Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 201 – 400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Ale możesz iść odwiedzić swoją rodzinę beze mnie - odparł spokojnie Tomo. - Ja w tym czasie odwiedzę parę miejsc, przyjaciół - uśmiechnął się lekko. - Nie musisz chodzić wszędzie tam gdzie ja - ucałował go w usta. - Mhm...chyba jeszcze nie wstaje z łóżka - wymamrotał, kiedy poczuł ból w piersi. - Lepiej się do mnie nie zbliżaj!
- Nic się nie stało - schował się pod kołdrę po sam nos. - Tylko... - spojrzał na niego. - Pilnuję żebyś się ode mnie nie zaraził, bo jak się zaraził to kaplica... nie będzie miał mnie kto rozpieszczać - uśmiechnął się do niego kaszląc zaraz trochę. - Boli jeszcze w płucach - przyznał się. - Chyba lepiej żebym to wyleżał, prawda? - upewnił się, że dobrze kombinuje.
W czasie kiedy go nie było, Jolie zdążyła się obudzić i wąchając podejrzliwie podeszła do łóżka. Tomo uśmiechnął się do niej, wyciągając rękę, by pogłaskać ją po łebku ale ta zawarczała na niego ostrzegawczo, zaraz chwytając jego dłoń zebami. Krzyknął bardziej z zaskoczenia niż ze strachu, odsuwając rękę.
- No tak... - westchnął tylko patrząc na nią z lekkim smutkiem. - To naturalne że utożsamiasz mnie z bólem - dodał po chwili. - Może kiedyś ci przejdzie.
Jolie zawarczała i na Takano, po czym obróciła się i obrażona opuściła sypialnię. Tomo zamrugał kilka razy, po czym poklepał Takano po ramieniu.
- Nic się nie stało. Zaskoczyła mnie... ale lekko złapała - pokazał mu swoją dłoń. Nawet nie miał odcisków zębów psinki na niej. - Ma prawo być zła, przecież bolało - zauważył spokojnie. - Przypalisz mi kisiel... - westchnął..
- Zawarczała, bo na nią nakrzyczałeś... - westchnął Tomo. - Jej reakcja była zrozumiała, pewnie się bała że znów ją pokłuje - uśmiechnął się smutno biorąc miseczkę do rąk i jedząc jedynie połowę. - Przepraszam - szepnął odstawiając resztę. - Mogę zjeść później? - zapytał go z nadzieją.
- Tak jest misiaku - zasalutował mu biorąc leki i posłusznie chowając się pod kołdrę. - Ale na siku mogę wstawać? - upewnił się, że nie jest pod aż takim nadzorem. - No i przyniesiesz mi z dołu zeszyt i długopisy? Prooooszę - poprosił zaraz. Jakoś zająć sobie czas musiał, a spanie ciągłe nie wchodziło w grę.
Tomohisa zarejestrował tylko, że wrócił, akurat gryząc końcówkę długopisu, zanim po raz kolejny poprawił melodię dopiero co rozpoczętą. Zanucił ją sobie na nowo, nanosząc odpowiednie nuty na pięciolinię, a palce w powietrzu układając jak do chwytów gitarowych. Zagryzł raz jeszcze zęby na długopisie oceniając zapis i pokiwał lekko głową.
- Ok... teraz zwrotka - przebiegł wzrokiem tekst zwrotki, nucąc raz jeszcze przygrywkę i próbując wers po wersie zapisać co i jak. Wcale nie było to taką prostą sprawą, zwłaszcza, gdy miało się słuchacza biernego za plecami.
- Piosenka będzie o odnajdywaniu swoich własnych marzeń i podążaniu za nimi - uśmiechnął się lekko, przerywając na chwilę pracę nad nią i spoglądając na mężczyznę. - Pewnie, zaśpiewam ci - obiecał, po czym zagryzł lekko wargę. - Tylko za bardzo mnie nie skrytykuj, bo dość łatwo popadam w depresję - puścił mu oczko śmiejąc się pod nosem i wracając do pracy nad utworem.
- No nie wiem, nie wszystkie mi się podobają - przyznał szczerze, a kiedy Jolie wskoczyła na łóżko nie wiedział jak się zachować. W końcu jednak odłożył zeszyt, przytulając się do psinki i łagodnie głaszcząc ją po grzbiecie. - Przepraszam Jolie - szepnął do niej. - Starałem się - dodał po chwili.
- Taka-chan? - Tomo usiadł na łóżku, wygrzebując się spod kołdry i zabierając ją ze sobą udał się na kolana mężczyzny, przytulając się do niego mocno. - Obejrzymy coś? - zapytał go w końcu. - W salonie? Z czekolada gorącą i misiem do tulenia? - dodał zaraz muskając ustami jego policzek.
- Ciebie bym chciał za misia - uśmiechnął się do niego lekko, po czym dotknął jego serca, przytulając się do niego. - Jak jesteś obok to tak mi ciepło - przyznał szczerze. - Constantine chcę obejrzeć - zdecydował podając tytuł.
- Nie bedziesz już moim misiem, jak wyzdrowieje? - zasmucił się, wtulając się w niego jeszcze mocniej. Musiał w takim razie korzystać ile wlezie, albo symulować dłuższą chorobę. Wszystko było do zrobienia. - Ponieść - zaśmiał się lekko. - Muszę korzystać z dobroci dla zwierząt - zachichotał.
- Trochę schudłem ostatnio - przyznał się bez bicia, po czym uśmiechnął się do niego przepraszająco. Ułożył się wygodniej na kanapie. - Taaak! Teraz... bo na filmie chciałbym wypić ją... ale sobie też zrób!
- Na twojej diecie to nie mam sposobu nie przytyć - roześmiał się serdecznie, od razu się w niego wtulając. Nie potrzebował zachęty by to zrobić. Ucałował go jeszcze w szyję oglądając film. Choroba zmogła go dopiero na jego końcówce. Przysnął mocniej wtulając się w Takano.
- Taka-chan... ale ja jednak biorę gitarę - zdecydował w ostatnim momencie, pakując ją w pokrowiec i przerzucając sobie przez plecy. - Możemy jechać, jestem gotowy - zdecydował z uśmiechem na twarzy. Ucałował go jeszcze lekko, zanim wsiadł na motor.
- To ty się uparłeś jechać tylko jednym. Ja ci mówiłem, że mam swój i mogę go odkurzyć, ale nie... bo jesteś za słaby i takie tam inne bajery. Teraz cierp - burknął Tomo niezadowolony z przytyków w jego stronę lecących. Zsiadł z motoru jaki pierwszy i kupił im dwa bilety, po czym wskoczył do pociągu szukając wolnego miejsca.
[Włączasz perv-mode on.... http://www.youtube.com/watch?v=hhFkFXFr7NM ]
- Nie bądź straszną burżuazją. Jak to zrobisz to ja z tobą nie jadę - puknął go w czoło, odkładając gitarę, zasłaniając zasłonki i związując drzwiczki sznurówkami. Usiadł mu na kolanach okrakiem i wpił się w jego usta. Całował mocno i namiętnie, dłonie wsuwając pod jego koszulkę.
[Ty jesteś okropna.... i juz xD]
- Ale nie byłoby tej adrenaliny - odparł mu do ucha, odpinając ostatni już guzik jego koszuli i przyssiewając się do jego sutka. Zassał go, ręką gładząc go po drugim i biodrami sugestywnie poruszając.
- I tu mnie masz - odszepnął mu muskając jego brodę i zagryzając za chwilę jedną wargę. Odpiął mu pasek od spodni, wsuwając dłoń za krawędź bokserek, by wymacać to i owo. - Tylko nie popadajmy w ekstrema - poprosił go, całując go po całej długości szyi. - Aż tak zboczony nie jestem - wyszeptał z powrotem wracając do jego warg. - Zwyczajnie też lubię - szepnął mu w usta.
- A kto ci nakłamał, że ja aniołem jestem? - Tomo uniósł lekko brew, zaraz zamykając oczy, pod wpływem dotyku Takano. Odetchnął głęboko przez chwilę rozkoszując się jego działaniami, po czym, zsunął się z jego kolan, uwalniając jego męskość z bokserek i biorąc ją do buzi. - Nie omieszkam tej władzy wykorzystać - szepnął jeszcze, całując główkę penisa mężczyzny, zanim ją całkowicie 'połknął'
Połykał go rytmicznie, raz po raz przyspieszając, to zwalniając, a kiedy już z zadowoleniem poczuł, że Takano urósł mu w ustach, przestał. Przesunął językiem po całej długości jego 'maszynerii', po czym usiadł znów na nim, nakierowując sobie jego przyrodzenie na swoją biedną dziurkę. Zacisnął mocniej zęby, czując wdzierające się ciało obce, ale rozluźnił się szybko i objął go za szyję, zaczynając się powoli na nim poruszać. Złączył ich usta w gorącym pocałunku.
Tomo nie odpowiedział mu, jedynie jeszcze bardziej angażując się w ich pocałunek. Przyspieszył trochę pracę bioder, samemu również odczuwając niewyobrażalną przyjemność, Zagryzł lekko wargę Takano, po czym puścił ją, opierając czoło o jego szyję i dochodząc z cichym jękiem.
Kurosagi zaśmiał się cicho, przez chwilę nie mając siły się ruszyć. Dopiero po dłuższej chwili wstał i ubrał się, siadając obok i przytulając się do jego ramienia.
- Ciągle mówisz, że mnie kochasz - powtórzył patrząc na niego. - Nie przeszkadza ci, że ja tego nie robię? - zapytał ciszej. Nie umiał tego jeszcze powiedzieć.
[lece spać :)]
- To jak zacznie przeszkadzać, to daj mi znać - poprosił go, muskając jego usta. Miał cichą nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale cóż... różne były koleje losu. Odetchnął głęboko, siadając mu na kolanach i przytulając się do niego. - Przyzwyczaiłeś mnie do tego... - wymamrotał na swoje usprawiedliwienie.
- Wiem - wymamrotał chłopak, już dalej nie drążąc tematu. On po prostu nie umiał rozmawiać o uczuciach. O swoich uczuciach zwłaszcza. Te były dla niego nowością. Nigdy się na nich nie koncentrował tak jak teraz. - Twój okulista to nasz pierwszy punkt programu? Hm...to ja w tym czasie pójdę na okonomiyaki - oznajmił.
- Nie mam czasu na mycie - odparł spokojnie Tomo. - Poza tym wcale tak źle ze mną nie jest... pójdę tu do łazienki się przebrać, albo na dworcu czy coś - zdecydował spokojnie. - Mogę zaczekać z jedzeniem na ciebie - dodał po chwili jakby robił to z wielkim poświęcenim. Był już trochę głodny. - Poza tym jesteśmy już umówieni na wieczór... z Alexem - mruknął po chwili. - Tj ja jestem, ale myślałem że pójdziesz ze mną - dodał po chwili. - Ale to tajemnica gdzie...
- No co? - naburmuszył się. - Mizerne płatki nie wystarczą na wykarmienie mojego żołądka na długo - trzepnął go po głowie. - Mam szybką przemianę materii - usprawiedliwił się, po czym zaśmiał się nieco. - Alexa poznalem na studiach. Wiesz... szybka, jednorazowa jazda bez trzymanki, a potem... potem jakoś tak złączył nas los. Nic między nami nie ma - wyjaśnił mu z uśmiechem. - A co? Zazdrosny?
- Nie ma o co być zazdrosnym - odparował chłopak, całując go delikatnie w wargi i sięgając do jego plecaka, przejrzał kanapki i pokręcił nosem. - Nie... jednak nie mam ochoty - wymamrotał, chowając je z powrotem do plecaka. - Napaliłem się już na te okonomiyaki - pokazał mu język.
- Łączył mnie jednodniowy seks i coś więcej - potwierdził spokojnie Tomo. - Ale co... zobaczysz dzisiaj wieczorem - musnął palcem jego nos, przytulając się do niego lekko. - Lubię sobie czasem pomarudzić - dodał po chwili. - A umyje się jak ty będziesz u okulisty.
- W publicznej łaźni. Jest taka jedna blisko dworca. Często tam bywałem... - omijając już okoliczności tych wizyt. Często bywał tam przez przypadek, kompletnie pijany, a właściciele mieli z nim trochę kłopotów, ale to nic. Zdarza się. Tomo wzruszył ramionami. - Tam się umyję i nie czuję się brudny, ale ty twierdzisz że jestem, więc... - naburmuszył się. -...marudzisz za bardzo.
- Po prostu mi powiedz, że ci to przeszkadza. Już zdecydowałem. Pójdę do łaźni publicznej, a potem okonomiyaki. Jak się spóźnisz twoja wina - pokazał mu język, śmiejąc się zaraz pod nosem. - Hm... Alex... - zastanowił się chwilę. - Jest wysoki, ma kaloryfer na klacie - zaczął wymieniać. - Czarne włosy i brązowe oczy. Hm a z charakteru... cóż taki świr trochę - przyznał ze śmiechem. - Zawsze potrafi rozbawić, ale jest zaborczy...
- Ano ne... nie usprawiedliwiaj się już tak - puknął go palcem w klatkę piersiową. - Pójdę się umyć dla ciebie - wywrócił oczyma. - Jak się spóźnisz, nie jesz obiadu - dodał po chwili, patrząc na niego całkowicie poważnie. - To nie podlega żadnej dyskusji!
- Twoje spóźnienie oczywiście. Bo ono by rozwaliło cały nasz dzisiejszy plan. Okonomiyaki, szybki bieg do twojego apartamentu, rzucenie rzeczy i twoja kąpiel, przebranie się w świeże ciuchy, bieg na metro, metrem parę stacji i spotkanie z Alexem - wymienił po kolei. - To dla mnie ważne, więc masz być na czas - pstryknął go w nos.
- Nie... ale ono trochę zajmie - przyznał szczerze Tomo, nadal nie chcąc zdradzać szczegółów. - No i możesz się wynudzić - dodał po chwili drapiąc się po głowie i zastanawiając sie czy nie lepiej byłoby jechać tam samemu. - Ale potem możemy iść na piwo, czy coś... czy co tam będziesz chciał - uśmiechnął się szeroko. - Pozwiedzać nocne Tokio. Pokażesz mi swoje ulubione miejsca?
- Zobaczysz, zobaczysz - uśmiechnął się do niego szeroko. - Hm diabelski młyn? - uniósł lekko brew. - Brzmi świetnie! - dodał radośnie. Od dziecka takim nie jechał i chętnie by to powtórzył.
Tomo automatycznie usiadł obok i pokiwał lekko głową, uśmiechając się do dziewczynki. Kiedy ta usiadła naprzeciw niego, pochylił się do niej.
