Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3001 – 3200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»Wyszedł szybko za nim z paczka w rękach i przytulił go mocno.
-przepraszam. Na prawdę nie chce się z tobą kłócić. Po prostu...na prawdę tęsknilem I...Martwiłem się o ciebie. Chciałem jak najszybciej zobaczyć czy z tobą wszystko ok...-powiedział nie puszczając go.-i tak odwiedzałem Mike, wiec...czasu nie zmarnowalem.
-Ufam ci!-zaprotestował.-Ufam...na prawdę. I wiem ze mógłbyś wrócić sam...wiem...ale chciałem cie zobaczyć i przytulic...bo za każdym razem kiedy ci się nie udawało...i kiedy było ci ciężko...chciałem być przy tobie. Wiec nie złość się już na mnie dobrze?
-ok.-w przypływie radości ucałował go mocno.-to co...idziemy juz? Tylko się zapnij bo na dworze jest na naprawdę zimno...-powiedział odsuwajac się od niego.
-ale jest zimno a ja nie stanąłem blisko...-mruknął zarzucając sobie jego torbę na ramię.
[Zaczynam myślęc ze może jak wrzucę Juna do szpitala to Ryu zacznie rozumieć czemu on się tak martwi XD]
[Nie raczej nie XD ale Juna kiedyś...niedługo tam wrzucę XD]
-oj no nie złość się...-poprosił tylko wychodząc juz z budynku i idąc do samochodu który stał dość daleko.
[No nie...może tak po waletynakach XD tak go wsadze...albo może po sylwestrze]
-no dobrze...-powiedział otwierając bakaznik.-wsadaj torby.-polecił wrzucając jego jedna torbę i prezent.
[A co masz jakieś plany? XD]
-plany? Prosto do domu ale możemy zaliczyć Mcdonalda...no i w schowku jest mapa może znajdziesz coś ciekawego.-powiedział odpalajac samochód.
[Wolałabym żeby to Jun się oświadczał XD ale jakie romantyczne mogą być XD ale jakby go dala do szpitala po sylwestrze to dak żeby przed lutym wyszedł XD]
-pamiętam ze po drodze widziałem jakieś wesołe miasteczko...poza tym to chyba nic...
[hmmm...jak go walne z czymś poważnym to wróci :p nie ma nie ma XD oryginalność jest przereklamowana XD]
-jesteś pewny co do tych gorących źródeł?-spytał zerkajac na niego. Tez o nich słyszał ale wolał nie wspominac ze względu na chłopaka. Nawet jeśli minelo juz pół roku to wiedział ze wciąż jest ciężko.
właśnie...Ryu...bo ja nie chce żebyś się czuł nie komfortowo...zwłaszcza że tam nie będę tylko ja...-powiedzial cicho. Juz dawno przestał się łudzić ze poradzą sobie z tym szybciej iż oszacował.-nie chce żebyś się zmuszał...
[To się jeszcze okaże :p]
[No dobra...na takie coś ewentualnie mogę się zgodzić XD]
-ech...nie dasz się przekonać co osle?-mruknął dość niechętnie zjeżdżając w stronę gorących źródeł. Rozumiał jego determinację ale nie pochwalał takiego działania tuż przed świętami.
Zaparkowal i trochę jeszcze siedział z dłońmi zacisnietymi na kierownicy aż w końcu zaciągnął ręczny mocno nim szarpiąc. Nie chciał tam iść bo czuł ze znów się pokloca. Westchnął ciężko I wyszedł z samochodu.
Wziął głęboki oddech i uśmiechnął się do niego najszczesliwiej jak tylko umiał z takimi myślami i zamknął samochód. Wiedział ze juz raczej nie ma odwrotu wiec zaczął iść w stronę głównego budynku.
-cóż...ja się po prostu bardzo nie chce kłócić...a ostatnio jak byliśmy skończyło się kłótnia.-mruknął cicho.-ale nie chce cię zostawiać z tym samego wiec wejdę.-dodał ciężko.
-wiem...i jest ciężej niż.ostatnio...-Objął to ramieniem.-wiec...nie siadaj mi na kolanach ani nic...bo nie chce problemów.-poprosił stając w kolejce do rezerwacji.
Dostali kluczyk do szatnio pokoiku gdzie mogli zostawić swoje rzeczy. Kiedy do niego weszli odwrócił się do chłopaka.-pójdę pierwszy żebyś mógł się swobodnie przebrać. Pamiętaj ze przed wejściem do tego typu źródeł musisz się umyć. Na pewno będziesz się z tym wszystkim czuł komfortowo?
Zastanowił się chwilę.
-zaczekam na ciebie tu przed drzwiami pokoiku.-zdecydowal robierajac się i obwiazujac w pasie ręcznikiem. W rękę w wziął ten mniejszy.
-na pewno będzie.-zgodził się wesoło.-a potem wrócimy do domku i puścimy fajerwerki.-dodał tulac go do siebie.-będzie super..
-ja ciebie tez...-powiedział idąc spokojnym tempem to pomieszczenia gdzie wszyscy myli się przed wejdziem do źródła. Usiadł na stolko-misce I trochę mechanicznie zaczął się namydlac.
Przełknąl ślinę i wziął.głęboki wdech.
-dobrze.-odparł w końcu z uśmiechem i po nalaniu płynu na gąbkę zaczął go delikatnie namydlac.
-ok...możesz się już opłukać.-powiedział delikatnie klepiac go w ramię.-poczekam na ciebie.-dodał jeszcze.
