Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
1 – 200 z 4999 Nowsze› Najnowsze»Tomohisa czuł się już nieco lepiej. To był pierwszy dzień, kiedy dziadek postanowił pozwolić mu wyjść na dwór, więc od razu udał się na miejsce spaleniska, chcąc ocenić straty. Skrzywił się widząc ruiny i odetchnął głęboko. Czekało go mnóstwo pracy przy odbudowywaniu całości. Zbierał właśnie gitarę i chował do nowego pokrowca, kiedy usłyszał za sobą wołanie. Odwrócił się na pięcie i zlustrował przybysza. Musiał być nowy, bo jakoś nie kojarzył by kiedykolwiek widział go w Yukan.
- Stoisz przed nią - wskazał na spalenisko. Wyprowadził swój motor z podwórka. Ocalał, ale rower powyginał się na wszystkie strony. - Potrzebujesz świeżego pieczywa? Póki co mogę jedynie zaoferować ci usługi osobiste i chleb na zamówienie. Piekarnia wróci do życia, ale trochę to potrwa - skończył swą wypowiedź, po czym kucnął i pogłaskał obwąchującego go psa. - Łagodny - zauważył z uśmiechem.
- Dzięki, doceniam chęć pomocy, ale aktualnie nie mam środków by zatrudniać dodatkowych pracowników - odparł Tomohisa przestając głaskać psinkę Takano i wstając. Uścisnął jego dłoń. - Kurosagi Tomohisa - przedstawił się. - Hm ale możesz zacząć od... - pogrzebał w plecaku wyciągając przepis na dango. - ...od upieczenia dango - zdecydował. - Hm powiedzmy taki test wstępny. Tylko przyprowadzę na ocenę smakosza owych słodyczy - ostrzegł śmiejąc się nieco. - Jak się wabi suczka? - zapytał go zaraz, gdy psina znów się do niego zbliżyła merdając radośnie ogonem.
Kurosagi uniósł lekko brew i potrząsnął z niedowierzaniem głową.
- Przepraszam, chyba się przesłyszałem - ukucnął przed Jolie drapiąc ją zaraz za uszkami. - Nie przypominam sobie, byś był w pozycji do stawiania mi warunków - zauważył spokojnie. - To była moja piekarnia i z tego co mi wiadomo ziemia tutaj - wskazał za zgliszcza. - też jest moja. Co to ma być za warunek? Mam gdzie mieszkać, dziękuję za propozycję, ale postoję - odrzucił jego warunek.
- Tak się składa, że mam kasę na swoją piekarnię. Na całkiem niezły budynek, który nie będzie wyróżniał się na tle całej wioski i odstraszał tym samym jej potencjalnych klientów - odgryzł się. Na pieniądze nie narzekał. Trochę zaskórniaków jeszcze miał. Otrzymywał wciąż rentę po ojcu, a matka raz na miesiąc przesyłała mu trochę pieniędzy w odruchu matczynej miłości, bądź obowiązku. Jeszcze chwilę głaskał psa zanim wstał. - Więc skarbie przypominam ci, że jesteśmy na moich warunkach. Zresztą nikt ci nie przeszkadza zrobienia swojej cukierni. Możesz ją postawić gdzie chcesz. Och burmistrz strasznie cię za to skasuje co prawda, ale przecież ty opływasz w luksusy - uśmiechnął się krzywo. - Poza tym znam cię niecały kwadrans - żachnął się. - Nie powierzę ci mojej piekarni po tak krótkim czasie znajomości.
- Nie wiem czy dobrze trafiłeś. Za mną się tu nie przepada - uśmiechnął się lekko. - Sam zresztą widzisz - spojrzał na swoją byłą piekarnią. - Ale darmowym ciastem nie pogardzę. Mogę wpaść. Poopowiadam ci o mieście - wzruszył ramionami, wracając do swojego motoru i zaczynając go pchać. Obiecał przecież dziadkowi że jeszcze dzisiaj nie będzie jeździł. - Co cię sprowadza do tej dziury? - zainteresował się.
[*.* mój ulubiony pan... ja chcemateK! xDDD ty myślisz :PP]
- No tak, dobrze jest mieć czas na kaprysy - stwierdził tylko pchając motor w tę samą stronę co Takano. Nie wiedział gdzie mężczyzna mieszka, ale liceum póki co było w tym samym kierunku. - A właśnie... gdzie ja mam wpaść do ciebie na te cudowne ciasta, które tak zachwalasz? - zapytał unosząc lekko brew. - No i pozwolisz, że ja ocenię ich smak. Mam wybredne podniebienie - zażartował.
[nie ma nie ma, ja wymyśliłam na Junka taaaaaaaaaaaaaaki długi :P btw...ktoś mi podkradł gg... nie będę go wyganiać dziś...]
Powiódł wzrokiem za kierunkiem i skinął głową. Wiedział mniej więcej gdzie ten mieszka. Postanowił nie komentować faktu, że za nim podąża. Dłuższą chwilę milczał.
- Dlaczego Paryż? - zapytał go w końcu, kiedy już było widać domek jego 'dziadka'. - Nie wolałeś zostać w Japonii? Nie bałeś się wyjazdu za granicę? - zainteresował się.
- Czyli pojechałeś do Paryża, żeby uczyć się od najlepszych... a co z własnym stylem? Najlepsi przekazali ci jaki jest twój styl? Robisz w ogóle coś swojego? - uniósł lekko brew, po czym spojrzał na Jolie i uśmiechnął się lekko. - Hej psinko... spokojnie - przykucnął przy niej. - Zaraz ci dam coś dobrego - obiecał, klepiąc ją po łebku. Doprowadził motor do mieszkania i otworzył je sobie kluczem. - Wejdziecie? - zapytał Takano i jego psinkę. - Dziadka nie ma, wróci później - wzruszył ramionami.
- Dobrze... - Tomo ukucnął jeszcze przy Jolie, drapiąc ją za uszkiem. - Dozobaczenia ślicznotko - musnął palcem jej nos, wstając. - Coś ze sobą przynieść? - zapytał jeszcze Takano. Bo przecież nie chciał przychodzić z gołymi rękami, ale zupełnie nie wiedział co mógłby kupić 'nieznajomemu'. Może przyniósłby wino...
Tomohisa przez chwilę zastanawiał się skąd wytrzaśnie szampana, kiedy przyszło mu na myśl, że przecież piwnica w spalonej piekarni powinna przetrwać. Zabrał więc tylko jeansową kurtkę i klucze z odruchu, po czym spacerkiem wrócił do spalonego budynku. Odszukał w nim właz i zszedł po schodach na dół. Zapalił latarkę, którą miał przy kluczach i odetchnął z wyraźną ulgą. Przetrwała wraz ze starym piecem jego ojca, w którym wychodziły najlepsze wypieki. Uśmiechnął się lekko szperając w szafce. Odnalazł dobrego szampana i całkiem pokaźne winko. Zdecydował, że wystarczy. Spojrzał jeszcze na godzinę, po czym ściągnął z siebie kurtkę i bluzę i zapalił lampkę naftową.
- No to co? Wypróbujemy cię - uśmiechnął się do pieca, odszukując najpotrzebniejsze składniki do upieczenia dobrych bułek z czekoladą w środku. Aż dziw, że wszystkie zapasy pozostały nietknięte. Kiedy już rogaliki były gotowe, zapakował je do papierowej torebki i wyszedł z piekarni, by udać się do willi Takano.
Tomohisa z lekkim onieśmieleniem zapukał do drzwi. Willa była pokaźniejsza niż przypuszczał. Od razu można było wyczuć, że Takano jest nadziany, a on sam zastanawiał się co tam robił. Kiedy drzwi się otworzyły, psinka o mało co go nie przewróciła.
- Cześć potworku - zaśmiał się radośnie, tarmosząc ją po łebku. - Dzięki za zaproszenie - rzucił do gospodarza, wręczając mu winko, szampana i wypieki. - W razie gdyby ci zabrakło chleba na śniadanie - uśmiechnął się ściągając buty, kiedy przekroczył próg mieszkania. - Sam tu mieszkasz? - zapytał nie kryjąc zaskoczenia. On sam czułby się samotnie w tak przestronnym miejscu.
- No tak...ale po co ci tak wielki dom? - zapytał Tomo wchodząc wreszcie do przestronnego salonu. Dech zaparło mu w piersi. Wystrój był modernistyczny. Takano miał gust. Kurosagi zagwizdał z podziwem. - Nie myślałeś nigdy o zostaniu projektantem wnętrz? - zapytał go siadając przy sowicie zastawionym stole. Poczęstował się od razu kawałkiem czekoladowego tortu. Ostatnio chorował na czekoladę.
Tomo pokiwał głową ze zrozumieniem również biorąc łyk alkoholu i smakując go krytycznie. Nie był taki zły. Jednak jego ojciec miał nosa do roczników. To trzeba było mu oddać.
- Twoja mama tutaj mieszkała tak? - upewnił się. - W Yukan mam na myśli - dodał po chwili smakując tortu czekoladowego. Przez chwilę rozkoszował się czekoladą rozpuszczającą mu się w ustach, by pokiwać głową z uznaniem. - Nie jest źle - pochwalił go. - Aczkolwiek do ideału to jeszcze trochę brakuje - dodał pokazując mu język. W Tokio znalazł jedną cukiernię, która podbiła jego serce i rozpieściła zmysły. Wciąż nie mógł odnaleźć tego smaku tutaj. Od kiedy zamknęli tamta cukiernię nie miał skąd słodkości zamawiać.
- Nie to chyba nie rzecz w czekoladzie - zaprotestował Tomohisa, nieświadomie rozjuszając trochę byczka. Posmakował jeszcze trochę i zmarsszczył lekko brew. - Nie, czekolada jest dobra, ale jakoś tak... czegoś twoim wypiekom brakuje - zdecydował się wysnuć hipotezę, zabierając się za torcik truskawkowy. - Lubisz gotować? To twoja pasja? - zapytał go zaraz smakując truskawkowe ciasto. - To czuć, że lubisz... ale jakoś tak... jakby coś cię wstrzymywało. Nie wiem jak to wyjaśnić - wzruszył ramionami. - Jakbyś bał się zaryzykować.
Uniósł dłonie w geście poddania się. Nie chciał przecież go w jakikolwiek sposób urazić. Przez chwilę się nie odzywał jedząc dalej jego wypieki. Mimo wszystko słodycze zawsze wprawiały go w lepszy nastrój.
- Nie denerwuj się tak. Myślałem, że chcesz poznać opinię - mruknął w końcu. - Przecież uczymy się całe życie, a perfekcjonizmu i tak nie osiągniemy - wzruszył ramionami. - Jak spróbujesz moich rogalów to też powiesz że dużo im brakuje i będziesz miał rację. Ja się dopiero uczę. Jestem nowy jeśli chodzi o wypiekanie. Tata uczył mnie jak byłem dzieckiem, ale powiedzmy sobie szczerze jestem amatorem. Żadnej specjalnej szkoły nie kończyłem. Nie mogę poszczycić się dyplomami jak ty - odparł wesoło, kończąc torcik truskawkowy. - Truskawkowy jest lepszy - przyznał szczerze. - Postarałeś się przy nim - dodał zaraz, stawiając talerzyk na ziemi, by Jolie miała co wylizać. Psinka już od dłuższego czasu siedziła tuż przy nim, więc teraz z radością zabrała się za czyszczenie talerzyka.
Tomo uśmiechnął się lekko ale nie zaczął się z niego śmiać. Podrapał za uszkiem psinkę, dopijając szampana.
- Przestań, to nie wielka katastrofa. Następnym razem zrobisz lepsze - dodał wesoło. - A ja je ocenię - zapewnił wstając z miejsca i przeciągając się lekko. - Mogę skorzystać z łazienki? - upewnił się, nie bardzo wiedząc gdzie ona się znajduje, a nie chciał mu za bardzo po domu buszować.
Tomo poszedł zgodnie ze wskazówkami i znów zagwizdał będąc w łazience. Jacuzzi to już rozpusta. Pokręcił z niedowierzaniem głową. Po załatwieniu swoich potrzeb wrócił do salonu, wracając na swoje miejsce. Odruchowo poczochrał psinkę po łebku.
- Więc planujesz otworzenie tutaj cukierni - wrócił do tematu. - Jak sobie ją wyobrażasz? Razem z kawiarnią czy bez...?
- Duże plany - przyznał Tomo stukając przez chwilę łyżeczką w pusty talerz, zanim poczęstował się drugim torcikiem truskawkowym. - Ale nie wiem czy na tak małą mieścinę odpowiednie - przyznał spokojnie. - Nie lepiej by ci było otworzyć taką cukiernię w pobliskim mieście? - zaproponował. - Wówczas strona internetowa miałaby prawdopodobnie większe większe niż tutaj. No bo zobacz... tu sami staruszkowie - zauważył wzdychając nieco. - Młodzież stąd ucieka.
Tomohisa potrząsnął przecząco głową, po czym uśmiechnął się przepraszająco.
- Nie jestem zainteresowany. Nie kręci mnie coś większego - przyznał wzruszając ramionami. Jeszcze tego brakowało by musiał coś rozwodzić po pobliskich miastach, albo jeździć na jakieś zjazdy czy coś. Albo co gorsza sprowadzić do Yukan telewizję bo cukiernia zrobiłaby tak wielką furrorę. Zrobić reklamę burmistrzowi. Nie ma takiej opcji.
- Pomijając już fakt, że zastanawiam się nad nie odbudowywaniem piekarni... - mruknął jakby do siebie, zapominając że jest w gościach. - ...więc być może oddam ci to miejsce - zaproponował uśmiechając się krzywo. Skończył swojego szampana, po czym wyciągnął fajki. - Pójde na zewnątrz - rzucił tylko, wychodząc na balkon, żeby mu nie smrodzić.
Tomohisa nie posłuchał go. Nie lubił zasmradzać pomieszczeń mieszkalnych. Powoli spalił papierosa, patrząc w gwiazdy, po czym nabrał głębokiego oddechu i wrócił do pokoju, zamykając za sobą drzwi od balkonu.
- Idziemy na spacer - zdecydował, kucając i przywołując do siebie Jolie. - Pokażemy twojemu panu Yukan po zapadnięciu nocy - podrapał ją za uszkami. - Szoruj po smycz - dodał zaraz idąc za psem do przedpokoju i wciągając buty. - Idziesz czy zamierzasz smęcić w mieszkaniu? - zapytał go Tomo, zakładając jeszcze kurtkę i biorąc Jolie na smycz (mądra psinka sama mu ją przyniosła).
