Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 401 – 600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Jakie nic? Cały się trzęsiesz...odłóż te fajki i chodź do mnie.-rozłożył ręce zachęcająco. -No Tomo-chan...jestem tu żeby ci pomóc, więc mnie nie odpychaj. Proszę. Przecież widzę że nie jest ok.
Jun
-Nie ma w tym nic złego. Przecież nawet jak mieszkaliśmy razem na studiach to potrafiłeś ogrodzić się biurkiem albo bałaganem.-zauważył wzruszając ramionami.-po prostu jesteś typem osoby która od czasu do czasu potrzebuje chwili samotności.-zmierzwił mu już i tak rozczochrane włosy.-Dziwne ale fajne. Przyzwyczai się że teraz to ktoś będzie myślał o tobie.
Opuścił dłonie i ciężko wzdychając oparł się plecami o barierkę.-Ale nie jesteś sam. Nie musisz sobie radzić z tym SAM. Zrozum to.-poprosił wciąż łagodnie. Nie denerwował się bo sam nie chciał się kłócić.-I proszę zostaw na razie te fajki. Jestem ostatnią osobą która powinna cię upominać bo sam palę, ale to raczej nie jest pierwszy.
Jun
-Będziesz...-zaśmiał się.-Moją pomoc potrafisz przyjąć. To jego też będziesz potrafił. Najważniejsze żebyś nie próbował na siłę wszystko sam. To tylko zraża do ciebie ludzi. Daj sobie pomóc. Powinieneś już wiedzieć że tak jest lepiej niż samemu. A skoro masz jego to ja cię już z dołka nie będę wyjmował.
Westchnął łapiąc go za rękę w której trzymał paczkę. Otarł mu kilka łez-Dlaczego ty jesteś tak cholernie uparty? Mówię że chcę pomóc a ty milczysz. Ciągle uciekasz kiedy chcę ci pomóc. Jak mam to rozumieć? Jak jest kolorowo i fajnie to mogę przy tobie być ale jak zaczyna się robić pod górkę to mnie odpychasz. Nie podoba mi się to.
Jun
-Będę.-zaśmiał się.-Tylko tak awaryjnie. Ale to on pierwszy powinien ci pomóc.-mruknął.
-czasem? Jeśli coś dotyczy bezpośrednio ciebie to praktycznie w ogóle. Tak jakbyś mówił "zostań tu na prostej drodze a ja sam przejdę tą górę". Właśnie teraz mnie odtracasz. Moja ukochana osoba płacze. I myślisz że od tak to zostawię i pójdę spać?-uniósł brwi krzyżując ręce na piersi.
Jun
-wcale nie.-zasmial się.-jesteś moją rodzna bez względu na wszystko. Tylko teraz nie na mnie powinieneś polegać.-przypomniał mu.
Mężczyzna już nic nie odpowiedział. Kiedy chłopak wyszedł z całej siły uderzył pięścią w ścianę, zdzierajac sobie przy tym naskórek z knykci do krwi. Osunął się na kolana i nie zważając na piekacy ból tą samą pięścią uderzył w podłogę.-no i co narobiles debilu.-wyzwal sam siebie.-co on nie wie że ostatnio po Tokio grasuje nozownik...O KUZWA!-wstał w biegu ubierajac jeansy i jakąś koszulkę. Na to narzucił kurtkę i wybiegł z budynku.
Jun
-wiem. Znam cie i dobrze to rozumiem.-uśmiechnął się lekko.-ale spróbować zawsze można.
[myślałam raczej o pociachaniu Takano żeby i jemu się trochę dostało...]
Kiedy zobaczył końcówkę akcji aż się w nim gotowalo. Zaczepił jakąś dziewczynę prosząc żeby zadzwoniła na karetkę i policję samemu szybkim krokiem poszedł do nozownika.
-ty skurwielu...pożałujesz tego.-warknal wybierzajac mu cios w szczękę i po chwili czując nuż wbijany w brzuch. Zacisnął zęby żeby nie krzyknąć i szybko wyjął nuż. Zgial się w pół żeby ucisnac ranę i wymierzyć celny cios łokciem w krocze jednak i na to oprawca wymierzył kontrę robiąc mu spore rozciecie w udzie. W oddali słychać było syrene pogotowia i policji.
Jun
-wierze. Niczego nie wymagam.-zapewnił po czym machnął ręką.-jasne korzystaj. Tylko potem po sobie posprzataj.
-też cię kocham.-uśmiechnął się słabo.-ja debil? Swoją ranę uciskaj...widziałem jak w ciebie wbijal nuż nie wkrecisz mi że jest ok.-chciał krzyknąć ale tylko mocniej skrzywil się z bólu.-czemu oni tak długo jadą? Ten skurwysyn zdąży się pozbierać. Nie miałem siły walnac go mocniej...
Jun
-tak tak.-machnął ręką.- tylko tam. Bo gdyby nie ja to na studiach nawet łazienka byłaby brudna.-zasmial się wesoło.
-nie pierdol tylko uciskaj tą swoją ranę.-warknal- Muszę zadzwonić do siostry żeby pojechała do Yukan i zajęła się Jolie i szczeniaczkami...-mruknął próbując zabrać jego ręce.-jak tylko wyjdziemy ze szpitala to cię do niej zabiorę...-mruknął cicho.-Tomo ja...-nie zdążył skończyć bo akurat przyjechało pogotowie. Widząc że oboje są ranni zapakowalo ich do
karatek. Hałas drażnił uszy mężczyzny tylko bardziej go irytujac. Na szczęście nie musiał tego długo znosić, stracił przytomność zanim dojechali na miejsce.
Jun
-ta kuchnia była. I nie miałem okazji jej spalić...stwierdziles że gotujesz po tym jak spróbowałeś mojej jajecznicy.-zasmial się jedząc zapiekanke.
Obudził się już zszyty około południa. Rozejrzal się po sali nie rejestrując chłopaka a kiedy chciał zmienić pozycjię uklul go ból. Wymacal telefon i wykonał szybki telefon do siostry która od razu przystała na jego prośby, zgadzając się że rodzice nie muszą wiedzieć. Za pomocą specjalnego guzika zawołał pielęgniarkę która zaczęła zmieniać mu kroplówkę.
-gdzie on jest? Chłopak który był ze mną. Gdzie jest?-spytał słabo jednak dość chłodno.
-proszę się uspokoić. Na razie i tak nie może pan wstać.
Jun
-oj no...poprawilem się trochę.-mruknął.-ale fakt gdyby nie ty to zabilyby mnie zupki instant...a tak Ryu ma mnie całego i zdrowego...
-żyjesz...-mruknął trochę tepo.-musisz mnie wyzywac na dzień dobry? Ja tu się martwię...a oni mi nic nie chcieli powiedzieć co skutkowało tym że martwilem się jeszcze bardziej.-zamarudzil po chwili obdarzajac chłopaka słabym uśmiechem.-chyba głęboko wbił ten cholerny nuż skoro nie mogę się ruszyć.
Jun
-przez dwa lata stolowalem się w mieście. I kolejne dałbym radę.-zasmial się.-a jego pyszne posiłki to taki bonus. Bardzo miły bonus.-wzruszył ramionami jakby chcąc powiedzieć "tak wyszło".
-no juz, rozumiem przecież.-mruknął.-ale się zmartwilem i nic na to nie poradzę.-chciał wzruszyć ramionami ale zamiast tego tylko skrzywil się z bólu.-ale wredota z ciebie. Nie zostaniesz w Tokio póki mnie nie wypisza? To pewnie nie wiele dłużej, nie mam zamiaru tu siedzieć.-mruknął.-no i obiecałem ci tą restaurację no nie? Kto wie kiedy następnym razem trafi nam się wizyta w Tokio.
Jun
-nawet gdyby nie umiał gotować to bym go kochal. Pewnie jakoś bym ci teraz dogryzl ale jako że go nie znam to nie wiem za co mógłbyś go kochać. Chociaż w sumie. To cukiernik tak? Więc to pewnie dla czekolady -zasmial się.
Jun
-dla psa?-zasmial się.-no no ty to masz tupet.-mruknął po chwili milknąc. Kiedy wrócił przyjrzał mu się uważnie.-co jest? Skąd te wymioty? Czegoś takiego nie powinno być od zwykłego jedzenia.
Takano
-więc zadzwoń do niego i odwolaj jego przyjazd.-mruknął jakby to było oczywiste.-będę się koszmarnie nudzil...a pewnie wyjde tydzień po tobie. To przecież nie są jakiś bardzo poważne rany. Ale będzie mi się pewnie ciężko szło z tą nogą...nie martwisz się że spadne ze schodów albo coś?
Takano
Milczał przez dłuższą chwilę az w końcu westchnął ciężko.- oj no dobrze.-uśmiechnął się lekko łapiąc go za dłoń.-ale obiecujesz że przyjedziesz? Zadzwonie kiedy mnie wypisza.-oznajmił ze słabym uśmiechem. Co poradzić od wczoraj nic nie jadł.-na szafce leży mój telefon, wpisz mi swój numer to wtedy zadzwonie. A jak przyjedziesz to zjemy ten obiecany obiad. I żadna rana w brzuchu mi nie przeszkodzi. Nuż nie uszkodził narządów wewnętrznych.
Jun
-wiesz ty co młody...musisz wyluzować. Zacząć normalnie jeść i nie myśleć o wujku i matce. Zacząć w końcu myśleć o sobie. Masz już nie jedną a dwie a nawet trzy a może i więcej osób które cie wspierają.-puknal go palcem w tors.
Oddał pocałunek z szerokim uśmiechem.-a jest tam moja piosenka?-spytał wciąż trzymając go za rękę.-wybacz że nie będę ciągle patrzył na ciebie ale ciężko mi utrzymać głowę.-wyjaśnił wpartujac się w sufit. Niedługo później do sali wszedł na oko 30 letni mężczyzna w kitlu.
-jak mogłeś tak się urządzić głupi młodszy braciszku.-odezwał się.
-nii-san...ale Rika miała nikomu nie mówić.
-to mój szpital i jesteś pod moją opieką. Serio myślisz że bym się nie dowiedzial?
Jun
-rozumiem. Ale nie masz czego się bać. Jestem bezpieczny. Obronimy cię.-zapewnił glaszczac go po głowie.
-oj już przestan mi dogryzac i poloz go do któregoś z łóżek skoro już byłeś na tyle łaskawy żeby dać mnie do pustej sali.-funkął w jego stronę.
-Rika mi wszystko opowiedziała.-mruknął w międzyczasie kładąc chłopaka na łóżko.
-zdrajczyni...
-wiesz że ojciec będzie wściekły? Matka tym bardziej.
-już nie raz im tłumaczyłem że nie będę jak wy i nie mają co liczyć na wnuki z mojej strony. Znali moje dotychczasowe życie że tak to nazwę uczuciowe. Powinni się cieszyć że przynajmniej nie jest jak z tamtymi i mam stałego partnera.
-powinni. Ale wiesz że tak nie będzie.-westchnął starszy siadając przy łóżku brata.
Jun
-wiesz...może uważa że jak przytuli to będzie lepiej? Ale sądzę że nie będzie miał nic przeciwko że czasem sobie poplaczesz. Możesz na przykład powiedzieć mu żeby z tobą posiedzial bo tylko chcesz żeby był obok ale nie tulil.-zaproponował.
-wolę nie myśleć o tym w ten sposób.-odpowiedział szybko.
-nie zabije...chyba.-zasmial się.-nie no nie zabijam, jestem lekarzem. To glupek, ale skoro dał się za ciebie pociac to jest poważny.
-możesz mnie z łaski swoje nie wyzywać?-funkął w jego stronę wyraźnie niezadowolony z tego jak przedstawia go brat.
Jun
-ja to wiem i ty to wiesz. Ale jemu musisz to powiedzieć, wyjaśnić. Zapewne chciał dobrze. Z drugiej strony dobrze by ci zrobiło tak wyryczec się raz a dobrze. Byś mu się wyplakal, popanikowal a potem byłoby ok. Bo byś to wszystko ci w tobie siedzi wyrzucił.
-zapewne nie to co ty.-zasmial się starszy na wspomnienie o suni.-jedyne co wiemy o niej to że Taka znalazł ją we francji.-wzruszył ramionami.-burzujem? Jeśli nawiązujesz to jego domu, jedzenia, ubrań i tak dalej to tak trochę jestem. W takich warunkach byłem wychowany i chyba nie umiałbym tego zmienić.
-ty chyba sobie żartujesz? Trochę? Masz większy dom ode mnie, co tydzień idziesz do innej restauracji a średnio co miesiąc robisz sobie mini wakacje jadąc gdzieś z żoną. Jesteś większym "burzujem" niż ja.-funkął młodszy.
Jun
-ale ja nie każe ci się zmieniać. Mówię tylko że powinieneś mu wyjaśnić jaki jesteś i że inaczej nie umiesz. I mówię że taki płacz dobrze by ci zrobił. Nie każe ci zaraz płakać.-wyjaśnił pstrykajac go palcem w nos.
-jak był młodszy to strasznie się pieklil. Teraz mniej ale nadal.-odparł młodszy za brata.
-a kazałem ci leżeć. Po co wstawales? Szwy musiały puścić bo się uparles że musisz widzieć.jak to się robi.-westchnął wołając pielęgniarki żeby zabrały go do sali operacyjnej.
-co z ciebie za lekarz że go posluchales.-funkął na brata.
Jun
-to wtedy będzie znaczyło że w ogóle cię nie kochał. Ale sam mowiles że mówił ci że cię kocha tak? Więc sądzę że zrozumie i wcale cię nie rzuci i nie będzie kazał się zmieniać. Jasne może trochę minąć zanim wszystko zrozumie ale musisz w niego wierzyć
W dzień kiedy chłopak miał wyjść ze szpitala mężczyzna mógł już przynajmniej siedzieć i normalnie jeść. Jadł akurat niezbyt dobry obiad na który zdążył już pomarudzic bratu i czekał na zapowiedziane odwiedziny Tomo i jego przyjaciela.
-przynajmniej herbata dobra.-mruknął biorąc łyk.
Jun
-to jednak mam grać złego gline?-spytał ze śmiechem.-jeśli trzeba to nakrzycze.
-Tomo-uśmiechnął się do niego.-byłeś już po wszytskie rzeczy? Zostaw mi klucz w szafce.-poprosił.
-miło poznać.-Jun wyciągnął w jego stronę rękę.
-mnie również. Pewnie byłoby lepiej gdybym ba wstępie nie został nazwany kretynem.-zasmial się cicho. -Tomo jak on cię okropnie pocial...-westchnął zerkając na jego blizne nie wspominając o swoich.
-mmmmm...-uśmiechnął się po pocałunku.-no dobrze...ale uważaj.-poprosił od razu.
