Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4401 – 4600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-czemu mi uparcie nie wierzysz? Był pyszny. Pyszniutki. Na prawdę mi smakował. Lubie twoje wypieki i jak gotujesz. Lubie.-zapewnił go już nie wiedzac jak go przekonać.-jak minus nie posmakuje to ci powiem kotus. Obiecuje.
-oj tam zaraz moja działka...nienjestem jakimś mistrzem czy coś. Mi też czasem nie wychodzi.-wzruszył ramionami.-lubie jak coś dla mnie pieczesz i gotujesz...to kochane. Ty pierwszy tak robisz.-ucałował go lekko w ustka.-kocham cię.
-oj i bez tego się wyróżniasz.-zaśmiał się obejmując go w pasie.-bardzo lubie. Ty się cieszysz kiedy coś mi smakuje...ja się cieszę mogąc zjadać smakolyki zrobione przez ciebie. To dla mnie dużo znaczy.-uśmiechnął się lekko.
-wszystkim kochanie wszystkim.-powiedział calujac go mocno.-tak twój. Tylko twój.-zgodził się znów go calujac.
-wujek!-krzyknął głośno Yuya wbiegajac do pokoju czym przerwał im chwilę romantyzmu i prywatności.-teraz wujek mi opowie wszystko?-spytał ciągnąc go za rękaw.
Yuya pokiwal główką starając się to wszystko jakoś poukladac w myślach.
-ale wujek? To skoro grozisz tatusiowi że nie będzie seksu...to jak wy to robicie skoro jesteście oboje mężczyznami?-spytał nie mogąc tego pojąć.-no i wujek...w łóżku to się śpi.-zauważył nieco oburzony nie mogąc pojąć kolejnej rzeczy.
Chłopiec zrobił trochę niezadowolona minę bo on przecież był mądry i chciał wiedzieć już, teraz, natychmiast.
-wujek? A mogę jeszcze jedno pytanie?-spytał bo trochę go to męczyło.-po co się to robi?-spytał nie czekając na wcześniejszą odpowiedź czy może zadać pytanie.
Chłopiec pokiwal powoli główką trochę bardziej wszystko rozumiejąc. No bo skoro był powód to to musi mieć jakiś sens.
-ale to jakiś dziwne i poplatane jest wujku...albo to wujek nie umie tłumaczyć.-klasnal w dłonie.-albo to tylko dorośli rozumieją takie dziwne rzeczy.
-no skoro tak wujku to poczekam aż rozumiem.-zdecydował tulac go i zaraz kładąc się w lozeczku. Okrył się kolderka mocno.-pospiewac.-uśmiechnął się zamykając oczka.
-ja też się cieszę...zawsze wierzyłem że będzie dobrze...-objął go trochę zaskoczony.-w końcu tyle jeszcze przed nami.-uśmiechnął się tulac go do siebie i glaszczac go po włosach.-chemia będzie potrzebna ale wszystko się ułoży...na pewno. Widziałem wyniki. Będzie dobrze.
-skarbie...-przytulil go trochę mocniej.-ja wiem że ci ciężko...ale zawsze możesz do mnie przyjść z każdym problemem. Ja ci zawsze pomogę. Nie ważne jak źle będzie...nie siegaj po narkotyki. Obiecałem tobie że nie dam ci to tego wrócić. I nie dam.-poglaskal go po włosach.
-będzie dobrze skarbie. Będzie dobrze. Ja w to wierze. Tyle jeszcze przed nami...tyle dobrego.-uśmiechnal się lekko.-bardzo cię kocham. Bardzo. I wiem że wszystko się ułoży. Na pewno...dzisiejsze wyniki tylko mnie upewnily skarbie.
-możemy.-zgodził się tulac ułoży go do siebie. Wiedział jak bardzo jest chłopakowi ciężko i starał się mu pomóc js tylko mógł.-a jak tam rozmowa z Yuya?-spytał chcąc zmienić temat.
-widzisz skarbie kiepski z ciebie sensei. Ale zaspokoiles jego ciekawość na jakiś czas...-zaśmiał się cicho.-jakiś czas nie będzie poruszał tego tematu...co nie zmienia faktu że teraz będzie tylko gorzej.
Ino że dla dzieci chyba najwięcej mu wyjaśniło.-zaśmiał się cicho.-no nic...na razie mu to pewnie wystarczy. Jak będzie starszy zdobią się schody...e do tego jeszcze czas.-uśmiechnął się i pocałował go w policzek.
-mhm...jak mus to mus.-zaśmiał się cicho.-no to będziemy mieli trochę czasu...kupimy ten prezent. Pomozesz mi bo masz smykalke do takich rzeczy.
-dziękuje skarbie. Lody mogą być.-zgodził się od razu.-mój kochany slodziak.-zaśmiał się kidy chłopak wtulil się w niego mocnej nie bronił mu tego.
-widać skarbie. Ale późno już...chodźmy myć się i spać. W łóżku się potulisz.-ziewnal mocno i ucałował go w nosek.-ok?
Wywrócił tylko oczyma i pozwolił mu iść.
-tylko tym razem uważaj na siebie.-dodał jeszcze. Wstał i poszedł przyszykowac łóżko.
Takano równeż szybko się umył i dołączył do niego chwilę później. Położył się i pozwolił mu wrócić do tulenia.
-spij dobrze skarbie. Dobranoc i kolorowych snów.-ucałował go i zamknął oczy.
Takano obudził się rano i jeszcze czas chwilę leżał patrząc na chłopaka. Przygotował śniadanie, spakował wszystko na jutro a po obiedzie stał już w drzwiach czekając na chłopaka żeby w końcu wyjechali do miasta.
-motor. Nie będzie dużo zakupów i wszystko się zmieści.-powiedział podając mu kask. Przecież nie chciał niepotrzebnie męczyć swojego partnera. Wsiadł na motor i poczekał aż chłopak do niego dołączy.
-no dobrze nie będę się kłócił. Trzymaj się mocno.-poprosił jeszcze ruszając bo chciał trochę poszaleć.
