Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3801 – 4000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-na pewno będzie lepiej kochanie. Na pewno.-uśmiechna się I trochę mu pomógł.-może obejrzymy jeszcze jeden film zanim wyjdziemy?-zaproponował bo uznał ze jest jeszcze trochę za wcześnie.
-Ok. No to ode wybierać.-uśmiechnął sie I poszedł do salonu. Poszperal trochę w płytach i znalazł najnowszych niezniszczalnych. Uznał ze taki film akcji z elementami komedii będzie ok.
-ja tez.-przyznał I włączył film obejmując go lekko.-mam nadzieję że film ci odpowiada...
-jasne kochanie. A teraz już oglądaj filmy.-zaśmiał się skupiając się już na tym co leciało.
-obiecuje. Na pewno znajdę dla was czas.z
-pogłaskał go po włosach.-jak ci juz ładnie urosły...
-Wiem!-burknął zgniatając kartkę i rzucając nią wściekle w podłogę.-Ale to nie jest takie łatwe...-powiedział już ciszej zwieszając lekko głowę.
-nie ma za co. Wiesz se zawsze chętnie Ci ją zrobię.-uśmiechnął sie do niego. Zawołał do siebie Jolie żeby trochę ja pogłaskać.
Ryu wrócił na studia po kilku dniach. Miał lekki problem z wejściem z powrotem w rytm studencki i już po tygodniu czuł się całkowicie wypluty. W sobotę jako że miał dzień wolny od pracy już po południu zadzwonił na skypie do Juna, leżąc w łóżeczku.
- Hej kochanie - uśmiechnął się do niego szeroko. - Jak się czujesz? Nie zamęczasz się?
-nie zamęczam skarbie.-uśmiechnął się odbierając. Uspokoił zaraz Kiarę która przybiegła słysząc głos Ryu.-Ale miałem trochę zabiegany tydzień więc...jakoś zapomniałem od tych smsach...przepraszam.-uniósł ręce w geście kapitulacji.
-teraz?-spytał patrzą na niego i głaszcząc Kiarę żeby nie wskoczyła mu na laptopa.
-Teraz? A jesteś sam?-spytał a po chwili zaburczało mu w brzuchu.-Cóż...pysznie...ja dopiero będę robił...
-Mhm...-uśmiechnął się lekko.-Cóż...więc tydzień zacząłem w miarę spokojnie. Potem miałem małą...katastrofę morską...więc zebrało się trochę topielców. No i zdecydowana większość miała być balsamowana więc jak wróciłem do domu było mi strasznie zimno.-powiedział na chwilę urywając.-
-to było we wtorek kochanie...jasne że teraz wyglądam lepiej.-zaśmiał się.-nijak...po prostu minęło.-wzruszył ramionami.-potem było w miarę spokojnie...
-nie...siedziała przy mnie.-zapewnił go ze śmiechem.-jest ok, na prawdę.-dodał i usiadł trochę wygodniej.-Ostatnio pomagałem też w policji...Współpracująca ze mną policjantka cały czas do mnie zarywała...
[Musiałaś? -.- ja tu planowałam Juna dać do szpitala nooooooo]
-Ryu!-Jun widząc ze chłopak się obudził od razu podbiegł do jego łóżka i złapał go za rękę.-tak się ciesze ze się ocknales...ne...nie martw się. Spałem i...nie zapaliłem...i...nic mu nie zrobiłem...-zapewnił go ze łzami z oczach.-nic...i obiecuje ze się tobą ładnie zajmę...
[A ja mam w tym roku maturę i jakoś stresu nie mogę wylądować, o!]
-no...nie do końca tylko spadles ze schodów. On cię pobił I spałeś trzy dni. Ten chłopak siedzi...jego dziewczyna uciekła ze płaczem pierwszego dnia jak się dowiedziała ze się spotykamy a...lekarz powiedział ze możesz mieć problem z nogami...a może nawet z pamięcią i...wystraszyłem się...
[A ja mam stres teraz! XD]
Jun upadł ciężko na kolana.
-um...nie Ryu-chan. Nie bardzo tak jak mówisz.-powiedział ocierajac łzy.-studiujesz fotografie. A ja nie jestem twoim bratem tylko chłopakiem. Szpik oddawał ci Kei i to kawał czasu temu.-powiedział drżaca ręką wciąż trzymając go za dłoń.
Jun wstał ale zachwial się na nogach.
-Kei to twój brat...starszy...jest jeszcze Hikaru I mały Yuto...i dwie siostry...-powiedział cicho. Skinął lekarzowi I poszedł za nim. Był w poważnym szoku.
-um...w ogóle.nie czuje nóg prawda? Zadzwonię po jego braci i wszytsko im wyjaśnię.-zgodził się trochę mechanicznie.-czy jest jakiś sposób żeby jakoś mu te wspomnienia uporządkować?-spytał cicho.
-cóż...sądzę że moje imię po prostu utkwiło mu w pamięci.-mruknął cicho.-czyli nie ma sposobu...żadnego? Tylko czekać...?-spytał trochę zrezygnowany.
-mhm rozumiem. Wiec wolałbym żeby jeszcze trochę tu został. Mogę poprosić jego braci żeby przywieźli zdjęcia? Mamy ich całkiem sporo...może to coś pomoże...
