Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3601 – 3800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Ja juz jadlem śniadanie. Wstałem wczesniej bo Kiara musiała za potrzebą...
-Oj...no bo spałes tak słodko...-powiedział z uśmiechem.-nie chciałem cie budzić.-dodał.
-,nieprawda. Wyspałes się. A na pewno tego potrzebowałes.-uśmiechnął sie do niego.-odpoczywaj sobie dzisiaj.
-cóż...jak Mika przyjdzie to go odprowadze. Będziesz miał czas zeby pogadać spokojnie.-odparł przeciągając się lekko.
-A co byś chciał? Może mochi?-zaproponował wesoło. Objął go łagodnie i pogłaskał po włosach.
-mmm pyszny pomysł.-uśmiechnął się.-Wiec wszystko kupię. Wezmę od razu Kiarę na dłuższy spacer. Ale oczywiście potem z nią wrócę.
-Co mała?-spytał głaszcząc ją za uszkiem.-Nie idziesz go pilnować?-dodał zupełni jakby psinka mogła go zrozumieć.
-Dzięki za wsparcie.-zaśmiał się myśląc sobie że musiał już zupełnie zwariować skoro rozmawia z psem. Nadal ją głaskał uznając że to nawet uspokajające.
-Bardzo.-zgodził się patrząc na niego.-Myślę czy by jej nie pozwolić mieszkać tu na stałe. Jest całkiem niezłym wsparciem.-zaśmiał się.
-Chociaż nie jestem pewny czy będę miał wystarczając czasu żeby się nią zajmować...
-No w sumie tak.-zaśmiał się.-Bardzo chcesz żeby tu mieszkała, co?-spytał wesoło obejmując go ramieniem.
Ożywił się troszeczkę widząc że jest lepiej niż myślał.-jasne. Kupię zapaś.-zaśmiał się.-I Kiara z nami zamieszka. Przyniosę dzisiaj część jej rzeczy.
-um tak...bo tutaj nie miała a nie było sensu ich nosić.-wyjaśnił ciesząc się jego bliskością.
-martwisz się?-spytał zawkoczony.-przeciez nie ma o co...
-Oj no o kogo tez się ma. Przecież widzisz ze sobie radzę...-zauważył spokojnie.
-no...Spokojnie.-zmierzwil mu włoski I poszedł otworzyć.-hej Mika.-przywitał się i zaprosił ja do środka.
-Cóż...mam nadzieje ze wrócisz do domu przed sylwestrem.-przyznał.-tak. Pozwalam.-wywrocil oczyma.-ja na prawdę nie mam nic do psów...-dodał.
-już jutro?!-krzyknął zaskoczony.-Ech...kompletnie straciłem poczucie czasu...-westchnął.
-jasne. Zrobię i lecę odprowadzić Yuto.-powiedział idąc do kuchni.
-Jak wrócę. Przecież nie będe tam siedział cały dzień. Odprowadzę malucha, zabiorę rzeczy Kiary a po drodze kupię mochi i czekoladę. No i Kiara pewnie chce na spacer.
-ok, dwie.-przytaknął spokojnie. Zrobił szybko kawę dla Miki a dla Ryu herbatę. Postawił im to wszystko w salonie i zawołał Yuto.
Kobieta zamrugała kilkukrotnie a Jun roześmiał się wesoło.
-Widzisz Mika-chan...już nie wyglądasz tak młodo.-powiedział wciąż się śmiejąc. Kiedy się już trochę uspokoił wziął głęboki wdech i objął kobietę ramieniem-A tak poważnie...to nadal masz twarz trzydziestolatki.
-Chodź Yuto zanim palniesz cos gorszego.-zaśmiał się idąc ubrać buty i po chwili wychodząc z nim i z Kiarą.
-wiem. Opowiadał mi wczoraj co się stało i że nic nie pamiętasz.-uśmiechnęła się również pijąc swoją kawę.-Chciałabym raczej wiedzieć jak ty się czułeś zaraz po tej sytuacji i trochę później. Wtedy będę mogła pomóc.
-Mhm rozumiem...więc tak jak mówił Jun miałeś po prostu mały atak.-a co czułeś tuż przed tym? Co się stało?
-Cóż...to tylko teoria bo nie wiem jak to dokładnie było. Ale masz teraz taki okres gdzie bardzo potrzebujesz jego i jego obecności. Przestraszyłeś się i chciałeś by zapewnił cię że jesteś bezpieczny...Zabolało cię więc że praca w tym momencie była ważna...-powiedziała spokojnie.
