Imię:Jun
Nazwisko:Mikami
Wiek:27
Ur.:
2.04
Orientacja:
4 w skali Kinseya
Wzrost:
184 cm
Waga:
65 kg.
Zawód:balsamista
Historia.
27
lat i 9 miesięcy temu pewien pijany bogaty biznesmen przez przypadek
zaplodnil córkę znajomych swoich rodziców. 2 miesiące
później został zmuszony do poslubienia jej. I tak Akira
Mikami i jego nowa żona Natsuko powoli się w sobie zakochiwali. No
ale nie o nich mowa. Kiedy dla Natsuko nadszedł czas rozwiązania
była piękna słoneczna pogoda. Jun przeszedł na świat wcześnie
rano oznajmiajac swoje przybycie głośnym, zdrowym płaczem. Chłopak
rósł zdrowo, otoczony matczyną opieką, wśród
przyjaciół...ale...przecież nic nie może trwać wiecznie.
Jun skończył już 15 wiosen. Czekał przed szkołą na rodzicielke
aby pochwalić się najlepszymi stopniami, widzi ją, jest po drugiej
stronie ulicy, macha jej, woła, ona przechodzi i...uderza w nią
samochód. Kobieta ginie na miejscu na oczach syna. Chłopak
podbiega do zakrwawionej matki jednak nie może jej już pomoc. Ledwo
przekroczył próg mieszkania a ojciec zaczął na niego
krzyczeć. Już wiedział co się stało. wyrzucił mu wszystko
prosto w twarz. Ze jest niechcianym dzieckiem z przypadku i ze zabił
kobietę która on mimowolnie pokochał. Nie minął rok jak
wszystko uległo ogromnej zmianie. Ojciec już nie traktował go jak
syna. Bardziej jak dziwke która może mieszkać w jego domu za
usługi. Chłopak był wykorzystywany seksualnie obojętnie czy jego
ojciec był pijany czy trzeźwy. Kiedy w końcu skończył szkole
wyjechał studiować. Uczył się na balsamiste, dzięki temu ze
skupił się głównie na nauce teraz jest najlepszy jednak...W
czasie studiów miał dwie dziewczyny. Obie popełniły
samobójstwo a on balsamowal ich zwłoki. To było dla niego
zbyt wiele. Ledwo skończył studia postanowił wyjechać, uciec.
Miejscem do którego uciekł zostało małe miasteczko przy
morzu-Yukan. Mieszka tam z rodziną Amakusa pracując w domu
pogrzebowym głowy rodziny.
Charakter
Patrzysz
na niego i widzisz malujące sie na twarzy opanowanie i spokój.
Po godzinie rozmowy jeszcze bardziej utwierdzasz się w przekonaniu
ze właśnie taki jest...nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Pod
pokerowa maską kryje się wiele emocji związanych z jego
przeszłością. Bardzo łatwo go zdenerwować. Boi się z kimś
wiązać przez śmierć obu partnerek oraz wszystko co zrobił mu
ojciec. Jest impulsywny jednak jeśli trzeba potrafi usiąść i się
zastanowić. W swojej pracy jest bardzo dokładny a poza nią
straszny z niego pedant. Wszystko musi mieć dokładnie poukładane,
nie zniesie bałaganu. W swoich uczuciach jest wierny i szczery,
jednak stara sie nie przywiązywać do ludzi w obawie przed ich
stratą. Ale kiedy mimowolnie przywiąże się i zakocha...jest
troskliwy i opiekuńczy. Nie bój sie poznać go lepiej.
Wygląd.
Wysokie
kości policzkowe, ciemne dłuższe włosy i jeszcze ciemniejsze
często podkrążone od niewyspania oczy. Wzrost i ciało modelka z
ładnie wyrzeźbionym torsem.
*pali
papierosy miętowe jak i smakowe cygaretki
*ma
dosyć słabą głowę i odlatuje po dwóch piwach
*lubi
ostrą kuchnię
*od
czasu do czasu lubi wypić sobie matche lub matcha latte
*nie
cierpi kawy
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
*Po pracy z trupami potzrebuje ciepła ludzkiego ciała.
*trenował kick boxing, krav mage i muai thai
*ma motor (swój skarb) ściagacza ducati
~~Powiązania~~
[Nie gryzę i nie połykam w całości...Jun...no głowy nie dam XD chętna na wątki i powiązania]





5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»- No pewnie, ale to będzie jego decyzja - uśmiechnął się lekko. - Co postanowi to zrobi.
- Powodzenia - poklepał go po plecach, sprawdzając tylko opatrunki i kiwając głowa z uznaniem.
- Tak - skinęła głową z lekkim uśmiechem. - Tylko bardzo się boi... wcale się jej nie dziwię. Obiecałam jej, że nie zmienisz zdania i pośpisz u nich dzisiaj - przeprosiła że potwierdziła to kompletnie bez jego wiedzy. - Więc co ci leży na serduchu.
[ekhem... ale ja nie studiuje psycholgii T^T]
Aya skinęła głową, po czym przyjrzała się mu uważniej.
- Czyli wierzysz w niego, ale boisz się, że historia się powtórzy, skoro już 3 razy tak zrobiła - podsumowała lekko się uśmiechając. - Czy Ryu różni się czymś od twoich byłych? Czym się różni? Ale jego osoba, a nie twoje uczucia do niego.
[to się domyśliłam xD chodzi mi teraz o tęrozmowę xD mogę spieprzyć :P]
- Mhm i wiedziałeś, że jest chory zanim się zakochałeś - przypomniała mu. - Tam były to nieszczęśliwe wypadki, tutaj jest choroba, z którą Ryu walczy od dawna - zacisnęła wargi. - Jun, a próbowałeś stanąć na miejscu Ryu? Co byś zrobił będąc w jego stanie? Poddałbyś się? Przecież on ma dla kogo walczyć - mruknęła. - Ale ty chyba nie ufasz też lekarzom co nie?
- W tym właśnie problem Jun... że ty nie chcesz mu pokazać swoich prawdziwych odczuć - odparła cicho. - Nie sądzisz, że gdybyście o tym oboje porozmawiali, to wam obu zrobiło się lżej na sercu? Ty nie musiałbyś udawać, ale i on nie musiałby tego robić. Nie czułby się w obowiązku - zauważyła cicho.
- To by zaczął się bardziej starać, by ci udowodnić że nie jest to regułą. Ryu nie znasz? - uśmiechnęła się delikatnie. - Poza tym on na pewno też przed tobą ukrywa jak bardzo go boli... jak bardzo źle się czuje i jak bardzo się boi. Nie chciałbyś, żeby ci powiedział prawdy? Żeby nawet popłakał przy tobie a nie... uśmiechał się nieszczerze?
- Jun, ale ja cię wcale nie chcę atakować - jęknęła kobieta. - Powiesz kiedy uznasz to za słuszne. To ma być twoja decyzja a nie moja, prawda? A jeśli mogę coś powiedzieć jako twoja przyjaciółka to tak... najlepiej by było gdybyś mógł go wtedy potulić.
- Sny są zawsze zdradliwe... hm może mów sobie przed zaśnięciem, czy powstarzaj w myślach, że Ryu żyje i nic mu nie będzie. Jak z nim spróbujesz to może też ci to pomoże - westchnęła ciężko. - Poszukam czegoś w moich mądrych książkach... no bo ze snami to zawsze jest trudno...
W nocy przyszedł do niego jeszcze Yuto uznając, że jak jest impreza to on też chce spać z resztą. Wgramolił się na materac Juna mocno się do niego przytulając, a rano musiał ich wszystkich dobudzić Kei waląc w patelnię.
- Wstawać Zrazy! - krzyknął. - Jedziemy do szpitala największy Zrazie, a reszta na dół. Ojciec chce z resztą gadać.
- Hm? Nigdy o tym nie słyszałem - odparł szczerze Kei, a Reiko jęknęła głośno.
- Kei tak walił od zawsze... jak chciał nam dokuczyć - wymamrotała.
- Nie umówiłem tego na konkretną godzinę, ale umówiłem Ayę na konkretną godzinę... a twoje auto jest przed szpitalem.
- Dzisiaj są grzanki. Już ci spakowaliśmy śniadanko, jesz w samochodzie. Jesteśmy trochę spóźnieni - przyznał cicho Kei, podając mu jeszcze parującą kawę i schodząc do samochodu.
- Cieszę się - przytuliła go lekko wsiadając wraz z nim do tyłu. - Ale musisz zrozumieć Keia. On sam jest zdenerwowany. Pierwszy raz zobaczy swoje dziecko na badaniu w moim brzuszku - uśmiechnęła się lekko. - Jest strasznie zestresowany.
- NIE JESTEM! - burknął Kei, odpalając samochód 3 razy zanim zapalił.
- Nie jestem zestresowany - powtórzył wyraźnie im kłamiąc i ruszył z miejsca. Musiał 4 razy przetrawić słowa Juna zanim dotarł do niego ich sens. - Zaprowadzę cię do lekarki prowadzącej Ryu, ona ci wyjaśni co i jak. Acha... i potem też będzie chciała z tobą porozmawiać o przepustce Ryu.
- Tak o tej... chce ci powiedzieć jakie beda zasady i tak dalej. Bo ona chce Ryu wypuścić tydzień przed świętami i pozwolić mu pobyć w domu dobre dwa tygodnie - wyjaśnił po prostu, zaraz go piorunując wzrokiem. - Odczep się od mojego zdenerwowania.
- Ty jej na razie nic nie mów o tym wariacie, dobrze? Bo jeszcze nie zgodzi się go puścić - poprosił go. - Jakoś damy rady z Hikaru - mruknął. - Zresztą ojciec chce ci dać wolne na te dwa tygodnie, więc będziesz mógł się zajmować Ryu calutki czas - dodał ze śmiechem, parkujac przed szpitalem. - Ok... idę się sztachnąć...
