Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4801 – 5000 z 5000-no to byłem złym zajacem...-przyznał biorąc go pod rękę.-ale to byl tylko sen. Następnym razem będzie ładniejszy.
-miło słyszeć kochanie. Mam nadzieje że następny sen z moim udziałem będziesz miał milszy.-zaśmiał się i dał mu ukradkiem calusa w policzek.
-miło słyszeć kochanie. Mam nadzieje że następny sen z moim udziałem będziesz miał milszy.-zaśmiał się i dał mu ukradkiem calusa w policzek.
-mi? Nic ciekawego. W sumie ostatnio nic mi się nie sni...to trochę smutne bo chciałbym cię widywac w snach.-objął go mocniej.-ale może dzisiaj coś mi się przysni?-wzruszył ramionami.-nie wiem kiedy pojadę.
-tak długo jak mnie nie wyganiasz kochanie.-zapewnił spokojnie.-a jak pójdę to w spokoju zajmiesz sie piosenką.
-już już...-wziął go na plecy i ruszył dalej.-jak chcesz to przywiozę ci kawałek ciasta jak przyjadę po Yuye.-zaproponował.
-a jakiego ciasta byś chciał? Może czekoladowe?-zaproponował z uśmiechem.-czemu nie? Nagranie z tobą piosenki brzmi fajnie. Wszystkim zostawiam w twoich rękach, użyczę ci tylko głosu.
-postaram się.-obiecał.-ale napisz kiedyś taką dla nas ok?-poprosił glaszczac go po włosach.-fakt mniejsza. Ale wracajmy już do sali. W końcu powinienem iść do pracy żeby ci przywieźć tiramisu.
-oczywiście że będzie pyszne. Nie obrazaj mnie kotku.-powiedział z udawanym fochem. Ruszył powoli do sali chłopaka.-a co z piosenką którą zacząłeś?
-to dobrze skarbie będę czekał.-powiedział z uśmiechem. Kiedy doszli do sali położył go na łóżku.-to ja idę kochanie. Wyjadę po południu.-dał mu calusa w policzek i wyszedł.
-wuuujek!-krzyknął Yuya wbiegajac do sali i wskakujac na łóżko.-jak się czujesz?-spytał wesoło. Tuż za nim wszedł Takano z ciastem.
-jeszcze nie wujku...bo ja się wstydzę. A co jak ona mnie nie lubi?-spytał zmartwiony?
-a jak nie? No i ja się wstydzę jej powiedzieć. Bardzo.-powiedział cicho.-ale powiem ci wujku jak się odwaze.-zapewnił go.-a...wujku? Jak jej to powiedzieć?
-wujek jesteś genialny! zaproszę...ale jak wujek wyjdzie dobrze? Nie obraź się tatusiu...ale chciałbym żeby wujek też był...
-jasne maluchu.-zaśmiał się przysłuchując się tylko ich rozmowie.
-bo wujek jest mądry.-oznajmił wesoło.-wujku? A upieczemy wtedy twoje bułeczki? Prooooszę. Ale ja sam, wujek tylko pomoże, dobrze? Proszę.
-wujek ale się nie obraź, ok? Ja bym chciał sprawdzone przepisy, żadnych wynalazków wujku.-zaśmiał się.-tatuś mi pomaga z konkursem.
-Hmm no dobrze...ale nie zabij wujka tymi dango! Bo wujek Jun też mi pomaga z zadankami. On tak dużo wie!.-rozłożył szeroko rączki żeby pokazać wagę swoich słów.
-Nie! tatusia tym bardziej nie.-odparł obrażony.-wujku? a pojedziemy kiedyś do Ameryki? pojedziemy?-spytał bo akurat rozmawiali o niej w szkole.
-No kiedyś pojedziemy kochanie...zostaniesz wtedy z dziadkiem na miesiąc.-uśmiechnął się do chłopca.
-Do korei? I pozwiedzamy? A czemu jedziemy?-spytał zaraz.
-Chcę jechać!-oburzył się chłopiec.-wujek Kou?
-ma na myśli Koyukiego.-wyjaśnił zaraz Takano.
-i zjemy dobre rzeczy?
wujek? Źle się czujesz?-spytał zmartwiony chłopiec zaraz wstając z łóżka.
-kocham cię wujku...mogę się koło ciebie na troszkę położyć? A później zjesz ciacho tatusia.-uśmiechnął się lekko.
-dobrze. Mały ruch więc spokojnie. Więcej na wynos ale generalnie spokojnie. Miałem dużo wolnego czasu.-wzruszył ramionami.
-na razie w ogóle kotuś. Nic dużego póki co się nie szykuje.-wzruszył ramionami.-tiramisu dla ciebie mam.-wskazał na pojemnik.
-Głupi! To miała być niespodzianka!-krzyknął na niego.-no i wujek zepsuł niespodziankę...nie ma ciasta w takim razie dla wujka.
-To nie dla ciebie ciasto Yuya...a miała być niespodzianka i o, wujek popsuł. I co teraz? co to za spodziewana niespodzianka? Nie fajnie no...
-jak moglibyśmy zapomnieć? Kochamy cię. Jesteś naszym kochanym synkiem.-zmirzwil mu włoski.-zaprosimy. Tylko miała być fajna niespodzianka...to co dasz mi ją zrobić?
-nic a nic?-zaśmiał się cicho.-Yuyuś a ty pamiętasz kiedy tatuś i wujek mają urodzinki?-spytał wesoło.
[ej...a jaki oni miesiąc mają? XD]
-aj to weź pierwszy z brzega...czerwiec XD a urodziny są w kartach :p]
-no no...więc tatuś ma urodziny 4 października więc do tego jeszcze duuuzo czasu a wujek 7 grudnia więc jeszcze dalej. -wyjaśnił.
-aj mały...nie musisz...-zdążył tylko powiedzieć.-no tak...ale wtedy miałby jeszcze większą niespodziankę. A fajne przyjęcie mu planuje.
