Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 401 – 600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»- Wiem, wiem...nawet o tym nie pomyślałem - przyznał chłopak probując podnieść się z ziemi i rezygnując kiedy zakręciło mu się w głowie. Szybko otarł dłonią łzy bezsilności i odetchnął głęboko. - Jun...zawieziesz mnie do lekarza? - zapytał go, kiedy straż zaczęła gasić pożar. Może nie będzie tak źle... odbuduje to miejsce i znów będzie mógł tam zamieszkać. - Chyba sam nie dam rady...
- A nie ma kogoś na miejscu? - zapytał go z niejaką nadzieją, ale znał odpowiedź. Przełknął więc głośno ślinę i skinął głową. - Dam - szepnął, wcale w to nie wierząc. - Jakoś dam - dodał po chwili. Słowo jakoś dużo wyjaśniało. Nie musiał dojechać zdrowy.
- Kei ma fioła na punkcie tego auta - zaśmiał się Ryu, kładąc się znów z głową na kolanach Juna i przymykając oczy. Aya zaśmiała się radośnie a Kei jeszcze chwilę pogrymasił. Nie rozumiał czemu oni się tak muszą go czepiać. Uzbierał na to autko z własnej kieszeni. Ciężko zarobione pieniądze i marudzą mu. Ugh!
- No jesteśmy! - oświadczyła wreszcie Aya, stając na parkingu. - Widzimy się tutaj - zdecydowała po chwili namysłu. - Za dwie i pół godziny. Pasuje? - upewniła się patrząc na Juna. - Foczko? pasuje?
Ledwie wytrzymał w samochodzie. Zaciskał mocno powieki i nic się nie odzywał bojąc się ze jak coś powie to koniec. W szpitalu został przyjęty od razu. Widząc jego obrażenia lekarz nie zgodził się na jego powrót do domu tego dnia. Po opatrzeniu ran został doprowadzony do jego sali. Dopiero w łóżku Tomohisa poczuł się nieco lepiej. Nawet uśmiech miał szczerszy.
- Dzięki - podziękował kumplowi. - Jedź już, bo potem zamarudzisz że cię od pracy odciągam.
Nie musiał go aż tak mocno budzić. Ryu spokojnie za nim podążył jeszcze tylko chwilę ziewając. Rozbudził się jednak zaraz po wejściu do oceanarium, kiedy to kupili bilety.
- Tu jest... tak niesamowicie - szepnął do Juna, łapiąc go mocniej za rękę i ciągnąc do jednej z szyb, w której to pływały meduzy, tak majestatycznie i powoli. - Mówisz, że tobie się spodobał rekin? A tu są rekiny? - spojrzał w ulotkę.
- Ja też nie zając - zauważył ze śmiechem Tomo, przymykając na chwilę oczy. - Nie ucieknę i nie musisz po mnie przyjeżdżać Jun. Poradzę sobie. Zresztą i tak muszę się zastanowić co dalej robić - przyznał szczerze. Miał już pewien pomysł ale musiał go najpierw obgadać z osobami zainteresowanymi zanim go wszystkim ogłosi. - Uhm lepiej - dodał, chcąc Juna o tym zapewnić.
- Nie wiem Jun, sprawdziłem 3 razy. Wszystko było wyłączone, bezpieczne - westchnął cicho Tomo. Nie wiedział jak się mogło zapalić. Nie chciał już o tym myśleć. - Jun...sprawdzisz mi czy coś zostało? No wiesz w jakim stanie jest piekarnia i moje mieszkanie?
- Nie wiem w jakim stanie jest teraz mój dom - odparł z lekkim uśmiechem. Trzeba było myśleć pozytywnie. Wyszedł z tego cało. To było w tej chwili najważniejsze. - Chcę odbudować... lubiłem tę piekarnię - przyznał po chwili zaciskając lekko wargi. - Była marzeniem mojego taty... codziennie rano przynosił nam swojej produkcji bułki. Zawsze o innym smaku. Wiesz takie tam wspomnienia z dzieciństwa. Postaram się odbudować - zdecydował w końcu. - O ile będzie co...
- Tak! - niemal krzyknął, rzucając mu się w ramiona i zaraz ciągnąc go na koniec sali do korytarza z rekinami i wielorybami. Chwilę oglądał je z zainteresowaniem, ale gdy rekin za bardzo zbliżył się do szyby ścisnął mocniej dłoń Juna. - Ona na pewno wytrzyma, prawda? - upewnił się podchodząc do szyby i kładąc na niej dłoń. - No i nie ma tu ludożerców co nie? Na pewno nie ma - sam sobie odpowiedział. - Podwodny świat musi być piękny...
Tomo chwilę się zastanawiał, po czym potrząsnął głową.
- Wszystko co było cenne pewnie spłonęło. Kartki są łatwopalne - uśmiechnął się, zaraz nieco krzywiąc. Uznał że nie będzie jeszcze się podnosił. Położył się wygodniej. - Gitara... też pewnie spłonęła - zagryzł wargę. - Reszta to tylko nic nie warte przedmioty. Mój dyplom z uczelni, dokumenty, portfel, laptop... - zaczął wymieniać. - Raczej nie wiążę dużych nadziei z nimi związanymi - mruknął. - Jun...a ty masz mi pożyczyć jakieś ciuchy? Wiesz... póki nie kupię sobie czegoś...
- Numer konta znam, o to się nie martwię - przyznał spokojnie. - Po prostu...myślisz, że to mógł być burmistrz? - zapytał go po chwili. - Myślisz, że to dobry pomysł odbudowywać piekarnię w tym samym miejscu? Myślisz że nie będzie próbował drugi raz? - zapytał go wyrażając tym samym swój strach. Zaraz zacisnął wargi i zamknął oczy żeby już nie pokazywać tego, że trochę jednak się boi. - Może powinienem zamieszkać gdzie indziej - wysnuł taką możliwość. - A może to po prostu był wypadek i dramatyzuję - dodał uśmiechając się lekko.
Ryu uśmiechnął się lekko na tę propozycję i pokręcił zaraz przecząco głową.
- Zapominasz, że nie umiem pływać - dźgnął go palcem w pierś, niby to z lekką złością. - Będziesz musiał mnie nauczyć w jakimś basenie czy coś - dodał po chwili. - A ostatnio jakoś się ku temu nie kwapiłeś - zmrużył niebezpiecznie oczy, chwytając się pod boki. - Co masz na swoje usprawiedliwienie? - zapytał go zaraz, nie dając czasu na zbyt długie namysły. - Tak myślałem... - pokręcił z niedowierzaniem głową. - Ty okropna Foko wredna - dał mu kuksańca w bok.
- Mhm... muszę tę sprawę przemyśleć - zgodził się z nim. Nie było sensu się spieszyć. - Szybko mnie wypuszczą, prawda? - upewnił się. Nie przepadał za szpitalami. Rozkaszlał się trochę, ale lekarz wcześniej mu powiedział, że kaszel może być jeszcze obecny przez parę dni, więc uznał to za nic takiego. - Dwa, może trzy dni i mnie wypuszczą - dodał do samego siebie. - Muszą... aha... i nie mam twojego numeru telefonu - rzucił zaraz. - Tj... no wiesz mój telefon został w mieszkaniu... nie znam twojego numeru na pamięć.
- To jak będzie? Nauczysz mnie pływać? - chciał wiedzieć idąc za Junem. - Nie przekupisz mnie żadnymi onsenami - pokazał mu język. - Takiej zniewagi się nie wybacza - dodał chichocząc pod nosem. Kiedy jednak znaleźli się na świeżym powietrzu, a delfiny zaczęły swój pokaz umilkł wpatrując się w nie jak oczarowany. Podszedł do barierki, by znaleźć się jak najbliżej, ale zaczekał też aż Jun do niego dołączy. Oparł się o mężczyznę, obserwując zwierzęta. - One są strasznie inteligentnymi bestiami - mruknął sam do siebie. - Ale Kiara im w tym nie ustępuje - dodał po chwili dumny ze swojego zwierzątka.
- Dziękuję, że tu ze mną jesteś - szepnął po dłuższej chwili milczenia. Nie miał pojęcia co by zrobił, gdyby był całkowicie sam. Pewnie by zwariował, a to raczej wskazane w tej sytuacji nie było. - Dziękuję - powtórzył raz jeszcze, przykrywając się nieco mocniej kołdrą, kiedy poczuł chłód. - Tylko następnym razem jedź ostrożnie, a nie szybko... - poprosił go.
- Ale nuda... będę czekać 2 lata na naukę pływania? - wydął wargi. - Mhm sam się nauczę do tego czasu - zdecydował chichocząc pod nosem. Zawsze może się zapisać na kurs pływania na przykład w takie lato, kiedy nie będzie za dużo marudzenia, że jak się nie wysuszy to się przeziębi, a to krok od zapalenia płuc u niego. - No pewnie, że jest bo ma mądrego pana, który ją dobrze wychował - dodał wesoło, wyciągając rękę do przepływającego delfina. Kiedy prawie udało mu się go dotknąć, zostali przez paskudną bestyjkę ochlapani wodą. Ryu roześmiał się serdecznie, wtulając się mocniej w Juna. - Są świetne.
- No tak, to przykry obowiązek... wszystko jasne - westchnął ciężko, po czym uśmiechnął się lekko, jednak zmuszając się do siedzenia. Skrzywił się przy tym, ale tym razem był uparty. Odetchnął głęboko. - Jun? Moge ci pomagać do czasu odbudowania piekarni? Nie chcę pieniędzy...ja tylko chcę coś robić. Inaczej zwariuję - przyznał cicho, po czym nieco zamarł widząc wchodzącą do sali kobietę.
- Żyjesz - oznajmiła bardziej niż się ucieszyła. - Kto to?
- Jun Mikami, mój przyjaciel ze studiów - przedstawił go machinalnie Tomo. - Moja mama - dodał w stronę kumpla.
- Wcale nie przeginam. Knuję tylko na wszystkie mozliwe sposoby - zaśmiał się Ryu, łapiąc Juna za rękę i prowadząc go do stoiska z pamiątkami. Kupił im dwa wisiorki do telefonu. Oba z meduzami. Wręczył jeden Junowi, drugi sobie zawieszając. - Tam sprzedają gorącą czekoladę z bitą śmietaną. Sprawdzimy czy robią lepszą niż moja? - zapytał Juna.
- Dzień dobry - przywitała się z nim, ściskając jego dłoń, po czym podeszła do łóżka syna i krytycznie oceniła jego stan. - Mizernie wyglądasz - oznajmiła raczej chłodno, stawiając na szafkę nocną parę owoców i wodę niegazowaną. - Nie będę wam przeszkadzała - uśmiechnęła się do Juna. - I tak wpadłam tylko na chwilę. Do widzenia - to mówiąc opuściła salę, zostawiając i tak już zszokowanego Tomo w jeszcze większym szoku. Otrząsnął się dopiero po chwili.
- Jun a jeśli lekarze nie pozwolą mi wracać do domu motorem? - uniósł lekko brew. - Wtedy pojadę autobusem... szkoda że w Yukan nie ma stacji pociągów - westchnął przeciągle.
- Oj tam czepiasz się. Koszulki to gruba przesada - pokazał mu język. - Sam chciałeś randkę to się teraz nie czepiaj - dodał przytulając się do jego ramienia, kiedy ruszyli w stronę małej kawiarenki sprzedającej gorącą czekoladę. - Mhm...duży wybór - spojrzał na menu. - Wezmę z nutą mięty - dodał po chwili namysłu. - A ty? - zapytał zaraz Juna. - Weźmiesz jakąś inną to posmakujemy dwa smaki?
- Mhm... ona mnie po prostu nie lubi - wzruszył ramionami, nie tłumacząc dalej jej zachowania. Opadł na poduszki z powrotem przykrywając się mocno kołdrą. - Hai, hai oni-san - wywrócił oczyma zamykając je za chwilę. Nie wiedział nawet kiedy odpłynął do krainy snów.
- Bo breloczków nie widać i jak nie chcesz nie musisz go nosić przecież - odparł spokojnie chłopak, po czym kiwnął głową na znak że się zgadza. - A więc czekolada z miętą raz i z karmelem raz - potwierdził ich zamówienie kelnerce, a po chwili mieli już w dłoniach dwie czekolady, które o dziwo były niezwykle gęste.
- Co za pozytywna wiadomość na samo rozpoczęcie dnia - zaśmiał się Kurosagi siadając na łóżku. Z wdzięcznością wziął pakunek od Juna, przeglądając te ocalałe rzeczy. - Uff przepis na dango i bułeczki taty ocalał - odetchnął z wyraźną ulgą, odkładając nieco przypalony zeszyt z przepisami na bok. Będzie musiał zrobić też wersję elektroniczną. - Dzięki - uśmiechnął się do niego. - Pójdę się przebrać, potem jeszcze muszę zaczekać na opinię lekarza, ale już mi lepiej. Wszystko się ładnie goi.
- Moja jest pyszna - odparł zgodnie z prawdą, nabierając trochę czekolady na łyżkę i smakując jej. - To czemu nie wziąłeś? - zapytał go zdziwiony, po czym uśmiechnął się szeroko. -- No to zrobię ci w domu taką z chili - obiecał. - Ale po powrocie z Kioto - zastrzegł jeszcze. Naprawdę nie miał ochoty na gotowanie na wakacjach. Mógł zrobić coś raz czy dwa razy, ale miał zamiar się lenić przez większość czasu.
