Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4801 – 4999 z 4999- Dobrze - ucałował go mocno, po czym wtulił się w niego mocniej, przytulając głowę do jego piersi. - Mój skarb, mój - pogłaskał go po policzku.
- Tak trochę, bo się stęskniłem za tobą tak z całych moich sił - oznajmił mu radośnie, siadając mu na kolankach. Przytulił się mocniej. - Jutro pojedziesz do pracy, a ja zrobię ci przepyszne curry - obiecał mu to.
- Ja też się staram kotuś - odparł cicho Tomo. - Grzeczny jestem... dzisiaj odpoczywam. Jak mi gorzej jest to ci mówię - uśmiechnął się lekko. - Właśnie... leki muszę wziąć - wstał z miejsca i poszedł do kuchni.
- A zrobisz mi jakiś dobry deserek? - zapytał go siadając na blacie stołu. - Taka-chan? Ja pojadę po Yuyę jutro. Autobusem. Będziemy w domku koło 17 - dodał zaraz. - Chcę go odebrać i iść z nim na lody.
- Hm... no to może po jutrze po niego pojadę - zaproponował z lekkim uśmiechem. - To odbierz go jutro, ja zrobię curry i pospaceruję z psiakami - objął go ramionami. - Jakiś pyszny... niespodziankę.
- A jutro też mi zrobisz? - zapytał go podejrzliwie bo nie chciał się pozbywać słodkiej przyjemności dnia następnego.
- Pasuje - ucałował go mocno. - Pójdę do Yuyi. Wytrę mu włoski - stwierdził z uśmiechem. - I coś dobrego poproszę - wyszczerzył się do niego.
Tomo w tym czasie pomógł Yuyi się wysuszyć i wziął go na plecy przychodząc z nim do salonu. Okrył chłopca mocno kocykiem.
Yuya popatrzył na deserek tęsknym wzrokiem.
- Tatusiu a ja też mogę troszkę? - zapytał go w końcu, kiedy Tomo zatopił łyżeczkę w czekoladowej chmurce.
- Kochanie... - Tomo spojrzał na niego ze zdziwieniem. - To jest pyszne... i takie lekkie... mhm...
- Dziękuję tatusiu! - chłopiec z wielkim uśmiechem na ustach zaczął zajadać musik. Aż mu się uszka trząsły tak mu smakowało. - Pyszne tatusiu! Nauczysz mnie robić? Prooszę! - poprosił.
- Ne Taka-chan? Pójdę się wykąpać... uhm ale możesz do mnie przyjść za kwadrans? Trochę mi słabo - mruknął Tomo kończąc jeść swój deserek.
- W piątek tatusiu? - zapytał zaraz Yuya, kończąc jedzonko. - Mogę na pewno leżeć w środku łóżeczka?
Yuya skinął lekko głową, przytulając się mocniej do poduszek.
- Ulubioną bajkę taty - poprosił z uśmiechem.
- Dobrze kotuś - uśmiechnął się do niego Tomo. - Wydaje mi się tylko, że jestem zmęczony - przyznał spokojnie. - Wejdziesz do mnie do wanny?
- Mój skarb - uśmiechnął się do niego Tomo, robiąc mu miejsce w środku. - Kocham cię strasznie mocno, wiesz? Całego ciebie.
- Dobrze... już się poprawiam. Nie będę tego mówił - obiecał mu to z lekkim uśmiechem. - Mhm pomożesz mi potem wyjść z łazienki? - zapytał go, biorąc gąbkę i mydło i zaczynając namydlać tors mężczyzny.
- Dobrze sobie beze mnie radziłeś - odparł spokojnie Tomo głaszcząc go teraz po piersi i namydlając go jeszcze dokładniej. - Nie potrzebujesz mnie - dodał wzruszając ramionami. - To nie fair... bo ja cie potrzebuję...
Tomo zarumienił się nieco słysząc jego słowa. Spojrzał mu prosto w oczy.
- Pocałuj mnie... tak ze wszystkich swoich sił - poprosił go, myjąc mu ramiona.
Tomo oddawał mu pocałunek z pasją, po czym przytulił się do niego, zanim zaczął zmywać mydliny.
- Kotuś, pomożesz mi wybrać prezent dla taty? - zapytał go zaraz. - Ma urodziny za miesiąc dopiero, ale ja nie mam kompletnie pomysłu.
- Pewnie, że dużo, ale tak mi się przypomniało - odparł z uśmiechem chłopak, odsuwając się od niego. - Mogę ci pomoc ją myć - zaproponował.
[będę za 30 minut... idę się myć... odezwe się na gg]
- Odsuwam się żeby mieć na ciebie lepszy widok - pokazał mu język, mocząc mu włoski i wylewając mu na głowę trochę szamponu. Zaczął myć mu włosy, masując mu skórę głowy.
- Tak, kiedy usypiałeś maluszka - potwierdził kończąc namydlanie go i spłukując mu włoski. - No teraz jesteś czyściutki i piękny. Ogól się jeszcze a będziesz ideałem - puścił do niego oczko.
- O tu - ucałował go w policzek. - I tu - w drugi. - Trochę szorstko jest - uśmiechnął się, próbując wstać z wanny i jednak rezygnując bo był za ciężki na swoje ręce. - Nie marudzę - dodał jeszcze.
- Trochę już mi zimno się zrobiło - odparł Tomo, wycierając się ręcznikiem i ubierając swój dresik. - Taka-chan, a nie zaśniesz póki ja nie zasnę?
Tomo skinął głową, po czym przytulił się do Yuyi, łapiąc Takano za rękę.
- Dobranoc Taka-chan - szepnął mu z uśmiechem.
