Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2201 – 2400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-no a ja na ciebie czekałem.-wzruszył ramionami i ruszył. Na miejscu byli dość szybko mimo że Jun nie mógł pędzić. Zszedł z motoru i zdjął kask.-to przez niego się spoznilismy.-powiedział widząc Tomo.
-jakby nie patrzeć to twoja wina.-zasmial się wchodząc i poprawiając włosy. Przywitał się z Yuya i z Takano i zaczął trochę pomagać przy grillu.
-jakby nie patrzeć to twoja wina.-zasmial się wchodząc i poprawiając włosy. Przywitał się z Yuya i z Takano i zaczął trochę pomagać przy grillu.
-Ryu o czym wy rozmawiacie że masz taką szczesliwa minę?-spytał cicho się śmiejąc i nakładając gotowe miesko na talerz.
-jak ja nie lubię być tematem rozmów...-mruknął nakładając sobie grilowanej rybki.-zwłaszcza waszych rozmów.
-no co ja się z wami mam...-mruknął zaraz milknąc i spokojnie jedząc.
-a poradzisz sobie że zjechaniem z górki?-spytał podając mu kask.-jeśli tak to możesz prowadzić.-zgodziliśmy bez problemu.
-oczywiście skarbi.-usiadł na nim.-możemy jechać.-dodał kładąc ręce niedaleko kierownicy.
Kiedy chłopak zaparkowal przytulił go mocno.
-brawo, na prawdę dałeś sobie radę.-zszedł z motoru i zdjął kask.-widzisz, nie potrzebujesz żebym cie uczył. -uśmiechnął się do niego.-mam zdolnego chłopaka.
-ale i tak radzisz sobie świetnie.-schował kaski do samochodu i poszedł do mieszkania, chłopaka przepuszczają w drzwiach.-powiesilem resztę zdjęć w salonie.
-to twoje zdjęcia, dlatego pięknie wyglądają.-zasmial się podając mu herbatę.-mogę wiedzieć o czym tak żywo rozmawiałeś z Tomo?
-znów jakieś tajemnice przede mną?-spytał ze śmiechem i objął go delikatnie.-bardzo fajny.-zgodził się.-grzeczny, miły...ni3pędzić mają z nim problemów.
-teraz moze być tylko lepiej prawda?-odchylil głównego tylu zęby Ryu mialnwiecej miejsca.-tylko bez malinek bo jutro mam pomagać na komisariacie.-poprosił.
-Ryu no...miało być bez malinek. Mam pracę jutro...-westchnął.-jak chcesz to zawioze cie jutro do miasta, tak przy okazji.
-no niby nikt...dobrze kochanie idź, jak coś możesz wpaść.-uśmiechnął się i ucałował go lekko.
-ja też się cieszę.-odparł również go mocno przytulajac.-bycie z tobą w związku to najlepsze co mnie w życiu spotkało.
-nudzić? Kochanie ja się cieszę każdą chwilą spedzona z tobą, nawet jeśli nic nie robimy.-ucałował go delikatnie.-wykapie.
-jasne zostalo coś chyba...-wzruszył ramionami i poszedł do kuchni sprawdzić czy jest jeszcze rybka. Wrócił po chwili z ostatnim kawałkiem i podał go chłopakowi.-smacznego,
-na prawdę się cieszę że ci smakuje.-uśmiechnął się i usiadł wygodniej.
-na prawdę się cieszę że ci smakuje.-uśmiechnął się i usiadł wygodniej.
-czasami będę robił. Ale tak czasem.-zgodził się spokojnie.
-um...ja ciebie też kocham. Mój uroczy...a zarazem seksowny chłopak.-ucałował go lekko.-jestem szczesciarzem.
-um...ja ciebie też kocham. Mój uroczy...a zarazem seksowny chłopak.-ucałował go lekko.-jestem szczesciarzem.
-um...ja ciebie też kocham. Mój uroczy...a zarazem seksowny chłopak.-ucałował go lekko.-jestem szczesciarzem.
[Będę bo ja na imprezie rodzinnej jestem to się nudze i tak XD]
-mam się z tobą kłócić kochanie? Moze ustalmy że obaj mamy szczęście?-Zaproponował ze śmiechem.-kocham cie, kocham tak mocno.
[Będę bo ja na imprezie rodzinnej jestem to się nudze i tak XD]
-mam się z tobą kłócić kochanie? Moze ustalmy że obaj mamy szczęście?-Zaproponował ze śmiechem.-kocham cie, kocham tak mocno.
[A na czyim koncernie byłaś?]
-no jak mił...-zadrzawl delikatnie po wpływem jego dotyku.
[Znam ^^zw bo idziemy do domu]
-tak to jest jak mam post...jestem bardziej wrażliwy na twój dotyk.-powiedział patrząc na niego.
[Sorry że tak długo ale rodzice wolno szli...]
-no jeść...a seks i twój dotyk tak rzadko...-spial się nieco wciąż drżąc. Dłońmi zaczął jeździć po całym ciele partnera.-zawsze tęsknię. Mój ty najwspanialszy..
-um...-jeknal trochę zaskoczony.-nie musisz się zmuszać...-wysapal widząc jego minę. Nie mógł jednak zaprzeczyć że było mu przyjemnie, caly drzal z podniecenia. Kiedy chłopak już trochę się przyzwyczaił złapał pewnie jego przyrodzenie żeby jemu też było dobrze.
-och no wiem.-wymruczal mu do ucha które zaraz polizal lekko przygryzl. Ręką pracował sprawnie i szybko co chwilę zmieniając jej ułożenie. Drugą ręką zaczął się bawić jego sutkiem.
Sądził że długo tak nie wytrzyma zwłaszcza że jęki chłopaka podniecaly go jeszcze bardziej. Zaczął go całować gdzie tylko sięgał w końcu robić mu łatwą do ukrycia malinke przy obojczyku.
-mój...-wysapal zaraz calujac go zachlannie.
-za chwilę...-szepnął oddychając jeszcze ciężko i obejmując go lekko.-bosko..byłeś boski. Serio było mi przyjemnie...-powiedział starając się uspokoić oddech.
