Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1801 – 2000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-no ja myślę że mnie kochasz.-zaśmiał się.-ale jeśli sam go prosiłeś to nie mam co na niego krzyczeć...-wzruszył ramionami biorąc się za pizzę.-ale nadal jestem ciekawy tego twojego prezentu od taty...tak jakoś.-zaśmiał się.
-pewnie tak. Ja dostałem książkę.-wzruszył ramionami.-na pewno chciał przeprosić. Sądzę że już będzie lepiej. Dacie sobie trochę czasu i będzie dobrze.-uśmiechnął się jedząc pizzę.
-racja pyszna.-zgodził się szybko.-wiesz skarbie...na pewno sobie poradzę. W kuchni przecież radzi sobie Reiko a jak coś to umiem zrobić proste dania. W pracy też...gdyby było mi ciężko to zadzwonie. Jestem dorosły.-przypomniał cicho się śmiejąc.-no i zobaczymy się za miesiąc.
Popatrzył na niego ostro o odsunął jego stopę. No on go kiedyś przypadkiem uderzy.
-opanuj się trochę...-fuknął-Pewnie ją odwiedzę. Gdybym tego nie zrobił obraziłaby się...-zaśmiał się cicho.
-Ja wiedziałem że Tomo jako twój sensei to zły pomysł...-mruknął dobrze znając 'fetysze' swojego przyjaciela.-Daję ci skarbie tylko...no nie w miejscach...aż tak publicznych.-westchnął biorąc ostatni kawałek pizzy. -pozdrowię. Pewnie będzie mi chciała zrobić terapię...
-Daję...i obrus wcale nie zasłania tak całkowicie...ktoś zauważy i dopiero będzie. To nie miejsce na takie rzeczy.-wywrócił oczami.-niby czemu nie fair?-spytał unosząc brwi.-No super, super...
-Kotek no...kultury trochę. A chciałbym ci przypomnieć że do postów to akurat jestem przyzwyczajony...takie przerwy miałem jak w szpitalu byłeś że...ten miesiąc to pikuś.-wzruszył ramionami.
-Możliwe skarbie...co nie zmienia faktu że odstepy czasowe były tak czy owak. Dam rade...a jak nie to cóż...rzuce się na ciebie.-zaśmiał się cicho i wzruszył ramionami.
[Dziękuje i wzajemnie ^^]
-Oj kochanie...zobaczysz będzie zabawa. Ale nie w miejscach publicznych.-zaśmiał się.-zobaczysz...mój studenciku.
-Nie ufasz mi?-Zaśmiał się i złapał go za rękę kiedy wychodzili. Powoli zachodziło już słońce.-Wiesz...tak teraz patrzę i naprawdę wiele się zmieniło odkąd się poznaliśmy...i odkąd zaczęliśmy się spotykać. Strasznie dużo...nie sądzisz?-spytał zerkając na niego.
-Ech kochanie...zaszalejesz. Moje doświadczenie nie jest...bogate że tak to ujmę.-zaśmiał się cicho.-Dużo się zmieniło. Zwłaszcza między nami...ty może tego nie widzisz. Ale już nie jesteś tym słodziakiem który rumienił się po pocałunku...który nie wiedział co czuje więc radził się rodzeństwa...-umilkł na chwilę.-dużo się zmieniło.-powtórzył nie wspominając że on sam też się zmienił.
-Żyłem w kłamstwie.-powiedział żartobliwie i objął go lekko ramieniem.-No cóż...więc tylko ja jestem w szoku a to przecież całkowita norma tak? Jak masz mi zamiar robić takie niespodzianki jak teraz przed wyjazdem to lepiej wyłóż podłogę poduszkami czy czymś...-zaśmiał się.-stary dziadu ze mnie...więc cóż...chyba powinienem z tobą trochę zaszaleć?-zaśmiał się.-tylko mnie nie zdradzaj, co? obiecuję że poszalejemy.
-Ryu to był żart...przecież cię znam...nie jesteś taki.-uśmiechnął się przepraszajaco.-podobała tylko...byłam zaskoczony i...krew zaczęła buzowac...co jakbym dostawał zawału?-spytał znów obejmując go ramieniem. Nie chciał się kłócić.-um no...raz...raz możemy spróbować z kajdankami.-powiedział chociaż nie napawalo go to entuzjazmem. Bał się że wspomnienia powrócą i po prosty zamknie się w sobie.
-um...przepraszam. To się więcej nie powtórzy.-obiecał nie sądząc że to aż tak zaboli chłopaka. Najwyraźniej poczuł się zbyt swobodnie.-galerii?-spytał zaskoczony ale dał się ciągnąć w stronę budynku.-Kiedy masz pierwsze zajęcia?-spytał chcąc jakoś zmienić temat.
-mhm...więc pojutrze. Wyjadę rano jeśli nie masz nic przeciwko.-uśmiechnął się lekko uznając że im dłużej zostanie tym trudniej będzie mu wyjechać. Ruszył za nim przyglądając się zdjęciom.
-to znaczy że ładne, tak?-spytał cicho się śmiejąc. Nie znał się na tym chociaż zdjęcia faktycznie mu się podobały.-kiedyś też będziesz miał swoją wystawę.-powiedział pewny swoich słów.
-oj już nie bądź dla siebie taki krytyczny. Robisz świetne zdjęcia...jesteś początkujący to fakt. Ale po zajęciach i radach będziesz świetny. Al pamiętaj żebyś zawsze miał swój styl...zachowaj swoje zdanie...-uśmiechnął się do niego lekko.
-uwierz w siebie. Ja w ciebie wierze. Przeskocz swoje oczekiwania...zobaczysz wtedy jakie to fajne.-uśmiechnął się i ucałował go w policzek.-jak będziesz chciał to ci kiedyś zapozuje.-dodał przyglądając się jakiemuś zdjęciu.
-a co jak dostaniecie takie zadanie na zajęciach żeby zrobić pozowane? Będziesz się buntował?-zaśmiał się cicho.-na lody...nie ganiaj tak proszę.-zaśmiał się czując że biegają z miejsca na miejsce. Trochę go to stresowalo.
-no tak. Musisz mieć swój własny styl.-powtorzył swoje słowa idąc teraz przy nim spokojnie. Delektował sid chwilami spedzonymi z chłopakiem wiedząc że czeka ich miesiąc rozłąki. Przygotował się na to więc też przyjmował to wszystko spokojnie.
-w takim razie po lodach wracamy czy chcesz zobaczyć coś jeszcze?-spytał jedząc swojego loda.-wiesz...ładnie tutaj będziesz miał. Blisko dowwilu miejsc, ładny akademik i ładny pokój. Uczelnia pewnie też. Tylko pozazdrościć.