- Już i tak mnie tu długo potrzymali - mruknął Tomo, kiedy wrócił przebrany w ciuchy Juna. Nie bardzo pasowały, ale lepsze to niż nic. Zresztą kto by się tam przejmował. Usiadł jeszcze na łóżku, wciąż nie pewnie czując się na nogach. - Kazali mi się oszczędzać - westchnął jakby to była kara boska za całe zło jakie wyrządził na świecie. - I zmieniać opatrunek na ramieniu - dodał po chwili, ale to było dla niego logiczne.
- Naprawdę?! Ocalała?! - Tomo w przypływie radości aż klasnął w dłonie. Pal licho z tekstami, ważne że ona jest cała. Przytaknął na wiadomość, że ciuchy mu nie pasują, po czym wzruszył ramionami. - Chyba tak... za pierwszym razem pewnie będę potrzebował pomocy, ale potem powinienm sobie poradzić.
Ryu uśmiechnął się zadowolony. To oznaczało że Jun jednak lubił jego kuchnię. Zanurzył łyżeczkę w swojej czekoladzie i posmakował ją oblizując zaraz wargi.
- Mhm faktycznie... pyszna - zgodził się z nim, teraz już upijając porządnego łyka czekolady. - A mogę twojej posmakować? - zapytał zaraz chcąc zanurzyć łyżeczkę w napoju mężczyzny.
Tomohisa obrócił w dłoniach kask i skinął głową. Co prawda nie chciał tak wykorzystywać swojego przyjaciela, ale nie chciał też drugi raz tłuc się do miasta.
- Musiałbym zajść do banku... po pieniądze i kupić sobie jakieś ciuchy. Przynajmniej żebym miał w czym chodzić przez kolejny tydzień. Jakieś dwie pary jeansów, koszulę, parę t-shirtów. No i ciepłą kurtkę - wyliczył o bieliźnie nawet nie wspominając. - Ale...mogę to zrobić później - dodał po chwili. Przecież nie chciał by Jun miał mu potem wyrzucać te duże zakupy na których się nudził.
Ryu skinął tylko głową niezbyt z tego faktu zadowolony. Jun mu palił zdecydowanie za dużo. Wsiadł do samochodu i odczekał na Juna. Kiedy ten dołączył znów położył mu się na kolanach. Nie spał tym razem, tylko czytał swoją książkę.
***
Po dojeździe do Kioto był tak zmęczony, że poszedł od razu do kąpieli i do łóżka. Miał je dzielić z Junem, co mu wcale nie przeszkadzało. Ucałował mężczyznę na dobranoc i poszedł spać, pozwalając Junowi na dłuższe posiedzenie z Keiem, bo Aya również poszła spać szybko. Kobieta w ciązy po długiej podróży. Czego tu się więcej spodziewać? Ryu zasnął szybko, ale po 3 godzinach snu zaczął rzucać się na łóżku, krzycząc. Był już mocno spocony, zaciskał pięści na kołdrze.
Ryu w pierwszym odruchu odsunął się od niego niemal schodząc z łóżka.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknął, a raczej chciał to zrobić, ale był zbyt przerażony. W tej chwili nie widział przed sobą Juna, tylko tego przeklętego fizyka. - Jun...Jun... - zaczął cicho mamrotać odsuwając się od mężczyzny jak najdalej. - Nie dotykaj - dodał nieco słabiej, opadając w końcu na posadzkę i ukrywając twarz w dłoniach. Rozpłakał się niczym małe dziecko.
Chłopak w pierwszym odruchu zesztywniał, niemal połykając łzy. Chwilę to trwało zanim przetrawił informację i wtulił się mocno w Juna, jeszcze mocniej zaczynając płakać.
- Pomóż mi, pomóż - jęknął dławiąc się łzami. - Pomóż, Jun - wymamrotał jeszcze, łapiąc go mocno za koszulkę, żeby mu na pewno nie zniknął. Nie mógł teraz zmienić się w jego fizyka. Nie mógł.
Ryu przełknął głośno ślinę, po czym powoli skinął głową, wciąż nie odsuwając się od Juna.
- On - wyjaśnił jednym słowem, znów czując drżenie. - Goni mnie po całej szkole, a ja i tak nie mam szans. Potem bije i... i... - poczuł napływające łzy do oczu. - To boli, Jun... boli!
Ryu przytulił się do niego mocniej, wciąż cicho płacząc. Dopiero po kilku długich minutach uspokoił się trochę, pozostając jednak w ramionach Juna. - Nie obiecuj nic - poprosił mężczyznę. Bał się, że wszystkie obietnice zostaną złamane, jak zwykle zresztą. - Nie obiecuj, jeśli możesz czegoś nie wykonać - uściślił.
- A jak się nie uda? - zapytał go cicho chłopak, jakoś nie wierząc że koszmary odejdą od tak. Pstryknięcie palcami i już ich nie ma. To było zdecydowanie nierealne. Odetchnął głęboko i skinął głową, wstając z podłogi wrócił do łóżka, okrywając się mocno kołdrą. - Dobranoc - szepnął do Juna, rzecz jasna robiąc mu w łóżku miejsce. Przecież mieli spać razem, a on nie miał nic przeciwko Junowi w łóżku.
- Zjemy dobre śniadanko, przygotowane przez Ayę. Jej kuchnia, jej warunki - odparł cicho Ryu, nadal nie otwierając oczu. Przytulił się trochę do Juna i oblizał lekko swoje wargi. - Potem pójdziemy na długi spacer. Pokażę ci moje ulubione miejsca tutaj. Byłem raz cały tydzień - wyjaśnił zaraz. - A potem zjemy dobry obiadek, gdzieś w mieście i pójdziemy pozwiedzać. Albo ty wymyślisz co porobimy - dodał po chwili
- Zobaczysz - chłopak nie powiedział nic więcej o nich. W końcu nie chciał psuć niespodzianki. Roześmiał się serdecznie, kiedy Jun zaczął go łaskotać i wyskoczył zaraz z łóżka, uciekając przed kolejnym atakiem. Zaczął wybierać ciuchy ze swojej torby i poszedł do łazienki, by w drodze przywitać się z ubranym już Keiem i rozespaną Ayą.
- Dobry to on będzie jak przeżyję w szpitalu - wymamrotał mężczyzna, chwytając w biegu grzankę. - Zapasowe klucze leżą przy telefonie - uświadomił Ryu wybiegając z domu.
Ryu akurat z niej wychodził, a gdy tylko wpadł na Juna roześmiał się i ucałował go mocno w usta. Tak na dobry początek dnia.
- Są dzisiaj tosty i jakaś dobra sałatka - oznajmił mu idąc do kuchni i zajmując jedno z wygodniejszych miejsc przy stole. Nałożył sobie trochę sałatki i wziął do tego dwa tosty. Zanim zaczął jeść zjadł leki które leżały na jego talerzu, wywracając przy tym oczyma. Jednak Kei nie potrafił powstrzymać braterskich odruchów. Trudno.
- Jun...a ty dużo podróżowałeś już? Dużo miejsc zwiedziłeś? - zainteresował się nagle Ryu, popijając tosta sokiem pomarańczowym. Na chwilę przerwał jedzenie, wpatrując się w mężczyznę i czekając na jego odpowiedź. - Widziałeś cesarza? Tak na żywo? Rozmawiałeś z nim? Bo ja to niewiele widziałem - przyznał szczerze.
- Do Korei - zdecydował szybko Ryu. Nie chciał na razie gdzieś daleko jeździć. - I do Australii - dodał po chwili namysłu. - Ale to potem... może...może jak skończę szkołę - zaproponował. Taki prezent by mu się przydał. Naładowanie akumulatorów na 'nową drogę życia'. - Jeździłeś z Kurosagim? - zapytał zaraz. Nie mógł mu go odpuścić, zbyt ciekawy o historię tej dwójki. Skończył jeść swoją porcję i dokończył soczek.
- Jun? A mogę ci zrobić parę zdjęć przy pracy? - zapytał ni z gruszki ni z pietruszki Ryu, zbierając po śniadaniu i zmywając naczynia z odruchu. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że jest na wakacjach. - Idziemy? - zapytał mężczyznę ubierając buty i zakładając jeszcze na siebie kurtkę. - Dużo chodzenia nas czeka. Pójdziemy do dzielnicy Gyon żeby jakieś gejsze zobaczyć...ale szybciej uda się zobaczyć maiko...
- Jun ja widziałem ludzi w gorszym stanie niż mój przyjaciel, tylko wtedy... jak ich nie znam, nie żywię do nich jakichś cieplejszych uczuć to nic mi nie jest - uśmiechnął się lekko. - Chcę mieć twoje oblicze uwiecznione podczas pracy...poza tym będą mi potrzebne do wystawy i projektu...ale na razie nie powiem ci po co dokładnie - pokazał mu język. - Jak nie pozwolisz i tak je zrobię - wzruszył ramionami. - Chciałem tylko być uprzejmy i cię uprzedzić - roześmiał się zamykając drzwi i ciągnąc Juna za rękę. - Byłeś jak dziewczynka? O Ja... twoja mama nie chciała ci siostry zrobić?
- Nie bo ja chcę cię z zaskoczenia wziąć - odparł chłopak. - Poza tym nie trupki będę fotografował tylko ciebie - dodał po chwili z uśmiechem. - Twoją twarz, twoje oblicze - wyjaśnił, splatając ich palce razem. - A twoja mama nie chciała mieć córki? Kochała cię na pewno - uśmiechnął się przytulając do jego ramienia. - Nadal cię kocha - dodał po chwili namysłu.
- Bo jesteś wyjątkowy, zostałeś przeze mnie wybrany. To zaszczyt - Ryu pokazał mu język, a słuchając dalszej jego wypowiedzi przytulił się do niego mocniej, ściskając jego dłoń. - Ja cię kocham - oznajmił w końcu. - Za to jaki jesteś, więc nie próbuj się zmieniać...no poza papierosami których się pozbędziemy rzecz jasna - dodał po chwili namysłu. - Ale nawet jeśli palisz to i tak cię kocham.
- Jestem z ciebie dumny - chłopak wspiął się na palce i pobłażliwie poklepał Juna po głowie, po czym skręcił w mniej uczęszczaną ale za to bardzo urokliwą uliczkę ze straganami. Nie jeździły po niej samochody. - To moja ulubiona ulica w Kioto - uśmiechnął się lekko. - Albo jedna z tych które lubię - dodał po chwili. - Tam dziadek Tanaka-san ma najlepszy ramen jaki kiedykolwiek jadłem - pokazał mu mały bar.
- Ja ci tylko mówię co i jak - wywrócił oczyma Ryu. - A ty zaraz, że ja chcę jeść... Jun no, ja nie mam tak dużego żołądka jak ty - pokazał mu język, ze śmiechem przeciągając się lekko. - No bo ja lubię jak w miejscu jest żywo i jest tak radośnie - dodał po chwili. - Wiesz inaczej niż w domu - zaczął prowadzić Juna między ludźmi aż do drewnianego mostu.
- Ramen będzie świetny... i jutro też i po jutrze i za trzy dni - zaczął wyliczać. On naprawdę kochał ten ramen. Przystanął na moście spoglądając w taflę wody. - Daliśmy ci popalić co nie? MIałeś nas dosyć, no przyznaj się - dodał po chwili z lekkim uśmiechem błąkającym mu po ustach. - Trafiłeś na jeden z gorszych tygodni w naszej wesołej rodzince - podrapał się lekko po głowie.
- Ale to tylko na ten jeden szczególny ramen - usprawiedliwił swoją manię. - Dziadek nie chce mi dać przepisu - poskarżył się. - I nie mogę nigdy tak doprawić mojego żeby był taki sam jak dziadka - burknął niezadowolony, zaraz to uwieszając się na szyi Juna i całując go w policzek, tuląc się do niego. - Za to skoro przeżyłeś tamten tydzień to przeżyjesz każdy inny, a zapewniam cię...że będzie tylko gorzej - mruknął złowrogo, zaraz to śmiejąc się serdecznie.
Ryu oddał pocałunek jak najlepiej umiał. Nie wiedział czy robi to dobrze, wciąż się uczył. To wszystko było dla niego nowe, więc gdy tylko przerwali pocałunek, ukrył twarz w koszuli Juna, by ten nie widział jego rumieńców. Dopiero po dłuższej chwili odsunął się od niego.
- I nie jestem wredotą - skrzyżował ręce na klatce piersiowej, by zaraz złapać mężczyznę za rękę i poprowadzić go dalej. Aż do dzielnicy z Gejszami.
- Tylko mi do żadnej nie uciekaj - ostrzegł go, chichocząc zaraz pod nosem. Mimo wszystko złapał Juna pewniej, żeby na pewno mu nie zginął w tym tłumie. - To jak powrót do przeszłości... tutaj nie czuć że to 21 wiek mamy - mruknął wypowiadając wreszcie swoje myśli. - To takie... niesamowite trochę - dodał po chwili.