- Już teraz tego nie pal - wyciągnęła mu papierosa z rąk i schowała do swojej torebki. - Jun, będzie dobrze - poklepała go pokrzepiająco po plecach i podprowadziła do odpowiedniej kobiety. - Ryu cię nie zje - mruknęła jeszcze przytulając go lekko. - Jest pani - skinęła głową, a kobieta od razu przeszła do rzeczy tłumacząc Junowi co mu wolno a czego nie i prosząc go o przebranie się w czyste ciuchy.
- Ryu nie śpi - oznajmiła w końcu. - Tylko proszę się nie przestraszyć. Może pan poczuć wszystkie jego kości bo na nim teraz żebra można liczyć - odparła nieco kolokwialnie. - Może też się trząść. To normalne, jest bardzo osłabiony.
Ryu przetarł zmęczone oczy zaskoczony, zamrugał kilkakrotnie zanim uśmiechnął isę do niego lekko.
- Ale...nie chcesz mnie...jeszcze balsamować prawda? - upewnił się, czy już nie śpi, wyciągając do niego ręce bo aktualnie nie był w stanie usiąść na łóżku, choć próbował.
- Chcę - odparł prawie natychmiast, chcąc jak najmocniej się do niego przytulić i kiedy Jun wziął go na kolana, od razu wtulił się w niego mocno chowając twarz w jego pierś. - Kocham cię - szepnął. - Tak bardzo, bardzo - wyjaśnił mu
- Ale ja nie zginę - odparł cichutko, czując łzy na policzkach. - Ja nie umrę Jun - powtórzył nieco mocniej. - Nie umrę - zapewnił go, w końcu patrząc mu prosto w oczy. - Boli - przyznał zagryzając lekko wargi. - Boli i bardzo się boję - dodał po chwili, wycierając łzy z policzków. - Ale nie umrę, bo... bo cię kocham i chcę z tobą żyć długo. Chcę studiować, potem otworzyć studio fotograficzne i zbudować nam domek... - wyjaśnił nieco zawstydzony. - Ale Kiara zamieszka z nami - ostrzegł go, że bez psinki się nie rusza nigdzie. - A jak umrze...to weźmiemy innego psiaka.
- Najpierw...muszę wyjść ze szpitala - uśmiechnął się do niego, ponownie się w niego wtulając. - Potem powtórzyć klasę, a potem studia... u Keia w Kioto i uhm będziesz mnie odwiedzał, ja ciebie też... przecież cię kocham - wyjąkał czując łzy pod powiekami i zaraz zapłakał cicho. - Gome Jun-chan...cieszę się, że...że tu jesteś.
- Będę musiał jeździć na wózku - szepnął chłopak, już nie wspominając o tym że już teraz nie może utrzymać się na nogach. Po prostu był za słaby, a jego lekarka mówiła, że po tym wszystkim czeka go jeszcze rehabilitacja. - I dużo leżeć i odpoczywać - dodał cicho. - Ale, ake... będziesz mnie wtedy tulił cały dzień? Caaaaały?
- Jak słońce - uśmiechnął się delikatnie. - Uhm mogę już do łóżka? - zapytał go zaraz. - Troszkę kręci mi się w głowie i mi słabo - przyznał cicho, czując że nawet siedzenie go męczyło. - Przepraszam Jun-chan.
- Jun? - chłopak złapał go delikatnie za rękę i splótł ich palce. - Ja nie umrę, nie musisz się bać tego. Nie umrę, obiecuję - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Poczytasz mi coś jeszcze... przez telefon? Proszę...
- Po jutrze - poprosił go Ryu. - Jutro będzie dużo badań i potem będę spał - wyjaśnił mu. - Jun-chan... ale po jutrze przyjedź - powtórzył.
- Widziałam... tęskni za panem - uśmiechnęła się lekko zapraszając go do swojego gabinetu. - Ryu ma coraz lepsze wyniki jeśli chodzi o odrzucanie przeszczepu. Ponownie zaczyna go akceptować - oznajmiła pokazując mu cyferki na wykresie. - Dlatego chcę dać mu nagrodę i wydłużyć mu tygodniową przepustkę do dwóch tygodni. Tylko tak... on nie będzie mógł za długo przebywać na dworze. Najlepiej żeby w ogóle nie wychodził, ale jak już wyjdzie to nie dłużej niż piętnaście minut. Unikać przewiewów i wszystkiego co mogłoby mu przynieść chorobę. Do jedzenia... posiłki lekkie i małe. On ma teraz zmniejszony żołądek. Nie będzie mógł jeść dużo. On sam pewnie zdecyduje ile może. Tylko tak regularnie. Trzy posiłki co najmniej, nawet jeśli to będzie pół miseczki ryżu jednorazowo.
- Nie, nie przesadzajmy - uśmiechnęła się. - Chcemy, żeby Ryu miał w miarę normalne warunki w domu - odparła. - Jeśli nikt nie będzie chory, czy przeziębiony, maski nie będą konieczne - odparła. - Pić może co chce i najlepiej dużo... przez pierwsze dni nie szkodzące na żołądek. No i pod przykryciem siedzieć, czy też leżeć ma. Za dużo niech nie chodzi... chyba że używając wózka - zakończyła. - I to będzie na tyle - dodała po chwili, myśląc co by tu jeszcze. - Nie palić przy nim...ale to chyba jest jasne.
- Może go pan nosić - zgodziła się. - Eh Ryu może trochę wymiotować, ale proszę się tym nie przejmować. To będzie naturalne, bo przejdzie na normalne jedzenie i może przez pierwsze dni być to dla niego za dużo. Potem się przyzwyczai - zapewniła go. - Na razie nic więcej.
- Nie wychodzi - przyznała mu rację. Ma cewnik moczowy - dodała. - Ale do domu już go nie będzie miał i będzie mógł samodzielnie się wypróżniać - dodała. - Proszę mu pozwolić robić to samemu. Poza tym po powrocie do szpitala nie zamierzam go już dawać do izolatki. Wróci na salę.
[czo to za aktor z twoich gifów? ^^"]
- Nie mam nic przeciwko słodyczom, jeśli tylko Ryu będzie miał na nie ochotę. Tylko nie zmuszać, ale to raczej jasne - uśmiechnęła się lekko. - Jak będzie chciał spróbować znów utrzymać się na nogach, może to robić - dodała. - Ale i tak nie ominie go tu rehabilitacja.
- Nie dziękuję - machnęła ręką. - Mam już numer do taty Ryu i do Keia, więc w razie czego sobie poradzimy. Jest pan już wolny - uśmiechnęła się. - I proszę myśleć pozytywnie, bo nie jest źle.
- Jak było? dałeś radę? - zainteresowała się kobieta, kiedy Kei pokazywał mu zdjęcia tłumacząc co gdzie jest.
- Czyli dałeś radę i nie było tak źle jak się obawiałeś, że będzie - podała mu papierosa. - Jestem z ciebie dumna - dodała z uśmiechem.
- Będzie dziewczynka - uśmiechnął się Kei, będąc już dumnym tatą. - Serduszko bije zdrowo i rozwija się dobrze - dodał, chowając zdjęcia do torby.
- Wiem, wiem - odparował Kei. - Dużo ograniczeń, ale będzie w domu, będzie nas miał na co dzień i na pewno poczuje się lepiej - uśmiechnął się szerzej. - No bo jak widziałeś... tęskni za tobą.
- O i świetnie... będę miała darmową opiekunkę do dzieci - zatarła ręce z uciechy Aya, oczywiście troszkę żartując. - Duże plany, ale to dobrze, bo to oznacza że on wierzy że się uda wszystko. I że będzie żył długo i szczęśliwie z tobą, szczęściarzu - klepnęła go w plecy.
- Pewnie że będę, to mój młodszy braciszek w końcu - odparł swobodnie Kei. - O... pójdę się mu pochwalić, że widziałem swoją córcię - zdecydował idąc w stronę sali RYu.
- Nie, jeszcze się nie zastanawialiśmy, ale... chyba dam mu wybrać - uśmiechnęła się zaraz. - No wiesz... niech się cieszy.
- On nie będzie przy porodzie... a przynajmniej nie w sali - odparła zaraz. - To już razem ustaliliśmy... za bardzo by mi się przejmował. Jeszcze by stracił przytomność i co ja bym zrobiła, hm?
- Jest i to całkiem przyzwoitym lekarzem. Tylko, jeśli chodzi o mnie i teraz pewnie też o naszą małą... wpada w paranoję - westchnęła chichocząc lekko. - Ale to w sumie słodkie. Wiem, że mnie kocha.
- Ryu śpi - Kei wrócił do nich i zabrał od Ayi plecak. - No... dzisiaj możesz jechać - stwierdził patrząc na Juna. - Ale powoli i nie szarżuj - ostrzegł go.
[ skipamy do świąt xD na razie katastrofalnych pomysłów brak xD]
Ryu był już ubrany i siedział na wózku, czekając na Juna, który miał go odebrać. Poprawił jeszcze czapkę i uśmiechnął się, gdy tylko go zobaczył.
- Kwadrans spóźnienia - oświadczył poważnym tonem. - Co masz na swoje usprawiedliwienie?
[nie no, pomysłyby się znalazły ale potem na później by zabrakło xD]
- Ale nie musieliście go zamykać - naburmuszył się nieco. - Przecież nic mi nie zrobi - dodał spokojnie, łapiąc Juna za rękę i ciągnąc do siebie, żeby się przytulić i ucałować go w policzek. - A zjemy dzisiaj naleśniki?
- Ale przecież nie jestem małym dzieckiem. Nie możecie go więzić w domu... - obruszył się chłopak odruchowo przestawiając stację radiową na swoja ulubioną. - Uhm wolałbym Ayę... ona robi pyszne - przyznał szczerze chłopak, ale postanowił już nie dyskutować.
- I nic mi się nie stanie - wywrócił oczyma Ryu. - No to jak nie chcesz, to sam go wypuszczę - dodał po chwili, jakoś nie bardzo się bojąc Hikaru. Zwłaszcza, że Jun tak się o niego martwił, iż Ryu podejrzewał że nie opuści go na krok. - Super - ucieszył się, przymykając na chwilę oczy. - Ano... mogę sobie opuścić trochę fotel? - zapytał go zaraz, bo nadal nie mógł za długo siedzieć. Było to dla niego wysiłkiem.
