Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3201 – 3400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Ja tez się bardzo ucieszyłem...-powiedział tuląc go mocno.-wtedy byłem na prawdę wdzięczny Keiowi...
-nie masz za co go przepraszać.-powiedział wstając I wciąż go obejmując.-juz na pewno ok?
-no skoro tak mówisz...a ja po drodze zajde do toalety ok? Zejdziesz sam?-spytał idąc juz w stronę drzwi.
Jun załatwił swoją potrzebę i wrócił na kanapę.
-no to idziemy do świątyni?
-wiem ze nie chciałeś maluszku.-zapewnił go I zmierzwil mu włoski.-ok Ryu szykuj się.-powiedział samemu idąc ubrać buty.
Jun szedł obok Ryu.
-wiec skarbie? Jakie masz na dzisiaj życzenia?-spytał z uśmiechem. Włożył ręce do kieszeni bo trochę mu zimno było.
-Mhm...no to nie mów. Ja tez mam kilka.-uśmiechnął sie do niego idąc spokojnie dalej.-Ryu masz klucz od mieszkanka? Jakby ci było za ciężko to wiesz za zawsze możesz przyjść prawda?
-wiem. A ja cie w tym wspieram.-zapewnił go wchodząc na schody. Powoli cały czas obok chłopaka. Tak w razie czego.
-aj nie przepraszaj mnie za takie rzeczy. Jeszcze raz a zrobię na złość i ci nie pomogę.-zaśmiał się kucajac.-wskakuj. I juz nie przepraszaj.-powiedział.
-ugh nie przepraszaj. Gdybym dostawał 100 jenów za każde Twoje bezsensowne przepraszam to byłbym miliarderem.-wywrocil oczyma wciąż się cicho śmiejąc.
-poproszę 100 jenów.-zaśmiał się.-Mogłeś poprosić żebym wcześniej cie wziął na barana. Przecież wiesz ze droga do świątyni jest długa...-zauważył.-zniose cie żebyś spokojnie doszedł do domu.
-Tylko żartowałem...nie musisz mi płacić.-zaśmiał się.-ale poważnie przestań tam głupio przepraszać.-poprawił go sobie na plecach.-oj...przecież bym na ciebie poczekał i spokojnie byśmy doszli na górę.
-oj niech ci nie będzie głupio.-wywrocil oczyma.-ja ciebie tez. Jestem zakochany po uszy.-zachichotal.-I wiesz co? To możesz mi powtarzać ile tylko chcesz.
-dobrze kochanie.-usiadł na ławeczce przed satyna na której odwiedzający mogli chwile odsapnac po morderczej wspinaczce.-chyba dobrze ze masz takiego silnego faceta, co?-zaśmiał się.
-wiem. Czułem.-odparł obejmując go ramieniem.-ale już jest trochę lepiej. Jeszcze chwilka i pójdziemy zanieść nasze prośby do świątyni.-uśmiechnął sie.
-cóż...są swieta wiec chyba tak.-wzruszył ramionami.-co to za prośbą?-spytał pozwalając mu się tak opierać.
-cóż...-zastanowił się chwilę.-ale...tak całkowicie kochanie? Wiesz sądzę że tak tylko...no bardzo cie kocham ale też mimo wszystko nie chciałbym żeby takie życzenia negatywnie odbiły się na moim samopoczuciu czy na naszym związku.-odparł starając się odnaleźć odpowiednie słowa.-wszystko zależy jak bardzo i w jakich aspektach swojego życia byłbyś egoistą.
-cóż...w takim razie jedyne co mogę powiedzieć...to najważniejsze żebyś był szczęśliwy. I spełnił wszystkie swoje marzenia. A nasz związek przeszedł już tyle problemów...i odległość...ze I z twoim egoizmem tez jakoś dam rade...
Zamrugal kilkukrotnie i odprowadził go wzrokiem. Zrobiło mi się jakoś cieplej na sercu. Taki egoizm mógł zaakceptować. Przecież czuł tak samo. Wstał w końcu z ławki i poszedł po swoje tabliczki.
Jun dłuższą chwilę stał by zapisać każdy najmniejszy skrawek swoich tabliczek. Jednym było oczywiście zeby Ryu juz tak nie cierpiał i się nie bał.-zawiesił wszystko w odpowiednie miejsce wrzucił pięć jenów i poszedł się pomodlić.
Objął go i chwile tylko napawał się jego obecnością.
-ok. Przyjdę po ciebie, pokaże ciemnie i pójdziemy szukać ładnych miejsc na zdjęcia.-zgodził się.-w ten sposób też spędzimy ze sobą czas. I to aktywnie.
-Cóż...jest po chemiach I jest na wózku strasznie osłabiony...nie wiem czy ma na to siłę...-mruknął niepewnie.-no i na pojutrze do Kokiego i Keiichiego.-przypomniał.