- Ja? W kimonie? - chłopak potknął się i w ostatniej chwili złapał się Juna. Odchrząknął zaraz. - Ale ja nie jestem kobietą - wymamrotał całkowicie czerwony. - Założę - dodał jeszcze po krótkiej chwili namysłu. - Ale jak i ty to zrobisz - uśmiechnął się szeroko. - I pójdziemy na taki festiwal... Kei tu takie zna... mówił że na zakończenia lata jest fajny. To może byśmy tu przyjechali za rok? - zaproponował.
- Tak, tylko... - zakręciło mu się trochę w głowie. Oparł się nieco mocniej o motor, oddychając głęboko. - ...trochę kręci mi się w głowie - usprawiedliwił się. Za dużo powietrza uderzyło mu do głowy. - Ok już jest ok, dziękuję. Duzo dla mnie robisz - mruknął po pięciu minutach odpoczynku. Odepchnął się od motoru i nieco jeszcze się chwiejąc ruszył do banku, następnie sieci komórkowej i ciuchów. Po godzinie miał wszystko, a nowy plecak był po brzegi wypełniony ciuchami. - Możemy wracać... do Yukan - zagryzł niepewnie wargi.
- O nie - Ryu pokręcił przecząco głową, przystając i spoglądając na niego poważnie. - Tak gładko to nie będzie - pogroził mu palcem przed nosem. - Zobaczysz mnie w kimonie dopiero podczas festiwalu - pokazał mu język, po czym poklepał go po ramieniu. - Ale nie martw się, czas do niego szybko ci zleci - dodał wesoło, przyspieszając trochę kroku, by dostać się do straganu ze słodyczami. Kupił im po dango. Jedne podał Junowi. - Słyszałem że dango są twoją pasją... co jeszcze nią jest?
- Tak - Tomohisa uśmiechnął się do niego. - Jestem tylko trochę osłabiony jeszcze i... - spojrzał na chwilę gdzieś w bok, po czym wzruszył ramionami. - Trochę przytłacza mnie myśl o powrocie do Yukan - przyznał szczerze. - Obiad brzmi świetnie - zgodził się z nim. - Znasz jakąś dobrą kanjpkę? Kiedyś była taka mała... ale już raczej jej nie ma - zamyślił się. Mówiąc kiedyś miał na myśli jakieś 10 lat temu.
- Oj... a ja nie umiem ich robić - zasmucił się, dopisując sobie do listy by nauczyć się przyrządzać dango. Przecież chciał dla Juna to co najlepsze. Posmakował jedno dango i uśmiechnął się szeroko. - Są pyszne - oświadczył wesoło, siadając przy fontannie. - No to co jest jeszcze twoją pasją? - powtórzył pytanie na które odpowiedzi wcześniej nie dostał.
- Wiem, byłem już na dnie, teraz nawet do niego nie dotarłem - zgodził się z nim, chwiejąc się nieco i zaraz, opierając się o motor. Przysiadł na nim oddychając głęboko. - Jun, ale odpoczniemy trochę w tej pizzerni? - bardziej poprosił niż zapytał. Obawiał się, że nie dojedzie do Yukan. Zsunie mu się po drodze, albo spowoduje wypadek całkowicie niechcący. - Wszystko jest lepsze od szpitalnego żarcia!
[dzieki! :* jesteś dzisiaj pierwsza :P]
- To naucz mnie czegoś... krav magi na przykład, albo... albo czegoś co by mi pozwoliło przy użyciu niewielkiej ilości siły się obronić - odłożył patyczek i złączył dłonie na kolanach. - No wiesz... trochę... czułbym się pewniej, gdybym mógł chociażby teoretycznie się obronić - wyjaśnił uśmiechając się słabo do niego. Poklepał miejsce obok siebie, bo nagle zapragnął usiąść mu na kolanach i mocno się do niego przytulić. - Tylko parę ruchów.
[ano takie małe Świnki xD ale co zrobić... Ryu się zapomniało :P]
- Spokojnie, nie zamierzam sięgać już aż do dna. Raz w życiu z całą pewnością wystarczy - odparł tylko, po czym pokręcił przecząco głową na jego propozycję, choć wcale nie był pewien czy dobrze robi. - Nie chcę ci przeszkadzać tam z przodu - mruknął.- Będzie ci tylko niewygodnie - dodał po chwili, jednak czując że tak byłoby chyba najlepiej. Może się nawet nie utrzymać do pizzerni przy tempie jazdy Juna.
- Szkoda - westchnął ciężko Ryu, siadając Junowi na kolanach i przytulając się do niego mocno. - Ale to nic, jakoś dam radę - dodał po chwili z lekkim uśmiechem, całując mężczyznę po szyi. - Zawsze mogę wykorzystać urok osobisty, trochę flirtu i technikę z kopaniem w krocze. Ale to nie zawsze działa, bo ja dobrym biegaczem nie jestem - dodał po chwili wzdychając ciężko i robiąc Junowi malinkę na szyi. - Piękna - przyjrzał się swojemu dziele.
[No nie wiem xD Moje numery są utajnione :P Tylko wybrani je mają... telefon czy gg? Ostrzegam że łatwiej mi na telefon. Bo na gg rzadko jestem. A telefon to tylko sms...]
Tomo przybliżył się bliżej kierownicy, łapiąc za kierownicę nieco niepewnie. Pochylił się nieco do przodu by za bardzo nie przeszkadzać Junowi.
- Tylko...jedź ostrożnie - poprosił go nie czując się pewnie. Trzymał kierownicę tak mocno, że zbielały mu palce. Wszystko dlatego iż bał się że zleci mimo wszystko. - Jun przepraszam - mruknął jeszcze zanim mężczyzna odpalił motor.
- Ale jednak się wstaje - wymamrotał cicho chłopak, zaraz się czerwieniąc strasznie, kiedy Jun zaczął go całować. Kiedy już zrobił mu malinkę, chłopak spróbował francuskiego pocałunku. Choć trochę niepewnie i z pewną dozą rezerwy. Objął mężczyznę za szyję przybliżając się do niego mocniej. - Ja po prostu kocham jak mnie przytulasz - szepnął mu w usta.
[może i tak, ale ja z reguły nie rozmawiam przez telefon, nie lubie tego ^^ zawsze się wstydzę i plączą mi się słowa... glupi jestem i już]
Chłopak poluźnił trochę uchwyt i spojrzał na drogę nieco przytomniej. W końcu umiał jeździć motorem, wiedział co robić i jak pochylać ciało podczas skrętów. Skinął tylko głową na znak że zrozumiał i będzie współpracował, a po chwili stali już przed pizzernią.
- Jakoś dojechaliśmy - wymamrotał schodząc z motoru i czekając na Juna. Teraz już nie dbał o swoją dumę i fakt, że raczej będzie potrzebował jego asekuracji. Na razie trzymał się na nogach co było wielkim sukcesem. - Matko napiję się dzić coca coli!
- Chciałem tylko spróbować - westchnął Ryu, przestając go wreszcie całować. Przymknął oczy wtulając się w niego mocniej. - Ale jak ci się nie podoba to już nie będę - dodał po chwili nieco zmartwiony. Może naprawdę był teraz tak beznadziejny, że Jun nie chciał nic więcej... Odrzucił szybko od siebie tę myśl, skupiając się na cieple bijącym od mężczyzny. - Ale...ale nie chcę stosunku - wyszeptał nagle, trochę teraz zdenerwowany. Na to było stanowczo za szybko. Ufał Junowi, ale rana jeszcze dobrze się nie zagoiła. Musiał jeszcze troszkę odczekać.
[nie będzie gg. bo ja go włączam raz na pół roku, a tel... 783042285 - chyba xD]
- No bo tam mi nie pozwalali... a jak prosiłem o napój z bąbelkami to twierdzili, że to nie zdrowe i do mojej diety nieodpowiednie - burknął niezadowolony, biorąc kartę i przebiegając ją wzrokiem. - Pół litrowa coca-cola z lodem to must have dzisiaj - zdecydował że nie będzie bawił się w rozdrabianie. - I jakaś dobra pizza... zdaję się na twój gust.
- Um... - chłopak uśmiechnął się do niego lekko muskając jego usta swoimi. - Kocham cię - oznajmił w końcu, wstając z jego kolan. - Pójdziemy już na ramen? - zapytał go z nadzieją. - Zjadłbym coś - przyznał szczerze. - Całą miskę ramenu a może i dokładkę - zastanowił się. - Chociaż nie... bez dokładki bo gruby się zrobię.
- No to Diablo, nazwa zachęca - wyszczerzył się do niego, po czym zamówił pizze i colę dla siebie, czekając aż Jun domówi picię dla samego siebie. - Jun będę mógł mieć do ciebie jeszcze jedną prośbę? - zapytał go za chwilę, gdy kelnerka się oddaliła. - Zawieziesz mnie w pobliże Liceum w Yukan? Mój przyszywany dziadek tam mieszka - podrapał się po karku. - Powiedział, że mnie przygarnie, póki nie stanę znów na nogi - uśmiechnął się lekko.
- No ja, ja... ciągle tyję - poskarżył się chłopak, wzdychając teatralnie by zaraz pokazać mu język chichocząc przy tym. - No ale to po jednej miseczce się nie uda - ścisnął mocniej jego dłoń prowadząc go skrótem do swojej ulubionej jadłodalni. Zamówił swój ulubiony ramen i tylko czekał aż go podadzą. Aż mu ślinka ciekła. - No co? - zapytał Juna. - To jest moja ulubiona potrawa.
- Najchętniej to od jutra, ale... no wiesz nie wiem czy to dobry pomysł - odparł zgodnie z prawdą. - Więc chyba lepiej będzie jak zacznę ci pomagać od przyszłego tygodnia. Od poniedziałku - zaproponował. Uznał że do tego czasu odzyska siły i przestanie Junowi zawadzać, a będzie w stanie go odciążyć w pracy. - Um...chcę - mruknął po chwili. Chciał wiedzieć co z tego zostało i jak wiele pracy będzie musiał włożyć w odbudowanie wszystkiego.
- Ciało sam sobie myj - Tomo pokazał mu język, krzyżując ręce na piersiach. - Resztę mogę robić, ubierać, rozbierać, szyć, grzebać we flaczkach... ale myjesz trupka sam - oświadczył po wyliczeniu wszystkiego. Jakoś nigdy nie potrafił się przemóc do mycia bydlaków.
- Oj tam... ja też mogę mieć coś co lubię jeść - zastrzegł sobie, wcinając ramen, aż mu się uszy trzęsły. Delektował się nim długo i rozkoszował jego smakiem, a kiedy skończył westchnął z zadowoleniem. - Jutro też tu przyjdziemy - zaśmiał się, przytulając się do ramienia Juna.
- Ale Juuun - Tomo spojrzał na niego błagalnie. Wszystko tylko nie mycie trupa. Nie zdążył jednak mocniej zaprotestować bo kelnerka przyniosła pizzę. Chłopak pokroił ją i wziął sobie kawałek. - Smacznego.
- Mój pierwszy przypadek na studiach był facetem co to zakrztusił się swoimi wymiocinami. Myłem go. Od tamtej pory odrzuca mnie od tego i nie chce przejść - wyjaśnił samemu jednak jedząc pizze jedynie z sosem czosnknowym. Za ostrzejszym nie przepadał. - Wolę szycie - dodał po chwili namysłu. - Prace wykończeniowe też są ok, ale najfajniejszy part to jednak szycie.
- Hai... - Tomohisa nie miał mu już nic więcej do powiedzenia. Zajął się swoją pizzą, popijając ją coca-colą. - Wiesz co tu jest najlepsze? Cola... - uśmiechnął się w końcu. - Jakoś się dogadamy... w razie wypadków będę ich mył... - obiecał kończąc swój kawałek pizzy.
[Hej... czemu Ryu ma doła? ]
[aha... bo tak dosc powaznie, powiedziała, że idzie się ciąć...]
- Nie znosze pepsi. Jest stanowczo za słodka - zripostował mu zaraz Tomo, po czym westchnął ciężko. - Ale ja nie chcę się przemagać... - wymamrotał. - Myślisz, że dla mojego wuja jestem kimś niewygodnym? - zapytał go zaraz zmieniając trochę temat. - Ach i ten dziadek... jest trochę dziwakiem. Wiesz ludzie twierdzili zawsze że jest przeklęty.
[nom...a tyle nad nią pracowałem... przestała zmuszać się do wymiotów i głupie studia wszystko muszą zaprzepaszczać...]
- Przeklęty pomiocie szatana - zaśmiał się Kurosagi, upuszczając nagle widelec i oddychając głęboko. Przymknął oczy uspokajając się. Obrócił się niespokojnie na krześle i dopiero widząc, że to tylko spalony garnek odetchnął spokojnie. - Przepraszam - rzucił do Juna, nakładając sobie drugi kawałek pizzy. - Tak, tak... mówili nawet że porywał niemowlęta i je jadł... ale dla mnie zawsze był miły.
[eh... Ryu jest nieco skomplikowaną osobą. Ma strasznie niską samoocenę i często płacze. A to ze studiami... chodzi też o ten niezaliczony przez nią przedmiot. Ona czuje że znów zawali studia. ]
- Nie panikuję - mruknął kłamiąc mu w żywe oczy. Jego organizm postanowił reagować na każdy dym jaki znajdował się w pobliżu. Skinął ostrożnie głową. - Wiem - uśmiechnął się lekko. - Dziadek był cudowny, ale... ludzie go nie lubią. Nie lubią nikogo kto się z nim zadaje, więc... uważaj.
