Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4001 – 4200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»Poszli z nim jeszcze do sali.
-ech...ciężki dzień dla szpitala...-westchnął I usiadł na krzesełku.
-um...masz rację nie pracuje. Ale chcę pomoc. Takim jest lekarzem...jeśli pacjent jest w potrzebie to chce pomóc.-wyjaśnił z lekkim uśmiechem.
-jasne zaniosę go do łóżka i dam coś do jedzenia.-obiecał mu.
-a nie mówiłem? Jesteśmy...tak jakoś wyszło. Ale to pewnie dlatego ze jesteśmy w tym samym wieku.-wzruszył ramionami.
-to jedz się położyć..., musisz przecież tu ze mną siedzieć.-zmierzwil mu włoski.
-ale nie trzeba ko...Ryu-chan.-uśmiechnął sie do niego.-dam sobie radę...a ty jeśli jesteś zmęczony to idź i odpocznij.
Spojrzał na niego zaskoczony ale bez słowa objął go przytulając do siebie.
-słodkich snów.-uśmiechnął sie I zaraz złapał Keia który ledwo trzymał się na nogach. Wziął go na barana i zaniósł do pokoju.
-do usług.-zaśmiał się kładąc go na łóżko.-śpij.
-nie mów tego Ryu. Najważniejsze że się udało. Następna pójdzie lepiej.-uśmiechnął sie.-chcesz coś zjeść?-spytał jeszcze słysząc jak mu burczy w brzuchu.
-to oczywiste...ale szczęśliwie przeszedł trudna operacje. Teraz będzie tylko lepiej.-zapewnił go I zabrał się za robienie czegoś na szybko.-i.mówi to osoba która nie ufa lekarzom...
-Ech...mogliście się do mnie zgłosić. Dałbym ile potrzeba...-westchnął.-no...najważniejsze ze się udało. I że znam pewnego lekarza któremu można ufać.-uśmiechnął sie do niego.
-ale ratuje ich...starasz się i nie myślisz i tym ze operacja podrożała.-powiedział.-jestem taki spokojny bo wiem ze to ty operowales. Nie umarl ci na stole i wszytsko będzie dobrze.
-odpocznij. Na prawdę wykonałes dzisiaj kawał dobrej roboty.-Podał mu talerz ze zwykłymi tostami a ze swoimi usiadł przy stoliku.
-cóż...czekał ze mną..usiadł mi na kolanach i przysnal. Był bardzo zmęczony.-odparł z lekkim uśmiechem..
-będzie lepiej. Przypomni sobie...i będzie cie traktował tak jak wcześniej.-zapewnił go z uśmiechem.
-na pewno...juz wiele sobie przypomniał. Będzie lepiej. Jestem tego pewny.-uśmiechnął sie I skończył jeść.-Przypomni sobie...
-nie chce nas ranić...-powiedział I sam też położyl się spać.
-dzień dobry Ryu. Nazywam się Mika.-przedstawiła się jeszcze raz.-jestem psychologiem twoim i Juna.-dodała uśmiechając się do niego przyjaźnie.
-Wiem. Jestem tutaj żeby ci pomoc a do tego nie jest potrzebne to żebyś mnie pamiętał.-zapewniła go spokojnie.-cóż...możemy spokojnie zacząć od twoich leków...możesz mi też zadawać pytania.-poinformowała go.
-Cóż...jestem jego psychologiem od...już bardzo dawna. Miał pewne problemy a ja mu pomogłam. Ni mniej ni więcej.-odparła spokojnie.-Mam męża a...dziecka niestety nie mogę.-dodał siadając wygodniej.-Nie sądzę zeby było coś złego w związku homoseksualnym...Miłość to miłość. Zawsze uważałam że rządzi się swoimi prawami.-odparła zgodnie z tym co uważa.-Dlaczego? Cóż...nie jestem pewna. Może dlatego że nawet jeśli go nie pamiętasz to twoje ciało tak? Zawsze tak przy nim miałeś.
-cóż...niestety nie powiem ci dlaczego jest właśnie tak...-uśmiechnęła się przepraszająco.-Z utratą pamięci zawsze tak jest...że nie wiadomo dlaczego jedno się pamięta a drugie w ogóle.
-Ryu...na pewno sobie przypomnisz. A nawet jeśli nie...to oni bardzo cię kochają, jak mogliby cię nie zaakceptować? Dla Keia zawsze będzie kochanym młodszym braciszkiem...a dla Juna tym jedynym ukochanym.-uśmiechnęła się lekko.-Poza tym Jun mi mówił że sobie przypominasz. Nie wiele...ale on i tak się cieszy...