[Spoko, dobranoc ^^]
-za chwilę...-szepnął oddychając jeszcze ciężko i obejmując go lekko.-bosko..byłeś boski. Serio było mi przyjemnie...-powiedział starając się uspokoić oddech.
[Spoko, dobranoc ^^]
-za chwilę...-szepnął oddychając jeszcze ciężko i obejmując go lekko.-bosko..byłeś boski. Serio było mi przyjemnie...-powiedział starając się uspokoić oddech.
[Spoko, dobranoc ^^]
-aj tam...przecież dzisiaj nic takiego nie zrobiłem.-ucałował go w policzek.-oj widzę że jesteś zmęczony...zaraz pójdziemy spać.-namydlil gąbke i pomógł mu się umyć.
-a ty moim kochanie.-powiedział kończąc go myć i calujac go delikatnie.-to o tym rozmawiales z Tomo? Jak na pierwszy raz szło ci świetnie.-uśmiechnął się i wyszedł z wanny pomagając też jemu wyjść.
-a ty moim kochanie.-powiedział kończąc go myć i calujac go delikatnie.-to o tym rozmawiales z Tomo? Jak na pierwszy raz szło ci świetnie.-uśmiechnął się i wyszedł z wanny pomagając też jemu wyjść.
-Mhm...więc teraz uczysz się z porno?-uniósł lekko brwi zaczynając się wycierać.-no takie szaleństwo jest...przyjemne. Powoli, powoli będę godził się na więcej. Obiecałem przecież.-uśmiechnął się do niego i ubrał bokserki w których zwykle śpi.
-No dobrze...-mruknął cicho.-nie chcę żeby było ci ciężko bo jestem starszy...na prawdę nie musisz się tak starać. To miłe, ale nie musisz...-dodał wychodząc z łazienki.
-Oj no ja wiem...ale ja także chcę żebyś ty się cieszył. To nawet fajne że się uczysz ale...uczyć się z porno?-pokręcił głową i położył go na łóżku.
Pogłaskał go po włoskach.
-nawet nie pytasz kochanie...poza tym to chyba byłoby zbyt krępujące dla nas obu.-okrył i kołdrą i zasnął.
-No wiem...ale tak mi się nie chce...-wymruczał tuląc się do niego jeszcze chwilę. Lubił takie spokojne poranki.
-Tak wiem...w jakiejś knajpie grywa czy coś.-wzruszył ramionami.-podwiozę...-dodał wstając z łóżka i mocno się przeciągając.
-Um dzięki...zazwyczaj jadałem na mieście ale to miłe dostać bento od ciebie. Na pewno zjem.-uśmiechnął się i siadł do stołu.
-Jesteś najlepszym kucharzem kochanie, na pewno mi posmakuje.-uśmiechnął się wcinając śniadanko.
-Policje i karetkę? Boże...co się stało?!-krzyknął wręcz wybiegając z komisariatu i wsiadając do samochodu.-Będę za dziesięć minut!-wydarł się do słuchawki.
Gwałtownie zaparkował pod domem Amakusów i wbiegł do środka.
-Ryu? Ryu skarbie...-uklęknął przy nim.-Hikaru ty też jedziesz...Yuto też nie zostawimy go samego. Najważniejsze żebyśmy dojechali do szpitala. Zadzwońcie do Keia.-ustawił wszystkich i wziął Ryu na ręce. Starał się zachować zimną krew chociaż wiedział że już w szpitalu zacznie panikować.
-Tak, ja was zawiozę...-przyznał biorąc chłopca na ręce. W tej chwili był w stanie rzucić się na ojca Ryu więc dość szybko poszedł do swojego samochodu i posadził chłopca na przednim siedzeniu. Usiadł za kierownicą i zacisnął na niej ręce.
Jun nic nie odpowiedział tylko wziął głęboki wdech i ruszył trochę gwałtowniej niż zamierzał.
-Hikaru? Możesz zadzwonić do Keia i powiadomić go o wszystkim?-spytał zwalniają.
-za co?-spytał tępo patrząc się na drogę.-gdyby nie ty z Ryu byłoby pewnie gorzej...-dodał cicho.-wolałbym żeby Kei przyjechał wcześniej...ale nic nie da się zrobić,
-Mhm...rozumiem.-mruknął parkując pod szpitalem. Wyskoczył z samochodu i poczekał aż oni wysiądą. Zamknął samochód i pobiegł do szpitala. Martwił się o Ryu i ledwo powstrzymywał się przed uderzeniem jego ojca.
-Sama niech pani zdecyduje...ja jestem jego chłopakiem a on bratem. Może Pani z nami obojgiem rozmawiać.-odparł spokojnie bo on przecież nie znał całej sytuacji.
-Rozumiem...-mruknął tylko a kiedy zostali poprowadzeni do gabinetu uklęknął przed łóżkiem chłopaka i oparł się o nie.-mój skarb...-szepnął widząc w jakim stanie są jego plecy bo przecież chłopak leżał na brzuchu.
-Nie będę...-odparł spokojnie. Nie miał nawet takiego zamiaru, rozumiał że chłopaka boli. Pogłaskał go jedynie po włoskach.-myślałem że śpisz...
Zacisnął dłonie w pięści.
-Wezmę. Kei obiecał przyjechać ale najwcześniej będzie jutro rano.-mruknął. Nie miał pojęcia co robić.-Ryu...jak to się stało?-spytał cicho.
-Dobrze, nie będę pytał tylko już nie płacz skarbie. Nie zrobię też nic głupiego.-obiecał mu zaraz.-Hikaru zadzwonił po mnie, po karetkę i po policję. Twojego ojca pewnie zabrali...-złapał go za rękę.
-Przyjadę kochanie z samego rana. Nie martw się. Zostanę też tak długo jak będziesz chciał.-obiecał całując go lekko w policzek.-spróbuj się przespać skarbie.
