Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4601 – 4800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-no ale może jakaś audycja w radiu albo coś? No nie denerwuj się...-uśmiechnął się lekko.-a teraz idę spać.-wyszedł z kuchni i wrócił na kanapę.
-mmmm pachnie pysznie.-powiedział siadając na kanapie.-mój idealny facet. Dobry w kuchni i w łóżku.-zaśmiał się cicho.
-oj no co? To był komplement!-zaśmiał się cicho. Spróbował dania i długo nic nie mówił.-pycha. Najlepsze jakie jadłem.-oznajmił dając mu buziaka w policzek.
-oj ale pyszny. Uwielbiam twoja kuchnie...a to jest pyszne. Mój kochany.-ucałował go znów w policzek.-słodki jesteś jak się rumienisz.
-mój slodziak.-uśmiechnął się i wrócił radośnie do jedzenia. Kiedy skończył odłożył miskę.-przepyszne skarbie. Kolacja u taty jestem ciekaw co przygotuje.
-mogę iść z tobą? Głowa już mnie nie boli a z chęcią się przejdę. No i muszę cię pilnować żebyś nie zabił Alexa.-zaśmiał się.
-mhm gotowy.-zgodził się wychodząc na korytarz i zamykając drzwi.-prowadź skarbie...znów będę miał okazję cię posłuchać.
-no ostatnio właśnie coraz rzadziej skarbie....-odparł trochę smutno.-a ja lubie twój głos...i jak grasz. A ostatnio coraz rzadziej mogę ciebie posłuchać.-splotl z nim palce.
-wiem...wcale nie mam ci za złe że mi nie grasz. Teraz będę miał okazję znów posłuchać. Cieszę się.-uśmiechnął się wchodząc do studia.
-ale nie krzycz na mnie ok? Dobrze wiesz że nic nie pamiętam a on nie powinien mnie rozumieć po napierdalam po pijaku jak wariat po francusku.-wywrócił oczyma nie pamiętając żeby do niego dzwonił.
Zdjął słuchawki żeby głową znów nie zaczęła go boleć od hałasu.
-Alex...znasz francuski czy któryś z moich głupich braci robił ci za tłumacza?-spytał trochę niezadowolony że wywinal coś takiego po pijaku.
-byłem uchlany w trupa. Tomo jest wściekły...nabroilem.-westchnął. Nie chciał kłótni z chłopakiem i trochę się tego obawiał.-to aż dziwne że byłem poważny...teraz trzeba go jakoś uspokoić.
-ach i dzwonisz tylko po to żeby się wykrzyczeć...-mruknął Jun ale Tomo już zdążył się rozlaczyc.
-oj no przepraszam kochanie...jego wina że uwierzył. No i to chyba da się odkręcić. Przepraszam.-skłonił się lekko i westchnął cicho.-nie chce się kłócić.-dodał.
-nigdy więcej alkoholu...-mruczal Takano pod nosem uznając że to jest najgorsze co mógł zrobić.
-jeden w kawiarence w studiu bo do gazety...a drugi jest w radiu.-odparł Alex.
-um...wiem że to niewiele pomaga ale przepraszam. Nie pamiętam tego ale przepraszam.-powiedział na prawdę nie chcąc się z nim kłócić.
-no przecież taka sytuacja się nie powtórzyła...bynajmniej nie na trzeźwo. Alex się tłumaczył że mówiłem musże z tobą rozmawiałem i sam prosiles żebym zadzwonił. Pijany byłem...nie pamietam żebym dzwonił. Nie chce się kłócić.-zakończył zasmucony.
-nie dotykam...-odparł szybko wkładając ręce do kieszeni.-to dobry pomysł tak będzie najbezpieczniej. Wtedy nie zrobię...aż takiej głupoty. Wiem że to same problemy. Wybacz.
-Ale nie musisz kopać wszystkiego na swojej drodze. Przepraszam. Nie wiedziałem co robię...wiem że to mnie nie usprawiedliwia, wiem to...ja na prawdę chciałem żebyś sam zdecydował, żebyśmy wszyscy jak rodzina porozmawiali. Serio. Przepraszam.-popatrzył na niego skruszony,
-Rozumiem że jesteś na mnie wściekły ale to nie powód żebyś nie szedł do mojego taty. Na pewno się cieszy że zjemy razem kolację...Yuya pewnie też.
-Wiem...ale ja nie mam na to wpływu. Ok ja powiedziałem...ale nie świadomy tego. Nie cofnę tego. Prezpraszam...nie wiem ile razy mam to jeszcze powtarzać żebyś uwierzył że jest mi przykro, że nie porozmawialiśmy o tym jak rodzina. Nie wiem co mam zrobić żebyś mi wybaczył...
-Na prawdę przepraszam. Żałuję że to tak wyszło...-powtórzył jeszcze raz bardzo cicho.
-Lepiej nie poruszać tego tematu tato...-powiedział ojcu do ucha kiedy się z nim witał.-Jak się bawiłeś z dziadkiem?-zagadał do Yuyi.
-Serio? A ucałowałeś dziadka i podziękowałeś za takie atrakcje?-spytał 'kłusując' do salonu.
-No to miałeś super weekend z dziadkiem. A jak się podobało w wesołym miasteczku? Opowiadaj kochanie, pewnie masz co.-zaśmiał się siadając z chłopcem na kanapie.
-No mój dzielny malec.-zaśmiał się i zmierzwił mu włosy.-Spytaj wujka...ja nie wiem kochanie. To trochę skomplikowane skarbię.-uśmiechnął się lekko.
