Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4001 – 4200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»- Komedię jakąś inteligentną - odparł chłopak wchodząc pod kołderkę i czekając aż do niego dołączy.
- No tak... żeby było lekko, przyjemnie ale nie głupawo - odparł ziewając nieco. Przytulił głowę do Juna i po kwadransie zasnął troszeczkę.
Ryu spał ostrożnie. Czujnie, ale Jun nie zrobił w między czasie żadnego ruchu, który mógłby go spłoszyć. Chłopak wtulił się w niego nieco mocniej. Obudził się dopiero 1,5 godzinki później, ziewając odrobinę.
- Dzień dobry, znowu - uśmiechnął się.
- Mhm - uśmiechnął się do niego szerzej, przymykając jeszcze na momencik oczy i wyprężając się. - Już nie kręci mi się w głowie - dodał wesoło, zadowolony że kryzys minął.
- Kochanie? Mam jeszcze jedno ciekawe pytanie do ciebie - oznajmił wesoło wstając z łóżka teraz i patrząc na niego z uśmiechem. - Czy ja cię odrobinę podniecam?
- To dobrze - ucieszył się wesoło, całując go mocno w usta. - Jestem usatysfakcjonowany odpowiedzią.
- Podniecasz, bardzo - zapewnił go. - Ale wolałbym żebyś tego teraz nie robił... bo nie lubię się tam dotykać. Czuję obrzydzenie na samą myśl i... jakbyś ty miał dotknąć - pokręcił przecząco głową. - Nie dam rady... - wymamrotał.
- Kocham cię - Ryu wtulił się w niego jeszcze na chwilę po czym poszedł już do salonu by pobawić się trochę z Kiarą.
Ryu bawił się z psem jeszcze dobre pół godziny, po czym spojrzał na Juna.
- Jun-chan, ale z aktami jednak poczekamy - oznajmił.
Ryu wybrał z płyt cd jakąś interesującą komedię i wrócił na kanapę w ramiona Juna.
- A... jeszcze ciacho - przypomniał sobie.
Ryu skinął głową i 5 minut później z zadowoleniem przyniósł ciasto czekoladowe przekłądane kremem waniliowym oraz dwie herbatki.
- Smacznego - ucałował Juna w policzek
Ryu też się już nie odzywał oglądając. Wybuchał czasami smiechem, jedząc ciacho.
- Ano - zgodził się ze śmiechem. - Taki rozluźniający - dodał zaraz. Nie puścił go jeszcze jednak, tylko się w niego wtulił.
- Bardzo fajny - zgodził się od razu chłopak, wtulając się w niego mocno. - I ciacho pyszne było.
- No dobrze... ale ty też taką ubierzesz - pstryknął go w nosek Ryu, zgadzając się z lekkim westchnieniem.
- No wiem, dlatego wzdycham. Od tej pory będe ostrożny z obietnicami - puścił do niego oczko.
- Wstydzę się tego trochę - przyznał cicho. - Ale dam jakoś radę...
- Bo mam złe wspomnienia ze szkoły... - odparł cicho, już nie mówiąc że Jun wtedy u nich pracował.
- Wyśmiewali się ze mnie. Taka banda... no wiesz... syn właściciela pogrzebowego domu w yukacie... wyśmiewali sie że przyzywam duchy, a potem niby niechcący ktoś mnie popchnął i spadłem ze schodów... nie pamiętasz? Schowałem się potem w trumnie i nie chciałem wyjść - podrapał się po głowie.
Roześmiał się serdecznie kiwając lekko głową.
- No tak... musiałeś się przerazić - zachichotał
- Wiem ale to jest silniejsze - pstryknął go w nosek. - A trumny były moim ulubionym schronieniem - puścił do niego oczko.
- Postaram się - obiecał mu z lekkim uśmiechem, cały czas się do niego tuląc.
- Ale nie dziś - zachichotał widząc jego minę taką rozmarzoną i radosną. - Mhm... chyba wypełnię twoją prośbę.
- No wiem... - wywrócił oczyma śmiejąc się przy tym lekko. - I tak cię kocham wiesz?
- Oj ale nie zawsze jestem wredny - obruszył się wesoło, po czym zachichotał nieco.
- I pamiętaj o naszym małym eksperymencie - wyszczerzył się do niego mocno go całując i wstając wreszcie by potulić Kiarę.
- Cieszę się - uśmiechnął się do niego delikatnie, wtulając się w Kiarę. Psinka wyłożyła się grzecznie na dywaniku.
Ryu pokręcił przecząco głową, wzruszając lekko ramionami.
- Na bułeczki z czekoladą ale mówiłeś że to awykonalne - wzruszył ramionami, widząc jego minę. Zachichotał zaraz. - Zupkę pomidorową.
- No to gyoza - odparł spokojnie siadając na fotelu i otwierając jego książkę by sobie co nieco poczytać.
- Wyglądają pysznie - uśmiechnął się do niego delikatnie, smakując pierożków raz za razem.
- Kochanie? A wniesiesz mnie tam na górę na ten festyn? Bo ja... uhm wysiąde ci w połowie...
- A skąd, nie chcę cię zamęczać - puścił do niego oczko śmiejąc się zaraz. - No bo mam ich jeszcze dużo.
- Ale ja czekam na jakiś rewanż kochanie bo mi trochę głupio że tak marudzę ci pytaniami - zachichotał.
- Moja ulubiona potrawa - zastanowił się chwilę mając tak wiele ich do wyboru. Zmrużył lekko oczy i uśmiechnął się szeroko. - Chyba jednak okonomiyaki... wiem że to nudne i łatwe... ale smakuje tak domowo i mama je robiła - uśmiechnął się lekko. - Jej okonomiyaki były najlepsze.
Ryu skrzywił się nieco.
