Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2001 – 2200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-oj tam...ja lubie jak głośno oznajmiasz że ci dobrze.-odszepnal glaszczac go po wloskach. Tulac go do siebie równiez zasnął.
-um jasne kochanie. Dzisiaj spełniam twoje zachcianki.-uśmiechnął się i ucałował go w policzek.-muszę jakoś zadośćuczynić że z mojej winy dzisiaj sobie polezysz.-dodał wstając i podchodzac do plecaka z którego wyjął bokserki.-nie chcesz się najpierw umyć?
-ale przecież mogę co zanieść.-zauważył i już w bokserkach usiadł na brzegu łóżka.-po kąpieli na pewno będziesz się czuł bardziej komfortowo...-dodał trochę ciszej.
-nie ufasz mi? Kochanie już dostałem co chciałem...nie będę znów próbował. Teraz tylko się wykapiemy.-uśmiechnął się i wziął go na ręce.-jesteś uroczy jak się rumienisz.
-oj no skarbie. Pamiętaj że nigdy nie będę cię zmuszał. No i jestem cierpliwy. Ja sam nie chce tak zaraz po...-posadził go w wannie i napuscil wodę.-pilnuj a ja przyniosę ci ubrania, ok?
-czujesz się lepiej?-spytał zdejmujac bieliznę i wchodząc do wody.-jak wyjdziemy to zrobię ci sniadanie...w końcu mogłem to powiedzieć.-zaśmiał się i objął go lekko.-i widzisz...jest normalnie, bez podtekstów.
-niedługo przejdzie i odzyskasz siłę.-zapewnił go.-jasne że było mi dobrze! W sumie to nawet za lekkie określenie. Widujemy się rzadko i wszystko odczuwamy dwa razy bardziej. Było mi bardzo przyjemnie.-zapewnił go.
-no kochanie skoro byłeś w stanie sam wyjść z wanny to nie może sz tak boleć.-zaśmiał się również wychodząc i szybko się ubierajac.-może polezysz w salonie?
-trochę...chociaż teraz każdy wolny czas będę przeznaczał na remont mieszkanka. Żeby było gotowe jak już przyjedzesz.-uśmiechnął się a zaraz poszedł do kuchni robić śniadanie.
-postaram się.-zaśmiał się robiąc jajecznice.-uznaję to za komplement kotku.-obdarzył go uśmiechem i wrócił do gotowania żeby nic nie spalić.
-obiecuje. Ale na prawdę chciałbym już mieszkać na swoim kiedy przyjedziesz w przyszłym miesiącu.-odparł wykladajac jajecznice na talerzyki a grzanki do koszyka. Zalal herbatę i całość zaniósł do salonu.-pamiętaj o lekach.
-smakowalo?-spytał z uśmiechem.-pójdziemy wieczorem do tej całej Mayi o której mowiles?-spytał pijąc herbatke.-bo do wieczora ból powinien przejść...-zauważył bo przecież starał się być delikatny.
-na zdrowie. Mam nadzieje że to kichniecie nie wróży niczego poważnego.-uśmiechnął się lekko.-będę dzwonil ale ty też czasem zadzwoń. -dał mu calusa w policzek.-do Yukan sam przyjedziesz?
-rozumiem niespodzianka żebym nie mógł przyszykowac ani mieszkania, ani kolacji ani siebie. Wredny maluch.-zaśmiał się i oparł głowę o jego ramie.-to zemsta za to że przyjechałem wcześniej?
-no cóż...mam nadzieje że będę wtedy w pracy. I że mieszkanie będzie gotowe.-zaśmiał się.-ja ciebie też...nawet jeśli głupio się mscisz.-pstryknal go w nosek.
-no już...nie musisz tego rozgrzebywac. Było, minęło, mój błąd.-pokrecil głową.-cieszę się że smakowało. Staram się poprawić w kuchni.
-już coraz częściej po prostu robię coś z przepisem. Idzie coraz lepiej.-uśmiechnął się i ucałował go lekko.-dla ciebie wszystko.
-czemu? Widzimy się raz na miesiąc więc powinniśmy ten czas jak najlepiej wykorzystać. Rozmowa przez telefon to nie to samo.
-no to sumie racja. Jakieś granicę muszą być. -Zachichotal i mocno przutulil. Siedział tak dłuższą chwilę.-kocham cię. I tęsknię kiedy jesteśmy daleko od siebie. Już nie mogę się doczekać kiedy zamieszkamy razem.
-poczekam tyle ile trzeba...a potem już będzie spokojnie.-uśmiechnął się.-Ryu?-odezwał się po dłuższej ciszy.-czy będziesz miał coś przeciwko temu żebyśmy wzięli ślub jak już skonczysz studia.
-ał nooo! Przecież mówię że po studiach! Po studiach!-krzyknął robiąc sobie z poduszki tarczę.-zawstydzilem cię? Przepraszam. Wrócę do tego jak już skończysz studia.-obiecał nie wspominając że on już wtedy będzie po 30.
-będziesz żył gluptasie!-zmierzwil mu włosy i obdarzył go uśmiechem.-wiem że wyjechałem daleko w przyszłość. Wybacz, już więcej tego nie zrobię.-obiecał.
-no ja trochę wybiegam w przyszłość.-wzruszył ramionami.-za trzy tygodnie będzie super. Na pewno. Twoje rodzeństwo się ucieszy...porozmawiasz z ojcem.