-co dodalem, do dodałem. Tajemnica.-zaśmiał się cicho i usiadł na łóżku.-ale cieszę się że smakuje. Lubie dla ciebie piec...oczy ci tak ładnie świecą jak ci smakuje.
-cieszy mnie to skarbie. Jutro też ci coś przywieźć?-spytał z uśmiechem.-co lekarze mówią?
-nie powiem misiu.-zaśmiał się cicho.-ale po południu skarbie...chyba że aż tak długo będziesz miał te badania to nie przyjadę.-powiedział spokojnie i przytulil go lekko.-mój kochany...
-no wiem...ale powiesz mi pojutrze jak poszły badania? Mam nadzieje że już wszystko będzie dobrze...-poglaskal go po włosach.-może następnym razem ciasto o twoim smaku?
-no to fajnie. Przyjadę pojutrze i ci przywiozę ciacho...mam nadzieję że piosenka będzie już gotowa do pokazania bo jestem jej ciekaw.
-nie popedzam...-mruknął cicho.-ja ciebie też kocham misiu...jesteś mój skarbie...mój kochany.-ucałował go lekko.
-zrobię kochanie...i na prawdę nie muszą mi za to płacić. Zrobię duuuzy torcik.-uśmiechnął się.-tylko nie wiem jaki zrobić...w sensie jakie kształty i taki tam...może mi pomozesz? Znasz te dzieci lepiej niż ja.-poglaskal go po policzku.-jak ci słabo to lez spokojnie.
-wiec sa smaki. A to chlopcy czy dziewczynki? To wiele ułatwi kochanie.-zaśmiał się cicho. Patrzył na niego z lekkim uśmiechem i glaskal po włosach.-pewnie się ucieszą...
-to już wiem co zrobię. Taki kolorowy tort wyjdzie. Chiński smok a na nim różne postacie z bajek disneya...co ty na to?-spytał glaszczac go lekko po policzku.
-jak ci dzieci dadzą skarbie.-zaśmiał się.-zrobię też dwa czekoladowe lizaki z postaciami disneya tak dla nich, co ty na to? Dziewczynce jakąś księżniczkę a chłopcu...chudego z toy story?-wzruszył ramionami.
-a co ty dziecko? Ty jak wyzdrowiejesz to będziesz miał z goła inną nagrodę skarbie.-ucałował go w policzek.-lizaki dla dzieci które wychodzą.
-nie dostaniesz. Kochanie...to dla nich...nie bądź uparty. Ty będziesz miał wiele innego...jak już wszystko będzie ok...-zapewnił go z lekkim uśmiechem.
-ale co ci tak zależy na tym lizaku co? Zrobię na urodziny Yuyi duzo lizakow, ok? I sobie jakiego wybierzesz...-obiecal jakoś nie potrafiąc mu odmówić.
-no ok skarbie...najukochansza postać, fajnie...ale co to ma do rzeczy i czemu masz taki placzliwy ton? Chyba jesteś już trochę za duży a te bajki, co?-spytał odkrywając go trochę.
-ok misiu...chyba masz gorączkę.-zaśmiał się przykładając dłoń do jego policzka.-chyba nici z jutrzejszych badań kotku...pójdę po lekarza ok? Dadzą ci coś na zbicie gorączki.
-będzie później.-ucałował go jeszcze i wyszedł po lekarza. Wrócił dość szybko bo znalazł go po drodze. Wyjaśnił mu szybko o co chodzi.
Kiedy chłopak dostał lek usiadł na krzesełku uznając że poczeka aż Yuya skończy rozmawiać z babcia.
-możemy zajechac...ale z jakiej to okazji prezent dla wujka?-spytał z ciekawości mierzwiac mu lekko wloski.
-jeszcze trochę wujek polezy, wiesz? Bo znów miał dzisiaj gorączkę.-wyjaśnił mu spokojnie.-no ładna piosenka...ale obawiam się że wujek znów będzie na mnie zły...-zaśmiał się cicho.-wracamy już do domku bo masz dużo lekcji.
-zobaczymy maluszku...na razie chodź do domku.-złapał go że rękę i wyprowadził ze szpitala.
-mhm...no to mam nadzieje że tym razie chodź nie będzie żadnej alergii kotus....-dał mu buziaka na powitanie -a jak piosenka misiu? Mowiles na przyjęciu dla dzieci że prawie jest skończona.-powiedział patrząc na Yuya tuli się do Tomo.
-dobrze skarbie. zagrasz w domu.-zgodził się i ucałował go lekko.-my też tęsknimy...więc postaraj się tak nie chorować...-zaśmiał się cicho.
-no no....a ty jesteś w stanie być w domu i tak długo nic nie robić?-spytał ze śmiechem.-ale przyjedziemy skarbie. Jakieś specjalne życzenia co do obiadu?-dodał spokojnie.
-kochanie jesteś pewny? Zaraz po wyjściu do kuchni? Jutro jeszcze pogotuje...a później zrobisz curry.-zaproponował takie rozwiązanie trochę się o niego martwiąc. Nie chciał żeby chłopak zbytnio się przemeczal skoro ma odpoczywać.
-to lepiej zostań tutaj bo przynajmniej odpoczywasz normalnie. Kochanie masz leżeć a nie biegać po domu. Bynajmniej nie pierwszego dnia. Po prostu przyjedziesz na obiad.
-oj przecież nie każe ci leżeć całych dni...tylko jutro jeszcze. Oczywiście że chce cię w domu...tylko żebyś się nie przemeczal skarbie. Tylko o to proszę. Jeden dzień polezysz, tylko jeden kotku.-powiedział spokojnie.
-ale uparciuch z ciebie.-pokrecil głową.-dobrze już nie będę się kłócił...
-wujek? Czemu nie chcesz odpoczywać? A nie chcesz ze mną obejrzeć bajkę? Bo mamy taką fajną, nową.
-ale uparciuch z ciebie.-pokrecil głową.-dobrze już nie będę się kłócił...
-wujek? Czemu nie chcesz odpoczywać? A nie chcesz ze mną obejrzeć bajkę? Bo mamy taką fajną, nową.
