Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 601 – 800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»- No sory... ale to ty nie uczyłeś się na błędach - przypomniał mu, po czym skinął głową. - No wiem że czeka... jeszcze w szkole powinien być - spojrzał na zegarek, zabrał podusię i wziął Juna za rękę ciągnąc go do sypialni. Wszedł do łóżka, przykrywając się mocno kołdrą. - Przepraszam, ale będziesz wykorzystywany zawsze - upewnił go w tym.
- Ale ja cię wcale nie wykorzystuje - obruszył się Tomo. - Tylko...czasem cię potrzebuję, to wszystko - szepnął jeszcze, zamykając oczy z zamiarem próby spania.
- Nie wykorzystuje - zaprotestował słabo. - Ale mogę zacząć - dodał po krótkiej chwili namysłu. W końcu Jun sam się o to prosił. Ziewnął szeroko zamykając oczy i odprężając się nieco. Zasnął chwilę później.
Tomohisa odważył się wreszcie. Pojechał do miasta autobusem. Podróż przeżył z niezbyt dobrymi przygodami, nie mniej jednak teraz stał przed wielką księgarnią. Wszedł do środka napawając się zapachami książek i udał się do działu muzycznego. Chciał sobie sprawić jakieś nowe nuty, by nieco podszkolić swoją gitarkę. Miał w końcu trochę czasu. Los tak chciał, że w trakcie wyszukiwania wpadł na Juna, z własnej winy. Nos miał wciąż wetknięty między kartki, czytając ładnie pasjonującą lekturę.
- Przepraszam - mruknął odruchowo nawet nie podnosząc wzroku z nad lektury. - Moja wina - dodał jeszcze, żeby go nie rozjuszać. Kompletnie nie wiedząc z kim rozmawia.
- Cześć, autobusem, wybieram książki - pokazał mu kilka już przez siebie odłożonych. - Ale są monotematyczne... wszystkie o muzyce. Chcę potem zajść do sklepu muzycznego i kupić nowe struny - dodał z uśmiechem. - A ty? Jesteś z Ryu? Na badaniach? - zapytał, zgadując jednocześnie.
- Dopóki nie zwymiotowałem na siedzenie obok, to było całkiem nieźle, a potem to już coraz gorzej. Wszyscy mnie spowyzywali, ale niech im tam będzie. Na zdrowie - uśmiechnął się krzywo, po czym spojrzał na książki, na które Jun patrzył. - A może tak zmiana mała. Spróbuj czegoś czego nigdy nie czytałeś. Może fantastykę... albo jakieś romanse... może cię zaciekawią.
- Nie chciałem ci tego proponować, ale z drugiej strony... przyda ci się jakaś rozrywka - zgodził się z nim chichocząc pod nosem i wybierając mu kilka dobrych erotyków. - O proszę... a może wolisz coś obrazowego? Wówczas polecam dział mang.
- Matko... prowadziłeś strasznie niezdrowy tryb życia - westchnął ciężko Ryu. - Aż dziwne że ci w boczki nie poszło - dodał po chwili namysłu, wybierając odpowiednie leki na rano i łykając je. Nie lubił tego robić przy kimś, bo wówczas czuł że faktycznie jest chory. Podszedł do Juna i go mocno przytulił wsłuchując się w bicie jego serduszka. - Potulisz mnie tak trochę?
- Ja tylko twierdzę, że każdy facet potrzebuje troche pornolów - wyjaśnił swój punkt widzenia, wzruszając nieco ramionami. - A Ryu ma swoje pornole - wywrócił oczyma. - Ostatnio się ze mną nimi dzielił. To nie jest aż takie niewiniątko - pokazał mu język. - Przykro mi, że obalam twoje wyobrażenie o nim.
- Dobrze, dobrze... - zaśmiał się cicho Tomo, biorąc wybrane przez siebie pozycje i idąc z nimi do kasy. - Tu niedaleko jest sklep muzyczny... wejdziesz ze mną, czy nie masz czasu? - zapytał Juna. - Tj ja mam autobus dopiero za dwie godziny - wzdrygnął się na samą myśl o powrocie. - Ale myślałem o wracaniu piechotą. Pogoda jeszcze ładna... a 25 km to nie tak dużo - stwierdził.
- Dzięki - uśmiechnął się do niego z wdzięcznością, wychodząc ze sklepu. Nie mógł powstrzymać się od szerokiego uśmiechu, kiedy widzał minę kasjerki. - Musi nie często widywać tyle porno podczas jednych zakupów - zaśmiał się radośnie, wchodząc do drugiego sklepu i kupując sobie struny do gitary i parę kostek do gry.
- O... to dobrze, że ze mną poszedłeś - oznajmił Tomo, chowając swoje nowe zakupy do torby. Był zadowolony z nich. Wreszcie mógł spokojnie odnowić swoją gitarę. Dawno już na niej nie grał, więc już nie mógł się doczekać, kiedy znów do tego wróci. - Za tydzień w sobotę będzie organizowane ognisko na plaży. Weź Ryu i przyjdźcie na nie. Potem jest puszczanie lampionów na wodę - uśmiechnął się lekko.
- Przyjdźcie. Młody na pewno się ucieszy - uśmiechnął się szeroko Tomo. - Masz coś jeszcze w planach czy wracamy? - zapytał po chwili, nie mogąc doczekać się dotknięcia strun gitary. - Mam pomysł na nową balladę - oświadczył prosto z mostu.
- To ja chcę dużo. Ale tak baaaaaaaaaaardzo dużo - uśmiechnął się lekko, wtulając się w niego mocniej. Mógłby spędzić w jego ramionach resztę dnia, ale nie chcąc tracić dobrej zabawy w Kioto odsunął się od niego w końcu. - Ok... czekam na moje pyszne śniadanko, a potem możemy ruszać - zdecydował z uśmiechem, wracając do swojego miejsca przy stole. Ziewnął jeszcze, pijąc herbatkę.
- Macie szczęście do niewypalonych randek - uśmiechnął się lekko Tomo, po czym wzruszył lekko ramionami nie wiedząc jak wyjaśnić swój pomysł Junowi. - Zobaczysz jak skończę - oświadczył z uśmiechem. Miał nawet swoje miejsce na klifie, na którym najlepiej mu się komponowało. Nikt mu nie przeszkadzał.
- Oczywiście, że nie chcę ci jej zepsuć - wywrócił oczyma. - Wcale nie jestem aż taką psują - pokazał mu język. Czasem mu się zdarzało, ale przecież nie zawsze. No i zazwyczaj działał w ramach dobrej myśli. Nie chcąc pozwolić mu na zbyt duże zaangażowanie w debilny związek. Teraz uważał nieco inaczej i widział, że ten związek sprawia iż Jun rozkwitał. - Pewnie, że ci pokażę.
- Przestań marudzić. Jak ty jesteś pechowcem, to ja chyba upadłem na samo dno - zaśmiał się Tomo. - Możemy się poprzerzucać naszymi nieszczęściami jeśli chcesz - zaproponował, idąc za Junem do jego motoru. - Powinienem ją skończyć do końca tygodnia - dodał zaraz uznając że tyle czasu jest aż nadto by dopracować piosenkę do jako takiej perfekcji.
- Nie chcę go znowu dotykać Jun. Dotykanie dna nie jest przyjemne - wyjaśnił mu. - Naprawdę... wychodzenie z tego... - pokręcił przecząco głową. - Wiem, że niedługo .Jestem na ukończeniu. Słowa są i część melodii również. Poza tym mam teraz wolne dni. Mogę pospędzać je całe z moją muzyką.
- No właśnie. Nie mogę dosięgnąć, bo nie będziesz miał czasu mnie z tego wyciągać - zgodził się z nim, śmiejąc się pod nosem. - I skończę na twoim stole, a ty zrobisz ze mnie Frankensteina - dodał, po czym skinął lekko głową. - Jak skończę szybciej to dam ci znać - obiecał.
Założył kask, siadając za Junem i obejmując go nieco w pasie.
- Jakbym miał spadać dam znać - zaśmiał się, przypominając sobie ich ostatnią podróż. Na szczęście teraz, czuł się zdecydowanie lepiej. - Możesz dzisiaj poszaleć - zdecydował.
- Z Ryu szalejesz, a nie jest w pełni zdrowy a ze mną nie możesz? - westchnął Tomo ale już się nie sprzeciwiał dłużej. Objął go nieco mocniej, kiedy tylko Jun przyspieszył. Podróż nie trwała długo, a on był zadowolony, że nie musiał wracać autobusem.
- I na pewno z twych usług skorzystam jeszcze nie raz - zaśmiał się Tomo. - Tylko jeszcze nie wiem jaką mogę ci zaoferować zapłatę. Powiedziałbym, że w naturze ale myślę że jednak takiej nie chcę ci dawać - zdecydował z lekkim uśmiechem. - Hm więc może w chlebach ci będę oddawał - roześmiał się serdecznie. - Jak już wrócę do ich pieczenia to jest...
- Zdziwiłbyś się gdybyś przyjął - przyznał szczerze Tomo otwierając drzwi do mieszkania i wpuszczając mężczyznę do środka. - Zrobię ci dango - zdecydował po chwili namysłu. - Ocenisz je swoim krytycznym podniebieniem.
- Ja bym się zdziwił, a nie ty - wywrócił oczyma. - Przecież trochę cię znam, wiem że nie zdradzasz od tak. Poza tym jakbyś spróbował to byś ode mnie dostał kopa w dupę w najlepszym wypadku - pogroził mu palcem przed nosem. - No... chyba mi się udało - przyznał. - Ale nie jestem pewien - dodał po chwili nieco mniej pewnie.
- Zjadliwe są, przetestowałem je na Takano i jego psince. Najpierw na nim, bo bałem się że psince mogą zaszkodzić - wyjaśnił z uśmiechem. - Ok... siadaj - polecił mu podając mu świeży koktajl z bananów. - To tak na dobry początek... a ja zabieram się za dango.
- Na szczęście teraz już będziesz jadał zdrowo i domowo - mruknął z lekkim uśmiechem Ryu, chcąc zostać w jego ramionach cały dzień. Mógłby się tak tulić cały czas i nigdy by mu się nie znudziło, ale postanowił że w Kioto nie ma czasu na aż tyle tulenia. Odsunął się więc od niego i wrócił na swoje miejsce przy stole czekając na śniadanko. - Jaki jest twój przyjaciel od onsenu?
- No wiesz, nie chciałem na tobie testować - pokazał mu język zabierając się do pracy. Korzystał z przepisu dodając odrobinę od siebie. - Tak, mieszka w wypasionej willi na wzgórzu i jest cukiernikiem - wyjaśnił spokojnie. - I współwłaścicielem piekarni - dodał po chwili ciszy. - Zajmuje się nią teraz, póki nie wrócę z urlopu... - mruknął wrzucając dango do wrzącej wody.