-misiu co tobie?-spytał patrząc na niego. Rozumiał że chłopak może się trochę stresowac rozmową z ojcem ale żeby nazywał go tatą?-jestem twoim chłopakiem a nie ojcem.
-bardzo zabawne kochanie...-mruknął unosząc jego twarz na podbrudek.-a tak się staram zachowywać jak twój partner a nie rodzic.-westchnął calujac go delikatnie.
-cieszę się że wychodzi coraz lepiej.-uśmiechnął się.-c...co?-zajakal się trochę bo to pytanie zbilo go z tropu.-znaczy...wiem że od twoich pieszczot mi stanął ale...ale to na prawdę nie znaczy że musisz się tym zajmować...-powiedział szybko.-możesz ale nie musisz.-dodał jeszcze szybciej.
-chcesz?-spojrzał na niego zaskoczony. Zaraz przypknal oczy i oddał się odczuwanej przyjemności.
-um...-kiedy chłopak skończył zapial rozporek.-pocieklo ci trochę...-zaśmiał się wycierajac mu kąciki ust.
-to nic. To nawet urocze. I tak już jesteś świetny...-pochwalił go.-no zaraz pójdziemy...-zgodil się.
-oj...nie wiem jaki jest Tomo w te klocki.-zaśmiał się.-zaspokajasz mnie. Z czasem po prostu będzie jeszcze lepiej. Nie martw się tak o to. Jest mi dobrze.-zapewnił go spokojnie.-a jak tak się tym stresujesz to spotkaj się z Tomo kiedy będziesz w Yukan.
-no tak tak...ale jak rozumiem dla mnie też będziesz miał czas? Tydzień w Yukan to dużo...-ucałował go lekko.-mój kochany...mój...
-no ja myślę...-ucałował go lekko.-to co już nie boli? Możemy iść?-spytał tulac go do siebie.
Mężczyzna zapial koszulę i posprzatal trochę. Ubrał buty i poczekał przy drzwiach. Kiedy już wyszli złapał chłopaka za rękę.
-to gdzie idziemy?
-ach no tak.-uśmiechnął się.-ładne. Takie spokojne, nie to co pedzace Tokio.-powiedział spokojnie.-daleko ona mieszka?
-no może więc kiedys na jeden pójdziemy? Razem? Co ty na to? Może na koncert Tomo jak już pojedzie w trasę?-zaproponował idąc spokojnie obok niego.
-oj na zdrowie...na pewno wszystko ok?-spytał obejmując go ramieniem.-pójdziemy. Na fazie jest w trakcie nagrywania płyty.-wzruszył ramionami.
-no pewno misiu? Na pewno ok?-spytał zdejmujac kurtke i mu ją oddając.-mam nadzieje że to nie będzie nic poważnego...-uśmiechnął się.-daleko jeszcze?
-mhm kotku.-uśmiechnął się obejmując go ramieniem. Kiedy doszli na miejsce zapukał do drzwi.
-ech...byłem po prostu zbyt zmęczony żeby cokolwiek robić...-mruknął tylko kiedy już się z nią przywitał. -ale mniejsza o to co było powodem mojego rozkojarzenia. Ryu mówił że chciałaś się ze mną widzieć.
-cóż zupełnie nie wygladasz na tyle.-zaśmiał się cicho.-jak nas uczylas wyglądałaś jeszcze mlodziej.-dodał wciąż się śmiejąc.-no nic...zmienilas kierunek nauczania? Kiedy?
-no tego jednego co nie oddam.-zaśmiał się.-ale rozumiem...kto by chciał tyle nauczać o balsamowaniu.-wzruszył ramionami.-a tak z ciekawości spytam...jak poznałaś że to moja praca? Nie było mojej twarzy na zdjęciach, prosiłem go o to.
-a to...-pokiwal głową.-pamiętam że tylko ja nie mogłem się przekonać to szycia sciegiem krzyzykowym i lecialem na okretke kończąc x'em.-zaśmiał się cicho bo tak zostało mu do dzisiaj.-a z tobą policze się później. Miało nie być mojej twarzy na zdjęciach z pracowni.-fuknal.
-Tak był w tyle i potrzebował korków więc mu pomagałem. Ale on inaczej kończył szwy...-wzruszył ramionami.-Ech Ryu...zgodziłem się na te zdjęcia pod warunkiem że nie będzie na nich mojej twarzy...obiecałeś że nie będzie.
-aish...-zmierzwił sobie włosy.-dobra już dobra. Nie będę się o to kłócił.-mruknął tylko.-Takada-sensei mówił że niedługo pewnie zamkną mój stary kierunek na tej uczelni. Za mało chętnych...
-No jeśli o mnie chodzi to marne szanse...nie będę uczył.-machnął ręką.-no mały...wypraszam sobie tego szczurka. Po prostu nie biegam niedospany i z podbitym okiem. To było na początku pierwszego roku...a co za tym idzie początku terapii...-zakończył ciszej.
-Oj wiesz jak z nim było.-machnął ręką nie chcąc na ten temat rozmawiać.-Nie różnię się tak bardzo od 20-letniego siebie. Włosy mi urosły...-wzruszył ramionami.
[robię powiązania to i będzie foto młodszego Juna XD]
-Jeju Ryu! Przecież ja te zdjęcia mam. -westchnął.-Dzieciaku...wystarczy poprosić to wyjmę album i pooglądasz moje zdjęcia...nie mam tylko tych odkąd skończyłem 15 lat do bodajże 18-19.-wywrócił oczyma.