Dodał jeszcze trochę gazu korzystając z pustej drogi i zwalniając dopiero przed znakiem informującym ich że dojechali do miasta. Zaparkowal ptzec centrum handlowym uznając że tam znajdą wszystko i za bardzo się nie nachodza.
-tak idziemy w te kanony. Oddaję się w twoje ręce bo ja słabo ogarniam tutejsze sklepy.-uśmiechnął się i schował kaski.-idziemy.-dodał łapiąc go za rękę.
-kotek...wiesz co zaczynam cię bać. Ja w liceum co prawda miałem branie ale bez przesady...-zaśmiał się.-na prawdę zboczuch z ciebie.-dodał dając mu się prowadzić do owego sexshopu.-ja w liceum do sexshopu nie chodziłem...
-no cóż...-wzruszył ramionami. On te lizak jadł co najwyżej na kanamara matsuri.-rozmawiałeś z Renem więc chyba będziesz potrafił coś wybrać nie?
-możemy kupić, czemu nie.-zgodził się bez problemu.-to dobry pomysł...że wcześniej na to nie wpadliśmy.-zaśmiał się idąc za nim.-no to teraz myśl skarbie co kupujemy.-zaśmiał się cicho.
-ok...-mruknął trochę niepewnie. Jasne znał go lepiej ale sądził że nie aż tak dobrze. Przejrzał kilka filmów aż w końcu znalazł jeden z pielęgniarką uznając że ten będzie ok. W końcu zawsze miał jakąś słabość do pielęgniarek ale oczywiście matka się nie zgadzała. Westchnął i odszukal chłopaka w sklepie.-mam film.
-skoro znawca mówi że dobry.-zaśmiał się cicho.-czemu nie? Można mu coś takiego zprezentować ma być śmiesznie w końcu nie?-powiedział rozglądając się jeszcze za czymś innym.
-Mhm no to w tym sklepie już wszystko, nie? Teraz księgarnia...tam od razu jakieś pudełko się znajdzie. A najlepiej dwa na cały prezent i na gumki z cukierkami...ale to można w markecie. Ok?-spytał chcąc się upewnić czy taki plan chłopakowi odpowiada.
-a czemu ty zapłaciłeś głuptasie?-spytał kiedy już wyszli.-ech dobra pół na pół za resztę płacę ja.-puknął go palcem w policzek idąc w stronę ruchomych schodów żeby wjechać na piętro z księgarnią.
-Kupię. Nawet całą zgrzewkę żebyś mi nie marudził w trakcie imprezy.-zaśmiał się cicho wchodząc do księgarni.-jaką książkę kupujemy?
-Mhm skarbie...to ja pójdę po książkę a ty poszukaj pudełek i widzimy się przy kasie. Tak będzie szybciej bo przecież chcemy jeszcze iść na lody, nie?-uśmiechnął się lekko.
-No to teraz tylko do marketu i mamy wszystko. Wyszło więcej niż myślałem ale jakoś się zabierzemy.-powiedział kiedy już wychodzili.-jest tu market czy musimy iść dalej?-spytał rozglądając się dookoła.-O tam jest.
-To na kawkę kiedy indziej.-uśmiechnął sie biorąc sorbet jabłkowy z bitą śmietaną i siadając do stolika.-Skarbie widziałeś jak ta kasjerka się na nas patrzyła kasując te prezerwatywy? Cóż ilość ją musiała porazić.-zaśmiał się pod nosem.
-Dzięki misiu....w takim wypadku już nigdy nie wejdę do tamtego sklepu...a już na pewno nie jak ona będzie stała przy kasie.-fuknął wbijając łyżeczkę w lody.-no nic...będę mógł się przynajmniej z brata pośmiać.-wzruszył ramionami biorąc trochę lodów do buzi.
-Dzięki misiu....w takim wypadku już nigdy nie wejdę do tamtego sklepu...a już na pewno nie jak ona będzie stała przy kasie.-fuknął wbijając łyżeczkę w lody.-no nic...będę mógł się przynajmniej z brata pośmiać.-wzruszył ramionami biorąc trochę lodów do buzi.
-No nic takiego...to taka mała mieścinka...-westchnął tylko już nie chcąc o tym rozmawiać.-No będzie śmiech...nie mogę się doczekać jego miny. Powiedzmy że...odegram się za te kilka moich urodzin.
-jakby ci to...bo to nie tak że on coś sprezentowywal. Fakt często było to coś sprosnego...bynajmniej odkąd skończyłem gimnazjum bodajże. Ale zawsze wywijal jakiś głupi dowcip który mnie zawstydzal przy gościach. W końcu byłem najmłodszym z braci...lubili mi robić kawały.
-no powiedzmy...coś w tym stylu.-pokiwal głową zaraz próbując jego lodów.-dobre.-uśmiechnął się częstując go swoimi.
-tak wiem skarbie. Ja ciebie też kocham.-uśmiechnął się i poglaskal go po policzku.-nawet jeśli nie głupio zawstydzasz...-zaśmiał się jedząc spokojnie swoje lody.
-też mi powód...-wywrócił oczyma.-a ja co mam powiedzieć? Też się rzadko rumienisz...a jesteś wtedy taki słodki...tylko do schrupania.-zaśmiał się cicho powoli kończąc swój deser.
-ale jak się rumienisz to tak bardziej.-zaśmiał się cicho.-wtedy to tak w ogóle...no nic. Nie lubisz się rumienic.-wzruszył ramionami i objął go lekko.-mój skarb...
-no nie lubie...za stary na to jestem.-zaśmiał się opierając o niego głowe.-jak to nie mieli? Jeny jakie wypizdowie...no skoczymy do apteki...ech no jak mogą tu nie mieć leków.-pokrecil głową.
-a jak później będziesz potrzebował? Powinni mieć...no nic kupimy w Tokio.-zgodził się spokojnie znów się o niego opierając nie chcąc psuć tych spokojnych chwil.
-to dobrze skarbie. Ale gdyby nie mieli to mów...zawsze może poprosić brata albo tatę żeby wysłali.-uśmiechnął się lekko ściskając jego dłoń.
