Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4601 – 4800 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Jak słodko! - Mery strzeliła im jeszcze jedno zdjęcie. - Znajdzie się na facebooku - obiecała śmiejąc się pod nosem. - Tomo-chan zawsze tak ci słabo? - zapytała zaraz zmartwiona.
- Nie zawsze, trafiliście na gorszy dzień - uśmiechnął się lekko.
- Zazwyczaj jestem trochę żywszy - uśmiechnął sie nieco, ale nie podniósł się z jego kolan, bo było mu tu wygodnie. - Kochanie poprosze trochę pizzy.
- Dziękuję - ukroił sobie kawałek i zjadł go długo przeżuwając. - Zostajecie tu z tatą do rozprawy? - zainteresował się. - Będzie szczęśliwy mogąc się zająć małą.
- Z naszą kochaną siostrą nie ma kontaktu od paru dni - odparł Kou. - Siedzi gdzieś w Afryce i pomaga biednym dzieciakom. Jakieś charytatywne bzdury. Ostatnim razem jak z nią rozmawiałem mówiła że nie zamierza przyjeżdżać na rozprawę. Chyba nie chcę się opowiadać ani za ojcem ani za matką. Albo boi się opowiadać za matką, gdy wszyscy opowiadają się za ojcem.
- Nie, pojechali z nią. No bo ona tam buduje szkołę dla biednych dzieci, to trochę jej to zajdzie - zauważył Kouyuki. - Mała będzie się tam uczyła... nasza siostra ma fioła.
- Ken oddał sprawę ojca swojemu najlepszemu przyjacielowi. Jest dobry w swoim fachu. Też nie przegrał ani jednej sprawy jeszcze, a na uniwerku ścigali się ze sobą... kto będzie miał lepszy wynik - odparła wesoło Mery. - Powinien wygrać.
- Dlatego tu jesteśmy - uśmiechnęła się Mery. - Chcemy z nim troche pobyć. Niech się nacieszy wnuczką - dodała po chwili. - Yuye mu sprzedaliście?
- No na trochę - odparł Tomo. - Tata bardzo tego chciał.
- No pewnie, musi być świetnym dziadkiem - uśmiechnął się leciutko Tomo. - Kochanie? - usiadł wreszcie. - Uhm pójdę do łazienki - stwierdził cicho.
- Poradzę sobie - uśmiechnął się do nich słabo, idąc w stronę łazienki. Przemył twarz chłodną wodą i zbadał sobie temperaturę, po czym wrócił do Takano z termometrem. - Mam 38,4 - wymamrotał niezadowolony z wyniku. - Coś mnie rozkłada, ale się temu nie dam - obiecał im wszystkim.
- Dobrze - zgodził się, przepraszając jeszcze gości i idąc do sypialni. Wsunął się pod kołdrę, mocno się nią okrywając. Było mu zimno, ale wiedział że to przez temperaturę. Właściwie to się z tego cieszył. Wolał taką chorobę niż gorszą. - Taka-chan? - usiadł w łóżku gdy ten przyszedł z syropem. - Możemy wziąć kocyk do pociągu? Cieplej będzie.
- Dobrze - przytulił się do niego na chwilkę, po czym położył się na łóżku, zasypiając niemal natychmiast. Był wyczerpany.
- Ma osłabiony organizm tym wszystkim. To naturalne - odparł Kou. - Heh dobrze, że to nie rak - dodał jeszcze, jakby wypowiadając na głos obawy wszystkich w tym pokoju się znajdujących, no może poza nieświadomą Ayą.
- Ale wyjdzie z tego - odparła spokojnie Mery. - Silny jest - dodała jeszcze.
- To idź do niego, połóż się z nim. Potul go a nie - fuknęła na niego Mery wstając i pchając Takano w stronę sypialni. - Jestem pewna że on cię potrzebuje.
Kou zerknął jeszcze do nich.
- Może zadzwonię do Rena co? Może ma jakieś silniejsze leki na zbicie temperatury? - zaproponował cicho.
- Dobra. Poproszę żeby wpadł ze swoim asortymentem... może go na szybko zbada i dobierze coś najlepszego - szepnął już wykręcając numer do Rena i po cichu zamykając za sobą drzwi.
Tomo mruknął coś niewyraźnie przez sen, drżąc lekko z zimna. Przytulił się nieco do Takano, gdy tylko wyczuł swój ulubiony 'piecyk'.
Ren usiadł na łóżku i dotknął czoła Tomo krzywiąc się lekko.
- Takano nie wiem czy to dobry pomysł pakować go do pociągu z tak wysoką temperaturą - powiedział to bratu szczerze, po czym odkrył Tomo i zaczął go badać jak najciszej potrafił. - Mówiłeś, że jak dojedziiecie pójdzie do szpitala, tak? Eh niech znajdzie się tam jeszcze dziś - doradził mu. - Dam ci tabletki na podróż, a teraz zrobię zastrzyk. Powinien zbić trochę temperaturę, ale jak się zwiększy podasz mu tabletkę. Zapiszę ci na kartce co zostało podane, to podasz to jego lekarzowi
- Wynająłeś sobie w pociągu przedział? - zapytał go spokojnie, kładąc jeszcze na czole Tomo chłodne okłady. - Bo on ci nie wysiedzi...
- Chyba będzie mu to dzisiaj obojętne - Ren skończył badanie i okrył mocno chłopaka kołdrą, po czym wszystko zanotował na kartce, podając ją i leki Takano. - Obrazisz się jak zostanę na kawie? - zapytał go. Wracał z dyżuru w szpitalu i padał z nóg. Bał się zasnąć za kierownicą.