-Dam. Nigdy o nie nie pytałeś. Dam ci je zobaczyć jak przyjedziesz. Mam albumy.-westchnął.-Nie lubię młodszego siebie. Do 10 roku życia wyglądałem jak dziewczynka.
-Zamęczysz mnie...pokażę co nie znaczy, że je dostaniesz. Moja mama uparcie zakładała mi żeńskie kimono...-westchnął ciężko.
-Ech doprawdy...znów kicha. Wybacz ale chyba będziemy się zbierać. Powinien wskoczyć pod kołdrę żeby nie złapać czegoś mocniejszego.
[ano...kto jest dawcą mordki Ryu? XD]
-No często...było nie było to mój przyjaciel. Przekażę mu to.-zapewnił z lekkim uśmiechem.-Tak idziemy bo ciągle kichasz.-powiedział spokojnie i wsunął buty na nogi.
[ta XD zaraz będą powiązania ^^ nie było dużo do pisania]
-Ech no dobra...chociaż wolałbym żebyś jak najszybciej znalazł się pod kołdrą.-mruknął.-do zobaczenia.-uśmiechnął się do kobiety i wyszedł.
[hahahaha aż chyba wstawię to zdjęcie : http://data1.whicdn.com/images/121072580/large.jpg ]
-I teraz prosto do domu, tak?-spytał żeby się upewnić. Wziął od niego torbę i ruszył w stronę akademika.
[pozdrawiam że nie to zdjęcie wysłałam XD miało być to http://data1.whicdn.com/images/103834779/large.jpg XD]
-No pięknie...jak ty się tam mogłeś urządzić co?-westchnął wchodząc do windy. To po prostu ty. Jak będę wracał to zadzwonię do Kokiego.-dodał póki jeszcze stali w widzie.
-Ja ciebie też a teraz śmigaj do łóżka.-pogonił go szybko.-Zrobię ci herbatkę i będę się zmywał.
[no i są!]
Jun szybko podał mu herbatkę i ucałował.
-będę leciał. Kocham cię.
-Jasne zaraz wsiądę w samochód. Bedę za jakieś 4 godziny.-zapewnił szybko.-a jak już rozmawiamy...dzwonił Koki? Bo jak z nim gadałem to był za granicą i pracował...obiecał że do ciebie zadzwoni.
-To nic...wspominał że nie chciał zrywać i...że tym razem będzie w pracy bardzo długo...z resztą dowiesz się sam jak zadzwoni. Wie, że zrobił źle.-powiedział spokojnie.-Obiecuję nie szarżować i dojechać cało.
-Będe, nie ma za co dziękować, serio.-rozłączył się i wybiegł ze swojego nie do końca urządzonego mieszkania. Tak jak powiedział już po 4 godzinach wchodził do szpitala.-gdzie leży Amakusa Ryu?-spytał bez owijania w bawełnę.
-Dziękuję.-odebrał plakietkę i od razu skierował się do odpowiedniej sali. Kiedy zobaczył że chłopak nie śpi podszedł do łóżka.-czemu nie śpisz?-spytał siadając na krzesełku.
-No już kochanie.-położył się obok niego i przytulił.-mogę dzisiaj zostać na noc. Prześpij się kochanie.
-Zostanę.-obiecał tuląc go do siebie. Trzymał go w objęciach cała noc ciesząc się że chłopak zasnął i spokojnie oddycha.
-Zostanę tak długo jak będzie to potrzebne.-odszepnął nie chcąc budzić wtulonego w niego chłopaka.
-Mój kochany.-szepnął głaszcząc go po włosach. Cieszył się że chłopak w końcu odpoczywa i leki mogą działać.
-To nic kochanie...ale na prawdę nie musisz się martwić...zaufaj lekarzom. Sam mówiłeś że jest tu przyjaciółka twojej lekarki. Spokojnie.-uśmiechnął się do niego lekko.-Zostanę przy tobie póki nie będzie lepiej.
-Wiem kochanie. Ale już dobrze. Jestem przy tobie. Tak lepiej, prawda? Jak jestem obok?-spytał wciąż go głaszcząc.-Z czasem będziesz się tu czuł swobodniej.
-Ale chciałem. Przyjechałem i będę cię wspierał. Zostanę żeby było ci lepiej tu spać. Nie przejmuj się mną i nie marudź. Gdybym nie chciał przyjeżdżać to bym tego nie zrobił.-zapewnił go.
-ja ciebie też kocham.-uśmiechnął się.-śpij spokojnie. Zjesz coś jak się obudzisz.-przytulił go pozwalając mu zasnąć.
[hehe znalazłam zdjęcia na nastoletniego Juna XD http://31.media.tumblr.com/tumblr_l6a3eteVgX1qcsgoho1_400.jpg]
-Już ci lepiej?-spytał Jun który nie spał już od paru godzin.-lekarze mówili żeby zawołać jak już się obudzisz.
-Nie. Wciąż leżałem obok ciebie bo tak mocno się tuliłeś.-uśmiechnął się lekko.-ale to nic. Możemy zjeść razem. Nie martw się o mnie.
-nie przepraszaj gluptasku i idź. Potem razem pójdziemy coś zjeść, mną się nie przejmuj.-uśmiechnął się i go puścił.
-nie wiem kochanie. Mi to obojętne.-powiedział wstajac z łóżka i lekko się przeciagajac.-zejdziemy do stołówki to się okaże.-wzruszył ramionami.