-ok. Pomogę ci bo pewnie sporo będzie do noszenia. -zdecydował od razu.-dobrze że ci się podoba. To najważniejsze.-kiedy skończyli jeść i trochę odpoczeli wstał z lawaczki i poszedł z Ryu na zakupy. Wziął te cięższe torby a kiedy wracali było już ciemno.
Po delektowaniu się ostatnim posiłkiem Ryu na najbliższy miesiąc czekał grzecznie na swoją kolej z czystą bielizną i recznikiem w dłoniach.
Takano wykapal się bardzo szybko więc już chwilę później leżał w łóżku przy Ryu.
-kocham cię. Dobranoc skarbie, miłych snów...mój kochany studencie.-pocałował go delikatnie.
Jun wyjechał z samego rana najpierw oczywiście jadąc do swojej pani psycholog a dopiero później do Yukan. Wytrzymał ten miesiąc dość spokojnie czasem tylko mając jakies załamania. Co jakiś czas rozmawiał z Ryu przez telefon żeby dowiedzieć się jak mu mijają zajęcia. Umówił sie że przyjedzie do niego pod uczelnie proponując kino. Przyjechał motorem chwilę przed zakończeniem zajęć. Napisał mu sms'a że czeka przed uczelnia. Ledwo zdjął kask a został otoczony przez grupkę studentek które starał się odgonic tłumacząc że na kogoś czeka.
-tylko i wyłącznie twoje.-zaśmiał się cicho. Oburzone dziewczyny zaczęły mamrotac coś w stylu 'gej?, no nie kolejny?, wiedziałam że jak ładny do albo idiota, albo zajęty albo gej.'. Tą która siedziała na jego motorze zrzucił lekko i wyjął drugi kask.-wybacz to zamieszanie kochanie...mogłem przyjechać samochodem ale przecież obiecałem że cię naucze jeździć.-uśmiechnął się do niego.
-na pewno? No to się trzymaj znajdziemy jakąś nieuczeszczana ulice i cię poucze trochę tak jak obiecałem.-ruszył z piskiem opon jeżdżąc trochę po mieście. Wyjechał za nie i w końcu znalazł jakąś pustą drogę.
-uważaj!-krzyknął śmiejąc się wesoło i podtrzymując motor żeby nie upadli. Posadził go przed sobą i objął mocno.-tesknilem.-przyznał spokojnie i pocałował go namiętnie.
-mhm...więc tak. Tu jest gaz a tu hamulec. Tutaj zmieniasz biegi ale na razie będziesz jechał na pierwszym. Odpala się tu...-odpalil go i ustawił.-ruszymy powoli...działanie take jak ruszanie i zmiana biegów podobne jak w samochodzie. Więc powoli.-uśmiechnął się kładąc ręce blisko kierownicy żeby szybko zareagować.
-mhm dokładnie.-pochwalił go.-przyspiesz trochę a jak będziesz się czuł pewniej to zrób slalom.-polecił mu widząc że chłopak się cieszy.
-jajć...-od razu przejął kontrolę nad kierownicą. Wyprostował motor i go zatrzymał.-ale szło ci ładnie.-pochwalił go i zdjął kask.-masz ochotę na kino?
-a poszperalem trochę i fajny thriller leci teraz.-wyjął z kieszeni kurtki dwa bilety.-seans za pół godziny.-uśmiechnął się lekko i dał mu calusa.-wiesz...dzięki że tak szybko poszedłeś wtedy...czułem się osaczony.-zaśmiał się cicho.
-No no...byłem wręcz atakowany przez jakieś dziewczyny a ty mi tu mówisz się nie spieszyłeś? Dzięki kochanie...-zaśmiał się cicho.-Tak za miesiąc znów cię czegoś nauczę.-obiecał spokojnie ruszając. Nie chciał żeby spóźnili się na film.
-No jasne skarbie.-zgodził się. Już w kinie kupił im popcorn i colę i poszedł do odpowiedniej sali. Kiedy usiedli podał chłopakowi okulary które dostali przy wejściu.
Zgodził się skinieniem głowy.
-To może pójdziemy coś zjeść? opowiesz mi jak tam dzisiejsze zajęcia i jak ci się mieszka?-zaproponował dalszy plan dnia. Naprawdę się cieszył że w końcu jest blisko niego.
-Oho myszko...nie wspominałeś że pracujesz w pizzerni jak rozmawialiśmy przez telefon.-zauważył.-No ale to znaczy że nie mam się co o ciebie martwić. Znalazłeś sobie pracę, Dobrze sobie radzisz.-uśmiechnął się.
-No słyszałem jak się darł ale jakoś nie wnikałem z kim rozmawia ani o czym.-wzruszył ramionami.-Nie rozumiem o co mu chodzi. Jesteś już duży i starasz się usamodzielnić. Jestem dumny.-uśmiechnął się do niego.-Ale nie robisz tam nic bardzo ciężkiego? Dobrze cię traktują?-dopytał z ciekawości.
-W takim razie zupełnie nie mam się co martwić. Mój zdolniacha.-ucałował go znienacka w policzek.-kocham cię. Twój ojciec nie ma się o co martwić. Wiesz co robisz.-uśmiechnął się na prawdę będąc z niego dumnym.-Więc następnym razem nie wahaj się mi mówić o takich rzeczach, ok? Zawsze będę cię wspierał.
-No proszę...na prawdę sobie świetnie radzisz.-powiedział postanawiając zostawić te mniej przyjemne tematy w spokoju.-Pracujesz w gronie znajomych, wielu już poznałeś. Świetnie. Więc z tą przyjemniejszą stroną studiów radzisz sobie pierwszorzędnie. A jak tam na wykładach?
-No zawsze tak jest...są te ciekawsze zajęcia i te mniej. Ja uwielbiałem praktyki...i te bardziej historyczne wykłady. Zwykle oglądaliśmy na nich filmy na przykład o Egipcie i mumifikacji.-wzruszył ramionami.-Dobrze że są te zajęcia które lubisz...ale pamiętaj że te które lubisz mniej też będziesz musiał zaliczyć.-uśmiechnął się do niego. Cieszył się że chłopak sobie dobrze radzi. To wiele dla niego znaczyło.-Pamiętam że miałem takiego profesora który czasem sam siebie usypiał.
-No w pewnym momencie zajęć zasypiał. Zwykle to były ostatnie wykłady więc cicho szliśmy do domu.-wyjaśnił również biorąc sobie kawałek.-No cóż...więc zostaje mi trzymać kciuki że zdasz skarbie...nic innego tylko to.-zapił słowa colą i wrócił do jedzenie.-dobra.
