niedziela, 8 września 2013

Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11) Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza.  Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer.  Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.


Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych. 

| Powiązania | Szepty umysłu | 

edit. 08.09.2013r

[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]

5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   401 – 600 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

Zasmial się cicho.-tak na pewno. To jest taki mały ogrodzony domek i ścieżka która prowadzi do źródełka. Ono jest...tak wielkości łóżka.-zapewnił glaszczac go po włosach i mimowolnie czasami drżąc pod wpływem dotyku chłopaka.-pewnie nie będziemy siedzieli za długo żebyś nie zasłabł przez gorącą wodę...ale onsen jej świetne.-uśmiechnął się lekko i przymknal oczy.

Takano | Jun pisze...

-na 100%-zapewnił.-nikt poza mną cie nie zobaczy.-dodał mierzwiac mu włosy.-dzisiaj? No możemy. Spakujemy ciuchy na zmianę do plecaka, możemy pojechać pociągiem lub pożyczyć samochód od twojego brata i spędzimy miło czas. Najpierw pójdziemy zjeść coś dobrego. Może dango? A potem się pomoczymy w gorącym źródle.-pokiwal głową uznając to za dobry plan.

Takano | Jun pisze...

-więc pociag.-zdecydował podnoszac się do pozycji siedzącej.-ja? Ale ja nie umiem. No tosty umiem. Chcesz?-spytał trochę niesmialo. Nachylil się nad nim i złożył na jego ustach krótki francuski pocalunek.-Kocham cie.-oznajmił głosem jakby conajmniej rok mu tego nie mówił. Wstał z łóżka idac do łazienki z czystymi ubraniami. Kiedy spojrzał w lustro załamał się stanem swojego torsu. Kiedy się ubrał zszedł na dół zrobić sniadanie.

Takano | Jun pisze...

-jak? Normalnie. Wspollokatorzy gotowali. Albo lecialem na tostach albo zupkach i innych potrawach instant. No i jeszcze bary, stołówki, fast foody.-wyjaśnił swój system zywieniowy czasów studenckich.-a no i przez te dwa lata jeździłem do miasta żeby coś zjeść.-dodał trochę zazenowany. Kiedy już wstawił tosty do piekarnika zrobił chłopakowi herbaty i podał mu leki.-proszę leniuszku. Lyknij to co masz przed posilkiem a zaraz dostaniesz śniadanie.

Takano | Jun pisze...

-nie poszło bo ćwiczyłem i każda dodatkowa masa zamieniala się w rzeźbę.-zasmial się. Kiedy chłopak lykal leki nie przyglądał mu się, rozumiał że może się z tym źle czuć. Kiedy się w niego wtulił objął go i delikatnie glaskal po włosach i plecach.-jasne aniołku. Potule cię ile tylko będziesz chciał.-szepnął z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-ni jasne że będę. W końcu mam mojego kochanego pieszczoszka który umie gotować.-zasmial się cicho,-lubisz się tak ulic, co?-spytał z blogim uśmiechem glaszczac go po włosach. Trochę niezadowolony odsunął się od chłopaka mimo wszystko stwierdzając że zaraz tosty się spala. Wyjął je z piekarnika następnie położył na dużym talerzu na stole.-smacznego.-uśmiechnął się biorąc jednego tosta.

Takano | Jun pisze...

-więc będę tulil cie częściej.-zdecydował powoli jedząc śniadanie.-no ja wiem że nie cały czas. Ale lubie twoją kuchnię. Na prawdę dobrze gotujesz. Więc jak wrócimy to zamawiam siebie curry.-oznajmił z uśmiechem.-jedziemy zaraz po śniadaniu. Tylko nie przestrasz się mojego znajomego. Jest dziwny.

Takano | Jun pisze...

-On jest dziwniejszy ode mnie...ja przy nim to pikuś. Serio.-zaśmiał się szybko się uspokajając.-no i, naprawdę jestem aż tak dziwny? Co jest we mnie takiego dziwnego?-spytał nie rozumiejąc swojej dziwności.-Jasne że weźmiemy. Skoro został to co innego zrobimy.-zapakował tosty do woreczka który włożył do plecaka.-No jedziemy.-ruszył w stronę korytarza gdzie ubrał buty i kurtkę.-A ciuchy na zmianę masz?-spytał jeszcze zanim wyszli.

Takano | Jun pisze...

[ale ja to mam teraz straszne zadanie na polski ;__;[
Takano
Mężczyzna siedział spokojnie na kanapie w salonie w samych spodniach od dresu wcinając ciasto które popijał winem. Póki jeszcze miał wolne postanowił z niego korzystać jak tylko może. Nagle psinka leżąca obok niego poderwała się i zaczęła warczeć w stronę drzwi.
-Co jest mała?-spytał zaskoczony łapiąc ją za obrożę i idąc we wskazanym kierunku.
Jun
-Ręczniki tam są. Dostaniemy też kimona.-wyjaśnił. Chciał zaproponować że poniesie jego rzeczy ale ugryzł się w język i tylko złapał go za rękę idąc w stronę stacji.-Będziemy jechali góra dwie godziny. A Ryu wziąłeś leki ze sobą?-spytał zatrzymując się i patrząc na chłopaka.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Jolie spokój!-krzyknął na psinkę. Zamknął ją w salonie i oparł się o drzwi.-To ja powinienem mówić "nie znam cię." To od zawsze jest moja willa a ty sobie tu wchodzisz jak do siebie nawet nie pukając. Nie uważasz że to nie kulturalne?-włożył ręce do kieszeni spodni uważnie przyglądając się chłopakowi.
Jun
-Wracaj się i to już.-zaśmiał się.-przecież my tam na noc zostajemy. Ufam ci ale wolałem spytać i proszę wyszło że dobrze zrobiłem pytając. Na szczęście nie odeszliśmy daleko.-obrócił się na pięcie i zaczął wracać się do domu.-Nie wiedziałeś że będziemy tam nocować?-spytał jeszcze chłopaka.

Takano | Jun pisze...

Takano
-To dziwne by sypialiśmy tu z ojcem kiedy odwiedzaliśmy grób mojej mamy.-mruknął mierząc go chłodnym spojrzeniem.-to że nie bywaliśmy tutaj cały czas nie znaczy ze nikt tu nie mieszkał.-dodał poprawiając sobie włosy.-samochody przed domem też nie widziałeś mam rozumieć?
Jun
-Wybacz myślałem że to oczywiste...-podrapał się po głowie. Złapał go za rękę i ruszył w przerwaną drogę. Słysząc pytanie chłopaka zakaszlał lekko.-Po co? Nawet jeśli coś to ty nie jesteś dziewczyną...-bąknął.

Takano | Jun pisze...

Takano
-nie jest straszne jednak nie lubie kiedy ktoś od tak wchodzi do mojego domu.-mruknął.-Takano Kyouhei. Miło poznać.-dodał ściskając jego dłoń.-masz szczęście. Gdyby Jolie nie była przy mnie pewnie by cię pogryzła. Nie lubi obcych.
Jun
-robię badania średnio raz na kwartał żeby mieć pewność po tym z ojcem. Taka mania. Jestem zdrowy.-mruknął mocniej ściskając jego dłoń.-twoją chorobą raczej nie da się zarazić.-zasmial się na chwilę milknąc.-ale nie wiemy czy...on był zdrowy.-przelnal sline.-przebadasz się i zobaczymy. Od razu zapewnie że to nie boli.

Takano | Jun pisze...

Takano
-taka-chan?-mruknął wyraźnie niezadowolony.-mieszkam tu od tygodnia.-odparł.-ale wcześniej przyjeżdżalem na grób mamy. No i miesiąc nadzorowałem remont.-wyjaśnił spokojnie.
Jun
-Ryu uspokój się!-krzyknął zacigajac go na ławkę.-uspokoj się. Zaraz się dowiemy czy był chory czy nie.-wyjął telefon i wybrał numer chłopaka którego wtedy uratował.
-hej młody. Zbadales się tak jak ci poleciłem?-spytał spokojnie w międzyczasie ustawiając telefon na glosnik.
-tak proszę pana.-odparł wyraźnie ucieszony.
-i?-ponaglil go.
-Jestem zdrowy proszę pana. Jak wszyscy którzy się przebadali.
-to dobrze. Jak widać mieliście duże szczęście. Muszę się już rozlaczyc.-dodał chowając telefon do kieszeni.-i co? Jesteś spokojniejszy?-spytał poprawiając mu włosy.

Takano | Jun pisze...

Takano
Dla bezpieczeństwa trzymał sunie za obrożę.-ona prawie nikogo nie lubi i się nie przyzwyczaja.-wyjaśnił jej zachowanie.-odwiedzał? A ty przypadkiem nie chodzisz do szkoły?-spytał unoszą brwi.
Jun
-no przepraszam.-mruknął wstając.-ale nie pomyslales o tym nawet przez chwilę? Ja pierwsze co zrobiłem po uwolnieniu się od ojca to bieg do lekarza na badania.-wyjaśnił.-ale jest dobrze.-uśmiechnął się spokojnie idąc dalej trzymjac chłopaka za dłoń.

Takano | Jun pisze...

Takano
-szczerze wątpię.-zamknął sunie w salonie żeby mieć pewnosc że nic nie zrobi chłopakowi.-to kaprysny pies.-wzruszył ramionami.-mam ci pomagać wagarowac? Umiem gotować, a ogrodem i domem raz w tygodniu zajmuje się służba.

Jun
-no dobrze rozumiem. Ale teraz już wiemy że jesteś zdrowy jak każda inna jego ofiara. Jest dobrze.-zmierzwil mu włosy i kupił bilety zaraz wchodząc do pociągu i zajmując pusty przedział.-ja ciebie też bardzo kocham.-zapewnił z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

Takano -umiem. Ale sprzątanie samemu w tak dużym domu jest męczące. Sprzatam tylko w swoim pokoju...tam mam prywatne rzeczy.-wyjaśnił wzruszając ramionami.-powinieneś chodzic do szkoły. A nie wagary...jak ty widzisz swoją przyszłość?Jun -w przedszkolu? Byłem przeciętnym dzieciakiem. Miałem znajomych, grałem z nimi w piłkę nożną, dokuczalem dziewczynom i takie tam. Nic ciekawego w sumie...mało pamiętam. Wiem że w domu zawsze miałem ciepły obiad.-opowiedział obejmując go delikatnie.

Takano | Jun pisze...

Takano
-mogę ci nie robić wykładów. Z reszta to i tak nie moja sprawa. Skoro i tak wiesz co będziesz robić. Jednak mimo wszystko jakieś wykształcenie trzeba mieć. Nie wiem jak to wyjaśnić ale tak dla samego siebie.-wzruszył ramionami i rozejrzal się dookoła.-po prostu lubie mieć duży dom. Poza tym to spadek po mamie.

Jun
-oj no Ryu nie pamiętam. To było ponad 20 lat temu. Skąd mam wiedzieć jakie robiłem psikusy kiedy miałem 5 lat?-zasmial się cicho.-za to mogę ci powiedzieć moje najszczęśliwszy wspomnienie. Jak kiedy na moje 10 urodziny poszedłem z rodzicami do wesołego miasteczka. Poszliśmy na diabelski młyn, na kolejkę górską. I jedliśmy wate cukrowa.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no bo uczymy się dla samego siebie. Ale mniejsza o to.-machnął nq to ręką i ukucnal.-takie robienie na złość ojcowi raczej ci nie pomoże. A pomyslales o tym że może on chce cię przed czymś chronić? No wiesz...ojcowie tak mają...wiesz nie pozwala ci na coś dla twojego dobra i takie tam.

Jun
-ale serio nic nie pamiętam! To było strasznie dawno temu...miałem prawo zapomnieć. Może i nie jestem dziadziem ale swoje lata mam. I dzieciństwo mam jak za mgłą.-wyjaśnił obejmując go lekko.-nie pamiętam smaku. Pamiętam że jedliśmy i ojciec jeszcze wtedy był dla mnie miły.

