Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2601 – 2800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-wiem ale jak tylko strupy zejdą bedzie po wszystkim.-uśmiechnął sie do brata. Spojrzał na zegarek i westchnął cicho.-no chwile jeszcze zostanę.-zgodził sie siadajac na kanapie.
-no już braciszku, ja ciebie tez.-zmierzwil mu włosy.-dawaj herbaty i ciasta.-zasmial sie siadajac na kanapie.
Niedługo po tym jak Kei wyszedł Jun wrócił do domu.
-Ryu? Masz czas na trochę rozmowy? Dostanę ciasta?-spytał zdejmując buty.
-No to...ten...-mruknął najpierw zjadając pół ciasta.-jest coś ważnego co muszę ci powiedzieć. Ja...miałem pewną fobię z której myślałem że się wyleczyłem ale, po rozprawie z moim ojcem mam nawroty. Przerażają mnie tłumy, ludzie, zatłoczone miejsca a ostatnio...nawet dotyk Keia. W sumie tylko ciebie się nie boję...i oddycham normalnie.
-ja wiem Ryu...ze znów jakoś sie z tego wylecze...tylko póki co wydarzenia godzie sa tłumy odpadają, przepraszam.-przytulił sie do niego lekko.-kocham cie i chciałem być z tobą szczery, nie ukrywać niczego.
-ech Ryu jak powiedziałem ze pojadę to pojadę.-westchnął odżywiając sie od niego.-kochanie...zdecydowałem ze nie dam sie temu po raz drugi i po prostu znów to pokonam. Ten epizod mam już za sobą. Nie lubię powtórek w tv a co dopiero w życiu.-musnal lekko jego usta.-chciałem tylko żebyś wiedzial...
-nie martw sie. Przecież ku raz to pokonałem. Po prostu nie przestawaj mnie dotykać.-uśmiechnął sie i ucałował go lekko.-ja ciebie tez kocham i rownież kochanie będę cie wspierał. Ja sobie poradzę.
-no wiec już sie nie martw kochanie.-pogłaskał go po włosach.-to w końcu mi minie...tobie tez.-oparł głowę o jego ramie.
-oj...ale już jest lepiej tak?-spytał przykładając policzek do jego czoła.-cokolwiek zrobisz misiu. Chociaż w sumie zjadł bym curry.
- mój kochany...przestaną.-pogłaskał go po włosach.-pomogę ci w kuchni żebyś za bardzo sie nie przemęczał. Żeby aż tak nie bolały.-pocalowal go delikatnie.
-teriyaki mi chyba jeszcze nie robiłeś co? Mogę ci pomoc?-spytał radośnie patrząc mu w oczy.-kocham cie wiesz?
-wybacz...miałem ochotę pobiegać a z nią fajnie mi sie biega.-zasmial sie.-wybaczysz kochanie?-spytał robiąc minę zbitego psa.-no ok kuchnia twoja. Ja sobie coś porobie.
-no dobrze,nie bronię ci przecież pójścia na spacer. Po prostu zapomniałem ze chciałeś.-westchnął i poszedł a nim stając w drzwiach. Opadł sie o futryne.-co mam zrobić żebyś mi wybaczył?
-dobrze wiec obiecuje poprawę...-zaczął po czym podszedł do niego obrócił przedem do siebie. Mocno go przytulił ręce kładąc niżej. Nie chciał żeby przez niego chłopak odczuwał jeszcze większy ból.
-Jest mi wybaczone?-spytał ze śmiechem i usiadł na stole kuchennym.
-wiem, przepraszam. Po prostu zapomniałem.-uśmiechnął się przepraszająco.-uwielbiam jak gotujesz, serio. Odkąd jesteś na studiach bardzo mi tego brakuje.
-ale wiesz że powinieneś jeść normalnie i regularnie? Wiem jak mało ma się czasu na studiach ale mimo wszystko powinieneś...-przypomniał mu.
- wiem wiem.-machnął ręka bo przecież nie chciał mu matkowac.-a nie miałem zostawić kuchnie tobie?-spytał ale zeskoczyl ze stołu i wziął sie za kurczaka.
-no już dobrze...przecież kroje nie.-mruknął grzecznie krojąc.-fajnie tak razem gotować.-uśmiechał sie.
-masz dla mnie coś jeszcze do roboty kochanie? Już wcześniej ci mówiłem ze ja bardzo chętnie pomogę.-powiedział patrząc na ruchy chłopaka.
-soki mamy kochanie. W szafce i w lodówce. Ale jeśli chcesz deser to muszę iść do sklepu.-ucałował go i poszedł sie przebrać. Chwile pózniej wychodził z domu.
-co za zapach...i jak pysznie wyglada...-rozmarzyl sie kiedy wchodził. Zaniósł zakupy do kuchni i usiadł do stołu.-itadakimasu!-uśmiechnął sie do chłopaka i zabrał sie za jedzenie.
