Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3401 – 3600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Nie musisz się tłumaczyć.-Zaśmiał się Jun.
-Lepiej się przyznaj że zapomniałeś bo byłeś zbyt zajęty myśleniem co ugotować.-dokończył Koki gładząc partnera po plecach.
-Mhm.-zgodził się Jun.-I nie przejmuj się tak.-uśmiechnął się a Koki wziął go na ręce.
-jak chwilę poleżysz na pewno zrobi ci się lepiej.
-Tak myślę.-uśmiechnął się zaraz znosząc do salonu to co szykował chłopak.
-I nawet nie przepraszaj.-Koki wycelował w Keiichiego palcem.-bo zastosuję taktykę Juna.-zaśmiał się cicho już trochę uspokojony.
-Mhm przepysznie.-przyznał siadając przy stole na podłodze.-może niech weźmie dodatkowo leki przeciwbólowe?
-Mhm....w takim razie niech odpoczywa. Będzie dobrze.-poklepał mężczyznę po plecach.
-No już już...kłócenie się który z was zrobił głupszą rzecz raczej nie pomoże.-zaśmiał się cicho.
-mhm na pewno.-uśmiechnął się również sobie trochę nakładając.
-Aha...już ci wierze. Przecież możesz leżeć...-odezwał się Jun patrząc na niego.
-Ale nas tak moglibyście kiedyś odwiedzić.-zaśmiał się cicho.-Więc kładź się.-powiedział już spokojniej.
-naturalnie. W końcu nasze mieszkanko tez jest warte obejrzenia.-zaśmiał się obejmując go ramieniem.-wiesz co? Tak.mnie zaczęło to zastanawiać bo to wywnioskowalem z twoich opowiadań. Masz samych homoseksualnych znajomych?
-Cóż ja na jego miejscu bym się cieszył. No wiesz...jesteś homo wiec nie będziesz zainteresowany.-zaśmiał się.-i tylko z nimi masz takie wpadki?-uniósł brwi.
-och...-mruknął.-tak w ogóle...ty serio jakoś nie kryjesz się ze swoją orientacja, co?-uniósł brwi.
-oj wypraszam sobie. To ty mnie pocałowałes przy pierwszych odwiedzinach. Wtedy jak te lalki się do mnie przystawialy.-zauważył unosząc brwi.
-ja się czułem osaczony...i nie bardzo wiedziałem co zrobić...-mruknął trochę zazenowany.-Mogłeś mnie nie całować. Nikt ci nie kazał.-wzruszył ramionami.
-ty tak uważasz. Gdyby nie to ze mnie wtedy pocałowałes ludzie braliby mnie za twojego brata.-wzruszył ramionami.-ale wiesz..spodobało mi się to jak byłeś o mnie zazdrosny.
-Nie jesteś...mówię tylko ze mi się spodobało.-wzruszył ramionami.-to ty teraz ciągle dajesz mi powody do zazdrości.-zauważył.
-napalone dzieciaki obu płci. Dajecie i to jak.-dorzucił Jun.-i nawet jeśli wam ufamy to jesteśmy zazdrośni. Ale już mówiłem Ci w domu Ryu...ze wy tego dlaczego tak czujemy nie zrozumiecie.
-mhm...można tak to ująć.-zgodził się Jun.
-no I...ta różnica wieku między nami. Nawet pomimo tego że wam ufamy to czasem nachodzą takie myśli ze może ktoś młodszy spodoba wam się bardziej.-dopowiedzial Koki.
-mhm...wiec jak dobrze rozumiem ci co się za tobą uganiaja to nie wiedzą że jesteś chory?-spytał unosząc brwi.
-och...mój biedny mały...-przytulił go.mocniej.-ale masz przyjaciół którzy są przy tobie mimo wszystko. To ważne.-uśmiechnął sie do niego.
-Wiem kochanie...w patrz masz sposób jak się pozbyć natręta.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.
-co? No co za...-westchnął ciężko.-nie dawaj mu się tak...-jeknal.
-Ale on nie uważa ciebie za kumpla...-westchnął.-na prawdę lubisz jak jestem zazdrosny, co?-mruknął opierając głowę o jego ramię.
-wiem wiem...jesteś na prawdę wspaniała osoba.-uśmiechnął sie.-ale to ze będziesz mu szukał kogoś innego nie da za wiele...sądzę że on musi dobitnie zrozumieć ze nie ma u ciebie żadnych szans na coś więcej.-wyjaśnił.
-Jun ma rację...czasem potrzeba wstrząsu żeby coś zrozumieć.-dodał Koki.
-cóż...zawsze mogę ją zagrać złego gline i powiedzieć żeby przestał zarywać do mojego chłopaka. Jak myślisz mogę być na tyle straszny?-spytał ze śmiechem.-nie smuc się skarbie...
Już miał krzyczeć czy jemu na prawdę aż tak na tym dzieciaku zależy ale ugryzł się w język i wziął głęboki wdech.
-kocham cie...-szepnął zamiast tego bo wiedział ze chłopak tez go kocha. I tylko to się liczyło.