-yay spacerek! Ale bajkę też, dobrze? Dobrze?-spytał z uśmiechem.
-dobrze kochanie...krótki spacerek nikomu jeszcze nie zaszkodził.-wzruszył ramionami.
-hai hai...zrobię.-zgodził się i wywrócił oczyma.
-wujku? Bo tatuś się zgodził ale chce żebyś ty też ze mną poszedł...pójdziemy na grób mamusi i tatusia?-spytał cicho.
-to jutro dobrze?-spytał i przytulil się do niego mocno.-tatuś chodź też się potulic.-uśmiechnął się do niego a Takano przysunal się bliżej i objął ich obu.
-kocham ci wujku! I tatusia też kocham!-oznajmił wesoło ciesząc się że ich ma.
-my ciebie też kochamy.
-wujku a wiesz że pieski zaczęły chodzic!
-trzeba je bardzo pilnować bo biegają wszędzie. I mają miejsce na siusiu. I tatuś powiedział że niedługo będziemy oddawać...-opowiedział wszystko bardzo ożywiony.-i mam zdjęcie.-pokazał.mu w telefoniku.
-jeden zostaje wujku. Tatuś pozwolił. Wybrałem tego czarnego z białym ogonkiem i nazwałem Nobu. Bardzo się do mnie przywiazal już.-uśmiechnął się zaraz pokazując mu zdjęcie.
-jeden zostaje wujku. Tatuś pozwolił. Wybrałem tego czarnego z białym ogonkiem i nazwałem Nobu. Bardzo się do mnie przywiazal już.-uśmiechnął się zaraz pokazując mu zdjęcie.
[nie wiem czemu ale nie dostałam wiadomości na maila...o.o]
-Pozwolę wujku. Uczę Nobu sztuczek wiesz? Już aportuje, tak jak reszta pieskow bo Jolie już pozwala się bawić.-wyjaśnił wesoło. Cieszył się że może porozmawiać z wujkiem i bardzo chciał go już mieć w domku.-a dzisiaj idziemy do dziadka po karme.
-no i będę go uczył innych sztuczek! Na razie ładnie siada jeszcze wujku. I podaje łapę.-pochwalił się jeszcze.-tatuś pomaga bardzo. I coraz lepiej idzie tatusiowi kuchnia japońska. Zrobił omurice!
-możesz wujku....a jaką nagrodę? Jak tatuś wyjdzie to mi powiesz?-spytał wesoło.-nie wujku ty jesteś najlepszy w kuchni japońskiej! Ale tatusiowi już lepiej idzie, musisz spróbować.
-za jeszcze jednego calusa zrobię omuricu.-oznajmił Takano.
-a ognicho zrobimy?-spytał zaraz Yuya.
-oj...coś by było tylko nie omuricu.-wyjaśnił ze śmiechem i radośnie przyjął calusa.-tata chciał ognisko jak przyjedzie...wiesz z małym się pobawić, upiec kiełbaski i ziemniaki.-wyjaśnił spokojnie.-ale to jak tata przyjedzie. Chce zabrać Yuye do kina.
-Ojciec za dwa tygodnie a Ren dopiero po rozprawie.-wyjaśnił Takano i wstał.-idę na chwilę do toalety.-wyjaśnił wychodząc.
-Na pewno mogę wujku? Nie chcesz sam z tatusiem?-spytał cicho chłopiec.
-Dobrze wujku. Powiedzieć ci coś w sekrecie? Ale nie mów tatusiowi, ok? Nie mów.-powiedział odsuwając się od niego.-tatuś duuuużo mówi przez sen. Dużo o wujku.-powiedział zerkając na drzwi czy Takano nie wraca.
-dużo mówi. Tatuś chyba bardzo tęskni wiesz wujku? Mówi że bardzo cię kocha...mamrocze jakieś dziwne nazwy chyba po franusku...a raz płakał i krzyczał czemu mu uciekasz.-powiedział cicho.
-Zrób tak bo tatuś chyba bardzo tęskni. I wiesz co wujku? Ja bym chciał na któryś weekend do babci, będę mógł? jeszcze zanim dziadziuś przyjedzie?-spytał chłopiec.
-Zrób tak bo tatuś chyba bardzo tęskni. I wiesz co wujku? Ja bym chciał na któryś weekend do babci, będę mógł? jeszcze zanim dziadziuś przyjedzie?-spytał chłopiec.
-Też fajnie. Ale do babci też bym chciał. Bo dawno nie byłem...-powiedział cicho tuląc się do niego mocno.
-źle się czujesz wujku?-spytał chłopiec tuląc się do niego.
-Yuyuś? Wracamy juz do domku, bo jutro masz przecie szkołe.-powiedział Takano wchodząc.
-jasne potul się.-uśmiechnął się obejmując go lekko.-mój kochany. Zmęczony jesteś co? Spij sobie, jutro już będziesz w domku. Będzie lepiej.
-oczywiście kochanie. Będę cały twój. Wieczorem dostaniesz czekoladke gorącą, programy w jakąś grę z Yuya. Będzie fajnie.-dał mu calusa i uśmiechnął się lekko do niego.
-jasne misiu omuricu będzie tak jak obiecałem.-skinal głową i rozmasowal bok.-jeśli chcesz to zostanę. Dla ciebie zawsze wszystko kochanie. Spij.-powiedział obejmując go i calujac go w policzek.
-ja ciebie też.-odparł spokojnie. Kiedy chłopak zasnął zgarnął Yuya i wrócił z nim do domu. Cieszył się że już jutro będzie miał Tomo w domu.
-zrobimy.-zaśmiał się od razu i oddał pocałunek.-Yuya czeka w samochodzie więc chodźmy już skarbie.-powiedział biorąc jego torbę i chwytając go za rękę.-jeszcze jakieś życzenia?
-omuricu już był wcześniej zamówiony. Masaż zrozumiałem.-usiadł za kierownicą i ruszył z parkingu.