- Nigdy nie miałem psa, jeśli o to ci chodzi - odparł chłopak wychodząc z mieszkania trzymając w dłoniach smycz i dając Jolie prowadzić przez dłuższą chwilę. - Opiekowałem się bezdomnymi pieskami, które przyplątywały się do naszego liceum - dodał po chwili namysłu. - Wraz z dziadkiem Tanaką - mruknął jeszcze, tym razem przejmując dowodzenie i prowadząc Jolie na plażę, gdzie spuścił ją ze smyczy pozwalając jej swobodnie biegać. - A w Tokio studiowałem - dodał po chwili. - Ale to nie najlepszy okres mojego życia. Wpadłem w prochy, alkohol, odwyk... często byłem w barach. Dorabiałem sobie grając i śpiewając - wzruszył ramionami. - Może kiedyś mnie widziałeś.
- Może - Tomohisa wzruszył ramionami. W Tokio było mnóstwo barów i prawdopodobieństwo, że to akurat jego widział było znikome. Postanowił jednak się nie kłócić. Pogłaskał Jolie po łebku, kiedy przybiegła po trochę pieszczot i rzucił jej patyk daleko przed siebie. - A może po prostu to takie złudzenie - dodał po chwili, siadając na piasku i spoglądając w gwiazdy. - Dlaczego akurat tu? W Yukan? - zapytał go w końcu. - Dlaczego tu przyjechałeś? Po co?
- Mhm no dobra... - Tomo zastanowił się chwilę, po czym odetchnął głęboko. - Która to była zima i gdzie mnie widziałeś? - zapytał go prosto z mostu. - Skoro masz fotograficzną pamięć, to nie mam powodu by ci nie wierzyć - uśmiechnął się lekko. - Tylko nie wiem co to ma do rzeczy z Jolie - wyjaśnił. - Dobrze jest mieć marzenia - uśmiechnął się do niego, kładąc na piasku z rękoma pod głową. - Tylko mnie się tu nie lubi, więc powtórzę się mówiąc że lepiej byś założył cukiernię sam - mruknął. - Możesz użyć miejsca gdzie stała piekarnia. Mnie już na niej nie zależy.
Kurosagi spojrzał na niego nieco zagubiony i potrząsnął przecząco głową.
- Właściwie nigdy się nad moimi marzeniami nie zastanawiałem - przyznał broniąc się przed kolejnymi ciosami w bok, aż w końcu siadł na nim okrakiem, łapiąc go za ręce i przytrzymując je przy jego bokach. - Mhm bo to moja ziemia i będę od ciebie oczekiwał, że nie zepsujesz mi tam piwnicy... - zaczął puszczając jego łonie ale z niego nie schodząc. Za wygodnie mu tam było. - Może jakiś podatek od ciebie ściągnę... - mruknął. - Hm nie wiem... znam jedną osobe która dobrze piecze, ale ma 17 lat i jeszcze się uczy. Poza tym jej marzeniem jest co innego - wywrócił oczyma. - Więc zostajesz sam, bo ja piekę marnie - uśmiechnął się do niego lekko.
- Wiesz może nie wiem co jest moim marzeniem, ale na pewno wiem co nim nie jest - odparł uśmiechając się do niego lekko. Zbliżył się do niego, by wyszeptać mu wprost do ucha. - Prowadzenie piekarni z tobą nim nie jest - uśmiechnął się do niego czarująco by zaraz odetchnąć głęboko. - A tak na serio to ja po prostu nie wiem co chcę w życiu robić. Prowadziłem piekarnię, bo mój ojciec zmarł. To jego piekarnia była. Był tu szanowanym obywatelem - uśmiechnął się smutno, znów chwytając jego dłonie. - Poznałeś już tu burmistrza? - zapytał go po chwili. - Co o nim sądzisz? - zszedł z niego uznając że jest za ciężki. Usiadł obok wpatrując się w jego ciemne tęczówki i jakoś tak nie mogąc od nich oderwać wzroku.
- Nie! Nie powinieneś! - Tomohisa nieco spanikował. Jakby burmistrz go zobaczył z Takano to koniec. Odsunął się od mężczyzny wstając na równe nogi. - Nie będzie współpracy - zdecydował. - Uwierz to dla twojego własnego dobra. Ten facet lubi gierki i szantaże, a zagrania ze mną w roli głównej są jego ulubioną rozrywką - uśmiechnął się lekko. - Wiesz od czego się ma rodzinę i takie tam - wywrócił oczyma, kucając przy Jolie i przytulając ją mocno. - Miło było was poznać... następnym razem - zagryzł na chwilę wargę. -...znaczy co robicie jutro? - zmienił zdanie i uznał że przecież nie zaszkodzi mu odwiedzić ich jeszcze raz.
- Nie mów tak - mruknął tylko Tomo, znów siadając jeszcze na chwilę. - Mnie spalił dom, kiedy byłem jeszcze w środku - uśmiechnął się krzywo. Nadal panikował czując choćby lekki swąd spalenizny i musiał szybko znaleźć się na świeżym powietrzem, by odetchnąć pełną piersią. - To nie było śmieszne i brawurę może i masz... ale czasem trzeba też mieć trochę do siebie dystansu - złapał go za nos ściskając go lekko. - Nie lekceważ go za bardzo - poprosił. - Bo nie chcę by coś ci się stało - mruknął. - Rysujesz? - zdziwił się. - Pokażesz mi kiedyś swoje prace?
- martwię - przytaknął chłopak i na czas rozmowy męzczyzny zaczął bawić się z Jolie, rzucając jej patyk raz po raz coraz dalej w różne strony. Strzępy informacji wpadły mu do ucha i zacmokał nieco. - No to czeka cię ciężki orzech do zgryzienia. Wiesz jakbyś chciał rysować swój akt, to ja ci mogę fotografię zrobić - pokazał mu język śmiejąc się pod nosem. Aktów się galerii zachciało. Też coś.
- Ano... chociaż z twoją urodą nie powinno być z tym problemu. Na pewno znajdziesz jakieś chętne panie. Wystarczy, że zakręcisz się trochę w miasteczku i postawisz jednej czy drugiej kilka drinków i już będą twoje - uśmiechnął się lekko, pozwalając sobie na beztroskie rozłożenie się na piasku. - O... patrz widać oriona - wskazał na konstelację gwiezdną. - Tam gdzieś powinien być syriusz... - przesunął wzrokiem po lśniących punkcikach. - Jest! O tam - pokazał palcem na odpowiednią gwiazdę.
- Nom to może być problem - zgodził się z nim Tomo. - Nie znam mężczyzny który chciałby pozować dla innego mężczyzny i... na mnie nie licz - burknął zaraz, nie chcąc nawet podawać mężczyźnie tego pomysłu. - Jeszcze rozważam tę cukiernie razem z tobą, ale na akt... nie ma takiej opcji - zastrzegł sobie. - Mimo, że jesteś seksowny i w ogóle... - dodał po chwili.
- NIE MA TAKIEJ OPCJI! Czego z tych słów nie zrozumiałeś? - zapytał unosząc lekko brew. Nie czułby się dobrze leżąc czy tam siedząc i pozując parę godzin. Nawet bez dotykania. - Nom taka prawda. Masz ładną buzię, uśmiech przyjemny, oczy świecące kiedy opowiadasz o czymś z pasją, nieco chudy i wysoki... nie jedna poleci na ciebie.
- Przestań - poprosił go Tomo. - Znam cię niecały dzień, a ty proponujesz mi akt - pokręcił przecząco głową. - Co o mnie wiesz? - zapytał go zaraz patrząc mu prosto w oczy. - Co możesz o mnie powiedzieć? - zapytał znów. - Nie chcę pozować. Byłoby mi ciężko pozować komukolwiek w ubraniu, a co dopiero bez niego - wymamrotał. - Zresztą to już postanowione. Nie chcę tego robić, nie zmuszaj mnie.
- Ja nie chcę.... - Tomohisa przygotował się na kolejne odrzucanie jego nachalnych propozycji, więc strasznie się zdziwił kiedy pytanie brzmiało inaczej. Zamrugał kilkakrotnie zamykając usta. - Ja... - spojrzał w niebo. - Właściwie to nie wiem co ci o sobie powiedzieć - przyznał. - Co byś chciał wiedzieć? - założył nerwowo opadający kosmyk włosów za ucho.
Kurosagi zapatrzył się w morze nie do końca wiedząc co ma opowiadać. Nie znosił takich pytań. Wolał konkrety, a nie...pytanie morze. Nie chciał jednak wyjśc na osobę, która nie ma dobrej woli i nie chce kompletnie nic o sobie powiedzieć, więc w końcu skinął głową.
- Mam 25 lat i studiowałem w Tokio. Z zawodu jestem lekarzem sądowym i lubię bawić się ze zwłokami ludzkimi. Dochodzenie do tego jak ktoś zginął jest ciekawe i często możesz sobie dopowiedzieć więcej niż potrzeba dla ubarwienia historii - uśmiechnął się lekko. - Jednak te studia to nie był najlepszy okres mojego życia - przyznał po chwili. - Stoczyłem się - przeczesał palcami włosy. - I teraz staram się nie pić. Nie chcę znów popaść w uzależnienie - wzruszył lekko ramionami. - Więc na piwo to ja ciebie nie zaproszę - dodał śmiejąc się nieco. - Z mojej rodziny...została tylko mama - mruknął. - No i wuj, ale nie wiem czy mogę ich nazywać swoją rodziną. Mama mnie nie znosi - zacisnął wargi. - Ma prawo - wzruszył ramionami. - A wuj... najprawdopodobnie próbował mnie spalić wraz z piekarnią - roześmiał się serdecznie. - Tak... co więcej... - zastanowił sie chwilę. - Gram i komponuje swoje utwory, ale raczej już nie śpiewam przed publicznością - uśmiechnął się lekko. Raz że nie miał gdzie, a dwa... jakoś tak już się tym nie pasjonował. - No i nie mam marzeń - zauważył po chwili pozwalając Jolie polizać go po ręce i zaczynając ja głaskać. - Co jeszcze... - spojrzał na Takano wzruszając ramionami. - Nigdy nie byłem poza granicami Japonii, ale jakoś mnie nie ciągnie do zwiedzania wielkiego świata.
[a co mi tam, tu też coś wymyśle xD]
Zabawne jak można sobie wypełnić dni. Jego pękały w szwach. Czasem było mu trudno odnaleźć czas dla siebie, ale kiedy już go znajdował wykorzystywał na maksa. Tego dnia się udało. Wraz z małą Hanae wyszedł na spacer. Dziewczynka lubiła bawić się w wodzie, więc naturalną koleją rzeczy był wybór plaży. Pozwolił jej biegać. Jej radosny śmiech sprawił, że serce mu urosło. Stanęło dopiero kiedy zobaczył wielkiego czarnego psa pędzącego na małą. Nie zdążyłby nawet zareagować, ale piesek tylko przystanął zaciekawiony przy dziewczynce i polizał ją po twarzy, a ta roześmiała się serdecznie.
- Moo... nie strasz mnie tak Takano! - fuknął na mężczyznę, biorąc Hanae na ręce. - Trzymaj Jolie na uwięzi - poprosił go.
[uznaję, że mogą się trochę znać... nie wiem np stały bywalec w barze czy cos]
Sho
[odpiszę tu na obu, dobrze? bo trochę komputer mi się tnie... a mam tę kartę otwartą już :) ]
Jun
...
Sho bardzo chciał się odwrócić, ale w końcu stwierdził że to byłoby bardzo niegrzeczne. Wytrwał więc oglądając pracę z ciałem, które jeszcze nie dawno było człowiekiem. Słysząc chłodny głos mężczyzny zreflektował się.
- Kitagawa Sho - podał mu swoją wizytówką. - Pracuję w liceum, jestem nauczycielem od literatury i psychologiem - przedstawił się. - Ale w tej chwili nie chcę rozmawiać o dzieciach. To bym zrobił z ich ojcem... tylko o tym ciele - wskazał na niedawno skończoną pracę mężczyzny. - Pomagam policji - wyciągnął z plecaka teczkę z materiałami dotyczącymi zbrodni. - ...znaleźć zamachowca. Chcę poznać jego motywy, tylko... że ja nie jestem w tym fachu przeszkolony, a nie chcę czegoś zmyślać - przyznał szczerze. - Pomyślałem, że może zechciałbyś mi pomóc... po prostu powiedziałbyś mi jak zginął ten człowiek. Co się stało, twoim zdaniem - zacisnął lekko wargi. - Przepraszam za swoją bezczelność.
Takano
...
- Nigdy nie wiadomo co jej odbije - burknął Sho, stawiając dziewczynkę na piasku. Mała od razu podeszła do Takano wyciągając do niego łapki. No tak... Sho zdążył już zapomnieć że na tym tle był przegrany. Hanae kochała słodkości, a Takano zawsze jej coś przynosił, rozpieszczając ją do granic możliwości. - Przepraszam - westchnął. - Po prostu miałem różne scenariusze w głowie, widząc Jolie... nie skojarzyłem że to ona - przyznał szczerze.
Jun
Skinął głową na znak, że mężczyzna ma rację. Był wychowawcą i to była jego pierwsza klasa jaką kiedykolwiek wychowywał, więc straqasznie sie tym martwił. Nie chciał przecież ich zawieźć. Może nie powinien tego aż tak przeżywać.
- Ok...czyli mamy do czynienia z niezrównoważonym psychicznie mężczyzną tak? To na pewno nie była kobieta? - upewnił się. Chociaż słowo gwałt mówiło wyraźnie. - Zostawił może trochę spermy? No wiesz materiał genetyczny mógłby się w niej znajdować - zacisnął wargi, po czym westchnął przeciągle. - Zdecydowanie wolę dramaty licealistów...
Takano
Mała uściskała go mocno biorąc od niego woreczek ze szczęściem wypisanym na twarzy i sięgnęła po jednego makaronika. Sho westchnął tylko.
- A potem walczymy z próchnicą - zaśmiał się cicho, biorąc małą za rączkę i pozwalając jej kosztować makaroniki. Zresztą nie miałby serca odbierać jej coś co sprawiało jej taką przyjemność. - Masz może czas jutro? - zapytał go w końcu. - W szkole organizowany jest festyn i moja klasa chciałaby na niego zrobić wypieki... przydałaby im się lekcja pieczenia.