-wiem...wiem kochanie. I chyba właśnie dlatego jeszcze nie wybuchlem z tej zazdrości...-zaśmiał się cicho.
-mhm...-pogłaskał go po włosach.-Koki...my juz chyba pójdziemy. Nie będziemy przeszkadzać kiedy Keii śpi.-uśmiech się lekko.
-Ok. Nic się takiego nie stało. Zapraszamy do nas.-Wstał I pomógł wstać chłopakowi.
-skarbie? Pozwolisz ze ja poprowadzę? Jest juz ciemno a na drodze ślisko. Tak będzie bezpieczniej.-powiedział idąc w stronę samochodu.
Westchnał tylko podając mu kluczyki.
-masz...przesiadamy się. Juz wole żebyś tak jechał ze mną.-mruknął wysiadajac z samochodu.
-wiem. Ale i tak wolę żebyś jechał ze mną.-mruknął siadając i zapinając pasy.-tylko ostrożnie.-poprosił
-brawo skarbie.-uśmiechnął sie wysiadajac. Wziął od niego kluczyki i zamknął samochód.
-jasne kochanie.-zaśmiał się I poprawił go sobie na plecach. Złapał pewniej torbę z zakupami i ruszył po schodach.
-no i patrz...co ty być zrobił jak bym był słabszy?-zaśmiał się zatrzymując się przed drzwiami do ich mieszkania.
-no tak...-zsunal buty I zaniósł zakupy do kuchni.-skarbie...che zdjąć kurtkę. Możesz mnie puścić.-spytał kucajac w przedpokoju.
Zdjął kurtkę i powiesił na haczyk.
-tak ci dobrze na moich plecach? Czemu?-spytał zaskoczony.
-mhm...a ja tam wole cie nieść z przodu...wtedy mogę na ciebie patrzeć.-wzruszył ramionami. Nałożył sobie trochę lodów do miseczki o również poszedł do salonu siadając na kanapie.
Skinął głową i zaczął spokojnie jeść swoje lody. Włączył po cichu telewizor trafiając akurat na jakiś film który chciał obejrzeć.
Jun zjadł lody i skończył film. Dopiero wtedy zauważył ze chłopak zasnął. Rozczulil się trochę widać jak chłopak uśmiecha się przez sen. Uznał ze musi się mu śnić coś miłego.
-hej skarbie.-ziewnal wchodząc do kuchni kilka chwil po nim wybudzony pysznym zapachami. Ucałował go w policzek I wyjął sobie szklankę na sok.-jak się stało? Miałeś mocny sen i tak słódko się uśmiechałes.-powiedział nalewajac sobie soku.
-jasne kochanie. Ja na pewno czymś się zajmę.-zaśmiał się.-a...nie jesteś zły ze cie przebralem? Ale...nie przebralem ci bielizny o to możesz być spokojny.-zapewnił go szybko.
-no dobrze. Martwiłem się trochę o to ale chciałem zeby ci się wygodnie spało.-uśmiechnął sie.-pyszne pachnie...a kiedy chcesz jechać z bratem?
-mhm rozumiem. Pewnie dawno nie mieliście czasu dla siebie.-uśmiechna się I zabrał za jedzenie.-spędź miło czas z bratem. A ja zrobię obiad. Na co masz ochotę?
-przepraszam kotek...ale bułeczek ci nie załatwię. No ale coś innego wymyśle...-uśmiechnął sie lekko.-mhm no tak wspominałeś. Wiec załatwcie wszystko. A po obiedzie może pójdziemy na spacer? Porobisz mmoże trochę zdjęć.
-mhm...ale.ugotuje ci coś dobrego nawet jeśli obiecałeś ze dzisiaj zrobisz to ty.-zaśmiał się cicho.-ale śniadanko pycha.-powiedział unosząc kciuk do góry.
-dobrze kochanie. Dokończył śniadanie i poszedł do salonu rozkładają się na kanapie z książką.
-na randkę nie idziesz.-zachichotal.-jest ok. Pasuje ci ten sweterek.-uśmiechnął sie przyglądając sje mu.
-mhm szukałem takiego żeby Ci się podobał. I żebyś ty mi się w nim podobał.-zaśmiał się całując go w policzek.-ten drugi tez jest ładny.
-a...-spojrzał na niego zerkajac na co chłopak patrzy.-korzystam z prezentów.-wyjaśnił.-chce zobaczyć chociaż czy ciekawa.-dodał z uśmiechem.
-mhm...-uśmiechna się I wrócił do czytania.
-nie chciał wejść?-spytał zaskoczony.-uważaj na siebie.-pomachał mu jeszcze.
-Mhm no dobrze.-krzyknął jeszcze żeby chłopak usłyszał. Potem już całkowicie skupił się na książce,
Jun wyłączył ogień pod ugotowaną zupą meksykańską po czym poszedł szybko otworzyć drzwi.
-Hej...-urwał zaraz biorąc chłopaka na ręce.