-oczywiście skarbie, specjalnie szedłem do sklepu i kupiłem wszystkie składniki.-uśmiechnął sie zajadając obiadek.-jest pyszny.
-ja już dawno zapomniałem ich smak...-zasmial sie cicho. Wziął pare łyków soku i wrócił do jedzenia.-z reszta wiesz jak sie żywilem.
-oj no...a ty teraz niby lepiej sie żywisz? Przyznaj...na studiach nie tak łatwo regularnie jeść. A przed wszystkim zdrowo...-mruknął.-mogę dokładkę?-spytał wystawiając talerz w jego stronę?
-No naleśniki są takie zbilansowane...-wywrócił oczyma.-to mogę dokładkę?-spytał wciąż z talerzem wyciągniętym w jego stronę.
-jasne że mogę...-mruknął wstając.-ale właśnie straciłeś punkt w klasyfikacji na idealną żonkę.-zaśmiał się nakładając sobie tyle ile chciał.
-jasne że nie jesteś.-przyznał spokojnie wracając do stołu.-więc...straciłeś punkty w klasyfikacji na idealnego partnera...pasuje?-spytał unosząc brwi.-ok, uważaj na siebie.
-kochanie...może cie pamięć zawodzi ale ja nie umiem grać na gitarze. Ani innym instrumencie.-zasmial sie cicho i zmierzwil mu włosy.-ale deserek mogę zrobić.
-Ryu-chan...ale ja śpiewać też nie umiem. Musisz się zadowolić samym deserkiem.-uśmiechnął się i poszedł do kuchni robić deser.-wybacz ale utalentowanego muzycznie to ja mam przyjaciela.
-kotku ty mój kochany, na prawdę nie umiem. Nie wiem co ci Tomo nagradal ale głos mam zjechany przez fajki i byłem postrachem karaoke.-zasmial sie robiąc deser.
-ech...dobra marudo. Ale sam będziesz tego żałował.-wywrócił oczyma cały czas lekko sie uśmiechając. Dodał ostatni składnik do deresu po czym podał go chłopakowi razem z łyżeczka.-smacznego kochanie. Ja zjem ciasta bo został ostatni kawałek.
-ciasto jest przepyszne!-oznajmił wesoło idąc za nim do salonu ze swoim kawałkiem na talerzyku.-a musiałem sie podzielić z Keiem. Moim pysznym ciastem.-pociągnął teatralnie nosem i wziął do buzi trochę ciasta.-przepyszne...
-zrobisz? I nie będę sie musiał z nikim dzielić?-spytał patrząc na niego uważnie.-mówiłem już jak bardzo cis kocham?-dodał wcinając ciasto z blogiem uśmiechem.
-juhu! Bedzie pyszne ciasto!-wykrzyknal radośnie zaraz wracając do delektowania sie ostatnim kawałkiem. Kiedy skończył rozłożył sie wygodnie na kanapie i włączył telewizor.
-ech no tak...-westchnął zrezygnowany.-co ci zaśpiewać?-spytał wyłączając telewizor.-Kei nie przychodzi? Miał wpadać rano i wieczorem.
-ech no ok...-westchnął i zaczął śpiewać jedna ze swoich ulubionych piosenek. Kiedy skończył wziął łyk wody.-no a teraz pójdę zapalić.-dodał wstajac z kanapy.
-ech...co się stało myszko?-spytał zmartwiony głaszcząc go po włoskach.-Serio starałem się rzucić ale chyba już za długo palę żeby przestać...
-nie będę palił przy tobie. Poczekam aż przyjdzie Kei i wtedy sobie pójdę na balkon.-zdecydował tuląc go delikatnie.-Już dobrze kochanie, zostanę.-zapewnił go.
-Nie musisz mi dziękować.-odparł tylko pozwalając mu się tulić.-Rozumiem że się boisz, chcę cię wspierać jak tylko mogę. Nie dziękuj mi, nic takiego przecież nie robię.
-Nie Ryu...ja na prawdę nie mogę. Nie potrafię. Nawet kiedy już prawie wygrałem z nałogiem to...teraz znów zacząłem. Przez stres i w ogóle. Tak po prostu jest.-wzruszył ramionami.
-no...może znów będę się starał. Nie wiem czy mam siłę znów rzucać.-zaśmiał się cicho.-Kei zostawiam go w twoich rękach.-poklepał go po ramieniu.-idę zapalić.
-no już braciszku. Mozesz płakać. To nic złego. Wypłaci sie, lepiej ci bedzie na sercu.-pogłaskał go po włosach.-zaraz zobaczę ci plecy i dzisiaj zostawię ci tabletki przeciwbólowe. Będziesz je brał jak znów zacznie bolec.
-Ryu, jesteś już spakowany? Jutro jedziemy do Tokio.-spytał kiedy jedli wieczorem kolację.-Kei jeszcze dzisiaj przychodzi, nie? Muszę go poprosić żeby mi pokazał jak zmieniać ci opatrunek...tak w razie czego...-wziął łyk herbaty.
