się z tego powodu cieszy.-uśmiechnął sie.-zaprosimy ich jak nabierze więcej sił. Tak chyba będzie najlepiej. A do tego czasu można z nimi rozmawiać na Skypie.-ucałował go w policzek.-wychodzimy?
-to dobrze. W końcu to twój przyjaciel. Oboje się wspierać ie co jest na prawdę fajne. No i na pewno będziesz miał mu wiele do opowiedzenia.-uśmiechnął się I wstał biorąc go na ręce.-juz ci pomagam kochanie.
-ok ok...nic się przecież nie stanie jeśli cię zaniosę.-powiedział wchodząc z nim do środka.-Ryu-chan chcesz najpierw wziąć prysznic czy od razu do łóżka?-spytał bo przecież musiał wiedzieć gdzie ma go zanieść.
-czym takim?-spytał wesoło. Poszedł z nim do sypialni kładąc go na łóżku. Podał mu jakiś ręcznik i dresik w którym chłopak zazwyczaj spał. Sam chwycil bokserki i poszedł do łazienki się przebrać. Nie chciał żeby chłopak czuł się nie komfortowo.
-no tak...mój biedny zmęczony.-położył się obok niego i objął ramieniem.-wiec jednak dzisiaj bez seksu oralnego? Ok. Następnym razem.-ucałował go w czółko.-dobranoc.
-ok ok. Nie spieszy nam się.-odparł.I zamknął oczy również zasypiajac. Mieli czas. Po tym roku czekania kilka dni nie robiło różnicy. W nocy objął go mocniej jakby bojąc się ze chłopak może mu uciec.
Jun otworzył oczy przed budzikiem i spojrzał na chłopaka z lekkim rozczuleniem. Przeciągnąl się lekko uważając by nie budzić chłopaka uznał ze da mu jeszcze trochę pospać. W końcu był zmęczony.
Jun rozmasowal nos w który całkiem nieźle oberwal. Uśmiechnął się słysząc wyznania i prośby chłopaka. Nachylil się żeby delikatnie ucałowac go w policzek. Potem znów się położył dając chłopakowi spać. Do budzika mieli jeszcze trochę czasu. Nie było sensu przerywać tak słodkiego snu.
Jun zachichotal pod nosem. Zbliżył się do niego i pocałował go w usta starając się go nie obudzić.
-taki buziak pasuje?-spytał szeptem.
-hej słodziaku.-przywitał się z nim i cmoknal go w usta.-jak się spało? Wyglądałes tak słodko...i mówiłeś przez sen ze mnie kochasz...-uśmiechnął sie szczęśliwy.
-mhm...-przytulił go.-ja ciebie tez. Najmocniej.-pocałował go I przeciągnąl się lekko. Wstał z łóżkai ppodszedł do szafy żeby wybrać ciuchy.-ale pora się szykować.
-Ryu-chan wstawaj proszę.-wywrocil oczyma.-to przecież dopiero drugi dzień a ty juz sobie odpuszczasz zajęcia? Tak nie można.-westchnął zerkajac na niego.
-Ryu-chan...-poluzowal delikatnie dopiero co założony krawat.-mój drogi studencie. Jeśli nie wstaniesz to jako profesorbędę zmuszony cie ukarać.-uuniósł sugestywnie brew. Usiadł na łóżku i nachylił się nad chłopakiem.-to jak będzie?
-a jak myślisz?-uniósł lekko brew I nachylił się nad nim mocniej. Oblizal delikatnie usta.-niegrzecznychociaż uczniów powinno się karać.-dodał I dmuchnął mu w kark.-wiec wstawaj i się szykuj.
-oj no...bo dzisiaj twoja kolej.-popokazał mu język i wstał z łóżka. Poprawił krawat i uśmiechnął się lekko.-no nie masakra tylko wstawaj.-poprosił go I poszedł do łazienki.
-przecież ja w wczoraj robiłem śniadanie. Zjedliśmy jajecznice.-przypomniał mu wesoło. Ogarnął się w łazience i poszedł do kuchni.-a dzisiaj co zjemy?-spytał go robiąc sobie kawę.-tez chcesz?