Takano | Jun pisze...

Takano
-jesteś jedynakiem? Najmłodszym z rodzeństwa?-rzucił od niechcenia.-to aż dziwne że jesteś tak traktowany. No wiesz rodzice z reguły dają dzięki trochę swobody żeby nauczyło się odpowiedzialności. Złota klatka to dziwna metoda wychowawcza

Jun
-przepraszam. Ale serio nic nie pamiętam. A chyba nie chcesz żebym zmyslal co?-poglaskal go po włosach.-jak jesteś zmęczony to spij...ta pobodka w nocy musiała cię zmęczyć.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-a bo ja wiem? Nie jestem ojcem i raczej nie zapowiada się żebym nim kiedykolwiek był. Mówię tylko że złota klatka to dziwna metoda. Uważam że dziecku powinno się dawać trochę luzu żeby nauczyło się żyć. No ja tak byłem wychowywany i sobie radzę.-wzruszył ramionami.-a można wiedzieć o co się z ojcem klocisz?

Jun
-ale tych sekundek będzie jeszcze bardzo bardzo bardzo bardzo dużo.-uśmiechnął się oddając pocałunki.-wiem skarbie. Też cię bardzo kocham. Jesteś moim szczęściem.-poglaskal go po policzku.-moim słodkim i slicznym szczęściem.-dodał oddając pocałunek.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no nie wiem. Może twój ojciec jest przewrazliwiony? Rozumiem że nie chcesz się z nim kłócić. To serio zrozumiałe. Chyba najlepszym rozwiązaniem w takich sprawach jest szczera rozmowa. No wiesz może twój ojciec jakieś racjonalne powody?

Jun
Glaskal go po głowie i plecach dopóki nie dojechali na miejsce. Obudził go wtedy delikatnie nim potrzasajac.-powódka. Jesteśmy na miejscu. Wychodzimy.-oznajmił wstają i zabierając ich rzeczy. Złapał jeszcze zaspanego chłopaka za rękę i wyprowadził z pociągu.

Takano | Jun pisze...

Takano
-to zmienia postać rzeczy. Skoro jesteś chory to on tylko się martwi i chce dla ciebie jak najlepiej. Mimo wszystko skoro wiesz co możesz a czego nie to powinien ci zaufać a nie zmniejszać tą liste.

Jun
-nie, za chwilę będziemy na miejscu.-uśmiechnął się.-widzisz tamten budynek? To zaraz za zakrętem. Skręcamy i jesteśmy na miejscu.-wyjaśnił idąc na tyle wolno żeby chłopak nadążył.

Takano | Jun pisze...

Takano
-czegoś tu nie rozumiem. Skoro jesteś chory i ojciec się o ciebie martwi to czemu cię bije?-spytał unosząc brwi -w każdym razie nic nie mogę na to poradzić. Jakoś musisz dać radę z nim porozmawiać i się pogodzić.

Jun
-dostaniesz. Nie wolniej idź przecież nie musimy się śpieszyć. No i nie wiem jak ty ale ja jestem zmęczony jazda.-uśmiechnął się na chwilę się zatrzymując i dojść mu calusa.-a teraz już chodźmy.-szedł spokojnym krokiem a kiedy już przekroczyli bramę onsen wybiegł im na spotkanie trochę nierozgarniety mężczyzna w kimonie.
-hej Jun.-przywitał się z przyjacielem.-to ten mały o którym mówiłeś?
-Hej Aki. Tak też. Ryu to Akihito. Aki to Ryu.-przedstawił ich na szybko.

Takano | Jun pisze...

Takano
-chore i tyle.-machnął ręką.-jak dla mnie to pomoże tylko szczera rozmowa.-wzruszył ramionami nie widząc innych opcji.-musicie dojść do porozumienia. Wtedy przestaniecie się kłócić.

Jun
-a on co taki nieśmiały?-spytał uśmiechem.
-on tak zawsze.-wyjaśnił obejmując go mocno.-Aki, to my od razu pójdziemy do domku. Wsztsko tam narysowane?-spytał idąc za nim do domku.
-Wsztskoi macie. Yukaty, ręczniki i czystą pościel.-oznajmił uśmiechając się do nich szeroko.

Takano | Jun pisze...

Takano
-co się nie da. Wszystko się da. Nie musisz od razu podnosić głosu. Porozmawiaj z nim, jeśli cię kocha to powinien zrozumieć twoje uczucia i ponoć spełnić marzenia.

Jun
-znamy się od gimnazjum. Chodziliśmy też do jednego liceum a później ja poszedłem na studia a on przejął biznes. Oboje odstawalismy od grupy w gimnazjum i tak jakoś wyszło że się zaprzyjasnilismy.-wyjaśnił idąc dalej za przyjacielem.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no fakt nie od razu.-przyznał mu rqcjena widząc jego minę zasmucil się trochę.-hej, ale usmiechnij się.-poprosił.-chodź zjesz dobre ciasto, niedawno ż robiłem. Czekoladowe.-uśmiechnął się lekko ciągnąc go za rękę do kuchni.

Jun
-Ryu sdaj spokój. Nie raz byłem i nie raz jeszcze będę w onsen. Teraz przyjechałem z tobą i to z tobą mam zamiar spędzić miło czas.-odpowiedział zatrzymując się przed domem. Aki podał my klucz z szerokim uśmiechem.
-gratuluje stary. Bawcie się dobrze.-pomachal im i odszedł do swoich zajęć. Mężczyzna w tym czasie otworzył drzwi niewielkiego domku.
-zapraszam.-wpuścił chłopaka przodem.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Nie jesteś w mojej kuchni.-sprostował wyjmując z lodówki cisto i wykładając na talerze całkiem spore kawałki. Wziął bitą śmietanę w sprayu i przyozdobił je gotowy deser kładąc przed gościem.-smacznego.-mówiąc to usiadł naprzeciwko niego jedząc swój kawałek.

Jun
-głupek...a mówiłem mu że ma nie przeginać.-westchnął również siadając. Rozejrzał się po stole zauważając chłodzącego się szampana.-ja mu kiedyś ukręcę ten roześmiany łeb. Wiem że mam słabą głowę, mówiłem mu że ty nie możesz a i tak postawił na swoim. Odniosę mu to potem.-mruknął.

Takano | Jun pisze...

Takano
-No jestem po studiach cukierniczych, uczyłem się w Paryżu.-wyjaśnił lekkim tonem głosu jakby to było nic.-Niedługo będę pracował w cukiernio-piekarni która jest w trakcie budowy. więc nie wiem czy zdradzanie swoich sekretów cukierniczych jest najlepszym pomysłem.

Jun
Zakrył dłonią jego kieliszek.-Ryu ja nie mam. Nie mam aż tak słabej głowy, jeden kieliszek mi nie zaszkodzi. Ale boję się że tobie może. Ja wiem że to denerwuje kiesy wszyscy ci wszystko zabraniają. Ale ja się naprawdę boję. Nie powinieneś pić alkoholu.-uśmiechnął się przepraszająco.

Takano | Jun pisze...

Takano
Pokręcił głową.-Ani jednego. Wiesz to by było...dość dziwne gdybym od tak zdradzał swoje przepisy dopiero co poznanej osobie.-wyjaśnił spokojnie jedząc swój kawałek.-Bita śmietana się skończyła, gdyby jeszcze była to bym ci dał ale jej nie ma.

Jun
Westchnął ciężko i wziął pusty kieliszek do którego nalał soku. Podał go chłopakowi z lekkim uśmiechem. Uniósł swój z szampanem lekko w górę.-za nas.-powiedział czekając aż chłopak uniesie swój kieliszek.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Tomo? Znasz go?-spytał lekko przekrzywiając głowę.-rzadko kiedy coś mi piecze...raz bułeczki zrobił.-mruknął trochę obrażony.-a co ty tak bardzo chcesz te przepisy co?

Jun
Wziął łyk jakoś nie mając ochoty na więcej. Bo dłuższej chwili jedzenia w ciszy podniósł głowę patrząc na chłopaka.
-Co się stało? Jesteś jakiś przygaszony...-zauważył dzióbiąc widelcem w jedzeniu.-Ne Ryu, chcesz iść do źródełka jak zjemy? I tak jest już ciemno...-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Mhm, Juna już poznałem.-uśmiechnął się lekko.-A tak mi marudził że jego tu nikt nie lubi.-pokręcił głową.-No, skoro Tomo cię uczył i się znacie to w drodze ewentualności mogę cię czegoś nauczyć.

Jun
-Na pewno, na pewno.-przytaknął po raz kolejny.-Ten domek jest ogrodzony bambusowym płotkiem, źródełko również. Nikogo nie będzie. Reszta kąpie się we wspólnym na zewnątrz lub w tym wewnętrznych gdzie jest podział na płeć.-wyjaśnił spokojnie.-W każdym razie ja po posiłku idę. Jeśli bardzo nie chcesz to nie musisz ale mimo wszystko po to przyjechaliśmy do onsen. Jeśli boisz się że poczujesz się słabo w tak ciepłej wodzie również zrozumiem.

Takano | Jun pisze...

Takano
Pokiwał w zamyśleniu głową.-rozumie...a jego wujek to kto tutaj jest że aż tak go nie lubią?-dopytał chcąc wiedzieć więcej.-I jak to spalił piekarnię?-spytał nie bardzo rozumiejąc jak można zrobić coś takiego krewnemu.-Co będziemy się uczyć? To zależy co byś chciał. Możesz wybrać.

Jun
Zaśmiał się cichutko.-Na pewno nikt nie będzie podglądał. Mają lepsze zajęcia niż zaglądanie przez bambusowy płotek.-wstał i zmierzwił mu włosy.-To jak już się namyślisz to po prostu do mnie dołącz. W łazience będziesz miał wszystko przyszykowane, potem wychodzisz takimi drewnianymi drzwiami które są w łazience i idziesz prosto ścieżką.-wyjaśnił mu wszystko samemu idąc się przyszykować.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Serio?! Nic mi nie mówił...-westchnął ciężko.-no nic na pewno miał jakiś powód żeby mi nie mówić.-mruknął.-no więc może krówka? Jest i czekolada, i toffi i wanilia. A bitą śmietaną można ozdobić.-podrzucił taki pomysł na ten moment lepszych nie mając.

Takano | Jun pisze...

Jun
-prawda?-uśmiechnął się do niego wygodniej siadając na podwodnej kamiennej ławeczce.-Aki stwierdził że wiele osób wybiera onsen na noc poślubną. Więc zbudował ten domek i zrobił tu takie małe kamienne źródełko z niewielkim wodospadem. Ma głowę do takich rzeczy. Stąd tu tyle prywatności. Nie musisz się bać że ktoś będzie podglądał więc na prawdę nie musisz się wstydzić.-zapewnił starając się mu za bardzo nie przyglądać.

Takano | Jun pisze...

Takano
-No..nie pytałem...-mruknął trochę zażenowany.-ale pytałem kto spalił piekarnię i mi nie odpowiedział. No cóż..później z nim o ty pogadam.-mruknął wzruszając ramionami.-więc krówka. Kiedy chcesz się nauczyć?

Jun
-och...-uśmiechnął się czując się trochę niezręcznie. Zamrugał kilkukrotnie odwracając wzrok.-nic ci nie zrobię, przecież ci to obiecałem.-westchnął cicho.-Więc żebym ładnie dotrzymał obietnicy usiądź obok...no i będziesz bardziej zanurzony a musimy uważać żebyś się nie zaziębił.

Takano | Jun pisze...

Takano
-jasne może być jutro...mimo to nadal uważam że powinieneś chodzić do szkoły.-mruknął kręcąc głową.-Wiesz możesz przynieść nie głowy nie dam że zje. Ani że cię polubi. Już nie jedni próbowali przed tobą. Z marnym skutkiem.