-wujek zobaczysz jak fajnie pieski urosły. Tatuś kupił specjalne smycze dla nich.
-dobrze kochanie, masz kawałek lodówki do dyspozycji własnej. Nie mogę się już doczekać tej piosenki.-uśmiechnął się do niego i otworzył okno od strony chłopaka.
-jak sobie życzysz skarbie...następną randkę w Tokio szykujesz ty.-uśmiechnął się do niego wesoło kiedy wjechali już do Yukan.-no jesteśmy w domku.-dodał parkujac pod domem.
-tak...wiesz czasem musi sam zostać albo coś. Uznałem że tak będzie ok.-wyjaśnił zdejmując buty.-a ja serio czekam na tę randkę.-dodał calujac go w policzek i idąc z torbą na górę.
-wujek chodź zobaczyć pieski.-przybiegł Yuya mówiąc szeptem bo szczeniaki spaly.
Jolie polizala go po policzku i wrócił na swoje legowisko przy szczeniakach.
-a tu jest Nobu.-wskazał na pieska z białym ogonkiem któremu udało się spać z największą ilością miejsca.
-dobrze wujku...ale nie lepiej gdyby tatuś narysował? Bo tatuś ślicznie rysuje.-powiedział cicho trzymając kartkę w rączkach.-wujek...i ja nie znam kilku znaków...przeczytasz?
-Hmmm...-zamyslil się chłopiec próbując wymyślić z czym mu się kojarzy piosenka.-chybanie plaża, słoneczko, plywanie...tak razem z wujkiem i tatusiem...chyba. Dobrze?
-słodkie....-skomentował z uśmiechem skupiając się na wykonywanych czynnościach.-ale nie mów mu bo się zestresuje. A jaki będzie tytuł płyty?-spytał zerkając na niego.
-kochane...na pewno jakieś wybierzesz a my z Yuya chętnie pomożemy. To muszą być szczęśliwe piosenki.-uśmiechnął się do niego zaraz znów się skupiając żeby niczego nie popsuć.-co było dla ciebie inspiracją?
-to na pewno będzie wspaniała płyta...akustyczna, wspaniała.-uśmiechnal się do niego i ucałował lekko w policzek zaraz biorąc się za nakładanie dania na talerze.-niejadek ile chce?
-i taka bedzie skarbie. Nie bój się o to. Będzie wspaniała a ja z Yuya przyjdę na twój pierwszy i ostatni koncert w czasie trasy.-uśmiechnął się i podał mu talerz z najmniejszą porcją pozostałe dwa niosąc do salony. Położył je na stoliku i zawołał chłopca na obiadek.
-może kiedyś uda mi się dogonić mistrza?-zaproponował ciesząc się że chłopakowi smakuje.-następnym razem będzie lepiej. Zobaczycie.-uśmiechnął się jedząc powoli swoją porcję.-Yuyus jak ci idzie rysunek?
-Yuya...e ty też bardzo ładnie rysujesz. Wyjdzie ci na pewno ładny rysunek. Tylko się nie śpiesz. Trochę wiary w siebie słońce.-poprosił go.-a teraz wacaj do jedzenie żebyś miał jeszcze czas skończyć rysunek.
-no dobrze mój ty niejadku. Za godzinę.-zgodził się szybko kończąc jeść i jak chłopiec też skończył poszedł pozbywać naczynia a tuż po tym wrócił na kanapę.-ktoś zamawial masaż prawda?
-ja ciebie też bardzo kocham misiu.-szepnął.tulac go do siebie.-a konkretnie co mam ci pomasowac?-spytał glaszczac go po włosach.
-przyjąłem kochanie.-posadził go sobie na kolanach tyłem do siebie i zaczął powoli masowac bolesne miejsca. Starał się być delikatny żeby rozluznic mu mięśnie.
-dobrze kotku...zaraz nie będzie bolało.-obiecał.masujac go powoli żeby chłopaka rozliznic.-lepiej troszkę?-spytał po dobrym kwadransie.
-uznaje to za komplement misiu.-zaśmiał się tulac go do siebie lekko.-może spać. Do tej pory spał że mną, potem już przeniesie się do swojego.pokoiku.-opowiedział mu trochę.
-jasne, pójdę po niego.-prowadziła wstają z kanapy i idąc do pokoju chłopca.-Hej Yuya, ale ci ślicznie idzie...a na razie chodź bo obiecalismy ci że pójdziemy do mamusi i tatusia.-uśmiechnął się i wciągnął w jego stronę rękę.
-da radę a jak coś to przecież mogę go wziąć na ręce.-zauważył idąc z nim ubrać buty i wychodząc na zewnątrz gdzie Tomo już czekał.-no to idziemy, maluch prowadzi.
-a jak ci idzie rysunek Yuya? Co rysujesz?-spytał chłopca idąc z jego drugiej strony.
-no to masz dużo do rysowania, co? I ładnie kolorowo będzie.-uśmiechnął się do chłopca. Cieszył się widząc go tak wesołego.
-jasne kochanie. Ale na pewno wyjdzie ślicznie.-zapewnił go wchodząc powoli na teren cmentarza.-jeszcze kupimy kadzidelka i kwiatki, co?
Yuya wyszedł pierwszy wraz ze wszystkimi zakupami a Takano zaraz po nim.
-już niedaleko wujku.-powiedział chłopiec idąc trochę przed nimi.
-zaniose cię jeśli będzie trzeba. Nie martw się skarbie.-powiedział spokojnie obejmując go lekko ramieniem i idąc powoli za chłopcem który w końcu zatrzymał się przed grobem.
-na pewno wujku. Bo ja jestem szczęśliwy...tak mówi tatuś.-uśmiechnął się do niego i zaczął rozmawiać w myślach z rodzicami.
-kochanie zmęczony jesteś? To chyba trochę za długo spacer biorąc pod uwagę to, że dopiero wyszedłeś ze szpitala...-zauważył obejmując go ramieniem. Po chwili Yuya usiadł mu na kolanka.