- No więc... w szpitalu - odparł szczerze. - Znaczy jakoś nie potrafię sobie ich tam nie wyobrażać, bo przecież ciągle tam wpadam na urodziny - zaśmiał się szczerze, ale zaraz odchrząknął. - Okay więc... z całą rodziną, dużym i smacznym tortem... wesołą zabawą, a potem after party u ciebie w domku - uśmiechnął się. - Jakaś wspólna kąpiel i przytulanie się. Wspólne oglądanie gwiazd... nic więcej.
- Un no dobrze - uśmiechnął się odrobinę, wcinając dalej gyozę. - A powiedz mi jakie jest najbardziej egzotyczne miejsce jakie chciałbyś odwiedzić?
- Kiedyś to zrobimy - zapewnił go z lekkim zadowoleniem.
- Ja bym chciał zobaczyć Alaskę... - przyznał wesoło. - I Australię też - dodał zaraz.
- Wiem ale tam też jest bardzo pięknie - uśmiechnął się szeroko chłopak. - Ale to przecież tylko takie tam marzenie...
- Moim pierwszym marzeniem jest zrobić większe postępy z chorobą - uśmiechnął się lekko. - A potem zobaczę inne - dodał zbierając naczynia i idąc je pozmywać.
- Pewnie, ale teraz to ty wybierasz - ucałował go w policzek. - A ja zrobię nam herbatkę - dodał zaraz nastawiając wodę na herbatę.
Ryu zalał herbatkę i przyszedł z nią do salonu znów siadając w objęciach Juna.
- Lubię takie dni jak ten... spokojne - uśmeichnął się nieco.
- Pewnie, mnie tam wszystko dzisiaj odpowiada - zapewnił go z lekkim uśmiechem. - Dzisiaj pośpimy w łóżku, ale mogę pod osobną kołdrą? - upewnił się. - I Kiara może spać przy łóżku?
Ryu wrócił na studia po kilku dniach. Miał lekki problem z wejściem z powrotem w rytm studencki i już po tygodniu czuł się całkowicie wypluty. W sobotę jako że miał dzień wolny od pracy już po południu zadzwonił na skypie do Juna, leżąc w łóżeczku.
- Hej kochanie - uśmiechnął się do niego szeroko. - Jak się czujesz? Nie zamęczasz się?
- No to czekam na sprawozdanie z całego tygodnia - wyszczerzył się do niego kładąc się wyraźniej na boku.
- Teraz jeśli masz czas, bo ja mam strasznie dużo go - uśmiechnął się szerzej. - Wcinam obiadek. Zrobiłem nam ramen.
- Jestem, mam wolną sobotkę. Zero pracy i uczelni. Wolne - uśmiechnął się nieco kiwając do Kiary z uśmiechem.
- Rozumiem - odparł cicho. - Ale wyglądasz całkiem nieźle? Jak sobie poradziłeś z tym problemem?
- Czyli Kiara ci nie pomogła... nie potuliła - pokręcił głową z dezaproatą. - Oj myszko... grabisz sobie.
Dwa dni później, Ryu wracał z zajęć, gdy zaczepił go Kouta. Chłopak od samego początku pokazywał Ryu że za nim nie przepada, a kiedy jego dziewczyna zaczęła do niego zarywać miarka się przebrała. Ryu nie przypuszczał jednak by ten chłopak mógł mu coś zrobić. Zatrzymał się więc by z nim porozmawiać i wyjaśnić mu to i owo. Przecież wystarczyło zapewnić, że jest niezainteresowany bo już szybciej zakochałby się w samym Koucie niż jego lasce. To chłopakowi jednak nie starczyło. Niby to przypadkiem popchnął go na schodach, powodując tym samym jego upadek. Ryu nie bardzo wiedział co stało się później, bo gdy się obudził siedział przy nim Kei a on sam leżał w łóżku szpitalnym.
- Heh nie mówiłeś nic Junowi prawda? - upewnił się cicho, czując jak głowa pulsuje mu bólem. Musiał się mocno uderzyć. To na pewno. Korplówka i zmartwiony wzrok przyjaciela jakoś go nie przekonywało. - Nie wiesz kiedy mnie wypuszczą?
- Ryu... Kouta siedzi - oznajmił spokojnie Kei. - Nie wiem kiedy cię wypuszczą bo nie jesteś w najlepszym stanie... lekarz się boi o twoje nogi - mruknął cicho. - Zanim zadasz kolejne pytanie... może po prostu już nic nie mów - poradził mu cicho. - Jun już tu jest. Spałeś 3 dni - wyjaśnił mu krótko sytuację.
- Ale ja przecież tylko spadłem! - krzyknął chłopak. - Nic mi nie jest! Spadłem ze schodów, przecież to nic wielkiego!
- Tak spadłeś... ale Kouta na tym nie skończył - Kei przytrzymał go na poduszkach. - Pojedziesz z Junem do Yukan... jak troszkę ci się polepszy - uśmiechnął się słabo, po czym odsunął się od przyjaciela. - Poinformuję lekarzy że się obudziłeś - dodał widząc wchodzącego Juna.
[stres rozładowuje... mam full zaliczeń i jeszcze robotę x/ ]
Chłopak spojrzał na niego zaskoczony, znów próbując usiąść. Naprawdę nie do końca rozumiał o co im wszystkim chodzi.
- Jun-chan? Ale przecież nic mi nie jest - szepnął spokojnie. - Ja tylko spadłem ze schodów... uderzyłem się w głowę... - odparł cicho. - Nic mi nie jest. Kiedy mogę wyjść?
[do matury jeszcze sporo czasu xD w kwietniu zaczniesz maltretować Juna xD stres rozładujesz :P Jun pocierpi xD]
- Uhm... - Ryu skinął tylko głową znów próbując usiąść, ale opadł na poduszki, a kiedy lekarz do niego przyszedł uśmiechnął się lekko.
- Dzień dobry - przywitał się z nim mężczyzna. - Jak się nazywasz?
- Ryu Amakusa.