-będę jechał za tobą i kontrolował.-oznajmił Jun.-nie musisz się o niego martwić.
-jednak uważam że muszę. Dopiero wychodzi ze szpitala a już wsiada na motor.-mruknął niezadowolony.
-da radę.-machnął ręką siadając na jakimś krześle.
-czy ja wiem czy seksownie...nie uważam żeby blizny były jakoś wybitnie podniecajace. Ale może ty twierdzisz inaczej?-uniósł delikatnie brwi trochę się z nim droczac.
-moje nie znikną. Ale są ukryte wiec zawsze to jakiś plus.-odpowiedział również się uśmiechając.-brat powiedział że wszystko ładnie się zrasta więc niedługo będę mógł wyjść. Za tydzień zdejmują mi szwy a później mam jeszcze zostać na obserwacji.-wyjaśnił mu wszystko.
-Tomo pamiętaj o pociągu. Musimy dojechać tak żeby motorem jechać jak będzie jasno.-upomniał chłopaka mężczyzna.-na pewno wam nie przeszkadzam?-spytał ciszej.
-no i nas poznales.-Jun położył mu dłoń na ramieniu.
-dokładnie. Cieszę się że mogłem poznać twojego przyjaciela, który jest dla ciebie jak brat.-dopowiedzial z uśmiechem Takano.-no ja myślę że przyjedziesz. Ale co to ma być za marny calus na pożegnanie? Nie będziemy się wiedzieli półtora tygodnia a dostaje tylko caluska w policzek?-powiedział udając oburzenie.
-mała wredota...-mruknął pod nosem zakładając słuchawki i puszczając muzykę z mp3 którą dostał od Tomo.
Jun tylko wzruszył ramionami.-kretyn czy też nie, takiego go kochasz.-zasmial się mierzwiac mu włosy.-mimo wsztsko...jakie to piękne. Bezwarunkowa miłość...-złapał się teatralnie za serce.
Jun
-fakt nie znoszę tego miasta. I szpitali. Wiem będę się z ciebie jeszcze jakiś czas nabijal.-zasmial się mierzwiac mu włosy.-to było takie urocze jak mu dawales caluski. Tylko czekać aż napiszesz dla niego piosenkę i się mu oddasz.-mówiąc to wciąż się śmiał.
Takano
Kiedy w końcu wypisali go ze szpitala był już całkowicie zdrowy i teraz tylko czekał na Tomo. Dzień wcześniej do niego zadzwonił z informacja że wychodzi. Patrzył na drzwi leżąc na łóżku i słuchając muzyki.
-to jakaś aluzja do mojego związku?-funkął w jego stronę kupując bilety i wchodząc do pociągu.-ale to dobrze że już mu powiedziałeś a raczej zaśpiewałes że go kochasz.-uśmiechnął się do niego.
Takano
Wyjął słuchawki z uszu i uśmiechnął się do niego.-hej skarbie.-spakowal mp3 do torby i wstał kustykajac do niego. Uniósł jego twarz za podbrudek i pocałował namiętnie.-tesknilem za tobą. -oznajmił z uśmiechem.
-jasne tylko stwierdzenie faktu.-mruknął wyglądając przez okno następnie przenosząc na niego wzrok.-a co mogę sądzić po chwili rozmowy? Nie jest zły i na pewno się tobą zaopiekuje. Chyba ważniejsze jest to co ty o nim sądzisz. Jest inny niż ja czy ty. Wiec wnioskuje że wiele rzeczy będziesz musiał mu tłumaczyć.
Takano
-chyba? Okrutnik.-mruknął kustykajac za nim.-mhm rozumiem...pewnie się cieszysz z tego mieszkanka. Rika jeszcze siedzi w Yukan czy już wróciła?-spytał opierajac się trochę na nim.-wybacz nogą wciąż boli.-wyjaśnił przepraszajaco.-do dziadka? Teraz? W sensie dzisiaj? Ale mieliśmy iść do mojej ulubionej restauracji...jeśli nie chcesz to nie musimy...
-no fakt jest inny...ale przecież pieniądze nie powinny być dla was przeszkodą. To tylko pieniądze. Zyliscie w trochę innych światach ale co z tego? Trochę mu będziesz musiał tłumaczyć ale przecież w końcu sam będzie rozumiał jak tylko lepiej się poznacie.-uśmiechnął się do niego wszystko spokojnie tłumacząc.
Takano
-ale to nic takiego, możemy iść. Dojde.-zapewnił.-poza tym ty przecież nie możesz jechać taksówką. Pójdziemy do restauracji a potem pójdziemy na stacje i wrócimy do domu. Tylko nie wiem jak pojedziemy z miasta do Yukan.-pokrecil głową.-to kiedy spotkanie z twoim dziadkiem?
Takano
-Och..no dobrze.-odparł trochę zaskoczony.-Więc następnym razem zabiorę cię na taką porządną randkę z restauracją, spacerem, kinem i przemiłą nocą w apartamencie. Tym razem bez takich niemiłych niespodzianek.-poklepał się po udzie.-Brat mówił że tak z tydzień i będę normalnie chodził.-dodał jeszcze oddając pocałunek.-więc dostaniesz weekend w niebie.
Jun
-Tak sądzisz? Myślę że to dobrze. Po tylu niemiłych przygodach należy ci się taka porządna dawka miłości.-uśmiechnął się.-Jak sądzisz mam rację?
Takano
-głupek. Doszedłbym.-mruknął kiedy siedzieli już w taksówce. Objął go delikatnie starając się jakoś zagadać żeby nie myślał o jeździe.-Dobrze więc w czwartek do dziadka...jaki on jest? Wiesz chyba powinienem względzie przygotować się psychicznie.
Jun
-A daj spokój nic nie pierdyknie. Ciesz się zamiast wymyślać głupoty. Za tą furę nieszczęść masz teraz szczęście. Więc nie wymyślaj.-fuknął celując w niego palcem.
Jun
-wiem jakie jest życie i jak daje w kosc. Ale powinieneś korzystać z tego szczęścia jak tylko się da. Carpe diem. Chwytaj dzień. Czerp z tej miłości ile tylko się da. A nie martwisz się na zaś.-oznajmił żywo gestykulujac.
Takano.
-oho wiesz co, chyba zaczynam się bać tego spotkania. Mimo tego że wiem że celowo nic złego ci nie zrobię...a wręcz przeciwnie będę cię bronił. Ale i tak się boję.-poglaskal go po włosach.-spokojnie.
Takano
-jest dobrze skarbie. Jest dobrze. Przecież wiesz że ze mną jesteś bezpieczny. Nie musisz się bać.-zapewnił.-no i patrz dojechslismy cali i zdrowi.-uśmiechnął się wychodząc z samochodu i kustykajac do kasy.
Jun
-no to się naucz. Dla chcacego nic trudnego. Po prostu przestań myśleć o problemach.-wzruszył ramionami.-proscizna.
Takano
-tak serio to zrobię wszystko żebyś się tego strachu pozbył. Ale najpierw to chyba powinieneś mi powiedzieć dlaczego się boisz. Wtedy pewnie byłoby mi łatwiej.-kupił bilety i zaczął spokojnie iść na pociąg.
Jun
-oj siedz że cicho. Koszary mi przeszły i jest ok. Po tym jak poddusilem Ryu i rozdrapalem sobie tors do krwi. Ale przeszły. No i ja nie myślę o tym co będzie jak będzie źle. Myślę o teraźniejszości.
Takano
-dlaczego miałbym przestać cię kochać? Gluptas.-zmierzył mu włosy.-wiesz że zmienialem partnerów jak rękawiczki a mimo to i tak mnie kochasz. Nie ważne co mi powiesz i tak będę cię kochał.
Jun
-no może czasami. I martwię się o niego. Ale jestem dobre myśli. Teraz jest dobrze więc sie z tego cieszę.-wyjaśnił spokojnie.
Takano
-jednak się steskniles? Jak miło...-zasmial się glaszczac go po włosach.-a właśnie...skoro nasz następnym wyjazd ma być dla ciebie wizytą w niebie to mogę wynająć wagon?-spytał cicho się śmiejąc.
Jun
-po prostu nie myśl o tym co złe. Ja wierzę że Ryu wyzdrowieje. I tak się stanie.-oznajmił.-w końcu staniesz na równe nogi.
Takano
-w takim razie uznaje że moge.-zasmial się.-będzie fajnie zobaczysz. Mam nadzieje ze się nie przestraszysz tego niego świata. Do restauracji będziesz się musiał ładnie ubrać.-oznajmił od razu.
Jun
-ile? Nie wiem...może tak dwa do trzech miesięcy. Wsztskoi zależy od tego jak będzie spędzać razem czas.
Takano
-no cóż...myślę że może być...ja sam pewnie ubiore koszulkę w serek i marynarkę.-mruknął wzruszając ramionami.-nogi spodnie eleganckie...no sam rozumiesz droga restauracja to trzeba się odpowiednio ubrać.
Jun
-no cóż ja po prostu uważam że wiele przeszedles i...trochę minie zanim całkowicie się przyzwyczaisz.-wyjaśnił poprawiając sobie włosy.-wygladasz strasznie blado...
Takano
-no jasne skarbie że możesz pospać. Dzisiaj ładnie zasniesz i się wyspisz.-uśmiechnął się glaszczac go po włosach.-a jak nadejdzie czas randki to cię ładnie ubióre. Może kupię ci coś akurat na tę okazję.
Jun
-nie...chyba nie mam...-mruknął grzebiac po kieszeniach.-no jednak mam.-podał mu listek tabletek przeciwbólowych.-a czemu cię boli głowa?
Takano
-tak, zostało nam jakieś pół godziny jazdy.-wyjaśnił z uśmiechem glaszczac go po policzku. Przetarl swoje zaspane oczy bo również chwilę się zdrzemnal.-masz jakiś plan jak dojedziemy do Yukan?
Jun
-ech gluptasie.-pokrecil głową.-niby dlaczego mielibyśmy się nie polubić? Powinieneś przestać być takim pesymistą. Jest ok, nie sądzę żeby on mnie nie lubił a i ja nie mam nic przeciwko niemu.
Takano
-motorem? I jak się domyślam to ty będziesz prowadził?-spytał lekko unosząc brwi.-no cóż, pozostaje mi zaufać ci w 100% że jazda z pasażerem nie będzie dla ciebie ciężka. Wiozles już kiedyś kogoś?-dopytal przesuwając chłopaka bliżej żeby nie siedział mu na ranie.
Jun
-a czego się spodziewałeś? Że będzie głupio zazdrosny i zaczniemy się wszyscy kłócić?-spytał śmiejąc się przy tym.
Takano
-no już dobrze, nie będę. To kwestia przyzwyczajenia. Przejdzie mi.-uśmiechnął się lekko.-laski na to leciały tak? Daj mi to sobie wyobrazić...-zasmial się.-"Tomoooo przewieziesz nas na swoim motorze? Prosimyyy. W zamian zrobimy co loda"-powiedział piskliwym głosem.-coś w ten desen?
Jun
-oj no ale nic takiego się nie stało. Chyba oboje wiedzieliśmy jakie to dla ciebie ważne i powstrzymywalismy się od zbędnych komentarzy.-puścił do niego oczko.-i wyszło dobrze.
Takano
Wziął od niego butelkę również upijajac kilka lyków.-i co zgadzales się na to?-spytał cicho się śmiejąc i dając mu caluska w policzek. Nie miał zamaru być zazdrosny o takie rzeczy. Sam święty nie był więc to byłaby hipokryzja.
Jun
Zasmial się wesoło.-taaak...jakby ciebie nie było to chyba rozpetalibysmy wojnę. Daj spokój Tomo. Jest dobrze i to nie tylko dlatego że ty tam byłeś. Staraliśmy się i wyszło że się polubilismy.
Takano
-mhm no tak.-uśmiechnął się.-dzieciak, jeszcze nie chciałeś tego rodzaju przyjemności.-zasmial się łapiąc godzą rękę i wstając.-ale się zasiedzialem.-mruknął powoli wychodząc z pociągu.
Jun
-och no przecież mówię żebyś dał spokój. Nawet gdyby ciebie nie było to nic złego by się nie stało. Jest pokój. Przecież wie że jestem przyjacielem. Wie że go kochasz, powienien czuć się bezpiecznie.
Takano
-oj dam radę gluptasie.-mruknął siadajac za nim i obejmując go lekko w pasie.-żadnego siedzenia z przodu bo tak nie damy rady. No jedziemy.-ponaglil go.
Jun
-no.-uśmiechnął się wyglądając przez okno.-zarys będziemy na miejscu.
Takano
-no Jolie.-wytargal go za uszy.-dobra psinka.-pochwalił ją idąc do salonu.-a co mi zrobisz?!-zawowal do chłopaka. Usiadł na kanapie wciąż zajmując się psinka.
Jun
-jasne jasne. Tylko uważaj żeby twój chłopak nie miał do mnie pretensji.-zażartował pokazując mu język.
Takano
-no mam.-odkrzyknal uśmiechając się na samą myśl o normalnym jedzeniu.-mimo że brat starał się żebym dostał w miarę normalne jedzenie to i tak było ohydne.-mruknął a psinka położyła się obok niego.
Jun
-fiu fiu...niezła maszyna...-zagwizdal z podziwem siadając na swoim motorze.-aj no tak się drocze...
Takano
-no...ok.-mruknął kładąc się na kanapie.-głodny jestem...Tomo zjadles to ciasto które było w lodówce? Mam nadzieje że tak bo inaczej już jestbdo wyrzucenia i się zmarnowało...-westchnął glaszczac wciąż wesołą psinke.
Ju
-oj no...ja też bonó w sumie co miesiąc ojciec wysyła mi kasę. Mój motor do najtanszych nie należy.-zasmial się.-a on co robi z tobą. Małym piekarzyną, po przejściach. Z wykształceniem lekarza sądowego. za bardzo się przejmujesz.
Takano
-ech...a to było to które robiłem dla ciebie...no co za wredna męda...-zamarudził jedząc ramen.-A nie ma żadnych słodkich napoi? Już mam dość wody...-westchnął jednak biorąc kilka łyków.-Mam tylko nadzieję że nie znalazła klucza od piwnicy bo po winie...
Jun
-No ścigacze z reguły są cięższe...tylko mu go nie rozwal.-mruknął powoli ruszając.
Takano
-No nie wypiła ale zjadła...zrobię drugie.-uśmiechnął się lekko.-No dobrze więc słodki później.-ułamał chlebka i podał trochę ciekawskiej Jolie.-mam ochotę na ciasto..-mruknął po dłuższej chwili.
Jun
-No jakimś cudem przetrwał i był cały.-zażartował.-Nie no dobrze jeździsz mimo że na początku strasznie się o niego bałem...
