Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1601 – 1800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-a gdzie? Przypominam ci że ja się jeszcze tak dobrze nie odnajduje w szpitalu.-powiedział powoli idąc obok niego.-idź lepiej odpocznij. A i nie przyjadę jeśli wcześniej mnie o to nie poprosisz. Pasuje ci taka umowa?-spytał wiedząc że chłopak chciałby trochę przestrzeni.
-aj mały...nie za długo ci wyszło udawanie że jest ok.-powiedział biorąc go na ręce i niosąc go do jego sali. Położył go na łóżku i pobiegł po pielęgniarkę z która wrócił chwilę później.
-rozumiem. Widać czuł się dobrze dzięki lekom...-zaważył spokojnie.-jeszcze jakiś czas będzie trzeba ciągnąć te mocne. Nikt nie mówił że będzie łatwo.-powiedział wzruszając ramionami. Powoli zaczynał się do tego przyzwyczajać.
-no cóż...z tym to do niego. Przecież nie mogę stać nad nim i pilnować żeby odpoczywał.-wzruszył ramionami a kiedy kobieta wyszła usiadł na krześle przy jego łóżku.
-no cóż...z tym to do niego. Przecież nie mogę stać nad nim i pilnować żeby odpoczywał.-wzruszył ramionami a kiedy kobieta wyszła usiadł na krześle przy jego łóżku.
-myślałem że śpisz...-westchnął.-Ryu...powinieneś odpoczywać mając do dyspozycji całą przestrzeń tego niewielkiego łóżka a nie się cisnac ze starym pierdem...-wywrócił oczyma. Nie mógł jednak odmówić kiedy chłopak wciąż wyciągał w jego stronę ręce i patrzył na niego swoimi slicznymi oczkami. Położył się przy nim i pozwolil się chłopakowi wtulic.
-no ja wiem że kochasz się tulic. Ja też.-powiedział przytulajac go lekko do siebie.-oj skarbie przecież ja nie powiedziałem że to twoja wina. Niby jak mogłaby być skoro jesteś w szpitalu? Nie masz jak udawać że nic ci nie jest.
-oj no...kochanie to normalne że się martwię ale przecież staram się już nie być taki opiekuńczy względem ciebie. Ale jak jest gorzej to jak mam się nie martwić? Nie chce cię stracić przecież wiesz...-powiedział cicho.
-oj kochanie...-przytrzymal mu włosy kiedy ten wymiotował.-niech cię nie boli serduszko. Nie zawodzisz mnie. Przecież się nie poddajesz i walczysz. Będzie dobrze.-zapewnił spokojnie.
-oj zostanę jeśli chcesz.-powiedział dając mu calusa w czoło na dobranoc.-co masz na myśli mówiąc czy znornalnial?-spytał nie bardzo rozumiejąc pytanie.
-wiesz ja sam długo nie wiedziałem o tej sytuacji...że ojciec go bije. Ale jak ostatnio walnal go pasem nie wytrzymałem i musiałem z nim pogadać. Obiecał że to już się nie powtórzy więc...nie wiem jak to będzie.
-więc będę musiał bardzo go pilnować z tym.-wzruszył lekko ramionami.-kiedy? Hmmm to trochę dziwna sytuacja. Jego ojciec wyjechał na tydzień a ja miałem zająć się dzieciakami. Na początku myślałem że nie wytrzymam.-zaśmiał się.-wtedy chyba zrozumiałem że czuję do niego coś więcej. Wcześniej myślałem że to nic aż tak wielkiego.-wzruszył ramionami.
-och Jun Mikami.-przedstawił się.-to moja wina, ja go zagadalem niepotrzebnie.-dodał wstając z łóżka i ukrywając Ryu żeby nie zmarzl.
-gadalismy i plotkowalismy. Ale nie flirtowal.-zaśmiał się cicho. Siedział teraz spokojnie na krześle przy łóżku Ryu i patrzył na jego spiaca buzię. Tak jak obiecał miał zamiar zostać do rana.
-ah no chyba że tak.-uśmiechnął się lekko.-podziwiam. Ja bym czyba nie umiał tak wyjechać na tydzień i zostawić Ryu...za bardzo bym się martwił. Już i tak się staram jakoś uspokoić przed jego wyjazdem na studia.-zaśmiał się cicho.
-jesteś ode mnie starszy. Per pan to lekka przesada.-powiedział czując się z tym trochę niezręcznie.-no masz powód żeby wyjeżdżać.-uśmiechnął się do niego.-życzę powodzenia.-dodał spokojnie.
-no młody mówił jak się sprawy mają...ale dobrze będzie. Trzeba w to wierzyć.-powiedział z lekkim uśmiechem. On sam wyznawał tę zasadę. Nie ważne jak będzie źle trzeba wierzyć że będzie lepiej. -długo się znacie?
-heh skąd ja to znam.-zaśmiał się cicho.-mam to samo. No może ja mam czasem wrażenie że jednak jestem trochę za stary dla niego...ale cóż. Potrafi te myśli dość szybko rozwiać.-Zachichotal cicho.
-promienieje? No tak długo jak nie bije go ojciec.-wzruszył ramionami.-ale racja mam skarb...kochany chociaż czasem wredny. Co o mnie mówił?
-o proszę...same pozytywy. To aż do niego nie podobne.-zaśmiał się pod nosem.-a tak całkiem serio to on zawsze ma jakoś negatyw na mnie. Wiem że mnie kocha ale czasem jest po prostu wredny i uparty.-pokrecil głową.
-a...jasne.-zerwał się z krzesła i od razu zaczął pomagać chłopakowi. Na szczęście wiedział jak sobie radzić w takich sytuacjach.
Jun poszedł za jego przykładem i wsunal się do łóżka mamroczacego coś pod nosem Ryu. Nie chciał go obudzić więc wszystko robił ostrożnie. Objął go delikatnie i przymknal oczy.
-mój słodki...-szepnął bardziej do siebie i zasnął. Rano obudził się pierwszy i wyszedł z łóżka żeby nie dostać bury od lekarzy.
[dobranoc ^^]
-hej skarbie, jak sie dzisiaj czujesz?-spytał szeptem tak żeby nie obudzić jeszcze śpiących Keiichiro i Kato. Siedział na krześle przy łóżku i uśmiechał się do niego lekko.
-słońce...jasne. Lez w łóżku, odpoczywaj i niczym się nie martw. Zostawię ci słodkości.-uśmiechnął się i poglaskal go po włosach.-jeśli będziesz czegoś potrzebował, nawet tylko pogadać to śmiało dzwoń nie ważne o której godzinie. No a jeśli już mnie wyganiasz to będę się zbierał.
Jun chciał mu dać szansę na poprawę, na prawdę chciał się już w to nie wtrącać ale w razie czego został jeszcze przy drzwiach sali. Kiedy mężczyzna wyszedł złapał go za przód koszulki a przez swój wzrost uniósł go lekko w górę.