-idziemy.-zgodził się I wstał idąc w stronę źródła. Znalazł pusta przestrzeń I tam wszedł do wody opierając się plecami o brzeg.
-Cóż...jak juz się wysuszymy możemy się przejść pp okolicy.-zaproponował.-może tak też zrobisz fajne zdjęcia.-dodał zerkajac na niego.
-hmmm...jakaś stała w pokoju.-powiedział wzruszając ramionami. Częsc osób powoli wychodziła inna wchodziła.-ale możemy kupić. Możemy też zajechać do Mcdonalda na lody.
-Ok.-poprawił swój ręcznik i wyszedł z wody czekając na chłopaka.-chodź bo zimno a trzeba się jeszcze opłukać.-powiedział wyciągając w jego stronę rękę.
-Nie ma za co...-wzruszył ramionami. Opłukal się po czym pomógł chłopakowi.-znów poczekam przed pokojem a ty się swobodnie przebierzesz.-powiedział zerkajac na niego.
-dobrze.-zgodził się bo on tylko chciał żeby chłopak mu nagle nie uciekł. Kiedy doszli do pokoiku grzecznie został na korytarzu.
-ja po prostu uważam ze dopóki nie będziesz w stanie się nawet normalnie umyć nie powinniśmy ryzykować.-wyjaśnił wycierajac się.-ale nie uciekłeś z płaczem i krzykiem wiec...można powiedzieć że jest trochę lepiej...-powiedział chcąc go trochę podbudowac.
-mhm...-zgodził się kończąc się ubierać i włączając suszarkę żeby wysuszyć włosy.-jak skończysz to wysusze tez tobie.-powiedział zerkajac na niego.
Zaczął mu delikatnie czesac I suszyć włosy. Po pewnym czasie nie mógł się powstrzymać i ucałował go delikatnie w odsloniety kark.
-Ryu...jeszcze nie skończyłem ci suszyc włosów.-zaśmiał się dokanczajac kiedy chłopak się do niego tulił. Wyłączył suszarkę I objął go delikatnie.
-przepraszam...po prostu nie chciałem problemów.-powiedzial głaszczac go po włosach.
-za chwilę.-powiedział wesoło.-kocham cie, wiesz? Dlatego...moglibyśmy tak jak ostatnio bardzo powoli cie przyzwyczajać? Takimi pocałunkami jak na przykład przed chwila...nie odsunąłeś się...-powiedział cicho.
-będę.-nie zaprzeczył.-ale w końcu chciałbym chociaż trochę ruszyć. Powoli...tak jak ostatnio.-powiedział cicho.-minęło już pół roku wiec...mysle ze jest juz chociaż troszkę lepiej...
-a myślisz ze teraz nie jestem? Ucieszyłem się ze się nie odsunąłeś ale nadal czuje się bardzo nie pewnie. Zupełnie nie wiem na ile mogę sobie pozwolić.-westchnął wstając.
Podszedł do niego i zmierzwil mu włosy.
-nie rozmawiajmy teraz o tym. Po prostu spędzmy miło swieta...do tego wrócimy później.-powiedział narzucając kurtkę. Nie chciał żeby chłopak był smutny, nie chciał tez go do niczego zmuszać.
-Miałem.-odparł wkładając ręce do kieszeni kurtki.-Raz jeszcze przed całą sytuacją z ojcem. Zerwała ze mną twierdząc że zaczynam się wdawać w bójki.-wzruszył ramionami.-no I potem już na studiach. Pomogła mi wyjść z tego strachu przed stosunkiem...zginęła w wypadku.-zakończył dość cicho.
-Ryu...chciałeś się przejść.-powiedział podając mu aparat.-chodź.-uśmiechnął sie do niego otworzył mu drzwi I oparł się o nie.-kocham cie wiesz? Chodź się przejść. Opowiesz mi co tam na studiach i jaki masz projekt na swieta.-zaproponował. Nie chciał żeby chłopak był smutny i chciał mu poprawić nastrój.
-oj no wiem...-zaśmiał się.-ale zawsze mogę znów posłuchać.-wzruszył ramionami.-i co każdy wam coś zadał? Jakie masz tematy?-spytał zamykając samochód i biorąc go za rękę.
-coś wymyślimy. Przecież w Yukan jest wiele ładnych miejsc. Masz też prawie profesjonalnego modela do pełnej dyspozycji.-zaśmiał się obejmując go ramieniem.-wierzę w ciebie. Ty tez w siebie uwierz.-poprosił wchodząc na teren parku krajobrazowego.
-ależ ja jestem naturalny.-zaśmiał się zaraz milkną i pokazując mu rodzinkę ptaszków.-z chęcią zobaczę.-dodał cicho.
Spojrzał na niego i zamrugal kilkukrotnie. Takiego pytania się nie spodziewał...no bynajmniej nie teraz.
-mógłbym...-zgodził się.-ale jesteś pewny?
-ja nie mam nic przeciwko kochanie...tylko...my jakby...no nawet jak się boisz i w ogóle to myślę że my wciąż na siebie działamy.-mruknął nie wiedząc jak mu to wyjaśnić.-ale nie czuje się skrępowany będąc przy tobie nagi.-dodał wzruszając ramionami.
-wiem...wiem ze to tylko dla nas. Możesz sobie jakiś wziac na studia.-zaśmiał się.-na tych na koniec roku też mogę być tylko...trochę zakryty. Wiesz dyskretnie pościelą czy coś...-zaproponował wzruszając ramionami.