-Nie gaś tak go kiedy się cieszy...Tomo...widzisz? Mały na pewno by się zgodził żebyś zaczął karierę. ja też...jeśli ci to nie pasuje powiedz Aleksowi. Jestem pewny że jakoś to odkręci.-uśmiechnął się do niego czekając na posiłek.
-Ale Yuya ma rację. Poczekamy skarbie. Pójdziemy na twoje dwa koncerty...odpoczniesz sobie trochę a jak się stęsknisz to nic nie stoi na przeszkodzie żebyśmy porozmawiali albo się spotkali.-zauważył.-przemyśl to jeszcze na spokojnie.
-dzięki tato ale nie chce pić. Poszło nieźle...jeszcze nigdy nie był na mnie tak wkurwiony...nie wiem co robić. Po pijaku, nawet tego nie pamiętam....zadzwoniłem do Alexa i powiedziałem mu żeby puścił piosenkę Tomo w radiu i zaplanował wywiady...
-Yuya nie może zostać ma szkole.-powiedział spokojnie.-poza tym...jakoś nie sądzę żeby to zadziałało. Seks na zgodę też nie.-wzruszył ramionami.-nie wiem tato...zostaje mi to przeczekać i się nie narzucać bo znów się poklocimy a tego nie chcę.-westchnął bezradnie opierając się o kanapę.
-Yuya ma szkołę a ja pracę. Przyjechaliśmy tylko na weekend z okazji urodziny Rena. Przepraszam że tak rzadko wpadamy...to miłe że zaproaszasz nas na dłużej...ale sam rozumiesz...nie mogę go ciągle zwalniać ze szkoły.
-ok...chociaż radzę sobie z Yuya. Jest grzeczny...nie mam problemów.-wzruszył ramionami również nakładając sobie trochę jedzenia. Nie podobała mu się ta napięta atmosfera.
-no cóż...możemy zostać jedną noc. Yuya chcesz jeszcze zostać u dziadka? Jak tak to musisz jeszcze spytać wujka czy się zgodzi i obiecać że nadrobisz lekcję. Poprosisz Maksia żeby ci podał.
-tesknisz za dziadkiem jak widzę.-zaśmiał się cicho.-pyszna kolacyjka. A co będzie niespodzianką?
-robiles z dziadkiem? Śliczne wyszły...coraz lepiej ci idzie Yuyus...zobaczysz jeszcze będziesz lepszy od tatusia i wujka razem wziętych.-zaśmiał się jedząc deser ze smakiem.
-bardzo źle? Mamy iść do lekarza?-spytał zmartwiony od razu biorąc go na ręce. Właśnie znalazł kolejny minus trasy koncertowej etc. Ruszył szybkim krokiem do swojego apartamentu.
-tak tak leki...nie wziąłeś...-powtórzył cicho idąc tak szybko jak tylko potrafił. Po około dziesięciu minutach był na miejscu. Położył chłopaka na kanapie podał mu jego kasetke z lekami.-i odpoczywaj.
-jak masz zamiar spać to może idź do łóżka? Ja się jeszcze trochę poorece po domu więc nie będę ci przeszkadzał i spokojnie sobie odpoczniesz...w razie czego byś zawołał.
-dobrze...czekolada raz.-uśmiechnął się i poszedł do kuchni. Podwinal rękawy koszuli i zabrał się do roboty. Trochę się pojawił i zrobił kotka z bitej śmietany na czekoladzie i taki napój zaniósł chłopakowi do salonu.
-jak zwykle skarbie-zaśmiał się cicho.-ale dziękuje. Zawsze miło to od ciebie usłyszeć. Cieszę się że ci smakuje...w końcu to twoje ulubione 'danie' jakie dla cienie robię...powinno smakować.
-no tak...zrobię w domu.-zaproponował.-a może ciasto o twoim smaku? Dawno go nie robiłem.-dodał zastanawiając się co lepsze.
[oki dobranoc ^^]
[ty miałeś iść spać :p]
Wstał z kanapy żeby podtrzymać mu włosy.
-bardzo źle się czujesz?-spytał zmartwiony.-lepiej będzie jak zrobię ci gorzkiej herbaty...bo twój brzuszek się zbuntowal.
-położę. A jak wrócimy to odwiedzisz szpital ok? Martwię się...tak tylko żeby się upewnić że to nie przez leki albo coś, ok?-zaproponował biorąc konna ręce i zanosząc do salonu.
-cieszę się że nie masz nic przeciwko.-uśmiechnął się i poszedł zrobić mu herbatę z która po chwili wrócił.-wypij powoli i pójdziemy spać.
-wiem...nie oczekuje że będzie inaczej...-szepnął cicho. Znał go już jakiś czas i wiedział że ta złość jeszcze będzie się utrzymywać.
-poczekam kochanie. Nic się nie martw. Będzie dobrze.-poglaskal go po włosach.-może ci pospiewam do snu?
-moje najlepsze wspomnienie? Chyba na jedne urodziny jak zabrał mnie do wesołego miasteczka. Tylko ja i on...bez macochy, bez braci. Fajnie było.
-na każdej...na wodach byliśmy. Dostałem taki duży lodowy torcik. To był jedyny dzień kiedy tak mnie rozpieszczal...
-możliwe że chciał...ale wyszło jął wyszło. Nic na to nie poradzę.-wzruszył ramionami.-dobranoc kochanie. Miłych snów.-powiedział dając mi calusa w czoło.
Takano wstał z samego rana i wyswobodzil się z objec chłopaka. Poszedł na balkon żeby sobie zapalić.
-hej...wiesz że mogłeś spać jeszcze? Wygladasz na zmęczonego.-powiedział obejmując go ramieniem.-na sniadanko...a na co masz ochotę skarbie?