-no to już zakładaj jeszcze ciepłe skarpety i zapnij bluzę. Zjesz i wracasz do łóżka.-polecił mu. Już się przyzwyczaił do tego że chłopak dość często bywał w szpitalu.-wiesz dzieciaki już się cieszą że przyjedziesz, razem z twoim ojcem planują przyjęcie i w ogóle...
-ale oni chcą bo bardzo tęsknią. Mówią że to nie sprawiedliwe ze tylko ja cie odwiedzam. Dlatego chcą zrobić przyjęcie na które nie jestem zaproszony żebyś był tylko ich..,-zasmial się.się-ja ciebie też kocham.
-mhm...ale później jesteś cały mój.-ucałował go w policzek. Kupił sobie tosty uznając to za jedyną zjadliwa rzecz w szpitalnym menu i usiadł przy stoliku.
-Jasne misiu. Zostanę, taki był plan. Dostałem trochę wolnego. Spokojnie kochanie, wiesz że nie zostawię cię samego kiedy ci ciężko.-zapewnił i pogłaskał go po policzku zaraz jednak wrócił do jedzenia.
-Możesz. Wiem, ze jak chorujesz to się robisz przylepa.-zaśmiał się wstając i biorąc go na ręce.-Idziesz do łóżka bo masz gorączkę.-oznajmił od razu wychodząc ze stołówki.-a przecież chcesz wyzdrowieć i przyjechać do Yukan.
-mój kochany.-zaśmiał się cicho kładąc śpiącego chłopaka do łóżka i okrywając go kołdrą. Usiadł na krzesełku przy łóżku patrząc na niego rozczulonym wzrokiem.
-Niestety niezbyt miłe...wolę go nie wspominać. Był koniec roku szkolnego, kwiecień. Była ładna pogoda, czekałem na nią pod szkołą, z dyplomem w ręku. Kiedy ją zobaczyłem po drugiej stronie ulicy zacząłem skakać, machać i krzyczeć żeby szybko przybiegła bo mam jej coś ważnego do pokazania...ona przebiegła przez ulicę i uderzył ją samochód...-uśmiechnął się smutno.-to moje ostatnie wspomnienie związane z nią.
-Nie przepraszaj. Miałeś pełne prawo o to zapytać.-pogłaskał go po policzku.-Ja ciebie też kocham, ale połóż się skarbie bo masz gorączkę.
-ech kochanie...-położył się obok niego.-moja co prawda była balsamowana...-przyznał spokojnie i objął go ramieniem.-troszkę...ale tak tylko troszkę, jest mu z tym ciężko. Ja lubię twój uśmiech i twoje oczy...-pogłaskał go po policzku.-Ja też jestem podobny do mamy...-dodał cicho.
-Ale lubię, więc nie mamy problemu.-zaśmiał się.-Byłem kiedy byłem młodszy...z resztą nadal mam jej oczy...tylko kiedyś bardziej byłem. Z resztą zobaczysz na zdjęciach.-uśmiechnął się.
-potem? bo nie myłem się odkąd wyjechałem z domu...więc będzie z dwa dni.-mruknął wąchając kawałek koszulki.
-potem.-zaśmiał się i pozwolił mu znów zasnąć. Wiedział że na chorobę najlepiej robi sen.
-Jasne, kiedy chcesz? Zadzwonię żeby przyjechała, na pewno się zgodzi.-uśmiechnął się i pogłaskał go po włosach i policzku.
-no z chęcią ale z tego co widzę to nie masz tutaj żadnej książki...-zauważył spokojnie.-a powiedz mi co chcesz od mojej pani psycholog? Potrzebujesz z czymś pomocy?
-um dobrze...poproszę żeby przyjechała. Ale pamiętaj że ja zawsze będę przy tobie gdybyś potrzebował pomocy. Nie umrzesz.-ucałował go w czoło.-a teraz już spij.
-ech no nie będę ci takich rzeczy czytał.-wywrócił oczyma.-za to mogę ci pokazać jak urzadzilem sypialnie i łazienkę bo mam już w mieszkaniu zrobione dwa pomieszczenia.-pochwalił się,
Wyjął telefon i pokazał go zdjęcia.
-jest niedaleko morza...z resztą zobaczysz.-zasmial się nie umiejac tego wyjaśnić.
-kuchnia...wiesz kochanie taka średnia jest. To nie jest duże mieszkanie. Ale dla nas dwóch jest w sam raz. W łazience zmiescilem i prysznic i wannę to w kuchni też wszystko zmieszcze. Najmniejsza jest sypialnia...ale to raczej nie problem, nie?
-no tak Kiara...tylko że my nie mamy tam podwórka więc będzie musiała być w domu. Jakieś legowisko się jej zrobi.-obiecał z uśmiechem.-jak przyjedziesz to już wszystko będzie gotowe.
-misiu...to nie tak że nie lubie pieskow, Kiare polubiłem.-uśmiechnął się.-a jak na razie, że zdjęć podoba ci się mieszkanie?-spytał i dał mu calusa.
-zrobię, sam chciałem żeby w salonie były ciepłe kolory tak jak w sypialni. Teraz robię kuchnię, potem salon i korytarz.
-to nic kochanie. Ja wszystko zrobię, ty pamiętaj o studiach i o zdrowiu. Już dość że się uparles że będziesz płacił...
-jest ok tak jak jest. Sam wyremontuje mieszkanie. To nic takiego, nie jest tego dużo.-uśmiechnął się lekko.-ważne żebyśmy później zamieszkali razem.
-zostawić ci jedną ścianę do pomalowania?-spytał całkowicie poważnie.-to nie byłoby problemem a ty miałbyś swój wkład.