-Ryu...spokojnie.-nachyliła się zeby pogłaskać go po włosach.-Poproś ich żeby ci poopowiadali. Może wtedy sobie przypomnisz? A jak nie to chociaż będziesz wiedział.-uśmiechnęła się.-Noe myśl też o takich głupich rzeczach jak nie budzenie się. Wszystko się ułoży. Masz wokół siebie osoby które cię kochają.
-A Jun? Mówiłeś że jego trochę pamiętasz. On na pewno chętnie ci opowie...o ile sam będzie wiedział czy pamiętał. Nie bój się Ryu, nie jesteś sam.
-Rozumiem Ryu-chan ale...chyba nie chciał byś też zeby tak po prostu ci przytakiwali, ne? Nie sądzisz że oni tylko chcą żebyś znał prawdę?
-Wolisz żeby kłamali?-spytała unosząc lekko brwi.
-Ryu-chan...nie odpychaj ich tak od siebie...sądzę że z nimi przy sobie szybciej sobie przypomnisz.-zmierzwiła mu włosy.
-Będzie dobrze Ryu-chan...-objęła go delikatnie.-Będzie dobrze. Nie zawodzisz ich...oni cię wspierają. Musisz uwierzyć że będzie dobrze.
-Ryu-chan...spokojnie. Na pewno sobie wszystko przypomnisz.-przytuliła go do siebie.-Na pewno. Nie bój się tego i nie wyganiaj ich.
-Oj Ryu-chan...sądzę że bardziej ich zaboli jeśli ich tak odtrącisz.-powiedziała głaszcząc go po włosach.
-Ojojoj...nie ma tamtego Ryu, tego Ryu, przyszłego Ryu...jest po prostu Ryu. Jesteś ty. Nie bój się i...rób wszystko w swoim tempie
-Ech...jest jeden Ryu, i to jesteś ty. Nie udawaj. Przypominaj sobie swoim tempem...zawsze możesz też poprosić żebyście zaczęli od nowa...
-ech...jest jeden Ryu. Nie jesteś inny dlatego że straciłeś pamięć i nie będziesz inny w momencie kiedy ją odzyskasz. To nie rozdwojenie jaźni.-powiedziała i zmierzwiła mu włoski.
-Spokojnie...na prawdę sądzisz że coś tak silnego jak twoje uczucie to kogoś mogłoby po prostu zniknąć dlatego że straciłeś pamięć? Uważasz że to uczucie mogłoby być tak słabe?
-Ale co czujesz Ryu? Nie co pamiętasz...ale co czujesz. To duża różnica.
-Nie co masz czuć a co czujesz. Zmierzwiła mu włosy i położyła.-Może na dzisiaj wystarczy co?-zaproponował.-Pamiętaj tylko że jest jeden Ryu...a nie ten i tamten.-poprosiła.
-oj...nie aż takie trudne...-wyszeptała potem. Posiedziala przy nim trochę a w porze obiadowe przeszedł Jun i Kei z rybka dla Ryu.
-nie najlepiej...boi się na prawdę wielu rzeczy. A najbardziej tego ze będzie inny niz 'tamten Ryu'. Nijak mu nie mogłam wyjaśnić ze nie ma czegoś takiego jak tamten Ryu i ten Ryu. Jest po prostu on. Jeden Ryu.-westchnęła.
-Ech...on mówił swoje a ja swoje. Tej jednej rzeczy nie mogłam mu wyjaśnić. No I...boi się sobie przypomnieć...i chce sobie przypomnieć...nawet nie jest pewny co teraz czuje..-westchnęła. Jun stał cicho z boku.
-nie wiem...jest na prawdę ciężko...bo on sam juz nie wie czego chce.-westchnęła.-chyba na razie trzeba poczekać...
-Nie wiem Kei...z jednej strony on was potrzebuje z drugiej nie chce was widzieć. Ja mogę być na każdy jego telefon...wolałabym jednak przychodzić co drugi albo co trzeci dzień.-powiedziała.
-Kei!-krzyknął za nim. Zostawił pojemnik z obiadem na szafce i wybiegł za nim. Zatrzymał go.łapiąc za rękę.-Kei....nie wyjeżdżaj. Jak tu sam nie wytrzymam. Potrzebuje twojego wsparcia. I ja i Ryu. Wiesz jaki jestem porywczy....nie chce go przypadkiem zranić. Kei...zostań...
-wiem Kei ale...jak pojedziesz to nic się nie zmieni. A jak zostaniesz...to może w końcu sobie ciebie przypomni. Na pewno...w końcu sobie przypomni...-powiedział puszczając go w końcu.-juz sam nie wiem...nam wszystkim jest ciężko.
-um...jasne...każdy ma prawo.-powiedział I wrócił do sali Ryu.