-będę. Umiem robić opatrunki. Chce tylko żeby Kei mi wyjaśnił co dokładnie mam robić.-uśmiechnął sie do niego lekko.-jasne ze mozesz. Zostało trochę.-dodał biorąc jego talerz.
-czemu tak późno?-spytał zanim zdazyl ugryźć sie w język.-zjemy razem śniadanie? Nawet jeśli z toba pojechałem to prawie w ogóle sie nie widujemy...-zamarudzil mu trochę. Ostatnio większość czasu spędzał na cmentarzu.
-Ryu! Do spania!-krzyknął al chłopak już sie rozpaczyl.-ech co to ma być...nie powinien miec tak cieżko na głupich praktykach.-wstał z łóżka stwierdzając ze pojedzie do chłopaka żeby ten chociaż trochę pospal.
Jun podjechał dość szybko i zapukał do drzwi nerwowo patrząc na zegarek. Kiedy chlopak otworzył spojrzał na niego krytycznym wzrokiem po czym lekko przytulił.
-idź spać...-poprosił tylko cicho.
-ech olać już ten bałagan. Powiedz ty mi lepiej kiedy ostatnio sie wyspales? Wyglądasz na strasznie zmęczonego.-powiedział glaszczac go lekko po policzku.-o której zaczynaja ci sie praktyki?
-ech no skoro śpisz to dobrze. Moge dzisiaj zostać na noc? Mika ma ważnego pacjenta i prosiła żebym sie wyniósł.-wyjaśnił glaszczac go po włosach.-ugotuje ci coś dobrego, ne?
-a nie mówiłeś ze masz dzisiaj wolne? Mówiłeś ze on powiedział żebyś sie wyspal.-zauważył.-wiesz kotek ja tak jakby do jutra mam nie wracaj wiec moge ci tu posprzątać trochę.-zaproponował czekając aż chłopak wróci z maścią.
-ok kochanie. Nie bede sprzątal. Ale zostanę ok? Pójdę na balkon i nie bede ci w niczym przeszkadzał.-obiecał mu i ucałował w kark. Potem zaczął delikatnie aplikować maść.-i postaraj sie wrócić wcześnie ok? A jak sie spóźni to mozesz po mnie zadzwonić. Odbiore cie.
-czemu nie. Fajnie bedzie zobaczyć moje kochanie przy pracy.-powiedział szybko kończąc.-już sie ładnie zagoily, wiesz? Strupy zniknęły...ale bedą blizny.-powiedział trochę smutno.-ale to nic. I tak jesteś mój śliczny.
-nic nie szkodzi. Przyzwyczaiłem sie do tego.-odparł odgarniajac mu włosy z twarzy.-fajnie. Może kiedyś i mi zrobisz sesje zdjęciowa? Mógłbym sie sprawdzić jako model. -zasmial sie.
-ale w domu mozesz mi zrobić, nie? Albo jak ona bardzo sie bedzie spóźniala. Wiesz tak dla zabawy.-uśmiechnął sie potem sie już nie odzywając żeby chlopak spokojnie spał.
-dziękuje! Zrobiłem omurice, chcesz zjeść teraz?-spytał zaglądając do pokoju w którym spał chłopak.-tak sporo spałes...wyspales sie?
-no już kochanie.-poklepał go po główce.-siadaj i jedz. Zrobię ci jeszcze herbatki.-powiedział puszczając go.-mam nadzieje ze wyszło....
-ja już jadłem.-oznajmił siadajac na przeciwko niego i tylko patrząc jak je.-smacznego...smakuje ci? Wyszło? Bo ja już czasem nie wiem.-zasmial sie.-posprzątałem ci trochę w kuchni jak gotowanem.
-cieszę sie ze smakuje.-uśmiechnął sie.-oj wybacz...po prostu już nie miałem sie gdzie ruszyć.-westchnął cieżko.
-oj tam...nie marudz. Nie poprzestawialem niczego. Tylko ułożylem.-mruknął trochę obrażony.-byłeś padniety. Dobrze ze ja przyjechałem.
-wiem skarbie. Po prostu sie martwię.-usiadł obok niego.-raczej w niczym ci nie pomogę, nie? Ech przepraszam.-zagladnal mu przez ramie.-ładne zdjęcia.-pochwalił go trochę.
- wiem...przepraszam. Po prostu pozmywalem i pochowalem to co było porozrzucane. Ogarnęłam tam trochę tylko.-usprawiedliwił sie szybko.-o masz nas na tapecie. To słodkie.-ucałował go w policzek. Znów powoli przyzwyczajal go do swojego dotyku ale nadal nie przekraczał pewnej granicy.
-jasne ze z toba pójdę. Nie widzę w tym żadnego problemu. Wiem ze ci cieżko w nowym szpitalu.-uśmiechnął sie patrząc na ich wspólne zdjęcie.-wyszedłeś uroczo.-uśmiechnął sie opierając głowę o jego ramie.