-W pracy...staram się kontrolować biuro. Sprzątam co tydzień bo mam dosyć tego bałaganu.-zaśmiał się.-W domu dobrze chociaż mogłoby być lepiej. Za dużo hałasu.-wzruszył lekko ramionami jedząc kolejny kawałek.-A Tomo...znów się pokłócił ze swoim facetem. Jak jechałem do ciebie to zadzwonił mówiąc że on się do związków nie nadaje. Ja po prostu już nie wiem co mu radzić...kochają się ale czasem Tomo jest zbyt uparty, Takano powie coś czego nie powinien i się jeden focha na drugiego. Idzie im o błahostki.-wyjaśnił wszystko.
-Teraz jest go za dużo skarbie. Dzieci Reiko ciągle płaczą, wszyscy krzyczą...no istna masakra. Cieszę się że mogę chociaż na chwilę od tego odpocząć.-uśmiechnął się kończąc kolejny kawałek.-więc bez ubrania jakieś pół kilo mniej...to dobrze.-zadowolony dopił swoją colę.-Zaproponowałem mu to. Jedziemy na małą wycieczkę po jego chemii.
-Ech Ryu...nie będę się złościł. Jestem twoim facetem a nie ojcem. Powinieneś uczyć się na własnych błędach...ale już wiesz że nie wolno, prawda? Ja tak jak tobie obiecałem rzucam i już prawie w ogóle nie palę. Tylko jak już mam straszną chcicę. W ciągu tego miesiąca tylko 5 razy.-Złapał go za rękę.-Nie będę ci prawił morałów bo wiem że to bez sensu ale...taka rada od nałogowego palacza. To nic dobrego...nie warto w to wpadać.-uśmiechnął się do niego lekko.
-Mhm no dobrze...ale nie wkręcaj się w to kotuś.-uśmiechnął się. Rozumiał go. Wiedział że niektóre rzeczy po prostu kuszą.-Ja ciebie tez kocham. Bardzo.-złapał go za rękę.-często chodzisz na imprezy?
-Mhm...korzystaj ze studiów...ale nie za bardzo. Wszystko powinno być w jakimś umiarze.-Pokiwał głową jako wielki znawca. Zjadł ostatni kawałek i ułożył naczynia na jednym dużym talerzu.
-Ok nie mam nic przeciwko. Ale tym razem nie będę spał w akademiku. Wynająłem sobie pokój w pobliskim hotelu.-powiedział wstając i łapiąc go za rękę. Kiedy wyszli wsiadł ma motor i poczekał aż chłopak do niego dołączy. Wtedy ruszył prosto do akademika.
-Tak też sądziłem. Nie chciałem się narzucać skarbie.-wyjaśnił spokojnie.-No mogłem wybrać lepszy termin na odwiedziny skoro masz kolokwium...no nic.-wzruszył ramionami.-planowałem zostać cały weekend ale chyba pojadę wcześniej. Nie chcę ci przeszkadzać w nauce.-dodał obejmując go lekko i idąc do windy.
-No dobrze...zostanę cały weekend. Tylko żebyś nie miał przez to mniej czasu na naukę.-zaznaczył ciesząc się z tego całusa-kocham cię.-szepnął mu do uszka kiedy winda się zatrzymała. Wyszedł na korytarz.-Które to były drzwi?
-Prosto z mostu jak widzę...-mruknął.-A co nie możesz już faceta zadowolić? Wiesz...to że należmy do innej grupy wiekowej nie znaczy że nie podniecają nas podobne rzeczy...Każdy lubi co innego więc po prostu musisz wyczuć co lubi twój facet i do czego ty sam jesteś zdolny. Możesz się w coś przebrać, cross dresing albo coś.
-Ano nadal...wiesz może spróbuj go tak porządnie wypościć? To też działa, nawet bardzo.-poklepał go przyjaźnie po ramieniu.-No i staraj się go nie martwić. Uważaj na siebie...
-hmmm...A pogadaj z nim. Powinniście z siebie korzystać a nie...przypomnij mu że jakiś czas temu to on kazał mi nie być tak opiekuńczy.-zaśmiał się cicho.-posłuchałem i jest ok...a jak chcesz to ja z nim pogadam.
-Dobrze. Trzymam kciuki.-jeszcze raz poklepał go po ramieniu i wstał z jego łóżka i siadając na łóżku Tomo.-Jak byłem tu pierwszy raz to był taki porządek.
-Oj nie czepiam.-przytulił go mocno do siebie.-Ja też tęskniłem...ja też...-pogłaskał go po włosach.
-możesz. Nie wyobrażam sobie żeby było inaczej.-zaśmiał się cicho. Tulil go mocno do siebie, na prawdę tesknil za tą bliskością
-jasne tylko dzisiaj.-przyjął do wiadomości po czym wstał.-em...-nie do końca wiedział co odpowiedzieć.-jak masz faceta gdzieś w okolicy to go zapros na noc. Masz cały pokój wolny.-pomachal mu i wyszerl obejmując Ryu ramieniem.
-mhm...więc w przyszłym tygodniu ty masz wolny pokój.-zauważył spokojnie.-żałuję że nie mogłem mu jakoś bardziej pomóc...musi mu być z tym ciężko.-wypowiedział swoje myśli na głos.-a...wziąłeś sobie ciuchy na zmianę i wszystko inne co potrzebne?-spytał zatrzymując się przed windą i nie widząc żeby chłopak brał jakiś plecak.
-misiu...a szczoteczka do zębów, a leki, a czysta bielizna? To są rzeczy niezbędne i raczej powinieneś je wziąć co?-uniósł lekko brwi.-no wtedy mu pomogę.-zgodził się.-a na razie idź skarbie po wszystko co potrzebne.
-nie marudze...-mruknął. Przecież leki na noc i rano...niczego jeszcze nie wziął a powinien. Kiedy chłopak wrócił objął go ramieniem i wszedł do windy.-kochanie? Zjemy razem śniadanie? Chciałbym żebyś mi coś ugotowal...
-dobrze.-ruszył spokojnie parkujac przed hotelem. Zszedł z motoru i zdjął kask.-tam jest sklep.-wskazał na duży supermarket uznając że tam mogą kupić wszystko co potrzebne.
-obojętnie skarbie. Cokolwiek przygotujesz zjem ze smakiem i będę szczęśliwy.-uśmiechnął się lekko. Nie był wybredny, chciał po prostu zjeść coś ugotowanego przez chłopaka bo strasznie się za tym stesknil. Wziął koszyk i ruszył za nim.
-może być skarbie.-zgodził się szybko pakując do koszyka jeszcze wodę gazowana.-Hmmm...to chyba wszystko, nie?-spytał kiedy koszyk był już prawie pełny.
