Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2801 – 3000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-no tak bo w końcu jesteś w swoim domku. Pomoc ci?-spytał jeszcze i zaczął jeść.-pyszne. Przeszedłeś dzisiaj samego siebie.-pochwalił chłopca.
-tak wiem kochanie. Nie wypominam ci tego przecież. Wiem ze się starasz i chce cię wspierać. Nie naciskam.-uśmiechnął sie do niego lekko.
-aj dam rade. Spokojnie i powoli sytuacja się poprawi. Jestem cierpliwi a nas związek nie opiera się na seksie.-ucałował go w policzek.-zostane.-obiecał.
-wiem wiem. Żadnych zabaw. Wiem to bardzo dobrze.-zapewnił go i objął ramieniem.-nie martw się. Ja wytrzymuje.-ucałował go w policzek.
-no dobrze. Zaufam ci.-zaśmiał się siadając do stolika.-skoro mówisz ze pyszne to sprawdzę.-uśmiechnął sie do niego
-no skoro tak to koniecznie muszę je spróbować.-oznajmił czekając aż przyniosą ich deser.-fajna randka.
-może i zwykła ale ja i tak jestem najszczesliwszym facetem na ziemi.-oznajmił zaraz odbierając deser.-choinkę? No jasne. Myślałem ze to oczywiste.
-dwa razy tak. Spokojnie kochanie. To będą nasze drugie święta swieta i tym razem chciałbym żeby na prawdę były idealnie.
-Razem? No ok...możemy razem. Jeśli tego chcesz to możemy razem. I święta chcesz spędzić w domu, tak ?
-No rozumiem Cię. Przecież możemy spędzić święta w domu z twoim rodzeństwem a resztę świat razem w mieszkaniu.
-nie będę możesz być o to spokojny. Chce spędzić z tobą swieta. Nie jest istotne czy w domu czy w mieszkaniu.
-będziemy. I pójdziemy na festyn.-obiecał również próbując sernik.
-Pyszny. Ale kiedyś chciałbym spróbować takiego zrobionego przez ciebie.-powiedział jedząc dalej z uśmiechem.
-będę czekał z niecierpliwością.-powiedział biorąc łyk czekolady i łyżkę lodów.-pyszny deser.
-co chce? Zostawię to twojej wyobraźni. Sam coś wymyśl.-powiedział wzruszając ramionami i pijąc spokojnie czekoladę.-ja tez postaram się coś fajnego wymyślić.
-Liczę na twoja kreatywność skarbie.-roześmiał się.-ja tez Będę na swoją liczył.
-Mhm możemy już wracać. Ja się będę musiał jeszcze zastanowić co ci dać. To będzie trudna decyzja.-zaśmiał się wstając.
-ok. Długi spacer specjalnie dla mojego kochania.-powiedział z uśmiechem idąc powoli przy nim.
-Nie jestem o ninim zły. Juz się podchodziłem nawet jeśli czasem jest mi ciężko. Jakoś daje sobie z tym radę.-zapewnił go.
-Wiem. Na prawdę nie mam co tego za złe. Tak po prostu jest i muszę się z tym pogodzić. Co z reszta juz zrobilem. Nie mam co nad tym płakać. Kocham cię mimo to.
Bez słowa zatrzymał się i przytulił go mocno.
-zawsze kochanie. Mów kiedy potrzebujesz być blisko.-pogłaskał go po włosach. -bardzo cie kocham.-szepnął mu do ucha.
-będę cie tulił ile tylko będziesz chciał.-powiedział idąc i obejmując go ramieniem.
-jakoś w maju. Tak bynajmniej mówił jak prosił żebym był jego świadkiem. Chciałbym żebyś pojechał ze mną. A raczej poleciał bo aż do USA.
-jeśli tego chcesz to możemy zostać i pozwiedzać.-zgodził się i ucałował go w policzek. - w sumie Tomo mi wspominał ze chciałby mieć ciebie za fotografa wiec na pewno nie będzie miał nic przeciwko.-zapewnił go.
-Hmm? Czemu sadzisz ze za tobą nie przepada?-spał zaskoczony.-a zdjęcia na pewno zrobisz śliczne.-uśmiechał się nadal powoli idąc przy nim.
-oj bez przesady. A nawet jeśli Tomo go idąc udobrucha. Nie martw się bo bez ciebie nie ma mowy żebym tam poleciał.-zaśmiał się. Powoli dochodzili do lokum chłopaka.