- Ano ne... ten pan tutaj - wskazał na Takano. - Strasznie boi się podróżować pociągami - wyjaśnił jej konspiracyjnym szeptem. - Dlatego czasem trzeba go potulić... - dodał tym samym wyjaśniając jej swoje zachowanie. - Jestem pewien, że jakbyś ty usiadła na jego kolanach zrobiłoby mu się dobrze.
Tomohisa natomiast kompletnie nie przejmował się kobietą. Oparł się wygodniej o oparcie, głowę kładąc na ramieniu Takano i przysypiając. Obudził się dopiero w Tokio. Pożegnał się z małą i biorąc ze sobą gitarę wyszedł za Takano.
- To co? Przyjdziesz pod łaźnię? - upewnił się, wyciągając z plecaka potrzebne mu rzeczy.
Tomohisa niespecjalnie spieszył się w łaźni, ale kiedy już zdążył się wykąpać i wysuszyć, jeszcze z mokrymi włosami wyszedł przed łaźnię i widząc Takano od razu do niego podszedł, dając mu długiego buziaka, po czym łapiąc za nadgarstek i ciągnąc za sobą.
- Znam tutaj dobry bar w okonomiyaki - powiedział z powagą, prowadząc go do małej drewnianej budki. Wszedł do środka od razu wdychając zapach smażonego jedzonko. - Ohayo Mayu-san - przywitał się z właścicielką, a ta rzuciła wszystko co miała i wpadła mu w ramiona.
- Tomo-chan!! Zniknąłeś mi bez pożegnania!!! - oskarżyła go.
- Bo wiedziałem że wrócę i przyprowadzam ci klientów - wskazał na Takano. - Rozkochaj go w swojej kuchni - poprosił konspiracyjnym szeptem.
- Hai, hai, szefie. Już się robi - puściła do niego oczko, uśmiechając się do Takano. - Douzo - wskazała im jedno z wolnych miejsc. - Specjalność szefa razy dwa - dodała nawet nie pytając ich o zdanie.
- No tak... ty jadasz bardziej wykwintnie niż ja - zgodził się z nim chłopak, podejrzewając że Takano nigdy nie musiał radzić sobie tak kompletnie sam. Nigdy nie musiał z utęsknieniem czekać na wypłatę i kombinować jak zarobić więcej pieniędzy żeby przeżyć miesiąc. - Oj tam, czepiasz się - klepnął go po łapkach. - Ja tu planuje drugi raz zachorować, bo wtedy mnie tak rozpieszczasz - pokazał mu język, a Mayu zdążyła już przynieść obie porcje specjalności szefa, czyli gigantycznego okonomiyaki ze wszystkimi składnikami.
- Jak mi ładnie zagrasz dostaniesz te porcje na koszt firmy - dodała po chwili z wielkim uśmiechem.
- Zagram, zagram - obiecał jej zaraz Tomo. - Smacznego! - wbił widelec we fragment omletu zaraz go gryząc. - Umai!
- Widzisz? Ja nie jadam w byle jakich barach - roześmiał się serdecznie Tomo, a Mayu zaczerwieniła się na wyznanie Takano, kłaniając się mu zaraz i dziękując za komplement. Uciekła za ladę, by obsłużyć pozostałych klientów. - Tu jest pysznie i tanio - uśmiechnął się lekko. - Przyzwyczajaj się - ostrzegł go. - Możemy chodzić do restauracji dla bogaczy, ale takie małe miejsca też będziemy odwiedzać - oznajmił z uśmiechem.
- Mogłaby, ale ona nie chce. Mówi, że jest zadowolona z tego co ma. Poza tym jakby rozbudowała musiałaby zatrudnić kucharza lub kucharkę i ten smak byłby już pewnie inny - uśmiechnął się lekko. Potrafił zrozumieć Mayu. - Ja tam podziwiam ją za to co robi - dodał po chwili. - Uhm... nie bardzo - przyznał szczerze. - Wolę się przespacerować - dodał po chwili.
- A widzisz? - uśmiechnął się zaraz, powoli kończąc jedzonko. Zaraz wstał całując go lekko. - We włoszech też nie byłem - westchnął ciężko. Mało świata widział. Wyciągnął z pokrowca gitarę i poszedł na małą scenę podłączając sobie mikrofon. Sprawdził go tylko stukając w niego palcem, po czym usiadł witając się z obecnymi i zaczął grać jeden ze swoich starych utworów, który kiedyś napisał dla dziewczyny.
Mayu uniosła dwa kciuki w górę, oświadczając mu że ma ją jeszcze odwiedzić, po czym pozwoliła im opuścić jej małe królestwo. Uśmiechnął się do Takano, wtulając się w jego bok.
- Jeszcze tak źle ze mną nie jest - zaśmiał się komentując swój występ. - Myślałem, że już nie będę potrafił wystąpić przed publicznością - przyznał szczerze.
- Dla Mayu - odparł bez zawahania. - Mayu jest moją przyjaciółką z dzieciństwa. Razem z Junem bardzo mi pomogła i... nie umiałem pokazać jej jak bardzo jestem jej wdzięczny i jak bardzo ją kocham, więc... - spojrzał na niego. - Tak umiem najlepiej przekazać to co czuję - postukał gitarę wchodząc za nim do mieszkania i ściągając buty. - Wow... wielkie - zagwizdał z podziwem. Nie powinno go to dziwić, a jednak...
- No więc... będzie casual - stwierdził Tomo, pokazując mu czarne bojówki i jasną koszulkę, a do tego koszulę w kratę i parę łańcuszków, które znalazł w jego garderobie. - To będzie odpowiednie - oznajmił, po czym poczekał aż Takano się przebierze i pociągnął go za sobą do stacji metra. Stamtąd prosto do studia Alexa. Wszedł do środka i niemal od razu został zaatakowany przez mężczyznę.
- Tomo-chan! Moja gwiazda! - Alex uściskał go mocno, niemal go dusząc przy tym. - Powiedz że coś dla mnie masz? Parę świetnych tekstów? Piosenek? Sypiemy się bez ciebie! - jęknął potrząsając nim raz po raz. - Przy okazji możesz przedstawić mnie temu ciachowi za tobą.
- To ciacho jest zajęte, baka - puknął go palcem w czoło. - Mam coś dla ciebie, mam - dodał po chwili, łapiąc Takano za rękę i idąc z Alexem do jednego z cichych pomieszczeń studyjnych. - Takano to Alex mój....
- Po prostu Alex - wybawił go z kłopotu mężczyzna podając rękę Takano.
- Alex, Takano mój.... chlopak - mruknął cicho, wpatrując się w podłogę i nieco się czerwieniąc. - No to jak już się znamy... - rozłożył parę wybranych przez siebie tekstów na stole pokazując je Alexowi. Mężczyzna założył okulary i zaczął je studiować uważnie, po czym pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Jak rozumiem akustyki do tego, tego i tego - wskazał 3 piosenki.
- Owszem, a reszta... możesz się pobawić aranżacją, tylko żebyś mi zupełnie ich nie schrzanił - zastrzegł sobie Tomo.
- Oj nie bądź taki... wskakuj do studia - rozkazał mu zaraz. Tomo ucałował mocno Takano, po czym poszedł do studia. Wybrał sobie odpowiednią gitarę, siadając na stołku. - Ano ne... najpierw chciałbym zaśpiewać jeszcze inną - oznajmił do mikrofonu. - Ano... dla Takano - dodał po chwili nieco się czerwieniąc. Odchrząknął tylko i zaczął śpiewać piosenkę, w której wiele było o miłości.
Trzy godziny później Tomo wreszcie skończył nagrywać i z westchnieniem opadł na kolana Takano, podbierając od niego kubek z kawą. Upił potężny łyk, po czym odetchnął głęboko.
- Dzisiaj będę mówić szeptem - wyszeptał, chciał dać odpocząć swojemu głosowi. Alex zostawił ich na chwilę samych by dać surowe nagrania do obróbki innym pracownikom, po czym wrócił do nich.
- Te same zasady co zwykle? Zero wywiadów i koncertów? - upewnił się, a Tomo pokiwał głową na tak. - Ok...szkoda ale szanuję zdanie - uśmiechnął się do nich. - Ratujesz mnie!
- Nie byłem - odparł mu szeptem, przytulając się do niego mocniej. Uniósł kciuk do góry w stronę Alexa. - To co? Jestem już wolny? - zapytał go tylko.
- Pewnie, prześlę ci płytę jak będzie gotowa - obiecał mężczyzna jeszcze raz tuląc mocno Tomo do siebie. - Jesteście wolni. idźcie gruchać gołąbeczki! - poradził im i w podskokach wybiegł z pomieszczenia.
Tomo oddał pocałunek z równą pasją, po czym potrząsnął głową.
- Jeszcze nie ma tytułu - przyznał szczerze. - Wciąż nad nim myślę... może mi trochę pomożesz? - zaproponował, przytulając się do niego mocniej. - Chciałem żebyś pierwszy ją usłyszał - dodał po chwili.
- Tylko jest mały problem... w Yukan jej jeszcze nie było - przyznał szczerze. - Słów jeszcze nie miała - poczochrał się po włosach śmiejąc się nieco. - Tytuł... wymyślę... bo póki co to przychodzi mi do głowy tylko 'kocham cię' - przyznał szczerze.
[branoc]
- Melodia była gotowa w Yukan, tekst pisałem w łaźni a potem w twoim mieszkaniu, jak się guzdrałeś z kąpielą - uśmiechnął się lekko. - Było łatwo, bo było szczerze... - ucałował go w nosek, zapamiętując zaraz tekst znaczący kocham cię.
- Dobrze - uśmiechnął się Tomo, podziwiając w oniemieniu widoki. Nie zdawał sobie sprawy, że Tokio może być takie piękne. Uśmiechnął się lekko, po czym spojrzał na Takano. - Widzisz? Nie musisz być zazdrosny o Alexa. To tylko kumpel - musnął jego policzek, przytulając się do jego ramienia.
- Dobrze - zgodził się chłopak. - Ale coś dobrego bym zjadł - przyznał szczerze, muskając jego brodę. - Coś co by pasowało do tego wina. Chętnie poznam twój świat - przyznał szczerze, całując go raz po raz. - W końcu ty trochę mojego dzisiaj poznałeś...i mam nadzieję, że cię nie przeraził za bardzo.
- Jestem jak najbardziej za - odparł wesoło, już nie mogąc się doczekać wieczora. - Ale spacerujemy do ciebie do domu, co nie? Żadnej taksówki... będziesz miał ze mną piekło z tymi samochodami - zachichotał. Wiedział że to straszne nieudogodnienie, ale co poradzić. Nie miał jak się zmienić.
Tomo nie mógł powstrzymać sie od śmiechu. Uścisnął dłoń mężczyźnie za ladą.
- To on zmienia partnerów jak sznurówki, tak? - zapytał przyglądając się reszcie smakołyków. - Kupmy jeszcze pralinki - poprosił Takano, pokazując na czekoladki, które mu się spodobały. - Duuużo - dodał po chwili. - Ja płacę.
- Oczywiście że jestem. Ostro świrnięty - dał mu kuksańca w bok. - Ale ty jesteś jeszcze bardziej, więc chyba sobie poradzimy... pomysł z wiązaniem cię do krzesła przypadł mi do gustu - puścił do niego oczko, śmiejąc się przy tym i płacąc za pralinki.
- Nie zadawaj mi tak trudnych pytań - Tomohisa trzepnął go w ramię. - Temperatura wody, natężenie bąbelków... naprawdę myślisz, że ja się na tym znam? Nie mam zielonego pojęcia... zdam się na ciebie - odparł szczerze trochę zażenowany swoją niewiedzą. - Nie mam kąpielówek, więc siedzimy bez - dodał choć na jedno pytanie mu odpowiadając.
- Zdaje się na twoje upodobania - ucałował go mocno w usta, idąc zaraz do salonu by wybrać film. Długo się zastanawiał zanim wybrał nowego supermana, uznając że przyda im się chwila odprężenia. - Misiu... - wrócił do njiego do kuchni. - A jak zasnę w jacuzzi będziesz bardzo zły? - zapytał szeptem.
Jun
Tomohisa ostatnio miał niewiele czasu dla Juna. Był zapracowany. To że miał urlop nie przeszkodziło mu w przejęciu mnóstwa obowiązków. Doglądał budowy piekarnio-cukierni, pomagał chórowi dzieciaków, pomagał Junowi, doskonalił kunszt piekarski, doskonalil swoje piosenki i pomagał policji. Po dwóch tygodniach intensywnej pracy stracił przytomność podczas zszywania kolejnego trupka i nie odpowiadając na pytanie Juna osunął się na podłogę.
- Trochę tak - przyznał szczerze Tomo niczego nie kryjąc. Postawił jedzonko na tacy przy jacuzzi i rozebrał się wchodząc do wody. - Jest zupełnie inny...ale postaram się przyzwyczaić - obiecał. Bał się, że tylko on ma takie problemy. - Inni twoi partnerzy nie mieli z tym problemu?
Jun
Tomo obudził się po dobrej godzinie. Usiadł od razu, upił trochę wody i zbiegł z powrotem do miejsca pracy Juna, nie przejmując się zawrotami głowy.
- Przepraszam, już biorę się w garść - obiecał.
- Mhm... tylko ja nie wiem czy ja chcę wstąpić do tego świata, porzucając moj. Lubię mój świat i nie zamierzam go opuścić - ostrzegł go wchodząc do wody i czekając już tylko na niego. - Nie zlość się na mnie za to.
Jun
- Ale już mi nic nie jest - zaprzeczył chłopak, jednak siadając na krześle i oddychając głęboko. - Przecież odpoczywam - skłamał. - Śpię przecież
- No tak - zgodził się z nim, przytulając się mocniej do niego, po czym wzruszył lekko ramionami. - A co mi po pieniądzach? - zapytał go tylko. - Mam swoje i te mi wystarczą. Nie da się mnie przekupić tak łatwo - pstryknął go w nos.
Jun
- Śpię - obruszył się. - Czasami - dodał po chwili zgodnie z prawdą. - Oj ale Jun... - wymamrotał szukając czegoś na swoje usprawiedliwienie. - Bo inaczej to ty wcale nie masz dla mnie czasu.
Przyjrzał się pralince podejrzliwie po czym spojrzał na mężczyznę wsuwając ją do buzi. Chwilę ją smakował i dopiero kiedy ją połknął wzruszył ramionami.
- Dobra - przyznał spokojnie. - Ale chciałbym spróbować jeszcze takiej na twoim przepisie robionej przez ciebie - wyznał szczerze. - Moja ocena teraz byłaby niekompletna - pokazał mu język, gadając niczym znawca sztuki kulinarnej.