- Uwielbiam - potwierdzil biorąc jednego tościka i smakując go. Ugryzł dość spory kawałek i po przeżuciu wyszczerzył się do Juna. - Wyjdziesz na ludzi - oświadczył mu z pełną powagą, po czym spałaszował całego tosta i zabrał się też za drugiego. - Ale nie będę cały czas gotował - dodał po chwili namysłu. - Ja też potrzebuję trochę przerw.
- Nie twierdzę że będzie mi latwo zdobyć ich zaufanie - żachnął się Sho. - Robię wszystko co w mojej mocy by ułatwić im życie w tej szkole, która nawiasem mówiąc jest strasznie skorumpowana - wyjaśnił spokojnie, nie dając sie wplątać w grę. - Nie zamierzam tego zostawić od tak, ale nie będę nagle biegał do dyrektora i krzyczał że trzeba ukarać byłego fizyka, bo zraniłbym tym samym te dzieciaki. Musialyby iść do sądu i przeżywać raz jeszcze ten koszmar. Nie jestem pewien, czy którekolwiek by chciało to zrobić.
- Tak... chyba, jeszcze nie wiem - mruknął Tomo, wzruszając ramionami. Nie do końca jeszcze zdecydował czy na pewno wróci. Chciał sobie zostawić otwartą furtkę w razie wypadku. - Na razie tylko znalazłem wspólnika. On lubi piec, to jego pasja. Będzie mu dobrze z piekarnią - uśmiechnął się lekko. - Poza tym może potem przejąć cały biznes. Żaden problem - żachnął się. - Mhm... robi dobre ciasta - uśmiechnął się nieco. - O ile nie trzyma się przepisu - zaśmiał się podając na stół dango.
- Nie boję się dziwnych ludzi - uśmiechnął sie lekko Ryu. - No bo zobacz na siebie... jesteś strasznie dziwny - zaśmiał się radośnie kończąc drugiego tosta. - Dziękuję - oblizał lekko wargi. - Weźmiemy resztę na drogę? - zapytał mężczyzny. Był już ubrany więc czekał tylko na Juna.
- Jun nie chcę się z tobą kłócić, więc odpuść ten temat - poprosił go tylko nie odpowiadając już na to czy zostanie czy nie. Nie miał zielonego pojęcia co zrobi i nie zamierzał obiecywać czegoś co może nie dotrzymać. - Dzięki - uśmiechnął się zaraz. - Cieszę się, że ci smakują - dodał. - Nie muszą być idealne, jam jest amator.
- Mam dość kłótni jak na jeden raz - przyznał szczerze. Ostatnio nic innego nie robił poza kłótniami. - Kiedyś wyjdą idealne - dodał po chwili namysłu. - Ale to jeszcze trochę potrwa - zdecydował ze śmiechem.
- Z dziadkiem - westchnął przeciągle. To były te dni kiedy się do siebie nie odzywali. Zbyt duża różnica zdań nie pomagała w naprawie relacji. - I z Takano, który to próbuje mi dyrygować a ja tego nie znoszę - wzruszył ramionami. - Mhm ano... te są lepsze. Tamte mi smakowały ale nie można było ich nazwać dango - przyznał z lekkim rozżaleniem,
- Nie wychodzi mi Jun. Kiepsko mi idzie wyrażanie własnych uczuć - westchnął ciężko, po czym potrząsnął przecząco głową. - A co ma mieć do tego rana? - zapytał zdziwiony. - Powinienem z nią pójść do lekarza... nie wiesz kiedy Kei przyjeżdża w odwiedziny? - zainteresował się biorąc sobie koktajl bananowy i siadając obok przyjaciela.
- Nie, to po prostu mój charakter. Zawsze lubiłem się z ludźmi kłócić - zaśmiał się lekko, pijąc spokojnie swój koktajl. - No bo może by mnie obejrzał - zaproponował cicho. - Tę ranę... jest w końcu lekarzem.
- Albo po prostu żadna dziewczyna mnie nie podniecała - odbił piłeczkę, podbierając mu kilka dango. - Poza tym może i jestem trudny ale jakoś idzie ze mną współżyć - zauważył ze śmiechem. - Uhm... ja po prostu nie chcę jechać z tym do miasta - wyjaśnił. - Raz, że to podróż koszmar, a dwa...tam jest mama.
- To nie wiedziałeś? Byle co mnie nie podnieca - roześmiał się serdecznie Tomo, po czym skinął głową. Miał nadzieję, że Kei go zrozumie i pomoże z tą całą raną.
- Ale ja nie mówię, że mnie nikt nie podnieca... tylko że jeszcze nikogo takiego nie znalazłem - uśmiechnął się lekko. - Ty też długo szukałeś staruszku - przypomniał mu nie mogąc powstrzymać się od satysfakcjonującego uśmiechu. - Mam jeszcze dwa lata w zapasie... do twojego stażu - pokazał mu język zaraz wybuchając dźwięcznym śmiechem.
- No ozbaczymy jak mi to pójdzie - uśmiechnął się lekko. - Dobrze ty się już nie usprawiedliwiaj. Oboje dobrze wiemy że długo szukałeś swojej drugiej połówki - uśmiechnął się lekko. - Cieszę się że ją odnalazłeś.
- Tak jest, nii-san - wywrócił oczyma czochrając Juna po włosach i przytulając go od tyłu w ramach braterskiej miłości, której ostatnio miał za mało. - Nie puszczę, obiecuję!
- Tobie to tak łatwo powiedzieć, a ja... przecież wiesz że mnie nie tak łatwo i zazwyczaj uciekam bezwiednie - wymamrotał beznadziejnie. - To nie jest proste! Tobie to przyszło prosto?
- Szczęściarz... nigdy ni miałeś problemu z uczuciami nie? - westchnął przeciągle.
- A jak wytłumaczysz moje problemy z wyrażaniem uczuć? - zapytał go po chwili milczenia. - Hm problemy dziecka z dobrego domu... które to próbowało zawsze dostosować się do opinii innych, wyrosnąć na kogoś z kogo można być dumnym? - wywrócił oczyma. - Chyba nie bardzo, co?
- Maz rację, tylko to trudne tak nagle się otworzyć - wymamrotał niezadowolony ze swojego stanu i swojej beznadziejności. - Ale jak będę próbował to w końcu się uda co nie? - uśmiechnął się słabo do Juna.
- Jasne, mogę ci zrobić z jakich tylko owoców chcesz - odparł Tomohisa, otwierając lodówkę i wyciągając trochę potrzebnych składników. - Truskawki, maliny, limonka, cytryny... z czego tylko chcesz - potwierdził.
- Oke, się robi szefie - wyciągnął blender, wrzucił do maszyny lód, maliny, cukier oraz połowę limonki. Zalał to wszystko wodą niegazowaną i wszystko zmiksował, smakując trochę zanim podał Junowi. - Wyszło niezłe - przyznał strojąc mu kubek listkiem mięty.
- Jakby nie wyszło to bym ci tego nie dał - trzepnął go przez głowę, resztę koktajlu wlewając sobie do kubka i pijąc ze smakiem. - Takie koktajle są moją specjalnością - pochwalił się trochę. - Nauczyłem je robić Ryu - dodał jeszcze. - No bo go ostatnio uraczyłem bananowym i chciał więcej...
- No pewnie, może zaczniesz mnie doceniać wreszcie - pokazał mu język z lekkim uśmiechem błądzącym mu po ustach. - Oke... przejdę się po południu do Keia...
- Tak... więc doceniasz moje babeczki z czekoladą, a nie mnie, baka - burknął niezadowolony, obrażając się na żąrty. Wziął swoją gitarę i zaczął na niej trochę brzdąkać. - A jak nie poradzi? - westchnął ciężko. - Będziesz mnie musiał do szpitala zawieźć...
- Ja wiem, wiem... powie mi że powinienem leżeć i nie ruszać się z wyra. Albo co gorsza...spać - wzdrygnął się na samą myśl o spaniu, które kojarzyło mu się z koszmarem. - Co ci zagrać?
Uniósł lekko brew, słysząc propozycję, ale spróbował nie skomentować tylko odszukał w pamięci odpowiednie chwyty rozpoczynając granie.
- Listen to your heart when...it's calling for you [nie pamietam jej xD], listen to your heart when there is nothing you can do. And... - zaczął nucić, starając sobie słowa przypomnieć.
[też żeś wypaliła z tym listen to my heart xD]
Tomohisa chwilę się zastanawiał jak to leciało, po czym wypróbował kilka tonacji, by rozpocząć grę, w tonacji Juna. Uśmiechnął się do niego lekko.
- Ty robisz za wokalistę tym razem - zaśmiał się na widok miny mężczyzny. - Musisz poćwiczyć zanim zaczniesz śpiewać balladki miłosne do swojego faceta.
Wsłuchał się w jego głos, włączając się w najtrudniejszych partiach, jako ten drugi głos. Wiedział, że Jun za dobrze nie śpiewał, ale chodziło o zabawę a nie konkursy.
- No i co? Tak źle było? - zapytał go, kiedy skończyli. - Całkiem nieźle ci poszło - zaśmiał się, klepiąc Juna po plecach. Odstawił gitarę przeciągając się lekko.
[lubie ale bez przesady xD]
- No na konkurs to ja cię nie wezmę, ale karaoke... czemu nie - zażartował śmiejąc się przy tym radośnie. Odkaszlnął zaraz, chowając gitarę do pokrowca i odstawiając na swoje miejsce. - Dużo masz dzisiaj pracy? - zapytał go po chwili. - Mógłbym wpaść pomóc, jak już mnie Kei obejrzy - zaproponował.
- Zawsze trafiam na twoje nudne dni - westchnął przeciągle Tomo. - Mógłby się przytrafić jakiś wypadek - rzucił spokojnie. - Wiesz mam ochotę na zabawę - mruknął na swoje usprawiedliwienie. Wcale nie życzył ludziom śmierci...
- Już znalazłem. Pomagam Sho w prowadzeniu jego twórczego chóru szkolnego. Dzieciaki mają talent - oznajmił wesoło. - Potrzebowały kogoś kto im będzie akompaniował. Gitara to nie jedyny instrument na którym umiem brzdąkać, więc... - wzruszył ramionami. - Czemu miałbym nie pomóc, skoro mam teraz tyle czasu? Ryu też tam chodzi... ale jeszcze nie dał się namówić na śpiewanie.
- No nie wiem... obowiązuje mnie tajemnica zawodowa - zaśmiał się nieco się z nim drocząc. Oczywiście, że takiego zakazu nie miał. Nie chciał tylko by w razie czego ktokolwiek się na niego zezłościł.