-dobrze.-zgodził się idąc za nim. Wyłożył wszystkie produkty na taśmę i wyjął portfel.
-przywiozłem. Są w hotelowym pokoju.-uśmiechnął się i wziął resztę toreb. Pojechali windą do pokoju. Jun otworzył drzwi i wpuścił chłopaka przodem zaniósł zakupy do małej kuchni.-tu masz buleczki.-podał mu reklamówkę.
-no ja myślę. Prosiłem Tomo o świeżą porcję przed wyjazdem.-wyjaśnił spokojnie postanawiając mu nie podjadac buleczek.-następnym razem też ci przynieść?
-nie ma za co kochanie.-wziął go na konala i pocałował mocno.-wiesz...tesknilem, bardzo...-zszedł pocalunkami na jego szyję.
-no mowiles...-zgodził się calujac go w paluszek.-dobrze że Yuto nie jest już właścicielem tych kamerek w moim pokoju.-zaśmiał się cicho.
-a bo widzisz...wszystkie zostały zdjęte. Stwierdziłem że nie wytrzymam jak znów będzie widział jak się masturbuje więc...zawarliśmy umowę.-wyjaśnił spokojnie odsuwając go na moment.-skończyło się podgladanie myszko.
-no...wolałbym żeby to nie wróciło. Zasługuje na chwilę prywatności. Już i tak byłem podgladany przez dwa lata. Dość.-puknal go w nosek.
-chciałbym żeby to jednak nie wróciło...-powiedział zaraz się napinajac.-wiesz...jak już ciebie nie było to żeby nie zacząć więcej palić to ćwiczyłem...więcej.-powiedział kiedy chłopak go macal. Sam jego dotyk działał jak 'baczność'.
-Mhm kotuś...wiesz jak nie będę ci się podobał taki umięśniony to możesz powiedzieć.-uśmiechnął się i położył mu dłonie na udach a później przesunął je na jego pośladki.-tylko twój. Tylko.-uśmiechnął się zaraz całując go namiętnie.
-Dobra więc już nie będę...chociaż formę chcę utrzymać...-uśmiechną się lekko. Ścisnął lekko jego pośladki dobrał się do jego szyi robiąc mu mocną malinkę bardziej na widoku niż zamierzał.
-Ano właśnie skarbie...oznaczam cię żeby cię nikt nie podrywał. Jesteś mój. Nie będę się dzielił.-zaśmiał się mając zamiar tu zrobić jeszcze kilka malinek.-Mhm utrzymam.-Zgodził się szybko.-nie będę już dużo ćwiczył.-obiecał zdejmując z niego koszulkę.
-Mhm...-odparł tylko wstrzymując oddech. Zaczął powoli rozpinać jego spodnie.
-Um...-Junowi w końcu udało się zdjąć chłopakowi pasek.-Wiesz skarbie...mimo wszystko za te fajki powinieneś dostać karę...-dał mu klapsa i zaraz zabrał się za całkowite rozpinanie jego spodni.
-Nie było mocno...-usprawiedliwił się chociaż wiedział ze mu się to podobało. W końcu odpiął guzik i zsunął z niego spodnie a zaraz po tym bokserki i znów dał mu klapsa.-za drugą fajkę.-wytłumaczył się.
-Nie szkodzi...-uśmiechnął się. Napiął zaraz wszystkie mięśnie a to jak chłopak oblizywał usta tylko bardziej go podniecało. Pociągnął go do siebie żeby go pocałować.
Wciąż go calujac przyciągnął go bliżej siebie i zdjął swoje spodnie rzucając je na podłogę. To samo zrobił ze spodniami i bielizną swojego partnera. Pocalunkami zszedł na jego szyję robiąc mu kolejną malinke w okolicy obijczykow.
-oj nie marudz...ty tylko dwie...ja miałem pełno i sobie radzilem. Kupisz fluid i po sprawie marudo.-zaśmiał się odwdzieczajajac się tym samym i również dobierajac się do jego przyrodzenia.
-mi chodzi o to że ojciec...i do szkoły chodziłem.-funkął szybciej poruszając ręką.-o matko to ja ci kupię jak masz problem że ktoś zobaczy...-dodał.
-wojna o dwie malinki...nie to nie. Nie będę ci ich robił.-wywrócił oczyma nie chcąc się kłócić kiedy powinni się bawić zamiast kłócić. Zwłaszcza że było mu na prawdę dobrze.-poprawiles się...-pochwalił go postanawiając że da się chłopakowitn jeden raz wyszalec.-dzisiaj...oddaję się w twoje ręce.
-mhm...-odparł tylko czując że długo nie wytrzyma.-to była dluuuuuga przerwa.-dodał przygryzajac warge.
-o nie. Widzisz mnie za miesiąc...i uwierz jak sie na ciebie nie rzuce to będzie dobrze.-oznajmił drżąc lekko kiedy chłopak przejechał dłonią po jego brzuchu.
-mhm...to przyjadę w późniejszym terminie.-objął go mocno i pocałował namiętnie i długo.-kocham cię...nawet nie wiesz jak mocno...misiu...jak chcesz się dzisiaj kochać? Czego chcesz wypróbować?-spytał szepczac mu do ucha.
-Dobrze...w razie czego wołaj.-poprosił. Martwił się o swoją sunie ale wiedział że zostanie tam nie byłoby najlepszym pomysłem wiec spokojnie wrócił do pokoju Yuyi.
-Dobrze...w razie czego wołaj.-poprosił. Martwił się o swoją sunie ale wiedział że zostanie tam nie byłoby najlepszym pomysłem wiec spokojnie wrócił do pokoju Yuyi.
[Ech...dobra...jestem dzisiaj roztrzepana i ciągle mylę karty...gome]
Zaśmiał się cichutko na to wyznanie.
-no proszę. Nie widzimy się miesiąc. Przed moim wyjazdem mówisz jak to mnie wypościsz że będę chciał nawet w miejscu publicznym a tu pełna kultura i zero pomysłów. Jestem w szoku.-zachichotał i ucałował go lekko. Przejechał dłońmi po jego udach aż to jego przyrodzenia które zaczął drażnić przez materiał spodni.
[oj zdasz, zdasz. Nie marudzić proszę ^^]
Na nieszczęście chłopaka Jun właśnie na taki pomysł wpadł. To w sumie wyszło samo. Nałożyło się na to wiele czynników między innymi hałas w domu który denerwował go coraz bardziej. Z każdym dniem utwierdzał się w przekonaniu że przeprowadzka do własnego mieszkania będzie dobrym pomysłem, najpierw jednak chciał o tym porozmawiać z Ryu. Podjechał pod uczelnię samochodem uznając że w nim zaczeka. W końcu nie chciał powtórki z ostatniej wizyty.