-prawda możemy. Nie ma żadnego problemu. Byłoby gorzej jakbyśmy nie jechali...więc następnym razem mów wcześniej.-zaśmiał się cicho.-kocham cię.-szepnął mu do uszka.-chcesz coś jeszcze z miasta?-spytał spokojnie.
-mój slodziak.-ucałował go w policzek i wstał.-no to możemy wracać, prawda?-uśmiechnął się.-przecież musisz się jeszcze przeprowadzić.-przypomniał mu spokojnie.
-oj no...tak się trochę zasiedzielismy.-zaśmiał się cicho. Podał mu kask i jakoś wszystko upchal pod siedzeniem.-ok możemy jechać.-zdecydował nakładając kask.
-aj misiek uważaj trochę.-powiedział na tyle głośno żeby chłopak go usłyszał. Jechał przytulony do jego pleców patrząc jak chłopak jeździ.
-no tak tak...uważasz...-zgodził się już nic więcej nie mówiąc. Kiedy znów ruszyli złapał się go trochę mocniej.
-szybko...ale fajnie.-skomentował tylko i ucałował go lekko w policzek. Wyjął zakupy, schował kaski i ruszył w stronę domu.-wiesz skarbie może ja już pojadę po samochód? Łatwiej nam będzie się przenieść.
-ok to ja już lecę.-ucałował go i wyszedł po chwili wracając samochodem. Wszedł do domu i zdjął buty.-jak wam idzie?-spytał chcąc też wiedzieć czy załatwią to za jednym przejazdem.
-no i tam jeszcze parę gier jest.-przypomniał biorąc już te wystawione torby. Ładnie je upchal w samochodzie następnie biorąc wszysykie psiaki. Jolie, Rufus i Perła podreptaly za nim.
-no dobrze kochanie...jak przyjdziesz to kolacja będzie stole.-uśmiechnął się i oddał calusa. Wziął chłopca za rękę i spokojnie pojechał z nim do domu gdzie od razu wzięli sue za rozpakowywanie.
-no zrobimy...tylko jutro rano musimy wcześnie wstać wiec nie będziemy długo siedzieć.-zaznaczył od razu z lekkim uśmiechem. -cieszysz się że spedzisz trochę czasu z dziadkiem?
-no to fajnie. Może dziadek zabierze cię do wesołego miasteczka? Jeszcze zobaczysz co?-uśmiechnął się do niego lekko i zmierzwil mu włosy.
Takano siedział wmurowany w kanapę ciesząc nie że chłopiec pobiegł bo nie wiedział co na to mógłby odpowiedzieć. Wstał po dłuższej chwili.-hej skarbie...cały już mi przekazał że bez mojej wiedzy ustaliliscie ognicho.-zaśmiał się.
-Yuya.-Takano popatrzył na niego niby to groźnie zaraz mierzwiac mu włosy.-nie ładnie tak kombinować i kłamać...-powiedział spokojnie.
-ech mały...zanim powiedziałeś wujkowi że ja o coś proszę trzebabylo porozmawiać ze mną. Spytać czy ja się zgadzam na ognisko, czy wujek nie ma nic przeciwko...i dopiero wtedy możemy je robić. A nie tak klamiesz...Yuya nie wolno kłamać...nawet przy takich małych rzeczach. Bo kłamstwo ma krótkie nogi...zawsze wychodzi na jaw.
Złapał go za raczke i ukucnal przed nim.
-a skąd wiesz? Ja sądzę że jednak bym się zgodził. Oklamales wujka i mnie. O teraz gdybym był surowym rodzicem to byłaby kara...i nie byłoby ogniska.
-no teraz to żeś wymyślił. Skąd ci to do głowy przyszło? Lubie ogniska.-wywrócił oczyma.-Yuya...nie wolno kłamać. Zapamiętaj to proszę bo następnym razem nie skończy się na upomnieniu i będzie szlaban.-powiedział spokojnie bo na prawdę nie chciał go karać.
-sprzątać trzeba dużo jak jest dużo gości i duża impreza. Ale to nic...lubie ogniska. Nawet jedli trzeba sprzątać. A mówiłem brzydkie wyrazy bo pewnie byłem na kacu.-machnął na to ręką.-przeprosiny przyjęte...ale żeby mi się to więcej nie powtórzyło ok?
-tak tak postaram się.-wywrócił oczyma.-kac to...em...jak się wypije za dużo alkoholu to następnego dnia główka boli.-wyjaśnił mu najprosciej jak potrafił.
-e...jedno z drugim się czasem łączy...ale zależne nie jest...-powiedział cicho się śmiejąc pod nosem.-po prostu po alkoholu boli głowa i ludzie nazwali to kacem.-wzruszył ramionami.
-nic się nie stało skarbie...przygotuje wszystko i posprzątam. Ty masz się nie przemeczac żebyś mi jutro na imprezie nie zasłabł albo coś gorszego. Ja wiem że tam będzie lekarz i to pewnie nie jeden ale każdy pijany.-zaśmiał się przytulajac go lekko do siebie.
-tak tak skarbie. Pewnie nie będziesz musiał szukać bo ma podobny apartament do mojego. Na prawdę blisko więc jak będziesz musiał mnie odprowadzać to nie będziesz miał daleko.-uśmiechnął się do niego i poglaskal po włosach.-a na razie sobie usiadź a ja wszystko przygotuje.
-weź co chcesz. Nie musisz się pytać.-powiedział i poszedł do kuchni przygotować kiełbaski i bułki. Następnie wyszedł na dwór w towarzystwie psiakow żeby rozpalić ognisko.
-to nic takiego...posmarowalem bułki masłem czosnkowym żeby dodać im trochę aromatu...z kiełbaskami nic nie robiłem.-zaśmiał się podając mu herbatę z termosu.-zawołasz Yuye? Bo już zaraz będzie gotowe.
-no glodomorku...bierz talerzyk dostaniesz jakoś pierwszy.-zaśmiał się zaraz nakładając chłopcu kiełbasę i buleczke.-na stoliku masz keczup.-poinstruowal go jeszcze. Nałożył to samo Tomo i sobie i usiadł na krześle biorąc się za jedzenie.
[btw. Mam zapalenie strun głosowych i nie mogę mówić...]