-I bardzo dobrze...jakiś blady jesteś...-powiedział stawiając go na nogi.-obiad już zrobiony. Zrobiłem trochę więcej chcesz też?-spytał Keia.
-A u nas dzisiaj mój kolejny eksperyment. Zupka meksykańska. Powiedzmy że inaczej gospodaruję tą kosmiczną ilością mięsa mielonego którą kupił Hikaru.-zaśmiał się idąc do kuchni.
-Roger!-odkrzyknął wesoło. Poustawiał talerze i łyżki na tacy i zaniósł wszystko do salonu.-no...mam nadzieję że nikomu nie będzie przeszkadzać że jest ostra.-uśmiechnął się.
-Ech Kei...mów normalnie bo tak stresujesz mnie jeszcze bardziej.-mruknął siadając i biorąc się za jedzenie.-na dnie jest ser. Świetnie smakuje.-uśmiechnął się do Ryu.
-Na kolację ci nawet mogę odgrzać bo zostało.-zapewnił go.-No Kei a jak te wyniki?-spytał bo był tego trochę ciekawy.
-Mhm rozumiem go...-mruknął.-Jest jakaś poprawa czy na razie po prostu nie jest gorzej?
-To dobrze.-uśmiechnął się i wrócił do jedzenia.
-Chyba na prawdę ci posmakowało co skarbie?-uśmiechnął się Jun który już skończył.-Cieszę się że nauczyłem się gotować.
Westchnął ciężko ale zaraz roześmiał się wesoło.-a ja na prawdę cieszę się kiedy ci smakuje. Chociaż nadal wolę jeść to co ty ugotujesz.
-mmmm...czuję że to bedzie coś pysznego.-powiedział patrząc rozmarzonym wzrokiem na chłopaka. Udał że nie usłyszał uwagi Keia.
-oj...na pewno będzie.-uśmiechnął się i przeciągnął lekko.-Muszę podziękować Keiichiemu za książkę. Jest na prawdę ciekawa.
-To samo tyczy się ciebie Ryu...na prawdę musisz się wszystkim chwalić...?-spytał jakoś też oblewając się lekkim rumieńcem. Sam chętnie schowałby się pod stół.-ech..jakoś...jestem na pewno bardziej cierpliwy i opanowany niż ostatnio.
-Ech...a ty tak w ogóle co taki ciekawski?-spytał unosząc brwi.-też sądzę że to dobrze...
-nie będzie trzeba?-uniósł brwi.-Nigdy bym go nie skrzywdził...dodał z lekkim uśmiechem.-Ryu wyjdź spod stołu bo ci wystygnie...
-A ja to niby nie!?-krzyknął zasłaniając twarz dłońmi.-Ja też tego nie chcę Kei. hmmm...tak sądzę że to naturalne. I cieszę się że ma też twoje wsparcie.-uśmiechnął się.
-A może ja bardziej? Twój młodszy brat nagrywa mnie...pod prysznicem. Twój starszy brat wie co...robimy. Twój kumpel też. Ja się dziwię że jeszcze nie jestem kupką popiołu.-zaśmiał się.-No no Kei...o to się nie martw. Jestem dobry...
-Rozumiem cię. Gdyby nie to wolne nie wiem czy bym wytrzymał. Bałem się go puścić do Tokio...przyznał spokojnie.-Ale mogłem być wtedy z nim więc nie było tak źle.-usiadł na kanapie.
-Wiem. Dlatego tak na niego mówię.-zaśmiał się.-Cóż...nie przeszkadza mi to że na razie go nie mam. Uzgodniłem krótkie wolne na walentynki.-uśmiechnął się.
-a ty nie nie śmiej-wycelowal w niego palcem.-dzięki temu kalendarzowi i tej cudownej zmianie jaka w nim zaszła. Jeszcze ani razu nie miałem gnijacego ciała, obsuwy w terminie czy przepchanego grafiku! Trochę tylko go podszkolilem i spisuje się na medal.
-mhm...ale jak pojechałes na studia to nawet sobie nie wyobrażaszcz ile razem palilismy ciała bez balsamowania. Nie dawali my wtedy obiecane go czasu na pożegnanie i musieliśmy przepraszac. Teraz tego nie ma.-wyjaśnił spokojnie.
-mhm.-skinął głową.-no i mam też czas zeby pomoc policji. Atmosfera w pracy tez jest spokojniejsza. Hikaru na prawdę sobie dobrze radzi. Warto było mu to powierzyć i mu zaufać.
-Ech...a mówiłem Ci żebyś zobie zjadł na kolacje.-zaśmiał się pozwalając mu się położyć z głową na swoich udach.-zdrzemnij się w takim razie.
-słodki jest...-zaśmiał się cicho kiedy chłopak juz zasnął.
-powoli idziemy do przodu. Ostatnio zgodził się na spanie w jednym łóżku pod warunkiem że pod osobnymi koldrami. Dużym krokiem dla niego było też spanie w domu...-powiedział pomagając mu okryc chłopaka.