-Wiem Ryu...ale to że wtedy nie poświęcił ci uwagi jest powodem niejako tego wszystkiego. Wiem że ty nie obwiniasz jego...-uśmiechnęła się lekko.-A ja teraz się z tym czujesz?
-cóż...jeśli będziesz się czuł z tym komfortowo.-wzięła łyk kawy.-To najważniejsze. Jun najbardziej martwi się o ciebie, wiesz? Boi się tez trochę że tak ciężka praca którą wykonaliście żeby było lepiej poszła na nic przez tę sytuację...
-cóż...nic się nie stanie jeśli trochę zaczekasz. On to zrozumie...a będziesz to na pewno lepsze wyjście zniż gdybyś się zmusił i by nie wyszło.-powiedziała dopijając swoją kawę.
-Ale widzę że masz bandaże.-zauważyła z uśmiechem.-Spokojnie Ryu...macie siebie...więc wszystko będzie dobrze.-zapewniła go.
-Poproś żeby cię odwiedzał. On też tęskni i chętnie na to przystanie.-powiedziała odkładając filiżankę.-Nie wstydź się mu też mówić że tęsknisz. To nic złego.
-To lepiej żeby mi płakał w słuchawkę że jego chłopak świetnie się bawi bez niego?-zaśmiała się cicho.-Ale wiesz...jak pomyślisz sobie że chciałbyś żeby przyjechał to zawsze możesz zadzwonić do niego.
-a może powines mówić mu częściej ze tęsknisz I chcesz żeby tak po prostu przyjechał.-zaproponowała.-nie byłoby wtedy i tobie lepiej?
-rozumiem.-pokiwała spokojnie głową.-ciesze się ze jesteście razem i siebie wspieracie. To na pewno pomaga ci chociaż trochę przez to przjeść.
-cóż...martwi się o ciebie. Czasem woli sam trochę pocierpiec niż żebyś ty cierpiał.-powiedziala.-sądzę że wie ze wtedy pójdzie to jakoś sprawniej.
-tadaima!-krzyknął Jun wchodząc a wturowalo mu szczekanie Kiary.
-Cóż...to już jego wybór. Jest dorosły i taka podjął decyzję.-powiedziała jeszcze wzruszając ramionami. Chwilę później do salonu zajrzał Jun.
-pogadałeście sobie czy mam jeszcze na chwilę wyjść?
-ha? Ale o co chodzi?-spytał zaskoczony zupełnie nie rozumiejąc co chłopak ma na myśli.
-ja...ja po prostu nie chce żebyś cierpiał...-mruknął patrząc w bok i przygryzajac warge.
-nieprawda...-mruknął pod nosem dotykając swoich pleców przez ramię.
-um...poproszę.-odezwała się cicho kobieta.
-tego ze ci pomagam?-spytał jednak trochę przybity.
-O! O! Patrz! Chociaż raz stanęła po mojej stronie! To znak!-krzyknął celujac w niego palcem.
-do czego ty pijesz Ryu-chan? Co chcesz osiągnąć? Chcesz wiedzieć dokładnie co się wczoraj stało?-spytał wzdychajac ciężko.-poza tym co już wiesz krzyczałes aż do zdarcia gardła i rzuciłes sie na mój sprzęt. Nie wiem po co ale Kei zatrzymał się zanim zdążyłes je chwycić.-Umilkl.-I? Co ci do dało Ryu?
-Ryu ja...przepraszam...-podszedł.do niego powoli.-to nie tak...ja...-Objął go delikatnie.-ja przepraszam. Nie mogłem tego zostawić...nie mogłem...-przygryzl dolną warge.-gdybyś...gdybyś mnie puścił i postal tam pięć sekund...tyle mi wystarczyło żeby zaszyc te głupia ranę...i byłbym do twojej dyspozycji. Potulilbym cie...uspokoił...ale wszystko tak się skomplikowalo...-szepnął czując ciepłe łzy na policzkach i jak wszystkie emocje z niego ulatuja.-przepraszam...przecież wiesz ze zrobię dla ciebie wszystko...przepraszam...przepraszam...
-i jestem!-zapewnił go.-dlatego nie jestem w stanie tak po prostu...zostawić cie samego z tym cierpieniem...
Uderzył się otwarta dłonią w czoło.
-ale to nie na tym polega Ryu!-krzyknął idąc za nim.-nie zostawię cie z tym samego. I nie ma żadnego 'możesz robić ze mną co chcesz'.-burknął.