Jun
- No jasne.... - Tomo wywrócił oczyma po czym westchnął ciężko. - A kto mi mówi ciągle, że jak tu przychodzę to do pracy a nie oglądania? - zapytał go spokojnie. - A to jedyny czas kiedy cię spotkać można - przyznał po chwili i odetchnął głęboko, wzruszając ramionami. - Nie wiem, chyba najbardziej odpowiada mi takie pracowanie to tu, to tam. Tu pogram, tu popiekę, tu poszyję trupa, a tu z kolei pomogę przy ustaleniu zgonu - przyznał z lekkim uśmiechem. - O! I w ogóle nie masz czasu jak chcę żebyś poznał Takano.
- Nie, dziękuję - zamiast wina wziął trochę makaroników i posmakował je. - Mhm pyszne - zgodził się z nim chowając się nieco bardziej w wodzie. - A one muszą być jedynie truskawkowe? Czy w innych smakach też można je porobić? - zainteresował się.
Jun
- Dzisiaj?! - Tomo wstał ze stołka, łapiąc się go zaraz by nie upaść. Skrzywił się widząc na dobie uważne spojrzenie Juna. Wpadł. Podrapał się po głowie, znów siadając bo uznał że lepiej nie stać. - Dzisiaj to nie bardzo. Ochrzani mnie jak zobaczy mnie w takim stanie - odchrząknął. - Powie że o siebie nie dbam i takie tam bajery - wywrócił oczyma. - Poza tym dzisiaj Takano jest w mieście - zauważył. - Załatwia jakieś ważne business sprawy - dodał. - A ja mam pod opieką jego sunię Jolie... - dodał jeszcze.
- Nie złość się na mnie. Mówiłem ci że nie mogę tak ciągle pić - zauważył spokojnie. Bał się, że jak teraz się złamie to potem już nie będzie odwrotu. - Jeszcze nie wiem... wanilia z toffi? - zaproponował. - Albo! Zielona herbata! O te byłyby rewelacyjne!
Jun
- Mhm... przecież odpoczywam - burknął Tomo. - Mam urlop w końcu, prawda? - przypomniał mu spokojnie, pomagając jednak Junowi posprzątać po robocie. - Kiedy Ryu ma wizytę w szpitalu? - zapytał go po chwili.
- Ale ja nie chce byś sobie odmawiał, jak ja nie piję - odparł tylko naburmuszając się nieco. Zaraz pokiwał lekko głową. - Wypiję, przecież już ci mówiłem że wypiję - ucałował go w policzek. - Tylko nie chcę pić na przykład 3 razy w tygodniu - dodał po chwili. - Okay! To wtedy jeszcze czekoladowe...
Jun
- Czepiasz się mnie... - wymamrotał chłopak. - Przecież to chyba nic złego że pracuję w czasie odpoczynku, nie? - upewnił się, zaraz zaciskając nieco wargi. - Um bo to... to pierwsza osoba, którą... kocham - wymamrotał cicho. - Ale tak... kocham jak ty kochasz Ryu...
- To przestań, mnie to nie przeszkadza - zapewnił go całując go mocno w usta i zaraz kiwając głową i wstając. - Spaaać - zgodził się z nim, biorąc jeszcze tylko pralinkę do ust i smakując ją z uśmiechem na twarzy.
Jun
- Serio, serio - uśmiechnął się lekko nawet nie poprawiając włosów, poszedł za Junem i usiadł obok niego. - Um no ale co mam opowiadać? Jakoś tak wyszło... zajął się mną jak byłem chory, byliśmy razem w Tokio... napisałem mu piosenkę... nie przeraził się moimi dziwactwami. Nie przeszkadza mu to, że nie moge jeździć samochodami...
- To przestań się źle czuć - trzepnął go w ramię wsuwając na siebie dres i wchodząc pod kołdrę. Przytulił się mocno do poduszki i wzruszył ramionami. - Każda godzina będzie dobra.
Jun:
- Poznaliśmy się przypadkiem i wcale na początku nie było fajne. Uważałem go za bufona. Ma strasznie dużo hajsu - skrzywił się lekko. - Ale potem jakoś tak...wyszło. Spotykaliśmy się częściej, ale nie zamierzam z nim mieszkać - potrząsnął głową. - On tego nie rozumie...ale ja chcę mieć swój własny kąt - przyznał cicho, po czym uśmiechnął sie lekko. - Powiedziałem mu, że traktuję cię jak starszego brata - założył włosy za ucho. - Nie musisz grać złego glinę. Traktuje mnie dobrze. Uhm... ale wiesz? Te uczucia są takie nowe dla mnie - przyznał cicho. - No bo pierwszy raz patrzę na siebie...
- Więc potem... - tu spojrzał na niego. - Pomiędzy śniadaniem, a twoją ulubioną restauracją pójdziemy do Tokio Tower i wjedziemy na samą górę. Wypijemy kawę oglądając Tokio z wysokości - zdecydował za niego. - Taki plan mi odpowiada.
Tomo nie dospał. Obudził się zlany potem o 4 nad ranem i nie chcąc budzić Takano wyszedł po cichu z łóżka. Założył na siebie leżącą na podłodze bluzę Takano i wyszedł do kuchni. Wypił szklankę wody i wyszedł na balkon zapalić papierosa i uspokoić się odrobinę.
Jun
- Ja po prostu... - Tomo spojrzał na Juna i uśmiechnął się lekko. - Lubię być pewien... że jakby mi nie wyszło. Mam nadzieję, że wyjdzie... to mam do czego wrócić. Nie zostanę na lodzie bez niczego - dodał wykręcając trochę swoje ręce. - Dziwnie jest tak myśleć o sobie. Wciąż się przyzwyczajam.
Kurosagi pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się do niego lekko, odpalając już 5 papierosa i zaciągając się nim mocno. Dłonie wciąż mu lekko drżały.
- To nic, zły sen. Nic takiego - uśmiechnął się. - Idź spać - dodał po chwili patrząc znów na Tokio, które znów zaczynało budzić się do życia, albo... przynajmniej stawało się bardziej ożywione.
Jun
- To nie jest do końca rezerwa - sprzeciwił się Tomo. - Ja tylko chcę mieć własne mieszkanie. Co w tym złego? - zapytał go trochę zdziwiony. - Chcę mieć miejsce gdzie będę mógł być sam - mruknął. - Uhm fajne, ale dziwne... wole myśleć o innych.
- Takano nie chcę się kłócić - Tomo nie ruszył się z miejsca, zaciągając się znów papierosem. - Jak nie chcesz spać, to nie śpij. Możesz tu zostać - wskazał dłonią na balkon. - Ale... proszę nie dotykaj mnie teraz - poprosił go cicho. - Daj mi... sobie z tym poradzić. Proszę.
Jun
- Nie wiem czy do końca będę potrafił - Tomo odruchowo oparł głowę o ramię mężczyzny i odetchnął głęboko. - Staram się zmienić, wiesz być bardziej chętny na przyjmowanie pomocy od innych ale to nie takie proste...
Tomohisa nie odezwał się do niego, nie chcąc na niego krzyknąć. Uznał, że lepiej to przemilczeć. Skończył kolejnego papierosa i sięgnął po paczkę by odpalić następnego. Pokręcił przecząco głową, nie chcąc teraz rozmawiać. Poczuł łzy na policzkach i otarł je rękawem.
Jun
- Czyli już nie będziesz robił za mojego brata? - Tomo spojrzał na niego z lekkim żalem w oczach. - Rozumiem, po prostu już się wypisujesz... - wymamrotał.
- Puść mnie - chłopak wyrwał rękę z uścisku Takano i odsunął się od niego trochę, znów patrząc na miasto. Schował resztę papierosów do kieszeni. - Nie odtrącam cię, tylko nie zawsze oczekuję pomocy. To wszystko - wyjaśnił tak po prostu.
Jun
- Po prostu się przyznaj że już mnie nie chcesz - westchnął teatralnie Tomo. - Jestem ci zbędny... bo masz nową rodzinę.
- Nie prawda - żachnął się patrząc na niego, nieco już wkurzony. - Do tej pory pozwalałem ci pomagać. Byłeś przy mnie jak byłem chory, nie odtrącałem cię. Byłeś przy koszmarach, nie odtrącałem cię - fuknął. - Ale teraz chcę to załatwić sam - mruknął jeszcze. - Poza tym pozwoliłem ci zostać! Nie naciskałem na twój sen! - wrzasnął na niego, wychodząc z balkonu i ubierając buty. Złapał kurtkę. - Wychodzę - oświadczył mu jeszcze.
Jun
- Ale to trudne Jun. Ciebie znam dłużej... jego niecały miesiąc - westchnął przeciągle. - Nie jest mi łatwo tak po prostu się na niego otworzyć.
[ua... tniemy buźkę Tomo? xD]
Tomohisa wyszedł z budynku szybkim krokiem, a kiedy znalazł się na głównej ulicy puścił się biegiem, by trochę rozładować swoją złość na samego siebie. Zwolnił dopiero, kiedy zabrakło mu tchu. Stanął przy latarni, opierając się o nią nieco i oddychając głęboko.
- Cholera - jęknął czując łzy na policzkach. Ktoś zaszedł go od tyłu. Poczuł uchwyt na ręce i nie czekając obrócił się na pięcie.
- Nie ruszaj się słoneczko - mężczyzna mógł mieć może 30-tkę. Uśmiechnął się do niego, a błysk noża zaalarmował Tomo.
- Nie ruszam się - zauważył chłodno chłopak.
- Dobrze, pójdzie łatwiej - mężczyzna zbliżył się do niego, przysuwając nóż do jego twarzy. Tomo spróbował zastosować dobrze znane sobie taktyki samoborony ale koleś był szybszy i silniejszy. Chłopak uderzył ciężko plecami o ścianę budynku, a potem poczuł ból na policzku. - Powiedz... masz zdrowe organy wewnętrzne?
- Hoduję raka - wychrypiał Tomo, starając się panować nad strachem. - A reszta już dawno zabita przez narkotyki i alkohol...
- Jeszcze lepiej, będzie na czym eksperymentować - szepnął mu do ucha. - Nie martw się... sprawię że wszystko poczujesz - obiecał mu, przesuwając nożem po jego szyi i wbijając go w tuż pod żebro. Tomo zacisnął zęby by zdławić krzyk.
Jun
- Próbuję Jun, bardzo. Uwierz mi - szepnął wstając i przeciągając się lekko. - Mogę skorzystać z kuchni?
Tomo kucnął przy nim, nie przejmując się swoim bólem. Ściągnął z siebie bluzę Takano i podłożył ją pod głowę mężczyzny, samemu uciskając ranę na jego brzuchu.
- Debil - warknął na niego. - I co? Myślisz że taki z ciebie bohater? Idiota! - trzepnął go w głowę. - Ugh! - zacisnął pięść uderzając nią w chodnik i odetchnął głęboko, całując go mocno w usta. - Nienawidzę cię... dziękuję.
Jun
Spiorunował go wzrokiem.
- Ile razy mam ci powtarzać, że kuchnia to świętość. Tam jest zawsze porządek! - burknął na niego, przygotowując zapiekanki i wstawiając je do piekarnika.
- Ale noża już nie ma - odparł zachowując spokój Tomo, cały czas uciskając jego ranę. Oddychał już nieco szybciej niż normalnie, walcząc z falami bólu. - No i co? Nie weźmiesz mnie jutro do twojej restauracji ulubionej - burknął chłodno, a mężczyzna za nim zdążył się podnieść i zaczął uciekać, uznając że to lepszy plan niż dać się złapać. Zapomniał tylko noża, który Tomo zdążył zabezpieczyć. Odciski palców były ważne.
Jun
- Ale kuchnia była czysta, prawda? - przypomniał mu spokojnie, wyciągając zapiekanki i podając mu jedną. Drugą wziął sobie, a resztę zabezpieczył folią dla pozostałej rodziny Amakusów.
Tomo nie miał tyle szczęścia. Nie stracił przytomności do samego szpitala. Nie dał się też znieczulić, bo chciał widzieć jak się szyje ludzi. Był tym zafascynowany. Leżał w innej sali niż Takano i dość szybko zasnął, uprzednio jednak informując Juna o tym gdzie jest i co się stało i prosząc go o odbiór dziadka ze szpitala i opiekę nad psami.
Jun
- Tak... była niedogotowana i niedosolona - skrzywił się na samo wspomnienie. - Ale dzięki temu troszkę jadłeś normalnie, a nie... ciągle zupki chińskie - zaśmiał się, smakując swojej zapiekanki.
- I nadal w kuchni nie królujesz - zachichotał. - Przyznaj się... wziąłeś sobie Ryu żeby nie gotować - puścił do niego oczko.
Takano
Tomo pojawił się w jego sali chwilę później.
- I co robisz tu rozpierudchę? - zapytał go unosząc lekko brew. Podziękował pielęgniarce i przeprosił ją za jego zachowanie, po czym usiadł na krześle obok niego. - Ano ne... burżuju wredny - zaczął. - Od dzisiaj zaczynamy cię wychowywać. Ona nie musiała wszystkiego wiedzieć. Nie powinieneś tak się do niej zwracać. Uratowali ci życie. Bądź wdzięczny, a nie - fuknął na niego.
- Niby czemu miałbym nie żyć, hm? To Tobie się bardziej oberwało - pacnął go w głowę. - A ochrzaniam cię, bo powinieneś pamiętać, że oni tu nie mają na głowie tylko ciebie i mnie ale i innych równie ważnych pacjentów - burknął na niego. - Nie jesteś w prywatnej klinice burżuju - pokazał mu język, zaraz to się uśmiechając. - Śpij mi tu i odpoczywaj. Jun po mnie przyjedzie jak już mnie wypiszą - uśmiechnął się do niego szerzej. - Poznasz go wówczas - ucałował jego wargi.
Jun
- Tak, tak... a ja tam sądze, że to było twoje ulubione kryterium wyboru - roześmiał się serdecznie. - areszta to taki miły dodatek.
Jun
- Nie... dla Jolie. Jego psinka mnie zauroczyła i nie mogłem powstrzymać się od zdobycia jej pana - uśmiechnął się, zaraz biegnąc do łazienki by zwymiotować. - Eh sorry - mruknął wracając. - Ostatnio mi się to zdarza jak chcę za dużo... od razu.
Takano
- Nie... za długo bym musiał czekać na ciebie - odparł szczerze Tomo. - No ewentualnie pójdę do Alexa poprawić nagrania - dodał chwilę później. - No, ale Jun nie przepada za Tokio więc skoro już go tu ciągnę... to tylko na chwilę.
- Oj tam marudzisz. Przecież to oczywiste, że po ciebie przyjadę na twoje wyjście, ale póki co... jak już coś się zobowiązuję robić, to dotrzymuję słowa. Obiecałem przy pomocy z chórem i nie zamierzam ich zawieźć. Przygotowują się do musicalu. Jakieś zawody chórów czy coś - uśmiechnął się lekko. - Nie mogę ich zawieźć - pstryknął go w nos. - A poza tym Jun to mój przyjaciel, mój brat, moja rodzina. Nie będę go odwoływał bo ty sobie tak chcesz - burknął niezadowolony.