-Ryu...na prawdę on jest teraz zbyt osłabiony...rozumiem ze masz ochotę ale...nie teraz.-powiedział odsuwajac się od niego.-chodzimy juz..
-będzie. Powoli odzyskuje siły a po sylwestrze zaczyna rehabilitację. Teraz zajmuje się nim Takano.-uśmiechnął sie idac juz w stronę schodów.
-ugh...nie jestem ciężki...i mówiłem ze to żart z tymi jenami..-jeknal idąc powoli po schodach żeby się nie wywrocić.
-Ryu-chan...to był żart. Serio tylko sobie żartowałem...-powiedział wywracajac oczyma.-nie musisz mi płacić. W sumie to ja po prostu chciałem żebys przestał przepraszać bez sensu.
-Ale ja nie chce. To był tylko żart.-westchnął poprawiając go sobie na plecach.-może po prostu uznajmy ze odplacisz to wszystko hmmm...inaczej? Będę zapisywał sobie każde Twoje przepraszam...
-Oj no...-wywrocil oczyma.-no to...oczywiście jak juz nie będziesz się bał...klaps za każde bezsensowne przepraszam.-poprawił go sobie na plecach.
-Nie przy wszystkich. W domku. Sam na sam. Na kolanie.-ucałował go w rękę.-no I jesteśmy już na dole.
-ok. No to od teraz.-zgodził się oddając mu te 200 jenów.-papa kochanie.-przytulił go jeszcze.
-tak już dwa.-zaśmiał się notując to w telefonie.-ja ciebie tez.-pomachal mu jeszcze I poszedł do swojego mieszkania.
Jun obudził się dopiero około dziesiątej. Spojrzał na telefon z lekkim uśmiechem. Żadnego smsa I żadnego nieodebranego połączenia. To znaczyło ze chłopak sobie poradził. Przeciągnąl się lekko i wstał żeby zrobić sobie śniadanie.
Jun obudził się dopiero około dziesiątej. Spojrzał na telefon z lekkim uśmiechem. Żadnego smsa I żadnego nieodebranego połączenia. To znaczyło ze chłopak sobie poradził. Przeciągnąl się lekko i wstał żeby zrobić sobie śniadanie.
Uśmiechnał się lekko i odpisał.
'Obojętnie skarbie. Coś twojego i na pewno będzie pyszne.' Wysłał I usiadł na kanapie.
'Możesz kupić jakies ciasto ale w domu mam jeszcze pierniczki.'-odparł właśnie sobie jednego wcinajac.
Na to już mu nie odpisał. Zgodził się milczeniem.
Stwierdził że na niego po prostu zaczeka i obejrzy jakiś film.
-Okairi.-odparł wstając z kanapy.-mmmm brzmi pysznie kochanie. Cokolwiek zrobisz na pewno zjem ze smakiem.-Oparł się o framuge drzwi od kuchni.
-poczekam.-powiedział. Podszedł żeby go ucałowac i usiadł przy kuchennym stole.
-bardzo dobrze. Jestem dumny.-uśmiechnął sie do niego.-na prawdę skarbie...jestem dumny...świetnie dales sobie radę. To duży krok.
-no tak skarbie ale dales rade...jestem dumny. Zrobiłeś duży krok I ty tez powinieneś być z siebie dumny.
-tak jak ostatnio? Tez chciałeś szybko i nie było najlepiej. No mówiłem daj sobie czas. Na razie zrobiłeś duży krok. Będę szczery ze mnie zaskoczyłes. Myślałem że jednak zadzwonisz...ale miło mnie zaskoczyłes. Dales rade.-Objął go lekko.-nie zrozum mnie źle...wierzyłem.w ciebie. Ale myślałem racjonalnie...
-Może i tak...ale i tak jestem dumny. Dales rade skarbie.-puścił go żeby chłopak mógł już spokojnie gotować.
-i będzie coraz lepiej kochanie.-zapewnił go biorąc się za jedzenie.-przepyszne!-wykrzyknął radośnie.-wiesz skarbie? Znając twoja upartosc...pójdzie ci szybciej ni przewidywałem.
-wiem....-złapał go przez stół za rękę.-ale będzie lepiej. Zobaczysz kochanie. Juz jest dobrze.-uśmiechnal się do niego. -I będzie jeszcze lepiej.
-znów kochanie...bez sensownie przepraszasz...-westchnął zapisując w telefonie.-normalnie jakbyś się upominał o klapsy.-zaśmiał się.-będzie dobrze.-powtórzył raz jeszcze i wrócił do jedzenie.
-nie jestem. Na razie skarbie jestem z ciebie dumny. Robisz poprawę.-zapewnił go.-a naleśniki są przepyszne...
-Kei? No proszę.-zaśmiał się.-i co pogadałeś sobie wczoraj z braćmi?-spytał wesoło kończąc jeść.