- A co z tego będę miał? - zapytał go zaraz unosząc lekko brew. Nie ma wtym świecie nic za darmo i takiej domeny zamierzał się trzymać.
- To wymyśl coś - polecił mu śmiejąc się pod nosem. - Na pewno coś wymyślisz. W końcu to ty zawsze masz te najlepsze pomysły, a przynajmniej miałeś...na studiach.
- Dobrze ci radzę samemu coś wymyśleć, bo jak ja zacznę myśleć... - zawiesił na chwilę głos, by zaraz uśmiechnąć się do niego uroczo. - ...to się nie pozbierasz do końca życia. Nie wypłacisz mi się - zaśmiał się.
Wybuchnął głośnym śmiechem, słysząc tę jakże kuszącą propozycję.
- Wiesz myślę, że jak umrę to nie będzie mi robiło różnicy czy jestem paskudnym dziadem, czy przystojniaczkiem z epoki dinozaurów - uśmiechnął się nadal chichocząc pod nosem. - Ale dzięki za propozycję. Przemyślę ją.
- Do końca życia będziesz mi wypominał to, że ciągle ratowałeś mi tyłek, co? - uniósł lekko brew, opierając się wygodniej o krzesło. - Jesteś okropny, nic ci nie powiem. Chcesz posłuchać Ryu to męcz Sho o wejściówkę na próbę.
- Nic ci nie wyśpiewam. Bujaj się - pokazał mu język. - Przyjaźnię się z Sho... więc - wzruszył ramionami. - Sorry Memory ale jeśli coś chcesz to poproś o to Ryu.
- No pieluch to mu nie zmieniałem - żachnął się Tomo chichocząc pod nosem. - Ale faktycznie znam go trochę dłużej. Zawsze uważałem go za młodszego brata Keia. Słodki był jak był mały, a teraz...taki wyrośnięty - pokręcił głową. - Aż człowiek się przeraża, że się tak stażeje.
- Tylko, że moje o nim opowieści mogą nie być zbyt trafne. Wiesz będą z punktu widzenia dziecka - żachnął się zaraz, nie widząc przeszkód w opowiadaniu. Odnalazł stary album ze zdjęciami, gdzie otworzył na jednym z urodzinowych przyjęć Keia. - O tu jest Kei, ja... i Ryu - wskazał na małego potworka jeszcze ze smoczkiem wówczas. - Był strasznie denerwującym bachorkiem. Zawsze chciał z nami być - przyznał szczerze. - A w miarę jak rósł robił się słodszy. Broniłem go zawsze w szkole, jak trzeba było - przyznał ze śmiechem. - Lubił płatać figle... robił to nawet w szpitalu - przesunął kilka kartek w albumie wskazując na swoją wizytę w szpitalu u Ryu. Chłopak nie wyglądał na tych zdjęciach za dobrze, ale uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Zmienił się trochę. Wydoroślał.
Miał coś odpowiedzieć, ale w końcu skinął głową. Miał racje. Nie potrafił się obronić. Uśmiechnął się przepraszająco.
- Tokio było wielkim światem dla mnie. Trochę mnie przytłoczyło - przyznał szczerze. - Wydawało mi się, że wszyscy mają rację tylko nie ja - uśmiechnął się krzywo. - Dlatego nawet nie wiedziałem jak mam się bronić... ale miałem swojego obrońcę - przypomniał mu chichocząc pod nosem. - Potem oni sami mówili o tobie, że jesteś moim starszym bratem...
- Cieszę się, że mam takiego brata - w przypływie miłości przytulił go mocno na chwilę siadając mu na kolanach. Tylko po to żeby przytulić się mocniej. Nie siedział tak jednak długo, odsuwając się od niego. - Szczerze mówiąc to sam nie wiem jak to się działo - skrzywił się. - Chyba po prostu stałem się kozłem ofiarnym i potem nie dało się tego uniknąć... no i zawsze napadali grupą... - skrzywił się jeszcze bardziej na wspomnienie. - Mhm i będziesz go uczył? Trzebaby znaleźć coś co mógłby robić bez zbytniego przemęczania się... jakieś proste chwyty by się mu przydały.
Nie skomentował już dziwności mężczyzny uznając, że lepiej jest tego nie robić. Zamiast tego uśmiechnął się do niego szeroko zakładając kurtkę i zapinając ją pod samą szyję.
- Wziąłem - wskazał na swój plecak. - Tylko nie wiem czy wszystko - przyznał szczerze. Pierwszy raz jechał do onsen więc kompletnie nie miał pomysłu na to co powinien ze sobą zabrać. - Mam też ręcznik - mruknął po chwili, wsuwając buty. - Chodźmy już, chodźmy!
- Zgaduję, że chcesz to najpierw na kimś przećwiczyć - tu niepewnie wskazał siebie. On sam nie potrzebował pomocy przy bronieniu siebie. Nawet udawało mu się ostatnio obronić przed burmistrzem co uważał za swój sukces. - Ok, możemy to zrobić - uśmiechnął się. - Tylko daj się mojemu ramieniu zagoić - poprosił go.
- A bo ja wiem... przypomnisz mi to i owo - wzruszył ramionami. Może i racja nie było sensu. - Albo dowiesz się jak bardzo męczy jakieś tam ćwiczenie - zaproponował.
Ryu spiorunował go wzrokiem i trzepnął go w ramię.
- A może byś mi tak trochę zaufał co? - poprosił go tylko. - Znam rozpiskę brania swoich leków na pamięć. Łykam je od paru lat i pory dnia raczej się nie zmieniają. Następna porcja będzie wieczorem, po kolacji. Zdążymy do tej pory wrócić. Wziąłem ze sobą tylko te, które mogłyby się przydać w razie potrzeby... no wiesz nagłe zasłabnięcie czy coś - wywrócił oczyma, bo nie planował mu tu mdleć.
- Chętnie poćwiczę - uśmiechnął się lekko. - Poprzypominam sobie to i owo... może przestanę wykorzystywać jedynie podwórkowe metody obrony. Hm... może przypomnę sobie trochę boksu - zaproponował. I w tym sporcie znał parę przydatnych chwytów, wykorzystujących siłę przeciwnika.
- Nic nie wspominałeś o nocowaniu - usprawiedliwił się. Gdyby wiedział to przecież by ze sobą leki zabrał. Wrócił więc po nie szybko, pakując do pudełka, a pudełko do plecaka. - Teraz mam wszystko - uśmiechnął się szeroko do Juna. - Mówiłem ci że to mój pierwszy raz w onsen... prezerwatywy wziąłeś?
- Powinno być w sam raz - zgodził się z nim z uśmiechem. - Oj ja wiem, że mieszasz... zastanawiałem się, kiedy podrasujesz buźkę mojemu wujasowi, ale póki co się trzymasz - poklepał go po plecach. - Hm a może trochę kick-boxingu? - zaproponował. - Wiesz... jak już będzie miał się bronić to niech to zrobi porządnie.
- Oby jak najdłużej, bo jeszcze klątwę na ciebie ześle i dopiero będzie - pokazał mu język śmiejąc się radośnie, by zaraz zakasłać i odchrząknąć. - To nic - machnął lekceważąco ręką. - No dobra, czyli odpuszczamy kick boxing - mruknął nieco z zawodem. - Może kiedyś go tego nauczę... hm ale kopa w jajca można go nauczyć dawać... to najbardziej boli.
- Nic mi nie jest - żachnął się chłopak. - Nic mi nie będzie, on nie był chory - spojrzał na niego nieco wystraszony. - Jun! On nie był chory! - kazał mu przysiąc bo bez tego już raczej by się nie uspokoił. - Jun... nie był!
- Na mnie nie patrz... ja za worek treningowy pod tym względem robić nie będę - potrząsnął szybko głową.
[no co? przecież wspominałem o poniedziałkowym wyjściu ze szpitala....]
- Nie strasz mnie tak więcej! - chłopak przylgnął do niego, chowając głowę w jego klatce piersiowej i jeszcze przez chwilę oddychając ciężko. Dopiero potem odetchnął z wyraźną ulgą, odsuwając się od niego. - Nie strasz - trzepnął go w ramię. - Możemy już iść - zdecydował uśmiechając się lekko.
- Biedny Ryu... ale to mądry chłopak, obejdzie się bez worka treningowego - uśmiechnął się lekko.
[No tak, ale dziadek wyegzekwował mi szybsze wyjście :) ]
Takano
- To dziwna jest - stwierdził spokojnie, wstając jednak z podłogi, by go nie pogryzła. - Może jak będę częściej wpadał to jednak się przyzwyczai. To będzie cel nadrzędny - zdecydował z uśmiechem. - No mam...ale ostatnio wolę wagarować - przyznał spokojnie. - Mogę ci w czymś pomóc? Posprzątać ci w domu? Ugotować coś? Wypielić ogródek?
Jun
- Uhm... no bo... ja ciągle jestem w szpitalu, więc nie myślę o tym... jak nie muszę - przyznał cicho, przytulając się mocno do jego ramienia. - Kocham cię - oświadczył mocno,.
Takano
- Wcale nie musisz mi pomagać w wagarowaniu. Sam mogę to robić. Będę cię nawiedzał mimo to - usiadł z powrotem na schodach, patrząc przed siebie. - Służba... to straszne - wzdrygnął się nieco. - A sam nie umiesz sprzątać?
Jun
Usiadł obok niego i zamknął oczy, uznając że czas się trochę przespać.
- Opowiesz mi o swoim dzieciństwie? Na przykład... jak było w przedszkolu - zaproponował.
Takano
- A możesz mi wykładów nie robić? Dość się już nasłuchałem ich w domu - rzucił spokojnie Ryu, nadal jednak starając się uśmiechać. - To po co ci taka duża chałupa jak nie potrafisz jej sam utrzymać w czystości? - zamrugał zaskoczony, po czym wzruszył ramionami uznając że to i tak nie jego sprawa. - Moja przyszłość... - zastanowił się chwilę. - Hm... pewnie w tej wiosce, pomagając ojcu jak to robię do tej pory - wzruszył ramionami. - Wykształcenie mi niepotrzebne. To strata czasu - uśmiechnął się do niego. Pogodził się już z myślą, że stąd nie wyjedzie.
Jun
- A jak im dokuczałeś? Jakie psikusy robiłeś? - zapytał go znowu nie dając za wygraną. - A twoje ulubione wspomnienie z dzieciństwa? - zainteresował się.
Takano
- Dla siebie... ale po co mi dla mnie? Do niczego mi się nie przyda. Do grobu ze sobą je mogę jedynie zabrać, a w ziemi raczej już nic mi się nie przyda - uśmiechnął się lekko. - Poza tym... ostatnio mam ochotę zrobić na złość ojcu - przyznał się do niezbyt fajnych pobudek. - Zmienił się - westchnął przeciągle. - Ciągle się kłócimy, podnosi na mnie rękę...