Jun
- Um no bo zapominam jeść - przyznał szczerze. - Nie mam na to czasu i potem jak chcę za dużo... to mój żołądek mówi dość - dodał wzdychając ciężko. - No i jeszcze koszmary, panika... uhm stres, wujek... matka... to wszystko jakoś tak... - pogestykulował trochę. - I nie daje rady.
- Dotrzymuję słowa zawsze gdy coś obiecuję - ucałował go mocno w usta. - A mogę ci coś dać? - zapytał po chwili, wpisując mu swój numer do telefonu mężczyzny. Zaraz wyciągnął mp4 i położył je obok Takano. - Jakby ci się nudziło... to uhm Alex nagrał na nim wszystkie dotychczasowe moje piosenki wraz z nowymi - dodał z uśmiechem. - Ale to tylko jak będzie ci się nudziło.
Jun
- Uhm ale nadal nie umiem za bardzo przy nim płakać Jun - chłopak odruchowo usiadł mu na kolanach, chowając głowę w jego torsie. - Boję się... i wiem że nie mam czego...a i tak się boję.
- Jest, jest... sprawdziłem - ucałował go w czoło, puszczając jednak jego rękę. Ukłonił się lekarzowi, prostując się na krześle. - Ja moge powiedzieć - zaproponował. - Ten kretyn postanowił że da radę nożownikowi i się przeliczył - uśmiechnął się słabo, zjeżdżając nagle ze stołka i krzywiąc się z bólu. - Cholera - jęknął czując łzy w oczach. Ból był nie do zniesienia.
- Mówiłem... LEŻ! - warknął na niego mężczyzna, po czym spojrzał na brata. - Braciszku... pierwszy raz wybrałeś sobie kretyna... na partnera - oznajmił. - W porównaniu z twoim kretyństwem...wróżę wam świetlaną przyszłość - uniósł kciuk do góry.
Jun
- Myślisz, że on też... - spojrzał na chwilę na niego, zaraz znów chowając w niego głowę cicho płacząc. - Nie będzie miałnic przeciwko? Że płaczę? Tylko... ja czasem nie lubię jak się mnie tuli... a on by chciał wtedy...
Tomo słuchał ich jednym uchem, starając się nie przeszkadzać w ich konwersacji.
- Stałym partnerem... - powtórzył cicho. - Uhm... a co jeśli się nie uda? - zapytał nagle. - Co jeśli się znudzisz? Albo ja się znudzę? - rozważył taką opcję. - Twój brat mnie wtedy zamorduje?
Jun
- Uhm ostatnio się pokłóciliśmy - przyznał cicho. - Bo ja nie chciałem się tulić, chciałem zostać sam, ale on nie chciał mi na to pozwolić, więc pozwoliłem mu zostać obok i zaczął na mnie krzyczeć że mu nie pozwalam sobie pomóc.... - poczuł jeszcze więcej łez i zaklął cicho. Nie chciał się tak rozklejać. - Ale to nie tak... ja czasem nie chcę pomocy, wolę sam... jakby mnie przytulił to bym wpadł w panikę... nie lubię czasem jak się mnie dotyka. Wolę się w miarę uspokoić samemu zanim cokolwiek powiem... przecież wiesz.
- No ja wiem, że kretyn... nie wiem co Jolie w nim widzi - potwierdził bratu Takano. - Oj nie marudź burżuju - burknął na swojego faceta. - Z ciebie też taki burżuj? - zapytał starszego.
Jun
- Moo...Jun... ale ja tak nie umiem - jęknął naburmuszając się nieco. - Nie zmienię się od tak... zresztą on ma mnie zaakceptować takiego jakim jestem... potem możemy mówić o ewentualnych zmianach!
- Chodzi mi o stosunek do ludzi - odparł zaraz Tomo. - Jak nie ma tego co chce to sie burzy.... - wywrócił oczyma. - Boli - dodał po chwili dotykając rany i ze zdziwieniem odkrywając lepką krew na opatrunku. - Ano ne... tak powinno być?
Jun
- I myślisz, że on zrozumie? A jak nie zrozumie? A jak mnie rzuci? Albo powie, że jak się nie zmienię to baj baj? - spojrzał na niego przerażony. Niby wiedział, że tak nie będzie, ale zawsze był nieco panikarzem.
- Ma licencję - odparł jego brat z lekkim uśmiechem. - Przyjdźcie kiedyś na obiad, wreszcie będę miał z kim poprowadzić inteligentną rozmowę - pokazał bratu język idąc za pielęgniarkami i z lekkim niepokojem sprawdzając szybko rosnącą temperaturę Tomo.
Jun
- Ale w razie czego na niego nakrzyczysz? - zapytał go cichutko, już powoli z niego schodząc. Uznał że wystarczy tego tulenia jak na jeden dzień.
Tomo zdążył już zamienić parę słów z Junem, śmiejąc się przy tym lekko i żartując, że jego powojenne blizny tylko dodadzą mu uroku. Na szczęście ta na policzku miała się zagoić.
- Taka-chan! - wszedł do jego sali kompletnie ubrany z gitarą przerzuconą przez plecy. - Taka-chan to Jun, często przewrażliwiony głupek, mój brat, Jun... Takano, kretyn, który jest moim facetem - przedstawił ich sobie.
Jun
- Ale tylko jak będzie trzeba... tzn jak uznasz że mnie skrzywdził i że nie było w tym mojej winy - wyjaśnił mu.
Odłożył klucz do szafki i wywrócił oczyma, całując Takano lekko w usta, zanim się od niego odsunął.
- Zabieram - pokazał mu kluczyki od jego motoru, który nadal czekał pod stacją pociągową. - Dziś już pojadę - tu spojrzał na Juna. - Dobrze się czuję - oznajmił. - Jak będzie źle to stanę - obiecał zaraz. - Oh daj spokój. Wyglądam z nią seksownie. Jak dziecko wojny.
- Hai hai, będę uważał - obiecał wesoło. Normalnie siadłby Junowi na kolana, ale uznał że jest za wcześnie na takie rewelacje dla Takano więc przysunął sobie tylko krzesło do nich i oparł gitarę o łóżko. - Tylko nie kop - ostrzegł go. - Mhm blizna zniknie - uśmiechnął się do niego lekko.
- Nic a nic - odparł spokojnie Tomo. - Um chciałem żebyście się poznali - dodał po chwili trochę zmieszany. - Możemy już jechać - odparł w stronę Juna. - Taka-chan przyjadę po ciebie - obiecał mu jeszcze całując go w policzek. - Możemy ruszać!
- To zdążysz zatęsknić i wtedy dostaniesz lepszy - poklepał go po głowie pieszczotliwie, łapiąc Juna za nadgarstek i wychodząc z nim z sali. - I co myślisz? Kretyn nie? - upewnił się, że ma dobre pojęcie o Takano.
- Śmiej, się śmiej - Tomo naburmuszył się nieco ale nie powiedział nic więcej, idąc za Junem. - Dzięki że przyjechałeś - szepnął w końcu. - Wiem, że tego nie lubisz... tego miasta...
- Mou... ja już mu napisałem piosenkę i seks też był - burknął Tomo najwyraźniej trochę zażenowany. - No nie patrz tak na mnie? Ja nie jestem nastolatkiem który nie został jeszcze poprawnie wprowadzony w świat dorosłych przyjemności...
Takano
Tomo się trochę spóźnił. W Tokio był rano, ale poszedł jeszcze odwiedzić swoją przyjaciółkę i zwyczajnie się zasiedział. Po drodze kupił jeszcze dla Takano trochę słodkości. Po czym przyszedł do szpitala.
- Hej - przywitał się z nim z lekkim uśmiechem.
Jun
- To było tylko stwierdzenie faktu - wyjaśnił z niewinnym uśmiechem, zajmując jedno z miejsc w przedziale i opierając się wygodniej o ścianę. - Jun... co o nim sądzisz? - zapytał go po chwili milczenia.
Takano
- Ja chyba też - przyznał szczerze nie będąc tego do końca pewien. Nie miał czasu na tęsknienie, był zbyt zajęty. - Jolie zaakceptowała maluchy - dodał po chwili. - Fundamenty piekarni już są... i będę miał tam mieszkanko - zaczął zdawać relacje wychodząc ze szpitala z Takano. - Dziadek już zdrowy. Zaprasza cię na kolację... jezu... to będzie straszne.
- Wiem... to będzie straszne... - westchnął Tomo, przymykając na chwilę oczy. - Tyle tłumaczenia... ja się do końca życia z tego nie wykaraskam - zamarudził odrobinę. - Jun? Trochę się martwię tym jego bogactwem. Wiesz... jest zupełnie inny - przyznał.
Takano
- Zwariowałeś... z tą nogą do twojej restauracji. Zabierzesz mnie do niej, jak noga wyzdrowieje - oznajmił. - Teraz jesteś na moich warunkach. Dzisiaj nie pójdziemy do dziadka - wywrócił oczyma. - Zjemy w twoim domu. Twojej siostry już tam nie ma... - dodał jeszcze. - Poza tym... co to za przyjemność jeść w twej ulubionej restauracji jak ty potem na spacer nie będziesz mógł iść i w ogóle. Lepiej wziąć taksówkę - westchnął przeciągle. - Więc do restauracji zabierzesz mnie jak tylko wyzdrowiejesz do końca.
Takano
- Nie - zaprzeczył ostro Tomo, zaraz patrząc na niego z delikatnym uśmiechem błądzącym mu po ustach. - Bo ja chcę taką porządną randkę, a nie podróbkę - wyjaśnił ze śmiechem. - No wiesz, restauracja, spacer, jakiś teatr czy coś... nie wiem jak ty żyłeś... tak bym mógł posmakować twojego życia. Taki weekend w niebie - ucałował go mocno.
Jun
- No tak... dla chcącego nie ma nic trudnego - zgodził się z nim, patrząc przez okno na mijające mu krajobrazy. - Trochę kręci mi się w głowie - przyznał szczerze. - To od nadmiaru miłości...
Takano
- To czwartek zarezerwujemy dla dziadka - oznajmił zaraz, uznając że staruszek by go zamordował za odwlekanie obiadu z nim. Przecież tak bardzo chciał poznać Takano. Zatrzymał przejeżdżającą taksówkę i niemal siłą wsadził do środka mężczyznę. - Jedziemy taksówką - zdecydował od razu blednąc, ale starając się zachować twarz. Podał mężczyźnie adres, samemu wciskając głowę w tors Takano i oddychając głęboko.
Jun
- Uhm pewnie masz rację - odparł nie kłócąc się już z nim. - Czasem ci się to zdarza - pokazał mu język, chichocząc pod nosem. - Ale nie mogę dostać nadmiaru... bo potem mnie pierdyknie coś niemiłego...
Jun
- Nie wymyślam, tylko się martwię że po tej furze szczęścia znów przyjdzie nieszczęście - burknął zgodnie z prawdą. - Przecież wiesz jakie jest życie - przypomniał mu gorzka prawdę.
Takano
Starał się skupić na rozmowie, co wcale takim łatwym zadaniem nie było, kiedy zalewała cię fala wspomnień a w uszach dźwięczały krzyki. Zacisnął na chwilę na nich dłonie.
- Dziadek...jest ekscentryczny - wyszeptał w końcu, odsuwając dłonie od uszu i przytulając się do Takano z całej siły. - Powróży ci z rąk, będzie żartował... powie parę dziwnych rzeczy, ostrzeże że jak mi zrobisz krzywdę to on na ciebie klątwę rzuci. Poda przykład klątw które się spełniły...
Takano
Tomo potrząsnął przecząco głową jakby chcąc mu dać do zrozumienia, że nie ma się czego bać, bo te klątwy to tylko bujdy. Nie wierzył że to one sprawiły nieszczęście innym ludziom.
- Taka-chan... - wydusił z siebie po dłuższej chwili milczenia. - Musisz mi pomóc - zazgrzytał zębami. - Żebym chociaż...wytrzymywał... na krótkich odcinkach...w samochodzie - zacisnął zęby, a kiedy taksówka się zatrzymała omal nie popłakał się z radości.
Jun
- No ja niby to wiem Jun, ale nie jestem tobą i nie chwytam dzień od tak... już teraz... zaraz - wymamrotał niezbyt z tego szczęśliwy. - Powinienem ale nie umiem.
Takano
- Um... - Tomo skinął tylko głową zrównując z nim kroku i łapiąc go za rękę. - Ale tak poważnie... spróbujesz mi pomóc? - zapytał go cicho, przytulając się do jego ramienia.
Jun
- Tak, jasne... bo tobie to też wychodzi - rzucił zgryźliwie na komentarz o tym jakie to proste. Wcale proste nie było.
Takano
- Powiem ci... - obiecał cicho. - Ale...w domu... jak będę mógł w razie czego uciec... bo przestaniesz mnie kochać - uśmiechnął się smutno, chcąc nacieszyć się ostatnimi godzinami w Takano.
Jun
- I wcale nie myślisz o jego stanie zdrowia i o tym co będzie, jak się pogorszy, prawda? - uniósł lekko brew do góry. - Na pewno myślisz...
Takano
- Um... - Tomo poprowadził go do pustego przedziału i bez ceregieli położył się z głową na kolanach mężczyzny. - Stęskniłem się trochę jednak - przyznał szczerze, na razie odkładając na bok jego strach.
Jun
- Tak... ale ja się muszę tego nauczyć. No bo wiesz... dopiero raczkuję - przypomniał mu z lekkim uśmiechem. - Raczkuję w świecie szczęścia.
Takano
- Zostawiam to już twojej wyobraźni. Ty planujesz randkę, ja się nie znam. Twój świat i twoje zasady - uniósł się na łokciach by ucałować go w usta, po czym wrócił na jego kolana.
Jun
- W końcu tak... ile mi dajesz czasu na stanie na nogach? - zainteresował się.
Takano
- Mam garniak - rzucił spokojnie Tomo. - Ale chyba spodnie od garniaka, koszula zapinana biała i podspód czarny podkoszulek powinno wystarczyć prawda? - upewnił się.
Jun
- Ty naprawdę uważasz, że jestem aż tak zacofany i potrzebuję aż tyle czasu? Dziękuję za szczerość... - Tomo skrzywił się, bo zawroty głowy nie przechodziły.
Takano
- To mi pomożesz coś wybrać na tę okazję mój burżuju kochany - uśmiechnął się do niego szeroko, po czym wtulił twarz w jego brzuch zamykając oczy. - Mogę tak chwilę pospać? - zapytał go po dłuższej chwili. - Nie spałem za dobrze...