-to super kochanie.-zgodzil się.-fajnie ze bracia będą cię odwiedzać. Zobaczą twój bałagan w pokoju.-zaśmiał się.
-ah...wiec ciuchy na podłodze to nie bałagan?-uniósł lekko brwi.-no skoro tak uważasz...-wzruszył ramionami.
-Ech...ja rozumiem ze masz swój własny system ale...trzeba utrzymywać porządek jakiś...
-Mhm...no ok.-wzruszył ramionami. Przecież nie będzie się wtrącał.-pozmywam.
-jasne. Przecież to twoje. Nie musisz się mnie pytać.-zaśmiał się.-idź a ja pozmywam.
Uśmiechnął się lekko i wziął się za zmywanie.
-to co?pół klapsa?-zaśmiał się.-nie ma za co kochanie. Chciałem dać ci taki niesamowity prezent. Podoba się?-spytał wesoło.-po całusku uznaje ze tak. Masz z niej dobrze korzystać.
-no ok niech ci będzie...ten jeden raz mogę co odpuścić.-zgodził się I ucałował go lekko.-dobra więcej takich drogich nie będzie. Ale ten jeden raz chciałem taki niesamowity co dać...
-Mój kochany...-musnal jego usta.-jasne. No to chodź kotek.-Wziął go na ręce.
-gdyby tak nie było chyba nie wytrzymał bya ze mną aż tyle co?-zaśmiał się i usiadł na kanapie.-ja ciebie tez bardzo kocham.-musnal jego usta.
-ha? Raczej nie...chociaż w sumie wszystko zależy od tego ile ich sobie nazbierasz. Ale generalnie nie chce ci sprawiać bólu...-wyjaśnił tulac go do siebie.
-wiem kochanie. Dlatego piwirxialem ze dopiero jak się ze wszystkim ladnie uporamy.-ucałował go I zaczął laskotac.
-na spacer? A możemy po deserku? Jak juz tam o nim napisałeś to narobiłes mi ochoty.-zaśmiał się.
-Taki deser może być.-powiedział z uśmiechem.-w sumie wiesz po spacerku tez może być. Tak spokojnie się przejdziemy a potem zjemy. Zagrzejemy się.-Ucałował go w policzek.
-jasne. Nie mam nic przeciwko przecież wiesz.-zmierzwił mu włoski.
-Jaki szczęśliwy.-zaśmiał się zamykając dom.-Gdzie chcesz iść?-spytał kiedy schodzili po schodach.
-Ok. Szkoda że wczoraj nie wziąłeś aparatu. Świątynia była tak ładnie oświetlona.-powiedział kierując się w stronę świątyni.
-no skoro tak.-zaśmiał się.-ale pracę domową musisz zrobić.-zachichotał.
-sądzę że możemy. Wybierzesz coś.-uśmiechnął sie do niego.-wiec deserek I do tego film. A na razie zdjęcia kotuś.
-na pewno skarbie. W końcu to ty.-uśmiechnął się idąc wesoło.
-jasne kotek. Zawsze chętnie dla ciebie zapozuję.-zapewnił go z uśmiechem przystając przy schodach.-jesteśmy.
-myślę że są śliczne skarbie. Na prawdę bardzo ładnie wszystko uchwyciles.-uśmiechnął sie oglądając zdjęcia.-serio śliczne.
Skinął głową i poszedł na schody. Jedna rękę włosy do kieszeni truga delikatnie odsunął szalik od twarzy. Spojrzał gdzieś w bok jedna nogę trzymając lekko w powietrzu.
-dlatego byłem wykorzystywany przez dziewczyny z fotografii.-zaśmiał się kiedy już go przytulał.-dlatego możesz mnie prosić o pozowanie kiedy chcesz.
-No to wracamy kochanie.-uśmiechnął sie puszczając go.-co ty na to żeby nasza rozbierana sesje przełożyć na walentynki?
-dobrze skarbie. Ale patrz pozytywnie. Masz dużo czasu żeby przemyśleć koncepcje. Będę się zachowywał typowo jak model skoro masz poćwiczyć. Nie będę sam wymyślał pozycji.-powiedział idąc powoli w stronę mieszkanka.
-Nie będę. Dlatego daje ci tyle czasu. Masz go na tyle dużo ze powinieneś ładnie wszystko zaplanować.-uśmiechnał się.-wierzę w ciebie skarbie. No i przecież mam ci pozować żebyś poćwiczyl.
-No jedna...poranna fajka po udanym seksie.-zlitowal się nad nim mówiąc mu jeden pomysł.-e resztę planujesz sam. Ja jestem tylko modelem.
-dasz sobie radę skarbie.-zapewnił go z uśmiechem. Wierzył w niego.-pomyśl o tym na spokojnie.-ucałował go w policzek.
-Ryu! Nie załamuj mi się tylko. Będzie dobrze. Po prostu zastanów się jak chciałbyś mnie zobaczyć.-podpowiedzial mu jeszcze I zaczął wybierać film.