-wcale nie.-zaprotestował odzywając jego rękę.-wyszedłeś uroczo. I w ogóle ślicznie i słodko.-musnal jego policzek ustami.-mój uparciuch.
-dużo masz naszych wspólnych zdjec?-spytał wesoło oglądając te które chłopak wyświetlił.-chyba te.-wskazał palcem oczywiście nie dotykając ekranu.-masz jakieś swoje ulubione?
-No nie tak dużo. Powinno być więcej skoro mam chłopaka fotografa.-zaśmiał się oglądając jego pracę.
-Jasne.-wstał z kanapy i poszedł ubrać buty.-Na pieszo czy samochodem?
Zgodził się skinieniem głowy i poszedł za chłopakiem. Tokio zmieniało się tak szybko że nigdy nie było wiadome gdzie co stoi i czy jeszcze stoi.
-duże zakupy musisz zrobić?
-ja? Czemu ja?-spytał zaskoczony.-ja nie mam pomysłu co ugotować....
-Ale przecież ja idę z tobą słodziaku, pamiętasz?-zaśmiał się.-Mam iść z tobą i zobaczyć jak sobie radzisz.-splótł ich palce razem.
-ok...rozumiem. Więc zrobię naleśniki. Tak na szybko bo wiesz kochanie może pracować nie będę ale spać też nie.-zauważył wchodząc do supermarketu.
-ok...ja będę zmęczony to się położę ale jeśli nie to chcę oglądać jak pracujesz. A jeśli ona znów się spóźni to sobie porozmawiamy.-powiedział idąc zaraz po odpowiednie skladniki.
-ok więc tylko tyle? To do kasy.-powiedział po drodze jednak biorąc jeszcze coś do picia.
-Um...ja ciebie też....-odparł nieźle zaskoczony. Przecież byli w sklepie. Poszedł za nim i zaczął wypakowywać zakupy na taśmę,.
-dziękuję słodziaku.-uśmiechnął się wgryzając się w muffinka.-która godzina? Tak żebyś zdążył do pracy.
-Taki był pierwotny plan. Jedziemy samochodem.-uśmiechnął się lekko. Zaniesiemy zakupy i powoli będziemy mogli wyjeżdżać, nie?
-ok, zaniesiemy zakupy do mieszkania to przecież będziesz mógł na spokojnie wszystko zabrać.-zaśmiał się kończąc swoją mufinkę.
-Mhm dobra...ale fakt Tomo robi najlepsze.-roześmiał się wchodząc za chłopakiem do mieszkania.
-Hmm? Jazda? Ale ja nie wziąłem ze sobą motoru.-mruknął bo nie widział sensu go brać.
-Tak jak przyjedziesz do Yukan to pojeździmy.-przyznał otwierając samochód i siadając za kierownica.
-spoko, dla mojego kochania wszystko.-zaśmiał się spokojnie jadąc. Pod budynkiem gdzie pracował chłopak parkował akurat o czasie.
Jun stał sobie grzecznie w takiej odległości żeby nie przeszkadzać. Patrzył tylko jak chłopak cieszy się z pracy co go trochę rozczulało.
-Podoba ci się tu, prawda? Wyglądałeś na takiego zaabsorbowanego pracą.-uśmiechnął się do chłopaka.-i twój szef cię gania na kanapę kiedy wyglądasz na zmęczonego. To duży plus.-objął go lekko ramieniem.
-no to świetny facet. Zdrowe podejście do pracy i pracowników. Lepiej trafić nie mogłeś.-Uśmiechnął się na prawdę szczęśliwy.-To wspaniałe że masz okazje uczestniczyć w tych praktykach.
- tak kochanie to całkowicie normalne.-zapewnił go ze śmiechem.-jeśli chcesz i podoba ci sie praca tutaj, to czemu nie? Przecież moge wakacje rownież spędzić w. Tokio. I spedzilibysmy je razem.
-ja nie mam planów na wakacje. Chodzisz przyznaje ze na weekend chciałbym gdzieś z toba pojechać. Taki jeden weekend da sie wyskubac?-spytał dając mu buziaka w policzek.-nie nam nic przeciwko żebyś sobie popracowal.
-jasne. Chyba nawet nie bardzo mam wybór.-zasmial sie wstajac i podchodząc do chłopaka. -moge być dzisiaj modelem.-dodał przeczesując włosy dłonią.
Jun ze stoickim spokojniem wykonywał polegania fotografa. Cieszył sie z tej sesji wiec starał sie być profesjonalny.
-oj no...ale nie musisz odwracać wzroku.-zachichotal podnosząc jego twarz za podbródek i patrząc mu w oczy. Zaraz usiadł na krzesełku i wziął chłopaka na kolana.
-roger.-uniósł kciuk do góry. Objął chłopaka mocniej w pasie przysuwajac go bliżej siebie. Pocalowal go namiętnie przytrzymujac mu delikatnie głowę żeby sie nie odsunął.