-ok ok. Ale juz nie pisz takich złych scenariuszy. Będziesz zdrowy i będziemy się razem fajnie bawić.-wszedł do budynku.-nie zawiodę go.-obiecał zaraz.
-z tego co wiem to oni spędzają duże, rodzinne święta.-wzruszył ramionami.-tak jest dla nowa jak brat wiec ciesze się ze w końcu ułożył sobie życie.
-nie jestem gburkiem.-westchnął.-no ok. Zaprosimy ich.-zgodził się idąc po schodach do mieszkania chłopaka.
-jestem do twojej dyspozycji kochanie.-zaśmiał się.-Ale proponuję najpierw się umyć. Potulimy się jak już będziemy iść spać.-powiedział zdejmując buty.
-hmm? Przecież nic nie mówiłem żebyśmy się myli razem.-zauważył spokojnie. Nie wspominał o tym już bardzo długo.-wyluzuj trochę.-dodał mierzwiąc mu włosy.
-wiem Ryu-chan...tylko teraz jakiś spięty się zrobiłeś.-powiedział siadając na łóżku i czekając na swoją kolei.
-Ryu-chan?-spojrzał na niego zaskoczony i zaraz mocno przytulił.-Tak się nie stanie. Ufam ci.-pogłaskał go po włosach.-Będzie dobrze. Nie stresuj się czymś takim. Nie skrzywdzisz mnie.-zapewnił go spokojnie.-po prostu postaraj się o tym nie myśleć. Jestem przy tobie więc możesz być spokojny.
-nie przepraszaj. Ile razy mam powtarzać żebyś zrozumiał? Ja na prawdę rozumiem przez co teraz przechodzisz. Wiec czuj się swobodnie. Nie skrzywdzisz mnie. Wiem ze mnie kochasz.-uśmiechnął sie delikatnie.
Bez słowa po prostu tulił go dalej i glsaskał po włosach. Dopiero po 10 minutach się od niego odsunął.
-pójdę się umyć ok ?
Umyl się szybko i wyszedł w bokserkach, koszulce na ramionczkach i z wilgotnymi włosami.
-o herbatka...
-wypijemy i do spania.-powiedział biorąc łyk ciepłego płynu.-uspokoiłeś się trochę?-spytał zmartwiony.
-troszkę?-uniósł brwi i objął go ramieniem.-niczego nie musisz się bać. Zwłaszcza przy mnie.-ucałował go w czoło i wziął łyk herbaty.
-wiem i rozumiem. To normalne...-szepnął chociaż bardzo chciał żeby chłopak się aż tak nie bal.
-dobranoc kochanie.-powiedział kładąc się przy nim w łóżku i obejmując delikatne.-słodkich snów
Jednak Jun się obudził. Kiedy chłopak wyszedł usiadł na łóżku. Dłuższą chwilę tylko patrzył się na drzwi balkonowe żeby później wstać do kuchni. Zrobił herbatę i wyszedł na balkon.
-Ryu-chan...-zaczął cicho.
-no juz spokojnie.-powiedział odkładając kubek na parapet o obejmując go delikatnie.-juz dobrze. Jestem przy tobie.-szepnął głaszczac go po włosach.-postaraj się dostosować oddech do mojego.
-chess żebym spał u ciebie jakiś czas? Żeby się uspokoić w razie czego. Może udałoby się cie wyleczyć z tych koszmarów i budzenia się w nocy.-zaproponował cały czas mówiąc cicho.
-nie krzywdzisz mnie. Skarbie ja na prawdę rozumiem przez co przechodzisz i chciałbym Ci w tym pomóc. Nie jesteś sam...nie musisz tego dźwigać sam. Chyba najbardziej krzywdzisz mnie tym ze mnie tak odsuwasz od tego. Tak jakbyś myślał że teraz skoro tak wyszło to ok ale później już nie.
-kochanie spokojnie. Proszę nie krzycz i na razie skup się na oddychaniu.-położył dłonie na jego ramionach.-wiem ze może ci się nie podobać ze cie takiego widzę...ale stało się więc spokojnie...
-wiem ze boli.-szepnął I znów go objął.-jak uspokoisz oddech to możesz się napić herbaty która zrobiłem. A potem wrócimy do łóżka.-powiedział głaszczac go po plecach.
-już lepiej?-spytał ocierajac mu łzy.-wejdzmy do środka bo zimno.-dodał uśmiechając się łagodnie.
-właśnie widzę.-zabrał mu kubek I postawił go na szafce a chłopaka wziął na ręce.-to do łóżeczka. I spać.