-naprawde. Dla mojego kochania wszystko. Zostawię ci kawałek ściany w salonie i jak przyjedziesz to ją pomalujesz.-obiecał z uśmiechem.
-oj kotek...spij i odpoczywaj.-poprosił obejmując go lekko.
-dobranoc.-uśmiechnął się. Wyszedł z łóżka żeby chłopak miał wygodniej i na chwilę wyszedł wykonując telefon do swojej pani psycholog. Kiedy skończył wrócił do sali.
Kiedy lekarz poszedł złapał chłopaka za rękę.
-zostać z tobą dopóki nie wyjdziesz?-spytał łagodnie.
-jestem wyspany kochanie.-wstał z krzesła i ucałował go w czoło.-zobaczymy się w Yukan.-uśmiechnął się.
-hej kochanie. Dzisiaj nagly wypadek...razem z narzeczonym zginęła w wypadku. On już gotowy teraz ona. Będzie w sukni slubnej.-powiedział nie odrywajac wzroku o pracy.
-dobrze.-skinal i wrócił do swojej roboty. Kiedy skończył posprzatal i poszedł na górę.-mmmm jakie zapachy...czuje razem.
-mmm pysznie pachnie.-zasmial się i odsunął się trochę patrząc gniewnie na sunie.-to tak się odwdzieczasz za te spacery jak go nie było?-fuknal siadajac na blacie.
-rysunek oczywiście idzie na lodówke.-uśmiechnął się i zawiesił go magnesami. -też wpadne na meczyk.
-Yuto zwolnij.-zasmial się cicho kiedy chłopiec był już w połowie opowieści. Jun w tym czasie nakryl do stołu i przywitał się z szefem.
-no tak tak...-usiedli do stołu i zabrali się za jedzenie.-pycha!-wykrzyknął radośnie.-Toma, ja na dzisiaj skończyłem więc po obiedzie idę do domu.-poinformował szefa.
-serio? Czemu nic mi nie mowiles? Świetnie że dostałeś taką propozycję chociaż miałem nadzieję na wspólne wakacje.-uśmiechnął się do chłopaka ale zaraz wrócił do jedzenia bo już dawno nie jadł tak pysznego obiadu.
-Mhm rozumiem. Jutro mi opowiesz wszystko ze szczegółami bo dzisiaj jesteś rodzinki.-zasmial się.
-To ja się zbieram. W razie jakby ktoś miał jakieś ważne zlecenie to zadzwoń.-zwrócił się do szefa i wyszedł do swojego mieszkania po drodze robiąc małe zakupy na jutrzejszą kolację.
Tomohisa po ciepłym przywitaniu chłopaka i wręczeniu mu bułeczek czekoladowych zaprowadził go do mieszkania przyjaciela. Zostawił go samego pod drzwiami i spokojnym krokiem wrócił do piekarni.
Jun leniwie zwlekł się z kanapy w salonie zastanawiając się kto przychodzi o tej porze. Droga z salonu do drzwi frontowych był krótka więc szybko je otworzył.
-Ryu?-zamrugał kilkakrotnie trochę zaskoczony.-coś się stało?
-Um jasne...-przepuścił go w drzwiach do przedsionku.-Ale stało się coś? Cieszyłeś się że będziesz spał w swoim łóżku i w ogóle...-zauważył prowadząc go do salonu.-usiądź.
-Aha, jasne.-uniósł brwi.-Kochanie znam cię i dobrze wiem że nie masz w zwyczaju ot tak zmieniać zdania. Cieszyłeś się na to że w końcu będziesz w domu.-objął go lekko ramieniem.-Masz rację, wygląda lepiej...chociaż nadal nie może się przemęczać.
-Oj tak robi...-westchnął przytulając go mocniej do siebie.-jak ci się podoba salon? Zostawiłem ci kawałek ściany tak jak obiecałem...ale to jutro pomalujesz, ok?
-Dobrze kotuś. Ja zakupy na jutrzejszą kolację zrobiłem.-uśmiechnął się do niego.-chcesz zobaczyć resztę mieszkania?
-jasne, dam ci moje mniejsze bokserki i koszulkę.-zapewnił spokojnie i wstał trzymają go za rękę. Poprowadził go korytarzem do pierwszych drzwi.-tu jest kuchni.-otworzył je i zapalił światło.
-Była, śniadania i kolacje robię sobie sam, Może nie jakieś wybitne...ale wszystko co potrzebne w kuchni jest. Możesz sobie pootwierać szafki.
-takie atrakcje są w sypialni.-zaśmiał się najpierw pokazując mu łazienkę.-tak jak mówiłem do największych nie należy ale wszystko się zmieściło...sypialnia też nie jest duża...ale przytulna.
-właśnie takie chciałem, żeby było nam wygodnie. Duże okno i balkon z widokiem na morze.-uśmiechnął się i objął go lekko.-takie nasze mieszkanko.-ucałował go w policzek.
-znajdzie się ale do tego mam przecież na to jeszcze czas.-wyszedł za nim na balkon i oparł się o barierkę.-cieszę się, że mieszkanie się podoba.
-no...jest wiata. Nie widziałeś jak szedłeś tutaj?-spytał zerkając na niego.-Ryu? twoje usta...-dotknął jego lekko napuchniętych ust.-znów cię uderzył? Dlatego przyszedłeś?
-no...jest wiata. Nie widziałeś jak szedłeś tutaj?-spytał zerkając na niego.-Ryu? twoje usta...-dotknął jego lekko napuchniętych ust.-znów cię uderzył? Dlatego przyszedłeś?