-oj skarbie...wybacz nie chciałem ci budzić.-powiedział tulac go do siebie.-zamówienie przyjęte...jak ci zimno to idź do środka a nie tu marzniesz.
-no dobrze misiu...postoimy.-zgodził się calujac go delikatnie.-kocham cię, wiesz? Lepiej się już czujesz?
-ale to i tak dużo skarbie...wiem że się starasz ograniczyć. Wiem.-wciąż obejmował go lekko ramieniem.-ale i tak pójdziesz do lekarza jak wrócimy do domu, nie?
-mhm...więc czeka cie noc w szpitalu...trochę szkoda.-ucałował go w policzek.-przejechać po ciebie następnego dnia?-spytał spokojnie muskajac ustami jego policzek.
-wiek skarbie wiem. To tylko jedna noc i już i tak jesteś przyzwyczajony.-zaśmiał się.-jak będę odbierał Yuye to zajadę z małym po ciebie.
-masz studio w domu.-przypomniał spokojnie.-możemy tak nagrywać, nie? Czy nie bardzo?
-no niby tak...sam pomyśl czy chcesz nagrywać u znajomego Alexa czy wolisz u Alexa.-uśmiechnął się i dał mu buziaka.-mój kochany. Pomyśl jeszcze.
-Hmmm...czemu nie.-wzruszył ramionami.-A ile ci brakuje do tych 50 skarbie?-spytał zaraz z cichym śmiechem. Cieszył się że chłopak ma motywację.
-no mogło być gorzej skarbie. I tak idzie dobrze, nie krzyw się tak.-ucałował go w policzek.-pójdziemy się poscigac jak chcesz.
-no jasne skarbie.-zaśmiał się wchodząc za nim i zamykając drzwi balkonowe.-usiadz pod kocykiem a ja zrobię sniadanko.-dodał idąc do kuchni.
-no dobrze skarbie...będzie też czekoladka jeśli moje kochanie prosi.-zaśmiał się już biorąc się do roboty żeby chłopak nie musiał długo czekać na siadanie.
-jest coś ciekawego w gazecie?-spytał kiedy już smarzyl naleśniki i był w połowie robienia czekolady.
-z tego co wiem to zostaje aż do rozprawy taty która jest za miesiąc...Ma mu pomóc trochę...wiesz rozumieją go i sądzę że matka źle zrobiła więc...są po jego stronie.-odparł.-więc na pewno nie było go w tym samolocie.
-wypluj to! Na pewno tak się nie stanie. Takie wypadki zdarzają się raz na miliard...o wiele częściej motory itp.-funkął zawijajac naleśniki z dzemem truskawkowym i polewajac je czekolada.
-przesadzasz kochanie. Na prawdę. Mamy w planach dużo wycieczek i na pewno nic się ke stanie.-mruknął.-smacznego.-dodał kładąc na stoliku naleśniki i gorącą czekoladę.
-i jął będziesz leciał sam to też nie. Wszystko będzie dobrze i koniec kropka.-puknal go palcem w policzek i zabrał się za swoją porcję.-cieszę się że ci smakuje.
-wszystko ok skarbie. Miał jechać dopiero za miesiąc po rozprawie...Mery go wyłoniła wręcz.-zaśmiał się cicho.-nie musisz się martwić.
-nie martw się tak. Koyukiemu nic nie jest a ty ładnie przybierasz na wadze...-uśmiechnął się żeby podnieść go na duchu.-wszystko się układa.
-tak wiem....ale już przepraszalem...-powiedział wywracajac tylko oczyma i zjadajac tego dodatkowego naleśnika.-spasiesz mnie tym ciągłym oddawaniem mi swoich porcji...
-no nie dostałeś dużo misiu...-wywrócił oczyma a kiedy zjadł przytulil go lekko.-kocham cię.-pocałował go mocno w policzek.-zrobisz w domku curry?
-rozpieprzyles mi atmosferę głupi bracie...-funkął na niego mrurzac oczy.
-dzięki za miłe.przywitanie.-odparł tylko wychodząc głębiej.
-z chęcią bym pożyczył wam mieszkanie ale...tu się wala pełno moich prywatnych rzeczy...musiałbym posprzątać.-westchnął bo nie chciało mu się tego zbierać.
-aj nie przesadzaj już...mogłeś swojego nie sprzedawać.-mruknął bo dobrze wiedział że każdy z nich dostał po mieszkaniu.-posprzątam...ale pokój z książkami zamykam na klucz.-mruknął idąc posprzątać wszelkie prywatne rzeczy.-garderoba też będzie zamknięta!
-dobra, dobra...ale ostrzegam jak wrócę i coś będzie nie tak to nie ręcze za siebie. Dobrze wiesz jak nie lubie gdy ktoś śpi w moim domu kiedy mnie w nim nie ma.-mruknął a kiedy wszystko pochowal wrócił salonu.-no właśnie...jeszcze nie mieliśmy okazji jej zobaczyć.
-oj...ale to jest Tomo i wcale tak dużo nie psuje. Za to ty po prostu musiałeś mi zniszczyć atmosferę nie?-spytał siadając na kanapie obok Tomo i obejmując go lekko.-no nic...byle nikt nie ruszał moich prywatnych rzeczy i możecie mieszkać.
[dobranoc ^^]
-no i masz moja kara...nie mogloscie mnie powstrzymać?-jęknął.-Tomo a szybszy koniec kary za dobre sprawowanie?-spytał z nadzieją.
-oj no...-mruknął tylko ale się zamknął żeby nie pogarszać sytuacji.-Koyuki...doprawdy nie musisz mi go zawstydzać. Wyszło jak wyszło...uchlalem się...jak reszta.