Tomo obudził się pierwszy i ziewając trochę poszedl do kuchni zrobić pyszne japonskie śniadanko dla swoich chłopców.
- Dzisiaj będzie po japońsku - zaśmiał się Tomo. - Miseczka ryżu dla każdego i rybka oraz miso - dodał ze śmiechem. - Dla Yuyi zrobiłem już bento i dla ciebie też - dodał.
- No pewnie, śniadaniówkę już ci przygotowałem - wyszczerzył się do malucha. - W lodówce czeka - dodał spokojnie. - Pomożesz mi troszkę? Rozłożysz szklaneczki i soczek?
- Dziękuję, dobrze że ci smakuje - uśmiechnął się do nich, jedząc swoją porcję. - Yuyuś tylko dzisiaj grzecznie w szkole - poradził chłopcu.
- Wy mi się śniliście - pokiwał im na dowidzenia.
- Okaeri - odparł Tomo z kuchni, podgrzewając curry. - Za chwilkę będzie obiad. Umyć łapki i do stołu - dodał wyhylając się z kuchni. - Zrobiłem trochę za dużo... na dwa dni będzie.
- No pewnie, ze świeżych warzywek jest zrobione i produktów. Byliśmy z psiakami na zakupach - uśmiechnął się siadając z nimi do stołu. - Duży ruch miałeś dzisiaj w pracy?
- I co? Udało się im? - zapytał z uśmiechem, jedząc swoje curry. - Zrobię ci masaż później - dodał wesoło. - Nie dałeś się im poderwać co? - uniósł lekko brew.
- No ja myślę kochanie - wywrócił oczyma Tomo po czym wstał i zebrał naczynia. - Chcesz może dokładkę? Yuya a w szkole jak było? - zapytał malucha
- No ja myślę - zachichotał Tomo nakładając mu sporą porcję i podając talerz z powrotem. - O! Brawo! - uściskał malucha. - Jestem z ciebie dumny - dodał zaraz. - A wiesz co dzisiaj Nobu zrobił? - zapytał go, siadając na swoim miejscu z szklanką soku pomarańczowego. - Obsikał Kuleczkę...
- Naprawdę - potwierdził Tomo. - Był zły na Kuleczkę, bo Kuleczka nie chciała się z nim bawić... i ją obsiusiał - poczochrał go po włosach. - Nic się nie stało - dodał jeszcze.
- To może oddamy je po urodzinkach Yuyi, co? - zaproponował Tomo, przytulając malucha do siebie. - I mówię ci że tak było - dodał wesoło, pstrykając malca w nosek. - Zmywasz dzisiaj Yuyuś.
- Wiem kochanie, ale sam mówiłeś, że nie damy rady z nimi wszystkimi - przypomniał mu spokojnie, opierając się o niego delikatnie. - Możemy jeszcze zaczekać - dodał po chwili. Przecież dopiero co się przeprowadzili do Takano.
- Mogę ja robić za tego złego - zaproponował. W końcu Jolie i tak już mu nie ufała. Pogryzła go podczas porodu i do teraz podchodziła z dystansem.
- No bo przecież ja tylko ból na nią sprowadzam - uśmiechnął się lekko. - To normalne kochanie - ucałował go w policzek. - Nie jestem na nią zły - dodał jeszcze, dolewając sobie soczku.
- No słoneczko, weź relaksującą kąpiel i jak się umyjesz zrobię ci masaż - zdecydował, całując go w nosek i wstając. - A my z Yuyą odrobimy w tym czasie zadanie domowe, tak? - uśmiechnął się do maluszka.
- Dziękuję! - Tomo krzyknął jeszcze za nim, po czym wraz z Yuyą przeszli przez każde zadanie domowe. Następnie maluch dostał kawałek ciasta i soczek i poszedł pobiegać z psiakami na dworze.
- Z zadaniami uporaliśmy się szybciutko - uśmiechnął się do niego szeroko. - A ciasta jeszcze nie próbowałem. Yuyi smakowało bardzo - dodał, zacierając łapki i wyciągając zapachowe olejki na stolik. - Teraz masaż dla mojego zmęczonego kochania, a potem kawka i ciasto.
- Dobrze kochanie. Nie chciałem sam jeść - dodał ze śmiechem, biorąc trochę czekoladowego olejku w rece i zaczynając masować mu klatkę piersiową i ramiona.
- Nie przesadzam - odparł Tomo, całując go lekko. - Kładź mi się pięknie na kanapie, a nie - odsunął się od niego, nabierając jeszcze trochę olejku na ręce. - Gdzie boli?
- Potem będziesz ładnie pachniał - wyszczerzył się do niego, zabierając się za masaż.
- Odpowiada, ale chciałem spróbować z olejkami, więc już nie narzekaj - pstryknął go w nosek, całując go między łopatkami.
- Z nami śpi - odparł spokojnie chłopak. - Przecież musi się zrelaksować przed konkursem i potem chcę go zabrać do studia - wymamrotał. - Z nami śpi.
- Wiem kochanie, ale zostaniemy w Tokio trochę dłużej... i chciałbym żeby Yuya poczuł się tam też jak w domu. No wiesz z nami obok... przecież do dziadka może iść na nockę lub dwie... ale niech z nami też pomieszka - poprosił go, głaszcząc go po włosach. - Uhm dobrze, zostanie z mamą.
- Porozmawiam z jego nauczycielką. No i może tydzień wolnego mu zrobimy? - zaproponował spokojnie, kończąc masaż i zbierając swoje olejki. - Dobrze, zostanie z mamą tutaj - zgodził się zaraz.