Jun
Odetchnął z wyraźną ulgą kiedy znaleźli się na poziomie zerio. W mieszkaniu, a nie w chłodni czy pracy z trupami. On wolał jednak towarzystwo tych żywych. Opanował mdłości z czego był dumny, ale mimo wszystko zabawnie to nie było.
- To już coś mamy - mruknął sam do siebie, zanotowując dodatkowe informacje do swoich notatek. - Wyłania mi się jego portret psychologiczny - uśmiechnął się lekko. - Jun, tak? - upewnił się że dobrze trafił. Odłożył teczkę na bok. - Chciałbym, żebyś przyszedł na kolejne zebranie z rodzicami, dobrze? Do Ryu raczej nigdy nikt nie chodzi, a potrzebuje z kimś o nim porozmawiac. Nie mam tu wszystkich informacji przy sobie, dlatego jakbyś znalazł wolną chwilę...
Takano
- Składniki będą mieli swoje - przytaknął siadając obok niego i puszczając Hanae by pobawiła się z Jolie. - A w szkole jest kuchnia dość dobrze wyposażona - dodał po chwili. - Więc miejsce do gotowania jest, podzielę klasę na dwie grupy - uśmiechnął się lekko. - Nic nie będziesz za nich robił tylko... ich poprowadź.
Jun
- Problem z ich rodzicem polega na tym, że jeśli to nie jest nic pilnego to nie pojawia się na zebraniach, bo zawsze ma w tym samym czasie inne sprawy na głowie - wyjaśnił swój wybór mężczyzna. - Zgaduję więc, że jesteś blisko z Ryu bo pierwsze co zrobiłeś to rozpoznałeś we mnie jego wychowawcę - zauważył spokojnie. - Więc jeśli masz czas i nie przeszkadza ci dwuletnie dziecko, pies i kot...to zapraszam do mnie.
Takano
- Nie - pokręcił przecząco głową, a kiedy Hanae pociągnęła Jolie za ogon, zawołał ją do siebie. - Tak się nie robi zwierzaczkom, one też mają swoje uczucia i ich to boli. Przeproś Jolie - poprosił ją a skarcona dziewczynka od razu pobiegła potulić psinkę. - Myśleli o mufinkach, ale jak masz lepszy pomysł to jesteśmy otwarci na pomysły.
Jun
- Nie, nie - pokręcił przecząco głową. - Nie sprawdza problemów wychowawczych. Nie w ten sposób co większość jego klasowych kumpli - poprowadził go w dół uliczką i skręcił w boczną idąc aż po plaże. Jego dom mieścił się niedaleko baru (i całe szczęście). - Jesteśmy na miejscu - wpuścił go do mieszkania. Podziękował opiekunce za jej czas i przywitał się z córeczką biorąc ją na ręce. - Hanae poznaj wujka Juna - przedstawił jej mężczyznę, po czym wskazał dłonią stół i zaparzył herbaty, odkładając dziewczynkę, by mogła dalej się bawić. Poszedł do siebie po dziennik i niezbędne materiały, po czym usiadł obok Juna otwierając dziennik i odszukując numer Ryu. - Ryu jest strasznie cichym chłopcem, aż za cichym - przyznał szczerze. - Nie sprawia problemów, ale nie trzyma się z klasą... i opuszcza dużo zajęć. Ja wiem to przez chorobę ale zaległości ma duże - pokazał mu najświeższe oceny chłopaka. - Dyrektor powiedział, że z takimi ocenami nie powinienem go przepuścić do kolejnej klasy.
Takano
- Przed chwilą twierdziłeś, że dzieci ona nie gryzie - Sho spojrzał na mężczyznę, a widząc jak dziewczynka karmi psa słodkościami, znów ją do siebie zawołał. - Wybacz, dzisiaj jest wyjątkowo niesforna - pogłaskał małą po główce.
- Wuja opa! - mała wyciągnęła rączki do Takano.
- Nic mi nie wiadomo o moim byciu nekrofilem. Nie raczej nim nie jestem, coś takiego mnie nie bawi - uśmiechnął się krzywo. - Wiesz trup nie krzyczy że boli, to jest ten piękny urok nieżywego ciała. Ono nie krzyczy, nie zdradzi cię i cię nie znienawidzi - mruknął przytulając się do Jolie. - Bo psinka mnie lubi. Lubi mnie, nie? - podrapał ją za uszkami. - Następnym razem dostanie kiełbasę ode mnie - obiecał jej wesoło. - Nie będzie mnie gryzła bo wie że nie warto. Jestem bardziej przestępny niepogryziony - uśmiechnął się do Takano. - A ty? Też kąsasz tak samo jak twoja psina?
- Tylko nie kąsaj za mocno - zaśmiał się pod nosem, puszczając psinkę i wstając z piasku. - Bo możesz do siebie za mocno zrazić - uśmiechnął się do niego uroczo, otrzepując spodnie. - Widzimy się jutro - zdecydował. - Omówimy transakcję sprzedania ci piekarni, bez żadnych podatków - zdecydował oddychając głęboko. Uznał że oddaje ją w dobre ręce. - Do jutra - zasalutował mu.
Jolie była grzeczna dopóki nie zobaczyła na horyzoncie Tomo. Szczeknęła zaraz wesoło i rozpoczęła machanie ogonem, a kiedy chłopak się zbliżył ona przestała pozować. Od razu do niego pobiegła z całym impetem na nim lądując i przewracając go na ziemię.
- Ja też się cieszę, że cię widzę - jęknął Tomo, kiedy udało mu się już przeżyć radosne lizanie go po twarzy. Psinka zeszła z niego pozwalając mu odetchnąć, więc mógł poczęstować ją obiecaną kiełbasą, którą od razu spałaszowało. - Cześć - przywitał się z Takano, gdy udało mu się podnieść. - Co tam bazgrzesz? - zapytał go.
- Ja go chętnie przepuszczę, ale to nie ode mnie wszystko zależy - wyjaśnił patrząc Junowi prosto w oczy. - Staram się mu ułatwić sprawę, zadając dodatkowe projekty, które może opracować w domu, ale z innych przedmiotów go nie wyciągnę, a leży mu fizyka, matematyka, angielski - zaczął wymieniać, po czym przetarl twarz dłonią. - nie chce go gnebić, chcę mu pomóc - wyjaśnił. - Tylko byłbym wdzięczny gdyby Ryu zacząl ze mną trochę współpracować.
Jun
Takano
- Sam, dlatego jest taka niewychowana - uśmiechnął się lekko. - No i mam opiekunkę do niej...bo nie mogę jej wszędzie ze sobą zabierać - przyznał po chwili. - Wychowywanie dziecka jest trudne... to chyba najtrudniejsza sprawa jakiej się podjąłem.
- Akt nie wchodzi w grę - przypomniał mu spokojnie, z rozczuleniem obserwując Jolie. - Tak? Cieszę się że smakowały - uśmiechnął się szerzej, puszczając mimo uszu tekst o poprawie jego umiejętności. W końcu zamierzał mu sprzedać piekarnię więc nie było czego poprawiać. - Mhm ale przejdźmy do interesów. Przyniosłem ze sobą akt własności i takie tam. Mogę ci je oddać za bezcen. Nawet ziemia nie jest aż tak mocno opodatkowana. Wiesz uroki bycia rodziną - westchnął.
- Serio chcę ci to sprzedać - odparł zgodnie z prawdą. Był już nieco zrezygnowany tym wszystkim. - Mam ostatnio mętlik w życiu. Chcę się pozbyć jego części - położył papiery na stole, podsuwając je Takano pod nos. - Ty potrzebujesz miejsca na cukiernię, ja takie mam. Prosta transakcja. Wyburzyłem już gruzy. Wszystko jest uprzątnięte, tylko budować - uśmiechnął się lekko. - Mnie możesz poznawać po godzinach - dodał po chwili. - Co prawda jeszcze nie wiem co zrobię... ale nie chcę mieć nic wspólnego z piekarnią.
Jun
- Słyszałem pogłoski ale pewności nie mam - przyznał szczerze. - Wiem tylko, że miał romans z uczniem - westchnął. Tego też nie rozumiał. Jak można wdać się w romans z uczniem, to takie nieetyczne. - Wiem, że to jego życie. Rozmawiałem już z nim - przyznał szczerze. - Tylko Ryu chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z konsekwencji swoich decyzji. Musi pokazać najmniejsze chęci żeby przejść do kolejnej klasy. On ma angielski z dyrektorem szkoły więc... niestety dyrektor ma wgląd w cały dziennik - westchnął.
Takano
- To tylko tak na pokaz. W domu z niej niezłe ziółko jest - roześmiał się serdecznie. - Ale wiesz... nie zamieniłbym jej na nic innego. Jest moją małą księżniczką - przyznał patrząc z czułością na malutką. - Strasznie cię polubiła... ciągle mnie pyta kiedy odwiedzimy wujka - pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Teraz mieszkam ze staruszkiem - uśmiechnął się lekko. - Przydaje mu się pomoc, więc nie narzekam. Przynajmniej to mogę zrobić by się mu odwdzięczyć za pomoc - wyjaśnił spokojnie. - To nic. Nikt nie rozumie mojego podejścia. Sam go do końca nie rozumiem, ale chyba potrzebuję chwili odpoczynku od wszystkiego - mruknął stukając palcami o blat stołu. - Mieszkałem nad piekarnią bo tak było łatwiej. Wstawać rano by upiec świeżą porcję chleba - wyjaśniłł rzeczowym tonem.
- Wiem - uśmiechnął się lekko. - Będzie to twoja ziemia i twoja cukiernia - zgodził się z nim Tomo, przeciągając się lepiej. - Tak będzie dla niej najlepiej. Znasz się na tych klockach więc źle z nią nie zrobisz - dodał wesoło. - Tak... z takim dziadkiem moim przyszywanym. Zawsze mi pomagał. Od dziecka. Jakoś tak go kocham - przyznał.
- To zrobisz z piekarni cukiernię. Myślę, że mieszkańcom będzie wszystko jedno. Wiem, że sobie poradzisz. Dobrze pieczesz, jesteś młody i pełen zapału - uśmiechnął się lekko. - Ja w tej chwili nie potrzebuje budowy piekarni na głowie, żalących się klientów czy wstawania o 4 nad ranem bo chleb trzeba zacząć piec - wyjaśnił zaciskając nieco wargi.
- Najwyraźniej nie wszystkie dzieci cię nie znoszą. Mała jak widać wcale się ciebie nie boi - dziewczynka złapała mężczyznę za nos chichocząc radośnie, po czym przytuliła się do niego mocno. - Może po prostu masz złe doświadczenia z twoją chrześnicą...
Tomo nie odpowiedział wzdychając tylko ze zrezygnowaniem.
- Dobrze, uznajmy więc że jestem właścicielem na urlopie - wywrócił oczyma. - Nieokreślonym czasowo urlopie - zaznaczył kapitulując nieco. - Mogę się poczęstować czymś do picia? - zapytał go po chwili wstając z miejsca by samemu się obsłużyć. Już mniej więcej wiedział gdzie jest kuchnia.
Tomo postanowił skorzystać z jego kuchni nieco dłużej niż to normalnie przyszługiwało. Stworzył dwa orzeźwiające koktajle owocowe, po czym wrócił z nimi do Takano, stawiając truskawkowy przed nim, bananowy zabierając dla siebie.
- Proszę - uśmiechnął się. - Nie wiem jak słodkie lubisz... postawiłem na umiarkowaną słodycz - przyznał patrząc na papiery. - Eh jeśli mam tam wrócić to potrzebuję mieszkania nad piekarnią - mruknął. - I piwnica zostaje - wskazał na stare plany piekarni. - Tu stoi piec - pokazał palcem na planie. - On zostaje.
- Mieszkanie u ciebie nie wchodzi w grę. Nie będę codziennie rano zapindalał dwadzieścia minut do piekarni o czwartej nad ranem. Nie ma takiej opcji - żachnął się. - Mieszkanie nad piekarnią zostaje. Może być przeniesione na drugie piętro, bądź poddasze... jak zwał tak zwał. Może być mniejsze. Starczą mi dwa pokoje, kuchnia, łazienka i balkon - wyliczył. - Ale musi być - posmakował swój koktajl, uznając że indeed udał mu się.
- No to niech rozbuduje piekarnie w szerz - rzachnął się Tomo. - Podwórza nie musi zachowywać. Motor mogę gdzie indziej chować - wywrócił oczyma. - Tylko mieszkanie musi zostać - mruknął. - Reszta jest wedle jej zamysłu. Poza tym co ty taki chętny na mieszkanie ze mną? Jestem strasznym bałaganiarzem - ostrzegł go.
- Tak mam... i to wiele - Tomohisa skrzyżował ręce na piersiach. Był wymagającym wspólnikiem, a jednym z jego problemów była nieugiętość. - Raz będę miał skrócone godziny snu o te minuty które będę musiał spędzić na jechaniu do piekarni. Po drugie gdzie moja niezależność? Czemu mam być od ciebie zależny, hm? - uniósł lekko brew. Mógł sam dojeżdżać, ale dzielenie kuchni, łazienki i mieszkania... na dodatek nie miał kluczy. - A po trzecie znasz mnie dwa dni - przypomniał mu. - Trochę wcześnie jak na propozycje mieszkania razem... - westchnął ciężko. - Jak ci tak to nie pasuje to trudno, kupie sobie jakieś mieszkanie blisko piekarni albo się wybuduję.
- Przecież już poprosiłem o dobudówkę przy piekarni, ale ktoś powiedział, że to nie jest możliwe - burknął niezadowolony z tego wszystkiego. - To świetnie, że spotkaliśmy się z Tokio. Bardzo mnie to cieszy, ale widzisz... - odchrząknął nieco. - ...w Tokio to ja albo bylem zalany albo najarany... więc niewiele pamiętam z moich występów w klubach. Bardzo nawet możliwe, że mnie przeleciałeś - wzruszył ramionami, kładąc głowę na stole i przymykając oczy.
- Może być obok, nie upieram się nad górą. Obok nawet lepiej, bo w razie pożaru szybciej będzie uciec - przyznał ze śmiechem, po czym skinął głową. - Albo nie pamiętasz bo warto nie było - wzruszył ramionami dopijając swój koktajl. - Takano - zaczął spokojnie. - Czy ty kiedykolwiek byłeś zakochany?