Takano
-Ja to jednak mam strasznie mądrego psa.-zaśmiał się wesoło.-nie jestem zły. Mam tylko nadzieję że przepis był dobry...-ucałował go w policzek.-Będę odpoczywał, wedle życzenia żebyś się nie martwił i nie denerwował.
Jun
Jechał spokojnie za nim cały czas uważnie mu się przyglądając. Wiedział że w razie czego będzie musiał szybko reagować a jakoś mu się nie uśmiechało niszczyć swojego motoru.
Takano
-Oj ramen jest pyszny a babeczki zaraz spróbuję i ci powiem. Ale na pewno też pyszne.-uśmiechnął się kończąc jeść.-No ja to po prostu kocham...kocham piec i gotować. Co prawda...chłopakom w szkołach się to nie podobało bo leciały na to laski.-zaśmiał się.-więc zacząłem trenować karate żeby się obronić.
Jun
-Oj bo maszyna za ciężka.-westchnął zdejmując kask.-Może lepiej poprowadzimy? Chcesz motor odwieźć do jego domu?
Takano
-No męczyli...jakby to wyjaśnić. Chłopak z bogatej rodziny, na dodatek umiący piec, przynoszący wypieki do szkoły, częstujący dziewczyny, dżentelmen...Byłem dla nich niewygodny.-wyjaśnił w lekkim uśmiechem. Objął go delikatnie.-O...-zamrugał kilkukrotnie.-ja ciebie też, kochanie...-odpowiedział.
Jun
-No lepiej będzie poprowadzić.-zszedł z motoru i zaczął go pchać.-ka swój zostawię pod domem...wtedy może cię zawiozę? Tak będzie najlepiej.-zaproponował.
Takano
-No proszę...ja zbytnio broić nie mogłem. Nie wypadało. Jeśli coś bym zrobił to "mama" byłaby zła. Ojciec był bardziej pobłażliwy ale to ona rządziła. Tak długo jak byłem grzeczny ona udawała że mnie kocha.-wyjaśnił.
Jun
-Och chcesz wrócić do dziadka? No ok...więc plaża i sok.-uśmiechnął się.
Takano
-wiesz to tak w sumie nie jest moja mama...to po prostu żona mojego taty. Moją mamą była jego kochanka która nie żyje.-wyjaśnił milknąc i oddając pocałunek.
Jun
Pokręcił głową.-no tak ty wręcz musisz mieć swój własny kąt i zabezpieczenie jakby jednak się nie udało.-zaśmiał się.-A już się chciałem ponabijać że tak będziesz za nim tęsknił że będziesz spał w jego łóżku tuląc przesiąkniętą jego zapachem pościel. Zepsułeś mój szatański plan.
Takano
-Uderzył moją Jolie!?-wrzasnął zaskoczony.-No nie...to już przesada...-pokręcił głową i pogłaskał psinkę.-widocznie go nie polubiła..ale ona nikogo nie lubi...
Jun
Zaśmiał się wesoło.-Niszczysz mój szatański plan nabijania się z ciebie....-umilkł na chwilę.-No to może nie wiem...skoro nie chcesz tam spać sam...To może weźmiesz sobie coś co należy do niego? Jakaś bluza albo coś.
Takano
-ona nie jest niewychowana. Ona po prostu widzi w każdym człowieku zagrożenie.-mruknął.-ja jej nie kupiłem tylko znalazłem. Cholernie lało a ja akurat wracałem z jakiegoś baru. I niedaleko mojego paryskiego lokum w jakimś kartonie leżała zakrwiona Jolie. Zdaje mi się że po prostu ktoś ją skrzywdził i dlatego tak nikogo nie lubi i warczy.-uśmiechnął się lekko glaszczac psinke.
Jun
-oj no...-zasmial sir słysząc jak się jąka. Chodzi bardziej o to że jak tak przytulisz jego bluzę, zamkniesz oczy i ten zapach w ciebie uderzy to wyobrazisz sobie że jest obok ciebie.-wyjaśnił.
Takano
-ma dopiero 2 lata...-mruknął.-poza tym mi to jakoś nie przeszkadza. Czuje zagrożenie i tyle. Nie oducze jej tego skoro ktoś aż tak ja skrzywdził. To trzeba zaakceptować. On nie powinien jej bić.
Jun
Machnął ręką.-a teraz co nie jesteś? Wciąż jesteś słaby. -uśmiechnął się lobuzersko.
Takano
-gdybyś ją mocno trzymał to nawet by na go nie skoczyła.-westchnął.-Tomo nie próbuj jej zmieniac.-poprosił cicho.-ja rozumiem że się boi. I będzie się bała. Mi wystarczy że moich bliskich lubi.
Jun
-oj no jasne wszystko moja wina.-westchnął opierając swój motor na nozce i podnosząc motor mężczyzny.-powinieneś bardziej uważać.-dodał pomagając mu wstać.-zrobiłeś sobie coś poważnego?
Takano
-oj no ją zawsze trzeba trzymać nigdy nie wiadomo kogo kiedy zaatakuje. Jasne to też jej wina ale twój dziadek nie powinien do jej od razu tak pewnie podchodzić.-mruknął wołając do siebie psinke.-Jolie nie wolno tak...on nic nie chciał ci zrobić.-psinka szczeknela w odpowiedzi.-no wiem że uderzył...
Jun
-zaskakuje? A co prawdę mówię?-zasmial się.-no dobra skoro nic ci nie jest to idziemy dalej.
Takano
Pobawil się trochę z sunia i wziął kilka lykow koktajlu.-Tomo? Jesteś na mnie zły?-spytał glaszczac Jolie.-widzisz Jolie musisz być grzeczna...i nie gryźć jego dziadka.
Jun
-oj no a nawet jeśli coś by się stało to przecież nic by ci nie zrobił. To w końcu tylko motor. Jakby chciał to by se nowy kupił.-zasmial się.
Takano
-no przecież wiem że tylko chciał się bronić. Tylko tym bardziej ją do siebie zrazil. A skoro mówisz że się go boi no to cóż. Raczej tego nie odkrece.-westchnął.
Jun
-no wiesz...ja mój motor wygrałem. Więc jesteś jednym poza mną który się na nim przejechał. Kopnął cię zaszczyt.-zasmial się.-ale fakt on pewnie też ma takie rzeczy.
Takano
-dobrze i przyjąłem to do wiadomości.-uśmiechnął się lekko.-nie, dzięki. Ty też nie powinieneś pić. Nie wyglądasz najlepiej. Chodzi.-poklepal miejsce obok siebie -sen ci dobrze zrobi a nie kawa.
Jun
-a czemu poza domem? Co w nim takiego szczególnego?-spytał unosząc brwi.
Takano
-och ale czemu nie chcesz?-spytał bawiąc się jego włosami.-przecież jak się przespimy to będziemy mieli wiele czasu dla siebie a ty nie będziesz słabł.
Jun
-mhm...i to pewnie dlatego się tu przeprowadził, co?-spytał z lekkim uśmiechem.-za bardzo się przejmujesz. Myślisz że postanowi drugi raz zaryzykować ze spaleniem? W takim razie mogły to samo zrobić z domem twojego dziadka.-pokrecil głową.-ale prawda jest taka że musisz sprawę z wujem rozwiązać raz a dobrze.
Takano
-och no ja też tesknilem. A teraz już spij.-uśmiechnął się lekko samemu też przymykając oczy. Cały czas jedynie półśnił wiem obudził się jak chłopak zaczął się mocniej wiercic.-co się stało?-spytał przecierajac zaspane oczy.
Jun
-no rozumiem. W końcu on prawie cię zabił.-westchnął.-może po prostu zaciagnij go do sądu? Wystarczy znaleźć jakich haczyk na niego...a na pewni coś by się znalazło.
Takano
-hej...no co jest?-spytał glaszczac go po włosach. Odczepil go od swojej nogi i usiadł na podłodze.-po prostu mi powiedz.-poprosił obejmując go lekko.
Jun
-ale to z siostrami to był wypadek.-westchnął.-i uderzyła w was ciężarówka jadąca z przodu.-westchnął.-no nic...coś wymyslimy. Ale nie możesz ciągle tak żyć. "nie zamieszkam z nim osobą która kocham bo mój pokrecony wuj spali mu dom".
Takano
-Tomo...nic nam nie jest. Nie palimy się. To był tylko zły sen.-zapewnił gladzczac go po plecach.-rozejrzyj się jesteśmy cali i zdrowi. Nikt się nie pali.
Jun.
-no cóż...musisz dać sobie pomoc. Samemu to nic nie zrobisz. Mi przeszły z czasem. Musiał trochę minąć zanim całkowicie przestałem drapac się w nocy.
Takano
-nie masz za co przepraszać. Nie puszczę cię.-zapewiął wciąż delikatnie go glaszczac.-Tomo nie masz się o co martwić. Jesteś bezpieczny.-ucałował go w czoło.
Jun
-wiem. Ale tak będzie tylko gorzej. Jakoś musisz się przed nim otworzyć. Bo ja już chyba więcej nad to co ci powiedziałem nie mogę pomoc. Nie wiem jak.
Takano
-nie masz się czego bać. Już jesteś bezpieczny. Ja cię nie dam skrzywdzić.-zapewnił delikatnie glaszczac go po włosach i plecach.-nikt już niczego nie spali. Spokojnie.-nie przestawał go głaskać.
Jun
-ale to jest proste. Po prostu musisz przestać tyle o tym myśleć i zacząć być trochę bardziej pozytywny. I bardziej ufać osobom które kochasz. I które kochają ciebie. Proste i logiczne.
Takano
Obejmował go mocno dając się wyplakac. Uspokajająco glaskal go po włosach i plecach.-jest dobrze. Już jesteś bezpieczny.-zapewniał cicho. Jolie jak i szczeniaki patrzyły na nich zaciekawione.
Jun
-no to jest raczej logiczne.-uśmiechnął się lekko.-tylko no...jakby to wyjaśnić. Przecież twój wujek musi w końcu odpuścić. Nie robisz mu nic złego.
Takano
-Nic się nie stało skarbie.-uśmiechnął się lekko wstają z podłogi i siadając na kanapie.-tak napije się. Zrób jakąś słodką.-poprosił spokojnie. Kiedy chłopak wyszedł zaczął masować bolaca nogę.
Jun
-tak już czasami jest. Ale w końcu na pewno dopuści. Głowy nie dam ale jeśli z nim pogadasz, wyłożysz kawę na ławę...to może coś się zmieni...-wzruszył ramionami.
Takano
-Jolie spokój. To nie jego wina.-funkął na psinke. Kiedy chłopak wrócił odebrał od niego kubek i wziął potężny łyk.-no to teraz czas na próbę babeczki.-zasmial się biorąc jedną. Wziął gryz i uśmiechal się zadowolony.-wyszły pyszne. Zdolny jesteś.-pochwalił go dając mu celuska w policzek.
Jun
-ja rozumiem że nie jest to łatwe. Ja do tej pory nie otworzyłem się pogadać z ojcem. Nawet jeśli wysyła mi pieniądze. Mogę pójść do niego z tobą jeśli poczujesz się pewniej.
Takano
-jasne że smakują. Wyszły ci pyszne.-pochwalił raz jeszcze.-ten przepis pisałem na początku studiów. Następne są coraz bardziej zagnatwane.-wyjaśnił kończąc babeczke.-znalazłeś jeszcze jakieś moje przepisy.
Jun
-wiem. Musisz poradzić sobie że strachem i z koszmarami.-uśmiechnął sie lekko.-jak już się zdecydujesz to daj mi znać. Możesz na mnie liczyć.
Takano
-Hmmm...masz rację. Będzie przyjemniej i zabawiej.-odpowiedział oddając pocałunek.-więc co idzie na pierwszy ogień? Ciasto? Ciasteczka? Czekoladki? Tort?-wymienił kilka delikatnie muskajac jego usta swoimi.
Jun
-dalej ja poprowadze.-odparł zostawiając swój motor w garażu. Wrócił biorąc motor Takano.-no ruszamy.-uśmiechnął się.-jeju, jest trochę cięższy niż mój.
Takano
-więc najpierw czekoladki. Mam formę wiem sobie zrobimy. Chcesz z jakimś nadzieniem?-spytał dając mu caluska w policzek.-i ciasteczka...może cynamonowe?-zaproponował.-ja też bardzo lubie.-uśmiechnął się biorąc sobie babeczke.
Jun
-no jasne. Ale po szpitalu jesteś wykończony. I to szpitalne jedzenie.-zamial się spokojnie idąc w stronę domu a raczej willi mężczyzny.
Takano
-wiesz skarbie...na walentynkowe czekoladki to jest trochę inny przepis. Są slodsze i delikatniejsze.-wyjaśnił.-z kumplami dla jaj dawaliśmy na nie lukier który łudząco przypominał spermę. A że byliśmy dość popularni na uczelni to dziewczyny chętniej je kupowały.-zasmial się opowiadając fragment swojego studenckiego życia." słodki jest jak się tak rumieni." pomyślał.
Jun
-oj marudzisz. Jakby bardzo nie chciał to nawet teraz by ci nie pozwolił.-zasmial się.-no wiesz dla większości mężczyzn motor czy samochód to skarb którego nie dadzą skrzywdzić.
Takano
-Tomo wyprowadź Jolie. Będzie tak warczała cały czas...no i nigdy nie wiadomo czy nie zaatakuje.-uśmiechnął się do niego lekko. Wstał z kanapy i pokuśtykał do mężczyzny odbierając butelkę.-Kyouhei Takano...-mruknął przyglądając się butelce. "coś mi nie gra w tym kolesiu, ton jakim zwracał się do Tomo, no i to nazwisko...." pomyślał cicho wzdychając. Zdecydował że później porozmawia z chłopakiem.-Zapraszam do salonu.-wystawił na twarz lekko przymuszony uśmiech. Nalał wina do kieliszków i usiadł na kanapie. Wziął łyk i skrzywił się połykając płyn.-Nie chciałbym urazić.-"ale to zrobię" dopowiedział w myślach"-ale wino wywietrzało. Musiało być źle zakorkowane.
Jun
-No cóż...powiedzmy że to taka nasza duma. Dobry wóz czy motor...no ja na przykład po prostu uwielbiam szybkość.-zaśmiał się.
Takano
"pewnie kupił jakąś taniochę..."-przez pewien czas mieszkałem we Francji więc znam się na nich. Zdecydowanie wywietrzało.-pokiwał głową jakby podświadomie chcąc dopiec mężczyźnie.-Cóż...studiowałem w Paryżu ale moim wypiekom wciąż wiele brakuje.-uśmiechnął się lekko chcąc udać skromność.-Tutaj się urodziłem więc postanowiłem wrócić. Początkowo miałem w planie podjąć się pracy w tutejszej piekarni jednak nieszczęśliwie spłonęła...-zwiesił delikatnie głową.-Na szczęście tak się złożyło że w pierwszych dniach mojego pobytu tutaj poznałem Tomo, zdecydowaliśmy razem zbudować piekarnio-cukiernię.-wyjaśnił z większym uśmiechem.