-A brzuszek cię nie rozboli? Chyba trochę za dużo zjadłeś, co?-powiedział do chłopca dając mu pół kiełbaski sobie biorąc drugie pół.-i nie ma więcej bo później spać nie będziesz mógł.
-No dobrze już dobrze...boje jecie jak wam smakuj.-zaśmiał się.-Yuya żebyś nam tylko za bardzo nie przytył.-zmierzwił mu włoski.
-Bedę cię kochał!-zaoponował od razu.-chodzi o twoje zdrowie skarbie.-powiedział spokojnie i uśmiechnął się lekko.
-Tomo może dokończysz już wewnątrz? Ja zgaszę ognisko i posprzątam.-powiedział wstając i zbierając wszystko do miski w której przyniósł.
-no to zjesz wewnątrz...-powiedział pokazując że jest trochę ciepłego chlebka.-a to wino koniecznie? Jedziemy rano...powinniśmy się wcześnie położyć.-zauważył spokojnie.
-ech no ok...chociaż winko miało być na specjalne okazje...-przypomniał gaszac ognisko i idąc do środka.
-oj wcale nie taka specjalna. Zwykła przeprowadzka.-zaśmiał się dając mu lekkiego calusa. Znalazłem jedno otwarte i jeszcze dobre. Możemy się go napić żeby nie napoczynac nowego.-pokazał na butelkę.
-no skoro uważasz że to takie specjalne to nie będę się kłócił.-zaśmiał się obejmując go lekko.-cieszę się że ci się podobało...na prawdę. Chce żebyście obaj byli szczęśliwi.-uśmiechnął się dając mu caluska w policzek.
-wiem...jak na ciebie to bardzo dużo zjadles. Mój kochany.-poglaskal go po włosach.-cieszę się że jesteś szczęśliwy. Zapakowalem już prezent dla brata i torby na jutro.
-ciebie i Yuye. Ja mam swoje rzeczy w apartamencie.-przypomniał i dał mu buziaka.-no zagram...-zgodził się wstając i siadając przy pianinie. Podniósł powoli klapę i położył palce na klawiszach. Zaczął grać 'love me' Yirumy.
Jego smukłe, długie palce powoli i płynne przesuwaly się po klawiszach. W końcu zgrabnie zakończył utwór i opuścił ręce zamykając pianino.
-serio dodaje? No cóż.-zaśmiał się sadzajac go sobie na kolana i mocno tulac do siebie.-kochanie? A powiesz mi co jeszcze dodaje mi seksapilu? Zagram ci wtedy coś jeszcze...
-mhm...no to już mi kiedyś mówiłeś. Jest coś jeszcze skarbie czy to wszystko?-spytał spokojnie glaszczac go po policzku i muskajac palcem jego usta.
-No tak wiem skarbie wiem.-uśmiechnął się i wyjął palec żeby go pocałować długo i namiętnie.-ale jednak wolałbym być seksowny w twoich oczach.-uśmiechnął się lekko.
-mhm...cieszy mnie to.-uśmiechnął się lekko.-to co skarbie zagrać ci coś jeszcze Yirumy? A może chcesz coś innego?-spytał cicho.
-możemy zagrać coś ale nie wiem co. Najlepiej coś co oboje znamy.-powiedział znów otwierając pianino.-co chcesz? Zobaczymy czy znam.
-możemy zagrać...ja lewą rękę a ty prawą?-zaproponował kładąc rękę na klawiszach w odpowiednim miejscu.
-mhm ja ciebie też kocham.-zaśmiał się.-ale już późno. Chodźmy się myć i do spania. Przygotowałem w razie czego obie sypialnie...do której chcesz?-spytał wstając.
-można po kąpieli w lozeczku.-zaśmiał się.-przyszykujesz kąpiel czy chcesz sam się wymyć? Ja jeszcze zobaczę czy mały śpi.-dał mu caluska w policzek.
-może być w tej dużej na górze.-zgodził się pozwalając mu iść. Sam poszedł do pokoiku Yuyi. Widząc go rozkopanego okrył go i pocałował w czułko. Po czym poszedł do łazienki na górę.
-więcej się nie dało tej piany skarbie?-spytał że śmiechem. Wymienił soczewki na okulary i szybko się rozebrał wchodząc do wanny.-mmmm jak cieplutko.-powiedział zanurzajac się po ramiona.
-no bo by na podłogę wycieklo.-ucałował go i objął mocno do siebie przysuwajac.-mój kochany...znów masz mi zamiar usnac skarbie?-znów go ucałował. Lubił kiedy chłopak był tak blisko.
-mhm to dobrze.-poglaskal go po włosach i plecach.-na pewno pozwoli. To lekarz...i nawet jak będzie pijany na pewno zrozumie. Porozmawia. z nim przed imprezą że w razie czego odpoczniesz w jego sypialni. To nic takiego.-zapewnił go że nie ma żadnego problemu i on się wszystkim zajmie.
-twój.-zgodził się z błogim. Wziął gąbke która namydlil i zaczął myć mu plecki.-a ty mój. Chudy gluptasek...lamaga...i wredota.-zaśmiał się.-ale i tak co kocham.
-a tak jakoś...mój gluptasek. Mój kochany gluptasek. Nie ma jakiegoś specjalnego powody.-zaśmiał się odsuwając jego dłoń od swojego nosa i calujac jego paluszki.-po prostu mój gluptasek.-wzruszył ramionami.
-no to dziękuje.-Zachichotal pozwalając mu się umyć.-umyje ci zaraz włoski i wychodzimy nie? Bo się pomarszczymy jak takie stare dziadki.-zaśmiał się cicho.
-chciałeś coś powiedzieć skarbie?-spytał patrząc na niego uważnie i zaczynając mu myć włoski.-czemu zrezygnowałeś.-dodał ciekawy odpowiedzi.
-powiedz skarbie...już nie raz cię prosiłem żebyś mówił jeśli coś ci nie pasuje wtedy postaramy się to zmienić. Jeśli chcesz sam się myć to przecież nic się nie stało.-powiedział odsuwając ręce.