Kurosagi pokiwał tylko głową, wkładając swoją słomkę do koktajlu Takano i pociągając dość porządny łyk z niego.
- Całkiem całkiem - przyznał zadowolony z efektu. - A chciałbyś być zakochany? - zadał kolejne pytanie. - No i dlaczego wybrałeś Paryż? Ze względu na mistrzów cukierników jak twierdzisz, czy może jakiś inny powód się za tym krył? Paryż cię zmienił? - zarzucił go pytaniami. - Umiesz mówić po francuzku nie? Nauczysz mnie trochę?
- Ja? - Kurosagi zastanowił się chwilę, by w końcu pokręcić przecząco głową. - Nie byłem zakochany - potwierdził. - Nie mam też marzeń ani własnej pasji. Mam wykształcenie ale nie pracuje w zawodzie. Matko ja chyba jestem jednak beznadziejny - zauważył ze śmiechem. - Hm... a mógłbyś coś dla mnie zrobić? Taki deser... w którym opisałbyś mnie? - zaproponował.
- Mhm zabrzmiało świetnie. Masz moje pozwolenie na pieczenie - uniósł kciuk do góry. - Pod warunkiem, że będę próbował pierwszy i masz mi tu ładnie zaszaleć. Zero trzymania się przepisu. Wedle uznania. Szoruj do kuchni, raz, raz - wstał z miejsca i pociągnął go za nadgarstek, by wprawić w trochę ruchu. - Mogę ci pomóc - dodał po chwili namysłu. - Jajka wbijać umiem.
- Tak jest - poszedł do salonu i odszukał jedno z lepszych win. Trzeba się było cenić, prawda? Przyniósł winko do kuchni i przystawił sobie krzesło na którym zaraz usiadł obserwując pracę Takano w kuchni. Jego ruchy były płynne, jakby czarował. - Od razu widać, że to kochasz - zauważył wesoło, wlewając sobie resztkę koktajlu do szklanki. - Dodaje ci to seksapilu.
Chłopak posmakował kremu oblizując zaraz lekko wargi i pokiwał głową z uznaniem.
- Tak... jest dobrze - oznajmił w końcu. - Ciekawy smak, nie jest za słodki - uśmiechnął się do niego szerzej. - Dostanę miskę do wylizania? - zainteresował się zaraz, patrząc na niego błagalnie. - Podzielę się z Jolie - obiecał po chwili namysłu.
Zabrał się za miskę z nieukrywaną radością. Nałożył trochę kremu do małej miseczki Jolie, resztę wygrzebując łyżką i smakując krem z niejakim błogim stanem upojenia.
- Wiesz co jest najlepsze w ciastach? - zapytał Takano, kiedy miska była prawie cała wyczyszczona. - Ciasto przed upieczeniem - zaśmiał się radośnie.
- Oj tam, oj tam... więcej nie zjem - obiecał wkładając miskę do zmywarki i ścierając palcem resztę kremu, by podsunąć palec pod usta Takano. - A jak już mnie rozboli to będzie mnie miał kto poratować - uśmiechnął się do niego lekko, spoglądając na tort z lekką zazdrością. - Mogę u ciebie poeksperymentować z dango?
- Mój przyjaciel je uwielbia - wyjaśnił wesoło, wyciągając z kieszeni przepis podstawowy na dango. - Dobra ja robię - zdecydował grzebiąc sobie beztrosko w lodówce Takano, dopiero kiedy przygotował skladniki spojrzał na mężczyznę. - Tj...ale mogę prawda? - upewnił się patrząc na niego niemalże błagalnie i rozpoczynając pracę nad dango. - Poza tym lubię sobie poeksperymentować w kuchni... - przyznał wesoło.
- Zawsze sprzątam po pracy - odparł spokojnie Tomo, bawiąc się dalej. Potrzymał się przepisu, trochę tylko go naginając według własnych potrzeb, po czym wrzucił kuleczki dango do wrzącej wody i zaczął się do nich modlić, by wyszły w miarę zjadliwe. - Kiedy odkryłeś swoja pasję? - zapytał jeszcze sprzątając w kuchni.
- Ja cię kręcę... jesteś nawiedzony - skrzyżował palce dłoni by odgonić od siebie szatana, po czym wyciągnął dango na talerzyk i popatrzył na nie podejrzliwie. - A spróbujcie być niezjadliwe, a już wszystkie nie żyjecie. Zrozumiano? - pogadał do nich trochę by zrozumiały gdzie jest ich miejsce. - Ok...tylko mnie nie wyśmiej za nie - poprosił Takano, zdając sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie nie wyszły dobrze. - Jolie a ty to już tym bardziej... najpierw damy twojemu panu do spróbowania i ewentualnie gdy dostaną aprobatę tobie, dobrze? Nie chcemy żeby psince się krzywda stała - kucnął przy psiaku, tarmosząc ją za uszkiem.
- Bo tak szybko odnalazłeś swoją pasję... jesteś jakiś inny - wyjaśnił swoją myśl, nadal zaklinając dango, żeby się okazało zjadliwe, a kiedy Takano zrobił zaskoczoną minę rzucił mu się w ramiona. - Serio?! Są zjadliwe?! - upewnił się, smakując jednego. - Ty... faktycznie! - ucieszył się przytulając go mocniej, ale zaraz odsunął się. Wziął jedno dango i podsunął je Jolie pod nosek. - Posmakuj... wiem że nie takie dobre jak twojego pana ale idzie zjeść, serio - zachęcił ją.
- Cieszę się - wyszczerzył się do niego. Ile to też radości może dać opinia prawdziwego kucharza. I to jeszcze dość pozytywna opinia. Z tej całej radości kucnął obok Jolie i ją przytulając mocno. - Dobrze że ci smakuje - podrapał ją za uszkami, po czym usiadł na stołku, wesoło machając nogami i nucąc sobie dopiero co wymyśloną melodię. - Jesteś, jesteś. Szybko znałeś swoją drogę. To fanomen jest!
- Un to fajne uczucie - zgodził się z nim, nadal nie mogąc uwierzyć, że dango jednak mu wyszły. - Takie jakieś ciepłe uczucie i aż człowiek nie może przestać się uśmiechać - dodał po chwili, nie umiejąc bardziej zdefiniować ów uczucia. Przeciągnął się lekko, ziewając nieco. - Przepraszam - żachnął się zaraz, żeby nie wyszło, że się nudzi, bo wcale tak nie było.
Tomohisa wziął od niego łyżeczkę i posmakował tortu. Przez chwilę nic nie mówił, smakując drugi raz i trzeci, po czym pokiwał z uznaniem głową.
- Wiesz co? - spojrzał na Takano. - Wreszcie gadasz do rzeczy. Ten tort to jest niebo w gębie! Rozpływa się w ustach. Jest cudowny - uśmiechnął się do niego lekko. - W porównaniu z ostatnimi... to jest bajka - dodał. - Hm czy do mnie pasuje... - zastanowił się chwilę. - Wydaje mi się, że tak...- wyciągnął do niego dłoń by mu pogratulować. - A ziewam bo ostatnio nie śpię za dobrze.
- Nie przesadziłeś, jest pyszny. Takiego jeszcze nigdy nie jadłem - pochwalił go, jedząc tort dalej. - Um to nic takiego - mruknął odnosząc się do swojego snu. - Mam stany lękowe po wypadku samochodowym i paleniu się piekarni - przyznał cicho, wsuwając do ust kolejną porcję torcika. - Wybacz Jolie... tym się nie podzielę. Musisz zrozumieć...
- Już chcesz włączać ciasto do cukierni? - Tomo zamarł na moment z łyżeczką w połowie drogi do ust. - Ale to... na jakieś specjalne okazje. No nie może być żeby ludzie mogli takie pyszności mieć na codzień - burknął po czym uśmiechnął się lekko z satysfakcją jedząc dalej ciasto. - Um...od tygodnia nie śpię za dobrze - przyznał szczerze. - A kofeina przestaje na mnie działać - potarł dłonie o siebie. - I trochę ciągle mi zimno - wymamrotał beznadziejnie. - Uhm...mógłbym się przespać u ciebie? - zapytał cicho, stukając łyżeczką o talerzyć. - Ale...ale byłbyś wtedy w pokoju? - poprosił go zaraz nieco się rumieniąc bo prośba ta była dość niecodzienna.
- Siódmego grudnia, ale moje urodziny to raczej niewielka okazja - zaprzeczył mimo wszystko ciesząc się na samą myśl. Będzie otrzymywał tort na urodziny. Uśmiechnął się szerzej do swoich myśli, zaraz jednak wracając na ziemię. - Nie wiem czy to pomoże - przyznał cicho. - Tylko...możemy tak spróbować? Tylko raz - obiecał. Był nieco zdesperowany. Brak snu denerwował go.
- Pewnie, że można zjeśc. JaK jeszcze będzie takie pyszne to jest aż wskazane do jedzenia! - ząśmiał się serdecznie, kończąc swój kawałek ciasta. - Dzisiaj - zaproponował termin. - Jutro przyjedzie twoja siostra albo przyśle plany to bysmy oboje nad nimi się pochylili - zaproponował od niechcenia.
- Oj już nie marudź. Wyjdzie ci wyjdzie, a jak nie wyjdzie to będziesz próbował do skutku - zaśmiał się serdecznie. Odkładając talerzyk i widelczyk na bok, żeby go przypadkiem nie kusiło. - Mhm to ja może wezmę Jolie na spacer i przy okazji skoczę po swoje rzeczy - zdecydował głaszcząc psinę po łebku.
Skinął głową, biorąc Jolie na smycz.
- Tylko bądź grzeczna. Jak będziesz grzeczna to dostaniesz nagrodę - obiecał jej, zniżając się do jej poziomu i patrząc jej prosto w ślepia. Polizała go po twarzy na znak że rozumie, a przynajmniej on to tak odebrał, bo zaraz uśmiechnął się do niej i wziął ją na smycz wychodząc. Ku jemu zdziwieniu nie wyrywała się ani razu. Grzecznie przeszła z nim po plaży, gdzie puścił ją wolno, a gdy tylko ją zawołał była z powrotem i przy nodze dostojnie doszła do jego mieszkania. Zabrał tylko najpotrzebniejsze rzeczy, dres i ubranie na kolejny dzień oraz szampon, szczoteczkę i inne takie bajery i wrócił z Jolie do Takano.
- Była grzeczna - oznajmił mu szukając po szafkach nagrody dla suni. Znalazłwszy trochę kiełbasy podał ją jej, a ta szczeknęła radośnie. - Naprawdę. Ani razu się nie wyrwała.
Słuchał go uważnie, przyjmując wszystko do wiadomości, słysząc ostatnie pytanie przekręcił lekko głowę na bok.
- Ale nie będzie to akt - oznajmił stanowczo. - Mogę ci zapozować ale tak normalnie, bez żadnych aktów, dobrze? - zaproponował, bo nie bardzo miał ochotę się rozbierać. Zresztą to i tak nie wchodziło w grę, a przecież chciał zobaczyć jak ładnie maluje Takano, więc zwykłe pozowanie mógł wytrzymać. Odłożył torbę ze swoimi ciuchami na fotel i zmierzwił sobie dłonią włosy. - To jak? - zapytał go w końcu.
Tomo starał się nie ruszać za bardzo, od czasu do czasu tylko głaszcząc Jolie po grzbiecie. W pewnym momencie bał się nawet oddychać, ale postanowił o tym nie wspominać.
- Takano... - odezwał się po godzinie bezruchu. - Trochę ścierpiałem - przyznał się.
Tomohisa westchnął przeciągle wreszcie się przeciągając. Pozowanie jakoś nie bardzo go przekonywało. Za długo siedzenia w bez ruchu. Poszedł jednak zrobić im tę herbatę. Przeszukał wszystkie szafki, a kiedy już ją znalazł, zaparzył ją i przyniósł do salonu, stawiając na stoliku. Dopiero teraz rozejrzał się po pomieszczeniu, a dostrzegając wiszącą na ścianie gitarkę spojrzał na Takano, podchodząc do niej.
- Grasz? - zapytał raczej retorycznie, bo gitarę pokrywała cienka warstwa kurzu. Ściągnął ją ze ściany i dostroił pod siebie. - Mogę? - upewnił się siadając po turecku na podłodze i spoglądając na zainteresowaną Jolie. Zwilżył wargi herbatę i zaczął grać. - Some people laugh, some people cry, some people live, some people cry. And some people run, right into the fire, and some people hide, their every desire. But we are the lovers... if you don't believe me. Just look into my eyes, 'cause the heart never lies...
- Już? - zdziwił się, że poszło mu to aż tak szybko. W końcu dopiero co skończył grać drugą piosenkę. Jolie zaszczekała, kiedy przerwał granie, ale jakoś się tym nie przejął. Odłożył gitarę i podszedł do Takano, zaglądając mu przez ramię. - Wow... - skwitował. - Nieźle sobie radzisz - stwierdził z lekkim uśmiechem. - Ale chyba trochę przesadziłeś... lepszy jesteś niż photoshop...
- Nie - uciął krótko, wracając do gitary i już na niego nie patrząc dalej sobie brzdąkając. - I przesadzasz. Nie jestem aż tak przystojny jak mówi twój rysunek - dodał naburmuszony, że się mu nie wierzy, po czym już więcej go nie słuchał. Swój wzrok skupił na Jolie. Wstał jeszcze tylko by wyciągnąć ze swojej torby zeszyt i długopis. Zapisał kilka pierwszych chwytów, by dopasować melodię do wcześniej zapisanych w zeszycie słów.
- Bo nie chcę. Nie będę się rozbierał. Nie chcę być świecić nagością na obrazie, który będą obserwowały setki ludzi - żachnął się, zapisując kolejne chwyty do zeszytu i przygrywając pierwszą zwrotkę, nucąc sobie pod nosem słowa. - Znajdź sobie inną ofiarę na akt - dodał patrząc prosto w oczy Juna. Odłożył na chwilę gitarę i nie przejmując się szkicującym Junem poszedł do swojej torby. Wyciągnął z niej rzeczy potrzebne do opatrunku i ściągnął koszulę, odwijając bandaż. Skrzywił się lekko nadal nie będąc zadowolonym z rozbabranej rany, która za diabła nie chciała zacząć się goić. Przemył ją sobie i zdezynfekował, ponownie próbując ją zabandażowa. Westchnął ciężko, nie mogąc tego zrobić porządnie, więc podszedł do Juna. - Pomożesz mi? - zapytał go cicho. - Moja lewa ręka jest nieco słabsza od prawej i nie mogę tego zrobić tak porządnie jakbym chciał.