-nie, to dobrze że przyszedłeś...ale źle że to ukrywałeś. Ryu, to źle że cię bije.-objął go lekko.-nie usprawiedliwiaj go...
-bardzo boli czy już mniej?-spytał głaszcząc go po plechach.-zjemy. Idź po bułeczki a ja zrobię herbatki.
-nic ci nie będzie.-zapewnił spokojnie i ucałował go w brzuszek.-a teraz idź po bułeczki.-pogonił go wchodząc do domu zaraz po nim.-zrobimy...ale jeszcze nie wiem kiedy.
Chwilę później Jun przyniósł herbatę.
-Teraz możesz już się wyluzować...-uśmiechnął się.
-Kotek możesz...to też twoje mieszkanie więc nie zadawaj głupich pytań.-zaśmiał się biorąc sobie jedną bułeczkę.
-No dobrze...ale uważaj na siebie jak będziesz w domu.-poprosił cicho.-Zobaczymy się na meczu Yuto.-Dodał już głośniej i upił łyk herbaty.
-prawda? Jest miło, możemy usiąść na balkonie i po prostu patrzeć przed siebie.-uśmiechnął się do chłopaka.-Jak zrobi się zimno to wejdziemy.
-Chodź tu mój ty...-wziął go na kolana i mocno przytulił.-Tak lepiej?
-to czemu od razu tak nie usiadłeś? Przecież wiesz że możesz.-zaśmiał się.-mój kochany...a wiesz, że niedługo można powiedzieć nasza rocznica?
-Mi też najlepiej z Tobą. Mój kochany.-ucałował go w szyję.-W noc spadających gwiazd...spotkamy się prawda? Nawet jeśli nie tutaj...
-Kotuś, ostatnio nie było w szpitalu.-przypomniał spokojnie.-Wiesz ale chciałbym żebyśmy spotkali się tutaj, obejrzeli gwiazdy na balkonie. Da radę misiu? Taka rocznica ci odpowiada?-spytał chociaż wciąż nie mógł uwierzyć że już rok są razem.
-Czyli znów w tamto miejsce? Sądzę że tutaj też będzie ładny widok.-wzruszył ramionami i ucałował go lekko.-ale jeśli chcesz tam to nie mam nic przeciwko.
-Cóż myślałem że się razem wykąpiemy...ale idź. Ja posprzątam.-wstał zaraz za nim.-I poczekaj dam ci coś w czym mógłbyś spać.-dodał podchodząc do szafy.
-Dobrze kotuś, każdy ma prawo nie mieć ochoty. Proszę moje najmniejsze bokserki...a koszulkę zaraz ci dam.-uśmiechnął się podając mu t-shirt.-Szampon i płyn do kąpieli są w kabinie. Naszykowałem też ręcznik. Poradzisz sobie.
-Jak uroczo.-zaśmiał się kiedy go zobaczył.-Połóż się już a jak chcesz to w salonie na szafce są albumy, możesz sobie zobaczyć.-ucałował go jeszcze i poszedł do łazienki.
-hej kotuś, jak zdjęcia?-spytał Jun wchodząc do sypialni w luźnych bokserkach i z lekko wilgotnymi włosami.
-a weź...-walnął się na łóżko.-matka uwielbiała mnie przebierać w sukienki, kobiece kimona i tak dalej...-jęknął.-nic dziwnego że potem sam sobie włosy obciąłem.
-też mi piękny, chłopiec w sukience.-mruknął wchodząc pod kołdrę.-dobranoc.
-Tylko twój...-przyznał leżąc jeszcze trochę zanim nie zasnął.
-poleżmy...telefon milczy więc nie muszę iść do pracy a do meczu jeszcze kupa czasu...-jęknął otwierając jedno oko.-jeszcze się nie przebrałeś?
-Już mi uciekasz?-zaśmiał się.-no ale czuje że zrobiłeś coś pysznego dla mnie więc wstanę.-zdecydował leniwie siadając na łóżku.-a powiedz jak ci się spało?
-Dawkować też mi coś. Dostaję szczęście raz w miesiącu a i wtedy chcesz mi je dawkować? To już wredne kotuś.-powiedział wstając w końcu z łóżka i idąc w stronę kuchni.-ponawiam pytania, jak się spało?
-Wredny jesteś i tyle.-zaśmiał się i usiadł do stołu.-Same pyszności...po co jedziesz do miasta? Może cię zawiozę?
-kochany jesteś...-mruknął patrząc na niego i mrużąc oczy.-dobra, jak niespodzianka to nic nie mówię. Chciałem żebyś jeszcze przed meczem pomalował te ścianę...-wzruszył ramionami.-Tylko nie pij dzisiaj z przyjaciółmi bo chcę mieć trzeźwego chłopaka na kolacji.-zaśmiał się.
-Dooobrze, więc ładnie ocenisz czy kolacja wyszła czy nie.-usmiechnął się pałaszując śniadanko.-No dobra, więc po meczu.
-oj...zaczynam się bać. Przecież wiesz że ja się dopiero uczę...nie gaś mojego zapału surową krytyką.-zaśmiał się kończąc jeść i pijąc herbatkę.-ja ciebie też kocham.
-postaram się, mam pomysł, Tomo się śmieje że to moje popisowe danie...mam nadzieję że posmakuje.-ucałował go lekko.-uważaj na siebie i zabierz ciuchy z domu żebyś tym razem miał coś czystego do ubrania, ok?