[mhm nie musisz, bo to jest trudne. u niej sytuacja w domu też najlepsza nie jest więc to wszystko się składa na jej problemy. ]
- Wcale nie - burknął Tomo, jakoś nie bardzo chcąc dać za wygraną. Nie panikował. Nie aż tak bardzo. - Pewnie, że moje zdanie liczy się najbardziej. Ja cię tylko ostrzegam, panie straszny balsamisto - pstryknął Juna w nos, dopijając swoją cole.
[jestem bo Ryu troche mi opowiada... troche za duzo :) ]
- Szok pourazowy - powtórzył za nim, po czym skinął głową. No dobra to mogłobyć to. - No tak panie kostucho... to czemu ja do ciebie ciągnę? Weź mi to wytłumacz jakoś logicznie - poprosił o rachunek.
[no bo znam Cię krócej niż RYu...]
- Mhm może dlatego, że jesteś jedynym moim przyjacielem? - zaproponował nieśmiało, płacąc za ich posiłek. Tylko w ten sposób mógł odrobinę się odwdzięczyć za pomoc jaką otrzymywał od Juna. - Możemy jechać - zdecydował. - Chyba...dam radę z tyłu - dodał po chwili niezbyt tego pewny. Uznał jednak że warto zaryzykować.
[bo dzieciuch jesteś i tyle :P a tak na poważnie to skąd mam wiedzieć... może nie pytasz po prostu...]
- No dobra - nie protestował już bardziej. Usiadł z przodu i założył kask, kładąc dłonie na kierownicy. Tym razem trzymał ją łagodniej, pozwalając Junowi na swobodne manewrowanie nią. - Jun... ale spokojnie ok? - poprosił, przypominając tym samym że nie jest w pełni sił.
[nie, myślę że to nie to... może po prostu za mało się jeszcze znamy...]
- Zadowolony - odparł cicho Tomo, ledwo trzymając się już kierownicy. Nie rozumiał dlaczego jest taki zmęczony. Ramiona lekko mu drżały i nie mógł zrobić nic by to ukryć. Na szczęście podczas jazdy aż tak tego widać nie było. Poczuł jednak że kręci mu się przed oczyma i chwilę później jedna dłoń ześlizgnęła mu się z kierownicy.
[ja na przykład czuję że znam cię za mało...]
[no właśnie :P też przecież o sobie nic nie mówisz...]
Kurosagi ściągnął kask i pokręcił przecząco głową, chcąc się pozbyć zawrotów głowy.
- Nie wiem - wydusił z siebie. - Nie dobrze mi - przyznał po dłuższej chwili. - Tak jakoś słabo - mimowolnie oparł się mocniej o Juna.
[no przepraszam, wszyscy wiedzą że ja po szpitalach jeżdżę :P]
- Myślałem że dam radę - usprawiedliwił się, choć teraz dziękował w duchu że Jun się na to nie zgodził. Spadłby z całą pewnością. Zaraz jednak pokręcił przecząco głową. - Nie dam rady z niego zejść - wymamrotał. Jeszcze czego schodzić by potem znów na niego wsiadać? Nie ma mowy.
[bo nie ma się czym chwalić, a ja nie lubię jak się mi współczuje...]
Kurosagi skinął tylko głową, opierając się o Juna wygodniej. Chwilę milczał nabierając tylko krótkie urywane oddechy, by w końcu potrzeć o siebie swoje dłonie.
- Co się ze mną dzieje? To też szok pourazowy? - zapytał właściwie samego siebie. - Skup się, przecież nic ci nie jest - mamrotał dalej.
[bo to nie jest przyjemny temat...]
- Przepraszam za tyle przystanków - Kurosagi złapał niepewnie kierownicę nadal całkowicie się trzęsąc i niemal poczuł ,łzy cisnące mu się do oczu. Puścił ją szybko, schodząc z motoru. Usiadł na ziemi wkładając głowę między nogi. - Zostaw mnie tu.
[ja w szpitalu spedzilem 3/4 mojego zycia :) ciagle w nim ląduję...]
Kurosagi spojrzał na niego tylko i skinął głową, skupiając się na tak prostej czynności jaką było oddychanie. Po kilkunastu długich minutach był w miarę spokojny.
- Ja się chyba boję - wymamrotał dochodząc do takiego wniosku. - Powrotu - założył niesforny kosmyk za ucho. - I tego widoku, zniszczenia... domu, z którym wiązałem dobre wspomnienia.
[tak po prostu :) przyzwyczaiłem się, to jak mój drugi dom... :) powodzenia!!!!]
Tomo uśmiechnął się słabo dźwigając się na nogi i wracając na swoje miejsce przed Junem. Nawet nie próbował dyskutować o zamianie go.
- Tylko się nie śmiej ze mnie jak będę płakał - puknął go palcem w nos zanim nałożył kask i z lekkim westchnieniem położył wciąż lekko drżące dłonie na kierownicę.
- Ale ja się mniej nie będę raczej trząsł - zaprotestował słabo Tomo, obracając się do Juna przodem i opierając głowę o jego pierś. Przez chwilę skupił się tylko na swoim oddechu. - To mama mnie wypisała. Dała opinię, że jest ok - wyznał. Nie byl tylko pewny czy miała racje.
Tomohisa przytaknął mu tylko cały czas się trzęsąc. Starał się to opanować, ale nie bardzo chciało mu to wyjść. Po długich dziesięciu minutach pokręcił przecząco głową.
- Jedźmy już - poprosił go. - Postaram się ci już nie przeszkadzać - dodał po chwili. Żadnych przystanków. Dotrwa.
Tomohisa obiecał mu nie grać twardziela, ale jednak nie mógł się tego pozbyć. Dopiero kiedy przekroczyli tabliczkę z napisem Yukan pozwolił swojej ręce opaść.
- Jun...nie mam siły - przyznał krzywiąc się przy tym. Miał wrażenie, że wszystko go boli. Głowę mu rozsadzało.
- Nie mam - Kurosagi pokręcił przecząco głową schodząc z motoru. Usiadł ciężko na krawężniku, wkładając głowę między nogi i starając się nie zwymiotować na poczekaniu. - Postaram się ruszyć - dodał po chwili kiedy już Jun się oddalał. Nie chciał by jego przyjaciel musiał tyle drałować pieszo. Z trudem podniósł się z ziemi i powoli zaczął iść w stronę głównych ulic wioski.
- On mieszka przy liceum, pod lasem - wyjaśnił nie umiejąc powiedzieć czy to daleko. Według niego nie było tam aż tak daleko, ale przecież Jun mógł być inny. - Jakieś 20 minut pieszo stąd - zdecydował się oszacować, siadając posłusznie na ziemi. - Niedobrze mi - przyznał po chwili
- Nie będę - uśmiechnął się słabo chłopak, po czym odetchnął głęboko. - Bo chciałem żebyś nie miał tak daleko... - dodał w końcu, ostrożnie ważąc słowa. - Chciałem zostać w szpitalu, ale powiedziała że nie mogę bo już wypis mam - wyjaśnił cicho, pozwalając się Junowi podnieść. - Nie mam siły Jun.
- Powiedziała, że za długo się wyleguje i za dużo musi na mnie płacić. Że mam wracać do roboty bo już nie chce mnie widzieć - powiedział pozornie spokojnym tonem. Jakby wcale jej słowa go nie zabolały. Niestety było na odwrót. Przytulił się nieco do Juna zamykając oczy. - Boli mnie głowa - wymamrotał na usprawiedliwienie pojedynczych łez spływających mu po policzkach.
- Jun ja nie chcę żeby ona mnie nienawidziła - szepnął jeszcze chłopak, zaraz czując jak mu drgają wargi. Rozpłakał się zanim zdążył to powstrzymać. Nie płakał jednak długo. Po 5 minutach, schował głowę w pierś Juna, zamykając oczy. - Dzięki - szepnął jeszcze.
Tomo pokręcił przecząco głową, po czym rozejrzał się po okolicy.
- Prosto - oznajmił w końcu. - Aż do skraju polany... a potem już będziesz widział szkołę i po drugiej stronie dom pod lasem. To ten dom - wyjaśnił. - Lepiej...jeśli chodzi o serce i w ogóle... ale zdrowie - tu skrzywił się lekko. Wolał nie mówić Junowi że jest gorzej.
Tomohisa przytaknął mu tylko. Nie dotrwał do końca podróży. Szybciej stracił przytomność. Obudził się już w łóżku, w ciepłym mieszkaniu przyszywanego dziadka. Zmarszczył nieco brwi widząc Juna oraz dziadka przy stole wesoło o czymś rozprawiających. Pies dziadka nastroszył uszy i przybiegł do niego natychmiast. Tomo poczochrał go po łebku, próbując usiąść.
- Leż głupolu - rzucił spokojnie starzec, przynosząc mu zaraz herbatę. - Masz lekko podwyższoną temperaturę, ale przejdzie ci.
- Przepraszam - bąknął kładąc się z powrotem na łóżku, wcześniej poprawiając sobie poduszki. - On nazywa się Zefir - dodał po chwili patrząc na małego pieska. Zawsze go lubił i teraz kiedy ładował mu się do łóżka. Przygarnął psiaka, spoglądając raz po raz na Juna. - Dzięki...za wszystko - uśmiechnął się do niego.
Kurosagi skinął głową już nie protestując. Ułożył się wygodniej na łóżku, przykrywając się mocniej kołdrą. Dziadek od razu poczuł się lepiej, siadając zaraz przy Junie.
- Wracając do naszej poprzedniej rozmowy - rzucił wesoło. - Pozwól, że przepowiem ci przyszłość - to mówiąc złapał Juna za rękę i zmarszczył brwi, drapiąc się po brodzie w zamyśleniu. Chwilę później zaczął mamrotać 'zaklęcia', a Tomohisa westchnął przeciągle.
- Nie przejmuj się, zboczenie takie - rzucił szeptem.
- Cichaj mi tam czorcie nieczysty - rzucił dziadek. - Rozpraszasz dobre duchy.
Dziadek chwilę milczał jakby ważąc słowa, po czym wreszcie spojrzał mężczyźnie prosto w oczy.
- Do tej pory twoja droga była usłana ostrymi kamieniami. Rzucała ci kłody pod nogi - zaczął poważnie. - Byłeś zagubionym dzieckiem, szukającym swojego miejsca na świecie. Dlatego przybyłeś tutaj. Chciałeś odnaleźć spokój - uśmiechnął się blado. - Ale to co dostałeś.... - odchrząknął. - ...zdecydowanie spokoju ci nie przyniesie. To od ciebie zależy jak wykorzystasz swoje szczęście. Pielęgnuj je - poklepał go po plecach. - Nie daj mu uciec - pogłaskał go po głowie. - Jeszcze herbatki? - zaproponował wesoło. - Twój przyjaciel jest wielkim szczęściarzem.
- Nigdy nie zdradza się tajemnic swojego powołania - odparł spokojnie mężczyzna nalewając Junowi kolejnej herbatki i stawiając ją przed nim. Sam natomiast wrócił do Tomohisy raz jeszcze sprawdzając jego czoło i podając mu napar do wypicia. - To cię wzmocni zmoro nieczysta.
- Dziękuję - westchnął chłopak siadając na łóżku, wciąż opatulony kołdrą i pijąc ziółka.
- Z ciebie kochaniutki - zwrócił się do Juna. - Czyta się jak z otwartej księgi - wyjaśnił. - Ale to z twojego szczęścia czyta się jeszcze łatwiej. Zajmuje się ogrodem w liceum - puścił do niego oczko. - Dorabiam sobie trochę - usprawiedliwił się. - Ktoś musi o niego dbać.
- Nic mu nie nagadałem - odparł śmiejąc się pod nosem. - Prowadzę z nim całkiem inteligentne rozmowy. Odwiedza mnie w ogrodzie na przerwach - wyjaśnił spokojnie. - Dlaczego? Hm...chociażby wyjeżdżając na studia - zaproponował takie rozwiązanie. - Poza tym jesteś sporo starszy, życzę ci jak najlepiej ale musisz o tym pamiętać. Wiesz różnica pokoleń. Żebyś kłótni z nim nie wszczynał o bajery - wyjaśnił niczym ojciec.
- Dziadku, Jun jest dorosły. Potrafi się zachowywać. Potrafi żyć - zauważył spokojnie Tomo. - Przecież wiesz, że to nie moja wina. Wypis mam - wymamrotał w odpowiedzi do Juna.
- Ty niby też jesteś dorosły - zauważył zgryźliwie mężczyzna. - A żyć za diabła nie potrafisz.
- Oni uznali, że jej decyzja jest niepodważalna. Ona jest dyrektorką szpitala - wymamrotał, odkładając nagle ziółka i z powrotem kuląc się na łóżku, kiedy zrobiło mu się trochę niedobrze. - Ale to nic, dwa dni i będę jak nowy.
- Kochaniutki a ty zamierzasz mu pozwolić nie studiować? - uniósł lekko brew. - Żeby potem żałował, że niczego nie próbował? Życia nie zaznał? Nie pomieszkał trochę sam? - zaproponował. - Dla mnie te doświadczenia każdemu są potrzebne.
Tomo za dużo z tej rozmowy już nie usłyszał, bo w ziółkach dziadek ukrył środek na senny i chłopak niedługo po ich zażyciu zasnął. Mężczyzna pogłaskał go po głowie i opatulił kołdrą wracając do stołu.