Jun
-No widzisz?-uśmiechnął się zaraz milknąć i biorąc głęboki wdech.-wow...ale chata...sam w małej nie mieszkałem ale chyba zdążyłem się już odzwyczaić.-zaśmiał się zażenowany.
Takano
-Proszę o wybaczenie, że przerwę tą nad wyraz fascynującą dyskusję. Ale proszę nie podnosić tu głosu. Jestem po wypadku i nerwy to ostatnie czego mi trzeba.-mruknął słowa kierując bardziej do burmistrza.-Tak zdecydowaliśmy że będzie to najlepsze rozwiązanie. Oboje na tym zyskamy oszczędzając na kupnie ziemi.-uśmiechnął się po chwili przecząco kręcąc głową.-Na prawdę nie trzeba. Póki co w planach mamy jedynie małą lokalną cukiernię. Nie jestem w cale aż tak dobry. Studia w Paryżu w cale nie robią z człowieka wielkiego cukiernika.-uśmiechnął się dopiero teraz doceniając nauki płynące z bywania na bankietach na których musiał grać grzecznego, skromnego i ułożonego chłopca.
Jun
-Musi mu się tu cholernie nudzić. No weź...ja mam traumę do takich wielkich domów...-wzdrygnął się lekko.-Ojciec posuwał mnie chyba w każdym z pokoi...
Takano
Zmartwiony popatrzył w stronę w którą pobiegł chłopak. Nie mógł jednak pójść za nim żeby nie wzbudzać podejrzeń.
-Ja jednak uważam, że Tomo jest dobrym piekarzem i kucharzem. Cukiernictwo też mu wychodzi. Umiem ocenić zyski ze współpracy. Ta mi się opłaca.-uśmiechnął się lekko. Popatrzył zniesmaczony na swój kieliszek podając mężczyźnie otwartą butelkę.-Nie żebym pana wyganiał ale po tym wypadku nie czuję się najlepiej.-mówiąc to wstał.-następnym razem proszę lepiej wybierać wino. Nie dość że jest wywietrzałe to rocznik jak i gatunek pasuje na rocznicę ślubu par z długim stażem. Podawane do wołowiny.
Jun
Mężczyzna wybuchł głośnym śmiechem.-chyba pierwszy raz słyszę o twoich fetyszach.-powiedział kiedy trochę się już uspokoił.-No więc możemy wpaść na herbatkę. Zobaczę jak twój kochaś mieszka.
Takano
-Co za stary głuchy pierd! Nie słyszał jak mówiłem że nie chcę żadnej jebanej kampanii?! Nie dam na sobie zarabiać. No i musi być cholernie głupi skoro nie zrozumiał że przez praktycznie cały czas ostro po nim jeździłem. Jak można przynosić w gości tak ohydne wino. A mogłem wypuścić na niego Jolie...-mruczał pod nosem kuśtykając do łazienki. Zapukał lekko.-Tomo?Mogę wejść.-spytał już spokojniej.
Jun
-No, no...jak tak dalej pójdzie to kto wie o jakich jeszcze fetyszach się dowiem...Umówię się z nim na piwko i znając moją słabą głowę kto wie co mu wyśpiewam.-zaśmiał się unosząc ręce do góry kiedy pies zaczął na niego warczeć.-Co to za...przeurocza sunia?
Takano
Otworzył powoli drzwi i usiadł na przeciwko niego.-Poszedł. Już możesz być spokojny. Wyprosiłem go ale chyba nie zrozumiał ze zdążyłem skomentować jego głupotę...-wzruszył ramionami.-Spokojnie skarbie.-złapał go za dłoń.
Jun
-Wiesz jak alkohol działa na ludzi. I że na mnie działa ze zdwojoną siłą.-zaśmiał się.-Z resztą sam się w końcu dowie.-wzruszył ramionami.-No mała nic ci nie zrobię.-kucnął i wysunął w jej stronę wyprostowaną dłoń do obwąchania.
Takano
Pokiwał spokojnie głową i uśmiechnął się lekko.-dobrze. Więc za chwilkę.-przytaknął.-No trochę pobladłeś. I ciężko oddychasz.-westchnął.-na dziś chyba masz dość wrażeń, co? Kiedy indziej opowiesz mi skąd ten twój lęk przed samochodami.
Jun
-Och no wybacz. W takim razie będę milczał.-zaśmiał się.-w takim razie mogę iść dalej? Skoro zostałem zaakceptowany?-zapytał zdejmując buty.
Takano
-Nie mów tak. To szczęście że chociaż ty przeżyłeś.-uśmiechnął się lekko podając mu chusteczki.-i za to niby miałbym cię znienawidzić? Daj spokój. Kocham cię bez względu na twoje lęki...No i to był wypadek, nie zrobiłeś tego specjalnie.-zrobił krótką pauzę.-A teraz najważniejsze żebyś się uspokoił.
Jun
-Tak, herbatę. Moja nienawiść do kawy się nie zmieniła.-zapewnił siadając na jakimś krześle.
Takano
-Tomo ale to i tak nie była twoja wina. Młody pewnie wtedy byłeś. Działałeś pod wpływem na dobra sprawę do nie zdawales sobie że wszystkiego sprawy.-objął go lekko.-nic się nie stało. Możesz się wykrzyczec. Ja sam nie raz jechałem po pijaku, co prawda nic się nikomu nie stało co na paryskich ulicach jest cudem. Ale może to po prostu zasługa mojej mocnej głowy.
Jun
-dzięki.-wziął łyk herbaty i popatrzył na ciasto.-on robił?-spytał próbując trochę.-ej to jest pyszne...ma...naprawdę ciekawy smak....
Takano
-obiecuje. Żadnego jezdzenia po pijaku. Byłem głupim studentem. Ale już nie będę jechał po alkoholu.-obiecał szybko.-ale po kieliszku wina do obiadu chyba będę mógł co?-spytał żeby się upewnić.-Tomo na pewno już lepiej?
Jun
Nie powiedziałem dziwne tylko ciekawe.-mruknął.-i w sumie przedstawia. Jest takie słodko-gorzkie. Ciekawe połączenie. Ale chyba nie poznał cię od tej ostrej strony.-zasmial się jedząc dalej.
Takano
-dobrze mi pasuje.-uśmiechnął się wstając.-no skoro tak twierdzisz...wypuscisz pieski? Ja w tym czasie dojde do salonu i sprzątne kieliszki. Zostało jeszcze trochę babeczek i chciałbym je zjeść.-podszedl do niego i zanim wyszedł dał mu caluska w policzek.
Jun
Wybuchnął głośnych śmiechem i przez bardzo długo nie mógł się uspokoić.-ale to chyba poznał przed upieczeniem ciasta...-wysapal między salwami śmiechu.-jeju nie mogę...to gdzie wy się kochaliscie?-wziął głęboki wdech.-co ty masz jeszcze za fetysze co?
Takano
-och...no jasne. Zaraz zejde na dół i wybiorę jakąś małą butelkę. Przyda mi się wypić coś smacznego po tym co on przyniósł.-uśmiechnął się lekko.-pewnie że możesz postać. Możesz kiedy chcesz, przecież wiesz. Możesz się tu czuć jak u siebie.
Jun
Przez chwilę milczał zastanawiając się czy dobrze usłyszał dopiero później wybuchając głośnych śmiechem. Uderzał dłonią o stół zupełnie nie mogąc się opanować.-daj...daj mi chwilę.-wysapal próbując złapać powietrze.-no od tej strony cię nie znałem...-zaczął w końcu.-ano właśnie po co? Chyba musisz się komuś zwierzyc ze swoich fantazji...-wysnul teorię.-no no...to ja już chyba wiem co mu sprezentujesz przy najbliższej okazji...no i teraz go nie ma...masz szansę przeszukać mu dom i zobaczyć co ma.-zasmial się.
Takano
Psinka szczeknela jakby wyrażając swoją aprobatę. Mężczyzna wrócił po dłuższej chwili z małą butelką białego, musujacego wina i z dwoma kieliszkami.
-już jestem, mam nadzieję że posmakuje ci to wino.-usiadł stawiając butelke na stole żeby ją otworzyć.
Jun
-ej no! Nie będę mu w rzeczch grzebal!-funkął idąc za nim.-jeju nie wiem...nie posiadam tego typu zabawek więc nie wiem gdzie bym je chował.-mruknął otwierając jedną z szuflad szafki nocnej.-tu nic specjalnego, parę prezerwatyw, bodajże wazelina...-zamknął szuflade.-pomyśl gdzie na jego miejscu byś je schował...
Takano
-to stosunkowo młode wino więc dedykowane jest dla par które dopiero się poznają. Podawane jest do różnych deserów bądź samo. Uważam że będzie pasować.-wyjaśnił nalewajac.-tylko jeden kieliszek.-zapewnił podając mu alkohol.
Jun
-no kto by przepadal za sm...fanatyk jakiś tylko...-mruknął wzruszając ramionami.-no to masz kajdanki...czego jeszcze szukasz? Nie wiem może zobacz w łazience...albo pod łóżkiem, nie wiem w szufladzie z bielizną.-rzucił luźne pomysły.
Takano
-cieszę się że ci smakuje.-uśmiechnął się biorąc kilka lykow.-moje fetysze? A skąd tak nagle to pytanie?-zaskoczył się trochę.-zadziwiające bo jakoś nigdy sienna tym nie zastanawialen. Lubie seks sam w sobie...nie lubie kiedy parter jest cicho...wolę słyszeć czy mu się podoba czy nie.-zamyslil się.-trochę adrenaliny od czasu do czasu nie jest złe ale we Francji rzadko kiedy odbywałem stosunek gdzieś poza łóżkiem. A no i lubie jak raz na jakiś czas to ktoś mną się zajmuje. 69...jeździec....-zapil słowa winem.
Jun
-czy ja mam przyjaciela masochiste?-zasmial się.-to zobacz czy ma coś w łazience, potem w garderobie a jak nie ma nic to mu coś kupisz żeby pospelnial twoje fantazje.-zaproponował.
Takano
-ano...nie tak trudno. Szczegół tkwi w technice.-zasmial się.-nie wiesz? No ale skądś jednak przyszło ci żeby mnie spytać. W takim razie może ty mi opowiesz o swoich fetyszach i wymaganiach żebym miał łatwiej?-spytał delikatnie unosząc brwi i odgryzajac kawałek babeczki trzymanej przez chłopaka.
Jun
-a seks w publicznych miejscach ci tą adrenaline zmienia tak?-zasmial się.-czyli co rezygnujesz z przeszukiwania jego domu i kupowania mu paru drobiazgów?
Takano
-serio? Tylko to?-spytał unosząc brwi i biorąc sobie jedną babeczke.-miejsca publiczne jak pociąg...-zrobił dłuższą pauze.-coś jeszcze? Jakieś specjalne miejsca?-spytał uważnie mu się przyglądając.-muszę wiedzieć skoro mam w planach randkę w Tokio.
Jun
-aż nie mogę uwierzyć. Jeszcze przed chwilą byłeś tym strasznie podjarany. Co się stało że tak nagle zmieniles zdanie.-spytał krzyżując ręce na piersi.
Takano
-ale z ciebie wredota...to ja ci tu opowiedzialem, a ty co? Nawet kilku miejsc mi nie chcesz powiedzieć? No i nie uwierze że to twój jedyny fetysz.-mruknął z teatralnym fochem wypisanym na twarzy.-a tymi caluskami to chcesz mnie rozproszyć? Nie no tak się nie bawimy.-zasmial się.
Jun
-a i co stwierdziłeś że od ciebie ucieknie? Każdy ma jakieś zboczenia. Jedni ich mają mniej drudzy więcej. A ty jesteś przypadkiem który chyba nigdy nie miał takiego satysfakcjonującego seksu. Mam rację?
-Ych Tomo...rozmawialiśmy...-mruknął trochę niezadowolony z przerwanej konwersacji.-Nie...-zatrzymał jego ręce.-nie chce żebyś widział albo nawet dotykał tą ohydna blizne.-mruknął przygryzajac dolną warge.-noga wciąż mnie boli...znów nic nie zrobię.-mruknął trochę zażenowany.
Jun
Wywrócił oczyma.-mówimy o tobie i o twoich doświadczeniach w tym temacie. Czy ty miałeś satysfakcjonujący seks.-wyjaśnił spokojnie.-no jwartacz myślę że jak dla ciebie to najwyższy czas się wyszalec. Tak bez alkoholu i dragow. Na trzeźwy umysł. -wzruszył ramionami.-ale się nie będę w te rejony waszego związku wtrącał.
Takano
Oddawał pocałunki z równą pasją jednak po dłuższej chwili odsunął go od siebie ręką zakrywajac jego blizne jakby nie chcąc na nią patrzec.-może i tak. Może i wygladasz seksownie.-przygryzl dolną warge.-ale ja czuję się ich winny. Będą mi przypominały jakim skończonym debilem jestem że pozwoliłem tak nas urządzić.-pokrecil głową.-ale to idiotyczne prawda? Nie mogę cały czas ich ukrywać. Ani unikać patrzenia na twoją...-przejechał kciukiem po jego bliźnie.-moja jest większa...-mruknął cicho.
Jun
-no cóż...to może jest ciutke dziwne...-uśmiechnął się lekko.-ale bie sądzę żeby było złe. Jeśli mu to wyjaśnisz sądzę że zrozumie i da ci czego chcesz. Nawet jeśli będzie tu musiał być klaps. Wiesz mało kiedy ktoś chce bić swojego partnera...-wzruszył ramionami.
Takano
-no bo mogłem cię zatrzymać zanim wyszedłeś...ale masz rację...-uśmiechnął się delikatnie. Zadrzal kiedy chłopak dotknął jego blizny.-więc twierdzisz że blizny są seksowne?-uśmiechnął się lobuzersko.-kocham cię...-wsunal dłoń w jego włosy.
Jun
Wywrócił oczyma.-ale chciałbyś żeby trochę je pospelnial.-westchnął.-nie będę cię namawiał to twój związek. Zrobisz co będziesz chciał.
Takano
-ach...przepraszam...-zabrał ręce kładąc je pod głowę.-no w takim razie nie muszę się ich wstydzić.-zmierzwil mu włosy.-kocham cię. Ty też wyglądasz seksownie z tą blizną.
