sobota, 21 września 2013

...The dreamer never falls...

Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca, 
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym), 
studiował w Tokio,
o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,


Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.

Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
Nienawidzi: zazdrości

KIZUNA

[Dobra kochani! Welcome back :D]


5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   201 – 400 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

Jun
-jak już rana się zagoi to wtedy czemu nie. Akurat będzie sezon dużych fal.-zamyslil się.-tak muszę w końcu wrócić do sportu. Strasznie się zapuscilem ostatnio.-zmierzwil sobie włosy zazenowany swoją postawą.
Takano
-co? Ale ze teraz?-prawie krzyknal już mając zamiar protestowac jednak grzecznie wstał.-no ok. Tylko się mi nie wtracaj. Możesz przyniesc wino z salonu.-sam poszedł do kuchni szykujac wszystkie potrzebne rzeczy do zrobienia biszkoptu. - na szczęście wszystkie potrzebne składniki mam w domu.-mruknal pod nosem.

Takano | Jun pisze...

Jun
-no bez przesady!-oburzyl się.-utrzymuje kaloryfer i tak dalej. Brzucha jeszcze nie Mam i nie zamierzam.-pokrecil glowa.-ale surfing to dobry pomysł.
Takano
-seksapilu? No skoro tak sadzisz.-wstawil mikser po czym otworzył wino nalewajac trochę do kieliszka i kosztujac.-mmmm pasuje.-oznajmił. Wylal biszkopt na blachę i wstawil do piernika. Zabrał się za robienie kremu zaczynając od budyniu czekoladowego. Kiedy go zrobił wymieszal go z serkiem mascarpone. Nabrał trochę na lyzeczke którą podsunal chlopakowi pod nos.-sprobuj.

Takano | Jun pisze...

Jun
-wcale że nie!-podniósł koszulkę. Jeszcze nie jest tak zle. No i nie przesadzaj mam dopiero 27 lat. Nie jestem stary.-skrzyżowl ręce na torsie.
Takano
sam też spróbował.-masz rację jest dobry. Nawet bardzo.-zasmial się.-no jak chcesz to dostaniesz tą miske.-obiecał wyjmujac biszkopt z piernika. Podzielił go na trzy części w które wklepal wino i przelozyl je kremem. Podał miske chłopakowi samemu biorąc się za robienie polewy z gorzkiej czekolady.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Tak sądzisz? Możliwe że tak jednak ja wolę kiedy jest już upieczone.-zaśmiał się polewając ciasto polewą następnie ścierając na nią gorzką czekoladę.-tylko uważaj żeby cię brzuch od kremu nie rozbolał.-ostrzegł.-em...masz trochę kremu na policzku.-zaśmiał się pod nosem.
Jun
-Jakie pokwitanie!-ponownie się oburzył prawie wstając z krzesła.-Jestem w kwiecie wieku. Na dobry seks to dopiero przyjdzie czas.-fuknął mrucząc coś jeszcze pod nosem.-Mam ale rzadko. I tylko jeśli zasnę zdenerwowany albo coś...-wzruszył ramionami już nie wspominając się ostatnio poddusił Ryu.

Takano | Jun pisze...

Takano
-O...-mile zaskoczony zlizał krem z palca chłopaka chwilę później wkładając ciasto do lodówki.-musi chwilę postać w lodówce.-wyjaśnił opierając się o blat.-dango? Robiłem je 2 razy w życiu. Za każdym wychodziły lepsze. Myślę że sam też mógłbym trochę się pobawić na tym polu. A tak w ogóle to czemu akurat dango?
Jun
-A widziałeś że się odzywasz? Jakieś zastrzeżenia?-fuknął oddychając głęboko.-Jak walczyć? Pojęcia nie mam. Mi przeszło z czasem, czyjaś obecność jak zasypiam też pomaga. Czuję się wtedy pewniej i bezpieczniej.

Takano | Jun pisze...

Takano
Pokiwał głową.-rozumiem. Rób to później spróbuję, ok? -spytał czytając przepis.-Czuj się jak u siebie. Ale po pracy musisz posprzątać.-oznajmił siadając sobie z drugiej strony blatu i przyglądając się chłopakowi.-eksperymentuj sobie ile chcesz.-machnął rękę.-A i jakbyś nie wiedział gdzie coś leży to śmiało pytaj.
Jun
-To ty jakoś nie miałeś skrupułów wchodzić do łazienki kiedy się myłem, przebierałem i tak dalej.-odgryzł się zakładając nogę na nogę.-Jakiego braku? Ja je wciąż mam ale rzadziej. No i weź...masz 25 lat w końcu sobie kogoś znajdziesz.-uśmiechnął się pocieszająco.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Ciężkie pytanie. Od zawsze lubiłem słodycze i nie miałem nic przeciwko pomaganiu w pieczeniu. Jakoś tak w wieku 15 lat brałem się za coraz trudniejsze przepisy w końcu pomyślałem "tak to jest to co kocham. Chcę żeby inni posmakowali moich słodkości. Zostanę cukiernikiem". Wyjechałem na studia do Paryża żeby się rozwijać pod okiem mistrzów.-odpowiedział na pytanie głaszcząc psinę.
Jun
-To mogłeś sikać przez okno a nie wchodzić jak krowa do obory. Pamiętam raz tak marudziłeś że musiałem wyjść z wanny i otworzyć ci drzwi bo akurat zamknąłem.-pokręcił głową mimo wszystko śmiejąc się wesoło. Mimo problemów i bałaganu Tomo był najlepszym współlokatorem na jakiego mógł trafić.-No mniej. A starałeś się myśleć o czymś pozytywnym? Albo nie wiem...

Takano | Jun pisze...

Takano
-Ej no, a czemu zaraz nawiedzony? O co ci chodzi?-mruknął niezadowolony. Popatrzył na dango śmiejąc się pod nosem z modłów chłopaka.-No weź! Moje zdrowie i podniebienie cię nie obchodzi!?-krzyknął zbulwersowany.-Jolie jest lepiej traktowana ode mnie.-westchnął próbując dango.-ej...-mruknął zaskoczony.-one są dobre.
Jun
-wesoło? Średnio raz w tygodniu wbijałeś mi do łazienki. Ty to nazywasz wesoło? Ale fakt przynajmniej z głodu nie umarłem.-mruknął. Przyjrzał się mu uważnie.-Ale tylko trochę. Wiesz Ryu w domu czeka...-mruknął.-Znajdź se w końcu kogoś to nie będziesz mnie wykorzystywał.

Takano | Jun pisze...

Takano
-nie sądzę żebym był inny.-mruknął. Zesztywniał kiedy chłopak go objął. Był po prostu zaskoczony.-Tak serio. Są dobre.-zapewnił z uśmiechem. Poklepał go po plecach a kiedy chłopak go puścił wziął sobie jeszcze jedno dango.-No Jolie. wcinaj.-uśmiechnął się do suni, która zjadła podany słodycz i radośnie zaszczekała merdając ogonem.-jej też smakuje.
Jun
Wywrócił oczyma siadając przy łóżku opierając się o nie.-marudzisz. Ja się nie dam tak wykorzystywać więc jesteś wręcz zmuszony kogoś sobie znaleźć.-oznajmił wyjmując telefon i grając w jakąś grę.

Takano | Jun pisze...

Takano
-wcale nie fenomen. Po prostu lubię robić ciasta. I je jeść. Przecież znalezienie tego co się lubi i wykonywanie tego jako zawodu to nie jest nic trudnego ani nadzwyczajnego.-wzruszyl ramionami.-a ja lubię ciasta. No i czy to nie jest fajne uczucie kiedy komus smakuje to co upieczesz?-spytał z uśmiechem.
Jun
-no właśnie wykorzystujesz.-mruknal milkac i grajac. Po jakimś czasie zdecydował ze poczyta sobie ksiazke akurat lezaca obok łóżka.

Takano | Jun pisze...

Takano
-właśnie dlatego tak uwielbiam piec.-usmiech i jemu nie schodzil z buzi.-bo to uczucie jest takie fajne. Sprawia ze jestem szczęśliwy.-wyjasnil wstajac.-no już tak nie ziewaj. Zaraz dam ciasto.-wyjal ciasto z lodówki i nałożył im ta talerz po kawałku. Podal chlopakowi wraz z lyzeczka.-teraz ty ocen moje. Pasuje smak do Ciebie?
Jun
-a tylko byś spróbował.-szepnal wglebiajac się w lekturę. Posiedzal kilka godzin i wstał z zamiarem wyjscia. W końcu było już dosyć późno. Ryu na niego czekał a on sam był głodny.

Takano | Jun pisze...

Takano
-serio!?-ucieszyl się z wyrazna ulga. Spróbował i pokiwal głową.-fakt wyszedł pyszny. A skoro pasuje to jestem zadowolony.-uscisnal dłoń chlopaka.-Trochę się bałem że za dużo wina w biszkopcie...-wyznał cicho.-problemy ze snem? Czemu?-spytał z troska w głosie.

Takano | Jun pisze...

Takano
-to dobrze ze nigdy takiego nie jedles. Dodajemy go do menu cukiern?-spytał po czym wy wysluchal chłopaka. Pokiwal głową.-rozumiem, może mógłbym jakoś pomoc? Takie koszmary po wypadkach to raczej norma i powinny minac ale może mógłbym pomoc ci je przetrwać.-zaproponowal jedzac dalej ciasto.-nie Jolie. Za dużo słodkiego jak na jeden dzień. Jesteś glodna to idź do swojej miski.

Takano | Jun pisze...

Jun
-uważał jak cho...-zaczął urywajac kiedy rozpoznal chłopaka.-co ty tu robisz? Czym przyjechales?-spytał wyraźnie zaskoczony tym spotkaniem. Wyjal jedną książkę czytajac opis po czym wziął inną.-żadna mi nie podchodzi.-pozalil się.
Takano
-dobrze to będzie na specjalne okazje. Kiedy masz urodziny? Wtedy zrobię.- usmiechnal się lekko na samą myśl robienia tortu urodzinowego. Wysluchal go a slyszac jego prosbe zamrugal kilkukrotnie.-no... Moglbys... Mam dość spore łóżko... Jeśli nie masz nic przeciwko spaniu w jednym. Jeśli to pomoże ci normalnie przespac noc to jestem za.-obdarzyl go lekkim usmiechem.

Takano | Jun pisze...

Takano
-niewielka okazja? Ale ciasto zawsze można zjeść prawda?-uniosl brwi a na jego ustach pojawił się lobuzerski usmiech.-zawsze warto spróbować. A może okaże się ze pomogło i się wyspisz. Kiedy chcesz spać?-spytał chcac się przyszykowac.
Jun
-autobusem!?-był wyraźnie zaskoczony.-i jak było?-zasmial się już domyslajac się odpowiedzi. Na pytanie o Ryu pokrecil głową.-jestem sam. Ryu już miał badania w tym miesiącu. Książki mi się skończyły i chce coś nowego ale nic mi się nie podoba.-westchnal.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no robiłem wszystko na oko więc nie wiem czy następne też takie wyjdzie.- przeczesal włosy dlonia.-Mam nadzieję ze wyjdzie.-dodał biorąc sobie jeszcze jeden kawałek.-dzisiaj? No dobrze. Pojdziesz sobie po ubrania i inne potrzebne rzeczy. Masz rację przyjedzie moja siostra i wszytko ładnie ustalimy.
Jun
-zawsze mogło być gorzej. Nie wiem co mogło się stać ale mogło być gorzej.-zdecydował ze zwymiotowanie na siedzenie obok nie jest najgorsze co mogło go spotkać.-może...-mruknal odkladajac książki i idac do działu z fantastyka. Wzial pierwsza uznajac ze się nada.-ta to jak nowe gatunki to może jakiś erotyk.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no jasne że wyjdzie. Komu jak komu ale mi. Musi.-zasmial się zaczynając sprzątać.-idź. Pewnie się ucieszy.-uśmiechnął się.-smycz jest przy drzwiach. Uważaj wyrywa się. Nie pozwól żeby kogoś ugryzła.-podał instrukcje.-ja w tym czasie posprzątam i przyszykuje jakieś ręczniki łóżko.-oznajmił zaczynając zmywać.
Jun
-rozrywka też mi coś...sugerujesz że jej nie mam?-spytał unoszą brwi. Wziął jednak podane książki z których wybrał dwie jego zdaniem najciekawsze.-byle tylko Ryu się do nich nie dopadł...gdzieś je schowam.-zdecydował.

Takano | Jun pisze...

Takano
-co w ciebie wstąpiło mała...-westchnął kucając przy suni.-przy nim zachowujesz się tak miło i grzecznie...a wszystkich moich partnerów, partnerki i znajomych atakowałaś-psinka w odpowiedzi zawarczała i szczeknęła.-tak wiem. Głupi byli.-potarmosił ją za uszy i wstał.-więc tal. Ręczniki są w obu łazienkach na pralce. Możesz się umyć w tej na dole albo w tej na górze połączonej z moją sypialnią. Łóżko jest dość duże. Zmieściło by się jeszcze 3 razy tyle. Są dwie kołdry nie musisz się o nic bać. Mimo to ostrzegam że trochę "rzucam" się w łóżku. No wiesz, wiercę się, rozkopuje.-wzruszył ramionami.-Ale jest jeszcze wcześnie, może chcesz coś porobić? Skusisz się mi zapozować?
Jun
Przetarł twarz dłonią. Niby wiedział, że Ryu nie jest takim znowu niewiniątkiem i że sam go takiego widzi, ale nic nie mógł na to poradzić.-no ja wieeem...ale...no nie wiem jak to wyjaśnić.-mruknął.-muszę zajrzeć do jego "kolekcji"...-dodał bardziej do siebie.

Takano | Jun pisze...

Takano
-dobra. Teraz normalnie w ubraniu. Ale na akt i tak cię namówię.-oznajmił. Zaprowadził go do salonu i kazał usiąść na dywanie gdzie ułożył również psinę. Sam wraz ze szkicownikiem A3 i ołówkiem usiadł na kanapie na przeciwko swoich modelów.-I ani mi się waży któreś ruszyć.-ostrzegł zaczynając rysować. Ołówek tańczył na białej kartce kreśląc z początku delikatne linie. Mężczyzna co jakiś czas mazał nakładając poprawki.
Jun
-Jestem motorem mogę cię podwieźć.-wzruszył lekko ramionami uznając że jemu to nie robi różnicy a po co chłopak ma się męczyć w autobusie i obrzygać kolejne siedzenie.-Piechotą zajmie ci to kilka godzin a motorem kilka minut. To jak?-spytał idąc do kasy i płacąc. Spotykając się z dziwnym spojrzeniem kasjerki. Na czubku języka miał kąśliwą uwagę w stylu "a pani porno nie czyta?" ale się powstrzymał.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Już szkic mam. Możecie wstać, zostały cienie.-uśmiechnął się uznając że to co mu zostało może zrobić bez modeli.-idź zrobić herbatę a ja skończę.-poprosił. Zasuwał ołówkiem po kartce chcąc jak najszybciej skończyć i pokazać co narysował. Chciał żeby chłopak zapozował mu do aktu.
Jun
-Możliwe że tak jest. Albo jest nowa i nieprzyzwyczajona. Albo nie lubi porno.-wzruszył ramionami.-Jest wiele opcji.-dodał. Zauważył płytę której długo szukał więc poszedł z nią do kasy.-Tyle jej szukałem...-westchnął obracając w dłoniach płytę.

Takano | Jun pisze...