Jun
-Ryu błagam.-mruknął zasłaniając oczy ręką.-Jak nie zejdziesz to sam cię z kolan zrzucę. No już, pośpiesz się i siadaj obok.-mruknął.-nie chcę problemów...-dodał ciszej.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no wagarowalem...raz na jakiś czas z lekcji których nie lubiłem.-mruknął wzychajac ciężko.-ale nie będę się wtrącał w końcu to nie moja sprawa.-wzruszył ramionami.-nie przejmuj sie tym. Ona po prostu tak już jest.

Jun
-och no Ryu nie kłóć się i zlaz.-poprosił bezradnie opuszczając ręce.-na prawdę nie wiesz czemu proszę cię o zejście czy tylko udajesz?-mruknął unosząc brwi.

Takano | Jun pisze...

Takano
-nie gryzie mnie, mojej rodziny, dzieci i Tomo.-wymienił spokojnie.-spakowalo?-spytał z lekkim uśmiechem.

Jun
-byłoby chyba lepiej jakbyś nie działał. Ale widzę cię pierwszy raz nago.-wymamrotal.-zachowuje się gorzej jak nastolatek...-dodał zazenowany.-wiec zejdz z łaski swojej póki mój organizm jest jeszcze spokojny.

Takano | Jun pisze...

Takano
-dziękuje. Będzie możliwe do zakupienia w cukierni.-oznajmił z uśmiechem.-jakie miałeś dzisiaj lekcje że postanowiles sobie zrobić wagary?

Jun
-a ja nie chce żebyś się zmuszał. Poza tym powiedziałem że póki co mój organizm jest spokojny...to po co żeś go ruszył...-mruknął zagryzajac dolną warge.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no to mało ciekawy dzień muszę przyznać. Samemu spałem na literaturze...na reszcie w sumie też -zasmial się.-szczerze to nie wiem, jeszcze nie ustaliliśmy cen. Ale znając Tomo pewnie nie będą zbyt wysokie.

Jun
Długo milczał przypominając sobie rozmowę z Keiem.-tak wiem.-odparł trochę łagodniej.-nie do końca rozumiem co tobą kieruje...ugh...ale nie robisz niczego złego...-zakończył chcąc go zapewnić.

Takano | Jun pisze...

Takano
-ano wszedłem. Więc możesz się cieszyć. Gdyby to ode mnie zależało to pewnie bie byłoby tanio...ale on pewnie będzie układał ceny tak żeby wszystkim pasowało. I pewnie kilka razu się wydrze że nie jesteśmy w Tokio.

Jun
-i bez tego czyje się kochany.-mruknął następnym oddając pocałunek. Kiedy się od siebie odsunęli zakryl twarz dłońmi jakby nie chcąc pokazać chłopakowi ekspresji pełnej przyjemności jaka malowała się na jego twarzy.

Takano | Jun pisze...

Takano
-domyślam się. Dorastalismy w dwóch innych światach. Więc no cóż...będę się musiał dostosować.-westchnął ciężko.

Jun
-nie chce się ba ciebie rzucić.-wyjaśnił swoje zachowanie. Mimo wsztskoi odsłonił twarz i ucałował go mocno następnie schodząc pocalunkami na jego szyję robiąc mocną malinke. Oparł się wygodniej a jego klatka piersiowa powoli unosiła się i opadła.-Ryu...szybciej.-poprosił.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Nie...i tam mam dużo kasy, po prostu chcę tu zostać. Więc podporządkuje się do cen wyznaczonych przez Tomo.-mruknął.-Umiem...a co?

Jun
-Ja ciebie też...-nachylił się do jego ucha.-Mówiłem że cię nauczę...więc mała rada. Złap pewniej, mocniej. Jak mówiłem nie robisz nic złego. I odrobinkę szybciej.-wydyszał mu do ucha robiąc mu obok malinkę.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Nauczyć cię pływać? No nie wiem...ja umiem bo umiem.-wzruszył ramionami. Dla niego to po prostu było naturalne.-Nie wiem czy umiałbym nauczyć kogoś. No a teraz robi się coraz chłodniej i nietrudno złapać przeziębienie a ja wprost nie cierpię być chory.

Jun
-Mhm...dokładnie tak...-wymruczał. Od niechcenia przejechał dłońmi po jego torsie.-Ryu? Chyba sam masz mały problem...-uśmiechnął się cwaniacko.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Co ci tak zależy? Rodzeństwo nie może cię nauczyć?-spytał lekko unosząc brwi.

Jun
-Ryu...to nie jest nic złego. Nie musisz się bać.-pogłaskał go po włosach.-Nie musisz będzie dobrze.-uśmiechnął się łagodnie.-Powiedzmy że...w ten sposób odwdzięczę się za to co ty robisz, ne?

Takano | Jun pisze...

Takano
-No to nie wiem. Jeju znasz mnie parę godzin.-westchnął.-Na pewno jest ktoś bardziej odpowiedni.

Jun
Zacisnął dłonie w pięści.-Rozumiem. Sądziłem że...że jednak się przemożesz. Że pokonasz strach.-pokręcił głową.-Dokończysz co zacząłeś czy oboje radzimy sobie sami?

Takano | Jun pisze...

Jun
-Przecież powiedziałem że rozumiem. Nie było łatwo. W ogóle. Ale pomyślałem że skoro się kochamy to...będzie jakoś tak łatwiej.-wymamrotał.-Nie musisz kończyć. Atmosferę trafił szlag. Poza tym głupio bym się czuł ze świadomością że ty będziesz się męczył sam.

Takano | Jun pisze...

Takano
-nie bój się kochanie. Nikt nic nie spali. Jesteś bezpieczny.-zapewnił obejmując go mocno.-musisz się wyspać. I to tak porządnie bez tych koszmarow...-westchnął.-to już minęło i jesteś bezpieczny. Piekarnia za niedługo znów stanie na swoim miejscu. Więc kiedy już zaczniemy pracę powinieneś być wypoczety.

Jun
-no wiem że ty specyficzny jesteś. Ale chyba dajesz sobie sprawy że spać musisz? Jakoś będzie trzeba na to zaradzić.

Takano | Jun pisze...

Jun
-nie przepraszaj.-mruknął przygryzajac dolną warge.-najwidoczniej to jeszcze nie jest odpowiedni moment. Wydawało ci się że jesteś na coś gotowy ale to był błąd. Jeszcze trochę poczekamy.-uśmiechnął się słabo.
Jun
-tylko dlatego że będziesz się uczuć piec bułeczki?-spytał stając za biurkiem.-dobra więc nie wiem jak mi wyjdzie nauczanie ale...bierzemy się do roboty.-uśmiechnął się zaczynając pisać na tablicy przepis.

Takano | Jun pisze...

Takano
-nie będę zaprzeczał.-mruknął nie patrząc na niego. Uważał że przeżył większe piekło od niego. Został zgwałcony nie raz a kilkadziesiąt a po tym nie miał osoby która by go kochała, która on by kochał.-jest w lepszej sytuacji niż ja.-mruknął kończąc robotę chłopaka jednak nie mając zamiaru wychodzic z wody.-a to miałbyć miły wyjazd...

Jun
Machnął ręką na jego słowa i wrócił do pisania.-najpierw odmierzamy składniki.-wyjaśnił pokazując im jak to zrobić.

Takano | Jun pisze...

Jun
Uspokojony przez ciszę i gorącą wodę zdecydował się wrócić do domku. Okrył się recznikiem i poszedł do łazienki. Wytarl się i ubrał w ciepły dres.-wstawaj z tej podłogi gluptasie bo zmarzniesz.-powiedział łagodnie kiedy stanął w drzwiach. Wciąż czuł sie źle z wcześniejsza sytuacją ale obiecał mu miły wyjazd

Takano
-jeśli chcecie slodsze to nie ma sprawy tylko uważajcie żeby nie dodać za dużo bo wtedy się skarmelizuje bo będzą nie dobre babeczki.-ostrzegł ich.

Takano | Jun pisze...

Jun
-nie przepraszaj. To po prostu jeszcze nie jest ten moment. -mruknął podnosząc go z podłogi i zanosząc na kanapę.-może to ja działam zbyt szybko. Nie chce żebyś się czuł tak jakbym nalegał...

Takano
-tylko nie przesadzcie z proszkiem do pieczenia bo urosna zbyt duże.-ostrzegł.-jak już wszystko zmiksujecie rozlejcie ciasto do papilotek, olozcie na plaszce i wlozcie do piekarnika. Cały czas pilnujcie żeby się nie spaliły.

Takano | Jun pisze...

Jun
-mamy czas.-szepnął obejmując go lekko.-wiem że jako ten starszy powinienem cię poprowadzić za rękę i należycie wpowadzic w świat dorosłych przyjemności.-zaśmiał się cicho.-ale jest mi ciężko kiedy ty się boisz. Nawet jeśli jestem delikatny ty uciekasz...już nie wiem co mam robić.

Takano
-nie musisz się w nieraz tak gapic.-zaśmiał się.-zdecydujcie jaki chcecie zrobić kolor kremu na wierzch. Możecie go też ozdobic cukierkami.-zwrócił się bardziej do dziewczyn.

Takano | Jun pisze...

Jun
-skarbie...ja sądzę że masz łatwiejsza sytuację niż ja. Masz kogoś kogo kochasz, kto kocha ciebie. Ja nie miałem. Siedziałem z depresją bardzo długo, warczalem na każdego kto chciał mnie dotknąć przez dobry rok. Ale ja byłem gwalcony prawie codziennie przez 3 lata. A ty jeden raz.-westchnął.-nie jestem silny. Ja po prostu się z tego podniosłem.

Takano
Wywrócił oczyma.-więc krem zrobimy jak już babeczki będą gotowe.-oznajmił.-może macie jakieś pytania?-spytał rozglądając się po klasie.
-Ile masz lat?-padło pytanie że strony grupki rozchichotanych dziewczyn.-masz kogoś?-padło po chwili drugie.
-em...-baknal.-27...i tak mam kogoś.-odparł z lekkim uśmiechem.-a jakieś inne pytania bardziej związane z tematem?

Takano | Jun pisze...

Jun
-Ryu...kochanie nie płacz. Może faktycznie działam trochę za szybko. Wiem że wciąż pewnie go czujesz, wiem że minęło tak mało czasu.-westchnął.- tak jak powiedzalem nie chce żebyś się zmuszał. Zabolalo mnie tylko to że nie pozwoliłeś mi się sobą zająć. To że tak nagle się odsunąłeś z takim przerażeniem w oczach.-szepnął.

Takano
-mój ideał? Połączenie słodkiej i gorzkiej czekolady.-odpowiedział czując się trochę przyparty do muru.-sądzę że osoba która kocham taka jest. Lat 25. Dziewczyny? Jeśli już miałbym odpowiedzieć to szczere.-odparł kontem oka patrząc na swoje babeczki.

Takano | Jun pisze...

Jun
-Ryu?! Wszystko w pożądku? Wziales leki?-spytał spanikowany.-nie martw się już tym. W końcu będzie lepiej. Nie będę naciskał. Obiecuje. Wszystko będzie dobrze.-odsunął go od siebie trochę żeby chłopakowi było łatwiej oddychać.

Takano
-Hmmm...takich słodko-gorzkich. I również szczerych.-odparł wzruszając ramionami-kolor powinien być złotowy.-odparł uznając że jego jeszcze powinny powiedzieć w piekarniku.

Takano | Jun pisze...

Jun
-na pewno?-spytał wciąż zmartwiony.-na prawdę mnie wystraszyles.-szepnął obejmując go ostrożnie.-jak coś zrobisz to zjemy. Wiesz że ja nie umiem gotować.-zaśmiał się.-kocham cię wiesz?

Takano
-od małego lubiłem piec.-odpowiedział ciesząc się z normalnych pytań.-uczyłem się w paryżu. A dla kobiety szanse są dość spore, miałem wiele koleżanek na roku. I pomimo że było bardzo ciężko dawały sobie radę.