[bloger płata psikusy...odpisałam ci? XD przy okazji się pochwalę bo fp założyłam ^^ https://www.facebook.com/pages/KiruArt/239846916220137]
[to dobrze że odpisało...bo błędy jakieś ciągle wyskakują XD no zobacz jak będziesz miała chwilę...nie obrażę się też za mała reklame XD]
-No miałem...ale tak jakoś wyszło że wyjechałem wcześniej. Nie wyglądasz za dobrze...no i strasznie nie miłe to przywitanie. O co chodzi?-spytał na razie nie ruszając.-żyłem z Tomo przez 3 lata...żaden bałagan mi nie straszny.
-No masz prawo...tylko ja chyba mam prawo chcieć zobaczyć cię szybciej kiedy widujemy się tak rzadko, co? Przepraszam kochanie...tak jakoś wyszło że wyjechałem wcześniej. Skończyłem robotę, nie miałem co robić, nie było korków...to i szybciej dojechałem. Już się nie złość.-poprosił ruszając.-poza tym...miałem dość tego hałasu w domu i tylko czekałem aż wyjadę na ten weekend.
-oj no już się nie denerwuj...kacyk że się na mnie wyżywasz?-spytał wywracając oczyma.-nie denerwuj się kotek. Mogłeś od razu przełożyć mój przyjazd o tydzień. Nie chcę się kłócić zwłaszcza że tak rzadko się widujemy.-dodał parkując przed akademikiem.
-Oj no nie krzycz na mnie.-westchnął również wysiadając.-Jak nie chcesz nie musze iść z tobą na górę. Poczekam tutaj.-powiedział nie chcąc się narzucać.
-Ja pieprze...co tu się działo. Idź się ogarnij ja tu posprzątam.-westchnął nie chcąc tego bardziej komentować ani na niego krzyczeć. Był jego chłopakiem nie ojcem, poza tym nie mógł mu zabronić wyszaleć się od czasu do czasu. Pokręcił tylko głową i zaczął zbierać butelki i puszki.
-nie zacznę ci matkować.-fuknął.-ech Koki nie wyglądał na takiego coby miał cię rzucić...tak się starał przecież, kase zbierał...coś się musiało stać.-mruknął nie bardzo rozumiejąc czemu tak się stało.
-oj no bez przesady...obiecałem mojej psycholożce że nie będę. Kazała mi do upadłego pisać 'jestem facetem Ryu nie jego ojcem'.-westchnął siadając na łóżku Ryu.
-No dumny jestem.-zaśmiał się Jun.-A tak poważnie...bardzo złe wyniki?-spytał spokojnie pijąc kawkę i zajadając grzankę.-Zostań dzisiaj z przyjacielem.-dodał widząc że Keiichiro ledwo się trzyma.
-Rozumiem, więc to nic poważnego.-uśmiechnął się lekko.-Keiichiro...wyglądasz koszmarnie. Ktoś się powinien tobą zająć.-A ja przecież wytrzymam jeszcze jedną noc bez Ryu.-dodał dopijając kawę.
-Serio? Czemu? Nie rozumiem, ten facet to najbardziej opiekuńczy głupek jakiego znam. Jak z nim rozmawiałem przez telefon brzmiał na zmartwionego...mówił że będzie musiał wyjechać na dłużej za pracą.-powiedział spokojnie zdziwiony tym co słyszy.
-czemu? Przecież leków na pusty żołądek brać nie możesz...-westchnął. Chciał trochę spokoju a i tak kłopoty.
-ok. Po południu. Nie będę cię zmuszał ale nie chce drugiego niejadka. Tomo wystarczy.-przytulil go lekko.-Ryu...chciałbym z tobą o czymś porozmawiać. Poważnie zastanawiam się nad przeprowadzeniem do swojego mieszkania. Oczywiście w Yukan...-zaczął cicho.
-no nadal. Ale stara się jeść regularnie. Choroba trochę go męczy ale ma wsparcie. Facet go pilnuje z jedzeniem.-opisał szybko sytuację.-dla ciebie zawsze kochanie. Po prostu...mieszkankę w domu już mnie trochę męczy. Jest straszny hałas i nie mogę spokojnie spać. Mam już upatrzony ładne mieszkanko z widokiem.
-oj teraz jest dużo większy kochanie. I wcześniej nie było dzieci Reiko które w nocy wyja. Nie mogę spać...mecze się. Chciałem po prostu znać twoje zdanie na temat tego mieszkanie. To wszystko.
[em pytanie za 100 pkt. Jaki teraz mają tam miesiąc? XD]
[ok bo zgubiłam się XD]
-więc jak wrócę to zacznę się przeprowadzać. Jak mnie odwiedzisz to zobaczysz mieszkanie...a jak skonczysz studia zamieszkamy razem.-ucałował go lekko.-też cię kocham. Tesknilem.-znów dał mu calusa.
-jasne kochanie. A potem pójdę, zadzwonie do Kokiego i ogarne o co poszło...bo to jest aż nazbyt podejrzane.-westchnął tulac chłopaka do siebie.-poloz się a ja do ciebie dolacze.
-na prawdę musiał być zmęczony...-mruknął kładąc się przy nim i obejmując lekko również trochę przysypiajac.
[powodzenia ^^]
Również spał spokojnie. Stesknil się za tym uczuciem wtulonego w niego chłopaka.
-bosko misiu. Tesknilem za tym. Za tobą. -powiedział z lekkim uśmiechem.-masz może jakiś wolny ręcznik? Chciałbym się umyć bo aż smierdze.-zaśmiał się wstając z łóżka.
-i co w samej bluzie będę biegał? Kotus...no ja wiem że byś chciał ale chyba wolę zakryc dół a nie górę.-zaśmiał się przyjmując ręcznik.
-no wiem że nie masz. Mam w samochodzie ale nie chce mi się iść.-mruknął i poszedł do łazienki. Zostawił ich żeby sobie porozmawiali samemu wchodząc pod prysznic.
-Wiem skarbie. Mówisz mi to za każdym razem jak rozmawiamy przez telefon i jak przyjeżdżam. Ja ciebie też kocham. Bardzo.-przytulił go mocno.-kiedy przyjedziesz do Yukan?
-Za trzy tygodnie to nie długo. Będę na ciebie czekał. Postaram się coś ugotować.-ucałował go lekko.-Już będę miał pewnie umeblowany. Wszystko przeniosę i w ogóle.
-Ja też tęsknię a jakoś nie mam przywileju pierwszej nocy...-powiedział smutno.-ale potem już będziesz u mnie? Wiesz kochanie, chciałbym żeby to mieszkanie stało się również twoje kiedy skończysz studia.