- Pójdziemy - zgodził się. - I odwiedzimy Rena - dodał jeszcze, idąc do kuchni i przychodząc z dwoma kawałkami ciasta. - Smacznego kotuś.
- Toć się zmieścimy. Oni pójdą do sypialni dla gości, a my do twojej - przytulił się do niego. - No dobrze, to sam go odwiedzę, jeśli nie chcesz iść ze mną.
- No to co kochanie? - zapytał go trochę zaskoczony. - Przecież to twoja rodzinka - pstryknął go w nosek palcami. - Nie możesz tak się gburować - poczochrał go po włosach.
- Kochanie ale pół roku bez seksu tak szybko nie minie - przypomniał mu o jego karze ze śmiechem i poklepał go po udzie.
- Ale potem mi przeszło - zauważył spokojnie, przeciągając się nieco. - Bo inaczej nie zrozumiesz... trzeba być konsekwentnym choćby nie wiem co - wymamrotał.
- Cóż... bo miałeś mocne przewinienie - wzruszył ramionami kompletnie niewzruszony Tomo. Ucałował go w nosek. - Jak będziesz się grzecznie zachowywał to zmniejszymy karę do 3 miesięcy.
- O to przecież chodzi - wyszczerzył się do niego, jedząc dalej swoje ciacho bo on przecież potrafił jedno dziumdziać godzinę. - Jutro odbiorę Yuyę, więc się nie martw - dodał z lekkim uśmiechem. - Jakbym się gorzej czuł to dam ci znać, że jednak nie dam rady czy cuś.
- No dobrze, zostawię ci curry do odgrzania - stwierdził spokojnie. - A do pracy dostaniesz dwa pudełka bento - dodał jeszcze ze śmiechem.
- Pojadę po niego motorem - wyszczerzył się do niego, całując go mocno. - Mój skarb.
- Nie tylko... musisz się mną podzielić z Yuyą - roześmiał się pozwalając mu się całować, po czym uśmiechnal się mocniej. - Kocham cię.
- No dobrze - zaśmiał się Tomo całując go raz jeszcze i wstając. Przeciągnął się lekko. - Pójdę z yuyą na spacer - zdecydował wyciągając papierosy z szafki i biorąc sobie dwa.
- Mou ale ja muszę zapalić - wywrócił oczyma, obracając się do niego i muskając jego usta.
- Un... możesz - zgodził się chłopak. - Tylko ja brzydki jestem - dodał po chwyli wychodząc na dwór i siadając na ganku żeby sobie zapalić.
Tomo skończył palić i wrócił do pokoju, po czym spojrzał na Takano.
- To jak mam siadać? - zapytał go z uśmiechem. - Ne... a narysujesz mnie w studiu? - zapytał zaraz.
- A nie może być wtedy tak naturalnie... no wiesz ja sobie ponagrywam u Aleksa a Ty mnie narysujesz w naturalnym środowisku?
- I nie mogę się ruszać co nie? - upewnił się wzdychając lekko ale usiadł tak wygodnie jak się dało.
- Ale mówić mogę? - zapytał jeszcze starając się później już nie ruszać.
- O twoim piciu - zdecydował Tomo bez namysłu. - Następnym razem, jak coś takiego zrobisz będziesz za karę na dole podczas seksu - oznajmił mu ze słodkim uśmiechem. - Ne a jak będziemy w paryżu... to zabierz mnie do najbardziej wykwintnej restauracji - poprosił.
- Ja cię tylko uprzedzam jakie będą konsekwencje - pokazał mu język ze śmiechem. - A żabę kiedyś jadłeś? Dobra jest?
- A zrobisz mi kiedyś żabcię na obiad? - zapytał zaraz zainteresowany nowym smakiem. - I lampka wina do tego - dodał zaraz.
- No to się nauczysz... rozwiniesz skrzydełka. No nie bądź taki - poprosił go robiąc smutną minkę. - Jak przyrządzisz mi żabkę to zmniejszę ci karę do 2 miesięcy - zaproponował.
- To nie jest szantaż, tylko luźna propozycja kochanie - zaśmiał się chłopak, po czym westchnął cicho. -Szkoda...
- Znów mnie podkoloryzowałeś - odparł oglądając rysunek, po czym przetarł dłonią zmęczone oczy. Przeciągnął się lekko. - Czas na biegi - zdecydował z lekkim uśmiechem. - Pół godziny tylko - stwierdził. - Idziesz ze mną?
- Czuję się na siłach, ale to będzie raczej trucht kotuś - wstał i porozciągał się trochę. - I króciutko... dwadzieścia minut to pół godziny maks... - dodał jeszcze z uśmiechem.
- Czuję się na siłach, ale to będzie raczej trucht kotuś - wstał i porozciągał się trochę. - I króciutko... dwadzieścia minut to pół godziny maks... - dodał jeszcze z uśmiechem.
Tomo wyszedł na dwór i usiadł obok Yuyi.
- Maluszku idziemy pobiegać z tatą na plażę. Idziesz z nami? - zapytał go spokojnie. - Nie musisz jak nie chcesz.
- Pewnie, że możesz zostać kochanie - prytulił go mocno.
- Dobrze słonko - Tomo skinął głową, po czym wstał i ruszył z Takano na plażę gdzie zaczął truchtać, nadając wolne tempo.
- Dobrze, tylko... nie pobiegasz sobie ze mną długo - uśmiechnął się do niego przepraszająco. Był jeszcze przecież słaby
- No i dawno nie biegałem - zaśmiał się jeszcze Tomo, po czym przyspieszył trochę. Po dobrych 20 minutach zwolninł, by w końcu się zatrzymać dysząc ciężko. - Nie mogę więcej...
- Dam radę przespacerować się do domu - odparł przytulając się do niego. - Chyba że chcesz pobiec...