Jun
- Musisz coś pamiętać. Nie rób z siebie dziadzia - klepnął go w kolano, za chwilę siadając mu na nich i przytulając się do niego mocno. - Mhm... fajne wspomnienie. Pamiętasz smak tej waty cukrowej? - zapytał go zaraz.
Takano
- Tak...on mnie chce chronić przed wszystkim - burknął Ryu. - Ja i tak niewiele moge robić, a on tę listę ciągle pomniejsza. Niedługo wsadzi mnie do złotej klatki i będę miał prawo jedynie oddychać - wymamrotał niezadowolony. - Może i jest dziecinne... ale ja już mam tego dość.
Jun
- Mhm szkoda... myślałem, że chociaż się postarasz coś przypomnieć, ale nie... uparty dziadek - westchnął chłopak zamykając oczy i wtulając się w niego mocniej.
- Nie i nie. Mam 5 rodzeństwa - uśmiechnął się lekko. - Dwie siostry i 3 braci. Jestem 3 w kolejce rodzenia się - dodał po chwili namysłu. - Moi bracia już z nami nie mieszkają. Zajmuje się domem - uniósł kciuk do góry, po czym spojrzał na Takano. - A co jest normalnym wychowywaniem? Jak się to robi?
Jun
- Nie chcę stracić ani sekundki z tobą - odparł mu na to Ryu, muskając jego usta raz po raz. - Bardzo cię kocham, wiesz? Jesteś piękny - ucałował go mocno.
Takano
- O wszystko - burknął Ryu, krzyżując ręce na piersiach. - O to, że mam własne zdanie i jemu się ono nie podoba. O to, że robię coś nie tak jakby on tego chciał. O moje zdrowie i to co mogę robić, a czego nie mogę według zaleceń lekarza - zaczął wymieniać. - O prowadzenie samochodu, a raczej naukę robienia tego. O fotografię.... o dom, o porządek, o jego biuro... o moje uczucia... - zacisnął wargi czując gromadzące się w oczach łzy. - Nie lubię się z nim kłócić - przyznał cicho zakrywając twarz dłońmi.
Jun
- Mhm... - mruknął chłopak bez przekonania. Nie wiedział jak te sekundki się przełożą w czasie. Może wcale ich tak dużo nie będzie. Kto je tam wiedział. Ucałował go raz jeszcze mocno po czym zamknął oczy na chwilę przysypiając.
Takano
- Ale ja znam jego powody... - odparł cicho Ryu. - Znam, są racjonalne ale mnie denerwują. No bo co z tego, że jestem chory? Poczytałem co mogę a czego nie... wiem co mogę robić. Stosuje się do tego... ale on tego nie rozumie. Uważa że jestem nieodpowiedzialny.
Jun
Ryu ziewnął szeroko, idąc za Junem i przecierając zaspane oczy.
- Daleko jeszcze? - zapytał go przyspieszając nieco by zrównać z nim kroku. Odebrał od niego jedną torbę, przerzucając ją sobie przez ramię.
Takano
- Uhm ale on myśli że wie lepiej, bo jest dorosły - wyjaśnił punkt widzenia swojego ojca. - I potrafi czasem mnie uderzyć i zamknąc w pokoju - westchnął ciężko. - Ja już nie wiem jak mam z nim rozmawiać...
Jun
- A buzi dostanę? - zapytał go chłopak przyspieszając trochę. Nie chciał wyjść na osobę, która się wlecze. Przecież nie miał być ciężarem dla Juna.
Takano
- A to bardzo proste jest... on wcale nie chce mnie uderzyć, ale jak się kłócimy to mu puszczają nerwy - wyjaśnił z lekkim uśmiechem chłopak. - No i ręki nie kontroluje.
Jun
- Dzień dobry - Ryu przywitał się z mężczyzną jakoś tak mimowolnie przybliżając się bliżej Juna. Nadal nie czuł się dobrze w towarzystwie obcych mężczyzn.
Takano
- Ale się nie da! NIe da się z nim przeprowadzić cywilizowanej rozmowy. Próbowałem - chłopak podniósł nieco głos, ale zaraz znów go ściszył. - Przepraszam - uśmiechnął się do niego. - To nie ważne.
Jun
Ryu obrzucił tylko Akiego spojrzeniem idąc zaraz za Junem.
- Ne, ne... od kiedy znasz Akiego? Kiedy się poznaliście? - zainteresował się. - Może on wie co robiłeś w przedszkolu?
Takano
- Ale ja nie od razu podnoszę głos - wymamrotał chłopak coraz bardziej podbity. - Ano... pójdę już - zdecydował w końcu.
Jun
Ryu pokiwał głową ze zrozumieniem.
- To nie chcesz na piwo wyskoczyć z przyjacielem? - zapytał go zaraz. W końcu rzadko się widywali. Nie można było tak po prostu tego zignorować.
Takano:
Ryu miał mu odmówić, ale czekoladowemu ciastu nie mówi się nie, więc podążył za mężczyzną, siadając w kuchni przy stole. Zagwizdał z lekkim podziwem.
- Jestem w raju - stwierdził widząc te wszystkie nowoczesna cudeńka.
Jun:
Ryu miał jeszcze zaprotestować, ale zrezygnował z tego w końcu, wchodząc do mieszkanka i od razu zajmując miejsce przy bogato zastawionym stołem.
- Wow! Mamy kalmara!
Takano
Zabrał się za pałaszowanie deseru. Kochał wszystko co było związane z czekoladą, dlatego teraz zajadał się tortem. Uśmiech od razu wrócił mu na twarz.
- Pyszne - pochwalił go. - A uhm...będę mógł zobaczyć jak pieczesz jedno ze swoich ciast? Musisz być profesjonalistą. Chciałbym się nauczyć czegoś od profesjonalisty!
Jun
- Ale pół kieliszka możemy wypić, prawda? - uniósł lekko brew otwierając szampana i wlewając obu tyle samo alkoholu. - Chyba aż tak słabej nie masz, prawda? - upewnił się podając mu kieliszek. - Za nas.
Takano
- Ale nawet jednego mi nie pokażesz? Tylko jeden... - poprosił go cicho, dalej jedząc ciasto. - Mogę dokładki śmietany? - zapytał go zaraz. - Uwielbiam bitą śmietanę!
Jun
- Uhm... - odłożył swój kieliszek trochę zawiedziony, bo przecież od pół kieliszka nikomu nic się nie działo. - To musisz wypić za mnie - oznajmił w końcu.
Takano
- Przepisu nie chce zdradzić, śmietany nie ma... - westchnął ciężko chłopak nieco zawiedziony. - Nic to... będę musiał poprosić Tomo, żeby mi pozdradzał trochę przepisów - stwierdził prosto z mostu. - Z nim się lepiej współpracuje.
Jun
Stuknął się z nim kieliszkami, upijając tylko łyk soku. Naprawdę nie rozumiał co niby mogło mu się stać po szampanie. Wszyscy byli tu przewraźliwieni i mieli nie pokolei w głowach. Zajął się jedzeniem, żeby stłamsić rosnący w nim gniew na jawną niesprawiedliwość.
Takano
- Pewnie, prowadził naszą jedyną piekarnię. Lubiłem go odwiedzać. Zawsze miał jakieś pyszności i robił je też na miejscu. Nauczył mnie paru rzeczy piec - uśmiechnął się szeroko. - Teraz też nas odwiedza czasem... mój brat chodził z nim do szkoły, a Jun na studia... więc się znają - wyjaśnił mu. - Ano... bo ja dużo gotuję i piekę w domu... chciałbym wypróbować coś nowego.
Jun
- Nie, nic mi nie jest - uśmiechnął się do niego lekko, po czym wzruszył ramionami. - Ale na pewno nie będzie nikogo więcej? - zapytał go raz jeszcze nie będąc pewien tego źródełka.
Takano
- No bo ludzie nie lubią jego wujka - wyjaśnił mu. Co zrobić, kiedy chciał potrafił być straszną gadułą. - To jego wuj spalił piekarnię. Taką teorię spiskową ma Jun - wyjaśnił. - Serio?! - wykrzyknął z radością. - A czego będziemy się uczyć?
Jun
Ryu skinął głową wysłuchując jego długiego wywodu. Dopił swój sok i odetchnął głęboko. - Ale ty idziesz pierwsz... sprawdzisz czy nikt nie podgląda - oznajmił strasznie czerwony.
Takano
- Jak to? Nie wiesz? - Ryu uniósł lekko brew. - Jego wujek jest tu burmistrzem - wyjaśnił konspiracyjnym szeptem. - Nie bardzo się lubią z Tomo, a już wcześniej próbował go wrobić - dodał wzruszając lekko ramionami. - Ale to Tomo powinien ci mówić, a nie ja! - burknął zaraz. - Ale to trudny wybór... więc chciałbym deser.,.. jakieś ciacho... z bitą śmietaną, toffii i czekoladą i wanilią.
Ryu chciał się zapaść pod ziemię, ale posłusznie skinął głową i odetchnął głęboko, żegnając go spojrzeniem. Jeszcze zjadł sobie dwie kulki ryżowe tak na zachętę, potem poszedł za instrukcjami Juna i po kwadransie był już tuż przy nim, powoli wchodząc do źródła.
- Ale ciepłe... - skomentował tylko.
Takano
- Albo nie pytałeś o jego rodzinę - zaproponował takie rozwiązanie tego problemu, po czym przytaknął ochoczo. Lubił krówkę i wiedział że jego rodzina też to zamiłowanie podziela.
Jun
- Ale ty podglądasz - fuknął na niego Ryu, siadając mu na kolanach i przytulając się do niego, by poczuć się bezpieczniej. W końcu pływać nie umiał i mimo płytkiej wody mógł się utopić. - I masz wzrok który mówi 'zjem cię'... a ja chcę jeszcze trochę pożyć - ucałował go w brodę.
Takano
- To może jutro? Albo po jutrze? - zaproponował od razu. Kolejny dzień bez szkoły zapowiadał się dobrze. - A mogę przynieść Jolie kiełbaskę? - zapytał zaraz mając nadzieję, że jakoś psinkę udobrucha.
Jun
- Juun... przestań mi wypominać o mojej kondycji zdrowotnej - poprosił go muskając jego szyję i nie zsiadając mu z kolan. Ta pozycja bardzo mu odpowiadała i nie zamierzał jej opuszczać.
Takano
- Przecież parę dni wagarów mi nie zaszkodzi - westchnął cicho. - Ty nigdy nie wagarowałeś? Zawsze byłeś kujonkiem? - zapytał go zaraz i nieco zasmucił. - Nie chcę mieć w niej wroga...
Jun
- Nie zejdę - przycisnął się do niego mocniej. - Tak mi jest dobrze no - wymamrotał całkowicie czerwony. - Jakich problemów? Nie będę chory przecież.