-Wiem kochanie że chcesz spędzisz z nimi czas. Dawno ich nie widziałeś. W końcu tylko ja przyjeżdżam żeby cię odwiedzić.-ucałował go lekko.-rozumiem twój pokoik. W mieszkanku będzie nasz i jakoś to będziesz musiał przeżyć.
-średnio dał radę. Nadal mu czasem ciężko, potrzebuje wtedy czasu dla siebie. Ostatnio się tak poważnie pokłócili ale już jest lepiej.-opowiedział wszystko.-Wiesz...Tomo jest specyficzny.
-Jasne, jak sobie jakiś znajdziesz. Na prawdę chciałbym żebyś w tym mieszkaniu czuł się jak u siebie. Wiem że miałem poczekać aż skończysz studia, żebyśmy razem coś wybrali i podzielili się kosztami...ale ja już tam nie wytrzymuję.-uśmiechnął się przepraszająco.
-Jasne, jak sobie jakiś znajdziesz. Na prawdę chciałbym żebyś w tym mieszkaniu czuł się jak u siebie. Wiem że miałem poczekać aż skończysz studia, żebyśmy razem coś wybrali i podzielili się kosztami...ale ja już tam nie wytrzymuję.-uśmiechnął się przepraszająco.
-Ładnie to tak zapominać głuptasku?-zaśmiał się.-A ty leż. Wszystko się ułoży.-uśmiechnął się do Keiichiro. Swojemu kochaniu podał wodę i wstał żeby coś na siebie włożyć i nie paradować po pokoju w samych gaciach.
-no jasne, wszystko moja wina nie?-zaśmiał się i już w bluzie którą pozostawił chłopakowi usiadł na łóżku.-Nie martw się zostawię ci ją. A powiedz misiu...wyjdziemy gdzieś? No i ja raczej nie powinienem tutaj spać.
-a pani z dołu nie będzie zła?-zaśmiał się.-jestem za. Wiedz dzisiejszą randkę oddaję w twoje ręce.-ucałował go lekko wciąż go tulac. Po takich rozlakach na prawdę lubił czuć go blisko.
-no cóż...nie wnikam w szczegóły.-zaśmiał się.-ja się przebiore w samochodzie.-zdecydował na razie po prostu ubierajac to w czym przyjechał.
-wlasnie kochanie...jak ci idzie na studiach? Znaczy jak zdjęcia i w ogóle. Nic mi o tym ostatnio nie opowiadałeś...-uśmiechnał się podchodząc do bagażnika i wyjmujac ciuchy.
-tak długo jak to nic poważnego jestem spokojny.-wskoczył do samochodu i wyszedł już przebrany w czarne rurki i zwykły t-shirt. -ale jest dobrze skoro jesteś w 10. Jeszcze trochę i będziesz pierwszy. Zobaczysz. Wiem że mam zdolnego partnera.
-glupoty gadasz. Jak nie będziesz to nic się nie stanie. Jak będziesz...to wtedy będę dumny i dostaniesz nagrodę.-splutl ich palce razem i zamkal samochód.-dziękuje...że w razie czego mi powiesz że jest źle. Chciałbym móc być wtedy przy tobie.
-więc wyniki są dobre. Cieszę się nie na prawdę.-ucałował go ukradkiem w policzek.-prowadź skarbie. Oddaje się w twoje ręce. A tak poza tym jak tam twoja waga?
[w sensie że jak nie pasuje?]
-często chodzisz tutaj na spacery? Ładna okolica. Wybrałeś fajnie miejsce na studia. No i jak tam praca?-spytał rozglądając się trochę.-mieliście jakiś specjalny temat zdjęć na zaliczenie albo coś?
[aj no to nie ciekawie...]
-mhm...więc na razie nie macie nic trudnego co? Bynajmniej temat na zaliczenie nie jest trudny. Wiesz? Cieszę cię że poszedłeś na studia. Nawet jeśli widujemy się rzadko...widzę że ci się to podoba. Bycie studentem.-obdarzył go uśmiechem.
-mhm rozumiem. Nie znam się na tym ale lubie twoje zdjęcia. Tak po prostu.-uśmiechnął się oglądając zdjęcia. Masz już pomysł na zdjęcia? Do kiedy macie czas?-zasypał go pytaniam rozglądając się przy tym dookoła.
-mhm...opowiesz mi takim razie jak przyjedziesz do Yukan.-uśmiechnął się.-cud?-uniósł lekko brwi jakoś nigdy nie wierząc w tego typu rzeczy.-skoro chcesz...możemy zobaczyć czy coś się stanie.-zaśmiał się trzymając go za rękę.
-no tak, tak.-pokiwal głową. Co prawda wolałbym zjeść coś twojego ale ok.-zaśmiał się idąc tuż obok niego do owej knajpki.
-mój leniuszek.-zaśmiał się calujac go ukradkiem w policzek.-mój kochany. Zostaje mi zjesc ramem. Ty organizujezza randkę więc ty decydujesz.
-miałem taki zamiar. To dziwne że z nim zerwał. Martwił się o niego ciągle i w ogóle...-wzruszył ramionami i usiadł na przeciwko niego.-chce się dowiedzieć co się stało...
-porozmawiam co nie znaczy że coś zdzialam. Szkoda mi go ale nie wiem jak to będzie.-uśmiechnął się lekko i zaczął jeść.
-głupie pytanie.-złapał go za rękę.-nigdy cię nie zostawie. Kocham cię i bez względu na to jak źle bh nie było będę przy tobie.-uśmiechnął się.-wierze że będzie lepiej i nie będziemy żyć długo i szczęśliwie.
-ja ciebie też kocham strasznie mocno. A teraz już wracaj do jedzienia kochanie.-poprosił że śmiechem samemu również jedząc bo bardzo mu smakowało.
-serio? Wiesz niby mógłbyś mnie zaprowadzić ale nie rozumiem. Czemu chce mnie poznać.-wzruszył ramionami.-chcesz iść teraz? W końcu do północy masa czasu.-zauważył z uśmiechem.
-ale tylko rok...a może dwa lata. W każdym razie mało ją pamiętam. W sumie mój styl pracy był inny. Mogła mnie zapamiętać. Jutro mnie zaprowadzisz, ok? Chce zobaczyć czego ode mnie chce.-powiedział zaraz kończąc jedzenie.
-aj misiu? Wiem że powiedziałem że oddaje randkę w twoje ręce ale nie przesadzasz trochę? Porno na randce?-spytał idąc za nim i będąc w lekkim szoku. Wciąż nie umiał się przestawić że nie ma wcale tak niewinnego chłopaka.