- Nie powinno przerodzić się w nic poważnego. Podchodzi mi to pod grypę - odparł siadając ciężko na kanapie i biorąc parujący kubek kawy od Mery. Podziękował jej skinieniem głowy. - Ale w jego stanie, nawet grypa może go rozłożyć na łopatki.
- Może u mnie na imprezie. Mój kumpel też się rozłożył. tomo ma osłabioną odporność, więc to bardzo możliwe.
- Uhm nie martw się. Jest silny i ma dla kogo żyć. Nic mu nie będzie. - Ren odstawił kubek z kawą na stół i potarł dłońmi skronie. - Straciłem dzisiaj na stole 5-letniego chłopca - przyznał się, bo siedziało to w nim dość mocno. - Chłopiec ten... chciał zostać lekarzem - zacisnął lekko pięść. - Był w szpitalu od pół roku. Dawca szpiku znalazł się za późno.
- Powinienem się już do tego przyzwyczaić, a nie mogę - wyszeptał mężczyzna dopijając powoli kawę. - Uhm trochę lodów poproszę - zgodził się zaraz. - To nadal jest trudne... robisz wszystko co możesz i nie wychodzi.
- Dzięki - Ren obdarzył go lekkim uśmiechem. Jakoś tak jego rodzeństwo zawsze potrafiło go trochę podnieść na duchu. Za to ich kochał nad życie.
- Nie mam teraz jak - odparł, podając mu grafik. Miał dyżur na dyżurze. - W najbliższe dwa tygodnie będę spał z 2 godziny dziennie w najlepszym wypadku, a potem wbijam do was wypocząć nad morzem - poinformował go o tym.
- Wpadnę, on do mnie wpada niemal codziennie - wywrócił oczyma. - O moje wparcie się nie martw. Tomo wyszedł z sypialni, otulając się mocno kocem i usiadł bez słowa na kanapie obok Takano, przytulając głowę nieco do jego ramienia.
- Ale nie chcę być sam - pozwolił mu na to i nawet nie zaprotestował, przytulając się do niego nieco mocniej.
- Jasne - Ren skinął głową wstając i siadając zaraz na fotelu. Tomo położył się na kanapie a pod głowę położył sobie podusię. Zamknął na chwilę oczka.
- Dobrze - wymamrotał nawet nie będąc na niego złym.
- Pewnie. Zawiozę. Spakowani już? - zapytał tylko, a Tomo skinął lekko głową. Nie rozpakowywałsię za bardzo.
- Tylko leki jeszcze - rzucił cicho. - Strasznie mi zimno. I boli gardło - pomarudził troszeczkę.
Założył na siebie jego bluzę i ponownie mocno okrył się kocem, cały się pod nim trzęsąc.
- Taka-chan... a zadzwonisz po Juna? Żeby przyjechał po nas? Bo... bo ja chcę żebyś siedział ze mną z tyłu w samochodzie... proszę, proszę.
- Nie, bo musisz się zająć naszym małym Yuyą - przypomniał mu cicho, łapiąc go zaraz za rękę, jakby miał mu uciec. Ren w tym czasie zajął się taktownie rozmową z Mery i Kou.
- Uhm... zostaniesz? Na noc? Boję się... - to ostatnie wyszeptał, przerażony że tyle osób widzi jego słabość, zacisnął mocno powieki.
- Uhm... - Tomo skinął powoli głową, trzymając go mocniej za rękę. Zamknął oczy powoli zasypiając jeszcze na troszkę.
- Nie był zły prawda? - naciągnął na głowę kaptur, wtulając się w niego mocniej. Kou już czekał w samochodzie.
Tomo skinął głową, ledwie się trzymając w swmochodzie. Kiedy wyszli Yuya z dziadkiem już czekali.
- Co się stało? - zapytał mężczyzna.
- Rozchorowałem sę...
- Dobrze tatusiu - pożegnał się z dziadkiem i złapał Takano za rękę, bo jednak trochę sią bał po ciemku samemu chodzić.
Tomo złapał tylko Takano za rękę, zaraz swobodnie zasypiając, a maluch zasnął na fotelu chwilę później, wymęczony wrażeniami weekendu.
Tomo nawet się nie przebudził, a Yuya wtulił sie w Juna jak w swojego najlepszego wujka. Najczęściej go widział, więc tak go uważał. - A mogę z przodu pojechać kawałek? - zapytał Juna.
[dobranoc*]
Tomo przebudził się wówczas i uparł się że sam pójdzie do doktora. O własnych siłach. Zrobił to i zaraz dostał łóżko w swojej zwyczajowej sali. Lekarz podłączył go do odpowiednich maszyn podając pierwsze leki.
- A będziesz mnie przytulał? Całą noc? - zapytał szeptem, bo nie miał siły na wydobycie z siebie głosu. Wtulił się szybko w Takano.
- Dobrze. Kocham cię - szepnął jeszcze, zasypiając chwilę później i budząc się dopiero chwilkę przed obchodem lekarzy.
- Troszkę lepiej - Tomo uśmiechnął się do niego lekko. Nie bardzo pamiętał poprzedni dzień, ale cieszył się że Takano z nim został. - Ale... nie marudziłem ci za dużo, prawda? - upewnił się szybko.
- Uhm... ale przyjedziesz po mnie jak mnie będą wypuszczali prawda? - przyciągnął jego dłonie mocniej do siebie, tuląc je do swojego policzka.
- A mogę sobie zostawić twoją bluzę? - zapytał go jeszcze, bo miał ją na sobie od wczoraj i nie chciał ściągnąć.
- Nie długo - uśmiechnął się delikatnie. - Trzy do czterech dni... w najgorszym wypadku tydzień - odparł zgodnie z tym co mu powiedziano. - No bo temperatura mi trochę spadła... no i powiedział, że jak tak ładnie będzie spadać to po 3 dniach będę już mógł wrócić do domu, ale on by wolał profilaktycznie jeszcze jeden dzień mnie zatrzymać.