- Ja będę wiedział że to ja i to mi wystarczy - odparł spokojnie chłopak, po czym wciągnął na siebie czarny t-shirt i narzucił koszulę w czerwoną kratę nie zapinając jej, bo nie widział ku temu potrzeby. - Yhm, po pożarze - uśmiechnął się lekko. - Nie chce się goić skubana - dodał śmiejąc się nieco. - Już dwa tygodnie się babrze - wzruszył lekko ramionami, uznając że kiedyś w końcu zacznie się goić. - Nie chcę wracać do tego tematu. Poza tym możesz wygrać rysując kogoś innego - żachnął się.
- Nie o to chodzi - fuknął na niego. - Zrozum wreszcie, że są ludzie których nie rajcuje pozowanie do rysunków - oznajmił stanowczo. - Mnie to nie bawi i nie zamierzam się jeszcze do tego rozbierać. Nie chcę też być jakimś okazem w galerii. Wystarczy mi że ja będę miał tego świadomość. Nie czuję się z tym komfortowo - mruknął nie dodając już że nie ma pewności siebie. - Mogę spróbować, ale boję się, że wszystko będzie mi ranę podrażniało.
- Koncepcja, obraz, wystawa, wygrana - rzucił chłodno, patrząc na Takano. - Czy to naprawdę liczy się dla ciebie najbardziej? - zapytał go, ściągając znowu koszulę i t-shirt. - W takim razie proszę bardzo! - podniósł nieco głos, zsuwając z siebie spodnie i zaciskając nieco zęby, kiedy zsunął z siebie swoje bokserki siadając na kanapie. - Maluj.
- Malowanie po to żeby odzyskać uczucie ojca nie jest najlepszym pomysłem. Jego uczucie nie powinno zależeć od czegokolwiek - odparł siedząc już w bokserkach. - Dla twojej wiadomości ja też mam swoje powody dla których nie chcę ci pozować - mruknął. - I nie zamierzam nigdzie jeździć, więc mam gdzieś jakąkolwiek wycieczkę - mruknął ubierając spodnie i t-shirt. - Ale ty nie zrozumiesz moich powodów - dodał po chwili uśmiechając się krzywo. W końcu do tej pory mu powtarzał, że sama świadomość, że to on na tym obrazie mu wystarczy, a do Takano to nie docierało.
- Nie będziemy wracać już do tej rozmowy - odparował Tomo, uznając że nie ma sensu i zaczynając się zastanawiać czy dobrze robi oddając mu część dochodów z piekarni. Położył się na kanapie, przymykając oczy i nie minęło pięć minut jak go nie było. Nie spał jednak długo, gdyż godzinę później obudził się ciężko oddychając. Z trudem nabierał powietrze, ale starał się nie panikować. Nie tutaj i nie przy Takano.
[czuje ze Tomo staje sie muzą zapędów rysowniczych Takano...]
Tomo upił łyk, ksztusząc się zaraz herbatą. Głupim pomysłem było pić, kiedy się dusiło. Odstawił szklankę na stolik, wciskając głowę w tors mężczyzny. Starał się uspokoić, łapczywie nabierając powietrza w płuca. Swąd spalenizny wciąż mu towarzyszył, choć umysł podpowiadał że to tylko jego paranoja. Zacisnął dłonie na plecach Takano, bezwiednie wbijając w nie palce. Trzymał go jak swoją ostatnią deskę ratunku. Poczuł łzy na policzkach, więc wcisnął głowę mocniej w mężczyznę.
- Przperaszam - mamrotał raz po raz, naprawdę starając się uspokoić.
Kurosagi po dobrym kwadransie rozluźnił nieco uśisk, przestając wbijać paznokcie w plecy mężczyzny. Złapał odpowiedni rytm oddychania. Wciąż miał oddech nieco ciężki, ale już zdecydowanie lepszy niż poprzedni. Odważył się odsunąć od Takano. Nie czuł się najlepiej. Wciąż kontrolował oddech, skupiając się jedynie na nim.
- Przepraszam - powtórzył. - To był głupi... pomysł, zasypiać - uśmiechnął się blado.
[idz spac mala xD\]
= Ja nie wiem czy ja zasnę - przyznał powoli Tomo wstając jednak i za chwilę siadając znów na kanapie, kiedy poczuł zawroty głowy. - Posiedzę jeszcze chwilę. Idź się myć pierwszy - zatuszował swoje 'kalectwo' nieco nieudolnie. Pogłaskał Jolie, która teraz patrzyła na niego swoimi wielki ślepkami.
[dobrze :) dobranoc :*]
Tomohisa skinął głową, a gdy Takano zniknął za rogiem osunął się z kanapy na podłogę i przytulił się lekko do Jolie, pozwalając sobie na łzy.
- Boli, wiesz? - szepnął suni do ucha. - Nikomu nie mów - poprosił jej, głaszcząc ją po łebku. Kręciło mu się w głowie, ale podejrzewał że to efekt niewyspania. Bolało w płucach, co uważał za własną paranoję a ramię szczypało jak zwykle. Długą chwilę siedział tak tylko tuląc psinę, zanim zdecydował że czas się w sobie zebrać. Powoli dźwignął się z ziemi i wraz ze swoimi ciuchami poszedł do łazienki z Jolie tuż przy nim, jakby wzięła sobie do serca słowa Takano. Napuścił sobie wody do wanny i wsunął się do niej, by wziąć szybką, ale odprężającą kąpiel.
[guten tag, ich habe gut schlafen]
Tomo potrząsnął przecząco głową. Wcale mu się ten pomysł nie podobał.
- Twoja pościel będzie do wyrzucenia - wymamrotał, uznając że rana wcale nie wyschnie, a tylko zostanie podrażniona przez materiał jego koszulki i kołdry. Odetchnął parę razy głęboko upewniając się, że jego omamy ucichły. Uśmiechnął się do niego lekko. - Już jest ok, jest dobrze - chciał zapewnić o tym samego siebie. - Chodź spać - poprosił go.
- Moja klasa? - Sho zastanowił się chwilę, bo to było dobre pytanie. Wzruszył zaraz ramionami. - Hm trudno ją określić jednym slowem. Dzieciaki są różnorodne. Mam głośne bachorki, ale i te ciche. Ogólnie to oni są fajni, tylko że mam ich od niedawna. Jeszcze dobrze sie nie znamy - przyznał szczerze. - Oj daj spokój. Jestem pewien, że poradziłbyś sobie w roli nauczyciela.
- Weź mi z łaski swojej nie rozkazuj - poprosił go. - Nie jesteś lekarzem więc może zostaw sprawę mojej rany profesjonalistom - zaproponował kładąc się z drugiej strony i okrywając się kołdrą. - Dobranoc - mruknął choć podejrzewał że raczej już nie zaśnie. Długo przeżucał się z boku na bok, nie mogąc znaleźć sobie miejsca, by w końcu z westchnieniem wstać z łóżka i położyć się na podłodze. Odetchnął głęboko przymykając oczy i próbując zasnąć.
- Nie mogę spać, więc udostępniam ci warunki do odpoczynku - wyjaśnił rzeczowym, dość drżącym tonem trzeba przyznać. Odruchowo otarł łzy zbierające mu się w oczach i okrył się mocniej kołdrą. - Śpij sobie - poprosił go cicho. Nie chciał przecież przyczyniać się do niewyspania mężczyzny.
Tomo miał zaprotestować, bo przecież wcale mu nie chodziło o ten cały konkurs, na który nawiasem mówiąc i tak nie zamierzał się zgadzać. Akty...wymysł dla niego nie do przejścia. Przynajmniej na razie. Zamiast jednak się odezwać w końcu wstał z podłogi i usiadł na łóżku w siadzie skrzyżnym.
- Nie gram twardziela - odparł tylko. - Po prostu chcę żebyś się wyspał, bo uznałem ten pomysł ze spaniem u ciebie za poroniony jednak...
Ugrzał sobie dłonie o kubek, zanim wziął kilka łyków smakując czekoladę. Mimowolnie uśmiechnął się, kiedy już przełknął pierwsze łyki.
- Pyszna - pochwalił go. Nigdy jeszcze tak dobrej czekolady nie pił. - Wolałbym jednak jakbyś poszedł spać...potem będę miał wyrzuty sumienia - westchnął pijąc czekoladę dalej.
Skinął lekko głową, już nie zamierzając się kłócić. Dopił swoją czekoladę i odłożył kubek na stolik, mimowolnie przybliżając się do Takano. Położył się na łóżku, głowę opierając o jego kolana i przymknął na chwilę oczy.
- Boję się zasypiać - powiedział w końcu. - Męczą mnie koszmary, duszę się... wydaje mi się, że znów jestem uwięziony. Najpierw w samochodzie, potem we własnej sypialni - zacisnął lekko wargi. - Boli - dotknął odruchowo serca. - Cały czas...tylko czasem trochę mniej.
- Yhm, wspomnienia - potwierdził cicho. - Pewnie już trochę podkoloryzowane wspomnienia - dodał po chwili ciszy. - Uhm tydzień? - zastanowił się chwilę. - Albo trochę dłużej... ja śpię ale tak po godzine, dwie dziennie - przyznał spokojnie. I to wcale nie był dla niego odpoczynek. Budził się bardziej zmęczony niż kładł się spać. Podniósł się na łokciach posuwając się trochę i czekając aż Takano do niego dołączy.
Gdyby paliło się światło, Takano mógłby zobaczyć jak na jego twarz wpływa lekki rumieniec. Dość nieśmiało przysunął się do mężczyzny, przytulając się do jego boku. Zamknął oczy, przez chwilę napawając się jego zapachem. Zasnął po kilkunastu minutach zbyt zmęczony by dłużej się nad tym zastanawiać.
[cicho nie marudź xD ja nie umiem juz mowilem ;}]
Tomohisa nigdy nie zastanawiał się co robi w nocy, dopóki tego poranka nie obudził się na Takano, z kolanem między jego nogami. Na szczęście mężczyzna jeszcze spał toteż Tomo mógł swobodnie obserwować jego oblicze nie martwiąc się tym, że na nim leży. Wyglądał jak anioł i zanim Kurosagi zorientował się co robi jego wargi dotknęły warg Takano. Posmakował ich i oderwał się od nich dopiero po dłuższej chwili w popłochu z niego schodząc.
- Cichaj Jolie - syknął na psinę, która już machała wesoło ogonem. Nie chciała jednak posłuchać chłopaka bardziej, wskakując na łóżko i liżąc po twarzy Takano. - Sio, a kysz - Kurosagi spróbował ją przegonić, dopiero po dobrych 5 minutach ściągając ją z łóżka. - No już... idziemy na spacer, chodź - podrapał ją za uszkami wychodząc z sypialni.
[no co? xD chciałaś progress...]
Tomo nie wrócił słysząc jego wołanie. Zamiast tego wypuścił Jolie na dwór, a sam zabrał się za robienia śniadania. Uznał że składników wystarczy na kilka dobrych bułeczek, więc je ładnie upiekł, po czym rozkroił jeszcze gorące i zrobił z nich kanapki.
- Oj! - krzyknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę Takano. - Skończ z tym lenieniem się! Śniadanie na stole - dodał jeszcze, stawiając obok kanapek ciepłą herbatę i włączając radio swoim zwyczajem. Usiadł na jednym z miejsc i upił łyk herbaty czekając na Takano.
Tomo nie bardzo wiedział o co mu chodzi, więc jedynie wzruszył ramionami. Przerzuł bułkę do końca i popił ją herbatą zanim się odezwał.
- Chciałem ci podziękować za noc i w ogóle - wyjaśnił, uznając że Takano pyta go śniadanie. - Poza tym Jolie przeszkadzała ci spać, więc ją wypuściłem na dwór - dodał po chwili, uśmiechając się lekko. - A co?
Kurosagi spuścił wzrok nie komentując swojego zachowania. Odchrząknął nieco.
- Świetnie więc jestem głupszy od psa - wymamrotał na to podsumowanie. - Zabiorę zaraz swoje rzeczy i sobie pójdę - Um a pocałunek... - zacisnął lekko wargi. - nie wiem... czemu - wymamrotał beznadziejnie. - Jakoś tak... nie mogłem się oprzeć.
Zaskoczony wyrwał dłoń z jego uścisku odsuwając się od niego. Przełknął głośno ślinę dotykając dłonią swojego serca. Odetchnął głęboko patrząc na mężczyznę.
- Spałem...dobrze - przyznał w końcu. - Ale nie chciałbym z tobą jeszcze mieszkać - dodał po chwili. - Ja...wciąż szukam siebie i... - zacisnął wargi, po czym ostrożnie zbliżył się do Takano, siadając mu na chwilę na kolanach. - ...i nie rozumiem jeszcze niczego za bardzo... - przyznał muskając jego wargi swoimi. - Ale...ładnie pachniesz i dobrze smakujesz - burknął całkowicie się czerwieniąc.
- Hm... jako komplement. Lepszego komplementu ode mnie nie dostaniesz - uśmiechnął się do niego szeroko, schodząc jednak z jego kolan. Wolał postawić sprawę jasno. Odchrząknął nieco. - Ale nadal wolę Jolie...musisz nadrobić punktacją - zachichotał pod nosem, po czym widząc psinkę od razu dał jej kiełbasę do jedzenia, co przyjęła z aprobatą.
- To nie tak - skrzywił się nieco. - Lubię cię - wymamrotał zbierając się na trochę szczerości w stosunku do samego siebie. - Tylko... tylko się boję - westchnął przeciągle. - Bo sam nie do końca siebie rozumiem, więc nie chcę cię w ciągać w coś takiego - mruknął. - Potrzebuję trochę czasu żeby dojść ze sobą do ładu... żeby mieć jaśniejszą sytuację. Bo uhm lubię cię, naprawdę. Tylko czasem mnie wkurzasz...strasznie... - wywrócił oczyma. - No i może jesteś ciastem. Nie sprawdzałem tego jeszcze.
- Poważnie? Poczekasz trochę na mnie? - zdziwił się nieco sprzątając po śniadaniu. Pozmywał wszystko odruchowo zapamiętując gdzie co się znajduje. Posprzątał po sobie w kuchni i dopiero potem wraz z koktajlem owocowym wrócił do salonu. - Kiedy przyjedzie twoja siostra? Jaka ona jest?