-tobie sobie jakąś kanapkę.-wzruszył ramionami otwierając lodówkę. Na chlebek położył szybke, serek i listek satysfakcji po czym z kawą w ręku usiadł przy stole.-ja ciebie tez kocham. Dzisiaj pewnie wrócę później od ciebie. Zrobisz coś dobrego na kolacje?
-ok.-poszedł ubrać buty.-na lunchu raczej się nie zobaczymy. Dlatego oczekuje czegoś pysznego na kolacji.-ucałował go w policzek I wyszedł na korytarz żeby już zawołać windę.
-mam zdolnego chłopaka. Mogę być wymagający.-pokazał mu język.-no ok.-wzruszył ramionami i usiadł na fotelu pasażera.-prowadź skarbie.
[Film akcji...jak romantycznie XD]
Jun cały dzień spędził na chodzeniu od kostnicy do uczelni i wyjaśnieniu studentom co i jak działa. Dlaczego lekarze rób to dlaczego robią tamto. Kiedy w końcu wrócił do mieszkania był głodny i zmęczony.
-Tadaima!-krzyknął od progu. Uśmiechnął się czując smakowite zapachy.-co pysznego zrobiłeś?-spytał wesoło.
[Serio!? XD]
-mmmm-oblizał usta.-wygląda przepysznie. Na prawdę się postatales. Dziękuje Ryu-chan.-ucałował go w policzek I usiadł do stołu.-i jeszcze winko...jak randka.-uśmiechnął sie do niego.
[Srrio? XD]
-serio przygotowałeś taka mala randkę.-uśmiechnął sie. Ucałował go w policzek I zabrał się za jedzenie.-pyszne!-powoedzial wesolo zaraz jedzac z wieksza checia.-uwielbiam kiedy gotujesz. Zawsze jest tak smacznie.
[Musiałam zapomnieć XD]
-zawsze jest. Zawsze jest przepyszne.-powiedział biorąc łyk wina i znów wracając do jedzenia. Na prawdę mu smakowało.-przepyszne.- powtórzył kiedy skończył jeść.
-nie przestanę.-zaśmiał się. Wziął kolejny łyk win a i ucałował go w policzek. Potem już skupił się na filmie od czasu do czasu biorąc łyk wina.
-trochę dali.-powiedział obejmując go delikatnie.-ale jakoś dałem rade. Strasznie męczące te wycieczki. Zwłaszcza żetrzeba iich pilnować i wszytsko tłumaczyć.-zamarudzil mu trochę.-dlatego się ciesze ze juz jestem w domu.
-to sumie kochanie. Miałeś dzień pełen wrażeń. Ale serio powinieneś I'm powiedzieć ze jesteś chory. Taka jest sytuacja I musisz iI'm to powiedzieć bo inaczej w końcu padniesz i dowiedzą się w mało przyjemnej sytuacji a tego raczej nie chcesz. Jutro im powiedz, dobrze?-pogłaskał go po policzku.
-ok. Ja muszę dokończyć jedna prezentacje.-powiedział I otworzył swojego laptopa.-o szyciu.-dodał I zagłębie się w pracy.-kochanie? Ty miałeśjjakieś zdjęcia ze zbliżeniem na moja prace, nie? I miałeś tam takie właśnie z szyciem. Masz je jeszcze?-spytał podnosząc wzrok żeby na niego spojrzeć.
-ok. Ja muszę dokończyć jedna prezentacje.-powiedział I otworzył swojego laptopa.-o szyciu.-dodał I zagłębie się w pracy.-kochanie? Ty miałeśjjakieś zdjęcia ze zbliżeniem na moja prace, nie? I miałeś tam takie właśnie z szyciem. Masz je jeszcze?-spytał podnosząc wzrok żeby na niego spojrzeć.
-dzięki.-przesłał mu buziaka w powietrzu i wrócił do pracy. Przejrzał zdjęcia i wybrał te z większym zbliżeniem na szwy. Skończył po godzinie i przeciągnąl się lekko.-ja juz.-poinformował chłopaka.
-hmmm? Czemu nie jesteś z nich zadowolony?-spytał przyglądając się mu uważnie. Objął go delikatnie ramieniem.-może jakoś uda mi się ci pomóc?-dodał głaszczac go po włosach.