- Ne Taka-chan? - chłopak podniósł się na łokciach i skradł mu buziaka. - A potul mnie jeszcze trochę - poprosił go z uśmiechem.
Tomo bez wahania wtulił się w niego ze wszystkich swoich sił.
- Kocham cię, kocham cię, kocham - ucałował go w nosek, przymykając zaraz oczy. - Uhm ale przecież byłem grzeczny i wcale nie szarżowałem z nicyzm.
- O... przywieź mi gitarkę - poprosił go. - Będę komponować - stwierdził z większym uśmiechem. - Mam już słowa... tylko melodia jeszcze.
- Zagram - obiecał mu całując go w policzek. - Ale nie powiem ci o czym będzie. Posłuchasz jej to zobaczysz.
- Jeszcze troszkę... do śniadanka - poprosił go trzymając go mocno za rękę. - Przeprosisz Rena, Kou i Mery za moje zachowanie wczorajsze?
- Ale ja się przejmuję - wymamrotał psikając i sięgając sobie po chusteczkę. - Ale jak wrócę... chcę ciepłą kąpiel, czekoladę, dobry film... rodzinny żeby Yuya obejrzał z nami. Zrobię curry. A wieczorem... małe ognisko.
- To co jak nie ognisko? - zapytał go cicho, zamykając oczy.
- Ale ubiorę się cieplutko i będę pod kocykiem - obiecał mu zaraz. - A jak się zrobi za zimno to pójdę do domku. Uhm albo zrobimy grilla w ogródku, to jakby co będę mógł iśc do domu.
- Bardzo, bardzo, bardzo - ucałował go lekko. - Będe po jedzonku szpitalnym, to chcę zjeść coś pysznego... i z grilla. Na ognisku lepiej ale grill też fajny.
Tomo skinął głową podnosząc się do pozycji siedzącej i zaczynając powoli jeść.
- A przywieziesz mi jutro żelki? - zapytał z nadzieją.
- Tylko gitarę, zeszyt i żelki - wywrócił oczyma Tomo. - A i tak będziesz jechać po Yuyę to możesz wstąpić, prawdaaa?
- Przeprosisz też ode mnie maluszka? Ciągle mnie nie ma w domu...
- Przeproszę - zgodził się opadając na poduszki gdy zjadł połowę porcji. - Kochanie jedź już - posłał mu buziaka w powietrzu.
Tomo wygonił go bo zrobił się senny. Zasnął chwilę po jego ściu i spał tak aż do wieczora.
- Przesypia prawie całe dnie - odparła mama Tomo, wchodząc do sali. - Ale temperatura już znacznie mniejsza jest.
- Tomo zaprosił mnie na grilla... jak wyjdzie ze szpitala. Powiedział, że nie będziesz miał nic przeciwko - uśmiechnęła się lekko. - Dziękuję za zaproszenie.
- Taka-chan... czemu jesteś królikiem? - chłopak wymamrotał to przez sen. - Wielkanoc juz dawno za nami...
Kobieta zasmiała się cicho.
- Wyjdzie z tego, na pewno. Tylko może jeszcze długo być na lekach zanim przejdziemy na mniejsze. No i jego lekarz wykrył reakcję alergiczną na jeden z nich... więc zmieni mu lek.
- Nie uciekaj mi no! Taka-chan... - Tomo obudził się zlany zimnym potem i przetarł oczy dłońmi. - Głupi Taka-chan - skomentował jeszcze nie widząc chłopaka.
- Byłeś zającem i mi uciekałeś... a jak cię wreszcie złapałem zamieniłeś się w marchew. Głupi Taka-chan - uderzył go lekko w pierś. - Zaprosiłem mamę na grilla - rzucił zaraz. - Dobrze?
- No takim... z długimi uszami. Zajęcowatym takim no - wymamrotał psikając mu w koszulę. - Przepraszam - wziął chusteczkę i wytarł nos.
- Jak to nie?! Skończyłeś w nim jako marchewka! I mi uciekałeś... - poczuł łzy w oczach i szybko je otarł. Pociągnął noskiem.
- Mój - uśmiechnął się delikatnie chłopak, przytulając się do niego. - Pójdziemy na spacer? Tylko na troszkę... i po korytarzach.
- Białym... i wrednym strasznie - Tomo ubrał papcie i bluzę Takano na siebie, po czym wstał żeby iść z chłopakiem na 'spacer'. - I ukradłes mi moją najwazniejszą kostkę gitarowa na świecie...
- Na pewno - uśmiechnął się lekko, wtulając się w jego ramię i splatając mocniej ich palce ze sobą. - Bo ja cię kocham a nie zająca.
- No ja też mam taką nadzieję - przyznał z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Uhm a to bie co się śniło? Jedziesz do pracy zaraz?
- Jeszcze trochę zostaniesz prawda? - upewnił się, ciesząc się że ma z kim pospacerować, nawet jeśli spacer był nijaki.
- Zajmę - zgodził się ochoczo. - A mogę na barana? - zapytał zaraz.
- A jakiego dobrego ciasta? - zapytał całując go w szyjkę. - Wiesz... chciałbym żebyś nagrał ze mną piosenkę dla małej Ayi. Zdasz się na mnie jeśli chodzi o melodię? A tekst też mogę napisać, ale przestudiujesz i jak coś dopiszesz coś albo zgłosisz sprzeciwy i razem zmienimy.
- I postarasz się dobrze brzmieć - ucałował go w policzek, przykładając zaraz do niego swoje czoło. - Czujesz? Jest niższa troszeczkę - uśmiechnął się delikatnie. - Tiramisu... zrobisz mi tiramisu?