-chociaż spróbuj zasnąć. Myśl o czymś miłym.-zazaproponował mu. Tulił go delikatnie I glsaskał po włosach żeby chłopak usunął.
-może być. Ty musisz wybrać to mile coś o czym będziesz myśleć przed zaśnięciem. Może być nasze pierwsze spotkanie. Nasza pierwsza randka czyli oglądanie gwiazd. Co chcesz.-zapewnił go.
Głaskał go póki sam nie zasnął. Wtedy tylko obejmował go delikatnie. Cieszył się ze chłopak w końcu zasnął.
Hej kochanie.-przywitał się trochę zaspany.-myślałem ze dłużej pospisz.-dodał wstając z łóżka na śniadanie.
-nie przepraszaj.-powiedział tylko i usiadł do stołu.-wygląda pysznie. Smacznego.-uśmiechnął się do niego i zaczął jeść.
-sądzę że tak. Zadzwonię do Miki i spytam czy ma dzisiaj chwile.-powiedział jedząc ze smakiem.-po śniadaniu zadzwonię i potem pojedziemy.
-Ech...w tym juz ci niestety nie pomogę. To powinno samo wyjść w rozmowy. Jak będziecie rozmawiać to sam dojdziesz do tego co chcesz jej powiedzieć.
-tak. Nigdy na początku nie wiem co mnie tak na prawdę gryzie. To wychodzi w trakcie rozmowy z nią.-powiedział obejmując go w pasie.-spokojnie. Będzie lepiej. Z czasem.
-nie martw się.-ucałował go delikatnie.-daj sobie czas a poradzisz sobie z tymi lekami.
-niestety nie. Ale myślę ze za rok juz będzie lepiej.-powiedział głaszczac go po włosach.
-ej kochanie...skoro ja wytrzymuje to ty chyba też dasz rade nie?-przytulił go mocno.-a tak na poważnie to masz przecież moje wsparcie. Damy rade. Na naszą rocznicę juz na pewno będzie lepiej.
-hej? Co to za wymiotowanie? Nie zmuszales się, prawda?-spytał patrząc na niego uważnie.
-czemu czujesz się winny?-spytał zmartwiony podchodząc i obejmując go delikatnie.-nie robisz prprzecież niczego złego...
-Ech...mi wystarczy to ze jesteś i mnie kochasz. Nic więcej nie potrzebuje. Juz ci to przecież tłumaczyłem.-ucałował go w policzek.
-tak...wyszykuj się I jedziemy.-powiedział mierzwiac mu włosy. Wstał I wyszedł na balkon żeby zadzwonić do Miki.
-przyjechałem samochodem przecież nie motorem. A ty prawka jeszcze nie masz więc ja prowadzę.-odparł ubierając buty.
-no to kochanie było głupie pytanie. W Tokio nie możesz sobie od tak prowadzić bez prawa jazdy.-zaśmiał się odpalajac samochód i ruszając.
-aż tak bardzo chcesz?-spytał zerkajac na niego. Może nie zimą? Wtedy trzeba bardzo ostrożnie jechać...no i łatwo o wypadek.
-hej hej...kochanie ale nie płacz. Wiem ze bardzo ładnie jeździsz kiedy nikt cię nie stresuje. Ale wiem też ze jazda zima jest bardzo stresująca i niebezpieczna. Jezdnia jest dość śliska. I to nie tak ze ci nie ufam albo coś...wiesz...może daj mi to przemyśleć? Rozważe wszystkie za i przeciw. Poza tym nie chce mimo wszystko łamać prawa. A dawanie prowadzić osobie bez prawa jazdy jest przestępstwem.
-nie wiesz?-uniósł brwi.-przyjadę po ciebie. Ech...odwioze cię do Miki i pójdę się przejść, ok?
-Ech. Nie robisz kłopotu. Dam wam czas porozmawiać. Mam ochotę na spacer.-powiedział parkujac.
-powodzenia.-pomachal mu I poszedł do parku.
-wchodź. Zrobię herbaty i porozmawiamy. Usiądź sobie wygodnie na kanapie.-powoedziala z uśmiechem wpuszczając do srodka.
-nie...wiec możesz czuć się swobodnie.-powiedziała I poszła do kuchni. Do salonu wróciła z dwoma kubkami gorącej herbaty. Jeden. Podała chłopakowi I usiadła.-jak ci się podoba w Tokio?
-mhm jest duże. Czasem nawet za duże.-zaśmiała się.-a jak twoje praktyki? Jun mówił ze masz.