Zamknął za nim drzwi i posprzątał po śniadaniu i zaścielił łóżko. Ubrał się w dresik i przygotował chłopakowi cały sprzęt do malowania a potem poszedł do kuchni żeby naszykować na kolacje to co mógł zrobić wcześniej żeby potem zajęło mu to mniej czasu. O wyznaczonej godzinie wyszedł na mecz.
-Hai, biegnij.-zaśmiał się i usiadł obok chłopaka.-No to co ci potłumaczyć? Czego nie rozumiesz?-spytał unosząc brwi.
-Co to? Przecież moje urodziny już dawno za nami...-zaśmiał się.-no nic...zobaczę na spokojnie w domu.-zdecydował kładąc pakunek na kolanach żeby na pewno go nie zapomnieć.
-Otworzę w domu, tam wygodniej będzie i w ogóle.-uśmiechnął się do niego.-zostawić możesz, pół szafy jest twoje.-odparł spokojnie.-to przecież też twoje mieszkanie, nie musisz się mnie o wszystko pytać.
zawtórował mu i poklepał po ramieniu.
-nowa czy nie to też twoje mieszkanie więc nie musisz się o wszystko mnie pytać. Połowa szafy jest twoja, więc możesz tam zostawiać swoje rzeczy.
-Proszę bardzo twoje klucze.-powiedział wyjmując z kieszeni klucze i odczepiając zapasowy klucz od domu który podał chłopakowi.-tylko nie zgub.
-Proszę bardzo, skoro to też twoje mieszkanie to potrzebujesz kluczy.-Brawo Yuya! świetna obrona!-krzyknął wesoło.
-Ja? Kochanie liczysz się tylko ty. Po co mi jacyś inni skoro mam ciebie?-uniósł lekko brwi.
-oj zajmuję się sobą sam.-zaśmiał się.-Stara się, żebyśmy byli z niego dumni.-uśmiechnął się.
-A o kim innym mam myśleć skoro to ty ciągle siedzisz w mojej głowie?-spytał cicho się przy tym śmiejąc i idąc zaraz za nim.
-oczywiście że kupimy, to w końcu tradycja, prawda? Wygrywasz meczyk to idziemy na lody. Nawet jak już będziesz sławnym piłkarzem to będę cię zabierał na lody.-zaśmiał się wstając i sadzając sobie chłopca na ramionach.-A Ryu też dzisiaj zabierzemy?
-No no...przecież dwie gałki są tylko dla ciebie maluchu, Ryu będzie musiał zadowolić się jednym.-zaśmiał się.-dwie gałki tylko dla naszego zwycięscy.-dodał kierując się do budki z lodami.
Jun wziął sobie te o smaku mięty a Yuto oczywiście dwa smaki.
-Przecież na byle co zwycięscy nie zabiorę.-zaśmiał się.
-A my ciebie co nie Yuto?-zaśmiał się. Kiedy skończyli lody odprowadzili chłopca do domu i ruszyli do mieszkania.-No zaraz zobaczę co to za prezent...-poklepał pudełko.
-Chodzę na każdy...on na prawdę się cieszy kiedy kogoś to interesuje.-odparł spokojnie. Otworzył drzwi i wpuścił chłopaka pierwszego. Usiadł na kanapie w salonie i zabrał się za odpakowywanie paczki.
-To dobry pomysł. Jedno nasze wspólne postawiłem na szafce nocnej ale te będzie dobrze zawiesić. Zajmę się tym jutro.-uśmiechnął się do niego i odstawił wszystko na stolik.-więc to ta niespodzianka?
-jasne że może głuptasku.-zaśmiał się i poszedł do kuchni żeby przyszykować rybę z piekarnika z czosnkiem i cytryną.
Już po pół godzinie po mieszkaniu rozszedł się zapach prawie gotowej kolacji. Jun nakrył do stołu i teraz pozostało czekać aż rybka będzie w 100% gotowa.
-później zobaczę, ok? Nie chcę nam spalić kolacji.-zaśmiał się wyłączając piekarnik i wyjmując rybkę którą następnie wyłożył na talerze.-Zapraszam do stołu skarbie.-powiedział kładąc talerze na stoliku w kuchni.
-Ale po co szedłeś się myć? Farbą się aż tak ubrudziłeś?-spytał zaskoczony. Zanim zaczął jeść patrzył na niego czekając na werdykt.
-Um...na prawdę się cieszę że ci smakuje...ale taka rybka to wyjątkowo jest.-zaśmiał się cicho i zaczął jeść.
-No wiesz ty co? Po prostu...powiedziałeś kiedyś że chciałbyś żebym zrobił dla ciebie kolację, specjalnie dla ciebie się uczyłem...ale to nie znaczy że masz mnie teraz wykorzystywać.-mruknął jedząc swoją porcję.
-A ja się cieszę kiedy to co zrobię, tobie smakuje.-odparł szybko kończąc swoją porcję i zapijając to sokiem.
-Jasne...-przytaknął lekko zaskoczony. Wstał i nałożył mu jeszcze kawałek.-proszę...na prawdę musi być smaczne skoro niejadek prosi o dokładkę.
-No jasne, jasne...jakoś wyszła i tyle.-zaśmiał się.-jeśli co smakuje to jedz...nie zabraniam.
[dobranoc ^^]
-No bo to dziwne że prosisz dokładkę.-zaśmiał się cicho.-A masz miejsce na deser? Z małą pomocą Tomo zrobiłem babeczki...