-będzie dobrze skarbie! Podkręce ogrzewanie i będę cierpliwie wykonwał twoje polecenia!.-zapewnił go nadal wybierając film. Uznał ze taka sesja to w sumie będzie dobra zabawa.
-jasne kochanie.-Objął go ramieniem.-a teraz wybierz który film najbardziej ci odpowiada.-Włączył wypożyczalnie I pokazał mu które on wybrał. Wziął sobie pierniczka I spojrzał na niego.
-wygodnie.-zapewnił włączając film. Wziął sobie budyń jedząc go powoli.
Uśmiechnął się lekko czując jak chłopak się w niego wtula i już po chwili całkowicie skupił się na filmie.
-Mieszkamy nad wodą. To nie jest niewykonalne.-wzruszył ramionami śmiejąc się cicho.-Jak będzie cieplej to czemu nie...
-Spokojnie...nie zrobię nic bez twojego pozwolenia.-zapewnił go.-zapalimy, czemu nie?-uśmiechnął się i wrócił do oglądania filmu.
-Mhm wiem...mogę cię zapewniać ile tylko potrzeba. Kocham cię.-ucałował go w czółko.-A tera oglądaj film.
Wziął sobie ostatni kawałek czekoladki i znów wrócił do filmu czekając na kulminacyjny moment.
-Mhm...miło był tak posiedzieć razem i go obejrzeć.-zgodził się przeciągając się lekko.
-cóż...powlekę ci drugą kołdrę w takim razie.-zgodził się z uśmiechem.
-Nie jestem zły głuptasie.-złapał go za nosek.-Już mówiłem że cię wspieram.
-No że aż tak mocno to nie wiedziałem.-zaśmiał się również go przytulając.-Mój...mój ukochany...
-Mhm...musisz przyznać że twój mężczyzna się postarał.-zaśmiał się.-To skoro tak magicznie to chodź tu jeszcze do mnie.
-Co za niestety?-spytał unosząc brwi.-Nasze mieszkanko wygląda ślicznie a ty masz ciemnię.
-no. Innych opcji nie widzę.-pogłaskał go po włosach.-A jutro spotykamy się z Keiichim i Kokim.
-Dlatego się nie gniewam. Ty pogadasz z Keiichim ja z Kokim i wszyscy szczęśliwi.-zmierzwił mu włoski.
-Ok kochanie. Na wannie stoi taki płyn o bardzo przyjemnym zapachu.-polecił mu z uśmiechem.
-A t-to...-odsunął go od siebie momentalnie i zakrył poduszką.-Wybacz...-bąknął cały czerwony na twarzy.-Przez to wszystko jakby znów mam organizm jak nastolatek...
-um ok...postaram się...-bąknął odkładając poduszkę i ręce kładąc za siebie. Tym razem postanowił mu pozwolić i nie odtracic tak jak ostatnim razem.
[Hahahahahaha XD no to smacznego]
-mmm...-przymknąć oczy odchylajac głowę do tylu. Ręce wciąż trzymał bezpiecznie za plecami. Oddech mu dość szybko przyspieszył tak samo serce. W końcu tak dawno nie czuł dotyku chłopaka ze jego organizm był o wiele czulszy.
Drżał lekko z podniecenia i odczuwanej przyjemności.
-Ryu-chan...jeśli nie dajesz rady zrozumiem...nie musisz się zmuszac.-powiedział kiedy otworzył oczy i zobaczył jego łzy.
-Mhm...-szepnął I zaraz jeknal cicho z przyjemności.-mmm...Ryu-chan...-przymknąl oczy I zagryzł dolną warge.
-nie ma za co skarbie...juz raz to przerwbialismy a ja nie zwyklem popełniać dwa razy tych samych błędów.-Objął go delikatnie.-to ja dziękuję. Byles dzielny i trzeba przyznać że wspaniały. Było przyjemnie, jestem dumny.-zapewnił go z uśmiechem.
-dobrze kochanie. A potem idź się umyj.-powiedział głaszczac go po włosach.-a może lepiej już idź...bo tak się składa że rozłożyłes namiot...-mruknął.
-Ał...-jeknal patrząc na niego. Odprowadził go wzrokiem I westchnął ciężko.-można powiedzieć że zrobiliśmy kolejny krok...-mruknął cicho.
Westchnał cicho i poszedł do drzwi łazienkowychpukajac w nie lekko.
-Ryu-chan? Może ci pomogę? Zrobimy tak jak w onsen...będziesz w kapielowkach...-zaproponował jednak nie otworzył drzwi.
-Mhm...ja tez...ale i tak jest dobrze skarbie. Robisz duże postępy...na najwidoczniej na to potrzebujesz trochę więcej czasu niż zakładałeś.-przytulił go.-nie płacz...będzie dobrze....