Jun
-no ja wiem...ale nie zaszkodzi jak się go spytasz. Bo tak w sumie to ty jakby przeżywasz swoją pierwszą miłość...i to on jest pierwszą osoba która cię podnieca. To jasne że chcesz pospelniac fantazje których nie mogłeś wcześniej.
Takano
-no skoro tak twierdzisz.-zasmial się odsuwając go od siebie żeby spojrzeć mu w oczy.-ech ubrudziles się.-starł mu tą odrobinę spermy którą miał na policzku. -zabacz.-pokazał mu swój palec.-chociaż w sumie słodko wyglądales....
Jun
-no w tym wieku to na pewno jest do dupy. Ale musisz przyznać że z drugiej strony to jest fajne, co? A fantazjami aż tak się nie przyjmuj. Może sam zdecyduje się spełnić twoje fantazje? Tylko najpierw musisz mu o nich jakoś powiedzieć.
Takano
Ubrał koszule i wyszedł za nim.-Tomo...mogę zapalić z tobą?-spytał siadając i wyjmujac swoje cugaretki. Odpalil jedną czekoladowa mocno się nią zaciągając.
Jun
-tak to do niczego nie dojdziesz. Będziesz tylko ciągle winil siebie że bie spelniles swoich fantazji. Aż w końcu będziesz stary i zostanie ci tylko myślenie o nich.
Takano
-Namawiać? Sam palę...może nie jakoś wybitnie często. Ale palę. Po prostu to lubię.-uśmiechnął się powoli wypuszczając dym z ust.-Dziwnych? To też zależy co rozumiesz przez dziwne...nie sądzę żeby jakieś były bardzo dziwne.-zaciągnął się cygaretką.-No na przykład może najnormalniejszym nie jest moje uwielbienie do słuchania jęków rozkoszy ale nie uważam też tego za wybitnie dziwne.
Jun
-To będziesz myślał do usranej śmierci.-mruknął.-Moje...fantazje?-zająkał się.-może zacznijmy od tego że z seksu to na razie nici....
Takano
-wiesz to takie moje małe upodobanie...-zaśmiał się wypuszczając dym z ust.-No cóż...moje życie seksualne było dość...-pstryknął palcami szukając odpowiedniego słowa.-urozmaicone. Tak jak mówiłem lubię seks sam w sobie więc nie mam problemów ze spełnianiem zachcianek partnerów. Jasne w swojej kolekcji zabawek posiadam kajdanki...
Jun
Pokiwał głową.-No jest. Po tym gwałcie ogólnie boi się dotyku...to w ogóle cud że normalnie go przytulam czy całuję...nie ma problemu z dotykaniem mnie...ale ja jego nie mogę. A ja tak nie lubię. Więc o seksie to na razie mogę sobie pośnić.
Takano
-A bo ja mam skrytki...przyzwyczajenie z mieszkania w domu z rodziną i w akademikach. No i sprzątaczki jak przychodzą to wolałbym żeby jednak tego nie oglądały.-zaśmiał się.-ale jako że nie przepadam za zadawaniem bólu partnerom...to nie mam tego wiele, głównie prezenty. Ot kajdanki do których się dokopałeś, wibratory, kulki analne...sam nie wiem co mam bo to był po prostu worek który przywiozłem z domu i schowałem.
Jun
-Może...ale nie mogę naciskać ani być zbyt nachalny. Wiem jak to męczy lepiej niż ktokolwiek. Dlatego z takim spokojem daję mu czas.-wyjaśnił cicho wzdychając.
Takano
-Tomo...-jęknął gasząc papierosa.-Zadzwonię do niej i jakoś to odkręcę...raz w tygodniu wpada tu gosposia z mojego domu w Tokio. I sprząta. Powinna się zgodzić na sprzątanie tutaj jak ładnie wszystko wyjaśnię i przeproszę.-westchnął.-Nie mam zamiaru sprzątać tego domu...
Jun
-miejmy nadzieję że jak najdłużej. Poranne wycieczki do łazienki powoli stają się rutyną...ale daję radę.-zaśmiał się.
Takano
-Mowy nie ma. Ten dom jest ogromny a ja mam inne rzeczy na głowie. Płacę jej za to a i tak pracuje dla moich rodziców.-mruknął.-Raz w tygodniu tu przyjeżdża. Poza tym kuchnie sprzątam regularnie. No i swoją sypialnię.
Jun
-Ale ty masz faceta który w jakimś stopniu cię zaspokaja. Nie mówię że są złe, przypominają mi się trochę studenckie czasy. Ale cóż, ostatni stosunek odbyłem no...jeszcze w Tokio...-mruknął.
Takano
-No cóż panicz jednak jest zbyt leniwy.-fuknął.-Swój pokój zawsze sam sprzątałem więc niech nie marudzi...-westchnął.-tak raz w tygodniu. Wtedy zazwyczaj gdzieś wybywam. Przyjeżdża w niedzielę bo w sobotę robi w Tokio. Ja robię sobie wtedy małe wycieczki. A teraz ten czas możemy poświęcić na randki.-wzruszył ramionami.-ja nie czuję żeby to naruszało moją prywatność. Dla mnie ona nie jest obca. Znam ją od małego.
Jun
-No da się, da się.-przytaknął spokojnie.-Ale ja siebie już nawet nie próbuję oszukiwać. Mam 27 lat, dwa lata bez seksu a Ryu...nie przeczę że mnie podnieca.
Takano
-Mou...ale wredna męda z ciebie. Za duży pracuś z ciebie. Powinieneś odpocząć. Masz urlop a w czasie urlopu się odpoczywa. A nie robi wszystko inne.-mruknął.-I tak nie będę sprzątał nie podpuścisz mnie. Jutro dzwonię do Izumi-san.-zdecydował.-To koszmarne...jak ja wytrzymam tak rzadko widując się ze swoim chłopakiem.-westchnął robiąc smutną minkę.
Jun
-To nie takie łatwe.-mruknął nerwowo mierzwiąc sobie włosy.-Za zimno żeby poserfować.-pokręcił głową.-jakoś wytrzymam...
Takano
-Ale to koszmarne...że będziesz miał dla mnie tak mało czasu. Nie chcesz ze mną zamieszkać więc ten czas jeszcze bardziej ucieka. Jak piekarnia stanie na nogi to pewnie będzie go jeszcze mniej bo wtedy to i ja wezmę się do roboty.-westchnął.-Nie smuci cię to?
Jun
-No dam radę. A teraz wyłaźmy w końcu z jego sypialni.-mruknął idąc w stronę drzwi.-bo herbata pewnie już mi wystygła.-zamarudził.
Takano
-A dla mnie to nie jest normalne.-westchnął.-chyba będę niedługo znał na pamięć utwory z mp3 którą mi dałeś.-zaśmiał się.-Chciałeś znać mój najdziwniejszy fatysz, prawda?-mruknął w końcu decydując się to powiedzieć.-Do tej pory tylko dwóch partnerów że "zgodziło". Jakimś cudem prace zniknęły z mojej teczki. Nie wiem czy można to nazwać fetyszem ale na pewno jest dziwne. Lubię rysować partnera przed, w trakcie i po stosunku.
Jun
-Coś się stało?-spytał zatrzymując się i patrząc na niego.-Nie wyglądasz najlepiej.-mruknął podchodząc bliżej.
Takano
-Tylko dla mnie? No, no...Oczywiście wolałbym żebyś grał mi na żywo.-mruknął.-Ale chyba jednak nie można mieć wszystkiego. W czasie twojej nieobecności będę musiał zadowolić się mp3...-westchnął.-Ty myślisz że teraz skłamałem? Słuchaj, przecież mówiłem, że zrezygnowałem z tego konkursu.-wywrócił oczyma.-Nie musisz mi wierzyć.
Jun
-Ale ty jak zwykle masz w nosie to co mówi lekarz i pchasz się do roboty. Jesteś na urlopie i masz odpoczywać a nie łatać dachy i zszywać trupy. Jesteś niereformowalny.-mruknął.
Takano
-jasne jak słońce. Twoja prywatność i mi pokazujesz bo jestem wyjątkowy.-zasmial się.-nie oszukuje. Zrezygnowałem z tego konkursu. Nie muszę na niego rysować. I bez tej nagrody mogę sobie pojechać gdzie chce.-wzruszył ramionami.
Jun
-walne cię w głowę. Stracisz przytomność i będziesz odpoczywał.-zdecydował.-idziemy do domu dziadka. I od razu idziesz do łóżka.
Takano
-obiecuje.-ucałował go mocno w usta.-a co ja mam powiedzieć? To ty usilnie nie chcesz mi powiedzieć o żadnych swoich fetyszach. Nic. Totalne zero. To ja się tutaj powinienem obrażać.-funkął.
Jun
-nie no w ogóle nie jest źle. Wygłaszasz świetnie. Okaz zdrowia.-sarknal.-do łóżka i odpoczywać. Ale na kanapę i tv oglądać. Ale masz się nie ruszać.
Takano
-samolotem pewnie polecisz. Bo nie myśl sobie że odpuszcze ci wizytę w Paryżu.-zasmial się.-oj no...a żebyś ty był pierwszy ze zboczonymi fetyszami. Ja ci mój najdziwniejszy powiedziałem. Twoja kolej. Czy to nie głupie wstydzić się osoby którą się kocha?
Jun
-kuzwa! Wyglądasz koszmarnie! Co chwila krzywisz się z bólu!-zaniósł go do salonu kładąc na kanapie.-i leżysz. Jak pójdziesz do dziadka to zaczniesz pomagać. Tu będziesz leżał.-funkął.
Taknao
-i co strasznie było?-wywrócił oczyma obejmując go mocno. Nachylil się do jego ucha.-kiedyś to zrobie. Nie będziesz się nawet tego spodziewał.-zasmial się.-tylko musisz mi dokładnie wyjaśnić co rozumiesz pod tym pojęciem.
Jun
-nie no mogę zostać z tobą.-wzruszył ramionami.-nie robi mi to różnicy a ty ledwo stoisz na nogach tak cię boli. Musisz odpocząć.
Takano
-rozumiem. Mój mały niegrzeczny chłopiec.-poglaskal go po włosach.-i co tak strasznie jest mówić o tym czego chcesz?-spytał delikatnie unosząc brwi.-kiedyś się pobawimy. Wybiorę taki termin żebyś się nie spodziewał.
Jun
-no jasne...wybacz ale akurat w duchy to nie wierze.-mruknął siadającbna fofotelu.-więc się stąd nie ruszymy póki nie poczujesz się lepiej. A przez lepiej rozumiem aż cię nic nie będzie bolało.
Takano
-aj tam zaraz dziwny...no zboczony, ale nie widzę w tym nic złego. Po prostu chcesz być zdominowany.-wzruszył ramionami.-w porównaniu z moim to nic. Ja któregoś dnia w trakcie stosunku mogę powiedzieć "ach teraz wyglądasz wspaniałe!" i przerwać zaczynając rysować.-zasmial się.-kocham cię bez względu jak bardzo zboczony jesteś. A bycie zboczonym jest nawet fajne.
Jun
-zamordowana kobieta, ta? I niby za co miałaby się mścić na tobie? Zupełnie nie rozumiem twojej logiki. Duchy nie istnieją.-wywrócił oczyma.
Takano
-a co myślałaś że żartuje? Serio. Fakt są to przypadki kiedy musisz wyglądać też że aż MUSZĘ cię uwiecznic. Ale się zdażają. I wtedy po prostu przerwam.-wyjaśnił trochę zażenowany.-och skarbie...będę cię tulil ile będziesz chciał. Zawsze.-uśmiechnął się.-je t'aime...-szepnął.
Jun
-Tomo...to był pies.-funkął wskazując na wychodząc psy.-no już zlaz że mnie i się kladz.-ośmiele się stwierdzić że jego mama jest raczej zadowolona że jej stan w końcu znalazł stałego partnera. Przecież wie że to nie ty ją zabiles.-funkął.
Takano
-Hmmm no mógłbym cię tak rysować. Często rysowalem jak moja młodsza siostra tańczyła. Z gitarą sobie poradzę.-uśmiechnął się.-oj no, pokaże ci je. Jak wejdziemy na górę to je pokaże. Mam je w sypialni.-wyjaśnił obejmując go mocno.-a jaki masz pomysł na nową piosenke?
Jun
-no chodzą po domu. Jesteś przerwazliwiony.-westchnął.-no daj spokój. Niby czemu miałaby być o ciebie zazdrosna? Jaką jeszcze teorię wysnujesz? Że jest niezadowolona bo jej syn jest z chłopakiem?
Takano
-taki trochę dobijajacy temat.-mruknął cicho.-no wiesz...śmierć nie jest najmilszym tematem. Ale rozumiem że chcesz mieć jakiś poważniejszy utwór. Mi się podobają te bardziej pozytywne.-wzruszył lekko ramionami.
Jun
-a czemu od razu zakladasz że cię nie lubi? I weź przestań na siebie patrzec tak negatywnie! Masz wiele pozytywów. A jak to nazwales "dzikie fetysze" wcale nie muszą być minusem. I nie nazywaj siebie mordercą...-westchnął.-skoro masz tyle minusow tona co on cię kocha?
Takano
-no jeszcze zobaczymu skarbie. Najpierw ją napisz.-poglaskal go po włosach.-jeśli będziesz czuł potrzebę zagrania ja mi to śmiało. Ale dzisiaj jak już pokaże ci moje prace to ładnie proszę o zagranie beztytulowej piosenki która dla mnie napisałeś.
Jun
-śpiewasz świetnie. No i piszesz teksty i komponujesz.-zauważył.-nawet jeśli amatorsko to bardzo dobrze. Twoje rogaliki są pyszne.-uśmiechnął się myśląc dalej.-studiował we Francji. To raczej normalne że lubi wino do posiłku. Może go tego oduczysz.-wysunął taka teorię.
Takano
-pozycze. Ja na niej nie gram więc jest twoja.-uśmiechnął się.-więc obejrzysz, zagrasz, zjemy, umyjemy się i do spania.-strescil plan wieczoru.-to co wchodzimy do środka?-spytał z zamiarem wstania.
Jun
-daj spokój i przestań patrzec na to tak negatywnie. Jestem pewno że jeśli mówiłeś mu o swoich problemach to będzie się hamował żebyś nie wrócił do alkoholizmu z którego tak ciężko było ci wyjsc.
Takano
-pierwszy raz widzę żeby Jolie się tak zachowywała...-zasmial się. Poszedł do swojej sypialni po chwili wracając do salonu z segrekatoren i kilkoma szkicownikami w jednej ręce i z gitarą w drugiej.-to co najpierw?-spytał siadając na kanapie.
Jun
Wywrócił oczyma.-może powiedz mu że winko tak od okazji? No wiesz randki, święta, rocznice? Żeby wino nabrało takiego specjalnego wyrazu zamiast kompotu do obiadu. Nie powinieneś dużo pić żebyś się nie złamał.