-może lepiej jak zostawimy na jutro, co?-zaśmiał się cicho.-więc deser za chwilę.-zgodził się i ucałował go lekko.-kocham cię.
-oj no to zjemy na śniadanie...ale następnym razem mów wcześniej że jesteśmy gdzieś umówieni.-poprosił cicho się śmiejąc.-co chcesz teraz robić?
-Przychodzę.-zaprotestował od razu.-teraz byłem zajęty remontem i w ogóle...Tomo dobrze o tym wie bo uparcie chciał pomóc.-westchnął.
-Ja ciebie też.-uśmiechnął się i wstał.-Zawiesimy, to gdzie jesteśmy razem do sypialni?
-Idź po to zdjęcie a ja przygotuję gwoździe.-polecił mu. Sam wyjął młotek i gwoździe z szafki w korytarzu i poszedł do sypialni.
-tutaj?-spytał wskazując ścianę na przeciwko łóżka.-Fajnie...będę mógł na ciebie patrzeć leżąc w łóżku.-zaśmiał się i po zaznaczeniu miejsca zaczął wbijać gwoździki.
-kolekcję zdjęć? Chcesz mieć całą sypialnię w naszych zdjęciach?-spytał ze śmiechem.-możemy pójść...nigdy co prawda nie robiłem sobie tak zdjęć ale zawsze musi być ten pierwszy raz.-powiesił zdjęcie i ucałował go lekko.-pięknie.
-No ale to i tak będzie dużo zdjęć...-wzruszył ramionami.-Jasne że możesz kotuś...-objął go delikatnie.-Ale może przy okazji coś mi poopowiadasz? Na przykład jaki był najdziwniejszy temat na zdjęcie jaki do tej pory dostałeś.
-no cóż kochanie...ciekawie tam masz. Ale to dobrze. Wybrales ciekawe studia. -uśmiechnął się do niego.- akty jakieś były?-spytał ciekawsko.
-mhm...powinienem być zazdrosny?-spytał ze śmiechem. Usiadł na łóżku i wziął go na kolana.-opowiadaj o stażu.
-kochanie to tylko jedne wakacje, nie raz gdzieś pojedziemy a taka szansa zdarza się raz w życiu. Jesteś wspaniały, on ciebie wybrał a ja będę cie wspierał. Mną się nie przejmuj, pojedziemy gdzieś jak znów będzie wolne....a w wakacje po prostu odwiedze cie na trochę dłużej.-objął go mocno.-to wielka szansa dla ciebie. Korzystaj.
-oj skarbie to twoje życie. Nie mam prawa i się chcę cie hamować. Rozwijaj się i spelniaj marzenia.-pocałował go mocno.-ja będę czekał. Jesteś młody i powinieneś korzystać z młodości.
-przyjade i będę cie wspierał.-obiecał i znów go pocałował. -i pojedziemy na lody...to duże wyróżnienie więc trzeba to uczcić.-oznajmił wesoło.-jak chcesz uczcić ten staż.
-no cóż...na wannę mogę się zgodzić. To jest jeszcze w miarę normalne miejsce. Powoli mnie przyzwyczaisz...obiecałem ci przecież że poszalejemy.-ucałował go mocno.-kocham cie. Bardzo.
-tak. Ale ja zrobię dobrze? Ty idź do salonu kotus. Usiadz na kanapie a ja wszystko zaniose.-wręcz popchnął go w stronę salonu. W kuchni wszystko zrobił dość szybko i już po chwili z babeczkami na talerzu i owocowa herbatą w dużych kubkach wchodził do salonu.
-no skarbie...po twoim apetycie uznaję że wyszły.-zasmial się biorąc sobie jedną babeczke.-dogadzam? No w końcu dostałeś się na staż...mogę cie raz na jakiś czas porozpieszkac, nie?-uniósł brwi.
-no jasne misiu. To jest tak wyjątkowo, taka nagroda. Ale często tak nie będzie. Następną 'randkę' przygotowujesz ty.-musnal ustami jego policzek.
-wiem kochanie ale przecież część możesz przygotować, prawda? Nie muszę tegonrobic ja.-zauważył spokojnie.-ale skarbie...to będzie na lato, czyli wakacje, dasz radę przyjechać?
-no dobrze, nie będę się tym martwił.-odgarnal mu włosy z twarzy.-śpiący? No to dzisiaj się chyba nie pobawimy.-zasmial się.
-rozumiem kochanie. Nie będziemy dokładać kolejnej atrakcji. Weź leki, umyj się i do spania a ja posprząta.-ucałował go i wstał.
Po tym jak posprzatal poszedł do sypialni zobaczyć czy chłopak już tam jest, Zachichotal widząc jak zasnął. Okrył go koldra i poszedł się umyć. Przed położeniem się spać poszedł jeszcze zapalić.
-Ryu....-jeknal próbując znaleźć chłopaka w łóżku. Kiedy go nie znalazł wyskoczył z łóżka i zaczął go szukać. Westchnął kiedy zobaczył karteczke i zjadł śniadanie.
-ech Ryu.., szybko bo Tomo junko mnie dzwonił z pretensjami że znów chce się wykręcić.-fuknal niezadowolony.
-oj a ty mogłeś pilnować czasu a nie.., no i mogłeś mnie obudzić jak wychodziles. Zacząłem panikowac jak mi nagle z łóżka zniknąłes...-mruknął siadajac na motor.-wskakuj bo oni teraz w willi Takano mieszkają, piechotą byśmy za długo szli.
Prześlij komentarz