-nie mam nic przeciwko skarbie. Wezmę na barana i zostaniemy jeszcze trochę.
-wujku? A spróbujesz deserku który nauczył mnie tatuś?-spytał chłopiec patrząc na niego uważnie.
-dobrze, więc jutro wujku. Ale obiecujesz? I będzie ramen?-spytał z nadzieją w głosie.
-właśnie kotek dostanę mój obiecany ramen?-spytał wstając kiedy chłopiec zaskoczył z jego kolan.
-siusiu muszę!-oznajmił mały.
-to jutro curry a pojutrze ramen.
-tak!-zgodził się chłopiec idąc przed nimi. Takano starał się za nim nadążyć żeby otworzyć chłopcu drzwi bo tylko on wziął klucz.
Zadrzal lekko.
-dobrze, mogą być naleśniki.-zgodził się podając chłopcu klucze kiedy byli już niedaleko domu.-chcesz gorącą czekoladę kotku?
-dobrze misiaczku.-uśmiechnął się i pocałował go lekko w policzek. W kuchni szybko zajął się gorącą czekolada w międzyczasie dając Yuyi soczku. Kiedy czekolada była już gotowa wrócił do salonu i podał kubsk Tomo siadając obok niego.
-będę ci ją robił tak często jak tylko chcesz.-obiecał z uśmiechem i ucałował go lekko w policzek.-kocham cię wiesz? I cieszę się że go założyłeś.-dodał obracając w palcach pierścionek na wisiorku.
-możemy się położyć. Chciałem żebyś zobaczył rysunek Yuyi ale to najwyżej jutro.-pocałował go lekko i przytulil do siebie.-kotek...pamiętaj że za takie głupoty się nie obraża.-zaśmiał się cicho.
-tutaj? No ok.-wzruszył tylko ramionami i położył się blisko niego żeby nie spaść. Ucałował go w czoło i przytulil lekko.
-ja ciebie też kocham.-powiedział przesuwając się trochę bliżej niego w obawie przed upadkiem. I tak się dziwił że nierozłożona kanapa ich mieści.-Yuya? Zaprosiles kolegów na urodzinki?
-a która ciocia? Bo nie wiem czy mówisz o Rice czy o Mary...chodzi o Maye? Tą dziewczynkę która była na świętach?-spytał trochę źle się czując że leży do chłopca tyłem.-Yuya? Jesteś pewny co do Akiego? Przecież źle cię traktował jak jeszcze chodziłeś tutaj do szkoły...
-ah...no skoro tak to wszystko gra.-uśmiechnął się i również usiadł unikając upadku.-Tomo, skarbie...ostrzegaj następnym razem że siadasz bo prawie spadlem.-westchnął zaglądając mu przez ramie.-sliczny! Na prawdę super ci wyszedł.
-naprawdę? Ale wujek...ja nie wiem...przecież nie wyszedł taki ładny...-powiedział cicho.
-Yuya wyszedł sliczny. Na prawdę. W sam raz na płytę. Słuchaj wujka i się nie kłóć.-zaśmiał się i zmirzwil mu włosy.
-no jasne że będę. Moi kochani.-przytulil ich mocno.-ale wiesz ci Tomo-chan? Chciałbym żeby nasz duet też był na płycie.-powiedział cicho.
-zepsulem sobie niespodziankę? No świetnie.-zaśmiał się.-napisałeś jakiś nowy kawałek czy stary bierzemy?-spytał zaraz dając mu calusa w policzek.
-takie studio jak mamy w domku?-spytał chłopiec patrząc na nich z uśmiechem. Cieszył się że jest spokój i jego rodzina się nie kłóci.
[już wróciłeś? Jak było?^^]
-stary może być. Jest ładny. Pamiętam jak go spiewalismy na święta.-ucałował go lekko w policzek i zaczął bawić się kosmykami jego włosów.
-takie dużo studio? Jak na filmach?-spytał patrząc na niego zachwycony. W końcu nigdy wcześniej nie był w takim miejscu.
-oj dwa razy tam byłem dopiero...-wydął policzki.-nie oczekuj że nagle będę znał każdy zakatek.-zaśmiał się cicho.
-ale fajnie wujek...i będę mógł posłuchać jak spiewasz z tatusiem? Bo ja to jeszcze nie słyszałem...-powiedział cały czas się uśmiechając.-wujek? Tatuś? Lubie jak się nie klocicie.-oznajmił wesoło.
[oki doki ^^]
Takano wywrócił tylko oczyma i przytulil go mocno.
-kocham cię tak mocno.-szepnął mu do uszka.
-ale fajnie wujek. Ale to po konkursie prawda? A tatuś porozwiazujesz ze mną zadanka jeszcze? Bo ja się stresuje...
-przecież nic nie mówię.-zaśmiał się. Ucałował go lekko i zabrał się za zadanka z Yuya. Wiedział że chłopiec się trochę stresuje.
-Yuya chyba dość na dzisiaj co?
-ale jeszcze jedno tatuś. Bo ja się stresuje i w ogóle.
-zrobiliśmy 10 zadań. Pora na kolację.-zaśmiał się zbierając kartki z zadaniami i stawiając przed nim talerzyk z kolacja.
-na prawdę umiesz. Przecież już sam rozwiazujesz nawet te bardzo trudne zadanka. A teraz już ładnie jedz skarbie.-uśmiechnął się do niego.-będzie dobrze.-dodał i zaczął jeść popijając herbatą.
-ale mogę dzisiaj spać z wami?
-Yuhu! będę mógł się potulić do tatusia i do wujka.-ucieszył się aż podskakując na kanapie.
-cieszę się że ci smakuje, starałem się.-odparł spokojnie kończąc swoją kolację.
-Buuuu a ja chciałem z wami...-mruknął tylko chłopiec bo bardzo się za wujkiem stęsknił ale grzecznie pobiegł do łazienki.
-Pozmywam kotuś. Za chwilkę.-powiedział tuląc go do siebie.