-to może popracuj nad nimi jeszcze trochę?-zaproponował.-no I...przecież nie zawsze musi się udawać, prawda? Najwidoczniej robienie zdjęć budynkom nie jest twoja mocno strona. Jesteś lepszy w czymś innym.-ucałował go w policzek.
-ale w innych jesteś wspaniałym geniuszem. Zobaczysz że w końcu będziecie robić coś co umiesz i lubisz. Wtedy pokażesz na co cie stać.-ucałował go w policzek.-a tym razem cóż...dostaniesz trochę gorsza ocenę. To przecież nic takiego.
-rozumiem. Wiec trzymam kciuki kochanie.-znów go delikatnie ucałował.-najpierw kapiel. Relaksacyjna w cieplej wodzie i z pianką.-zaśmiał się.-taka mi się marzy po męczącym dniu.
-No dobrze.-uśmiechnął sie I poszedł się umyć. Po kąpieli poszedł do łóżka gdzie padł obok chłopaka. Objął go delikatnie niczym przytulankę i zamknął oczy próbując zasnąć.
-hmmm?-otworzył zaspane oczy i zerknął na niego.-skopaleś mnie w nocy.-zamarudzil bo kilka razy oberwal dość mocno.-masz więcej siły niż sądzisz.-dodał siadając i mocno się przeciągnąc.-chce przeprosinowego buziaka.
-No I czemu kochanie? Spisz ostatnio tak niespokojnie.-wstał i poszedł za nim. Usiadł i wziął łyk kawy.-mmm...-mruknął i zabrał się za jedzenie.
-nie śni ci się nic złego?-spytał trochę zmartwiony.-może jakieś koszmary czy coś. Albo po prostu nowe miejsce, nie twoje łóżko...i może po prostu musisz się przyzwyczaić.-zaproponował kilka opcji.
-mhm no tak. To cóż jakiś czas będę kopany. Postaram się też przypilnowac żebyś nie spadał z łóżka.-puścił mu oczko i zabrał się za jedzenie.
-oj no...ale nie chce żeby spał na podłodze. Wiec nawet jak będziesz mnie kopał to będę cię tulić.-zaśmiał się.-ja ciebie tez kocham.-Wziął.łyk kawy.
-podwioze. Przyjechać tez po ciebie jak skończysz i będziesz miał zacząć zajęcia? Powinienem zdążyć.-powiedział wypijajac juz całą kawę.-no tak dzisiaj ze mną macie. Będzie o szyciu.-puścił do niego oczko.-wiec bbędą twoje zdjęcia.
-fajnie masz...ja mam potem dwa zajęcia jeszcze z ostatnim rocznikiem. A potem jakieś zebranie.-zjadł szybko kanapkę i wstał.-jakbyś jednak zmienił zdanie do zadzwoń. Przyjadę po ciebie.-dodał I poszedł się szykować.
-nie. Az tak późno jak wczoraj to nie. Zebranie ma nie trwać długo wiec wrócę w miarę wcześnie. Jak wrócę możemy razem zadzwonić do Keiichiro i Kokiego. Potem do twojego rodzeństwa. Pewnie wyczekuja tefonu.-uśmiechnął sie.-wiesz co najbardziej mnie cieszy w naszym tutejszym mieszkaniu?-zerknął na niego.-brak wscibskich kamer Yuto nagrywajacych mnie w intymnych sytuacjach. -odpowiedział od razu.
-hmmm...zaskocz mnie. Zrób mi jakąś pyszna niespodziankę. Masz wolna rękę.-uśmiechnął sie do niego I ruszył.-cóż kochanie nigdy nic nie wiadomo. Jak Yuto do nas przychodzi do zawsze myślę że zamontował coś nowego żeby Ci dać. Ta trauma chyba mi pozostanie.-zaśmiał się.
-a ja się obrazę. Te kamery to zło.-wywrocil oczyma.-a skoro na żywo jestem fajniejszy to pp co ci te kamery?-uniósł lekko brew.
Jun wywrocil tylko oczyma i odjechał. Za to Mark [przyjmijmy ze to ten jego kumpel z zajęć XD]
-co cie łączy z naszym nowym wykładowca od trupów?-spytał szczerzac się do niego.-wczoraj cie widziałem w tej włoskiej knajpce co ci poleciłem a dzisiaj cie tutaj podwiozl.