-fajnie że dużo się uczysz. Znaczy ze dobre praktyki. I dobry szef skoro uważa na ciebie.-powiedziała.
-wiec miałeś chwile żeby spędzić czas z Junem?-uśmiechnęła się do niego.-o czym chciałbyś porozmawiać?
-Ryu-chan? A jest coś co cie ostatnio meczy?-spytał spokojnie biorąc łyk herbaty.
-Hmm...nie czujesz się bezpiecznie? A próbowałeś spać przy Junie...albo myśleć o miłych rzeczach przed zaśnięciem?-spytała również patrząc w swój kubek.
-Hmm...sądzę że to z czasem minie. Staraj się myśleć o miłych rzeczach. Jun na pewno ci pomoże.-powiedziała spokojnie.-nie ranisz go. On rozumie przez co teraz przechodzisz i chce ci pomóc. Nie przeczę jednak ze jest mu ciężko...ale da rade.
-rozumiem. On miał tak samo. Uważam jednak ze lepiej jak postarasz się na nim polegać. Będzie wam obu łatwiej.
-Ryu spokojnie.-objęła go lekko ramieniem patrząc kto wchodzi.-spokojnie to tylko Jun. Wrócił ze spaceru.
Jun od razu podszedł do niego i złapał go za ręce.-kochanie jestem tu. Spokojnie. Oddychaj.-Prosił go cicho.
-kochanie juz jestem. Spokojnie.-powiedział głaszczac go po włosach.-spokojnie. Jestem przy tobie i cie nie zostawię.
-wiem. Wiem ze się boisz. Ale już tu jestem i nie musisz się niczego bać. Zawsze cie obronie. Juz jest dobrze. Jesteś bezpieczny.-zapewniał go spokojnie.
-nie masz za co przepraszać bo nie zrobiłeś nic złego.-odparła kobieta.
-powtarzam. Nie zrobiłeś niczego złego. To normalne że boisz się obcego dotyku.-odparła spokojnie.
-cóż...dotyk Juna znasz. Kochasz go więc to trochę inna sytuacja. To że się od niego n nie odsunąłes to bardzo dobrze.-uśmiechnęła się a Jun wyjął z kieszeni słuchawki żeby dać im czas na rozmowę.
Jun juz go nie słuchał całkowicie skupiając się na lecacej w słuchawkach muzyce.
-Ryu-chan najważniejsze żebyś nie uważał ze to coś złego. I jestem pewna że powoli pokonacie twój lęk. Daj sobie czas. To normalne że na razie nie chcesz tego typu zbliżeń.
-cóż...nie jestem pewna na 100% ale sądzę że boisz się ponownego zbliżenia. Wiesz jak było ostatnim razem po...gwalcie I boisz się ze znów zamiast Juna zobaczysz kogoś innego. To normalne. Dlatego powinniście bardzo powoli przekraczać granice. Ale to ty musisz zdecydować kiedy na co jesteś gotowy.
-dlaczego miałbyś nie być? Przecież już raz to pokonaliscie. Daj sobie czas. To nie przechodzi od tak. Róbcie powoli male kroczki i wszystko się ułoży.-uśmiechnęła się do niego.
-cóż...postaraj się codziennie myśleć o czymś miłym i...daj Junowi być wtedy przy tobie. Sądzę że na to potrzeba czasu.
-ej ja wcale nie musi ze masz go zabierać na studia.-zauważyła ze śmiechem.-to jasne ze chcesz swobody. Ale teraz ważne jest żebyście pomagali sobie. Rozmawiali o tym co czujecie. Sądzę że te lęki znikną szybciej jeśli będzie przy tobie osoba która kochasz.
-Ryu...wstydzisz się tego?-spytała w końcu.
-nie musisz się go wstydzić. Jesteście parą jakiś czas i sądzę że widzieliście siebie już w różnych sytuacjach. To jest po prostu kolejna z nich.-uśmiechnęła się lekko.
-nie wstydź się. Teraz na prawdę potrzebujesz jego wsparcia.-powiedziała cicho.
-dobrze. Tylko juz nie przepraszaj. To jeszcze świeża rana wiec daj sobie czas.-powiedziała.
-Hmm?-zdjął słuchawki i spojrzał na niego.-pewnie w nocy się nie wyspal.
-on słodko wygląda.-poprawił ja.-tylko szkoda ze tak mu teraz ciężko...a ja nie moge mu pomóc...-westchnął.-Tak, chętnie się napije.