- No dobrze... niech będzie - uśmiechnął się do niego lekko, przytulając się do jego pleców. - Następnym razem wytrzymam dłużej.
- Kotek... pośpisz ze mną dziś? - zapytał go głupio. - I nie zaśniesz póki tego nie zrobię? I zaśpiewasz mi?
- Ale ja lubię cię pytać - ucałował go w uszko, przytulając się do niego. - Cieszę się, że to dostanę - wyszcerzył się.
- Grzeczny malec - Tomo zszedł z jego pleców i ku swojemu zaskoczeniu opadł na kolana, marszcząc lekko brwi. - Chyba się zmęczyłem...
- A dostanę jeszcze grzankę? - zapytał go Tomo.
- Tatuś ja też! - Yuya zaraz się dołączył do prośby,
Tomo zabrał się za swojego tosta, a Yuya w tym czasie wszamał 3. Z zapałem oglądając dalszy odcinek Dragon Balla.
- Taka-chan? Jaka była twoja ulubiona bajka dzieciństwa? - zapytał go Tomo, popijając chlebek herbatką.
- A co to są Muminki? - zapytał Yuya, bo nigdy nie słyszał nazwy tej bajki. - Obejrzymy tatusiu? Jutro? - zaproponował.
- No pewnie, że obejrzymy - poczochrał go po włosach Tomo. - Wieczorem jak już tata wróci z pracy, obejrzymy pierwszy odcinek.
- Un - chłopiec skinął główką po czym ziewnął przecierając zmęczone oczka. - Tatuś opowiesz mi bajkę na dobranoc?
- Umyję - wywrócił oczyma Tomo, biorąc jeszcze jednego tościka i dopijając herbatkę. Wstał wtedy z kanapy i już utrzymując się na nogach poszedł do łazienki.
- Dobrze kotek - Tomo uśmiechnął się do niego kończąc myć swoje włosy. - Kochanie? Jesteś najlepszy - posłał mu buziaka.
- A skąd... spojrzałem tylko na twoje mięśnie i uznałem, że mam cholerne szczęście - pokazał mu język, wstając w końcu z wanny i wycierając się ręcznikiem.
Oddał się tej chwili przyjemności, obejmując go zaraz ramionami i oddając pocałunek z pasją.
- To twoja wina, że masz post. Nie narzekaj - szepnął mu do ucha odsuwając się i ubierając w dresik.
- Kochanie to ma być kara. Ja bym nie liczył na zbyt wiele - oznajmił spokojnie wychodząc z łazienki i niemal od razu padając na łóżko bez życia.
[nie mam pojęcia o_O]
- Ja wytrzymam kotek - odparł chłopak, wtulając się w niego mocno. - To ma być kara, a nie... nagroda potem. Kochanie nadal jestem na ciebie zły za to co zrobiłeś - przypomniał mu tylko, łapiąc go mocno za nosek. - Wiem, że przepraszałeś ale nie łatwo mi jest wybaczyć.
- Po cichu na to liczę, że nie będziesz opanowany i dasz mi trochę do wiwatu - przyznał już nieco sennie Tomo. - Zaśpiewasz mi do snu? - zapytał zaraz, bo przecież miał to obiecane.
Tomohisa wbiegł do piekarni i witając się ze wszystkimi od razu pobiegł na piętro, by bezceremoni wbiec na zaplecze cukierni.
- Taka-chan! - krzyknął na niego włączając odpowiednią stację radia. - Słuchaj - uśmiechnął się do niego szeroko. - Yuya śpiewa - ucałował go mocno w usta. - Nie powiedział mi nic... dziś tylko kazał słuchać radia... wygrał jakiś konkurs...
- Nie mam zielonego pojęcia. Zostawił mi karteczkę, że mamy słuchać, ale że nie odbierasz telefonu to musiałem cię poinformować - wywrócił oczyma. Zmęczył się biegiem tutaj i teraz usiadł ciężko na krześle i odkaszlał mocno. - Masz wodę kotek?
- Pisał żeby odebrać ze szkoły - pokazał mu smsa, biorąc sobie szklankę wody. - Ale fajna niespodzianka - uśmiechnął się delikatnie. - Kochany jest.
- No kochanie... to chyba najlepszy tort twojego wykonania jaki widziałem - ucałował go mocno, kiwając głową z uznaniem. - Ale... podwieziesz mnie do domu zanim pojedziesz po malucha? - zapytał zaraz. Ledwie się ruszał. Głupio zrobił że tak biegł.
- Dobrze - uśmiechnął się do niego przysuwając sobie stołek do stolika i zaczynając jeść ciacho. - Mhm pychotka - pochwalił go odruchowo, po czym spojrzał Takano prosto w oczy. - Nie chciałem żebyś to przegapił, bo maluchowi chyba na tym zależało.
- I mówił na początku że nas bardzo kocha, że mamy się nie kłócić i zawsze być dla niego rodziną - dodał z uśmiechem, popijając torcik lemoniadą.
- Wymienił z imienia, tylko o nazwisku zapomniał. Powiedział tatuś Taka-chan i wujek Tomo - ucałował go w policzek, przytulając się do niego lekko. - Prawda? Jest kochany.
- Wiem, wiem... będziemy jechać samochodem? - zapytał go z lekką obawą, ale przecież raczej nie było czasu by inaczej się tam dostać. Usiadł Takano na kolanach, całując go mocno. - A jak wrócimy to wracam do piekarni. Tydzień szlabanu od pracy mija - wyszczerzył się do niego.
- Możemy spróbować samochodem - zgodził się cicho, przytulając się do niego mocniej. - Zabieramy ze sobą twojego tatę?