-i tak i nie...są jakie rzeczy e ktktórych robi duże postępy. Ale są też takie...jak na przykład kąpiel ze niestety nie robi żadnych albo bardzo nikłe. Próbowałem już wszystkiego żeby mu jakoś w tym pomóc. Ale jeszcze trochę minie zanim znów zacznie się czuć komfortowo ze swoim ciałem.
-Cóż...możesz uznać ze to przesada ale próbowaliśmy je zdjąć i ciągle sie drapal. Nie robi juz tego na klatce piersiowej czy brzuchu ale ręce nadal cierpią. A ja chciałbym jego ranienie się ograniczyć do minimum.-wyjaśnił spokojnie.
-wiem. Ale mnie jakoś o to nie pyta ani tego nie oznajmia. Chyba do niego jeszcze w pełni nie dotarło ze to tez jego mieszkanie.-wzruszył ramionami.-możesz ja jutro przyprowadzić to zrobimy mu niespodziankę.
-Wiem nawet jeśli robie wszytko żeby czuł się tu jak u siebie. Jest ciężko przez te ogólna sytuacje.-westchnął.-ale po poprzednim razie mam nauczkę i wiem czego na pewno nie powinienem robić.
-puść...-poprosił go Jun. To nie pierwszy atak jaki widział u niego wiec wiedział jak sobie poradzić. Objął go delikatnie pozwalając mu drapać samego siebie.-ale cicho...masz mu nie mówić że tak sobie z tym radzimy. Wścieknie się wtedy...
-ni wiem jak sobie radzi ale...jak mógłbym nie być spokojny? Nie widzę go w takim stanie pierwszy raz. Jak sam zauważyles trzymanie go za ręce wszystko pogarsza a ja nie chce żeby siebie ranił. To najlepsze rozwiązanie na jakie wpadłem.-powiedział głaszczac chłopaka po włosach żeby jeszcze trochę pospal.
-jasne. Daje z nim sobie radę od pół roku. I jest duża poprawa. Takie napady ma coraz rzadziej...i coraz częściej uśmiecha się przez sen.-powiedział kładąc chłopaka z powrotem kiedy byłpewny ze się uspokoił.
-ach...to nic takiego. Przyzwyczaiłem się już. Nie robi tego aż tak mocno...-wzruszył ramionami.-te ataki mijają...
-nie martw się Kei. Czuwam żeby nie robił sobie krzywdy.-zapewnił go.-przyprowadź. Na pewno się ucieszy.-uśmiechnął sie.
-hej kochanie.-odłożył książkę i uśmiechnął się do niego.-Kei juz poszedł.-dodał przeciągając się lekko.
-no trochę się wierciles...ale już dobrze. W nocy coś lepiej ci się śpi.-uśmiechnal się.-nie spałeś.aż tak długo.
-Już dobrze...-zapewnił go.-musiałeś mieć zły sen. Ale już dobrze.-Objął go delikatnie.
-dobrze...tul się ile chcesz.-uśmiechnął sie.
[Sorry ze nie odpisałam wcześniej ale byłam w kinie na 'unbroken']
Usmiechnal się lekko i wrócił do środka. Nie zauważył nawet ze na koszulce na plecach pojawiły mu się male czerwone kropeczki od zadrapan.
[Film fajny ^^ polecam ]
[No biedny XD ale potem się mu to odda z nawiązką XD]
Odprowadził go wzrokiem i wrócił do książki juz się nie mógł doczekać kolacji.
[Watpisz? XD]
-juz moment kochanie!-odkrzyknął idąc najpierw do toalety. Przebral bluzkę I poszedł do kuchni.-no...jak romantycznie...-uśmiechnął sie.
-jest idealnie i bez wina.-zapewnił go. Ucałował go w policzek I usiadł do stołu.-to co? Jemy?
-Wiem...ja ciebie tez.-uśmiechnął sie I Nałożył sobie wszystkiego po trochu.-wszystko wygląda tak pysznie...nie mogłem się zdecydować.-wyjaśnił ze śmiechem.
-wiem. Ale chciałem wszystkiego po trochę spróbować bo zrobiłeś tyle pyszności...wprost uwielbiam kiedy gotujesz.-powiedział z uśmiechem.
-po pierwsze na pewno byś nie przypalil...a po drugie nawet jeśli to bym Ci powiedział.-zaśmiał się.-mój kochany...uważaj na świecę.-poprosił odsuwajac ja.
-oczywiście ze nie musisz głuptasku. Nikt cię nie zmusza przecież. Nie chcesz to nie musisz. Ja do tej pory nie chce się widzieć ze swoim i ciesze się ze go wsadzili i mam spokój.-zmierzwil mu włoski.-nie myśl o tym i jedz. Jest pyszne.
-czemu ty wciąż powtarzasz ze jej nie lubię? Lubie i bardzo często wychodzę z nią na spacery. Po prostu jest dość duża i wolę żeby była na razie w domu na podwórku niż w naszym mieszkaniu. Ale jak już skończysz studia to jak najbardziej będzie mogła zamieszkać.-zapewnił się patrząc na niego.