- Gdzie mieszkasz?
- W akademiku... ale pochodzę z Yukan, to taka dziura 3 godziny jazdy stąd... mam też białaczkę i psa - oznajmił czując że lekarz sprawdza jego pamięć. - I mam brata.
- Tylko jednego?
- Uhm... nie - odparł ale nie był do końca pewne. - Znaczy nie, więcej... i siostrę też...i... - pomasował się po skroniach krzywiąc się z bólu.
- No dobrze, nie męcz się - poradził mu lekarz uśmiechając się nieco i odkrywając kołdrę by zacząć badać jego nogi. - Powiedz kiedy poczujesz - poprosił go.
- Sensei? Kiedy mogę wrócić do domu? - pokręcił głową za każdym razem, kiedy mężczyzna kłuł go igłą. - I na studia? Ja... are? Jun-chan? Co studiuję? - zapytał mężczyzny nieco zaskoczony.
- Ryu, kto to jest? - lekarz przerwał ich konwersację wskazując na Juna.
- Jun-chan - odparł bez wahania. - Mój... brat, chyba - zacisnął wargi, po czym opadł kompletnie na poduszki. - Ja... wszystko mi się miesza - przyznał cicho. - Ale Jun-chan oddał mi szpik niedawno...
- Ale Kei-chan to mój przyjaciel. Nie znam innego Keia... - odparł zaraz chłopak, puszczając dłoń Juna i krzywiąc się nieco bardziej. Głowa zaczęła mu pulsować tempym bólem. - Jun-chan nie mów tak - poprosił cicho, a lekarz skinął lekko głową.
- Odpocznij - poprosił, kładąc dłoń na ramieniu Juna. - Prześpij się i nie przemęczaj - poradził. - A pan pójdzie ze mną...
[ale potem będzie większy xD masz jeszcze Takano :P jego maltretuj xD]
Ryu posłusznie zamknął znów oczy, a lekarz poprowadził Juna do swojego gabinetu i zaparzył mu herbaty.
- Nie mogę go jeszcze wypisać - odparł cicho. - Jest zbyt niestabilny - dodał cicho. - Wspomnienia... jak rozumiem zupełnie mu się wymieszały - dodał cicho, zapisując co nieco w swoim kajeciku. - Czy mógłby pan poprosić by przyjechał tu ktoś z jego rodziny? Ja wiem że pan jest jego chłopakiem... ale chciałbym porozmawiać z najbliższą rodziną. Oraz jego lekarzem prowadzącym - dodał zaraz. - Nie będę tu pana okłamywał. Nie jest najlepiej.
- W ogóle ich nie czuje - zgodził się cicho mężczyzna. - W tej chwili możemy póki co tylko czekać... i cieszyć się, że w ogóle pana pamięta - dodał zaraz. - I nie naciskać... bo to może mu tylko zaszkodzić.
- Myślę, że powrót do Yukan to może być dobry pomysł. Zobaczy stare kąty, może sobie coś przypomnieć... ale może też panu tam omdlewać - mruknął. - Zresztą sam pan widział... im bardziej próbuje sobie przypomnieć tym bardziej boli go głowa.
- Dobrze, zróbmy tak - zgodził się lekarz. - Na razie nic więcej nie mogę powiedzieć.
- Co się dokładnie stało i czemu brzmisz jakby zawalił ci się cały świat? - zapytał spokojnie Kei. - Co ze sob,ą przywieźć? Wziąć Kiarę?
- Cholera... postaram się przyjechać jutro z samego rana. Dziś nie mogę - zacisnął mocniej wargi. - Wybacz - westchnął cicho. - Będę z samego rana ze wszystkim. Trzymaj się i nie załamuj. Spróbuj... heh... no wiesz, pamiętał imię, twarz i nie przestraszył się. Znaczy że wasza miłość była baaardzo silna.
- Ciebie chociaż jak przez mgłę pamięta... spróbuj go popytać co robisz... no wiesz takie podstawowe informacje. Może coś pamięta więcej - zaproponował cicho.
Kei wstał od razu by ustąpić mu miejsca i nieco zachwiał się na nogach omal nie padając. Podtrzymał się tylko szafki.
- Już sobie idę... pewnie chcesz zostać - szepnął.
- Ryu pozwoli - odparł spokojni Kei, jednak znów siadając na krześle. - Ale musisz mi wybaczyć... chwilę tu jeszcze posiedzę - dodał, bo czuł się fatalnie i jakby miał teraz ruszyć to pewnie padłby trupem przy drzwiach.
Ryu skinął głową, pokazując drugie krzesło i wtulając się w poduszki.
- Jun-chan? Kiedy wrócimy do domku?
- Pewnie zawalę rok - westchnął cicho chłopak chowając się nieco pod kołdrą. - Ale ty nie chciałeś żebym wyjeżdzał, prawda? Więc się cieszysz - dodał zaraz i niemal automatycznie usiadł łapiąc osuwającego się z krzesła Keia. - Kei? Keiichiro? - potrząsnął nim lekko. - Jun-chan on ma gorączkę - mruknął równie szybko wciskając czerwony guzik żeby zawołać lekarza. Działał nieco instynktownie nie do końca się zastanawiając nad tym.
Ryu opadł z powrotem na poduszki jak tylko zabrali Keiichiro i poło,żyli go w drugim łóżku podłaczając do niezbędnych maszyn.
- Jun-chan? A gdzie ty pracujesz teraz? - zapytał go cicho.
- Jun-chan? A czemu ty mówisz że mojej rodziny? Przecież jesteśmy braćmi - chłopak zmarszczył lekko brwi, próbując sobie coś przypomnieć. - Jun-chan... a lubisz mufinki czekoladowe?
- TO czemu tu jesteś? - zapytał go zaraz bo jakoś nic mu się nie kleiło. W głowie zaczynało mu się kręcić. Zaczął mocniej masować swoje skronie.