- Chcę spróbować samochodem - odparł cicho chłopak, muskając ustami jego wargi, po czym wstał i przeciągnął się lekko. - Mama powiedziała, że przyjedzie z twoim tatą jak pytałem czy po nią przyjechać. Umówili się już wcześniej... węszę spisek.
- Nie przesadzam - uśmiechnął się lekko. - Węszę romans w powietrzu - pokazał mu język. - Kończysz za godzinę? - zapytał patrząc na zegarek. - Umówiłem się z Junem na trochę. Wpadnie do mnie - dodał z uśmiechem, mając na myśli mieszkanko przy piekarni.
- To mnie musisz tam podwieźć wtedy - uśmiechnął się lekko. - Będzie gotowe, nie martw się - ucałował go lekko. - Część już jest gotowa - dodał spokojnie.
- Kocham cię - Tomo wziął sobie dwa kawałki ciasta czekoladowego i pokiwał mu na do widzenia, by zaraz zejść na dół. - Hej - przywitał się z Junem, otwierając drzwi od mieszkania.
- O... kiedy parapetówka? - zapytał go zaraz z uśmiechem. - I gdzie to mieszkanko? - zapytał, wstawiając wodę na herbatę i częstując go ciastem czekoladowym.
- Pewnie, że chcę - uśmiechnął się do niego lekko, po czym usiadł obok niego na kanapie. - Wreszcie będziesz miał swoje gniazdko. To dobrze - dodał wesoło.
- Masz już plan na oświadczyny? - Tomo spojrzał na niego z wyraźnym zainteresowaniem. - Jaki? No zdradź tajemnicy.
- A co takiego robi? Myślałem, że ciebie to się już nie da zaskoczyć - przyznał ze śmiechem, popijając ciasto herbatą.
- Ale ja go niczego nie uczyłem - zaprotestował nieśmiało Tomo. No może troszeczkę go ukierunkował, ale to nic złego przecież. - No i ciesz się, że on chce szaleć z tobą! Dobry film porno był?
- Oj daj spokój. Oni z pewnością mieli was gdzieś, bo robili dokładnie to samo - Tomo poklepał go po ramieniu przyjacielsko. - Wiem co mówię... zaufaj mi, acz z Takano jeszcze nie byłem w kinie na porno.
- No więc chyba będziesz musiał się trochę przezwyciężyć Jun-chan. Ryu jest młody. Ma prawo na trochę szaleństwa, potem też zmądrzeje... - pstryknął go w nos, po czym skrzywił się lekko. - Albo i nie... patrz ja - wyszczerzył się do niego. - Z moim facetem jest trudno.
- Mhm no chyba że pokażesz mu jakieś inne sposoby - zaproponował z lekkim uśmiechem. - No bo on lubi kontrolować... i ja lubię kontrolować... więc jest trudno - zaśmiał się lekko. - Ale się dogadujemy.
- Czasem... ale bardzo rzadko - przyznał ze śmiechem. - No i nie mogę się doprosić żeby mnie tak ostrzej potraktował, ale rozumiem... nie chce mnie krzywdzić i te sprawy - skinął głową. - Po prostu mi tego brakuje, ale zastępuję sobie to innymi sprawami - uśmiechnął się kończąc swoje ciacho. - No i dobiłem wreszcie 55kg - dodał dumny ze swojego osiągnięcia. - Nastolatek... hm ale to dobrze. Odmładza cię - oparł głowę o jego ramię.
- Przekona cie przekona - poklepał go lekko po plecach. - Daje mu czas... pości 3 miesiące - pokazał mu język. - Kara za pijaństwo.
- Tak i za to, że nie pierwszy raz robi coś za moimi plecami, a to coś wpływa na moje życie - wymamrotał, bo jeszcze w nim to trochę siedziało. - Obiecałem mu też, że następnym razem jak będzie pijany zgwałcę go... i będzie na dole. Więc oznajmił że będzie się mocniej pilnował.
- Pewnie że dasz. Ja w ciebie wierzę - uśmiechnął się szeroko, kończąc swoją herbatkę. - Ryu też sobie znajdzie coś do pogrożenia - roześmiał się serdecznie.
- No proszę... niepokorny Jun jest grzeczny - zagwizdał z podziwem. - Jakoś tak mi trudno w to uwierzyć - zachichotał. - Wpadniesz dziś po południu do nas? Mały ma urodzinki i będzie mała imprezka. Dobre jedzonko.
- No to chociaż wpadnij na pół godziny. Zapakuję ci więcej jedzonka do pojemniczków i weźmiesz ze sobą - uśmiechnął się delikatnie. -0 Yuya sie ucieszy... lubi Cię!
- Możesz wpaść bez prezentu - odparł spokojnie. - Wiesz prezent zawsze może być w drodze. Mały by się ucieszył - dodał zaraz. - A to ci wpadnę pomóc z mieszkankiem w wolnej chwili - zaproponował entuzjastycznie.
- Przecież ja, gdy wrócimy z Tokio wracam do pracy - wyszczerzył się do niego. - Grzecznie odsiedziałem szlaban w domu nic nie robiąc - dodał krzyżując ręce na piersiach. - No nie bądź taki, daj sobie pomóc.
- No ale Jun... - Tomo zrobił smutną minę, bo zależało mu na wyrwaniu się czasem z domu. - Mogę ci nawet śmieci po wynosić... albo obiad zrobić... cokolwiek? - zaproponował.
- Yatta! - ucieszył się Tomo, niemal podskakując na kanapie. - To kiedy mam wpaść? Środa? - zaproponował.