-wiem kochanie że nosisz w kieszeni. Wiem też że nasz związek ci odpowiada...wierzę ci.-uśmiechnął się łagodnie.-to moja wina. Za bardzo się pospieszyłem i wywarlem na tobie pewnego rodzaju presję. Spokojnie na prawdę nie musisz się tym martwć. Przecież cię nie upominam o pierścionek ani nic.
-to na prawdę nic takiego nie musi ci być głupio. Kochasz mnie i to jest najważniejsze a nie kawałek metalu który si nosi na palcu.-zasmjalnske powoli splukujac piane z jego włosów.
[dobranoc ^^]
-ia ciebie też kochanie.-oddał pocałunek po czym zanurzył sie całkiem by po chwili zacząć myć sobie włosy.-kotek...przypomnij mi co mieliśmy jeszcze załatwić w Tokio. Twoje leki, ko perfumy i jakieś dla ciebie...coś jeszcze?
-to nie dużo...sądzę że starczy czasu na Alexa. W końcu mamy cały miesiąc misiu.-uśmiechnął się i wyszedł w wanny zaraz się ubierajac.
-przejezyczylem się...weekend mamy kotus...weekend.-zaśmiał się cicho wychodząc do zlewu żeby umyć zęby.-wybacz...myślę o jednym i mówię drugie.-powiedział przepraszajaco.
-mhm...-nie minęła długą chwila a do niego dołączył. Położył się w łóżku i zdjął okulary.-dobranoc misiu mój kochany.
-Mhm...ale nie siedź za długo.-oprosił przytulając się do jego boku i jakoś tak od razu zasypiając z lekkim uśmiechem na ustach. Wyglądał trochę jak mały chłopiec śpiący ze swoją ulubioną przytulanką i gdyby ta zniknęła zacząłby płakać.
Rano przybiegł do nich Yuya głośno ich budząc.
-Zrobiłem śniadanko.-oznajmił wesoło podając zaspanemu Takano okularki i ciągnąc ich za ręce.
-Nakarmiłem-odparł chłopiec który był już ubrany.-to źle że zrobiłem śniadanko>?-spytał trochę zmartwiony widząc że ich obudził.
-Nie to dobrze.-powiedział Takano patrząc na zegarek.-Nawet bardzo dobrze...gdybyś nie zrobił to byśmy zaspali.-zaśmiał się idąc za nim.
-Co dobrego zrobiłeś?
-Niespodzianka!
-Ale się postarałeś...to jakaś okazja?-spytał zaskoczony siadając przy stole i patrząc na te wszystkie smakołyki.-wygląda pysznie.-uśmiechnął się do niego.
-No urodzinki mojego brata...-przyznał spokojnie.-Fakt jedziemy.-zgodził się z uśmiechem i wziął się za jedzenie.-pyszności. Zdolniacha z ciebie.-pochwalił go.
-Na prawdę.-zaśmiał się.-siadaj jeść maluszku...chyba że już jadłeś bo nawet na drogę ubrany jesteś poranny ptaszku.
-No i zrobiłeś nam pyszne śniadanko.-zaśmiał się.-Tomo daj się czasem małemu wykazać...niedługo nas przebije tymi swoimi daniami.
-tak tak wiem skarbie...no nic jemy i jedziemy po spóźnimy się na pociąg a to nie byłoby fajne.-zaśmiał się jedząc dość szybko.
-Mhm...to dobrze że ktoś się nimi zajmie. Jolie nie jest już taka drażliwa więc powinno być ok.-uśmiechnął się trochę zwalniając.
-Dobrze wujku.-zgodził się chłopiec biegnąc do kuchni po pojemniczki.
-No nie będę...zamknę sypialnie i będzie git...w końcu rysunek nadal tam wisi.-zaśmiał się cicho i wstał od stołu.-spakujemy jedzonko i pójdę się wyszykować. Tomo możesz już iść.
Poszedł chwilę po nim a kiedy już wszyscy byli gotowy zaniósł torbę i poszedł do samochodu. Odpalił go czekając aż do niego dołączą.
-A ja się bałem że ni zdążymy...-mruknął zerkając co chwilę na zegarek. W końcu weszli do środka i szczęśliwie usiedli w pustym przedziale.
-Poczytam...wujek też posłucha.-zaśmiał się otwierając książeczkę i zaczynając mu spokojnie czytać książkę.
Po pięciu rozdziałach skończył czytać.
-I za to kocham japońskie pociągi...za chwilę będziemy na miejscu.-powiedział z uśmiechem.
-Miejsca jungla...-skomentował Takano który się w tym miejscu wychował.-Ojciec właśnie do mnie napisał że przeszedł po małego na stację i czeka. Chce żebyśmy spokojnie się wyszykowali...no i chce spędzić z małym jak najwięcej czasu.-uśmiechnął się do chłopca.
-No spełnia...czasem chyba lepiej niż w roli ojca...-mruknął cicho kiedy chłopiec pobiegł do dziadka.
-Takano.-mężczyzna przytulił mocno syna zaraz tuląc też Tomo.-Bawcie się dobrze u Rena.
-Dzięki tato...idź już bo Yuya nie wytrzyma, dawno cię nie widział i ma wiele do opowiedzenia.
-No lećcie nie będziemy wam przeszkadzać.-zaśmiał się Takano przekazując ojcu torbę z rzeczami Yuyi samemu biorąc te drugą z prezentem i ciuchami Tomo.-Skarbie źle się czujesz?-spytał bo uwaga ojca trochę go zmartwiła.
-ah no tak...ja już się chyba przyzwyczaiłem że mam chłopaka kosciotrupka.-zaśmiał się splatajac ich palce.-więc powiedz gdyby było źle...nie chowaj tego.-poprosił z uśmiechem.
-wiem że mówisz. Cieszy mnie to.-ucałował ho ukradkiem w policzek.-możesz po swojemu misiu...przecież to zwykłe urodziny. Myślałem że już nie marudzisz tak o te pieniądze...Ren mówił że mimo że to okrągłe urodzinny robi małą impreze. Tylko znajomi i bracia. Sami faceci...mój głupi brat singiel.-zaśmiał się.