Zaśmiał się wesoło i w przypływie radości ucałował go delikatnie.
-nawet nie wiesz jak się ciesze ze to powiedziałeś.-oznajmił z szerokim uśmiechem.-no...to posłużę do twojego treningu.
-no...tak jakoś...ze nie dasz nikomu się mną podniecac...jakoś mnie to ucieszyło.-wzruszył ramionami I zaczął iść kawałek dalej.-o zobacz jak tu ładnie.-Zawołał go.
Złapał go szybko i zaczął nogami hamować. Zatrzymał sie tuż przed jednym drzewem.
-o cholera...-mruknął widząc ile jest kroczem od drzewa.
-pewnie mamusia.-zaśmiał się.-stwierdziła pewnie ze jeszcze mi się przydadzą.-zaśmiał sie wstając ze śniegu i pomagając chłopakowi.
Otrzepal się i rozejrzał dookoła.
-cóż...na dole jest ścieżka...nie ma szans żebyśmy wrócili na górę wiec po prostu ostrożnie zejdźmy na dol.-zaproponował.
-cóż na pewno...-zaśmiał się obejmując go ramieniem i bardzo powoli sprowadzając ich w dól.-ale ciesze się ze mamusia nade mną czuwała...mało brakowało.-ucałował go ukradkiem w policzek.
-wiesz co...teraz jeszcze bardzoej się ciesze ze nie walnąłem w to drzewo...bo by zadzwoniło..-westchnął.-I tak mi dziękujesz za to ze cie uratowałem.
-dlatego się nabijasz?-spytał unszac brwi.-no nic...było zabawnie bo nie walnelismy. Można powiedzieć że robiłem ci za sanki.-zaśmiał się I szczęśliwie stanął na odsniezonej ścieżce.
-no pójdziemy. Zostajesz do sylwestra?-spytał uwieszajac się trochę na nim.-no...przyjmijmy ze takie podziękowanie mnie zadowala.
-no wiem...ale mimo wszystko myślę że znajdziemy dla siebie czas.-uśmiechnął sie zerkajac na niego. Ukucnal przed nim.-wskakuj. Zaniose cie.
-Oj...odsapniesz sobie w samochodzie.-zaśmiał się idąc juz w stronę parkingu.-cóż...tak myślę że dzisiaj pójdziemy prosto do mieszkania...
-chciałem tak ale dojedziemy jak juz będzie późno...-powiedział idąc juz parkingiem w stronę samochodu.-wiec...jutro się z nimi spotkamy. Pomożemy w szykowniu wigilii.
-mhm...ale jutro się ze wszystkimi spotkasz.-zapewnił go. Również zdjął kurtkę iusiadł za kierownicą powoli ruszając.
-wiem kochanie...wiec jutro spędzisz z nimi cały dzień.-zapewnił go. Jechał w miarę spokojnie.-zajedziemy coś zjeść? Zglodnialem....
-I jesteś pewny ze chcesz tam spać?-spytał po chwili zjeżdżając do Mcdonalda.-Zjemy szybko i ruszymy dalej. Będziesz mógł się przespać.
-Ech...no ok kochanie.-wzruszył ramionami. Przecież nie będzie go do niczego zmuszał.-w ogóle nie zmęczony?-spytał ze śmiechem i wyszedł z samochodu narzucając kurtkę.
-frytki i skrzydełka...tak sądzę.-wzruszył ramionami I szybkim krokiem poszedł do środka.-a ty co byś chcial?-spytał wesoło.
-ok...-Była mała kolejna więc szybko zamówili i usiedli do wolnego stolika z fotelami.-smacznego.-uśmiechnął się do niego.
-domek czy mieszkanko? Bo domek ustrajało twoje rodzeństwo a ja się zająłem naszym mieszkankiem. Stanęłam niewielka, sztuczna choinka...tylko wciąż brakuje na niej czubka.-uśmiechnął się. Bardzo chciał żeby chłopak też miał swój wkład w strojenie ich mieszkanka.
-są są. I balkon też ozdobiłem.-zapewnił go wesoło.-jest tam teraz na prawdę świątecznie...na talerzyku są pierniczki. Zrobiłem kilka...nawet wyszły.-zaśmiał się.
-właśnie tego się bałem.-roześmiał się wesoło.-Ale wyszły więc chyba nie mam się czego bać.-wzruszył ramionami jedząc swoje frytki.
-nie jestem. Po prostu sądzę że wyszły.-wzruszył ramionami.-szybko skończył jeść i oparł się na ręce patrząc na niego.
-hmm...następnym razem bierzemy jedne na pół.-zdecydował jedząc te jego frytki.-A co do pierniczków...chciałem coś dla ciebie upichcić.
-Możesz, tylko za bardzo nie nabrudź.-poprosił tylko.-no...to możemy jechać.-powiedział wstając i zbierając puste opakowania żeby je wyrzucić.
-nie powiedziałem że jesteś dzieckiem. Dorośli też potrafią nabałaganić.-zaśmiał się idąc już z nim do samochodu.
-dobrze, dobrze.-zaśmiał się. Ruszył i powoli zaczął jechać w stronę domu. Było ciemno więc nie chciał jechać za szybko. Dojechali dopiero trochę przed północą.-no...jesteśmy na miejscu.-ziewnął.