Takano
- Wszystkich gryzie? Nikogo nie lubi, poza tobą? - zapytał go zaraz kończąc swoje ciasto i uśmiechając się szeroko. Było przepyszne i chętnie zjadłby więcej ale nie ośmielił się o to poprosić.
Jun
- Wiem, ale... przecież możesz wytrysnąć - wymamrotał chłopak wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Przecież nie mogę aż tak na ciebie działać...
Takano
- Tak, było przepyszne. Jeszcze nigdy tak dobrego ciasta nie jadłem - potwierdził z uśmiechem. Zresztą łatwo mu to przychodziło, skoro nie musiał kłamać.
Jun
- Nie - potrząsnął przecząco głową, zsuwając dłoń na jego przyrodzenie i masując je pod wodą. - Bo ja nie chcę żebyś sam się męczył... - wymamrotał.
Takano
- W-f na który nie chodzę, godzine wychowawczą, fizykę, literaturę japońską, fizykę... matematykę i fizykę - wymienił ten fatalny dzień. - A drogie będzie? Bo jak tak... to nie będę miał co kupować.
Jun
- Już ci mówiłem, że chcę spróbować, żeby ci ulżyć - fuknął na niego Ryu. - I że nie chcę seksu, ale chcę uhm... - poruszył mocniej dłonią na przyrodzeniu Juna czując jak ono powiększa mu się w dłoni.
Takano
- Ano... nic się nie dzieje na tych lekcjach. Wszedłeś w spółkę z Tomo? - zapytał unosząc lekko brew. - Yatta! Będzie tanio - ucieszył się.
Jun
- Bo ja chcę żebyś poczuł się kochany i żebyś wiedział, ,że ja się staram... staram się - ucałował go mocno i namiętnie, cały czas operując łapką.
Takano
- Ale wiesz, że Tomo rozdaje produkty za pół darmo, a jak ktoś potrzebuje to na kreskę? - zapytał go, bo przecież skoro miał wchodzić w spółkę to powinien takie rzeczy wiedzieć.
Jun
- Ale nie chowaj się dziubasku - poprosił go z lekkim uśmiechem. Całując każdy z jego paluszków i czółko i szyję i tam gdzie akurat było miejsce na jego ustka.
Takano
- I zostaniesz dobrym samarytaninem? - zapytał go zaraz, po czym spojrzał na zegarek z ciężkim westchnieniem. Jeszcze pół dnia i będzie mógł wracać do domu. - Umiesz pływać?
Jun
Ryu westchnął cicho, muskając jego szyje raz po raz i przyspieszając ruchy dłoni. Nie był pewien czy robi to dobrze, ale dyszący Jun mu wystarczał.
- Kocham cię - szepnął mu do ucha.
Takano
- Nauczysz mnie pływać? - zapytał go prosto z mostu. - Proszę... - poprosił cicho. - Szkolny basen... hm wieczorem nikogo nie ma. Można się włamać - zaproponował.
Jun
Ryu skinął lekko głową i nieco się zarumienił. Chwycił jego penisa pewniej i poruszył na nim dłonią mocniej, szybciej. Musnął wargami jego brodę.
Takano
- Ale basen jest kryty... nie spróbujesz? Proszę... - poprosił cicho. Że też wszyscy się na niego uwzięli. Nikt nie chciał go uczyć pływać. Świnie paskudne.
Jun
Ryu potrząsnął przecząco głową, wtulając się mocniej w Juna. Nie chciał by mężczyzna go tam dotykał. Trochę się tego jeszcze bał.
- Gome... mogę sam sobie z tym poradzić? - zapytał go cicho, nie chcąc jednak psuć atmosfery.
Takano
- Starsi bracia z nami nie mieszkają, a do młodszych nie będę się zwracał o pomoc - burknął. Miał trochę dumy.
Jun
Ryu potrząsnął znów przecząco głową i odsunął się od Juna, uciekając aż na drugi koniec gorącego źródła.
- Przepraszam - wymamrotał, spuszczając wzrok. - Ale ja się boję... boję się takiego dotyku - wyszeptał, wyjaśniając swoją panikę. - Myślałem, że nie...ale... nie dam rady dziś.
Jun
- Ale ja się przemagam - wymamrotał Ryu. - Pozwalam ci się dotykać przecież i... - odetchnął głęboko nie mogąc za bardzo znaleźć odpowiednich słów. Poczuł piekące oczy i zamrugał kilkakrotnie. - Czemu ne rozumiesz? - zapytał go cicho. - Mówiłeś, że ciebie też zgwałcono... łatwo ci było pozwolić komuś cię dotknąć? - zapytał go zaraz, zbliżając się do niego. - Dokończę.
Jun
Ryu zacisnął wargi odsuwając się od niego.
- Przepraszam - szepnał tylko spuszczając wzrok. Nie chciał przecież by przez niego atmosfera się zepsuła.
Takano
- Kyouhei-san! - Ryu pokiwał do mężczyzny gdy ten przekroczył próg szkoły. Przyszedł ich nauczyć robić mufinki na festyn. Ryu uśmiechnął się do niego. - Widzisz? Dzisiaj odwiedziłem szkołę.
Jun
- Ale zrobiłem ci przykrość - wymamrotał niezadowolony z ciebie, po czym wyszedł z gorącego źródła i okręcił się ręcznikiem idąc z powrotem do łazienki. Miał wrażenie, że Jun potrzebuje chwilę samotności.
Takano
- Nie - burknął. - Ale nie ukrywam, że byłeś głównym czynnikiem... innym była moja frekwencja... jeszcze tydzień i zostaje na drugi rok w budzie - westchnął przeciągle, skupiając się już na przepisie.
Jun
Ryu zdążył się już ubrać, po czym położył się na podłodze, przykrywając się znalezionym kocem. Odetchnął głęboko przymykając oczy by odpuścić sobie płacz. Nie był tak silny jak Jun i nigdy tak nie twierdził. Źle zrobił, że w ogóle próbował, choć trochę Juna nie rozumiał. Bo przecież mógł mu pomóc do samego końca.
Takano
Ryu skinął głową odmierzając składniki. Ku swojemu zdumieniu nawet nauczycielka psotanowiła do nich dołączyć.
- Sensei a można dać na oko? - zapytał kiedy odmierzali cukier.
Jun
- Nie zmarznę - odparł cicho, siadając jednak by nie przeginać za bardzo. Spojrzał na Juna i uśmiechnął sie do niego przepraszająco. - Przepraszam Jun - mruknął w końcu.
Takano
- Hai, hai - zajął się robieniem swojej babeczki. Zdecydował się na poeksperymentowanie w kuchni.
Jun
- Nie naciskasz - sprzeciwił się, przytulając się do niego z dużą ulgą. Objął go ramionami za szyję i przymknął oczy, tylko wdychając jego zapach. - Ja bym chciał szybciej - przyznał szczerze. - Ale boję się za bardzo - zgrzytnął zębami. - Będę się starał - obiecał mu.
Takano Ryu postarał się nie przesadzić z proszkiem do pieczenia. Włożył swoje mufinki do piekarnika i ukucnął przed nim cały czas z lekkim zainteresowaniem je obserwując.
Jun
- Uhm bo ja... - chłopiec mocniej przylgnął do Juna, jakby nie chcąc by go teraz zostawił. - Bo jak chciałeś...to on mi się przypomniał - zacisnął mocniej szczęki. To wciąż było dla niego żywą sprawą. W końcu nie minęły dwa tygodnie od gwałtu. - Ja nie jestem tak silny jak ty...
Takano
-Ale ja chcę - uparł się siadając na podłodze wygodniej i dalej obserwując swoje mufinki. - Mój będzie czekoladowy z dodatkiem mięty.
Jun
- Ale ja nie twierdzę, że mam trudniejszą sytuację - westchnął przeciągle. - Poza tym możesz mnie dotykać i na ciebie nie warczę, prawda? Możesz mnie przytulać i całować - burknął, patrząc mu prosto w oczy. - Nie minął miesiąc od gwałtu... a ty chciałbyś żebym ja tak nagle sobie z tym poradził... - poczuł piekące łzy, które zaraz wytarł rękawem. - Nie chcę się kłócić - oznajmił zaraz, wtulając się w niego mocno. - Jak chcesz możemy to zrobić - zacisnął mocniej drżące dłonie na jego koszulce.
Takano
- Jaki jest twój ideał partnera? Taki jak ciastko? - padło pytanie od innej dziewcyzny, która to starała połączyć się ciekawośc z tematem.
- Właśnie! A ktoś kogo kochasz jest takim twoim ideałem? Wpisuje się we wszystkie cechy twojego ideału? Ile ma lat? Jakie dziewczyny lubisz?
Jun
- Bo jak chciałeś mi pomóc przypomniał mi się on i... - Ryu urwał próbując złapać oddech. Przytulił się do Juna mocniej, szukając w ten sposób pomocy. Bardzo powoli łapał oddech i wypuszczał powietrze z płuc jak uczono go w szpitalu. - Przepraszam.
Takano
- A facetów? - zapytał Ryu, zanim ugryzł się w język. Nie odwrócił jednak wzroku od swoich mufinek. - Jaki kolor powinny mieć jak będą dobre?
Takano
- Wziąłem - Ryu potrząsnął głową by zapewnić go że nic mu nie jest. Oddychał już zdecydowanie lepiej. Sama obecność Juna mu pomagała. - Nic mi nie jest - szepnął znów się do niego przytulając. - Zjemy coś dobrego? - zapytał go zaraz.
Takano
- Sensei... dlaczego zająłeś się cukiernictwem? - zapytała go dziewczyna, która wcześniej próbowała połączyć swoje pytanie z gotowaniem. - Gdzie się uczyłeś? Trudno było? Sensei a jaka jest możliwość dla dziewczyny do zostania dobrym szefem kuchni>?
Jun
- Zrobię - uśmiechnął się chłopak odsuwając się od niego i schodząc z jego kolan. - A co byś chciał? - zapytał zaraz biorąc go za rękę i ciągnąc do maleńkiej kuchni, która była bardzo dobrze zaopatrzona.
Takano
- Nawet dla japońskiej kobiety z prowincji? - chciała wiedzieć dziewczyna.
- W Paryżu?! - parę innych dziewczyn krzyknęło z podekscytowania. - Widział pan wieżę eifla? Jak było? A kuchnia? A mężczyźni? A ubrania?! - zarzuciły go pytaniami.
- Sensei! - jeden chłopak z tyłu zaczął na niego machać ręką. - Moje mufinki palą się! - krzyknął otwierając piekarnik by ratować babeczki.
- Głupi - fuknął na niego Ryu, zamykając mu piekarnik. - Poparzysz się.