-Cóż...no Tomo znasz. Z resztą nie utrzymuje kontaktów. Przeprowadzając się tutaj na prawdę zerwałem praktycznie wszystko co łączyło mnie z Tokio.-wyjaśnił spokojnie.-a w gimnazjum czy liceum nie miałem nikogo. Nie byłem zbyt lubiany.-wzruszył ramionami.
-nie bardzo. Nie czuję potrzeby.-wzruszył ramionami.-chociaż sądzę że jestem w dobrych stosunkach z Kokim.-zmierzwil mu włosy.-nie jestem typem osoby która chętnie przebywa z ludźmi. Mam tych którzy są dla mnie ważni...z tymi osobami chętnie spędzam czas.-wyjaśnił spokojnie.
-jakkolwiek z tobą.-zaśmiał się I zmierzwil mu włosy wiedząc ze nie o to chłopakowi chodzi.-lubię zwiedzać.-dodał juz spokojniej.-chciałbym gdzieś kiedyś z tobą pojechać i po prostu pozwiedzać. Wieczorem się przejść po mieście albo brzegiem plaży. Tak po prostu.
-hmmm...dużo tego. Ale jeśli miałbym wybrać jedno to...chciałbym żebyś przestał tak cierpieć...tak sądzę...-uśmiechnął się.-a ty?
-Hmm...sądzę że takie coś dałoby się załatwić na walentynki.-uśmiechnął sie chcąc spełnić to jego marzenie.-takie bardziej skoncentrowane na mnie? Chciałbym się tak szybko nie starzeć...-zaśmiał się.
-niestety ale zestarzeje...i to szybciej niż ty.-westchnął cicho.-będziesz latał mi do sklepu po niebieskie tabletki.-znów ze śmiechem zmierzwil mu włoski.-cóż...nie wiem skarbie...ale na pewno chciałbym być z tobą.
-och...-mruknął trochę zaskoczony ze chłopak nie wie.-um to...jakby ci to...zwiększają potencję...wiesz z czasem to coraz trudniejsze.-wyjaśnił nie patrząc na niego. -idealne urodziny? A nie za dużo tych pytań? Bo ja na prawdę nie wiem kochanie.
-Póki co.-zaśmiał się.-ech...w takim razie tort i wieczór z tobą w zupełności mi wystarcza. Może jakas randka. Ale nie chce imprezy.-odparł.
-Ech ale ja na prawdę nie chce. Wolałbym ten dzień spędzić z tobą...i nie wspominac ile mam już lat. To mi tylko boleśnie przypomina o ile jestem od ciebie starszy.-mruknął kończąc jeść.
-Ale ja nie chce. Chciałes znać moje wymarzone urodziny. To ci powiedziałem ze mała randka z tobą.-westchnął.
-na prawdę nie miałeś co innego do roboty?-zaśmiał się cicho.-cóż...myśle że tyle wody pitnej ile tylko się da. Bo jedzenie zawsze można upolować.-wzruszył ramionami. Cóż poradzić ze myślał praktycznie.
-No skoro tak kochanie to zadwaj.-zaśmiał się cicho. -no co? Myślę praktyczie. Woda pitn się przyda a jedzenie zawsze można złapać. W końcu najważniejsze to przeżyć.-wzruszył ramionami.
-cóż...wiec...-zamyslil się.-wiec pierwsze to chciałbym żeby lata mi się dodawały dopiero jak będziesz...dwa lata młodszy ode mnie. A drugie...żebyś wyzdrowial.-uśmiechnął sie.-nie zrozum mnie źle. Nie przeszkadza mi twoja choroba ale to nie znaczy ze nie chciałbym żebyś wyzdrowial.-Wziął łyk herbaty.-tobie mogę tak odpowiadać. Nie uciekne.-zaśmiał się.
-ok. Przygotuje się mentalnie.-ucałował delikatnie jego usta.-skąd ten pomysł na pytania?-spytał go spokojnie.
-To kochane.-uśmiechnął sie do niego I pogłaskał po policzku.-a powiedz mi...o co ty być poprosił taka złota rybkę?-spytał przytulając go do siebie.
-mhm...na pewno będziemy szczęśliwi. I na pewno w końcu przestanie boleć.-szepnął głaszczac go po włosach.-kocham cie...
-była przepyszna.-uśmiechnął sie.-pomogę ci po niej posprzątać.
-pomogę skarbie.-usiadł z powrotem na krzesle.-pomogę. Ale ubierz kąpielówki. Jak bokserki namokna to prześwituja...
-oczywiście kochanie. Będę ci pomagał tylko jak będziesz tego chciał. Spokojnie.-zapewnił go od razu.
-ja ciebie tez.-uśmiechnął sie. Kiedy chłopak skończył objął go od tyłu.-mój...mój kochany...-ucałował go w policzk.
-dobrze misiu...ale tym razem weź aparat. Na plaży na pewno zrobisz wiele ładnych zdjęć.-uśmiechnął się.
-Może coś ci pomogę nieść skarbie?-zaproponował ubierając buty i kurtkę.