Takano | Jun pisze...

Jun
-cokolwiek mi mój aniołek zrobi.-oznajmił idąc za nim i opierając się o blat.-co mi możesz zaproponować?

Takano
-AJ ODSUNCIE SIĘ!-krzyknął odbiegając ze scierka i kilkoma szybkimi ruchami ugasić malutki pożar. Wyjął trochę zwęglone babeczki i położył na blacie.-to się dzieje jak dacie za duży ogień.-westchnął.-w paryżu...interesująco. Wieżę widziałem nie raz. Mężczyzni...no cóż dość wrażliwi. Ale wielu murzynów. Ubrania nie znów takie idealne. Nawet taka kobieta z prowincji powinna sobie poradzić. Jeśli jest dobra.

Takano | Jun pisze...

Jun
-no ok więc omlet.-uśmiechnął się obejmując go od tylu.-kocham cię.-ucałował go w policzek i już więcej nie przeszkadzał tylko zajął się robieniem herbaty.

Takano
-nic się nie stało.-odparł spokojnie. Przeszedł się po klasie po kolei wyjmujac babeczki.-teraz robimy krem-uśmiechnął się zapisując na tablicy drugi przepis.

Takano | Jun pisze...

Jun
Uśmiechnął się lekko. Gorącą herbatę zaniósł na stół i wrócił do kuchni. Z szerokim uśmiechem patrzył jak chłopak gotuje.-masz jakieś leki teraz do wzięcia?-zapukał spokojnie.

Takano
Westchnął ciężko i z bloczkiem kartel i długopisem zaczął chodzić po klasie i zapisywać różne przepisy.

Takano | Jun pisze...

Jun
-no już tak nie wzdychaj. Niedługo już będzie ponwszytskim i będziemy żyć długo i szczęśliwie.-zmierzwil mu włosy i dał szybkiego caluska.-zejdz proszę ze mnie żebym mógł zjeść to pyszne jedznonko.-poprosił patrząc na przygotowany posiłek.

Takano
-jeśli ktoś będzie potrzebował pomocy to proszę się nie krępować i pytać.-oznajmił robiąc swój kerm i chwilę później szprycą nakładając go na babeczki.

Takano | Jun pisze...

Jun
-smacznego.-uśmiechnął się do niego biorąc się za jedzenie.-no nie wiem Ryu...jest już późno i robi się coraz chłodniej. Nawet teraz trochę się boję żebyś nie zachorował. Ale jeszcze kiedyś pojedziemy.

Takano
Przyjrzał się przepisowi.-jesteś pewny? A mieszkasz powoli i dokładnie aż nie zrobi się gesty?

Takano | Jun pisze...

Jun
-dobrze skarbie. W wakacje wezmę urlop i przybędziemy. I będziemy się dobrze bawić.-ucałował go w policzek i wrócił do jedzenia.-może wtedy już mniej będziesz się bał i zabawa będzie jeszcze lepsza, jak myślisz?

Takano
Skrzywil się lekko i przejrzał składniki.-czekolada.-oznajmił.-albo zrób sam mietowy albo wymysl inny.

Takano | Jun pisze...

Jun
-aaam.-wziął omleta do buzi.-ja ciebie też. Nawet bardzo.-uśmiechnął się pijąc herbatę.-zmęczony? Już idziemy spać skarbie.-zapewnił obejmując go lekko.

Takano
-tak możesz.-odparł podchodząc do innych żeby im także pomoc.

Takano | Jun pisze...

Jun
-naturalnie skarbie. Przecież ci mówiłem że to domek zbudowany na potrzeby nocy poslubnej. Jest tu jedno ogromne, okrągłe łóżko. Sypialnia dość romantycznie urządzona.-zaśmiał się wstają i biorąc chłopaka na ręce.-chodź skarbie.

Takano | Jun pisze...

-Ale ja nie umiem...-zamarudzil wychodząc do sypialni i kładąc chłopaka na łóżku. Położył się obok niego.-no ale spróbuje...może jednak coś tak umiem. Jest coś co bys chciał usłyszeć? Może znam...-uśmiechnął się lekko uznając że nie zaszkodzi spróbować.

Takano | Jun pisze...

-no znam...-mruknął trochę niepewnie.-tylko nie wiem czy mam do tego głos...bardzo to chcesz?-spytał ale nie czekał już na odpowiedź. Zaczął śpiewać trochę wolniejszą bardziej akustyczna wersję. Wbrew temu co mówił nie wychodziło mu najgorzej a jego lekko zachrypniety od papierosów głos dodawał jej klimatu.

Takano | Jun pisze...

-COŚ Z RYU?!-krzyknął spanikowany od razu podbiegajac. Wiedział że w takich sytuacjach powinien być maksymalnie opanowany żeby ich związek nie wyszedł na jaw ale nie umiał. Nie kiedy Ryu było gorzej.-daj mi go...-mruknął biorąc go na ręce i niosąc do samochodu. Delikatnie położył go na tylnych siedzeniach przypinajc jednym pasem żeby nie spadł.-co mu jest?-spytał mężczyzne kiedy już jechali.

Takano | Jun pisze...

-pewnie nie chciał n...nikogo martwić.-mruknął tylko skupiając się na drodze. "co za glupek. Czemu nic mi nie powiedział? Coś jeszcze ukrywa? Nie rozmawialiśmy od ponad dwóch tygodni...". Przerwał rozmyślania parkujac pod szpitalem. Wyszedł z samochodu biorąc na ręce rozpalonego partnera.

Takano | Jun pisze...

Skinal lekko głową cały drżąc.-jest dla mnie ważny. Nigdy bym go nie skrzywdził. Nie zrobiłem mu tego. Ostatnio nie chciał ze mną rozmawiać pewnie dlatego żeby je ukryć.-mruknął łagodnie w stronę pielęgniarki.-Toma.-powiedział dość ostro w stronę swojego pracodawcy.-to z twojej winy ma te siniaki?-spytał jeszcze chlodniejszym tonem głosu. Przeniósł wzrok na pielęgniarkę.-ale wyjdzie z tego? Będzie dobrze?-spytał wkładając ręce do kieszeni żeby ukryć ich drżenie.

Takano | Jun pisze...

-a pani na moim miejscu byłaby spokojna? Szczerze wątpię.-mruknął na początku trochę chłodno.-przepraszam. Po prostu się o niego martwię.-wyjaśnił przeczesujac włosy dłonią. "gdyby jej nie było to pewnie bym go walnal za te siniaki Ryu. Jak to dobrze że jednak tego nie zrobiłem. Mam nadzieje że jednak Toma jest na tyle tepy żeby nie odkryć naszego związku..."-o czymś jeszcze chciała pani że mną porozmawiać?

Takano | Jun pisze...

Pokiwal głową ocierajac kilka łez.-ale wyjdzie z tego? Musi...błagam on musi wyzdrowiedz...-przylknal sline.-nie budzi się ale to jest śpiączka, prawda? Po prostu jest słaby, tak?-po tym jak kobieta zrobiła pauze skrzywil się lekko.-proszę niczego nie ukrywać. Długotrwałe często nieuleczalne. Zdaje sobie tego sprawe jednak wierze że wyzdrowieje.-mruknął z niejakim blyskiem w oku.-będę go odwiedził tak często jak to tylko możliwe.-obiecał.-mam do pani jeszcze jedno pytanie. Czemu to mnie pani o to prosi a nie jego ojca?

Takano | Jun pisze...

-nie myli się pani, to ja.-uśmiechnął się lekko.-tylko niech pani nie mówi tego jego ojcu.-poprosił.-jak się obudzi proszę do mnie zadzwonić. Rzadko odwiedzalem szpital więc ma pani rację. Nie wiem jak wygląda długotrwały pobyt dziecka w szpitalu. Ale zrobię wszystko żeby mu pomóc.-zapewnił z lekkim uśmiechem.-mówi pani że widziała jak na niego patrzę. Cokolwiek pani wie o mojej relacji z tym chłopcem proszę nic nie mówić jego ojcu. I tak dostatecznie się kłócą...

Takano | Jun pisze...

-dziękuje.-uśmiechnął się lekko.-mógłbym go zobaczyć ?-spytał jeszcze. Z początku sam nie widział czy chce wiedząc że pewnie będzie płakał. Jenów później poszedł do wniosku że chłopaka bedzo po prostu wyglądał jakby spał.

Takano | Jun pisze...

-nic mu nie zrobię. Ewentualnie powiem żeby wracał z buta...-obiecał że będzie grzeczny i ruszył w stronę sali w której leżał Ryu. Przyłożył dłoń do szyby i spojrzał smutnym wzrokiem na chłopaka. "będzie dobrze..." pomyślał jakby chciał przekonać samego siebie." jutro przyjdę a ty już będziesz rozbudzony..."

Takano | Jun pisze...

-czyli mogę wejść?-spytał żeby się upewnić. Był w tym zielony a chciał tylko wiedzieć jak czyje się chłopaka. Po ustaniu ochronnej maski na twarz wszedł do pomieszczenia. Usiadł na krzesełku stojącym obok łóżka i popatrzył na niego zmartwiony.-jak się czujesz skarbie? Czemu bie powiedziałeś mi o tych sniniakach? Twój ojciec prawie wracał na pieszo.-starał się zasmiac.-jeśli nie możesz w tym mówić to nie odpowiadaj....później powiesz-dodał od razu.

Takano | Jun pisze...

-nieuderzylbym...jakby nie patrzec to koj pracodawca. Ale coś byśmy zrobili żeby cię nie szarpał żebyś nie miał tylu siniakow. Krzywdził cię a mi się to nie podobało.-westchnął.-ja słyszałem coś o miesiącu. Nie zmuszaj się do mówienia jeśli ci ciężko. Powinieneś odpocząć.

Takano | Jun pisze...

Chwycił delikatnie jego dłoń jakby bal się że może peknac od lekkiego dotyku.-coś nie wyszło. I tak się polocilosmy. On zupełnie nie rozumie czemu JA się aż tak martwię. Nie wie o nas.-uśmiechnął sid lekko czego pod maską nie było widać-kocham cię.

Takano | Jun pisze...

-nie przepraszaj i przestań tyle mówić skoro boli...-westchnął odsuwając się od niego bo akurat weszła pielęgniarka. Stał jeszcze w pomieszczeniu i patrzył na niego. Chciał coś zrobić, usmiezyc jego ból ale nie mógł nic zrobić. Jedynie patrzec i z nim rozmawiać.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna wyszedł na korytarz siadają na laweczce na przeciwko szybu od sali w której leżał chłopaka. Wyznaczył sobie godziny pobytu w szpitalu i miał zamiar się ich trzymać. W domu nawkrecal że idzie się spotkać ze znajomym i że pewnie będzie wychodził codziennie.

Takano | Jun pisze...

Wszedł do szpitala i zaskoczony podszedł do chłopaka który już na niego czekał.-czemu nie lezysz w łóżku?-spytał jednak trochę szczęśliwy że Ryu już nie jest przykuty do tej całej aparatury.-zakolegowales się z chłopakami z sali?-spytał jeszcze. Był trochę zmęczony po całym dniu pracy. Usiadł tylko ba chwilę żeby zjeść obiad w restauracji.

Takano | Jun pisze...

-tak się kończy palenie pa...-urwał.-dobra chyba jednak powinienem rzucić...-mruknął.-no nic dobrze że masz z kim rozmawiać.-uśmiechnął się łapiąc go za rękę.-lepiej się już czujesz skarbie?-spytał poważnie zastanawiając się nad rzucianiem palenia.

Takano | Jun pisze...