- No tak, instrukcje od lekarki, a w nich punkt pierwszy: zamknij Hikaru - zironizował trochę. - I na pewną tę napiętą atmosferę rozwiążecie poprzez zamknięcie Hikaru. A myślałem, że to ja jestem dzieckiem - spojrzał w szybę na mijane obrazy. - To trzeba było go zamknąć, jak zaatakował Reiko - żachnął się jeszcze. - Ja tego nie potrzebuję, a Hikaru nie zapłaci z mojego odszkodowania bo żyję jakbyś nie zauważył.
- Dlatego właśnie tego nie rozumiem. Nie obchodzi mnie to co on będzie próbował, bo sam powiedziałeś że na razie nie dam rady nic bez twojej pomocy, więc będziesz zawsze przy mnie. Nie ma zagrożenia - wyjaśnił wywracając oczyma. - To mój brat Jun i nie chcę żeby był zamknięty bo ja jestem w domu. Do dupy z takim powrotem. To równie dobrze, mogłem zostać w szpitalu - fuknął na niego. - Też cię kocham, ale tego nie zaakceptuje i jak tylko będę mógł to go wypuszczę. Mam gdzieś co myślicie w tym przypadku.
- Tak... więc możesz go już wypuścić. Potem będziecie narzekali, że nie wie jakie są zasady i tak dalej, bo nikt mu tego nie powiedział - burknął wciąż niezadowolony. - Ano ne... głupi bracie - fuknął do Keia, widząc go w salonie. - Ja rozumiem, że Jun mógł wpaść na taki poroniony pomysł, ale ty? Zjadło ci rozum?
- Oj ale ja mam rację - odparł niezmordowanie, ciesząc się jednak z całusa i łapiąc go za rękę, przytulił do niej policzek. Przymknął na chwilę oczy, zaraz podciągając się na łokciach i siadając, akurat kiedy do salonu przyszli wszyscy inni, od razu się do niego pchając.
Yuto pierwszy wepchał się na kolana Ryu i zaczął mu opowiadać wszystko co się działo w szkole i na dodatkowych zajęciach. Dopiero po godzinie kończąc i biegnąc się bawić. Ryu porozmawiał z nim oczywiście i po tym czasie położył się na kanapie z głową na kolanach Juna. Przymknął na chwilę oczy.
- A mogę przywitać się z Kiarą?
- Mhm dobrze - zgodził się tym razem bez żadnych kłótni i marudzenia. Spojrzał na niego z uśmiechem. - Poleżysz ze mną? - poprosił go zaraz, chcąc się w niego mocno wtulić.
Ryu już nic nie odpowiedział. Pozwolił mu się zanieść na górę, a Aya zabrała się za naleśniki. - Nie jestem za ciężki? - zapytał mężczyzny kiedy ten położył go na łóżku i kładł się razem z nium.
- Ja ciebie też kocham, ale tak strasznie mocno - odparł chłopak wtulając się w niego mocno. - Stęskniłem się za tobą - szepnął. - Mówiłem ci że się nie dam choróbsku - dodał po chwili.
- A mog najpierw pospać? Jestem zmęczony - przyznał szczerze.
lece spać
Ryu przespał dobre dwie godziny, przy tym cały czas trzymając Juna. Niezależnie od tego czy przekręcił się na bok czy zmienił pozycję i tak łapał Juna za jego koszulkę, upewniając się że jest obok. Obudził się ziewając lekko i spojrzał na mężczyznę dając mu buziaka.
- Kocham cię - szepnął. - Troszkę zgłodniałem - uniósł się na łokciach by usiąść zaraz. - Uhm Jun-chan... ale ja nie chcę być cały czas noszony - dodał po chwili. - Mogę się poruszać na wózku?
- Jun-chan ale ja nie dam rady dzisiaj stać - przyznał cicho, smakując pierwszego naleśnika. - Jak za długo siedzę to wszystko zaczyna mnie boleć - przeprosił go za swoją beznadziejność - Pyszne - uśmiechnął się zaraz.
- Wiem - uśmiechnął się szeroko, odkładając talerz z niedojedzonym naleśnikiem na bok. - To dobrze, bo tam nudno było - wzdrygnął się. - A tak będę miał Akirę, może wrócę na lekcje - dodał z zastanowieniem. Lubił te lekcje w szpitalu bardziej niż w normalnej szkole. Z materiałem lecieli szybciej bo dwóm czy trzem osobom było im łatwiej wyjaśnić wszystko.
Wypił od razu całą wodę ze szklanki i skinął lekko głową.
- Obejrzymy film? Z Reiko, Yuto i Aoi? - zapytał go zaraz. - Zrobisz mi czekoladę z piankami? - zapytał zaraz. - Proszę, proszę, prooooszę!
- I przyniesiesz mi wózek - dodał jeszcze, bo nie było mu komfortowo ciągle polegać na Junie. I tak będzie musiał ale w przynajmniej dostanie trochę swobody. - Yuto-chan, chodź... obejrzymy jakąś bajkę - uśmiechnął się do chłopaka.
- Hai hai, polizai - zaśmiał się Ryu, poprawiając sobie poduszkę i pozwalając Yuto położyć się razem z nim. Objął brata delikatnie, oglądając puszczoną bajkę. W końcu nie mógł wybrać czegoś poważnego, kiedy mieli z nim oglądać Yuto i Aoi.
- A mówiłeś, że nie umiesz nic robić w kuchni - obruszyła się Reiko, smakując czekolady, na co Ryu uśmiechnął się lekko.
- Bo to wredny kłamca jest - mruknął do siostry.
- Jun-nii! pYSZNE!
- I prosty deser z truskawkami - dodał jeszcze Ryu, pijąc swoją czekoladę i już więcej nic nie mówiąc, tylko skupiając się na bajce.
Kiedy bajka się skończyła, Ryu z zaskoczeniem stwierdził, że Yuto śpi w jego ramionach, przytulony do niego mocno. Uśmiechnął się lekko, odgarniając mu włosy z czoła.
- Ryu-nii - Aoi usiadła obok nich przez chwilę jakby się wahając. - A czemu taki szkieletek jesteś? - zapytała go, nie wiedząc jak to powiedzieć. - Jun-nii... tam się nie opiekują wcale i nie dbają o pacjentów?
- Ale na pewno? - zapytała patrząc na niego twardo. - Bo jak nie to ja nie dam Ryu-nii tak znowu - oznajmiła wywołując przy tym uśmiech na twarzy Ryu.
- Nic mi nie będzie, maluchu - poczochrał ją po włosach. - Lepiej mi pokaż te zdjęcia, o których mi mówiłaś wcześniej.
- Wygodnie - odparł chłopak, przytulając brata mocniej do siebie. - Chyba tęsknił za bardzo...
- Uhm... a ty się cieszysz? Nawet jeśli nie mogę dużo robić? Bo prawie ciągle śpię? - zapytał go cicho, całując Yuto w czoło. Chłopiec przytulił się do niego jeszcze mocniej.
- Ale nie musisz mnie już tak często odwiedzać w szpitalu - złapał go za nosek z uśmiechem. - Bo potem na mnie wołają przylepa - pokazał mu język.
- No ale przecież nie mówię, że całkowicie - pokręcił głową. - Ale dwa razy w tygodniu wystarczy... jak przychodziłeś codziennie, to oni już wiedzieli kiedy będziesz... mou i twierdzili że nie potrafię sam w szpitalu przeżyć dwóch dni - naburmuszył się.
- Już i tak złamałeś obiecane mi słowo, że będziesz rzadziej przychodził jak byłem w izolatce - burknął na niego. - Dwa razy w tygodniu - dodał niezmordowanie, ale nie chcąc się już na ten temat sprzeczać, zmienił temat. - Poczytasz mi potem coś? - zapytał. - Cokolwiek - dodał zaraz.
- Ale przecież... możesz potulić Yuto czy coś - nie bardzo rozumiał, czemu to musi być on. Westchnął ciężko, pocierając skronie dłońmi i ziewając lekko. - Śpię u siebie dzisiaj - oznajmił mu, bo trochę się stęsknił za swoim pokojem.
- Jeszcze nie... chciałem porozmawiać z tatą jeszcze - przyznał szczerze. - W końcu jeszcze nie miał okazji tego zrobić, a trochę za nim tęsknił. - Nikt mi krzywdy nie zrobi.
- Sam sobie tam pojadę - uznał że da radę. - W razie czego cię zawołam - dodał widząc jego minę. - Matko Jun, ja nie jestem niepełnosprawny i nie jestem małym dzieckiem, któremu trzeba pieluszkę zmieniać - zirytował się trochę, podnosząc się do siadu delikatnie by nie obudzić Yuto. - I przestań wszystko widzieć w czarnych kolorach - ucałował go mocno w usta.
Z nie małym trudem wszedł na wózek, ale potem już łatwo wykierował do biura taty. Zapukał zanim wjechał do środka. Jego tata uśmiechnął się do niego od razu zaparzając obu im herbaty.
Ryu skończył rozmawiać z tatą po dobrej godzinie i pojechał do kuchni. Pomyślał, że da radę zrobić sobie grzankę z serem. Na szczęście wszystkie potrzebne mu produkty nie były wysoko. Dopiero kiedy miał użyć patelni westchnął cicho.
- Jun-chan! - krzyknął szukając jego pomocy.
- Nie sięgam do patelni - wyjaśnił z niewinnym uśmiechem, podając mu talerz z dwoma grzankami. Jedną dla Juna i jedną dla niego. - Upieczesz je nam? Najpierw rozpuść masło na patelni, pomocz chlebki w jajku, połóż je na patelni. Patelnia ma być na małym ogniu. Odczekaj chwilkę. Obróć chlebki na drugą stronę i połóż na nich szynkę i serek. Poczekaj aż się rozpuści. Voila. Możesz posmarować ketchupem - wyjaśnił mu krok po kroku co ma zrobić.
- A co mam zrobić, jak nie sięgam? - zapytał go z lekkim uśmiechem, obserwując jego pracę. - Dobrze ci idzie kochanie - uśmiechnął się do niego szerzej. - Widzisz? Nie jesteś taki zły jak ci się wydawało - klepnął go w tyłek chichocząc przy tym . - Mhm dobrze - wzruszył ramionami, kiedy Kei zszedł na dół.