-Nic dziwnego, że się boi. Wrócę z nim do domu, zabiorę do siebie i jakoś go uspokoję. Śpij skarbie.-znów go ucałował. Kiedy był pewny że chłopak zasnął wstał z podłogi i wyszedł na korytarz.-Yuto co ty na to żebyś spał dzisiaj w moim mieszkanku?
-Oj maluchu chodź.-wziął chłopca na rączki.-Ale jak widzisz Ryu leży w szpitalu i na pewno nie będziesz przeszkadzał tak długo jak nic nie popsujesz, nie?-uśmiechnął się do niego.
-Szszszszsz...cicho...braciszek cię obroni.-pogłaskał go po włoskach.-Cichutko...już dobrze. Ryu z tego wyjdzie...już dobrze...
-Dobrze zrobiłeś. Spokojnie, z Ryu już dobrze. Już nic wam nie grozi.-zapewnił z uśmiechem.-Hikaru zostaje w szpitalu czy nie?-spytał bo jakoś nie widział go na korytarzu. Mimo wszystko potrzebował kogoś kto go w razie czego powstrzyma.
-Mhm...jemu też zaproponujemy żeby z nami dzisiaj spał, co? Tak chyba będzie bezpieczniej.-uśmiechnął się lekko.-Ryu śpi maluchu...a nie chcę żeby się obudził. Jutro przyjedziesz ze mną, ok?-zaproponował.
Kiedy wyszli ze szpitala odszukał wzrokiem Hikaru i podszedł do niego.
-Hej, Yuto będzie dzisiaj spał u mnie, ty też możesz. Tak będzie bezpieczniej...-uśmiechnął się do niego lekko.-Mam rozkładaną kanapę.-dodał.
-Zapewne...zrobię nam coś na kolację.-zaproponował otwierając samochód. Posadził chłopca z przodu.-Hikaru, jeśli będziesz chciał o tym pogadać, to się nie wahaj.-uśmiechnął się i ruszył.
-Nie wiem...ja sam nie jestem w stanie go prowadzić, poza tym nie mogę. Jestem tylko pracownikiem.-westchnął w lusterku widząc minę chłopaka. Rozumiał jego gniew.-Pierwszy raz to widziałeś prawda? Już raz było podobnie...lżej ale było...-zaparkował przed swoim mieszkaniem.-Dam wam coś do spania.-poinformował.-Yuto pójdziesz od razu do mycia, ok?
-Zjemy. Zrobię kolację.-zapewnił chłopca biorąc go na ręce.-Cóż...sądzę że tak. Tak długo jak utrzymujesz większy porządek od ojca. To nic trudnego, odbierasz telefony, prosisz o dostarczenie zdjęcia i notujesz wszystko co potrzebne.
-Dzięki. Poczekajcie w salonie.-poprosił i poszedł wgłąb mieszkania. Najpierw przyniósł im coś w czym będą mogli spać i pościel dla Hikaru a potem poszedł do kuchni żeby zrobić kolację. Przygotował proste kanapki i zaniósł je do salonu.-smacznego.
Kiedy chłopiec się umył położył go spać.
-Hikaru, wiem że pierwszy raz widziałeś ojce w takim stanie i musi ci być ciężko...ale zjedz chociaż trochę. Sądzę też że poradzisz sobie z prowadzeniem firmy tak długo jak będziesz miał chęci.-poklepał go przyjaźnie po ramieniu.
-Nie zrobiłeś niczego źle. Rozumiem, że nie chce zeznawać, było nie było to jego ojciec. Zeznamy my.-uśmiechnął się.-To co zrobił...jest niewybaczalne.-zacisnął dłonie w pięści.
-ja też nie mogę. Przecież już było ok. Ostatni raz tak się wpienił przed wyjazdem Ryu na studia. Spaliśmy wtedy razem...-pokręcił głową i oparł się plecami o kanapę.-czemu on go tak krzywdzi?
-Dobranoc maluchu. Idź się połóż do mnie do sypialni.-zmierzwił mu włoski.-No nic...-zaczął kiedy chłopiec wyszedł.-Jutro obgadamy wszystko z Keiem, ale tam naprawdę reszta okaże się w sądzie. Szkoda że to się tak kończy.
-Hikaru nie chcę rozwiewać twoich nadziei ale...jak Ryu był na studiach to myślałem że już jest ok. Przyjechał Ryu i znów zaczął taki być.-poklepał go po ramieniu i wstał.-idź się umyć, najlepiej będzie jak się z tym prześpisz.
-Wiem że nie jest.-uśmiechnął się tylko i poszedł do kuchni pozmywać naczynia.
-Taki był zamiar. Dobranoc.-uśmiechnął się do niego i po tym jak się umył wskoczył do łóżka od razu zasypiając.
-To dobrze.-uśmiechnął się przysuwając sobie drugie krzesło.-Przyjedziesz później do mnie? Obgadamy parę spraw z Hikaru.
-Może dam ci klucze i się zdrzemniesz? Wyglądasz na zmęczonego.-zaproponował jeszcze.
-Na pewno? Jak coś to na prawdę nie będzie problem.-Zapewnił go i już więcej nie zagadywał. Spojrzał na chłopaka i odgarnął mu włosy z twarzy.
-Oj kochanie...przecież widziałem gorsze rzeczy. A pewnie zostaną ci blizny, ich też będziesz się wstydził?-spytał unosząc brwi.
-Mhm...mam nadzieję że szybko się zagoi i przestanie boleć, w końcu masz studia.-pogłaskał go po policzku.-nie musisz się przy mnie krępować. Jak źle by nie było to z tobą będę.-uklęknął przed łóżkiem i położył głowę na poduszce.
-Jasne kochanie...masz gdzieś swojego czy wziąć mojego?-spytał od razu.-Najważniejsze że te rany nie są aż tak poważnie...może jednak uda ci się wyzdrowieć do tego stażu?
-No możesz mieć trochę obniżoną odporność...ale nie dali cię do izolatki więc aż tak źle nie jest. Bądź dobrej myśli.-ucałował go w nosek.
-mhm długo. A kiedy masz zacząć staż? To przecież takie ważne dla ciebie.-zauważył.-No nic...zajmę się tobą w domku. A wiesz że Hikaru chce pomóc w biurze?