-Tak. Tylko twój kochanie.-powiedział spokojnie. Przytrzymał jego dłoń przy swoim policzku głaszcząc go trochę po niej.-Dzisiaj przylepa, co?-zaśmiał się. W końcu nigdy mi to nie przeszkadzało.
-będę czekał z niecierpliwością. Ja też się stęskniłem. Ale już się chyba przyzwyczaiłem. Staram się też nie być już nadopiekuńczy...w końcu nie chcę żeby coś się w naszym związku przez to zmieniło.-powiedział tuląc go do siebie.
-Wiem. Doceniam to.-powiedział i zanim chłopak poszedł ucałował go lekko. Zebrał naczynia i poszedł je pozmywam bo przecież obiecał.
-no no...a co z moim curry?-spytał kiedy już skończył zmywać i stanął miedzy jego nogami obejmując go w pasie.-Zależy jak będziesz się czuł, ok? Yuya na pewno się ucieszy kiedy po niego przyjedziesz. On też się stęsknił.-powiedział całując go zaraz w policzek.-kiedy i jaki deser?
-taki układ pasuje. Bo ja chcę moja obiecane pyszne curry jak przyjadę z Yuyą.-oznajmił wesoło tuląc go do siebie.-ale teraz chcesz kotuś? Bo jak teraz to mogę ci zrobić coś słodkiego na szybko.
-Zrobię. Przyniosę ci jakąś niespodziankę z pracy. I zjesz sobie deser. Pasuj taki układ?-spytał wesoło.-Przecież wiesz że dla mojego najdroższego wszystko zrobię. Jeśli masz na coś ochotę to po prostu mów.
-dobrze misiu.-puścił go i zabrał się za robienie lekkiego, puszystego musu czekoladowego. Na studiach nazywali ten deser czekoladową chmurką. Dawno go nie robił więc położył przed sobą przepis dla odświeżenia.
-Proszę skarbie.-Takano wszedł do salonu z uśmiechem i podał Tomo deser w pucharku. Czekoladowa chmurka.
-niesamowite prawda? Jest szybki ale pyszny.-uśmiechnął się do niego.-no Yuyus jedna miseczka jest w lodówce...-powiedział wstając. Przyniósł chłopcu deser i usiadł na kanapie.
-jasne kotuś. Mówisz i masz. Jestem przy tobie za kwadrans. Akurat naszego maluszka położę spać.-uśmiechnął się lekko odbierając od niego miskę.-nie lej za ciepłej wody.-polecił mu od razu.-Nauczę cię. Ale później ok?
-no jasne że możesz syneczku ty mój kochany.-zaśmiał się biorąc go na ręce i gaszac po drodze światła. Położył chłopca w lozeczku i okrył koldra.-chcesz jakąś bajkę?
-oj no.-zaśmiał się cicho i opowiedział mu bajkę o piratach i skarbie. Kiedy chłopiec zasnął wziął czyste bokserki i poszedł do łazienki.-jak się czujesz?-spytał zamykając za sobą drzwi.
-za tobą długi dzień i jest już późno. To normalne.-zapewnił go jak i siebie.-wejdę. Przecież nie będę stał z boku.-zaśmiał się cicho. Zdjął ubrania odsłaniając blizny po oparzeniach. Wiedział że już się ich nie pozbędzie.
-wiem. Ostatnio mówisz to dość często. To do ciebie niepodobne.-uśmiechnął się do niego i wszedł do wody.-milutko.-powiedział zaraz calujac go delikatnie.-ja ciebie też kocham. Całego.
-nie przeszkadza mi że to mówisz. To kochane. Przywykłem po prostu że nie słyszę tego zbyt często.-wyjaśnił spokojnie.-nawet cię wyniosę jeśli trzeba. Nie pytaj głupio.
-kochanie...bez ciebie ja sobie nie radzę...może nie tak jak ty. Ale jednak jest mi ciężko. Wolę cię mieć przy sobie. Jestem wtedy spokojniejszy i szczęśliwszy.-poglaskal go po wlosach.-potrzebuje cię...inaczej jestem jak bez połowy siebie.
Dziwiło go trochę zachowanie chłopaka. Dawno już nie był aż takim przylepa. Jednak bez wahania złożył a jego ustach długi namietny pocałunek. Odsunął się dopiero kiedy zabrakło mu oddechu.
-mój kochany.-szepnął kiedy złapał oddech.
-jasne że pomogę ale do tego mamy jeszcze czas prawda? Na razie pojutrze urodziny Yuyi, potem konkurs, rozprawa taty...znajdziemy chwilę i coś fajnego wymyslimy. Tylko ty znasz go lepiej.-ucałował go jeszcze raz.-muszę umyć głowę.-dodał cicho dotykając swoich włosów.
-możesz. Więc się tak nie odsuwaj.-zaśmiał się wesoło zaraz podając mu swój ulubiony szampon.
[oki doki ^^]
-oj i na co tu się patrzyć?-zaśmiał się pozwalając mu się myć i uważając żeby piany nie mieć w oczach.-ty już się umyles?
-oj no maruda...gdzie się niby mam ogolic.-wywrócił oczyma.-buzię mam gładką jak pupka niemowlaka.-dodał ze śmiechem sięgając po szczoteczke do zębów i pastę.
-jutro rano się ogole. Przecież nie mam zamiaru znów się zapuszczac.-zaśmiał się i wstał z wanny zauważając że chłopak chce już wyjść. Wytarl się i ubrał po czym wyjął chłopaka.
-tak jak zawsze kochanie. Dzisiaj się nie wtulisz ale poczekam az zasniesz.-obiecał mu to i wziął na ręce. Ucałował go jeszcze raz. Poszedł z nim do sypialni po drodze gaszac światła. Położył go z jednej strony łóżka samym kładąc się z drugiej.
-dobranoc. Niech ci się przysni coś miłego.-odparł spokojnie. Poczekał aż chłopak zasnie, a kiedy był już pewny że śpi zamknął oczy od razu odplywajac.