- Nie zapomnij o lekach - poprosił Ryu, wkładając mu na talerz te które miał brać.
- Roger - uśmiechnął się do niego chłopak.
- Wyszło bo masz naturalny talent tylko jesteś leń śmierdzący - odparł jedząc trochę swojej grzanki i połykając zaraz wszystkie leki. Popił to wodą niegazowaną i skończył grzankę, oblizując lekko wargi. - Smaczna była!
- Myć się, poczytasz mi ładnie i spać - odparł z uśmiechem, przytulając się nieco do niego. - Ja ciebie też kocham. Ale będziesz mi musiał pomóc wejść na górę... wózek nie lata niestety w powietrzu.
- Nie, dam sobie radę. - odebrał od niego pidżamę napuszczając sobie wody do wanny. - Tylko... potem będę potrzebował - przyznał w końcu, bojąc się, że nie da rady wstać z wanny.
Ryu spiorunował go wzrokiem i kazał mu usiąść na sedesie nieźle wkurwiony.
- A ty myślisz, że kto się ubrał dzisiaj w szpitalu? - zapytał go sucho, bez problemu się rozbierając i unosząc się głównie na rękach by usiąść na brzegu wanny i chwilę później siedział w środku.
- Ty... kotek? Ale ja jestem trędowaty, że tak na mnie nie patrzysz? - zapytał go chlapiąc go trochę wodą i rozdmuchując pianę jaką sobie wytworzył na wszystkie strony. Przymknął oczy z uśmiechem rozkoszując się chwilą relaksu w wannie.
- Ale przecież jak ci stanie to ci pomogę - obiecał mu z lekkim uśmiechem, śmiejąc się pod nosem i chowając nieco bardziej pod wodę.
- Ale to lepiej żebyś wyszedł - westchnął chłopak pociągając nosem teatralnie. - Niepotrzebnie się męczysz.
- Nie to, przeszkadza mi że czujesz się niekomfortowo. Poproszę o pomoc Keia, albo tatę... a ty już idź paskudo - burknął na niego, chowając się kompletnie pod wodą.
- Dooobrze - wywrócił oczyma łapiąc szampon i mydląc nim swoją łysą głowę niestety. Szybko skończył i spojrzał na niego. - Już, możemy wychodzić.
- A potem herbatka i książka? - upewnił się, że Jun pamięta o tym wszystkim, ubierając się szybko i zakładając na głowę jeszcze czapkę.
Ryu położył się w łóżku i przykrył mocno kołdrą. Nie chciał martwić Juna, ale trochę bolała go głowa. Zamknął oczy, masując swoje skronie. Uznał że za długo siedział, ale kiedy Jun przyszedł postanowił być z nim szczery.
- Jun-chan... trochę boli głowa - przyznał spokojnie.
- Wziąłem wszystkie leki - odparł zgodnie z prawdą. - Chyba po prostu się zmęczyłem - przyznał cicho. - Za dużo wrażeń - uśmiechnął się lekko. - Nie mam temperatury - złapał go za policzki i ucałował lekko.
- Dobrze - upił trochę herbaty i położył się wygodniej w łóżku. - Poczytasz mi trochę?
Ryu uśmiechnął się lekko. Słuchał go z zainteresowaniem, raz po raz całując go w policzek. W końcu jednak przymknął oczy zasypiając wreszcie.
Ryu przespał całą noc i obudził się dopiero około dziesiątej rano. Przeciągnął się na łóżku i westchnął ciężko widząc Juna tuż przy sobie. Wywrócił oczyma z lekkim niezadowoleniem. Paranoja...
Ryu powoli usiadł na łóżku, oddychając ciężko. Zobaczył Hikaru na korytarzu i pomachał do niego. Mężczyzna wszedł do środka, pomógł bratu wsiąść na wózek i wyjechał z nim na zewnątrz.
- Jak się czujesz? - zainteresował się.
- Uhm... już lepiej - uśmiechnął się Ryu. - Jeszcze się nie wybieram do piachu.
- Wyszliśmy 3 minuty temu sprawdzić tylko opony - odparł cicho Ryu, nie widząc w tym nic złego. Hikaru pokiwał głową wsiadając do samochodu.
- Zamierzałem go zaraz odstawić do domu - oświadczył nieco chłodno, po czym uśmiechnął się do brata. - Czyli ustalone, tak? Kupię ci to co chciałeś.
- Dzięki! - Ryu złapał za koła i wykierował do domu. - Już wracam.
- Wyszedłem go tylko pożegnać - burknął rozcierając skostniale dłonie. - Nie musisz mu ufać - dodał wzruszając ramionami. - Na śniadanie chcę jajeczko.
- Mou przecież nie robię nic... - tu musiał przerwać żeby kichnąć i założył na siebie jego bluzę. - Wyciągnij jajeczka, dla mnie jedno, dla siebie ile chcesz... rozbij w miseczce, rozmełtaj...popieprz, posól... możesz dodać tam trochę szynki, sera i czego tam jeszcze chcesz i... na patelnię.
- Nie krzycz na mnie! - odparował krzycząc. - Albo już nie jestem głodny - dodał ciszej dojeżdżając do salonu i znów psikając. Usiadł na kanapie i okrył się ciepłym kocem, zaraz się pod niego chowając.
- Nie dam ci fajek - obruszył się Kei. - Przecież rzucasz, nie będziemy z tego rezygnować bo się zdenerwowałeś - mruknął. - Może trochę za bardzo go naciskasz, hm? Wiesz... chcesz z nim być i to fajne, ale może trochę za mało swobody mu dajesz, skoro jest w domu? Przecież Ryu wie, że nie może wychodzić na dwór - westchnął ciężko. - Pójdę do niego. Dam mu leki i z nim porozmawiam.
- Jun-nii!! - Yuto wyrwał mu w końcu paczkę papierosów, pogniótł je, połamał i wyrzucił. - Be nii-chan! - uderzył go rączkami w brzuszek. - Też pójdzie do szpitala? I umrze?! - miał łezki w oczach, kiedy go okładał dość lekko po brzuchu. - Nie lubię już!
- Obiecujesz? - zapytał go maluch, patrząc na niego oczkami pełnymi łez. - Ryu-nii tez nie umrze. Nie nerwuj tak mocno - poprosił go.
- Ale Ryu-nii uważa! - zaprotestował maluch. - Tylko chciał żeby Hikaru-nii prezent kupił na święta - oświadczył konspiracyjnym szeptem. - I się mu przypomniało jak Hikaru-nii był już na dworku - wyjaśnił.
- Ale Jun-nii... - Yuto chciał jeszcze coś powiedzieć ale machnął rączką i wybiegł z pokoju żeby wskoczyć Ryu na kolana i wyszczerzyć się do niego. - Zrobimy formułe jeden! - oświadcyzł, a Ryu tylko się uśmiechnął trochę przyspieszając na wózku i zatrzymując się dopiero przed gabinetem taty.
- Pomogę ci trochę - zdecydował podjeżdżając za biurko i zabierając się za segregowanie papierów, które tu urosły w duże nieuporządkowane stosy.
- Ryu nie został zmuszony do wyjścia na zewnątrz przez Hikaru. Zrobił to impulsywnie. Wiesz jaki jest mój brat. Czasem najpierw robi, potem myśli - westchnął klepiąc go po plecach. - Ale nie traktuj go jak dziecko... bo on się czuje jakby nagle stał się 9-latkiem dla ciebie - wymamrotał. - Nie przerodzi. Obiecał mi, że będzie uważał i że dzisiaj dużo poleży, a na wózku będzie przykryty - dodał z lekkim uśmiechem. - Ok... tylko mnie za mocno nie poturbuj... ja walczę amatorsko... nikt mnie boksu nie uczył.
- Daj mu po prostu samemu decydować... po prostu... eh jak się źle będzie czuł to ci przecież powie. Wczoraj ci powiedział, teraz też ci powie, ale daj mu samemu decydować kiedy potrzebuje pomocy i wówczas pomagać jak poprosi cię o to. Nie wyręczaj go we wszystkim. Ja wiem że to trochę trudno... za pierwszym razem mieliśmy taką tendencję. Robiliśmy za niego wszystko i potem odmawiał w szpitalu przepustki... miał możliwość ale nie chciał. Bo w szpitalu traktowali go jak normalnego człowieka, a w domu jak niemowlę - zaśmiał się na to wspomnienie, atakując go dość mocno.
- Jak słusznie zauważyłeś, wyszedł nawet jeśli mu nie pozwalałeś... więc jaka jest różnica? - uniósł lekko brew, uciekając trochę przed nim. - Ale do Kiary się nie zbliżył - zauważył po chwili. - I nie protestował żadnym lekom.
- A ty zachowujesz się odpowiedzialnie? Trochę się zdenerwuje to całą pracę swoją zawalę paląc fajkę? - uniósł lekko brew. - Jesteście po jednych pieniądzach. Pasujecie do siebie - rzucił mężczyzna, unikając ciosu i wyprowadzając swój który też nie trafił do celu.
- Zabrzmiało groźnie - zaśmiał się, kucając przed kolejnym ciosem. - Ale wiesz... Ryu jest tylko człowiekiem jak i ty. Macie prawo popełniać błędy - klepnął go po jajkach, skoro już był nisko, nie robiąc mu krzywdy. - Leżysz - mruknął ze śmiechem.
- Przepraszam, akurat mi się nawinęły - uśmiechnął się do niego podając mu rękę i pomagając mu usiąść na ganku. - On uważa, wbrew pozorom. Uważa. Czasem musi popełnić głupi błąd - dodał. - To jeszcze dzieciak. Czasem ma prawo popełnić błąd, być w gorącej wodzie kompany. Nic się dzisiaj takiego nie stało. Obiecał że już nie wyjdzie na dwór. To najwazniejsze.