-na pewno nie jest ci za ciężko? Mogę ponieść jakby coś...-powiedział zamykając mieszkanie i schodząc po schodach.
-Um no dobrze...-zgodził sie w końcu. Splutł z nim palce i zaczął się kierować w stronę plaży.
-nie bardzo. Wolę ciepło...-przyznał szczerze nie chcą już tłumaczyć dlaczego.
-Oj...daj spokój. Nie jesteś wcale przeraźliwie chudy...-burzył się patrząc w niebo.-Widać wielki wóz...
-Mhm...-objął go delikatnie.-rozumiem. A ja wolę jak jest ciepło. Możemy dłużej pospacerować albo w nocy posiedzieć na balkonie i pooglądać gwiazdy.
-dwie tak?-zamyślił się na chwilę.-jak bardzo poturbowane? Rodziny chcą żeby ich balsamować?-wypytał go zaraz.-mogę je wziąć jutro z samego rana. Nic się nie stanie jak przeleżą noc w chłodni...
-Tak. Przyjadę z samego rana. Mam klucz więc tylko zostaw mi na dole wszystkie papiery. I nie przepraszaj. Jesteś moim szefem.-zaśmiał się.
-nic się nie stało. Wyjdę zanim się obudzi a wrócę na gotowy obiad.-zaśmiał sie.-zajmę się tym. to tylko dwa ciała.-zapewnił go.
-nie ma za co.-rozłączył się i schował telefon.-wybacz...nagły wypadek i jutro będe musiał iść do pracy.-przeprosił go.
-cóż...myślałem że będzie na mnie czekał pyszny obiadek al tak też może być.-zgodził się ze śmiechem.-wow...świetne są.
-Nie martw się. Nie popsuje.-zaśmiał się. Chwycił go w jedna rękę a druga złapał chłopaka za dłoń.
-aha...moja kochana łamaga.-zaśmiał się. Ucałował go I mocniej złapał za rękę.-no idziemy.-powiedział.
-no...to się dobraliśmy.-zaśmiał się cicho. Był z nim na prawdę szczęśliwy.
-ok..-zdążył tylko powiedziec. W domu zdjął buty i poszedł zrobić ślą nich herbatę.
-Mhm...a ja zrobiłem nam herbatkę.-powiedział odbierając od niego mochi.-na rozgrzanie.
-wiesz co Ryu? Na prawdę jestem z tobą szczęśliwy...-szepnął jedząc swoje mochi.
-cieszę się...że jesteś szczęśliwy...-powiedział głaszcząc go po włosach.
Uśmiechnał się lekko widząc jak chłopak spi wtulony w niego.
-więc dzisiaj chyba nici z kąpieli...jutro rano...-zaśmiał się cicho siedząc z nim tak jeszcze chwile.
Po około pół godzinie kiedy był pewien że chłopak śpi twardym snem zaniósł go do sypialni. Szybko przebrał i okrył kołdrą.
Jun wstał równo z budzikiem ustawionym na siódmą rano i przeciągnął się lekko. Jeszcze zaspany i pół przytomny ruszył do łazienki.
-nie trzeba skarbie...jem coś na szybko i po łyku zielonej herbaty biegnę do pracy.-zapewnił jeszcze ziewając.
-Myślałem że sobie dojdziesz spokojnie...-powiedział wzruszając ramionami.-No ale skoro tak to ok.
-eh skarbie...mówiłem że napiję się herbaty...-westchnął siadając jednak do stołu.-idź się szykować.-dodał biorąc się za jedzenie.
-Skoro jesteś wyszykowany to usiądź.-poprosił patrząc na niego z uśmiechem.-wiem. Ja ciebie też kocham.
Zaśmiał się cicho z reakcji chłopaka.
-to była luźna propozycja skarbie.-zachichotał.
-Najpierw zjem.-zaśmiał się i ukradkiem ucałował go w policzek. Zjadł szybko i poszedł się szykować.
dołączył do niego bardzo szybko.
-Może pojedziemy samochodem? Niby nie jest daleko ale trochę się spieszę...chciałbym skończył przed obiadem...
-wcale nie nalegałem...to była luźna propozycja...-zaśmiał się i odpalił samochód.
Jun od razu zszedł do pracowni. Przejrzał dokumenty i wziął się za pierwsze, mniej poturbowane ciało. Nie dziwił się że rodzina chciała je balsamować.
Jun skończył pierwsze ciało dopiero i czterech godzinach. Postanowił zrobić sobie chwilę przerwy na toaletę i coś do picia więc zdjął strój ochronny i wszedł na górę.
-och...a ja właśnie szedłem się napić...-powiedział patrząc na niego.-um...jesteś cały w soku...przepraszam...-bąknął.-ale dziękuję...to miłe ze chciałeś mi przynieść picie. Posprzątam i na leje nowe.-zaoferował.
-a teraz będzie na mnie szczekac.-burknął niezadowolony bo przecież to on z nią wychodził jak Ryu nie było. Posprzątal rozlany sok I szklanki i nalał soku do czystych.