-No tak tylko...on się chyba nie czuje z tym dobrze ...ze go takiego widzę...tak samo było jak leżał w izolatce w szpitalu...-westchnął głaszczac go po włosach.
-no tak...ale...no ja tu jestem straszy i chce być dla niego oparciem...wiec nie chce żeby widział moje słabości...-mruknął biorąc od niej kubek.
-A jak mam się nie martwić kiedy widzę jak mu ciężko?-uniósł brwi i wziął łyk herbaty.
-Mika ja to wszystko wiem...to tylko...na prawdę nie chce żeby tak cierpiał.-powiedział tuląc go do siebie.
-cóż...będę cierpliwie czekał I starał się mu pomóc. Wiem ze to z czasem minie. Albo przynajmniej osłabnie.-powiedział głaszczac chłopaka po włosach.
Podsunął go i uśmiechnął się do Miki.
-myślisz ze mu to minie?
-dobrze. Dzięki Mika.-powiedział biorąc chłopaka na ręce. Położył go do łóżka i okryl kocem.
-no cóż...-wzruszył ramionami i położyć się obok niego. Pozwolił mu się tulić a patrzył na niego rozczulony.
-Ryu-chan? Ryu-chan spokojnie. Kochanie jestem tu...jest...już nic ci nie grozi.-zaczął mówić i głaskać go po włosach.
-Ryu...jestem tu. Jestem przy tobie.-powiedział obejmując go mocniej.-Jestem, więc już jesteś bezpieczny.-dodał.
-przepraszam...przepraszam...nie wiem, nie mam pojęcia jak ci pomóc.-powiedział tuląc go mocno.
-Kochanie...wiem, że nie chcesz. Na prawdę do rozumiem. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym wtedy być. Przepraszam...-szepnął.-Wiem jak się czujesz...Chcesz żebym cię umył? Chyba że wolisz nie...zrozumiem to.
-przestań!-krzyknął przerażony. Złapał go za ręce odsuwasz mu je od twarzy.-nie skrzywdzi cie i tak. Siedzi w więzieniu. A nawet jeśli mielibyscie się spotkać...nie dopuszcze do tego żebyście zostali sami.-powiedział ostro.-kocham twoje oczy...tak łatwo o tym zapomniałeś? kocham cie...takiego jaki jesteś. To się nie zmieniło i nigdy nie zmieni. Wiem co teraz myślisz i wiem jak się czujesz...ale uwierz...żaden milimetr twojego ciała nie jest obrzydliwy.
-jest co!-krzyknął ale po dalszych słowach chłopaka otworzył szeroko oczy. Zobaczył w nim siebie sprzed kilku lat. Małego, przerażonego, obrzydzonego. On wtedy też uważał ze nigdy z siebie tego nie zmyje. Jakby na chwile stracił kontakt z rzeczywistością. Wstał z łóżka i usiadł na podłodze opierając się plecami o szafkę nocna.
Jun za to siedział. Patrząc tępo przed siebie. Znów widział małego siebie w kącie pokoju. Wplutl dłonie we włosy i trochę bardziej się skulił. Mimo wszystko to było dla niego za wiele.
-co?-spytał odwracając wzrok w jego stronę.-nie, nie, nie.-zaprotestował wstając szybko przez co trochę się zachwiał.-zostane. Obiecałem ze spędzę z tobą ten czas kiedy będziesz w Tokio.-powiedział podchodząc bliżej niego i obejmując go mocno.-pomogę ci...przeszedłem przez to i z tego wyszedłem. Wiec...mogę ci pomóc..mogę...jestem w stanie to zrobić...-powtarzał cicho jakby chcąc się upewnić ze nie jest całkowicie bezużyteczny.
-zostane. Nie zalamie się. Będzie dobrze.-odparł nadal go obejmując.-chce ci pomóc. Chociaż trochę. Wspierać cie. Uspokajać...żebyś juz nie miał koszmarów...I w końcu pozbył się tego nieprzyjemnego uczucia. To mija. Ja wiem. Może nie jakoś bardzo szybko ale mija.
-Ryu!-krzyknął za nim i wybiegł. To był zdecydowanie zły rozwój wydarzeń. Wsunął buty i olewajac kurtkę wybiegł z domu. Szybko pobiegł za chłopakiem do parku i dość łatwo go dogonił. Złapał go za rękę i obrócił w swoją stronę.-to nie wróci. Ja się tego pozbylem. To nie wróci.-powiedział z czasem trochę ściszajac głos.-nie biegaj już...-poprosił na koniec.