-Oczywiście że jestem zmęczony...całą drogą prowadziłem, nie mogłem sobie pospać tak jak ty.-zaśmiał się wychodząc z samochodu i biorąc jego torby.-ok, czuj się swobodnie tylko nie siedź za długo bo jutro szybko padniesz.
-okairi...-odparł mu na to i ucałował w policzek.-dobranoc.-dodał jeszcze i po tym jak się umył wskoczył do łóżka. Pod mała choinką stały paczki które jutro miał zabrać do domku Amakusów. Na stoliku zaś talerzyk z pierniczkami i pudełko z gwiazdą na choinkę.
Jun obudził się około 2 a widząc że chłopaka wciąż nie ma w łóżku wstał i poszedł do salonu.
-Ryu skarbie...już późno...-powiedział opierając się o futrynę.
-dziękuję kochanie...ale na prawdę wyłączaj to już bo jutro będziesz zdechlak na wigilii.-poprosił śmiejąc się cicho.-i twoi kochani starsi bracia stwierdzą że cię wymęczyłem.
-ech...no dobrze. Ale na prawdę...kończysz i do spania. Nie chcę jutro zdechlaka.-uśmiechnął się do niego i po tym jak wypił w kuchni szklankę wody wrócił do łóżka.
Jun zasnął szybko. Uznał że nie doczeka się chłopaka w łóżku więc wolał pójść spać. Miał tylko nadzieje że chłopak nie będzie siedział jeszcze dłużej.
Obudził się dość wcześnie trochę niezadowolony że nie ma chłopaka w łóżku. Poszedł sprawdzić jak w salonie i westchnął ciężko. Zasmucił go trochę fakt że chłopak bał się nawet spać z nim w jednym łóżku. Poszedł do kuchni uznając że zrobi śniadanie i nie będzie go budził żeby się wyspał.
-dzień dobry.-odparł z uśmiechem.-No nie wiem...robię jajecznicę.-wzruszył ramionami.-A dostanę chociaż całuska na dzień dobry?
-To idź je umyj.-zaśmiał się.-śniadanie zaraz będzie gotowe.-dodał patrząc na niego z lekkim uśmiechem.-o której skończyłeś pisać?
-więc dlaczego nie przyszedłeś do łóżka?-spytał patrząc jak chłopak wybiega z kuchni.-woow...to na prawdę super skarbie...zdjęcia są świetne, nie dziwię się że tu się znalazły.-oznajmił wesoło.-Ale zabierz mi magazyn sprzed nosa bo spalę nam śniadanie.-zaśmiał się zaraz wykładając jajecznicę na talerze.
-Cóż...możliwe że bym cię objął ale nic poza tym.-wzruszył ramionami. Postawił talerze na stolę do tego podają chlebek i herbatkę.
[a może nie? Bo jeszcze Jun wpadnie w deprechę i zostanie paranoikiem XD a tego nie chcemy XD weź bo sama nie wiem już co Jun może zrobić XD]
-ej...ech.-westchnął widząc jego minę.-Wiem że się boisz...ja po prostu chcę ci z tym jakoś pomóc. Po prostu...spaliśmy już razem więc pomyślałem że ten etap już za nami ale jeśli nie to nic się nie stało.-zapewnił go.-No i dzięki...jajecznicę dopracowałem już do perfekcji.-zaśmiał się.
-Rozumiem i nie ma w tym nic złego.-zapewnił go.-Już ci mówiłem, prawda? Możemy ruszać baaaardzo powoli, ty ustalasz tempo.-zapewnił go jedząc swoją porcję.-wiem że się boisz...a ja po prostu chcę ci pomóc...żebyś już w tym strachu nie żył.-powiedział kiedy połknął to co miał w buzi.-chcę ci pomóc bo cię kocham...
-ok...więc koniec tematu i nie wracamy do tego.-obiecał mu.-w sensie gdzie do lekarza?-spytał z pełną buzią i zaraz połknął.
-mhm...no to po świętach zajedziemy do miasta.-wzruszył ramionami.-spokojnie cię podwiozę...może od razu pójdziemy do kina albo coś.-zaproponował kończąc już jeść.
-a prawko masz?-spytał zaraz unosząc brwi i pijąc herbatkę.
-O...nie mówiłeś...-powiedział oglądając dokument.-no...skoro tak to możesz prowadzić. Gratuluję kochanie.-powiedział z uśmiechem oddając mu prawo jazdy.
-to świetnie kochanie...na prawde jestem z ciebie dumny i mogę spokojnie powierzyć ci kluczyki od mojego samochodu.-powiedział z uśmiechem. -miła niespodzianka.-dodał kończąc pic herbatę.
-mmmm...słodko...-powiedział uśmiechając się do niego. Puścił go po tym jak lekko musnal jego usta swoimi. Ucieszył się ze pocałunki są ok i wstał żeby posprzątać po śniadaniu. -cóż kochanie...Ufam ci wiec mogę ci dać prowadzić moje kochane autko.
-będę. Wiesz nie łatwo jest dawać komuś prowadzić swój samochód wiec za pierwszym razem na pewno będę uważał. Ale już raz go prowadziłes wiec...jestem trochę spokojniejszy.-powiedział wsadajac naczynia do zmywarki.
-zawsze mogę ci trochę dołożyć.-powiedział zerkajac na niego.-jeśli będzie ci się trochę brakowało to nie wahaj się pytać.-poprosił puszczając zmywarke i biorąc się za mycie patelni.