- A ja jestem dobrym chłopakiem dla ciebie? - zapytał, zakrywając się kołdrą by zacisnąć mocno powieki. - Jun-chan strasznie boli...
Ryu spojrzał tylko na niego i skinął powoli głową. Teraz już nic nie wiedział. Nie był pewien komu ufać i czy w ogóle to robić.
- Mogę się przespać?
- Nie dotykaj - spanikował trochę uderzając go lekko w dłoń i zabierając nieśmiertelnik by schować go pod poduszkę. - To jest bardzo ważne dla mnie - dodał cicho, wtulając się już w poduszkę i zasypiając.
Ryu już mu nie odpowiedział, bo zasnął. Koki znalazł się w szpitalu przed wieczorem i po rozmowie z lekarzem siadł na krześle przy Keiichiro kompletnie podłamany. Jego chłopak wciąż był nieprzytomny.
- Masz tak samo kolorowo jak ja czy kolorowiej? - zapytał Juna
- Ech no to widzę masz podobnie - odparł cicho, głaszcząc chłopaka po policzku. - Mnie powiedzieli, że jeszcze jeden taki atak i może się nie obudzić o ile się wybudzi - zacisnął nieco wargi. - A mnie brakuje 10 tys na te cholerne operacje. Jego rodzice nie chcą dołożyć ani kropelki.
- Wiem, że mówiłeś, ale ech nie chcę ci na głowę wchodzić - odparł wzdychając cicho. - Zwłaszcza że te zabiegi mogą pomóc, ale choroba może po paru latach wrócić - mruknął. - Ech ale będę ci je oddawał regularnie, obiecuję.
- Dzięki - westchnął cicho łapiąc chłopaka za rękę i uścisnął ją. - I dzięki że mu tu pomogłeś wcześniej - dodał zaraz. - Gdybym mógł coś dla was zrobić, wal śmiało.
- Jest jakaś poprawa z nimi? - zapytał go cicho, spoglądając teraz na nich dwoje. Ryu wyglądał całkiem nieźle śpiąc spokojnie.
- Heh tylko co jak to wszystko do niego wróci tak nagle? To będzie duży szok Jun - zauważył cicho Koki. - Zlokalizujcie na razie to co pamięta... może jest jakiś grunt, podłoże do pracy.
- To już coś - odparł cicho Koki. - Jakieś podłoże macie do pracy - dodał spokojnie. - Nie martw się, skoro pamięta że coś co mu dałeś jest dla niego bardzo ważne to dobry znak.
- Może nie powinieneś go wyprowadzać z błędu kiedy myślał, że jesteś jego bratem? - zapytał cicho. - No bo wtedy chociaż wiedział, że może ci ufać nie? - mruknął. - Ale wiem jakie to musi być bolesne i dla ciebie...
- Tylko nie chciej wszystkiego na raz bo wam tu zwariuje - szepnął posuwając trochę Keiichiro w łóżku i kładąc się obok niego, kiedy ten zaczął się trząść w gorączce. Przytulił go mocno do siebie szepcząc uspokajająco do niego.
- Nie ryzykuj - zgodził się Koki nieco przepraszającym tonem. On po prostu wiedział jak uspokajać swojego chłopaka.
Ryu obudził się w nocy z krzykiem i usiadł na łóżku oddychając szybko i łapiąc się za serduszko.
- Jun-chan - złapał go za kolano. - Boli - zacisnął mocniej zęby. - Pomóż mi...
- Bardzo głowa boli i serce - odparł czując łzy na policzkach. - Ale tak bardzo... - zacisnął mocniej zęby. - Śniły mi się... gwiazdy takie spadające... zdjęcia robiłem...
Odruchowo położył sobie jego rękę na piersi by pokazać mu jak mocno skacze mu serce. Miał wrażenie, że nie robi tego pierwszy raz a ten odruch był taki naturalny.
- Gome... nie pamiętam tego... tylko urywki... Kiara... tam była chyba - odparł cicho. - Kiara? Pies? Mam psa? - zapytał go cicho bo nie był pewien czy to tylko wymysł.
- Jun-chan... ale ja nie mogę - oczy mu się rozjeżdżały, więc zacisnął dłoń na jego wbijając w nią paznokcie, chcąc utrzymać przytomność. - Pomóż mi - poprosił go znowu.
- Ja nie wiem... a co robiłeś zawsze? - zapytał go powoli tracąc oddech i chcąc już tylko odpocząć. Lekarz wpadł do sali chwilkę później od razu podając mu leki przeciwbólowe.
- Bardzo boli - szepnął mu przymykając oczy. Pozwolił mu się przytulić ale tylko chwilę bo nie był pewien czy powinien to robić. - Jun-chan? Zostaniesz tu do rana?
- Uhm dziękuję - chłopak złapał go za rękę i okrywając się kołdrą przysnął znów, gdy leki zaczęły działać.
Obudził go dotyk dłoni na ramieniu. Keii uśmiechnął się lekko do niego, siadając na drugim krześle.
- Powinieneś odpocząć...
- Właśnie widzę jak odpoczywasz... ledwie się trzymasz - odparł cicho Kei. - Wszystko przywiozłem. Porozmawiam wcześniej z lekarzem. Lekarka Ryu chciałaby go zbadać też - dodał jeszcze. - Bardzo się przejęła... ech prowadzi Ryu od dziecka... więc nic dziwnego...
- Już słyszałem że i tak masz lepiej, bo ciebie chociaż kojarzy... a mnie to w ogóle - uśmiechnął się krzywo, opierając się mocniej o krzesło. - Przywiozłem ci też torbę z ciuchami.
- Idź się umyj, zjedz coś i się przebierz - podał mu kluczyki do pokoju który dzięki porozumieniu z lekarką otrzymał na terenie szpitalu. W pustym mieszkaniu pracowniczym. - To na dole... możemy tam pomieszkać trochę.