Jun
- Omlet - zdecydował chłopak uśmiechając się do niego szeroko. - Bo jest prosty, szybki i smaczny - pokazał mu peace i zaczął przyrządzać jedzonko. - I herbatkę do tego - dodał po chwili namysłu.
Takano.
- Przepraszam sensei - odparował cicho chłopak, który spowodował wypadek.
- Sensei! Moje chyba są już dobre! - zaczęły się odzywać głosy z różnych części sali.
Jun
- Jun? - Ryu obrócił się na pięcie, złapał go za rękę i pocałował w usta. - Ja ciebie też kocham - oświadczył z lekkim uśmiechem, wracając zaraz do pracy.
Takano
- Ale każdy musi zrobić taki sam? - odezwały się głosy.
- Jak zrobić czekoladowo miętowy? - zainteresował się Ryu.
- A ja bym chciała niebieski krem...
Jun
- Tak, muszę - Ryu wyłożył omlety na dwa talerze i podał je Junowi, samemu przygotowując sobie jeszcze leki do plastikowego kubeczka. Westchnął ciężko widząc ich ilość, ale postanowił nie kryć tego przed mężczyzną. - Ale dopiero po jedzeniu - wyszczerzył się do niego, pakując mu się na kolana, gdy tylko usiedli przy stole.
Takano
Ryu popatrzył na swój przepis i zaczął próbować się do niego stosować. Nie poszło tak jakby chciał i pierwsza próba wylądowała w śmietniku.
Jun
- Tak jest mistrzu - zasalutował mu, schodząc z jego kolan i siadając obok. - Smacznego - zabrał się za jedzenie popijając je jeszcze herbatką. - Jun-chan... a będę mógł jeszcze pójść do gorącego źródła? - zapytał go po chwili.
Takano
Po trzeciej próbie się poddał. Podniósł rękę do góry i kiedy Takano do niego podszedł pokazał mu jego mizerny krem.
- Nie chce wyjść - westchnął. - Ale nie wiem co robię źle - naburmuszył się. - Trzymam się przepisu i nie wychodzi.
Jun
Ryu skinął głową przytakując mu.
- Dobrze - zgodził się od razu. Nie miał potrzeby się kłócić. - To przyjedziemy tutaj.... w wakacje - oświadczył z wielkim uśmiechem. - Dobrze? Weźmiesz urlop i przyjedziemy, dobrze? Dobrze?
Takano
- Naprawdę - jęknął chłopak, raz jeszcze, krok po kroku robiąc krem i podając go do posmakowania Takano. - Widzisz? Coś nie gra... może jakiś składnik jest stary...
Jun
- Na pewno - potwierdził mu z uśmiechem chłopak, przytulając się do jego ramienia i kończąc jeść swój omlet. Wziął od niego widelczyk, nałożył na niego omlet i podał mu do ust.- Kocham cię - przytulił się do niego mocno ziewając zaraz i przecierając zmęczone oczy. Połknął wszystkie leki.
Takano
- Zrobię sam miętowy - stwierdził spokojnie. - Ale mogę dodać barwnika, żeby zmienić kolor? - zapytał go zaraz, sprawdzając ważność barwników spożywczych w jakie zaopatrzyła ich szkoła.
Jun
- Trochę tak - przyznał szczerze chłopak, ziewając raz jeszcze. Dopił do końca herbatę i przetarł zmęczone oczy. - Ale mogę spać z tobą, prawda? - upewnił się, bo nie wyobrażał sobie że miałoby tu być inaczej.
- A pośpiewasz mi do snu? - zapytyał zaraz z chytrym uśmieszkiem na twarzy, przytulając się do niego i całując go mocno, acz namiętnie. - Proszę? - zamrugał kilkakrotnie.
- Knocking on heaven's doors - odparł od razu, patrząc na niego z zaciekawieniem. Położył się na boku, by móc go swobodnie i bezkarnie oglądać. - Znasz?
Ryu uśmiechnął się do niego szeroko słuchając piosenki. Zasnął dopiero pod koniec, wtulając się w Juna ze wszystkich sił i kodując sobie w pamięci by pochwalić go za wykonanie z samego rana.
***
Kolejne dni spędzili w przyjemnej atmosferze. Ryu coraz rzadziej dokuczały koszmary, a już z całą pewnością były krótsze. Pozwalał też Junowi całować się po szyi i obojczykach. Z resztą nadal miał problemy, ale uważał że powolutku do wszystkiego dojdzie. Wrócili do Yukan dopiero w kolejną niedzielę. Ojciec Ryu nie był zadowolony jego urlopem, ale powściągnął się od uwag, gdyż chłopak przeprosił go za swoje zachowanie, następnie rzucając się w wir pracy. Jego sytuacja w domu niewiele się poprawiła, gdyż jego młodsza siostra zachorowała i musiała leżec w łóżku. Ryu raczej się do niej nie zbliżał nie chcąc samemu paść ofiarą zarazków. Kłótnie z ojcem stały się na porządku dziennym. Przez nie zarabiał co i rusz siniaki, które ukrywał przed Junem. Ojciec nie robił mu ich specjalnie. Tu chwycił za mocno, tam potrząsnął nim, innym razem odepchnął go od siebie, a Ryu wcale nie był bez winy. Prowokował te sytuacje, mimo że twierdził iż tego nie robi. Piątego dnia dostał temperatury. Udało mu się ją ukryć przed wszystkimi jeszcze trzy kolejne dni, kiedy to ograniczył kontakt z Junem do minimum, wykręcając się nawałem nauki.
***
W piątek wrócił po szkole kompletnie wykończony by zastać swojego ojca w przedpokoju.
- Porozmawiajmy - poprosił go starzec. - Dostałem wiadomość, że opuściłeś się w nauce - rzucił bez ogródek. - Możesz mi to wyjaśnić? Wagarujesz, Ryu - podniósł nieco głos, popychając syna na ścianę.
- Miałem trochę problemów, ale już wracam na prostą - odparł chłopak, wymijając ojca, ale ten chwycił go mocno za nadgarstek. Ryu skrzywił się nieco, wyrywając rękę z uścisku mężczyzny. Jednak chwilę później zakręciło mu się w głowie i jedyne co dalej pamiętał to krzyk jego ojca.
- Ryu! - mężczyzna złapał syna zanim ten zdążył upaść na podłogę i rozbić sobie głowę. Odgarnął spocone włosy z jego czoła i przyłożył doń dłoń. - Cholera, idiota - warknął biorąc syna na ręce. - Jun! Potrzebuję kierowcy. Jedziemy do szpitala - poinformował swojego pracownika.
- Chciałem z nim normalnie porozmawiać, a wyszło jak zwykle - przyznał spokojnie, spoglądając do tyłu na gorączkującego syna. - Stracił mi przytomność. Musiał przed nami ukrywać temperaturę - wywnioskował nieco chłodniej. - Głupie dziecko.
Nie musiał nic powiedzieć, a lekarka dyżurująca zareagowała natychmiast. Wzięła od niego chłopaka na badania i po dobrych 30 minutach poprosiła oboje mężczyzn do swojego gabinetu.
- Chciałabym z panami porozmawiać - oświadczyła dość chłodno. Patrzyła ostro na ojca chłopaka i nieco łagodniej na Juna. - Panie Amakusa, co pan najlepszego wyrabia? - zapytała go bez ogródek. - Może i pan powiedzieć co się dzieje?
- Gdzie jest Ryu? - mężczyzna olał pytania kobiety. - Chcę go zobaczyć. Nic mu nie będzie prawda? - upewnił się.
- Ryu jest w izolatce - odparła chłodno. - Jego organizm jest wyczerpany, odmawia posłuszeństwa. Wyników jeszcze nie mam - rzuciła. - Ale co najważniejsze... może mi panowie wytłumaczą skąd chłopak ma tyle sińców na ciele? - zapytała teraz przenosząc wzrok to z ojca chłopaka na Juna i na odwrót. - Zakładam, że pan jest ważną dla Ryu osobą - dodała patrząc na Juna.
- Z mojej - przyznał mężczyzna, patrząc na Juna pewnie. Nie widział sensu w kłamaniu. - Nie biłem go - dodał zaraz patrząc na lekarkę. - Powstały przez przypadek. Nie wiem ile siły mogę użyć, by nic mu nie zrobić...
- Najlepiej byłoby w ogóle siły nie używać - odparła lekarka zachowując spokój. - Ryu nie wyjdzie stąd szybko. Proszę się przygotować na co najmniej miesiąc - dodała. - A teraz chciałabym porozmawiać na osobności z panem - spojrzała na Juna, starego Amakusę odprawiając z numerem sali, w której leżał Ryu. Odetchnęła głęboko patrząc na Juna. - Niech się pan uspokoi - poprosiła go. - W takim stanie nie będę mogła pana wpuścić do Ryu - dodała po chwili.
- Tak, chciałabym poprosić pana o współpracę ze mną. Na razie ani pan ani pan Amakusa nie możecie do niego wejść. Leży w izolatce nie bez przyczyny. Chcemy wyeliminować możliwie jak najwięcej bakterii, zarazków - przyznała szczerze. - Będzie można go zobaczyć przez szybkę. Ryu nadal nie odzyskał przytomności, co trochę mnie martwi - dodała przeczesując dłonią włosy. - Jednakże, Ryu jest typem wojownika. Wyjdzie z tego. Będzie jednak potrzebował pomocy. I tu pan się przyda - uśmiechnęła się do niego pogodnie. - Sprawa jest prosta. Proszę go jak najczęściej odwiedzać. Dwa, trzy razy w tygodniu. Ryu będzie chodził tu na lekcje. Zostanie przeniesiony do oddziału dziecięcego dla młodzieży z chorobami długotrwałymi... - zatrzymała się na chwilę nie dodając już 'często nieuleczalnymi'. - Razem z 5 innych dzieci będzie pobierał lekcje jeśli będzie miał na to siłę. Mamy tutaj małą szkółkę, by dzieciaki nie traciły za dużo i mogły spokojnie nadrobić materiał po powrocie do domu - wyjaśniłą całą ideę. - Obowiązkowe też są wizyty u psychologa, ale Ryu to wszystko wie. Nie pierwszy raz tu leży. Te wizyty pomagają dzieciakom mieć wiarę, zbierać ich do kupy - przyznała dość kolokwialnie. - A pana zadaniem jest po prostu go wspierać tak jak robił to pan do tej pory - uśmiechnęła się lekko. - Niech go pan odwiedza, rozmawia z nim. Tylko tyle... bo mówiąc szczerze, podejrzewam że Ryu specjalnie nikomu nie powiedział, o swoim stanie zdrowiu. Chciał znaleźć się w szpitalu by odpocząć.