-cóż ja też tak zbierałem...motor wygrałem a na samochód uzbieralem...-powiedział kończąc I siadając na przeciwko niego.-mmmm...a co dobrego dla mnie zrobisz?-spytał wesoło.
-raczej nie...nic specjalnego. Wystarczy ze będzie zrobione przez ciebie.-powiedział łapiąc go za rękę i ciesząc się ta lekka rozmowa.-miałeś mi coś pokazać pamiętasz? Swoje portfolio i coś jeszcze.-przypomniał mu.
-No to jeszcze portfolio.-uśmiechnal się oglądając jego zdjęcia.-sa na prawdę ładne. Juz wcześniej robiłeś śliczne zdjęcia ale te są jeszcze lepsze. Mam utalentowanego chłopaka.-uśmiechnął sie wesoło.
-Rozumiem. Widzę poprawę I na prawdę.podobają mi się twoje zdjęcia. Gdyby tak nie było nie pozwalałbym ci się.fotografować.-zauważył wesoło.
-No kocham...ale zdjęcia chyba nie mają nic do tego. A nawet jeśli bym się dawał to Ne pewno nie tak chętnie.-roześmiał się.
-są na prawdę świetne. Czy gdyby takie nie były mówil bym to? A czy twój nayczyciel dalby je tam? Sa bardzo dobe, trochę więcej wiary w siebie.-zaśmiał się wstając i obejmując go.-jesteś świetnym fotografem...a na koniec nauki będziesz najlepszy.-ucałował go w policzek.
-przerwę? Dlaczego?-spytał zaraz idąc za nim. Pokazał mu pusta połowę szafy.-pomoc ci czy chcesz sam?-spytał siadając na łóżku.
-Ryu...nie rób tego.-poprosił go.-mają mnie. Poza tym organizacja jest lepsza.niż kiedy był twój ojciec odkąd zajmuje się nią twój kochany starszy brat. Nauczyłem go wszystkiego i nie mam już żadnych gnijących ciał w kostnicy a w biurze jest porządek. Mamy sporo klientów...nie tyle jak kiedyś bo większość idzie od razu na kremacje i nie robia wcześniej pożegnania ze zmarłym.-wzruszył ramionami wyjaśniając mu cała sytuacje.
-kochanie...skończ studia i spełniaj swoje marzenia. My sobie na prawdę radzimy. Nie wiem...może twoja siostra to inaczej odczuwa bo większość tego co jej przypada wydaje na dzieci...ale na prawdę jest ok.-zaśmiał się.-jest większy porządek wiec nigdzie nie walaja się papiery...a skoro nie ma gnijących ciał jest nawet więcej roboty tylko ładnie rozłożone w czasie. Spokojnie...zaufanie trochę spadło ale je odbudowaujemy.-zapewnił go.
-wiesz...mieliśmy mały dol przez to moje wolne...ale już jest ok.-uniósł dwa kciuki do góry i poszedł za nim.-wtedy wykonywali tylko kremacje.-wyjaśnił wzruszając ramionami.
-oj no bo tęskni...ale Ryu wiedziałeś ze tak będzie kiedy wybierałes się na studia. Kiedy już je zacząłeś i idzie ci na prawdę dobrze...lepiej żebyś je skończy. W ten sposób znajdziesz prace...my sobie radzimy.-zapewnił go.-spełniaj swoje marzenia.-poprosił go.
-no dobrze...-westchnął sadzajac go na blacie i obejmując delikatnie.-jeśli chcesz...ile twoje studia trwają?-spytał cicho.
-starałem się bo wiem jak ja lubisz.-powiedział biorąc łyczek.-mmmm...pyszna.-udał mu kubek najpierw wyławiajac sobie jedną piankę.
-Ech...no to skończ naukę. Potem zrób sobie przerwę...wtedy pomyślisz sobie o praktykach. Nawet jakiś zagranicznych.-zmierzwil mu włoski I musnal jego usta swoimi.
-wiem kochanie ale...bardzo bym chciał żebyś jednak skończył studia...przynajmniej te trzy lata nauki. Praktykę zawsze możesz zsorbic później.-powiedział I wziął od niego talerzyk.-ok...to zaraz zrobię kawę.
-cóż...najważniejsze że nie jest gorzej.-powedzial biorąc się za robienie kawy.
-co oglądamy?-spytał podając mu kawę i siadając obok niego. Wziął sobie jednego pierniczka żeby powoli go chrupac.
-mhm...chyba nie oglądałem.-wzruszył ramionami I objął go ramieniem.-ale możemy obejrzeć.-ucałował go i skupił się na filmie.
-mhm...zapowiada się nawet ciekawie.-powiedział z uśmiechem.-a ty co byś zrobił jakbym ja tak trafił do szpitala i był w śpiączce?-spytał zerkajac na niego.
-no ale hipotetycznie...-jeknal jakoś chcąc to wiedzieć ale zaraz skupiając wzrok na filmie.-no...ale ja sam wolałbym nie lądować w szpitalu...
-Ech...no tak...ciebie to juz w ogóle nie rusza.-westchnął juz więcej się nie odzywając. Tulił go tylko do siebie i oglądał film dalej. Czasem popijal kawę I wcinal pierniczki.
-No ale...nie martwiłbyś się ani nie odwiedzał? Zupełnie nic?-spytał zerkajac na niego. No bo spodziewał się chociaż czegoś takiego.
-no tak...ty nie lubisz a ja...-umilkl na chwile.-a ja nigdy w szpitalu nie leżałem...-mruknął trochę się rumieniac.