-Ryu-chan...kolejne głupie przepraszam. Nie masz za co przepraszać. Tak po prostu juz jest i trochę czasu zajmie zanim będziesz w stanie myć się normalnie.-pogłaskał go po włosach.-masz już powleczona kołdrę. Poleże.dopóki nie zamieszanie.
-Mogłeś zawołać skarbie. Wiem ze teraz potrzebujesz mojego wsparcia i je masz.-zapewnił go.-a polezysz chwile sam? Ja się umyje...
-jasne. To będzie bardzo szybki prysznic.-zapewnił go.-wiec się nie martw i idź się położyć.
Kiedy wrócił uśmiechał się lekko. Chłopiec padł. Położył się pod swoją kołdrą i od razu zasnął.
-zwykle grzanki...w piekarniki są. Z pomidorkiem i mmozzarella.-uśmiechnął sie do niego.-spałeś jak aniołek.-uśmiechnął sie.-aż zacząłeś wchodzić pod moją kołdrę.-zaśmiał się.
-Mhm...mam nadzieje ze tak samo smakują.-zaśmiał się.-no byłeś. Ale to jakos w środku nocy byłeś. Chyba chciałeś żeby cie przytulic.
-Przytuliłem...to źle?-spytał wyjmując mleko i garnek żeby je zagrzać.
-jasne. Mi to w ogóle nie przeszkadza. Jasne ze wole pod jedną...bo jesteś blisko i w ogóle. Ale powoli...nie spieszy się.-zapewnił go. Postawił przed nim kubek z kakalem i otworzył piekarnik.
-dla mojego kochanie wszystko.-zaśmiał się. Wyłożył grzanki na talerzyki jeden stawiając przed chłopakiem.-smacznego mój mały mężczyzno.
-staruszku!? No chyba zaraz się obraże...-mruknął mruzac oczy.-no...wyszło.-zgodził się jedząc jedna grzankę.
-zaraz na prawdęssię obraże. Nie jestem stary.-mruknął.-wiesz jak tego nie lubię...tak jak ty nie lubisz jak wspominam ze jesteś młodszy i w ogóle tak jak nie lubię tego zaznaczania ze jestem od ciebie starszy...dużo starszy.-burknął wracając do jedzenia.
-to się nie drocz. Bo ja zacznę.-zaśmiał się.-ja ciebie tez kocham.-powiedział wesoło. Zjadł szybko i potem tylko patrzył na niego.
-och...no dobrze kochanie.-zgodził się. Sam usiadł na kanapie wpatrując się w ich wspólne zdjęcia.
-he?-spojrzał na niego wyraźnie zazdrosny.-natręt taki? Bardzo cie męczy?-spytał opierając się plecami o blat.-mam przyjechać I poinformować przez kogo jesteś zajęty?
-czyli natręt...-burknął z niezadowoleniem marszcząc nos.-jesteś mój...nie chce żeby się ciebie tak blisko trzymał nawet jeśli na razie cie nie dotyka. A co jak stwierdzi ze 'facet nie sciana' I w końcu mu odwali?-mruknął obejmując go.
-nie zdenerwowałem się...tylko...nie podoba mi się to...-mrunął.-oj zaraz zdeptac. To on nie rozumie ze nie jesteś nim zainteresowany i kogoś masz...a ja przecież bym go nie pobił ani nic...
-na razie nic ci nie robi...-mruknął.-wiem...-pogłaskał go po policzku.-dziękuję ze mu się nie dajesz...mój kochany...-uśmiechnął sie.
-ej...właśnie popsułes moja wyjątkowość...musze się nią dzielić z Keiem.-zasmiał się.-masz mnie...calutkiego.-zgodził się wesoło.
-to juz czwarte bezsensowne przepraszam...zbierasz.-zasmiał się cicho.-tak się umawialiśmy. Masz prawko I dostajesz kluczyki od wozu. Tylko masz jechać ostrożnie. Na szczęście droga jest ładnie ośnieżona z tego co się orientuje.-ucałował go.
-będę.-obiecał mu.-masz w ogóle ich adres?-spytał jakiś na razie nie chcąc go puścić.
-wklepiemy w GPSa i na pewno znajdziemy.-uśmiechnął sie.-po obiedzie mieliśmy przyjechać, nie?-spytał żebyś się upewnić.
-no to pisz. Ja przez ten czas posiedzę na laptopie a potem wezmę się za obiad. Na co masz ochotę?-spytał w końcu go puszczając.
-no dzięki...-mruknął. Zaraz jednak wyjął swój notes. Po godzinie zdecydował się na naleśniki z papieru ryżowego zawijane z mięsem mielonym, kukurydza, papryka i serem. Posypane parmezanem I zapiekanke w piekarniku.
[A bo u mnie na imprezach zawsze takie wymyślne dania są XD]
-co się stało skarbie?-spytał ze śmiechem opierając się o framuge drzwi od salonu.-nasz obiadek siedzi juz w piekarniku.-oznajmił mu.