-tak lubie...ale w łóżku.-zaśmiał się.-no jej a do pierwszy raz jak się do kogoś dobieram? Jakbyś mnie nie odciagnal to by mieli porno na żywo.-wzruszył ramionami.-wiem że chudy...staram się żeby przybrał na wadze...
-nie takie duże problemy jak myślisz...-zaśmiał się wstając za nim.-hej Mery.-przywitał się z kobietą.-ooo słodka. Na prawdę śliczna...dobrze że poszła po mamusi.-Zachichotal na co dostał wrócił spojrzenie od brata.-jak ją nazwaliscie?
-oh...serio?-oderwał na chwilę wzrok od słodkiej małej.-wiesz...myślałem że weźmiecie Rena.-właściwie był tego pewny.-ale czemu nie. Z chęcią zostanę jej ojcem chrzestnym.-uśmiechnął się lekko.
-no tak...był świadkiem.-pokiwal głową.-serio nie ma sprawy. Macie taką uroczą córkę że to zaszczyt.-uśmiechnął się do kobiety.-Yuye weźmiemy pewnie się ucieszy...a Koyuki? Ona będzie?
-dzieki...-uśmiechnął się lekko do niego.-nie martw się Koyuki. Stanęliście po stronie ojca nic dziwnego że nie chce was znać ale...to nic.-uśmiechnął się też do małej która uważnie mu się przyglądała.
-jest przeslodka...a ty Mery nie przesadzaj...nie widać żebyś przytyla.-zaśmiał się nadal zajmując się małą która pochłonęła całą jego uwagę.-a jak poszło w piersi to Koyuki pewnie jest szczęśliwy.-zachichotal. Wolał trzymać się z dała od tej felernej piosenki.
-no widzę właśnie że jesteś szczęśliwy.-zachichotal.-nie musisz się wstydzić.-dodał bujajac trochę małą żeby zaczęła.-udała ci się córka braciszku.
-tak...nietypową...ale jednak się udała. A teraz będę jeszcze wojkiem który będzie rozpieszczal Aye.
-mnie pewnie będzie rzadko widywac więc...nie licz na to.-zaśmiał się wesoło.
***
-no Tomo-chan.-zaczęła kobieta.-opowiadaj jak wam się układa.-zagadala bo przecież dawno z chłopakiem.nie rozmawiała.
-więc raczej nie jest źle co? Nasze życie póki co zajęła Aya i nie mamy czasu dla siebie...-wzruszyła ramionami wyrabiajac ciasto.
-czemu uważasz że jesteś dziwny? Może jakoś pomogę?-zaoferowała zostawiając ciasto żeby urosło i biorąc się za ser.-my z Koyukim jakoś damy radę ale widzę że ty z Takano macie jakieś tarcia...
-aj pokaż to.-westchnela zajmując z apteczki plaster i zaklejajac mu ranę.-ale teraz nie zrobił tego specjalnie, prawda? Chyba jesteś w stanie mu wybaczyć co? Po pijaku różnie rzeczy się robi...na które nie ma się wpływu.
-rozumiem...więc musicie to przeczekać.-poklepala go po ramieniu.-Takano się zrobił bardziej cierpliwy.-zaśmiała się bo w końcu jakiś czas już go znała.-i po prostu musicie zwiedzić razem Seul.
-i pojdziecie sami a my zajmiemy się Yuya. Takano ci wszystko pokaże.-zapewniła go spokojnie.
-serio? To aż dziwne...myślałam że Takano cię woził po świecie...ale skoro nie to tym bardziej musisz zwiedzić Seul. Takano pewnie pokaże ci wszystko co warte uwagi.-usmiehcnela się zaraz kładąc składniki na pizzę a potem do piekarnia.
-zawsze do usług...mówiłam żebyś dzwonił jakbyś miał problem z facetem.-zaśmiała się.-alejae zupełnie nigdzie za granicę co nie zabrał...rozumiem że nie często ale w ogóle? Jestem w szoku...przecież on jest takim uparciuchem.
-No rozumiem...zatrzymała go siła wyższa. Ech wy to macie pecha...ciągle coś się dzieje któremuś z was.-pokręciła głową i przytuliła lekko chłopaka.-musi ci być z tym ciężko...
-Ze wszystkim musi ci być ciężko...-wyjaśniła.-Nie...to nie jest głupie. Każdy się czasem boi i potrzebuje wsparcia. Dobrze, że go masz wtedy przy sobie.
-I masz mnie. Zawsze możesz zadzwonić.-odsunęła się od niego z uśmiechem.-Nawet jeśli nie wie to pewnie nie będzie miał nic przeciwko. No i...skoro wiesz kogo chcesz na świadka to po pierwsze jesteś dalej niż on bo głupi wciąż się waha a po drugie to w końcu zdecydujesz się za niego wyjść.
-Dobrze...-odparł wstając i szybko wybiegając z domu w końcu, chociaż na chwilę uwalniając się od brata. Wrócił dość szybko.-Mmmmm pachnie pysznie od progu!-oznajmił wesoło.
-Idź, idź. Tylko łóżko nie pościelone...mam nadzieję że ci to nie będzie przeszkadzać.-powiedział kładąc karton z sokiem na stole.
-Jasne kotek. Wygląda pysznie...ale pamiętaj w domu zamawiam sobie twoje popisowe curry.-ucałował go lekko i zaczął nosić pełne talerze do salonu.
-No przecież mówię że w domku.-zaśmiał się kiedy wrócił po kolejny talerz.-to już wszystko?