-tak do niczego nie dojdziemy.-mmruknął tylko odwracając wzrok.-ja chcę ciebie przed tym uchronić a ty mnie. Ale tak się nie da. Jedyne co tak na prawdę możemy zrobić to jakoś razem przez to przjeść. A krzycząc na siebie na pewno nie ruszymy do przodu.
-och...wiec sadzisz ze krzycząc na mnie uchronisz mnie od bólu?-sarknal trochę już zirytowany i usiadł na fotelu.
Zacisnąl dłonie w pięści. To był jeden z tych momentów kiedy naprawdę potrzebował zapalić. Obiecał jednak i sobie i Ryu ze do tego nie wróci. Westchnął w końcu biorąc się za jedzenie.
-i widzisz co za uparciuch? I jak ją mam do fajek nie wrócić?-westchnął ciężko patrząc na Mike.
-ale tak to do niczego nie dojdziemy jeśli dalej tak będzie. Co on sobie myśli?-westchnął biorąc do rąk herbatę.-chciałaś ze mną pogadać. O czym?
-ale ja nie chce żeby cierpiał...chce żeby był szczęśliwy. Ale tak na prawdę szczęśliwy. Bez tych problemów.-mruknął patrząc w herbatę.-tak jak widać. Chociaż już było na prawdę dobrze. Boje cie ze to wszystko runelo. Ze juz mi tak nie ufa...
-sądzę że my mamy tego cierpienia jak za dziesięć żyć.-burknął.-Rzymu nie zbudowano w jeden dzień...a ja to potrzbuje na wczoraj.-Wziął łyk herbaty.-juz nie wiem co mam robić.
-wszyscy powariowalismy. Słuchamy się psa...-mruknął wstając.-ale jak mnie wygodnie albo zacznie płakać...to będzie twoja wina.-wycelowal w psinka palcem i poszedł do sypialni. Zapukał lekko w drzwi.-Ryu-chan? Mogę wejść?
-nie Ryu. To NASZ dom.-powiedział siadając na łóżku na przeciwko futonu.-możesz płakać Ryu...nie ma w tym nic złego...-dodał schodząc jednak na podłogę.
-jak to nie? A całkiem nidawno w kuchni? Płakałem...-przyznał się jednak trochę tym faktem zazenowany. -z reszta...nie porównuj się do mnie...
-nie. Jesteś po prostu inny. Nie warto porównywać się do innych.-Położył się na podłodze na przeciwko niego.-jesteś wspaniałym mężczyzna którego kocham.
-Ufam!-zaprotestował.-Ryu-chan...chce być dla ciebie oparciem...chce żebyśmy przeszli przez to razem...
-a to...czasem jak spisz to masz takie ataki. Zaczynasz się drapać. A ja...bardzo nie chciałem żebys chodził taki poraniony wiec...przytulałem cie delikatnie. Normalnie nawet nie czułem tego a ty się szybciej uspokajales. Wtedy wyjątkowo mocniej wbiles paznokcie...-wyjaśnił odkładając koszulkę na bok.
-nie masz za co przepraszać gluptasie. Normalnie nawet nie czułem ze mnie drapiesz...to był taki wyjątkowy raz...-zapewnił go.-zamiast się tak chować lepiej chodź do mnie.-powiedział rozkładają ramiona.
-Nie kłamie.-powiedział z pełnym przekonaniem patrząc mu w oczy.-nie oklamuje cie Ryu. Taka jest prawda.
-ze mną pierwszy. Nie wiem jakie masz kiedy jesteś sam...ale ze mną to był pierwszy. Normalnie szybciej się uspokajales kiedy cię tak przytulałem...i nie drapales mocno.
-nie przepraszaj. Normalnie nie bolało.-zapewnił go. Odkrył go lekko I pogłaskał po policzku.-juz dobrze. Wtedy Kei najpierw zaczął się z tobą szarpać i to pewnie dlatego.
-nie nie...nic mu nie zrobiłeś.-zapewnił go spokojnie.-juz dobrze. Na prawdę.-Objął go delikatnie.
-Wiem...ale myślę że będzie najlepiej jesli będziemy się nawzajem wspierać. Bo kiedy trzymasz to wszystko na swoich ramionach to ja jeszcze bardziej cierpię...
-no ok...tu punkt dla ciebie.-mruknął.-kocham cie...wiesz?
-no tak...w sumie to masz rację. Ale też nie chce żebyś mnie źle zrozumiał...-szepnął.-um boje się. O ciebie...chyba trochę o nasz związek. Czuje się trochę zmęczony ta sytuacja...a raczej tym ze nie możemy zachowywać się tak swobodnie póki co. Cały czas boje się też ze nieumyślnie cie skrzywdze...