-nie szpiegowalem cie.-zaprotestował trochę urażony ze się go o coś takiego oskarża.-poszedłem tam zjeść i was zauważyłem. To wszytsko.-mruknął.-ej no...nikomu tego nie wygadam. To...wiec co to za podejrzana relacja?
-aaaaa...wiec to tylko coś takiego?-spytał wkładając ręce do kieszeni.-liczyłem na jakąś aferę.-zaśmiał się.-ale serio nikomu bym nie powiedział!-zapewnił go od razu. Co to to nie.
Jun popatrzył na niego trochę ostrzej niż zamierzał. Zabolało go to ze chłopak śpi na jego zajęciach.
-ciało pokazane na prezentacji. Co można zszyc a co będzie trzeba rekontruowac.-powiedział trochę pustym głosem. Był tym trochę dobity chociaż przecież wiedział ze chłopak może być zmęczony po stażu.
-Ryu!-krzyknął zaraz do niego podbiegajac. Sprawdził mu na szybko puls.-ok na dzisiaj koniec zajęć.-powiedział i wziął chłopaka na ręce. Cieszył się ze szpital jest dość niedaleko i sam mógł go tam zawieść. Martwił się o niego. Wiedział ze będzie z nim musiał potem o tym porozmawiać.
Jun minął się z lakerzem w drzwiach. W dłoniach trzymał duży kubek mocnej kawy. Miał podkrazone oczy ale uśmiech al się lekko kiedy zzobaczyl ze chłopak juz nie śpi.
-jak mogłeś sprawić że tak bardzo się martwię?-spytał siadając na krzesełku.-Ryu...ja wiem ze chcesz mieć swoje pieniądze i dokładać się do mieszkania...ale z pracy w bibliotece będziesz musiał zrezygnować.-powiedział spokojnie patrząc na niego uważnie.-poza tym...wiem jak bardzo chcesz być traktowany normalnie...ale z ludźmi ze stażu tez musisz pogadać. Mamy się tu dobrze bawić, pamiatasz? Bez żadnych zgonów...
-wolałbym żebyś na żadnych nie mdlal.-powiedział patrząc na niego smutny.-Ryu...na prawdę się o ciebie martwię. Kiedy mi zemdlales...-przygryzl dolną warge.-a.przecież prosiłem żebyś się nie przemeczał. A ty po tygodniu lądujesz w szpitalu. Dobrze chociaż ze twój szef wie już o twojej sytuacji. Ten w bibliotece tez powinien wiedzieć skoro nie chcesz zrezygnować.-złapał go za rękę.
-nie spanikowalem. Powiedziałem ze to koniec zajęć i zawiozlem cie do szpitala. Ryu...dobrze wiesz ze w takiej sytuacji nie zaufalbym jakiemuś studentowi.-powiedzkał okrywajac go delikatnie kołdrą.-wiem...kochanie wiem ze chciałeś. Ale sam widzisz ze jeszcze nie aż tak bez ograniczeń. Jakieś musisz mieć.
-ale za każdym razem mam nadzieje ze to będzie już ostatni raz Ryu. Zrozum ze się martwię. I będę się martwić. Bo cię kocham.-ucałował go w policzek.-dobranoc. Jakby coś to dzwon a ja jutro po ciebie przyjadę.
Jun następnego dnia po zajęciach zajechał do szpitala. Najpierw obgadał wszytsko z lekarzem a potem poszedł do Ryu. Widząc ze ten jeszcze śpi usiadł na krzesełku uznając ze na niego poczeka.
-mówił żeby cię przypilnowac w domu. Masz odpocząć przez ten weekend i nie przemeczac się na stażu.-powiedział. Uznał nie to bez sensu kłamać.-lepiej się już czujesz?
-cóż...możemy zajechać.-zgodził się wstając z krzesła kiedy chłopak był już gotowy.-na co masz ochotę? Może być pizza?
-rozumiem ze niesiemy.-zaśmiał się.-ok wiec pizza. Może zamówimy do domu? Tak będzie lepiej. Wygodniej.-powiedział wychodząc na korytarz.