-Koyuki ma żonę. Jak większość jego znajomych.-zaśmiał się cicho.-po prostu stwierdził że chce zrobić sobie wieczór w towarzystwie facetów.-wzruszył ramionami.-a pewnie skończy się tak że pijani wyciegniemy go do baru że striptizem.-zaśmiał się wspominając imprezę po rozwodzie brata.
-ależ oczywiście skarbie...zadowalasz mnie w 100%. Nie muszę i nie chce. Mam seksownego, idealnego faceta.-skradł mu buziaka i wszedł do apartamentowca od razu kierując się do windy.
-kocham cię...nie ma mowy o skokach w bok.-ucałował go kiedy byli w windzie.-Hmmm mamy całkiem sporo czasu możemy zajść. Tylko też nie chcę cię za bardzo męczyć przed impreza...apteka jest blisko...perfumy trochę dalej.
-no skarbie...ale nie w windzie.-zaśmiał się kiedy ta się zatrzymała.-ale chyba lepiej nie...czeka nas impreza...nie chce cię męczyć.-powiedział idąc do swojego apartamentu.
-na pewno?-spytał rzucając torbe i obejmując go lekko.-kocham cię, wiesz? I to fajnie że w końcu jesteśmy sami...ale trochę się martwię że cię zmeczysz.-powiedział zaraz calujac go w policzek.
-po prostu...nie mam nastroju...-mruknął cicho. Zaniósł jego torbę do garderoby i poszedł do kuchni siadając na blacie.-a co dobrego zrobisz?
-pycha...lubie twoje naleśniki.-uśmiechnął sie lekko.-jak zjemy to idziemy na miasto nie?
-mmmm wygląda i pachnie przepysznie.-powiedział siadając i biorąc się za jedzenie.-aż mu oczy zaświeciły.-musisz je robić częściej.-powiedział z uśmiechem.
-zawsze smakuje. Potrafisz mi dogodzic w wielu aspektach.-zaśmiał się dokladajac sobie naleśnika.
-no czasem mniej czasem bardziej...ale zawsze smakuje.-uśmiechnął się lekko kończąc jeść i pijąc sok.-wyszykujemy się na imprezę jak wrócimy że.sklepu, nie?
-no nie do końca kawalerka...mówiłem już że większość jest żonata.-zaśmiał się.-ale fakt możesz ubrać się po swojemu tak żeby było ci wygodnie.
-no tylko ja...a to dlatego że ja mam faceta.-zaśmiał się.-no i mój brat traktuje cię jak rodzinę więc...dle niego nie idziesz jako 'facet brata' a jako członek rodziny.-uśmiechnął się lekko.
-i tak dużo zjadles skarbie.-zaśmiał się cicho i wstał z kanapy.-pomogę będzie szybciej.-powiedział idąc do kuchni. Pomógł mu w zmywaniu i pocałował namietnie.-a teraz na zakupy, nie?
-ja ciebie też skarbie.-ucałował go w policzek.-mój, mój...-zaśmiał się cicho i puścił go żeby ubrać buty.-najpierw do apteki.
-jasne możemy.-zgodził się wychodząc z mieszkania. Zamknął drzwi i złapał chłopaka za rękę wchodząc do windy. Szybko zjechali i po paru minutach byli w aptece.
-mhm...drogeria jest tam na rogu.-wskazał ręką.-sądzę że te perfumy tam będą...i dla ciebie też powinno się coś znaleźć.-uśmiechnął się do niego lekko kiedy stanęli na światłach wraz z resztą tokijczykow.
-oczywiście że coś ładnego wybiorę...watpisz we mnie? Przecież chce żebyś mi ładnie pachnial.-Zachichotal idąc przy nik powoli.-tak...miasto które nigdy nie kładzie się spać.
-zaufaj mi skarbie...byle czego nie dam ci w prezencie.-zaśmiał się i ucałował lekko w policzek od razu kierując się w odpowiednią alejke. Najpierw znalazł swoje a później zabrał się za szukanie czegoś dla chłopaka.
-aż taki zapas chcesz zrobić?-zaśmiał się cicho.-na prawdę musisz lubić ten zapach...-wzruszył ramionami.-zobaczmy ten.-zaproponował psikajac mu raz na nadgarstek.
-mhm...ten trzeci najbardziej mi podobał.-zdecydował biorąc dwie fiolki.-pasuje do ciebie po prostu.
-teraz? W sklepie?-spytał zaskoczony unosząc lekko brwi. Musnal lekko jego usta.-chodźmy do kasy.
-dobrze kochanie.-uśmiechnął się i wyszedł że sklepu. Pocałował go mocno.-a teraz do domu. Musimy się wyszykowac...trochę nam w tym sklepie zeszło.
-zmeczyles się misiu-spytał idąc powoli co jakiś czas poprawiając go sobie na plecach.-została godzina do imprezy.
-mam nadzieje kochanie...w końcu nie chce żebyś przespal całą zabawę...no i ktoś musi mnie do domu doprowadzić, nie?-zaśmiał się cicho.
-a tul się jak lubisz kochanie.-zaśmiał się cicho. Po 15 minutach byli w domu a po godzinie byli już w drodze na imprezie.-zapamiętaj drogę.
-oj ale przecież się ze mną dogadasz.-zachichotal jednak dając mu klucze. Wszedł do budynku i od razu do windy. Stał chwilę zanim przypomniał sobie na którym pietrze mieszka jego brat aż w końcu nacisnął guzik.
-Ren daj spokój...wziął i ze sobą żeby wziąć o odpowiedniej godzinie. Dzisiaj nie jesteś lekarzem glupku.-zaśmiał się wchodząc do środka.-najlepszego braciszku.-uśmiechnął się dając mu prezent.-to od nas obu.
-ni coś ty braciszku...to twoja 30...mam nadzieje że się spodoba.-zaśmiał się zdejmujac buty. Wziął Tomo za rękę i wprowadził w głąb mieszkania.-kotek może chcesz to swoje piwo schlodzone?
-rozmawiałem. Zgodził sue kochanie pod warunkiem że mu nie nabrudzimy.-zaśmiał sie wstając żeby mu włożyć piwo do lodówki. Wrócił z jednym dla siebie a w pokoju już siedział Koyuki i paru znajomych Rena.