- No to wpadnę we wtorek ci pomóc - obiecał mu ciesząc się że będzie mógł z nim chwilę czasu spędzić. - Nie będę ci zawadzał i jak się zmęczę to zaalarmuję - dodał odruchowo, bo przyzwyczaił się juz że z Takano tak trzeba.
- No bo mam teraz trochę inną sytuację... sam się boję - uśmiechnął się do niego, przyznając mu się do swoich lęków. - I Taka-chan to wie... eh zawsze czeka aż zasnę zanim idzie spać... bo boję się zasnąć - zacisnął lekko wargi. - Dlatego staram się nie ukrywać jak dzieje się coś złego.
- Wiem, że się starają - Tomo mimo wszystko przytulił się do niego lekko przymykając oczy. - I wiem, że jest lepiej... ale wiesz czasem są te gorsze dni - wymamrotał. - I wtedy wszystko mi leci z rąk... to tak jakby ci świat runął - uśmiechnął się krzywo. - Wiem, że pewnie przesadzam, no bo Ryu... heh znaczy on jest ode mnie silniejszy, lepszy w te klocki. Bardziej obcykany - uśmiechnął się słabo. - Dłużej walczy więc to normalne, nie? Po prostu... każdy jest chyba inny.
- Głupi - roześmiał się serdecznie, dając mu kuksańca w bok. - Dzięki - dodał zaraz, jeszcze przez chwilę go nie puszczając, no bo kiedy już się rozklejał to na amen. - Będziecie musieli jeszcze trochę wytrzymać z moimi gorszymi dniami - dodał zaraz. - Kocham go Jun - mruknął cicho.
- Chyba zaczynam przywykać - uśmiechnął się lekko. - Czyli nie jest ze mną jeszcze tak źle i mogę się pogorszyć z humorkami? O matko...
- Mam nadzieję, że gorzej już nie będzie. Dość już się napłakałem przy Takano - skrzywił się lekko zbierając talerzyki i zmywając je.
- Mam nadzieję - uśmiechnął sie do niego. - Bo z każdym małym kaszlnięciem jeździć do lekarza to przegięcie - dodał wesoło. - Uhm staram się przed nim otwierać, to chyba nie jest źle nie?
- Nie wiem kiedy - wymamrotał Tomo. - To nadal... - wzruszył ramionami. - Nie wiem Jun... nie wiem.
- I noszę obrączkę - dodał zaraz, pokazując mu wiszącą na łańcuszku obrączkę.
- Jakoś... nie przepadam za noszeniem jej na palcu - odparł spokojnie. - Spada mi czasem.
- Spada... raz ją prawie zgubiłem myjąc naczynia... Taka-chan chyba by mnie zamordował za zgubienie - uśmiechnął się krzywo.
- No tak wiem... ale on naprawdę jest przywiązany do takich symboli - uśmiechnął się szerzej. - Dlatego staram się nosić.
- Mhm masz rację - zgodził się z nim, nachylając się mocniej nad zlewem i podpierając głowę o szafki. Zacisnął mocno powieki. - Nic mi nie jest - zastrzegł szybko. - Zaraz przejdzie - nabrał kilka głębokich oddechów i wyprostował się. - W domu zdrzemnę się na chwilę.
- Na pewno, biegłem dzisiaj do cukierni... bo Taka-chan nie chciał odebrać telefonu - odparł spokojnie, siadając jednak wygodniej na kanapie i zaraz kładąc się na niej pół leżąco. - Musiałem bo by przegapił występ Yuyi w radio.
- Wiem - odparł ze śmiechem, przytulając głowę mocniej do poduszki. - No bo inaczej bym malucha zawiódł - wzruszył ramionami. - A tak wszystko skończyło się dobrze - uniósł kciuk do góry śmiejąc się lekko.
- Ok, ok... byłoby fajnie jakbyś wpadł - dodał jeszcze wstając z zamiarem odprowadzenia go do drzwi. - Dzięki Jun.
- Hej kotek - Tomo podtrzymał się szafki, utrzymując równowagę. - Trochę mnie ten bieg wymęczył - uśmiechnął się lekko. - Możemy jechać - dodał ubierając butki.
- W domku się zdrzemnę trochę, no bo już większość gotowa - uśmiechnął się lekko. - Wstawić tort do lodówki?
- Pewnie - Tomo od razu otworzył mu drzwi po czym poszedł do kuchni, by zrobić miejsce w lodówce na tort. - Mogę chwilę się zdrzemnąć nie? - upewnił się, że Takano nie będzie miał nic przeciwko.
- Uważaj na siebie - ucałował go w policzek kiwając mu jeszcze zanim poszedł do łóżka. Musiał koniecznie chwilę wypocząć.
- Przyszedł pan z radia i powiedział, że weźmie najlepszych śpiewaków - wyjaśnił chłopiec pełen dumy że mu się udało. - I był konkurs w szkole! I byłem 3!
Koledzy chłopca byli u niego pierwszy raz, więc pozostawali trochę onieśmieleni, ale Yuya szybko ich oprowadził po podwórzu zanim wszedł za tatą do domku.
- A wujek słyszał tatusiu? - zapytał go bo mu na tym zależało.
Yuya skinął główką i pobiegł do sypialni swoich 'rodziców'. Przytulił się mocno do Tomo budząc go ostrożnie.
- Wujku kocham cię - oświadczył nagle, a Tomo nieco oszołomiony odwzajemnił uśmiech.
- Chodź maluszku, wszyscy już na pewno czekają - poczochrał go po głowie.
Tomo uśmiechnął się szeroko, widząc zszokowaną minę Yuyi. Chłopiec pisnął z zachwytu i pobiegł do Takano przytulając się do niego mocno.