Jun
- Uhm bo głowa mnie boli - przyznał, rozkładając się na wszystkich siedzeniach, żeby odciążyć trochę główkę. - Masz może tabletkę?
Takano
Tomohisa zasnął po kwadransie i spał dobre dwie godziny, po czym obudził się ziewając szeroko i przeciągając lekko. Usiadł z powrotem, ładnie na kolanach Takano i ucałował go mocno.
- Za chwilę wysiadamy? - zapytał go, ciesząc się, że będzie go mógł przewieźć motorem.
Jun
- Nie spałem całą noc bo się martwiłem, że się nie polubicie - wyjaśnił nieco zażenowany że doszło do tego iż musiał się tłumaczyć. - To pewnie ze zmęczenia - dodał biorąc dwie tabletki.
Takano
- Do Yukan dojedziemy motorem, moim motorem... bo jednak lepiej mi się go operuje niż twój - przyznał szczerze. - Jestem do niego przyzwyczajony - dodał z lekkim uśmiechem. - A... zdałem na prawo jazdy dwa dni temu - uśmiechnął się szerzej. - Wcześniej jeździłem nielegalnie...
Jun
- To dobrze - uśmiechnął się do niego Tomo już oddychając z lekką ulgą. Tabletki powoli zaczynały działać, głowa już mu tak nie ciążyła.
Takano
- Woziłem kilkadziesiąt razy. Brałem udział w nielegalnych wyścigach jak byłem młodszy i laski na to leciały - pokazał mu język, wtulając się lekko w niego. - No i Juna też wiozłem parę razy - dodał po chwili namysłu. - Przestań ze mnie robić jakiegoś niedołęgę - pacnął go lekko w ramię. - Będę z tobą uważał.
Jun
- Tak... bo on jest specyficzny... myślałem że coś palnie i ty to weźmiesz do siebie i kaplica - przyznał szczerze.
Takano
- Głupi! - trzepnął go w głowę siadając jednak obok niego i wyciągając wodę do picia. Upił porządny łyk, po czym podał butelkę mężczyźnie. - Nie proponowały loda - wywrócił oczyma. - Tylko szybki numerek - pokazał mu język.
Jun
- Mhm czyli jednak... - Tomo zakrył ręką oczy. - Komentowalibyście jakby mnie tam nie było... słusznie się martwiłem~!
Takano
- Czasem, ale rzadko. Wolałem tylko wozić je dla samego faktu, że z laskami byłeś popularny - przyznał chichocząc pod nosem. - Dzieciak ze mnie był... miałem 16 i 17 lat - machnął ręką na te wspomnienia, chowając butelkę do plecaka i przerzucając go sobie przez ramię. - Chodź - pomógł mu wstać.
Jun
- No ja wcale nie jestem tego taki pewien - bąknął Tomo nie do końca będąc przekonanym słowami Juna. Odetchnął głęboko. - No dobrze... tylko nie rzucajcie się sobie do gardeł.
Takano
- No własnie... dopiero potem się rozochociłem - uśmiechnął się prowadząc go na parking. Podał mu kask i usiadł na motorze. - Dasz radę z tyłu jechać? - zapytał z troską. - Bo jak nie to pojedziesz na przedzie... będzie neiwygodnie ale damy radę...
Jun
- No dobrze... - westchnął pokonany. - Niech będzie, że ci wierzę - pokazał mu język.
Takano
Tomo ruszył powoli, układając się wygodniej na motorze, wyjechał na główną szosę i przyspieszył, zwalniając dopiero przed domem Takano. Zaparkował tuż przed wejściem i zszedł z motoru.
- Zrobię ci coś dobrego do jedzenia - zdecydował otwierając drzwi. - Jolie, Rufus, Perła! - krzyknął do psów, które zaraz pojawiły się obok merdając wesoło ogonami. - Taka-chan wrócił - oświadczył Jolie, a ta od razu skoczyła na swojego pana. - Dwa dni temu zdjąłem jej szwy. Nawet mnie potem nie pogryzła - uśmiechnął się idąc do kuchni.
Jun
- Uhm, będziesz jechał za mną? Jakbym się gorzej poczuł zjadę na pobocze - obiecał mu uśmiechając się do niego lekko. - Nie martw się, nie będę szarżował.
Takano
- Ramen - odkrzyknął z kuchni. - Podany w chlebku - dodał po chwili namysłu. - A na kolacje będą zapiekanki - zdecydował włączając sobie muzykę w kuchni i rozpoczynając zabawę. - Pewnie masz dość szpitalnego jedzenia.
Jun
- No i o tym mówiłem! Będziecie mi teraz robić przytyki i będę bał się spotykać z wami obojgiem razem - wywrócił oczyma odnajdując na parkingu motor Takano i siadając na nim.
Takano
- Cieszę się - uśmiechnął się do siebie Tomo siekając warzywa i wrzucając je do wrzącej wody. Następnie zabrał się za ugniatanie wyrobionego rano ciasta na chleb. Odstało parę godzin i było dobre do pieczenia. Kucnął na chwilę by pogłaskać małe szczeniaki pałętające mu się pod nogami, po czym umył ręce i wrócił do pracy. - Połóż się i odpoczywaj - polecił mężczyźnie.
Jun
- On ma wszystko takie wypasione - rzucił wzdychając ciężko. - Nadal nie wiem co ja z nim robię - przyznał cierpko.
Takano
- Jak przyjechałem to już go nie było. Twoja siostra całe zjadła. Powiedziała, że to najlepsze ciasto jakie zrobiłeś do tej pory - odparł Tomo przynosząc dwie porcje ramenu w chlebku. Jedną podał mężczyźnie, drugą wziął dla siebie. Do tego szklanka zimnej wody niegazowanej. - Smacznego.
Jun
- No nie wiem własnie co ze mną robi - przyznał szczerze, odpalając jego motor i chwytając go mocno. - Hm... nie jest tak wyważony do mnie - wymamrotał. Był cięższy niż jego motor. - Ale dam radę - dodał po chwili pewnie.
Takano
- Chyba nie, nie zaglądałem tam, ale raczej nie wypiła nic - pokręcił przecząco wodą. - Jest, ale do tego słodki napój nie pasuje - odparł spokojnie. - Dostaniesz później - uśmiechnął się szeroko.
Jun
Spiorunował go wzrokiem.
- Nie rozwalę. Twojego nie rozwaliłem na wyścigach, to tego też nie rozwalę - fuknął na niego, ruszając.
Takano
- Ciasto będzie później... tzn babeczka kajmakowa... Jolie mi pokazała gdzie masz przepisy i wypróbowałem ten jeden - odchrząknął. - Nie krzycz - poprosił składając ręce jak do modlitwy. - Chciałem żebyś dziś odpoczął i nie marudził za dużo... więc już babeczki są gotowe - zacisnął wargi.
Jun
Tomo już mu nie odpowiedział, bo wyjechał na główną ulicę, prowadzącą do Yukan. Przyspieszył tylko trochę bo niezbyt pewnie czuł się na tym motorze. Był jeszcze osłabiony a maszyna naprawdę ciężka.
Takano
- I tak ma być - uśmiechnął się do niego chłopak kończąc jeść swoją potrawę. - Wyszła dobrze - mruknął sam do siebie. Był zadowolony z ramenu, jak i babeczek kajmakowych. - Przepis jest świetny... nawet mnie wyszły - pokazał mu język. - Nie tak dobrze jak tobie ale... wyszły.
Jun
Tomo zatrzymał się przy pierwszym domostwie w Yukan i odetchnął głęboko. Musiał chwilę odpocząć. Czuł już że sił ma coraz mniej.
- Jest ok - pokazał kciuk w górę do Juna. - Tylko trochę się zmęczyłem - przyznał szczerze.
Takano
- Męczyli cię w szkole? - zapytał zaraz przygotowując mu słodki koktajl owocowy i podając mu go wraz z babeczkami. Usiadł obok na kanapie i przytulił się do niego lekko. - Kocham cię, wiesz? - odważył mu się to powiedzieć prosto z mostu.
Jun
- Tak... chyba lepiej będzie jak poprowadzimy - zgodził się z nim. - Trochę mnie zmęczyło - westchnął. - Ale nie chciałem przeszarżować... tak pod jego dom.
takano
- Mhm...ja raczej byłem w szkole tym, który męczył innych - przyznał szczerze. - Dopóki Kei Amakusa się na mnie nie uwziął... - westchnął przeciągle. - Potem spadłem w hierarchii i... - odchrząknął. -...dopiero po roku wróciłem, bo Kei się ze mną zaprzyjaźnił.
Jun
- A jak potem wrócę do dziadka? - zapytał go. - Odprowadzisz mnie? Albo pójdziemy najpierw na plażę i do baru na sok? - zaproponował.
Takano
- Mhm... moja mnie nie kocha - odparł prosto z mostu. - Więc jedziemy na tym samym wózku - uśmiechnął się krzywo całując go zaraz mocno w usta.
Jun
- Tak - odparł patrząc na Juna. - Ja nie mieszkam z Takano - dodał spokojnie. - Będę miał swoje mieszkanko - uśmiechnął się szeroko.
Takano
- Mhm ale masz tatę, który cię kocha - ucałował go raz jeszcze, zanim wziął swój koktajl i upił potężny łyk z niego. - A wiesz, że Jolie nie gryzie dziadka? Boi się go - zachichotał. - Poszliśmy do niego... bo byłęm z nimi na spacerze i Jolie zaczęła na niego krzyczeć, skoczyła na niego, a on ją skarcił i dał jej klapsa w tyłek... i zaczęła się go bać.
Jun
- Pff... nie mógłbym... on ma za duży dom. Nie mógłbym w takim mieszkać - wyjaśnił spokojnie. - Tak sam... byłoby strasznie, miałbym koszmary.
Takano
- No właśnie dlatego. Nic jej nie zrobił, a ona się na niego rzuciła. Powiedział, że jest niewychowanym psem i potrzeba jej trochę dyscypliny. Ma trochę racji - przyznał chichocząc pod nosem. - Nie może rzucać się na każdego...
Jun
- P-po co? - zająknął się spoglądając na niego. - Przecież mogę przeżyć bez jego zapachu... - wymamrotał nie bardzo rozumiejąc.
Takano
- Co jej nie usprawiedliwia... wyrosła już i powinna się nauczyć, że nie każdy jest jej wrogiem - odparł spokojnie Tomo uśmiechając się lekko do Jolie. - Nauczę ją tego - zdecydował po chwili. - Instynkt instynktem ale czasem ją zawodzi.
Jun
Puknął go w ramię, niemal nie przewracając się wraz z motorem Takano.
- Nie potrzebuję czegoś takiego - żachnął się mamrocząc pod nosem, że nie jest dzieckiem i potrafi się obejśc bez czyjejś bluzy. - No może tylko kiedy jestem chory.
Takano
- To co? Miał jej pozwolić się pogryźć? - uniósł lekko brew. - On jej nie uderzył mocno. Zrobił to lekko. Wystarczyło by przestała na niego skakać - burknął odsuwając się od niego i wzdychając lekko.
Jun
- Juun! - jęknął tym razem już nie utrzymując równowagi i padając wraz z motorem. Skrzywił się lekko bo trochę się obił. O maszynie już nie wspominając. - Ała... wszystko przez ciebie - burknął siadając z boku.
Takano
- Ja jej w ogóle nie trzymałem. Obiecała mi przed wyjściem, że będzie grzeczna. Kłamała - skrzyżował ręce na piersiach. - A dziadek chciał jej tylko dać coś dobrego do jedzenia - burknął. - Zawsze tworzy mieszanki pożywne dla zwierzaków. Lubią je... są hitem... a ona na niego skoczyła i chciała go gryźć. Niedobra Jolie.
Jun
- Przepraszam, ale tak mnie zaskakujesz i o... - podniósł koszulkę, by sprawdzić, czy ze szwami wszystko w porządku. Dotknął ich delikatnie palcami. - Tak, wszystko gra. Obiłem tylko się trochę - wzruszył ramionami.
Tomo
Westchnął ciężko, zbierając naczynia i wyminął ich oboje idąc do kuchni by je pozmywać. Nie zamierzał zmieniać jej za bardzo, tylko oswoić z pewnymi osobami. Nic więcej.
Jun
- Pewnie, możemy iść - nie skomentował już jego słów, tylko dźwignął motor Takano, patrząc czy nic mu się nie stało. Odetchnął z ulgą. - Żyje... nic mu nie jest.
Takano
- Nie jestem - odparł spokojnie, odstawiając naczynia na suszarkę. - Tylko nie uważam, żeby on zrobił coś złego. To naturalne że chciał się obronić, a słowa nie pomogły... - wymamrotał. - A ty tak powiedziałeś jakbyś uważał go za potwora...
Jun
- Ale nie wiem czy nie wiąże z tym motorem jakichś uczuć osobistych... wiesz prezent od taty czy coś - wymamrotał. - Przecież ty masz parę takich rzeczy... ja też...
Takano
- Nie powiedziałem ci to żebyś coś z tym zrobił, tylko żebyś wiedział jak sprawa stoi - odparował na to odkładając wreszcie ścierkę do mycia naczyń. Skrzywił się lekko, łapiąc się mocniej szafki. Przez chwilę oddychał ciężko walcząc z mdłościami. Brak snu wreszcie zaczynał dawać mu się we znaki. Zapomniał o kolejnej dawce kofeiny. - Nic mi nie jest - ostrzegł Takano biorąc się w garść i podchodząc do czajnika. - Zrobię kawy... napijesz się?
Jun
- No...i jeszcze nie wiem co to takiego, poza domem... - rzucił z lekkim uśmiechem. - Ale jak się dowiem, to będę wiedział co mogę niszczyć niechcący a czego nie.
Takano
Tomo naburmuszył się trochę, ale przyszedł do mężczyzny, kładąc się posłusznie na kanapie z głową na jego kolanach.
- Ale ja nie chcę spać, jak już wróciłeś - wymamrotał. - Nie chcę, nie chcę, nie chcę!
Jun
- Jest jego mamy... tej prawdziwej - uśmiechnął się lekko. - Ma do niego sentyment... dlatego też nie mogę z nim mieszkać. Jeszcze wujek postanowi go spalić...
Takano
- No b-bo... - zająknął się, zamykając oczy. - Tęskniłem... - wymamrotał beznadziejnie. - Trochę kręci mi się w głowie - przyznał szczerze, uznając że chyba nie ma sensu dłużej się kłócić. Zamiast tego przytulił się mocno do Takano, przysypiając. Spał niespokojnie, strasznie się rzucając i oddychając nieco chrapliwie. W jednej chwili zacisnął mocniej pięści i chwilę później dotknął swojego gardła jakby próbując zaczerpnąć powietrza. Obudził się w panice.