Skinął głową I wyszedł. Opadł ciężko na krzesło na korytarzu i wybrał numer do Keia.
-hej...musisz tu przyjechać...-powiedział trochę pustym głosem.
-bo chyba się zawalił...Ryu mnie nie pamięta...a raczej pamieta jak się nazywam i...to chyba na tyle. Wszystko mu się miesza na dodatek stracił czucie w nogach i nie wiadomo na jak długo...-urwal na chwile.-lekarza prowadzącego Ryu...zdjęcia...te z mojego mieszkania tez. Hikaru powinien gdzieś mieć klucz. Kiary nie bierz. I tak nie będzie mogła wejść do szpitala.-powiedział cicho.
-wziął mnie za swojego brata...-mruknął głucho.-ech...chyba za późno żebym się nie zalamywal.-mruknął.-na prawdę myślałem...ze jeszcze trochę i będziemy sobie szczęśliwie żyć.-zacisnąl wolną dłoń w pięść.-koles ma szczęście ze siedzi w więzieniu...-mruknął pod nosem.
-Ech...nie jestem co do tego przekonany. Po prostu postaraj się przyjechać szybko.-poprosił go i sie rozlaczyl. Skierował się do sali w której leżał Ryu i przywitał się z siedzącym przy łóżku Keiichim.
-zależy czy Ryu mi pozwoli...-powiedział nie chcąc wykonywać żadnych gwałtownych ruchów żeby niepotrzebnie nie wystraszyć chłopaka.
-jasne...może powinienem zadzwonić po Kokiego? No i może lepiej jeśli zostaniesz w szpitalu?-spytał przyglądając się mu trochę a potem zwracając się do Ryu.-za jakiś czas skarbie...muszą cie zbadać I ustalić wszytsko...no i na razie będziesz miał spora przerwę od studiów...-uśmiechnął sie lekko.
-um..to nie tak...ja bardzo chciałem żebys spełniał swoje marzenia...-powiedział a zaraz przytrzymał chłopaka dopóki nie przejęli go lekarze. Potem wylał wiadomość do Kokiego żeby przyjechał.
-wiec tego tez nie pamiętasz...-uśmiechnął się lekko i przysunal się bliżej łóżka żeby im było lepiej rozmawiać.-jestem balsamista.-wyjaśnił spokojnie.-pracuje w zakładzie pogrzebowym twojej rodziny...-dodał spokojnie.
-Ech...juz kolejny raz ci powtarzam...nie jesteśmy braćmi. Nazywam się Jun Mikami. Spotykamy się...-powiedział cicho.-lubię. Przynosiles mi je czasem.
-Bo...jestem twoim chłopakiem. Bardzo cie kocham i się o ciebie martwię. Keiichiro po mnie zadzwonił...-powiedział spokojnie.-nie musisz sobie na sile przypominać jeśli boli...-dodał zaraz widząc jak chłopak się męczy.
-bardzo. Jesteśmy razem szczęśliwi. Kei, twój brat, jutro przywiezie nasze zdjęcia. Na razie się nie zmuszaj.-poprosił.
-jasne...prześpij się. A...masz go.-zaśmiał się widząc nieśmiertelnik na szafce.
-wiem...dostałeś go ode mnie. Ty masz z moimi danymi a ja z twoimi.-powedzial wyjmując nieśmiertelnik spod koszulki.
-chylę kolorowiej. Został zepchniety ze schodów i pobity. Stracił pamięc i...w sumie pamieta tylko jak się nazywam. Z początku ciągle brał mnie za swojego brata.-westchnął.-ach...no i stracił czucie w nogach i...mam nadzieje ze je odzyska. I wspomnienia i czucie w nogach.-wyjaśnił.
-mogę ci pożyczyć.-zapewnił go spokojnie.-nie jestem tylko pewny czy aż 10 tysięcy...ale z 8 na pewno.-uśmiechnął sie lekko.-mówiłem Ci juz przecież ze możesz prosić...mój ociec miał masę pieniędzy odlozonych i...od momentu kiedy siedzi wszystkie są na moim koncie...nawet jak ci pożycze dużo mi zostanie.
-wiem...ale mogę pomoc...-powiedział cicho.-wyślę Ci je na konto. Nie musisz się spieszyć z oddaniem.-zapewnił go jeszcze.-najważniejsze żeby pomóc chociaż trochę.
-jasne. Dla mnie póki co priorytetem jest zeby Ryu odzyskal wspomnienia...bo na czucie w nogach nie bardzo mam wpływ...-mruknął patrząc na chłopaka który ściskal nieśmiertelnik.
-spał trzy dni i dopiero się obudził. Lekarz dzisiaj sprawdzał I nic...zero czucia. W ogóle ich nie czuje.-powiedział.-ale...przynajmniej nie pamięta tez o tej całej sprawie z ojcem...
-um...pamięta jak się nazywa, skąd pochodzi, że studiował i...pamięta jak się nazywam. Kei ma jutro przyjechać i przywieźć zdjęcia...myślę że od tego zaczniemy. A! I pamieta jeszcze ze ten nieśmiertelnik który mu dałem jest dla niego ważny...