Yuya jako ranny ptaszek wstał zaraz po nim i poszedł się cichutko ubrać. Takano pozwolił sobie na trochę dłuższy sen i poczekał aż zadzwonił budzik. Poszedł do łazienki żeby się wyszykowac i ogolic tak jak obiecał Tomo po czym poszedł do kuchni ciagniety zapachami.
-mmmm co pysznego będzie?
-mmm...mój ideał.-zaśmiał się i ucałował go w policzek na dzień dobry. Na więcej nie mógł sobie pozwolić bo do kuchni wszedł wesoło Yuya.
-wujek robi pyszne sniadanko? I do szkoły też dostanę?-spytał sięgając sobie po soczek.
-taaak!-chłopiec zaniósł wszystko grzecznie na stolik i zaczął jeść kiedy już wszyscy siedzieli przy stole.
-jest pyszne Tomo-chan. Zwykłe, ale pyszne.-pochwalił go zajadajac się posiłkami z błyszczącymi oczyma.
-ja zawsze jestem grzeczny.-oznajmił chłopiec. Szybko skończył jeść i tylko czekał aż Takano również skończy.
-czekam na moje curry i obiecuje deser.-powiedział do Tomo wstając.-miłego dnia. Tak słodko spałeś dzisiaj że musiało ci się snic coś miłego.-powiedział kiedy go tulil.
[dobranoc ^^]
-to dobrze. Później opowiesz mi więcej.-powiedział tylko i wyszedł wraz chłopcem. Wrócili na obiad a Takano dodatkowo trzymał małą blaszke z ciastem dla chłopaka o jego smaku.
-Tadaima?-krzyknął wraz z Yuya od progu.
-nic nie szkodzi kotuś. Nie będziesz musiał jutro gotować.-zauważył spokojnie. Poszedł z chłopcem umyć rączki i zanim usiadł do stołu zaniósł ciasto do lodówki.-wygląda przepysznie.-oznajmił wesoło widząc swoje ulubione danie na talerzu.
-Dzisiaj kochanie był koszmarny ruch. Musiałem dorobić ciast a w międzyczasie kończyłem tort. Co prawda taki prosty, serio...no ale się nie rozdwoję nie? Wiec jestem padnięty.-opowiedział na szybko zaraz biorąc się za jedzenie.-no ale dla ciebie przyniosłem ciasto. Zobaczysz jakie.-uśmiechnął się.-No i miałem że tak to ujmę przygodę. Grupka nastolatek mnie podrywała i próbowała wbić do kuchni.
-Oczywiście, że nie skarbie. Jestem tylko twój.-zaśmiał się kończąc jedzenie.-pyszne było a na masaż zawsze jestem chętny.
-Co jak co ale o moją wierność to się martwić nie musisz.-zaśmiał się podając mu talerz żeby dostać dokładkę.
-Fajnie było. Dostałem 5 z angielskiego!-pochwalił się.
-pychotki...idatakimasu!-powiedział radośnie wracając do jedzenie.
-na prawdę wujku? Bo ja go przecież uczyłem gdzie może robić siusiu i tylko tam robił...-powiedział chłopiec trochę nie bardzo w to wierząc.
-To dziwne wujku...bo on grzeczny jest. I leniwy bo cały czas śpi.-wzruszył ramionkami.-Tatuś a kiedy oddajemy pieski?
-Pod koniec tygodnie pewnie...ale jeszcze nie wiem jak się do tego zabrać...-odparł na chwilę przerywając jedzenie.
-Szczerze wolałbym przed...ale no wiesz Jolie i w ogóle...ciężko mi zabrać od niej pieski.-mruknął cicho i objął swojego partnera kiedy Yuya poszedł do kuchni zmywać.
-No bo nie damy. Nie ma szans. Jeszcze trochę ale sądzę że wtedy będzie ciężej odsunąć je od Jolie. Dlatego chcę jak najszybciej. No i wolałbym przed tymi naszymi wyjazdami żeby twój ojciec miał mniej do opieki...-westchnął nie wiedząc co z tym fantem zrobić.
-aj żeby cię jeszcze bardziej nie lubiła? Daj spokój...coś się wymyśli.-uśmiechnął się do niego lekko i zawołał swoją sunie która powoli przyszła i położyła się przy jego nogach.-tyle razy jej pomogles a ta wredota i tak swoje...-westchnął.
-wiem...-szepnął tylko. Po chwili wtulil się w niego mocno.-coś wymyslimy. W końcu jednego jej zostawimy...no i sunia mojego znajomego w ogóle nie zareagowała. Zobaczymy.-dodał równie cicho będąc na prawdę zmęczonym.
-no dobrze kotus. Jak coś to w lodówce jest ciasto. Zrobiłem ci specjalnie o twoim smaku.-ucałował go w policzek i wstał. Po drodze do łazienki wziął spodnie dresowe i rozpinany sweter po czym poszedł się umyć.
Takano wziął na prawdę długo kąpiel wychodząc po dobrej godzinie. Wszedł do salonu w za dużych spodniach i rozpiętym swetrze.
-jak tam zadania wam szły?-spytał siadając ciężko na kanapie.-a ciasto jak smakowalo?
-nie przesadzasz kotus?-spytał widząc te wszytskie buteleczki.-to potem razem ciasto zjemy i kawke wypijemy.-zdecydował szybko.
-kochanie? Na prawdę nie przesadzasz trochę z tymi olejkami?-spytał zdejmujac sweter i odkładając go na bok.-weź ty lepiej po prostu przyznaj że też masaż to taki pretekst żebyś mógł mnie bezkarnie macać.-zaśmiał się nie wspominając już że przecież najbardziej bolą go plecy w okolicach łopatek i kości ogonowej.
Wywrócił tylko oczyma już tego nie komentując.
-plecy.-odparł kładąc się na brzuchu.-tak w okolicach lopatek i kości ogonowej...to tak gdzie najbardziej. I ramiona...-odparł uśmiechając się do niego lekko.
-dosłownie przed chwilą się umylem...mój zapach już ci się nie podoba?-spytał oddając się przyjemności jaką odczuwał przez masaż. Był tak obolaly że to wystarczyło do jego szczęścia.-mam idealnego faceta...