Takano
-to jest moja młodsza siostrzyczka. Uczy się tańczyć dosyć często ja rysowalem.-wyjaśnił.-ale to strasznie stary szkic...-mruknął.-pełno tu błędów i w ogóle.-zasmial się.-no lec dalej.
Jun
-powiedz mu że nie chcesz znów w to wpaść. Że chcesz być szczęśliwy i że to winko owszem wypijesz ale tylko od okazji. A nie codziennie do obiadu. Nie możesz znów wpaść.-westchnął.-na pewno zrozumie.-uśmiechnął się pocieszająco.
Takano
-ale to jest naturalne. Nic nie poprawiałem. Rąk wygladasz. Jesteś sliczny tylko ty tego nie widzisz.-mruknął calujac go namiętnie.-ale musisz przyznać że wyszło świetnie. Nie poprawiam rysunków zawsze rysuje takie jakie jest. Jak będę rysował twój akt to też cię nie podrasuje nie musisz się martwić.-zaznaczył od razu.
Jun
-lez. Ma całkowicie nie boleć.-mruknął celujac w niego palcem.-powiedz. Na pewni zrozumie i kto wie może sam ograniczy. Zadzialasz na niego zbawiennie.
Takano.
-nie ma takich, zawsze rysuje wsztsko takie jakie jest. Nic nie będę podrasowywal.-oznajmił po chwili milknąc żeby posłuchać piosenki.-trzeba jej w końcu nadać jakiś tytuł...-westchnął.-trzeba w końcu coś wymyślić.-dodał patrząc na gitarę.
Jun
-pójdę. Ale i tak sądzę że zrozumie.-wzruszył lekko ramionami.-skoro cię kocha to chce dla ciebie jak najlepiej. Proste.
Takano
"słodziak", pomyślał z uśmiechem który nie schodził mu z twarzy. Kiedy chłopak skończył położył głowę na jego kolanach.-nie ważne ile słucham tej piosenki zawsze tak samo mi się podoba. A kiedy spiewasz mi ją osobiście to już w ogóle. No ale pomyślmy nad tytułem.-zastanowił się na chwilę myśląc.-pierwsze słowo lub słowa jakie przychodzą ci na myśl jak na mnie patrzysz?-zaproponował.
Jun
Westchnął ciężko.-masz moje wsparcie. Zawsze je masz. Jesteś dla mnie jak brat. Ale musisz działać impulsywnie. No daj spokój długo myślałeś nad piosenką dla niego? Czy po prostu pisales co czules?
Takano
-nie będę się śmiał-przytaknal z uśmiechem.-mhm...więc może "Shelter"? Schronienie...-chwycił jego dłoń i ucałował palce.-co myślisz?
Jun
-oj no po prostu musisz zacząć żyć. Nie myśl baw się. Już koniec tych nieszczęśliwych chwil. Teraz chwytaj szczęście.
Takano
-nie. Ta baletnica nadal tańczy. Ta od wina mieszka we włoszech. Wyszła za jakiegoś włocha.-wyjaśnił.-ne Tomo...chciałbyś pojechać do Paryża?
Jun
-no ale póki jest dobrze to się ciesz a nie...sam się dolujesz...-mruknął.
Takano
-a kiedy byś chciał? Wiesz że ja zawsze jestem wolny. Kiedy tylko byś chciał możemy jechać.-uśmiechnął się.-ja mam aparat mogę ci dać. Latanie samolotem...to nic strasznego. Wznosimy się, lecimy i ladujemy. W czasie lotu możesz spać.-uśmiechnął się.-możemy to zrobić w ramach randki.
Jun
-dolujesz się. Powinieneś sie zacząć cieszyć z tego co masz.
Takano
-Ale lepiej by było przed otwarciem cukierni, prawda? Bo potem to już w ogóle o wolny tydzień krucho będzie...Zobacz a ja wtedy zarezerwuje bilety, hotel, miejsca w restauracjach i wszystko co potrzebne. Zadzwonię do taty żeby przesłał mi trochę pieniędzy...-uśmiechnął się lekko.
Jun
-Ty się cieszysz tylko w między czasie musisz wymyślać problemy.-wzruszył ramionami.-Ja tak to widzę.
Takano
-znaczy...bo ja chcę cię zabrać w kilka miejsc. I moje oszczędności mogą nie starczyć. Wykupienie hotelu na tydzień już swoje kosztuje. A jak dodać do tego wieżę Eiffla i kolację na jej szczycie, Luwr, katedrę Notre Dame, Moulin Rouge, rejs po Sekwanie i kilka moich ukochanych restauracji...to no cóż...pieniądze od taty bardzo się przydadzą.
Jun
Machnął ręką.-Jasne że nie zmienię. Ale daj się kiedyś porwać temu szczęściu. Na chwilę odpłyń od trzeźwego myślenia.
Takano
-Ale daj spokój...i tak cały czas chce mi wynagrodzić to że mama nie żyje i w ogóle...nie żebym to wykorzystywał ale znając go nawet nie będzie chciał słuchać o oddawaniu mu pieniędzy.-mruknął.-auć...-jęknął uderzając głową o podłogę. Usiadł rozmasowując głowę.-Tak poproszę.
Jun
-Ej to było coś innego. Nie chcesz tak chociaż raz dać się ponieść? Wyjechać na dajmy na to tydzień i zostawić wszystkie problemy.
Takano
-Mowy nie ma! To ja cię tam zabieram i nikomu nic nie będziesz oddawał.-westchnął idąc do kuchni.-Mogłem nie wspominać że będę brał pieniądze od ojca.-oparł się o blat.-Ja organizuję ten wyjazd ty niczym się nie martw. Podaj mi tylko termin.
Jun
Gdyby siedział bliżej stołu pewnie uderzył by w niego głową.-Widzisz? Ty za bardzo przejmujesz się innymi. Dziadek sobie poradzi, a jak nie to mogę sprawdzać jak się czuje. Szczeniakami przecież się zajmę.-wywrócił oczyma.-Jak z dziadkiem nie mieszkałeś to też sobie jakoś radził.
Takano
-Wiem że nie jesteś panienką.-wywrócił oczyma.-nie jesteś też moim utrzymankiem....-dodał cicho wzdychając.-Po prostu wyjazd do Paryża organizuję ja. Wiec daj mi płacić za ten wyjazd. Jeśli ty będziesz robił nam jakąś wycieczkę to wtedy ty płacisz. Możemy się tak umówić?
Jun
-Ale przecież nie mówię o długim wyjeździe. No tydzień maksymalnie. Odpocząłbyś.-westchnął.-Oj no przecież nie mówi tego serio. Poczekaj a nabierze sił.
Takano
-Hotel jest drogi...-westchnął.-No dobra...zapłacisz za lot. Zrezygnuję z pierwszej klasy...-zdecydował w końcu trochę niechętnie.-Ale jak jakiś dzieciak będzie mi kopał w siedzenie to nie ręczę za siebie.-ostrzegł żartobliwie.
Jun
-Nie w ogóle nie boli.-fuknął.-leżeć masz. Nie marudź.-westchnął ciężko.-A może to nie grób? Dramatyzujesz. Ja ci mówię że to jest tak żywiołowy staruszek że on jeszcze nas wszystkich przeżyje.
Takano
-Za co tu dziękować...będziemy lecieć dobre 8 godzin jak nie więcej słuchając krzyków, płaczu i głośnych rozmów...-mruknął głośno wzdychając.-pachnie pysznie. Więc na pewno tak samo smakuje.-uśmiechnął się do niego.-Gdzie jemy?
Jun
-Ja ci mówię. A jak nie wierzysz to z nim pogadaj. Raczej nie sądzę żeby kopał własny grób. Nie jest aż tak...dziwny...-wzruszył ramionami.-Dobra ale zaraz wracaj.
Takano
-No dobra już dobra...za lot ty płacisz.-wywrócił oczyma.-Jakoś wytrzymam.-wziął talerz i i ruszył w stronę salonu.-Tomo...serio mój szkolny film? Przecież to jest straszne. Stałem jak głupi za ladą i sprzedawałem ciasta na zaliczenie. Byli tam krytycy i w ogóle. Musimy to oglądać?
Jun
-Tomo...?-mruknął patrząc na niego pytająco wyczuwając alkohol.-Piłeś? No bez jaj, dosłownie przed chwilą rozmawialiśmy o tym że musisz uważać żeby znów się nie wkręcić.A dziadek na pewno sobie żartuje.
Takano
-No i co się śmiejesz?-spytał z pełną buzią.-Jakbyś musiał tak stać 8 godzin i słuchać tej nudnej gadaniny też byś tak wyglądał..-fuknął jedząc dalej.-Ale zapiekanka wyszła pyszna.-pochwalił.
Jun
-Tak o luzowaniu BEZ alkoholu. Wiesz że z tego nie wychodzi nigdy nic dobrego. Mam ci przypomnieć jakie to może mieć skutki?
Takano
-Nie dzięki. Sam mówiłeś że za dużo alkoholu nie możesz, obejdzie się bez wina.-uśmiechnął się.-Herbata mi starczy.-zapewnił.-No to może w tym momencie filmu się zatrzymamy? Potem jest impreza...-zaśmiał się trochę nerwowo.
Jun
-Właśnie. Tomo nie możesz. Wiesz że to tylko same problemy, wiesz jak ciężko było ci z tego wyjść. Nie chcesz do tego wracać. I bez alkoholu możesz wyluzować. Nie rozwalaj sobie życia kiedy zaczęło się układać.
Takano
-No nie wiem, nie wiem czy chcę żebyś je oglądał.-znów zaśmiał się trochę nerwowo. Objął chłopaka jednym ramieniem drugą ręką kończąc zapiekankę.-Nie no seksu nikt nie nagrywał...chyba w połowie imprezy przestali nagrywać.
Jun
-Tomo...-objął go mocno.-Nie pęknie. Sądzę ty jesteś pewny tego co czujesz. On też wydaje się być szczery. Odbudowujesz piekarnie. Znów zaczniesz pracę. Wszystko się układa. Po tylu latach nieszczęścia nadszedł ten moment gdzie powinieneś się cieszyć. Nie sabotuj swojego szczęścia. Ono samo z siebie na pewno nie zniknie. Ale alkohol nie pomoże mu się utrzymać.
Takano
Zakrztusił się zapiekanką z niedowierzaniem patrząc na telewizor.-O boże...nagrali to...-mruknął mając ochotę zapaść się pod ziemię.-Byłem nieźle wstawiony, jak mi to opowiadali następnego dnia to aż nie mogłem uwierzyć, pokazali mi filmik ale nie sądziłem że dadzą to do filmiku który rozdawali na koniec roku...
Jun
-Nie ma się czego bać. Uwierz że w końcu masz szczęście. Ciesz się nim, korzystaj z niego. To nie jest trudne.
Takano
-Szczerze wątpię bo filmik składał mój były...więc pewnie każdy ma o taką wersję...-westchnął.-Bo nie ma jak pamiątka ze studiów.-zaśmiał się.-No...ale serio uważasz że wyszedłem seksownie?
Jun
-Jasne głuptasie.-zmierzwił mu włosy.-ale to chyba nie mnie powinieneś o to prosić, nie sądzisz?
Takano
-mhm mhm...-złożył na jego ustach namietny pocałunek.-możesz slodzic mi dalej.-zasmial się cicho.-mam tylko nadzieje że nie działa to tak samo na resztę mojej grupy....ja nie wiem kto dopuścił żebym tak się zachowywał...
Jun
-bo znając ciebie przy nim zachowujesz się inaczej-westchnął.-a jak dla mnie to możesz się wyluzowac i bez procentów.
Takano
-a nuż tak jak ja nie obejrzeli filmu...-wzruszył ramionami.-no skoro tak chcesz. Jolie daj coś lekkiego.-polecił idąc na górę do łazienki. Po drodze wziął czyste bokserski i po tym jak napuscil sobie wody wszedł do wanny.
Jun
-wiem przecież nie mówię że go oszukujesz. Ale on żeby co pomoc musi wiedzieć że coś jest nie tak. Np. To z alkoholem.
Takano
-tak twoja.-przytaknal idąc do garderoby zanieść ubrania. Kiedy wrócił do pokoju zabrał butelkę i zniósł na dół chowając do jednej z górnych szafek. Piwnicę zamknął na klucz i wrócił na górę. Usiadł na łóżku w pozie myśliciela.
Jun
-no. W końcu musisz.-zasmial się.-tabletke? Masz przy sobie? Przynieść ci coś do popicia?
Takano
-no jasne że śpimy.-przytaknal wychodząc pod kołdre i przesuwając się bliżej chłopaka żeby się zmieścić-dobranoc skarbie, śpij dobrze.-ucałował go na dobranoc i delikatnie go obejmując przymknal oczy.
Jun
-jasne już się robi.-wstał i poszedł do kuchni wracając po chwili że szklanką wody.-proszę. Oby po tej tabletce mniej bolało.-westchnął podając mu szklankę.
Takano
-nie pozwolę...-odparł trochę sennie zaraz jednak się rozbudzajac.-wszystko pochowam i nie będziemy pili. Nawet na specjalne okazje nie więcej jak lampke wina. Nie musisz się martwić, nie pozwolę żebyś znów wpadł w nałóg.-zapewnił spokojnie.
Jun
-no o narkotykach to ty nawet nie myśl. Ten etap na pewno nie wróci.-westchnął.-przestanie ale musisz też odpoczywać. Żebyś mógł się zająć Takano jak wróci.-zasmial się.
Takano
-ale daj spokój. Przez co niby miałbym cierpieć? Jest ok. Pomogę ci przecież. Nie wpadniesz w to znów.-zapewnił mocno go przytulajac.-nie jesteś beznadziejny. Jesteś wspaniały.
Jun
-bo ten ktoś się o ciebie martwi. Powinieneś być wdzięczny.-funkął. Kiedy chłopak zasnął wziął jakąś książkę akurat leżąca w pokoju i zaczął ją czytać.
Takano
Obudził się rano przez dość głośne szczekanie psów. Wstał z łóżka żeby je uspokoić. Nakarmil je i wypuścił na ogród przy okazji paląc poranną cygaretke następnie wracając do sypialni. Położył się z powrotem do łóżka patrząc na spiaca twarz chłopaka.-słodki...-szepnął
Jun
-jestem, jestem. Co ci się śniło?-spytał od razy odwracając wzrok od książki ktoś mimo cukierniczej tematyki go zaciekawila.-jesteś bezpieczny.-dodał z automatu.
Takano
Pocałował go namiętnie odsuwając się od niego powoli.-jak się spalo skarbie? Miałeś jakiś koszary?spytał kładąc się wygodniej na plecach. -kocham cię wiesz?