-Ok kotek nie ma sprawy. Niedawno było śniadanie.-zaśmiał się czując że sam też dużo nie zje.-Tomo? Na którą mamy pociąg, pamiętasz?
-Hm...tylko dziadek chciał z nim jeszcze spędzić czas. Rzadko się widują i chciał sam go zaprowadzić na stację.-przypomniał zaraz biorąc gryza pizzy.-pyszna.
-Oczywiście, że pamiętam. Codziennie robię z nim zadania przygotowujące...nie mam jak zapomnieć.-zaśmiał się.-zabierzemy go na małą wycieczkę...o ile tata nie zdążył mu większości pokazać...
-Twoje anime dzieciństwa?-zaśmiał się.-możemy go zabrać, czemu nie? Wiesz...a jak tu nie być z niego dumnym? Stara się żebyśmy byli dumni...
-No, no...wychowujesz go na swoich bajkach jak widzę-zaśmiał się.-Ale to dobrze...
[ech chyba mam doła i nawet nie mam z kim o tym pogadać...właśnie spieprzyłam rysunek bo wyszedł nie podobny...i nie wiem jak delikatnie dać takiemu jednemu kosza...]
-Ale przecież ja nie mówię że jest zła skarbie...Dobrze, że sobie tak razem oglądacie, bardzo dobrze.-zmierzwił mu włoski i zaraz podniósł się żeby nalać sobie soku.
[dla mnie koniec świata bo ostatnio nic mi nie wychodzi a nad tym się starałam...a kosza chcę mu dać jakoś delikatnie...bo kolegą jest fajnym ale no...nic poza tym]
[wyskonczyl z tym wczoraj a dzisiaj się z nim nie widziałam. No i...dało się zauważyć że długo się na to zbiera...nie chce go zranić...]
-ok kochanie odpocznij sobie.-uśmiechnął się bawiąc się jego włosami. Wróciła Mery i po tym jak podała córkę mężowi zabrała się za jedzenie.
-Tomo-chan...pyszna nam wyszła.
[jak go spotkam jutro w szkole to mu powiem że niestety ale just friends...]
-jasne..-powiedziała kobiety a Koyuki wstał i podał mu małą.
-na prawdę wam się udała.-uśmiechnął się.-a właśnie Koyuki, miałem się spytać. Jak Tomo poszedł spać to co się działo na imprezie?
-a nie mogłeś zabrać mi tych telefonów? No nic...zrozumiał i zrobił się bigos...i nic na to nie poradzę.-westchnął.-w każdym razie działo się nieźle.
-za to że mnie nie powstrzymałeś mam pół roczny post. Dzięki bracie.-funkął mruzac oczy. Po chwili zaśmiał się cicho kiedy mała postawiła złapać chłopaka za włosy.
-oj no bez przesady. Ja taki nie byłem...chociaż dowodów na to nie mam po zdjęcia są odkąd skończyłem 2 latka.-zaśmiał się. Dziewczynka ochoczo 'badała' raczkami twarz chłopaka łapiąc go za uczy i policzki.
-to ma na pewno po mamusi.-zaśmiał się zaraz Koyuki.-to on była za tym skokiem ze spadochronem i innymi takimi...-dodał wesoło.
-o pamiętam ten helikopter na ślubie jak zeszliscie po drabince!-dodał Takano.
-on jest bardziej uparty ode mnie...a poza tym ciągle coś nam wypadało. Ja bym go bardzo chętnie zabrał, serio ale co ja mogę? Na miesiąc poslubny pokaże mu trochę świata.-wzruszył ramionami.
-coś nie tak skarbie?-spytał tulac go do siebie.-póki co czeka na nas korea...tak też coś zwiedzimy, nie?
-Hmmm...to może lepiej będzie jak się polozysz?-zaproponował glaszczac go lekko po.włosach.
[dobranoc ^^]
-dobrze, potule jeśli tego potrzebujesz.-zgodził się tulac go do siebie.
-też to zasnie wszędzie...-zaśmiał się cicho pozwalając mu tak spać. Wiedział, że chłopak jest zmęczony więc chciał mu dać odpocząć przed drogą.
-Męczy...wiem że nie mówi mi wiele bo nie chce martwić, ale to widać. Stara się przytyć, znajduje sobie motywację. Ja też staram się go wspierać jak tylko mogę...-powiedział cicho głaszcząc go po włosach.
-halo ja wszystko słyszę.-funkął na nich niezadowolony.-ja się jeszcze zastanawiam...niedługo wybiorę, przecież do tego jeszcze czas. Dużo czasu.-uśmiechnął się lekko.
-wiem że mnie kocha...ale wiem też że dużo czasu jeszcze minie zanim weźmiemy ślub. wiem że ciężko mu się pogodzić z pierścionkiem i takie tam...ale go kocham i daje mu czas. nie naciskam.-wzruszył ramionami.-zastanawiam się czy na świadka wziąć Soujirou, ciebie czy Rena.
-jeszcze nie wiem...przemyśle to kilka razy zanim wybiorę kogoś. Nikogo na razie nie skreślam.-odparł.-no...nie jestem już przecież narwanym nastolatkiem...-mruknął cicho.
Takano wywrócił tylko oczyma na komentarz brata. Kiedy chłopak się zakrztusil poklepal go lekko po plecach a gdy już się uspokoił wrócił do glaskania go po włosach.
-idealni? No bez przesady...jak byśmy byli idealni to byśmy się tak często nie kłócili...-westchnął po czyn pokrecil głową.-nie...któryś z braci albo Soujirou.