-wiem ze nie jest...i chyba nie byłbym w stanie spać tam sam...tak długo...i w ogóle...-mruknął cicho.-kocham cie.-ucałował go w usta.
-oj no...ale przecież wszystko może się zdarzyć.-zauważył tulac go do siebie.-ale nie chciałbym być...bo przecież ja zawsze jestem zeby cie wspierać i chronić.
-wiem...ale tak bardzo Cię kocham...ze chce żebyś zawsze był bezpieczny...-powiedział obejmując go mocniej.-wiec musze być zawsze w formie.-zaśmiał się.
-mhm...-przeciągnąl się lekko.-no to idziemy.-Puścił go I wstał z kanapy.-no to idę się ubrać.-powiedział idąc do sypialni.
-mhm...taki był plan ale.możemy jechać samochodem.-wzruszył ramionami I spakowal swoje prezenty plus ten co dostał od Keiichiego do dość sporej torby.-w końcu nie jest daleko.-wzruszył ramionami.
-No to pieszo.-powiedział niosąc ich prezenty i objmujac go ramieniem.-kiedy doszli zmarznieci wpuścił chłopaka przodem.
-Ech....na prawdę się stesknil...-westchnął al zdejmując buty i zaraz idąc położyć prezenty pod choinka.-pomoc wam coś?-spytał starszych z rodzeństwa.
-ok.-odkrzyknal im I usiadł sobie na kanapie.-jej...ile prezentów pod tą choinka...-zaśmiał się cicho i nie przeszkadzał Yuto w opowieściach.
-Ech...co mnie obgadaja? Rozumiem ze pikantnych plotek nie ma to nie ma o czym opowiadać, tak?-uniósł brwi i zaśmiał się cicho. Tak się cieszył ze nie jest już pod ostrzałem kamer.
-co!?-krzyknął obracając głów w ich stronę. No tego było za wiele. Nawet we własnym mieszkaniu nie miał odrobiny prywatności. -pod...prysznicem...?
-ale nic nie oglądałeś, tak? Nic?-spytał jeszcze malucha żeby się upewnić.-Boże...przecież już rozmawialiśmy o tym że ja bardzo sobie cenie prywatność...
-ech...no ok...przepraszam.-westchnął mierzwiąc mu włoski.-ale więcej tego nie rób...ok?
wesołych świąt.-zaśmiał się jeszcze po czym również wstał żeby pomóc wszystko nosić na stół.
Jun usiadł do stołu obok Ryu i pochwalił kucharzy.
-a jutro będę miał pyszny obiadek...kocham święta.-zaśmiał się.
-no...będe miał dobry obiad bo zrobi mi go Ryu.-zaśmiał się nakładając sobie trochę pierożków.
-no nie długo...i ma masę zadane.-westchnął-no ale to chociaż tyle.-uśmiechnął się.
-na pewno. A ja postaram się ci pomóc.-obiecał mu jeszcze jedząc pyszne jedzonko.
-wiem...ale ze zdjęciami mogę ci trochę pomóc.-zauważył.-no ale nie mówmy teraz o tym...cieszmy się świętami.-wziął łyk soku.
-ale mogę iść z tobą poszukać różnych miejsc i w ogóle...-mruknął i już mu nie przeszkadzał w rozmowie z rodzeństwem.
-no ona też się stęskniła.-zaśmiał się patrząc na psinkę. Kiedy zjadł zabrał się za picie barszczyku.
Kiedy wszyscy skończyli jeść poszli do salonu siadając na kanapie i na podłodze.
-no to pora na prezenty.-powiedział wesoło Jun.
-No kolędy tez.-zaśmiał się.-pierwszy dostał prezent Ryu od Juna. Były tam dwa duże swetry i kluczyki od ciemni która zrobił w piwnicy kupując cały sprzęt.
-Do ciemni. Zrobiłem ci w naszej piwnicy. Przerobiłem ja I kupiłem odpowiedni sprzęt. W sumie wszystko co trzeba tam masz.-wyjaśnił z uśmiechem.
-oj daj spokój...nie wyszlo wcale aż tak drogo. Tylko mały remont i sprzęt.-wzruszył ramionami.-to dla ciebie wiec się nie krępuj.-poprosił z uśmiechem.
-nie ma za co. Chciałem żeby ci się podobało...i w ogóle żebyś się cieszył.-powiedział i objął go mocno. Potem Yuya rozdał innym prezenty aż w końcu dotarł do prezentu od Keiichiego.
-tutaj jestem.-pomachal mu z fotela.-zły sen?-spytał odkładając książkę.
-No dopasowal...-zaśmiał się chowając książkę z powrotem do pudełka by zaraz otrzymać paczkę od Ryu.-no...na prawdę jestem ciekaw co ty wymyśliłeś.-zaśmiał się otwierając prezent.
-jakie nic takiego!-zaprotestował zakładając zegarek.-jest swietny. Czapka I organizer tez. Dziękuje.-ucałował go.-chociaż ten od Koiichiego chyba i tak najlepszy.-zaśmiał się.
-serio?-uśmiechnął się zaraz zakładając czapkę i całując chłopaka.-jest super. Dziękuje.-uśmiechnął sie wesoło.-kocham cie.-roześmiał się a zaraz Yuya dał swój prezent dla Ryu gdzie była płytka z nagranym Junem o której wcześniej wspominał.