- Ale może ja nie będę wtedy na noc zostawał - zaproponował. - Lepiej żebyś z siostrą porozmawiał sam na sam trochę też, co nie? No wiesz... w końcu to twoja rodzina - wzruszył ramionami, a Jolie zaszczekała na niego niezadowolona. - No ale przecież zostanę do późna, zostanę - obiecał kapitulując od razu. - Nie musisz być od razu taka agresywna. Kiełbasy więcej nie dostaniesz.
- Ja wiem Takano, tylko nie chcę nadwyrężać twojej gościnności... a poza tym obiecałem pomóc dzisiaj dziadkowi wieczorem, więc noc spędzę w domu - zdeycydował z lekkim uśmiechem. W końcu nie musiał każdej nocy z nimi spędzać. Nie czuł się jeszcze z tym komfortowo. Poza tym Takano też należało się trochę snu, a nie... co nocne marudzenie jego. - Dziękuję za dzisiaj - dodał po chwili nieco zażenowany swoim zachowaniem.
- Za to, że taki ze mnie mazgaj - burknął odstawiając szklankę i siadając na podłodze, by zaraz przytulić do siebie Jolie, która polizała go zaraz po policzku. - No i za to, że ci spać nie dawałem - dodał jeszcze. - No i za to, że się rządzę ci w domu - zaczął wyliczać dalej. - No wiesz w kuchni czy coś... - wyjaśnił mierzwiąc sobie włosy dłonią.
- Dobra - skapitulował, puszczając Jolie i bezceremonialnie przytulając go od tyłu. Przymknął na chwilę oczy, po prostu go trzymając w uścisku i ciesząc się jego bliskością. - W takim razie nie mam za co przepraszać - mruknął przyznając mu rację.
- Zostanę, ale nic szczególnego nie przychodzi mi do głowy... więc zrób coś francuskiego - zdecydował, bo kuchni francuskiej jeszcze nigdy nie jadł, a przynajmniej sobie tego nie przypominał. - Proszę? - ucałował go w policzek puszczając go wreszcie. - Ale nie chciałbym żabich udek chyba...
- I gdzie tu sprawiedliwość... najpierw pyta co chcę, a potem buziaków wymaga - wywrócił oczyma, ale przeszedł do przodu i ucałował mężczyznę mocno i namiętnie. Francuski pocałunek, niezbyt długi ale zawsze musiał mu wystarczyć. - To jak? Będzie popisowe danie, czy nie bardzo?
- Nie byłbym tego taki pewien. Moje podniebienie jest wybredne, nie często udaje mi się jego zachcianki zaspokoić - pokazał mu język, po czym przeciągnął się lekko podwijając koszulkę i odwiązując bandaż. Uznał, że trochę może bez niego pochodzić. - Winko? Mogę zorganizować... no chyba że to wczorajsze będzie odpowiednie.
- Ale nie każdemu kuchnia francuska podchodzi - zauważył z rozwagą. - Chcę spróbować, bo nigdy tego jeszcze nie jadłem, ale czy mi podejdzie to druga strona medalu - skrzywił się widząc swoje ramię. Zdecydowanie mu się nie podobało. Podwinął rękaw t-shirta żeby nie podrażniał rany.
- Yhm uznałem, że nic nie tracę. Najwyżej bardziej będzie bolało - wzruszył ramionami, znów drapiąc domagającą się pieszczot Jolie za uszkami. - Jesteś mądrą psinką - dotknął jej noska palcem. - Duża jest ta winnica? - zainteresował się. - Uhm Takano ale jak będziesz mi nalewał wina to mało, ok? - upewnił się że mężczyzna to wie i rozumie. - Ja nie piję - mruknął. - Boję się, że jak zacznę to znów wrócę do alkoholizmu. Już ten etap mam za sobą.
- Rybę lubię, za łososiem przepadam - potwierdził z uśmiechem. - Tak jest - zasalutował mu idąc pobuszować w jego garderobie. Przez chwilę nie wiedział co wybrać. W końcu wyciągając jedną z mniejszych czarnych podkoszulków. Założył na siebie wracając zaraz do salonu. Nawet za bardzo na nim nie wisiał. - Dzięki.
- Ale czego się smucisz? Przecież mówię że łosiosia uwielbiam - uśmiechnął się lekko, siadając na fotelu w siadzie skrzyżnym. Spojrzał na swoje ramię i wzruszył ramionami. - Nie wiem... nie czuję różnicy. Boli tak samo jak bolało - mruknął tylko, uznając że blizna po tym będzie okropna i nikt go już nie zechce.
- Nie dmuchaj tak - skarcił go trzepiąc go zdrową ręką w głowę. - Tylko bardziej boli - burknął odczepiając go od siebie. Zaczynał żałować, że dał skusić się na rozwinięcie opatrunku. Nie dość, że bolało to jeszcze zimno było i chigienicznie nie bardzo. Nie mógł na przykład pracować w kuchni z otwartą raną. Pomysł pracy przy trupkach też odpadał. Wywrócił oczyma. - To jest poroniony pomysł - oświadczył patrząc na Takano. - Nic mi teraz nie będzie wolno - skrzyżował ręce na piersiach niezadowolony. - Za godzinę zakładam bandaż.
- Po prostu boli i jestem trochę sfrustrowany - westchnął obejmując mężczyznę ramionami i przytulając się do niego lekko. - A fakt, że teraz przez pewien czas nic nie będę mógł robić wcale nie ułatwia zadania - westchnął przeciągle. - Dlatego nie wiem czy wytrwam...
- Dzisiaj ci podziękuję za towarzystwo, ale mam lepsze zajęcie. Będe smołował dach domu mojego dziadka - uśmiechnął się pod nosem. - Więc po obiedzie was opuszczę - dodał spokojnie. Obiecał staruszkowi ze mu pomoze i nie zamierzał obietnicy łamać. - Ale mogę wziąć ze sobą Jolie, o ile za tobą nie zatęskni za szybko - zaśmiał się.
- Mou...no to nie... nie wezmę jej. Za daleko mieszkacie. Nie będzie mi się chciało iść na tak długi spacer po smołowaniu - wyjaśnił przepraszająco. - Ale jutro was odwiedzę. Oddam ci podkoszulek przy okazji.
- Matko...a co to ma być. W ojca mojego się zamienić chcesz? - uniósł lekko brew. - Wiesz to zabrzmiało jakbym miał być więźniem w tym domu. Zastanowię się czy tu wrócę w takim wypadku - pokazał mu język, uśmiechając się zaraz i przeciągnął się lekko, mimowolnie ziewając. - To co? Zwiedzamy twoją piwnicę?
- Mogę je wybrać? - zapytał zaraz nieco się ożywiając wstał z fotela i pogłaskał Jolie po pyszczku zaraz idąc za Takano do piwnicy. Zagwizdał widząc jej rozmiary. - Wow... tu by można pomieścić cały dom - zauważył starając się dotrzymywać kroku Takano, by przypadkiem nie zgubić się wśród labiryntu pułek.
- Nie mam pojęcia, nigdy nie smakowałem tego dania - poszedł za nim, dotykając raz po raz co droższego wina. Jego ojciec uwielbiał je zbierać, ale nie miał tyle pieniędzy by wszystkie kupować. Wiele jednak o nich mówił. Tomo potrafił docenić dobre wino. - Powinieneś jakoś oznakować alejki... datami, czy coś... nie gubiłbyś się wówczas - zaproponował system katalogowy.
- A teraz jakiego szukasz? Dla takich z dłgim stażem jak ty i twoja siostra, czy krótkich jak ty i ja? - zapytał go nie bardzo rozumiejąc katalog, skoro Takano i tak nie mógł w nim nic znaleźć. - A może nie do końca wiesz, które wino chciałbyś wypić?
- To jakie wino wybierzesz na rocznicę ślubu siostry? Nie pojedziesz jej wówczas odwiedzić? - zapytał go zdziwiony. Uznawał, że więzi między rodziną powinno się zachowywać, jeśli nie było w niej patologii. - Lubisz odwiedzać siostrę?
Nie zdążył nacieszyć oka winami 'dla nich', by zaraz podążyć za Takano.
- Matko... za szybko chodzisz - oskarżył go, zrównując z nim kroku, by zaraz uśmiechnąć się lekko i ucałować go w policzek od tak, widzimisię. - Twój najdłuższy staż związkowy ile trwał? - zapytał go. - I czy Jolie aprobowała związek?
- Ale Jolie wcale nie zaoprobowała naszego związku, tylko mnie - uśmiechnął się lekko, przyglądając się kolejnym winom. - O! - sięgnął po czerwone ze swojego rocznika. - Tata mi je sprezentował, kiedy osiągnąłem wszedłem w pełnoletność. Mówił, że kupił je jak się urodziłem - mruknął z nostalgią, po czym odłożył wino na półkę. - Też masz takie winko?
- Jak myślisz, dlaczego mnie zaakceptowała? - zapytał go trochę tego nie rozumiejąc. W końcu pozostałych jego partnerów nienawidziła, więc co jej się odmieniło? Uśmiechnął się lekko obserwując wino. - No to jakie bierzemy do obiadu? - zapytał go zaraz podchodząc już do schodów, by wyjść z piwnicy.
- Mam pomysł... wezmę ją na sesję z moim dziadkiem - zdecydował wesoło wbiegając po schodach do góry. - Jolie! - zawołał psinkę, kiedy już odłożył winko i usiadł na podłodze, kiedy do niego przybiegła przytulił ją mocno do siebie. - Zabiorę cię do pewnego starego zgreda. Nie odgryź mu tylko ręki. On lubi bawić się w dziwne magiczne sprawy. Nic ci nie będzie. To i tak się nie spełnia, ale może coś z ciebie wydobędzie - wyjaśnił jej jakby była rozumną istotą i go rozumiała. - Ale nie dziś... jutro - ucałował jej nosek.
[dobra koniec, chcem tu wątek i go sobie wymyślę!]
Ryu pojechał tego dnia okrężną drogą. Nie miał ochoty zawitać w szkole za szybko, więc postanowił odpuścić pierwsze lekcje. Dawno już nie był na rowerze na klifach toteż wyjątkowo wybrał je sobie na swój cel. Nieźle się namachał zanim do nich dotarł toteż widząc majaczącą na wzgórzu willę, postanowił ją odwiedzić. Zanim wszedł do środka, unormował oddech. Pamiętał że jako dziecko bawił się w niej z braćmi. Była niezamieszkana. Toteż zdziwił się widząc odnowiony korytarz.
- Wow... ktoś jest nieźle nadziany - wymamrotał, ale nie przyszło mu do głowy by odpuścić dalsze zwiedzanie.
- Oj ale jak ty się tam pojawi, to ciebie też nie ominie ta wątpliwa przyjemność bycia obiektem jego badań - skrzywił się, po czym wybuchnął śmiechem, kiedy stracił równowagę, a Jolie tylko z tego skorzystała liżąc go po twarzy. Przez chwilę pozwolił jej na to, po czym odsunął ją od siebie siadając. - Dość czułości, potworku - poklepał ją po łebku wstając. - Mój dziadek jest zielarzem - wzruszył ramionami. - No i bawi się w wróżbiarstwo. Twierdzi, że to rodzinne u niego. Uhm no i to nie jest mój dziadek... tylko zawsze tak się zachowywał. Chyba brakowało mu dzieci.
Ryu ominął salon i zdążył już wejść na schody prowadzące na górę, kiedy drzwi w salonie się otworzyły, a pies zaczął na niego szczekać. Usiadł na schodku patrząc na psa totalnie zaskoczony. Dopiero po chwili przyjrzał się jego właścicielowi, mrugając kilkakrotnie.
- Nie znam cię - wymsknęło mu się, ale zaraz przywdział uśmiech na twarz. - Kupiłeś tę willę? Wow... masz jaja... przeprowadzać się do takiej wiochy... podziwiam!
- Nie przeszkadzała mi - mruknął wstając z podłogi i wchodząc mu do kuchni. Usiadł na blacie od jednej szafki, uznając go za bezpiecznego i zamachał beztrosko nogami. - Mogę poprzyglądać się szefowi kuchni? - zapytał z powagą. - Czy to sekret i wolisz nikomu nie pokazywać swoich tajników kuchni.
- Od kiedy pamiętam ta willa była niezamieszkiwana. Bawiliśmy się w chowanego tutaj - przyznał jakoś nie przejmując się jego tonem. Uśmiechnął się lekko. - Ale skoro już ktoś tu mieszka - westchnął przeciągle. - To od teraz będę pukał - obiecał wesoło.
- Nie zwracałem uwagi na szczegóły - odparł spokojnie. - Poza tym czy to aż takie straszne? - zapytał go po chwili wstając ze schodka i schodząc na dół. Wyciągnął do niego dłoń. - Ryu Amakusa - przedstawił się, uznając że jednak tak wypada. - Przepraszam, że wtargnąłem bez uprzedzenia.
- No bo wiesz... nie wiemy czy jesteś zdrowy, a wiemy że ja jestem chory... jeszcze się zarazisz i co będzie? - zapytał go, przeczesując włosy palcami i patrząc gdzieś w bok nieco zażenowany swoim pytaniem. Przytulił się zaraz do niego mocniej uznając że tak będzie najlepiej.
- Przecież była grzeczna - mieli chyba dwa różne pojęcia grzeczności. Obserwował jego poczynania przez długą chwilę się nie odzywając. Jeszcze nigdy nie widział by ktoś robił ciasto francuskie. Nie powiedział jednak nic na ten temat. Po dobrej godzinie zadzwonił dzwonek do drzwi, a Tomo niemal zleciał z blatu z zaskoczenia.
- A ona mnie zaakceptuje? Tj no wiesz jako twojego wspólnika?
- Ja mam otworzyć?! JA?! - chłopak trochę spanikował, bo przecież nie wyglądał za dobrze w samym podkoszulku. Nie patrząc na ranę założył na siebie jeszcze swoją koszulę w kratę i sprawdzając w lustrze czy nie wygląda aż tak tragicznie z westchnieniem poszedł do drzwi. Otworzył je pięknej kobiecie, która zamrugała kilkakrotnie na jego widok.
- Takano nadal przy garach stoi - wyjaśnił szybko, przepuszczając ją w progu. - Pół dnia wybierał dla ciebie wino - zażartował zaraz, odbierając od niej bagaż.