-miałeś przestać. Nie widzisz że on się boi i potrzebuje wsparcia? Zdurniales na starość?-wycedzil przez zacisniete zęby.-wyjedź gdzieś i odpocznij. Tak będzie dla ciebie najlepiej. Dla ciebie, dla Ryu i dla reszty dzieciaków.
-aj...no to nie było miłe...-mruknął bardziej do siebie po czym wszedł do sali.-dzięki Koki...już się nim zajmę.-podszedł do Ryu i objął go łagodnie.-już kochanie...już ok...-poglaskal go po włosach tak jak miał w zwyczaju kiedy go uspokajał
-nie musisz mnie przepraszać. Możesz się wypłakac. Może i miałem gorzej ale to nie znaczy że ty nie masz źle. Możesz płakać, żalić się i się bać. Będę cię wspierał i bronił. Obiecuje kochanie. Będzie dobrze.-przytulil go mocniej.
-na wycieczkę w góry? Taką...długą tak? Cóż...można znaleźć jakiś ładny ogródek z onsen na przykład. Tak jak ostatnio byliśmy u mojego kumpla. Jak wyjdzesz ze szpitala to możemy pojechać. Jestem za.-zgodził się wciąż tulac go lekko.
-a kiedy następna przerwa? Jak coś to możemy pojechać na weekend. Z resztą jeszcze się ustali.-uśmiechnął się lekko.-już? Na pewno? Może zostanę na noc?
-oj odpoczywaj skarbie. Wieczorem pojadę.-zaśmiał się cicho.-no więc...możemy chyba poczekać do przerwy. Pojedziemy na dłużej i odpoczniemy w spokoju.-zdecydował.
[jak chcesz. Niby są w japonii więc powinnysmy lecieć japońskim XD]
[a do uniwerka nie ma dłuższej przerwy tak jak u nas jest?]
-no dobrze...ale odpoczywaj ok? I gdybyś nie mógł zasnąć do zadzwoń i pogadamy.-dał mu buzka i wstał.-bardzo chcesz mnie odprowadzić?
-oj no skoro bardzo chcesz.-zaśmiał się idąc z nim spokojnie.-przepraszam że rozmowa z twoim ojcem nic nie dała. Nie wiem czemu się tak zachowuje...postaram się wysłać go gdzieś żeby ochłonął i odpoczął.
-nie Ryu. Powiedziałeś jak się czujesz a on jako rodzic powinien to uszanowiać i rozumieć. Źle że się zdenerwował to nie powinno mieć miejsca.-powiedział obejmując go ramieniem.-nie broń go...-poprosił.
-kochanie bronisz. To nie była twoja wina, nie zrobiłeś niczego złego. Powiedziałeś tylko jak się czujesz a on od razu zareagował nerwowo. No nic, mam nadzieje że w domu nie narozrabial.-dał mu buziaka.-będę już leciał.
-przyjadę. Nie martw się skarbie.-poglaskal go po włosach i wyszedł ze szpitala. Szybko dojechał do domu żałując że Kei wrócił do siebie bo przydałaby się jego pomoc. Z duszą na ramieniu wszedł do środka i zdjął buty.
-hej mała...-przywitał się tarmoszac ją za uszy.-Yuto? Aoi? Reiko?-zaczął wołać kiedy tylko wszedł głębiej. Zerknal na zegarek.-Hmmm przynajmniej jedno powinno być w domu...-mruknął do siebie.
-ajc...to dzisiaj...-klepnal się w czoło i szybkim krokiem doszedł na stadion. Usiadł na pierwszym wolnym miejscu żeby pokibicowac chłopcu.
-brawo. A widzisz jak się trening opłacił.-zaśmiał się biorąc go na ręce i sadzajac sobie na ramionach.-pochwalisz się Ryu w piątek jak wróci.-powiedział śmiejąc się wesoło.
-no ja wiem maluchu. A tatusia też kochasz? I Ryu?-spytał podziwiając jego medal i tulac do siebie.-zasłużyłeś na dużą porcję lodów z bita śmietaną.-oznajmił radośnie. Był z niego naprawdę dumny.
Jun w tym czasie przyszykowal dla wszystkich dzieci porcję lodów, dla Yuto największą i zaniósł do salonu.-no maluchy macie lody. Smacznego w końcu trzeba uczynić wygraną zdolnego piłkarza.-powiedział bijąc brawo jeszcze raz.
Jun tylko wywrócił oczami uważając że Toma mógł powiedzieć coś więcej. Jego zdaniem Yuto zasłużył na pochwałę i to dużą.-a jak twoje lekcje? Potrzebujesz pomocy?
-Mou maluchu...zaraz z lekcjami ci pomogę a póki co rozchmurz się. Byłeś świetny i na pewno zostaniesz świetnym piłkarzem.-zmirzwil mi włosy wróżąc mu karierę sportową. Nie wiedział jednak co zrobić z ojcem dzieciaków. Sądził że powinien odpocząć i przemyśleć swoje zachowanie.
-raczej tak. Zobaczymy jak pójdą lekcję. Ale zabierzemy też Aoi i Reiko z maluchami co? Będzie fajnie.-uśmiechnął się do niego.-jak skończyłeś jeść lody do znies książki zrobimy lekcję.
Jun odrobił z dzieciakami lekcję, poszedł na spacer a kiedy wrócili zamknął się w swoim pokoju. Nie wiedział co robić, czuł się jak członek tej rodziny i chciał jakoś pomóc. Zrezygnowany zadzwonił do Keia mając nadzieje że jest już w domu i miał dobry dzień. Potrzebował jego pomocy.
-hej...sorry że dzwonię ale gdyby to nie było poważne nawet bym nie pomyślał o przeszkadzaniu ci. Jest problem no moim zdaniem dość spory. Wasz ojciec...co jest nie tak. Ciągle szarpie Ryu, ostatnio nawet uderzył go pasem. Rozmawiałem z nim o tym ale nic nie dało. Resztę dzieciaków wręcz ignoruje a mnie...cóż traktuje inaczej niż przedtem. Teraz nie zalicza mnie do rodziny.
-to dobry pomysł. Przyda mu się odpoczynek i może ty go jakoś uspokoisz. Niech ochronie bo Ryu już się go boi chociaż jak to on wciąż ojca broni. Już tracę pomysły. Zadzwoń ale nie mów że ja prosiłem. Powiedz że potrzebujesz pomocy...wymyśl coś.
-cóż czujemy się zdecydowanie lepiej niż ty. Ryu całkiem nieźle chociaż jak już mówiłem boi się a to źle wpływa na jego stan. Wiesz stres i tak dalej. Yuto wygrał dzisiaj mecz i jest z siebie bardzo dumny. Reiko bez zmian chociaż trochę się męczy ostatnio. Aoi również zdrowa i w szkole coraz lepiej jej idzie a ja cóż...cały i zdrowy. Myślę nad wycieczką dla Ryu. Chciałby gdzieś pojechać w czasie przerwy dłuższej w szkole.