-bywało lepiej. Po prostu wiem jak jemu ciężko i...przechodzi na mnie. Martwię się...i boje trochę...ze mnie nie pokocha...ze nie przypomni...kiedy przychodzą takie myśli...jest mi na prawdę ciężko.-przyznał siadając obok niej.
-nie jestem taki pewny Mika...czy mnie kocha. To wszytsko jest takie trudne...za trudne...-Oparł głowę o jej ramię.-w poprzednim życiu musiałem zdradzić kraj ze tak mnie karaja...-westchnął.
-a....to...on...-odwrócił wzrok I przygryzl warge. 'Dlaczego do cholery nie może sobie przypominać tych miłych rzeczy!?' Pomyślał wściekły.'zdradzić kraj!? Ja musiałem zabić króla!' Zazgrzytal zębami.
Spójrzal na Mike a potem na niego.
-w więzieniu.-odparł tylko I znów odwrócił wzrok.
-nie było mnie wtedy...pomagałem policji...Hikaru wrócił późno...zadzwonił do mnie spanikowany. Dowiedziałem się o wszystkim po fakcie.-powiedział obejmując go i chamujac łzy.-nie mogłem nic zrobić...znów...
-to ja przepraszam...-szepnął tulac go do siebie.-na prawdę...-dodał cicho.
-co? Nie...ja nie...-odsunął go na chwile od siebie.-aish...to tobie krew z nosa leci. Ryu-chan głowa do tyłu.-poprosił.-zaraz Mika wróci z lekarzem...
Ugryzł sie w język żeby znów go nie poprawić.
-no juz...na razie nic nie mów.-poprosił rozmasowujac mu klatkę piersiową.-przestanie. Zaraz przyjdzie lekarz.
-aj...prosiłem żebyś nic nie mówił.-westchnął pomagając mu odzyskać oddech.-oczywiście ze.miałeś szafkę a wszędzie widziały twoje zdjęcia...mówiłem przecież ze to nie tylko moje mieszkanie.
-tak tak...zabiorę.-obiecał.-a na razie się nie odzywaj proszę...ładnie proszę...i głową do tyłu.
Jun się odsunął i pozwolił działać lekarzom.
-jak wyjdziesz ze szpitala.-obiecał mu jeszcze.
-um ok....-skinął głową.-słyszałeś? Odpoczywaj. Prześpij się może? A.obiad jadłes?-spytał kiedy lekarz juz wyszedł.
-mhm...nie pójdę.-obiecał.-skoro nie jadłes to może zjesz? Zrobiłem ryż rybkę smażona na patelni. Robiłem to pierwszy raz wiec...mam nadzieje ze ci posmakuje.-powiedział podając mu pojemniczek.
-smakuje chyba tez ok.-zaśmiał się cicho.-jak zjesz to spróbuj zasnąć. Przyda ci się odpoczynek.
-to dlaczego ci tak serce pędzi?-spytał patrząc na niego.-smakuje?
-zawsze możesz mnie poprosic o pomoc i jakoś razem to poukładamy chronologicznie.-uśmiechnął sie.-albo jak tak chcesz.-dodał spokojnie.-ale nie bój się spać. Musisz odpoczywać.
-um ok...zostane...-uśmiechnął sie. Okryl go I pogłaskał go po włosach.
Uśmiechnął się lekko i pogłaskał go po włosach.
-ja ciebie tez...
Ucieszył się słysząc wyznanie chłopaka. Wiedział ze to na razie mały początek ale był dobrej myśli. Cieszył się ze Ryu chociaż trochę uporządkowal swoje uczucia.
-ok...mogę zjeść to co zostawiłes? Troche zglodnialem...-powiedział masując się po brzuchu.
Wziął pojemniczek i zjadł sobie kolacje. Na prawdę zglodnial. Potem już tylko czekał na chłopaka.
-hej. Coś długo ci zeszło.-zauważył z lekkim uśmiechem. Popijal herbatę w puszce z automatu.
-i juz nie boli?-spytał zmartwiony.-jutro masz iść na większe badania, prawda?
-mhm...mam nadzieje ze wszytsko będzie dobrze.-powiedział głaszczac go po włosach.
-ok...-zabrał od razu rękę.-mów jeśli coś ci przeszkadza...nie będę się narzucal i w ogóle.-zapewnił go z lekkim uśmiechem.
-cóż...nie chce cię ranić i myśli nad powrotem do Yukan.-odpowiedział.-dzisiaj pewnie z nim pogadam...
-czuje się wygoniony.-Pociągnął teatralnie noskiem i zaśmiał się wstając.-ok. Porozmawiam z nim wiec się nie martw.
Kiedy wyszedł od razu skierował się do ich pokoiku na dole.