[ajjaj pokrecilam ludkow xD]
- Najwyżej, to nie byłaby najstraszniejsza rzecz jaka mnie spotkała, ale dziękuję że byłeś - uśmiechnął się lekko, po czym splótł ze sobą dłonie za plecami. - Taka-chan od dawna tu mieszkasz? - zapytał go nie mogąc powstrzymać ciekawości.
- Kurosagi Tomohisa - przedstawił się jej, zaciskając lekko wargi. - Un Takano też się dziwił, że tego nie robi... nie warczy na mnie od pierwszych chwil - wzruszył ramionami, bo dla niego to nie było nic nadzwyczajnego. - Jestem...właścicielem ziemi na której ma powstać cukiernia Takano - mruknął, nie wiedząc jak się ma przedstawić.
- To wyjaśnia wszystko - skinął głową, jakby analizując fakty, po czym odważył się otworzyć drzwi od salonu i przykucnął, żeby warczący pies mógł go powąchać i oswoić się z jego zapachem. - W sumie to ci współczuję trochę... mieszkać samemu w tak wielkim domu. Musisz się czuć samotnie Taka-chan - spojrzał na niego. - Ale od dziś to się zmieni - wyszczerzył się do niego. - Będę cię regularnie odwiedzał.
- Zwiariowałeś? Nie będę paradował przed damą z raną na ramieniu - burknął niezadowolony że kwestionuje się jego decyzje. Nalał sobie wody niegazowanej i sięgnął do lodówki po kilka plasterków szynki które podał zaraz Jolie, kucając przy niej. - Jestem wspólnikiem w zawieszeniu. Cieszę się urlopem.
- Ale to twój brat, to inna historia - oznajmił spokojnie, dalej uporczywie zajmując się Jolie. - Wyjdę z nią na zewnątrz, a wy już sobie pogadajcie - zagonił Jolie do salonu i przez werandę do ogrodu. Wziął jeszcze leżącą z boku piłeczkę by jej porzucać od czasu do czasu.
[nie wiem co odpisac Junowi, odpuszczam go na dzis xD]
Tomo chwilę jeszcze pobawił się z Jolie, wracając zaraz do mieszkania, bo był już nieco głodny, a przecież obiecał dziadkowi wrócić zaraz po obiedzie. Im szybciej zacznie smołować tym szybciej. Umył ręce zanim usiadł do stołu razem z rodzeństwem.
- Tylko mnie nie zastrzelcie tym swoim wzrokiem - zaśmiał się nieco, choć wcale mu łatwo nie było, siedzieć pod ostrzałem wzroku kobiety.
- Wino? - został wywrany z zamyślenia i skinął lekko głową, smakując zaraz potrawy. - Mhm... łosoś jest przepyszny - pochwalił go uśmiechając się szeroko. - Oceniasz czy...? - zapytał Riki bo trochę go to dręczyło. Zastanawiał się o co jej chodziło.
- A to można ocenić po 2 dniach znajomości? - Tomo uniósł lekko brew, wcinając dalej rybę. - Możesz mi taką robić częściej... może kiedyś skusze się na te udka żabie - dodał po chwili namysłu. Popijając rybę winem. Zasłonił jednak kieliszek dłonią, kiedy Rika próbowała mu go dolać. - Dzięki, tyle mi wystarczy - uśmiechnął się lekko.
Tomo uśmiechnął się tylko w odpowiedzi kończąc swój posiłek. Pozbierał talerze, jakby to nie on był w tym domu gościem, po czym jeszcze na chwilę przyszedł do salonu ciekawy projektu kobiety. Pochylił się nad planami razem z nimi.
- Chciałem mieszkanko na parterze - przypomniał mu. - Wystarczy mi sypialnia, kuchnia, łazienka plus mały salon. Nic wielkiego - dodał po chwili namysłu. - I potrzebuję trochę więcej półek na parterze - mruknął pokazując na puste ściany za ladą. Gdzieś musiał układać wypieczone produkty.
- Dobra, no problem. W takim razie coś sobie wynajmę blisko piekarni - wywrócił oczyma Tomo jakby to miał być wielki problem. Nie chciało mu się po raz kolejny tłumaczyć, że nie zamierza wstawać wcześniej by podjeżdżać do piekarni, kiedy może dłużej pospać. Spojrzał tylko na Takano i uśmiechnął się do niego lekko. - Ja lecę - ucałował go w policzek wybiegając zaraz z mieszkania. Pożegnał się jeszcze z Jolie i już go nie było.
***
Tomohisa nie zdawał sobie sprawy z tego jak szybko płynie czas. Miał wrócić dnia następnego i odwiedzić Takano, a tu minęło 5 dni, a on jeszcze tego nie zrobił. Wszystko przez chorobę jego dziadka. Staruszek rozłożył się do tego stopnia, że nawet picie przychodziło mu z trudem. Tomo przez te pięć dni nie zmrużył oka, a od trzech nie miał nic w ustach. Zwyczajnie zapominał o sobie. Nie miał też numeru do Takano by poinformować go o zaistniałych okolicznościach, a dziadek nie chciał namówić się na wizytę w szpitalu. Chłopak wykorzystał więc swoją szansę, kiedy staruszek stracił przytomność. Udał się do Takano mając nadzieję, że zastanie go w domu. Nie zdawał sobie też sprawy z tego jak fatalnie wygląda i że zaraził się od dziadka. Miał dość wysoką temperaturę i cały dygotał, kiedy pukał do drzwi Kyouheia czekając na jego odpowiedź.
Tomo potrzebował kilku chwil na oddech, zanim cokolwiek zaczął opowiadać. Upił łyk wody, po czym z trudem skupił wzrok na Takano i uśmiechnął się blado.
- Stęskniłem się - spróbował się zaśmiać, ale zamiast tego rozkaszlał się. Odłożył kubek z wodą na szafkę obok kanapy. - Potrzebuję pomocy - przyznał cicho. - Dziadek jest chory, bardzo. Nie chciał iść do lekarza, a teraz stracił przytomność. Ja nie mogę go zawieźć - zacisnął wargi. - Bo w samochodzie mam napady lękowe. Nie mogę jechać - wyjaśnił mu po krótce. - Przepraszam, zadzwoniłbym...ale nie miałem twojego numeru - jęknął, łapiąc go za rękę, żeby mu przypadkiem już nigdzie nie uciekał. Oparł głowę o jego ramię przymykając na chwilę oczy. - Boli mnie w płucach - przyznał się przed samym sobą, że chyba i on jest chory.
- Ale... Takano... - chłopak potrząsnął przecząco głową, nie chcąc nawet myśleć o podróży. Wstał bez problemu, chcąc uciec od tej przykrej przyjemności jazdy samochodem. Nie dochodził do niego jego stan, tylko podróż samochodem. - Ja nie mogę, nie mogę - nie chciał mu pokazywać jak bardzo się bał siedzieć w samochodzie. Uznał, że mężczyzna zmieni o nim zdanie, a tego nie chciał. Uciekłby z pokoju, gdyby nie Jolie, która złapała go zębami za nogawkę od spodni i nie pozwoliła się ruszyć. - Takano ja nie chcę, nie chcę...
Tomo podał mu adres i zacisnął mocno powieki, nawet nie starając się udawać że wszystko jest w porządku. Wystarczyło, że Takano zamknął drzwi, a on już pobladł na twarzy. Ten kawałek do swojego domu wytrzymał. Podał Takano klucze już nie wysiadając z samochodu. Starał się uspokoić w miarę możliwości, żeby aż tak nie panikować, ale wcale nie było mu łatwe.
Tomo jakoś dotrzymał do końca jazdy, ale jak tylko wyszedł z samochodu, nawet nie zamykał za sobą drzwi, tylko usiadł na ziemi wkładając głowę między nogi i oddychając głęboko, żeby tylko się uspokoić. Dopiero po dobrych 10 minutach, złapał Takano za rękę podciągając się do pionu i pozwolił mu się wprowadzić do szpitala. W duchu błagał tylko żeby nie przyjmowała go jego matka.
- Taka-chan [spodobał mi sie wymysl Ryu xD] - przełknął głośno ślinę, siadając mu na kolanach, kiedy czekali w kolejce. Rozkaszlał się ostro, przytulając się mocno do niego.
- Ale...ja nie chcę tu zostać - szepnął, wciskając głowę w jego szyję i traktując ją jak chłodny okład. Przytulił się mocniej do niego. - Ja nie chcę, zabierz mnie do domu. Ja chcę do domu... nad piekarnię - wymamrotał, kompletnie zapominając że przecież jej już nie ma. Chciał po prostu do swoich czterech ścian. O niczym więcej nie marzył w tej chwili.
Tomo pozwolił się zbadać, nie patrząc na lekarkę. Kobieta obrzuciła tylko podejrzliwym spojrzeniem Takano, zanim nie wypisała antybiotyku i reszty leków.
- Dwa tygodnie w łóżku, bez żadnego wychodzenia - oświadczyła w końcu, zwracając się bardziej do Takano niż Tomo. - Po 10 dniach może wstać, ale z domu nie wychodzić i trzymać go w cieple. Żadnych przewiewów - ostrzegła go. - Inaczej kaplica i będzie musiał spędzić trochę czasu w szpitalu - podała mężczyźnie receptę i rozpiskę co kiedy brać.
W czasie jak Takano nie było, Tomo namówił Jolie na wskoczenie do łóżka (nie było kogo namawiać...psina sama ochoczo to zrobiła) i przytulił się do jej ciepłego ciałka przymykając oczy, by chwilę odpocząć. Temperatura zmożyła go całkowicie.
- Taka-chan... - uniósł się na łokciach, kiedy mężczyzna wrócił. - Pomożesz mi coś wynająć w mieście? Najlepiej na przeciwko piekarni.... - poprosił chcąc usiąść by dobrać się do kaszki.
- Ale do tego czasu ONA zacznie realizować swoje plany i nie naniesie poprawek - burknął naburmuszając się nieco i krzyżując ręce na piersiach. W ogóle mu się to nie podobało. Rezygnował ze swojej ziemi na rzecz spółki i jeszcze nie dostawał mieszkania. Bezczelność! Wziął kaszkę i zaczął ją niechętnie jeść. Postanowił jednak nie marudzić, bo wiedział że to mu nic dobrego nie przyniesie.
- Ja tylko chce mój własny kąt - odparł cicho, nieco się rozchmurzając od razu. Skończył kaszkę odstawiając miseczkę na szafkę i przytulił się znowu do Jolie. - I ty i Jolie zawsze będziecie tam mile widziani - uśmiechnął się szerzej, łapiąc Takano za rękę i ciągnąc go na łóżko. Przytulił się do niego, nie puszczając też Jolie.
- Ale wrócisz? - upewnił się, kiedy już połknął leki. Wtulił się w Jolie, ale to nie było to samo jednak. Okrył się mocno kołdrą, tuląc się do psiny i przymknął oczy próbując zasnąć. Dziwił się, że Jolie leży tak grzecznie i się nie rusza. Uznał jednak, że tak została wychowana. Zasnął dość szybko, zbyt zmęczony by przejmować się lękami.
Tomo zmarszczył nieco nosek, kiedy zabrano mu przytulankę. Na oślep odszukał sobie innej, przytulając się bezwiednie do Takano. Nawet nie otworzył oczu. Zakaszlał przez sen, wtulając się mocniej w mężczyznę. Uśmiech sam wpełzł mu na usta.
Tomo obudził się dopiero w południe i ziewnął przeciągając się lekko. Widząc wciąż śpiącego Takano ucałował go w nosek, przytulając się do niego nieco. Położył dłoń na jego klatce piersiową zaczynając ją masować, przez koszulkę.
- Już mi lepiej - szepnął muskając jego usta, ale tylko lekko, nie chcąc go zarazić. Dłoń wsunął pod jego koszulkę, palcami muskając raz po raz jego prawy sutek. Ucałował go raz jeszcze w nosek, przesuwając się nieco i siadając na niem okrakiem. Podsunął jego koszulkę do góry i przyssał się do jego sutka, poruszając biodrami na jego przyrodzeniu.
Zrobił smutną minkę, ale skinął zaraz głową schodząc z niego i kładąc się obok.
- Ale dasz mi taką ładną bluzę ciepłą swoją? - zapytał go po chwili, bo przecież nie mógł ciągle spać w jeansach i koszulce, którą miał od wczoraj. - Proszę? - poprosił cicho. - No i... jak wyzdrowieje mnie nie zatrzymasz? - upewnił się, muskając jego policzek.
- Ale nie muszę ciągle leżeć, prawda? - zrobił oczy jak kociak ze Shreka, chcąc go przekonać, że nie musi, bo to by go zanudziło doszczętnie. - No bo mógłbym na przykład posiedzieć w salonie...opatulony kołdrą? - dodał po chwili by pójść na ugodę. - No i mogę pochodzić bez... ale trochę mi zimno i chciałbym ciepłą bluzę - przyznał cicho. - Mogę zacząć chodzić bez bandaża jak już nie będę miał takiej temperatury?
- Dobrze - zgodził się ochoczo, kichając jeszcze trochę i wstając z łóżka. Trochę zakręciło mu się w głowie, bo chciał wszystko za szybko, ale zaraz złapał równowagę. - Ale chcę takie powyciągany dres - zdecydował szukając czegoś takiego w jego garderobie i zaraz się w niego przebierając. Wskoczył potem Takano na plecy, przytulając się do nich.
- Masz już moje klucze prawda? - upewnił się. - W domku są dwa szczeniaczki, weźmiesz je też? - zapytał go cicho. - Jolie nie będzie zła jak się tu trochę popałętają? Znaleźliśmy je bezdomne, ledwie żywe - westchnął. - Karmimy butelką z mlekiem - dodał. - I moją gitarę i zeszyt... taki gruby i nieco przypalony. Rozpoznasz. I parę wygodnych ciuchów - powymieniał co trzeba mu zabrać. - A! I na stole leżą dwie książki... o muzyce... weźmiesz je też?
- Już wiedzą, że szczać mogą tylko w wyznaczone miejsce... więc trzeba im będzie takie miejsce i tu zrobić. Jakiś karton i szmata czy coś... bo nie wyjdą na dwór. Za głupie na to są - wymamrotał, układając się wygodniej na kanapie. - Hm... jajecznicę na bekonie - zdecydował szybko. - Ze szczypiorkiem i cebulką - dodał jeszcze. - I takie tosty... no wiesz tylko opieczone w opiekaczu.