Jun
- Mhm chyba tak, właśnie dlatego - zgodził się z nim Tomo. - Eh...chyba musiałbym go zabić, żeby to rozwiązać - wymamrotał. - Nie wiem jak to zrobić, staram się mu w drogę nie wchodzić. Trochę się go boję...
Takano
Tomo popatrzył na niego i potrząsnął przecząco głową, zbierając się z jego kolan i schodząc na podłogę. Poczuł ciepłe łzy na policzkach, ale wciąż nie mógł dobrze złapać oddechu. W akcie desperacji przytulił się do nogi Takano.
Jun
- Nie mam jak... wszystko co mam to domysły, a on jeszcze gotów wsadzić mnie za morderstwo moich sióstr. Jest wpływowy - wyszeptał. - Boję się, że działa na współkę z matką.
Takano
Tomo wtulił się w niego mocno, pozwalając sobie na cichy płacz. Dopiero po dobrej chwili uspokoił się trochę. - To tylko koszmar, sen... - szepnął próbując siebie samego o tym przekonać. - Nie palimy się... - dodał cicho.
Jun
- Um... ja wiem Jun - mruknął cicho Tomo. - Ja wiem, wiem... tylko na razie nie umiem pozbyć się tego strachu. Koszmary nadal mnie męczą, nie wiem jak się ich pozbyć.
Takano
- Przepraszam - wyszeptał z jakby lekką obawą rozglądając się dookoła. Odetchnął z wyraźną ulgą, wtulając się w Takano jeszcze mocniej. - Nie puszczaj - poprosił go.
Jun
- Uhm postaram się, ale nie obiecuje. Wiesz, że ja wolę dusić w sobie niż opowiadać o swoich problemach - przypomniał mu.
Takano
- Boję się Taka-chan... strasznie się boję - szepnął wciskając głowę mocniej w jego tors. Czuł że jest wyczerpany. Jego organizm odmawiał mu posłuszenstwa, ale nie mógł mu dać spać. - Że znów spali... - wydusił z siebie.
Jun
- Ja wiem... eh wiem, tylko że to nie takie proste. To znaczy... nie dla mnie przyznał bez bicia.
Takano
Tomo potrząsnął przecząco głową. Nie był wcale pewien czy da się obronić przed jego wujkiem. Przytulił się mocniej do mężczyzny uspokajając wreszcie oddech i tylko cicho płacząc. Był zmęczony tymi koszmarami. Zmęczony psychicznie.
Jun
- Ale ja wam ufam... ja tylko nie ufam osobom, które chcą mnie skrzywdzić - wyjaśnił swoją pokrętną logikę. - Stąd fakt, że jestem taki a nie inny...
Takano
- Przyniosę babeczki - stwierdził w końcu, ocierając łzy rękawem i odsuwając się od Takano. - Przepraszam - dodał zaraz nieco zażenowany swoim zachowaniem. - Wypijesz herbaty?
Jun
- Tylko ja... strasznie się go boję Jun, strasznie - przyznał się mu w końcu, chwytając mocniej motor by opanować drżenie ramion i rąk. - Nic mu nie robię, a on mnie nienawidzi. Nie rozumiem dlaczego...
Takano
Jolie zawarczała ostrzegawczo w stronę kuchni, jakby mając Tomo za złe, że noga Takano wciąż go boli, ale kiedy chłopak wrócił z dwoma kubkami herbaty i babeczkami tylko obrzuciła go spojrzeniem niezbyt ufnym i położyła się znów na podłodze, pozwalając szczeniakom na próby wdrapania się na jej grzbiet.
- Proszę - podał mężczyźnie herbatę samemu biorąc babeczkę. Potrzebował teraz coś słodkiego.
Jun
- Jun... dla mnie to nie takie proste, iść z nim porozmawiać i wyłożyć kawę na ladę. Ja chyba bym umarł zanim bym to zrobił - przyznał ze śmiechem, wreszcie skręcając w uliczkę prowadzącą do domu Amakusów.
Takano
- Naprawdę ci smakują?! - Tomo aż podskoczył z radości i objął go mocno za szyję na chwilę go przytulając. - Cieszę się! - wyszczerzył się do niego jedząc dalej swoją babeczkę. - Ale to nie moja zasługa. Przepis krok po kroku był bardzo dobrze opisany.
Jun
- Na razie nie chcę do niego iść. Potrzebuję trochę czasu Jun - przyznał szczerze. - Ale jak już się zdecyduję to dam ci znać.
Takano
- Znalazłem cały zeszyt z twoimi przepisami, ale nie próbowałem nic więcej - przyznał z uśmiechem. - Wolałbym, żebyś mnie nauczył paru innych. Będzie zabawniej i przyjemniej - ucałował go mocno w usta. - Piec wspólnie...
Jun
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego lekko, stając przed wejściem do domu Amakusów. Postawił motor Takano na nóżce i oparł się o niego nieco. - Zmęczyłem się.
Takano
- Czekoladki - odparł od razu. Wygrały ze wszystkich propozycji. - A potem ciasteczka - dodał za chwilę, przytulając się do niego lekko. - Lubię tak z tobą siedzieć - szepnął, głaszcząc go po udzie chorej nóżki.
Jun
- Ano... trochę tak, a od mojego bardzo... - przyznał szczerze. - Ale dałem radę aż do Yukan - uśmiechnął się do niego szerzej. - W normalnych warunkach poradziłbym sobie z nim.
Takano
- Brzmi świetnie. A czekoladki zwykłe i z nadzieniem - uśmiechnął się szeroko. - Nauczysz mnie, to będę mógł ci na walentynki czekoladki zrobić - zaśmiał się nieco się przy tym rumieniąc.
Jun
- Ano... ale wiesz potem to już pozwolenia na jazdę nim pewnie nie otrzymam - zachichotał. - Jeśli to jego cacuszko... będzie się o nie bał tak jak ty. Samce alfa...
Takano
- Oj... ale ja zrobię takie zwykłe z nadzieniem i będziesz musiał je przełknąć - burknął chłopak, zaraz dając mu kuksańca w bok i wstając by otworzyć drzwi. Jolie zawarczała ostrzegawczo wysuwając mordkę z salonu by zobaczyć kto przyszedł.
- Dobry... - burmistrz zamrugał kilkakrotnie. - Co ty tu robisz? - zapytał go zmieniając ton głosu o kilka oktaw. Nie czekając na zaproszenie przestąpił próg wymijając chłopaka. Tomohisa jeszcze chwilę stał w miejscu, oddychając powoli by się uspokoić i nie pozwolić panice na wygraną.
- Jolie, spokój - poprosił ją ale bez przekonania, kiedy sunia zawarczała głośniej na burmistrza i szczeknęła, podchodząc do chłopaka.
- Dobry wieczór! - mężczyzna wszedł w swoją rolę widząc Takano. - Pozwoli pan że się przedstawię - wyciągnął do niego rękę. - Kurosagi Akira - uśmiechnął się, podając mu dobry rocznik wina. - Przychodzę by powitać cię w naszej skromnej mieścinie.
Jun
- Wiem, wiem - uśmiechnął się Tomo. - Bo przecież bez tego mężczyzna traci na męskości - pokazał mu język, kręcąc głową z niedowierzaniem.
Takano
Tomo z przyjemnością spełnił prośbe Takano, biorąc ze sobą jeszcze szczeniaki. Zaprowadził je na góre do sypialni i przytulił się chwilę do Jolie, uspokajając się. Psinka polizała go po policzku, jakby chcąc dodać otuchy. Dopiero po dobrej chwili zdecydował się dołączyć do nich w salonie.
- Bardzo możliwe - zgodził się burmistrz z Takano. - Nie jestem znawcą win - nie dał po sobie poznać że go trafiła ta uwaga. - Słyszałem, że jesteś wyśmienitym cukiernikiem - zauważył z uśmiechem. - Planujesz się tu osiedlić na stałe? Gdzie stanie twa cukiernia? - zainteresował się, a Tomo usiadł obok Takano, potrząsając głową na znak, że nie chce wina.
Jun
- Wiesz... nie zapominam, że też jestem facetem i mam swój motor. Kocham go nad życie - poklepał go po plecach, odzyskując dobry humor. - Ok jesteśmy na miejscu - pokazał mu willę Takano.
Takano
Tomo zachłysnął się powietrzem słysząc tę wypowiedź. Akira obrzucił go tylko chłodnym spojrzeniem.
- A więc będziesz budował piekarnię.... - rzucił mimochodem. - Wykupisz ode mnie ziemię? - zainteresował się unosząc lekko brew i spoglądając na Tomo.
- Nie muszę, odbudowuje ją w tym miejscu, w którym stała. Papiery własnościowe nie spłonęły. Nie było ich w piekarni w dniu.... - zacisnął na chwilę wargę, równocześnie starając się ukryć drżenie rak i głosu. - ...wypadku - zakończył. Zauważył w oczach swojego wuja dziwny błysk, który zaraz zgasnął.
- Czyli wchodzicie razem w spółkę. No proszę - uśmiechnął się delikatnie. - To się dobrze składa. Przyda nam się mały rozgłos - dodał wesoło. - Już zacznę przygotowania do kampanii reklamującej cukiernię!
Jun
- Ano... teraz już możesz zacząć rozumieć dlaczego nie chcę tu mieszkać... a samemu to już w ogóle. Chata jest za duża - wymamrotał otwierając drzwi od garażu, i pomagając Junowi wprowadzić motor.
Jun
- Tylko nie dawaj mu takiego pomysłu! Jeszcze zechce mnie posuwać w każdym w pokoi na każdym sprzęcie...- burknął. - ... ale w łazience mógłby to zrobić... - odchrząknął nieco się czerwieniąc. - Wejdziesz na herbatę? Czy od razu znikamy? - zapytał go po chwili.
Takano
- Oh ależ to nic nie szkodzi, dobra kampania reklamowa nie jest zła - zapewnił go. - Tylko nie wiem czy Tomohisa jest dobrym wspólnikiem. Raczej przeciętny z niego kucharzyk - dodał spokojnie, a Tomo spróbował olać jego słowa. Nie przepadał za dyskusjami z nim. Nie chciał się w taką teraz wdawać. Wyszedłby, gdyby nie czuł się tak słabo. - Może ci przynieść tylko złą sławę.
- Takano doskonale wie jakim jestem kucharzem, piekarzem... - odparł w końcu po dłuższej chwili. - Sam mu to odradzałem, ale się uparł - wywrócił oczyma. - Poza tym nie będę z nim mieszkał... - jakoś nie mógł się powstrzymać by to dodać.
- Nie interesuje mnie twoje miejsce zamieszkania - żachnął się burmistrz mierząc go zimnym spojrzeniem. Tomo skinął głową wstając jednak.
- Wybaczcie - rzucił jeszcze wychodząc z pokoju i niemal biegnąc do łazienki. Zamknął za sobą drzwi i usiadł na podłodze opierając się o nie. Oddychał chrapliwie, nie mogąc złapać oddechu. Dał panice nad soba zapanować i teraz miał malutki problem.
Takano
- W takim razie postanowione - burmistrz wziął wino ze sobą i wstał. - Kampanię reklamową zacznę jak tylko staniecie na nogi z cukiernią - uśmiechnął sie szeroko. - Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, do widzenia - pożegnał się wychodząc.
Jun
- Oj tam... po prostu wcześniej nie było okazji - zaśmiał się Tomo wpuszczając go do środka. - Uwaga na psa - ostrzegł, wchodząc tuż za nim i słysząc już złowrogie szczekanie Jolie. - Jolie! Spokój - poprosił ją odkładając buty i kucając by ją pogłaskać i udobruchać.
Takano
Tomohisa odsunął się od drzwi próbując podnieść się na nogi. Jednak jego głowa zaprotestowała i wrócił do siadu. - Możesz - wydusił z siebie cicho, walcząc z mdłościami. - Poszedł już? Poszedł? - zapytał go szeptem, gdy tylko mężczyzna pojawił się w łazience.
Jun
- Ani mi się waż! Jak ja tobie mówię w sekrecie, a ty chcesz mu wszystko wyśpiewać - fuknął na niego. - To jest Jolie... nie przepada za ludźmi... nie wiem czemu mnie lubi - wzruszył ramionami. - Jolie to jest Jun, mój przyjaciel. Nie zrobi ci nic złego - obiecał psince.
Takano
- Aż tak źle wyglądam? - zapytał go raczej retorycznie. Nadal miał problem z oddychaniem, choć już nieco mniejszy. Odsunął dłoń, kiedy Takano go złapał i potrząsnął przecząco głową. - Za chwilę - obiecał. Nie chciał jednak teraz być dotykany.
Jun
- Kiedyś na pewno, ale wolałbym żeby dowiadywał się tego ode mnie - pokazał mu język. Jolie obwąchała jego rękę i nieśmiało go po niej polizała, po czym odeszła dostojnym krokiem. - Ok... chyba cię akceptuje - zdecydował się wysunąć hipotezę.
Takano
Zaśmiał się nieco histerycznie.
- Ja mam same lęki, wpadam w panikę co chwilę - zauważył starając się otrzeć łzy rękawem. - Miałem wypadek... wiozłem siostry, obie... one zginęły - wydusił z siebie. - Ciężarówka w nas wjechała... ale one nie żyją, a ja... wolałbym sam zginąć - przyznał cicho.
Jun
- Pewnie, wchodź - zaprosił go do środka, samemu idąc od razu do kuchni. - Herbatę, co nie? - upewnił się.
Takano
- Ale ja piłem... nie powinienem prowadzić. One mnie namówiły, ale byłem idiotą że dałem się namówić! - krzyknął biorąc jedną z chusteczek i dmuchając nos. Złapał go za szyję przytulając się do niego. - Przepraszam, że ci tak krzyczę.
Jun
- Proszę bardzo - podał mu herbatę i zajrzał do lodówki. Ocenił na oko świeżość ciasta i w końcu stwierdził, że może i ciasto podać. - Smacznego.
Takano
- Uhm już tak nie jeździj. NIe ma jeżdżenia po pijaku, ok? Obiecaj - poprosił go chłopak, nadal go nie puszczając. Dopiero po dłuższej chwili się odsunął biorąc kilka głębokich oddechów. Nadal nie był spokojny, ale... nie chciał już tego dać po sobie poznać.
Jun
- On robił - skinął głową, biorąc trochę ciasta. - Smak... upiekł ciasto, które miało w smaku przedstawiać mnie - żachnął się. - Dlatego jest takie... dziwne.
- Po kieliszku wina do obiadu możesz... ale jak już trochę odczekasz po obiedzie - uśmiechnął się słabo podchodząc do umywalki i obmywając twarz. Spojrzał w lustro i potrząsnął głową. - Nie, ale już jest lepiej - przyznał szczerze.