-ale nie pamięta ze to ja mu dałem. Nie dał mi go nawet dotknac. No i...wiem jak musi się dziwnie teraz czuć...nie wiedząc komu może ufać...na dodatek jakiś dziwny koleś mówi mu ze są parą...-uśmiechnął sie krzywo.
-cóż...może...ale chyba nie wytrzymał bym tak. Myślę że to wszystko jakoś mu wyjaśnię. Na tym nieśmiertelniku który ma są moje dane. A na tym są jego.-wskazał na nieśmiertelnik wiszący na jego szyi.-jutro będą zdjęcia...jakoś mu to wytłumaczę...
-tez bym tak do niego wszedł ale...chyba nie będę ryzykował.-zaśmiał się cicho.
-Ryu przynajmniej śpi spokojnie...-powiedział I chwile potem przysnal na krzesle.
-co cie boli kochanie?-spytał zaraz głaszczac go trochę po włosach.-zawołać lekarza?
Wcisnąć guziczek wołając lekarza i otarł mu łzy.-a wiesz...mogę ci opowiedzieć bo chyba wiem co Ci się śniło.-uśmiechnął sie lekko.-na naszą pierwsza randkę poszliśmy oglądać gwiazdy...wtedy wyznalismy sobie swoje uczucia. Mamy zdjęcia z tamtego dnia.
-mhm...masz. słodka sunie. Kiare.-uśmiechnął sie.-ech tak ci galopuje...ale spokojnie zaraz przyjdzie lekarz.-zapewnił go.
-mhm...juz...ale jak?-spytał głaszczac go po policzku wolna ręką.-zaraz przyjdzie lekarz...za chwilę...-zapewnił go.
-przytulałem...-odparł cicho I kiedy lekarz podał mu leki objął go delikatnie.-wtedy się uspokajales...-dodał szeptem.
Usiadł na krzesle i uśmiechnął się lekko wkładając nieśmiertelnik z powrotem pod koszulkę.
-zostane. Nie martw się tym. Śpij spokojnie.
Patrzył chwile na niego ale w końcu sam zasnął wciąż trzymając go za rękę.
-Hmm? Przecież odpoczywam...spałem...-powiedział ziewajac. Zerknął na swoją dłoń wciąż ściskana przez chłopaka i uśmiechnął się lekko.-Przywiozles wszytsko?
-Ech...to nie chodzi o bram snu a raczej o całą tę sytuację...-westchnął.-sądzę że ty sam nie wygladalbys lepiej na moim miejscu.-dodał spokojnie.-nie dziwie jej się...cóż...na razie niech jeszcze śpi...
-sądzę że wszytsko mu się zlało I pomieszało...-mruknął.-ale spokojnie...pokażemy mu zdjęcia I wszytsko wyjaśnimy. Na spokojnie...żeby go nie wystraszyć...-powiedział I znów ziewnal.-dzięki na ciuchy...
-dzięki...jestes wielki.-powiedział z wdzięcznością.-ale poczekam dopóki Ryu się nie obudzi. Obiecałem ze będę rano...
-Ech ok...umyje się I zjem...-zapewnił go.-a potem wrócę i jeśli będzie chciał pooglądamy zdjęcia.-powiedział patrząc na śpiącego chłopaka.-jak myślisz...odzyska wspomnienia? I czucie w nogach...?-spytał cicho.
-um...wiem ze z nim nie rozmawiałes...-powiedział cicho.-Kei...ja wiem ze to jest teraz nnajważniejsze...wiem to. To czy odzyska czucie jest najmniej ważne...ale jednak trochę jest. Nie chciałbym żeby był nieszczęśliwy...-westchnął cicho.
-wiem. Dlatego zacząłem od wspomnień. To teraz najważniejsze. Na razie nie czuje się pewnie i wiem ze nie wie komu ufać...martwię się o niego...
-Kei jest twoim starszym bratem. To on oddal co szpik.-powiedział I okrył go kołdrą kiedy wstawał.-to ja idę.
-ok...rozumiem...-uśmiechnął sie lekko.-cóż chyba póki co zostaje ci nam zaufać braciszku...wiem ze to trudne...-dodał od razu.-cóż jak juz mówiłem nazywam się Kei, jestem twoim starszym bratem i oddałem ci szpik. Jestem też lekarzem...-powiedział. Było mu przykro ze brat go nie pamięta.
-nie przypominaj sobie na sile.-poprosił głaszczac go po włosach.-nie musisz. Do niczego cie nie zmuszam. Powoli...powoli sobie wszytsko przypomnisz.-uśmiechnął sie do niego lekko.
-um...na pewno nie jest najlepiej...ale cóż...to właśnie jego pamiętasz, prawda?-zauważył spokojnie.-jesteście razem prawie od dwóch lat...sądzę że powinieneś na razie poczekać. Dopiero się obudziles I jesteś trochę skolowany. To normalne.-zapewnił go.-ale...pamiętasz to, prawda?-spytał wskazując na trzymany przez chłopaka wisiorek.
-och...spokojnie nie musisz go tak chować. Nie zabiorę ci go.-zapewnił go.-ale sprawdź sobie co jest na nim napisane. Pewnie nawet nie miałeś okazji.-uśmiechnął sie. Uznał ze na razie powinni iść w tym kierunku.