- W porządku, ale wtedy znikasz na dwie trzy godzinki. Odpocznij trochę. Ja z nim posiedzę - uśmiechnął się odrobinę. - I zjedz coś Jun.
- Jeszcze nawet z nim nie rozmawiałem JUn - odparł cicho. - Mam nadzieję że tak... nie, wierzę że tak właśnie będzie - zapewnił go cicho. - Wspomnienia są teraz ważniejsze... reszta jest nie ważna Jun.
- I nie będzie. Przecież wiesz. Będziemy się martwić czuciem w nogach jak już przyjdzie na to czas... lepiej robić wszystko po kolei - zauważył cicho.
- Lekars mi mówił, że nic na siłę - mruknął Kei, a widząc że Ryu się budzi uśmiechnął się do niego lekko. - Cześć Ryu, jestem Kei - przywitał się z nim spokojnie. - Kei Amakusa... normalnie mieszkam w Kyoto, ale ostatnio często bywam w Yukan przysunął sobie trochę do niego krzesło. - Zostanę z tobą chwilę, kiedy Jun pójdzie się umyć i coś zjeść, zgoda?
- Uhm w porządku - chłopak puścił dłoń Juna, okrywając się trochę mocniej kołdrą.
Ryu powiódł za nim wzrokiem, póki nie zniknął za drzwiami. Dopiero wtedy spojrzał na kompletnie obcego osobnika obok siebie.
- Przepraszam... nie znam cię - oznajmił cicho. - Nawet wcale nie kojarzę... nic - zacisnął zęby.
- Uhm przepraszam - chłopak zacisnął znów mocniej wargi. - Ja się staram ale... ale ja nawet nie kojarzę twarzy, nic... pusto - wymamrotał masując sobie skronie i trochę blednąc na twarzy. - Pomóż mi... - poprosił go cicho.
- Ale ja nie chcę cię ranić, albo Juna... bo on mówi że jesteśmy razem a ja... ja tego nie czuję - zagryzł wargi. - To źle prawda? Jest bardzo bardzo źle...
- Uhm pamiętam, że jest dla mnie bardzo ważny - odparł cicho, chowając wisiorek pod poduszkę, żeby przypadkiem Kei nie chciał mu go zabrać.
Chłopak trochę nieufnie wyciągnął wisiorek spod poduszki i obrócił go w palcach, czytając dane osobowe Juna.
- Uhm... no bo ja pamiętam go jako... brata - wyszeptał, patrząc na wisiorek.
- Uhm - chłopak ostrożnie odłożył wisiorek na szafkę, wkładając go do swojego portfela. - Ale ciebie powinienem pamiętać - zauważył cicho. - Więc czemu nie pamiętam?
- A jak nie? - zapytał go zaraz czując już łzy w oczach, bo strasznie szukał w pamięci czegoś o Keiu i nic nie mógł odnaleźć. Same puste dziury.
- Ale ja nie chcę was zawieźć - wyszeptał czując się nieco słabiej. Głowa bolała go coraz mocniej i kiedy już mu się wydawało że coś ma. Że chociaż twarz mignęła mu przed oczyma, stracił przytomność. Nie podobało mu się że nic nie wie i nie rozumie.
Ryu spał jeszcze, a Kei siedział obok nieco podłamany. Uśmiechnął się jednak nieco na widok Juna.
- I nic - oznajmił cicho. - Chciał sobie mnie przypomnieć... i stracił przytomność.
- Ech ale tobie przynajmniej ufa. Przede mną chował nieśmiertelnik, jakbym miał mu go zabrać - westchnął cicho. - Dobrze, że trochę cię pamięta bo nie jest teraz sam...
- Przyglądał przy mnie, ale nie pamięta - odparł spokojnie Kei. Ryu przekręcił się na bok i wtulił mocniej w poduszkę mrucząc coś pod nosem o czekoladowych mufinkach.
- Myślałem, żeby ją przywieźć bo przecież miał z nią duży kontakt, ale ech nie wiem co robić - przyznał szczerze. - Może spróbowalibyśmy jakieś sesje z psychologiem?
- Już ją czuje niestety - odparł cicho mężczyzna, po czym uśmiechnął się do brata, kiedy ten otworzył oczy. Chłopak przetarł je i mimowolnie odprężył się nieco widząc Juna.
- Co zjadłeś?
- Naleśnika z cukrem pudrem - odparł. - Ale nie rób... bo ty chyba kiepsko gotujesz... tak myślę - dodał nieco ciszej i mniej pewnie.
- Uhm przepraszam, nie wiedziałem - odparł cicho, zaczynając się powoli bać cokolwiek mówić żeby nie skrzywdzić nikogo. - Nie... nie chcę jeść - wymamrotał.
- Nie jestem - pokręcił tylko głową uparcie. Już przestał być głodny, kiedy popełnił taką gafę.
- Okay... to ja pójdę zrobić naleśniki - zdecydował Kei. - Przyniosę tu zaraz... 5 takich. Po jednym dla każdego - włączył w to Keiichiro i Kokiego. - A wysobie porozmawiajcie.
- Stało - wyamrotał. - Znów powiedziałęm coś co cię zabolało...
- Boję się cokolwiek powiedzieć... żeby was nie bolało - odparł cicho chłopak, chowając się trochę pod kołdrą.
- Ale ja chyba nie będę mówił już nic... bo nie chcę walnąć gafy - odparł cicho, patrząc na niego spokojnie. - Pamiętam, że... przyszedłeś po mnie do szkoły raz... bo nauczyciel mnie dotykał...
Ryu skinął lekko głową. Nie pamiętał tego za dobrze, ale strzępki pamięci powoli wracały, choć Keia wciąż nie mógł sobie przypomnieć. Poczuł łzy w oczach.
- Czemu go nie pamiętam? On... wydaje sie być ważnym dla mnie człowiekiem a nie pamiętam... w ogóle.