-Wiem, to pierwszy raz jak widział ojca w takim stanie. Przestraszył się bardzo o ciebie. Pomogę mu ile będę w stanie.-obiecał.-zmęczony? Jak tak to nie będę cie zagadywał.
-Dwa razy tak kochanie. Odpoczywaj sobie.-uśmiechnął się do niego i ucałował go lekko w nosek.-Dobranoc.
-Kupię.-obiecał spokojnie a kiedy chłopak zamknął oczy wrócił na krzesełko. Postanowił że poczeka tak na Keia.
-Dziękuję maluszku, to kochane. Możemy już jechać. Ryu był zmęczony więc usnął.-wyjaśnił biorąc łyk napoju i wstając.
-oj...dasz jutro na dzień dobry, ok?-zaproponował takie rozwiązanie.-Ryżu po prostu jest bardzo zmęczony i dużo śpi.
-a to moja wina że nie dałeś? Byłeś z nami w sali i nikt ci nie bronił.-zauważył otwierając samochód i siadajac za kierownicą.
-ja ciebie wcale nie wyganialem.-zaprotestował. Kiedy zaparkowal dal chłopcu klucze od mieszkania i Keia wziął na ręce żeby dalej spokojnie spał,-kurde ile on waży...
-Yuto cicho.-poprosił niosąc szybko mężczyznę do swojej sypialni. Zamknął drzwi od niej i poszedł do kuchni żeby zrobić jakiś obiad. Napisał też do Tomo zamówienie na bułeczki.
-powinien przyjść...jak chcesz pomóc to zadzwoń po niego, ok? Ale cichutko żeby Kei mógł się wyspać.-uśmiechnął się do chłopca mieszając warzywa w woku.
-mhm...dobrze że o tym pamiętał.-uśmiechnął się dodając do warzyw ryż.-zaraz będzie obiad.-dodał.
-Moje spokojne mieszkanie...-jęknął zrezygnowany bo teraz to mu tylko psa do szczęścia brakowało. Położył na stole obiad a psince miskę z wodą.-Niech ktoś obudzi Keia...-poprosił.
-aż za tłoczno...to małe mieszkanko i było w nim tak spokojnie.-mruknął trochę zirytowany.-Lepiej mnie dzisiaj pilnujcie żebym nie wyszedł złoić waszego tatuśka...-fuknął zaczynając jeść.
-Dlatego mnie pilnuj, jestem zirytowany ilością ludzi w tym małym mieszkaniu.-mruknął sadzając chłopca obok siebie i podając mu miseczkę z jedzonkiem.-Teraz jemy, później się potulisz.-dodał już spokojniej.
-Możesz zostać ale...Pies jednak trochę nabrudzi.-mruknął bo nie znosił bałaganu. Skończył jeść i odłożył miseczkę.-Zostańcie bo zaraz Ryu stwierdzi że bez niego robię się gburem...
-Tak wiem...ale póki na stałe nie mieszkamy razem mogę spokojnie żyć bez zwierzaka. Nie to żebym Kiary nie lubił...ale jeszcze bardziej lubię spokój.
-Tym razem nie było problemu z tym żeby Kiara była w domu a nie u mnie.-westchnął tylko już nie chcąc o tym rozmawiać. Ryu mu oznajmił że pies będzie czy mu się to podoba czy nie. Pozostało mu się z tym pogodzić.
-ja nie wiem...pytałem Ryu i też mówi że nie wie. Na prawdę myślałem że jest ok. Nie pił i był spokojny dopóki Ryu nie przyjechał...-powiedział smutno.
-Nie umrze.-mruknął tylko Jun już nie chcąc się denerwować.-Kei, wiesz że jakby źle nie było to ja się nim zajmę. Kiedy już wyjdzie ze szpitala wolałbym żeby nie było tutaj tylu ludzi. Ma ważny staż w wakacje...-dodał opadając plecami o oparcie kanapy.-Ryu nie chce zeznawać...co robimy?
-Nie zabronię wam odwiedzin, chodzi mi o wasze spanie tutaj.-odparł spokojnie zupełnie nie rozumiejąc reakcji Keia.-No racja nic nie zrobimy...pozostaje go wspierać, wiem że mu ciężko, potrafię go zrozumieć.-dodał smutno.
-To jest jeszcze nic. Mógł zrobić więcej, powinniśmy się cieszyć że na tym poprzestał...a raczej został powstrzymany.-mruknął nawiązując trochę do swojej sytuacji.-Nie rozumiem tylko czemu taki się staje przy Ryu...Czemu?
-Nie widzę w tym powodów do znęcania się nad nim...a nawet przeciwnie, rodzi się nowe pytanie. Dlaczego bije dziecko tak bardzo podobne do swojej żony?-spytał unosząc brwi.
-Nie mam siły z nim znów rozmawiać. Nie mam siły, Kei. Ja próbowałem i serio było ok, a potem Ryu przyjechał i znów zaczął być agresywny. Nie jestem w stanie pojąć jego motywów.-mruknął.
-Uwierz że mnie też to będzie bolało. Było nie było...był dla mnie jak ojciec.-westchnął.
-Mam tylko nadzieję że szybko mu się poprawi...-mruknął cicho.-Ciało ma w raczej kiepskim stanie...a psychika?
-ccóż Ryu pokazuje mi czasem papiery żebym nie narodził. To na pewno nie to, jeszcze przedwczoraj było ok. Postaram się z nim pogadać ale wątpię że akurat mi powie. Sam widziałeś że przy mnie nie chce nawet płakać.-wzruszył ramionami.
-ale przez to martwię się jeszcze bardziej. Tak samo było jak leżał w izolatce.-mruknął układając włosy.-Ryu jeszcze dwa tygodnie będzie w szpitalu.
-um dzięki, akurat tego nie umiem,.-zgodził sie chętnie.-Porozmawiaj z nim jutro. Ja też spróbuje...
-ja w takim razie pojadę rano...-zdecydował cicho,-Kei? A co jeśli...jeśli Toma zrobił mu coś jeszcze?-spytał jeszcze ciszej.