Jun
Przytaknął.-nawet bardzo dobrze. Serio długo poluję na tą płytę. Myślałem że już nigdzie ich nie ma.-westchnął nadal będąc w swoim świecie.-Ha? Na plaże...mogę się go zapytać. Jeśli będzie chciał to czemu nie.-wzruszył ramionami.
Takano
Wziął łyk herbaty.-Nie gram. No w sumie gram ale na pianinie. I to tylko trochę.-machnął ręką uznając to za mało istotne. W końcu tutaj pianina nie miał.-Graj sobie.-dodał dalej rysując. Jednak kiedy chłopak zaczął śpiewać ołówek na moment zamarł w bezruchu dopiero po chwili wracając do przerwanej czynności.-Już zapomniałem jak fajnie się go słucha.-zaśmiał się pod nosem.-Skończyłem.-dodał głośniej odkładając wszystko na ławę.

Takano | Jun pisze...

Takano
-nic nie przykolorowałem. Jest tak jak było.-fuknął.-Jak chcesz się przekonać czy poprawiam to może zapozujesz mi nago? Wtedy się przekonamy.-mruknął.-No błagam. Ja mam już nawet pomysł. Tylko model jest mi potrzebny.-popatrzył na niego błagalnie.-Jak aż tak się wstydzisz to możemy cię zakryć transparentną chustką.-zaproponował uznając że tak też będzie dobrze.
Jun
-Mam nadzieję. Ostatnia randka nam nie wypaliła bo Kei został postrzelony.-wywrócił oczyma. ten to miał wyczucie czasu, i tupet żeby później nabijać się że zrobił to specjalnie żeby Ryu nie stracił dziewictwa.-Jaki pomysł?-dopytał.-możemy jechać. Motor zostawiłem kawałek dalej.

Takano | Jun pisze...

Takano
-No ale czemu nie?-spytał już na prawdę nie rozumiejąc ciągłego sprzeciwu chłopaka. Spojrzał na swój rysunek i na siedzącego na podłodze z gitarą Tomo.-wcale nie przesadzam. To ty masz jakieś zaburzenia wzrokowe. Jesteś ładny, tak jak na rysunku a może nawet bardziej.-mruknął biorąc mniejszy szkicownik i zaczął rysować siedzącego chłopaka.
Jun
-Na razie mieliśmy jedną. Drugą chcesz mi zepsuć?-spytał dźgając go palcem w bok.-niech chociaż jedna mi się uda.-westchnął wkładając ręce do kieszeni.-chociaż swoich prywatnych niewypałów miałem więcej...jedna oblała mnie gorącą kawą i wyszła...-pokręcił głową.-dobra to jak skończysz to mi pokarzesz.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Ale marudzisz! Przecież to będzie tylko rysunek. Nikt nie będzie wiedział ze to ty! Mogłb...-umilkł widząc co robi chłopak.-ta tana...to po pożarze?.-spytał.-Co? A, tak, już pomagam.-wstał zawiązując ranę bandażem.-wybacz. Nie mogę rysować cię rannego...nie powinienem teraz naciskać. Ale kiedy rana się zagoi wrócimy do tematu. Ja muszę to wygrać.-mruknął spinając bandaż.-gotowe.
Jun
-Ty nie ale może to ja jestem pechowy? Chyba nie mam na swoim koncie żadnej udanej randki...-pokręcił głową. Ta myśl trochę go przytłaczała.-A kiedy skończysz?-dopytał chcąc jak najszybciej usłyszeć wersję końcową.

Takano | Jun pisze...

Takano
-No wiesz...może nie goi się bo ciągle masz założony jałowy opatrunek? A Może spróbuj np. jedną noc i dzień spędzić bez niego? Nawet jeśli na dworze jest zimno możesz zostać w domu. Moze rana przeschnie i się zagoi.-zaproponował takie rozwiązanie.-Nie mam nikogo innego poza tym chcę ciebie. Nikt nie będzie wiedział że to ty. Czego się tak wstydzisz?-spytał unosząc brwi.-nie wielkość się liczy tylko jakość, małe jest piękne i takie tam. O to chodzi?-powiedział żartem
Jun
-I z niego nie raz wstałeś.-zaśmiał się.-no jeśli chodzi o randki to jestem pechowcem. Żadna mi się nie udała. Zawsze coś się psuło.-westchnął.-Do końca tygodnia? To nie tak długo.-uśmiechnął się.

Takano | Jun pisze...

Takano
-ugh...no nie rajcuje...ale masz aż taką awersję do tego? Jesteś ładny. Przed chwilą byłem w stanie się dowiedzieć że masz ciało idealne do mojej koncepcji. W czym problem?-mruknął na chwilę odwracając wzrok.-No jak nadal będziesz się bał i nie spróbujesz to będziesz się bawił z tą raną do końca życia. Daj żeby zrobił się strup.
Jun
-No i nie dotkniesz.-zapewnił.-wiesz, nie miałbym nawet czasu cię z niego wyciągać...-zamarudził żartując.-skoro masz już tak dużo i tyle wolnego to może skończysz wcześniej. Nie mogę się doczekać.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Nic nie rozumiesz. Ja mam konkretne powody żeby wygrać akurat ten konkurs z akurat tym tematem.-przełknął ślinę.-poza tym powiedziałem że nie będę rysował kiedy jesteś ranny.-dodał rzucając w niego kocem i siadając tyłem do niego na ławie.-Na ten konkurs mój tata namalował moją mamę. Tak wyszedł jego romans ale to szczegół. Wygrał. Jego pomysł z namalowaniem ciężarnej kobiety...-pokręcił głową. Kiedy przegrałem w ubiegłym roku był...wściekły. Niby daje mi pieniądze ale...nie darzy ciepłem. Pomyślałem że jeśli wygram wszytko wróci do normy.-wyjaśnił.-no i...nagroda też jest niczego sobie. Tygodniowa wycieczka dokąd tylko chcesz. Model i rysownik. Ale nikt nie zna imienia...nie trzeba podawać.-dodał od razu. Obrócił się do niego przodem.-wiem że pewnie masz na to wyjebane...ale błagam. Rana się zagoi i to tylko godzina pozowania...z chęcią narysowałby cię i teraz ale...nie chcę żeby rysunek miał podteksty sm...
Jun
-Frankenstain to pikuś przy ty co zrobiłbym z tobą-zaśmiał się. Podszedł do motoru i podał chłopakowi kask.-masz i wskakuj.-dodał samemu siadając.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Nie no...nawet ładnym kłamstwem nie da się ciebie przekonać...-mruknął.-tak na prawdę to mój ojciec w ogóle nie umie rysować. Jak zająłem drugie miejsce to był wniebowzięty...pokonała mnie moja ex. Muszę jej dopiec...wnerwiająca jędza...-wstał dopijając herbatę.-wrócimy do tego tematu jak rana ci się zagoi.-mruknął idąc do kuchni zanieść kubek.
Jun
-Serio? A jak sobie coś nadwyrężysz? I na mnie będzie...dziadek mi nie daruje...-mruknął. Ruszył powoli i spokojnie a kiedy wyjechali z miasta nieznacznie przyspieszył. Nie miał zamiaru jeszcze szaleć. Póki jego pasażer nie był w pełni zdrowy.

Takano | Jun pisze...

Takano
"wrócimy". Pomyślał tylko. Nie miał zamiaru odpuszczać. To się gryzło z jego zasadami. Kiedy zobaczył że chłopak usnął zdecydował że przecież nic się nie stanie jak narysuje go śpiącego. Rysował powoli, nie spieszyło mu się.-hej...-pomógł mu usiąść i podał leżącą na stoliku herbatę.-nie ma co się bać. Jesteś bezpieczny.-pogłaskał go po plecach. Zachowywał się jakby zupełnie zapomniał o ich wcześniejszej kłótni. Uruchomił mu się tryb "troskliwy Takano".
Jun
-Oj no...jak jest zdrowy i czuje się dobrze to trochę szaleje...-mruknął. Podwiózł chłopaka pod sam dom dziadka.-no jesteśmy na miejscu. Mam nadzieję że przejażdżka się podobała , polecam się na przyszłość.-zaśmiał się wesoło.

Takano | Jun pisze...

[robię mały progress...nie podoba się?]

Takano
-Nie przepraszaj głuptasie...-westchnął głaszcząc go po włosach i plecach zupełnie ignorując fakt wbijanych w plecy paznokci.-szszszsz...jest dobrze, jesteś bezpieczny. nic ci nie grozi. Wszystko dobrze. Tomo, wszystko już dobrze.-powtarzał cały czas chcąc jakoś uspokoić chłopaka.
Jun
-Wiesz obawiam się że nawet bym nie przyjął. Wiesz wierny pies ze mnie.-odpowiedział mu śmiechem. Zszedł z motoru.-tak chlebki będą ok.-przytaknął uznając to za dobrą formę zapłaty za małą przysługę.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Przestań przepraszać. Przecież nic się nie stało. Jest dobrze serio.-poprawił mu włosy.-Ja sam nie pomyślałem że powinienem zanieść cię do łóżka i położyć się obok. Idź się umyj, ja zrobię to samo i położymy się spać, ok?-spytał wstając i przyglądając się chłopakowi.
Jun
-Zdziwiłbym się? Niby czemu?-spytał wyraźnie zaskoczony. Wszedł do środka.-dango? a co już udoskonaliłeś przepis?-nie krył zainteresowania, na dango zawsze był chętny.

Takano | Jun pisze...

[wlasnie miałam taki zamiar. Więc teraz ci odpisze i Idę spać.]
Takano
Westchnal ciężko.-dobra. Masz wolna tą na dole. Jolie pilnuj go.-polecił suni i poszedl na górę wziac długa kapiel.
Jun
-a to źle usłyszałem. No kopa sobie odpuszcze ale dango chętnie sprubuje.-usmiechnal się. -ocenie czy przepis jest lepszy i da się je zjeść.-dodał wciaz się smiejac.

Takano | Jun pisze...

Takano
Siedzial w wannie dobre pół godziny i pewnie wiedziałby gdyby nie wiem hałas w pokoju. Wyszedł z wody, ubrał bokserki i wychodząc z łazienki wszedł do sypialni. -wygladasz fatalnie.-skomentował stan jeszcze stojącego chłopaka. Poczekał aż usiadzie i podszedł do niego.-to jak zdejmiemy opatrunek żeby rana wyschla?-spytał uważając to za dobry pomysł.
Jun
-jak zwykle kochany.-zasmial sie komentując kolejność testerow.-Takano? To ten co się niedawno wprowadził?-spytał dla pewności. Usiadł i wziął łyk koktajlu.-no dobry. Teraz czekam na dango.

Takano | Jun pisze...

[No hej. Mi też się o dziwo fajnie spalo. Zaloz w końcu gg XD]
Takano
-pościeli nic nie będzie. Jak chcesz spać z opatrunkiem to spij ale jutro chodzisz bez. Rana musi oddychać.-mruknął.-najlepiej by było gdybyś spał bez.-zakończył kładąc się w łóżku.-spij dobrze.-uśmiechnął się lekkoprzymykajac oczy.
Jun
-jak miło. Jakby cie było nie tak to on wyladowalby w szpitalu.-zasmial się.-o więc jednak zostajesz? To dobrze. Jakim jest cukiernikiem? Robi dobre ciasta?

Takano | Jun pisze...

Takano
-No jasne miej dobre rady w dupie bo nie mam papierka. Wiem z autopsji że taka rana powinna zaschnąć a przy jałowym opatrunku będzie się tylko babrać jeszcze więcej.-fuknął obracając się do niego tyłem. Nie mógł zasnąć przez to jak chłopak się rzucał. I pewnie w końcu zasnąłby kiedy Tomo zszedł ale zamiast tego przesunął się na drugą połowę łóżka i popatrzył na niego z góry.-co ty wyprawiasz?-spytał łagodnie.
Jun
-Skoro masz wspólnika to zostań. Jak będziecie sobie wzajemnie pomagać to będzie wam łatwiej...tak sądzę.-wzruszył ramionami.-A na dodatek znalazłeś kogoś z pasją. Trzymaj i nie puszczaj.-zaśmiał się przyglądając się dango.-Jak nie trzyma się przepisu? Może ma złe przepisy.-zaproponował kosztując dango.-dobre.-przyznał z uśmiechem.-nie idealne. Ale dobre. Nawet bardzo dobre.

Takano | Jun pisze...

Takano
Westchnął ciężko.-Daj spokój, dobra? Przestań się zgrywać.-fuknął na niego. Wstał z łóżka i zszedł do kuchni robiąc swoją popisową gorącą czekoladę z piankami. Wszedł na górę i położył napoje na szafce nocnej.-Wstań z tej podłogi. Przeziębisz się.-przygryzł dolną wargę.-wiem że źle zacząłem z tym całym konkursem...nie muszę w nim brać udziału.-mruknął.-masz problem z zaśnięciem więc przestać grać takiego twardziela bo chcę ci pomóc. Więc współpracuj.
Jun
-kłótnia od czasu do czasu dobrze robi.-zaśmiał się.-Ale ja wiem. To twoje życie i twoje wybory. Nie będę się już wtrącał.-obiecał jedząc dango.-nie muszą, masz rację. Wystarczy że są dobre.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Zgodziłem się na własną odpowiedzialność. Wiedziałem że może być ciężko ze spaniem. Poza tym ja śpię w dzień zazwyczaj. Bo w nocy jakoś nie umiem zasną i tak.-mruknął. Sięgnął po kubki z gorącą czekoladą i podał jeden chłopakowi.-Pij póki ciepłe i pianki do końca się nie rozpuściły.-polecił samemu biorąc kilka potężnych łyków.
Jun
-A z kim to się jeszcze kłócisz że masz ich dość,co?-spytał żartobliwie popijając koktajl.-No pewno wyjdą. Już jest o niebo lepiej niż było.-pochwalił.-Pierwsze nie smakowały jak dango.-przypomniał.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Dzięki. Mój popisowy napój.-uśmiechnął się lekko widząc uśmiech chłopaka.-Może i byś wolał ale nie pójdę. I jest to mój wybór. Nie czuj się winny. Zadeklarowałem się ci pomóc więc to zrobię.-Wziął kolejne kilka łyków.-wypij spokojnie czekoladę i coś wymyślimy.
Jun
-konfliktowy z ciebie człowiek.-zażartował.-wyjaśnij obu co czujesz. Tak chyba będzie najlepiej, co?-spytał unosząc brwi.-chociaż może jesteś też drażliwy przez tą ranę?-zaproponował.-te są dużo lepsze. Nigdy więcej tamtych nie rób.-zaśmiał się wesoło.

Takano | Jun pisze...

Takano
Pokiwał głową w zamyśleniu.-Boisz się spać bo śnią ci się koszmary. To jakieś twoje wspomnienia, tak? Ale wiesz to już było. I nie wróci. Nie masz się czego bać.-zauważył.-Ile już nie spałeś? Musisz być wykończony, masz strasznie podkrążone oczy. Połóżmy się normalnie, przytulisz się i spróbujesz zasnąć.-zaproponował.
Jun
-No właśnie to dziwne. Powinieneś mówić co ci leży na sercu.-mruknął.-No rana...wiesz niektórych to drażni i wyżywają się na innych.-wyjaśnił o co mu chodziło.-Kei teraz jest, a co?

Takano | Jun pisze...

Takano
-Chyba za dużo o tym myślisz. Ale to świeże wspomnienia. No tydzień bez snu to dużo. Ja raz nie spałem dwa, leciałem na mocnej kawie. Potem odsypiałem cały weekend. Wstawałem tylko za potrzebą. No, ale nie o mnie mówimy. Jakoś na twój brak snu zaradzimy.-Położył się obok niego z rękoma pod głową.-no układaj się jak chcesz.
Jun
-No w sumie tak. Masz ciężki i konfliktowy charakter. I to właśnie przez niego nie masz dziewczyny.-wydedukował ze śmiechem.-Wiesz czemu nie. Mimo, że jak tu przyjeżdża to chce odpocząć, ale sądzę że może ci coś poradzić.

Takano | Jun pisze...