- A nie mogą biegać po całym domu? - zdziwił się trochę, że Takano chce zamknąć psiaki w jednym pokoju. Usiadł gdy tylko przyszedł z tacą i śniadankiem. Poczęstował się grzanką i wziął talerz z jajecznicą. - Mhm... pyszne! - pochwalił go. - Hm Taka-chan... a umiesz robić czekoladki? - zapytał go. - Albo mus czekoladowy? Albo suflet?
- Na wszystko - wyszczerzył się do niego. - Pomyślałem, że mógłbym ci pomóc z menu do cukierni. No wiesz moje podniebienie wybierze to co najlepsze - pokazał mu język. Zostawił jednak trochę jajecznicy, już nie mogąc wszystkiego. Dopił herbatkę, kładąc się wygodniej na łóżku. - Ano ne... musisz spróbować moich meat buns - mruknął po chwili. - Tata mówił, że robię lepsze niż on... i zawsze schodzą pierwsze.
- Tylko mnie nie stresuj bo nie wyjdą - uśmiechnął się szeroko, popijając leki wodą i odstawiając kubek na stolik. Przez chwilę jeszcze go obserwował, po czym odwrócił wzrok. - Przeszło mi przez myśl, że mnie podniecasz - zauważył. - Musze powiedzieć Junowi, że wreszcie znalazłem...
- Jun Mikami - mruknął odruchowo. - Mój najlepszy przyjaciel... można powiedzieć że trochę jak starszy brat - przyznał z uśmiechem zagryzając lekko wargę. - Jak będziesz mnie o rękę prosił to do niego z kwiatkami - zaśmiał sie jakoś tego nie widząc. Popłakał się ze śmiechu, chowając się całkowicie pod kocem i dopiero po kilkunastu minutach uspokoił się na tyle, by na niego spojrzeć. - A tak już poważniej...to będę was musiał poznać - stwierdził prosto z mostu. - Uhm znalazłem osobę, która mnie podnieca - pokazał mu język.
- Nie musisz - Tomo nieco się zaczerwienił. - Kiedyś ci powiem - obiecał zaraz spoglądając na niego. - Ale nie męcz dziś, nie męcz - poprosił go siadając. - Pojedziesz po psiaki i rzeczy? - zapytał go zaraz chcąc zmienić temat. - Obejrzę coś w tv w czasie twojej nieobecności - dodał z uśmiechem.
- Matko... - Tomo schował się pod koc. - Tu nie ma co opowiadać, serio. Ja po prostu... nigdy nie miałem osoby, która mnie podniecała - wymamrotał. - Nigdy nie zajmowałem się swoimi uczuciowymi problemami... byłem zawsze skoncentrowany na oczekiwaniach jakie mieli ode mnie inny - wyjaśnił.
- Tak było i już! - fuknął niezadowolony z tych pytań. - Świadomie nikt mnie nie podniecał, nieświadomie... sorry nie wiem! Byłem naćpany albo nachlany zazwyczaj podczas seksu i nie pamiętam z niego za wiele - fuknął na niego. - Czy ja ci muszę się ze wszystkiego spowiadać? - zapytał go patrząc na niego już ze łzami w oczach. Nie chciał ryczeć, ale przez tę chorobę wszystko mu się mieszało. - Daj mi spokój.
Jolie stanęła przed owym pokojem i oszczekała psiaki równo, nie dając im dojść do głosu, potem dumna zeszła na dół i zaczęła się przymilać do Takano. Tomo zasnął gdy tylko Takano wyjechał, więc teraz nadal grzecznie spał sobie.
Takano mógł się uznać za szczęściarza. Gdyby Tomo zobaczył co robi, jego życie by się skończyło od razu. W zeszycie nie każdy tekst był przeznaczony do użytku publicznego. Niektóre wyrażały emocje, których chłopak nie chciał pokazywać nikomu. Inne pisane były podczas jego niezliczonych alkoholowych nocy. Tomo miał jednak dość mocny sen, bądź był na tyle wykończony by to przespać. Dzwonek do drzwi sprawił, że Jolie stanęła na baczność warcząc i szczekając. Zachowywała się jak wariatka. Pobudziła tym Tomo który usiadł na kanapie, przecierając oczy.
- Nie warcz tak, głupolu - burknął w jej stronę. - To tylko jakiś człowiek. Jak mają cię polubić, jak si,ę tak zachowujesz co?
Tomohisa nie zrozumiał ani jednego słowa z tego co mówili, toteż nawet nie udawał że cokolwiek wie. Nie uśmiechał się, bo z tonu głosu Takano zrozumiał, że nie jest to jego ulubieniec. Usiadł natomiast na kanapie owijając się kocem, kiedy mężczyzna walnął się obok niego, wpatrując się w niego bezczelnie.
- Ależ ty masz gust Taka, gorzej upaść nie mogłeś - znów francuski bełkot, kiedy mężczyzna dotknął jego ramienia. Tomo uniósł lekko brew, zacisnął pięść, po czym bezceremonialnie uderzył mężczyznę prosto w nos.
- Z tego co mi wiadomo, maniery jakieś powinno się zachowywać - oznajmił po angielsku. - Jeśli ktoś nie rozumie, trzeba by przejść na język ogólnie rozumiany - tu spiorunował wzrokiem i Takano, jemu jednak oszczędzając ciosu w nos.
Tomo uniósł lekko brew nie rozumiejąc co tu się właściwie stało. Spojrzał na Takano wyczekująco, ale zanim ten zdążył cokolwiek powiedzieć, drzwi wejściowe zostały wyważone, Jolie rzuciła się na przybysza i za chwilę zaskowyła zostając oślepiona gazem pieprzowym i zaatakowana nożem.
- Takano! - Tomo wstał z miejsca podbiegając do psiny, na którą ten wariat znów się zamierzał. - Zrób coś z tym szaleńcem! - wrzasnął na mężczyznę, żeby go z szoku otrząsnąć. Sam wziął Jolie na ręce, cały czas obserwując Francuza.
- Nie pozwolę tej dziwce mieć mojego Takasia! - francus zabełkotał po francuzku oczywiście mając na myśli Jolie, bo Tomo jako swojego konkurenta jeszcze nie traktował.
Tomohisa był zbyt zaskoczony by mu odpowiedzieć. Nie miał jak go odepchnąć, bo tamował rękoma krwawienie. Odruchowo oddał pocałunek, jakoś szczególnie się nim teraz nie zajmując, po czym przerwał go, by ściągnąć bluzę i obwiązać nią ranę Jolie.
- Wywal go wresz.... - urwał bo Francuz złapał go za podkoszulek ciągnąc go do góry. Przyłożył ostrze noża do szyi chłopaka z szaleństwem w oczach. - Nosz kur... - Tomo nadepnął mu mocno na nogę i złapał za ostrze noża ręką przecinając ją sobie trochę, ale tym samym dezorientując przeciwnika na tyle by mógł uciec z jego uścisku i mimowolnie schować się za Takano. - Wywal go... albo zadzwoń na policję - poprosił go nieco roztrzęsiony, cały czas martwiąc się o Jolie.
- Nic mi nie będzie - chłopak zdążył już ocenić poniesione przez siebie szkody i prowizorycznie obwiązać krwawiącą dłoń chusteczką, teraz zajmując się Jolie. - Nic jej nie będzie... tylko... - spojrzał na Takano. - Będzie potrzebowała szycia - przyznał szczerze. - Mogę ją zszyć - zdecydował po chwili. - Przynieś igłę, nici... em przywiozłeś większość moich rzeczy? Tam powinny być - skrzywił się lekko. Jeszcze nigdy nie szył żywego stworzenia, ale nie było czasu na jazdę do weterynarza gdzieś 25 kim stąd. - I vodkę - dodał po chwili namysłu. - Tak pół kieliszka... vodka jest dla Jolie. Muszę ją jakoś znieczulić...
Tomo przez chwilę pracował w ciszy. Wysterylizował igłę, obmył chłodną wodą ranę Jolie i pogłaskał ją uspokajająco po grzbiecie.
- Może zaboleć malutka - szepnął do niej przepraszająco. - Potem będziesz mogła mnie pogryźć i takie tam - obiecał jej z uśmiechem. W końcu musiał dać jej szansę na zemstę. - To ten, z którym byłeś miesiąc? - zapytał go po prostu, zaczynając zszywać ranę psinki. Pracował szybko ale dokładnie. Nie chciał zrobić jej krzywdy większej niż potrzeba. Po dwudziestu minutach Jolie była zszyta, a jemu opadła adrenalina. - Będziesz chyba mnie musiał zanieść do łóżka. Strasznie mi zimno - przyznał cicho. - Jolie nie powinna się teraz za dużo ruszać... jutro pojedziesz do miasta... i kupisz jej taki usztywniające wdzianko... żeby chronić szwy. Będą ją drapały... wiesz może je rozdrapać...
- Czemu Jolie do tej pory żadnego twojego związku nie zaakceptowała? - zapytał go nieco sennie, zwtulając się w niego. Uznał, że mężczyzna tego potrzebuje a i on sam czuł się lepiej będąc blisko niego. - Mnie też od jutra będzie nienawidziła. Skrzywdziłem ją - zauważył cicho. - Piszczała trochę - wtulił w niego głowę. - Nigdy nie szyłem żywego stworzenia - szepnął.
Tomohisa nie odpowiedział mu, zasypiając. Zapomniał kompletnie o prowizorycznym opatrunku i w połowie nocy obudził się z wysoką temperaturą (bynajmniej nie od ręki... ile z bólu), a nie mogąc obrócić się na bok by zwymiotować nieco spanikował. Bezwiednie ścisnął mocniej ramię Takano.
Tomo potrząsnął przecząco głową, kiedy już opróżnił zawartość swojego żołądka. Poczekał aż mężczyzna wyniesie miskę i wróci do niego, zanim się do niego wtulił, obejmując go mocno za szyję. Unormował swój oddech.
- Dziękuję, że... - odchrząknął nieco. - ...że przy mnie jesteś - dodał zaraz. Tyle mu wystarczyło nic więcej nie oczekiwał w tym momencie od Takano.
- Mhm... - potrząsnął przecząco głową, by zasygnalizować mu, że nic się nie stało. On tylko cieszył się, że ma kogoś kto jako tako go lubi i akceptuje z jego wszystkimi wadami. - Nie będzie ci przeszkadzało, że nie zawsze potrzebuję obrony? - zapytał go w końcu cicho. - Że potrafię sam się obronić? - dodał po chwili. - Że umiem o siebie zadbać? - skojarzyło mu się, że wszystkie związki opierały się na słabej osobie, która potrzebuje swojego obrońcy. - Uhm...czekoladę z piankami? - zaproponował cicho.
- Ale ja nie zawsze potrafię się obronić. Są momenty kiedy nie umiem bo jestem sparaliżowany strachem - przyznał cicho, rozluźniając trochę uścisk i opadając na poduszki. Przykrył się mocniej kołdrą, czekając na gorącą czekoladę.
- Suflet - zdecydował od razu. Nigdy nie jadł czegoś takiego, a kiedy oglądał w telewizji wyglądało smakowicie. Podciągnął się na łokciach biorąc czekoladę do rąk i upijając łyk. - Czemu byłeś z Franzem? - zapytał go po dłuższej chwili. - Dobry seks czy coś więcej? Kochałeś go?
- Ale jak zabierał wolny czas? - Tomo chyba trochę nie zrozumiał. - Ja ci też go zabieram - zauważył z lekkim przestrachem. Mało tego wpakował mu się do mieszkania z chorobą i oczekiwał opieki. Upił łyk czekolady zaciskając nieco wargi. - Jutro pójdę do domu - zdecydował. W końcu czuł się trochę lepiej, to mu przestanie zajmować wolnego czasu.
- Jak ty mogłeś z kimś takim być... - Tomo był autentycznie zaskoczony. Postanowił jednak już nie kwestionować gustu Takano i zająć się swoją czekoladą. Dopił ją do końca, odkładając zaraz pusty kubek na szafkę i wracając pod kołdrę. - Zimno mi - westchnął cicho, patrząc na mężczyznę i wyciągając do niego 'łapki',
- Mhm skąd wiesz, że mnie kochasz? Czemu już wiesz, że mnie kochasz? - zapytał go z uśmiechem całując go delikatnie w usta. - Znasz mnie niecały tydzień. Trzy dni plus 5 dni przerwy - uściślił. - I już wiesz że kochasz? - uniósł lekko brew nie bardzo rozumiejąc jak to w ogóle jest możliwe.
Podczas tego wyjaśniania, wtulił się w niego mocniej, zasypiając. Obudził się dopiero na drugi dzień dośc wcześnie rano. Takano już przy nim nie było. Postanowił jednak nie ruszać się z miejsca, przeciągając się tylko lekko i biorąc leżącą na stoliku książkę, którą najprawdopodobnjiej studiował mężczyzna. Wywnioskował to z tytułu: 'Ciasta i ciasteczka - dekoracje'.
Tomohisa przerwał lekturę by się z nim przywitać i zamarł na chwilę oceniając jego nowy wygląd. Zamknął książkę przekrzywiając lekko głową.
- Dobrze ci w okularach - oświadczył w końcu na powitanie, po czym uśmiechnął się do niego szeroko i potrząsnął przecząco głową. - Nic nie chcę - mruknął. Nie był głodny. - Myślisz, że mogę już dziś wstać? - zapytał go po chwili.
- Dobrze, umowa stoi - zasalutował mu jeszcze nie wstając z łóżka. Sprawa śniadania bardzo mu ciążyła. Potrząsnął przecząco głową. - Nie mam na nic ochoty - westchnął ciężko. - Na nic... kompletnie - pomarudził trochę. - Do Tokio? Mhm... odwiedzisz rodzinę? - zainteresował się. - Nie zapomnij przypomnieć siostrze o mojej przybudówce - poprosił go. - I... kup mi okonomiyaki... powiem ci skąd - uśmiechnął się lekko.
- Ale jak ją mailem poinformujesz to ona to zignoruje - wymamrotał Tomo. - Kisiel może być, cytrynowy - zastrzegł od razu. - Zadnych czerwonych... - westchnął, wtulając się w poduszkę. - Pociągiem? A nie możesz zaczekać aż wyzdrowieje? Pojechałbym z tobą... ty pójdziesz do okulisty i potem sobie wrócisz a ja odwiedze parę miejsc - uśmiechnął się lekko.
Prześlij komentarz