-jasne Yuto ale najpierw do mycia.-pogonil chłopca i westchnął ciężko.-Kei ja też nie chcę o tym nawet myśleć. Ale sam powiedziałeś że Ryu przypomina matkę, że wczoraj ci płakał i sądzisz że moze nam czegoś nie mówić.
-tylko nie rób głupot,-poklepal go po ramieniu.-tak tylko pomyślałem że to możliwe.., ale wcale tak nie musiało być, jutro z nim pogadamy to może się dowiemy.
-oczywiście że nie, po południu tam idę a tutaj przyjedzie Kei. Nie martw się mną teraz. -poprosił klekajac przed łóżkiem.-zajmujemy się też Kiara.
-nic jej nie zrobiłem. Wyprowadzalem ją i w ogóle. Ona po prostu chciała cie mieć dla siebie.-zasmial się i położył głowę na poduszce.
-oj.., po prostu jestem teraz trochę nerwowy przez tę sytuację. Tyle osób mi się do mieszkania zwalilo a potem jeszcze Kiara.-wyjaśnił spokojnie.-Ryu? Co się stało? Nie płacz...
-i piesek będzie kochanie...na pewno tylko o to chodzi-spytał spokojnie ocierajac mu łzy.
-no cóż z aktualnym stanem twoich pleckow chyba nie mogę...chyba że nogi będę tulil.-zasiał się cicho chociaż nie było mu do śmiechu.-ale to na pewno wszystko? Martwię się po prostu.., bo Kei sądzi że czegoś nam nie mówisz...a ja sądzę że musi ci być ciężko emocjonalnie,..
-na pewno?-spytał jeszcze raz i wstał z podłogi spadając na krzesełku.-wrócę ale jeszcze nie muszę jechać.
-twoje zachowanie na to nie wskazuje.-mruknął tylko wstajac z krzesełka.-ale nie będę się z tobą kłócił. Przyjadę jutro o tej samej porze. Kei wpadnie po południu.
-ty sobie jaja robisz? Przyjadę jutro...-mruknął tylko i nabuzowany wyszedł ze szpitala. Na zewnątrz od razu wyjął papierosy i dopiero po trzecim był w stanie wykręcić numer do Keia.-przyjedź tu bo jestem tak wkurwiony że nie zawaham się wpaść na komisariat i wyciągnąć wszystko z tego starego pryka bo Ryu nie chce gadać.-niemalże warknal w słuchawkę,
Zmial w ustach przekleństwo i wypalił jeszcze kilka papierosów zanim nie poszedł do baru na jakąś uspokajającą herbatę. Doprawdy czy robota była teraz aż tak ważna?
Po policzkach pociekly mu łzy ktore natychmiast otarł. Czy Ryu miał do niego aż tak małe zaufanie? Wyszedł na zewnątrz i zadzwonił do Miki wręcz biegając żeby jak najszybciej wsiadła w pociąg. Kobieta zgodziła się bez problemu nawet nie pytając o powód szczegóły, wystarczył jej załamany głos Juna by wyczuć że sytuacja jest ciężka. Zadzwonił też do Keia zęby olał pracęi jak najszybciej przyjechał.
-Kei...-zaczął cicho bezbarwnym głosem. Spojrzał na niego pustym wzrokiem i położył mu dłoń na ramieniu.-przestan. Mika przyjedzie i się nim zajmie...-mruknął tylko tym samym tonem głosu. Poczuł się oszukany.-już jest w drodze, jedzie najszybszym pociągiem...
-łatwo ci mówić.-odwrócił się na piecie i zatrzymał się w drzwiach.-nie zrobię nic głupiego. Idę tylko zapalić i kupić fajki bo prawie mi się skończyły.-mruknął żeby Kei nie musiał się jeszcze o niego martwić.
Kiedy wyszedł ze szpitala kopnął leżąca na ziemi puszkę i zaczął palić. Musiał siedzieć na dworze dość długo bo w końcu ktoś wyrwał mu nienodpalonego papierosa z dłoni. Owym ktosiem okazała się Mika.
-wygladasz jak wrak człowieka..,-zaczęła sądząc że to Jun ma problem.
-Ryu cie potrzebuje. Zaprowadze cie.-odparł tylko wszedł do szpitala.
Jun zatrzymał sie w drzwiach już nie chcąc mówić że Ryu kazał mu przyjechać za dwa tygodnie. Stal tylko w tych drzwiach oparty o futryne i tylko czekal aż również stamtąd zostanie wygoniony.
-cichutko...-poglaskala go po wloskach.-uspokoj się i powolutku opowiedz co się stało.-poprosiła obejmując go bardzo delikatnie żeby nie sprawiać mu bólu.
Jun z całej siły walnal z pięści w futryne.
-zatluke skurwysyna.-warknal pod nosem i ruszył szybko korytarzem. Mika tylko dalej glaskala Ryu po włosach.
-Jun-chan cie kocha. Na pewno lepiej by to przyjął gdybyś mu to powiedział, wtedy by pomógł. Nawet jeśli przeszedł więcej to jest jedyną osobą która w pełni cię zrozumie i pomoże.
-nie zdradziles. Nie zrobiłeś tego z własnej woli. Jun ci pomoże i ja też postaram się pomóc jak tylko mogę.-obiecała cicho.-kochasz Juna, prawda? Więc mu zaufaj, bo to że mu nie powiedziałeś bardziej zabolalo niż to czego nie powiedziałeś.
***
-puść mnie, nie zabije go przecież. Obije mu tylko ten oblesny ryj.., ewentualnie wykastruje tępą łyżką. Ale go nie zabije. Ponowie na komisariacie przymkną na to oko. Więc puść mnie do cholery jasnej bo nie chcę ci zrobić krzywdy.
-no już cichutko. Jun cie kocha i na pewno cie nie zostawi. Zaufaj mu.., wszystko się ułoży.-znów objęła go delikatnie.-już nic nie mów...