- Tylko on cię nie postrzega jako dorosłego... tylko jako swojego chłopaka, a to różnica - zaśmiał się cicho. - Jako dorosłą to postrzega Ayę i naszego tatę... ja jestem dla niego tylko bratem, to wszystko.
- Ryu się na ciebie nie obraził głupolu - puknął go w plecy. - W tym ciosie widziałem swoją jedyną nadzieję - zaśmiał się wstając.- Zrobię wszystkim coś na kolację...
- Ok, zrobię kolację, potem obiad, a na koniec śniadanie. Zrobimy Kei style dishes - pokazał mu język wchodząc do kuchni. - Za te fajki, za przeklinanie przy moim najmłodszym bracie i za panikę, za wymądrzanie się przy Ryu - wymienił śmiejąc się pod nosem.
- Sie zobaczy co mamy w lodówce - zerknął do środka i chwilę nie wyłaniał nosa zza lodówki. - Ok... zrobimy sałatkę owocową - zdecydował w końcu. - Zdrowa ilość witamin i nie zapełni aż tak żołądków - zabrał się za robotę.
- Ryu jest u taty, pomaga mu w papierach czy coś - uśmiechnął się Kei, krojąc owoce i wrzucając je raz za razem do miski. - Możesz przecież iść się przejść, spotkać z kumplami... zrobić cokolwiek.
- Cóż... jeśli odwiedziny u kumpla uważasz zawracaniem dupy - wzruszył ramionami Kei kończąc robić śniadanie i stawiając wszystko na stole. - Śniadanie zrazy! - wrzasnął zwołując wszystkich do stołu.
Ryu skończył pracę w biurze kiedy na dworze już robiło się ciemno. Dopiero wtedy wyjechał zmęczony do salonu. Poprosił Keia o pomoc i po chwili leżał w łóżku pod kocykiem, jedząc trochę ryżu, bo jakoś nie miał ochoty na nic więcej. Kiedy zobaczył Juna w pokoju pomachał do niego wyciągając do niego ręce chcąc się przytulić.
- Poleżysz ze mną śmierdziuchu? - zapytał go, chcąc usiąśc mu na kolanach, albo poleżeć przytulonym do niego. - Proooszę.
- Ja też... zrobiłem porządek tacie w biurze - uśmiechnął się wtulając głowę w tors mężczyzny i przymykając oczy. - Musiałem dużo wyrzucić, taki syf był - westchnął ciężko. - I teraz trochę jestem zmęczony - przyznał po chwili. - Zjadłem pół miseczki ryżu.
- Jun-chan... próbowałem wstać - dodał cicho. - Ale nie mogłem... w ogóle - wtulił się w niego mocniej. - Pokazać ci?
- A jak nie będę mógł wstać jeszcze tu w domu... to będziesz bardzo zawiedziony? - zapytał cicho, bo tak naprawdę nie czuł się na siłach by to robić ale starał się dla Juna.
- Na pewno? Uhm no to nie mam sił - przyznał cicho wtulając się w niego mocno. - Co dobrego kupiłeś w mieście? Poza pocky?
- A będę mógł ją spróbować? Tak tylko trochę? - zapytał z lekkim uśmiechem, nie otwierając oczu, bo tak mu było wygodniej. - Dzisiaj głowa mnie nie boli - pochwalił się.
- Nie kicham, wygrzałem się i przeszło - odparł łapiąc go za nos i ściskając go mocno. - Niepotrzebnie się tak denerwujesz paskudko - ucałował go w usta.
- Przecież mnie możesz objąć mocno - zaprotestował. - Możesz mnie potulić jak mocno to chcesz - uśmiechnął się szeroko. - Jak zaboli to ci powiem - musnął go ustami.
- Tak bardzo się bałeś o mnie/ Biedne moje słonko - uśmiechnął się całując go raz po raz. Kiedy ścisnął za mocno od razu mu o tym powiedział.
- Mój duży głupek - zachichotał chłopak ziewając trochę. - Kochanie? Mogę pospać tak przy tobie? - zapytał go cicho jeszcze raz go całując.
Posunął się mu trochę na kanapie, żeby zrobić mu więcej miejsca.
- Mój grubasek - zachichotał.
Ryu skinął głową i ziewnął szeroko, wtulając się w niego i zasypiając swobodnie.
Hikaru spojrzał na Juna, po czym zerknął na śpiącego Ryu i machnął na to ręką.
- Zostawię co jego w jego pokoju - mruknął tylko wchodząc po schodach i kierując się do pokoju młodszego brata. Kiedy był czysty trochę trzeźwiej myślał i zaczynał zbierać się do kupy.
Ryu obudził się przed 22 zlany zimnym potem. Oddychał ciężko, wciskając głowę w tors Juna i uspokajając się powolutku.
- Przepraszam, zły sen - wyjaśnił cicho. - Pójdziemy na górę? - zapytał go zaraz. - I poczytasz mi trochę? - poprosił. Polubił to jak mu Jun czytał.
- No to do twojego - przytulił się chwilę mocniej żeby się uspokoić. - Że mnie balsamowałeś... żywcem - wyjąkał wstydząc się swojego snu. - Byłeś dobry... w swym fachu... ale wcale mi się to nie...podobało - wymamrotał. - Nawet gadałeś ze mną...
- Tak - odparł zgodnie z prawdą, śmiejąc się pod nosem. - Więc będziesz musiał jeszcze wózek wnieść do góry co bym mógł się potem udać do siebie jak już mi poczytasz - ucałował go w nosek. - Uhm ale nie mówiłeś do trupa... ja byłem żywy!
- No pewnie, nie wygodnie się śpi z kimś w łóżku - pokazał mu język. - Wszystko boli potem i ścierpniętym się jest - dodał śmiejąc się pod nosem. - Ano... chciałem ale co otwierałem usta to krew leciała. Trochę straszny sen - wymamrotał chowając się w jego torsie. - Mówiłes, że i tak mnie kochasz i że musisz mnie zrobić ładniejszego...
- To zawołam Keia albo Hikaru i mnie przeniosą - trzepnął go w głowę. - Lubię się tulić bardzo... ale spanie z kimś na małym łóżku to druga historia - zrobił mu malinkę na szyi. - Tobie się takie koszmary nie śnią?
- Bo tęskniłem za swoim pokojem i swoim łóżkiem. I przyzwyczaiłem się do spania samemu - wyjaśnił spokojnie, przykrywając się mocno kołdrą. - Ale ja nie umrę Jun-chan - złapał go za rękę. - Nie umrę choćby nie wiem co - uśmiechnął się szeroko. - Btw pani doktor Fałszywy Uśmiech mówiła ci, że jesteś ze mną kompatybilny w 80%? - zapytał go zaraz.
- Ale jeszcze nie dzisiaj - ucałował go znowu układając się wygodniej na łóżku i patrząc na niego z lekkim uśmiechem. - Fałszywy Uśmiech bo jak przynosi złe wieści to też się uśmiecha. To ma nam niby pomóc i w ogóle... ale wiesz - wzruszył ramionami. - Jak się leży w szpitalu to się nadaje przezwiska - dodał ze śmiechem. Zwłaszcza przy długich pobytach. - To oznacza, że jakbym kompletnie odrzucił Keia to jest duża szansa, że twoje komórki krwi mi pomogą - wyszczerzył się do niego.
- Mhm nie będę - obiecał oddając pocałunek i również uśmiechając się do niego dość szeroko. - Kocham cię, wiesz? Co dzisiaj mi poczytasz?
Ryu słuchał go uważnie, a kiedy Jun skończył drugi rozdział położył mu dłoń na książce, sygnalizując że na dziś ma dość.
- Lubię jak mi czytasz - przyznał cicho, patrząc na niego łagodnie. - Lubię słuchać twojego głosu - uśmiechnął się szerzej. - Naprawdę, lubię to.
- A to źle? - zapytał go nieco zdziwiony chłopak siadając na łóżku i łapiąc go za rękę by usiadł obok. Przytulił się do niego. - Ja cię po prostu kocham, a twoja obecność uspokaja... jak byłem w izolatce... i czasem czytałeś przez telefon... to tak uspokajało. Bardzo. I chyba... chyba to polubiłem. Masz pecha. Teraz będziesz mi dużo czytał - zachichotał.
- Na prawdę? W ogóle Ci nie przeszkadza? - upewnił się przytulając go mocno do siebie. Na tyle mocno na ile mógł. - Jun-chan? Uhm... a uhm podotykasz mnie? - zapytał czerwieniąc się przytym strasznie.
- Un... ale...tak... inaczej - wsunął dłoń pod jego koszulkę gładząc go po piersi. Podsunął ją nieco wyżej by móc polizać go po sutku. Zaczął go lekko ssać. - Um... - zacisnął zęby. Nie wiedział czy był na wszystko gotowy. - Jakby co...to ci powiem...
[biedny Jun xD]
Ryu westchnął cicho, przytulając się do Juna i już go nie dotykając. Zamknął na chwilę oczy. Rozumiał, że jest osłabiony i to może zatrzymywać Juna.
- Uhm... ale sam mi powiedziałeś, że nie powinienem już takich doświadczeń mieć - przypomniał mu cicho. - No wiesz... bo to był tylko raz - dodał. - Uhm więc sie staram.
- Tylko to nie jest łatwe Jun - wymamrotał chłopak. - Bo... przecież ja jeszcze długo nie będę w pełnym zdrowiu - wyszeptał wzdychając przy tym ciężko. - No bo... taki beznadziejny jestem i w ogóle - wymamrotał muskając jego usta swoimi. - No i ty jeszcze mówisz że ja powinienem tak łatwo, raz raz i już... a to tak ze mną nie jest. Bo nadal trochę się boję.
[dobranoc... wstaje za 3 godziny xD]
- Ok... ale buzi mogę dostać, prawda?- upewnił się że to zostało.
Uśmiechnął się do niego lekko, przymykając zaraz oczy i ziewnął przy tym.
- Pójdę do siebie, dobrze? - zapytał go tylko nie ruszając się z miejsca, bo wózek wciąż był na dole.
- Ja ciebie też, bardzo bardzo - ucałował go mocno przesiadajac się na wózek z wyraźnym trudem. - Uhm muszę odpocząć - przyznał szczerze. Musnął go jeszcze w usta i wyjechał z jego pokoju.