-to nic. Teraz tak tylko we mnie uderzyło. Umiem sobie z tym poradzić.-podszedł bliżej I objął go lekko.-poradzimy sobie z tym razem...
-juz przestań przepraszać.-powiedział obejmując go mocno.-to minie. To nie przyjemne uczucie...Koszmary tez.-powiedział żeby go trochę zapewnić.
-juz przestań przepraszać.-powiedział obejmując go mocno.-to minie. To nie przyjemne uczucie...Koszmary tez.-powiedział żeby go trochę zapewnić.
-wiem kochanie...ale ja na prawdę kocham cie takiego jaki jesteś. To jak na mnie patrzysz...nie chce żebyś się zmieniał. .
-kocham cię, wiesz?-pogłaskał go po włosach.-Wracajmy już do Miki, ok? Powoli...pewnie jesteś zmęczony tym bieganiem.
Wziął go na ręce i zaczął powoli iść.
-schudles?
-mam tylko nadzieje ze nadal jesteś kolo 50...-powiedział poprawiając go sobie na rękach zeby mu ssię wygodniej nioslo.
Wziął eboki wdech.
-Ryu...co sobie robisz?-spytał chcąc mu pomóc.
-nie rób sobie tego. Nie sprawiaj sobie większego bólu. To z czasem minie. To uczucie.-zapewnił go.-mi minęło. Tobie też napewno minie. Chciałbym Ci z tym pomóc ale nie wiem jak.
-Pomyśl o czymś miłym. Staraj się nie myśleć o tych złych rzeczach. Wiem że to nie łatwe ale to zawsze jakaś metoda.-powiedział spokojnie.-Pomasuję.
-może chcesz takie ładnie pachnące mleczko do kąpieli? Mi to mimo wszystko na początku pomagało chociaż trochę.
-ładnie pachniało.-zaśmiał się.-tak bardzo intensywnie.-dodał wzruszając ramionami.
-zmeczony? Chcesz spać? Zostaniemy tutaj czy chcesz wracać do siebie?-spytał sądząc go na kanapie.
-to niedługo będziemy wracać. Ugotuje coś potem dla ciebie.-powiedział kładąc go i masując. Trochę się dziwił ze chłopak czuje się z tym komfortowo ale nie narzekał.
-nie dajesz mi się wykazać ale ok. Niech będzie tylko kaszka.-zgodził się uśmiechając się do niego lekko.
-dobrze...innym razem.-powiedział a w odpowiedzi na drugie pytanie rozłożył szeroko ramiona.
Pogłaskał go po włosach z lekkim uśmiechem. Czuł ze chłopak troszeczkę się uspokaja i to mu póki co musiało wystarczyć.
Kiedy dojechali położył go do łóżka przy którym usiadł. Miał nadzieję że tym razem chłopak będzie spał spokojnie.
-juz idę robić kaszkę.-zaśmiał się całując go w policzek.-spałeś spokojnie. Wyglądał uroczo.
-może. Ale w końcu się wysłałeś i to mnie cieszy.-powiedział robiąc kaszkę.
-czemu?-spytał stawiając przed nim miskę kaszki.
-Ech...ale jak będziesz zmęczony to się połóż spać.-poprosił siadając obok niego.-mogę dzisiaj u ciebie spać?
-wcale nie skrzywdziles. Przestań się obwiniać.-poprosił zmartwiony.
-nie obwiniaj się. Ale chyba nie mam wejścia skoro mnie wyganiasz.-wzruszył ramionami i wstał.-uważaj na siebie, nie rób głupot...-poprosił.
-CO!?-krzyknął wybiegajac z domu jak oparzony.-czekaj, juz jadę.-dodał jadąc szybko i dziękując w duchu za mały ruch na drodze. Wpadł do mieszkania chłopaka.-Ryu!?
-kupiłem maść...-powiedział kładąc reklamowke na stoliku.-daj opatrze ci to.-dodał oglądając jego rękę.
-szszsz...musisz z tym walczyć. Nie możesz siebie tak krzywdzić.-powiedział kończąc go opatrywac.
-Ryu-chan...wiec daj sobie pomóc.-powiedział podając mu tubke z maścią.-poradzisz sobie z tym? Nie chce żebyś się czuł nie komfortowo...
-ja posprzątam. Ty posmaruj jeszcze nogi.-powiedział wstając. Od razu poszedł do łazienki żeby ppsprzagac
-juz posprzątane.-powiedział siadając przy kanapie.-juz dobrze. Pomogę ci z tym.