-no kotek twoje piwko się chlodzi.-uśmiechnął się do chłopaka a bratu podał butelkę.-twoje ulubione z tego co wiem.
-tak tak...kiedy nas odwiedzicie?-spytał ich.
-wiesz...ostatnio nie mamy czasu...
-Ano właśnie, mamy dziecko nie możemy od tak sobie wyskoczyć. Wy do nas możecie wpaść.-zaproponował spokojnie.-Ale postaramy się znaleźć chwilę w najbliższym czasie.-obiecał powoli pijąc swoje piwko.
-Hai, hai...możemy.-zgodził się wzruszając ramionami.-o czym ty z nią musisz pogadać? Powinienem być zazdrosny?-spytał ze śmiechem. Po chwili wszedł ren z tortem bo wszyscy goście już byli.-No wiesz braciszku? Czuję się urażony...
-No i widzisz...mówiłem że wyjdzie.-szepnął do brata zadowolony ze swojego dzieła po trochę się bał że się rozwali w drodze. Pomógł mu z krojeniem rozdając wszystkim po kawałku. Wrócił na swoje miejsce próbując ciasta.-a jednak za dużo wlałem tego alkoholu...-mruknął cicho.
-Znaczy on jest do smaku skarbie. Tylko za dużo wlałem...ale sądzę że alkohol sam w sobie ulotnił się pod wpływem temperatury więc...sądzę że możesz zjeść.-uśmiechnął się lekko.
Zaśmiał się cicho na ten widok kontynuując jedzenie.
-Jak ci smakuje?-spytał chcąc wiedzieć jego opinię.
-Mój skarb wymyślił cały prezencik.-roześmiał się wesoło.-Mam nadzieję że ci się podoba kochany braciszku. Zwrotów nie przyjmujemy.-poklepał go radośnie po ramieniu.
-No co? Nie podoba się? Przyda ci się na samotne wieczorki...-zachichotał klapiąc go po ramieniu.
-Tobie się po prostu nie da dogodzić.-mruknął.-będziemy się bawić dobrze...jak się mścić nie będziesz, o!
-dzięki za łaskę...piles przed imprezą ?-odsunął go od siebie.-misiu przynieść ci piwko?-spytał spokojnie kiedy dokończył swoje.
-jasne-ucałował go w policzek i wyszedł. Wrócił po dłuższej chwili z pięcioma piwami. Dwa dla chłopaka i trzy dla siebie. Usiadł na swoim miejscu, otworzył butelki.-no Ren...a tak poza tym to jakie prezenty dostałeś? Może się pochwalisz?
-za to ty wystarczająco.-mruknął dając mu iść. Wziął potężny łyk piwa i oparł się o kanapę. Zaczął rozmawiać z jedynym wspólnym znajomym jego i brata który jak się okazało mieszka w australii.
-eee...jeden? No góra 3...ale takie jednorazowe przygody.-powiedział.uśmiechając się przerażająco.-ale wiesz że teraz liczysz się tylko ty, ne?-ucałował.go lekko po czym dopil piwo.-część pewnie nawet nie pamięta.-machnął ręką.
-weź sobie co chcesz.-zaśmiał się sięgając po kolejne piwo.-no misiu ale nikt ci nie nie chciał zrobić, nie?-spytał kontrolnie bo nie był pewny ile jego byłych na do niego żal.
-to dobrze skarbie. Na prawdę się cieszę że z kimś rozmawiałeś...a mogę wiedzieć o czym dokładnie rozmawialiście? Bo ja jestem dość nietypowym tematem.-zaśmiał się cicho.
-no no...nie ładnie skarbie.-zaśmiał się i ucałował go lekko.-na razie dobrze się czujesz?-spytał jeszcze kontrolnie patrząc na stół i decydując się w końcu na serek plesniowy.
-trzymaj Takano.-szczerzył się do niego Koyuki podając mu kieliszek z wódką.
-twoje zdrowie Ren.-powiedział ze śmiechem.
-dobrze skarbie. Idź sobie odpocznij a jak poczujesz się lepiej to po prostu wróć.-uśmiechnął się do niego. Dał mu caluska i wrócił do przerwanej dyskusji z braćmi którzy ciągle mu dolewali do kieliszka.
Takano w tym czasie wesoło gawedzil ze wszystkimi co chwilę wnosząc nowe toasty dopóki to nie zaczął go rozumieć tylko jego brat. Po pół godzinie nabijania się z jego gadaniny wyjaśnił mu łaskawie gdzie jest jego 'ukochany słowik'. Mężczyzna wstał z kanapy lekko się zataczajac i powoli ruszył w kierunku sypialni.
-Hmmm? Coś nie pasuje?-spytał zaskoczony oczywiście po francusku zupełnie nie rozumiejąc co chłopak powiedział. Wyczuł jednak z tonu jego głosu że coś źle zrobił. Wciąż go jednak przytulal do siebie.
-ale przecież ja jestem trzeźwy.-powiedział mimo tego że ledwo stał na nogach. Oddał pocałunek i uśmiechnął się lobuzersko.
-nie praw...-uciął wstrzymując oddech żeby nie jeknac. Jak był pijany był bardzo czuły i wrażliwy na dotyk.-ktoś tu jest...-dodał zaskoczony kiedy spojrzał na łóżko i zobaczył śpiącego brata.
-tak...-odparł cicho. Zagryzl zęby na ręce żeby nie jeknac i nie obudzić brata. Przymknal oczy oddając się przyjemności. Po chwili wyjął dłoń z ust.-kochanie ja...już dłużej nie wytrzymam...ja zaraz...zaraz...-ponownie zagryzl zęby za dłoni i doszedł z cichym jekiem.
-ale czemu misiu? Czemu? Zostańmy...taka fajna zabawa...-powiedział idąc dość niechętnie za nim. W salonie wszyscy bawili się prezentami Rena.-musimy iść? Ja nie chce...-oznajmił siadając na podłodze.