-a nie możesz nie wiem...w domu oglądać. Ja do kina na takie rzeczy nie chodzę...żeś sobie wymyślił.-wywrócił oczyma.-no ale jak powiedziałem że oddaje tę randkę w twoje ręce to muszę się tego trzymać.-westchnął uznając że to jednak nie był najlepszy pomysł.
[ano ne odpisałam przecież...gomen że tak późno ale w teatrze jestem a teraz jest przerwą XD]
-no ja wiedziałem że to się źle skończy.-jęknął jakoś nie mając ochoty na seks w miejscu publicznym zwłaszcza że w sali był ktoś poza nimi.-nie możemy później?
-łatwo ci powiedzieć misiu. Ja...nie przepadam tak w miejscu publicznym...-jęknął cicho zakrywajac oczy. Nic nie mógł jednak poradzić na to że było mu dobrze. Nie obchodził go film a jedynie to co robił chłopak.
Szybko się podniecil. Taka przerwa robiła swoje. Zamknął oczy starając się odprezyc ale kiepsko mu to wychodziło.
-Ryu...-szepnął.
-ale żeś wymyślił. Ubrudziles się.-starł mu swoje nasienie z policzka.-gluptas...zadowolony?-spytał cicho się śmiejąc.
-no no...zajales nam czas...-zaśmiał się.-ale pełny seks dostanę czy raczej nie mam na co liczyć?-spytał łapiąc go za rękę i wychodząc z kina.
-oj no to nie tak że nie chciałem...tylko...no nigdy nie byłem. Nie powiem że nie było miło. Było ok.-dał mu buziaka w policzek.-było ok...ale teraz jestem niezadowolony skoro nie mam na co liczyć. Nie lubisz się ze mną kochać?
-a no tak...zapomniałem że przecież śpimy w akademiku. Jakoś to przeżyje.-splutl z nim palce.-porozmawiam z Kokim.
-jane. Nic się nie stało.-zapewnił z uśmiechem i wziął go na ręce.-kocham cię wiesz? Jesteś wspaniały.-ucałował go w szyję.
-oczywiście misiu, każda okazja jest dobra. A ta jest specjalna bo widzimy się po dlugiej przerwie.-uśmiechał się.
-nie mam nic przeciwko. Tęsknię za tym uczuciem że zasypiam i czuję jak się tulisz. Lepiej mi się wtedy śpi. Jestem spokojniejszy.-przyznał mu się do swojej małej słabości.
-dobrze wrzucamy. Kocham cię. Kocham.-ucałował go w policzek i mocniej złapał go za dłoń.
-jeden już się zdarzył.-odparł mocno go przytulajac.-mam cię przy tobie. Kochasz mnie. Zostałem ocalony z ogarniajacej mnie pustki.-dodał cicho.
-jesteś niesamowity. Wspaniały.-znów lekko go ucałował.-wracamy już? Chyba powinniśmy co?-odsunął się trochę od niego.-już zawsze będziemy razem.
-wcale mi to nie będzie przeszkadzało.-zapewnił go z uśmiechem i objął lekko ramieniem idąc wesoło w stronę akademika.-miła randka. Dziękuje. Następną przygotuje ja kiedy już przyjedziesz do Yukan.
-pamiętam. Pierwszy dzień dla rodziny.-ucałował go w policzek.-ech byłbym za, serio, tylko jest mały problem. W windach są kamery.-wskazał je ręką.-a ja nie mam zamiaru być ogladanym...-uśmiechnął się przepraszająco.
-ajaj...no to nieźle się zabawiliscie...-zaśmiał się i objął go lekko. Wiedział że chłopak chciał próbować nowych rzeczy, wyszalec się trochę. Jednak miał opory nawet kiedy chłopak tak go zapewniał o tym że nikt ich nie zobaczy.
-kochanie...to nie tak że ja nie chce...tylko...nie chce żeby ktoś nas widział.-ucałował go i wyszedł za nim.-jest jeszcze jutrzejszy dzień.
-poszalejemy. Obiecuje. Ale powoli ok? Wytrzymałem kino jak dla mnie to dość wrażeń. Ale obiecuje się przemuc do szaleństwa...trochę więcej.
Rozebrał się do bielizny i wszedł do łóżka.
-obiecuje że jeszcze zaszalejemy. Wiem że jesteś młody i chcesz się zabawić
-poszalejemy. Obiecuje.-ucałował go na dobranoc.-miłych snów misiu. Poszalejemy.
Tulil go mocno całą noc. Nie mógł nic poradzić na to że się stesknil. Miał spokojne i miłe sny, cieszył się że nawet w snach jest z chłopakiem.
Jun obudził się jak tylko poczuł brak chłopaka w łóżku. Wstał i podszedł do drzwi od łazienki.
-misiu? Zrobię jajeczniczke ok?-zaproponował uznając że może się pochwalić.
-nie zapomne. Zrobię dla wszystkich.-zapewnił idąc do kuchni i zabierając się za robienie jajeczicy. A co, pochwali się trochę.
-no skoro tak mówisz to jestem spokojny.-uśmiechnął się lekko do niego i nałożył wszystkim jajecznicy. Zalal herbatę i wyłożył wszystko na stolik.-mam nadzieje że będzie ok....
-serio? Yuhu! Nauki Tomo nie poszły na marne.-ucieszył się zaraz również zaczynając jeść. -cieszę się że ci smakuje. Na prawdę.
-no nadal za wiele nie umiem...ale są już jakieś podstawy.-uśmiechnął się lekko.-nadal czekam na przepyszne jedzonka przygotowywane przez mojego idealnego partnera.-wziął łyk herbaty.
-staram się. Tomo mnie uczy, trochę sam próbuje z przepisami. Wychodzi coraz lepiej.-uśmiechnął się i pozbieral brudne talerze.-pozmywam.-oznajmił wesoło.-Ryu...pójdziemy dzisiaj do niej?-spytał jeszcze.
-cóż więc w poniedziałek rano. Tak pasuje? Co chcesz dzisiaj robić?-spytał dając mu się tulic i spokojnie myjac naczynia.-tylko nie wiem czy dzisiaj powinienem się oddać w twoje ręce.-zaśmiał się.
-love hotel jest zdecydowanie mniej szalony niż kino porno. Możnaby ale to dość droga atrakcja.-uśmiechnął się do niego. Kiedy skończył myć naczynia wytarl ręce i objął chłopaka.
-ja się czułem dziwnie wczoraj...może powinienem się zemścić?-spytał unosząc brwi.-a tak poważnie to chyba jakoś wytrzymam jeszcze trzy tygodnie.-wzruszył ramionami.