[Ach ten niewidoczny progress XD]
Takano
Objął go delikatnie jedną ręką. Drugą wyjął spod głowy i zamknął oczy. Długo tak leżał myśląc o niczym. Nie wiedział czemu jest tak spokojny i szczęśliwy czując wtulonego w niego chłopaka. Słysząc jego spokojny oddech. Ukojony tym rytmem wkrótce zasnął.
Jun
-Hmmm, to też jakieś rozwiązanie. To aż tak ciężko jest cię podniecić?-spytał śmiejąc się i delikatnie unosząc brwi.-No więc Kei powinien się zgodzić na pomoc. Zrozumie że nie chcesz narażać się na spotkanie z matką.

Takano | Jun pisze...

[oj no XD nie jest źle. Ja to trochę muszę i będzie dobrze XD]
Takano
Prawdopodobnie na nieszczęście chłopaka, mężczyzna obudził się czujac pocałunek. Jednak nie otworzył oczu ani nie wykonał żadnego ruchu. Zasmial się kiedy psinka zaczęła go budzić nie dał radu i usiadł.-Gdzie idziesz?!-krzyknął spowrotem się kładąc.-co za...kładzie się na mnie w jednoznacznej pozycji. Całuje mnie i ucieka...ciekawe...-zasmial się.
Jun
-wybredny jesteś.-zasmial się.-do końca życia sam zostaniesz z takim podejściem że nikt cię nie podnieca.-zauważył.

Takano | Jun pisze...

[ nie marudze XD tylko trzeba to jakoś pociągnąć]
Takano
-DOBRA JUŻ SCHODZE!-nałożył luźne spodnie dresowe i zszedł na dół. Usiadł przy stole i spokojnie zaczął jesc. Pochwalił go skinieniem głowy nie przerywając jedzenia. Wziął łyk herbaty.-jakby tu zacząć...możesz mi wyjaśnić swoje zachowanie?-spytał lekko unosząc kąciki ust.
Jun
-ale były osoby które mnie podniecaly. Ryu jest po prostu pierwsza osoba która pokochalem.-wyjaśnił.-do mojego stażu? No no powinieneś znaleźć wcześniej.-zasmial się

Takano | Jun pisze...

Takano
Zasmial się cicho.-podziękować? Pocalunkiem kiedy myslales że śpię? Jolie mi nie przeszkadzała. To mądra psina wie kiedy już nie śpię i może się witać.-wyjaśnił z lekkim uśmiechem.-ale za śniadanie dziękuje. Dobre.
Jun
-no długo, długo. Trudno było wcześniej.-zasmial się.-ty też znajdziesz. A wtedy trzymaj się i nie puszczaj tej osoby. Dobrze ci radzę.

Takano | Jun pisze...

Takano
-ona mnie po prostu zna.-wyjaśnił.-nie mogłeś się oprzeć?-uniósł brwi domagając się więcej. Zapał jego dłoń.-czekaj. Spales dobrze? Jeśli tak to. To ja nie mam nic przeciwko żebyś ze mną spał. Ten pocałunek też, nie mam nic przeciwko. -delikatnie glaskal go po dłoni.
Jun
-mówię serio. Zobaczysz, wtedy będziesz szczęśliwy. Wiec masz nie uciekać kiedy się zakochasz. Jasne?-spytał żeby się upewnić.

Takano | Jun pisze...

Takano
Nie wytrzymał i wybuchł śmiechem.-mam to uważać za komplement?-spytał nie bardzo wiedząc jak przyjąć zdanie o jego smaku i zapachu.-szukasz siebie i nie wiesz co czujesz do mnie tak? -poglaskal go po policzku.-nie będę nalegał. Zaproponowałem tylko, skoro spales dobrze.-wyjaśnił spokojnie.-no i jak mam interpretować test o tym że ładnie pachne i smakuje?-spytał poruszając początek swojej wypowiedzi.
Jun
-Hmmm, tak. Przyszło łatwo. Zakochałem się a on odwzajemnil to uczucie. Nie widziałem powodu by uciekać czy sprzeciwiać się temu uczuciu.

Takano | Jun pisze...

Takano
-mhm rozumiem. Czyli nie dość że przegrywam z własnym psem to jestem w bardzo niepewnej sytuacji. Nie wiem co do mnie czujesz, bo niby jak skoro sam nie wiesz?-spytał mimowolnie się śmiejąc. Nie chciał nawet wspominać że nie lubił takich niejasnych sytuacji. Dla niego sprawa była prosta. Po mimo krótkiego czasu i ciężkiego charakteru chłopaka, polubił go. -no i...dla ciebie ja po prostu ładnie pachne i dobrze smakuje...kuzwa jakbym był ciastem.-pokrecil głową.
Jun
-miałem. Nie rozumiałem uczuć wielu osób. Sam bałem się je wyrażać, nie mówiłem o nich głośno bo się bałem. Typowe problemy gwalconego dziecka. Z czasem mi przeszło. Czas leczy rany.-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

Takano
Pokiwal głową.-więc dajmy sobie na razie czas. Żeby lepiej się poznać. Żebyś doszedł do ładu z samym sobą.-zaproponował takie rozwiązanie.-wtedy będziesz miał jaśniejszą sytuacje. Może poczujesz się wtedy pewniej.-dodał z lekkim uśmiechem.-ty mnie też czasem denerwujesz. Ale myślę że da się z tym żyć.-zasmial się cicho.
Jun
-a czemu nie? Tak bardzo starałeś się zadowolić innych żeby byli dumni że zapomniałeś o sobie i schowales uczucia do pudełka. Ale jeśli chcesz żeby ktoś odwzajemnil twoje uczucia to musisz to pudełko otworzyć -zmierzwil mu włosy.-innych opcji nie ma.

Takano | Jun pisze...

Takano
Skinal głową.-jak kocha to poczeka, czy jakoś tak się mówi.-mruknął. Poglaskal psinke która przyglądała mu się z zaciekawieniem. Polizala go po ręce jakby mu gratulujac. -pewnie w porze obiadowej oczekując dobrego posiłku. I że usiadziemy przy kawie i dobrym cieście. Jaka jest? Nieźle szurnieta. Jak była w liceum połowę jej szafki zajmowały mangi yaoi. Z resztą sam się przekonasz jaka jest. Znając życie zostanie na noc więc się napije. Wtedy zobaczysz jaka jest.
Jun
-jest trudne no ale na pewno się uda jeśli będziesz wytrwały i będziesz próbował. Mi się udało. To i tobie się uda. Musisz w to wierzyć.-uśmiechnął się kończąc swój koktajl.-pyszny był. Masz jeszcze jakieś smaki?

Takano | Jun pisze...

Takano
-a daj spokój to moja siostra jedynie w połowie. A na noc zostanie bo się napije. Lepiej też zostań. Pewnie zacznie cię namawiać tekstami że im więcej tym lepiej i że nie powinieneś siedzieć sam w domu tylko zostać z nami.-machnął ręką.-spokój Jolie. Rozumiem że się martwisz ale nie warcz.-ostrzegł łapiąc ją za obrożę.-wyczula że tu spales normalnie.-wyjaśnił.-jeśli nie chcesz zostać przez moją siostrę to zostań. Nikt cię niewygania.
Jun
-maliny.-zdecydował od razu.-uwielbiam maliny...-wyjaśnił z lekkim uśmiechem.-i daj dużo cukru. I trochę limonki.-dodał zastanawiając się czy takie połączenie w ogóle będzie smaczne.

Takano | Jun pisze...

Takano
Machnął ręką.-nie nadwyrezasz. Jesteś tu mile widziany, nie Jolie?-psinka zaszczekala radośnie w odpowiedzi.-no i za co przepraszasz?-spytał wzdychajac ciężko. Nie rozumiał czemu chłopak miałby go przeraszac, co złego zrobił? Jego zdaniem niczego takiego nie było.
Jun
Popatrzył na chłopaka, potem na szklankę i upił łyk.-ty serio dobre. Myślałem że będzie gorzej. Nie mam wyczucia co do smaków ale to wyszło dobre.-pokiwal głową uznając to za sukces. Taki swój mały sukces.

Takano | Jun pisze...

Takano
-marudzisz.-skomentował.- nie jesteś mazgaj. Każdy ma prawo się bać.-funkął zaczynając od początku.-zaraz spać nie dałeś. I tak bym nie zasnął. A potem ładnie spałem więc w czym problem? Pomozyles się na mnie-"w dość dwuznaczej pozycji" dodał w myślach-ale nawet ciężko mi nie było i nawet się nie obudziłem. Więc mnie nie przepraszaj. A już na pewno nie za takie głupoty jak "rządzenie się w kuchni" bo tego nie robisz. Zrobiłeś śniadanie i po sobie postrzatales. Nie ma w tym nic złego.
Jun
-nauczyles? Do dobrze. Będzie mi takie robił.-uśmiechnął się lekko.-więc mam okazję spróbować twojej specjalności. To zaszczyt.-zasmial się wesoło.

Takano | Jun pisze...

Takano
-nie masz.-przytaknal. Nie odwrócił się jedynie poglaskal chłopaka po dłoni uśmiechając się błogo. Niby wiedział że jeszcze trochę sobie poczeka ale każdy taki gest niezmiernie go cieszyl.-zostaniesz na obiedzie? Jest coś na co masz ochote?-spytal spokojnie.-zostało ciasto z wczoraj więc nie będę pękł nowego.-zdecydował uznając ze nie ma dzisiaj ochoty na pieczenie.
Jun
-ależ ja cię doceniam. Zwłaszcza twoje buleczki z czekolada które do domu przynosił Ryu.-zasmial się.-przejdz się. Może on coś poradzi na to że się tak babrze.

Takano | Jun pisze...

Jun
-doceniam twoje umiejętności...a to różnica.-mruknął.-no daj spokój. Doceniam cię. Doceniam.-zapewnił patrząc jak chłopak gra.-na pewno zaradzi. Do bardzo dobry lekarza. I nie skorumpowany jak tamci w szpitalu. W strachu przed twoją matką
Takano
-zabie udka są dobre...ale raczej wątpię że umialbym je przyrządzić.-zasmial się.-no nie wiem czy za tak marnego calusa coś przygotuje...może gdybym dostał lepszego mógłbym zaproponować ci moje popisowe danie. Łosoś w cieście francuskim. Zajadalismy się tym we francji.-uśmiechnął się.

Takano | Jun pisze...

Jun
- ja stawiam na coś w stylu "rana musi wyschnac! Czemu smarujesz ją kremem nawilzajacym!"-zamsial się.- nie wiem. Co chcesz to zagraj. Serio nie wiem...może "listen to your heart" albo coś...nie pytaj bo nie wiem.
Takano
-oj nie marudz.-oddał pocałunek niezbyt zadowolony z tego ile trwał ale coz. Musiał się zadowolić tym co dostał. W końcu teoretycznie jeszcze parą nie byli. Po pytaniu chłopaka udał że sie zastanawia.-będzie. I na pewno będziesz zadowolony. Trzeba tylko wybrać jakieś dobre wino. Bo kuchnia francuska bez lampki wina przy posiłku to już nie to samo.

Takano | Jun pisze...

Takano
-mi się uda. Kuchnia francuska to kuchnia smakoszy. No a będę cię raczył moim popisowym daniem. Więc na pewno będzie ci smakować.-oznajmił będąc pewnym swojego zdania.-więc jednak się mnie posluchasz i dasz ranim e odpocząć?-skomentował poczynania chłopaka.-tamto jest zbyt wytrawne. Wino do łososia musi być slodsze. Wezmę z mojej winnicy.-postukal nogą w podłogę dając znać że ma tu piwnice.
Jun
Słysząc znajomą piosenkę uderzał dłonią o udo wystulujac rytm. Kiedy chłopak skończył zaklaskal cicho się śmiejąc.-no to może...coś japońskiego teraz. One ok rock, dreamer znasz?-spytał przypominając sobie tytuł niedawno znalezionego kawałka.
[gome XD po prostu dzisiaj śpiewałam jej kawałki i to było pierwsze co mi przyszło do głowy XD]

Takano | Jun pisze...

Takano
Pokiwal głową.-no rozumiem. Nie każdy wszystko lubi. Ale rybę lubisz, nie?-spytał dla pewności mimo że nie wyobrażał sobie japończyka nie lubiacego ryby.-ech daj spokój. Jeszcze bardziej sobie podraznisz tą ranę. Drzwi obok mojej sypialni to garderoba, weź sobie jakąś koszulkę na ramiaczkach.-polecił uznając że tak będzie najlepiej dla rany.-spora...-pokiwal głową.-z reszta zejdziesz ze mną to zobaczysz.-uśmiechnął się lekko.-och no jasne. Naleje ci tylko do posiłku. Nie chce żebyś wrócił dk nałogu.
Jun
-ja nie śpiewam. Wiesz dobrze że ja nie śpiewam...-mruknął zrezygnowany. Odkaszlnal, wziął kilka lykow koktajlu i znów odkaszlnal.-no zaczynaj.-machnął ręką.- So now my time is up. Your game starts, my heart moving? Past time has no meaning for us, it’s not enough!Will we make it better or just stand here longer.-zaczął śpiewać w ogóle nie patrząc na grającego chłopaka.
[oj a co nie lubisz piosenki?XD]

Takano | Jun pisze...

Jun
-tak było źle.-mruknął mierząc go morderczym spojrzeniem.-ja nie śpiewam. Nie umiem.-pokrecil głową i wypił do końca koktajl.-śpiewanie zostawię tobie.
Takano
-och...-zasmucil się trochę.-no ale może mojego polubisz.-uśmiechnął się lekko. Kiedy chłopak wyszedł przeniósł się na kanapę w salonie razem z Jolie która położyła się obok niego.-mądra psinka.-potarmosil ją za uszy.-i co lepiej?-spytał odwracajac wzrok w jego stronę.

Takano | Jun pisze...

Takano
-w takim razie źle usłyszałem wybacz.-zasmial się unosząc ręce.-jeszcze chwilę posiedzimy i będę musiał się wziąć za gotowanie.-zdecydował glaszczac sunie.-musisz dać ranie trochę czasu. To jasne ze od razu nie pojawi się strup.-podszedł do fotela przy którym ukucnal. Złapał go za rękę i zaczął dmuchać na rane.-strasznie nie babrze...nie dałeś jęk oddychać i masz efekty. Jak już pojawi się strup to nie zakladaj opatrunku bo wróci do tego stanu.
Jun
-mają zadzwonić jeśli pojawi się jakies ciało. Od rana miałem jedno i potem nic. Dlatego mogłem sobie pojechać do miasta.-wyjaśnił zostawiając już temat śpiewu.-ale jeśli jakieś będzie to pomoc się przyda.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no to w takim razie źle usłyszałem.-zasmial się unosząc ręce.-musisz dać trochę czasu. To przecież oczywiste że strup nie pojawi się od razu.-wstał i podszedł do fotela kucajac przy nim. Złapał rękę chłopaka i delikatnie na nią podmual.-ale się dobabrze...a to wsztsko dlatego że nie dałeś jej oddychać. Jak już pojawi się strup to nie zakladaj opatrunku bo wróci do tego stanu.
Jun
-od rana miałem tylko jedno ciało dlatego mogłem pojechać do miasta. Powiedzieli że zadzwonią jak pojawi się jeszcze jakieś.-wyjaśnił zostawiając już temat śpiewu.-ale jeśli jakieś będzie to pomoc się przyda.

Takano | Jun pisze...