-przytule. Będę cię tulił ile tylko chcesz. Zawsze.-uśmiechnął sie lekko. Kiedy wyszli ze szpitala posadził go na przednim siedzeniu w samochodzie.-i walczymy jakiś film.
-ok. Ale jak nie chcesz bo i tak masz znać to lepiej nie. Chodźmy po kolacji spać od razu.-ruszył powoli w stronę mieszkania.
-to żaden problem...ale w łóżku na pewno będzie wygodniej.-uśmiechnął sie lekko. Szybko dojechał do ich mieszkania i wziął go na ręce.-wiec pizza I w łóżku film.
-lepiej bez wina dzisiaj. Wino zostawmy na specjalne okazje.-powiedział zaraz dzwoniąc po pizze. Potem też poszedł się przebrać.-to dobrze kochanie. Lepiej nie mówić. Nie wiem jakie byłyby konsekwencje gdyby góra się o tym dowiedziała. Obaj możemy mieć kłopoty.-przyznał spokojnie.-dobrze ze nie powedziales. Może być problem kiedy go za prosisz i zauważy ze jest tylko jedna sypialnia ale tym będziemy martwić się później.
-a nie możemy przyjąć ze zachowałem się jak bardzo zmartwiony i troskliwy profesor? Gdybym ja zemdlal na zajęciach pewno też byś się zmartwił.-mruknął siadając na fotelu.-to nie jest takie łatwe wiesz? Zachowywać się nie jak twój facet kiedy nim jestem.
-cóż...jak nie będę to faktycznie może mnie zlać.-pokazał mu język.-mam nadzieję że więcej omdlen na moich zajęciach nie będzie. To mało prawdopodobne ale mam taką nadzieję. No i...może nie będzie tak źle? Skoro oficjalnie jestem przyjacielem twojego brata to wiesz...czuje się za ciebie odpowiedzialny wiec mogłem tak zareagować.-znów pokazał.mu język i ucałował go w policzek.
-nie narobiłem...przecież to nic takiego. Nie całowałem cie przecież ani nic.-wywrocil oczyma.-na żadnych nie mdlej gluptasie. Najlepiej jak w ogóle nie będziesz mdlal.-złapał go za rękę.-to nic. Po prostu jakoś tak mi przeszło przez myśl ze cie zanudzilem i przez to zasnales. Wiec juz się tym nie przejmuj, ok?
-wiem kochanie. Dlatego mówię że już ok. Nie przejmuj się tym.-pogłaskał go po włosach.-Przez weekend odpocznieszi wrócisz z nową energia do nauki i pracy.-uśmiechnął sie delikatnie.
-ja ciebie tez.-ucałował go z uśmiechem.-gluptasie przecież nie musisz mnie pytać o takie rzeczy. Jesteś już dorosły.-przypomniał mu I pstryknal go w nosek.-jak masz ochotę to się napije coli.-wywrocil oczyma I poszedł otworzyć drzwi dostawcy pizzy.
-ok ok.-Postawił na stoliku pizze. Trochę zaskoczony spojrzał na chłopaka.-ja ciebie tez skarbie. Ale co ci sie tak wzięło na powtarzanie ze mnie kochasz? Nie żeby mi się to nie podobało, podoba i to bardzo. Tylko...ostatnio nie robiłeś tego zbyt często...
-nie musisz...pomyslalem po prostu ze dawne tego nie robiłeś.-wyjaśnił jedząc jeden kawałek pizzy.-o mi też przyniosles? Nalejesz czy ja mam nalać?
Jun wziął kilka łyków I wziął się za dalsze jedzenie pizzy.-mmm pycha.-zgodził się z uśmiechem.
-dzisiaj? W sumie nic ciekawego. Mialem tylko zajęcia praktyczne. Próbowali odtworzyć dłoń.
-w ogóle...znaczy ostatni I przedostatni rok coś tam umiał. Nawet im wyszło ale reszcie nie szlo w ogóle. Ręce nie przypominały rąk.-wywrocil oczyma.
-pierwszakow tak ale drugo trzecioroczniakow nie. Robili to już w tamtym roku. Myślałem że lepiej im pójdzie.-wzruszył ramionami I wziął ostatni kawałek pizzy.-pp tym szpitalu pewnie chcesz wziąć kąpiel, co?