-ale żeś wymyślił. Mam ci przypomnieć ile twój kochany braciszek ma lat?-wywrócił oczyma.-Poza tym plaże mamy tu na miejscu a Ryu chce gdzieś w góry. Trochę mi to wszystko utrudnia bo ja w góry nigdy nie jeździłem...
-e rozrzedzone powietrze i jeszcze mi zemdleje po drodze. Chciałbym żeby to była taka miła i spokojna wycieczka. Gdzieś gdzie oboje odpoczniemy i po prostu będziemy się dobrze bawić. Bez zbędnych tłumów i tak dalej. Wiesz góry, jeziorko, domek....może jakieś onsen w okolicy?-rozmarzyl się.
-uuuu co za wyznania.-zaśmiał się cicho.ale żeby zaraz nazywać mnie szwagrem? Ślub z Ryu to póki co odległa przyszłość.-zauważył wciąż się śmiejąc.-poszukaj ja też będę szukał. Mam trochę czasu ale takie rzeczy lepiej załatwiać wcześniej.
-jeszcze nie wiem. Zależy jak długa będzie przerwa, chciałbym jak najdłużej. W końcu to będzie pewnie nasza ostatnia wycieczka zanim nie pojedzie na studia. Wtedy będziemy się rzadziej widywac i w ogóle...chce ten wyjazd wykorzystać do maksimum.-wzruszył lekko ramionami.-dlatego chce żeby był fajny...
-nie musi być jakoś wybitnie długi a z resztą to jakoś razem ustalimy.-westchnął zaraz po nim.-Kei ja go uspokajałem. Ciągle to robię. Ale nie jest łatwo kiedy źródło problemu nie pomaga a wręcz przeciwnie.
-dzięki Kei. Odwdziecze ci się za to jakoś.-obiecał ciesząc się że ma rodzinę.-dzwoń i jak coś to powiedz mi później jak ci poszło.-poprosił chcąc wiedzieć czy będzie miał dla Ryu dobre wieści.-i zdrowiej.-dodał na koniec.
Odpowiedział mu że dziękuje i że na pewno jakoś się odwdzięczy po czyn padł na łóżko zadowolony. To był idealny news na koniec dnia. W piątek tak jak obiecał Ryu przyjechał po niego do szpitala. Radośnie wszedł do sali chcąc się chłopakowi pochwalić że zrobił obiad i jak przyjedzie to będzie mógł spróbować. Może nie coś specjalnie wielkiego, zwykle danie chińskie z kurczakiem i ryżem ale i tak był z siebie dumny.
Oddał pocałunek i przytulil go do sobie.
-no tyle to widzę że się stesknil. Już chce wiedzieć co to będzie po tych długich, długich przerwach jak pojedzie na studia.-zaśmiał się bo przecież minął niecały tydzień.-ej no skąd ta myśl że cię nie lubie? Wpadajcie. Wszystkim nam się przyda chwilą relaksu i odpoczynku.-powiedział z uśmiechem wciąż tulac do siebie Ryu.
Skinal głową i powstrzymał się przed zabraniem mu dobry. Złapał go za rękę i wyszedł.
-ne Ryu...twojego taty nie ma. Odwiedza Keia. A ja zrobiłem obiad. Może to nic wielkiego ale...chyba wyszło.-uśmiechnął się lekko.
-no sam....danie chińskie z kurczakiem i ryżem...wystarczy odgrzac...-powiedział trochę mniej pewnie. Szedł za nim szybko. Zapakowal jego torbę i odjechał dość szybko dojeżdżając.-tylko nie bądź zbyt ostry w krytyce.-poprosił wychodząc z samochodu.
-ech kochanie...wiem że jesteś zdecydowanie lepszy w organizowaniu niż twój tata ale...ech ostatnio i tak jest tego mało więc sobie radzę. Zajmij się lepiej szkołą i portfolio na studia. Jak będę potrzebował pomocy to ci powiem.-obiecał po czym poszedł do kuchni żeby ogrzać obiad.
-ech kochanie...ale ja na prawdę sobie radzę póki co. Zleceń jest wyjątkowo mało. Nie gonie z czasem i w ogóle. Zrobiłem nawet porządek w biurze. Odkąd znów wiem o wszystkich zleceniach na czas jest ok.-wyjaśnił spokojnie. Podał mu talerz z obiadem siadając obok niego ze swoją porcja.-a portfolio chętnie zobaczę. Gdzie wysylasz?
-uparciuch...-mruknął tylko już nie chcąc się kłócić.-tokio, osaka...ale hokkaido? Nie sądzisz że to trochę daleko?-spytał trochę niepewnie patrząc na niego wyczekująco. Był ciekawy czy chłopakowi posmakuja jego próby stworzenia czegoś zjadliwego.
-na prawdę?! Na prawdę ci smakuje?!-spytał uśmiechając się radośnie. Dał mu mocnego buziaka w policzek i usiadł normalnie przeglądając materiały.-widzę że przygotowałeś się na wszystkie argumenty.-zaśmiał się cicho.-ale to tak daleko. Dojazd zająłby mi bardzo długo. Nawet pociągiem.-zamarudzil mu trochę.
-w takim razie cieszę się że ci smakuje. To dla mnie dużo znaczy.-powiedział wciąż się uśmiechając. Był szczęśliwy.-kochanie...na tydzień nie mogę. Będziesz miał przecież zajęcia. Gdziekolwiek byś nie pojechał mogę wpaść najwyżej na weekend...raz w miesiącu...jakoś tak. Może nawet rzadziej.-wyjaśnił.
-no ale to tak dalekooo...-jęknął swój jedyny argument. Na prawdę uważał że będzie się czuł niekomfortowo kiedy będą tak daleko od siebie.-no i w zimę będzie zimno. Łatwiej ci będzie złapać jakieś choroby i tak dalej...-zauważył spokojniej.
-oj no dobra...przekonałeś mnie. I tak wiem że nie ważne gdzie nie pojedziesz studiować to i tak będę się martwił. Bynajmniej na początku. Później przywykne.-wzruszył ramionami.-wyslij. Będę trzymał kciuki żebyś się dostał tam gdzie ci się marzy. I poznał wspaniałych przyjaciół.
-a jasne...-przełożył mu trochę ze swojego talerza.-wiesz skarbie wciąż jakoś nie mogę sobie wyobrazić że będziemy tak daleko od siebie. No i trochę się martwię mimo wszystko...większość związków na odległość to niewypały...-dał mu calusa w policzek.-głupi jestem, co?
-postaram się zrobić ostrzejsze. Nie chciałem przesadzić bo przecież Yuto nie lubi.-uśmiechnął się lekko.-skarbie ja wiem że wrócisz tylko...a jak coś ci się zmieni przez te pięć lat studiów? Tak bardzo cię kocham...bardzo...
-ja ci ufam kochanie. Ale nic nie wiadomo. Wszystko może się zdarzyć. W końcu to studia.-zaśmiał się cicho.-dobrze kochanie. Idź jeszcze odpocznij.