-hmmm...-mruknął przyglądając sie zdjęciom.-na pewno to gdzie sie całujemy i to gdzie patrzymy sobie w oczy.-wskazał na odpowiednie ujęcia.-powiesilbym je w mieszkanku.-uśmiechnął sie do chłopaka.
-mi rownież było miło. Jeśli Ryu nie bedzie miał nic przeciwko to pewnie wpadne. Dziękuje za zdjęcia.-skłonił sie lekko i odebrał jeszcze płytę z reszta zdjec. Pożegnał sie jeszcze z reszta ekipy i wyszedł z budynku.
-na pewno martwię sie mniej. Wiem ze pilnuje żebyś nie zasłabł.-uśmiechnął sie do jego oj ruszył.-no proszę. Teraz to mnie calujesz a wtedy jakbym cie nie przytrzymal to byś sie odsunął.-zachichotal.
-wiem ze siedzi. Wciąż przecież pomagam ci to zwalczyć.-przypomniał jadąc spokojnie do mieszkania chłopaka. -ale zdjęcie wyszło ładne.
-oj nie przepraszaj. To normalne ze nie tak szybko ci przejdzie. Staram sie ci pomoc.-uśmiechnął sie do niego lekko. -taki był plan kochanie. W mieszkanku ładnie powiesimy. A jedno mozesz wziąć na studia.-dodał powoli stając w korku.-coz taka mała parapetowe możemy zrobić jak wrócimy.
-ok. Wiec ty bierzesz to a ja resztę.-zgodził sie parkując przed tymczasowym mieszkaniem chłopaka.-na prawdę tak sie cieszysz? Na zwykła imprezę?
-no dobrze kochanie. Tylko raczej bez alkoholu. Ja mam słaba głowę. Tomo nie pije. Ty nie powinieneś. Keiichi z reszta tez.-zauważył spokojnie.-ale fajnie ze do siebie wrócili. Koki miał małe załamanie nerwowe...
-no właśnie widzę sensu cieszysz. Tomo ciagle mnie upomina wiec w końcu trzeba zrobić.-zasmial sie całując go lekko.-kocham cie wiesz? Usiądz sobie a ja zrobię naleśniki.
Pp pol godzinie postawił przed nim talerz parujacych naleśnikow z dżemem truskawkowym.
-smacznego kochanie.
-cieszę sie ze smakuje.-uśmiechnął sie rownież jedząc.
-było fajnie. Mam z toba bardzo ładne zdjęcia. Fajnie sie bawiłem. Miło spędzony czas.-odparł na prawdę cie ciesząc ze spędzili razem czas.
Przytulił go delikatnie.
-lubię jak tak mi siedzisz. Jesteś wtedy blisko i moge cie tulic.-ucałował go w policzek.
-mozesz. Ile chcesz kochanie.-powiedział obejmując go łagodnie. Głaskał go po włosach.-cieszę sie ze dzisiaj tak miło spędziliśmy czas. Razem i na prawdę miło. I tak słodko sie rumieniles.
-oj tak spokój. Przecież to był tylko pocałunek.-zasmial sie wesoło.-to może następnym razem ja tobie bede pozował?
-przecież nic takiego nie mowię. Czujesz sie dobrze w swojej pracy i to jest najważniejsze.-uśmiechnął sie do niego lekko.-pamiątki ze wspieram cie w tym ci robisz.
-ok. Tylko nie siedź za długo.-poprosił włączając sobie telewizor żeby posłuchać wiadomości.
-nie musisz. Ryu to jeszcze świeże. Nie musisz. Ja był nie umiał...nie umiałem do samego końca.-powiedział nakładają maść.-nie zmuszaj sie.
-dobrze kochanie. Poczekam, bede cie wspierał. Tylko uważaj wtedy na siebie...i ni pogłęb swojej traumy, ok?-poprosił kończąc smarować mu plecy.
-tylko sie umyje, ok?-spytał wstajac z kanapy i idąc do łazienki wraz z plecakiem w którym miał ubrania na zmianę.
-hej kotek.-położył sie obok niego.-to co zmęczony? Idziemy spać?
-ok dobranoc.-ucałował go i zamknął oczy. Od razu zasnął. Zawsze lepiej mu sie spali kiedy chłopak przy nim był.
Jun trochę sobie pospał budząc się przez zapachy zwiastujące śniadanko. Wstał z łóżka, ubrał się i wyszedł z pokoju.-co tam dobrego ugotowałeś?
-I tak pyyyycha, bo ty gotujesz.-uśmiechnął się dając mu całuska.-Jak się spało?-spytał siadając przy stole.
-pchy....najpierw prosi żebym z nim spał a potem marudzi że ciasno...-fuknął nie dając się udobruchać.
-nie przytyłem.-oburzył się. -Nadal biegam sobie wieczorami i jem normalnie.-fuknął zabierając się za śniadanie.