-Ale moim dziwadlem.-zaśmiał się.-wiec się poodprezaj. Ja biegalem jak nie mogłem się skupić na eseju.-dodał wesoło.-no ładne zapachy bo obiad pyszny będzie.
-wiem...mówię cI tylko co ja robiłem. Takie przewietrzenie mózgu to świetna sprawa.-zaśmiał się.-ok. Obiad będzie za jakieś pół.godziny...tak sądzę.
-juz wszystko zrobione skarbie. Teraz wystarczy czekać.-odparł obejmując go lekko.
-Mhm poczekamy.-zgodził się wesoło.-mam nadzieję że będzie ci smakować.
-um...nie wiem co robiłem.-wzruszył ramionami.-przez pierwsza dwa lata nikt nie chciał ze mną mieszkać.-wzruszył ramionami.-i hmm...zwymiotowalem na pierwszych zajęciach praktycznych.
-ty chyba lubisz jak jestem zazdrosny, co?-spytał obejmując go lekko.-no nieźle się zabawiles. No ja ci raz już opowiadałem ze po pijaku zaliczyłem grupowy seks...-wzruszył ramionami.-mogę cię prosić żebyś więcej nie chodził w takie miejsca? No wiesz...tam jest mimo wszystko niebezpiecznie zwłaszcza jak się jest takim słodziakiem jak ty...
-i tak jestem zazdrosny...-burknął.-nie wystarczam ci? Zaczynam mieć kompleksy....-mruknął obejmując go mocniej.
-wiem...ja wiem Ryu...nie mówię ci żebyś siedział ciągle w akademiku kiedy twoi znajomi się bawią...-westchnął ciężko.-ale no...jakoś tak I tak jestem zazdrosny.-wzruszył ramionami.-chociaż ty masz do tego takie samo prawo jak ja. Wiesz co robiłem...szlajalem się po klubach szukając Tomo.-zaśmiał się.-a czasem jak wypiłem to sam nie wiem co się działo...-ucałował go lekko.-jestem zazdrosny a to wszystko dlatego ze tak bardzo Cię kocham i nie chce stracić...
-no...bawilem.-przyznał dośc niechętnie.-ech...Ufam ci...Ufam...-powiedział I musnal delikatnie jego usta.-obiad gotowy.
-wiem...dlatego ci ufam. Tylko tym razem chyba za bardzo mnie zaskoczyłes no wiesz...bar ze striptizem? To wiesz...zabolało. Nie wiem jak co to wyjaśnić...ale...to tak jakbyś powiedział ze ci nie wystarczam albo coś...-powiedział wyjmując ich obiadek z piekarnika.
-wiem...dlatego ci ufam. Tylko tym razem chyba za bardzo mnie zaskoczyłes no wiesz...bar ze striptizem? To wiesz...zabolało. Nie wiem jak co to wyjaśnić...ale...to tak jakbyś powiedział ze ci nie wystarczam albo coś...-powiedział wyjmując ich obiadek z piekarnika.
-no bo...mówię że ciezko to wyjaśnić.-zaśmiał się.-Marc?-spojrzał na niego unosząc brwi. Zaczął wykładać ich obiad na talerze.
-Raczej nigdy za striptizem nie przepadalem.-wzruszył ramionami.-no ale...jak ci się podobało.-postawił przed nim talerz.-z reszta sam ci obiecałem ze zaszalejemy...i mam nadzieje ze kiedyś do tego wrócimy.-uśmiechnął sie.
-och...no to może nie mam o co być tak bardzo zazdrosny?-zaśmiał się jedząc swoją porcje.
-I jak? Smakuje?-spytał z uśmiechem patrząc na niego. Zajął się swoją porcje uznając ze mu wyszło.
-coś się stało? Wydaje się jakbyś myślami był zupełnie gdzie indziej...-mruknął przyglądając mu się uważnie.
Zamrugal kilkukrotnie I odprowadził go wzrokiem. Popatrzył na talerz chłopaka. Ledwo ruszone jedzenie I rzucony widelec. Sądził ze mu nawet wyszło wiec nie rozumiał jego reakcji.
-coś się stało? Nie smakowało ci?-spytał zmartwiony.-tak nagle wybiegłeś...
-och...-odwrócił wzrok.-poradziłeś sobie? Nie zrobiłeś sobie krzywdy?-spytał zmartwiony patrząc juz na niego. Z jednej strony na prawdę go to ucieszyło. Ze nadal na niego działał.
-Jak ty wyglądasz!?-krzyknął wstając i z hukiem przewracając krzesło.-poczekaj...opatrzę ci to...-powiedział sięgając po apteczkę.-ja ciebie też kocham...więc nie rób sobie tego.-szepnął.