-jasne że przywiozę kochanie.-objął go delikatnie.-Ryu...obiecaj mi że nie będziesz już przedemna ukrywał choroby ani siniakow ani nic takiego. Proszę.-spojrzał na niego uważnie.-ale widzę że są już jaśniejsze...-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-ale tym sposobem zmartwiles mnie jeszcze bardziej. Kochanie ciągle mnie unikales. Byłem smutny. Uważaj na kroplówkę.-poprosił obejmując go lekko.-obiecuje że postaram się reagować jak dorosły. Nie będę impulsywanie działał.-obiecał.-nie rozmawiałem jeszcze o tym z twoim tatą. Uznałem że to że się martwię o takie rzeczy mogłoby nas wydać. Nie powinien cię szarpać.

Takano | Jun pisze...

-no postaram się...jestem dość impulsywny ale...trzeba przyznać że ostatnio nad sobą panuje. Nie wyrzuciłem wszystkiego twojemu tacie. W sumie nadal nie wie że tu przychodzę. Ogólna wersja jest taka że jeżdżę na obiad do miasta bo mam dość nalesnikow.-zaśmiał się cicho.-ja ciebie też kocham.-poglaskal go po policzku-masz mi mówić o wszystkim w zamian ja będę robił to samo. A skoro już o tym mowa...-zrobił krótką pauze jakby się zastanawiał czy powinien o tym mówić.-Jak byłem na spacerze po Yukan z Tomo to...wpadliśmy na mojego ojca...

Takano | Jun pisze...

-nic mi nie zrobił.-zapewnił.-Tomo powstrzymał mnie żebym to ja mu nic nie zrobił. Co prawda dostał w nos i stracił przytomność. Zawiezlismy go do miasta i ostrzeglismy żeby zostawił mnie w spokoju. Nie przeczę jednak że to spotkanie się na mnie nie odbiło. Miałem koszmary ale już jest lepiej.-zapewnił.-nie caluj mnie w szpitalu gluptasie. Może chodźmy do twojej sali?-zaproponował.

Takano | Jun pisze...

-i zszedłeś tu na dół żeby na mnie poczekać? Jesteś jeszcze słaby powinieneś leżeć w łóżku żeby nabrać siły.-zacmokal z dezaprobatą.-może lepiej będzie jak cię zaniose?-zaproponował takie rozwiązanie. Nie chciał żeby chłopak zbytnio się przemeczal. Nie chciał nawet się przyznawać że martwi się tak bardzo że bije swoje dzienne rekordy palenia papierosów.

Takano | Jun pisze...

-następnym razem nie schodz, proszę. Przecież do ciebie przyjdę nie musisz wychodzić mi na spotkanie.-westchnął wstając i biorąc chłopaka na ręce.-będę uważał. Spokojna twoja rozczochrana.-zapewnił trzymając jego kroplówkę i idąc do windy. Szybko wjechali na odpowiednie piętro i przy ciekawskim wzroku chłopców z sali Ryu, położył go na łóżko które wskazał mu chłopak.

Takano | Jun pisze...

-nienajlepiej...-przyznał szczerze.-nic się nie zmienił. Żeby ciebie obronić nawkrecalismy mu że jestem z Tomo. Kupił to i zaproponował trójkącik...-pokrecil głową.-gdyby nie to że Tomo mnie zatrzymał zabilbym go na miejscu bez mrugniecia okiem. Bałem się że może cię znaleźć. Ale najważniejsze jest to że teraz da mi spokój. Mam przynajmniej taką nadzieje.-wolną ręką poglaskal go po policzku.-smutno mi że nie miałem ciebie przy sobie w tej trudnej chwili kiedy w nocy wszystko mnie swedzialo.

Takano | Jun pisze...

-nie przepraszaj mnie za to. To nie twoja wina że go spotkałem. Jakoś poradziłem sobie że snami, już jest dobrze.-uśmiechnął się lekko.-najgorsze minęło i ważne że nic mi ani tobie nie zrobił, prawda?-uśmiechnął się lekko.-a teraz ładnie się do mnie uśmiechnij.-poprosił.

Takano | Jun pisze...

-to dobrze.-uśmiechnął się do niego lekko.-czemu niby to miałoby być coś złego?-spytał łagodnie lekko unosząc brwi.-cieszę się że cię zrozumieli.-dodał nachylajac się żeby go pocałować w policzek.-trzeba będzie w końcu powiedzieć twojemu tacie...ale na to jeszcze czas. Póki się kłócicie nie ma sensu dolewać oliwy do ognia.

Takano | Jun pisze...

-dam.-uśmiechnął się calujac go łagodnie, praktycznie ledwo dotykając jego ust.-no to nie wiem skarbie. Może nadal jest zły o ten wyjazd? Albo domyśla się o nas? Oby nie...-opatulil go kołdrą.-jak wrócisz do domu to wszystko się wyjaśni. A teraz nie myśl o złych rzeczach.

Takano | Jun pisze...

-przyjdę. Przecież przychodzę codziennie. Zaraz po pracy jadę do miasta na obiad a potem do ciebie.-uśmiechnął się odgarniajac mu włosy z twarzy.-jesteś jeszcze słaby lepiej łez w łóżku. Jeśli chcesz spać to mogę już iść.-ucałował go w policzek.-po prostu źle ostatnio spałem. Ale już jest lepiej. Jutro już będę pełny życia.-zapewnił z szerokim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-naprawdę mam dość. A i tak jeżdżę do miasta żeby ciebie odwiedzić więc mogę pójść do restauracji żeby zjeść ci dobrego.-wyjaśnił pomagając mu wstać.-no dobrze.-skapitulował.-ale tylko do windy.-zaznaczył biorąc jego kroplówkę i chłopaka pod rękę.

Takano | Jun pisze...

-codziennie wychodzę z nią na spacer.-zapewnił idąc powoli.-czasem gotuje też twój tata aleksego kuchni nie ufam.-dodał z lekkim uśmiechem..-pamiętaj żeby nie wstawać z łóżka bez powodu. Musisz jak najszybciej wrócić do domu. Nikt mi nie przynosi ciasteczek na dół.-pociągnął nosem.

Takano | Jun pisze...

-wróci do pracy a jak nie to zawsze możesz sam coś upiec.-przytulil go lekko.-odwiedza ale bez ciastek.-zaśmiał się.-uważaj na siebie i zdrowiej. Jutro przyjdę.-obiecał puszczając go i machajac mu jeszcze na pożegnanie.

Takano | Jun pisze...

Zaskoczony usiadł na łóżku.-ale dzieciaki ci ja mogę? Czemu jest zły i czemu krzyczy? Zrobiliscie coś złego?-spytał patrząc na nich uważnie.-no przecież nie jest zły bez powodu prawda?

Takano | Jun pisze...

-co?-popatrzył na niech zaskoczony.-nie spotkałem...jeśli nas zobaczył to jesteśmy gotowani.-westchnął.-to nie prawda robicie postępy. Odkąd wam pomagam idzie coraz lepiej. Tak to jest jak nie bywał na zebraniach wcześniej. Spokojnie jak wróci to z nim porozmawiamy...o ile nie widział mnie i Ryu.

Takano | Jun pisze...

-będzie dobrze Yuto.-poglaskal chłopca po włosach.-zawioze mu to jutro ale nie wiem czy może jeść słodycze.-odparł z lekkim uśmiechem. -jak myślicie kiedy wasz ojciec wróci?-spytał ich wciąż obejmując chłopca-a lekcje zrobiliscie?

Takano | Jun pisze...

Spojrzał na nich wyraźnie przerażony.-jestem ugotowany. Teraz pewnie gada z Ryu...albo już to zrobił i wraca. Mogę już się zacząć pakować.-westchnął ciężko.-znienawidzi mnie...-mruknął zdolowany. -Reiko sprobowalbym ale jadłem już w mieście.-uśmiechnął się do dziewczyny.

Takano | Jun pisze...

-no to w takim razie chyba się skusze.-uśmiechnął się do dziewczyny wstając z łóżka.-jak dla mnie jak akurat pora na kolację. Naloz mi trochę.-poprosił idąc do kuchni. Kiedy dostał porcję spróbował trochę j pochwalił dziewczynę jedząc dalej.-opowiem jutro Ryu że robisz postępy.

Takano | Jun pisze...

-idzie ci coraz lepiej. Musisz się nauczyć bo jak dzidzius urośnie to będziesz musiała mu gotować.-uśmiechnął się lekko.-wiesz na kiedy mniej więcej masz termin czy jeszcze za wcześnie?-spytał kończąc jedzenie.

Takano | Jun pisze...

-ech dzieciaku...-pokrecil głową.-to już 4 czy 5 miesiąc. Powinnas pójść wcześniej. Ja z tobą pójdę.-uśmiechnął się do niej.-zadzwoń do szpitala żeby się umówić i pójdziemy, dobrze? Musisz być odpowiedzialna i uważać. Im wcześniej tym lepiej.

Takano | Jun pisze...

"to ojciec powinien z nią iść. Jak to będzie wygladac jak ja z nią pójdę. Ech co się dzieje w tym domu." pomyślał odnosząc głowę i patrząc na mężczyzne. -hej. Gdzie byłeś?-spytał spokojnie zanosząc swój talerz do zmuwarki.

Takano | Jun pisze...

-wiem że nie wypuszcza. Jak ja byłem czuł się dość dobrze...odwiedziłem go przy okazji pobytu w mieście.-uśmiechnął się lekko.-na pewno się z nim nie kłócileś? Jest chory nie powinien się denerwować. Opowiadał mi jak rozmawia z kolegami z sali.

Takano | Jun pisze...

-stój.-mruknął.-jak się dowiedziales? Co mu nagadales?-spytał wstając.-nie ważne co powiesz nie rozstane się z nim. Nie skrzywdze go jeśli o to ci chodzi.-mruknął jeszcze patrząc na niego uważnie.

Takano | Jun pisze...

-no ale mogłby odpowiedzieć...-mruknął niezadowolony. Wziął papierosy i wyszedł na taras żeby zapalić.-serio muszę rzucić...jutro kupię elektrycznego...-zdecydował.

Takano | Jun pisze...

-no rzuce...-mruknął patrząc na nią niezadowolony.-już zdecydowałem że muszę...-westchnął patrząc na psinke. Pobawil się z nią trochę i wszedł do domu zastajac swojego szefa w kuchni.-porozmawiajmy.-powiedział pewnym głosem.

Takano | Jun pisze...

Skinal głową. Będzie mógł tu zostać. Na tę chwilę to mu wystarczyło. Jutro wszystkiego się dowie. Wszedł do pokoju i odsunął łóżko żeby zrobić sobie miejsce. Miał odpoczywać ale jego ostatnia paczka papieprsow została zakopana w ogrodzie i musiał jakoś odreagować. Rozebrał się do bokserek żeby zbytnio nie zapocic ciuchow których i tak miał niewiele. Na haku który wkrecil do sufitu powiesił worek treningowy i po tym obwiazal stopy i dłonie bandazem uciskowym i włączył muzykę zaczął ćwiczyć.

Takano | Jun pisze...

-jeju Ryu! Nic ci nie jest? Co z kroplowka?-spytał wystraszony.-może zawołam lekarza?-zaproponował pomagając mu wstać.-wybacz chodzę w chmurach bo rzucam palenie...-uśmiechnął się słabo.

Takano | Jun pisze...

-kupiłem sobie elektrycznego i po prostu będę zmniejszał ilość nikotyny.-poinformował go. Usiadł obok na łóżku i popatrzył na niego uważnie łapiąc go za dłoń.-Ryu...słyszałem że twój tata z tobą rozmawiał...o nas. Nie chciał mi nic powiedzieć. Wiem tylko że nie muszę się wynosić.-poruszył ten temat uznając że jest dość istotny.

Takano | Jun pisze...

-tylko tyle mówił? Pamiętaj że masz nic nie ukrywać.-przypomniał patrząc na niego uważnie.-praca z trupami jest niebezpieczna...a przejąć interes możesz i bez studiów...nawet teraz dużo pomagasz w biurze...dorownywanie mnie nie jest konieczne...

Takano | Jun pisze...