***
Jeszcze chwilę patrzył na niego gniewnym wzrokiem bo przecież jak śmiał go zatrzymywać. Z czasem jednak po policzkach zaczęły spływać mu łzy a on osunął się na kolana.
-znów ktoś go dotykał...nie byłem w stanie go obronić już drugi raz. Znów cierpi...-ukrył twarz w dłoniach.
-zostaw mnie. W tym momencie ostatnią rzeczą jaką on potrzebuje jest rozklejony facet...co mu to da że tak pójdę kiedy płaczę? Zacznie się tylko jeszcze bardziej obwiniac..,-mruknął wracając na zewnątrz.
-nic nie rozumiesz...-jeknal już całkiem rozklejajac się w jego ramionach.-nic nie rozumiesz. Ja znów nic nie mogę zrobić, znów mi nie zaufał, nie mogłem go uratować...dlaczego musiał przejść to co ja!?
-ech nic nie rozumiesz.-mruknął tylko i odsunął się od niego. Szybkim krokiem poszedł do sali Ryu. Odsunął Mike i sam objął chłopaka.-nigdy, przenigdy cie nie zostawię...wiec nie ukrywaj tak ważnych rzeczy.
Kiedy poczuł że chłopak zasnął położył go na łóżku przy którym wciąż klęczkał. Zaciskal dłonie na pościeli.
-kochanie? Będzie dobrze...-szepnął łapiąc go za rękę. Czuł się winny. Uważał że znów go nie obronił. Kei zaprowadził Mike na komisariat.
-nie zostawię...skarbie nie zostawię. Kocham cie.-ucałował go w policzek. Będzie dobrze...pomogę ci, nie będę krzyczał obiecuje.., pomogę...
-zostanę.-znów go ucałował.-a wiesz że pójdziesz akurat na naszą rocznicę. Obejrzymy gwiazdy na balkonie.-powiedział chcąc zmienić temat.
-nawet razem zrobimy pizzę. Będzie fajnie w końcu to naszą rocznica. Wiec już nie płacz.-ucałował go w raczke.
-Nie zdradziles mnie!-krzyknął calujac go mocno.-kochasz go tak jak mnie?! Cieszyles sie z seksu z nim!? Idę o zakład że nie! Znam to uczucie...czujesz się zagubiony bo nie wiesz co czujesz...z jednej strony kochasz ojca ale przecież zrobił ci tyle okropnych rzeczy...
-Ryu, misiaczku...-położył mu dłoń na głowie.-no właśnie, mnie kochasz inaczej tak wyjątkowo. To nie była zdrada, on cie najzwyczajniej w świecie zgwałcił. A na domiar złego skurwiel sprawił że to ty masz wyrzuty sumienia.-zaczął go głaskać po włosach.
-a co już dotarło że mnie nie zdradziles?-spytał kładąc się obok niego na łóżku.-jeśli znów będziesz miał problem ze zbliżeniem...to ja wytrzymam...-obiecał cicho.
-zostanę. I na pewno wytrzymam jeśli znów będzie problem ze zbliżeń. Ale jeśli jeszcze raz usłyszę o zdradzie to wyjdę.-ostrzegł.-możesz spać.
-mój biedny...że tez musiało to ciebie spotkać.-caly czas glaskal go po włosach. Teraz był jeszcze bardziej zdenerwowany. Nie dość że Toma zgwałcił Ryu to jeszcze wyparł mózg.
-na pewno lepiej niż Ryu.-mruknął przepuszczając ją w drzwiach.-napijesz się czegoś? Słyszałem że rozmawialas z jego ojcem...
-kochającym czy nie, skurwiel go zgwałcił, pobił i jeszcze nagadal głupot. Ryu płakał całą noc i ściskał moja koszulkę. Sprawił że cierpi...znowu.-westchnął stawiając przed nią filizanke kawy.
-No cóż Mika...ufam ci. Wezmę ten urlop...Ale jak Ryu wyjdzie jeszcze trochę zostaniemy tutaj. Akurat, już za półtora tygodnia wypada nasza rocznica.-wyjaśnił kobiecie.-Ach no i ten staż...przyjadę jutro do niego z laptopem i napiszemy tego maila...
-rozumiem...dla niego wszystko zrobię.-uśmiechnął się lekko.-wiem że mu ciężko ale nie mam jak mu pomóc. Co zrobić żeby bylo mu lżej? Martwię się o niego...o to że znów sie od siebie trochę oddalimy...tak jak kiedy pierwszy raz został...zgwalcony.-mruknął cicho.
-więc zostań. Sofa jest wygodna a jeśli ci nie będzie pasować to łóżko jest duże. Tylko na czas rocznicy poproszę żebyś wyszła. Nawet jeśli nici z seksu to chcę żebyśmy byli sami.-zasmial sie cicho,-będę go wspierał...
-wiesz, chciałem się odwdzięczyć za zajmowanie się mną chociaż tym miejscem do spania ale jeśli Tomo udostępnia ci domek to ok.-wzruszył ramionami.-pomóż Ryu, wylecz go jak najszybciej. Tylko o to proszę.
-nie czuje się za dobrze. Na pewno lepiej od Ryu...ale to nie znaczy że czuje się dobrze. Mój ukochany został zgwalcony przez własnego ojca...na szczęście tylko raz. Jestem wkurwiony no i martwię się o Ryu. Jest mu ciężko a mnie znów nawiedzaja koszmary,
-dzięki Mika...-mruknął po dobrych dwóch godzinach.-jest już późno, moze jednak zostaniesz?-zaproponował.
-Jestem zmęczony, jeśli na prawdę nie chcesz zostać to idź...ale uważaj na siebie.-poprosił.-Ja nie widzę problemu żebyś została tu na jedną noc.
Jun faktycznie miał dużo roboty bo to był ostatni dzień przed urlopem. Później na dwa miesiące zamkną możliwość balsamowania zwłok i zostanie sama kremacja. Kei podjechał pod same drzwi
-Chcesz do mieszkania Juna czy do domu? On jeszcze jest w pracy i chyba późno skończy.