-nie sądzę żeby tak było ale cóż...ciebie znając życie nie przekonam. Nie jesteśmy idealni...mamy wiele wad. Ale dobrze że mimo tego jesteśmy razem. -poglaskal swojego partnera po włosach.-wy że sobą już tak długo jesteście...
-no proszę...z mojego głupiego brata zrobił się dumny ojczulek.-Zachichotal.-ale i tak późno zdecydowaliscie się na dziecko...-zauważył i lwlko wzruszył ramionami.
-nie musicie mówić.-zapewnił od razu rozumiejąc że to temat tabu.-na pewno będzie. Z tak wspaniałymi rodzicami, wujkami i dziadkiem mowy nie ma żeby było inaczej.-uśmiechnął się do nich.
-tak tak...śpij jeszcze skarbie bo widzę że jesteś zmęczony. Napij się tylko herbaty.-powiedział podając mu kubek.-i do spania spiochu ty mój...jeszcze trochę czasu do pociągu.
-nie wygląda żebyś nie był zmęczony kochanie...ale dobrze nie sedesie kłócił.-wzruszył ramionami i dał mu calusa w policzek.-może chcesz coś do picia?-zaproponował widać jak chłopak pije herbatę.
-sądzę że lepiej wziąć. Zaraz ci wszystko przyniosę.-wywrócił oczyma i wstał z kanapy. Wrócił do salonu z tabletkami i szklanka wody.-leki popijesz wodą a później możesz nalac soku.-dodał siadając obok niego.
-zaś zachcianki? Kupimy kotek kupimy. Będziemy iść na stacje to kupimy.-obiecał bawiąc się jego włosami.
-slodcy jesteście.-zaśmiała się wesoło kobieta.
-wcale się nie przymilam...no może trochę. Ale wiem że nie mam na co liczyć...poczekam cierpliwie.-wzruszył ramionami bo przecież nie miał innych opcji.
[dobranoc ^^]
-ja ciebie też. Poczekam tak długo jak tylko będzie trzeba.-zapewnił i nachylil się żeby ucalowac go delikatnie.
-oj Mary daj spokój. Nie wstawiaj nigdzie tego...-jeknal dając mu calusa.-no dzisiaj wyjątkowo zły dzień...ale będzie lepiej.
-no trochę zywszy.-zasmial się podając mu kawałek pizzy.-smacznego skarbie.-poglaskal go po policzku.-po wizycie w szpitalu pewnie trochę się ozywisz.
-tak zostajemy.-przytaknal spokojnie Koyuki.
-a właściwe...po której stronie opowiada się nasza kochana siostra? Wiem że zawsze była bliżej z mamą.
-razumiem...to dla niej wygodne.-wzruszył ramionami.-a co z jej córką i mężem? Zostali w Tokio?-spytał z ciekawości.
-no ma...ale w sumie to dobrze że jej nie będzie. Miała by kłopot.-powiedział spokojnie.z-no nic...my opowiadamy się za ojcem więc wygra sprawę...zapewne. myślałem tylko że Ken będzie jego prawnikiem.
-no cóż...w takim razie jestem spokojny. Skoro to jego najlepszy przyjaciel. No i ojciec ma nas po swojej stronie...-uśmiechnął się lekko.-ale potrzebuje teraz wsparcia...
-Yuya też chciał. Spędzili miło czas, tata spełnił się w roli dziadka...-zaśmiał się.-teraz jeszcze zajmie się swoją uroczą wnuczką. Będzie szczęśliwy. To mu na pewno pomoże.
-źle się czujesz? Jak coś to wołaj.-poprosił puszczając go.
-nami się nie przejmuj.-dodała Mary trochę już chłopaka znając.
-ajajaj...i teraz nie wiem czy nie lepiej gdybyś został w łóżku zamiast jechał...no ale musisz jechać bo szpital. Może się poloz do łóżka? Na chwilę tylko. Dam ci syrop na zbicie gorączki.
-możemy wziąć kochanie. Weź syropek i spróbuj się przespać, ok? Chociaż troszkę bo za jakiś czas będziemy się zbierać...ale chociaż na chwilę się zdrzemnij.-dał mu syropku i ucałował w czulko.
Posiedzial przy nim jeszcze chwilę po czym wrócił do salonu.
-znów coś go bierze...ale dzisiaj od razu idzie do szpitala więc mu pomogą.-powiedział siadając na kanapie.
-Koyuki...to jest rak.-odparł głucho.-organizm ma wykończony chemią...co prawda jest praktycznie wyleczony ale...wciąż ma słaby organizm i problemy wagowe.
-wiem...walczy.-potwierdził.-ale jest mu ciężko...staram się go wspierać jak tylko moge.-uśmiechnął się lekko.
[dobranoc ^^]
-już idę nie musisz mnie pchać.-burknal idąc do sypialni. Nie miał w zwyczaju zostawiać gości samych sobie. Położył się w łóżku i przytulil lekko chłopaka.
-Um możesz zadzwonić...chcę żeby jakoś przetrwał drogę bo w szpitalu się nim zajmą.-powiedział szeptem żeby nie budzić chłopaka.
-Dzięki.-uśmiechnął się tylko do niego i przyłożył dłoń do czoła chłopaka.-Ale się urządziłeś...
Przytulił go lekko a kiedy usłyszał że Ren wchodzi do domu wstał z łóżka i poszedł po brata.
-Hej, zaprowadzę cię do niego.-powiedział prowadząc go do sypialni.
-Ren ja wiem że to nie jest dobry pomysł i gdyby nie ten szpital to byśmy zostali aż nie byłoby lepiej...-powiedział spokojnie.-Jasne jeszcze dzisiaj pewnie tam będzie, przecież znasz japońskie pociągi. Podam wszystko lekarzowi o to się nie martw. Mam tylko nadzieję że to nic poważnego.-zakończył patrząc na to c robił jego brat.