- Uhm ale Keia też pamiętam - dodał wskazując na swojego przyjaciela, który aktualnie wymiotował krwią, a Koki dzwonił po lekarza i pomagał mu jak tylko się dało.
- Uhm a jak nie? Zostawisz mnie wtedy? Wszyscy mnie zostawicie?
- To dobrze... - uśmiechnął się odrobinę. Ul żyło mu naprawdę. Wiedział, że może zaufać jego słowom... chociaż odrobinę.
Chłopak spojrzał na niego i obrócił go w palcach by przeczytać swoje dane osobowe.
- Przepraszam... ja tylko... pamiętam że on jest dla mnie bardzo ważny.
- Uhm dziękuję - szepnął siadając i szukając wózka. - Pojadę do łazienki - dodał widząc minę Juna. Złapał dwoma rękoma za wózek i mocno się na nich podpierając przeszedł na niego, podciągając nogi na podnóżek.
Ryu mu nie odpowiedział tylko wyjechał do łazienki. Po drodze minął swoją panią doktor z którą się przywitał. Pamiętał że prowadziła go od małego.
- Mam rozmowę z lekarzem po południu. Wszystko wtedy ustalę - odparł mężczyzna, kładąc Keiichiro do łóżka. Chłopak stracił mu przytomność zaraz po skończeniu wymiotowania i teraz oddychał ciężko. - Po prostu boję się go zostawić nawet na moment... to głupie, nie?
- Uhm... mógłbym cię poprosić żebyś go popilnował? Znaczy gdyby coś się działo - poprosił go cicho. - Pójdę porozmawiać z lekarzem już teraz. Po prostu... nie chcę by mi się udusił jak mnie nie będzie a zacznie wymiotować czy coś. Będziesz miał na niego oko? Tylko trochę...
- Dzięki - uśmiechnął się słabo idąc od razu do lekarza. Keiichiro otworzył oczy i spojrzał na Juna.
- Przepraszam, miałem ci pomagać... chciałem ci pomagać - wyjaśnił cicho, nawet nie ruszając się za bardzo na łóżku. Nie miał na to siły.
- Staram się, ale... nie wychodzi - zakrztusił się własną śliną i omal nie stracił oddechu. Zatrząsł się na łóżku.
- Ostatnio coraz trudniej mi się oddycha - przyznał mu cicho. - Ale staram się nie mówić o tym... Kokiemu bo boję się, że go tym zmartwię - chłopak nabrał kilka głębokich oddechów, podczas których tylko raz się zakrztusił. Było źle i doskonale o tym wiedział, walczył jednak bo nie chciał umierać. Jeszcze nie.
- Ryu-chan... przypomni sobie ciebie - zapewnił go cicho. - Za bardzo cię kocha by tego nie zrobić... - dodał. - Uhm... w szafce jest jego... pamiętnik. Może... może to tez może pomóc? - zaproponował. - W akademiku, w jego szafce... taki gruby szary zeszyt.
- Uhm nie wiem co tam pisał - przyznał cicho. - Tylko że pisał... dobre i złe rzeczy - szepnął trochę opierając się mocniej o Juna bo brakowało mu sił by samemu siedzieć.
Koki wrócił razem z Ryu, prowadząc jego wózek.
- Załątwione. W piątek będziesz miał pierwszą operację kochanie - uśmiechnął się do chłopaka.
- To dobrze - odparł cicho Keiichiro, a chwile później wrócił Kei z naleśnikami dla wszystkich. Ryu dostał jednego pierwszy.
Ryu posmakował swojego i uśmiechnął się z uznaniem do brata. Smakowało mu. Smakowało... tak domowo.
- Uhm... często robisz mi naleśniki? - zapytał go cicho.
- Jak byłeś młodszy to zawsze gdy miałeś doła, prosiłeś o nie... robiłem ci je wtedy. Z przepisu mamy - uśmiechnął się do niego Kei. - A co?
- No bo... są pyszne i... takie... domowe, takie ciepło czuję - uśmiechnął się lekko.
Ryu więcej już nic nie powiedział tylko wrócił do jedzenia swojego naleśnika, ciesząc się jego smakiem.
- Tak... to źle? - zapytał go cicho mężczyzna. Chciał przywieźć wszystkie zdjęcia które mogą trochę pomóc. Zaczął od albumów z dzieciństwa a skończył najnowszymi. - Ale pamiętam gdzie było jakie zdjęcie - usprawiedliwił się.
- Pomyślałem więc za ciebie - zaśmiał się odkładając swój talerz na stół. - Potem pozmywał - pomógł bratu wrócić do łóżka i odruchowo pogłaskał go po włosach.
- Nie wiem - odparł cicho. - Chciałbym zobaczyć Kiarę... i Keia... - zaproponował cicho. Chciał sobie przypomnieć brata żeby już go nie ranić.
Ryu trochę się bał go otworzyć, ale w końcu to zrobił, oglądając je w milczeniu. Przesuwał kartkę za kartką by zatrzymać się na jednym. Poczuł ból w skroniach i pomasował je nieco.
- Jun-chan, czemu cię nie ma? - zapytał patrząc na samego siebie i parę innych ludzi dookoła. Trzymał Kiarę na kolanach, a Kei był wówczas w ostatniej klasie liceum.
- Uhm ok - przesunął znów kilka kartek by zobaczyć zdjęcia ze świąt. Widział siebie przeraźliwie chudego i Keia obok siebie wyszczerzonego. - Ja chyba... - oddech mu nieco przyspieszył. - To było... po operacji - spojrzał na brata szukając potwierdzenia a ten skinął lekko głową. Spróbował sobie przypomnieć coś jeszcze ale zrezygnował czując większy ból. Zamknął album. - Nie mogę - wymamrotał cicho. - Boli mnie głowa, bardzo.
- Jesteście bardzo źli? - zapytał ich cicho, opadając na poduszki i przymykając oczy wyraźnie zmęczony.