-Ok. Jun skończy późno z tego co mówił...a jak twoje rany? Widzę że jeszcze cię boli.-mruknął ruszając. Jechał spokojnie więc dopiero do dłuższej chwili parkował pod domem.
-No cóż to mimo wszystko dobre wieści.-powiedział wychodząc z samochodu.-będę zmieniał. Innych opcji nie ma.-dodał wchodząc do domu.
-Kuchni twoja.-kei machnął Ręką i zszedł na dół żeby trochę pomóc Junowi.
-Ryu-chan wrócił.-Yuto wbiegł do kuchni i przytulił brata.-będzie dobry obiadek?
-Yuhu!-ucieszył się chłopiec i pomógł Ryu przy obiedzie.-Ryu-chan ja pójdę po Jun-nii i Kei-nii, dobrze?-spytał kiedy obiad był gotowy. Zawołał mężczyzn którzy weszli spokojnie do jadalni. Jun miał podkrążone oczy i widać było że mało śpi.
-Musiałem narzucić tempo skoro mam mieć dwa miesiące wolnego. Ale już prawie kończymy...-uśmiechnął się do niego lekko i zaczął jeść.
-Nie...wiesz Mika chce żebym jakiś czas u niej pomieszkał. Mówi że to pomoże ci trochę i w ogóle. No i że mi też dobrze zrobi trochę wolnego.-uśmiechnął się.-obiadek pyszny.
Jun po zjedzeniu wrócił do pracy i skończył dopiero po paru godzinach. Wszedł na górę i zaskoczony rozejrzał się po salonie.-Kei gdzie Ryu?
-o to jestem spokojny, Mika go kontroluje.-poklepal go po ramieniu.-z resztą...mi tez już trochę pomogła. No nic, pójdę na górę i zabiorę go do mieszkania. O ktorej powinienem się ciebie jutro spodziewać na zmianę opatrunkow Ryu?-spytal jeszcze zanim poszedl do pokoju chłopaka.
-ok. Nie ma sprawy.-odparł spokojnie i poszedł na górę do pokoju chłopaka. Zapukał cicho do drzwi po czym je otworzył.-Ryu? Możemy już iść do mieszkania, skończyłem robotę...
-No chodź, pośpisz w mieszkanku.-zaśmiał się wziąć stojąc w drzwiach.-a może kupimy składniki na jutrzejszą pizze...co ty na to?-spytał jeszcze. Tak jak obiecał Mice starał się zachowywać normalnie i nie zbyt opiekuńczo.
-Hmmmm?-wziął od niego plecak trochę zdziwiony.-ale przecież masz trochę ciuchów w mieszkaniu.-zauważył.-cóż jest po drodze więc możemy kupić, zajdziemy też do spożywczego po te składniki.
-Ach no tak...-pokiwał głową idąc powoli obok niego.-Jakiś problem? Ryu Mika sama zaproponowała że potrzebuję wakacji...i paru dodatkowych sesji.-dodał ciszej bo znów miał koszmary.-No i pomyślałem że odwiedzę grób mamy...pomogę na uczelni.
-Um nie...razem z Keiem i Hikaru załatwiliśmy już wszystko. Mika oczywiście też pomogła...Już nie musisz się martwić wszystko załatwione. Rozprawa była całkiem niedawno...-ugryzł się w język.-Na prawdę nie musisz się już martwić...
-Ryu?-objął go lekko uważając na plecy.-Już na prawdę wszystko w porządku. Nie przejmuj się niczym...po prostu chodźmy do piekarni, do sklepu żeby można jutro zrobić pyszną pizzę. A potem do mieszkanka. Zjemy lody...-pogłaskał go po włosach.-możesz płakać...nikt nie zobaczy.
-Jakie tylko będziesz chciał.-obiecał mu to i odsunął się lekko od niego by ucałować go w czoło.-Już dobrze? Możemy iść?
-Spokojnie mam zapas chusteczek...i kupimy dużo lodów.-złapał go za rękę i ruszył w stronę piekarni. Wiedział że musi jak najbardziej podtrzymać chłopaka na duchu. Polecenia Miki wcale nie były łatwe do wykonania.
-Miałeś zjeść w mieszkanku głuptasie.-zaśmiał się niosąc wszystkie torby.-kotuś otworzysz proszę drzwi? Ja mam zajęte ręce..-mruknął kiedy byli już na miejscu.
-film? Wybierz jakiś albo zobacz czy cos leci w tv. Ja zaniose zakupy do kuchni. -zostawił go w salonie i poszedł sobie tez nałożyć lodów, najlepsze lekarstwo na doła. -wybrałeś coś?-spytal kiedy wrócił.
-jeju skarbie...serio to?-zaśmiał sie ale włączył film i usiadł na kanapie wcinajac lody.-no to ogladamy.
-no ok...-wzruszył ramionami jedząc swoją porcję lodów. Milczał cały film żeby chłopak mógł spokojnie oglądać.
-szszsz...już dobrze.-objął go ramieniem glaszczac go po wlosach. Pozwolił mu sie wyplakac.-płacz, wiem że ci ciężko.-dodał spokojnie.-jestem tu i zawsze bede przy tobie.
-ech mały...nie przepraszaj mnie. To ja powinienem przepraszac.-przytulil go mocno do siebie. -może i miałem gorzej ale to nie znaczy ze ty nie masz źle...wiem jak bardzo to boli na początku...nie powinienem na ciebie wtedy krzyczeć. Możesz mi się wypłakać.-zaczął go głaskać po włosach. -więc nawet jeśli bardzo chcę sprawić żebyś znów był cały tylko mój...to cierpliwie na ciebie poczekam.-obiecał na koniec.
- obiecuje, przejdziemy przez to razem, będę cierpliwy.-ucalowal go w czoło. -wiem. Ja ciebie tez kocham, bardzo. Dlatego ci pomogę.-uśmiechnął się do niego delikatnie.
-kotus ale pizza miała być jutro. Na rocznicę. Pamiętasz? -wyłączył radio.-Dzisiaj możemy zrobić coś innego? Co ty na to?