[szczęśliwego nowego roku ^^]
-wiem...rozumiem to ale...uważaj na siebie.-poprosił spokojnie oczyszczając mu rany.-wiesz...mimo wszystko...cieszę się że wciąż na ciebie tak działam...
-jasne bandażuj...-zapewnił go i objął mocno.-nie masz za co przepraszać. Tak po prostu jest. Wiem że się boisz...dlatego sobie z tym jakoś poradzimy...daj sobie czas kochanie. Robisz i tak duże postępy.-zapewnił go.
[spoko spoko XD]
-nie jestem zły...-zapewnił go głaszcząc go delikatnie po włosach.-I wczoraj też nie byłem. Cóż...nie przeczę że chciałem cię dotknąć...ale na razie jest dobrze tak jak jest. Zrobiłeś mi dobrze i na prawdę jestem z ciebie dumny.
-Nie będę cię o coś takiego prosił. Nie wygłupiaj się. Radzę sobie.-zmierzwił mu lekko włosku.-Wiem ze się bałeś...ale byłeś dzielny.-zapewnił go.-Nie dotknę cię dopóki mi na to nie pozwolisz.-zapewnił go.
-w ogóle nie jestem.-zapewnił go z uśmiechem.-więc się tak nie martw. Wszystko w swoim czasie.
-Nie byłem.-ucałował go delikatnie i wrócił do opatrywania mu ramion.-Nie rób sobie tego. Postaraj się to zahamować.-poprosił.
-wiem że się starasz...i wiem ze to powoli minie.-zabandażował mu drugą rękę którą potem ucałował.-Wszystko będzie dobrze. Mój kochany...
-Mhm...ale będzie dobrze skarbie...-przytulił go do siebie.-Jesteśmy razem i ze wszystkim sobie poradzimy.-pogłaskał go po roztrzepanych włosach.
-Obiecuję. Ze wszystkim na pewno sobie poradzimy.-zapewnił go spokojnie.-Odgrzeję ci obiadek i wyjdziemy do Keiichiro, ok?
Uśmiechnął się wtedy do niego lekko. Odgrzał mu jego porcję i wrócił na swoje miejsce.-Smacznego skarbie.
-No nie?-uśmiechnął się szczęśliwy że został pochwalony.-Staram się dla ciebie. Wyszukuję nowe przepisy i je próbuję.
-Nie boję się...ale kuchnia nadal jest twoja.-zaśmiał się cicho.-przecież wiesz jak lubię kiedy gotujesz...
-Dziękuję.-uśmiechnął się.-Ale tez cieszę się że tobie smakuje to co ja ugotuję.
-W takim razie się cieszę.-uśmiechnął się. Pozmywał szybko naczynia i poszedł ubrać buty.
-tak...proszę tu masz kluczyki.-podał mu je i usiadł na siedzeniu pasażera.-tylko jedź ostrożnie.
-hmmm....na studiach jak juz sobie uzbieralem. Zrobiłem w miarę szybko od razu robiąc te na motor. Motor wygrałem a na samochód uzbieralem.-odpowiedział patrząc chwile na niego.-dobrze jeździsz.
-jasne. Z resztą przecież juz cie uczyłem, możemy to kontynuować. Ale to dopiero jak będzie cieplej.-uśmiechnął sie lekko.-wtedy też będziesz sobie mógł zdać jeśli chcesz.
-aj...nie dobrze. Koleś wpadł w poślizg. Zatrzymaj się.-poprosił patrząc jak mężczyzna w końcu bezpiecznie zatrzymuje się na poboczu.-na szczęście nic mu się nie stało...
-cóż...najlepsze wyjście to chyba przyspieszyć...wtedy istnieje prawdopodobieństwo że samochód ruszy. Ale kontrolowany poślizg to trudny manewr. Tobie radze przejechać ten odcinek na poboczu.-wytłumaczył wszystko.
-jeśli wiesz ze dany odcinek jest śliski to lepiej to ominąć. Tak jest najbezpieczniej. Ale wiem ze są kursy kontrolowanego poślizg. Możesz sobie taki zrobić żeby chociaż mniej więcej ogarniać o co chodzi.-powiedział zerkajac na niego.
-wiem....ale jest zima a ty będziesz jeździł to lepiej taki kurs zrób.-powiedział. Powoli dojeżdżali do bloków.
-cóż...ja się nauczyłem w praktyce. Jak ja zdawałem to jeszcze takich kursów nie było. A tam wylądowałem kilka razy w rowie albo w murze to się nauczyłem. Tobie tego nie życzę.-wyjaśnił wychodząc juz z samochodu.
-ale wiesz co? Na prawdę dobrze jechales. Jestem dumny.-uśmiechnal się idąc chwile tyłem a przodem do niego. W końcu poślizgnal się i zaskoczony upadł na tyłek.