Takano
-słuchaj musisz dać razie zaschnac. To prawda przez jakiś czas będziesz musiał uważać, ale jak tylko pojawi się strupek będzie lepiej. Zaufaj mi.-poprosił patrząc mu w oczy.-robiłem kiedyś płonący deser, upadł mi i oparzylem sobie udo i kawałek łydki. Opatrunek miałem tylko pierwszy dzień. Później lezalem tydzień w domu i ładnie się zagoilo.-wyjaśnił.-nie musisz mnie słuchać. Ale w ten sposób ona nigdy się nie zagoi.
Jun
-zabawę? To sobie w coś pograj. Ja tam się cieszę że mam wolne. Rzadko mi się zdażają takie dni jak ten.-mruknął.-ja wiem że może ci się teraz nudzić ale znajdź sobie jakies twórcze zajęcie.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no rozumiem. Też byłem bo nie mogłem uczęszczać na zajęcia. Ale wytrwasz, spokojnie.-zamrugal kilkakrotnie i objął chłopaka lekko zaskoczony.-możesz ten czas spędzić ze mną. Zajmiesz się Jolie. Postaram się też żebyś się nie nudził zbytnio. Ale jak nie chcesz to nie...-dodał od razu.
Jun
-no to masz zajecie.-uśmiechnął się.-o to jak zaśpiewa to zdaj mi relacje czy ładnie śpiewa.-poprosił z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

Takano
-no ja rozumiem że obiecales ale...tak bez bandarza? To moze się źle skończyć. -mruknął.-ale dobrze...obiecałeś.-pokiwal głową.-weź Jolie. Niech cię pilnuje.-zasmial sie-tylko potem odprowadz ją do domu, dobra?
Jun
-jaka tam tajemnica!-zasmial się.-masz mi wszystko ładnie opowedziec!-wycelowal w niego palcem wskazującym.

Takano | Jun pisze...

Jun
-co będziesz miał? Wszystko zależy od tego co byś chciał.-odparł przy okazji się zastanawiając.-nie wiem co mógłbym ci zaproponować. Raczej nic nie mam takiego do zaoferowania.

Takano | Jun pisze...

Takano
-to będzie niebezpieczne jeśli będziesz pracował bez opatrunku...-zastanowił się milcząc przez dłuższą chwilę.-jeszcze dzisiaj do pracy go zaloz. Ale potem tydzień bez niego. Nawet w nocy. Wtedy wszystko się ładnie zagoi. I jeśli nie będzie co to zbytnio przeszkadzać spedzisz ten czas u mnie. Będę mógł kontrolować czy na pewno nic nie robisz żeby rana ładnie się zagoila. No i będziemy mieli okazję lepiej się poznać.-uśmiechnął się.-fakt będziesz zmęczony. Jolie zostanie.
Jun
-serio nie mam żadnych pomysłów.-mruknął.-widocznie na studiach wszystkie wyczerpales.-dodał cicho się śmiejąc.-po prostu pomyśl co byś chciał za te informacje.

Takano | Jun pisze...

Takano
-to będzie niebezpieczne jeśli będziesz pracował bez opatrunku...-zastanowił się milcząc przez dłuższą chwilę.-jeszcze dzisiaj do pracy go zaloz. Ale potem tydzień bez niego. Nawet w nocy. Wtedy wszystko się ładnie zagoi. I jeśli nie będzie co to zbytnio przeszkadzać spedzisz ten czas u mnie. Będę mógł kontrolować czy na pewno nic nie robisz żeby rana ładnie się zagoila. No i będziemy mieli okazję lepiej się poznać.-uśmiechnął się.-fakt będziesz zmęczony. Jolie zostanie.
Jun
-serio nie mam żadnych pomysłów.-mruknął.-widocznie na studiach wszystkie wyczerpales.-dodał cicho się śmiejąc.-po prostu pomyśl co byś chciał za te informacje.

Takano | Jun pisze...

Jun
-jak umrzesz to cię ładnie poskladam za darmo. Nawet sprawie że będziesz przystojny.-podał jedyny pomysł jaki przyszedł mu do głowy.
Takano
-jeju jak nie chcesz pomocy to nie...-wzruszył ramionami z teatralnym fochem na twarzy.-uznałem że chcesz żeby rana się zagoila.-dodał wstając.-nie chce robić za twojego ojca. Smuci mnie fakt że cierpisz przez tą ranę więc chce żeby jak najszybciej się zagoila.-zakończył lekko się uśmiechając.-jasne idziemy. Wybierzemy wino i zacznę gotować.-zdecydował uznając że już najwyższy czas.

Takano | Jun pisze...

Jun
-no wiesz to było pierwsze co przyszło mi do głowy i chyba nic innego ci nie mogę zaoferować. Poza tym że te drobne informacje o Ryu mogą być formą podziękowania za to że tyle razu uratowałem ci tyłek.-wzruszył ramionami.
Talano
-a wiesz jakie najlepiej pasuje do tego dania?-spytał z lekkim uśmiechem.-ojciec składowal tu wina przez wiele lat. Masz tu chyba wszystko najlepsze gatunki i roczniki.-wyjaśnił stając przed jedną z pulek i przeglądając butelki.-tu go nie ma...-mruknął bardziej do siebie idąc dalej.

Takano | Jun pisze...

Takano
-to jest poukładane. Winnicami i rejonami poszczególnych krajów. A na półkach datami. Jako że we francji robiłam jeszcze jeden kierunek. Na kucharza. To mieliśmy tam wykłady o winie. Które do jakiej potrawy i na jaką okazję. Które na randkę dla par z długim stażem a które dla tych dopiero się poznających. Dosyć ciekawe.-zasmial się wciąż szukają odpowiedniej butelki.
Jun
-zaraz do końca życia. Korzystam z tego że wciąż jesteś mi dłużny.-zasmial sie.-raczej nie da mi wejściówki. Chyba za sobą nie przepadamy.-zasmial się.-więc wyspiewasz wszystko co wiesz.

Takano | Jun pisze...

Jun
-ty szujo...jak możesz. To ja tyle lat ci pomagalem. Z tylu kłopotów się wyciągnąłem. Kaucję wplacilem a ty tak mi się odwdzieczasz?-spytał dramatycznie, łapiąc się za serce.-nie chcesz mi nawet powiedzieć o moim chłopaku...którego znasz dłużej niz ja...i któremu będziesz akompaniowal...jesteś okrutny.
Takano
-wino "randkowe" to nie na tą okazję.-zasmial się pozytywnie zdziwiony że chłopak uznaje ich za parę. W końcu sam mówił że na razie nie.-teraz szukam wina po prostu pasujacego do dania. No i drugiego dla siostry żeby zabrała do domu bo ma rocznicę.-machnął ręką.-a wino dla nas...to jak będziemy mieli randkę.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Dla siostry to.-podał mu zakurzoną butelkę. Ona je uwielbia a i na okazję pasuje. Wystarczy ładnie zapakować.-Wiesz sądzę że na rocznicę chcą pobyć sami. Romantyczna kolacja przy świecach i takie tam. Pomimo że są razem już dość długo każdą rocznicę traktują jak noc poślubną. Cała rodzina to wie więc im nie przeszkadzamy tylko wysyłamy prezenty.-wyjaśnił.-Te wina będą dla nas.-wskazał na jedną z półek i ruszył dalej.-moje prezenty dla nich są z reguły najbardziej trafne. Jak wiesz alkohol jest afrodyzjakiem. A ulubione wino mojej siostry...nawet dość mocnym.-zaśmiał się.-ale wciąż nie mogę znaleźć tego do łososia....
Jun
-Jaki był jak był mały?-zapytał od razu.-opowiedz mi. No prooooooszę!-zaczął mu marudzić. Co się dziwić chciał wiedzieć o nim trochę więcej.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Za szybko? Wybacz, po prostu jakoś tak nie mogę znaleźć tego wina...-westchnął zwalniając i wciąż się rozglądając.-Jolie jeszcze żadnego mojego związku nie zaaprobowała, ten jest pierwszy. Zawsze gryzła, warczała, szczekała i drapała jak opętana. Mój najdłuższy trwał prawie miesiąc, tyle wytrzymał facet, każda laska wymiękała wcześniej. Oznajmił że albo pies albo on. Nieźle się zdziwił jak powiedziałem że pies zostaje i kazałem mu się spakować.-wzruszył ramionami.-jest!-krzyknął wyjmując butelkę czerwonego francuskiego wina.
Jun
-Tak masz rację, wydoroślał. Ale wciąż się uśmiecha tak słodko.-zaśmiał się przyglądając się zdjęciom.-teraz straszna z niego przylepa. Lubi się tulić.-wyjaśnił przeglądając dalej zdjęcia.-broniłeś go? No, no...Tomo obrońca...ale sam siebie na studiach to nie umiałeś obronić.

Takano | Jun pisze...

Takano
-fajny ojciec.-skomentował. Poczekał aż chłopak odlozy butelkę i ruszył spowrotem do wyjścia.-mam jedno z mojego rocznika. Polslodkie, czerwone. Francuskie.-podszedł do półki przy której poprzednio powiedział że leżą tutaj wina dla nich.-piłem takie we francji ale tu mam tylko jedną butelkę.-wyjaśnił.-a co do Jolie to zaakceptowała. Kiedy mnie calowales lub przutulales zamian warczec merdala ogonem.
Jun
-no bo byłem i nadal jestem jak twój starszy brat. Bilem się za ciebie a potem tylko mi rany opatrywales.-przypomniał z uśmiechem.-ja nie wiem jak ty wpadales w te bójki.-westchnął kręcąc głową.-ostatnio Ryu zapytał się czy nie nauczulbym go się bronić...

Takano | Jun pisze...

Takano
-do obiadu bierzemy to.-pomachal trzymana butelką.-a to które trzymasz jest dla mojej siostry.-wyjaśnił idąc do góry po schodach.-sam nie wiem czemu akurat ciebie zaakceptowała. To mądra psinka więc pewnie jest jakiś powód.-uśmiechnął się.-może ty masz jakiś pomysł czemu? Bo ona nam raczej nie powie.
Jun
-no jasne. Jestem wspaniałym bratem.-poklepal go po plecach.-no jasne bo jesteś z jakiejś wiochy to trzeba cię zmiazdzyc. Gdyby nie ja już bys nie żył.-zasmial się.-pewnie będę. Myślałem nad czymś co wykorzystuje siłę przeciwnika.

Takano | Jun pisze...

Takano
-A kim jest twój dziadek. Boję się trochę o nią...może też bym poszedł?-spytał cicho się śmiejąc. Przyglądał się suni która wesoło machała ogonem i pchała się żeby polizać chłopaka.-no serio niesamowite...do tej pory reagowała tak tylko na mnie...-pokręcił głową.-jeśli twój dziadek coś z niej wyciągnie to chcę przy tym być.
Jun
Pokręcił głową.-nie trzeba. Myślę że poradzę sobie bez wstępnych ćwiczeń. A poza tym jaki to ma sens skoro ty potrafisz się obronić?-spytał unosząc brwi.

Takano | Jun pisze...

Takano
Machnął ręką.-no i trudno zostanę obiektem badań. Może dowiem się coś ciekawego o samym sobie.-zaśmiał się wesoło.-Jolie! dosyć, uspokój się.-odciągnął psinkę od chłopaka.-siad.-poprosił patrząc na nią. Kiedy grzecznie usiadła wstał i poszedł do kuchni.-No rozumie. Ale skoro zawsze się tak zachowywał to chyba dobrze, nie?
Jun
-Jak chcesz to spoko. Może przypomnę sobie jakieś łatwiejsze.-zaproponował.-a moze ty mi coś podpowiesz.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Ale powinna się nauczyć być grzeczna.-wyjaśnił. Podszedł do lodówki żeby wyjąć potrzebne składniki.-Możesz patrzeć, to żaden sekret.-zaśmiał się.-poza tym już patrzyłeś jak piekę a to ważniejsze od gotowania.-dodał patrząc na niego z uśmiechem. Zaczął od przygotowywania ciasta francuskiego.-wiele osób używa gotowego ale ja wolę zrobić sam.
Jun
-Ja znam tego za wiele...-westchnął.-i zazwyczaj w walce mieszam to tak wygodnie. Będę musiał to sobie poukładać. Jak myślisz Jiu Jitsu będzie ok, nie?-zastanowił się przypominając sobie to i owo.

Takano | Jun pisze...

Jun
-ale w kick boxingu używasz dużo siły...-mruknął. Na wzmiankę o dziadku chłopaka zasmial się wesoło.-a bo widzisz trochę ćwiczyłem opanowanie i póki jeszcze jakoś bardzo mnie nie wkurwil to ma wszystko na swoim miejscu-wyjaśnił spokojnie.
Takano
Mężczyzna akurat wstawial danie do piekarnika zaczynając robić sos.-jako partnera jako wspólnika. Spokojnie.-zasmial się.-idź otwórz drzwi i powiedz że stoję przy garach.-polecił chłopakowi przelewajac sos do ładnej miseczki.

Takano | Jun pisze...

Takano
Jolie pobiegła obok niego wesoło merdajac ogonem na widok kobiety. Grzecznie podała jej łapę następnie lizac chłopaka po dłoni i odbiegajac do swojego pana.
-rozumiem-odparła kobieta z lekkim uśmiechem.-a ty to kto?-spytała unosząc brwi.-Jolie na ciebie nie warczy.-zauważyła wchodząc w głąb domu.
Jun
-no wiem pewnie od kopniaka zaczniemy...ale raczej nie uśmiecha mi się być workiem treningowym...-mruknął krzywiac się na samą myśl o bólu.

[ej co to ma być za nie mówienie mi że wyszedłeś ze szpitala?! I za gadanie że cię nie lubie?! ;_;]

Takano | Jun pisze...

Takano
-a to coś nowego. Musiała coś wyczuć. To mądra psina.-zasmiala się idąc prosto do kuchni-hej brat.-przywitała się siadając przy blacie.-ten przeuroczy kolega przedstawił się jako właściciel ziemi pod cukiernie. Kim jest twoim zdaniem?-spytała nie ukrywając pozbawienia.
-skoro tak się przedstawił to pewnie tak jest. Ale jest tez moim wspólnikiem.-dodał patrząc na chłopaka.-czemu zalozyles koszule na ranę? Zdejmuj ale już.-funkął na niego.
Jun
-no tego nikt nie lubi.-zasmial się-niestety będzie musiał obejść się bez worka treningowego.

[jakie "no co?". Wspominales ale źle się czules i nogą skrecona...to myślałam że będziesz dłużej przez to...]

Takano | Jun pisze...

Takano
Popatrzyli po sobie i wybuchneli smiechem.
-ona!? Dama!?-nie przestawal się smiac
-jeśli Jesteś ranny to nie przejmuj się wygladem. Ten tu i bez ran paraduje pół nago.-wskazała na brata który wciąż się smial.
Jun
-ja nie mam zamiaru obrywac w krocze. Obędzie się bez praktyk.-mruknal poprawiajac włosy.

Takano | Jun pisze...

[dobrze ^^]
-ale zdejmij tą koszule!-krzyknal za nim. Ukucna przed piekarnikiem żeby uciec przed wzrokiem siostry.
-no to jak z nim jest tak na prawdę?-spytala głosem nie lubiacym sprzeciwu.
-nic ci nie powiem. -mruknal.
-mów. No powiedz mi. -zaczęła go meczyc.
-ale nie wiem. Sytuacja nie jest jasna.-wywrocil oczyma.
-zgwalciles go?
-nie!
-ale podoba ci się.
-tak. -przyznał. -koniec wywiadu. -mruknal wyjmujac gotowe danie i niosac je do jadalni. Gdzie stało już wino, kieliszki, sos i talerze.

Takano | Jun pisze...

-Rika przestan się tak na niego gapic. -skarcil siostre nelewajac wino do kieliszkow.
-no co? Oceniam cz...
-szszszsz-uciszyl ja
-ale...
-szszszsz
-no ale...
-zamknij się i jedz. -mruknal siadajac. -smacznego. -usmiechnal się.
-dobry wybór wina. -pochwaila go.
-Tomo smakuje ci?

Takano | Jun pisze...