-hmmm...no ok. Zapiekanka do doby pomysł, masz jakąś konkretną na myśli? Zrobimy jakąś małą, tak zeby akurat starczyło na dzisiejszą kolację. A jutro zrobimy pizzę. -uśmiechnął się do niego i zmierzwil mu włosy.
-no to bierzemy się do roboty. -zakasal rekawy koszulki. Ucałował go w policzek.-dla tego słodkiego uśmiechu wszystko. -dodał zaglądając do jednej z wyższych szafek w poszukiwaniu makaronu.
-mmmm pachnie pysznie.-rozmarzyl sie zaglądając do piekarnika przez szybke. Podobało mu się takie wspólne gotowanie.-ale czego innego mógłbym sie spodziewać po najwspanialszym kucharzu.-uśmiechnął się do niego wstając na równe nogi żeby nalać soku do szklanek.
-skąd to pytanie skarbie? Przecież juz wcześniej ustaliliśmy że pizzę robimy razem.-zauważył wkładając potrawę na talerze. Usiadł przy stole i od razu spróbował zapiekanki.-pyszna!-wykrzyknął radośnie. -spiszemy przepis? Prosze, będę sobie robil czasem...
-tak...Mika przekonała mnie że romantyczna kolacja dla mojego chłopaka to miły gest no i...pomyślałem że nauką gotowania nadrobie stracone lata licealne.-zaśmiał sie cicho.-no i ta wyprowadzka...skoro juz jestem na swoich smieciach a mój partner jest na studiach to powinienem umieć się wyżywić, no nie?-upil trochę soku.-poza tym...miło było wspólnie gotować.
-nie przesadzaj, popełniam masę błędów, nie jestem idealny.-zaprzeczył od razu.-Spacer, tak teraz?-spytał po czym umilkł żeby to przemyśleć.-jestem troszkę zmęczony...ale na taki krótki możemy iść.-zgodził się.
-ok, jestem za. Byle zbytnio się nie zmęczyć bo spędziłem cały dzień w pracy.-uśmiechnął się i zaczął zbierać naczynia żeby pozmywać przed wyjściem.
Skończył zmywać i zaśmiał się cicho na widok chłopaka.
-Ta bluza zawsze na tobie wisi.-wyjaśnił. Był w lepszym nastroju kiedy miał go blisko siebie.-Ale nie będziemy długo ok? Chciałbym się wyspać...
-Cóż ja też ją bardzo lubię bo jest ciepła. Ale ktoś mi ją zabrał.-wyszedł z mieszkania i zamknął drzwi. Złapał chłopaka za rękę i ruszył z nim spokojnie w stronę plaży.
-Przecież możesz wziąć tą kochanie...mam jeszcze takich kilka, i sweter. Przecież sobie poradzę.-splótł ich palce razem.-Chyba że przeszkadza ci że to moja bluza...i wolałbyś nową...
-Ale to nic takiego. Jeśli ją lubisz to weź...ale innych mi nie zabieraj.-zaśmiał się.-Tą jedną mogę ci oddać.-wzruszył ramionami.-Ryu? Są jakieś miejsca w Tokio w które chciałbyś zajść a nie byliśmy ostatnio?
-Zajdziemy tam...-zdecydował spokojnie.-wynająć? Mieszkania w Tokio są drogie...może wolałbyś się zatrzymać ze mną u Miki? To tylko na wakacje...hmm?-zaproponował takie rozwiązanie.
-Na pewno? Nie opłaca się wynajmować na dwa miesiące...a Miki i tak nie ma w domu w tygodniu bardzo długo bo ma pracę.-wzruszył ramionami i usiadł na piasku.-Sam na początku nie chciałem u niej mieszkać...ale potem zauważyłem że oddziela sesje od przyjacielskiego zatrzymania się u niej...
-Ok. Nie będę cię namawiał. Jeśli będziesz miał problem z mieszkaniem ze względu na koszta to jakoś ci pomogę. Po prostu powiedz.-poprosił i ucałował go lekko w policzek.-Nie zaproponuję wspólnego mieszkania bo domyślam się że nie chcesz być ciągle w zasięgu mojego wzroku.
-Oczywiście. Jeden telefon i jestem przy tobie.-Obiecał od razu.-Przecież wiesz kochanie...zawsze będę kiedy mnie potrzebujesz. Ale nie chcę ci się narzucać ze wspólnym mieszkaniem w Tokio...więc co do tego daję ci wolną rękę.
-Ja ciebie też słodziaku.-zaśmiał się o objął go mocno.-strasznie wieje...-zauważył cicho i ziewnął. Na prawdę był zmęczony.
-Ok, tylko chwilkę.-zgodził się siadając i ciągną chłopaka na swoje kolana.-Oby jutro też był takie czyste niebo jak dzisiaj...
-Mhm...bo jutrzejszy dzień jest bardzo ważny...-dodał tylko bardzo cicho. Tak uważał, ten dzień wiele zmienił w jego życiu.
-Potulę..w nocy też potulę. Ty mnie nie zostawiłeś z moimi snami i ja ciebie też nie zostawię. Wiem że mi ufasz...-objął go lekko.-bez urazy kotuś...ale nie jesteś na tyle silny żeby zrobić mi krzywdę.-dodał spokojnie.
No tak...-przyznał cicho.-Ale wiem że mi ufasz...że mnie kochasz. Kochanie przecież znam sytuację, wiem jak ci ciężko. Nawet jeśli nie będę cię tulił to przecież będziemy spać w jednym pokoju więc jak coś to i tak cię usłyszę. Po prostu pamiętaj że śpisz ze mną i już wszystko dobrze.-pogłaskał go po włoskach.
-Nie martw się o mnie kochanie...Teraz ty jesteś najważniejszy...pomogę ci ze wszystkim i dopiero wtedy będziemy mogli martwić się o mnie.-zaśmiał się.-Nawet już możemy iść.
-Ano wzywa...-zgodził się ziewając.-wybacz, zmęczony jestem.-usprawiedliwił się biorąc go za rękę i idąc powoli w stronę mieszkania.
Prześlij komentarz