- Ale musi być pyszne, pierwsza klasa. Pierwszy raz będę je jadł od ciebie - skinął głową, że się zgadza na powrót do sali.
- Skończę ją - odparł z uśmiechem. - I ci ją zagram - dodał zaraz.
Tomo skinął główką, po czym zabrał się za kończenie piosenki. Najpierw dopracował słowa a po obiedzie zabrał się za melodię.
- Moje najkochańsze słoneczko! - Tomo wycałował go mocno, przytulając do siebie. - Już lepiej kochanie. Powoli nabieram sił - uśmiechnął się. - A jak było w szkole? Powiedziałeś już Mayu że ją lubisz?
- Oj kochanie. Na pewno cię lubi. Nie ma w ogole możliwości by ktoś miał nie lubić mojego malucha - poczochrał go po włoskach. - Powiesz mi jak się odważysz, co? - pstryknął go lekko w nosek.
- Hm a może zaproś ją do domku naszego? Powiedz żeby przyjechała się pobawić z tobą i Maksem. No wiesz, żeby mogła cię lepiej poznać - zaproponował.
- A widzisz? Czasem też mam dobre pomysły - zmierzwił włosy chłopcu i przytulił go ze wszystkich sił.
- Upieczemy, upieczemy. Dobrze, pomogę - obiecał mu z uśmiechem. - Tylko się ładnie przygotowuj do konkursu - dodał jeszcze. - Hm... i zrobimy dango...moją 4 próbę.
- Oj ale nie damy jej tych dango... - wywrócił oczyma. - Dango zrobimy dla wujka Juna. On jest moim testerem - puścił do niego oczko.
- Kochaaanie nie zabiję - obiecał śmiejąc się serdecznie. - Dla bezpieczeństwa tatuś je przetestuje wcześniej - puścił do niego oczko. - Tatuś ma stalowy żołądek, nic go nie zraża.
- Uhm... pojedziemy, pewnie pojedziemy - zerknął na Takano z lekkim uśmiechem. - Ale najpierw polecimy do Korei niedługo. Będziemy lecieć samolotem - poczochrałgo po włoskach.
- I pozwiedzamy - obiecał mu to Tomo. - We troje pozwiedzamy i pobędziesz z wujkiem Kou i ciocią Mery i ich malutką Ayą. Jedziemy na chrzest malutkiej - wyjaśnił mu to. - No chyba że nie chcesz jechać... babcia się na pewno ucieszy jak będziesz chciał zostać - pokazał mmu język.
- Pewnie, że tak - skinął entuzjastycznie głową Tomo, po czym opadł na poduszki troszeczkę się już męcząc.
- Troszeczkę - przyznał spokojnie. - Ale nie martw się kochanie. Po prostu dzisiaj sporo wrażeń miałem. No i przyszedłeś ze mna porozmawiać, a tak za tobą tęskniłem - pogłaskał go po główce.
- Pewnie kochanie - posunął się na łóżku, robiąc mu miejsce i przytulając go mocno do siebie. - Jak było w pracy?
- I miałeś czas na tiramisu - ucieszył się z uśmiechem, kichając trochę. - A dużo zamówień na torty masz?
- To mogę zamówić wielki tort lodowy? - zapytał przy Yuyi. - Bo nasz malec będzie miał urodzinki niedługo - uśmiechnął się delikatnie, a Yuya spojrzał na niego zdziwiony.
- Wujek! Pamiętałeś! - ucieszył się bardzo.
- Mou - Tomo pociągnął noskiem niezadowolony z tak ewidentnej niesprawiedliwości.
- Ale tatuś! - Yuya widząc to przeraził się nie na żarty. - Wujku ja się z tobą podzielę!
- Tatuś... - chłopiec wstał siadając Takano na kolanach i przytulił się do niego mocno. - Tatusiu ja myślałem, że nie pamiętacie - przyznał mu się cicho, chowając się w pierś mężczyzny. - A babcię i dziadziusia i dziadziusia z TOkio też zaprosimy?
- Taak! Ja nic nie wiem tatusiu - uśmiechnął się szeroko. - Wujku - wtulił się znów w Tomo, szczęśliwy że pamiętają i o nic nie pytając już.
[ej nawet nie wiem xD nie pamietam też urodzin Takano i Tomo o_O]
- Nic a nic tatusiu. Nic - uśmiechnął się szeroko, po czym pokręcił przecząco główką. - Nie wiem tatusiu - zawstydził się mocno.
- Pozbieram pieniążki - pokiwał główką maluch wstając z łóżka. - Pójdę do babci na trochę - powiedział wybiegając z sali. Tomo usiadł na łóżku i sięgnął sobie po tiramisu.
- Przepraszam - wymamrotał. - Tak myślałem, że mały uważa że nie pamiętamy...
- Nic więcej mu nie powiem - zasznurował buzię ręką i wziął kawałek tiramisu, smakując go. - Hm... dodałeś jakiś likierek do biszkoptów? Bo tak smakuje - spojrzał na Takano z lekkim uśmiechem. - Pyszne.
- Bardzo mi smakuje - uśmiechnął się szerzej, przytulając się trochę do niego i dalej jedząc. Kawałek dla siebie i kawałek dla Takano. Pokarmił go tak trochę. - Dawno już nie jadłem tak dobrego tiramisu - przyznał szczerze.
- Przebiło nawet tiramisu mamy... ale nie mów jej tego bo to jej popisowe danie - przyznał z lekkim uśmiechem. Nie chciał by kobiecie zrobiło się przykro. - Nie musisz jutro przyjeżdżać kochanie - szepnął. - Jutro będę miał od rana mnóstwo badań - mruknął. - No bo temperatura ładnie schodzi i wreszcie można zrobić badania. Takie nieprzekłamane już.