[ale zboczek :P ]
Kei zastukał do drzwi Juna i nie czekając na odpowiedź, wszedł do środka.
- Jun? Dobrze, że nie śpisz - mruknął wyciągając mu papierosa z dłoni. - Ryu chyba miał koszmary takie dość duże. Zwymiotował i nie daje mi do siebie podejść. Może tobie da...
[do Monako? Nie za dobrze Ci? :P]
Ryu w pierwszym odruchu schował się mocno pod kołdrę potrząsając przecząco głową, ale chwilę później dotarło do niego że to Jun. Wyciągnął do niego ręce i kiedy tylko mężczyzna znalazł się w jego zasięgu, wtulił się w niego płacząc chwilę.
- Śniło mi się, że umarłem... tak mi... tak mi zimno - wydukał.
Chłopak pokiwał głową, kładąc się znów w łóżku, ale nie puszczając Juna. Posunął się na nim by zrobić mu miejsce. Jeszcze chwilę płakał nieco bezgłośnie.
- Przepraszam - szepnął w końcu.
- Nie... ja ja jestem do nich przyzwyczajony - wymamrotał, otulając i Juna kołdrą. - Tylko...dziś było... takie wyraziste - jęknął cicho. - Kocham cię, już jest ok...
[o ja cie... nieźle... xD ale przynajmniej było ciekawie xDDD Dobranoc :*]
- Uhm ale nie dziś - wyszeptał. - Pośpisz ze mną? - zapytał cicho z uśmiechem, przytulał się mocno.
Ryu zasnął przy nim niemalże natychmiast i spał aż do 12 godziny dnia następnego. Dopiero wówczas przeciągnął się lekko siadając na łóżku. Juna już przy nim nie było, ale szczególnie się tym nie zmartwił. Przeszedł na wózek i pojechał do łazienki, by się ubrać i umyć.
[współczuje... ja spać nie mogłam z wtorku na środę... no i wyszło jak wyszło... wczoraj padłam :* dzisiaj ty padniesz muhahaha xDDD]
Ryu wykąpany i ubrany wrócił do siebie do pokoju. Poczytał chwilę książkę, pouczył się trochę i dopiero w porze obiadu zajechał do pokoju Juna, pukając zanim wjechał do środka.
- Jun-chan kocham cię - oznajmił od progu z wielkim uśmiechem.
[a może ty się boisz jechać, co? xD powodzenia, dobrej zabawy.... kiedy ja w pocie czoła będę zakuwać do kolokwium poniedziałkowego xD]
- Pomogę - wyszczerzył się do niego. - Będę dekorował partie na mojej wysokości - zachichotał, po czym pokręcił głową. - Nic mi się nie śniło... ale to dobrze. Żadnego koszmaru.
[o jaaa... aż tak? xD więcej nie będziemy gadać o trupach paskudo :P mhm i tak bym się skupiała... po Japońskim w sobotę do gramy... ]
- Nie chcę zawieszać gwiazdki. To rola najmłodszego. Cieszy się najbardziej - uśmiechnął się szeroko, po czym skinął lekko głową. - Porozmawiam z nią, ale mnie nie zmuszaj no - bąknął naburmuszając się trochę. - Pomożesz mi zejść na dół? - zapytał zaraz. - Yuto mówił, że polubiłeś Kiarę...
- Przepraszam, że to na ciebie spadło. Jak tylko będę mógł to sam zacznę z nią wychodzić. Stęskniłem się za spacerami z Kiarą - przyznał szczerze. - Jun-chan? Na moją kolejną przepustkę... - przesiadł mu na kolana. - Pójdziemy do kina - zdecydował z uśmiechem. - Bo pewnie dostanę taką jednodniową... to wtedy skoczymy do kina, dobrze? - upewnił się, że taki plan Junowi pasuje. - I potem na coś dobrego do jedzonka... taka... taka randka - burknął, chowając głowę w jego piersi by nie widział jak się mocno zaczerwienił. - A święta z nami będą wesołe. Zobaczysz... będziemy śpiewać kolędy, fałszując przy tym... no i możesz zaprosić też Tomo-san z Takano-chan - zaproponował.
- Zapraszam - ucałował go w nos z lekkim uśmiechem. - Uhm zejdziesz ze mną na dół? Muszę wziąć leki - dodał po chwili z lekkim westchnieniem. - Nie mogę o nich zapominać - dodał zaraz. - No i Kiara to mądra psinka. Ma prawo warczeć. Dobrze że cię nie gryzie... Hikaru pogryzła jak go zobaczyła z papierosem. Poskarżył mi się - zaśmiał się lekko.
- Głupi jesteś a nie zdołowany - wypalił Ryu prosto z mostu. - Wszystkie które są w lodowce na górnej półce - odparł spokojnie, siadając na blacie kuchennym i czekając aż Jun mu je poda. - Ale... chyba muszę coś zjeść przed nimi - dodał zaraz przyznając się do tego.
- Nie, tu jest ok - odparł potrząsając przecząco głową. - Jakąś kanapkę - poprosił bo uznał, że tyle Jun umie zrobić sam.
[nie... tylko może powinnaś z nimi porozmawiać, no i porozmawiać ze swoją przyjaciółką. Powiedzieć jej że chciałabyś z nią spędzać trochę czasu.]
[no to już nie wiem... ]
- Dobrze się czuję - uśmiechnął się lekko smakując kanapkę. - Mhm pyszna - wyszczerzył się do niego chwaląc go nieco. - Nic mnie nie boli - dodał zaraz. - Tylko nie chcę próbować chodzić - wymamrotał.
- Ale moje sny to nic takiego - odparował chłopak uśmiechając się lekko. - To tylko sny, radzę sobie z nimi zazwyczaj... tylko wczoraj - wzdrygnął się lekko kończąc kanapkę. - Ale to nic.
- Hai, hai... - Ryu wywrócił oczyma już nic na ten temat nie mówiąc. Łyknął wszystkie leki i pozwolił Junowi się przenieść na kanapę w salonie. Wziął leżącą na stole książkę zaczynając ją sobie czytać. W końcu Junowi też należało się trochę wolnego czasu.
Ryu póki co nie ruszył się z miejsca. Odłożył tylko książkę i chwilę wesoło rozmawiał z Reiko o jej kłopotach w szkole i tym jak sobie z nimi poradziła. Za chwilę jednak otrzymał szmatkę i razem z dziewczyną zaczął wycierać zakurzone ozdoby.
- To chyba pierwsze święta kiedy będziesz w domu od dobrych pięciu lat - żachnęła się dziewczyna, zanim Ryu zdążył ją powstrzymać.
- Przesadzasz - burknął na nią. - Miałem zawsze święta w szpitalu. Też było fajnie.
Hikaru puścił parę świątecznych melodii. Ryu podał bombki Yuto, który zaczął je ze śmiechem wieszać razem z Aoi. Chłopak przeniósł się na wózek, by symbolicznie powiesić kilka bombek, natomiast ich ojciec zajął się kuchnią. Jedyną rzecz jaką umiał robić... była gorąca czekolada.
W dniu Wigilii wszyscy byli podekscytowani. Prezenty już leżały pod choinką a dobre jedzonko stało na stole. Ryu wykierował z kuchni specjalnie podcinając Juna, a gdy ten opadł na jego kolana ze śmiechem ucałował go mocno i namiętnie w usta.
- Jemioła - usprawiedliwił swoje czyny czerwieniejąc nieco na twarzy. Był szczęśliwy. Mimo że czuł się nieciekawie, to przebywanie z rodziną podtrzymywało go na duchu. Odjechał jednak szybko i przeniósł się na kanapę. Czuł że musi trochę poleżeć.
[nadal mam full nauki... niestety :( ]
- Jun... - Ryu spiorunował go wzrokiem, opatulając się mocniej kołdrą. - Następną przepustkę zmarnuję byle tylko nie wychodzić ze szpitala jak nie przestaniesz mi marudzić - fuknął na niego niezadowolony, bo nie robił nic złego a wciąz słyszał to samo zdanie.
- Jun-chan i dlatego właśnie SAM z siebie się położyłem. Mogłeś mi oszczędzić komentarza - rzucił nadal na niego zły. - Wygląda dobrze - potwierdził. - Smakuje pewnie fenomenalnie - dodał zaraz włączając sobie telewizję nadal będąc nadąsanym.
- Nie przemęczam się - fuknął tylko na niego wcale nie zmieniając nastawienia. Miał dośc tego martwienia się. - Kiedy zawieziesz mnie do szpitala? - zapytał go zaraz, nie siadając jeszcze bo kręciło mu się w głowie delikatnie. Spojrzał na cieszącego się brata i uśmiechnął się lekko. - To zawołaj tu wszystkich.
Kolacja była wyśmienita, potem śpiewanie kolend i na sam koniec przyszedł na prezenty. Ryu nadal leżał na kanapie z głową opartą o kolana Juna.
- Jun-chan gome... ale nie wstanę jeszcze, dobrze? - upewnił się upijając trochę swojej herbatki.
Ryu dostał jeszcze laptopa od Keiia, nową mangę od Reiko, laurki od maluchów i akcesoria do aparatu od taty. Chłopak od razu włożył na rękę bransoletkę dzi,ękując Junowi buziakiem. Uśmiechnął się szeroko patrząc na swoją rękę.
- Jest piękna - uśmiechnął się, kiedy Yuto podał prezenty dla Juna od Ryu, A wśród nich znalazły się ręcznie robione rękawiczki (efekt zbyt dużego czasu wolnego w izolatce), płyta CD z nagraniem nad którym pracował z Tomohisą i był u niego nagrywać oraz książka kucharska dla kompletnie zielonyuch, w razie gdyby Jun został sam.
- Ano ne... ale ja chcę czasem dostać romantyczną kolację zrobioną przez mojego mężczyznę - żachnął się Ryu. - Musisz znać podstawy - dodał spokojnie z delikatnym uśmiechem. - Zobaczysz to inwestycja w przyszłość - ucałował go lekko. - Uhm... śpiewam - przyznał nieco zawstydzony. - Ale nie sam... Tomo-san robi mi chórki... on się zna przecież...