-nie. Będziesz się myl normalnie. Codziennie.-powiedział obejmując go delikatnie.-raczej nie przemozesz się żebym ci pomagał.
-dlatego wolałbym ci pomoc. Zrobiłbym to delikatnie. Może by pomogło...-wyjaśnił I pogłaskał go po włosach.
-nie bój się. Przecież mnie nie musisz się bać. Nie zrobię ci nic złego.-powiedział spokojnie.
-to może jakbym ci pomagał zostałbyś w bieliźnie? Na prawdę nie chce żebyś znów sobie pozdzieral skórę...-powiedział zmartwiony.
-dobrze. Będę cie tulił...tylko chciałbym Ci trochę bardziej pomoc ale nie wiem jak...-powiedział cały czas głaszczac go po włosach.
-juz dobrze. Jestem tu, przy tobie.-powiedział obejmując go bardzo łagodnie.
-nigdy cie nie zostawię.-zapewnił go. -kocham cie. Nie zostawię cie.
-weź. Przecież nie musisz się mnie pytac o takie rzeczy...-zaśmiał się mierzwiac mu włosy.
-nie musisz się mnie tak o wszystko pytac.-powiedział wstając z podłogi i siadając na kanapie.
-nie musisz się mnie tak o wszystko pytac.-powiedział wstając z podłogi i siadając na kanapie.
-a możemy pójść do łóżka? Ja też jestem zmęczony.-powiedział ziewajac.
-dobranoc kochanie. Śpij dobrze dzisiaj.-poprosił obejmując go ramieniem.
-dobranoc.-przymknal oczy jednak długo nie zasnął.
-ummmm....Ryu-chan?-otworzył oczy i objął go mocniej.
-mhm...to dobrze kochanie. A jak ci się spało?-spytał tulac go i nie chcąc puścić.
-ale chyba lepsze to niż koszmary, prawda?-uśmiechnął się lekko.
-możesz. Chcesz się po tulić.-spytał głaszczac go po włosach.-zrobię ci śniadanko.
-dobrze. A na śniadanie co byś chciał ?-spytał całując go go w czubek głowy.
-ok. Zamówienie przyjęte.-powiedział z uśmiechem.-wiec dzisiaj cały dzień chcesz leżeć?
-to przez te bieganie.-Westchnął wychodząc z łóżka.-zrobię śniadanie i do ciebie wrócę.
-śniadanko do łóżka.-powiedział podając mu tacke a herbatkę kładąc na szafce przy łóżku.
-widzisz? Idzie mi coraz lepiej.-powiedział wesoło zabierając się za swoje śniadanie
-staram się żeby Ci smakowało.-wyjaśnił pijąc herbatkę.
-ciesze się. Nie było łatwo si nauczyć gotować ale idzie mi coraz lepiej.-uśmiechnął sie.-ale nadal lubię jak ty mi gotujesz.
-Wiec ...Zrobię lasanie.-zdecydował z uśmiechem.-ale to dopiero na obiad. Na razie sobie odpoczywaj. Dobrze ze to nic poważnego.
-to ja pójdę po składniki.-powiedział wstając I szykując się do wyjścia .
-no dobrze. Kupię. -powiedział I wyszedł.
Wrócił dość szybko i zapukał do drzwi.
-Ryu-chan to ja.-krzyknął żeby chłopak się nie bał.
-widziałem. Na prawdę fajny pomysł. I ślicznie ci wyszły.-powiedział wesoło.-to jak masz takie ładne plakaty pewnie wszystko szybciej zapamiętasz.
-dobrze skarbie.-odparł dając mu czekoladę.-ja wypakuje zakupy i za godzinkę zacznę robić obiadek.
Przyniósł mu herbatkę i usiadł przy kanapie.
-co czytasz?-spytał zaglądając mu przez ramię.
-mhm...cóż na pewno dowiesz się na końcu książki.-zaśmiał się.-możesz też podejrzewać najmniej podejrzana osobę.-dodał wzruszając ramionami.
-Ne Ryu? Chciałbyś gdzieś pojechać w przerwie świątecznej?
-zapiekanka może być.-odparł z uśmiechem. -cóż jeszcze jedna i myślę że wystarczy. Jak będę jechał po Yuye to kupię składniki.
-jeśli będziesz miał to chętnie Ci pomogę. Mogę pozować albo cie wozić tam gdzie akurat będzie lepsze miejsce do zdjęć w plenerze.-odparł tulac go lekko
-no wiem. Mam nadzieje ze spędzimy miło czas.-ucałował go w policzek.-juz się nie mogę doczekać świat.