-hahaha...bardzo zabawne...-mruknął chwytając go za rękę i ciągnąc na siebie. Objął go mocno teraz śmiejąc się wesoło.
-ja okropny? Ty się ze mnie śmiać zacząłeś.-zaśmiał się całując go szybko w usta i wstając. Pociągnął go do góry pomagając wstać.
Wywrocil tylko oczyma i wzruszył ramionami.
-ja tylko nie chce żebyś miał wypadek albo coś...-mruknął tylko idąc juz po schodach na górę.
-nic by się też nie stało jakbyś mnie poprosił o pomoc.-wywrocil oczami wchodząc za nim do środka.-no Koki..mladnie się uzadziles.-uśmiechnął sie.
-nasze tez nie jest duże...ale wystarcza.-uśmiechnął sie.-a jak tam z pracą?-spytał go z uśmiechem.
-Koki...jeśli zajdzie taka potrzeba mogę ci pożyczyć. Kwota która mam po ojcu jest na prawdę ogromna wiec nie wahaj się prosić.-poklepal go po ramieniu.
-jasne jasne.-zaśmiał się cicho. Nie zależało mu na oddaniu. Usiadł na kanapie obok Ryu.-lepiej ci juz skarbie?
-mhm...ale wiesz ze mogłeś mnie poprosić żebym cie zaniósł albo coś...-powiedział obejmując go ramieniem.
-mhm rozumiem...bardzo boli?-spytał patrząc na niego zmartwiony.
Pozwolił mu położyć się z głową na jego kolanach.
-odpocznij sobie...możesz się nawet zdrzemnac.-uśmiechnął sie do niego głaszczac go po włosach.
-Nie wykończył jak widać.-zaśmiał się cicho.-radze sobie...radzimy...-uśmiechnął sie.
-na pewno. Powiedział mi ostatnio ze ktoś do niego zarywa...-powiedział patrząc na Ryu.
-mhm...no właśnie Ryu wspominał. Z takimi natrętami to najgorzej.-zaśmiał się.-no ale nieźle się na tych studiach bawcie...gej kluby na przykład.-zaśmiał się.-ostatnio Ryu mi poopowiadal właśnie...wiem ze to juz raczej dawno...-zachichotal.-Ryu prowadzi ale za piwo podziękuję. Mam słaba głowę.
Uniósł ręce do góry.
-z tego co Ryu mówił nie zrobili nic wybitnie głupiego...poza rozebraniem striptizera...-wywrocil oczyma.
-aha...-pokiwał głową Jun.-potem starał się mnie jakoś uspokoić.-mruknął głaszczac chłopaka po włosach.-szaleją nam chłopaki.-odezwał się jeszcze do Kokiego.
-Ryu? Jak się spało?-spytał go z uśmiechem.
-Oj Ryu...Moje przygody znasz a podczas twojej nieobecności mój dzień to praca dom. Nie włóczę się po klubach.-zaśmiał się.
-nie wierzysz mi?-spytał obejmując go w pasie i unosząc brwi.
-Cóż...dostałeś filmik od Yuto. Możesz sobie pooglądać co robię jak ciebie nie ma.-wzruszył ramionami.
-Tsaaa...-mruknął patrząc gdzieś w bok.
-O...więc to po to zabierasz laptopa do łazienki?-zaśmiał się Keiichiro.
-Tak dobrze to nie ma. A to porno masz dzięki swojemu braciszkowi który uparcia zakłada kamery w moim mieszkaniu.-mruknął wywracając oczyma.
-Ty masz przynajmniej nagrania zrobione przez twojego braciszka a ja? A ja nic nie mam!-pożalił się i teatralnie pociągnął nosem.
-Mou...-wyprostował się lekko i przygryzł dolną wargę.-A zgadnij.
-No...-mruknął Jun.-Chyba nie w porę przyszliśmy.-zachichotał.
-No skoro tak.-wzruszył ramionami.-Zajedziemy po drodze do sklepu? Mam ochotę na lody a w domu nie ma.-powiedział Jun do Ryu.
Jun popijał sobie spokojnie sok.
-na pewno nie chcesz piwa?-zagadał Koki.
-na pewno. Mam za słabą głowę...
-Nie prawda.-burknął. Bał się raczej że po pijaku zniknie mu samoopanowanie.-No a tak poza tym co już powiedziałeś jak sobie radzicie?
-rozumiem Cię. Czuje tak samo. Jak jestem razem z Ryu to wierze ze możemy sobie poradzić ze wszystkim.
-No proszę...Tomo on ma coś z ciebie. Też tak zawsze uciekasz z łóżka.-zaśmiał się.
Koki szybko zerwał się na równe nogi i przybiegł do kuchni. Jun pojawił się zaraz po nim. Koki błyskawicznie odnalazł leki i podał je leżącemu na podłodze chłopakowi.
-ech głupi...-westchnął Koki ale widać było że trochę się zdenerwował.
Prześlij komentarz