-w mieszkaniu jest większe,-przyznał spokojnie.-ale jak to schudłeś?-dodał zaraz.
-no tak magiczna granica...chociaż tyle dobrego.-odparł spokojnie.
-Nie wiem. Ostatnio całe dnie spędzam na cmentarzu. Odwiedzam mamę.-odparł nie dokładnie wiedząc co ze sobą zrobić.
-Możesz...chociaż nie wiem czy chcę dzisiaj iść. Po prostu ciągle tam przesiaduje.-wzruszył ramionami.-Pierwszy raz od dawna mam tak dużo wolnego czasu i nie wiem co z nim zrobić.
-spacer? No ok...oprowadzisz mnie po okolicy?-spytał obejmując go lekko ramieniem.
-przecież jestem ubrany.-mruknął.-tylko buty i mogę iść.
-ok!-odparł radośnie idąc ubrać buty. Już po chwili dział na korytarzu aż chłopak zamknie drzwi.-to coz...dzisiaj już idę spać u Miki, nie? Tylko wczoraj miała taki specjalny przypadek.
-wiesz ja bym z chęcią został, poprzygladal sie twojej pracy i wszystko inne. Ale nie chce ci przeszkadzać.-powiedział idąc przed siebie.-ładne miejsce. Chyba tu nie byłem.
-ale przecież to był pierwszy raz jak byłem u cienie w pracy. I dopiero piąty jak u ciebie spałem. Wiem ze jesteś duży. Mowię tylko ze lubię być blisko ciebie. Lubię twoja obecność.-wyjaśnił jak dziecku i spokojnie doszedł do świątyni.-dziękuje.-ucałował go i obejrzał talizman.
-no dobra. I jak coś to ładnie dzwon. I jak wrócisz z pracy tez.-poprosił obejmując go lekko.-pozdrów szefa.
-ja tam wciąż czekam na ten cud co to mial sie zdarzyć po wrzuceniu pieniążka z mostku.-zasmial sie.-coś dużo takich legend znajdujesz. Gdzie byś nie mieszkał.
-i tak w to wszystko wierzysz? W każde ze jak coś sie zrobić to już na zawsze bedzie sie razem? Sadze ze wystarczy sie kochać. Po prostu być przy sobie.-ucałował go w policzek.
-kochanie? No ale tak na pewno bedzie. Jak chcesz to możemy przejść o północy ta droga.-powiedział nie chcac żeby chłopak był smutny.
-ale chciałeś, prawda? Przecież możemy tak zrobić. Nie przeszkadza mi to jeśli jesteś szczęśliwy. -powiedział sobie rownież nakładając.
-ech...no nie bede sceptyczny. Pójdziemy, ne?-usmichnal sie mierzwiac mu włosy.-obiecuje. Kłódkę na Tokio tower już zawisilismy.
-Jak to do szpitala?-spytał trochę spanikowany. Od razu pojechał po dokumenty a później szybko do szpitala.
-Uparciuch...-westchnął wiedząc że jego kochanie pewnie nie chciało odpocząć.-Ryu?-ukucnął przed nim.
-no i biegnie ci serce jak rozpędzony koń. Głuptas przecież nic by się nie stało jakbyś się trochę spóźnił. Na pierwszym miejscu stawiaj proszę swoje zdrowie. Masz nie biegać.
-Już...jestem tu przy tobie.-powiedział tuląc go delikatnie do siebie.-zaraz lekarze się tobą zajmą.
-dopilnuję żeby odpoczywał-zapewnił mężczyznę zaraz przekazując chłopaka w ręce lekarzy.
-Dobrze, mogę zostać przy nim? Boi się spać w nowych szpitalach...-powiedział do pielęgniarki.
-ok, nic się nie stało kochanie.-powiedział siadając na brzegu łóżka.-nic się nie stało.
-oczywiście głuptasie. Nadal cię kocham. Ale następnym razem nie biegnij, ok? Wiesz że musisz uważać...-powiedział głaszcząc go po policzku.
-ech głuptas...jakbyś się trochę spóźnił to nic by się nie stało. Nie biegaj.-objął go delikatnie.
-Jasne misiu.-uśmiechnął się.-ale na razie poleż sobie i masz odpoczywać. Ale w łóżku beze mnie bo ciasno będziesz miał.
-kochany maluch.-zaśmiał się pod nosem.
***
W piątek zawiózł Yuyę do dziadka i wyjechał z Koyuki do Tokio żeby zrobić badania. Dojechali późno w nocy więc szpital odwiedzili dopiero w sobotę rano.
-Będę. A teraz śpij.-powiedział siedząc przy łóżku i głaszcząc go po włosach.
Trzymał go za rękę cały czas. Dopiero po dobrych dwóch godzinach wstał na chwilę żeby pójść do toalety.