- Pomyślałem - przyznał szczerze. - Ale nie pod względem mojej śmierci sam - wymamrotał. - Ale... jeździsz balsamować to cię nie ma... potem ja pojadę na studia, a Reiko będzie miała szkołę i dzieci i w ogóle... to musisz umieć coś ugotować i nie ma bata! - poczochrał go po włosach. - A romantyczna kolacja to dodatkowy bonus...
- Co nie zmienia faktu, że podstawy musisz znać. Jak wrócę ze szpitala to cię z nich przetestuję - obiecał unosząc się na łokciach by go ucałować. - Jest piękna - dodał po chwili patrząc na bransoletkę.
- Po to masz Reiko. Zgodziła się ci pomóc w razie potrzeby - odpowiedział ze śmiechem, na co dziewczyna skinęła lekko głową podając mu prezent od siebie i dzieci. Kupili mu piękny album na zdjęcia z pierwszymi już w środku. Były w nim zdjęcia Juna z dzieciakami i z Ryu.
- Skoro jesteś w naszej rodzince to uhm chcieliśmy żebyś wiedział że my też uważamy cię za brata - powiedziała cicho trochę się wstydząc.
- To zróbmy takie duuuuże przy choince! - krzyknął Yuto, ciągnąc Ryu by go posadzić na wózku i podać mu statyw, aparat i bajery do aparatu, w których tylko Ryu potrafił się połapać. Chłopak zmontował na szybko wybrał odpowiedni opiektyw do aparatu i ustawił na 30 sekund by dojechać do choinki i stanąć gdzieś z boku, przy Yuto. Chłopiec od razu wsiadł mu na kolana przytulając się do niego mocno. Reszta rodzinki też już stanęła.
- Jun-nii ty też! - krzyknął Yuto.
- Dobrze - zgodził się Ryu muskając jego usta swoimi złapał go za szyję i pozwolił mu się zabrać z wózka, wtulając się w niego mocno. - Kocham cię - szepnął mu do uszka. - Bardzo.
Ryu roześmiał się serdecznie, przytulając się zaraz do Juna ze wszystkich swoich sil. Przymknął oczy oddychając głęboko i nieznacznie zszunął się z jego kolan.
- Jun-chan, mogę się położyć? - poprosił go, zsuwając się jeszcze bardziej z jego kolan. - Pójdziesz z resztą do świątyni?
Jun
- Uhm ale ja bym chcia,ł żebyś wszystko zaliczył w te święta. Świątynię też... poza tym pod świątynią można kupić dobre czekoladki w kształcie laseczek... - dodał nieco się czerwieniąc. Zawsze je dostawał i teraz też chciał. - Wszystkie smaki! Ale karmelowa i z oszechami jest najlepsza...
Takano
Ryu trochę się w szpitalu nudziło, więc po lekcjach zjechał dwa piętra niżej i odnalazł pokój Takano. Pokiwał mu wjeżdżając do jego sali.
- Ano ne... nie musisz mnie papugować - poklepał go po gipsie. - Ja tu mam najdłuższy staż. Nie próbuj mojego rekordu zabierać, jasne?
Jun
- Ale ja bym chciał zostać na trochę sam. Porozmawiać z mamą trochę... pomodlić się za nią - wyjaśnił cicho. Nie lubił tego robić jak ktoś na niego patrzył. Potrzebował trochę samotności. - Nie będę sam, bo zaraz wrócicie - wtulił się w niego.
Takano
- Uhm teraz? Dopiero tydzień - wzruszył ramionami. - Miałem przerwę. Byłem w domu 2 tygodnie - dodał zaraz. - A przedtem, jakieś 1,5 miesiąca będzie - żachnął się. - Ale to nic - uśmiechnął się lekko. - Zjesz mandarynkę?
Jun
- Nie musisz aż tak się spieszyć - wywrócił oczyma. - Jestem dużym chłopcem - przypomniał mu jeszcze raz go całując. - Wszystkie - uśmiechnął się szeroko żegnając jeszcze pozostałych członków rodziny. Odetchnął głęboko, kiedy sobie poszli. Pomasował sobie skronie i spojrzał na obrazek mamy. - Uhm jak mam udawać, że wszystko gra, jak boli coraz mocniej? - zapytał jej retorycznie zaraz jednak przestając narzekać. Położył się na kanapie zamykając oczy i smakując pierniczków. Pomodlił się na leżąco.
Takano
- Tłoczno - odparł zgodnie z prawdą. - No i mój facet nie spuszczał mnie z oczu, co było miejscami przerażające... i ciągłe pytania 'jak się czujesz, pamiętaj że jak będzie coś źle to mów'... no i jak to słyszysz to wcale nie chcesz nic mówić, bo się tylko złościsz - westchnął cicho. - Ale ogólnie było super. Miło i przytulnie... dawno takich świąt nie miałem. Twoje się nie udały co?
Ryu przysnął na kanapie, budząc się dopiero, kiedy poczuł że ktoś okrywa go mocniej. Uśmiechnął się do taty, próbując się podnieść by zrobić mu miejsce.
- Leż - polecił mu najstarszy Amakusa. Usiadł obok niego na podłodze i podał mu gorącej czekolady. - Pamiętam, że lubiłeś z mamą pić czekoladę. To były takie wasze chwile - pogłaskał go po policzku.
- Uhm opowiadała mi wtedy historie związane z jej życiem - uśmiechnął się chłopak. - Tato... boli - przyznał mu się, pozwalając sammotnej łzie popłynąć mu po policzku. -Ale...ale nie wiem jak powiedzieć Junowi... że... że chyba nie dam rady... jutro - zacisnął zęby. - Będzie zawiedziony... a tego nie chcę. Dlatego dam radę - obiecał z lekkim uśmiechem.
Takano
- No tak, ale kiedy on wygląda na takiego zawiedzonego jak mu powiem, że coś jest nie tak, że tam w środku to aż boli - wymamrotał cicho. - Ano ne... Taka-chan... jak się uprawia seks?
Jun
- Wszystko dam radę - wydusił z siebie nawet nie patrząc na mężczyznę. Potrząsnął przecząco głową. NIe potrzebował Keia. - Dziękuję - dodał zaraz na temat słodkości znów próbując usiąść i znów będąc powstrzymanym łagodnie przez swojego tatę. Mężczyzna podał mu trochę słodyczy i odetchnął głęboko.
- Może po prostu powinieneś trochę w niego uwierzyć. Nie sądzisz, że udając bardziej go zawodzisz? - zapytał jakby Juna nie było w drzwiach.
- Tak...tylko... - spojrzał na tatę ze łzami w oczach. - Ja nie chcę mu niszczyć świąt - wyszeptał by Jun nie usłyszał. - On się tak cieszy... a mi się to tak podoba...
Takano
- Powinien, tylko to jest bardzo... bnardzo trudne, a Tomo-san twierdzi że białe kłamstwo to dobre kłamstwo - wymamrotał. - No bo zapytałem Tomo... i on powiedział jak to jest jego zdaniem... ale chcę więcej opini.
Ryu pozwolił tacie zanieść go do łóżka. Przytulił się do swojej poduszki, kiedy wszedł do niego Kei. Bez słowa przyłożył d,łońdo jego czoła i zaraz podał mu sporą dawkę leku przeciwbólowego.
- Głupolu - westchnął przeciągle. - Nikt ci się nie zezłości jak powiesz, że cię boli.
- Ale będziecie smutni i zmartwieni! A ja mam dość takich spojrzeń! - wybuchnął. - Czemu tego nie możecie zrozumieć?! - zapytał brata. - Nie chcę go krzywdzić swoim pieprzonym stanem!
Takano
- Nie umiem z Junem o tym rozmawiać... bo uhm no nie ważne. On uważa, że ja się pieszczę - wzruszył ramionami. - No i to nie jest takie proste jak mówisz...
- To świetnie, cieszę się - fuknął na niego, okrywając się mocniej kołdrą. - Traktujesz mnie jak dziecko więc robię wszystko by z roli dziecka nie wyjść - żachnął się. - Mnie też nie jest łatwo! Może powinniśmy się rozstać - zaproponował cicho, chowając się kompletnie pod kołdrą. - Wtedy będzie łatwiej.
Takano
- Ja o niczym nie potrafię z nim rozmawiać. Jakoś tak... nie umiem - wymamrotał. - Boję się że palnę przy nim coś głupiego, potem czegoś nie powiem... tu się zdenerwuje, tam mnie zdenerwuje swoimi pytaniami... nie umiem.
- Nie mam tak wysokiej gorączki by bredzić! - krzyknął na niego, rzucając zaraz w niego poduszką. - Zostawcie mnie oboje - burknął zaraz.Chowając się pod kołdrą. - Dajcie mi spokój.
Takano
- No bo jak próbuję to albo mówi że to śmieszny problem nie dokładnie używając tych słów ale taki mają wydźwięk... albo ja się złoszczę. Lepiej nie rozmawiać, prawda?
Kei asekuracyjnie wszedł do jego pokoju i zabrał mu piwo.
- Chodź - złapał go za rękę i poprowadził go na strych. Posadził w starym fotelu szukając odpowiednich albumów ze zdjęciami. - O tu jest - podał mu jeden, przesuwając na odpowiednie strony. - Hm tu jest Ryu przed operacją i zaraz po. Przechodzi ten sam okres co wtedy - mruknął. - On jakby to ująć... właśnie do niego zaczyna docierać, że jest z nim źle - wyjaśnił najprościej jak umiał. - I niee potrafi sobie sam z tym poradzić, ale jest cholernie uparty... i nie pozwala nikomu sobie pomóc - mruknął siadając obok niego i nalewając mu do szklanki trochę nalewki. - Rozgrzeje cię - podał mu ją. - Nie usprawiedliwiam go, bo uważam że to co robi jest niesprawiedliwe. Ja tylko staram się zrozumieć - dodał po chwili. - A to nasza pama - rzucił zaraz kiedy Jun przesunął na jedno z wcześniejszych zdjęć. - Byli ze sobą bardzo zżyci.