-wiem wiem.-uśmiechnął sie do niej. Usiadł na moment na kanapie z sokiem czekając na chłopaka. Uznał ze może zrobić sobie dłuższą przerwę.
Uśmiechnął się lekko i podał chłopakowi szklankę.
-co dzisiaj na obiad?-spytał go wesoło.
-mhm...juz nie mogę się doczekać.-ucałował go w policzek I szybko wypił sok.-wybacz. Musze wracać do pracy.-powiedział wstając.
Ucałował go szybko i zszedł do pracowni zajmując się drugim ciałem.
-Ryu...um rozumiem. A mógłbyś mnie puścić? Jak skończę to na pewno Cię potule ale teraz robie coś bardzo ważnego...-powiedział trzymając wysoko igłę i nić.
-Ryu?-spojrzał na niego zaskoczony. Kiedy wszedł Kei akurat skończył szyć. Odłożył sprzęt i zdjął ubranie ochronne podchodząc do chłopaka.-Ryu...przepraszam ale...ja na prawdę nie mogłem tak przerwać...-powiedział skruszony.-chodź...Kei ma rację nie powinieneś tutaj tak siedzieć...
-Kei...puść go...-poprosił podchodząc. Wiedział ze dzisiaj odbędzie długa rozmowę z Mika ale chciał pomóc.-musimy go stąd wyprowadzić.-powiedział biorąc go na ręce.-juz dobrze Ryu...juz dobrze...nic ci nie grozi. Twojego taty juz nie ma. Juz dobrze.-powtarzał monotonnie.
-nie wiem. Posiedzę z nim chwile w samochodzie. Odjade kawałek. Możesz też...ale on się musi uspokoić...i...ech nie wiem czy w najbliższym czasie powinien tu przychodzic. Nie czuje się komfortowo...-powiedział narzucając na niego kurtkę.-z tego powodu ja nigdy nie odwiedziłem swojego domu...-mruknął jeszcze.
Już wyszedł z samochodu i wyprowadził chłopaka delikatnie trzymając go za rękę.
-chodź...odetchnij głęboko. Nie przepraszaj. Wyczyści się wszystko.-otarł mu łzy i usta husteczka.-juz dobrze. Juz dobrze...-zapewnił go.-nic się nie stało...miałeś gruba kurtkę wiec nie będziesz miał nawet śladu zadrapan...juz dobrze...nic się nie stało. Jesteś bezpieczny...-zapewnił go.
Odruchowo podszedł i otworzył jego usta.
-nie ran się i o nas się nie martw. Nawet jeśli spieprzyles to...zaczniemy od nowa jeśli zajdzie taka potrzeba. Wszystko będzie dobrze bo...bo przecież się kochamy.-uśmiechnął sie przez łzy. Nawet jeśli się nie przyznawał jemu też było ciężko.
-znów...przepraszasz bez powodu...-powiedział cicho. Pogłaskał go po włosach.-zadzwonię po nią. Poradzimy sobie z tym...jestem tego pewien. Damy rade...-zapewnił go.-ale...na razie nie będziesz odwiedzał domu i...Kiara może przez czas twojej obecności być u nas w mieszkanku...-dodał wziąć go tulac.-wszystko będzie dobrze...
-nie czujesz się tam komfortowo Ryu...w ogóle...-powiedział smutny ze musi mu to mówić.-przepraszam...nie powinienem był w ogóle to tego dopuścić. To moja wina...gdybym od razu poświęcił ci chwile...
-Ryu...ja nie zabraniam ci się z nimi spotykać. Mogą przychodzić do nas do mieszkania...-wyjaśnił mu łapiąc go za ręce.-i dobrze że nie pamiętasz. Nie musisz.-powiedział głaszczac go po włosach.-Kei.-rzucił mu kluczyki.-zawiez go do myjni.-poprosił.
-Ech...nie lubie na dłuższą metę. Ale jak przyjdą na parę godzin to nic się nie stanie.-zapewnił go.-mną się nie przejmuj.
-Ryu...po tym co robiłeś ja nie mogę cię tam tak po prostu tam puścić. Zupełnie zatraciles poczucie rzeczywistości...-szepnął.zmartwiony.
-a potem...całkowicie zatraciles poczucie rzeczywistości i...chyba wszędzie widziałeś tate...-powiedział przygryzajac warge.-uspokoiłes się dopiero przed chwila...-dodał pomagając mu wstać.-idziemy. Kei zabrał samochód wiec się przejdziemy. Jak dojdziemy zadzwonię po Mike.
Szybko wziął go na barana.
-tylko na mnie nie zwymiotuj.-zazartowal żeby rozluźnić sytuacje.-będzie dobrze kochanie. Bo mamy siebie, prawda?
Nie odpowiedział na pytanie i tylko spokojnie szedł do ich mieszkania. Trudno makijaż trupowi zrobi jutro. Kiedy doszli położył chłopaka na kanapie. Tym razem nie ryzykował przybieraniem go i tylko naszykował mu czyste ubranie.