-Yuto? Przynieś medal i pochwal się bratu.-szepnął chłopcu na ucho i zmierzwil mu włosy. Trzymał w ramionach synka Reiko który w końcu spokojnie spał.-Ryu wyspales się?-spytał z lekkim uśmiechem.
-to dobrze skarbie. Ale pamiętaj że w nocy też masz spać.-zaśmiał się wesoło wkładając maluszka do wózka.-prawda? A jak wspaniale grał! Śliczną bramkę strzelił. Jeszcze będzie sławny zobaczysz.
-no cóż...jutro nie macie szkoły więc chyba możemy zrobić grilla...-zgodził się chociaż dla niego oznaczało to stanie przy grillu.-ale wszyscy mają ładnie pomóc przygotować jedzonko, ok? A ja w tym czasie przygotuje grilla.
-oj no...a ja chciałem żebyście wspólnie coś zrobili...-westchnął dmuchajac żeby szybciej rozpalić ogień.-no cóż...nic na to nie poradzimy. Pewnie chce się czymś zająć bo długo go nie było.-wzruszył ramionami.-przynieście talerze i sztućce.-poprosił.
-będziesz mógł.-zgodził się od razu. Kiedy zostały przyniesione kiełbaski ładnie rozłożył je na grillu gdzieniegdzie kładąc chlebek.-no to chyba wszystko.-uśmiechnął się kiedy już wszyscy siedzieli przy stole.-Ryu? A może jak Keiichiro wpadnie też zrobimy grilla?-zaproponował.
-mhm...bo coś zdrowego zawsze musi być.-zaśmiał się wesoło. Jak skończył przy grillu robić jedzonko usiadł do stołu i zabrał się za jedzenie.-no cóż...jak widać dzisiaj mój dobry dzień i niczego nie spalilem.-zachichotal.
-no bo ćwiczyłem.-uśmiechnął się. Nic mu nie mówię ale pobierał małe nauki u Tomo dzięki czemu szło mi coraz lepiej.-zły? Niby czemu miałbym być zły? Gluuuuptas.-zaśmiał się tykajac go placem w policzek.-nie jestem zły. Co ty znów za głupoty wymyslasz.
[dobranoc ^^]
-Mhm bardzo fajnie. Tak miło i spokojnie.-uśmiechnął się lekko do niego. Chwilę posiedział z dzieciakami a później usiadł obok chłopaka odkrywając go swoją bluzą.-ale ta bluza do zwrotu.-zaśmiał się.-skarbie może w ramach wycieczki takiej dłuższej odwiedzimy uniwerki które wybrałeś?
-no cóż...znajdę jakieś miejsce gdzie będziesz się mógł zrelaksować. Takie idealne. Skoro nie chcesz zwiedzać uniwerkow to nie będziemy.-przytulił go lekko.-znam takie jedno miejsce...już tam byliśmy w ramach onsen ale nie widziałeś wszystkiego.
-nie będę kochanie. Ja na prawdę przepraszam za tamto...mamy spędzić miło czas i tak będzie. Tam jest wiele do zobaczenia, góry po których możemy spacerować, z pięknymi widokami. Spędzimy miło czas, obiecuje.-dał mu caluska w policzek.
-kotek...jasne że odwiedzimy. Ten ostatni weekend spędzimy u nich ale będziemy musieli wrócić wcześniej żebyś wyszykowal się na studia. Musisz przecież wszystko spakować. Chcesz jechać sam czy mogę cię zawieźć?
-ach rozumiem facet tragarz.-zaśmiał się wesoło.-i oczywiście będę ci musiał pomóc z pokojem w akademiku...i wniesieniem wszystkiego do pokoju. Oczekuje nagrody skarbie.-zachichotal calujac go namiętnie.
-oj no to co innego. Masę rzeczy będziesz miał i w ogóle...i chce nagrodę...-zaśmiał się.-bo w końcu później będzie długa przerwa zanim znów się spotkamy.-wzruszył ramionami dalej siedząc i glaszczac Kiare
-jak zasłuże? No no ciekawe....a co muszę zrobić żeby zasłużyć? Być grzecznym i ładnie ci pomagać? Da się zrobić...-zaśmiał się.-i kupię ci misia żebyś miał się do czego tulić.
[zaraz zobaczę XD]
-no jasne...ocena zostaje dla ciebie.-uśmiechnął się lekko.-dobrze tylko wróć szybko.-poprosił wstając i szykując resztę dzieciaków do mycia najpierw sprzątając po kolacji.
-ja ciebie też skarbie. Jak spacer?-ucałował go lekko w usta obejmując przy tym w pasie.-wszyscy już śpią.-dodał spokojnie.
-jasne pokazuj. Jeśli będę w stanie to z chęcią ci pomogę.-powiedział idąc za nim na górę.-pokazuj co tam chcesz wysłać do uczelni.-poprosił z uśmiechem.
-hmmm...sądzę że moją pracę lepiej odpuścić. Lepiej daj jakieś z naszej wycieczki do Tokio.-zaproponował przeglądając zdjęcia i robiąc dwie kupki.-A do cukierni zrobisz zdjęcia w jakiś wolny weekend.-wzruszył ramionami.-ok to moja propozycja.-podał mu jedną kupke.
-są dobre ale...kontrowersyjne. Nawet bardzo kontrowersyjne. To nie są zdjęcia które można wysłać jako portfolio...-nadal trzymał się swojej wersji po czym jeszcze raz obejrzał wszytskie zdjęcia.-na pewno dostaniesz się tam gdzie chcesz. Masz talent który wystarczy dopracować.-uśmiechnął się do niego.
-dobra już dobra....zaraz...jakie bardziej kontrowersyjne? Kotek co ty znów wymysliles? Co za zdjęcia?-spytał patrząc na niego podejrzliwie.
-ech...no cóż.-mruknął po przejrzeniu zdjęć nie bardzo wiedząc co powiedzieć.-masz talent. Będę zły jak się nie dostaniesz...-powiedział z lekkim uśmiechem.-późno już. Idź się umyj i do spania.-powiedział dając mu calusa.
-nie rozkazuję...mówię tylko że jest późno. Powinieneś już się umyć i iść spać. To źle że ci to powiedziałem? No cóż...-dał mu jeszcze jednego calusa i wstał.-ja idę.-mruknął wychodząc i idąc się umyć.
Jun kiedy już się umył poszedł przypomnieć Ry żeby również wziął kąpiel. Kiedy jednak zobaczył go śpiącego pokrecil tylko głową i przebral go a później przykrył. Zgasil światło i poszedł do siebie. Od razu zasnął martwiąc się jednak czy kiedy wróci ojciec Ryu to czy nadal będzie taki spokój.
[idę spać bo jutro mam występ w teatrze ^^ dobranoc ^^ ps. Ładnie napisalas tamtą notke ^^]
-Hmmm...co się stało skarbie...?-spytał sennie. Objął go lekko i pozwolił mu się wyplakac. Glaskal go po włosach i ocieral niektóre łzy.