Takano
- Tak ale to nie wychodzi - westchnął ciężko Ryu. - No bo on nie próbuje zrozumieć... uhm albo ja nie próbuję też - dodał po chwili zastanawiając się czy to też nie jego wina. - Pewnie moja wina też - westchnął cicho. - Po prostu jest mi trudno. Byłoby łatwiej jakbym nie był chory... twój związek jest idealny...
- I będzie na tobie polegał - zapewnił go Kei. - Potrzebuje tylko czasu, widzisz... znasz już trochę Ryu i wiesz, że on lubi jak ludzie są przy nim szczęśliwi. Lubi jak się śmieją... więc swoją pokrętną logik ą stwierdził, że jak uda że wszystko gra to uśmiech nie zniknie z twarzy nam podczas świąt. Wiedział też jak święta są dla ciebie ważne więc pewnie chce żebyś się jedynie cieszył. Co mu nie wyszło rzecz jasna, ale podejrzewam że tak robie jego szare komórki wykombinowały - mruknął Kei, przerzucając parę stron w albumie do dnia w którym Jun przyjechał do nich. - Pamiętasz? - zapytał z lekkim uśmiechem. - Wszyscy się ciebie tutaj bali, albo patrzyli z odrazą...
Takano
- Ale jak ja się postaram a on nie to do niczego nie dojdziemy - zauważył cicho, obierając sobie kolejną mandarynkę. - To nie jest łatwe Taka-chan. Dla ciebie może tak, ale dla mnie nie.
- Hm prawdopodobnie to jemu byłoby łatwiej, jakbyście nie byli razem - wyjaśnił spokojnie. - Pokazał ci, że też umie być egoistą. W końcu nie będąc z kimś, nie musząc się starać... mógłby spokojnie skupić się na poddawaniu się, kiedy już nie może - wzruszył ramionami. - A skoro ma ciebie to choćby chciał to się nie podda, bo wie, że byś tego nie przeżył. Bo ci to obiecał - przypomniał mu cicho. - Obiecał że się nie podda.
Takano
- Ale to już było. Łatwiej jest opowiadać o tym co było, niż o tym co jest - wymamrotał Ryu. - Przynajmniej mi... - podał mu pół mandarynki, drugie pół powoli jedząc. - W końcu przeszłości i tak nie da się zmienić...
- Więc go wspieraj - mruknął tylko Kei, oglądając inny album ze zdjęciami. - Nie musisz go słuchać, on pewnie później stwierdzi, że głupio zrobił - żachnął się. - Po prostu... eh mój brat jest jeszcze dzieckiem mimo wszysktko. Głupim dzieckiem - uśmiechnął się lekko. - Dzieci popełniają głupoty - zauważył. - Poza tym Jun... naprawdę mu uwierzyłeś? Jak tylko wyszedłeś schował się pod kołdrę płacząc. On się zwyczajnie boi. Boi się, że złamie daną ci obietnicę. Boi się tego co się z nim dzieje. Sam widziałeś dzisiaj... nawet nie próbował udawac że może długo wysiedzieć. Ciągle się kładł.
Takano
- Nie wiem - mruknął cicho Ryu krztusząc się mandarynką i nie mogąc się odkrztusić.Dobrą chwilę z tym walczył zanim w końcu przeszło. - Nie wiem Taka-chan, ja... ja już nie chcę walczyć. Długo już walczę, już mam dość - przyznał cicho. - Już mam dość walki.
- Bo jesteś od niego mądrzejszy i masz za sobą więcej - odparł Kei mimo wszystko delikatnie obejmując Juna i głaszcząc go po plecach. - Więc porozmawiaj z nim jutro jadąc do szpitala. Nie mów o sobie tylko zapytaj go o niego. Być moze ci powie co czuje - zaproponował, bo nie chciał przecież zmuszać Juna do ciągłego wyciągania ręki. Liczył na to że Ryu sam też to zrobi.
Takano
- A ty dla kogo walczyłeś? Dla siebie czy dla kogoś? - zapytał cicho. - I co ci się śniło tak długo? Jak było w śpiączce? - zainteresował się chcąc trochę ze swojego tematu zejść.
- Może wolisz, żebym ja go odwiózł jutro, co? - zaproponował, nie wiedząc jak jeszcze może pomóc.
Takano
- Mhm i ten jego głos cię wybudził? - zapytał zaraz. - Naprawdę? Jakbyś spał tylko godzinkę czy coś?
- Dlaczego zaraz dla nas? Nikt inny tutaj nie zawinił. Możesz się zrobić niedostępny dla niego, ale nikogo innego karać za Ryu nie powinieneś - puścił go wychodząc. - Porozmawiam z nim - mruknął.
Takano
- Zdziwiłeś się? - zapytał choć w sumie znał odpowiedź. - Ale teraz jest już lepiej co nie? Czujesz się dużo lepiej i niedługo stąd wyjdziesz.
Ale nie był w pokoju sam. Ryu leżał zakopany pod jego kołdra nawet na moment się nie odezwał i dopiero kiedy Jun spojrzał w stronę łóżka mógł zobaczyć że kołdra jest nieco wybrzuszona.
Takano
- Na mnie.... - powtórzył tylko i wzruszył ramionami. - Ja jeszcze nie wiem czy wygram walkę. Póki co zmierzam do walkoweru - przyznał szczerze.
- Śpię - szepnął tylko nie zakrywając się znowu. Otarł łzy patrząc na niego. - Uhm możesz pić, przecież ci nie zabraniam - szepnął jeszcze obracając się powoli na bok. - Uhm... ja - zacisnął wargi. - Nie chcę zrywać... - wymamrotał w końcu. - Przepraszam...
Takano
- Tylko co jeśli walczysz a ciągle przegrywasz? - zapytał go cicho, kaszląc lekko i wycierając szybko rękę o chusteczkę. - Zaraz mam badania... mhm będziesz jeździł na rehabilitację?
- Wiem - odparł tylko, łapiąc go za rękę i przytulając do niej policzek. - Ja tylko... ja tylko nie umiem... nie wiem jak... z tobą rozmawiać - wymamrotał cicho, ledwie słyszalnym głosem.
Takano
- Uhm to przyjadę później - zaproponował. - Albo nie... bo uznasz mnie za natręta... to nie... odwiedze cię jutro więc...
- Próbowałem - odparł cicho, po czym spojrzał gdzieś w bok. - No bo... uhm jak coś mówię to ty patrzysz takim zmartwionym wzrokiem, albo uważasz że przesadzam... a ja nie chcę cię ranić więc wolę nie mówić - wyjaśnił. - Poza tym uhm jesteś... uhm kocham cię i... - zachłystnął się własną śliną i podniósł się nieco gwałtowniej niż chciał próbując to odkrztusić. Udało się dość sybko. - I po prostu... nie wiem... nie umiem...
Takano
- Dziękuję - uśmiechnął się szeroko zabierając trzy bułeczki. Dla każdego mieszkańca jego sali po jednej. - To do jutra - pokiwał mu.
- Ale ja się martwię, że jak ci powiem, to zaczniesz palić... pić... albo gorzej, pójdziesz po narkotyki - wyszeptał przykrywając się tylko mocniej i przymykając oczy. - Jestem zmęczony Jun-chan... walczę i przegrywam. Już nie chcę walczyć. Boję się ale już nie chcę - wyjaśnił ocierając łzy.
Takano
- O wow... niedługo będziemy mogli zrobić wyścigi uśmiechnął się do niego Ryu nie wstając jednak z łóżka, ani na nim nie siadając. - Proszę - poczęstował go żelkami.
- Yhm - pociągnął nosem i zaraz się rozpłakał. - I niechęć... i niemoc... i ból... - dodał do listy krztusząc się teraz płaczem. - Jun-chan nie chcę myśleć o przyszłości bo boli... jak pomyśle, ze mogę jej nie doczekać... - wyjaśnił
Takano
- Uhm - Ryu wzruszył lekko ramionami. - Dzisiaj odstawili mi leki... eksperymentują z innymi, trochę mniejszymi... ale nie wiem czy działa. Wszystko boli... nie mogę nawet usiąść, przepraszam - wymamrotał. - O... to jutro robimy wyścigi.
- Nie każd mi myśleć o przyszłości, to nie działa - jęknął wtulając się w jego pierś i cicho płacząc. Płakał tak z dobrą godzinę zanim usnął mu w ramionach już nic nie mówiąc.
Takano
- Jutro już będę mógł siedzieć, więc dam radę - zasalutował mu z uśmiechem. - Ano ne... to jak nie jutro to pojutrze. Z Tomo już się ścigałem... przegrałem... nie wiem czemu on tak dobrze jeździ na wózku...
Ryu złapał go bezwiednie za rękaw koszuli i spał spokojnie aż do rana. Oddychał równomiernia a temperatura spadła. Ziewnął szeroko kiedy tylko się obudził.
- Dzień dobry - przywitał się z Junem.
Takano
- Mhm to jest myśl... być może. Muszę go o to zapytać - obiecał sobie. - No bo tak jeżdżącego nikogo jeszcze nie widziałem - przyznał z uśmiechem. - Ano ne... jak myślisz kiedy staniesz o kulach?
- A czemu nie ty? I muszę dzis jechać? Nie mogę jutro? - zapytał go cicho, nie chcąc jeszcze wracać do szpitala. Złapał go za rękę. - Proszę...
Takano
- Mhm to w nagrodę możesz wziąć drugiego żelka - zdecydował śmiejąc się pod nosem .. - Ok... dam ci całą paczkę, nie będę taki - obiecał z lekkim uśmiechem.
[lecę... papa ;*]
- Nie chcę - odparł chłopak przesiadając się na wózek i okrywając się trochę kocem. Pojechał do siebie do pokoju na trochę by się przebrać i wziąć ze sobą aparat. Chciał się nim trochę pobawić.
Takano
- Dzięki - uśmiechnął się lekko, odkładając pierniczki na szafkę. Przymknął na chwilę oczy. - Byłeś już na dachu? - zapytał go zaraz, uznając że może spróbować jednak usiąść.
Prześlij komentarz