-mógł przyjść...to nie była jego wina...-mruknął cicho. Poszedł do salonu i zajął wolny fotel.-Ryu-chan...Mika będzie jutro rano.-uśmiechnął sie do chłopaka.
-porozmawiacie sobie spokojnie...-powiedział zaraz oglądając zdjęcie.-no...jest ok.-mruknął chociaż nie lubił jak ktoś mieszał się w jego prace.
-radze sobie. Malowanie nie zajmuje dużo czasu.-zapewnił ja.-ale chętnie coś bym w końcu zjadł.-zaśmiał się czekając na ramen.
-dzisiaj? Cóż...ja nie jestem pewny czy to dobry pomysł. Ale pewnie martwisz się o brata co?-spytał mierzwiac mu włosy.
-tu nie chodzi o to czy będziesz sprawial problemy czy nie...ale...-urwał zupełnie nie wiedząc jak mu to wyjaśnić.
Westchnał ciężko. Rozumiał ze chłopiec się martwi jednak obawiał się ze może się coś stać.
-no dobrze...jedna noc.-zaznaczył mierzwiac mu włosy.
Jun za to cieszył się ze położył w salonie dywan wiec chłopak nie leżał na zimnej podłodze. Pomimo że wierzyl ze jakoś się z tego pozbierają był smutny ze to co już udało im się osiągnąć zapewne przepadło.
Jun przebudzeniu delikatnie Ryu żeby i on trochę zjadł. Dostał mała porcje. Jun od razu zabrał się za jedzenie bo wręcz umierał z głodu.
-um no dobrze...chcesz tez herbatki?-spytał spokojnie.-no I nie zapomnij o swoich lekach.-poprosił widząc ze chłopak jest trochę rozkojarzony.
Zjadł dość szybko swoją porcje i porcje Ryu. Zebrał puste talerze I zaniósł do kuchni.
-znalazłeś?-spytał chłopaka.
-To dobrze.-odparł uśmiechem. Włożył naczynia do zmywarki i wrócił do salonu.
-dzięki...chociaż to nie było aż takie ważne...-zaśmiał się.-wtedy w ogóle się tym nie przejalem...
-mhm...dzięki.-uśmiechnął sie jeszcze raz. Umilkl patrząc na chłopaka który leżał i głaskał Kiare. Tak bardzo chciał żeby chłopak był szczęśliwy.
[I pacz co narobiłas! XD]
[Ooooo nie. Ty mi tu teraz winy na Juna nie zwalą! Skończyłby i by potulil! To ty wymyślasz I'm znowu problemy! Jakby mało mieli XD]
-Ryu-chan to może pójdziesz do łóżka? Tam ci chyba wygodniej będzie.-zauważył pijąc spokojnie sok.
[-.- bo za dobrze było, co?]
-no skoro tak.-wzruszył ramionami bo on takiej zasady nie ustalal.-chcesz żebym wyszedł jak będziesz rozmawiał z Mika?-spytał odgarniajac mu włosy z twarzy.
[No to co mieszasz? XD]
-mhm...dobrze.-uśmiechnął sie do niego. -wiec sobie lez. Mam nadzieje ze jest ci wygodnie.-dodał.
[To przestań lubić XD]
-ok Ryu-chan...jeśli tak chcesz.-uśmiechnął sie lekko.-rozumiem twoje powody.
[To się postaraj XD]
-nie trzeba. Jedna noc to nic złego. Rozumiem ze się o niego martwi a i Ryu będzie spokojniejszy jak będzie więcej osób.-wyjaśnił.-wszystko co do tej pory osiągnęliśmy poszło się paść...
[Nie kiedy jesteśmy w trakcie naprawiania tego jednego co namieszalas XD]
-nie jestem tego taki pewien. W końcu juz udało nam się spać w jednym łóżku a teraz...znów jesteśmy na samym początku...
-Wiem ale...ech To I tak boli. Ze on znów cierpii...-westchnął cicho.-chciałbym żeby już było po wszystkim.
-Wiem Yuto...będzie dobrze.-przytulił go.-idź się umyć a ja przetransportuje Ryu do sypialni.
-tak tak już...-westchnął zakładając jej smycz.-Yuto. Wychodzę na chwile z Kiara.-poinformował go I wyszedł żeby psinka załatwiła swoją potrzebę.
Wróciło szybko. Ciesząc się z wolnej łaźni od razu wziął prysznic.
-wskakuj do łóżka.-zmierzwil mu włosy. Podał mu jedna kołdrę a sam położył się pod druga. Westchnął cicho mając nadzieję że ta noc minie spokojnie.
-jasne kochanie. Usiądź sobie na kanapie a ja ci zrobię śniadanko.-zapewnił go.
-jasne skarbie. A potem porozmawiasz z Mika jak przyjdzie.-uśmiechnął się i poszedł do kuchni biorąc się za zupe.
-nie trzeba. Idź do Ryu.-poprosił szybko robiąc zupkę mleczna dla chłopaka.
Jun szybko skończył gotować i przyniósł śniadanko do salonu.
-smacznego.-powiedział siadając na fotelu i siadając po książkę.
Prześlij komentarz