- Po południu będę spał - pstryknął go w nosek całując go zaraz w policzek. - Nie przyjeżdżaj kotek. Przecież sobie bez ciebie jeden dzień poradzę - wywrócił oczyma.
- Powiem - skinął głową. - Pewnie, brzmi dobrze - uśmiechnął się szerzej.
- No ale nie popedzaj mnie - poprosił go z lekkim uśmiechem, odkładając resztę ciasta na szafkę. - Kocham cię
- Kochanie? - Tomo odsunął się od niego, opadając na poduszki. - Trochę mi słabo - wyjaśnił swoje zachowanie. - Kochanie... zrobiłbyś na czwartek duży tort? - zapytał go. - Dzieci na oddziale chorób przewlekłych... białaczka, astma, rak... i parę innych... dwoje z nich wychodzi bo udało im się wyleczyć. Pozostałe dzieci chcą im zrobić przyjęcie. Poprosiły mnie o pomoc i... - wyciągnął z szafki wszystkie ich oszczędności. - Wiem, że to mało... ale to wszystko co miały.
- Pomogę - obiecał z delikatnym uśmiechem. - Dziękuję... że go zrobisz - podciągnął się na łokciach i go ucałował. - Dzieci kochają słodkie... wanilie i czekoladę. Truskawki też lubią - dodał zaraz zastanawiając się nad kształtami. - A może coś z bajek Disneya? - zaproponował.
- Jeden chłopiec i jedna dziewczynka - uśmiechnął się lekko. - O i lubią smoki... bo dużo smoków w ich pokoju jest - dodał spokojnie, łapiąc go za rękę i przytulając do niej policzek.
- Będzie piękny - oczka zaświeciły mu się z radości. - Posmakuję oczywiście - dodał ze śmiechem.
- A dla mnie Myszkę Mickey - dodał z lekkim uśmiechem. - Pomysł świetny!
- A dla mnie? - zrobił smutną minkę, pociągając noskiem. - Czekoladowego lizaczka nie dostane?
- Ale nie dostanę lizaka z Myszką Mickey - wymamrotał cichutko, chowając się pod kołderką po sam nosek.
- Nie na lizaku...tylko na myszce Mickey - wymamrotał pociągając znów noskiem. - No bo... to moja najukochańsza bajka dzieciństwa.
- Wcale nie - pokręcił przecząco głową, ocierając pojedyncze łzy kantem dłoni. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że ma podwyższoną temperaturę. - Myszka Mickey zawsze będzie moim numerem jeden.
- Ale co z moją myszką Mickey? - zapytał go jeszcze, ocierając łzy do końca, ale te nadal leciały.
Tomo zdążył już usnąć, kiedy Takano nie było.
[lecę na Hannibala :D]
Yuya wrócił kilka minut później i usiadł tacie na kolanach.
- Tatusiu? A pójdziemy jutro do sklepu dużego? - zapytał go cicho. - Kupię wujkowi prezent.
- Że wyjdzie ze szpitala - odparł z lekkim uśmiechem. - I z okazji piosenki nowej w radio - dodał, wkładając Takano słuchawki do uszu, żeby usłyszał o co chodzi.
- Ale wujek wyjdzie do domku w weekend? - zapytał z nadzieją chłopiec wstając z jego kolan i całując Tomo w policzek tak by go nie obudzić.
Tomo kolejne dwa dni nie szarżował. Spędził je grzecznie w łóżku, wychodząc tylko do łazienki i z powrotem. Kiedy Takano przyszedł z Yuyą w piątek, był już po badaniach. Podał wyniki Takano.
- Lekarz mówi, że jest coraz lepiej. Lek mi jeden zmienił i testujemy go od dzisiaj. Zobaczymy czy nie będę miał alergii na niego - uśmiechnął się.
- Skończona - uśmiechnął się lekko. - Ale dzisiaj wam nie zagram - dodał cicho. Nie miał siły utrzymać gitary a co dopiero na niej grać. - Ale w domku wam zagram. Obiecuję - ucałował mocno Yuyę. - Stęskniłem się za wami.
- Uhm przyjedziecie po mnie jutro? Lekarz powiedział że mnie wypuści jak obiecam że przez tydzień nie pójdę do pracy i będę leniuchować w domku - uśmiechnął się lekko.
- Zrobię curry na obiad. No trochę robić będę mógł, ale duuużo odpoczywać - uśmiechnął się szeroko.
- Ale i tak nie będę leżał... już się tu należałem - wymamrotał Tomo niezadowolony że mu się czegoś zabrania. - Przecież mogę odpoczywać aktywnie.
- Nie będę leżał całych dni - fuknął na niego. - No ale jak mnie nie chcesz w domu to pojadę na jakąś wycieczkę - żachnął się trochę zły że znów dyskutują o tym samym.
- Pół dnia będę leżał w szpitalu, potem trochę w samochodzie nic nie będę robił. Potem godzinę będę musiał się uspokajać po podróży, a potem już w łóżku nie będę.
- Yuyuś przecież ja ciągle odpoczywam - zauważył z westchnieniem Tomo. - Nic innego ostatnio nie robię, tylko odpoczywam - przytulił go mocno. - Pójdziemy z pieskami na mały spacer - zaproponował spokojnie. - Mały - zaznaczył patrząc na Takano. - Piętnaście minut.
- Dobrze, bajkę też. Wieczorem - obiecał Yuyi z lekkim uśmiechem. - A tata zrobi nam tortille
- No pewnie skarbie - Tomo pogłaskał go po włoskach i przytulił mocno do siebie. - Nie musisz o takie rzeczy pytać, po prostu powiedz że idziemy i pójdziemy - ucałował go w czółko.
- Dobrze kochanie, jutro - zgodził się Tomo z lekkim uśmiechem, przytulając się do nich obu.