-Normalnie pewnie bym to zrobił ale zawsze są to kłótnie więc nie...-odparł cicho.-mogę to załatwić teraz, myślę że nie powinien się obrazić...-westchnął.
-Możesz zostać.-machnął ręką wychodząc za nim z sypialni. Wykonał szybki telefon w sprawie przedziału i usiadł na kanapie.-Ren...ale to nic bardzo poważnego?
-Ech...więc szykuje się na dłuższą wizytę w szpitalu.-mruknął cicho.-tylko kiedy od to podłapał...-mruknął trochę zaskoczony.
-No to nieźle...Mam nadzieję że to jednak nie przerodzi się w nic poważniejszego i szybko wróci do zdrowia. Martwię się o niego, ostatnio ciągle siedzi w szpitalu...
-Ren...-przytulil lekko brata.-to nie twoja wina, robileś co w twojej mocy.-powiedział cicho. Nie pierwszy raz widział brata w takim stanie więc już wiedział jak z nim postępować.-wypij do końca kawę...może dać ci lodów trochę?
-rozumiem...ale pamiętaj zawsze robisz wszystko co w twojej mocy...czasem po prostu nie wychodzi.-poklepal go po ramieniu i zaraz przyniosł mu miskę z ulubionymi lodami.-proszę braciszku.
-nie ma za co. Po prostu nadal ratuj ludziom życie.-poklepal go po ramieniu.-to ci wychodzi najlepiej.-dodał spokojnie. Zawsze wspierali się w trudnych chwilach więc dobrze wiedzieli jak kogo pocieszyć.-odwiedź też tatę jeszcze przed rozprawą. Ma dla ciebie jakiś prezent no i dobrze by było go wspierać.
-no to po tych dwóch tygodniach wpadnij do niego na parę godzin a dopiero potem do mnie. On potrzebuje naszego wsparcia.-zaproponował mu takie rozwiązanie i podjadl mu trochę lodów.
-bo jesteś najbliżej braciszku. Póki co zajmie się nim Koyuki.-uśmiechnął się i objął chłopaka ramieniem.-powinienem leżeć w łóżku gluptasie...-powiedział sprawdzając mu gorączkę.
-oj skarbie...pójść z tobą do łóżka? Tam będzie ci wygodniej. Zarezerwowalem przedział dla nas...nie ważne co powiesz to konieczne.-powiedział spokojnie.-Ren przeniesiesz się na fotel? Tomo będzie mógł się położyć.-poprosił brata.
-jakoś przeżyjesz te parę jenów więcej.-zaśmiał się późnież opuszczając kanapę na rzecz podłogi. Opatulil go mocno kocem.-za godzinę jedziemy.-poinformował go jeszcze.-Koyuki zawieziesz nas?
-no i się rozłożyłeś...pewnie czeka cię dłuższa wizyta w szpitalu.-powiedział spokojnie zaraz zdejmujac bluzę i podając ją chłopakowi.-zaluz a ja zaraz przyniosę koldre.-dodał wstają i idąc do sypialni.
-zadzwonię.-obiecał okrywając go koldra.-a ty odpoczywaj na razie kochanie. Zastać też trochę w szpitalu?-spytał wiedząc że to jeden z jego cięższych dni.
-mogę go zawieźć do dziadka. Wystarczy że powiesz żebym z tobą został.-powiedział trzymając jego rękę. Poglaskal go po policzku.-jestem tu.-dodał żeby go zapewnić że nigdzie nie zniknie.
-zostanę. Wiem ale nie masz czego. Jestem przy tobie, wszystko będzie dobrze.-zapewnił go cicho.-nie wstydz się...jesteś wśród rodziny kochanie...
Piętnaście minut przed odjazdem pociągu obudził go informując go że już czas jechać. Wziął go na ręce wraz z kocem samemu będąc już wyszykowanym.
-Jun powiedział że przyjedzie.-poinformował go cicho.
-nie był. Powiedział że rozumie. Zaproponował że zawiezie Yuye do dziadka żebym mógł zostać w szpitalu z tobą.-dodał wchodząc z nim na tył samochodu.-nie martw się tym kochanie.
-coś go złapało i rozłożyło.-westchnął.-Yuya, Jun zawiezie cię do dziadka a ja zostanę z Tomo, ok? Jedną noc tylko żeby go wspierać.-wyjaśnił chłopcu.
Spokojnie doszli do przedziału gdzie Takano położył Tomo na kanapie.
-Yuya usiadz sobie na fotelu.-polecił chłopcu samemu zajmując podłogę przy kanapie.
-moje dwa spiochy.-zaśmiał się cicho czuwając całą drogę. Patrzył przez okno a kiedy dojechali obudził chłopca, wziął chłopaka na ręce, torbę na ramię i wyszedł z pociągu. Cieszył się że Jun był punktualny.
-możesz, zostawimy im tył samochodu. Zawieziemu ich do szpitala i pojedziemy do Yuyan. Pospisz u dziadka.-uśmiechnął się do chłopca. Parę minut później Takano wchodził do szpitala z chłopakiem na rękach.
[dobranoc ^^]
-uparciuch...-skomentował tylko i cierpliwie poczekał na korytarzu aż lekarz wyjdzie. W międzyczasie uzgodnił z mamą chłopaka że może zostać więc kiedy tylko mógł wszedł do jego sali.
-będę. Całą noc. Obiecuje skarbie.-powiedział obejmując go lekko.-śpij kochanie. Będę tutaj dopóki się nie obudzisz.-ucałował go lekko w policzek.