-cóż...chyba tak właśnie traktowales go przez pierwsze dwa lata jego pobytu u nas...a potem poczułes ze to coś więcej. Pytes wszytkich co to miłość zanim wyznałes mu swoje uczucia.-zaśmiał się cicho.-ale sądzę że to dobry znak że pamiętasz ze nieśmiertelnik jest dla ciebie ważny.
-nie wiem. Po prostu nie pamiętasz...tak po prostu...-powiedział spokojnie.-nie wiem...-powtórzył.-ale wierzę że sobie przypomnisz.
-cóż...wtedy zaczniemy wszytsko od nowa. Tak sądzę...-uśmiechnął sie lekko.-Spokojnie. Jak Jun wróci to obejrzymy zdjęcia. Może wtedy sobie coś przypomnisz. Ale pamiętaj, nic na siłę.
-Ryu? Ryu?-potrzasnal nim lekko i zawołał lekarza. Westchnął ciężko. Nie chciał żeby jego brat się tak męczył.
Jun wrócił do sali po obiecanych trzech godzinach. Umyty,najedzony I wypoczęty.
Jun usiadł obok i poklepal go po ramieniu.
-przypomni sobie. Musimy w to wierzyć.-westchnął cicho.-ja wiem...ze on tego nie czuje. Ze jesteśmy razem. To widać.-uśmiechnął sie krzywo.-ale nie chce ze poddać...
-przede mną tez chował. Chyba jeszcze mu się nie przyglądał dokładnie...-powiedział patrząc na śpiącego chłopaka.-um trochę...ale nie do końca mi ufa...
-no więc widzisz...wie ze ważny ale nic poza tym.-westchnął.-ciekawe co mu się śni...w nocy snila mu się ta noc spadających gwiazd...przypomniał sobie Kiare...względnie.
-um...może na razie lepiej nie? Nie chce go straszyć psychologiem. Nie chce żeby czuł presje ze musi sobie przypomnieć...
-jajecznice.-uśmiechnął sie.-a ty co bys chciał? Przynieść ci?-spytał od razu.
-um...tak było...ale potem dales mi książkę kucharska na swieta i powiedziałeś ze chciałbyś żebym się nauczył gotować...no i żebym ci kiedyś ugotować taka romantyczna kolacje. Wiec się nauczyłem.-wyjaśnił spokojnie.-ale mogę ci przynieść naleśnikami ze stołówki.
-oj...Ryu nic się nie stało. Ja się nawet ciesze ze pamiętałes chociaż to ze nie umiałem gotować. Nauczyłem się całkiem niedawno w sumie wiec...-machnął ręką.-pewnie nadal nie za dobrze mi idzie...a ty na pewno jesteś głodny...powinieneś coś zjeść.
-oj Ryu...na prawdę nic się takiego nie stało...-wywrocil oczyma.-dzięki Kei...ale ja już jadłem wiec nie musisz mi przynosić.
-oj...nie zabolało aż tak...mówiłem juz ze się ucieszyłem ze pamiętasz chociaż to ze kiepsko gotowalem. To zawsze coś...na prawdę.-zapewnił go.
-nie trzeba...pamiętasz częsc...a my zawsze możemy odpowiedzieć resztę. Wiem ze jest ci ciężko. Chcemy ci pomóc.-zapewnił go spokojnie.
-Um tak. Poszedłeś na weekend wywołać zdjęcia i...zadzwoniłeś po mnie kiedy udało ci się ukryć.-zgodził się z uśmiechem.
-cóż...nie wiem. Masz rację jest ważny...ale nie wiem czemu. Mam teorię że mnie jakoś zapamiętałeś bo myślałeś i mnie w czasie zagrożenia. Ale to tylko taka teoria.
-um...no to nie wiem...-powiedział cicho.-Ale wiem że na pewno sobie przypomnisz. Jestem pewny.-uśmiechnął się do niego lekko.
-Nie zostawię cię...nigdy cię nie zostawię. Żadne z nas cię nie zostawi.-zapewnił go i wyjął nieśmiertelnik zza swojej koszulki.-Obiecaliśmy sobie ze zawsze będziemy razem...nie zostawię cię...
-Będzie dobrze.-zapewnił go z lekkim uśmiechem.-Um...jak dawałem ci nieśmiertelnik to kupiłem dwa...-podał mu swój.
-rozumiem...ten dla mnie też jest.-powiedział biorąc od niego swój nieśmiertelnik i wieszając go z powrotem na szyi.-chciałem tylko żebyś wiedział...
-um...dobrze, uważaj na siebie.-poprosił tylko z uśmiechem.
-Koki...masz już te pieniądze na koncie więc idź załatwić co trzeba...-poprosił.
-nie...znam to uczucie. Ryu bardzo się wtedy na mnie denerwował...że za często bywam w szpitalu...-powiedział i westchnął ciężko.-więc...rozumiem twoje uczucie.
-jasne idź. Zajmie ci to tylko chwilę a ja się zajmę twoim kochaniem.-zapewnił go i wstał ze swojego krzesła.
-nie przejmuj się tym...Pomagałeś. A teraz skup się na wracaniu do zdrowia.-poprosił.
Szybko pomógł mu usiąść i odkrztusić.