- Czasem nie warto puszczać dzieci na studia. Wracają bardziej zepsute niż pojechały - odparł spokojnie spoglądając raz po raz na Tomo. - A innym razem doświadczają tam okropieństw gorszych niż można się tego spodziewać. Czasem jednak to dobre doświadczenie - tu spojrzał na Juna. - Pozwala uwolnić się od niechcianej przeszłości i poznać przyjaciół - uśmiechnął się lekko. - Ty powinieneś wiedzieć to najlepiej. Zapytaj siebie... czy twoje szczęście na pewno nie chce studiować, czy może uważa że dom sobie bez niego nie poradzi. A może to ktoś go tutaj trzyma, hm? - uniósł lekko brew. - I zdecydowanie nie mam tu na myśli ciebie, bo ty to byś za nim pojechał nawet i na drugą półkulę gdyby cię o to poprosił.
- Nie sądzisz więc, że on boi się wyjechać bo dom się bez niego zawali? - zapytał go ponownie, po czym uśmiechnął się lekko. - Kto w ich domu ma większy autorytet wśród młodszego rodzeństwa? Ich ojciec, czy twoja miłość? - uniósł lekko brew. - Tu leży pies pogrzebany - westchnął ciężko. - Ale nie zaprzepaść tego. Ja zaprzepaściłem sprawę ze swoim dzieckiem. Nie sądze by dobrym pomysłem było zabieranie go ojcu, nawet jeśli teraz się kłócą. Ja swoje dziecko oddałem w ręce innych ludzi i żałuję, bo mi je zniszczyli - zauważył spokojnie. - To była największa głupota mojego życia - przyznał w końcu. - Nie jestem jasnowidzem Jun. Jestem tylko dobrym obserwatorem.
- Wyzdrowieje - poklepał go po kolanie. - Nie mówię namawiaj, tylko z nim porozmawiaj. Może potrzebuje takiej rozmowy? - zaproponował. - Albo może to ty jej potrzebujesz - uśmiechnął się zaraz, zbierając szklanki. - Pamiętaj że zawsze tu możesz wpaść - dodał za chwilę. - Niedługo zacznę cię traktować jak własne dziecko - roześmiał się serdecznie.
- Albo i nie przyjdzie - zaśmiał się mężczyzna. - Ten tutaj - wskazał kciukiem na Tomohisę. - Nigdy nie poszedł do rodziców, nigdy im nie powiedział co w nim siedzie. Pojechał na studia bo tego się od niego oczekiwało - odparł. - Ale dobrze, zrobisz co będziesz chciał Jun. To wasze życia - poklepał go po plecach. - Ja tylko sobie gadam. Trzymam za ciebie kciuki.
Tomo dawno nie był w domu Amakusów. Od czasu, kiedy za młodu pożarł się z Keiem i został potem przez niego zgnębiony (wróg najpopularniejszego faceta w szkole jest wrogiem wszystkich). Teraz jednak wchodził jak do siebie. Zamknął za sobą drzwi i przywitał się z dzieciakami, ściągając buty i schodząc na dół.
- Cześć - rzucił do Juna, przysuwając sobie stojący tam z boku stołek. Usiadł na nim i chwilę obserwował jego pracę. - Dużo jeszcze zostało? Pomóc ci?
- Ja cię dziś tylko odwiedzić wpadłem - zajęczał, schodząc ze stołka i odstawiając go na bok. Założył na siebie fartuch, umył ręce, założył rękawiczki i maseczkę, po czym z niechęcią spojrzał na wannę. Westchnął ciężko, biorąc się za pierwsze ciało z brzegu. - Witaj ślicznotko - przywitał się z 20-paroletnią kobietą. - Oh musiałas prowadzić - uznał oceniając jej obrażenia, zanim wsadził ją do wanny. - Dzisiaj chciałem ci tylko pokazać, że żyję...
- Teraz idziemy do sklepu, kupimy malinki, czekoladę, bitą śmietankę i zrobisz mi pyyyszny deser - uśmiechnął się szeroko do niego. - I usiądziemy na kanapie i obejrzymy film, pijąc czekoladę. Może być horror... ale będę wtedy się do ciebie mocno tulił i jak mnie będziesz chciał potem straszyć to w nocy cię zamorduję - obiecał mrużąc niebezpiecznie oczęta, by zaraz się do niego wyszczerzyć. - Może być? - zapytał zaraz. Był trochę zmęczony na dalsze chodzenie, uznał że nie będzie się przemęczał już pierwszego dnia.
- Z imprezy - powtórzył nieco ciszej odganiając od siebie wspomnienia. Nie miał przecież balsamować siostry. - Zdarza się - uśmiechnął się słabo, zaczynając mycie ciała. - Najgorsza część tej roboty - burknął. - Niecierpię cię - fuknął na wannę i inne pierdoły potrzebne do umycia ciała. Kiedy to było wyszorowane położył je na stole zaczynając zabawę. - Dziadek pyta kiedy znów wpadniesz na wróżenie - wywrócił oczyma.
- Ale nie jesteś zły ani zawiedziony z tego planu prawda? - upewnił się chłopak, przytulając się lekko do niego. - No bo jak chcesz jeszcze pochodzić to możemy pochodzić - uśmiechnął się szeroko, splatając razem palce ich dłoni. - Mhm...nie wiem... jakiś horror Kinga - zdecydował po chwili. - Na przykład 'Burza'.
- A tam...brak nogi... dla mnie najgorsze jest mycie ciał i dobrze o tym wiesz - wycelował w niego igłą, którą zaraz zanurzył w ciele dziewczyny. - Reszta to mniejszy lub większy pikuś, ale to mycie - wzdrygnął się dalej już skupiając na swojej ofierze. Przyszył jej ramię do końca, Udało mu się też odtworzyć część żeber, żeby nie była zbyt wklęśnięta, a kiedy już nabrała kształtów. Ubrał ją i zabrał się za fryzurę i makijaż.
[To jutro coś wymyślisz xD nie będę opisywała :P]
- Nie, Kei ma duuużo filmów na płytkach - odparł wesoło wkładając jeszcze do koszyka czekoladę, bitą śmietanę, mleko żeby tę śmietanę wyrobić, chrupki kukurydziane i brzoskwinie. - Chrupki są na przegryzienie....lubie chrupać - pokazał mu język, zaraz to przytulając się do niego mocno. - Strasznie cię kocham!
- Wiem - burknął Tomo. - Ale nie lubię i nie polubię - odebrał od Juna umyte już ciało. - Dziękuuuję - uśmiechnął się do niego uroczo. - Wiedziałem, że mnie kochasz - puścił do niego oczko, zaczynając zajmować się owym ciałem. Wpierw oględziny, potem robota. Pracował nieco wolniej niż Jun, ale już po dwóch zaczynał się wprawiać.
- Ale Kei ma dzisiaj nocną zmianę. Wróci nad ranem - uprzedził go chłopak, opierając się nieco o Juna żeby mu się lepiej stało. - Będziemy musieli być cicho rano... - dodał po chwili konsternacji. Nie chciał budzić niepotrzebnie brata. - Ale dlaczego ma ci robić wykład o malinkach? - zapytał nie rozumiejąc. - Przecież to nic takiego - uśmiechnął się szeroko. - Tylko taki tam dowód, że jestem twój - zachichotał.
- I umyłem - przypomniał mu o poprzednim ciału. Czasem przyjaciel też mógł mu pomóc. Na wzmiankę o piekarni przytaknął. - Byłem...niewiele zostało - przyznał szczerze. - Będzie mnie czekało dużo pracy zanim złożę piekarnię do kupy - dodał po chwili, zakładając nieznośny kosmyk za ucho. - Ale mój motor ocalał - zauważył wesoło. - Niestety rower nie przeżył.
- Tylko, że chciałbym żeby ta piekarnia trochę przetrwała, a nie rozwaliła się przy mocniejszym podmuchu wiatru - przyznał zastanawiając się czy ta metoda w jeden miesiąc jest odpowiednia. - Ocalał piec taty - dodał z lekkim uśmiechem, nakładając na swoje drugie ciało garnitur. - Dlatego nie przeniosę piekarni nigdzie indziej - wyjaśnił. - Gitara żyje, tylko przydałyby mi się nowe struny... jakbyś jechał do miasta mógłbyś mi je załatwić? Napiszę ci dokładnie jakie - poprosił go, otwierając ostatnie ciało i oddychając głęboko. - Nie mówiłeś, że będzie spalone - wymamrotał, biorąc na oko szesnastolatka na ręce i wkładając go do wanny. Zaczął go dokładnie szorować.
Ryu zagryzł lekko wargę chwilę się nie odzywając. Złączył ręce razem, poczuł wypieki na policzkach, kiedy spojrzał znów na Juna.
- A chciałbyś odbyć ze mną stosunek? - zapytał go cicho, chwilę po pytaniu żałując, że je powiedział. Zajął się więc wypakowywaniem ich szpargałów na taśmę. - Kei nie jest straszny. Nie bój się. On nam kibicuje - uśmiechnął sie lekko, wyciągając portfel z zamiarem zapłacenia za wszystko. - Poza tym on cię lubi, a Aya... - zacisnął nieco wargi. - Myślisz, że powinienem z nią porozmawiać? Jak z...terapeutą? - zapytał go cicho.
- No tak... muszę jeszcze zastanowić się nad wyborem metody, ale zanim to... zrobię tam generalny porządek. Wiesz w razie gdybym coś jeszcze znalazł - odparł nie żywiąc ku temu większych nadziei. Nie chciał jednak potem żałować, że nie sprawdził domu raz jeszcze. W końcu różne były koleje rzeczy. - Będzie potrzebny na twarz, ręce... i część klatki piersiowej - ocenił. - Reszta jest w miarę dobrym stanie. Nawet penisek przetrzymał.
Ryu uśmiechnął się szeroko, biorąc od mężczyzny zakupy w jedną rękę, drugą łapiąc Juna i splatając ich palce razem.
- Ale nie chcę jeszcze... trochę się boje jej terapii - przyznał szczerze, przytulając się do ramienia Juna. - Wolę twoją - dodał śmiejąc się pod nosem. - Z bitą śmietaną i rozpieszczaniem mnie na czele - pokazał mu język, zaraz to całując go w policzek.
-Mou nic mi nie pozwalasz... płacić nie mogę, ponosić nie mogę - Ryu naburmuszył się trochę, bo przecież nie chciał być bezużyteczny. Owszem rozpieszczanie było fajne ale nie do tego stopnia. - Nie chcę z nią terapii jeszcze... nie chcę - mruknął. Stwierdził, że da sobie radę z Junem przy swoim boku. Przytulił się do jego ramienia, po czym puścił go by otworzyć mu drzwi do mieszkania Keia.
Ryu natomiast poszedł do salonu, by poszukać odpowiedniego filmu w biblioteczce Keia. Kiedy go odnalazł położył go na stole w pogotowiu i udał się do kuchni.
- Ja też chcę czasem za nas płacić - burknął opierając się o blat stołu. - Może jeszcze nie zarabiam ale trochę pieniędzy mam. Chcę ci też zrobić przyjemność - wyjaśnił nie wtrącając się w kuchenne przeboje Juna.
- Hej, hej - przywitała go kobieta. - Keiowi zmarł pacjent - dodała po chwili. - Proszę was o wyrozumiałość. On będzie strasznie zdołowany - wyjaśniła tylko zaparzając sobie herbatkę.
- Ale to nie tak - wywrócił oczyma Ryu biorąc swoją miseczkę, włączając film i siadając na kanapie. - Ja też chcę czasem płacić. Nie chcę być bezużyteczny. Nie chcę być twoim utrzymankiem, tylko twoim chłopakiem - wyjaśnił.
- Jaki głupek - obruszył się Tomo. - Profesjonalista w najlepszym wypadku - dodał wypinając pierś do przodu w dumie. - No wiesz... zawszew można zrobić coś lepiej, ale po co jeśli jest się perfekcyjnym - puścił do niego oczko, odbierając od niego silikon i porządnie go zakładając na twarz nieszczęśnika, by upodobnić go do jego poprzedniego wyglądu.
Ryu dobre 1/3 filmu obserwował jedząc swój deser, zanim wcisnął głowę mocniej w tors Juna by nie widzieć najgorszych scen. Był strasznym strachliwcem i choć trudno mu było się do tego przyznać, wiedział że gdyby nie Jun nie mógł by oglądać takiego horroru. To że mógł się w niego wtulić strasznie mu pomogło. Wreszcie mógł być sobą.
Ryu odważył się co jakiś czas zerkać na telewizor, ale kiedy miał nadejść punkt kulminacyjny usiadł Junowi na kolanach by móc się jeszcze mocniej w niego wtulić. Odetchnął z ulgą dopiero na końcowych napisać.
- Dobry film? - zapytał Juna, bo nie jemu było to oceniać. Na dworze było już ciemno, a Aya buszowała od godziny w kuchni najprawdopodobniej coś tam pichcząc. Ryu sięgnął po resztę swojego deseru i zaczął go spokojnie jeść, wciąż nie schodząc z kolan Juna. - Jakie filmy lubisz oglądać? - zapytał go po dłuższej chwili ciszy.