-jesteś, żyjesz i będziesz żył dopóki nie dobijesz przynajmniej 70 lat. Będziemy żyć długo i szczęśliwie razem. Więc już spokojnie.-powiedział wciąż tulac go do siebie.
-no rozumiem że się przestraszyłeś. Możesz spać że mną. Kotek zawsze możesz.-uśmiechnął się lekko.-a teraz już śpij ładnie.
-nie ma za co kochanie.-przytulil go mocno i również zasnął. Budził się w nocy ale wtedy tylko patrzył na chłopaka i znów zasypiał.
Kiedy tylko chłopak wyszedł Jun rozłożył się na całym łóżku. Dospal i wstał już całkowicie wypoczety. Związał włosy i po tym jak się przebral w dres zszedł na dół.
-hej kochanie. Co na śniadanie?-spytał dając mu buziaka na dzień dobry.
[ne nie wiesz może co z autorem Tomo? Bo nie ma go już tydzień...]
-o jako spryciarz.-zaśmiał się i poszedł do kuchni. Wrócił zaraz ze swoją kanapka i herbatą.-a na obiad co będzie?-spytał od razu zaraz biorąc gryz kanapki.
[no pewnie tak...]
-no cóż dobrze. Więc idź do szkoły. Nie muszą być sajgonki. Omarice jest ok.-uśmiechnął się lekko.-ja w tym czasie zajmę się papierkowa robotą...bo póki co nie mam żadnych ciał.-wzruszył ramionami i wypił herbatę.
-misiek...ja tu nie jestem od sprzątanie. Mam swoją pracę i moim obowiązkiem jest przyjmowanie zamówień. Jeśli ktoś zadzwoni będę mógł się tym od razu zająć. Rozumiesz? A teraz zmykaj do szkoły.-zaśmiał się.
-mhm...przypomnę ci aniołku że ja jestem w pracy.-westchnął wstając i zbierając brudne naczynia.-z reszta jak byłeś w szpitalu a twój ojciec wyjechał zajmowałem się wszystkim.-wzruszył ramionami i wyszedł do kuchni.
-dzieci znów nie dały spać?-spytał spokojnie robiąc jej kawy. Podał jej filiżankę i usiadł na przeciwko niej.
-a no jasne...-uśmiechnął się lekko.-a teraz już ładnie śpią?-spytał jeszcze ale zaraz wstał słysząc telefon.-wybaczysz?-spytał i pobiegł odebrać a chwilę później przyjmując ciało i biorąc się do roboty.
Skończył dość szybko więc kiedy wszedł do salonu i zobaczył leżąca na podłodze Reiko trochę się przestraszył. Sprawdził jej puls i zaraz położył na kanapie. Zadzwonił.po lekarza starając się ją jakoś ocucic.
-każdy może być chory.-westchnął Jun.-zajmiemy się dziećmi a ty odpocznij.-poklepal ją po ramieniu zaraz przynosząc jej koc a później poszedł zrobić gorącą herbatę.
-nie przepraszaj. Każdy ma prawo być chory a tobie należy się odpoczynek.-uśmiechnął się do niej ale zaraz pobiegł żeby nakarmić dzieciaki. Uśpił je i wrócił do salonu.
-no chociaż jedno mnie słucha...-zaśmiał się cicho. Zabrał kubek po herbacie i cicho skończył sprzątanie. Powiesił pranie, pozmywal ale za obiad postanowił się nie brać. No i chciał w końcu zjeść coś notowanego przez Ryu.
-jak to się pobił?-spytał zaskoczony.-no nic...opowiesz jak wrocicie. Poczekamy na obiad. Reiko jest chora więc śpi a ja nie jestem głodny.-powiedział spokojnie.-postaraj się żeby poszło szybko.
Objął chłopca i uważnie wysłuchał o co poszło w szkole.
-oj mały...wszystko będzie dobrze. To nie ładnie że tak na ciebie mówili. Ale ty też nie powinieneś im oddawać. Lepiej gdybyś poszedł do pani i powiedział co ci robią koledzy z klasy.-poglaskal go po włosach.
-ja wiem maluchu że bolało. Niestety to boli kiedy ktoś o nas źle mówi...a czasem to co mówią dotyczy bliskich. I wtedy boli bardziej. Następnym razem jak będą ci dokuczać to powiedz mi. A ja ci na pewno pomogę. Ok?:spytał kucajac żeby móc patrzec mu w oczy.-nie musisz przepraszać.
-zuch chłopak.-zmierzwil mu włosy i poszedł zjeść o obiad.-smacznego.-uśmiechnął się lekko j próbował posiłku.-pyszny jak zawsze.-pochwalił gks wesoło.
[oki idę spać ^^ dobranoc]
-mhm...a u ciebie jak w szkole?-spytał jedząc spokojnie.popijając obiad.-kiedy chcesz jebac do miasta żeby wysłaćportfolwi? Mógłbym co znieść zebyś nie tlukl.się autobusem
-cóż z tego co wiem twojego taty nie będzie przez dłuższy czas. Pójdę na to zebranie tylko kotek...tym razie. Bez alkoholu proszę. Przypominam ci że jesteś niepełnoletni.-wycelowal w niego widelcem i zaraz wrócił do jedzenia.
Wywrócił tylko oczami i skończył jeść.
-pyszne było.-uśmiechnął się do niego zadowolony z posiłku.-a właśnie...na zebranie do Aoi, Yuto...do ciebie też?
-ok. To zapiszcie gdzieś kto kiedy ma zebranie żebym mógł sobie rozłożyć czas.-poprosił idąc odnieść swój talerz a po chwili wracając z herbatą.-Ryu jak masz w planach wrócić z miasta?
-ok więc do ciebie idzie Ryu. Nie ma sprawy.-uśmiechnął się do niego i wziął łyk herbaty.-autobusem...ok. Jakby ci autobus uciekł to możesz do mnie zadzwonić. Przy okazji Reiko jest chora więc musimy jej pomóc z dziećmi.
[no nic nie dostałam...]
-mhm na pewno. Twój tata jeszcze jakiś czas zostanie u Keia ale nie wiem dokładnie ile...Kei obiecał że z nim porozmawia. Aya również.-uśmiechnął się do niego lekko.
-jasne. Twoje curry jest pyszne, ty rzadzisz w kuchni więc się tak nie pytaj.-zaśmiał się cicho.-co ty co się tak przejmujesz?-spytał jeszcze spokojnie.
-wszystko smakuje. Świetnie gotujesz.-powiedział od razu pakujac naczynia do zmywaki. Złapał go jak tylko chłopak się zachwiał.-uważaj...idź i usiadz na kanapie. Zaraz do ciebie dolacze.-uśmiechnął się lekko.
-no dobrze.-uśmiechnął się lekko po czym zabrał się za zmywanie naczyń. Kiedy skończył poszedł zobaczyć co z dziećmi Reiko. Przebral je, nakarmil i dopiero wtedy poszedł na ganek do chłopaka.-już lepiej?-spytał siadając obok niego.