-No już...spokojnie...po prostu nami się tak nie przejmuj...
-Koki uzbierał pieniądze na operacje...będzie dobrze.-zapewnił go.-Dzięki. Przywiozę mu go. Pojadę jutro...myślę że to może mu pomóc chociaż...boję się że opisywał też swoje odczucia w sprawie z ojcem a...póki sam sobie tego nie przypomniał nie chcę mu tego przypominać...
-dlatego trochę się obawiam tego dziennika...-przyznał spokojnie i położył go. Uśmiechnął się do Kokiego i poklepał go po ramieniu.
-Smacznego.-powiedział z uśmiechem Jun. Uznał że obgada sprawę pamiętnika z Keiem jak będą sami.
Już uśmiechnął się do Keia i do Ryu. Jak na razie wszystko utwierdzało go w przekonaniu, że odzyska wspomnienia.
Jun przeciągnął się lekko i sięgnął po torbę ze zdjęciami żeby zobaczyć co przywiózł Kei.
-o..zdjąłeś też te ze ścian.-zauważył.
-nie to dobrze...-zapewnił go.-Miałem do ciebie nawet pisać żebyś je wziął ale jakoś wypadło mi to z głowy.-powiedział.
-cóż...więc teraz od czego powinniśmy zacząć...Ryu? Jak sądzisz? Które zdjęcia ty chciałbyś najpierw obejrzeć?-spytał chłopaka uznając że to on powinien wybrać.
-więc zaczniemy od rodzinnych zdjęć.-podał mu pierwszy album z jego zdjęciami z dzieciństwa.-ale pamiętaj że nic na siłę
-cóż...ja mieszkałem i studiowałem w Tokio. Przyjechałem do Yukan po studiach...żeby pracować.-wyjaśnił spokojnie.
-ok.-schował album do torby.-na dzisiaj wystarczy. Będziemy kontynuować kiedy sam będziesz tego chciał.-uśmiechnął się do niego.
-Widzisz? Już ci mówiłem. Nie jesteśmy źli i na pewno cię nie zostawimy.-uśmiechnął się do niego i odgarnął mu włosy z czoła.
-wiem...-mruknął a kiedy był pewny że chłopak śpi zwrócił się do Keia.-Keichiro powiedział mi że Ryu prowadził pamiętnik...jednak boję się że mogą być w nim zapisane też te mniej przyjemne rzeczy jak ta sprawa z ojcem...-powiedział.
-ech masz rację...pewnie masz rację...-powiedział wzdychając ciężko.-ale na prawdę się trochę tego obawiam...pojadę tam jutro i wszystko przywiozę. Jego laptop też.
-Ech...może...może lepiej przejrzeć co tam pisał zanim mu to damy?-zaproponował chociaż wiedział że tak się nie powinno robić.
-um...nie musi wcale wiedzieć że przeglądaliśmy...a ja się na prawdę trochę tego obawiam. Ufam mu i wiem że mnie kocha ale...jednak trochę się obawiam...-westchnął cicho.
-Mhm...pod względem tego pamiętnika ty na pewno jesteś w lepszej sytuacji niż ja.-zauważył trzymając chłopaka za dłoń.-Nie wiesz jaka to dla mnie ulga widząc go tak spokojnie śpiącego...
-jak się dowiedział że przeczytałeś?-spytał z czystej ciekawości.
-och...w takim razie może lepiej to przemyśle...-westchnął.-ale wiem że jak będzie odzyskiwał wspomnienia...to w końcu i o tym sobie przypomni...a ja tylko chcę żebyś mogli spokojnie i szczęśliwie razem żyć. Ale zawsze coś się dzieje...zawsze coś...
-masz rację...muszę.-uśmiechnął się lekko.-Może więcej będzie tych miłych rzeczy?-mruknał starając się myśleć bardziej pozytywnie.
-znaczy tyle że jego ciało mnie pamięta.-wywrócił oczyma.-ciekawe co teraz mu się śni...
-Trochę...-przyznał spokojnie.-pewnie zapytam.-zgodził się.
Jun czując że chłopak go mocniej ściska spojrzał na niego trochę zmartwiony.
-um dokladnie tak.-zgodził się.-jest dokładnie tak jak mówisz...-dodał.głaszczac go po dłoni.
-um tak...ale to była taka mala kłótnia. Po tej akcji z nauczycielem...chyba chciałem za bardzo się pospieszyć i...tak jakoś wyszło. Ale szybko się pogodzilismy.-uśmiechnął sie lekko.
-um...tak...-odparł szczerze.-jednak mnie też bolała...wiedziałem ze zrobiłem źle...bolało mnie ze w takiej chwili byłem na prawdę złym chłopakiem...-dopowiedzial.
-um to...jak czasem za dużo pracuje z martwym ciałami to...tak jakoś po prostu jest mi zimno. Jakbym tracił swoje ciepło czy coś...-wyjaśnił chociaż sam tego do końca nie rozumiał.
-um tak...przytulasz, głaszczesz po włosach, czasem całujesz. Jesteś i to pomaga.-dopowiedzial z lekkim uśmiechem.