-Mhm...-mruknął nie do końca przekonany.
-um...ale nie chce żeby bolało. Um...Obiecuje ze juz zawsze rzucę wszystko żeby tylko być przy tobie.-zapewnił go cicho.
-cóż...tak mogło być...-zgodził się.-dlatego juz więcej tam nie zrobię. Teraz na prawdę jest taki okres kiedy potrzebujesz mnie....I...nie mogę tam robić nawet jeśli rozumiesz.
-No I kolejne głupie przepraszam.-westchnął cicho.-nie ma za co. Ty nie zrobiłeś nic złego.-powiedział głaszczac go po włosach.
-nie. Nie wystarczający.-zaśmiał się.-najważniejsze z juz jest dobrze...
-i mam być w 100% szczery?-spytał unosząc brwi.-no ok...tylko się nie zdziw i nie wystrasz.-poprosił uśmiechając się do niego.
-no dobrze. Może być ciekawie.-zaśmiał się. Pogłaskał go po włosach.
-jasne pospij. Myśle że zostanie...-zgodził się spokojnie.-um...skoro jutro sylwester jest coś co chciałbyś robić?
-taki plan mi odpowiada. Będzie miło.-uśmiechnął sie I ucałował go w policzek.-a teraz się prześpij. A ja pójdę pogadać z Mika żeby tak sama nie siedziała.
-ja ciebie tez.-uśmiechnął sie I wrócił do Miki.
-przecież ja nie mam nic do piesków...A Kiara jest na tyle mądra ze nie zrobi mi tu niepotrzebnego bałaganu.-wzruszył ramionami.
-cóż...ona wyczuwa uczucia Ryu...-wzruszył ramionami.-no I dopiero co cie poznała. I tak masz lepiej niż ja. Pierwszego dnia chciała mnie pogryzc...potem było lepiej.
-aha czasem...bo ona tez się o niego martwi. O mnie chyba też. Pamiętam jak wyrywala mi fajki i szła je gdzie zakopać. Zginęło mi tak kilka paczek.-zaśmiał się.
-taaaaa...zawsze trochę weselej.-przytaknal głaszczac Kiare. Szkoda ze Ryu niedługo wraca na studia. Znów będę za nim tęsknił...
-Nie mówi mi tego zbyt często.-zauważył wzruszając ramionami.
-aha...to w sumie zrozumiałe...-powiedział wzruszając ramionami.-ale to źle ze chce się z nim jak najszybciej zobaczyć jeśli tęskni?-spytał głaszczac Kiare za uszkiem.
-Ech...ale ja tez za nim tęsknię...-mruknął.-ale wiek ze chce być samodzielny...to dla niego bardzo ważne...
-um wiem.-przyznał.-wiesz co sobie zażyczył? Żebym do następnego spotkania to ja pisał mu o swoich problemach i co czuje...
-ale moje problemy to przecież przy jego pikuś...ot czasem jest mi zimno po pracy.-machnął na to ręką.
-um...będę mu mówił co czuje. Juz to obiecałem...-mruknął cicho.-ze będę codziennie mu pisał i w ogóle...tak jak on mi...
-um tak...trochę...-przytaknal.-Potem powiedział ze chce trochę pospać..no i pytał się czy zostaniesz na deserze.
-ciesze się. Ryu pewnie też się ucieszy.-powiedział z uśmiechem.-ale twoi mąż nie będzie zły?
-cóż...nie dzieje się tu wiele wiec takie festyny to jedyne atrakcje. My też idziemy. Cóż...takie spędzanie sylwestra będzie na pewno mile...
-może. Chociaż nie wiem czy aż tak długo będziemy tam siedzieć...jest dość zimno na dworze.-zauważył spokojnie.
-hej kochanie. Jak się spało?-spytał widząc jak ziewa..
Psinka w odpowiedzi polizala go po ręce.
-chcesz coś zjeść? Czy deser robimy?-spytał chłopaka.
-um...no dobrze skarbie.-zgodził się mierzwiac mu włosy.-na pewno będzie pysznie...
-przecież ty slodkiego nie możesz.-mruknął do odchodzącej psinki.
-tak tak...widzę...-zaśmiał się odpowiadając Kiarze na jen przechwalki.-uwierz....mnie też to czasem dziwi. Ale rozumie...
-dziękuję.-najpierw ucałował go w policzek a potem zaczął spokojnie poć swoją czekoladę.-pyszna.