Jun
- I jeszcze nie pozna za szybko... wystarczy że poznał moje zamiłowanie do publicznych miejsc... i seksu w miejscach publicznych - odchrząknął. - Nie patrz tak na mnie...
Takano
- Taka-chan... - Tomo wyszedł na chwilę za nim. - A uhm... mógłbym dostać dziś lampkę wina pasującego do babeczki? - zapytał go za chwilę. Uznał że przyda mu się taki wytrawny alkohol. NIe dużo. Symbolicznie. - I...mogę dziś zostać na noc? Chciałbym się do ciebie przytulić w nocy - wyjaśnił szybko.
Jun
- W pociągu... w pustym przedziale, nie zarezerwowanym - oznajmił mu to zanim zdołał ugryźć się w język. - Nigdzie indziej... moje inne fetysze... - zastanowił się chwilę. -...ano...chciałbym kiedyś żeby użył na mnie paru zabawek z sekshopu, no wiesz... tak mu się oddać kompletnie, ale... - tu spalił buraka. - Matko! Po co ja ci to mówię?!
Takano
- Dziękuję - przytulił się do jego pleców, po czym puścił go i poszedł wypuścić psiaki. Szczeniaki od razu na niego skoczyły domagając się pieszczot więc wziął je na ręce i zniósł na dół po czym jeszcze chwilę im poświęcił głaszcząc je po łebkach. Jolie natomiast ułożyła się u jego nóg uspokojona. - Następnym razem możesz go pogryźć - rzucił cicho Tomo. - I nie żałuj ząbków - poradził jej z lekkim uśmiechem.
Jun
- EJ! To jest myśl - rzucił zaraz zacierając łapki. - Chodź. Pomożesz mi w poszukiwaniach - zdecydował zaraz ciągnąc przyjaciela aż do sypialni. - Od czego by zacząć...
Takano
Tomo chwycił buteleczkę w ręce i obrócił ją w dłoniach po czym pokiwał lekko głową.
- Na pewno zasmakuje - uśmiechnął się do niego. - Ale tylko jeden kieliszek, dobrze? - upewnił się, że Takano wie, by mu nie dolewać więcej.
Jun
- Hm...nie mam pojęcia - Tomo wzruszył ramionami. - W sumie to on mówił, że nie lubi wiązań czy coś - mruknął spokojnie. - Też chyba bym nie chciał by mnie wiązał... no ewentualnie paskiem do łóżka - mruknął jakby do siebie, przeszukując jego szafki. - O jakieś kajdanki....
Takano
- Czyli idealne dla nas - stwierdził z uśmiechem, biorąc od niego kieliszek i chwilę delektując się samym aromatem wina. Posmakował zaraz łyk i pokiwał głową z uznaniem. - Jest pyszne - stwierdził spokojnie. - Ano... - tu spojrzał na Takano. - Czy ty... masz jakiesz fetysze związaen z seksem? - zainteresował się.
Jun
- No nie wiem... może jakiś pejczyk... ale od biedy pasek może być, tylko to bardziej ciągnie... hm mógłbym pograć niegrzecznego chłopca - zaśmiał się tylko, po czym odrzucił tę myśl od siebie.
Takano
- A nie wiem... tak jakoś - stwierdził, bo sam nie do końca wiedział skąd nagle mu to pytanie przyszło do głowy. - Mhm... czyli nic specjalnego. Łatwo będzie spełnić twe wymagania - zachichotał, biorąc sobie babeczkę.
Jun
- Nie masz... twój przyjaciel tylko potrzebuje adrenaliny - przyznał szczerze. - Bez niej nie potrafi się odnaleźć - westchnął przeciągle. - Obejdzie się bez spełniania moich fantazji - machnął ręką.
Takano
- Z techniką sobie poradzimy - zabrał mu babeczkę sprzed nosa, piorunując go wzrokiem. - Masz swoje, nie podżeraj mi - pogroził mu palcem. - Moje? Przecież je znasz... starczy że będziemy się kochać w publicznych miejscach - pokazał mu język.
Jun
- Nom... coż na ten deseń. Tak, koneic z szukaniem. Nie będzie prezentów tego typów - zdecydował.
Takano
Tomo potrząsnął przecząco głową, nabierając wody w usta.
- Nic ci nie powiem - oświadczył śmiejąc się pod nosem. - Nic a nic - zamiast tego usiadł mu na kolanach i ucałował go mocno w usta. - Nic - powtórzył, całując raz jeszcze.
Jun
- Nic się nie stąło - odparł zgodnie z prawdą. - Uznałem tylko, że jestem za bardzo zboczony...
Takano
- A co? Nie działa? - zapytał go szeptem, muskając jego szyję, raz po razie robiąc mu malinki. - Mhm to chyba muszę się trochę bardziej postarać - zdecydował ruszając się sugestywnie na jego biodrach, w celu pocierania jego przyrodzenia. - Kto powiedział, że świat jest fair? - zachichotał, muskając raz jeszcze jego usta, zanim wsunął dłonie pod jego koszulkę.
Jun
- Nie wiem... nie pytałem go o udany seks... - wymamrotał chłopak. - Nie, stwierdziłem tylko że nie muszę wszystkich moich fantazji seksualnych spełniać i że muszę wydorośleć.
Takano
- To się zrelaksuj. Dzisiaj ja pracuję - ucałował go mocno w usta i wyciągnął ręce spod koszulki mężczyzny. Złapał go obiema rękoma za twarz i ucałował mocno, namiętnie. - Spokojnie, nie musisz wstydzić się swojej blizny - to mówiąc ściągnął swoją bluzę, pokazując mu swoją bliznę. - Wyglądam z nią seksownie - pokazał mu język, uśmiechając się lekko. - Wiesz... ja lubię blizny... zwłaszcza te dobrze zszyte - dodał z lekkim uśmiechem, całkując go raz po raz w usta.
Jun
- Uhm o moim... - Tomo zająknął się na chwilę, po czym wzruszył ramionami. - Chyba masz rację. Bez alkoholu i dragów... nie pamiętam takiego mega satysfakcjonującego seksu - przyznał szczerze. - Więc myślisz, że to nie jeest źle, że chcę takie dziwne rzeczy?
Takano
- A powiesz mi tylko.... jaki miałeś wpływ na nasze blizny? Bo z tego co wiem, nie ty je nam zafundowałeś - zauważył spokojnie muskając jego wargi raz po raz. - Nie ty jesteś ich winien - ucałował go mocniej. - Ty masz większą boś większy facet jest - puścił do niego oczko. - A teraz już przestań się śmiesznie wstydzić - dodał po chwili rozpinając jego koszulę i dotykając delikatnie jego blizny. - Kocham cię z blizną jak i bez - zsunął się z jego kolan i ucałował jego bliznę, po czym zajął się rozpinaniem jego spodni. Wyciągnął pewnie jego przyrodzenie od razu połykając go w całości.
Jun
- Dlatego sobie odpuszcze takie fantazje. Zresztą on ze mną i tak ma piekło - pokazał mu język, po czym uśmiechnął się lekko. - Nie będzie mi musiał nic robić. Wystarczy że będzie - dodał zaraz.
Takano
Tomohisa sprawnie operował językiem, starał się utrzymywać równe tempo, tak by przy okazji się nie zakrztusić. Dopiero kiedy Takano przytrzymał go trochę dłużej, klepnął go po dłoniach automatycznie odsuwając się od niego i odkaszlując.
- No wiesz? - uniósł lekko brew. - Aż tak wprawiony to nie jestem, na głębokie gardło ciężko mi się bierze - przyznał szczerze, spoglądając na mężczyznę i zaraz się do niego uśmiechając. - Ano... blizny są seksowne - potwierdził wracając do pracy nad jego interesem.
Jun
- Ale nie muszę otrzymywać wszystkiego co chcę - przypomniał z lekkim uśmiechem. - Ja po prostu nie sądzę, by te fantazje były odpowiednie. Poza tym nie mogę myślec tylko o sobie...
Takano
- Nie szkodzi i wiem - zaśmiał się cicho, kończąc robotę. Nie musiał się aż tak starać, by doprowadzić Takano do wytrysku. Zaraz potem zapiął mu spodnie wracając na jego kolana. Ucałował jego tors, przytulając się do niego mocno. - Nawet dobrze smakujesz - dodał chichocząc pod nosem.
Jun
- Eh ale Jun... to nie jest łatwe opowiadać o TAKICH fantazjach - rzucił Tomo wzdychając cięzko. - I przeżywanie pierwszej miłości jest do dupy...
Takano
Uśmiechnął się lekko zlizując spermę z jego paluszka i ssąc go jeszcze chwilę, zanim ucałował go raz jeszcze i założył na siebie bluzę.
- Pójdę zapalić - oznajmił tylko, bo fajki już mu pachniały od dłuższego czasu. Wypuścił zwierzaki do ogrodu, samemu siadając na drewnianym ganku i odpalając papierosa.
Jun
- Ale ja mu nie powiem! W życiu! Zwariowałeś doszczętnie.... toż to straszne będzie - jęknął Tomo.
Takano
- Pewnie, ja tylko nikogo nie chcę namawiać - wyjaśnił z lekkim uśmiechem, opierając głowę o jego ramię. Ziewnął lekko, po czym zaciągnął się papierosem. - Naprawdę nie masz żadnych dziwnych fantazji?
Jun
- Myślenie będzie musiało mi wystarczyć - burknął Tomo. - A ty jakieś masz? Fantazje seksualne z Ryu?
Takano
- Mhm.... nie wiem jak mi wyjdzie to jęczenie - zaśmiał się cicho, zaraz zaciągając się mocniej dymem papierosowym. - No wiesz... na przykład jakieś fetysze czy coś... że nie wiem... lubisz kogoś tak w kajdanki zakłuć i zdominować czy coś - zaproponował.
Jun
- No to martw się o swoje życie seksualne, a nie moim się zajmujesz - trzepnął go przez łeb. - Aż tak źle jest?
Takano
- A jakie jeszcze zabawki posiadasz w swojej kolekcji? No bo jak czegoś szukałem z Junem...to dokopaliśmy się tylko do kajdanek - odchrząknął przyznając się do przeszukiwania jego rzeczy. - Ano ne... ja nie chcę żebyś ty od tak spełniał moje zachcianki... chciałbym żebyś miał z tego przyjemność - naburmuszył się lekko.
Jun
- Mhm...ale chyba lepiej nie naciskać co nie? On sam musi się przekonać do hm... większej aktywności seksualnej. Ciesz się, że możesz go potulić, pocałować... może próbuj schodzić pocałunkami niżej... i jakby z każdą taką sesją oswajać go do tej coraz niższej granicy - zaproponował.
Takano
- Mhm... ah... więc ta pani, która przyszła i była taka zdeterminowana by wejść i posprzątać, to sprzątaczka twoja, tak? - zamrugał kilkakrotnie. - Zwolniłem ją - zaśmiał się cicho. - No bo nie miałem pojęcia... i powiedziałem jej że ma już nie przychodzić...
Jun
- No, no... zobaczymy jak długo uda ci się tak ładnie spokój zachowywać. Ja trzymam kciuki - pokazał mu kciuki.
Takano
- No weź... daj sobie trochę czasu i pokaż że potrafisz łapki sobie pobrudzić - ucałował go w usta. - Dasz radę posprzątać ten dom. Od tej pory robisz wszystko samodzielnie. Swoimi łapkami - złapał jego dłonie i pogładził je po wierzchu.
Jun
- Ale takie wycieczki nie są złe. Ja je mam nadal i wcale mi nie przeszkadzają - uśmiechnął się szeroko.
Takano
- I będzie nam tu przyłaziła tak raz w tygodniu? - wzdrygnął się na samą myśl. - A gdzie tu prywatność? - zapytał go zaraz. - Ugh... dobrze że jednak będę miał gdzie mieszkać - odetchnął z ulgą wykładając się na tarasie i spoglądając w niebo. Przyzwyczaił się do mieszkania samemu i nie uśmiechało mu się to zmieniać. Na dodatek obca baba w mieszkaniu wcale go nie pocieszała. - A tak się ucieszyła, jak jej powiedziałem że zdecydowałeś się sam sprzątać... oświadczyła, że panicz Takano wreszcie wychodzi na ludzi... a tu taaaaakie rozczarowanie - zaśmiał się.
Jun
- Oj tam marudzisz. Bez seksu też się da żyć!
Takano
- Nie będę miał każdej niedzieli wolnej - zauważył spokojnie Tomo. - Ja pracuję 24 godziny na dobę nawet na urlopie - zauważył z lekkim uśmiechem. - Biorę tylko ewentualne wolne jak dzisiaj, żeby powitać panicza w domu i żeby mu smutno nie było, że taka wielka chałupa, bo nawet wysprzątać sam nie daje rady - zaczął go lekko podpuszczać. - Ale od jutra to mnie nie ma. Nie zobaczysz mnie aż do naszej randki - oświadczył mu prosto z mostu. - Jutro naprawiam dach u dziadka, idę akompaniować dzieciakom z chóru, wpadam na budowę zobaczyć jak chłopakom leci, potem idę do Juna sprawdzić czy nie dostał przypadkiem trochę trupków dla mnie do zszywania - oczy mu zabłysnęły radośnie. - Potem mogę wpaść dać ci buzi, wracam do dziadka, grzebię trochę w kuchni i idę spać - pokazał mu swój typowy plan dnia podczas urlopu.
Jun
- No tak... więc wykorzystaj to podniecenie w jakiś konstruktywny sposób. Nie wiem... wytul go tak mocno i nie daj mu uciec - uśmiechnął sie do niego. - Idź na fale, poserfuj... idź na spacer.
Takano
- Jakoś dasz radę, leniwcu - rzucił Tomo uśmiechając się do niego lekko. - Ale ja odpoczywam czynnie - zauważył zaraz. - Nie ma lekko. Akompaniuje dzieciakom dla przyjemności, pomagam Junowi z trupkami dla przyjemności, dziadkowi no bo trzeba, poza tym kocham go i nie mogę mu pozwolić samemu wchodzić na wysokości, kiedy z niego już stare pruchno - wymienił dlaczego ma tyle na głowie.
Jun
- No tak... ale ja tam w ciebie wierzę. Dasz sobie radę - odparł chłopak.
Takano
- Nie, dlaczego ma mnie to smucić? - zapytał go cicho Tomo nieco się dziwiąc jego widzimisiom. - Takie jest życie - zauważył cicho. - Poza tym jak cię wyposzczę, będziesz bardziej chętny na przytulanie - dodał z lekkim uśmiechem. - Dla mnie to normalne...
Jun
- Oj tam, zaparzę ci zaraz drugą - wyszedł zaraz za nim i przysiadł na chwilę na schodach. - Zaraz do ciebie dołącze - obiecał. Musiał tylko odpocząć.