-jeśli chcesz ja nie mam nic przeciwko.-powiedział zsuwajac buty i wchodząc do łóżka. Objął delikatnie chłopaka I pogłaskał go po włosach uśmiechając się przy tym lekko.
-um...cieszę się.-odparł z uśmiechem.-i dziękuję ze to mówisz...-dodał zerkajac na niego.
-gratuluję Ryu-chan...jesteś swietny.-uśmiechnął sie delikatnie mierzwiac mu włoski.-gratuluję...-powtórzył jeszcze raz.
-ej ej...przecież zawsze możesz studiować na wózku, prawda? Ja miałem taką jedną osobę na roku. Mieliśmy wtedy zajęcia na jednym piętrze. Wystarczy załatwić z uczelnią.-zapewnił go.
-oj no...nie wpadłem na to wcześniej.-wywrocil oczyma.-teraz mi się przypomniało...-dodał jeszcze.-no I...nie sądziłem ze tak...sprawnie będziesz sobie wszytsko przypominał. Jestem dobrej myśli i wierzę że na czas wrócisz na uczelnie.
-jestem....jestem baaardzo dumny.-zapewnił go.-ech Ryu-chan...ale prosiłem żebyś siebie nie zmuszał do tego przypominania...wtedy boli cie głową...-powiedział czując jak chłopak mocniej się w niego wtula.
-Ech gluptasek...-szepnął sam do siebie i zaczął spokojnie głaskać chłopaka po włosach. Wiedział jednak ze sam robiły to samo.
Jun niejednokrotnie uspokajal go mówiąc ze będzie dobrze, w końcu załatwił juz operacje. Kiedy Ryu się obudził uśmiechnął się do niego lekko.
-zejdziemy razem na kolacje?
-ok.-odparł I wyszedł z łóżka. Przysunal tylko wózek który stał trochę dalej.
-a co byś chciał? Ale jesteś ograniczony stołówkowym menu.-zasmiał się cicho.
-no raczej nie...ale w sumie nie jadłes obiadu.-zauważył wchodząc do stołówki.
-um no tak...-powiedział I.poszedł dla nich po kolacje. Wziąl mu ten chlebek bananowy a sobie tosty z dżemem i wrócił do stolika.-smacznego.
-nie zameczam się...krzesło nie jest wcale aż tak niewygodne...-zaśmiał się.-no ale ok...jak coś to możesz po mnie zadzwonić nie wahaj się.-poprosił.
-oczywiście ze masz.-zaśmiał się.-ale nie wiem jak masz mnie zapisanego wiec na spokojnie sobie przejrzyj kontakty i w ogóle.-zaproponował ze śmiechem.
-co to za głupie pytanie?-spytał ze śmiechem.-nadal bardzo cie kocham. To się nie zmieniło...i nie zmieni.-odparł jedząc swoją kolacje.
Jun odpowiedział uśmiechem a kiedy skończył jeść powoli pił swoją herbatę.
-przyjdę.-obiecał mu z uśmiechem.-ne Ryu...słyszałem od twojego przyjaciela ze prowadziles pamiętnik...chciałbyś żeby ci go przywieźć?-spytał patrząc na niego.
-ja tez. Dlatego pytam cie o Twoje zdanie.-powiedział wstając żeby odnieść talerze.
-na razie nie musisze ci go przynosić. Tak tylko zaproponowałem.-uśmiechnął sie lekko.-ale może faktycznie lepiej zaczekać...na razie lepiej jak oglądamy zdjęcia...
-dzisiaj juz nie.-przytaknal.-a my nie chcemy zostawić cie z tym samego. My rozumiemy...nie boli nie wiadomo jak i cieszymy się kiedy coś sobie przypomnisz. Nie martw się.-poprosił z lekkim uśmiechem.
-ej...Ryu-chan...Pozwól nam być wtedy przy tobie...wiesz...wtedy też będziemy wiedzieli co sobie przypomniałes.-zauważył.
-um...wiec nie dasz sobie pomóc?-spytał zmartwiony.
-Ech...-westchnął tylko I usiadł na krzesle. Nie specjalnie mu się to podobało. Chciał być pewny ze chłopak nie będzie sam jeśli przypomni sobie coś złego.
Jun dość niechętnie wyszedł wiec kiedy wszedł do pokoju walnął się na łóżko wpatrując się w tapetę na telefonie.
-myślisz ze dobrze robimy? Zostawiając go samego? Mogliśmy zabrać albumy...-zagadal do Keia.
-Ech...obawiam się...nie, ja jestem pewny...ze sięgnie po tę cholerne albumy.-mruknął przymykajac oczy.-mówił mu ze chce sam...żeby nas nie ranić...
-Ech...dobranoc.-powiedział kładąc się na boku i przysypiajac.
-właśnie wyszedłem spod prysznica.-powiedział kiedy odebrał.
-um...dobrze. zrobię ci jakieś grzanki dobre.-powiedział z uśmiechem.-a jak ci się spało?
-um...jasne. A...jak? Tak w policzek? Czy...?-spytał ubierając sie.
-um...ok. pocałuje...-zapewnił go.-I przywiozę ci śniadanko.-dodał.
-wiec na mnie czekaj... um rozlacze się ok? Bo trochę ciężko mi sie ubrać jedna ręką...