-dzięki. -usmiechnal się jedzac powoli swoją porcje.
-oceniam czy...
-dokoncz a spisz na wycieraczce. -ostrzegl ją celujac w nią widelcem.
-czy mój kochay głupi braciszek w końcu znalazł sobie kogos na stale. -zakonczyla popijajac słowa winem.
-jebana swatka. - mruknal pod nosem z pełna buzia.

Takano | Jun pisze...

Kobieta zamyslila się po chwili kiwajac głową.
-można -zdecydowała. -bynajmniej z jego strony to wiem. Chciałam ocenić Ciebie.
-Rika jeśli zaraz się nie zamkniesz to własnoręcznie Cię ucisze.
-oj przestan... Pewnie nic mu nie mówisz.
-bo na razie nie ma co. Tak jak powiedzial znamy się 2 dni. Więc odloz butelkę i jedz bo trzeba jeszcze zająć się cukiernia. -usmiechnal się przepraszajaco do chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-kuchnia trochę większa. Lada na całej długości. Na górze niech będzie jedna ściana z malowidlem ściennym. Reszta okna. Na nich też można namalowac coś małego. A tak to ok.-wyraził swoją opinię nanoszac poprawki.- Tomo chcesz coś dodać?

Takano | Jun pisze...

-półki da się załatwić.
-i więcej miejsca za lada. -dodał mężczyzna stukajac placem w kartkę.
-to wy nie mieszkacie razem? -uniosla brwi.
-Znamy się dwa dni...
-no i? Zanim budynek zostanie postawiony zdazycie zamieszkac razem. -fuknela odkladajac ołówek dajac tym samym znak ze nic nie dorysuje.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna akurat leżał na kanapie już całkowicie zrezygnowyany. Nie miał jego numeru ani adresu i nie mógł nie zrobić. Kiedy usłyszał dzwonek do drzwi i szczekanie Jolie momentalnie się poderwał i pobiegł otworzyć drzwi. Gdy zobaczył w jakim stanie jest chłopak uśmiech zniknął mu z twarzy i zmartwiony zaprowadził go na kanapę. Przyniósł mu kubek letniej wody i usiadł obok niego.
-Tomo co się stało?-spytał zmartwiony a sunia jakby wyczuwając że chłopak źle się czuje nie domagała się pieszczot i tylko patrzyła się na niego swoimi dużymi oczyma.

Takano | Jun pisze...

Uśmiechnął się lekko.-minęło tylko 5 dni.-zauważył cicho.-ale ja też tesknilem.-dodał przytulajac go delikatnie.-rozumiem zawioze go...-poglaskal go po głowie i po tak gorącym policzku że aż odsunął dłoń.-jesteś cały rozpalony...Tomo musiales się zarazić.-zmartwil się jeszcze bardziej.-rozumiem że masz napady lekowe ale musisz jechać...jesteś chory. Dasz radę wstać?

Takano | Jun pisze...

-możesz i pojedziesz. Rozumiem że masz lęki ale...wyglądasz fatalnie. Masz gorączkę i ledwo stoisz na nogach.-mówiąc to podszedł do niego lekko go podtrzymujac.-Jolie pusc już go.-poprosił psinke następnie biorąc chłopaka na ręce.-pojedziemy po twojego dziadka a potem prosto do szpitala. -oznajmił sadzajac go na przednim siedzeniu samemu siadając za kierownicą.-jak będziesz miał wymiotowac to krzycz.-uprzedził ruszając.

Takano | Jun pisze...

Wysiadł i jakoś doniósł mężczyznę do samochodu sadzajac go na tylną kanapę. Zanim ruszył złapał chłopaka na drzaca dłoń.-spokojnie. Będzie dobrze.-zapewnił ruszając i jak tylko wyjechali z wioski złapał godzą rękę. Jechał w miarę konkretnym tempem więc w mieście byli po 15 minutach. Zaparkowal blisko wejścia zaczepiając jakiegoś lekarza i informując o sytuacji więc już po chwili dziadek wiezdzal na noszach do szpitala.

Takano | Jun pisze...

Usiadł glaszczac chłopaka po włosach.-no będzie dobrze...zaraz cię przyjmą i dadzą leki. Ani się obejrzysz jak wyzdrowiejesz.-zapewnił.-i będę cię odwiedzał.-dodał.-no zobacz jeszcze tylko dwie osoby przed tobą.-powiedział po dłuższej chwili.

Takano | Jun pisze...

-Tomo...zbadają cię, przepisza leki i wrócimy do domu -zapewnił mocno go tulac.-piekarni nie ma, zapomniales?-ucałował go w czoło uznając że chłopak bredzi w gorączce. Po chwili nadeszła ich kolei więc weszli do gabinetu. Posadził go na kozetce i stanął przy drzwiach.

Takano | Jun pisze...

Wziął receptę i zaniósł chłopaka do samochodu. Zostawił go idąc do apteki i po chwili wracając z torebka leków. Szybko dojechał do swojego domu gdzie ułożył chłopaka w łóżku i okrył kocem.
-poczekaj chwilę. Zrobię ci coś lekkiego i weźmiesz leki. Zaraz powinno być lepiej. Jak powiedział tak zrobił i po 15 minutach postawił na szafce nocnej kaszke leki i szklankę z wodą.

Takano | Jun pisze...

Pomógł mu usiąść i poprawił poduszki.-porozmawiamy o tym jak wyzdrowiejesz.-odparł uznając to za najlepsze rozwiązanie. Chłopak będzie wtedy trzeźwo myślał a on sam zdąży sobie wszystko przemyśleć.-wypoczniesz i wtedy na spokojnie wszystko ustalimy. Dobrze?-spytał odgarniajac mu spocone włosy z czoła.-smacznego.-dodał z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

Westchnął ciężko ukrywając smutek -dobrze zadzwonie do niej i powiem żeby zrobiła ci dobudowke. Jeśli aż tak bardzo chcesz...-mruknął siadając na łóżko.-może jeśli będziemy mieli dużo roboty na przykład na święta to też będę korzystał...-uśmiechnął się lekko.-jesteś strasznie uparty...-mruknął kręcąc głową.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem.-zasmial się przytulajac chłopaka.-mimo to moja chęć zamieszkania razem się nie zmienia-dodał dając mu caluska w policzek. Podniósł się podając mu leki i wodę.-a teraz ładnie lykaj tabletki i do spania. Sen najlepiej działa na chorobę.-polecił mu chcąc wyjść i umyć naczynia.

Takano | Jun pisze...

-wrócę.-przytaknal. Po tym jak umył naczynia poszedł wziąć prysznic i wrócił do sypialni w swojej imitacji pizamy. Zdjął psine z łóżka która niezadowolona przeniosła się na swoje legowisko a on sam położył się obok chłopaka. Delikatnie poglaskal go po policzku patrząc na jego spiaca twarz.

Takano | Jun pisze...

"uroczy", pomyślał obejmując go lekko i zasypiajac. Kilka razy budził się w nocy żeby zbić jego gorączkę chłodnym okładem. Więc rano ani myślał budzić się i wstawać. Miał zamiar spać tak długo dopóki chłopak się nie obudzi. Jolie wyszla otwartymi drzwiami na korytarz a następnie na ogród uznając najwidoczniej że nie będzie im przeszkadzała.

Takano | Jun pisze...

Uśmiechnął się lekko po calusku chłopaka jednak się nie obudził zbyt zmęczony zajmowaniem się nim przez całą noc.
-mmmmmm...-zamruczal pod wpływem chłopaka na początku jakby lekko drżąc. Po dłuższej chwili otworzył zaspane oczy jeszcze przez pewnien czas patrząc na niego trochę tępym wzrokiem.

Takano | Jun pisze...

Spial się nieco nie wiedząc jak się zachować. Nie ulegało wątpliwości że chciałby to kontynuować ale miał też na uwadze zdrowie chłopaka.
-Tomo...-zatrzymał go unosząc mu głowę za podbrudek a drugą rękę kładąc na jego pośladki żeby chłopak nie myślał o poruszaniu biodrami. -nie zrozum mnie źle.-zaczął spokojnie.-chciałbym. Ale jesteś chory i rana wciąż się nie zagoila...

Takano | Jun pisze...

-pójdziesz do garderoby i wybierzesz coś sobie lekarz kazał ci siedzieć minimum tydzień w domu więc może przyniósłbym trochę twoich ubrań? -zaproponował obejmując go lekko.-jął wyzdrowiejesz to pójdziemy na całość i zrobimy co będziesz chciał. Ale najpierw wyzdrowiej i niech rana ci się zagoi. Więc ten tydzień spedzisz bez bandaza. Bo i tak nie możesz wychodzić z domu.

Takano | Jun pisze...

-dobrze. Przebiezesz się i ulozymy cię w salonie. Znajdziemy coś do roboty żebyś się nie nudzil.-zapewnił.-to tak za 2-3 dni zdejmiemy opatrunek.-zaproponował.-żeby już się ładnie zagoil.-uśmiechal się dając mu caluska w policzek.-to co wstajemy? Przebierzesz się w coś mojego, zjemy śniadanie i pójdę po twoje ciuchy. Z tego co wiem twój dziadek trochę dłużej polezy.

Takano | Jun pisze...

-dobrze wsztsko przyniosę nawet te pieski. Jak Jolie będzie coś miała przeciwko to damy je do jednego z pokoi. Byle mi tylko nic tu nie obszczaly.-ostrzegł od razu nie mając zamiaru sprzątać.-no ale najpierw sniadanko na co masz ochotę?-spytał znosząc go na dół i kładąc na kanapę. Opatulil go kocem i podał piloty od telewizora i wciąż czekając na odpowiedź w sprawie siadania.

Takano | Jun pisze...

-więc najlepiej będzie udostępnić im jakiś nieuzywany pokój i zrobić im noc na wzór kuwety. Karton szmata i piasek. Tylko powinno wystarczyć. No i jakieś legowisko. Będziemy je karmić.-uśmiechnął się.-dobrze to śniadanie zaraz będzie a ty sobie coś poogladaj.-mówiąc to oddalił się do kuchni żeby przygotować zamówiony posiłek. Nie zajęło konto długo więc i po pół godzinie szedł z taca na której stały dwie gorące herbaty, talerze z jajecznica i talerzyk z grzankami.-smacznego.-powiedział z uśmiechem stawiając tacke na stoliku.

Takano | Jun pisze...

-to zależy jakie Jolie bedzie miała podejście. Ale lepiej i bezpieczniej trzymać je w jednym pokoju. Jest duży wiec nie zabraknie im miejsce -odparł samemy zaczynając jeść.-umiem, umiem i umiem.-odpowiedział po kolei cicho się śmiejąc. - a co? Masz na coś ochotę?-dopytal przyglądając mu się uważnie.

Takano | Jun pisze...

-dobrze więc będę codziennie robił co innego i będziemy zapisywać co będzie w menu.-uśmiechnął się kończąc jedzenie i na razie jeszcze nie wstajac podał chłopakowi leki i kubek z wodą które wziął już wcześniej.-więc jak już będziesz się lepiej czuł to zrobisz. Jeśli są tak dobra jak mówisz to muszę je spróbować.

Takano | Jun pisze...

-dobrze, nie będę cię stresowal.-zapewnił unosząc ręce. Słysząc następną wypowiedź chłopaka zamrugal kilkakrotnie.-podniecam cię, ta?-przyjrzał mu sie uważnie, kuszaco oblizujac dolną warge.-nie wiek czy zdajesz sobie sprawę ale ty mnie też...dzisiaj rano była moja próba wytrzymałości.-oznajmił łapiąc chłopaka na podbrudek i muskajac jego usta kciukiem.-jaki Jun? Znalazles co?-spytał od razu.

Takano | Jun pisze...

-mhm chyba nie znam. Ale dobrze wiedzieć kogo mam pytać o zgodę czy mogę się z tobą spotykać.-zasmial się dopijajac herbatę do końca.-chyba nie rozumiem.-pokrecil głową.-przecież podniecic kogoś nie jest trudno...gorzej z miłością. Ne rozumiem tego fenomenu że cię podniecam.-mruknął uważnie się mu przyglądając i oczekując wyjaśnienia.

Takano | Jun pisze...

-nie pojadę dopóki mi nie opowiesz buraczku ty mój.-zasmial się komentując jego rumience.-no weź. Serio mnie to teraz ciekawi. Szybko mi opowiesz i pojadę po wszytskie rzeczy.-obiecał wstając na chwilę zanosząc brudne naczynia do kuchni. Kiedy wrócił usiadł obok chłopaka uważnie się mu przyglądając.

Takano | Jun pisze...

-ale...ale jak to? To ciebie serio nikt nie podniecil? Czyli...jestem pierwszy? Ale jak to? Tak normalnie nigdy nikt cię nie podniecal i nie byłeś usatysfakcjonowany z seksu? Tak nigdy? Jak to możliwe?-mruknął nie bardzo rozumiejąc. Zaskoczony mrugal raz po raz patrząc na chłopaka schowanego pod kocem. -jak to w ogóle możliwe?

Takano | Jun pisze...

-och...-objął go mocno.-no już...przepraszam. Po prostu mnie to zaskoczyło. Nie musisz mi się spowiadac. Już nic nie pytam.-obiecał odsuwając się od niego.-juz nie płacz. Odpoczywaj sobie spokojnie a ja pojadę po twoje rzeczy.-mówiąc to wstał i na do widzenia dał mu calusa w czoło. Jechał samochodem więc dość szybko był na miejscu. Nie miał większego problemu ze znalezieniem rzeczy o które prosił chłopak i po tym jak pieski owinięte w koc posadził na przednim siedzeniu wrócił do domu. Najpierw wszedł z pieskami a jak tylko przekroczył próg usłyszał głośne warcznie.
-to pieski Tomo nie wolno.-sunia szczeknela.-oj dobra będą w osobnym pokoju i nie na twoim terenie.-usiadła przestajac na ta propozycje. Więc mężczyzna przyszykowal im w jednym z pokoi legowisko i kuwete wszystko im pokazując. Następnym zszedł na dół i zaniósł resztę rzeczy do salonu.
-proszę wsztskoi jest.-oznajmił z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna usiadł na fotelu patrząc na chłopaka i glaszczac Jolie.
-glupia psina...dobrze że go nie obudziłaś.-westchnął.-przecież wiesz że tylko ty jesteś moim kochanym pieskiem. Ale nimi musimy się zająć.-wyjaśnił trochę się z nią bawiąc. Kiedy psinka w końcu dała mu spokój wyjął przypalony zeszyt chłopaka i zaczął czytać teksty.

Takano | Jun pisze...

Pokrecil głową i wstał.-to pewnie ktoś kogo zna i nie lubi...pilnuj jej...-mruknął idąc otworzyć drzwi.
-Bonjour Taka!-wykrzyknął przybysz.
-Franz co ty tu robisz?!-spytał Takano po francusku.
-przyjechałem po ciebie! Marnujesz się w tej dziurze. Wróć ze mną do francji!
-nigdzie z tobą nie wracam! Mówiłem że nie chce mieć z tobą nic wspólnego i masz zniknąć z mojego życia. Czego nie zrozumiales?
-Taka to był błąd...
-ty jesteś jednym wielkim błędem. Wypierdalaj zanim zrobię ci krzywdę.-ale mężczyzna go nie słucham złapał go za nadgarstek i pociągnął w stronę salonu skąd dochodziło szczekanie suni.
-chodzi o nią!?-spytał kiedy Takano zatrzymywal wściekła Jolie i wyprowadzał na taras.
-po części o nią!-odparł.-ale tak się składa że...
-kto to?-przerwał mu wskazując na chłopaka.
-mój partner.-odparł krótko.

Takano | Jun pisze...