-twój tata na pewno się nie pojawi. Cóż...w domku może ci się przypomnieć ale w miszkaniu się chyba wszyscy nie pomieścimy...
-nie bój się. Będę przy tobie. Twoje rodzeństwo tez. I twoja kochana psinka. Będzie dobrze.-zaczął go głaskać po włosach.
-na swieta się zobaczycie. Spokojnie skarbie.-powiedział wciąż go tulac i głaszczac.-wszystko będzie ok. I spędzimy miło swieta.
-no juz skarbie. Wytrzymasz.-zaśmiał się. Po calusku uśmiechnął sie lekko.-kocham cie.
-a możesz wujku? Bo ja nie chce żeby wujek znów był w szpitalu. Wolę jak jesteś w domu...-odpowiedział chłopiec patrząc na niego.
-ja ciebie tez kocham.-powiedział zerkajac na niego.-i ciesze się kiedy mi to mówisz.
-kochanie ja na prawdę wolałbym cie samego nie zostawiać. Wiem ze maluch chce...wiec ten jeden raz pójdziemy sami a potem jak juz będziesz na pewno miał siłę się utrzymać to pójdziemy z nim, ok?-zaproponował takie rozwiązanie.-
[Nie odpisałam..? Aj...to tak skoczek do świąt ok? XD]
Jun zajechał pod akademik o umówione godzinie. Cieszył się ze spędza razem swieta. Postarał się też z prezentem. Wysłał mu SMSa ze juz czeka.
[Serio? XD dawno nie pisalysmy wiec zapomniałam XD]
'Przepraszam. Poczekam w takim razie u góry.' Odpisał mu I wszedł do góry gdzie przywitał się z Keiichim i Kokim. Cieszył się też ze i oni wrócili do siebie.
[Ale ja niczego nie dostałam ;^; ]
-dzięki.-uśmiechnął sie układając paczkę przy torbie Ryu żeby na pewno o niej nie zapomnieć i podał im kopertę.-bilety do wesołego miasteczka żebyście się rozerwali trochę.-wyjaśnił wesoło.-gdzie sspedzcie swieta?
-to wspaniale. Jak będziesz się nudził to możesz do mnie wpaść. Ostatnio mam mało pracy.-wzruszył ramionami.-no I może na swieta tez gdzieś razem wyjdziemy?-zaproponował.
-świetnie ale z umowianiem się lepiej poczekam na Ryu. Juz jest trochę zły ze po niego przyjechałem a nie dałem mu jechać pociągiem...-mruknął mierzwiac sobie włosy.
-oj no...po tym jak skończył praktyki w ogóle go nie odwiedzałem...stesknilem się.-mruknął na swoje usprawiedliwienie.-udobrucham go prezentem niespodzianka.-zaśmiał się cicho.
-oj da.-zaśmiał się bo tego prezentu był pewny.-no I...jego kochane rodzeństwo wygodnilo mnie po niego...stwierdzili ze tylko przeszkadzam.-westchnął znów czochrając się po włosach.-za bardzo nie miałem wyboru.
-Wiem...ale tęsknilem.-powiedział tłumacząc się.-no I twoje kochane rodzeństwo oznajmiło ze przeszkadzam i mam po ciebie jechać.-wzruszył ramionami.-ciężko jest oponowac kiedy celuja w ciebie nożem.-zaśmiał sie nie komentując juz tego jak obwiazal sobie ręce.
-Nie uważam tego za zmarnowany czas...-powiedział wzruszając ramionami.-mogę spędzi. Z tobą trochę więcej czasu. Dla mnie to dość ważny powód.-powiedział wodząc za nim wzrokiem
-w sumie to odwiedziłem przy okazji Mike.-wzruszył ramionami.-spokojnie. Dla mnie to nie było marnowanie czasu. Przepraszam...nie złość się już na mnie...-poprosił robiąc mine proszacego psa.
-Ech...-westchnął wstając i zaczynajac uważać ze wybranie młota nad kowało wcale nie było takie dobre.-dobrze...wiec wracam sam.-uśmiechnął sie I zmierzwil mu lekko włosy.
[Jest progress XD]
-dla psiaków? W sumie nie...e ostatnio twój tata dostarczył nam dużo karmy...-wzruszył ramionami bo teraz pieski nic innego nie chciały jeść.
Prześlij komentarz