-mhm...to odpocznij skarbie. Wiem co czujesz, że nie możesz ćwiczyć. Ja sam dosc często byłem zbyt obolaly.-zaśmiał się cicho.-ale nie ćwicz co wf ok? Tak jak się lepiej czujesz...-poprosił glaszczac go po włosach.-nauczyciel wie że musisz uważać?
-rozumiem. Czasem warto spróbować. Nie przemeczaj się tylko.-powiedział uśmiechając się lekko do niego.-cieszysz się że pocwiczyles?
-fajnie że się cieszysz. Ja akurat w sporty byłem kiepski. Lepszy byłem w gimnastyce.-zaśmiał sięzi nachylil się żeby dać mu calusa.
-no rozumiem ale skoro ci się podobało to fajnie. Taki jeden dzień mogłeś sobie pofolgowac.-uśmiechnal się lekko.-mój mały.-poglaskal go po włosach.
-wiem skarbie. Ja ciebie też bardzo kocham-uśmiechnął się lekko i musnal jego usta.-bardzo, wiesz?-przytulil go mocno i pocałował namiętnie.
-oj kochanie. Nie musisz się o to martwić. Kocham cię i nie przestanę.-obiecał obejmując go lekko.
-No i jak masz wszystko?-spytał ze śmiechem kiedy chłopak w końcu się od niego odsunął. Miał dość czasu żeby pogodzić się z wyjazdem chłopaka więc teraz starał się cieszyć jego szczęściem. Mieli też swoje małe wakacje więc stwierdził że póki co lepiej być nie może.-Mój mały student...
-Więc tylko leki...-pokiwał głową i zszedł na dół za nim. Zaśmiał się na widok który zastał ale pomógł chłopkowi wstać i podał mu prostokątny pakunek.-Prezent. Tak na wyjazd...jakbyś tęsknił i w ogóle...-powiedział z lekkim uśmiechem. W środku oprawione ich wspólne zdjęcie z wakacji.
-Nie ma za co.-ucałował go w policzek i już nie zatrzymywał. Wrócił do swojej sypialni i zaczął pakować potrzebne rzeczy bo miał zamiar zostać jakiś czas w Tokio. Od taka mała wizyta u Pani psycholog.
-Na co tak patrzysz?-spytał ze śmiechem i usiadł obok niego.-Będę tęsknił. Nawet jeśli będziemy się widywać.-Objął go lekko. Wiedział że już nie raz o tym rozmawiali ale tak jakoś chciał to powiedzieć po raz ostatni.
-Ja też chcę żebyś to zrobił. Dlatego cię nie zatrzymuję.-odparł spokojnie.-No nic...jakoś to wytrzymamy. Mogło być dalej.-wzruszył ramionami.-Kiedy jedziemy?
-Oj możesz. Tylko skarbie nie ma powodu. Spędzisz miłe chwile na studiach. Zaprzyjaźnisz się. Będę cię odwiedzał i do domku też będziesz czasem przyjeżdżał. Zobaczysz jak fajnie będzie. Nie musisz płakać.
-oj skarbie. Już nie raz byłeś ba dłużej poza domem. Może nie na tak długo i tak daleko...ale byłeś. Poradzimy sobie. Będzie tęsknić ale to dla ciebie ważne. Daj z siebie wszystko żebyśmy byli dumni. Wszystko będzie dobrze. Nie musisz płakać.-przytulil go lekko.
-no już. Nie musisz się też niczego bać. W razie czego dzwonisz a ja wsiadam na motor i jadę do ciebie. Do domu też będziesz czasem przyjeżdżał.-poglaskal go po wloskach.
-kotek? Nie będziesz mieszkał sam. Dostaniesz wspollokotora i mam nadzieje że będzie on dobrym przyjacielem. Ale racja to nie będzie to samo co w domu. To ekscytujące.-ucałował go lekko.
-przecież wiem...sluchales mnie do końca?-spytał ze śmiechem.-nie musisz płakać kochanie. Zobaczysz będzie super.-znów go ucałował.-a ugotujesz mi coś dzisiaj?
-może być curry.-zgodził się od razu i poszedł za nim opierając się o blat.-zmieści się spokojnie. Mam duży samochód a następnym razem mam zamiar przyjechać motorem.-zasnął się cicho i położył dłoń a ramieniu chłopaka.-spokojnie skarbie...-poprosił go po czym przywitał się z mężczyzną.-co to?-spytał otwierając paczkę.
-wow...gdzie ją znalazleś?-spytał oglądając książkę z zaciekawieniem.-wiesz...to raczej nie będzie potrzebne...ale i tak dzięki.-zaśmiał się kiedy wyjął prezerwatywy. Nie szedł za chłopakiem. Najpierw chciał porozmawiać z jego ojcem.
-no to dzięki...szukałem jej.-zaśmiał się.-tak jutro. Z samego rana jedziemy. W gruncie rzeczy to nie tak daleko bo przecież składał też papiery aż na hokkaido. Ale dostał się tam gdzie chciał, bardzo się cieszył.-uśmiechnął się.
-em w każdym razie dzięki za prezenty. Masz coś dla Ryu? Przekaże mu bo właśnie do niego idę...-mruknął cicho.
-um spokojnie...powoli ocieplicie wasze relacje.-uśmiechnął się i wziął pakunek. Poszedł na górę do chłopaka i wszedł do jego pokoju.-kochanie? Twój tata powiedział że nie chce ci się narzucać. Przywiózł ci prezent, otworzysz?
-wiem skarbie.-objął go lekko.-ale coś tak czuję że Aya zrobiła z nim kilka sesji. Szanuje to że nie chcesz jego obecności. Z czasem mam nadzieje że będzie między wami lepiej.-uśmiechnął się.-kotek...czemu teraz nie otworzysz paczki?-spytał jakoś tak ciekawy co jest w środku.
-skarbie...ale ja mogę przekaza mu podziękowania tak jak przekazałem ci prezent.-zauważył spokojnie.-wiem że się boisz. To normalne i zrozumiałe. Sądzę jednak że z czasem, jeśli oboje będziecie tego chcieli to przełamiecie ten mur.-poglaskal go po włosach.-zobacz von ja dostałem.-pochwalił się książką.
-no dobrze uparciuchu...nie to nie.-zaśmiał się.-tak...szukałem jej wszędzie i nigdzie jej nie mogłem dostać.-wyszczerzyl się.-dostałem też paczkę gumek...normalnie jakby twój ojciec chciał mi powiedzieć że mogę się z tobą kochać tylko żebym pamiętał o bezpieczeństwie.-zachichotal.
-może.-wzruszył ramionami. Ucałował go jeszcze raz lekko.-zejdzie skarbie. Mam chęć na to curry.-powiedział czekając aż chłopak zejdzie z jego kolan po czym wstał.
-to świetnie!-ucieszył nie i objął go mocno od tylu.-cieszę się. Mój niejadek w końcu wrócił do wagi.-powiedział odsuwając się od niego. Oparł się o blat i spokojnie przyglądał się temu co robi chłopak.