-nie ma za co. Zawsze robisz pyszne rzeczy do jedzenie...-powiedział uśmiechając się do niego. Sięgnął sobie po mochi.
-oj wcale nie jedyny.-zaśmiał się cicho.-reszta na razie jest...uśpiona.-dodał wesoło jedząc swój deser.
[Dobranoc ^^]
Jun lekko zadrżał z wściekłości. Wszytsko miało swoje granice i dobrze wiedział ze to nie najlepszy moment na taki krok.
-Mika!-krzyknął wstając.-Ryu, nie przepraszaj. Ja to rozumiem. Nie zrobie tego dopóki sam nie zdecydujesz ze chcesz. No i na pewno nie zrobiłbym tego przy niej.-mruknął mruzac oczy i patrząc na Mike. Wiedział ze chciała pomóc ale uznał ze tym razem przesadziła.
-mhm...nie będę zły.-Objął go lekko i pogłaskał po włosach.-nie musimy próbować jeśli nie chcesz. To przecież nie jest aż takie pilne, ne?-uśmiechnął się do niego lekko.
-mhm...wiem ze nie dalbys...dlatego przecież do niczego cie nie zmuszam.-powiedział tuląc go do siebie.-um...chciałbyś tak?-zmierzwil mu włoski.-mój słodziak...przecież nigdzie nam się nie spieszy...
-aaaaa...rozumiem.-zaśmiał się.-skoro zawiniłem to jestem odpowiedzialny i powinienem pomoc?-spytał ze śmiechem.
-nie sądzę żeby to było złe...to dość logiczny tok myślenia.-powiedział spokojnie.-nie ma w tym nic złego...takie bynajmniej jest moje zdanie.-wzruszył ramionami.-ale działa w dwie strony.
-wiem wiem...tak tylko powiedziałem.-zaśmiał się.-um...takie stopniowe przyzwyczajanie cie do dotyku w twoim wypadku działa dobrze ale...nie podniecaloby cie to niepotrzebnie?-spytał patrząc na niego.
-wtedy? Kiedy?-spytał patrząc na niego uważnie.-po twojemu?-dodał.
-um...tak właśnie będziemy robić...i zaczniemy kiedy będziesz chciał.-zapewnił go.-wiesz...czasem mam wrażenie ze to ty bardziej na to naciskasz.-powiedział cicho.-przecież...juz nie raz ci mówiłem ze mogę poczekać i nigdzie się nam nie spieszy...
-ale ja mam normalnego faceta. I wcale nie smuce się z tego powodu że nie uprawiamy seksu...gluptasek.-zmierzwil mu włosy.-ot czasem obudze się z namiotem.-machnął na to rękę i zaraz zarumienil się lekko zdając sobie sprawę ze przecież w pokoju jest Mika.
-pospie. Rozumiem ze się boisz.-powiedział bawiąc się trochę jego włosami.-na szczęście jak się przeprowadzałem to twoja kochana rodzinka sprezentowala mi dwa futony...-uśmiechnął sie do niego.
-nie ma za co kochanie. Nie ma za co.-zapewnił go cicho. Sięgnął sobie po ostatnie mochi jedząc ne spokojnie.
-dobrze. Tylko uważaj na siebie.-poprosił I ucałował go jeszcze w policzek.
-będzie czekać.-obiecał mu I poszedł odprowadzić go do drzwi.-zadzwoń jakby coś.-powiedział jeszcze wesoło i wrócił na kanapę.
-radzimy sobie.-przyznał spokojnie.-ok...pozdrów swojego męża...wiem.ze raczej za mną nie przepada...ale już chyba przestał mnie brac za twojego kochanka,co?
-wiec nadal?-jeknal odprowadzając ja do drzwi.-no nic...w każdym razie pozdrów go.-pomachal jej I zamknął drzwi.
Jun po piętnastu minutach poszedł do kuchni i zabrał się za robienie tostow w piekarniku. Położył na nie pomidorka i serek i włożył do piekarnika żeby się spokojnie piekły.
-ok juz ide skarbie.-powiedział I zapał herbatę zaraz wychodząc po chłopaka. Wziął go na rece i puścił Kiare przodem.
-mhm...ale lubię kiedy mi to mówisz.-powiedział idąc z nim spokojnie na górę.-ja ciebie tez bardzo kocham.-dodał.
-wiem. Ale mogłeś zadzwonić wcześniej...-zauważył wchodząc do mieszkania i dopiero wtedy stawiając chłopaka.-Kolacja i herbatka już gotowe.
-ok, ok. Rozumiem.-zaśmiał się idąc już do kuchni żeby wszystko ułożyć na stoliku.