Jun
-to dobrze że jest lepiej. Nawet bardzo dobrze.-pokiwal głową patrząc na okładkę książki.-a nie wiem. Znalazłem jakąś książkę o cukiernictwie i zacząłem czytać żeby się nie znudzić.
Takano
-mou...jak możesz być taki okrutny.-jęknął wciąż leżąc. Miał nadzieję że trochę poleza i zjedzą razem śniadanie a tu nici z planów.-Tomo? Dzisiaj idziemy na obiad do twojego dziadka prawda?-spytał trochę głośniej żeby chłopak go usłyszał.
Jun
-no nie wiem czy to dobry pomysł. Zaraz zaczniesz uparcie pomagać nawet jeśli znów będzie boleć.-westchnął.
Takano
-no dobra...więc mam się nie stresowac i być sobą tak? No już i tak zdążyłeś mnie nastraszyć że będzie mi czytał z dłoni i takie tam.-westchnął.-na którą mam być? Przynieść coś? Jolie nie będę brał, no wiesz ostatnio została uderzona.
Jun
-ja mam robotę...-mruknął.-ale musisz się porządnie wykurowac aż już na pewno nie będzie cię nic bolało.
Takano
-no nie te wróżby w ogóle się nie spełniły.-sarknal.-kto wie co mi przepowie...-westchnął.-no nic...to o 16 wpadne na obiad.-uśmiechnął się i podszedł żeby go ucałować.-zjemy razem śniadanie czy już musisz iść?-spytał z uśmiechem.
Jun
Westchnął ciężko i skinal głową.-no dobra. No wstawaj, idziemy. Bo mam robotę.
Takano
-no to do czwartej.-uśmiechnął się odprowadzając go do drzwi.-Tomo jakiś czas mogły zostać ale ja już mam Jolie. Wiem że dobrze się bawią razem...no pomyślimy jeszcze nad tym.-uśmiechnął się lekko.
Jun
-będziesz je trzymał u dziadka? Sunia nie wygląda na towarzyską...-mruknął ubierajac buty.
Takano
-tak wiem.-zasnial się machnąc mu na pożegnanie. Wszedł do domu i po tym jak zjadł śniadanie zabrał się za robienie ciasta czekoladowego. Skończył akurat przed czwartą więc tylko je spakowal i zabierając psy ruszył w stronę domu dziadka Tomo. Równo o szesnastej pukal do drzwi.
Jun
-no tak musisz się nią zająć.-uśmiechnął się.-a kto się nimi opiekował jak was nie było?
Takano
-znał pan mamę? Jaka ona była? Tata za wiele o niej nie opowiadał, praktycznie nic.-mruknął zdejmujac buty i idąc za nim.-hej Tomo. Przeniosłem ciasto.-przywitał się z nim.
Jun
-pewnie tak. Czym się zajmuje?-spytał wychodząc z domu i idąc za nim.
Takano
-och...była piękna.-uśmiechnął się.-ojciec nie pokazywał mi żadnych zdjęć. Chyba nawet ich nie ma. Żona mu nie pozwala.-wyjaśnił.-mógłbym wziąć jedno zdjęcie?-spytał ciszej próbując jak wyszło mu ciasto.-co na obiad?-spytał chłopaka.
Jun
-mhm...no ale chyba wiesz jaki zawód wykonuje czy coś?-spytał unosząc brwi.
Takano
-tak, poproszę-wyjął zdjęcie kładąc je obok talerza.-może mi Pan opowiedzieć. o niej więcej? Jak piekła? Co lubiła? Jak umarła?-ostatnie pytanie zadał trochę ciszej.-No Tomo zdradz co robisz? Pachnie pytanie.-dodał po chwili.
Jun
-brat lekarz i siostra architekt. No ciekawe. A czemu nie chciała ci zrobić mieszkanka?-spytał unosząc brwi.
Takano
-mhm rozumiem. Musiała być wspaniała.-uśmiechnął się wyobrażając sobie mamę.-od żony ojca słyszałem że popełniła samobójstwo. Ale ona taka nie była, prawda? Z tego co mówisz była pełna życia.
Jun
Wzruszył ramionami.-no wiesz może to i będzie prawda. Chociaż ty lubisz mieć swój kat.
Takano
-Dziękuję za poopowiadanie o niej, to dla mnie wiele znaczy.-uśmiechnął się zerkając na zdjęcia mamy które dostał.-Mmmmm wygląda pysznie. Smacznego.-uśmiechnął się próbując przyniesionego przez chłopaka dania.-Pyszne! W takim razie chyba przyjdę na tą pizze...chyba że chcesz żebym jadł samotnie w domu...-zrobił teatralną smutną minkę.
Jun
-No tak...-westchnął.-To będzie dla ciebie jak miejsce ucieczki...-skrzyżował ręce na piersi.
Takano
-no wiesz ty co...Więc mam jeść samotnie.-westchnął teatralnie.-Ale skoro tylko to mi zostaje to przynieś.-pokiwał głową dalej jedząc w spokoju.-Tomo, nie protestuj. Przecież sobie poradzę.-zaśmiał się głaszcząc go po policzku.-W końcu sam mówiłeś że to nic strasznego i mam się nie stresować.-przypomniał.-Poza tym znał moją mamę. Jestem o siebie spokojny.
Jun
-Zależy jak na to spojrzeć, ale nie sądzę żeby to było złe. Ty po prostu taki jesteś. Lubisz czasem po prostu pobyć sam. Z resztą wciąż twierdzisz że chodzisz po niepewnym gruncie.
Takano
-No przecież jestem spokojny. Dowiedziałem się trochę o mojej mamie więc chyba nic nie zepsuje mi humoru.-uśmiechnął się.-No i mam jej zdjęcie. Chyba pierwsze. Zjadłem obiadek przygotowany przez mojego ukochanego. Co jak co ale dzisiaj zły nie będę.-zakończył kończąc jedzenie.-Więc możesz spokojnie iść i się nie martwić.
Jun
-Pewnie tak. Sam mówiłeś że boisz się tego szczęścia. Daj sobie trochę więcej czasu.-uśmiechnął się.-Co jest?-spytał również zwalniając.-no ja wiedziałem że powinieneś leżeć.
Takano
-skrzywdzenie go to ostatnia rzecz jakiej bym chciał. Może pan być spokojny o...syna.-zapewnił z lekkim uśmiechem.-domyślam się że mam mu nie mówić, prawda? Czemu pan mi to mówi?-spytał nie bardzo rozumiejąc.-czemu się pan śmieje? Jaki wypadek? Niedawno jeden mieliśmy. Wpadliśmy na nozownika.-mruknął.-wyjechać stąd? Mowy nie ma.
Jun
-no w ogóle nic...jak tylko dojdziemy od razu idziesz do łóżka.-ostrzegł go celujac w niego palcem wskazującym.
Takano
-rozumiem. Więc nic mu nie powiem. A i pan nie będzie miał problemu do mordowania mnie...-zapewnił wciąż lekko się uśmiechając.-nieodpowiednia osoba? Chyba wiem o kogo chodzi...-mruknął wspominając ostatnią wizytę burmistrza.-ale to i tak nie zmusi mnie do wyjazdu. Tak jak wróżba. Tu jest dom mamy i tu jest Tomo. Nie wyjadę tylko dlatego że według pańskich wróży uwezmie się na mnie burmistrz.-westchnął.-więc czeka mnie masa blizn...
Jun
-będę! Bo ty nic tylko się forsujesz.-funkął.-chyba chcesz wyzdrowiec zanim Takano wyjdzie ze szpitala co?
Takano
-no masz na myśli taki wyjazd że wycieczka czy wyjazd że wyprowadzka?-spytał chcąc wiedzieć jaśniej. Nie podobała mu się ilość wypadków przepowiedziana przez mężczyznę. Liczył na raczej spokojne życie.
Jun
-na ziolkach...-westchnął.-masz się wykurowac. Odprowadze cię i lecę do roboty bo za te ciągłe wolne to mnie szef chyba pochowa...
Takano
Objął go mocno.-a ja zostałem nastraszony.-poskarżył się.-nie dość że zostało mi przepowiedziane pełno wypadków przez narażenie się pewnej osobie. To jeszcze wyjazd z Yukan. Ale nie wiem czy wyjazd w sensie wycieczka czy w sensie wyprowadzka...-westchnął.
Jun
-poradzę sobie nie mam tego dużo. Ale muszę się tym w końcu zająć.-westchnął.-jak się wykurujesz to i tak masz lepsze rzeczy do roboty niż życie zwłok.
Takano
-no cóż...może być i tak.-zgodził się.-ale chyba wolę interpretację jako wycieczka. Niedługo jedną będziemy mieli.-uśmiechnął się oddając pocałunki.-a jak będę miał te wypadki to się mną zaopiekujesz?-spytał glaszczac go po policzku.
Jun
-ale najpierw masz być zdrowy. No i nie zapomniaj że jak piekarnia znów stanie na nogi to będziesz miał dość własnej roboty.
Takano
-no a co masz w planach uciekanie ode mnie?-spytał smutno.-no ja się tobą zajmowałem...ale po tych wypadkach to ja mogę być marudny, polamany tak że sam do łazienki nie dojde, a może stracę pamięć...wtedy też się mną zajmiesz?-spytał podając najgorsze z możliwych rozwiązań.
Jun
-na razie masz urlop. -przyznał.-czemu nie chcesz o tym myśleć?-spytał unosząc brwi.
Takano
-jasne, jasne. Ale zglaszam skargę na takie przepowiednie. Same nieszczęścia.-mruknął obejmując go mocno.-i jeszcze zostałem ostrzezony że jął coś ci zrobię złego to po mnie.-westchnął.-chyba do tej pory moje życie było zbyt łatwe...jak myślisz naraziłem się już burmistrzowi czy jeszcze nie?
Jun
-to tak jakbyś go oszukiwał.-oskarżył go krzyżując ręce na piersi.-piekarnia się buduje ale dobrze wiesz że sam sobie nie poradzę z cukiernią i piekarnia.
Takano
-ale co ma do mnie? To dlatego że rozpoczęliśmy współpracę czy może domyslil się co nas łączy?-spytał lekko unosząc brwi.-a czym ty się tak naraziłeś co?-spytał mocno go przytulajac i glaszczac po plecach.
Jun
Westchnął ciężko.-wybacz!-krzyknął tylko. "może i źle zrobiłem namawiając go do tego. Mimo wsztsko uważam że pieczenie wychodzi mu bardzo dobrze.". Myślał wracając do swojego domu.
Takano
-aj, aj, aj...nie wolno ci tyle pić...-westchnął wyrywajac mu butelkę i kładąc na stół.-sam mnie prosiles żebym nie pozwolił ci odplynac.-westchnął.-no rozumiem, ale nie masz mnie za co przepraszać. Jak widać będąc z tobą dzielę z tobą wszystkich twoich wrogów. Nic na to nie poradzę. Kilka razy wyląduje w szpitalu. Ale co mi się może takiego stać? Nogę złamie? Wyjazd wolę brać pozytywnie.-uśmiechnął się calujac go namiętnie.-więc mi tu nie pij więcej.
Jun
-hej. Ryu mnie wysłał po zakupy...-wyjaśnił kiedy wpadł na chłopaka wskazując już pełne torby.-ładnie to tak unikać najlepszego przyjaciela?-spytał unosząc brwi.-ominął cię całkiem niezły wypadek. Katastrofa morska. Kilka topielcow.
Takano
-no to chyba mamy problem. Bo ja nie dam skrzywdzić ciebie.-oznajmił glaszczac go po policzku.-trudno. Będę lądował na ostrym dyżurze.-wzruszył ramionami jakby to było nic.-a kto wie może te wróżby to bujda żeby tylko mnie nastraszyć.-szepnął mu na ucho.
Jun
-no patrz...taki duży chłopiec a boi się trupkow.-zasmial się.-i jak wykurowales się? Takano już wrócił?-spytał idąc za nim. -poza tym co to za ostry ton? Nadal jesteś obrażony?
Takano
-ŚLUB?!-gdyby miał czym pewnie by się zakrztusil a tak tylko odkaszlnał kilka razy.-czyj ślub?-mruknął trochę tepnym wzrokiem patrząc na staruszka.-co to za wrozbita który zdradza same nieszczęścia a te szczęśliwe momenty zachowuje dla siebie.-dodał cóż na niego patrząc.
Jun
-głupie z ciebie...-westchnął.-mimo że wiesz jak szyć trupy to żywe organizmy zszywa się trochę inaczej...-przyjrzał się razie.-ale fakt nigdzie jej nie naruszyłeś...brawo.-pochwalił z lekkim uśmiechem.
Takano
-aj tam zaraz pomiocie szatana...-mruknął podkurczajaxlc nogi pod siebie tak że praktycznie kucal na krześle.-nie ważne jakich nieprzyjemnych niespodzianek doświadcze...nic mnie nie złamie.-wyszczerzyl się do niego odchylajac się lekko do tylu i spadając razem z krzesłem na podłogę. Wybuchł głośnym śmiechem jakbym był pijany.-chyba zacznę wierzyć w te przepowiednie.
Jun
-no tak...wyszło dobrze. Nawet ładnie ci to zszyli...ale blizna ci zostanie.-westchnął.-ja samochodem. Za dużo zakupów miałem do zrobienia.
Takano
-wiem, wiem.-machnął ręką wstając z podłogi i podnosząc krzesło.-miałem raczej na myśli to że skoro mam tez tak szczęśliwe wróżby to mogę zacząć w nie wierzyć.-wyjaśnił.-niech śpi. Skoro zasnął to dobrze.-okrył go kocem.-aż chyba pójdę odwiedzić mamę.-mruknął zabierając zdjęcie i biorąc psa. Zanim poszedł na grób zaszedł do domu po zaczęłą butelkę wina. Musiał się uspokoić. Przysiadl nad grobem popijając wino i patrząc na zdjęcie.-ciekawe czy tobie powiedział że umrzesz..-mruknął.
Jun
-to jest już wykorzystywanie...-zasmial się.-ale dobra o tak mam pełno miejsca w samochodzie...zachodzisz po coś jeszcze?
Takano
-znów masz zamiar mi uciec?-spytał na chwilę odwracając wzrok od kartki.-ile razy mam ci powtarzać że skoro masz "urlop" to powinieneś odpoczywać?-spytał z lekkim uśmiechem.-w kuchni jest mój dzisiejszy obiad. Zjedz jeśli masz ochotę. Łosoś w cieście francuskim.-oznajmił wracając do rysunku póki pieski jeszcze grzecznie siedziały.
Jun
-przejdę się. Nie musisz mi nic oddawać.-mruknął idąc za nim.-jeny chlopie. To ile ty grasz? Zawsze miałeś wszystkiego pełno.-dodał zdziwiony.