-dobrze skarbie. Lez i odpoczywaj. Zaraz podam Ci tez wszystkie leki. Wtedy na pewno ci przejdzie.-uśmiechnął sie I skończył pizze dopijajac tez cole.
-hmm...nie wiem. Powiedzmy ze to będzie zależało od tego jak się będziesz czuł. Jeśli dobrze to pp obiedzie możemy iść na krótki spacerek. A pojutrze zrobimy sobie mała wycieczkę jeśli chcesz.
-Mhm...kino brzmi nieźle. Usiądziemy w wygodnych fotelach i tam też możesz odpoczywać. Kino to dobry pomysł.-ucałował go w policzek.
-może być. Taki spokojny dzień będzie idealny. Odpoczniesz i spędzimy miło czas.-ucałował go w policzek.-i jutro śpimy ile chcemy.
-a ja bym sobie pospał. Wypoczal tulac moje kochanie.-uśmiechnął sie I objął go mocno. Tulił go tak do siebie czasem całując go w policzek.
-pasuje jeśli będę mógł.cie tulić.-wyszczerzyl się I przytulił go mocniej.-mmmm...bardzo cie kocham, wiesz? Tak bardzo bardzo...
-nie będę zły.-wywrocil oczyma.-niby czemu mmiałbym? Myślałem tylko ze dzisiaj wcześniej pójdziemy spać.-wzruszył ramionami.-a właśnie...dzwonil twój kochany brat. Prosił żebyś do niego oddwonil.
-na pewno? W tym szpitalu dobrze się tobą zajęli? Nie pomieszało leków ani nic?-spytał przyglądając mu się.-ok, faktycznie wygląda ze żyjesz głupi bracie.-dodał wywracajac oczyma.
-powtórzył słowa twojej lekarki.-wywrocil oczyma Jun bo jemu lekarz przypadł do gustu. Kei tylko machnął ręką.
-mniejsza o to. Grunt ze sie toba zajął, nie? Chociaż musze mu przyznać rację. Jestem problematyczny braciszku.-wywrocil oczyma.-ciągle coś ci się dzieje. W ogóle, kiedy mogę wpaść?
-tutaj pierwszy.-poprawił go.-dobra dobra. Wpadnę kiedy znajdę czas. Na razie pomagam w domu. Ciebie nie ma to z głodu umieramy. Teraz pora wyprowadzić Kiare na spacer.-pomachal mu I się rozlaczyl.
-Ryu? Ja się umyje, ok? Jestem zmęczony.
Jun wziął tylko szybki prysznic po czym wrócił do salonu.
-juz możesz kochanie.-ucałował go w policzek.
-ok.-wstał i objął go ramieniem I poszedł z nim do sypialni. Położył się na łóżku i poklepal miejsce obok siebie.-chodź kochanie.-uśmiechnął sie chcąc go przytulic.
Jun objął go delikatnie i tez od razu zasnął. Poprzedniej nocy nie spał za dobrze bez chłopaka przy sobie. Teraz kiedy miał swok jego misia spało mu się o wiele lepiej.
-hmmm?-Jun trochę zaspany odebrał telefon.-przepraszam mógłby Pan powtórzyć.-wymamrotal po japońsku by po pytaniu dziekana zapytać o to samo po angielsku. Po wysłuchaniu całego monologu spojrzał smutno na Ryu. Przecież mieli mieć dzisiaj randkę. Malutką bo malutka ale mieli ja mieć. Mieli też odpocząć ale to raczej nie wchodziło w grę.
-i pewnie nie mogę odmówić...
-nie ma takiej opcji.-odparł wesoło dziekan i się rozlaczyl.
-Ryu I co teraz? Nie mogą się dowiedzieć ze tu mieszkasz a ty przecież miałeś odpoczywać cały weekend. I byliśmy na dzisiaj umówieni...-westchnął.
-Ryu!-złapał za rękę.-słyszałeś lekarza. Masz wypoczywać przez ten weekend. A ja miałem tego dopilnować. Nie możesz teraz iść na imprezę.-wywrocil oczyma.-jesteś osłabiony. Daj mi chwile to coś wymyśle. Jakoś...-przygryzl dolną warge.-nie podoba mi się ta tradycja...