Takano
- Nagram nowe - uśmiechnął się lekko Tomo. - Właściwie to zastanawiam się nad kupnem takiego sprzętu nagrywającego... i w swoim mieszkanku chcę go zamontować i amatorsko nagrywać... popuszczam ci. Będą tylko dla twojego słuchu - zachichotał, po czym uniósł lekko brew. - Tak... a potem wystawisz mój akt w jakiejś galerii tak jak chciałeś to zrobić już wcześniej. Tak mnie do tych prac nie zachęcisz - żachnął się chłopak.
Jun
- Nie, jest ok. Tylko w boku mnie trochę kuje - przyznał się bez bicia nieco się krzywiąc i trochę się kuląc, żeby ból przestał tak pulsować. - Ale dostałem leki przeciwbólowe. Lekarz mówił, że mam jeszcze dużo odpoczywać.
Takano
- Wcale nie, nie powinieneś tak łatwo się poddawać - jęknął Tomo turlając się na ganku i siadając w pewnej odległości od niego. - Mogę ci pozować, ale nie ma mowy o akcie na konkursie, jasne? - upewnił się, że wszystko zrozumiano. - Jak mnie oszukasz to się pogniewamy - ostrzegł go, bo nie chciał by ktoś inny oglądał go nago. - Ugh... moja nagość jest moją prywatnością. Tobie pokazuję, bo jesteś wyjątkowy... inni widzieć nie muszą.
Jun
- Oj przecież mnie znasz - chwycił się mocniej poręczy i wciąż krzywiąc się z bólu zaczął schodzić na dół. - Póki nie stracę przytomności, to się mnie do łóżka nie wsadzi...
Takano
- Obiecujesz? - zmrużył niebezpiecznie oczy nadal się do niego nie zbliżając. - W końcu nigdy nie wiadomo co po głowie tobie chodzi - fuknął obrażony na żarty.
Jun
- Ale nic mi nie jest - jęknął Tomo. - Matko Jun nie przesadzaj. Tylko trochę boli - wywrócił oczyma. - Wezmę lek i przejdzie - żachnął się. - Aż tak źle nie jest, żebym musiał w łóżku leżeć... - potknął się i poleciał do przodu w ostatniej chwili łapiąc się poręczy.
Takano
- No bo moje fetysze są... zboczone i dziwne i w ogóle ci się nie spodobają, więc obejdę się bez nich. Serio... - wymamrotał tylko, przytulając się do niego mocno. - Zresztą jeden z nich znasz... miejsca publiczne... jak toaleta w centrum handlowym, albo restauracji, plaża...w wodzie na przykład, toaleta w samolocie...tylko najpierw musiałbym nim lecieć... - rzucił kilka luźnych pomysłów.
Jun
- Ale marudzisz - burknął Tomo prostując się i niemal nie krzycząc z bólu. - Najpierw dojdziemy do dziadka, a potem pomyślimy o moim odpoczywaniu... zapytam go co jest do zrobienia...
Takano
- Ja się nie wstydzę, tylko myślę o tobie... - wymamrotał Tomo, spuszczając wzrok. - Chciałbym kiedyś zostać kompletnie przez ciebie zdominowany - wyszeptał całkowicie się czerwieniąc i chowając głowę w jego pierś. - Ale! Nie musimy tego robić! Obejdzie się - żachnął się zaraz.
Jun
Prychnął niezadowolony zaraz próbując usiąść, ale ostry wzrok Juna go od tego odwiódł. Skrzyżował więc tylko ręce na piersiach.
- Nie myśl sobie, że ja tu sam zostanę - fuknął na niego strasznie niezadowolony.
Takano
Tomo potrząsnął przecząco głową.
- Nie zmuszaj mnie do opowiadania o szczegółach - poprosił go paląc jeszcze większego buraka i wciskając głowę jeszcze mocniej w niego. - Bo to... to takie żenujące - wymamrotał, obejmując go mocno za szyję. - Chciałbym uhm żebyś mnie tak zniewolił z kajdankami i innymi zabawkami... może nawet i dał klapsa - wybąkał już nie wiedząc jak on mu w oczy spojrzy.
Jun
- Więc jak sobie pójdziesz to ja też pójdę. Nie chcę zostawać sam w tym wielkim domu - wymamrotał. - Jest za wielki i będzie w nim straszyło. Na pewno!
Takano
- Tak... jest strasznie. Nie lubię opowiadać o tym czego chcę - wymamrotał chłopak. Zazwyczaj myślał o innych, więc ta umiejętność była mu nie potrzebna. - Nie jesteś zły? Za taki dziwny fetysz, zboczony? - zapytał go cicho.
Jun
- Ale ja wierzę... a to mnie chcesz tu zostawić - burknął chłopak, zakrywając oczy dłonią i pocierając sobie skronie. - Tu została zamordowana kobieta... może być mściwa - wzdrygnął się. Za dużo horrorów.
Takano
- Naprawdę tak robisz? - uniósł lekko brew spoglądając na niego, po czym uśmiechnął się lekko, uznając że jakoś to wytrzyma. Przecież jeden przerwany stosunek to nic takiego. - Ale wiesz... lubię też po prostu się przytulać. Chyba mi tego zawsze brakowało - przyznał trochę smutno stwierdzając że go w domu nikt nie przytulał.
Jun
- No jak to za co?! - spojrzal na niego jakby ten się z choinki urwał. - Za to, że mogę być z jej synem, a ona nie może... może pomyśli że ją zamordowałem... albo co gorsza! Że jestem zagrożeniem dla jej syna... wiesz z moją kartoteką.... - żachnął się, a gdzieś w pokoju trzasnęły drzwi. Tomo podskoczył, automatycznie siadając i ignorując ból, wtulił się w Juna. - O jezusie.... ja tylko żartowałem z tym duchem...a tu naprawdę straszy...
Takano
- Ja ciebie też - ucałował go w policzek, przytulając się do niego lekko. Przymknął oczy pozwalając sobie na chwilę odpoczynku, błogiego nastroju w ramionach ukochanego. - Chciałbym żebyś mnie kiedyś narysował z gitarą, albo podczas tworzenia piosenki nowej... tylko tak żebym mógł się jednak ruszać i nie musiał pozować za bardzo - ucałował go w nosek. - No i miałeś mi pokazać swoje prace... - cmoknął niezadowolony.
Jun
- A skąd wiesz? Może jest strasznie zazdrosna - położył się na poduszkach, a kolejne trzaśnięcie drzwiami wprawiło go w lekkie drżenie. - Mou! Głupie psy - fuknął cicho.
Takano
- O śmierci - odparł cicho chłopak. - Chciałbym skorzystać ze swoich doświadczeń i napisać piosenkę o tragicznej śmierci... ale to tylko pomysł. Żadnych słów i melodii jeszcze nie ma. Na razie pomysł musi pokiełkować trochę - uśmiechnął się do niego lekko. - Za różowo było do tej pory, chcę trochę poważniejszy utwór też mieć - dodał kołysząc się nieco w jego ramionach.
Jun
- O...na to nie wpadłem... ale może masz rację. Może mnie nie lubić bo jestem facetem. Może mnie nie lubić bo jestem mordercą, mam dzikie fetysze i lubie trupki - skrzywił się. - Matko same minusy!
Takano
- Ja wiem, tylko że to będzie taki utwór dla mnie - wyjaśnił cicho. - Taki trochę bardziej osobisty... jeszcze nie wiem czy nagram, raczej nie. Ale jak będziesz chciał to ci zagram - uśmiechnął się lekko.
Jun
- Umiem śpiewać - zaproponował nieśmiało szukając pozytywów. - Ale raczej nie jestem w tym najlepszy - dodał zaraz wracając do negatywów. - Umiem piec... ale raczej amatorsko - żachnął się każdy plus obracając w minut. - Jestem...okropny, palę... - pokręcił głową nie mogąc znaleźć pozytywów. - O! Nie piję - spróbował. - Ale to mu raczej przeszkadza, bo on lubi to lampke wina tu, to tam... - westchnął ciężko.
Takano
- Zaśpiewam - obiecał wesoło. - Ale będę musiał pożyczyć od ciebie twoją gitarę - dodał po chwili. Jego leżała u dziadka i czekała na lepsze czasy i chwilę spokoju. - A potem zjemy zapiekanki i pójdziemy spać - dodał po chwili.
Jun
- Albo popadne w alkoholizm z powrotem - mruknął nieco niechętnie. - Um jak zobaczysz, że piję za dużo to nie wiem... trzepnij mnie, zlej... albo coś żebym przestał - poprosił go.
Takano
- Tak jest szefie - zasalutował mu wchodząc z nim do środka. Odczekał jeszcze aż psy do nich dołączą, zanim zamknął za nimi wszystkimi drzwi. Jolie rozłożyła się na dywanie, a szczeniaki znów zaatakowały jej grzbiet. Uśmiechnął się lekko na ten widok. Traktowały ją jak swoją mamę, co zdawało się jej nie przeszkadzać.
Jun
- Powiedziałem mu i powtarzam przy obiedzie, że tylko jedną lampkę wina, albo w ogóle... ale mam wrażenie, że go to trochę smuci i staram się częściej pić - zagryzł wargi. - Tylko trochę źle się potem ze sobą czuję... myślisz, że powinienem z nim porozmawiać jeszcze raz?
Takano
- Może twoje najstarsze szkice jakie masz - zaproponował Tomo siadając na poduszce na podłodze i sięgając po gitarę. Nastroił ją tylko szybko, po czym odłożył na bok. - Kto to? - zapytał widząc prześliczną dziewczynkę na jednym z jego szkiców.
Jun
- Wiem, że nie powinienem. Nie mogę... bo wpadnę - mruknął zgodnie z prawdą. - Już wpadam, bo łapię się czasem na myśli, że bym sobie wypił to piwo... albo coś. Tylko jeszcze się nie łamię.
Takano
Tomohisa milczał chwilę przeżucając kartki i o co lepsze jego zdaniem szkice pytając mężczyznę. Kiwał głową ze zrozumieniem widząc postęp jaki postępował w jego rysunkach.
- Faktycznie te są lepsze - przyznał, kiedy po godzinie dotarł do najnowszych szkiców. Uniósł lekko brew widząc samego siebie śpiącego na kanapie. - Pogięło cię... - oznajmił. - Za ładny tu jestem. W naturze miałeś rysować a nie... photoshopa w oczach mieć - pokazał mu język.
Jun
- Powiem mu - obiecał. Musiał zresztą jeśli nie chciał mieć później większych problemów. Usiadł w końcu na kanapie. - Już prawie nie boli.
Takano
- No akurat w akcie mógłbyś co nieco podrasować - rzucił z lekkim uśmiechem Tomo, odkładając jego prace na bok z takim jakby namaszczeniem. - Zrobimy tu taką twoją galerię - stwierdził. - Zabiorę cię na klify i namalujesz zachód słońca i powiesimy w cukierni - uśmiechnął się szeroko, biorąc gitarę do rąk i zaczynając grać piosenkę bez tytułu.
Jun
- Um dobrze - obiecał szybko Tomo. - A jak nie zrozumie to tobie powiem i pójdziesz mu przetłumaczyć? - upewnił się tylko że ma wsparcie. Zawsze było mu jakoś łatwiej mówić o swoich potrzebach jak miał wsparcie.
Takano
- Tytuły nie przychodzą mi z łatwością - uśmiechnął się słabo, koncentrując się już na słowach. Uśmiechnął się do niego szerzej zaczynając śpiewać. Zarumienił się nieco widząc jak Takano go obserwuje.
Jun
- Ja wiem, ale... ja muszę wiedzieć, że w razie co mam wsparcie... no wiesz... lubię się zabezpieczać - zauważył cicho Tomo. - Od dawna już tak spontanicznego nic nie robiłem.
Takano
Tomo uśmiechnął się lekko schylając się by ucałować go w czoło, po czym odetchnął głęboko. - Tylko się nie śmiej - poprosił go, zakładając kosmyk włosów za ucho. - Dom... oparcie, bezpieczeństwo - wymienił kilka pierwszych skojarzeń jakich z nim miał.
Jun
- Nie, pisałem co czułem - przyznał szczerze. - Ale to co innego niż życie... piosenki potrafię pisać od tak... nad życiem muszę się pozastanawiać~!
Takano
- Shelter brzmi nieźle. Może być - zgodził się, opierając się o oparcie kanapy i przymykając oczy. - A twoja siostra baletnica... to ta sama od wina? - zapytał zaraz. - Bo jeśli tak...to bardzo się zmieniła...
Jun
- Ale dla mnie to wcale nie jest takie proste - wymamrotał chłopak. - No bo niby łatwo jest cieszyć się życiem, ale... czasem może cię ono tak zdusić... i znowu ryczysz.
Takano
- Kiedy? - odbił pałeczkę chłopak pokazując mu język. - Nie mam dobrego aparatu fotograficznego - zaczął się zastanawiać nad tym co musi wziąć. - O! Ale mały Amakusa może mi pożyczyć - dodał po chwili z lekkim uśmiechem. - Hm... ale kto będzie nadzorował stawianie cukierni? - zmrużył lekko oczy. - No i samolot... nigdy nim nie latałem, jak to jest lecieć samolotem?
Jun
- Ale ja się nie dołuję... ja tylko patrzę na życie realistycznie - odparł zgodnie z prawdą.
Takano
- To ja muszę zobaczyć w terminarzu - odparł Tomo wcale nie żartując. - W najbliższym czasie tygodnia nie wykrzesam niestety, a na krócej nie chcę jechać do Paryża - dodał po chwili.
Jun
- Ale ja się cieszę - zaprotestował Tomo. - Tylko jestem realistą.
Takano
- A musimy polegać na pieniądzach twojego taty? - zapytał go zaraz Tomo. Nie był przyzwyczajony do brania pieniędzy od ojca. Zawsze go uczono, że jak się coś chce to trzeba na to zapracować. - Nie lepiej wziąć swoje oszczędności? - zaproponował od niechcenia.
Jun
- Jun... ale ja już taki jestem. Nie zmienisz mnie od tak - pstryknął palcami przymykając oczy. - Cieszę się, naprawdę... tylko myślę o tym swoim szczęściu trzeźwo. Bo nie chcę wzlecieć w chmury by potem rozbić się o beton.
Takano
Chłopak westchnął ciężko, po czym skinął głową, uznając że raz... ten jeden jedyny raz może się na to zgodzić.
- Ale jak zarobimy to wszystko mu oddamy - oznajmił szybko, wstając w końcu z miejsca i idąc do kuchni. - Wstawię zapiekanki. Wypijesz herbaty do nich?
Jun
- Eh.., to jest nie do zrobienia... nie dam rady odpłynąć. Wolę pozostać trzeźwo-myślący. Odpływałem na studiach, więcej nie chcę - wyznał szczerze.
Prześlij komentarz