Takano
-mhm...i przychodzisz do mnie tak wypoczety że aż wygladasz jak zombi...-westchnął kończąc rysunek i odkładając kartki.-no możecie się ruszać.-oznajmił pieskom samemu siadając wygodniej.-zostajesz dzisiaj dłużej? Czy zaraz uciekasz?-spytał uważnie się mu przyglądając.-znalazles już jakiś wolny tydzień?
Jun
-mhm rozumiem. To już wiem co będę ci dawał na urodziny. Kostki i struny.-zasmial się.-no chyba że chcesz coś innego...
Takano
-serio?-ożywił się calujac go namiętnie a następnie mocno przytulajac.-więc będzie spokojny, relaksacyjny weekend w raju. A potem ładnie znajduj wolny tydzień. Bo najlepiej zaliczyć paryż przed otwarciem piekarni.-przypomniał.-jeju kocham cię.
Jun
-no to ode mnie masz kostki. A nie wolabys czegoś innego? Sprzętu do nagrywania albo coś...
Takano
-jasne gluptasie.-zasmial się mierzwiac mu włosy.-takie atrakcje zostawimy na weekend w raju. Co ty na to?-spytał z uśmiechem.-no skoro chcesz się wykąpać razem to ok. Wyglądasz na strasznie zmęczonego. Oczy masz pogrążone...-westchnął ciężko.
Jun
-aj tam drogi...no ale jak nie chcesz ode mnie to kochasia propoś. Chociaż znając ciebie pewnie chcesz sam.-pokiwal głową w zamysleniu.
Takano
-to wtedy cię wytre, ubiore i zaniose do łóżka tak żebyś się nie obudził-oznajmił pewny swoich słów.-wiem że źle sypiasz ale przecież powiedziałem że pomogę ci zwalczyć wszystkie twoje leki.-przypomniał dając mu caluska w policzek.-narysowałem mamę że zdjęcia.-pochwalił się.
Jun
-no i nie chcesz żeby ktoś kupował ci takie drogie prezenty.-zasmial się.-ja nie wiem jak wy nawzajem ze sobą wytrzymujeci jeśli chodzi i pieniądze...
Takano
-jasne pokaże.-uśmiechnął się.-i nic się nie stało. Odpowiem. Miałem dwa latka i nie pamiętam zupełnie nic. Żona ojca wybijala mi to z głowy i cudem mogliśmy z ojcem odwiedzać jej grób. Pamiętam tylko tory urodzinowe...a konkretnie jeden. I to jak za mgłą. Mały byłem.
Jun
-no tak jeśli chodzi o pieniądze to jesteś uparty. O strasznie wszystko liczysz.-zasmial sie.-łatwo ci się go namawia żebyś też mógł płacić?
Takano
-wredota, psujesz chwilę...-mruknął.-jakby to ona mnie wychowała to pewnie też bym taki był. Ale cóż...zostałem burzujem.-funkął.-no twój dziadek powiedział mi że byłem jej oczkiem w głowie...nie popełniła samobójstwa ktoś ją z tego klifu zrzucił.-mruknął.-chodźmy już się umyć.-poprosił.
Jun
-no wiem. Przecież cię znam.-przypomniał.-oj ni jakoś się chyba jednak możesz dopłacić. Jak nie też mu coś kupując to w naturze.-zasmial się.-ja tylko żartuje.-dodał od razu.-skoro się uczy to dobrze. Wychowujesz własnego faceta...
Takano
Zasmial się obejmując go mocno tak że nie mógł się ruszyć -umiesz zaskoczyć. Jesteś zmęczony ale i tak masz siłę na zabawę?-spytał szepczac mu do ucha.-dasz mi się sobą zająć chociaż raz?-dodał rozluzniajac uścisk i pocalunkami zbliżając się do jego ust.
Jun
Wziął od niego testament.-a więc to takie buty. Dużo jest tych pieniędzy? Więc gdybyś dobrowolnie zrzekł się spadku dałby ci spokój, tak?-spytał unoszą brwi.
Takano
-to chyba najwyższy czas to zmienić, nie sądzisz?-spytał unoszą brwi.-obrócił się z chłopakiem tak że teraz on był przy ścianie.-oddasz się w moje ręce?-spytał retorycznie zdejmujac jego koszulkę i w trakcie pocałunku bawiąc się jego sutkami.-daj to mi sprawić tobie przyjemność.-poprosił delikatnie odsuwając od siebie jego nogę samemu zaczynając masowac jego męskość kolanem.
Jun
-dobrze, rozumiem. Tak tylko się spytałem. Mimo wszystko wtedy miałbyś spokój.-mruknął.-no ale pomyślmy jak tą informacje wykorzystać...
Takano
-no ewentualnie to chyba możesz.-zasmial się schodząc pocalunakami na jego szyję zostawiając gdzieniegdzie mocne malinki. Przysłuchiwał się jego bijacemu sercu, przyspieszonemu oddechowi i cichemu mruczeniu.-możesz głośniej skarbie...jesteśmy tu tylko mu...i psy...-zasmial się zataczajac językiem kółka dookoła jego sutka po chwili mocno go ssac.
Jun
-no jak dla mnie to wszystko tłumaczy. Chce się ciebie pozbyć bo kasa...twoja matka też może mieć z tym coś wspólnego...znając powód możesz się jakoś obronić...tylko jak...
Takano
-no to skoro wiesz że to mnie podnieca to nie masz czego się wstydzić.-uśmiechnął się lobuzersko przygryzajac lekko jego sutek chcąc usłyszeć trochę więcej jekow. Pociągnął go na podłogę dłońmi rozpinajac jego spodnie. Zostawił na jego torsie kilka malinek biorąc się za jego drugi sutek.
Jun
-zawsze jakiś plus.-mruknął.-a gdyby tak iść z tym do sądu albo na policję? Myślisz że coś by to dało?
Takano
Zjeżdżał pocalunkami coraz niżej po drodze zostawiając kilka malinek. Bez zbędnych ruchów zdjął z niego spodnie i bokserki odrzucając je gdzieś obok. Wziął do ust jego penisa sprawnie operujac językiem co jakiś czas ssac jego główkę. Na chwilę przerwał żeby oblizac palce które po chwili powoli zaczął wsuwac w chłopaka. Zadowolony słuchał jego cichych jęków
Jun
-no w sumie...-pokiwal głową starając się coś jeszcze wymyślić.-ale w tutejszej policji cię znają...-przypomniał.-co innego możesz zrobić? Czekać z założonymi rękoma aż wykona kolejny ruch?
Takano
Uniósł się lekko wyjmujac jego męskość z ust.-oho...ktoś tu jest strasznie niecierpliwy...-powiedział oblizujac usta. Zsunal swoje spodnie do kolan i wyjął z chłopaka palce zastępując jwartacz czymś większym. Poruszał się w nim z początku powoli dając mu czas do przyzwyczajenia się.
Jun
Przytaknal mu skinieniem głowy.-miejmy tylko nadzieje że kolejny ruch również będzie nieudany i nie zginiesz. Musisz cały czas uważać.
Takano
-nie dziwię, tylko...-oddał pocałunek namiętnie a kiedy się od niego odsunął zatrzymał jego biodra i popatrzył na niego ostro.-tylko że to ja miałem zajmować się tobą -przypomniał.-więc przestań być takim niegrzecznym chłopcem i daj się sobą zająć.-dał mu klapsa w biodro.-Jak chcesz więcej, szybciej. To o to ładnie proś. Inwtedy to ja pomyśle czy to dostaniesz czy nie. Jasne?-spytał unosząc brwi. Wciąż przytrzymujac jego biodra zaczął się w nim poruszać coraz szybciej jednak wciąż płynnie. Przeniósł jedną dłoń na przyrodzenie chłopaka masujac je w rytm swoich pchniec.-z twoim zapałem chyba naprawdę tylko przykucie cię do łóżka pozwoli mi nad tobą zapanować.-wysapal mu do ucha cicho się przy tym śmiejąc.
Jun
-och czyli i moja wzrosła...no teraz to należy się cieszyć.-zasmial się.-Takano już zaliczył dziadkowe przepowiednie? Nie było w nich śmierci?
Takano
-dobry chłopiec.-pochwalił go dając mu to o co prosił. Nie zwalniał jednak tempa chcąc aby chłopakowi było jak najprzyjemniej.-kocham cię...-szepnął łącząc ich usta w namietnym pocałunku. "jest taki uroczy jak się wstydzi i stara się być bardziej uległy..." zasmial się w myślach.
Jun
-no będziecie żyć długo i szczęśliwie.-uśmiechnął się mierzwiac mu włosy. Nic nie mógł poradzić na to że cieszył się szczęściem swojego "braciszka".-no pomijając drobne wypadki. Tylko ten wyjazd jest dość...interesujący. Taka jedna wielka zagadka...
Takano
Chwilę później spuścił się w nim z cichym westchnieniem. Powoli z niego wyszedł i położył się na plecach wyraźnie spełniony. Ciężko oddychać zajął się zliwywaniem spermy chłopaka ze swojej dłoni.
-wspólna kąpiel nadal aktualna?
Jun
-no nie! Nie bądź taki!-funkął na niego stając w miejscu -jak go kochasz to chyba chciałbyś z nim być. Chyba nie pozwolisz mu od tak wyjechać?
Takano
-jasne, zaniose.-przytaknal obejmując go lekko.-to daj mi wstać.-zasmial się podnosząc się z podłogi i biorąc chłopaka na ręce.-chodź tu ty moja księżniczko.-zasmial się. Powoli wszedł na górę i prosto do łazienki połączonej ze swoim pokojem.
Jun
-tak ale nie należy podawać się bez walki.-mruknął po czym pokrecil głową.-ale nie mówmy o tym. Może chodzi o wasz jakiś wspólny wyjazd? A o idę się nie mylę ty nie wierzysz w te wróżby.
Takano
-tak zauważyłem.-odparł bawiąc się jego włosami.-i nie wiem jak ciebie ale mnie to trochę martwi. Wybierasz takie miejsca...-westchnął.-zero romantyzmu. Na szczęście w ten weekend wszystko ja planuje.-zasmial się dając mu calusa w policzek.
Jun
-dzięki. Nie musisz mi tego mówić bo ja wierze że on wyzdrowieje. Chyba jestem niepoprawnym optymistą.-zasmial się.-ale skoro przepowiedział ślub to chyba nie wyjedzie bez ciebie.
Takano
-aha czyli twierdzisz że to moja wina, tak? Przecież nie podniecam cię celowo. Tak to jest jak przez trzy dni tylko wpadasz się przywitać. Aż strach pomyśleć co by było jak bym musiał gdzieś na dłużej wyjechać.-zasmial się.-jasne że potule. Calusienka noc.
Jun
-a kto inny jak nie ty? Daj spokój. Martwisz się na zapas wrozbami.-mruknął dając mu kuksanca w bok.
Takano
-slodziak.-zasmial się cicho. Wziął gąbke i umył go starając się żeby go nie obudzić. Potem wypuścił wodę z wanny i po tym jak się ubrał wziął się za wybieranie chłopaka.
Jun
-a daj spokój. Kogo tu innego ma mieć? Tylko ciebie. No i mówiłeś że cię kocha. Spokojna twoja rozczochrana.-zmierzwil mu włosy.-u nas...bez zmian. Spokojnie sobie żyjemy ukrywając się przed jego ojcem. Seks na razie to odległa przyszłość.
Takano
Około 9 zaczął macac łóżko w poszukiwaniu chłopaka.
-mmmm...Tomo?-mruknął otwierając zaspane oczy.-nie ma...-dodał siadając i nie rejestrując psów w pokoju. Ubrał spodnie od dresu i rozpięty sweter. Zszedł salonu.-o posprzatane...-mruknął wychodząc do kuchni ciagniety zapachem.-hej skarbie.-przywitał się.
Jun
-nie jest okropny ale...nie byłby zadowolony z tego że jesteśmy razem-wyjaśnił wkładając ręce do kieszeni.-nie chce się wyprowadzać, tam jest mi dobrze. Blisko do pracy i wspólne posiłki. Nie chce tego tracić.
Takano
-Hmmm nie wiem. Chcesz odpocząć...więc chyba popełniam twoje zachcianki.-zasmial się spokojnie jedząc śniadanie.-na obiadek zrobię chcesz i może zrobimy razem czekoladki co ty na to?-spytał pijąc sok.
Jun
-może i tak ale do mojego pokoju nikt poza Ryu nie wchodzi więc to mój prywatny kąt. Zakrecona rodzina nie jest taka zła....mi zawsze brakowało takiej atmosfery więc mieszkanie samemu pewnie by mnie smucilo. No i weź z moimi zdolnościami kulinarnymi chyba bym nie przeżył.
Takano
-ok więc czekoladki będą. Trochę się pobawimy ok? Biała czekolada wewnątrz a na zewnątrz mleczna. Możemy też robić z jakimś innym nadzieniem.-wzruszył ramionami.-i pizza...a z czym kochanie?-spytał kończąc jedzenie.
Jun
-no właśnie przecież ja bym sam umarł...a tak codziennie mam pyszny, ciepły obiadek.-uśmiechnął się wręcz tym chwaląc.-no to skoro masz wszystko to możemy to zanieść do mojego samochodu.
Takano
-oj poradzisz sobie. Wbrew pozorom to nie jest takie trudne.-zapewnił.-zwłaszcza że ja mam formę. I to tylko kwestia wyłożenia ich do formy. Uda nam się.-uśmiechnął się.-mhm więc do tego jeszcze kukurydza, ok?
Jun
-cały dom bym spalił więc i tak nic by nie wyszło z mojego samotnego mieszkania...serio tak jest mi dobrze. Poza tym wiesz że nie lubie być sam. Zawsze szukałem sobie wspollokatora.
Takano
-oj wyjdą nie bój się o to. Przecież będę wszystko kontrolował. Musi wyjść.-zapewnił wstajac.-a nawet jeśli nie wyjdą to i tak zjemy. Nie martw się o takie głupoty, ok?-spytał z uśmiechem lekko unoszac brwi.
Jun
-ale z ciebie maruda! Pracuje i płace za cześć czynszu i za składniki do posiłków. Mieszkam normalnie i czuje się dobrze z tym co mam.
Takano
-przecież się nie zloszcze skarbie. Na pewno nie o takie głupoty.-wywrócił oczyma mocno go przytulajac.-to najpierw wyrobie ciasto na pizzę a potem zajmiemy się czekoladkami. Ciasto akurat urośnie.-mówiąc to poszedł do kuchni.
Jun
-ale marudzenie o moje życie to już chyba przesada, co? No jedziemy.-mruknął wchodzac do samochodu i odjeżdżając
Prześlij komentarz