-ok.-rozlaczyl się i szybko ubrał. Potem poszedł robic śniadanie dla siebie i dla Ryu.
-cóż...średnio za nią przepadal...ale ok.-Sięgnął po telefon. Kiedy skończył rozmawiać stanął przy kuchence.-Ryu do mnie zadzwonił. Pytał czy mógłbym go pocałować jak przyjadę...
-mhm....powiedziałem ze go pocałuje. Prosił żebym to zrobił tak jak zawsze...-powiedział i zaczął robić grzanki.-Mika przyjedzie dopiero jutro...
-jasne...my zjemy tutaj...a resztę zaniosę Ryu.-powiedział wkładając grzanki z pomidorem i serem do piekarnika.
-zajmę się Ryu i Kokim żeby za bardzo się nie denerwował. Wiem ze Keiichiro będzie w dobrych rękach.-uśmiechnął sie. Podał mu grzanki I usiadł na przeciwko niego.-smacznego.
-będzie dobrze.-poklepal go po ramieniu.-dzięki. Mam nadzieje ze Ryu tez będzie smakowało.-uśmiechnął sie I zabrał się za jedzenie.-ciekawi mnie skąd ta nagła prośbą o pocałunek.
-może...-wzruszył ramionami i skończył jeść.-ok...idziemy.-powiedział wstając I pakując resztę grzanem do pojemniczka.
-oj wiem...-mruknął. Kiedy weszli do sali chłopaka uśmiechnął się lekko do niego.-hej Ryu-chan. Mam dla ciebie śniadanko.-powiedział podchodząc bliżej.
-mówiłeś ze ci smakuje.-uśmiechnął sie i podał mu pojemniczek z grzankami.-smacznego.
-ciesze się ze smakuje.-uśmiechnął sie do niego wesoło.-wiec jednak wyszła mi ta nauka gotowania.
-um ok... najważniejsze ze sobie powoli przypominasz.-powiedział z uśmiechem. Poczekał aż chłopak zje i łagodnie pogłaskał go po policzku. Zbliżył się do niego powoli i pocałował namiętnie ale delikatnie.
Uśmiechnął się lekko słysząc ze chłopakowi się podobało. Bez słowa przytulił go delikatnie.
-Przytule kiedy tylko będziesz chciał. Zawsze.-zapewnił go.
-teraz? Tutaj? W piwnicach jest pomieszczenie dla służby...tak z Keiem się zatrzymujemy.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-nie ja...my...um na pierwszym...ale.zawsze mogę cię wnosić jak coś i w ogóle...-zauważył głaszczac go po włosach.
-ale...ale mamy windę w bloku i...um...przecież mieszkamy razem...-powiedział głaszczac go po policzku.
-um...mamy mieszkanie...małe i przytulne. Takie nasze...-powiedział przygryzajac dolną warge.-ale nie będę cię namawiał żebyś tam mieszkał zamiast w domku...-dodał mierzwiac mu włoski.
-nie naciskam.-burknął.-mówię tylko jak jest...-dodał.
-nie zranił tylko...-mruknął w myślach dopowiadajac ze znów był zbyt porywczy i chciał się pospieszyć. Chciał go jednak tylko uświadomić. Westchnął cicho.-przepraszam Ryu-chan...to była moja wina.-powiedział skruszony.
Jun spojrzał na Keia i wstał.
-jasne. Jeszcze raz przepraszam.-powiedział I wyszedł opadające na krzesło na korytarzu.
-wiem...-mruknął przygryzajac dolną warge i nie patrząc na niego.-tak...wyszło...-dodał wpatrując się w podłogę.
-um ok...tylko pamiętaj o tej operacji co masz po południu.-poprosił. Posiedzial jeszcze dłuższą chwilę aż w końcu wstał i zapukał do drzwi.-mogę wejść?-spytał.
-um ok...-powiedział nadal stojąc za zamkniętymi drzwiami.-przepraszam...napisz mi kiedy mogę wrócić.-powiedział I wrócił na krzesło.
-nigdzie nie wracam. Będę tu czekał.-burknął zostając na krzesle na korytarzu. Nie chciał go zostawiać.
-Ryu-chan...-zagadal.do niego kiedy chłopaka wracał któryś raz z łazienki.-no weź...to była moja wina...przeprosiłem juz przecież...-powiedział nie chcąc żeby chłopak się tam nie niego złościl.
'Nie chce cię widzieć.'. Te słowa odbiły się od jego świadomości powracając echem. Nie sądził ze aż tak przesadził.
-Ryu-chan...to na prawdę nie tak. Nie widzenie się z tobą tak długo na pewno będzie nie bardziej boleć...a to ze czegoś nie pamiętasz...to nic...zawsze możemy ci przypomnieć i pomoc...nie chce zostawiać cie z tym samego.-powiedział stojąc w drzwiach.
Cofnął się delikatnie zszokowany jego slowami.
-jasne....juz sobie idę...-mruknął zamykając drzwi i ruszyl w strone wyjscia po papierosy. Miał dość I uznał ze to jedyne co jest w stanie go teraz uspokoic. Wiedział ze miał do tego nie wracać. Wiedział ze obiecał to Ryu ale w takiej sytuacji nie był w stanie dotrzymać obietnicy.