-wiesz że nigdy nie będę cię zmuszał do złych rzeczy. Kocham cię.-ucałował go lekko.-mój...jeszcze zobaczymy co dzisiaj porobimy.
-chciałbym. Możemy pójść do zwykłego hotelu jak ostatnio. Zdecydowanie mniejsze koszty.-zaśmiał się zbierając też swoje rzeczy.
-kocham cię.-oznajmił wesoło i zanim wyszli dał mu calusa. Wiesz nie znam jeszcze tego miasta więc możemy pochodzić tam gdzie ty chcesz.-złapał go za rękę i splutl z nim palce.
-jasne że możesz, przecież nie będziemy latać z torbami.-zaśmiał się cicho podchodząc do samochodu.-Jest tutaj coś co warto zobaczyć? Może gdzieś wiszą twoje zdjęcia?
[btw. mam w planach napisanie w końcu powiązań do Juna XD Tak jakoś mnie wzięło]
-Trzymam kciuki żeby zawisły, kotku.-uśmiechnął się do niego i zamknął samochód.-prowadź kochanie gdzie chcesz. A właśnie! prawko kiedy zdajesz?
-Jeździsz już umiesz.-przypomniał spokojnie.-wystarczy, że zdasz. Trzymam kciuki. Nauka oczywiście najważniejsza.-ucałował go ukradkiem w policzek.
-Oj mój kochany...Za to ja przy tobie czuję się młodszy.-zaśmiał się.-jakby przeżywał swoje życie na nowo, znów był nastolatkiem. Odmładzasz mnie.-musnął jego usta.-No motorkiem pojeździmy. Kiedy tylko będziesz chciał, zrobisz parę kółek na placu albo coś.
-Jestem za misiu.-uśmiechnął się bo przecież tak uwielbiał kuchnię chłopaka.-Mogę pomóc?-spytał jeszcze, ostatnio trochę odważniej podchodził do kuchni.
-Um no dobrze...więc nie będę przeszkadzał i grzecznie posiedzę na kanapie.-wziął sobie tylko wodę i zostawił chłopaka w kuchni.
Zatrzymał się w drzwiach i wrócił do kuchni opierając się o blat.
-Bo u mnie nie ma nic ciekawego. Przypadki normalne, raz lżejsze a raz cięższe. Nie jest tego dużo odkąd zajmuję się też biurem. Mam porządek.-wzruszył ramionami.-tęsknie kochanie. To było miłe jak przychodziłeś ze słodkościami. Teraz mam to mieszkanie na oku, jak wrócę to pewnie je kupię i zacznę remont. Yuto może być trochę niezadowolony, ale przecież będę przebywał w domu.
-Jakoś mu wyjaśnię, że to nie jego wina i przecież będę ich odwiedzał. No i będę tam codziennie w pracy.-wzruszył ramionami.-I tu na prawdę nie o niego chodzi. Yuto jest grzeczny...ale w domu jest straszny hałas, nie mogę w nocy spać. Już nie daję rady.-westchnął.-Z resztą zobaczysz jak przyjedziesz...
-Będą pyszne. Możesz dawać na olej.-zapewnił go.-Zrobię herbaty, ok? nie masz nic przeciwko? To nie dużo.-uśmiechnął się lekko. Chciał chociaż trochę pomóc.
-Mmmm wygląda i pachnie pysznie. Mój geniusz.-uśmiechnął się idąc za nim z herbatą. Postawił ją na stole i usiadł.-Smacznego.
-wiem. Dziękuję kochanie. Ale geniuszem i tak jesteś.-zaśmiał się zaraz milknąc bo zajął się konsumowaniem jedzonka.-pyszne!-krzyknął w połowie z pełną buzią.
Po skończonym posiłku usiadł wygodniej na krześle.
-Było przepyszne.-pochwalił go.-jestem pełny...nie mam nawet siły wstać.-zaśmiał się.
-I rozumiem spadło na mnie...-mruknął podnosząc się i zbierając naczynia do mycia. Po chwili już wycierał ręce i szedł do sypialni.
-Uprzedziłeś mnie.-zaśmiał się.-Bo to ja chciałem dać ci poszaleć, bo wczoraj wyglądałeś na smutnego.-powiedział zaraz kładąc się na łóżku.
-Rozumiem, że nie było konsultacji z Tomo-senseiem.-zaśmiał się cicho.-No dobrze...nie umiesz to możesz być dzisiaj calutki mój.-zaczął go całować po szyi.
-Mhm...no miał takie ciężkie chwile. Już jest stabilniej.-odparł wsuwając chłodna dłoń pod koszulkę chłopaka. Palcami muskał jeden z sutków chłopaka, drugi ssąc przez materiał koszulki.
-podoba się misiu?-wymruczal trochę gryzac jego sutek. Zdjął całkiem z niego koszulkę i zagwizdal.-i już nie ma samych kości.-uśmiechnął się lekko. Wędrując pocalunkami od torsu do jego ust.
-mhm wiem że się starasz.-przytaknal zaraz calujac go namiętnie a dłońmi pięścił jego tors.-kocham cię jak mocno...-szepnął dyszac lekko.
-a to mi chciałeś dać post.-zaśmiał się cicho.-cóż dzisiaj będziesz miał masę przyjemności.-Zachichotal zaraz dobierając się do jego spodni żeby dać mu to czego potrzebuje.
-a co sadziles że po miesiącu przerwy tak szybko dam ci spokój? Jak już na prawdę będziesz miał dość to powiedz.-uśmiechnął się do niego łagodnie. Rozpial mu spodnie i wziął do ust jego członka.
Nie musiał długo pracować nad jego interesem po już po chwili chłopak doszedł. Jun usiadł ocierajac usta.
-nie sądziłem że będziesz aż tak spragniony i wyposzczony.-zaśmiał się po czym zdjął z siebie koszukę.
-i sądzisz że ten jeden dzień wcześniej dużo by pomógł?-spytał ze śmiechem. Zdjął spodnie zostając w samych bokserskich.-jakoś wątpię że by to pomogło.-wzruszył ramionami.
-dzisiaj ci ulze kochanie. Za cały miesiąc.-oblizal usta.-taki układ pasuje? Mogę cię już przygotowywać?
-jakby nie było takich przerw ro był nie szedł na całego za każdym razem...-usprawiedliwił się.-wybacz...następnym razem się powstrzymam...-obiecał wiedząc że jeszcze jutro zbierze bure.-no ale nie powiesz że ci się nie podobało.-szepnął mu do uszka.
-jasne. Jutro pewnie w ogóle nie będziesz miał sił a ja się cieszę że ten hotel jest dzwiekoszczelny.-zachichotal calujac go delikatnie w policzek.-dobranoc.-szepnął łagodnie.
Prześlij komentarz