- Naprawdę? - Tomo ożywił się trochę. - A pomagasz im trochę? Opiekujesz się nimi?
- Ojej są słodkie - uśmiechnął się lekko do Yuyi. - Wszystkie będziemy oddawać? - zapytał Yuyi, nie wiedząc, czy Takano nie planuje zrobić maluchowi dodatkowej niespodzianki.
-zatrzymujemy jednego. Tego o.-pokazał małego czarnego z białym ogonkiem.-tatuś pozwolił mi nazwać. Będzie się nazywał Nobu.-oznajmił wesoło.
- Ojej jakie dwa słodziaki - wyszczerzył się Tomo. - Ale pozwolisz mi trochę z Nobu się pobawić co? - zapytał go zaraz, widząc że chłopiec potrzebuje sobie z nim porozmawiać trochę dłużej. Najwyraźniej mocno się już stęsknił.
- Ojej jakie dwa słodziaki - wyszczerzył się Tomo. - Ale pozwolisz mi trochę z Nobu się pobawić co? - zapytał go zaraz, widząc że chłopiec potrzebuje sobie z nim porozmawiać trochę dłużej. Najwyraźniej mocno się już stęsknił.
- Naprawdę? No kochanie... widze że przeszkolenie Nobu będzie ma, przeszkolenie pierwsza klasa - uśmiechnął się do chłopca, przytulając go mocniej. Poczochrał go po włoskach. - Po karmę? Hm no tak... dziadek robi najlepszą karmę dla psiaków - zgodził się z nim. - A tata ci przy pieskach pomaga? - zainteresował się zaraz.
[nie szkodzi :*]
-no i będę go uczył innych sztuczek! Na razie ładnie siada jeszcze wujku. I podaje łapę.-pochwalił się jeszcze.-tatuś pomaga bardzo. I coraz lepiej idzie tatusiowi kuchnia japońska. Zrobił omurice!
- Ooo no proszę - spojrzał z delikatnym uśmiechem na Takano. - To mogę tatusiowi dać nagrodę? - zapytał malucha zaraz. - Mou... no i jeszcze tatuś mnie prześcignie z kuchnią japońską - zamarudził.
- Dam tatusiowi nagrodę za chwilkę - uśmiechnął się do Yuyi i pocałował mocno Takano. - W nagrodę za przepyszną kuchnię japońską - uśmiechnął się lekko. Wiedział, że Yuya już się przyzwyczaił i jeśli nie robią tego często, chłopiec nie ma nic przeciwko. - No to poproszę omuricu jak wyjdę.
- A bez to niczego do jedzonka jutro nie dostaniemy z Yuyą? - zapytał go robiąc smutną minkę, ale zaraz całując go raz jeszcze. - Muszę dbać o maluszka.
- A kiedy przyjeżdża? No i kiedy wpada Ren? - zapytał go zaraz, biorąc Yuyę na kolana i mocno go przytulając. - Stęskniłem się... Yuyuś jak wrócę pośpisz z nami w łóżeczku? Jedną noc?
- Na pewno kochanie - ucałował go w czółko. - Stęskniłem się za wami obojgiem - poczochrał go po włoskach. - Chcę pospać z moimi dwoma kochaniami.
- Naprawdę? - Tomo uniósł wzrok patrząc na chłopca zaskoczony. - A co takiego mówi? - zapytał cicho.
- Ojej... - Tomo przytulił malca mocniej do siebie. - Porozmawiam z nim i będę go mocno tulić jak wrócę do domu - obiecał małemu z uśmiechem
- Kochanie porozmawiamy o tym w domku dobrze? - zaproponował spokojnie. - A może do drugiego dziadka, co? - zaproponował luźno.
- Będziesz mógł kochanie, jestem tego pewien - Tomo położył się na poduszkach, kiedy poczuł że nadszedł jego limit jeśli chodzi o energię. Czas było trochę odpocząć.
- Nie, nie - Tomo potrząsnął lekko głową. - Tylko trochę się zmęczyłem - przyznał spokojnie. - Yuyuś? Pójdziesz na chwilę porozmawiać z babcią? - zapytał jeszcze chłopca, a gdy maluch od razu tam pobiegł złapał Takano za rękę i przyciągnął go do siebie. - Mogę się przytulić?
- Mhm wiem - uśmiechnął się lekko, wtulając się w niego trochę mocniej. - Będę cię miał kiedy tylko będę chciał - pogłaskał go po klatce piersiowej.
- I teraz jesteś nam winien omuricu - dźgnął go lekko palcem w pierś i zamknął oczy. - Zostaniesz póki nie zasnę?
- Kocham cię - szepnął jeszcze Tomo, a jakiś kwadrans później już go nie było. Zasnął porządnie.
Następnego dnia w południe, Tomo czekał już na Takano ze spakowaną torbą. Gdy tylko go zobaczył uśmiechnął się do niego szeroko, machając i podchodząc bliżej, by mocno go pocałować.
- Ne, ne... a zrobimy takie ciasto z żelkami?
- Omuricu, jak będę z Yuyą na spacerze z pieskami i masaż wieczorem - dodał ze śmiechem, wsiadając do samochodu. - Cześć Yuyuś! - poczochrał malucha po włosach.
- Musisz mi koniecznie wszystko pokazać jak wrócimy i pokazać tego twojego ulubieńca - uśmiechnął się do niego Tomo. - Ne, ne... Taka-chan? - położył mu rękę na kolanie. - Rozpiskę z lekami powieszę na lodówkę, dobrze? Jak tam jest to zawsze o nich pamiętam. No i zagram wam wieczorem nową piosenkę.
- Ne... następnym razem w Tokio pójdziemy sobie strzelić fotki w purikurze - zachichotał Tomo. - Ozdobimy lodówke nimi.