- Tak trochę - przyznał szczerze Ryu. - Ale lubię horrory - dodał po chwili. - Tylko... nie przepadam za tą muzyką budującą napięcie bo moja wyobraźnia widzi więcej niż powinna - westchnął teatralnie, zaraz jednak uśmiechając się do niego lekko. - Wcale mi tą odpowiedzią nie pomagasz... - puknął go lekko w ramię. - Żadnego specyficznego gatunku? Jak na przykład fantasy? Filmy akcji? Kryminały? Psychologiczne? - zaczął wyliczać. - Nic? Zero preferencji? - uniósł lekko brew trochę nie dowierzając.
- To nie jest dziwne, tylko mimo tego chyba masz takie filmy w jednym gatunku, które cię bardziej pociągają, co? - wzruszył ramionami bo nie wiedział jak to dalej wyjaśnić. - A zatem thrillery - pokiwał głową i uśmiechnął się do niego, by zaraz złapać go za policzki i ucałować mocno w usta. - Pójdę pomóc - wskazał palcem na kuchnię. Nie potrafił za długo siedzieć z założonymi rękoma nic nie robiąc. Zebrał naczynia po deserze i poszedł do kuchni.
- A widzisz? Nauka nie poszła w las - uśmiechnął się pomagając mu z resztą ciała. Wiedział, że nie był w tym najlepszy ale cieszył się że najgorzej też z nim nie było. Kiedy skończyli z ciałem usiadł z powrotem na stołku Ryu i odetchnął głęboko. - Pomożesz mi z opatrunkiem? - zapytał go w końcu. Jego dziadek próbował, ale coś mu nie wychodziło.
- Jasne że nie tutaj - Kurosagi wywrócił oczyma wstając. Odłożył fartuch, maseczkę i rękawiczki, umył ręce i udał się z Junem do jego pokoju. Skrzętnie omijając seniora Amakusę. Jakoś wciąż za nim nie przepadał i ze wzajemnością niestety. - On mnie nie lubi - żachnął się, zamykając za sobą drzwi od pokoju Juna. - A Ryu zazdrosny o mnie nie będzie? - upewnił się rozpinając koszulę i ściągając ją. Siedzial teraz na samym podkoszulku, odwiązując bandaż z ramienia. Skrzywił się lekko kiedy podrażnił niechcący ranę. - Nadal boli...
- No wiem, za dużo bym chciał na raz - zgodził się z nim Tomo, dziękując mu za pomoc z opatrunkiem. Teraz wreszcie trzymał się dobrze. Założył z powrotem koszulę i usiadł wygodniej na jego łóżku. - Ryu też jest takim pedantem? - zapytał Juna. - Bo nie wiem jak wy się dogadacie pod tym kątem...jeśli tak nie jest - uśmiechnął się lekko.
- Przestań mi marudzić, aż tak nie bałaganię - fuknął Kurosagi. - Jest lepiej niż było - dodał po chwili. - Zresztą teraz nie mam co bałaganić, niewiele swoich rzeczy mam - mruknął uśmiechając się lekko. - Muszę sobie rower sprawić - mruknął do samego siebie, uznając że podróż do miasta będzie nieunikniona jednak. Trudno, przeżyje.
- Tak, dopiero jak mi się zagoi rana - zgodził się z nim Tomo. Sam na razie nie wsiadłby na motor nie chcąc powtórki z rozrywki. Znał już swoje możliwości i nie był na tyle głupi by nie będąc w pełni sił ryzykować. - Oj tam... ale wiedziałem gdzie wszystko jest - wyszczerzył się do niego.
- Może właśnie dlatego z tobą wytrzymałem? - uniósł lekko brew podając taką możliwość w wątpliwość. - No bo z tego co mówili inni musiałeś mieć wszystko jak w zegarku, więc jak ktoś się sprzeciwił to było bardzo bardzo źle, a ja miałem gdzieś twoje porządki - pokazał mu język. - Tj szanowałem twoją połowę, ale jak mi robiłeś porządki u mnie to miałeś bajzel u siebie - zaśmiał się. - Nie wiem jak ze sobą wytrzymaliśmy - przyznał szczerze.
- Ty zawsze miałeś świra na punkcie tego budzenia się... a ja ci ciągle powtarzam że to najmniejsza z twoich wad - wywrócił oczyma Kurosagi. - Ryu nawet jej nie zauważy. Gorzej będzie z nadmierną czystością - cmoknął. - To chyba twa największa wada. Tak... czystość...
- Ok sny snami, twoje pobudki pobudkami ale to nie jest nic nadzwyczajnego, wiesz? Nie jesteś jedyną osobą na świecie która w ten sposób się budzi. Jeśli on tego nie zrozumie to znaczy, że po prostu nie był ciebie wart - wyjaśnił Kurosagi, przymykając na chwilę oczy. - Nie martw się za wczasu, bo jeśli będziesz to robił to spotęgujesz te pobudki.
- Bez urazy, ale trochę się na tym znam. Pamiętam jak mnie parę razy za to przepraszałeś. Byłem potem na ciebie tak wkurwiony że przy kolejnej pobudce dostałeś kubkiem zimnej wody, żebyś się już nie nakręcał - przypomniał mu. - Jak przestałeś się nakręcać, to i rzadziej się budziłeś - uśmiechnął się lekko. - A przecież o to chodzi, prawda?
- Nie musisz pamiętać, ważne że ja to robię - zachichotał Tomo, po czym pokiwał lekko głową ze zrozumeiniem. - A widzisz? Więc się nie nakręcaj bo to ci nie pomaga - poklepał go po ramieniu.
- No i tak ma być - wyszczerzył się do niego Tomo, wstając wreszcie z miejsca z zamiarem wyjścia, kiedy zza drzwi doszedł go głos seniora Amakusy.
- Ta świnia znowu podwyższyła podatki - mówiąc to wszedł do pokoju Juna. Ominął Tomohisę i podał Junowi pismo od burmistrza. - Rozumiesz to? To jest niebotyczna suma! Harujemy pół miesiąca by tyle zarobić!
Tomohisa nie chciał być wciągany do tej rozmowy i nawet liczył na to że uda mu się zniknąć, ale niepotrzebne pytanie Juna zwróciło na niego uwagę seniora Amakusy.
- Właśnie Kurosagi... mógłbyś coś z tym zrobić. Opanuj swojego wujka - rzucił stosunkowo chłodno, z lekką niechęcią w głosie.
- Spróbuję - burknął cicho chłopak, piorunując wzrokiem Juna. - Porozmawiam z nim, ale...
- Świetnie. Oczekuję dobrych wieści - poklepał go po ramieniu mężczyzna wychodząc z pokoju Juna.
- ...ale raczej przyniesie to więcej szkód niż pożytku - dokończył chłopak. - Nie żyjesz! - fuknął na Juna.
Ryu pomógł Ayi w kuchni, po czym wrócił do Juna, siadając mu znów na kolanach. Ucałował go w brodę i złapał za nadgarstek ciągnąc do pokoju. Zamknął ich na klucz, sadzając mężczyznę na łóżku.
- Ok... - przełknął głośno ślinę. - Trzymasz rączki przy sobie - ostrzegł go. - Ja działam - dodał po chwili, znów siadając mu na kolanach i całując zachłannie jego brodę. Powoli schodził dalej, rozpinając guziki jego koszuli. Badał opuszkami palców jego klatkę piersiową jednocześnie obdarzając jego szyję pocałunkami.
- No to udam, że z nim rozmawiałem i nic nie wyszło. Amakusa nadal będzie mnie nienawidził, ale chociaż podatki się nie zwiększą - żachnął się Tomo. - Po co w ogóle mnie w to wciągałeś? - dźgnął go palcem w pierś. - Jak bym oznajmił że nic się nie da zrobić on i tak prosiłby mnie o interwencje no...
- Nadal nie chcę odbyć z tobą stosunku - Ryu nie bardzo rozumiał co mu teraz nie pasowało. Przecież nie zrobił nic złego. - To znaczy nie takiego kompletnego, ale chcę żeby ci było dobrze. Masz 27 lat... bez urazy... ale czuć - wskazał na jego nieco powiększony już członek odbijający się w spodniach. - Chciałem ci trochę...pomóc - wymamrotał całkowicie czerwony na twarzy. - Na dodatek robię to po raz pierwszy w życiu, a ty wszystko utrudniasz! - rzucił w niego poduszką, uznając że diabli wzięło nastrój i wyszedł z pokoju zostawiając tam Juna samego. - Idę na spacer - rzucił do Ayi i minął się jeszcze w drzwiach z Keiem, zakładając jedynie buty. Kei zmarszczył brwi ale był zbyt zdołowany by przypomnieć Ryu o kurtce.
- Kłopoty w raju? - zapytał Ayi, a kobieta wzruszyła ramionami.
- Nie wiem... rozmawiałam z Ryu w kuchni... no wiesz tak szczerze, o seksie i tych sprawach...
- Serio? - Kei uniósł lekko brew. - Wprawiasz się w rolę mamuśki - ucałował ją mocno.
- Mhm... - Tomo spojrzał na kopertę i ten cholernie wysoki podatek. - Eh...wystarczy wam na leczenie Ryu? - spojrzał na Juna, zastanawiając się co może zrobić. - Mogę część za nich płacić - zaproponował. - Wiesz...to trochę moja wina, że te podatki są tak wysokie.
- Hej - padła odpowiedź, kiedy Kei również zjawił się w kuchni podbierając trochę chrupek Ryu. - Aya rozmawiała z moim bratem o seksie... domyślam się że nie poszło najlepiej - uśmiechnął się lekko. Normalnie dałby tu jakiś przytyk ale fakt, że tego dnia zmarli mu dwaj pacjenci skutecznie stępił jego język. - Stary nie przejmuj się tak - poklepał mężczyznę po ramieniu. - To nastolatek... dziecko jeszcze. Przejdzie mu...cokolwiek nie zrobiłeś. Mam tylko nadzieję, że nie zapali i się nie rozchoruje - mruknął stawiając drugą szklankę obok szklanki Juna, by zasygnalizować że in on potrzebuje herbaty.
- Jak to nic? - Tomo spojrzał na niego nieco zaskoczony. - Przecież to nie twoja wina, że on takie coś robi. Tylko moja - wymamrotał. - Trzeba było zginąć - dodał bezgłośnie, siadając na krześle, przy biurku mężczyzny. - Może wtedy by się od was odczepił...
- Po prostu brakuje wam rozmowy na te tematy - odparł spokojnie Kei. - Wiesz Ryu jest nowy w te klocki i trudno mu się pewnie w tym wszystkim połapać. Może potrzebuje kogoś kto go przez to przeprowadzi... - zaproponował, ale wiedział że jest kiepskim terapeutą, więc umilkł zaraz, gryząc chrupkę. - A ty też... jak ci ktoś proponuje pieszczoty to się tego ktosia nie odrzuca - puknął go palcem w czoło. - A jeśli już to robi się to łagodnie... - wywrócił oczyma. - Brak taktu też robi swoje.
- Otwórz okno chociaż - fuknął na niego. Nie znosił ludzi palących w pomieszczeniu. Otworzył więc okno by dym papierosowy znajdywał ujście i nie zagnieżdżał się w poduszkach, dywanach i innych domowych pierdołach. - Myślę o sobie i chcę ci pomóc.
- I dalej radź sobie sam, ale pozwalaj mu na trochę swobody pod tym względem. Jak on ma się nauczyć co jest ok, a co nie skoro zna tylko złe doświadczenie, a jak próbuje to mu nie pozwalasz? - zapytał go cicho Kei, biorąc swoją herbatę. - Jak go znajdziesz...to powiedz mu cześć ode mnie i przypomnij o lekach. Nie chcę mieć 3 trupa tego dnia...
- Ale myślisz, że stary Amakusa weźmie od ciebie pieniądze? Przecież on tryska dumą... nie zrobi tego choćby miał klepać biedę - wymamrotał. Trochę znał już tego faceta i taka duma też go denerwowała ale co mógł zrobić. Zacisnął wargi. - Pójdę już - zdecydował w końcu. - Dzięki za pomoc przy opatrunku.
- Ale mogłeś mi odrobinę zaufać - odparł cicho Ryu, ocierając łzy, bo przecież nie chciał przy nim płakać z tak głupiego powodu. Opatulił się mocniej jego kurtką, zapinając ją sobie aż po samą szyję bo było mu trochę zimno. - Zaufać...tylko o to proszę, a to chyba nie tak dużo - żachnął się. - O ile wiem...to w związku liczy się zaufanie... a ty mi nie ufasz. Myślisz, że wszystko możesz zrobić sam. Nie liczysz się z tym co czuję i jak chcę coś spróbować, określam ci zasady ty się wycofujesz bo nie czujesz się pewnie na tym gruncie. Nie lubisz nie mieć kontroli - burknął niezadowolony. - I to ja mam się cały czas podporządkowywać pod twoje zasady... więc mi czasem zaufaj. Ja też chcę coś robić. To że jestem gówniarzem nie znaczy że nie mam pojęcia o tym świecie!
Tomo zabrał się za sprzątanie zgliszczy. Znalazł wśród nich jeszcze trochę swoich rzeczy. Niewiele szło wykorzystać ale zawsze to lepsze niż nic. Zmęczony osiadł na jednej spalonej belce i otworzył wodę niegazowaną upijając z niej porządny łyk. Czas na całkowite porządki. Zamierzał zburzyć resztki piekarni.