-wiem że się starałeś kochanie. Cieszę się że waga się wyrównała. To bardzo dobrze.-uśmiechnął się lekko i chwilę milczał.-aha jasne...następnym razem kotus ale jak przyjedziesz tutaj.-zaznaczył szybko.
-och jaki łaskawy.-zaśmiał się.-a ja ci uprzejmie przypomnę że wciąż nie zaprosiles mnie nigdzie na randkę a umówiliśmy się że następną robisz ty.-przypomniał że śmiechem po czym usłyszał trzaskanie drzwi.-oho...dzieci wróciły...
-oj no dobrze.-zaśmiał się wesoło.-pomogę z talerzami.-zaoferował niosąc wszystko do jadalni i wołając domowników na obiad.
-pyszne jak zawsze...będę za tym tesknil.-zaśmiał się zajadajac się posilkiem.-Ryu jak zjesz to sprawdź jeszcze raz czy spakowales wszystko a ja pozmywam.
-ok kotek...więc skoro to już wszystko to lepiej wyśpij się przed jutrzejszym wyjazdem.-uśmiechnął się i ucałował w policzek.
[gomen że mnie dzisiaj tak nie ma ale świętuję urodziny...^^]
[dziękuję ^^]
Jun na dole zjadł na szybko jakąś kolację i uznał że przed jutrzejszą drogą najlepiej jak się porządnie wyśpi. Poszedł do swojego pokoju po jakieś czyste bokserki. Zapalił światło a po tym jak spojrzał na łózko oparł się ciężko o zamknięte drzwi.
-co kurwa...? Ty...co ty odwalasz?-spytał całkowicie zszokowany.
[jasne jasne ^^ doszlam dziś do wniosku że alkohol to świństwo...w ogóle mi nie smakowal XD]
-ech kochanie...-pokrecil przecząco głową.-idę o zakład że te zabawki są od Keia.-dodał odrywajac się w końcu od ściany i podchodzac do łóżka.-wyjaśnij mu proszę ładnie że ja tak nie lubie. Przypominają mi się...no te czasy z ojcem i w ogóle.-wyjaśnił rozkuwajac go.-możemy się pobawić...ale nie w ten sposób. Ja tak nie lubie...
-wiem skarbie. Nie jestem zły ani nic.-uśmiechnął się i objął go lekko.-Mój chudzielec kochany.-zaśmiał się i ucałował go mocno, namiętnie.
-Jeśli tego chce mój aniołek z różkami.-zaśmiał się cicho.-Powoli robisz się coraz lepszy...boję cię co to będzie za jakiś czas.-znów go ucałował.-kochanie? spokojnie nikt cię nie usłyszy...nie będę ci kneblował buzi...co najwyżej zagryziesz ząbki na kołdrze.
-No tak...posiadanie starszego partnera musi być straszne pod tym względem.-uśmiechnął się i zdjął z ciebie koszulkę żeby dać chłopakowi trochę większe pole manewru.
-Dziwisz się skarbie?-spytał unosząc brwi.-A poza tym to przyganiał kocioł garnkowi.-zachichotał cicho i ułożył dłonie na jego pośladkach co jakiś czas lekko je ściskając.
-Oj tam zaraz weteran...to chyba ta dodatkowa adrenalinka. Czuję się jak nastolatek który boi się że zostanie przyłapany.-zachichotał. Napiął mięśnie kiedy chłopak dotknął jego przyrodzenia. Dłonie powoli przesunął na uda chłopaka czasem muskając palcami jego męskość.
-Oho...koś chce więcej? No dobrze już nie będę się droczył.-zachichotał. Cieszyło go że chłopak tak reaguje.-tylko cichutko skarbie...-poprosił masując jego przyrodzenie całą dłonią. Drugą starał się rozpiąć swoje spodnie.
-Podoba się?-wymruczał mu cicho do ucha. Lubił słuchać tych cichutkich jęków.-kotek? Mogę cię już zacząć przygotowywać?-spytał cicho z dłonią na jego pośladku, drugą wciąż masując jego przyrodzenie. Dyszał cicho pod wpływem dotyku chłopaka.
-nie denerwuj się kotek.-uśmiechnął się i dał mu delikatnego caluska w policzek. Zwilzyl palce i powoli wsunal jeden w chłopaka.-spokojnie. Rozluznij się.-poprosił calujac go namiętnie.
-ja wiem że nowe.-uśmiechnął się lekko. Poruszał powoli palcem. Całował go przy tym po szyi i wciąż piescil jego przyrodzenie.-cichutko...cichutko.-przypomniał spokojnie dokladajac drugi palec.
-aj cicho...-poprosił bojąc się że na dole ich słychać. Dołożył trzeci palec ale zaraz wyjął wszystkie i kładąc chłopaka na łóżku. Zdjął spodnie i bokserski i zaczął w niego powoli wchodzić.
-aj...teraz to na pewno usłyszeli.-mruknął jednak nie przerywając. Wyjął mu rękę z buzi i zastąpił ją koldra. Wciąż piescil jego męskość i sutki.-kocham cię.-szepnął mu do uszka.
-wiesz kotek...a ile chcesz?-spytał z cichym śmiechem.-po prostu chciałem...-nie skończył zdania przygyzajac warge i dochodząc. Wyszedł i zajął się chłopakiem żeby ten mógł.spokojnie dojść.
-ja ciebie też. Bardzo mocno. I będę tęsknił...dzięki za to małe pożegnanie.-zaśmiał się przytulajac go mocno i kładąc się na łóżku.-a teraz misiu...musimy jakoś wytłumaczyć twoje pełne podniecenia krzyki które idę o zakład było słychać w całym domu.
-oj tam...ja nie lubie...no i następnym razem nie będzie tutaj.-wzruszył ramionami. Oj chodź...śpij dzisiaj ze mną. Proszę kotek.-objął go w pasie i przyciągnął do siebie.-miesiąc nie będę cię wiedzieć...
-tylko no...to boli...będzie cię bolało.-zauważył cicho. Wstał jeszcze na chwilę z łóżka i ubrał bokserski zaraz kładąc się obok chłopaka.-kocham cię. Cieszę się że jesteś ze mną.
-no...nie lubie jak ciebie coś boli. Ale to boli...i jest nieprzyjemne.-wywrócił oczyma.-co Keia wzięło że ci dał takie rzeczy...? Co jeszcze ci dał?-spytał z ciekawości.
-no dobrze...już dobrze...spróbujesz jak już tak bardzo chcesz...-wywrócił oczyma.-czemu mi nie powiesz? No czemu?-spytał smutno.-jak ty mi nie powiesz to spytam Keia...
-wredota...-zaśmiał się i ucałował go jeszcze raz na dobranoc. Usnal chwilę później i wstał z samego rana żeby zrobić mu śniadanie niespodziankę.
-dobry misiu. Zrobiłem sniadnako...taka prosta jajecznica ale...chciałem ci coś ugotować no...mam nadzieje że wyszło.-zaśmiał się cicho.-nic cię nie boli?