Tomo wysiadł z samochodu pierwszy i odetchnął wreszcie swobodnie. Pozwolił Takano zabrać swoja torbę, samemu biorąc tylko gitarę. Yuya wbiegł do domu pierwszy.
- O... dorobiłeś maluchowi klucze? - zapytał chłopak wchodząc do domu zaraz za maluchem. Ściągnął buty i odetchnął raz jeszcze. Jednak zawsze lepiej z rodziną.
- Dobrze - Tomo odpowiedział mu tym samym tonem, odstawiając gitarę na progu i idąc za chłopcem. - Wo... faktycznie wyrosły - pogłaskał Jolie po grzbiecie, bo przyszła się przywitać. - Piękne są.
- Mhm najpiękniejszy z nich wszystkich - szepnął Yuyi do uszka i przytulił go mocno. - Ne Yuya-chan... narysujesz coś dla mnie? - zapytał zaraz i podał mu tekst piosenki którą napisał. - Narysujesz mi coś co kojarzy ci się z tą piosenką?
- Zaśpiewam zaraz - skinął głową biorąc gitarę i śpiewając mu cicho piosenkę o beztroskim śnie letnich dni. Lekką i przyjemną tym razem, a kiedy skończył spojrzał na chłopca. -Nie kochanie, chcę żebyś ty narysował - uśmiechnął się lekko.
- Dobrze, dobrze - poczochrał go po włosach wstając i idąc do kuchni do Takano. Oparł się o blat kuchenny patrząc na jego pracę. - Wpadłem na pomysł okładki do pierwszej płyty - postukał palcami w blat. - Chciałbym żeby to był rysunek Yuyi.
- 'Moje małe szczęście' - odparł zaraz Tomo, podpierając brodę na dłoniach i obserwując Takano z uśmiechem. - Tylko jeszcze nie zdecydowałem jakie piosenki na nią wejdą. Nie wszystkie.
- Wy - odparł bez dłuższego namysłu, odrywając się w końcu od blatu i nalewając sobie soku pomarańczowego. - Chcę na niej zamieścić twoją ulubioną piosenkę - uśmiechnął się lekko. - I tę co dzisiaj śpiewałem Yuyi.
- Najmniejszy - uśmiechnął się do niego lekko. - Uhm chciałbym żeby to była taka lekka i przyjemna płyta - dodał jeszcze. Chciał się z nim tym wszystkim podzielić. - Wygląda i pachnie pysznie - ucałował go lekko.
Yuya przerwał pracę nad rysunkiem i przybiegł do stołu by z wypiekami na twarzy zacząć jeść. Tomo również posmakował swoja porcję.
- No, no... Yuya miał rację. Wprawiasz się kochanie - wyszczerzył się do Takano.
- Dobrze tatusiu, ale ty lepiej rysujesz - odparł chłopiec, jedząc dalej obiadek. - Tatuś powinien rysować - dodał cicho.
- Kochanie, ale ja uwielbiam twoje rysunki - Tomo przytulił malucha do siebie i pogłaskał go po głowie.
- Dobrze tatusiu - chłopiec uśmiechnął się do niego leciutko, po czym wrócił do jedzenia, a Tomo zmęczył powoli połowę swojej porcji.
- Mogę resztę zjeść za godzinkę? - zapytał Takano. - Nie dam rady teraz.
- Taak - Tomo klasnął w dłonie i usiadł mu na chwile na kolanach żeby go mocno przytulić. - Strasznie mocno cię kocham - szepnął mu do ucha. Tego dnia nawet założył łańcuszek z obrączką zaręczynową na nim.
- Taak - Tomo klasnął w dłonie i usiadł mu na chwile na kolanach żeby go mocno przytulić. - Strasznie mocno cię kocham - szepnął mu do ucha. Tego dnia nawet założył łańcuszek z obrączką zaręczynową na nim.
- Bark bo mnie trochę boli i tak przy łopatkach - uśmiechnął się lekko, jeszcze chwilę sie do niego tuląc.
- Tu boli - odparł cicho Tomo gdy Takano dotarł do najbardziej bolesnego punktu. Spiął się nieco, ale zaraz rozluźnił. Magiczne palce Takano robiły swoje.
- Tu boli - odparł cicho Tomo gdy Takano dotarł do najbardziej bolesnego punktu. Spiął się nieco, ale zaraz rozluźnił. Magiczne palce Takano robiły swoje.
- O niebo lepiej - wyszczerzył się do niego. - Twoje paluszki zawsze działają cuda - ucałował go w policzek, znów się do niego przytulając. - Yuya dzisiaj z nami pośpi dobrze?
- Obiecaliśmy mu dzisiaj jeszcze pójść na cmentarz. Możemy ruszać - zaproponował z uśmiechem wstając z jego kolan.
- Ale wujek da radę? Nie jest zmęczony - chłopiec odłożył kredki i pisaki i wstał łapiąc Takano za rękę. - Na pewno?
- Dobrze - chłopiec złapał jeszcze Tomo za rękę i ruszył wraz z nimi na cmentarz.
- Tatusia, wujka, plaże, słoneczko, pieski i duuuże fale i mnie też - odparł ożywiony chłopiec.
- Bardzo kolorowo! Tatuś a ocenisz? - zapytał go zaraz maluch. - Zanim dam wujkowi ocenić? - dodał łapiąc Tomo mocniej za rękę.
- Tak - chłopiec skinął główka idąc za Takano żeby wybrać kwiatki, a Tomo poczekał na nich przed wejściem.
- Dobrze kochanie, dam radę - uśmiechnął się do niego łapiąc Takano za rękę. - Tylko nie wiem czy dam radę wrócić - dodał ciszej, przytulając się do mężczyzny.