Jun wrócił na swoje krzesełko po wypaleniu kilku papierosów. Juz w sumie nie wiedział co powinien zrobić. Po południu poklepal po ramieniu Kokieg kiedy jego kochanie szlo na operację.
-będzie dobrze..,
-wygonil mnie i powiedział ze nie chce mnie widzieć...myślisz ze przesadziłem? Ja tylko...mówiłem mu ze mieszkamy razem...on tego nie pamiętał i...potem kazał nam wyjść.-westchnął.
-um no tak...wiem też ze nie chce nas ranić...ale bardziej nas rani odtracajac nas...-westchnął.-chciałbym z nim o tym porozmawiać...ale on nie chce wiec...nie wiem już co robić.-przyznał na koniec lekko podłamany.
-Ech nauczyłem....ale on teraz w ogóle nie chce z nami rozmawiać.-westchnął.-jutro do niego zajde...dzisiaj już sobie odpuszczę żeby go bardziej nie denerwować...
-nie chce go denerwować...a póki śpi to sobie nic nie zrobi, nie?-uśmiechnął się lekko. -kocham go po prostu...
-um...taaaaa...poradzisz sobie tutaj sam? Pamiętaj ze wszytsko będzie dobrze.-poklepal go po ramieniu i wstał.
-nie umrze. Wierzę że jest w dobrych rękach.-jeszcze raz poklepal go po ramię i poszedł do sali Ryu. Widząc ze chłopak jeszcze śpi, delikatnie wszedł do łóżka i objął go ramieniem.
Zasmucil się trochę bo nie takiej reakcji się spodziewał. Wyszedł wiec z łóżka i usiadł na krzesle.
Westchnał ciężko. Siedział tak patrząc na niego i czekając aż chłopak się obudzi. Wziął sobie jeden z albumów żeby się nie nudzić.
-powiedziałem ze nigdzie nie jadę.-zauważył z uśmiechem.-kocham cie i...nie chce cię z tym zostawiać. Nie będę naciskał i...będę tylko wspierał...na prawdę. Obiecuje na paluszek.-wyciągnął w jego stronę rękę.
-ok...no to...będę cię wspierał bez rozmawiania o tym, ok? Tylko...mimo wszytsko chciałbym wiedzieć co.sobie przypominasz...-powiedział cicho.
-a jak będziesz się upewnial ze dobrze sobie przypominasz?-spytał unosząc brwi.
-Ech....wiec ci go jednak przywieźć?-spytał jakos nie bardzo z tego zadowolony.-w każdym razie jeszcze raz przepraszam...
-wiem...ale wszytsko będzie dobrze. Na sali jest twój brat wiec Keiichiro nic nie będzie.-zapewnił go I ukleknal przy łóżku. -jest w dobrych rękach.-dodał.
-jest bardzo dobrym lekarzem.-zapewnił go.-wiec spokojnie...twój przyjaciel jest w dobrych rękach.-uśmiechnął sie pogłaskał go po policzku.
-musisz wierzyć że się uda. Negatywne myślenie nigdy nie pomaga.-powiedział nadal go głaszczac.-myslmy ze się uda...i trzymajmy kciuki.
-I tak na pewno się nie stanie.-zapewnił go. Siedzieli tak jeszcze dość długo zanim do sali nie wbiegł Koki.
-operacja się udała.-oznajmił z ulgą w głosie. Jun wstał i poklepal mężczyznę po ramieniu.
-mówiłem ze będzie dobrze.
-Keiichiro teraz będzie leżał w innej sali...przez jakiś czas. Przyszedłem po cześć jego rzeczy.-wyjaśnił.
-nie powinien odpocząć? Ne Ryu...może do niego pójdziemy?-zaproponował patrząc na chłopaka.
-Oj...wystarczy ze go przytuliszybko i powiesz 'dobra robota...dziękuję za uratowanie przyjaciela' albo coś w tym stylu.-wzruszył ramionami.
Jun szedł spokojnie za nim.
-Kei...powinieneś iść do pielęgniarek żeby się tym zajęły...-powiedział stojąc w drzwiach.-powinieneś tez odpocząć.-dodał widząc jak mężczyzna się trzęsie.
-na prawdę nie ma nikogo? Kei...cały się trzesiesz...tak nie pomożesz.-zauważył.-to była męcząca operacja. Musisz odpocząć...
-Ech...tylko uważaj na siebie. I najpierw zaszyj te ranę. Nie jest duża...ale musisz ja zaszyc.-powiedzial.
-jestem ciężki. Sam pójdę.-powiedział Kei.
-lepiej żebyśmy się zaprowadzili. Na prawdę nie wyglądasz najlepiej.
-Ech zastąpiłbym cie ale nie mogę. Brak papierka robi wielką różnicę...-uśmiechnął sie przepraszajaco.-na prawdę ta operacja nie może poczekać?
-Ech...to dobra...-westchnął Jun.-ale ty tez idź spać.-poprosił I wziął Keia pod rękę.-pomogę ci dojść do pielęgniarek.
-dobrze. Jutro też przynieść co jakieś dobre śniadanko?-spytał zerkajac na niego.
-Ech...no juz niech będzie na obiad.-zgodził się I podtrzymał Keia ruszając powoli.
Prześlij komentarz