[Tak tak wiem...Yuto...XD]
-czuje się zawstydzony...-burknął patrząc nienawistnie na płytkę.-aż się boje co zostało na niej uwiecznione...-mruknął tulac chłopaka do siebie.
-która!?-krzyknął.-o mój...czuje się na prawdę zawstydzony...-mruknął patrząc to na niego to na książkę w której była ukryta płytka.
-A ja nie mam nic? Istna niesprawiedliwość.-fuknal robiąc obrażona mine.
-No weź!-jeknal patrząc na niego-to jest serio bardzo niesprawiedliwe...-fuknal w akcie rozpaczy wcinajac pierniczki. A Kei i Hikaru podeszli do niego z prezentem od nich.
-spytaj mojego szefa kiedy da mi wolne.-zaśmiał się rozmakowujac prezent.-jak mi da to na pewno wpadnę.-obiecał.
-przecież nawet o nie nie proszę. -zapewnił go.-bede prosił dopiero w okolicach waletynek...ale to tylko kilka dni nie więcej.-zapewnił go po czym uderzył Keia sprezentowana książka 'uroki masturbacji'.-w dupe se ja wsadz.-fuknal wściekle.
-co jak co ale na pewno nie z tobą.-burknął.-no jest.-przyznał bez bicia.-dziwne by było jakby nie było ciężko. Ale coz...ja nie moge się załamywać takimi rzeczami...-zauważył klepiac swój prezent.
Spojrzał na niego wściekle i trzepnal go przez łeb. No jakby nie robił tego od pół roku.
-porozmawiać? Cóż...jak chcesz ale nie uważam tego za dobry pomył. Ja z nim dzisiaj uustaliłem ze nie wracamy do tematu. On powiedział ze chce żeby to radzenie sobie z problemem szlo tak w miarę naturalnie...a ja nie chce żeby czuł się jakby na niego naciskano wiec...jak masz zamiar z nim rozmawiać to mnie w to nie mieszaj.-przeciągnąl się lekko.
-nie bronie...-rozmasowal czoło.-tylko...on się może trochę bać później.-ostrzegł go I uśmiechnął się widząc jak chłopak bawi się z Kiarą.
-Nie sądzę. A jemu na pewno nie. To go paraliżuje.-wyjaśnił wzdychajac ciężko. Wiedział po sobie.-tak moje.
-pójdziemy. Zawiesimy życzenia na drzewku I w ogóle.-ucałował go w policzek.-ciesze się ze ci smakują.-powiedział biorąc sobie jednego pierniczka.
-Oj no juz mi tak nie słodz.-zaśmiał się cicho.-ale dziękuję. Na prawdę się ciesze.
-dla siebie gotuje codznnie. No czasem nie bo szef zaprasza mnie na obiad.-zaśmiał się zerkajac na Hikaru.-ok...juz się nie nabijam.
-Oj...jak macie coś dobrego to zostaje.-zauważył ze śmiechem. Co mógł poradzić na to ze zawsze zostawał bo gotowal Ryu.
-jaj ale marudzisz...-westchnął siadając z nimi.-zagram tez.-ucałował Ryu w policzek I wybrał sobie pionek.
-no Yuto bo widzisz...musze ćwiczyć bo jak Ryu skończy studia to musze juz umiec.-zaśmiał się turlalajac kostka.
-a może w twistera?-zaproponował Kei bo dla niego pionka juz nie starczyło.
-um...czemu nie chcesz grać?-spytał zerkajac na niego. On uważał to nawet za fajna zabawę.
-zagrajmy!-ucieszył się zaraz Yuto idąc rozkładac plansze.
-no dobrze.-wzruszył ramionami. Pierwszy ruch był dla Keia a drugi dla niego. Byli pierwsza grająca parą.
-słodki jesteś kiedy tak mówisz.-powiedział ledwo wytrzymując w pozycji.-ale kręć szybciej bo się wywroce.
Popatrzył na chłopak wściekle i położył rękę pod Keia.
-robisz to specjalnie.-dodał bo był teraz wypiety w jego stronę.-no specjalnie no...-burknął z twarzą w boku Keia.
-Kei!-zmiął w ustach przekleństwo.-nie kładz się na mnie!-fuknal na niego.-Ryu no!-pospieszyl chłopaka bo jakoś nie uśmiechało mu się przegrywać.
Posłał mu wściekłe spojrzenie i położył nogę na ten przeklęty czerwony.
-no dawaj Yuya...tylko bez oszustw.
-czerwony mnie prześladuje!-krzyknął ale położył rękę na czerwone kółeczko.-Kei nie chce ci się upadac?
-jakie chyba?-zaśmiał się.-no cóż...ja tez ale zabieramy Yuto zabawę...
-aaaaach...nie nie!-krzyknął Jun upadając i zwijajac się ze śmiechu.
-to było oszustwo..gdyby mnie nie napadli to bym nie upadł.-mruknął siadając na kanapie obok chłopaka trochę obrażony.
-no to pierożki kiedy indziej.-powedzial wkładając mozzarelle i wkładając zapiekanke do nagrzanego piekarnika.-no teraz tylko czekać.-powiedział wesoło.
-Bo on jest nieśmiały.-zaśmiał się biorąc go na kolanka a mały swoim zwyczajem zaczął go macać po twarzy.-przynajmniej juz nie ciągnie za włosy.-zaśmiał się.
Jun zasmial się cicho z tej sceny chłopcu podając gryzaczek.