- Najwyżej byś stracił kontrolę. Przynajmniej wiedziałbym że ci się podobam a nie... uciekasz ode mnie z obrzydzeniem - wymamrotał. - Ja wiem, że jestem chory ale ta choroba poprzez ślinę nie przechodzi wiesz? - dodał, próbując nieco słabo uwolnić się od uścisku mężczyzny. Kiedy już ktoś w niego trafiał nie myślał trzeźwo, a choroba była jednak jego największym kompleksem.
- Hej - przywitał się z nim Tomo. - Znalazłem chętnego na piekarnię i wciąż rozważam czy by mu jej nie sprzedać - przyznał szczerze. - Ale jeśli tego nie zrobię to chcę mieszkać nad nią. Mieszkanie gdziekolwiek indziej by mnie zamęczyło. Koło 4 rano i tak muszę być w piekarni więc... - przyznał z uśmiechem. - Nie potrzebuję pomocy - dodał po chwili. - Na dzisiaj prawie kończę. Tylko jeszcze czekam aż przyjadą burzyć...
Ryu przytulił się mocno do niego zamykając oczy.
- Chciałem tylko zrobić ci przyjemność - szepnął. - Ale ty to zepsułeś - dodał z żalem, bo nawet mu się to zaczynało podobać. To jak ciało Juna na niego reagowało. Jak delikatny dotyk wprawiał je w drżenie z podniecenia. Zagryzł wargi. - Rozmawiałem z nią bo ty się boisz takich tematów i wstydzę się rozmawiać z tobą. Jesteś facetem... doświadczonym i nie rozumiesz jak to jest... tzn rozumiesz co przechodzę bo sam to przeszedłeś ale... jesteśmy w dwóch różnych sytuacjach a ty chyba... chyba widzisz we mnie siebie.
- Mhm... tylko problem w tym, że ja nie wiem co jest moim marzeniem Jun - przyznał cicho chłopak wstając z belki i dając Junowi drugą butelkę wody niegazowanej. - Ta piekarnia... nigdy nim nie była. Fakt mam do niej sentyment ale... czy ja naprawdę nadaję się na piekarza? Moje wypieki są aż tak dobre? - zapytał go, bo chyba tu leżał pies pogrzebany. On nie wiedział. Nie miał wiary we własne mozliwości.
- Nic takiego. Powiedziała tylko że mam robić to co czuje i się nie przejmować - wymamrotał. - Bo ja się boję, bardzo się boję - przyznał szczerze. - I nie chcę pełnego seksu, chyba nie dałbym rady - wymamrotał. - To za szybko - kichnął lekko, zaraz przytulając się do Juna mocniej. - Ale chcę ci dać trochę przyjemności i chciałem spróbować - wyjaśnił. - Tak trochę, ci zaufać - zacisnął wargi. - Bo ja ci chyba nie do końca ufam teraz pod tym względem... w sensie seksu... nie ufam nikomu. Przepraszam.
- Yhm nie ma kogoś kto się zna na pieczeniu chleba w promieniu 20 km - westchnął Tomo. - Jestem stracony...ja i moje wypieki. Lepiej wrócę do bycia lekarzem sądowym - stwierdził wzdychając ciężko. - Jun...jak odnaleźć swoje marzenie? - zapytał go po chwili.
- Uhm na razie...bo potem pewnie tak, ale na razie nie chcę seksu - chłopak nie protestował. Przytulił się do JUna mocno uśmiechając się pod nosem. - A dzisiaj zrobisz mi ciepłą herbatkę i potulisz tylko? W łóżku? - zapytał cicho. Chciał się tylko poprzytulać z Junem, pozwolić sobie na taką małą rozpustę.
- No na jednego się zgodzę - zaśmiał się cicho Ryu stając na nogach, kiedy byli już w holu. Zdjął buty, oddał kurtkę Junowi, poszedł do kuchni żeby wziąć swoje leki i trochę chrupek do miseczki, po czym poszedł do pokoju by zakopać się w kołdrze i poczekać na Juna.
- To ja chyba jestem jakimś dziwnym przypadkiem bo nie mogę ich znaleźć - wyznał szczerze, po czym uśmiechnął się lekko. - W piwnicy ostała się winnica taty, jego narzędzia i stary piec - dodał po chwili, przeciągając się lekko. - Naprawdę zastanawiam sie nad sprzedażą tego miejsca Jun - spojrzał mężczyźnie prosto w oczy. - Już nic mnie tu wtedy nie będzie trzymało - uśmiechnął się krzywo. - Może lepiej wyjechać.
- A co z moją herbatką? - zapytał go unosząc lekko brew i wychodząc spod kołdry. - Trochę mi zimno, chciałem się ugrzać - wymamrotał, zabierając ze sobą rzeczy do kąpieli i już nie komentując morderczych zapędów Juna z jego popędem do fajek. - Bierny palacz ma gorzej od palacza wiesz? - upewnił się tylko, że mężczyzna zdaje sobie z tego sprawę zanim zniknął za drzwiami.
[hej mogę zająć chwilkę? ja już wątek mam... będzie trochę dziwny ok? przepraszam...]
Pierwszy raz dostał śledztwo na tak potężna skalę. Włamanie do banku, kradzież i parę trupów, a on nie miał żadnego przeszkolenia. Mógł z łatwością powiedzieć czego użyto by włamać się do banku i wyłączyć system ochronny, ale na tym jego wiedza się kończyła, a policja oczekiwała od niego profilu mordercu. Uznał więc że bez pomocy profesjonalisty sobie nie poradzi. Dlatego właśnie stał przed zakładem pogrzebowym domu Amakusa. Wziął głęboki wdech pukając do drzwi. Otworzyła mu drzwi jego uczennica, która po krótkim wyjaśnieniu sprawy wpuściła go do środka. I tak właśnie stał nad zmasakrowanym ciałem człowieka walcząc z mdłościami.
- Ano... - zaczął starając się opanować drżenie głosu. - Moglibyśmy...porozmawiać... gdzie indziej? - poprosił, choć może brzmiało to nieprofesjonalnie. Nie dbał o to. Zapach śmierci wcale go nie pociągał.
Ryu wziął tylko szybki prysznic, po czym wrócił do pokoju i bez słowa wszedł z powrotem do łóżka. Wypił herbatkę i okrył się mocno kołdrą. Nie dotrwał do powrotu Juna z łazienki. Zasnął szybciej.
Ryu obudził się czując ciężar na klatce piersiowej. Jun rzucał się po łóżku drapiąc się niemal do krwi. Chłopak z trudem złapał jego nadgarstki nie rozumiejąc tego zachowania. Chwilę z nim walczył, by w końcu usiąść na nim okrakiem.
- Jun? - zapytał stosunkowo cicho, ale mężczyzna jakby go nie słysząc uwolnił nadgarstki sięgając do jego szyi. - Jun! - krzyknął głośniej, potrząsając nim lekko. - Hej... to ja, wiem że już mnie nie lubisz i w ogóle ale ja ci krzywdy nie zrobię - mruknął potrząsając nim nieco mocniej. Ręce mężczyzny nie zacisnęły się mocniej, co chłopak uznał za swój sukces. - No już... pobudka... wracamy do świata żywych.
Ryu potrząsnął przecząco głową.
- Nie boli, ale ciebie z całą pewnością tak - wyswobodził dłonie ze swojego uścisku i na chwilę go zostawił, by wrócić z miską ciepłej wody i opatrunkami. - Zaraz opatrzymy głupola - uśmiechnął się do niego całując delikatnie jego wargi. - Nic się nie stało Jun - szepnął. - Nie boję się ciebie - odgarnął mu kosmyk włosów z twarzy.
Ryu zacisnął nieco pięści, oddychając głęboko. Odłożył miskę z wodą i podrapał się po nosie, licząc w myślach do 20-stu.
- Zrywasz ze mną? - zapytał go w końcu. - Jesteś niebezpieczny - dodał po chwili namysłu. - Nie chcesz żebym cię dotykał, uciekasz przede mną, a potem mnie dusisz - dotknął palcem swojej szyi. - Jesteś niebezpiecznym psychopatą. Bawisz się zwłokam i masz 27 lat. Jesteś 10 lat ode mnie starszy - wymienił wszystko siadając na brzegu łóżka. - Skoro nie chciałeś ze mną być wystarczyło powiedzieć, a nie marudzić teraz o tym jaki jesteś beznadziejny. Co takiego się stało Jun? - zapytał go patrząc mu prosto w oczy. - Dotknąłeś mojej szyi. Straaszne... - wywrócił oczyma. - Ale skoro nie chcesz ze mną być to w porządku. Poproszę Keia żeby odwiózł mnie rano do domu - wstał. - Dobranoc Jun - ucałował raz jeszcze jego wargi idąc do wyjśnia. Uznał że pośpi w salonie.
- Ja nie, ale ty się za takiego uważasz - odparł cicho Ryu, przystając jednak i pozwalając mu się tulić. - Nigdy nie pomyślałem tak o tobie, tylko ty próbujesz mi to wmówić - wyszeptał zaraz oddychając głęboko. - Chciałbym tylko żebyś mnie przytulił. To wszystko. Nic innego się nie liczy. Ty masz swoje koszmary, ja mam swoje. Nie uciekasz jak budze się z krzykiem, dlaczego ja miałbym uciec kiedy ty mnie potrzebujesz?
Ryu westchnął ciężko, odwracając się do Juna i mierząc go przeciągłym spojrzeniem jakby oceniając jego poczytalność.
- Do łóżka - zarządził popychając go lekko by wrócił do łóżka, by mógł spokojnie zająć się jego ranami. - Gorzej z tobą niż z dzieckiem - rzucił wzdychając ciężko. - Naprawdę nie wiem czy z tobą wytrzymam dłużej niż miesiąc - wywrócił oczyma, opatrując jego rany i gasząc na nowo światło. - Dobranoc Jun - mruknął.
- A jaki ma sens w pozostawaniu i zaczynaniu wszystkiego od początku? Jaki jest sens w walczeniu z burmistrzem? - spojrzał na Juna, odsuwając się nieco od niego. - Możesz myśleć co chcesz Jun, ale ja jestem już tym wszystkim zmęczony. Jestem zmęczony tą nienawiścią - wyjaśnił zbierając swoje rzeczy i podchodząc do mężczyzny, który przyjechał ze swoimi ludźmi doszczętnie zburzyć budynek. Przywitał się z nimi i pozwolił im pracować.
- Tu był mój dom - sprostował Kurosagi, zaciskając lekko pięści. - Był - powtórzył niebierając głębokiego oddechu i odsuwając się trochę by nie dostać przypadkowym odłamkiem gruzu. - W tej chwili to są gruzy. Nie ma tu już miłości - skrzywił się lekko. - Może to i lepiej że ją spalił. Uwolnił mnie od tego miejsca - wzruszył ramionami. - Jun ja... - spojrzał na mężczyznę i uśmiechnął się lekko. - Ja nie wiem kim jestem, gdzie jest moje miejsce i co mam ze sobą zrobić, a to... - wskazał na piekarnię. - ...wcale mi nie pomagało.
Tomohisa zacisnął mocniej pięści, ale słowa Juna trafiły nie tam gdzie powinny. Odruchowo uderzył go wprost w nos, wkładając w to większość swojej siły.
- Jeśli nigdy się ich nie miało to można - oznajmił już w miarę spokojnie nie czując nawet łez spływających mu po policzkach. - Uciekłeś i co?! Odnalazłeś tu szczęście?! - zapytał go coraz mocniej ściskając pięści. - Odnalazłeś! Więc przestań pierdolić że to nic nie daje! I po jaką cholerę nas porównujesz?! Ja nie jestem tobą! - krzyknął na niego, starając się usilnie nie patrzeć na burzoną piekarnię. - Ja nie mam tyle siły co ty! Nie mam! Rozumiesz?! - złapał go za koszulę popychając na ścianę drugiego budynku, by zaraz uderzyć w ścianę z całej siły. Syknął z bólu, po czym powtórzył operację raz, drugi, trzeci. Ze zdartej skóry na palcach popłynęła krew. - Przestań pierdolić jakbyś miał pojęcie jak się czuję! - uderzył ścianę raz jeszcze. - Przestań...
Skrzywił się lekko z bólu, już nawet nie wstrzymując łez. Drugą jeszcze wolną ręką uderzył go parę razy w klatkę piersiową ale ze zdecydowanie mniejszą siłą, zanim skapitulował.
- Tutaj nigdy nie będzie od zera - zauważył głucho. - Nigdy - spojrzał na Juna bezradnie. - I to nie jest mój prawdziwy dziadek. On tylko... ja tylko go tak nazywam - zacisnął zęby. - Puść mnie.
- Nie uciekam przez grubasa w garniaku, albo nie tylko przed nim. Uciekam przed czymś innym - odparł zgodnie z prawdą, rozmasowując sobie rękę. Skrzywił się widząc w jakim jest stanie. Świetnie, musiał ją tak załatwić, no musiał. Odetchnął głęboko patrząc na Juna nieco trzeźwiej. - Nie mamy takiego samego nazwiska - żachnął się. - On po prostu...zawsze przy mnie był - przypomniał sobie cicho. Zawsze kiedy miał problem. - A ty... ty mnie zostawiłeś, kiedy cię potrzebowałem - zauważył głucho. - Tutaj nigdy nie zacznę od zera - powtórzył.