- Nie, Ryu-chan. Cieszę się, że troszkę sobie przypomniałeś. Pomalutku dojdziemy do wszystkiego - zapewnił go.
- Uhm to dobrze - uśmiechnął się do niego delikatnie, po czym zamknął oczy i zasnął kompletnie wykończony. Kei odetchnął głęboko.
- Będzie dobrze.
- Myślę, że warto spróbować... nawet jeśli Jun... to uhm kiedyś to wszystko wróci... a co jeśli to wróci jak nas obok nie będzie by mu pomóc? - zapytał go cicho.
- Ja też, tylko... wolałbym być przy nim jak to przyjdzie. Jestem pewien że przyjemnie nie będzie - wymamrotał widząc jak chłopak łapie przez sen Juna za rękę.
- A potem jak odzyska pamięć to się na nas za to obrazi i koniec... - wywrócił oczyma. - Zrobisz jak zechcesz JUn, ale ja nie zamierzam przeglądać... to jego prywatna rzecz i ech zostaw mu trochę prywatności.
- Ja przeglądać tego nie będę Jun - odparł twardo Kei. Miał swoje zasady i nie chciał pogwałcać prywatności brata. - Co ty zrobisz to będzie twoja sprawa.
- Ja kiedyś przeczytałem jeden czy dwa wpisy z jego pamiętnika. Nie odzywał się do mnie 2 miesiące, nie piszę się na to - odparł spokojnie, po czym spojrzał na chłopaka. - Mhm wierzę.
- Nie mam pojęcia Jun. Po prostu się dowiedział... a jak zaprzeczyłem to dostałem od niego w twarz i powiedział że jestem świnia i kłamliwe bydle na które nie warto marnować swoich nerwów - odparł wzdychając.
- Uhm ale musisz wierzyć, że będzie dużo lepiej - poradził mu tylko Kei, widząc jak Ryu obraca się na bok i zaciska mocniej rękę na dłoni Juna.
- Z całą pewnością, bo jaki widzisz... Ryu-chan ufa ci nawet teraz a to coś znaczy co nie? - uśmiechnął się do niego.
- Jun-chan... już dobrze, zaraz zimno przejdzie - szepnął przez sen, głaszcząc odruchowo dłoń Juna.
- On się przy tobie trochę odpręża. Nie zaprzeczaj - uśmiechnął się nieco. - Zapytasz go jak się obudzi.
Ryu pospał tak dobre dwie godzinki zanim znów się obudził. Złapał wówczas mocniej Juna za rękę i jeszcze tak leżał nic nie mówiąc.
- Ne Jun-chan? - Ryu nie otworzył oczu nie chcąc widzieć jego zmartwionej twarzy bądź twarzy naznaczonej bólem. - Twój tata robił ci krzywdę prawda? Dużą krzywdę... i teraz już nie robi bo jest w więzieniu, tak? - zapytał go cicho.
- Pokłóciliśmy się kiedyś? W onsenie? - zapytał zaraz cicho, nadal nie otwierając oczu.
- Uhm bolało mnie? - zapytał go cicho patrząc mu już w oczy. - Bolała mnie ta kłótnia?
- Uhm - Ryu skinął lekko głową, nadal go obserwując. Dopiero po chwili odwrócił wzrok. - A dlaczego jest ci czasem strasznie zimno?
- A ja ci wtedy pomagam? - zapytał go szeptem, znów na niego nie patrząc. - Bo śniło mi się że tak... że przytulam...
- A przytulisz mnie? Tak jak Koki tuli Keiia? - zapytał go zaraz posuwając się trochę na łóżku.
- Jakoś tak dobrze się czuję, kiedy jesteś obok mnie - wyznał szczerze, wtulając się w niego i zamykając oczy.
- Pamiętam, że chciałem ci się pochwalić... bo miałeś przyjechać za tydzień i wziąłem wolne w pracy i chciałem ci powiedzieć - wcisnął głowę mocniej w jego pierś. - Że w przyszłym semestrze dostanę stypendium za dobre wyniki w nauce... co miesiąc... ono pokrywa cały koszt mieszkania w akademiku plus troszeczkę więcej...
- Ale przepadnie mi - wyszeptał cicho. - Bo nie będę studiował teraz - poczuł łzy w oczach i wcisnął głowę mocniej w Juna.
- Ale sam powiedziałeś, ,że nie wrócę szybko na studia - zauważył cicho.
- A jesteś ze mnie trochę dumny? - zapytał go cicho jeszcze zanim poczuł duży ból głowy, przez co wcisnął się w Juna mocniej zaciskając zęby.
Ryu mu nie odpowiedział, bo stracił przytomność. Wtulając sie w Juna przespał kolejną godzinkę.
Ryu spał aż do wieczora. Obudził się dopiero w porze kolacji. Keiichiro w tym czasie zdążył stracić przytomność i doprowadzić Kokiego do skraju wytrzymałości.
- Uhm dobrze - zgodził się chłopak. - Ale ja sam usiąde na wózku i go poprowadzę - dodał zaraz. - Jak nie będę mógł to dam ci znać.
Ryu przeniósł się na niego swobodnie i powoli ruszył w stronę wyjścia z pokoju.
- A co zjemy? - zapytał Juna, który trzymał się tuż obok niego.
- Chciałbym zjeść chlebek bananowy - odparł cicho. - Ale to pewnie nie na kolację...
- Jadłem - odparł zaraz. - Naleśnika przecież jadłem - uśmiechnął się do niego zatrzymując się przy wolnym stoliku.
- Dziękuję - pokroił sobie chlebek na mniejsze kawałki i zaczął go powoli jeść. - Dzisiaj nie zostawaj w nocy - poradził mu. - Nie chcę cię zamęczyć.
- Uhm... ale mam twój numer - zapytał czerwony ze wstydu że nawet tego nie pamięta. - Przepraszam... - rzucił zaraz.