- Nie, to nie jest śpiączka - uspokoiła go. - Ryu jest po prostu bardzo słaby. Jego organizm walczy - uśmiechnęła się lekko. - Wyjdzie z tego - skinęła głową. - Wprowadzam pana w tę procedurę, ponieważ wiem, że jeszcze pana tu nie widziałam. Nie sądzę by ktokolwiek panu powiedział, jak wygląda długi pobyt dziecka w szpitalu - odparła. - Dlaczego panu? Widziałam jak pan na niego patrzył, jaki był pan spanikowany - oznajmiła. - A poza tym... Ryu wymamrotał jedno imię 'Jun', a to z całą pewnością nie jest jego ojciec. Wywnioskowałam więc, że to pan. Mylę się?
- Proszę się nie martwić. Mnie obowiązuje tajemnica lekarska - puściła do niego oczko, wstając z miejsca. - Więc jeśli już wszystko jasne, to do zobaczenia - uścisnęła mu dłoń, obiecując że zadzwoni, kiedy tylko chłopak odzyska przytomność.
- Oczywiście, tylko proszę nie wszcząć bójki - poprosiła go. - Bo może pan sobie tym samym załatwić czerwoną kartkę do tego szpitala... - mruknęła. - Ryu pewnie nie chciałby żeby pan pobił jego ojca - dodała jeszcze podając mu numer pokoju i kierunek w którym powinien pójść.
[dobranoc :*]
Ryu obudził się późnym popołudniem dnia następnego. Zmrużył lekko oczy od rażącego światła i spróbował usiąść. Zrezygnował z tego bardzo szybko opadając na poduszki. Spojrzał na monitory wzdychając ciężko. No tak, załatwił się. Typowe. Zsunął z ust maskę tlenową uznając że może oddychać samodzielnie.
- Załóż ją z powrotem śpiochu - usłyszał zaraz głos dobrze znanej sobie lekarki. Skinął głową uśmiechając się do niej słabo. - Witaj wśród żywych, znowu - puściła do niego oczko. - Twój kochaś czeka na zewnątrz - wskazała na szybę, gdzie stał już Jun. Chłopak spojrzał na niego i ponownie skinął głową. - Proszę - podała mu jego własny telefon, po czym opuściła salę. - Będzie dobrze - klepnęła Juna w plecy. - Dwadzieścia minut rozmowy - oznajmiła. - I wracam, on musi odpoczywać, dużo.
- Dobrze - wychrypiał chłopak. Nie dostał jeszcze wody i wiedział, że jeszcze mu nie wolno więc nawet o nią nie prosił. - Nie chciałem - zaczął cicho. - Żebyś go uderzył... - wzruszył lekko ramionami przymykając oczy. - Bo on...on nie bije, Jun-chan - wyjaśnił mu znowu.Mówił naprawdę powoli. Nie mógł zmusić się do szybszego wymawiania słów. Krztusił się gdy próbował. - Naprawdę... tylko... kiedy będę mógł wrócić do domu?
Ryu skinął głową przyjmując do wiadomości ten miesiąc, choć podejrzewał że pobyt się przedłuży. Zawsze tak było. Spojrzał na Juna i wyciągnął dłoń by go chwycić. Już nie musiał ukrywać, a jednak gdy zobaczył sińce na nadgarstku i przedramieniu odruchowo spróbował schować rękę.
- Uhm... przepraszam - wyszeptał. - Ja tylko... nie chciałem...żebyście też...się kłócili.
- Przepraszam że ci nie powiedziałem - chłopiec delikatnie ścisnął jego dłoń zamykając oczy. - Przepraszam - powtórzył cicho, dzięki masce tlenowej oddychając dobrze. - Jun-chan... boli - szepnął w końcu zaciskając mocno powieki. Serce mu trochę wariowało.
Ryu nie chciał go puścić, ale w końcu skapitulował. Kobieta podała mu środek na uśnieżenie bólu, a chłopak stwierdził ze zdziwieniem że jest strasznie zmęczony. Zasnął niedługo później.
[dobranoc dwa xD]
Tydzień później Ryu został przeniesiony do sali z innymi dzieciakami. W jego pomieszczeniu mieszkało jeszcze dwóch innych chłopaków w jego wieku. Ryu pochwalił się tym Junowi pisząc do niego smsa. Zdążył już załapać w jakich godzinach mężczyzna się pojawia, toteż tego dnia czekał na niego na parterze. Wciąż miał kroplówkę i polecenie nie wychodzenia na dwór, więc siedział w poczekalni obserwując bawiące się dzieciaki.
Ryu uśmiechnął się do niego lekko. Oparł głowę o jego ramię, po czym pomachał mu ręką, która była 'uwiązana' do stojaka z kroplówką.
- Czekam sobie na ciebie - wyjaśnił spokojnie. - Dobrze mi się z nimi rozmawia. Jeden ma astmę w stadium zaawansowanym, a drugi raka płuc - wymienił ich choroby.
- Lepiej - potwierdził z uśmiechem. - Napisałem do siostry by przygotowała mi trochę rzeczy... przywieziesz je jutro? - zapytał zaraz, przytulając się do niego lekko. - Parę bluz, dres, trochę książek, materiały do pisania - wymienił na szybkiego. - Ona wie gdzie co jest, przygotuje... tylko przywieziesz mi? Proszę? - ucałował go w policzek.
Ryu zacisnął mocno wargi, siadając mu na kolanach. Wtulił się w niego mocno na chwilę zamykając oczy. Skinął głową bardzo powoli z lekkim wahaniem.
- Postaram się - obiecał. - Tylko ja się boję czasem... jaka będzie twoja reakcja. Jak na te siniaki - przyznał cicho. - Bo on mnie nie bije, naprawdę - oświadczył mu całkowicie poważnie. - Tylko szarpnie czasem mocno - schował głowę w jego pierś. - I nie chciałem cię martwić...
- Przepraszam, nie chciałem cię tak unikać - przeprosił go chłopak zwracając uwagę na kroplówkę. Przysunął ją bliżej, by jej nie ciągnąć. - Będę ci mówił - obiecał szeptem. - Tylko proszę... nie reaguj pochopnie - uścisnął go mocniej. - Kocham cię.
- Ale nic ci nie zrobił, prawda? - upewnił się zaraz chłopak przytulając go mocniej. - Nic ci nie zrobił tak? - chciał wiedzieć. Ucałował go mocno zamykając lekko oczy. - Prawda? Nie skrzywdził cię?
- Uhm... cieszę się, że nic ci nie zrobił - przytulił go mocno, po czym skinął powoli głową. - Ale... ja chodzę naprawdę wolno - ostrzegł go nieco się tego wstydząc.
- Miałem bardzo dużo czasu. Szedłem godzinę, ale robiłem sobie przerwy - uśmiechnął się do niego. - Uhm... ale będziesz musiał uważać na moją kroplowkę - wyszepyał.
- Ale mi się nudziło - przyznał cicho chłopak, okrywając się mocno kołdrą. Poczekał aż Jun osłoni ich zasłonką, po czym złapał go za rękę, przytulając ją do siebie. - Jak się czujesz po spotkaniu z tatą? - zapytał go.
- Przepraszam - szepnął. - Zawaliłem,...
Ryu skinął głową, chwytając Juna mocniej za rękę i przytulając ją do swojego policzka.
- Kocham cię Jun-chan - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Powiedziałem chłopakom, że jesteś moim chłopakiem. Nie sądzą, że to coś złego.
Ryu skinął ponownie głową, po czym puścił jego dłoń, żeby dokładniej się przykryć. Uśmiechnął się do niego nieco mocniej.
- A dasz mi buzi? - zapytał go zaraz. - Uhm ale ja ostatnio robiłem to co on chciał - wymamrotał. - Chodziłem do szkoły, gotowałem, sprzątałem, wychodziłem z psinką... a on nadal był zły na mnie...
- Przyjdziesz też jutro? - zapytał go zaraz, obserwując go uważnie. - Będę mógł cię odprowadzić chociaż do windy? - padło kolejne pytanie. - Wyglądasz na zmęczonego...musisz więcej odpoczywać - poradził mu.
- Naprawdę masz dość naleśników... - zaśmiał się chłopak po czym westchnął cicho. - Mou... ale tylko do windy - wymamrotał, przecierając zmęczone oczy. - Bo ja bym chciał się przytulić...
- Muszę nauczyć Reiko gotować coś jeszcze - zdecydował śmiejąc się pod nosem. Przytulił się do jego ramienia. - Dobrze, tylko do windy - obiecał z uśmiechem, szczęśliwy że może go odprowadzić. - Tylko ładnie opiekuj się Kiarą - poprosił go.
- Tak jest - uśmiechnął się przystając tuż przy windzie. - Ale nie mam skąd brać ciasteczek... Kurosagi-san już nie piecze - wymamrotał niezadowolony. - Nie odwiedza cię już? - zapytał zdziwiony.
Ryu pokiwał mu na do widzenia i wrócił do swojej sali, jeszcze przez chwilę plotkując ze swoimi nowymi przyjaciółmi.
***
Reiko czekała w domu na Juna, a gdy ten przyjechał złapała go za rękę i pociągnęła do swojego pokoju, gdzie już siedziała Aoi i mały Yuto.
- Siadaj - popchnęła Juna na łóżko, samej siadając na krześle. Aoi zmrużyła oczy chwilę studiując Juna.
- Jun-nii musisz coś zrobić - oświadczyła poważnie. - Tata jest nie dobry - burknęła.
- Ciągle krzyczy i krzyczy - dodał Yuto.
- Pojechał do szpitala dwie godziny temu i jeszcze nie wrócił - odparła Reiko. - Nie spotkałeś go tam? - zapytała unosząc lekko brew. - Był zły bo poszedł na zebrania z rodzicami i okazało się, że słabo nam idzie - westchnęła.
- Jun-nii - Yuto usiadł mu na kolana mocno się do niego przytulając. - Tatuś nie będzie zły, prawda? - zapytał cicho.
- Nie będzie - wywróciła oczyma Reiko. - Spakowałam już torbę dla Ryu - dodała po chwili. - Wszystko o co prosił - uśmiechnęła się lekko. - I trochę słodyczy... żeby nie umarł tam z głodu.
- Zrobione - potwierdziła Aoi.
- Już powinien wrócić. Miał pojechać tylko na godzinkę... ale nie wiem czemu go nie widzieliście - westchnęła Reiko. - Zrobiłam dzisiaj gulasz - dodała po chwili.
- Szkoda - westchnęła. - Skorzystałam z przepisu Ryu - wyjaśniła. - Chyba nie wyszło takie złe, bo Yuto poprosił o dokładkę - dodała z lekkim uśmiechem.
***
Ryu podniósł się na poduszkach, siadając w końcu. Spojrzał na swojego ojca wyraźnie zaskoczony. Uśmiechnął się do niego lekko.