-Dziękuję. Przypilnuję żeby następnym razem na siebie uważał.-powiedział lekarzowi i uśmiechnął się do chłopaka.-Jak się czujesz?
-No przestraszyłeś. Ale już jest ok.-zapewnił go i usiadł na brzegu łóżka.-Najważniejsze że się lepiej czujesz.
-Całą noc? Zostanę kochanie...dla ciebie zostanę.-obiecał mu obejmując go lekko.
-ale będzie ci niewygodnie, a ja chcę żebyś się wyspał.-odparł nadal go tuląc.
-ech, Ryu-chan...ty miałem leżeć, wiesz? Żeby lekarz cię jutro do domu wypuścił.-westchnął.-Masz aparat? Tak na zdjęcie chyba mogę z tobą wyjść...
Westchnął tylko i zaczął go pchać w stronę windy.-Dobra już...zrobimy sobie tyle zdjęć ile będziesz chciał. Mogę ci też pozować.-wywrócił oczyma.
-serio serio.-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy i zakładając mu kaptur.
-wiem, wiem.-przytaknął patrząc na chłopaka. Potem tylko wykonał jego polecenia ładnie stając przy barierce zachowując się jak profesjonalny model. Nic dziwnego skoro na studiach, kiedy przestał wyglądać jak siekany kotlet nie raz pomagał znajomym z wydziału fotografii pozując do zdjęć.
-nie jestem zły. Mam chłopaka fotografa, już się przyzwyczaiłem.-zaśmiał się oglądając zdjęcia.-Zawsze chętnie pozuję do twoich zdjęć.
Jun objął chłopaka opierając głowę o jego ramię.
-Możesz robić zdjęcie.-powiedział uśmiechając się lekko.
-nie jestem dobrym fotografem...-zaprotestował niepewnie trzymając aparat. Zrobił jednak kilka zdjęć i oddał aparat chłopakowi.
-słodki jesteś kiedy się tak uśmiechasz.-powiedział obejmując go lekko.-a teraz wracaj na wózek i jedziemy do sali. Jest już zimno.
-ja ciebie też kocham.-uśmiechnął się obejmując go w pasie i przytulając go siebie.-ale jest chłodno...
-żadna maruda, ja się po prostu o ciebie martwię bo bardzo cię kocham.-powiedział jadąc z nim do windy.
-masz zachcianki jak kobieta w ciąży.-zaśmiał się ale wcisnął przycisk parteru.
-Co?-spytał zszokowany.-no pięknie...miałeś na siebie uważać i normalnie jeść. Ryu...tak się nie robi...-westchnął.-Nic dziwnego że zasłabłeś...
-no ok...więc przyjmijmy że to nie ze swojej winy nic nie zjadłeś.p-westchnął.-To może lepiej iść do stołówki?
-ech jak ty się odżywiasz...-westchnął wioząc go na dół i już nic nie mówiąc.
-mhm bardzo dobrze...zaganiany jesteś ostatnio.-westchnął kupując sobie herbatę.
-czasem...-wzruszył ramionami.-teraz w sumie nie mam co robić. To moje pierwsze wolne od bardzo dawna...
-na randkę? Zapraszasz mnie?-spytał z lekkim śmiechem.- a gdzie?
-no skoro bedzie kolacja to dam sie zaprosić. Możemy pójść na randkę.-uśmiechnął sie.
-moze być. Takie zwykle randki tez sa fajne. Najważniejsze ze będziemy razem, sami. I porobisz dużo zdjec, co?
-sądziłem ze będziesz robił zdjęcia.-uśmiechnął sie lekko.-na prawdę pozwolisz?-ucałował go w policzek.-małymi kroczkami sobie z tym poradzimy.
-nie, bede robił tyle na ile mi pozwolisz. Nic więcej.-obiecał mu od razu. Nie chciał żeby chłopak sie go bal i tak jak powiedział starał sie był cierpliwy.
-bede juz zawsze skarbie.-zapewnił go i wjechał do jego sali.-nie jestem zły. Wiem ze kochasz tylko mnie wiec nie mam o co być zły.-wzruszył ramionami.
-spokojnie kochanie.-rozbudzil sie od razu i wyszedł z łóżka.-spokojnie. Jestem tu.-złapał go łagodnie za rękę.- nic ci nie grozi. Spokojnie.
-spokojnie skarbie. Nikt cie nie bedzie dotykał.-zapewnił go. Objął go delikatnie i zaczął głaskać po włosach.-nikt cie nie bedzie dotykał.
-nie przepraszaj. Przecież wiem jak to jest. No i ty mnie nie dusisz.-zauważył glaszczac go po włoskach.-juz dobrze. Koszmarki odeszły.
-jasne słonko. Juz jest dobrze.-zapewnił nie przestawać go głaskać.-nie musisz sie bać. Jestem przy tobie.
-mój mały.-zasmial si zaraz kładąc si obok niego i cały czas tulac. Rozumiał jego strach.