-Tomo uspokój się to moja sprawa.-mruknął do niego po japońsku zaraz znów przechodząc na francuski.-to się dzieje jak ktos nie rozumie słowa wypierdalaj.
-co to za wariat?-spytał ocierajac krew z nosa.
-nie wariat tylko mój partner i nie masz prawda negować mojego gustu. Do pięt mu nie dorastasz. Wynos się zanim wypuszcze Jolie. Powiedziałem żebyś więcej nie pokazywał mi się na oczy.-Francuz popatrzył na leżącego chłopaka i na swojego byłego.
-więc najpierw daj mi ostatni pocałunek.-Takano ani chwili się nie zawahał tylko mocno przywalil mu w twarz wybijając mu ząb.
-POWIEDZIAŁEM ŻEBYŚ SIĘ WYNOSIŁ!-warknal popychajac mężczyznę do drzwi wyjsciowych. Wrócił od razu wpuszczając psinke i ciężko siadajac na fotelu.

Takano | Jun pisze...

-JAK MOGŁEŚ SKRZYWDZIĆ JOLIE TY POJEBANY SUKINSYNIE!-warknal rzucając się na niego i szybko rozbrajajac i mocno kopiąc w krocze.-nie jestem twój. Już od dawna nie jestem twój!
-Ale Taka....
-żadnego ale! Zrozum że poza seksem nie łączyło nas nic!
-może z twojej strony ja...
- nie obchodzi mnie to. Ja ciebie nie. Kocham jego.-wskazał ręką na chłopaka kleczacego przy psinie. Podszedł do niego i kleknal.-postaraj się.-szepnął po japońsku składając na jego ustach długi i namietny francuski pocałunek.
-NIGDY CI TEGO NIE WYBACZE!-krzyknął francuz ani myśląc o opuszczeniu budynku.

Takano | Jun pisze...

-rana chyba nie jest zbyt głęboka. Zamij się nią. A ja policze się z nim.-wstał i udając że stracił równowagę uderzył mężczyzne z lokcia w krocze.-powiedziałem żebyś wypierdalal! Już nic nas nie łączy! Nie masz na co liczyć!-wypalił go na dwór.-jeśli nie chcesz żebyś zadzwonił po gliny jedź do francji i nigdy to nie wracaj.-całość wypowiedział chłodnym tonem głosu.
-Taka możemy to naprawić....
-nic nie naprawimy! Po prostu nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy.-poczekał aż mężczyzna odjedzie i wrócił do salonu.-co z nią? A ja z tobą?-spytał od razu jeszcze trochę się trzęsąc.

Takano | Jun pisze...

Pokiwal głową o od razu wszystko przyniósł chłopakowi. Jakoś udało mu się zmusić psinke do wypicia trunku. Nie zostało mu nic innego jak zaufać chłopakowi. I tak nie byłby w stanie trzeźwo myśleć. Usiadł na podłodze tyłem do pracującego chłopaka.-wybacz. On zawsze był...niezrównoważony psychicznie i emocjonalnie.-mruknął.-nie byliśmy ze sobą długo.-pokrecil głową.-jeśli jakieś pytania to śmiało.-dodał nie wiedząc co opowiedzieć więc zdecydował że łatwiej będzie my odpowiadać na pytania.

Takano | Jun pisze...

-to nie ten. Z tym 2 tygodnie.-wyjaśnił.-tamten nie był psychopata.-mruknął poprawiając włosy. Odwrócił sie dopiero kiedy chłopak skończył.-akurat takie widziano mam więc zaraz jej złoże. Ciągle sobie coś robiła...-wstał idąc po owa rzecz i ubierajac w nią psinke.-zaraz cię zaniose. Jestem trochę w szoku, nie spodziewałem się go spotkać. Nie tutaj.-wziął parę głębokich wdechow i zaniósł chłopaka do sypialni wracając po sunie którą położył do legowiska samamu kładąc się do łóżka.

Takano | Jun pisze...

-Nie wiem. Moge się tylko domyślać że to może być dlatego że każdy mój wcześniejszy związek był dla seksu. Bo każdy z moich partnerów chciał mieć mnie na wyłączność. Powód czemu nie nie lubi wie tylko Jolie.-zasmial się obejmując go mocno.-na pewno wciąż będzie cię lubić. Uratowales ją. Jak się obudzi to podziekuje. To mądra psinka nie martw się.-poglaskal go po włosach.-zawsze musi być te pierwszy raz.-zauważył.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna od razu otworzył oczy. A widząc jak chłopak spanikowany macha rękoma w stronę łazienki pobiegł przynosząc mu miskę. Położył mu ją na kolanach i zaczął delikatnie głaskać go po placach. Był wyraźnie zmartwiony. Wszystko się na niego nakładała. Choroba Tomo, odwiedziny Franza, ranna Jolie a teraz to.
-zrobić ci gorącą herbatę?-spytał w miarę spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-jestem, jestem...i nigdzie się nie wybieram.-zapewnił glaszczac go po plecach.-co się stało kochanie?-spytał po dłuższej chwili ciszy.-już ci lepiej? Powinieneś się czegoś napić żeby uzupełnić płyny.-szepnął.

Takano | Jun pisze...

-nie będzie mi przeszkadzać. Nie martw się.-zapewnił mocno go przytulajac.-jasne że będę sie czuł trochę bezużyteczny...ale będzie ok. Nie będzie mi to przeszkadzać. Gdybyś się dzisiaj sam nie obronił to ja nie dałbym rady.-przyznał się przed samym sobą.-to co puscisz mnie żebym mógł zrobić tą gorącą czekoladę?

Takano | Jun pisze...

-dobrze. Więc jeśli nie będziesz mógł sam to ja cię obronie. Teraz już o tym nie myśl.-ucałował go w czoło i wyszedł zrobić gorącą czekoladę. Szybko wrócił stawiając kubki na szafce nocnej i zapalając lampke nocną. -już jestem.-oznajmił siadając na łóżku.-jutro upieke coś dobrego na poprawę humoru. Co bys chciał?-spytał popijając swoją czekoladę.

Takano | Jun pisze...

Długo milczał patrząc się w kubek. Zjadł jedną pianke i popatrzył na chłopaka.-tylko seks. Może z początku go lubiłem. Nie kochałem, tylko lubiłem. Ale z czasem był coraz bardziej popieprzony. Zabierał mój czas wolny, chciał mieć tylko dla siebie. Chora miłość. Więc się z nim rozstalem.-wyjaśnił.-z resztą widziałeś.-mruknął z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

Pokrecil głową.-on mi zabierał czas inaczej. Nigdzie nie mogłem wychodzić. Na piwo ze znajomymi, do kina czy gdziekolwiek. Nie mogłem bo on albo mnie śledził albo siłą zatrzymywał w domu. A mówiąc siłą mam na myśli dosłownie. Nie bił mnie co prawda ale przywiązanie mnie do krzesła z tekstem że tylko on może ze mną być było normą. No i krzywdził Jolie.-wyjaśnił spokojnie.-ty nawet nie myśl na razie o powrocie do domu. Jesteś chory.

Takano | Jun pisze...

-mówię na początku go lubiłem...a potem tylko dazylem do tego żeby z nim zerwać. Nie sądziłem że to zajdzie aż tak daleko. Reszta moich partnerów i partnerek była raczej normalna. Ale to i tak mało ważne bo ich nie kochałem. To nie była miłość.-wyjaśnił odkładając kubek i mocno go przytulajac.-to ciebie kocham. Mówiłeś że jestem pierwszą osobą która cię podnieca. Ty jesteś pierwsza którą pokochałem

Takano | Jun pisze...

-No, to sie po prostu czuje. A ja czuję że cię kocham. Miłość to dość proste uczucie. Kiedy jestem przy tobie jestem szczęśliwy, a jak cię nie ma to jestem smutny, tęsknię i martwię się. Nie czułem nigdy czegoś takiego. Więc dedukuję że jest to miłość.-wyjaśnił trochę pokrętnie,

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna akurat był w łazience robiąc poranną toaletę. Z bólem zauważył że soczewki straciły ważność i musi założyć okulary. Wyjął je z szafki oraz wyczyścił dopiero je zakładając. Zdecydował że jeszcze w tym tygodniu zrobi sobie wycieczkę do Tokio aby odwiedzić okulistę. Związał włosy w samurajski kucyk i wyszedł z łazienki wprost do swojej sypialni.
-Dzień dobry.-przywitał się z uśmiechem.-co chcesz na śniadanie?-spytał zerkając na psinkę która jeszcze spała.

Takano | Jun pisze...

-serio?-poprawił okulary które trochę mu się zsunely-Ale i tak muszę pojechać po nowe szkła kontaktowe.-zasmial się.-więc niedługo zrobię sobie wycieczkę do Tokio.-wyjaśnił siadając na łóżku.-cóż myślę że nie będziesz musiał leżeć w łóżku...ale w domu powinieneś zostać do końca tygodnia. I żebyś chodził w cieplej bluzie.-zaproponował takie rozwiązanie.-ale musisz coś zjeść. Nie możesz wziąć leków na pusty żołądek. Zrobię ci coś lekkiego a na obiad będzie suflet czekoladowy z jabłkami. A na śniadanie może płatki z mlekiem chociaż?

Takano | Jun pisze...

-ale coś musisz zjeść. Przecież płatki to nie wiele...a kisiel? Albo budyn?-zaproponował coś równie lekkiego.-nie odwiedzam godziny. Jadę tylko do okulisty. Siostrę poinformuje mailem. Okonomiyaki pewnie też ci nie przywiozę. Jadę pociągiem. Okuliste mam niedaleko stacji. A po wizycie od razu wracam.-wyjaśnił. Nie bardzo miał ochotę na wizytę w Tokio ale soczewki go do tego zmusiły.

Takano | Jun pisze...

-to do niej zadzwonie.-westchnął.-posłucha mnie. Nie martw się.-dodał z odruchu glaszczac go po włosach.-no...ostatecznie mógłbym pochodzić trochę dłużej w okularach...wtedy pojechalibysmy razem i przy okazji pochodzili trochę po Tokio. Spędzili tam noc i wrócili rano. Mam tam swój apartament...do rodzinnego domu wolałbym na razie nie zachodzić...nie zrozum mnie źle ale oni mogą zacząć dziwne reagować, więc na razie wolałbym im ciebie nie przedstawiać.

Takano | Jun pisze...

-ale na prawdę nie na potrzeby żebym ich odwiedzal. Nawet jakoś nie mam ochoty. Z ojcem widziałem się dość niedawno. Nie czuję potrzeby odwiedzania ich-wyjaśnił uśmiechając się lekko gdy chłopak musnal jego usta.-co się stało?-spytał odsuwając się przestraszony. Starał się być spokojny ale krzyk chłopaka nieźle go zmartwil.

Takano | Jun pisze...

Roześmiał się wesoło.-spokojnie nie zarazisz mnie. Moja odporność się jak mój obronny z fosą. Prawie w ogóle nie choruje. Więc będę cię rozpieszczal ile będzie trzeba.-zapewnił poprawiając mu poduszkę.-skoro boli to lez grzecznie a ja zaraz przyniosę ci kisiel i leki.-to mówiąc wstał i poszedł do kuchni.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna słysząc krzyk zostawił wszystko co robił i pobiegł na górę przekazując po 3 schodki. Z hukiem otworzył drzwi i wyraźnie zły podszedł do swojej psinki.
-Jolie! Tomo cię uratował. Przepros go i podziekuj.-funkął na nią siadając na łóżku i patrząc na nią wyczekująco.-ja wiem że bolało ale gdyby nie on bolałoby jeszcze bardziej.-wyciągnął dłoń w stronę chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-zawarczala na mnie...nigdy nie warczala...-mruknął zasmucony.-oj nic nie spale.-zszedł na dół i dokończył robienie kisielu i zaniósł go chłopakowi.-była na ciebie zła niesłusznie...-mruknął wchodząc.-a teraz jest też na mnie.-westchnął ciężko.-zjedz szybko i weź leki. Później coś wymyśle. Jak ją udobruchac.

Takano | Jun pisze...

-bo powinna ci podziękować a nie jak głupia warczec. Udobrucham ją.I wznów będzie cię lubiła.-zapewnił z uśmiechem chcąc przekonać samego siebie.-no dobrze...później skonczysz.-zgodził się podając mu tabletki i wodę.-ale weź leki. I lez dzisiaj w łóżku.

Takano | Jun pisze...

-no jasne że możesz. I na obiad zejdziesz bo nie zdążę sufletu wnieść tak żeby nie oklapl.-odpowiedział odgarniajac mu włosy z twarzy.-jasne już idę.-wyszedł z pokoju po chwili podając chłopakowi rzeczy o które prosił. Od razu wyszedł żeby nakarmić szczeniaki i razu u nich sprzątając na końcu poszedł na swojej suni na taras.
-Jolie.-szczeknela na niego.-no ale nie bądź zła. Ugryzlas Tomo dlatego krzyczałem. A on ci uratował życie. Bardzo go lubiłaś, pamiętasz?-wysunął w jej stronę pewną rękę którą ona powachala w końcu lizac dając znak że wybaczyla.-A Tomo.-odwróciła się i szczeknela.-jasne jeszcze nie...ale teraz do niego pójdę.-wstał i zostawił sunie samą. Wszedł do sypialni siadając ba fotelu i kończąc niedawno zaczęły obraz śpiącego Tomohisy.

Takano | Jun pisze...

-o czym będzie piosenka?-spytał unosząc wzrok znad rysunku. Już prawie skończył zostało tylko wykończenie i dodanie więcej swiatlo cienia.-zagrasz mi jak już ją ułożysz?-zadał kolejne pytanie odkładając skończona pracę na stolik. Wyciągnął się lekko ziewajac po czym skupił wzrok na chłopaku.

Takano | Jun pisze...

-krytykować? A daj spokój na pewno będzie świetna.-zdecydował.-już nie mogę się...-przerwała mu Jolie ogłaszając swoje przybycie szczeknieciem. Najpierw merdajac ogonem przywitała się z Takano następnie wskoczyla na łóżka kładąc się obok chłopaka.
-chyba ci wybaczyla.-zauważył z uśmiechem będąc wyraźnie dumny ze swojej psinki.

Takano | Jun pisze...

Psinka polizala go po twarzy a mężczyzna uśmiechnął się szeroko.
-no i widzisz mówiłem że ci wybaczy.-zauważył patrząc z rozczuleniem na psinke która po chwili przeniosła się na swoje legowisko.-Tomo daj spokój. Słyszałem kilka twoich tekstów w Tokio.-"czytałem zeszyt"-ładnie piszesz. I miło się tego słucha. Więc nie marudz.-wycelowal w niego palcem wskazującym.

Takano | Jun pisze...

Objął go lekko.-jasne. A co chciałbyś obejrzeć?-spytał glaszczac go po włosach.-dostaniesz gorąca czekoladę, ciasteczka a na obiad suflet.-zapewnił wymieniając ci mu zrobi.-a jakiego misia byś chciał?-spytał lekko unosząc brwi.

Takano | Jun pisze...

-więc będę twoim misiem kochanie.-ucałował go w policzek.-constantine? Chyba nawet nam na płycie. To sobie usiadziemy i obejrzymy film. Dopóki nie wyzdrowiejesz będę spełniał twoje zachcianki. A jak już wyzdrowiejesz to...to wtedy sie będzie negocjacjowac.-zasmial się.-nieść cię czy sam pójdziesz?

Takano | Jun pisze...

-oj...-wstał biorąc go na ręce.-zawsze będę twoim misiem. Ale teraz tak szczególnie i specjalnie. Bo będę spełniał twoje zachcianki.-wyjaśnił wychodząc z pokoju.-leciutki jesteś -oznajmił kiedy schodzili po schodach. Położył go na kanapie i podał piloty. Włożył płytę do odtwarzacza.-to co teraz robić czekoladę?

Takano | Jun pisze...

-w takim razie moje kochanie musi przytyc. Nie chce chodzić z kosciotrupem.-zasmial się ucałował go w policzek na razie nie chcąc inaczej żeby się nie zarazić.-tak wedle życzenia sobie też zrobię.-udał się do kuchni. Szybko zrobił dwie gorące czekolady z piankami. Wrócił do salonu podał mu jeden kubek i usiadł obok niego.-no przytul się.-uśmiechnął się włączając film.