- Tatusiu! Jest taaaki piękny!!! - wykrzyknął radośnie, wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Piękny!
- Ale zjemy go? - chłopiec popatrzył na Takano z przerażeniem. - Tak ipiękny zjemy? - zapytał rozśmieszając tym część dorosłych. Tomo przygotował już sobie gitarę żeby pomóc trochę nieśmiałym przy fałszowaniu.
Yuya niechętnie skinął główką. Bo tort był tak śliczny że chłopcu było go zwyczajnie żal jeść. Kiedy jednak świeczki zostałe zapalone zamknął oczka i pomyślał życzenie po czym zdmuchnął wszystkie za jednym zamachem.
- Smok jest mój - szepnął do ucha Yuyi Tomo a ten zachichotał i posłał do niego oczko.
- Tatusiu? Dziękuję - Yuya jeszcze raz się do niego przytulił.
- Bardzo śmieszne - Tomo pstryknął go w nos. - Zarezerwowałem dla siebie smoka - pokazał mu język, siadając przy stole i nalewając sobie soku. Uznał że może przez chwilę posiedzieć, zanim zniknie w kuchni.
- Oddał - uśmiechnął się do niego szeroko. - Podzielę się z nim oczywiście - puścił oczko do Yuyi, a ten wyszczerzył się do niego cały rozpromieniony.
- Tatusiu? A możemy pobawić się z pieskami? - zapytał maluch.
- Dobrze tatusiu - Yuya nie robił problemów. Od razu zabrał kolegów i poszli na dwór pograć w piłkę.
- Maluch jest grzeczny - uśmiechnął się Tomo. - I był taki szczęśliwy... jak zobaczył tort. Mhm kotek? Często widzisz takie szczęście?
- No bo ja pierwszy raz widziałem takie szczęście... - uśmiechnął się, zaraz odwracając wzrok bo poczuł łzy w oczach. Ze szczęścia. Wzruszył się.
- Serio i on się tak bardzo cieszył... aż... - wtulił twarz w jego pierś. - To było takie fajne - szepnął cicho nie mogąc tego lepiej opisać. Nie potrafiąc. - Tato? - spojrzał na ojca Takano. - Pójdziesz z nami na lody po konkursie Yuyi? - zapytał.
- Świetnie - ucieszył się Tomo, uśmiechając do niego lekko, po czym spojrzał Takano prosto w oczy. - Uhm to dla mnie nowość - przyznał cicho. - Dlatego... tak reaguję - mruknął czerwieniąc się nieco. - Ale... to dobre uczucie... dobre.
- To dobrze... bo to bardzo fajne uczucie - przyznał wesoło, przytulając się do niego trochę. - Pójdę zrobić herbatę.
- Wprowadziliście się tu już na stałe? - zainteresował się jego ojciec, siadając na chwilę obok syna. - Yuya jest chyba szczęśliwy.
- Tak... ale Yuya powiedział mi że on pojedzie z wami w samochodku, bo maluch musi się z nim pożegnać - zachichotał. - Nie martw się kochanie, on wydaje się ufać ci coraz bardziej - poczochrał Takano po włosach.
- Dasz radę - ojciec poklepał go po ramieniu, a Yuya który właśnie wbiegł do pokoju złapał obu dziadków swoich za ręce. - Bramkarze już są! - krzyknął do swoich kumpli ciągnąc dziadków na zewnątrz.
Kobieta skinęła głową.
- Dobrze, muszę tylko jakieś wolne sobie znaleźć - dodała śmiejąc się pod nosem. Nie było łatwo w szpitalach na 'prowincji'. - A jak będziecie chcieli chwilę pobyć sami to tylko dajcie znać to odbiorę Yuyę ze szkoły - dodała wesoło, dziękując Tomo za herbatę.
- Jaką karę? - spojrzała na niego zaskoczona, po czym przeniosła wzrok na syna, a Tomo wzruszył ramionami.
- Upił się i narobił mi problemów to ma karę i już - mruknął częstując się jeszcze jednym kawałkiem tortu. - Nie ma seksu.
- Kochanie nawet miesiąc ci nie minął - zauważył spokojnie Tomo. - A kara jest nałożona na pół roku... z ewentualnym przerwaniem po 3 miesiącach.
- Mhm no to wtedy... 3 miesiące masz jak w banku i jak będziesz grzeczny to może nawet dwa - zaproponował ze śmiechem, zbierając talerze by zmienić wszystko na kolację.
- Cieszę się z żabki - ucałował go mocno w kuchni, zmywając naczynia i podając Takano parę rzeczy do zabrania na stół
- Wezmę je - Tomo skinął głową biorąc i babeczki. Postawił je na stół, ale kilka położył na tacy. - Zaniosę dzielnym graczom - uśmiechnął się szerzej
- Może miętę poproszę. Coś żołądek mi szwankuje kochanie - kobieta wstała i poszła z nim do kuchni. - A jak tam zdrowie Tomo? Coś blado dziś wygląda. Oczywiście nie odpoczywa, tak? - zapytała, bo przecież Tomo prawdy by jej nie powiedział.
- To dobrze... on jest strasznie narwany. Ma złote serce, ale nie dba o siebie. Heh albo dba trochę pokrętnie - uśmiechnęła się ciepło, a pozostali wrócili do domu. Yuya przybiegł do Kuchni i wtulił się w babcię.
- Babciu a słyszałaś mnie dzisiaj w radio?
- A mogę już babciu? - zapytał chłopiec. - Mogę już zobaczyć tatusiu? - upewnił się biorąc babcię za rękę i chcąc ją wziąć do pokoju.