-smacznego.-powiedział z uśmiechem siadając na przeciwko niego.-taka prosta kolacja...-powiedział. Wcześniej jeszcze uzupełnił miski Kiary.
-Dzięki. Um...to miło że ci smakuje.-uśmiechnął się lekko. Zaczął jeść swoją porcję od czasu do czasu biorąc łyk herbaty.
-okay. Będę mógł zobaczyć?-spytał patrząc na niego z uśmiechem.-A jak nie to może książkę skończę...
-ech...no dobra. Ale wtedy wszystkie z twojego pobytu tutaj.-powiedział kiedy połknął ostatni kęs.
Jun spojrzał na niego zaskoczony.
-No proszę...ktoś tu a apetyt...-zauważył wesoło.
-jasne...ja już nie jestem głodny.-powiedział wstając od stołu i wstawiając swój talerz do zmywarki.
Jun pozmywał i rozłożył się na fotelu z książką. Już prawie ją kończył i uznał że jeszcze trochę i będzie musiał sobie jakieś kupić.
Odłożył książkę i zaczął przeglądać zdjęcia.
-na prawde ładne...podobają mi się.
-ciesze się też że mogłem się przydać jako model.-uśmiechnął się jeszcze.
- mam nadzieje że jeszcze się przydam.-zaśmiał się.-Będziesz miał chociaż taki pożytek ze starszego faceta...-zachichotał.
-ok, ok...ale z czym?-zaśmiał się.-ja ciebie też...mój kochany.
-Ał...ok już nie będę. Obiecuję że już nie będę.-zapewnił go.-A wiesz że mąż Miki nadal myśli że jestem jej kochankiem? Cóż...myślałem że już to sobie wybił z głowy...ale jednak nie do końca.
-czemu?-spytał głaszcząc go po policzku.-jak na siebie wpadniemy na festynie to może w końcu wybije to sobie z głowy...
-cóż...sądzę że wystarczy z nim porozmawiać. Nie musimy odstawiać taki scen...-zaśmiał się.
-wtedy mógłby niefortunnie uznać że jesteś moim kochankiem i uznać mnie za pedofila. A tego chyba nie chcemy, prawda?-uniósł delikatnie brwi.
-cóż...masz rację kochanie. Liczy się tylko to że się kochamy. Jednak nie chcę siedzieć.-zaśmiał się oddając jego delikatny pocałunek.
-mhm...poczekaj.-zrzucił go delikatnie ze swoich kolan i wstał.-mam dla ciebie prezent.-podszedł do jednej z szafek i wyjął gąbkę do mycia.-baaaardzo miękka i delikatna.-powiedział podając mu ją.
-nie bój się i...postaraj o tym zbytnio nie myśleć.-powiedział całując go w policzek.
-um dobrze...jak coś to możesz mnie zawołać.-powiedział i wrócił na fotel głaszcząc Kiarę.
-ok. Już zakładam.-powiedział wyjmując je z szafki i podchodząc do niego.-rozścieliłem już futon dla siebie. Możesz iść się położyć pierwszy jeśli chcesz.
-dobrze.-odparł biorąc się za drugą rękę.-ale nie otworzyłeś na nowo ran. To postęp.-uśmiechnął się do niego.
-a ja mam nadzieję że nie jednorazowo. Jest dobrze kochanie. Wiem że to trudne ale musisz też wierzyć że się uda...
-mhm...rozumiem.-powiedział powoli kończąc.-ale wiesz co? Pozytywne myslenie i wiara ze się uda to już połowa sukcesu...-powiedział wesoło juz wiedząc jaki prezent mu da z okazji nowego roku.
-mhm...rozumiem.-powiedział powoli kończąc.-ale wiesz co? Pozytywne myslenie i wiara ze się uda to już połowa sukcesu...-powiedział wesoło juz wiedząc jaki prezent mu da z okazji nowego roku.
-Mhm dobrze.-potulil go trochę głaszczac po włosach puszczając go dopiero po dłuższej chwili.-to idę się umyć.-powiedział wstając.
-musiałem trochę przesunąć łóżko żeby się zmieściły.-powiedział kiedy się kładł.-rano przesunę je na miejsce...-mruknął jeszcze pod nosem.
-nic się nie stało.-popowiedział okrywajac się dokładnie o zamykając oczy.-sobą noc skarbie. Miłych snów.
Jun leżał dłuższą chwilę jakoś nie mogąc zasnąć. Od dawna nie spał na futonie. Zasnął wiec bardzo późno rano również nie mając ochoty się budzić. W końcu mieli przed sobą długa sylwestrowa noc.