-nie wiem Ryu. Na prawdę nie wiem. Jakoś tak...boję się ze coś może ci się stac.-przytulił go do siebie.-wolałbym żeby jednak nie robił imprezy i żebyście po prostu obejrzeli film albo coś.-oparl głowę o jego ramię.-ja sam na pewno nie będę pić. Musze być w pełnej gotowości w razie jak coś by ci się stało.
-no właśnie możesz im zemdlec. Oni.tego nie zauważa...albo zignorują. I co wtedy? Wymyślili sobie spotkanie. Dobrze ze zadzwonił bo nie wyobrażam sobie jakby tu wbili bez zapowiedzi. Nasze zdjęcia wiszą w całym mieszkaniu...i jeszcze ty jako żywy dowód...byłby dym.
-Ryu?-Jun szedł za nim trochę go asekurujac a kiedy ten wpadł mu w ramiona westchnął ciężko.-widzisz? Jeszcze nie odzyskałes pełni sił. Powinieneś zostać w domu.-powiedział zmartwiony nie na żarty.-ja zrobię śniadanie. Ty połóżssię na kanapie i zadzwoń do Marca czy jest dzisiaj wolny. Jeśli robi imprezę to szukamy innego rozwiązania.
-Ryu...proszę...myśl o sobie i swoim zdrowiu w pierwszej kolejności. Z dziekanem I reszta zawsze coś da się wymyślić tak żeby im nawet przez myśl nie przeszło ze jesteśmy para.-ucałował go w policzek.-a teraz siadaj na kanapę a ja zajmę się śniadaniem.
-Ryu...ja teraz nie jestem ważny wiec proszę, myśl o sobie. Nie musisz mu pomagać ja sobie poradze. Odpocznij i skontaktuj się z Marciem.-pogłaskał go po włosach.-to na prawdę ważne żeby odpoczal.
-oj no...wiem ze jesteś dorosły Ryu...ale jesteś tez osłabiony. Nie chce żebyś mi gdzie padł.-przytulił go delikatnie.-ech...no I wiem ze tez się o mnie martwisz. Rozumiem to. Ale nie musisz mi pomagać w sprzątaniu. Wolałbym żebyś odpoczal.
-Ryu...-powiedział cicho I złapał go za rękę zeby zaraz go objąć.-przepraszam jeśli tak czujesz. Staram się żeby tak nie było. spytał wdę. Po prostu kiedy wychodzisz ze szpitala to martwię się bardziej. Przez to nie specjalnie podoba mi się fakt ze nie będziesz dzisiaj w domu. Zwłaszcza że byliśmy na dzisiaj umówieni.-westchnął.-oj no...ja wiem ze chciałbyś się dokładać...ale twoje zdrowie chyba jest wazniejsze, prawda?-spytal
-mou...nie chce żebyśmy mieszkali osobno.-zamarudzil jak male dziecko.-ne...będę już grzeczny. Nie wiem w czym tak bardzo cie wręczam ze ci to przeszkadza ale już nie będę.-obiecał mu.-no i...przecież wiesz ze zawsze jestem bardziej opiekuńczy jak wracasz ze szpitala...-przypomniał mu.-przepraszam jeśli sądzisz że przez to zachowuje się jakbym był twoim ojcem.-puścił go w końcu.-to zebyś żył jest najważniejsze Ryu.
Jun westchnął ciężko. Zdążył się już przecież przyzwyczaić ze chłopak miewa słabsze dni i czasem mdlej. Nadal jednak się o niego martwił. Kochal go i nie chciał stracić. Nie rozumiał tez co dokładnie robi źle. Posprzątał po śniadaniu I zaczął zdejmować ze ścian i z półek ich wspólne zdjęcia.
-No dobrze. Ty też.-ucałował go w policzek.-i uważaj na siebie kochanie.-poprosił odprowadzając go jeszcze do drzwi.
-No dobrze. Ty też.-ucałował go w policzek.-i uważaj na siebie kochanie.-poprosił odprowadzając go jeszcze do drzwi.
Prześlij komentarz