Chłopiec natychmiast pobiegł po prezenty i wszystko przyniósł do pokoju. Tomo przycupnął na fotelu, korzystając z chwili ciszy, kiedy wszyscy zainteresowali się prezentami malucha.
- Tatusiu? - kiedy skończył oglądać prezenty, odniósł je do pokoiku i teraz usiadł Takano na kolanach. - A pójdziemy na rower jak wrócimy z Tokio?
- Kiełbaskę - poprosił nie mogąc sobie sięgnąć bo była za daleko. Wrócił na swoje miejsce. - A wujek już zjadł? - zapytał taty zmartwiony.
- Nie kochanie - Tomo wziął Yuyę na kolanka i przytulił go na chwilę do siebie. - Ale zjem - obiecał. - Ale za chwilę - dodał jeszcze, czochrając go po włoskach.
Tomo ze zrezygnowaniem podszedł do stołu i usiadł koło Takano, opierając głowę o jego ramię.
- Zrobisz mi kawałek chleba z masłem i jakąś szynką? I rzodkiewką?
- Dziękuję - Tomo sięgnął sobie jeszcze po herbatę i przegryzając kanapkę popił ją. Po czym zajął się rozmową ze swoim tatą.
- Bardzo długi - zgodził się z nim jego tata. - Twoi mężczyźni śpią w pokoju malucha - dodał z lekkim uśmiechem. - Tomo nam padł, a Yuya był szczęśliwy że może z nim spać.
- Zaraz pójdę - skinął głową, kończąc pić swoją herbatę. - Yuya był szczęśliwy. To był dobry dzień Takano - wstał i przytulił mocno syna. Spojrzał mu potem prosto w oczy i poczochrał po włosach. - Dobranoc - mruknął idąc do sypialni dla gości.
Tomo przyszedł do niego do sypialni nad ranem. Razem z maluchem. Przytulili się do niego mocno. Tomo ucałował jego usta.
- Wstawaj śpioszku, jechać musimy - przypomniał mu szeptem.
- Mhm ale jakoś sobie sam poradziłeś - pogłaskał go lekko po włoskach.
- Wujek czytał mi bajkę i zasnął u mnie - wyjaśnił zaraz Yuya, bo nie chciał żeby przez niego jakieś kłopoty były.
- Kochanie... tata sobie żartuje - Tomo poczochrał malca po włoskach. - Leć obudzić dziadka.
- Mhm kochanie ale jeszcze zostało co nieco z imprezy. Chciałem to tylko wystawić i każdy weźmie co będzie chciał - wyjaśnił. - No do tego możemy zrobić tosty - dodał jeszcze muskając ustami jego wargi.
- Możesz, tego ci nie zabraniam - pokazał mu język chłopak, ale zaraz wyswobodził się z jego ramion by wstać. - Wczoraj tata... wszystko posprzątał sam - wymamrotał niezadowolony z siebie. - Bo się słabo czułem, bardzo słabo.
- Dobrze, ja pomogę przy śniadaniu - dodał wesoło, idąc do kuchni. - Dzień dobry - przywitał się z mężczyzną, który już wstawiał wodę na herbatę.
- Tak, czuję się znacznie lepiej - przyznał Tomo nalewając sobie trochę soku pomarańczowego. - Taki jest plan - dodał wesoło. - Grzanki plus reszta z wczoraj - dodał.
- Ale nie trzeba... ja je zrobię - zaprotestował zaraz Tomo, bo było mu głupio że znowu jest wyręczany.
- Ale... no bo wczoraj... - Tomo nadal trochę protestował, bo nadal było mu głupio za jego wczorajsze zachowanie. - Tato wczoraj pomogłeś przecież... przeze mnie - wymamrotał.
- Mhm - Tomo zagryzł wargi pilnując się żeby jeszcze nie protestować i zaniósł wszystko na stół po czym pomógł Yuyi się spakować.
Tomo przyszedł ostatni bo jeszcze kończył pakowanie swojej torby. Usiadł na wolnym krześle i poczęstował się grzanką.
- Tatusiu? Może piesek z nami jechać a nie z dziadziem? - zapytał nagle Yuya.
- Ale ja bym chciał się pożegnać - odparł chłopiec, który już się przywiązał do wszystkich psiaków.
- Ne Taka-chan? - Tomo spojrzał na niego, przeżuwając chleb. - Uhm albo nic - pokręcił głową rozmyślając się.
- Nie, nie - pokręcił przecząco głową. Uznał że powie mu to później. Skończył tosta i nałożył sobie sałatki na talerz.
- Uhm no bo jak nie dam rady dojechać samochodem to mnie zostawcie gdzieś po drodze - wymamrotał w końcu.
- Nie robię. Nie wiem tylko czy wytrzymam, ale chcę spróbować. Przestań od razu zmieniać plnów - wywrócił oczyma końcżąc jeść i znosząc swoje naczynia.
- To mnie najwyżej gdzieś po drodze odstawisz na pociąg - burknął tylko, idąc się ubrać. - Nie jadę pociągiem w tej chwili - dodał uparcie.
- To tylko scenariusz na wrazie czego - wywrocił oczyma Tomo już gotowy do wyjazdu.
- Uhm więc najwyżej zadzwonimy do taty i powiemy że robimy przystanek... - wymamrotał Tomo biorąc jeszcze swoją gitarkę.
Yuya bawił się całą drogę z malutkim psiakiem, a Tomo większość przespał, bo bał się że inaczej nie wytrzyma.
- To dobrze... - Tomo wysiadł z samochodu by odetchnąć świeżym powietrzem, po czym wskoczył Takano na plecy przytulając się do niego mocno. - Pokażesz mi swoją szkołę podstawową od środka? Oprowadzisz mnie po niej?
Prześlij komentarz