Tomo przycupnął na ławeczce bo był już nieco zmęczony. Przeżegnał się patrząc na grób rodziców Yuyi.
- Mam nadzieję, że twoi rodzice się cieszą, że dobrze się u nas czujesz kochanie - pogłaskał maluszka po włoskach.
Tomo skinął głową milknąc i przytulił się trochę do Takano, zamykając oczy. Czuł się trochę słabo, ale kochał przebywać z nimi. Nie narzekał.
- Troszeczkę... chyba będziesz musiał mnie wziąć na barana z powrotem - ucałował go w policzek i objął mocno ramieniem Yuyę. - Możemy tu jeszcze trochę posiedzieć?
- Spróbuję kochanie - uśmiechnął się do niego lekko. - Zrobisz mi go jutro? - zaproponował. - Bo dzisiaj chyba nie dam rady - dodał smutno. - Jeszcze mam omuricu do skończenia.
- A curry? Miałem robić wam curry, ale dobrze będzie ramen - uśmiechnął się do nich szeroko. - Możemy wracać - zgodził się zaraz Tomo, jednak wchodząc Takano na plecy i przytulając się do nich mocno.
- A po po jutrze francuskie naleśniki - Tomo ucałował Takano w szyję. - Dobrze?
- Poproszę - skinął głową Tomo, schodząc mu z pleców i kładąc się na kanapie. - I mój osobisty kaloryferek też poproszę.
Tomo wtulił się mocno w Takano pijąc powoli czekoladę.
- Pyszna, stęskniłem się za nią - ucałował go leciutko.
- To dobrze - ucałował go w policzek. - Bo uwielbiam tę czekoladę - dodał, siadając mu na kolankach. - A mój kaloryferek się ze mną położy? I nie obrazi się jak przysnę? - zapytał go zaraz.
Tomo uśmiechnął się nieco.
- Ale tutaj... na kanapie - odparł ze śmiechem. Nie chciał jeszcze spać tylko się położyć.
- Tutaj, tutaj - Tomo wtulił się w niego mocniej i przymknął za chwilę oczy. - Kocham cię - dodał ze śmiechem. - Mój kochany... i mój Yuyuś - dodał jeszcze patrząc na maluszka, który pieczołowacie kończył rysunek.
- Maxa i Akiego i Akirę też... i dwie dziewczynki Aye i Mary - wymienił. - A przyjedzie ciocia i wujek i dziewczynka? - zapytał bo nie pamiętał jej imienia.
- Tak o Mayę - pokiwał główką maluch. - Ale nie tego Akiego tatusiu... mam Akiego w klasie. Nowy Aki - wyjaśnił entuzjastycznie, po czym wstał i włożył rysunek między Takano a Tomo. - Skończyłem!
- Jaki piękny! - Tomo od razu usiadł by się mu przyjrzeć dokładniej.
- Dobrze, przepraszam - ucałował go odruchowo w policzek. - Piękny, przeszedłeś siebie - przyciągnął Yuyę do siebie i mocno go ucałował w policzek. - I wiesz co? Twój rysunek będzie na mojej pierwszej płycie - poczochrał go po włosach. - Jako okładka, zgoda?
- Wyszedł przepiękny - ucałował go w czoło. - Koniec, kropka. Będzie na płycie i tatuś będzie z nas dumny - wyszczerzył się do niego.
- To miała być niespodzianka - westchnął przeciągle Tomo. - Już mamy nawet wizytę u Alexa ustaloną... jak będziemy z Yuyą w Tokio. Ah! I maluchu też pójdziesz z nami zobaczyć studio nagraniowe.
- Nie będzie nowej. Na razie nie - pokręcił przecząco głową. - Zostajemy przy starej - dodał z uśmiechem, po czym spojrzał na Yuyę. - Nie kochanie, to domowe studio nasze jest takie malutkie, tamto będzie dużo większe. No i pełni więcej funkji.
- Dokładnie takie - skinął głową Tomo kończąc swoją czekoladę i przytulając się mocniej do Takano. - Wszystko ci tam pokażę i będziesz wiedział więcej od taty - uśmiechnął się szerzej do Yuyi. - Bo Taka-chan się tam gubi jeszcze - puścił do małego oczko. - Mój biedaczek - pocałował go lekko w usta.
[opowiem Ci ładnie wieczorem dobrze? :) ]
Tomo zaśmiał się i pogłaskał Takano po policzku.
- Mój fajtłapka - zachichotał, przytulając się do niego mocniej. - Będziesz mógł skarbie. Pokażę ci też jak to wszystko działa.
- Po konkursie - zgodził się wstając z miejsca i przeciągając się mocno. - No to moje chłopaki rozwiązujcie zadanka a ja zrobię taką lekką kolację - zaproponował. - Jak się słabiej poczuję to zawołam - obiecał zanim Takano zdołał zaprotestować.
Tomo w tym czasie przygotował tosty i ciepłą herbatkę, po czym przyniósł wszystko do salonu, siadając z boku z na fotelu i jeszcze im nie przeszkadzając. Sobie odgrzał omuricu które wcześniej zostawił.
- Ale tatuuś - chłopiec zrobił zawiedzioną minkę.
- Kochanie już wszystko umiesz - poczochrał go po włosach Tomo.
- Pewnie kochanie, przecież ci to obiecałem już - odparł spokojnie Tomo. - Śpisz w środku dzisiaj - dodał powoli kończąc swój omuricu. - Kotek? Pyszny jest.
- No kochanie, biegnij do kąpieli - Tomo pozbierał naczynia i wysłał Yuyę do kąpieli po czy usiadł obok Takano i przytulił sie do niego mocniej. - Pozmywasz? Proszę...
Prześlij komentarz