Ucieszył się i wstał z podłogi zaraz siadajac przy chlopaku. Wziął swoje otwarte piwko pijąc je powoli. Kiedy skończył oparł głowę o ramie chłopaka i zaczął mu szeptac go ucha czułe, mniej lub bardziej zboczone słówka.
-czemu? Przecież sam dzisiaj chciałeś...-odparł cicho. Zabrał ręce dopiero kiedy chłopak zaczął go lekko klepac po dłoniach a obudzony hałasem Koyuki odciagnal go od chłopaka.
-idź już do domu głupi bracie.-funkął na niego.-Tomo-chan pomóc ci?
-spoko...wiemy jakie z nim problemy po pijaku. Jak będzie znów się do ciebie dobierał do uszczypnij go tutaj.-wskazał na miejsce na szyi.-albo kopnij w krocze.-uśmiechnął się i poklepal go ramieniu.
-Skarbieeeee? Musimy iść?-spytał niezadowolony zakładając buty.
-ale jest wcześnie...-jęknął jednak idąc za nim i już się nie klucac. Wszedł grzecznie do taksówki nie odzywając się całą drogę. W apartamentowcu był już trochę mniej obrażony.
-soczewki jeszcze.-przypomniał cicho.-ale polozysz się że mną spać? Grzeczny będę. Nie uciekniesz mi, prawda?-spytał obejmując go lekko w pasie i przyciągając do siebie.-pudełko na soczewki jest w łazience obok okularów.
-nie uciekaj...-poprosił cicho przytulajac się do jego brzuszka.-chodź spać kochanie. Chce spać z moim misiem.-powiedział kładąc się na łóżko i klepiac łóżko przy sobie.
-dobrze.-nie doczekał jego powrotu zwyczajnie zasypiajac. Kiedy poczuł chłopaka w łóżku objął go oddychajac spokojnie.
Takano obudził się około południa z niezłym kacem nie pamiętając połowy imprezy bo w pewnym momencie po prostu urwał mu się film. Wstał dość niechętnie i poszedł do toalety. Bo tym jak załatwił wszystkie potrzeby włącznie z opróżnienie części żołądka poszedł do kuchni.
-hej misiu...
-mhm...jak nie będę w stanie to zostanę tutaj. Łeb mi pęka...-jęknął siadając do stołu i jedząc powoli.-co się wczoraj działo...?-spytał meczac tosta.
-serio się dobierałem? Jeju...no to nieźle się zabawilem...-zaśmiał się kończąc w końcu tosta.-mamy jakieś tabletki na kaca? Głowa mi chyba eksponuje...-jęknął rezygnując z kawy na rzecz coli.
-dzięki misiu...-uśmiechnął się zaraz wybierając sobie tabletke.-za dużo wypilem...za dużo...-jęknął opierając się o blat.-ale poza tym nie narozrabialem?
-Masz ochote...-powtórzył cicho.-boże co ja robiłem?-spytał wyraźnie przerażony. Jak on musiał się zblaznic.-jej proszę powiedz...co zrobiłem że masz ochotę na ostrzejszy seks?-spytał znów biorąc kilka leków coli.
-aha no tak...zapomniałem że ty lubisz te adrenalinke w miejscach publicznych...-westchnął cicho i opadł na stół.-na trzeźwo w życiu bym czegoś takiego nie zrobił...a znając życie pewnie zignorowałem że wszyscy się gapia...-jęknął dobity faktem że ktoś na pewno to pamięta.-mam nadzieje że wiele się nie działo jak poszedłeś spać...-mruknął bo tem moment jeszcze pamiętal.
-no skoro tak to pewnie poszedł...ale nie pamiętam tego.-zaśmiał się cicho.-no może brat pamięta co zrobiłem...albo lepiej nie.-westchnął.-w końcu ostatnio jak mi film się urwał nakręcili jak tarczę nagi na stole.
-jak znalazłeś mnie ubranego to pewnie nie tańczyłem.-zaśmiał się.-ok nie odpuscisz...ale nie teraz, ok? Głowa mnie boli. Chce się tym cieszyć a nie męczyć przez kaca.
-serio? Jeju...no to nieźle się działo...nieźle.-jęknął cicho.-co prawda mogło być gorzej.-wzruszył ramionami i oparł głowę o jego ramie.
-no mogło być gorzej.-zaśmiał się.-wiem...jak jestem pijany to takie duże, zboczone dziecko ze mnie. Ale dobrze że nie wykorzystałeś sytuacji. Wtedy nie tylko głowa by mnie bolała.
-oj...to jednak ograniczę picie do zera. Żeby mój własny facet mnie nie zgwałcił kiedy będę pijany.-zaśmiał się cicho.-dostanę czekoladę?
-a co mam zrobić żeby zasłużyć? Zrobię o co poprosisz.-zaśmiał się wciąż opierając głowę o jego ramie.-chyba nie byłem aż tak niegrzeczny, co?
-w porównaniu do tego że się do ciebie dobierałem przy wszystkich to nic...-zaśmiał się sięgając po czekoladke i wkładając ją sobie do buzi.-pyszna...na kacyka.
-coś dobrego. Coś takiego pysznego na kacyka...i w ogóle.--uśmiechnął się lekko.-da się zrobić kochanie?-spytał kładąc się z głową na jego kolanach.-może sam coś wymyślić. Nie ma zschcianek.
-dobrze może być udon.-uśmiechnął się zaraz i położył się na kanapie i okrył się kocem zamykając oczy.
-jasne rozumiem. Więc do Aleksa idziemy bez Yuyi? Nie ma problemu.-uśmiechnął się.-pozwolisz że jeszcze się zdrzemne? Może głową przestanie mnie boleć. Obudz mnie na obiad.
-co jest?-spytał spanikowany kiedy usłyszał że coś upadło. Wstał z kanapy i poszedł do kuchni.-nic ci nie jest? Nie zdążyłem zasnąć a ty już rzucasz nożami...zaraz...to ty w radiu?
-słyszę ale nie krzycz.-poprosił zasłaniając uszy.-oj no...brzmi dobrze. Pogadasz z nim dzisiaj...może to jakas specjalna audycja. Spokojnie. A teraz wracam na kanapę.-ucałował go jeszcze w policzek.
Prześlij komentarz