Wyszedł z łóżka kiedy przyszedł lekarz i usiadł na krześle. W czasie badań sprawdził maile i uśmiechnął się do chłopaka kiedy lekarz wyszedł.
-jak się czujesz skarbie?
-nie marudziles. Chciałeś tylko żebym został. Ale to nic. Z chęcią zostałem. Mały jest u dziadka.-uśmiechnął się lekko. Przysunal się z krzesłem bliżej niego i złapał go za ręce.-cieszę się że już ci lepiej.
-przyjadę po ciebie. Wystarczy że zadzwonisz.-zapewnił i poglaskal go lekko po policzku.-jeśli będziesz się czuł samotny to też przyjadę.-dodał z lekkim uśmiechem.-mój kochany.
-przyjadę po ciebie. Wystarczy że zadzwonisz.-zapewnił i poglaskal go lekko po policzku.-jeśli będziesz się czuł samotny to też przyjadę.-dodał z lekkim uśmiechem.-mój kochany.
-możesz skarbie. Nie miałem zamiaru jej zabierać. Co lekarz mówił? Długo zostaniesz?-spytał go cicho cały czas glaszczac go po policzku.
-dobrze skarbie. Nic się nie stanie jak zostaniesz trochę dłużej. Przyjadę po ciebie, odwiedze jak będziesz się czuł samotny. Będzie dobrze.-uśmiechnął się do niego.-a jak wrocisz dostaniesz czekoladke...a ja zamawiam pyszne curry.
-dobrze kochanie. Już tule.-uśmiechnął się wchodząc pod koldre i obejmując go lekko.-mój kochany. Nieźle się urządziłeś...-zaśmiał się cicho.
-ja ciebie też kocham. Ja ciebie też.-poglaskal go po włosach.-wiem że byłeś grzeczny. Ren mówił że mogłeś się zarazić od jego kumpla...no zdarzyło się ale wszystko się ułoży.
-jutro? Przywiozę ci jutro. Zeszyt też?-spytał calujac go w policzek.-a o czym będzie piosenka? Zagrasz jak skończysz?
-ok, będę cierpliwy tak długo jak trzeba. Poczekam.-uśmiechnął się.-kocham cie tak mocno. Jak długo chcesz żebym został?
-daj spokój oni się tym w ogóle nie przejmowali misiu. Nie przejmuj się. Byłeś wśród rodziny skarbie.-ucałował go delikatnie.-mój skarb.
-ale tak od razu ognisko? Na wszystko inne się zgadzam kotku.-uśmiechnął się.-a za dwa tygodnie przyjedzie Ren. Obiecał że może zająć się trochę Yuya żebyśmy mieli czas dla siebie.-dał mu caluska w policzek.
-Nie wiem skarbie. Po prostu nie chcę żeby coś cię złapało zaraz po wyjściu ze szpitala a na dworze wieczorami jest zimno...
-Bardzo ci na tym zależy?-spytał głaszcząc go po policzku.-Jak tak to mogę się zgodzić na grilla...w takiej ewentualności.
-No już dobrze. Rozumiem, szpitalne jedzenie.-zaśmiał się i spojrzał na zegarek.-a skoro już o nim mowa to powinieneś zjeść śniadanko.
-ech no przywiozę. Zrób może listę czego potrzebujesz. Nie będziesz długo a masz tyle życzeń.-pokręcił głową i zaśmiał się cicho.
-Oczywiście kotek to nie jest problem, nawet rano jak będę go wiózł mogę wpaść i ci to wszystko przywieźć.-zaśmiał się i zmierzwił mu włosy.
-Sam go przeprosisz bo pewnie jutro wpadnie cię odwiedzić kochanie. A poza tym to nie twoja wina, że cię nie ma, nie musisz przepraszać.-odgarnął mu włosy z twarzy.
-Już mnie wyganiasz?-zaśmiał się jednak grzecznie wstając i idąc do drzwi.-do jutra kochanie.-pomachał mu i wyszedł.
Takano tak jak obiecał następnego dnia po zawiezieniu Yuyi do szkoły pojechał do szpitala. Wszedł cicho do sali widząc że chłopak śpi i położył wszystkie rzeczy przy łóżku.
-To dobrze...tak długo jak jego stan się polepsza, długość snu nie ma znaczenia.-uśmiechnął się do niej.
-proszę bardzo...fajnie że się w ogóle dowiedziałem.-zaśmiał się cicho.-ale miło że cię zaprosił...ja nie mam do tego głowy...zaprząta mi ją jego choroba i rozwód ojca...
Mężczyzną klepnął się dłonią w twarz. No pięknie znów wracali do królika.
-No właśnie zwymiotował po jednych i się zmartwiłem...dobrze że będzie zmiana.
-Tomo!-podbiegł do niego od razu i przytulił.-jestem tutaj przecież. Co ty miałeś za głupi sen kochanie?
-zającem? jakim zającem?-spytał patrząc na niego uważnie.-Dobrze skarbie. Twoja mama już mi to powiedziała.
-zajęcowaty zając...to nawet ciekawe skarbie.-zaśmiał się cicho.-no nic. ale to nie był zły sen?
-oj no...nie płacz. Może byłem smaczną marchewką?-zaproponował ocierając mu łzy.-no już. Jestem tutaj, przy tobie i nigdzie nie ucieknę. Obiecuję.
-twój.-zgodził się ze śmiechem.-a powiedz byłem przynajmniej ładnym zajaczkiem?-spytał calujac go w policzek.-możemy się przejść jeśli chcesz.
Prześlij komentarz