Takano | Jun pisze...

[trochę przyspiesze ok?]
W ten sposób minal im cały tydzień aż chłopak w końcu wyzdrowial i mogli jechać do Tokio.
-Tomo pospiesz się bo nam pociag ucieknie. -poganial go stojac już w drzwiach. Spakowalb ich do jednego plecaka bo do miasta mieli jechać motorem.

Takano | Jun pisze...

Westchnął ciężko.-i myślisz że mi tak będzie wygodnie jechać? No ale dobrze weź...pograsz mi do snu.-uśmiechnal się zakładając plecak tak że miał go z przodu.-trzymaj się mocno.-poprosił ruszając od razu dość szybko. Nerwowo patrzył na zegarek obawiając się że mogą się spoznic na pociąg. Na szczęście dojechali 10 minut przed odjazdem.

Takano | Jun pisze...

-dalismy radę jednym.-funkął kiedy dojechali. Rozgladal się po pociągu szukając wolnego miejsca.-tutaj jest wolny przedział.-oznajmił ciągnąc go za sobą i zamykając plastikowe drzwiczki.-następnym razem rezerwuje nam wagon...-mruknął układając bagaże nad siedzeniami.-usiadł i uśmiechnął się do chłopaka.-przed nami około 4 godziny jazdy. Jakiś plan co możemy porobic?-spytał zerkając za okno. Pociąg powoli ruszał.

Takano | Jun pisze...

[kurcze...ja serio nie miałam niczego takiego na myśli...sam to tak zinterpretowałeś!]
-oj zaraz tam straszną burżuazją...patrz o ile wygodniej byłoby w wagonie sypialnianym.-zamarudzil między pocałunkami które oddawał równie namiętnie. Złapał go za pośladki przysuwajac bliżej siebie. Zjechał pocalunkami na szyję robiąc mu malinke niedaleko ucha.-łatwo zakryjesz ją włosami.-zapewnił z łobuzerskim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

[ja okropna? Ja serio nic nie sugerowałam. To ty usilnie dążysz to takich wątków XD]
-też mi adrenalina...lubisz się kochać w takich nie typowych miejscach jakim jest przedział publiczny w pociągu? Każdy może zacząć szarpać za drzwi, usłyszeć...-szepnął mu do ucha nieznacznie oblizujac usta. Przejechał dłońmi po jego udach następnie po torsie od razu zdejmujac jego koszulkę. Widać było że pomimo że marudzi jest szczęśliwy.

Takano | Jun pisze...

Mimowolnie drzal pod dotykiem chłopaka.-nie aż tak ale jednak zboczony. Czyżby uroczy aniolek z rozkami?-zasmial się cicho.-sądziłem że wygodniej będzie już w Tokio...ale cóż. Twoje zajęcie na czas jazdy do łyk adrenaliny.-mówiąc to zwinnymi palcami rozpial jego spodnie wsuwajac dłonie pod bokserki chłopaka. Masowal je powoli jednak dość mocno w międzyczasie calujac go po torsie co jakiś czas muskajac jego sutki językiem.-ty decydujesz co robimy.

Takano | Jun pisze...

-no właśnie. Ciekawe kto mnie tak naklamal.-westchnął teatralnie.-no nie...i to tak korzystasz z tej władzy?-spytał zaskoczony unoszą brwi. Spial się nieco i przymknal oczy chlonac dotyk chłopaka. Nie pamiętał kiedy ostatnio to nim się ktoś zajmował. Jego ciało delikatnie drzalo z podniecenia a na jego terarzy malował się

Takano | Jun pisze...

Położył dłonie na jego biodrach.-gluptas. Mogłem ci pomoc. Przygotować najpierw...-wywrócił oczyma później skupiając się na pocałunku. Oddawał go z niezwykłą pasją i zaangażowaniem. Co jakiś czas przerywał by nabrać powietrza i znów rozpoczynał szalony taniec ich języków. Dłonie przeniósł na przyrodzie chłopaka masujac je raz mocniej raz delikatniej chcąc aby i jemu było przyjemniej.

Takano | Jun pisze...

Kiedy chłopak doszedł mężczyzna czując nagły ścisk spuścił się w nim obficie z cichym westchnieniem. Oparł głowę o oparcie z wyjątkowym spełnieniem wymalowanym na twarzy. Oblizal warge niedawno gryziona przez chłopaka. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadła pod wpływem głębokich oddechow.-kocham cię.-szepnął.

Takano | Jun pisze...

Kiedy chłopak się ubieral mężczyzna zrobił to samo dodatkowo odwiazujac sznurowki z drzwi i odsłaniając żaluzje. Po pytaniu chłopaka zamyslil się na dłuższą chwilę.-nie. Jeszcze mi nie przeszkadza.-odpowiedział w końcu.-wiem że to wcześnie jeszcze...ale w końcu zacznie mi to przeszkadzać.-dopowiedzial.-na razie...cóż musi mi wystarczyć że cię podniecam.

Takano | Jun pisze...

-predzej czy później zacznie. Ale wtedy to chyba powinieneś sam do tego dojść. Każdy chciałby usłyszeć od osoby którą kocha odpowiedź na swoje uczucia. Ja nie jestem wyjątkiem.-objął go delikatnie.-dobrze. Przecież nie bronie ci się tulic. Moim zdaniem to kochane jak się tak tulisz.

Takano | Jun pisze...

-no tak. Mam umówioną wizytę akurat jak przyjedziemy. Ale weź no ja też jestem głodny i też bym sobie zjadł okonomiyaki bo dawno nie jadłem...jak możesz mnie tak zostawiać i samemu sobie iść jeść...-zrobił teatralną urażoną minę i zaczął głaskać chłopaka po włosach.-a nie możesz na mnie chwilę poczekać? Zanieśmy wtedy wszystko do apartamentu i pochodzimy po Tokio. No i nie wolałbyś się najpierw umyć?

Takano | Jun pisze...

Westchnął ciężko i zaczął uważnie mu się przyglądać.-Serio? Nie chcesz wziąć chociaż prysznica? Nie chodzi o ciuchy, one są czyste.-pokręcił głową po czym uśmiechnął się lekko.-Co ty łaskę mi robisz? Ledwo godzinę temu jedliśmy śniadanie a wizyta u okulisty nie zajmie dużo czasu. Jak nie chcesz zjeść ze mną obiadu wystarczy powiedzieć.-mruknął unosząc brwi. Przez całą wypowiedź cicho się śmiał widać było że żartuje.-Alexem?-przechylił głową znów uważniej na niego patrząc i oczekując jakiś szczegółów.

Takano | Jun pisze...

-Zapamiętam i następnym razem zrobię coś bardziej sytego.-zapewnił wywracając oczami.-jeśli jesteś teraz aż tak głodny to wyjmij z mojego plecaka kanapkę i nie marudź.-zaśmiał się uznając że jednak dobrze zrobił biorąc mały prowiant.-tak, zazdrosny.-odparł szczerze.-teraz maksymalnie jak tylko się da.-dodał śmiertelnie poważnie.-ale cieszę się że zabierasz mnie ze sobą.-pogłaskał go po policzku mówiąc już o wiele łagodniej.

Takano | Jun pisze...

[mój mózg wybuchł...mama pokazała mi jak niejaki Criss Angel magicznie kroi ludzi na pół i zamienia polowki ich ciał...]

-no nic wiem czy nie ma o co...w końcu nadal się z nim przyjaznisz a kiedyś łączyło was coś więcej...a może on wciąż coś czuje?-wysnul teorię cały czas uważnie mu się przyglądając zza okularów.-ale będziesz miał miejsce na okonomiyaki. Ale jak nie chcesz to nie. Tylko mi nie marudz.-ostrzegł go celujac w niego palcem.

Takano | Jun pisze...

Pokiwal głową.-no wiem że go poznam. Ale i tak...nic na to nie poradzę że jestem zazdrosny.-wzruszył ramionami.-moja maruda.-zmierzwil mi włosy uśmiechając się szeroko.-jednak poczules się brudny?-zasmial się.-a gdzie masz zamiar się umyć? Nie wiesz gdzie mam apartament. Jasne mógłbym cię zaprowadzić od razu zanosząc rzeczy i stamtąd iść do okulisty.

Takano | Jun pisze...

-w łaźni publicznej? No dobra skoro chcesz...-mruknął.-nie twierdze że jesteś brudny...tylko...-zastanowił się jak to ubrać w słowa.-tylko po seksie ludzie z reguły się myja. Ciało, zęby...nie to żeby mi to przeszkadzało czy coś...ale jakiś czas temu trzymales w ustach mojego penisa i serio nie będzie ci to przeszkadzało jak będziesz jadł?-spytał unosząc brwi.-a może to tylko moi poprzedni partnerzy to pedantyczni francuzi?-zakończył że śmiechem.-jaki on jest? Ten Alex?-spytał cicho po dłuższej chwili.

Takano | Jun pisze...

-oj to nie tak że mi to przeszkadza...przyzwyczaiłem się do innego zachowania. To wszystko.-uśmiechnął się lekko, delikatnie calujac go w usta.-phi...też jestem wysoki...i też mam kaloryfer...-mruknął niezadowolony.-czarne włosy i brązowe oczy...jak faktycznie każdy japończyk.-wzruszył ramionami.-swir?-uniósł brwi uśmiechając się lekko.

Takano | Jun pisze...

-umyjesz się dla mnie? To słodkie.-uśmiechnął się przytulajac go mocniej do siebie.-oj no nie spóźnię się! To kwestia zbadania wzroku i wydania szkieł kontaktowych. Raczej wzrok mi się nie pogorszył więc okulary zostają. I na rok mam okuliste z głowy.-wywrócił oczyma.-co nie podlega dyskusji?-spytał wypadajac z tematu.

Takano | Jun pisze...

-oj no...na którą godzinę się z nim umowiles? W Tokio będziemy około 14. Wizyta zajmie najwyżej pół godziny. Jeść też nie będziemy dłużej.-westchnął odsuwając do trochę od siebie żeby popatrzeć mu w oczy.-spotkanie z nim jest aż tak ważne?-pokiwal głową.-rozumiem. Po spotkaniu z nim nie masz żadnych planów?

Takano | Jun pisze...

-Wynudzic? Powiedz gdzie ty chcesz mnie zabrać co?-spytał z lekkim uśmiechem.-nawet jeśli miałbym się tam nudzić i tak chce iść. To nie tak że ci nie ufam...po prostu nadal nie czuję się pewnie.-wyjaśnił.-nie chce na piwo ani też nie mam tu ulubionych miejsc. No może jedno. Ale się nie śmiej.-poprosił nachylajac się do jego ucha zupełnie jakby zdradzał swoją największą tajemnicę.-diabelski młyn skąd widać całe miasto. Jak kiedyś pojedziemy do Paryża to tam pokaże ci moje ulubione miejsca.

Takano | Jun pisze...

-zobaczysz, zobaczysz. Czyli mi nie powiesz, tak?-westchnął ciężko.-no cóż, nic na to nie poradzę. Pozostaje mi grzeczne czekać.-wzruszył ramionami.-Serio?-ucieszył się składając na jego ustach długi , namietny francuski pocałunek.-cieszę się. -wyjaśnił kiedy się od niego odsunął.
-przepraszam czy tu jest wolne?-spytała stojąca w drzwiach kobieta trzymając za rękę na oko 6 letnią córkę.
-mamusiu a czemu ten pan siedzi tamtemu na kolanach?-zapytała dziewczynka, a Takano wciąż tepo patrzył się w drzwi.

Takano | Jun pisze...

Rozluzil się trochę kiedy chłopak wyjaśnił dziewczyce skąd pozycja w jakiej ich zastali. Mała pokiwała wesoło głową i przytulila się do swojej mamy, która wciąż mocno się im przyglądała.
-mamusiu ale to nieładnie tak się komuś przyglądać. Sama mi to mowilas.-kobieta ucieszyła ją ruchem ręki i wciąż podejrzliwie na nich patrzyła. "ech...no skoro nie podoba jej się siedzenie z nami to nie musi..." pomyślał rozdrazniony.

Takano | Jun pisze...

-tak, przyjde.-przytaknal łapiąc taksówkę i szybko dojeżdżając do okulisty. Tak jak podejrzewał wizyta nie zajęła długo i wyszedł z kontaktami na oczach i okularami w plecaku. Dostał też nowy płyn do soczewek i pudeleczko. Również taksówką dostał się pod łaźnię. Usiadł na ławce naprzeciw drzwi wejściowych co chwilę patrząc na zegarek.

Takano | Jun pisze...

Zaskoczony dał się ciągnąć aż do baru. Kiedy weszli wciąż rozgladal się dookoła przestając tylko na moment żeby przywitać się z kobietą. Usiadł na wskazanym miejscu w końcu zawieszając wzrok na chłopaku.-prawie w ogóle nie bywałem w takich miejscach...stolowalen się w...innych miejscach.-mruknął jakby tłumacząc swoje zachowanie.-a mogę przynajmniej wiedzieć czym dokładnie jest ta specjalność szefa?-spytał ciszej.-wciąż masz mokre włosy a jeszcze niedawno byłeś chory.-oskarżył dotykając kilku kosmitów.

Takano | Jun pisze...

-no tak...co tydzień z rodziną szliśmy do innej restauracji. Taka sobotnia tradycja.-wyjaśnił.-i strasznie się wtedy martwię. Mogę cię rospieszczac nawet jak chory nie jesteś. Ani mi nie waz tak szybko znów chorować.-ostrzegł go patrząc na przyniesione jedzenie trochę krytycznym wzrokiem. Wziął kawałek do ust.-to jest pyszne!-oznajmił z pełną buzia i szerokim uśmiechem zaraz zabierając się za jedzenie.-mmmm jak ja dawno nie jadłem takich prawdziwych okonomiyaki...-westchnął z pełną buzia.

Takano | Jun pisze...

-jasne jasne.-pokiwal ochoczo głową polykajac wszystko co miał w buzi.-będziemy chodzic i tu i tu. Może dzięki temu poznam nowe smaki. Jak ten.-uśmiechnął się jedząc dalej.-z takim smakiem mogłaby to rozbudować. I wyremontować. Wtedy pewnie więcej klientów by tu przychodziło.-powiedział wciąż zachwycając się smakiem.-ne Tomo...do apartamentu raczej nie uśmiecha ci się jechać taksówką nie?

Takano | Jun pisze...

Pokiwal powoli głową.-rozumiem. Żyłem w trochę innej rzeczywistości więc i tak się trochę dziwię. Ale rozumiem.-skończył w spokoju jeść.-miejsce nie zmiania faktu że smak jest doskonały. We włoszech najlepsza pizza która wielokrotnie wygrywała konkursy sprzedawana jest w małej drewnianej pizzerii w małej miejscowości.-przypomniał sobie swój wyjazd do włoch.-więc się przejdziemy. To nie jest znów tak daleko.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-zabiore cię kiedyś gdzie tylko będziesz chciał.-zapewnił siadając wygodniej i zakładając nogę na nogę. Słuchał uważnie jak chłopak śpiewa wsluchujac się w jego głos.-piosenka miłosna ta? Ciekawe dla kogo napisana...-mruknął skupiając na nim wzrok. Kiedy skończył zabił brawo z lekkim uśmiechem na ustach.

Takano | Jun pisze...

-oj marudzisz, dobrze było!-zmierzwil mu włosy następnie łapiąc za rękę i prowadzac do swojego apartamentu.-ta piosenka którą spiewales. Dla kogo ją napisałeś?-spytał spokojnie akurat kiedy przechodzili przez pasy.-tak z ciekawości pytam.-dodał szybko, żeby chłopak nie myślał że znów jest zazdrosny.