-czyli nie ma nic przeciwko?-uśmiechał się lekko.-zdecyduj sam co chcesz robić nie będę cię skłaniał w żadną że stron.-zapewnił z lekkim uśmiechem.-kocham cie. Cieszę się że nie próbuje nas rozdzielić.-dodał jakby trochę się uspokajając.

Takano | Jun pisze...

-Ryu w takim razie powiedz mi szczerze...chcesz studiować czy po prostu być tutaj i pomagać w biurze? Jakby mnie nie było. Jasne że gdybyś pojechał to siłą rzeczy bylibyśmy rozdzieleni. Musisz na trzeźwo to przemyśleć. Ja nie będę cię zatrzymywał. Nie powinienem.

Takano | Jun pisze...

Skinal głową.-rozumiem. Nie będę cię zmuszał.-ucałował go w policzek.-wiesz że cię kocham?-spytał trochę retorycznie z lekkim uśmiechem.-w ogóle Ryu jak twój tata się o nas dowiedzial?-to pytanie nie dawało mu spokoju. Wydawało mu się że był raczej ostrożny.

Takano | Jun pisze...

-och...serio aż tak widać jak na ciebie patrzę?-spytał szczerze zaskoczony.-no i nie mówiłem że do znajomych tylko że na obiad...-mruknął jeszcze.-źle się czujesz? -spytał od razu jak chłopak kaszlnal.-dają ci już ci do jedzenia i picia? Obok łóżka polozylem ci wszystko o co prosiłeś.

Takano | Jun pisze...

-a możesz? Nie wiem co lekarze na to powiedzą. Siostra zapanowała ci trochę słodyczy i umówiła się do lekarza. Ojciec nie chciał z nią pójść więc go zastapie. Odwiedzi cię przy okazji.-uśmiechnął się do niego.

Takano | Jun pisze...

-Sam jej podziękujesz jak przyjedzie do szpitala.-oznajmi.-zamówię dla ciebie bułeczki i jutro przywiozę, ok? Chcesz coś jeszcze? Reiko pełno ci tego zapakowała.

Takano | Jun pisze...

-Jasne godzinke później prosisz i masz. Reiko zaczęła gotować. Dzisiaj zrobiła dobry gulasz więc będę zostawał na obiady w domu. Akurat wyjdzie mi godzinę później.-uśmiechnął się do niego.-a buleczki mam też przywieźć dla kolegów?-spytał jeszcze nie wiedząc ile wziąć.

Takano | Jun pisze...

-ale przecież Tomo dużo zrobi.-zaśmiał się.-oj no wiesz że muszą zrobić te badania. Nic na to nie poradzisz. A właśnie...jak tam twoje notowania? Mocno spadły?-spytał wyraźnie zmartwiony.-naprawdę nieźle się rozłożyłeś...

Takano | Jun pisze...

-a powinieneś leżeć. Sam też jestem na ciebie zły że się tak urzadziles i nic mi nie powiedziałeś. Jesteś nieznośny.-pokrecil głową.-a co jak spadły? Przecież już ostatnio mi obiecales że będziesz na siebie uważał. A teraz co?

Takano | Jun pisze...

-Ryu ale musisz na siebie uważać...-westchnął.-co jest skarbie?-spytał trochę wystraszony.-poloz się i przestan wiercic. Może pójdę po lekarza?-zaproponował odgarniajac mu włosy z twarzy.

Takano | Jun pisze...

-No już lez grzecznie. Pójdę po lekarza.-powiedział glaszczac go po policzku. Wyszedł z sali po chwili wracając z lekarzem. Martwił się o Ryu i nie miał zamiaru wracać póki co do domu.

Takano | Jun pisze...

-Rozumiem.-przytaknal patrząc zmartwiony na chłopaka.-mogę z nim zostać? Nie czuję się dobrze zostawiając go w takim stanie i wracając do domu.-wyjaśnił cicho lekarzowi. "doprawdy...i właśnie dlatego nienawidzę szpitali. To czysta niekompetencja."

Takano | Jun pisze...

-już dobrze skarbie.-usiadł na krześle.-naprawili swój błąd. Za chwilę będzie dobrze. Zasniesz a jak się obudzisz już będzie lepiej.-zapewnił glaszczac go po włosach. "mam nadzieje że to nie będzie nic poważnego. Nie wiem ile może kosztować ich taka pomyłka..."

Takano | Jun pisze...

-nie umrzesz.-powiedział całkowicie poważnie.-będzie dobrze. Wyzdrowiejesz.-zapewnił.-Lez spokojnie. Ja po prostu chce zostać. Nie obawiam się że jak wyjdę to umrzesz bo wierze że wyzdrowiejesz. Po prostu chce z tobą zostać. Żebyś się nie bał. Możemy się umówić że zostanę póki nie zasniesz ok? I przyjadę jutro z buleczkami.

Takano | Jun pisze...

-Ryu?-odsłonił jego twarz i otarł łzy.-nie chowaj się przedemna.-powiedział łagodnie.-będzie dobrze. Posiedze tu z tobą żebyś się nią bał. Wszystko będzie dobrze. Wyzdrowiejesz.-zapewnił cały czas glaszczac go po policzku. Uśmiechał się lekko żeby dodać chłopakowi otuchy.

Takano | Jun pisze...

Odsunął od niego dłonie dalej siedząc na krześle. Wiedział że chłopaka nie chce przed nim pokazywać tych chwil słabości w których nie wierzy że przeżyje. Ale on sam uznawał że właśnie w takich chwilach powinien z nim być. Dając się wyplakac Lekko następnie podtrzymując na duchu.

Takano | Jun pisze...

Zupełnie nie wiedział co powiedzieć i co zrobić. Wiedział że chłopakowi jest ciężko i nie chciał go zostawiać. Bolało go to że Ryu się przed nim chowa.-Ryu...naprawdę aż tak chcesz żebym sobie poszedł?-spytał cicho.

Takano | Jun pisze...

Westchnął ciężko i wstał. Odsunął kawałek kołdry i ucałował chłopaka w czoło na pożegnanie.-nie bój się kochanie. Wszystko będzie dobrze. Do jutro.-poglaskal go po włosach i wyszdł z sali.
***
Następnego dnia tak jak wcześniej się umówili przyjechał godzinę później po smacznym obiedzie, Reiko szło coraz lepiej. Miał ze sobą jeszcze ciepłe buleczki z czekolada o które prosił chłopak. Po lekkim dniu wszedł do szpitala z uśmiechem i ruszył do sali w której leżał chłopak.

Takano | Jun pisze...

-hej skarbie...ale jest chłodno...-mruknął zanim zdążył ugryzc się język.-no dobrze. Mam dla ciebie bułeczki.-uniósł reklamówkę.-co to za smutna minka. Stało się coś złego?-spytał obejmując lekko wtulajacego się niego chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-och skarbie-objął go lekko. Poklaskal po plecach i uśmiechnął się lekko.-nic się nie stało. Wiem że się bales. Po prostu poczułem się taki bezsilny. Ale tak jak mówiłem wyspales się i jest dobrze. Więc nie rób takiej minki. Usmiechnij się. No chyba że źle się czujesz...

Takano | Jun pisze...

-oj no już tak nie przepraszaj.-zmierzwil mu włosy.-a bo widzisz powiedziałem mu że mają być pyszne. Zgodził się zrobić je na tyle przed moim wyjazdem żeby były ciepłe jak dojade.-wyjaśnił.-kocham cię.-szepnął.

Takano | Jun pisze...

-nie ma sprawy. Zawsze będę kochanie.-objął go delikatnie.-dzięki temu przyjacielowi przeżyłem studia bo mi gotował?-zaśmiał się proszę

Takano | Jun pisze...

-oj nie musisz. Wzjamnje sobie pomagalismy więc się wyrównało-zaśmiał się.-jasne. A co być się żeby ci poczytać masz jakieś książki skarbie?-spytał na chwilę milknąc.-a właśnie. Jutro Reiko będzie.

Takano | Jun pisze...

-och mój malutki...dobrze poczytam ci jak wrócimy do sali.-uśmiechnął się i wyjął elektrycznego papierosa którym się mocno zaciągnął.-tak jak mówiłem rzucam.-przypomniał.-odwiedzi cie i pokaże. Spokojnie.-objął go lekko ramieniem.

Takano | Jun pisze...

-no wiem ale będę sobie powoli zmniejszał ilość nikotyny. W ten sposób rzuce.-wyjaśnił dając mu caluska.-ale chłodno. Mimo wszystko mamy ładną jesień. Mało ludzi umiera więc mam spokojne dni.-wyjaśnił z lekkim uśmiechem.-jak już będzie ci bardzo zimno to powiedz. Pamiętaj że musisz na siebie uważać.

Takano | Jun pisze...

-Złożę...-potwierdził cicho.-Będzie ładny...-dodał jeszcze ciszej.-wiesz ile mu zostało? Może ma jeszcze trochę przed sobą.-uśmiechnął się lekko.-jak już wyjdziesz będziesz chciał go odwiedzać?

Takano | Jun pisze...

-Widocznie chce przeżyć swoje ostatnie chwile jak najlepiej.-poglaskal go po włosach.-musisz w stosunku do niego również być pozytywny. I daj mu buleczke.-zaśmiał się cicho.-zobaczysz po śmierci trafi w jakieś fajne miejsce. Jasne że byłoby lepiej gdyby żył dłużej ale tutaj nic nie poradzimy. Możesz jedynie do końca zostać jego przyjacielem. Więc jak wyjdziesz wcześniej to chcesz go odwiedzać?

Takano | Jun pisze...

-Ryu. Daj mu buleczke. Jest ich dużo bo powiedziałem Tomo że się podzielisz.-westchnął.-ale ty żyjesz skarbie. I żyj jak najdłużej. I nie płacz już.-otarł jego łzy.-będzie dobrze. Nawet jak umrze. A ten drugi chłopak z sali?

Takano | Jun pisze...

-no i patrz to kolejny przyjaciel. Nie umrze przed tobą. Skąd jest? Mogę cię czasem do niego wozić. Wymiencie się telefonami. Powinieneś mieć znajomych i się z nimi spotykać skoro nie chcesz na studia.-wyjaśnił łapiąc go za policzki.-ale jak będziesz takim skanerą to cię nikt nie polubi. Daj im po jednej.

Takano | Jun pisze...

-doceniam. Nawet bardzo. Ale powinieneś mieć przyjaciół. To twoja sprawa, masz rację. Ale źle się czuję że się nie spotykasz z rówieśnikami. Mam wrażenie że to dlatego że jesteśmy razem...-dał mu caluska w policzek.-no dobra ale byłem pewny że się podzielisz dlatego poprosiłem Tomo o więcej.

Takano | Jun pisze...

-tak chodź...-złapał go za rękę wchodząc do środka.-nie podoba mi sie to że rezygnujesz że swoich marzeń bo nie chcesz mnie zostawiać. Przecież tak lubisz robić zdjęcia. Z jednej strony się cieszę że będziemy razem a z drugiej źle się czuję że rezygnujesz ze studiów.

Takano | Jun pisze...

-ale Ryu marzenia są ważne. Źle się czuję że przeszkadzam ci w ich spełnianiu. Może i kiedy pojedziesz znów będę zrzedliwy i będę palił ale...chce żebyś był szczęśliwy i usatysfakcjonowany ze swojego życia.-wyjaśnił kiedy wchodzili. Zasmal się cicho na to oburzenie chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-ech Ryu...jak będziesz ciągle się tak urządzał to z tego całego zamartwiania przestanę o siebie dbać bez względu na to czy pojedziesz na studia czy nie.-westchnął siadają na krześle obok łóżka.-gdybyś od razu nam powiedział że jesteś przeziebiony byłoby lepiej. Muszę też spytać lekarza jak twoje rokowania.-poglaskal go po włosach trochę bojąc się co może usłyszeć.

Takano | Jun pisze...