-dzisiaj pewnie Ryu pomoże ci je położyć spać.-zauważył z uśmiechem zwracając się do dziewczyny.
-dzisiaj wracam do siebie. Kei juz powiedział ze chce pogadać z Ryu wiec mam sobie iść.-zaśmiał się.
-nie trzeba. Na jutro mam obiecany obiadek.-powiedział wesoło.-wiec nic mi nie potrzeba. Po festynie od razu pójdę do domu.-powiedział.
-No ok...-wzruszył ramionami.-Ryu...jakbyś się bał to zadzwoń dobrze?-poprosił patrząc na niego.
-Nie wahaj się.-dodał oddając maluszka dziewczynie a chłopaka obejmując.-ale wierzę ze sobie poradzisz.-dodał chcąc pokazać że go wspiera.
-Wiec nigdy jej nie zdejme.-powiedział oglądając brasoletke.-dziękuję.-ucałował go.-a nosisz ta która dałem ci w tamtym roku?-spytał wesoło.
-oj...a czemu nie nosisz na ręce?-spytał biorąc go na kolana i tulac do siebie.-kocham cie.-ucałował go w policzek.
-mhm...no rozumiem kochanie...-powiedział tuląc go do siebie.-w każdym razie ciesze sie ze mimo wszystko zawsze ja nosisz przy sobie.-powiedział z uśmiechem.
-Ja tez.-Wyjal go spod koszulki.-cóż...możemy się przejść. Kiedy tylko chcesz kochania. Wiem ze się boisz i chce ci z tym pomóc. Dlatego gdybys się źle czuł to możesz po mnie zadzwonić.-zapewnił go jeszcze raz.
-dobrze skarbie.-pogłaskał go po włosach.- pójdziemy kiedy będziesz chciał. Przecież wiesz.-ucałował go w policzek.
Jun śpiewał po cichu bo za tym nie przepadal. Ale cały czas tulił Ryu do siebie.
-kochanie? Bo za chwilę idziemy do świątyni i ja juz tutaj z wami nie wracam. Idę do mieszkania...-powiedział zerkajac na zegarek.
-jestem tu skarbie...-scisnał jego dłoń. Poszedł z nim kawałek i z cichym śmiechem wskazał na lampę pod którą stanęli. Przywiązana była do niej jemioła.
Objął go mocniej.
-o pamiętasz jak zasnąłem w wannie?-zaśmiał się rozglądając się po domu.-albo jak tak głupio wybiegłeś co pierwszy raz spałem w twoim łóżku...wtedy pierwszy raz cie pocałowałem. Tak leciutko...tam tak słodko i kusząco miałem ułożone usta.
-gdzie?-spytał patrząc na niego.-skąd ci przyszło do głowy ze nie lubiłem? Cieszyłem się kiedy przychodziłes. To było kochane...no i zawsze przynosiles coś słodkiego.
-słuchałem!-zaprotestował.-ja chyba...bałem się zbliżyć za bardzo.-mruknął.-Jesteśmy pewny ze chcesz tam wejść?-spytał z ręką na klamce.
-ok.-wszedł z nim i objął mocniej.-widzisz. Pusto.-oznajmił.
-Nie ma.-zgodził się I pogłaskał go uspokajająco po włosach.-i nie będzie. Wiec juz dobrze.-zapewnił go spokojnie.
-CO!?-krzyknął odkładając wszystko co akurat robił. Wbiegł do sypialni i spojrzał na laptopa.-aaa...crossdressing party...-przypomniał sobie.-Marc ma taka sama. Uznaliśmy ze jak szaleć to szaleć i zrobiliśmy się na barbie.-wyjaśnił.
-ciesze się. Juz jest na prawdę dobrze. Nie ma go I juz jestes bezpieczny. Nie dam cie skrzywdzić.-Tulił go nadal do siebie.
-zajedziemy gdzie tylko chcesz kochanie.-zapewnił go wychodząc juz z pokoju.-dla ciebie nawet cały dom przeszukam.
-Ryu? Kochanie juz dobrze...-Objął go.-juz dobrze..nie bój się. To tylko Yuto...juz dobrze kochanie...juz spokojnie...-zaczął go głaskać po włosach.
-Ryu-chan...juz dobrze...Oddychaj...Spokojnie.-powiedział tuląc go i głaszczac.-to tylko twój głupi braciszek. Juz dobrze...juz dobrze...
-nie zostawię cie.-obiecał mu. Usiadł obok niego I objął ramieniem.-wiem. Ale już dobrze. Nie musisz się już bać. Jestem przy tobie kochanie.-ucałował go.-a pamiętasz jak się dowiedzialem o kamerach?
-to było jak wróciłeś ze szpitala...Yuto zaczał ci opowiadać jak się masturbuje...wtedy chyba byłem najbardziej zawstydzony w całym swoim życiu...
-ja wiem kochanie...ale nadal...nie widziałeś tego tylko ty.-mruknął tulac go do siebie.-juz dobrze...jeśli potrzebujesz to weź tabletkę.
-nasza pierwsza randka?-spytałz uśmiechem..-no było miło...-zgodził się.-dla mnie każde wspomnienie z tobą jest najszczesliwsze. No prawie każde.-zaśmiał się.
-um...ty w izolatce...i parę innych mniejszych. Ale to nie istotne.-Podał mu butelkę wody.-najważniejsze są te szczęśliwe. A z tobą mam ich na prawdę dużo.
Prześlij komentarz