- Nadal mnie trochę kochasz? - zapytał go zaraz, kodując sobie by przejrzeć kontakty jak wróci do swojej sali.
- Uhm ok - uśmiechnął się nieco już teraz jedząc tylko swój chlebek.
- Ale jutro rano przyjdziesz prawda? - upewnił się jeszcze.
- Nie wiem Jun-chan... boję się trochę - odparł cicho, kończąc połowę chlebka, a drugą połowę pakując w serwetkę żeby zjeść ją w łóżku.
- Boję się, że poczytam i nie poznam samego siebie - odparł cicho chłopak ruszając powoli jeszcze do kiosku żeby kupić sobie coś do czytania.
- Ale nie chcę dzisiaj oglądać - wyszeptał patrząc na niego. - Wolałbym... robić to sam bez was obok... nie chcę widzieć jak was boli...
- Nie umiem się nie martwić - wymamrotał chłopak kupując sobie gazetę do czytania. - Będe je przeglądał jak sobie pójdziecie.
- Nie - odparł spokojnie, płacąc za gazetę z krzyżówkami. - Potem wam powiem - dodał spokojnie. - Ja usystematyzuje swoją wiedzę.
- Nie... bo nie, po prostu nie - odparł spokojnie wchodząc do łóżka i zabierając się za krzyżówki.
Ryu już się do niego nie odezwał, a kiedy ten poszedł wreszcie do 'domu', sięgnął sobie po album ze zdjęciami oddychając przy tym głęboko.
- Nie wiem czy robimy dobrze - odparł Kei, leżąc już na kanapie w swoim ulubionym dresie. - Ale Ryu jest dorosły - dodał po chwili. - Musimy mu czasem zaufac.
- Ale nie jest sam - zauważył spokojnie Kei. - Jest tam przecież Koki, jakby coś się zadziało to ci da znać - dodał cicho. - Prześpij się, bo Ryu jutro cię do sali nie wpuści.
Ryu zadzwonił do niego dopiero ranko, koło 8.
- Jun-chan? Co robisz?
- To zjedz dobre śniadanko, a ja poproszę twoje popisowe danie na śniadanie - rzucił z uśmiechem.
- Dobrze mi się spało - odparł spokojnie. - Spokojnie... uhm a pocałujesz mnie jak przyjdziesz?
- Tak jak mnie zawsze całujesz... ale jak powiem stop to przerwiesz/
- Dobrze - uśmioevchnął się lekko.
- Un dobrze, poczytam sobie trochę - uśmiechnął się znowu, opadając na poduszki.
- Po południu Ryu będzie miał rozmowę z psychologie Jun - Kei przystanął przy lodówce. - Jego lekarz powiedział że to konieczne... i pomyślałem, że może mógłbyś zadzwonić do tej pani psycholog która się wami zajmowała? Może byłoby mu lepiej?
- To go pocałuj. On sobie ciebie najbardziej przypomina - zauważył spokojnie Kei.
- Dobra, to dziś nie będziemy go męczyć. Załapię się na jedną grzankę?
- Ucieszy się - uśmiechnął się Kei robiąc im herbatę. - Obiecałem pomóc dziś w operacji Keiichiro. Nie będzie mnie od po południa...
- Uhm mam nadzieję, że wszystko się uda - westchnął ciężko, biorąc jedną grzankę. - Mhm... pyszne.
- Może chce sobie przypomnieć? No iwesz... zjadł naleśniki i trochę wspomnień wróciło, to może wziął to za dobry sposób?
- Daleko stąd nie mamy - trzepnął go przez głowę i poszedł za Junem. Ryu w tym czasie przeglądał sobie zdjęcia.
- To dobrze, bo już mi w brzuchu burczy - oznajmił wesoło zamykając album i odkładając go na stół. - Ne? A lubię to twoje popisowe danie? - zapytał go zaraz.
- Pachnie bardzo ładnie - uśmiechnął się do niego szeroko, smakując pierwszą. - Mhm pychotka - zapewnił go. - Są pyszne.
- Wyszła - zgodził się chłopak. - Przypomniało mi się... jak pierwszy raz to robiliśmy - zarumienił się mocno. - Ale uhm no bo wtedy mocno cię kochałem i w ogóle, ale... no bo wolałbym najpierw do końca sobie przypomnieć zanim powiem że kocham ci tak samo mocno, dobrze?
Ryu był tym trochę zaskoczony ale nie odsunął się. Poczekał aż pocałunek się skończy i otworzył oczy.
- Było przyjemnie - szepnął. - A mogę się przytulić? Jakoś... czuję się bezpiecznie jak tulisz?
- Dziękuję - chłopak przytulił się do niego trochę mocniej, słuchając jego serca. - Uhm na którym piętrze mieszkasz?
- Uhm nie tutaj... a Yukan... - odparł cicho patrząc mu prosto w oczy. - Bo ja... my znaczy na parterze więc na wózku nie będę miał problemu...
- Szkoda - westchnął cicho. - To będę cię rzadziej odwiedzał... chcę mieć trochę niezależności - wymamrotał.
- Jun - Kei spojrzał na neigo ostrzegawczo. Ryu tego nie pamietał, lepiej było go z tym nie naciskać. Chłopak potrząsnął głową.
- Nie mieszkamy... ja mam swój pokój - zauważył cicho.
Chłopak znów potrząsnął głową trochę szybciej oddychając. Kei od razu do nich dopadł pomagając bratu położyć się i podciągnął mu nogi do góry.
- Oddychaj spokojnie. Nie tracimy przytomności - szepnął. - A ty nie naciskaj - fuknął na Juna.
- Ale on tego nie pamięta. Będzie sobie wyrzucał, że znów cię zranił - odparł cicho mężczyzna powoli uspokajając Ryu. Pomasowal mu jeszcze serce i okrył mocno kołdrą. - Odpocznij.
Prześlij komentarz