-a co już wiesz?-spytał poważnie.-Ryu martwię się i chce wiedzieć. Wiem że tak się urzadziles że na pewno spadły ale chce wiedzieć jak bardzo.-wyjaśnił.-powinieneś o sna sobie uważać bo przez to zamartwianie nie będę o siebie dbał bez względu na to czy pojedziesz na studia czy nie.

Takano | Jun pisze...

-wredota.-mruknął.-Ryu no...co ja mam zrobić żebyś ty w końcu o siebie dbał? Żebyś mówił mi kiedy zaczynasz mieć pierwsze objawy głupiego przeziębienia?-pokrecil głową.-bez względu na to ile spadło zaczynam cię pilnować.

Takano | Jun pisze...

-dobrze. Rozmawiamy kiedy indziej.-uśmiechnął się lekko. Złapał go za dłoń i delikatnie glaszczac go po jej wierzchu.-zostanę skarbie. A jutro przyjdę z Reiko. Śpij dobrze. Kocham cię.-ucałował go w czoło.

Takano | Jun pisze...

Nie siedział długo i dość szybko wrócił do domu. Następnego dnia trochę wcześniej wyjechał żeby zawieźć Reiko do lekarza. Zaparkowal i uśmiechnął się do niej.
-wejść z tobą do lekarza?-spytał wiedząc że trochę się stresuje.

Takano | Jun pisze...

-nie przejmuj się. Ryu teraz ma lekcje więc pójdziemy do niego później pokazać zdjęcie.-oznajmił z lekkim uśmiechem.-powiedział z lekkim uśmiechem. Wyszedł z samochodu.-wiesz w którym gabinecie masz badania?-spytał zamykając samochód.

Takano | Jun pisze...

-będzie dobrze młoda. Nie bój się.-poklepal ją po ramieniu i od razu wprowadzając ją do sali. Pielęgniarka usmiechnela się do niej patrząc podejrzliwie na mężczyzne.
-Pan jest ojcem?
-nie...leży tu mój chłopak a jej brat. Jestem dla niej jak starszy brat. Poprosiła mnie żebym z nią przyszedł-wyjaśnił od razu.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna zatoczył się na nogach opierając się o ścianę. Wiedział że z jednym dzieckiem dziewczyna sobie poradzi ale z dwoma będzie potrzebowała spokój pomocy. Oj będę musieli walczyć o te alimenty.
-ale że ma bliźniaków?-spytał zaskoczony. Kobieta skinela głową.-chłopcy czy dziewczynki?-spytał za wciąż zszokowaną dziewczynę.

Takano | Jun pisze...

-to wracaj do łóżka glupku.-westchnął wychodząc chwilę po niej z wydrukiem zdjęcia. Podał kopertę dziewczynie.-a ty dasz radę. Przecież zawsze możesz na nas liczyć. Pomożemy co z blizniakami.-uśmiechnął się do niej. Po chwili zajmując się swoim partnerem przykładając dłoń do jego policzka.-jesteś rozpalony. Idziesz w tej chwili do łóżka.-oznajmił.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna automatycznie zdjął swoją bluzę zakładając ją chłopakowi.-Ryu gluptasie...gdybyś wcześniej nam powiedział...-westchnął.-a jak twoje rokowania? Ryu jeśli ty nie powiesz to sam się spytam lekarki.-oznajmił ostrym głosem. Martwił się o niego. Co go widział to wyglądał jeszcze gorzej.-martwię się...-wyjaśnił już spokojniej łapiąc go za dłoń.

Takano | Jun pisze...

-więc pójdę zamiast niego.-mruknął.-wiem że formalnie nie jesteśmy. I raczej nie będziemy.-westchnął ciężko.-ale Ryu...ja się martwię i chciałbym wiedzieć. Może właśnie o tym chcą porozmawiać z twoim tatą? Pójdę zamiast niego...-mruknął.-jak mogłeś się tak rozłożyć...

Takano | Jun pisze...

-bo się martwię! Nie chce cię stracić...-powiedział jeszcze zanim chłopak poszedł. Wiedział że jak dowiedzialby się że spadło sytuacja by się powtórzyła. Nie mógł tego zaprzeczyć. Za bardzo go kochał. Usiadł ciężko na jego miejscu. Nie chciał się przed nim przyznawać że jest mu ciężko. Nie chciał żeby chłopak wiedział jak codziennie po powrocie kilka godzin uderza w worek treningowy.

Takano | Jun pisze...

-jest ciężko.-przyznał.-ale nie dlatego że to dla mnie nowe. Ja po prostu za bardzo go kocham. I nawet pomimo tego że wiem że walczy...martwię się z każdym dniem coraz bardziej. Dodatkowo rzucam palenie i jak sama widzialas łatwo się denerwuje. Wciąż mówię sobie że gdybym zauważył wcześniej że jest przeziebiony byłoby lepiej. A tak? Kto wie o ile spadły jego rokowania...przyjeżdżam tutaj codziennie i czuję się tak bezsilny...

Takano | Jun pisze...

-nie, nie. Jak ograniczę to jeszcze bardziej będę się martwił.-mruknął znając samego siebie. Kiedy chłopak wyszedł spojrzał na niego ostro. I jak on niby ma się nie martwić kiedy tu jest tylko gorzej. Zamrugal kilkakrotnie patrząc na lekarke.-ja? Po co? -mruknął nie bardzo rozumiejąc. Przecież był zdrowy.

Takano | Jun pisze...

-i poczytam kochanie. Reiko ci pomoże dojechać do sali i pokaże dzieci a ja porozmawiam z tą panią i dowiem się po co jej moja krew.-uśmiechnął się lekko do chłopaka. Wszedł do gabinetu lekarki.-więc? Po co moja krew?-spytał patrząc na nią wyczekujaco.

Takano | Jun pisze...

Skinal głową wpartujac się w kobietę trochę tępym wzrokiem.-jest bardzo źle?-spytał cicho.-proszę powiedzieć mi chociaż tyle. Jest bardzo źle?-włożył ręce do kieszeni żeby ukryć ich drżenie.-a nie może teraz pani pobrać tek krwi?-spytał od razu chcąc mieć to za sobą.

Takano | Jun pisze...

-znów spadły rokowania? Jak bardzo?-zadał kolejne pytania.-przepraszam martwię się o niego.-wyjaśnił podwijajac rękaw koszulki.-nie mam. Nie lubie szpitali.-odparł szczerze.-to dla niego się przemagam i przychodzę tutaj codziennie.-dodał ciężko wzdychajac.

Takano | Jun pisze...

-nie chce mnie martwić? No to chyba coś mu nie wychodzi.-mruknął patrząc jak kobieta pobiera mu krew.-dobrze zaloze...-dodał wzdychajac ciężko. "więc dowiem nie dopiero w domu? No super...trzeba kupić piwo i tak z trzy paczki papierosów..."pomyślał wciąż przyglądając się krwi.

Takano | Jun pisze...

-ale...ale przecież wszystko szło dobrze. Dlaczego tak nagle zaczęło się komplikować?-spytał głosem który wyraźnie mówił że świat jest po prostu nie sprawiedliwy.-ale skoro nie akceptuje komórek jego brata to czemu miałby zaakceptować moje?-tego równiez nie rozumiał. Przycisnal do ręki wacik podany przez kobietę ale nie patrzył na nią.

[ej ej tylko mi go tam nie zabijaj!]

Takano | Jun pisze...

-wie pani co? Chyba mu nie wychodzi.-westchnął tylko.-nie będę go dolowal. Nawet nie powiem że cokolwiek wiem.-mruknął wstając i opuszczając rękaw koszulki.-chce tylko żeby żył. Jeśli będę do czegoś potrzebny to żeby jego uratować zgodze się na wszystko. Jeszcze dzisiaj zaloze te kartę. Dowodzenia.-mówiąc to wyszedł z gabinetu.

Takano | Jun pisze...

-muszę odwieźć Reiko, maluchu.-odparł wchodząc z lekkim uśmiechem. Zrobił sobie z tego swego rodzaju wymowke był trochę przybity i chciał się delikatnie mówiąc najebac. Co z jego głową nie było trudne.-jutro dobrze? Jeśli lekarze pozwolą.-zaproponował przytulajac go delikatnie.

Takano | Jun pisze...

-no jeśli chcesz to przywiozę.-uśmiechnął się lekko.-jasne zatrzymaj. Jeśli jest ci w niej dobrze to ją zatrzymaj ile chcesz. Mam chyba jeszcze jedną w domu. Odpoczywaj skarbie.-ucałował go delikatnie w czoło.-a jeśli chcesz żebym został na noc to musisz najpierw się spytać lekarzy.-przypomniał. "a ja tak bardzo niecierpie szpitali...ale dla ciebie wszystko.". Pomyślał wciąż go obejmując.

Takano | Jun pisze...

-ktoś musi gotować kiedy ty jesteś w szpitalu mój drogi. Ale twoja kuchnia i tak jest najlepsza.-uśmiechnął się odsuwając się od niego. "niestety no świat na pewno jej nie dostane...a później się zobaczy".pomyślał cicho wzdychajac.-wyglądasz na zmęczonego. Może powinniśmy już iść, co?

Takano | Jun pisze...

-ale ja go pewnie nie kopne.-wzruszył ramionami wstając. Pocałował chłopaka w policzek i życząc mu dobrych snów wyszedł z sali. Uśmiech od razu zszedł mu z twarzy. Wszedł do samochodu i poczekał na dziewczynę a kiedy weszła odjechał. Po drodze zatrzymaj się przed sklepem prosząc żeby została. Nie było jego ulubionych papierosów więc stwierdził że po prostu się napięć będzie miał spokój więc kupił dwie puszki piwa. Na jego głowę tyle było wystarczające.

Takano | Jun pisze...

-jeśli przez źle rozumiesz że jego organizm odrzuca przeszczep to tak jest źle. Nawet bardzo.-westchnął jadąc do Yukan.-ale nadal nic nie mogę zrobić. Tak jak powiedziała lekarka założyłem kartę pacjenta i podpisałem zgodę że mogą pobrać mój szpik...ale skoro odrzucił szpik brata...-pokrecil głową.

Takano | Jun pisze...

-Reiko, uwierz miną słowo że nie chcesz usłyszeć ode mnie tych wszyskich niemilych rzeczy które mam na początku języka.-mruknął tylko. Wiedział że dziewczyna chce tylko go pocieszyć ale tylko pogarszala sprawę w tym wypadku.-musi żyć. Z wielu powodów.-dodał ciszej.

Takano | Jun pisze...

-mam na tyle słabą głowę że on nie wyczuje takiej dawki alkoholu. Nic sie nie dowie i wszyscy będą szczęśliwi. Nie obraź się ale nie zwyklem mówić dzieciom o moich uczuciach. Napije się i zasne. Tak będzie najlepiej.-mruknął nie chcąc już o tym rozmawiać. Wjechał do Yukan a następnie zaparkowal pod domem.

Takano | Jun pisze...

-po pierwsze z Ryu jest inaczej. On się nie wlicza do dzieci a po drugi ani mjr się waz po niego dzwonić! On nie może pić. Najlepiej to się w ogóle nie wtracaj.-niemalże warknal wchodząc do środka i przekazując kopertę swojemu szefowi.-zobacz. To ważne.-mruknął tylko chcąc jak najszybciej iść do swojego pokoju.

[ok idę spać bo oczy same mi się zamykając. Dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

Wyrwał jej telefon i zapewnił przyjaciela że nie musi przychodzić. Z rekamowowka poszedł za mężczyzną.
-nie jest dobrze...-mruknął tylko. Widać było że jest zdolowany i chce tylko pójść do siebie do pokoju i się upic.

Takano | Jun pisze...

-Toma...ja wiem jak teraz wyglądam ale...słuchaj ja mu obiecałem że przyjadę jutro. Jeśli nie przyjadę będzie wiedział że się martwię a tak to mogę pokazać mu że jest ok i że go wspieram. Poradzę sobie.-oznajmił pewnym głosem.-obiecałem mu że jeśli lekarz pozwoli to zostanę z nim na noc. Nie mogę nie pojechać.