-Ał..-jeknal cicho. Zaraz jednak objął chłopaka i ucałował nawet nie otwierając oczu.-hej. Jak się spało?
-obok to chyba trochę za dużo powiedziane. Między nami spala Kiara.-zaśmiał się.-ale ok. Ja sobie trochę na ciebie popatrzyłem bo nie mogłem zasnąć. Nie uważam futonów za najwygodniejsze spanie.-wzruszył ramionami.-tam słodko się uśmiechałes. Śniło ci się coś miłego?
-mhm wiem.-ucałował go delikatnie.-w takim razie się ciesze. To znaczy ze miałeś jakiś miły sen. A to na prawdę dobrze.
-Mhm dobrze.-puścił go w końcu.-kocham cie.-powiedział przeciągając się lekko.
-Ał...no złaz....Kiara...juz wstaje...-krzyczał w końcu ja z siebie zrzucając i dopiero wtedy głaszczac ja za uszkiem.-dzień dobry. Tez cie lubię.-zaśmiał się.
-chyba będę się musiał do tego przyzwyczaić.-westchnął ziewajac i w końcu wstając. Ubrał się szybko i poszedł do kuchni.
Jun usiadł przy stoliku czekając na jedzenie.
-co ty na to żeby obiad zjeść na festynie?-spytał kiedy trochę zaburczalo mu w brzuchu.
-hmmm...tak też może być. Bo w sumie racja...jest zimno wiec pewnie nie posiedzimy tak zbyt długo.-uśmiechnął sie lekko.
-mmmm...wygląda pysznie.-powiedział chwytając pałeczki i od razu biorąc się za jedzenie.
-jasne, czemu nie.-wzruszył ramionami z uśmiechem.-a skąd ten pomysł.-spytał zaraz wkładając sobie do buzi trochę ryżu i zapijajac to zupka.
-mhm ok.-uśmiechnął sie lekko.-no tak...pewnie byłeś rano na spacerze z Kiara co?-spytał wesoło.
-ok. Polezymy troszkę. Nie przeszkadza mi to.-powiedział kończąc jeść i uśmiechając się.-dziękuję za posiłek. Był pyszny.-powiedział wesoło.
-um zauważyłem. I ciesze się.-uśmiechnął sie lekko.-w końcu jesteście ze sobą blisko. Było by nieciekawie gdyby mnie nie lubiła...
-mhm. I chyba już nie jest taka zazdrosna.-zaśmiał się wesoło.
-mhm wiem...-powiedział I objął go od tyłu kiedy chłopak skończył z naczyniami.-ona ciebie tez.-powiedział z uśmiechem i wziął go na ręce jak księżniczkę.-a teraz idziemy odpoczywać bo zaraz mi tu padniesz...a w ogóle wziąłeś leki?
-brzmi fajnie. Wiec pomysł jaki film chciałbyś obejrzeć jak będziemy odpoczywać.-powiedział idąc z nim do sypialni.
-inteligentną komedię?-uniósł brwi i położył się przy nim.
-mhm...rozumiem.-powiedział spokojnie. Objął go lekko ramieniem i patrzył na niego z lekkim uśmiechem. Ucieszył się trochę ze przez ta cała sytuacje nie cofneli się jakoś bardzo.
-dzień dobry kochanie.-powiedział z uśmiechem.-jesteś słodki kiedy spisz. Serio.-zaśmiał się całując go w policzek.
-w takim razie się ciesze. -powiedział równie wesoło i ziewnal.-ja chyba też się trochę zdrzemnalem.-zaśmiał się cicho.
-odrobinę to trochę za mało powiedziane.-zaśmiał sie cicho.-ale odpowiedź brzmi 'tak'. Podniecasz mnie.-powiedział kładąc się na boku i patrząc na niego.
-A ja?-spytał zaraz przytrzymując go toche za rękę.-podniecam cie chociaż odrobinkę?-spytał.
-mhm...-zmierzwil mu włoski.-rozumiem. Ale wiem ze to s końcu minie. No i...cieszę się mimo wszystko.-powiedział wstając z łóżka.
-ja ciebie tez.-uśmiechnął sie.wstał po chwili i dołączył do niego.
-um dobrze. Wiem ze zaczekamy.-uśmiechnął sie lekko i włączy telewizor.-wybierz coś.-poprosił.
-No tak. To leć a ja włączę dopiero jak wrócisz.-powiedział całując go lekko w policzek.