[gome że wczoraj tak nie odpisywałam ale byłam na 18 koleżanki XD]
Jun o umówionej godzinie stawił się przed kinem siadając na ławce przed budynkiem.
-nie-pokręcił przecząco głową.-nie długo. Posiedziałem sobie chwilę.-wzruszył ramionami i wstał.-Ładnie wyglądasz.-uśmiechnął się odgarniając mu włosy z twarzy.-tak inaczej.
-mhm.-zgodził się wchodząc z nim do budynku.-jaki film wybrałeś?-zaciekawił się-Chcesz popcorn albo coś?-spytał zupełnie zapominając że to on został zaproszony.
-no to wezmę nam colę.-uśmiechnął się na prawdę ciesząc się z tej randki. Szybko dołączył do chłopaka który stanął w punkcie kasowania biletów.
-już się kiedyś mnie o to pytałeś.-zaśmiał się.-thrillery ale dobrą komedią nie pogardzę.-odparł z uśmiechem wchodząc na salę.
-no oczywiście skarbie.-zaśmiał się. Po kwadransie reklam film się rozpoczął więc już nie rozmawiał tylko skupił się na nim.
-mi też. Ciekawy był.-zgodził się całując go delikatnie.-No i mogłem go obejrzeć z tobą.-dodał z uśmiechem.
-Mmmm....już nie mogę się doczekać co dobrego przygotowałeś.-powiedział z uśmiechem i złapał go za rękę.
-Więc to niespodzianka?-spytał z uśmiechem. Szedł powoli ciesząc się wspólnym spacerem.-a może po kolacji pójdziemy na jakiś deser?
-Jakiej? Jak nie jest daleko to możemy tam zajść po kolacji.-uśmiechnął się zerkając na niego.-wiem że chcesz spacerkiem.
-to możemy się przejść.-uśmiechnął się wchodząc i zdejmując buty.-o, posprzątane.-zaśmiał się cicho.
-Ayą?-uniósł lekko brwi.-Przyjadę. A potem może pojedziemy do wujka?
-oj bez przesady...po prostu nie lubię bałaganu.-zaśmiał się siadając przy stoliku.-wino? Ale wiesz że ja się szybko upijam?-spytał niepewnie patrząc na kieliszek.-ale wszystko wygląda pysznie.
-mhm, dobrze skarbie.-uśmiechnął się.-smacznego.-dodał zabierając się za jedzenie aż mu się uszy trzęsły.-pyszne.
-przecież zawsze mi smakuje. Uwielbiam jeść to co ugotujesz.-uśmiechnął się do niego lekko.-może to głupie ale zawsze mi brakowało domowych posiłków.-zaśmiał się biorąc łyk wina.
-wiem, dziękuję.-uśmiechnął się wyciągając rękę żeby pogłaskać go po policzku.-uwielbiam kiedy się tak uśmiechasz i kiedy jesteś szczęśliwy.
-ja ciebie też słodziaku.-uśmiechnął się i zabrał dłoń żeby wrócić do jedzenia.
-no już...-zaśmiał się obejmując go lekko.-zawsze będę cię kochał.-zapewnił go dopijając wino do końca.
-daj spokój, lepszego od mojego slodziaka? Tylko ciebie kocham i tylko ciebie bede kochał.-zapewnił go muskajac ustami jego policzek.-trochę więcej pewności siebie.
-powiedziałeś to tak trochę bez przekonania.-zauważył przyglądając sie mu.-a przecież wiesz ze jestm tylko twój.-dodał wstajac zeby mu pomoc.
Roześmiał sie serdecznie i objął go delikatnie.
-w Yukan pracuje. Biegam z Kiara a potem wracam do domu i robię sobie coś do jedzenia. Bez koszulki chodzę jak idę spać.-powiedział i puknal go w nosek.-poza tym co ja mam powiedzieć? Wyjechalas na studia i ja tez nie wiem czy ktoś cie tam nie podrywa.
-moze i chudy ale apetyczny.-zasmial sie patrząc mu w oczy.-oj kotek...przecież dobrze wesz ze w Yukan nie ma kto do mnie wzdychac.-wywrócił oczyma.
-to nawet słodkie ze jesteś zazdrosny. -uśmiechnął sie i pocalowal namiętnie.
-ja ciebie tez.-uśmiechnął sie.-i nie odsunales sie. To duży postęp.-pochwalił go.
-wiem ze sie starasz. Doceniam to.-usmichnal sie.-jasn przecież ci to obiecałem.-poradziła ubiegając buty.
-muszę odpowiadać? Sadze ze nie byłbyś zadowolony z moich odpowiedzi...-powiedział czując sie niezręcznie z tym pytaniem.
-a nie domyślasz się? Oczywiście chcialbym spespędzić z tobą cały dzień. Pójść na randkę...zjeść coś dobrego...a potem...no wiesz...-zagryzł dolną warge bo to był dla nich ciężki temat.-noc tez z tobą spędzić.
Prześlij komentarz