Takano | Jun pisze...

-tak się nie da...nie chce go stracić...boję się że jeśli zrobię sobie przerwę to mogę go już nie zobaczyć.-schował twarz w dłoniach.-na dodatek teraz nie mamy żadnych przypadków. Mnie też nigdzie nie proszą...-wywód przerwał mu dzwoniący telefon. Wyjął go z kieszeni.
-Mikami Już, słucham?
-słyszałam od Megumi że jest pan najlepszy w swoim fachu. To nagły przyjadek. Wszyscy określają to jako coś niemożliwego. Ale mój mąż...proszę...
-proszę się uspokoić. Skoro ona panią poleciła to musi być trudne. W czym problem?
-wpadł wczoraj pod tory...jest...
-zaraz wyjadę. Proszę wysłać mi adres smsem.-poprosił kończąc rozmowę.-Nawet nie będziesz musiał mu kłamać. Mam ciężki przypadek w Tokyo. Na dodatek to chyba mąż siostry mojej terapeutki...-pokrecil głową z niedowierzaniem.

Takano | Jun pisze...

-przepros go ode mnie.-poprosił wstając i odczytując adres który od razu wklepal do gps. Piwo zamienił na energetyki które były w lodówce i wyszedł na zewnątrz wchodząc do samochodu. Jechał szybko a kiedy dojechał było już po północy. Na jego nieszczęście po tym jak zobaczył zwłoki wiedział że nie ma czasu na sen a przed nim minimum 10 godzin pracy. Poprosił tylko o kawę i razem z otrzymanym zdjęciem ruszył do sali. Przyszykowal sylikon i wszystkie potrzebne rzeczy i zabrał się za odtwarzanie ciała.

Takano | Jun pisze...

Jun zaliczył przy okazji rozmowę ze swoją terapeutka po czym ruszył w drogę powrotną. Pierwsze miejsce jakie postanowił odwiedzić był szpital. Trochę chwiejnym i zmęczonym krokiem wszedł do budynku a następnie do sali chłopaka. Zatrzymał się jednak w drzwiach widząc jak Ryu płacze wtulony w swojego brata.

Takano | Jun pisze...

-a możesz mi przynieść przy okazji? Jestem trochę zmęczony...-mruknął cicho. Podszedł do łóżka chłopaka. Usiadł obok niego i chwycił go za dłoń.-hej skarbie. Przepraszam że tyle mnie nie było. To był nagły i ciężki przypadek.-powiedział z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-chciałem cię zobaczyć. Martwiłem się.-szepnął.-i jak widać słusznie skoro płakałeś...-dodał glaszczac go po włosach.-jak przyjadę do domu to odpoczne.-obiecał jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-byłem zbyt zalatany żeby kupić cokolwiek. Przepraszam.-szepnął mocno go przytulajac.-i wcale nie martwię się za bardzo. Po prostu...nie jestem przyzwyczajony jak reszta i chyba trochę się boję.-dotknął policzkiem jego czoła.-Ryu masz gorączkę? Czy to tylko mi się tak wydaje bo przez 2 dni nie miałem kontaktu z żywym człowiekiem?-spytał cicho.

Takano | Jun pisze...

-nie lubie Tokio wiec jeżdżę tam tylko przy nagłych wypadkach. Nie robię wycieczek. Przepraszam.-szepnął glaszczac go po włosach.-skarbie może powinienem zawolac lekarza? Ale chyba już dali ci leki, co?-spytał z lekkim uśmiechem. "taki ciepły..." pomyślał przymykając oczy.-a gdzie poszli twoi przyjaciele z sali? Nie widziałem ich jak wchodziłem...

Takano | Jun pisze...

-mhm rozumiem...-szepnął calujac go w policzek.-pytales się lekarza czy mogę zostać na noc?-spytał nie ukrywając że chciałby zostać. Po tak ciężkim przypadku i spędzenia nocy na naprawiania zwłok cieszył się z ciepła jakie dawał mu Ryu.-jak już byłem w Tokio to wykorzystali mnie do dwóch przypadków.-wyjaśnił swoje zachowanie. Lubił swoją pracę jednak czasem było zbyt zimno.

Takano | Jun pisze...

-przepraszam ale znów ci nie poczytam. Jestem zbyt zmęczony.-mruknął wciąż mając zamknięte oczy.-więc mogę zostać dzisiaj?-spytał czując że właśnie tego potrzebuje.-nie będzie to problemem? Mogę ci poczytać rano.-zaproponował takie rozwiązanie.

Takano | Jun pisze...

-no wiem...ale to nie moja wina. Po tym wyjeździe do Tokyo nic nie mogę poradzić na moje zmęczenie. Ale wkrótce ci poczytam. Obiecuje. Jak tylko będę bardziej wypoczety.-uśmiechnął się.-poradzisz sobie?-spytał siadając i poprawiając włosy.

Takano | Jun pisze...

-tak...przepraszam...-skapitulował.-jednak zostaje tu na noc więc podziekuje za tą lure...-mruknął patrząc na kawę.-Kei...czy ja się za bardzo martwię?-spytał w końcu kiedy miał pewność że chłopak ich nie usłyszy.

Takano | Jun pisze...

-jadłem w drodze.-machnął ręką.-wszyscy mi mówią że za bardzo się martwię. Może to i prawda? Niby to dla mnie nowe...ale chyba powinienem bardziej w niego wierzyć...chyba...-mruknął ziewajac.-wybacz.

Takano | Jun pisze...

-tak zostanę.-przytaknal schodząc z łóżka i podając chłopakowi znaleziona miskę. Odgarnal mu włosy z twarzy i glaskal go po plecach. Czuł się trochę zagubiony zupełnie nie widząc co zrobić i jak pomoc.-zaraz przyjdzie lekarz.-szepnął tylko zapewniając tym bardziej siebie niż chłopaka.

Takano | Jun pisze...

Odłożył miskę na podłogę i lekko objął chłopaka.-wiem skarbie...wiem. Ale będzie dobrze. Jesteś silny.-przypomniał mu glaszczac go po głowie.-ktoś mi niedawno powiedział że jesteś bardzo waleczny i że teraz masz dla kogo żyć więc nie umrzesz.-zapewnił z mocą w głosie.-jak myślisz ta osoba miała rację? Ja w to wierze.-"nosi cholera gdzie ten Kei?!"

Takano | Jun pisze...

-położę sie z drugiej strony.-zapewnił patrząc na chłopaka zmartwionym wzrokiem.-mogę dostać jakąś scierke? Przydałoby się tu posprzątać.-wskazał na wymiociny chłopaka które leżały na podłodze.-i coś na zmianę dla niego.-dodał widząc że Ryu też się ubrudzil. Już nawet nie wspomniał o sobie. Zdjął tylko bluzkę zostajac w samym podkoszulku.

Takano | Jun pisze...

-a...Kei...-mruknął kiedy wyjął już potrzebne rzeczy z torby i trochę drzacymi dłońmi zmienił mu spodnie.-może zdradzisz mi jak mam mu przebrać koszulkę nie naruszając kroplowki?-spytał zupełnie nie wiedząc jak się do tego zabrać.

Takano | Jun pisze...

-a to tak w ogóle można?-spytał z wyraźną wątpliwością w głosie. Jednak szybko przebral chłopaka od razu wycierajac mu buzie.-mój mały...-szepnął.-A co u ciebie Kei? Zostajesz w Yukan?

Takano | Jun pisze...

-to trochę sobie w Yukan posiedzisz. Z tego co słyszałem do świąt na pewno go nie wypuszcza.-westchnął cicho.-a jak twój dzidzius? Na kiedy termin?-spytał z lekkim uśmiechem.-no i nie wiem czy slyszales ale Reiko będzie miała bliźniaki. Dobrze by było gdyby ktoś załatwił z nią alimenty ale jej ojciec nie chciał z nią nawet pojechać do lekarza a ja nie mam czasu.

Takano | Jun pisze...

-ktoś musi. Spadło na ciebie.-poklepal go po ramieniu.-bił to chyba źle słowo. Raczej kłócili się a on go szarpał. Nawet nie wiedziałem.-Zmierzył wchodzącego chłopaka wzrokiem. Widział go może z dwa razy.-nikt nie umiera.-funkął dość chłodno.-po prostu ma dłuższą wizytę w szpitalu...-dodał nie wspominając że jego organizm odrzuca przeszczep.

[za mało ci problemów? Co im jeszcze dołożysz? XD]

Takano | Jun pisze...

-nic się nie stało. Pogadamy jutro.-uśmiechnął się wciskajac mu jeszcze torbę z brudnymi rzeczami.-przywieź mi jakąś koszulkę.-poprosił gaszac światło. Położył się obok chłopaka. Poglaskal go po policzku po czym uważając na kroplówkę przytulił go delikatnie.

Takano | Jun pisze...

Westchnął ciężko wstając z łóżka kiedy tylko weszli lekarze. Tego właśnie nienawidził w szpitalach. Dla niego nowy dzień oznaczał nowa nadzieje a ci od rana walili złymi wiadomościami.-ale będzie dobrze skarbie. Uważaj na siebie, chce z tobą spędzić te święta. Zrób mi taki prezent.-uśmiechnął się do niego łagodnie. A kiedy lekarze wyszli usiadł na łóżku i złapał gp za dłoń.-posiedze jeszcze dopóki Kei nie przyjedzie.-wyjaśnił.-muszę się nacieszyć póki jeszcze mogę cię odwiedzać.-założył mu niesforne kosmyki za ucho.-nawet jeśli zostaniesz z jednym pojedynczym włoskiem to i tak będę cię kochał.-dodał z lekkim uśmiechem.

[nie dość ci? Może wystarczy tego złego? XD]

Takano | Jun pisze...

[no weeez ja się normalnie boję twoich pomysłów...]

-Nawet peruke ci załatwie.-puścił do niego oczko.-ale nie kraczmy. Może nie wypadną.-zaśmiał sie cicho.-ale jeśli nie będziesz mógł to się nie kłóć, ok? Wszystko będzie dobrze. Tylko musisz w końcu zacząć o siebie dbać bardziej.-uśmiechnął się dając mu caluska w policzek.-no i nie zgadniesz kto wczoraj przyjechał.-oznajmił już trochę poważniej.

Takano | Jun pisze...

-no coz. Ja powiedziałem że będę co kochał nawet lysego co nie znaczy że będzie mi się to podobało.-zaśmiał się cicho.-nie. Mój ojciec to jakiś czas temu ale już mam spokój. To ktoś z twojej rodziny aniołku. Ja go widziałem może z dwa razy ale on raczej mnie nie pamiętał.-podpowiedział patrząc na niego z lekkim uśmiechem.-lez skarbie. Nie przemeczaj się.

Takano | Jun pisze...

-oj nie mam i doskonale wiem kogo z Keiem widzieliśmy.-zaśmiał się chwytając jego dłoń.-on też się zdziwił że do świat przecież kupa czasu a on powiedział że rzucił Tokyo i wraca do domu. Pewnie Kei ma więcej informacji więc jak przyjdzie to ci podpowiada.-zapewnił wciąż trzymając jego dłoń.

Takano | Jun pisze...

-albo...skoro twój tatuś już o nas wie. Możesz zamieszkać w moim pokoju.-podał też taką opcję.-no skoro pan niejadek jest głodny to chyba nie mam wyboru. Zjade z tobą.-uśmiechnął się wstając i przysuwajac wuzek bliżej.-gdzie masz kocyk?-spytał jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-mam dwuosobowe łóżko...wcale nie jest małe...-mruknął.-no ale jak nie chcesz to nie.-zrobił smutną minke. Wziął koc którym przykrył chłopaka.-no ok idziemy.-mruknął trochę niepewnie łapiąc wózek i prowadząc go na korytarz.

«Najstarsze ‹Starsze   401 – 600 z 5000   Nowsze› Najnowsze»