-to dobrze. Zjedz spokojnie a ja się wyszykuje.-uśmiechnął się i poszedł na górę. Umyl się szybko i ubrał i zaczął znosić rzeczy chłopaka do samochodu.
-no dużo masz tego.-upchal wszystko w bagażniku i usiadł na miejscu kierowcy.-to co jedziemy? Mamy przed sobą długą drogę...
-będę.-odparł krótko. Milczał chwilę kiedy wyprzedzał po czym znów się odezwał.-będę bardzo tesknil. Bardzo kochanie. Bez ciebie będzie jakoś pusto. Nie będę miał mojego ciepłego misia żeby się potulic po pracy...-zamarudzil trochę na koniec.-ale...zawsze możemy do siebie dzwonić. Będzie łatwiej dzięki temu...ale i tak pewnie będę odliczał dni do spotkania.
-ja ciebie też kochanie.-uśmiechnął się do niego zaraz jednak przenosząc wzrok na drogę. -trochę po południu powinniśmy dojechać. Zalatwimy wtedy wszystko w akademiku i dowiemy się kto będzie twoim współautorem.
-serio?!-spytał zaskoczony ale zaraz uśmiechnął się do chłopaka.-pamiętam. Ciężko zapomnieć kogoś takiego. Ale to dobrze. Znajomi ludzie, będziesz czuł się lepiej i swobodniej. Ja z resztą też.
-dobrze skarbie. Cieszę się że się tak umówiliście. Chociaż muszę przyznać że przez ten pokój nawiążesz jakąś nową przyjaźń....ale tak też będzie ok.
-wiem kochanie...tylko to nie to samo co być z kimś w pokoju. No ale mniejsza. Bycie z kimś kogo się już zna też jest dobre. Wtedy pogłębia się przyjaźń.-uśmiechnął się do niego lekko.
-dobrze że tak zdecydowałeś. Nie mam nic przeciwko.-zaśmiał się cicho.-a powiedz skarbie na jakim on będzie wydziale?-spytał z ciekawości.
[Keiichiro...tak mi się wydaje.]
-kiedy on to narysował.-spytał zaskoczony uważnie oglądając rysunek.-podobni jesteśmy. Nawet bardzo. Ma talent...mógłby iść bardziej w tym kierunku...
-rozumiem...w każdym razie ma talent.-uśmiechnął się łapiąc go za rękę.-chcesz coś do jedzenia albo do picia?-spytał kontrolie uznając że nie będą potrzebowali więcej przystanków.
-ok kotek to ty idź za potrzebą a ja wszystko kupię.-uśmiechnął się idąc między półki żeby zrobić zakupy. Wziął to o co chłopak go prosił sobie kupując coś gazowego i poczekał na niego przy drzwiach.
-twój.-zgodził się cicho się przy tym śmiejąc.-a teraz wskakuj do samochodu bo chciałbym dojechać zanim się sciemni bo będzie mi łatwiej to wszystko wnosić...-zamarudzil idąc do samochodu.
Dojechali trochę po południu czyli tak jak Takano to sobie zaplanował. Zaparkowal przed internatem blisko wejścia i zgasil silnik.
-najpierw klucze zalatwimy a później wniesiemy torby.-zdecydował.
-no to lecimy zobaczyć twój pokój.-uśmiechnął się chwytając go za rękę. Najpierw poszedł jeszcze po kilka toreb i dopiero wtedy wjechał z nim na górę.-no otwieraj.-ponaglil kiedy stanęli przed drzwiami.
-ile przestrzeni...-zdziwił się stawiając torby i zdejmujac buty.-wybierz sobie łóżko i szafke
pomogę ci się rozpakowac.-uśmiechnął się zaglądając do łazienki.-jak ładnie...
-ok....-przestawil torby bliżej łóżka i otworzył jedną. Zaczął spokojnie układać ciuchy w szafie.-no zaraz sprawdzimy czy wziąłeś wszystko.-zaśmiał się cicho.
-oj no pomóc ci chciałem. Przecież zdążymy pójść na spacer. Jadę dopiero jutro.-zaśmiał się obejmując go lekko.-ukrywasz coś że nie chcesz żebym ci pomógł. Masz dużo rzeczy i przyda ci się pomoc.
-um no wiesz...chciałem ci pomóc żeby było ci lżej. Ale nie będę jeśli nie chcesz.-wzruszył ramionami.-otworzysz prezent od taty zanim pójdziemy? Chyba że chcesz sam...chociaż myślałem że przy mnie będziesz czuł się pewniej.
-wtedota...ciekawy jestem no...-mruknął trochę niezadowolony.-chodźmy. Zobaczymy miasto...i w ogóle. Właśnie skarbie...zatrzymuję się w hotelu niedaleko.-uśmiechnął się lekko.
-no ja nie wiem czy tak mogę...to jednak akademik...ale jeśli to zalatwimy to mogę się tą jedną noc jeszcze z tobą przespać.-wzruszył ramionami i poszedł ubrać buty.
-no ok...widzę że bardzo chcesz.-zaśmiał się i zszedł do samochodu po reszta rzeczy. Podał chłopakowi jedną torbę samym biorąc resztę a kiedy skończyli podszedł do recepcji żeby wszystko załatwić.
-dobrze kochanie...już się tak bardzo nie martwię. Będziesz w pokoju z kimś znajomym. Nie martwię się tak mocno...chyba się już pogodziłem się z tym twoim wyjazdem na studia.-uśmiechnął się i złapał go za rękę.
-no jestem spokojny skarbie.-ucałował go w policzek.-kocham cię. Tak mocno. Będę tęsknił ale jestem o ciebie spokojny. Jesteś już dużym chłopcem i na pewni dasz sobie radę.-uśmiechnął się.
-o to trzeba spróbować.-objął go ramieniem i zaciągnął do pizzerii. Usiadł przy stoliku i wziął menu.-co bierzemy? Zdecyduj kotus.-uśmiechnął się lekko.
Kiedy zamówili rozpoczęło się czekanie przy szklance coli.
-następnym razem przyjadę motorem. Już się tu pewnie trochę zadomowisz co? Wtedy już przekonuje w hotelu. Zabiore cię na randkę.-uśmiechnął się lekko i złapał go z rękę nad stołem.
-no postaram się nikogo nie zabić.-zaśmiał się.-nawet Keia...chociaż za to co ci kupił...-pokrecil głową.-jesteś za młody na coś takiego. Masz bardzo dziwnego i perwersyjnego brata. Zawsze taki był?
-kotek ale to co ci dał było niewłaściwe...no nic...ja też zawsze mogę z nim pogadać. I chyba trochę wykorzystam jego obecność.-zaśmiał się cicho.
-jeju zboczuszku.-uszczypnal go lekko w policzek i zaśmiał się cicho.-ja wiem że już nie jesteś dzieckiem...ale wciąż jesteś młody...-zauważył.-no nic...przecież jesteś normalnym nastolatkiem. Czytasz zboczone rzeczy...masz zaoczne sny. Norma.-zaśmiał się i wzruszył ramionami.
Prześlij komentarz