-nie narzekam. Już nic nie mówię.-obiecał kiedy od pocałunku lekko zadrzal.-Tomo? Tym razem jak będziemy w Tokio mały śpi z nami czy u dziadka? -spytał nie wiedząc jak chcą to rozwiązać.
-dobrze skarbie. Po prostu wiesz...tata się z nim rzadko widuje i chce korzystać kiedy jest okazja. W sumie teraz przyjeżdża na urodziny małego...-wzruszył ramionami. Nie miał nic przeciwko żeby chłopiec spał z nimi.-misiu? Ale jak będziemy jechać na rozprawę to wolałbym żeby Yuya został tutaj...
-kochanie ja nie mam nic przeciwko żeby z nami mieszkał kiedy odwiedzamy Tokio.-zapewnił go od razu żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.-jak długo chcesz tam zostać tym razem?-spytał bo przecież Yuya miał szkołę.-wiesz kochanie...jak będziemy jechać na rozprawę to nie będziemy mieli dla niego czasu...no i to wzruszył gdzie środek tygodnia.
-jeśli chcesz. Jest dobrym uczniem więc na pewno sobie poradzi z nadronieniem tygodnia. Spędzi czas z dziadkiem z ty u Alexa...ja może też posiedze z tatą. Potrzebne mu wsparcie.-powiedział siadając.-może znajdziemy też chwilę dla siebie i pójdziemy na kolację.
-no skoro chcesz to możemy go odwiedzic...-wzruszył ramionami.-ej czekaj...ale mój apartament okupuje przecież Koyuki.-przypomniało mu się nagle. Wziął od niego telerzyk powoli jedząc swój kazałek.
-no nie jestem tego taki pewny...-westchnął jakoś woląc żeby przenieśli się do willi ojca.-oj mogę z tobą iść...to nie tak że nie chce tylko...niedawno się z nim widzieliśmy.-wzruszył ramionami.
-ja wiem kotek...wiem że rodzina. Tylko...no Koyuki w apartamentcie i nawet kiedy Yuya będzie z moim tatą to nie będziemy sami...-zamarudil trochę i przytulil go do siebie.
-ty chcesz mnie zamęczyć co? No weź...możesz odpuścić...-jęknął niezadowolony że to nie było tylko żartem.-no i misiu...przecież po urodzinach Rena sam miałeś ochotę na ostry seks...-przypomniał mu.
-kotek...ja już dawno zrozumiałem co zrobiłem źle, nie raz cię przeprosiłem...wiesz że mi przykro.-westchnął obejmując go lekko ramieniem.-to najgorszy test wytrzymalosciowy jaki mogłeś wymyślić...-zamarudzil trochę.
-ech...potworek mój...-westchnął kładąc się na kanapie z głową na jego kolanach.-jakoś wytrzymam...a jak już mnie jak wyposcisz to przez tydzień z łóżka nie wstaniesz.-zaśmiał się tulac się do jego brzuszka.
-smakuje?-spytał tulac się do niego.-w takim razie wrócę jutro później bo przecież mam jeszcze tort dla Yuyi do zrobienia. Nie czekajcie na mnie z obiadem...z kolacją w sumie też nie.-poprosił dobrze wiedząc że jak się wciagnie to wróci późno.
-dzięki skarbie. Kochany jesteś. Jakbyś się gorzej czuł to po prostu zadzwoń i odbiore małego. Później po prostu wrócę do pracy to żaden problem.-uśmiechnął się do niego i poglaskal po policzku.
-tylko twój.-przyznał spokojnie.-i wice wersa misiu...jesteś mój. Tylko mój.-powiedział ciągnąc go trochę do siebie żeby go pocałować.
-ale to co innego...jesteś mój na inny sposób...-wyjaśnił jak on to widzi.-ja ciebie też kocham. Bardzo kocham. Cieszę się że ze mną jesteś...na prawdę.-wyznał glaszczac go po policzku.
-zostań...kotus mały sam się z pieskami bawi na dworze. Zostań proszę...-objął go lekko w pasie.-no zostań...
-oj no to stań sobie na ganku, zapal i wróć do mnie.-poprosił i puścił go.-chciałbym cię narysować dzisiaj. Mogę?
-a ten nadal to samo..-pokrecil głową już nie wiedząc jak z nim rozmawiać. Od początku uważał go za slicznego. Wstał z kanapy żeby naszykowac kartki i ołówek.
-No wrócił mój piękny.-powiedział z uśmiechem wstając z kanapy i podchodząc do niego.-w studiu? hmmm czemu nie kotuś, tylko na studio nie bardzo mam pomysł wiesz?
-no dobrze misiu, wezmę do Tokio wszystko co potrzebne. A teraz ładnie usiądź bokiem na kanapie...-zademonstrował mu jak ma usiąść i poczekał aż chłopak się ułoży.
-No byłoby miło misiu...ale jak już bardzo zdrętwiejesz to po prostu powiedz. Wtedy skończę rysunek bez modela.-powiedział zaczynając rysunek.
-Możesz kochanie. O czym chcesz porozmawiać?-spytał przyglądając mu się uważanie a następnie stawiając kilka kresek by po chwili znów utkwić w nim swój wzrok.
-To ja już chyba wolę post...-mruknął tylko w odpowiedzi.-Ale to bez znaczenia bo i to i tak się więcej nie powtórzy.-dodał spokojnie.-Co prawda do naszego wyjazdu do Paryża jeszcze masa czasu...ale obiecuję, że cię zabiorę.
-A ja ci tylko mówię że nigdy do tego nie dojdzie...bo już wolę ten post.-zaśmiał się cicho.-jadłem. Smażone żabie udka. Smakuje trochę jak kurczak. Ale ślimaków nie polecam.-skrzywił się lekko.
-kotuś...ja tego nie umiem przyrządzać. Zjemy jak będziemy we francji.-odparł gasząc jego entuzjazm.
Prześlij komentarz