- A ty? NIe stchórzyłeś? - zapytał go cicho, wcale nie planując być złośliwym. - Przed matką, przed burmistrzem, przed....życiem - wyliczył na palcach, po czym wręczył Junowi pismo które otrzymał od swojej matki. - Proszę, czytaj - zatrzęsły mu się ramiona. - Ona chce żebym to podpisał by już nie miała ze mną nic wspólnego - uśmiechnął się krzywo. - Chce mnie wykreślić z rodziny oficjalnie.
- Yhm...dla ciebie to wszystko jest takie proste. Dla mnie niekoniecznie - odparł chłodno, chowając papiery do kieszeni. Kiedy pracownicy skończyli burzyć i sprzątać podziękował im za pomoc, znów odwracając się do Juna. - A dla mnie to cios poniżej pasa i takie papiery bolą mnie bardziej niż jakakolwiek krzywda fizyczna - wyjaśnił mu krótko. - Daj mi już spokój - poprosił go jeszcze chowając ręce do kieszeni i idąc w stronę swojego miejsca zamieszkania. Starał się już nie płakać i nie myśleć o zrobieniu sobie krzywdy. Wmawiać że coś w tym życiu jednak znaczy.
Tomo zacisnął zęby odwracając się do Juna. Najchętniej przyłożyłby mu jeszcze raz, ale zamiast tego nabrał głębokiego oddechu.
- A może wreszcie robię coś dla siebie, nie pomyślałeś o tym?! Może wreszcie idę tam gdzie chcę! Może wreszcie przestanę patrzeć na to czego się ode mnie oczekuje, tylko zrobię to czego chcę - zaproponował chłodno. - Szkoda, że nie chcesz mnie zrozumieć. Nie chcesz zrozumieć co czuję - zacisnął wargi.
- Ja cię rozumiem - usłyszał głos swojego wuja, a chwilę później poczuł ciężką dłoń na jego zranionym ramieniu. Syknął przez zęby, próbując ją strącić, ale ta tylko się na nim mocniej zacisnęła, wyciskając łzy z oczu chłopaka. - I dlatego chciałbym cię zaprosić do siebie na wysokie stanowisko, moją prawą rękę.
- Kpisz sobie ze mnie w tej chwili - syknął Tomo, wreszcie się uwalniając. Nie patrząc na obstawę czy też swoją reputację uderzył mężczyznę prosto w nos, tym razem się nie wstrzymując. Coś chrupnęło ku satysfakcji Tomo, który ponowił cios. - Zacznij wreszcie patrzeć na to co cię otacza - syknął, łapiąc go za koszulę i potrząsając nim nieco. - Może wreszcie do ciebie dojdzie jaką krzywdę robisz ludziom - fuknął jeszcze odpychając go od siebie i odmaszerowując. Ramię szczypało bardziej niż przypuszczał, a kiedy na nie spojrzał zobaczył zabarwiony krwią t-shirt.
Sho pokiwał tylko głową, zamykając na chwilę dziennik i odkładając go obok. Złączyl dłonie kładąc je na stole.
- Więc mi powiedz co mam zrobić z tym fantem - zapytał go wprost. - Co mam zrobić z większością dzieciaków w mojej klasie? Co mam zrobić, kiedy oni nic mi nie mówią. Żadne o pomoc do tej pory nie poprosiło, mimo moich prób - wyjaśnił ze spokojem. - Mówiłem, że jestem do ich dyspozycji, łapałem co niektóre osoby by porozmawiać z nimi na osobności. Oni mi jeszcze nie ufają geniuszu - mruknął. - I trochę to potrwa zanim zaufają, więc z łaski swojej odczep się od moich metod wychowawczych bo nie masz o nich bladego pojęcia - fuknął, trochę niezadowolony z faktu że zarzuca mu się coś takiego, kiedy on nic złego nie zrobił.
- Ja nie uciekam Jun - warknął na niego Tomo, przyspieszając trochę bo ramię zaczynało boleć coraz mocniej. - Ja chcę wreszcie siebie odnaleźć - mruknął. - Rozumiesz? Do tej pory nie robiłem nic by siebie zadowolić. Chciałem żeby rodzice byli ze mnie zadowoleni, poszedłem na studia by spełnić marzenia taty, przejąłem piekarnię z obowiązku... co zrobiłem dla siebie? Wytłumacz bo tego nie widzę...
- No tak, więc wszystko co było we mnie złego jest moje. Ekstra - wywrócił oczyma, po czym odetchnął ciężko. - Nie wiem co lubię Jun. Nie wiem czy chciałbym prowadzić piekarnię do końca życia... nie wiem czy chciałbym bawić się z trupami do końca życia... no i jest jeszcze muzyka którą kocham - zauważył spokojnie, po czym skinął lekko głową. - Wiem, boli - przyznał szczerze, czując delikatne zawroty głowy.
- Lubię obserwować morze, ono mnie uspokaja - rzucił tylko. Dlatego tak lubił Yukan i tego właśnie brakowało mu w Tokio. - Nie lubię tłumów... ale nie mam jakichś tam marzeń. W tym problem. Nic mnie nie zachwyca do tego stopnia bym nie mógł tego porzucić - zagestykulował nieco za mocno, po czym syknął, chwytając się za obolałe ramię. - Do dziadka będzie bliżej niż do ciebie - zdecydował.
Tomo pokręcił przecząco głową.
- No w tym rzecz, że nie wiem - burknął łapiąc na chwilę Juna, żeby złapać równowagę i kiedy już ją odzyskał idąc dalej nieco swobodniejszym krokiem. Kilka minut później siedział już na kanapie odpoczywając. - Potrzebuję odpoczynku, odetchnięcia od tego wszystkiego żeby odnaleźć siebie - wyjaśnił mu po raz kolejny.
- Znowu się biłeś - oskarżył go dziadek, przynosząc ziółka by zmienić mu opatrunek. - Młody człowieku pomożesz mi - wskazał na Juna.
Ryu spał niespokojnie, już nie mogąc się odprężyć, a kiedy Jun odebrał telefon, zasłonił głowę poduszką cicho jęcząc w nią. Przeciągnął się zaraz ziewając i wstając z łóżka.
- Dobry - przywitał się z nim. - Idę się umyć - mruknął jeszcze na wpół przytomnie ruszając do łazienki, a kiedy wrócił usiadł na łóżku ziewając nieco. - Co robimy dzisiaj?
Tomohisa syknął cicho, kiedy dziadek mocniej przycisnął wacik i pokręcił zaraz głową.
- Nie wiem co zrobię, ale wiem że nie mogę tak dalej żyć - mruknął oddychając głęboko. - Bo to tak jakbym tracił życie Jun. Nie robię nic co by mi przynosiło taką czystą satysfakcję - skrzywił się znów.
- Zakażenie się wdaje - rzucił cicho senior niezadowolony z efektów swoich ziółek. - Chyba nie obejdzie się bez chemii - prychnął. - Jak się trzyma twoje szczęście? - zmienił temat. - Ostatnio rzadko mnie odwiedza.
- Ale na pewno nie będzie nikogo innego? - zapytał go, bo wiedział że nie da rady rozebrać się przy innych mężczyznach. Już i tak trudno mu będzie to zrobić przy Junie. Położył się obok niego, przytulając się do niego lekko. Położył dłoń na klatce piersiowej Juna, lekko ją masując.
- Jestem beznadziejnym przypadkiem - burknął Tomo, zmieniając t-shirt kiedy tylko Jun skończył z bandażowaniem mu ramienia. Sam opatrzył swoją dłoń również zakładając na nią opatrunek. - Tak to jest jak sę myśli zazwyczaj o wszystkich dookoła tylko nie o sobie - wyjaśnił mu.
- To się nazywa głupota - odparł dziadek.
- Wiem - wymamrotał Tomo. - Ale nic na to nie poradzę, że już taki jestem.
- Wiem, mam przerąbane - wymamrotał Tomo, kładąc się na kanapie. - Ale nos mu złamałem - uśmiechnął się lekko, bo dopiero teraz do niego zaczynało docierać co zrobił. - Już mnie szlag z nim trafiał - przyznał szczerze po czym spojrzał na Juna. - Ale chyba nie będzie się za bardzo mścił co nie?
- Ale na pewno, na pewno? - chłopak spojrzał Junowi prosto w oczy, po czym skradł mu buziaka i uśmiechnął się szeroko. - To jedźmy dzisiaj - zaproponował od razu, zamykając oczy i skupiając się tylko na swoim oddechu. - A potem na jakąś dobrą kolację - dodał po chwili. - Ty wybierasz dzisiaj - zdecydował się zaufać Junowi. - Robimy co ty chcesz.
- Chciał mnie zabić, więc nie rozumiem czego oczekiwał - przymknął oczy, zaraz jednak uśmiechając się pod nosem. Nie do końca rozumiał, czemu zawsze dobre słowa Juna tak na niego wpływały. Chyba naprawdę potrzebował starszego brata czasami. - Mhm to się dumą napawaj póki możesz...bo u mnie to z tymi stanami krucho.
- Pociągiem! Pojedźmy pociągiem - Ryu klasnął w dłonie już nie mogąc się tego doczekać. Rzadko kiedy miał okazję korzystać z komunikacji miejskiej, a pociąg był zdecydowanie mniej używanym przez niego transportem. - Dango brzmi świetnie - zgodził się z nim, wstając z łóżka. - A co na śniadanko zjemy? Co dobrego mi zrobisz? - zapytał go czując już jak burczy mu w brzuchu.
- Tak jest - Tomohisa mu zasalutował. - Tylko odpoczynek - zgodził się z nim. Może właśnie tego potrzebował, by znów wziąć się jakoś w garść. - Jak zawieje nudą to wrócę do życia - obiecał z uśmiechem. - A ty kiedy odpoczynek sobie weźmiesz?
- To jak zdecydujesz się na chwilę urlopu... to co powiesz na morze, deske i surfowanie? - zaproponował od niechcenia. - Wiesz mam odpoczywać... jak mi już rana się zagoi i słona woda nie będzie mogła jej zniszczyć... pójdziesz ze mną zawojować fale? - zapytał go z uśmiechem, jakoś samemu nie widząc w tym sensu. Robienie czegoś takiego samemu nie było żadną zabawą.
- Ano... brzuszek ci się ładny robi. Ja wiem, dobre jedzenie i te sprawy, ale tak się zaniedbać - Tomohisa roześmiał się, pokazując zaraz Junowi język i siadając. - No to świetnie. Jesteśmy umówieni na sezon wielkich fal - zgodził się z nim. On sam dawno już nie surfował, więc planował to szybko nadrobić.
- No jak nie jak tak - dotknął ręką jego brzucha. - Mięśnie sflaczałe - ocenił chichocząc pod nosem. - Po prostu brak ćwiczeń. To nic złego... każdy się w końcu zestarzeje.
- To jak ty przeżyłeś na studiach bez tej umiejętności.... - zapytał go zaskoczony Ryu, jednak pozwalając mu rządzić w kuchni. Usiadł przy stole ziewając jeszcze raz po razie. - Jeszcze poproszę mocną herbatkę - dodał po chwili wykładając się na stole. - I moje leki z lodówci... bo nie chce mi się wstać - zaśmiał się.
- No nie... jesteś tylko w średnim wieku, wchodzisz w stan pokwitania już niedługo no i te erekcje to już nie to samo. Radziłbym ci się cieszyć dobrym seksem póki na to czas - zaśmiał się serdecznie. - Jun...nadal masz koszmary? - zapytał go po krótkiej chwili wachania.
- No ja tam nie wiem, czy z tym twoim sprzętem sobie poradzisz - zachichotał chłopak, siadając znów na kanapie. - Ja też mam koszmary, ale mnie zdarzają się często - przyznał się niezbyt z tego faktu zadowolony. - Ostatnio wypadek połączył się z pożarem. Dusiłem się w nocy - zacisnął lekko wargi. - Nie wiesz jak z tym walczyć?
- No pewnie, że widziałem. Specjalnie się w łazience naszej z nim nie kryłes - przypomniał mu beztrosko. - Cóż... trudno jeszcze trochę sobie poczekam na drugą osobą obok - westchnął przeciągle. Był trochę zmęczony tymi koszmarami. - Zazdroszczę ci braku koszmarów...
- Bo było z tobą gorzej niż z babą i jak się siku chciało to można było sikać przez okno, bo pan hrabia postanowił akurat brać długą relaksująca kąpiel - pokazał mu język. Mimo wszystko okres studiów wspominał w miarę dobrze. - Ale jednak masz rzadziej - westchnął podciągając kolana pod brodę. - Wczoraj w ogóle nie spałem.
- Ale przynajmniej ci wesoło było - uśmiechnął się lekko. - I nudno nie było i miałeś co jeść bo ci śniadanka i kolacje robiłem. Obiadów nie, bo niestety mielismy zapieprz na uczelni - przypomniał ziewając nieco. - Jun... a mógłbyś zostać trochę jakbym spróbował pospać? Tylko... żeby być obok. I tylko chwilę, obiecuję - trudno mu było o coś takiego prosić ale uznał że długo nie pociągnie na kofeinie.
Prześlij komentarz