-ok.-Poczekał aż chłopak się ułoży wygodnie przy nim i włączył film. Sięgnął sobie po kawałek ciasta i juz całkowicie skupił się na filmie.
Jun przeciągnąl się lekko kiedy film się skończył.
-fajny film.-skomentował wesoło.
-mhm...pyszne kupiłeś.-zgodził się całując go w policzek.-Na następny festyn jak będzie ciepło to pójdziemy w yukatach, ok? Kiedyś mi to obiecałeś...
-ubiorę.-zgodził się wesoło.-No już tak nie wzdychaj. Obiecałeś mi to.-zaśmiał się i musnął jego usta swoimi.
-nie podoba ci się takie bardziej tradycyjne wyjście na festyn?-spytał głaszcząc go po policzku.
-hmmm? Czemu się wstydzisz?-spytał patrząc na niego uważnie.
-Serio? Co się takiego stało?-spytał z czystej ciekawości. Uznał że to jego kolej na zadanie kilku pytań.
-A to...więc dlatego tam siedziałeś? To było jakoś na początku. Dopiero przyjechałem więc nie rozmawialiśmy za wiele.-powiedział starając sobie to przypomnieć.-Nawet nie wiesz jak się wystraszyłem jak trumna zaczęła się nagle ruszać.-zaśmiał się.
-na prawdę się przestraszyłem.-zaśmiał się.-Ale wiesz...teraz się musisz się już wstydzić ani bać. Ja będę przy tobie.-zapewnił go i musnął jego usta.
-będzie super, zobaczysz.-roześmiał się wesoło.-ech...wiem...ale więcej mi się tam nie chowaj.-powiedział celując w niego palcem.
-będzie dobrze misiu. Będzie fajnie. Tak razem w yukatach.-powiedział rozmarzony.
-Ty to obiecałeś już kochanie.-zachichotał.-ale wiem że nie dziś...na lato...
-Wiem. Ja ciebie też. Nawet jeśli czasem jesteś po prostu wredny.-zaśmiał się cicho.-To i tak cię kocham...Na prawdę jestem w tobie zakochany.
-Nie zawsze...ale czasem tak. A ja i tak cię kocham...chociaż mogę być trochę zły...albo się obrazić. Jesteś moim kochaniem i tyle...
-wiem wiem...jak pojedziesz będę ci pisał wszystko.-powiedział recytując.
-mhm...pojde nam zrobić jakiś lekki obiad.-zaoferował wstając.-masz ochotę na coś specjalnego?
-Ech Ryu...coś lekkiego, szybkiego i wykonalnego. Naleśniki albo gyoza bo mam w lodówce.-powiedział patrząc na niego.
Skinął głową I poszedł do kuchni. Najpierw rozmrozil kilka pierożkow a potem Odgrzal je na patelni. Zawołał chłopaka kiedy były już gotowe i wyłożone na talerzyki.
-so dobre. Jak nie mam czasu gotować to je odgrzewam.-przyznał wzruszając ramionami i jedząc swoją porcje.
-wniose. Nie ma problemu.-uśmiechnął sie lekko.-ale widzę ze aż tak ci się nie nudziło na zajęciach. Juz skończyłeś z pytaniami.-zaśmiał się cicho.
Pokręcił głową.
-nie zameczasz. No w sumie nawet mile...ze chcesz się dowiedzieć i mnie więcej.-uśmiechnął sie wyjaśniając mu jak on to widzi.
-oj nie marudzisz...ale ok. Masz rację. Rewanż się należy.-zaśmiał się.-wiec...jaka jest twoja najbardziej ulubiona potrawa?-spytał spokojnie.-chciałbym ci ja kiedyś zrobić...
-wiec kiedyś ci zrobię.-obiecał.-kotek...? Zadałem mi takie pytanie wiec się odwdzięcze. Jak wyobrażasz sobe takie swoje idealne urodziny?
-U nas w domku. Kochanie....to nasze mieszkanie.-przypomniał mu spokojnie.-ale zapamiętam...wymarzone urodziny masz.jak w banku w tym roku.-zapewnił go wesoło.
-egzotyczne?-zastanowił się chwilę.-Może Australię? Albo hawaje...-wzruszył ramionami.
-mhm...kiedyś.-uśmiechnął sie.-a ty kochanie? Jakie kraje chciałbyś odwiedzić?
-Alaske? Ale tam jest zimno...-zauważył drżac lekko.-dość...niespotykany cel podróży.
-marzenia są po to żeby je spełniać kochanie.-powiedział kończąc jeść i uśmiechając się do niego.
Prześlij komentarz