Takano | Jun pisze...

-mhm rozumiem.-uśmiechnął się i zdjął buty.-no spore. Ojciec chciał mnie nauczyć samodzielności więc dał mi to mieszkanie...-wyjaśnił. Poszedł do garderoby żeby wziąć ręczniki przy okazji ciągnąc za sobą chłopaka.-wybierz w co mam się ubrać, nie wiem co będzie odpowiednie więc daje ci wolną rękę.-oznajmił idąc do łazienki. Umył się dość szybko i obowiązany w pasie ręcznikiem wrócił do garderoby.-i co wybtales.-spytał drugim ręcznikiem wycierajac włosy.

Takano | Jun pisze...

Podał mu rękę i spokojnie przysłuchiwał się ich wymianie zdań postanawiając się nie wtrącać. Nie omieszkał jednak oddać pocałunku i z uśmiechem delikatnie pchnąć go w stronę studia. Założył słuchawki żeby słyszeć co chłopak śpiewa. Przysłuchiwał się mu z szerokim uśmiechem. Pewnie gdyby był dziewczyną plakalaby że szczęścia a tak tylko się uśmiechał i planował jak tu go wycaluje, wytula i bóg wie co jeszcze zrobi jak tylko stąd wyjdą i będą sami. Przypomniał sobie pytanie chłopaka z pociągu czy nie przeszkadza mu że ten nie mówi mu że go kocha. "po tej piosence niby czemu miałby mi przeszkadzać" pomyślał.

Takano | Jun pisze...

Wbrew prognozom chłopaka mężczyzna wcale się nie nudzil, tylko zadowolony przysłuchiwał się jak śpiewa. Kiedy wyszedł objął go mocno.-byłeś świetny.-pochwalił glaszczac go po włosach.-a o mojej piosence porozmawiamy później skarbie.-dodał szepczac mu do ucha. Nie zdążył powiedzieć więcej bo chwilę później wrócił Alex.

Takano | Jun pisze...

-byłeś byłeś.-mruknął wyrażając swoje zdanie. Wstał i złapał chłopaka za rękę.-chodź posluchamy jego rady.-zasmial się wychodząc na zatloczona ulice Tokio.-a więc chcesz uważać na głos więc nie powinieneś dużo mówić...-westchnął idąc w stronę diabelskiego mlynu. Kolejka nie była zbyt duża więc już chwilę później siedzieli w gondoli.-śliczna piosenka, dziękuje. Ja ciebie też kocham.-uśmiechnął się po czym złożył na jego ustach francuski pocałunek. Całował długo i namiętnie aż zabrakło mu tchu.-jaki ma tytuł?-dopytal po dłuższej chwili.

Takano | Jun pisze...

-nie ma? Chętnie bym pomógł ale nie jestem w tym dobry.-zasmial się.-moja kreatywność ogranicza się do rysowania.-dodał mocno go przytulajac.-serio żaden tytuł nie wpada ci do głowy? No chyba wiesz co myślałeś pisząc tekst.-zaproponował.-wiem, ale mogłeś mi ją zaśpiewać jeszcze w Yukan. W ten sposób pierwszy uslyszalbym ją tylko ja. A tak przy okazji usłyszał też Alex.

Takano | Jun pisze...

-jak to nie było? To kiedy ty ją napisałeś?-zasmial się wyraźnie zaskoczony.-w pociągu nie miałeś kiedy.-zauważył.-je t'aime.-szepnął po francusku.-to znaczy "kocham cię"-przetłumaczył od razu.-skoro napisałeś tekst to tytuł to bułka z masłem.-zasmiał się wesoło.

Takano | Jun pisze...

-nie guzdralem się. Ale dziękuje za piosenkę, jest śliczna. Właśnie dlatego że szczera.-uśmiechnął się delikatnie muskajac jego usta.-chcesz coś jeszcze dzisiaj zrobić? Proponuje wrócić jutro wieczorem pójdziemy wtedy na obiad do restauracji którą ja lubie.-zap wygladajac przez okno.-ładnie, prawda?

Takano | Jun pisze...

-tak tylko kumpel. Nie muszę się martwić ani być zazdrosny.-uśmiechnął się sadzajac go sobie na kolana.-no więc co chciałbyś jeszcze zrobić dzisiaj? Ja nie wiem co ale nie chce iść spać...-ucałował go w policzek.-możesz nazwać mnie teraz jak chcesz ale może obejrzymy film siedząc w jacuzzi i popijając szampana? Zasmakujesz trochę mojego życia.

Takano | Jun pisze...

-coś dobrego? Może makaroniki truskawkowe? Wiesz mam takie słodkie wino w domu będzie idealnie pasowało.-uśmiechnął się calujac go namiętnie.-nie przeraził.-poglaskal go po policzku.-jest inny niż mój ale jedzenie było dobre.-uśmiechnął się.-z braku czas makaroniki kupimy w mojej ulubionej cukierni.

Takano | Jun pisze...

-jasne zrobimy sobie spacerek.-przytaknal z uśmiechem. Kiedy byli już na dole wyszedł z gondoli. Złapał chłopaka za rękę i ruszył w stronę cukierni która znajdowała się niedaleko.
-Takano?!-wykrzyknął zaskoczony mężczyzna za ladą.
-Hej Ray-uścisnął mu dłoń.-masz makaroniki truskawkowe?
-mam, ile? Zapakować?
-średni woreczek jak zwykle.-uśmiechnął się odbierając pakunek i płacąc.
-no ale kim jest ten slodziak?
-Tomo, mój chłopak.-odparł z uśmiechem.
-nowy?-uniósł brwi.
-ej no! To nie tak jak z innymi!-mruknął.

Takano | Jun pisze...

-To no tak! Sam poznales Franza...większość taka była...-wytłumaczył się.
-no miał pecha do partnerów...-przyznał powoli mężczyzna za ladą.-obys ty był tym szczęśliwym i nie swirnietym.
-nie jest swirniety. Bo nie jesteś?-popatrzył na chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-nie przepadam za sado-maso-mruknął po czym pożegnał się z przyjacielem i wyszedł z cukierni.-teraz prosto do apartamentu.-uśmiechnął się idąc dość szybko.-ach no i mam pytania. Jaka ma być temperatura wody? Siła bombelkow? Chcesz siedzieć w kapielowkach czy bez.-rzucił pytania zatrzymując się na pasach i czekając na zmianę światła.

Takano | Jun pisze...

-no dobra bez.-zasmial się.-no ale chcesz ciepłą wodę czy zimną? Polecam ciepłą. A bombelki sam ustawie-zasmial się wesoło. Wszedł do windy a później do swojego apartamentu. Jak tylko zamknął drzwi pocałował go namiętnie puszczając dopiero po dłuższej chwili.-idź wybierz film.-poprosił samemu oddalając się do kuchni.

Takano | Jun pisze...

-Hmmm?-odwrócił się do niego na chwilę przerywając pracę.-nie będę. Jak zasniesz to cię ubiore i zaniose do łóżka.-odpowiedział z lekkim uśmiechem. Podał mu talerz na który wyłożył makaroniki i pralinki. Sam wziął wino i dwa kieliszki. Poprowadził go do pomieszczenia w której była tylko wanna a na przeciwko niej ogromny telwizor plazmowy.-nie przeraża cię mój świat?-spytał zerkając na niego kątem oka.
Jun
-co za dzieciak...-westchnął przerywając pracę. Wziął chłopaka na ręce i zaniósł do salonu kładąc go na kanapie.-a mówiłem że ma nie przychodzić skoro jest zmęczony. W ogóle nie odpoczywa.-naszykowal mu wody i wrócił do pracy. Na szczęście to już była końcówka.

Takano | Jun pisze...

-no więc jakby ci to wyjaśnić...-mruknął zaczynając się rozbierać.-z mojej strony relacja opierała się na seksie. A oni poza tym spotykali się ze mną dla kasy. Drogie restauracje, prezenty, noce w luksusowych hotelach. Chcieli tego świata.-wyjaśnił.-więc cieszę się że ty nie spotykasz się ze mną dla pieniędzy.-dodał wchodząc do wanny. Ustawił babelki i nalal wina do kieliszków jeden podając chłopakowi.
Jun
-ty już nie pracujesz. Z reszta już kończę.-machnął rękę wskazując na krzesło.-siadaj i nie marudz. Powinieneś odpocząć, pozadnie się wyspać. Mówiłem że się przemaczasz ale po co się mnie słuchać?

Takano | Jun pisze...

Objął go lekko.-ale wejście do mojego wcale nie oznacza że opuścisz swój. Przecież już ustaliliśmy że ty będziesz pokazywał mi swój świat a ja tobie swój.-stuknal swoim kieliszkiem o ten trzymany przez chłopaka i upił łyk.-ty sobie nawet nie dajesz sprawy ile dla mnie znaczy to że nie spotykasz się ze mną dla pieniędzy.

Jun

-już śpisz? A może kłamiesz?-mruknął unoszą brwi.-ty w ogóle nie odpoczywasz. Jesteś cały czas w ruchu. Ja sobie tutaj poradzę. Fajnie że chcesz pomoc. Jeśli będę miał jakiś wypadek wtedy cię poproszę o pomoc ale tak to z tego co wiem masz co robić.

Takano | Jun pisze...

-dla ciebie to oczywiste. Ale ze mną serio każdy spotykał się dla kasy. No Franz nie dla kasy a dla mnie. Ale on w ogóle ma problemy ze sobą.-wywrócił oczyma biorąc łyk wina i odkładając kieliszek. Wziął dwie czekoladki, jedną podając chłopakowi.-ocen i powiedz czy chcesz w naszej cukierni. Bo to mój przepis.-wyjaśnił z uśmiechem który od jakiegoś czasu nie schodził mu z twarzy.

Jun

-przecież nikt ci nie broni tu przychodzić od tak pogadać. Nie musisz pracować to mój obowiązek.-mruknął odkładając igły i nici.-przepracowujesz się. A tak w ogóle...zdecydowałeś już co będziesz robił?

Takano | Jun pisze...

-dobrze. Jak będziemy już w Yukan to zrobię.-zapewnił śmiejąc się cicho.-weź łyk wina.-polecił mu już szykując makaroniki. Podał mu jeden samemu też próbując.-wyszły mu. Kiedyś ciągle mi się żalił że spalił. Robiąc je trzeba bardzo uważać.

Jun

-oj.-machnął ręką.-nie łap mnie za słówka.-mruknął niezadowolony w międzyczasie ubierajac w zwłoki.-no rozumiem...na razie lubisz tak latać...nie widzę w tym nic złego.-uśmiechnął się do niego lekko.-Takano? A mowiles że będziesz z nim współpracował. No to możemy się spotkać dzisiaj po mojej pracy.-zaproponował uznając że nie ma dzisiaj planów.

Takano | Jun pisze...

-można o innych smakach. Jest jakiś konkretny jaki byś chciał?-spytał od razu.-wiesz mogłeś od razu powiedzieć że w ogóle nie będziesz pił.-westchnął dopijajac do końca zawartość swojego kieliszka.

Jun

-a widzisz czyli nie tylko ja cię upominam! On też się pewnie martwi! Masz pozadnie odpocząć!-westchnął krzyżując ręce na piersi.-a jutro? Jeszcze jutro mam wolne. Później czas rezerwuje dla Ryu.-ostrzegł celujac w niego palcem.

Takano | Jun pisze...

-nie jestem zły...ale mogłeś od razu powiedzieć to wtedy w ogóle bym nie szykował alkoholu.-odparł spokojnie.-ale na jakieś specjalne okazje to chyba ze mną wypijesz chociaż lampke wina? Albo szampana? Nie chce cię do niczego zmuszać.-zaznaczył od razu. Dał mu szybkiego caluska.-dobrze więc jak wrócimy to zrobimy kilka smaków.-zaproponował takie rozwiązanie.

Jun

-odpoczynek a urlop to dwie różne rzeczy. Ty w czasie urlopu pracujesz.-wytknął mu wyraźnie niezadowolony.-początek przyszłego miesiąca. Jeszcze czas i póki co czuje się dobrze wiec nie ma co się martwić. Ty mi lepiej opowiedz czemu chcesz mi przedstawić tego Takano.-uśmiechnął się chytrze weszac grubsza sprawę.

Takano | Jun pisze...

-źle się czuję kiedy tak pije jak ty nie chcesz. Na specjalne okazje to ledwo kilka razy w roku.-zapewnił biorąc sobie do buzi pralinke.-naucze się robić. Zrobimy wtedy razem.-zaproponował składając na jego ustach długi pocałunek.-wychodzimy?-spytał kiedy się od niego odsunął.

Jun

-no właśnie odpoczynek polega na nie prwcowaniu...-mruknął kręcąc głowę.-serio? No nareszcie!-zmierzwil mu włosy.-mój braciszek dorósł.-zasmial się ciągnąc go do salonu i siadając na kanapie. Poklepal miejsce obok siebie.-opowiadaj.

Takano | Jun pisze...

-Ale ja się głupio czuję.-zaśmiał się wesoło. Wyszedł z wody. Wytarł się szybko i ubrał bokserki.-A więc spać.-mruknął najpierw zanosząc jedzenie i wino do kuchni następnie idąc do łazienki. Umył zęby i poszedł do sypialni.-o której chcesz taką względną pobudkę?-spytał podłączając telefon do ładowarki.

Jun

-No wszystko opowiadaj! Wszystko, jaki jest, jak się poznaliście, kiedy zacząłeś coś czuć.-dźgnął go palcem w klatkę piersiową.-czy traktuje cię dobrze czy mam grać złego glinę?-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-Więc około 10 wstaniemy i zrobię nam dobre śniadanie.-zaproponował kładąc się do łóżka i wchodząc pod kołdrę.-potem może...no wypadałoby coś wymyślić. A potem obiad w mojej ulubionej restauracji i możemy jechać do domu. Pasuje taki plan dnia?-spytał cicho się śmiejąc. Bo ten "plan" na razie zawierał dwa posiłki i nic innego.

Takano | Jun pisze...

Skinął głową.-Dobra, więc Tokio Tower. Co prawda za dnia to traci urok...ale i tak będzie miło wypić sobie dobrą kawkę. Żeby tylko starczyło miejsca w żołądku na obiad.-zaśmiał się kładąc głowę na poduszkę.-a teraz już śpij. Dobranoc.

Jun

Pokiwał powoli głową.-Pewnie zrozumie. Wiesz ja mam Ryu cały czas przy sobie, czuję się pewniej i jest mi lepiej. Nie wiem co nim kieruje.-wyjaśnił swoje podejście do wspólnego mieszkania.-To dobrze że dobrze cię traktuje. Nie będę musiał grać złego gliny.-zaśmiał się wesoło.-Wiem.-przytaknął z lekkim rozczulonym uśmiechem.-Ale fajne uczucia? Fajnie tak myśleć o sobie co?

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna pół śpiąc chciał przytulić do siebie chłopaka ale jakoś nie mógł wymacać go w łóżku. Niechętnie otworzył oczy i zauważył brak partnera. Trochę spanikowany zerwał się z łóżka najpierw rozglądając się po sypialni dopiero później latając po innych pomieszczeniach. Jako ostatni odwiedził balkon zastając tam chłopaka.
-Tomo...nie strasz mnie tak...-wysapał opierając się o barierkę.-Coś się stało?-spytał łagodnie.

Jun

Pokiwał głową.-przezorny zawsze ubezpieczony. Ale wiesz...musisz też trochę zaufać że wyjdzie. Bo jest będziesz podchodził do tego z aż taką rezerwą to może nie wyjść.-uprzedził go starając się mówić delikatnie.-Dziwnie, no dobra. Ale musisz przyznać, że fajnie.-zaśmiał się.

«Najstarsze ‹Starsze   201 – 400 z 5000   Nowsze› Najnowsze»