- Myślałem, że nie lubisz mnie odwiedzać - zauważył cicho.
- Bo nie lubię. Szpitale nie są moimi ulubionymi miejscami, nawet jeśli w nich leżysz - odparł mężczyzna, kładąc na szafce nocnej chłopaka trochę pomarańczy. - Jun odwiedza cię codziennie, prawda?
- Tak... - chłopak poczuł się trochę niepewnie.
- Powiedz koniecznie. Jutro wypróbuję inny przepis - obiecała z lekkim uśmiechem podbudowana.
- Uhm... - dziewczyna usiadła przed nim zakładając kosmyk spadających włosów za ucho. - Jeszcze nie byłam u lekarza - wyznała cicho. - Chciałam poprosić Ryu żeby ze mną poszedł, bo tata... powiedział że chyba śnię, że on to zrobi - zagryzła lekko wargę. - Ale Ryu jest teraz w szpitalu i nie chcę go niczym obarczać.
- Bałam się iść sama - wymamrotała zawstydzona, ale zaraz skinęła głową. - Dziękuję - uśmiechnęła się do niego lekko, idąc do pokoju by zadzwonić do szpitala.
- Nie ma to jak w domu - odezwał się Toma wchodząc do środka. Przeciągnął się lekko wchodząc do kuchni, by nałożyć sobie gulaszu.
- Odwiedziłem Ryu w szpitalu - odparł spokojnie, biorąc pełną miskę gulaszu wraz z piwem i siadając przy stole. - Obyło się bez kłótni, ale dostał dość mocnego ataku - westchnął ciężko. - Jak wychodziłem spał podłączony do aparatury. Nie wypuszczą go tak szybko.
- Nie kłóciłem się z nim - odparł nieco chłodniej. - Powiedziałem mu tylko co myślę o waszym związku - żachnął się. - Powiedziałem mu co od niego oczekuję, to wszystko - zabrał miskę z gulaszem i piwo udając się do swojego pokoju.
Mężczyzna mu nie odpowiedział. Uśmiechnął się tylko lekko, po czym zamknął się w swoim pokoju.
Kiara szczeknęła na niego niezadowolona, zabierając pozostałe papierosy i zakopując w ogródku. Szczeknęła jeszcze parę razy ostrzegawczo.
- Nie mamy o czym rozmawiać - odparł spokojnie mężczyzna. - Nie zamierzam cię wyrzucać z domu - dodał po chwili kończąc zmywanie naczyń. - Jutro pojedziesz do Ryu to wszystkiego się od niego dowiesz.
Następnego dnia Ryu wpadł na Juna na parterze szpitala, kiedy to wychodził z gabinetu pani psycholog. Odbił się od niego jak piłka i upadł na ziemię, krzywiąc się przy tym lekko i ocierając łzę z oka, kiedy kroplówka mu się odłączyła od ręki.
- Ała - jęknął, patrząc na Juna. - Przepraszam... nie zauważyłem cię - przyznał.
Spojrzał na swoją rękę i pokiwał głową.
- Pójdziemy do lekarza - odparł pozwalając mu zabrać jeszcze pozostałości po kroplówce. - Bo trochę boli - przyznał, czując że wypada poinformować o tym lekarza. Podszedł do jednego z nich i wyjaśnił co się stało, a mężczyzna od razu go obejrzał. Chwilę później Ryu miał nową kroplówkę i mógł wrócić do pokoju.
- To ile teraz palisz dziennie? - zainteresował się.
Ryu popatrzył na niego trochę niepewnie, ściskając jego dłoń nieco mocniej. Przez chwilę tylko patrzył na niego oddychając nieco szybciej, po czym położył się na poduszkach i zamknął oczy.
- Nie mówił nic takiego - szepnął. - Tylko... tylko... że mam pomyśleć o studiach, jeśli chcę potem przejąć jego interes... i jeśli chcę ci dorównać.
Ryu pokiwał przecząco głową.
- Powiedział, że jeśli chcę z tobą być to muszę popatrzyć na siebie. Na moją przyszłość i takie tam. I że nie mogę się ograniczać, bo ty pracujesz w Yukan - wyjaśnił cicho.
- Uhm bo ja pomyślałęm, że skoro jesteś w Yukan to ja odpuszczę studiowanie... bo po co. Mam ciebie to nie muszę studiować, prawda? - uśmiechnął się do niego.
- Ale jesteś, a to zmienia wszystko - fuknął na niego chłopak, chowając się zaraz pod kołdrą i oddychając chwilę głęboko, udając że Juna obok nie ma. Poczochrał się po włosach. - Jesteś - mruknął spoglądając na niego. - Nie chcę studiować.
- Mówił, że się wydałeś. Że to widać jak na mnie patrzysz, a poza tym nagle jeździsz do miasta codziennie do wyimaginowanych znajomych, a przecież wcześniej tego nie robiłeś - zauważył wywracając lekko oczyma i odkasłując trochę. - Nie pojadę na studia, bo będę musiał cię zostawić.
- Nie, jest ok - uśmiechnął się do niego łapiąc go za rękę i ciągnąc lekko na swoje łóżko, bo chciał się do niego przytulić. - Dają, ale takie nie dobre... poprosisz Kurosagi-san o bułeczkę z czekoladą dla mnie? - poprosił go zaraz.
- Mogę - odparł przytulając się do niego. - Pani doktor nie mówiła żadnych zakazów... - wymamrotał zaraz biorąc torbę z rzeczami i wyciągając żelki. Uśmiechnął się szeroko. - Podziękujesz Reiko?
- Nie, dzięki. Więcej mi nie trzeba - podrzucił kumplowi czekoladę, a drugiemu ciasteczka. - Na koszt firmy - zaśmiał się, kładąc się znów na łóżku i przymykając oczy. - Jak jutro będziesz wpadał... to godzinę później ok? Od jutra muszę chodzić na lekcje...
- Pani doktorka mówiła, że będę miał dużo testów przez najbliższe dni - westchnął cierpko. - I w ogóle, że będzie mnie gnębić i gwałcić tymi testami. Tysiąc razy pobranie krwi, ćwiczenia wydechowe i inne pierdoły - burknął, przytulając się do Juna. - Powiedziała, że nie ma zmiłuj więc moimi bułeczkami z nikim się nie podzielę!
- Nie wiem - odparł zgodnie z prawdą. - Doktorka mi nie powiedziała - położył się wygodniej w łóżku.
- Poza tym, że kazała mu nie pytać bo jest na niego wściekła - dodał śmiejąc się pod nosem jeden z chłopców obdarowanych czekoladą.
- Oj bo ona się ciągle na mnie wścieka - wywrócił oczyma Ryu.
- Bo jesteś nieznośny - żachnął się drugi chłopak.
- Matko! Ja po prostu nie umiem siedzieć w łóżku nooo...
- To teraz ci obiecał, że przeżyję - wywrócił oczyma Ryu. - Bo inne obietnice a propo zdrowia nie wyjdą - uśmiechnął się do niego słabo. - Jun... - spojrzał na niego nieco zdziwiony. - Kręci mi się w głowie...
- Nie wiem - odparł. - Jest mi zimno Jun i kręci mi się w głowie - szepnął, łapiąc go za rękę i zaciskając oczy by nie dwoiło mu sie przed oczyma. - Jun... idź już do domu...
Lekarzowi wystarczyło jedno spojrzenie na kroplówkę chłopaka. Odłączył go automatycznie, patrząc na napuchniętą rękę w miejscu gdzie przed chwilą była kroplówka.
- Siostro - zawołał pielęgniarkę by zaraz zacząć naprawiać szkody. Ryu nie patrzył na nich, walcząc z mdłościami. - Dam mu niegroźny lek łagodzący ból - wyjaśnił Junowi, bo w tej chwili tylko tyle mógł zrobić. - To nasza wina. Ktoś podał mu złą dawkę...
- Może pan - mężczyzna ukłonił się mu uciekając z pomieszczenia. Ryu wciąż nie otwierał oczy, chowając się pod kołdrą.
- Boli - wyjaśnił, masując pod kołdrą swoje serce.
- Idź sobie Jun, idź sobie, idć - poprosił go. - I przyjdź jutro - spojrzał na niego nieco się trzęsąc z zimna. - Jak pójdziesz i wrócisz to ja nie umrę prawda? Prawda? Prawda? - zapytał go. - Nie umrę... odwiedzisz mnie i nie umrę.
Ryu pokręcił przecząco głową, chowając się całkowicie pod kołdrą. Leżał w ciszy tylko się trzęsąc pod kołdrą. Zacisnął rękę na oczach nie chcąc nikomu pokazać że płacze. Szlochał bezgłośnie ze strachu.
Odwrócił wzrok i zacisnął mocniej oczy, chcąc już zasnąc albo udać że śpi, żeby Jun go zostawił i pozwolił mu na chwilę słabości.
Ryu ponownie schował się pod kołdrą, szukając jakiejś ucieczki przed Junem. Najchętniej poszedłby do łazienki zostawiając wszystkich za sobą, ale nie mógł. Nie miał na to siły.
Ryu pokiwał twierdząco głową. Nie mógł się pozbierać. Został pod kołdrą cicho płacząc. Bał się bardzo, ale nie umiał się pokazywać w takich chwilach komukolwiek.
Ryu siedział na łóżku ze spuszczoną głową, oddychając powoli. Kiedy zobaczył Juna wstał z łóżka i podszedł do niego, przytulając się do niego mocno.
- Jun-chan... pójdziesz ze mną na dach? - zapytał go cicho, wciągając na siebie grubą bluzę (Juna zresztą), żeby nie marudził że się przeziębi.
- To założę jeszcze jedną - zaproponował wkładając na siebie jeszcze kurtkę i wyciągając z reklamówki jedną bułeczkę, resztę chowając w szafce nocnej. - Nie podjadać - fuknął na chłopaków. - NIe, tylko... - złapał Juna za rękę ciągnąc go do schodów a potem na samą górę na dach. - Chciałem przeprosić - wymamrotał, wtulając się w niego. - Za wczoraj...
- Przepraszam - powtórzył cicho zaraz jednak uśmiechając się lekko do niego i siadając na ławeczce. Posmakował bułeczki z lekkim uśmiechem. - Pyszna! - oznajmił radośnie.
- DObrze, że masz takiego przyjaciela - uśmiechnął się szeroko, jedząc ją dalej. - Jest pyszna - powtórzył raz jeszcze oblizując wargi. Przytulił się lekko do niego. - Dziękuję... że jesteś.
- Będę mu musiał za to podziękować - odparł ze śmiechem. - I chyba coś dla niego zrobić w ramach rewanżu - zaczął zastanawiać się nad rekompensatą dla Tomo. - Jun? Poczytasz mi trochę dzisiaj?
Prześlij komentarz