-Hej Kei...-przywitał się z mężczyzną.
-nie zrobiłeś nic złego...um ale zostan. Ryu na pewno sobie przypomni. Daj mu tylko czas...-uśmiechnął sie I usiadł na swoim łóżku.
-rozumiem um...przepraszam. wiem jak się czujesz. Nie wiem czemu akurat mnie pamięta. Tak wyszło...-zwiesil głowę.-ale na prawdę chce żeby sobie wszystkich przypomniał...kiedy wyszedłes...on położył się spać. A kiedy się obudzil przypomniał sobie te sytuacje z ojcem...
-aha rozumiem....jestem mi jest ciężko dlatego ze nie do końca pamięta.-powiedział I wzruszył ramionami.-nie było najgorzej.
-rozumiem...i na pewno sobie przypomni. Badz przy nim...on jak śpi to sobie wiele przypomina.-uśmiechnął sie.
-Nie ma sprawy Kei.-powiedział z uśmiechem.-jasne. Idź.-poklepal go po ramieniu.
Jun pomachal mu jeszcze i usiadł do laptopa oglądając zdjęcia i filmiki.
-cos się stało, Kei?-spytał zamykając laptopa.-przyjść?-spytał od razu.
-jest bardzo źle?-spytał wychodząc juz z pokoju i wchodząc do windy.
-zaraz tam będę to wszytsko mi opowiesz.-powiedział chwile później wpadając do sali chłopaka.-no? O co poszło?
-zatrzymało mu się serce!?-krzyknął trochę spanikowany.-ech...I właśnie dlatego nie ufam lekarzom i nie znoszę szpitali...-burknął wzdychajac ciężko.-ale juk ok, tak? Nic już mu nie jest?
-kurwa...jak oni mogli popełnić taki błąd?-spytał siadając na krzesle.-mam nadzieję że się obudzi...i wszytsko będzie dobrze.
-Ech...jak tak można...-westchnął.-ale ty tez zostań, ok? Lepiej żebyś był jak juz się obudzi.
-Wiem...ale lez spokojnie.-poprosił odkrywając go trochę.-Kei chodź szybko.-poprosił mężczyznę.
-posiedzimy tu z tobą.-zapewnił go jeszcze Jun i złapał go za rękę.-no I od teraz będą się zajmować Kei i twoja pani doktor z Yukan.-poinformował go.
-um...twój lekarz popełnił błąd przy podaniu ci leków bo nie przeczytał przebiegu choroby. Ale już dobrze. Zajmie się tobą Kei.-uśmiechnął sie.-Poczekasz tyle? Potem cie potule. Obiecuje.
-tata? Nie mam z nim kontaktu juz jakis czas. Poza tym...starał się nas wszystkich jakoś wychować...nawet przygarnąl Juna...ale w stusunku do ciebie zawsze był...inny. Jakby bardziej ostry. Chyba przez to ze tak bardzo przypominasz mamę.-odparł Kei a Jun mocniej złapał chłopaka za rękę.
-um...-Jun spojrzał na niego a potem na Keia.
-byłeś z nią bardzo blisko...-powiedział tylko.
-przypomnisz sobie.-zapewnił go Jun.-na pewno.-dodał I pogłaskał go lekko po policzku.-Oddychaj spokojnie.
-słodkich snów. A jak się obudzisz to na pewno Cię potule.-obiecał Jun z lekkim uśmiechem. Wciąż trzymał jego dłoń.
-mhm...wiem. Tobie ufam I wiem ze wszystko będzie dobrze.-uśmiechnął sie do Keia I znów wrócił wzrokiem do śpiącego chłopaka.-ale śpi spokojnie. To dobrze.
-jasne. Dla przyjaciół zawsze.-uśmiechnął sie.-jestem spokojniejszy kiedy to ty się nim zajmujesz.-wyznał.
-jasne. Dla przyjaciół zawsze.-uśmiechnął sie.-jestem spokojniejszy kiedy to ty się nim zajmujesz.-wyznał.
-idź teraz. Sprawdź wszytsko. Ja tu zostane I jak się obudzi zanim wrócisz to wszytsko mu wyjaśnię.-obiecał z uśmiechem.
-nie pozwolę. Obiecuje ze to juz więcej się nie powtórzy. Wiem jak się czujesz...na prawdę przepraszam...ze nie udało mi się wtedy ciebie uratować. Ale to uczucie minie...i wszystko będzie dobrze. A ja obiecuje ze juz zawsze cie obronie...juz zawsze. Będe cie pilnowal.-obiecał trzymając go za rękę.
-zawsze.-zapewnił go I pogłaskał po policzku.-wszytsko będzie dobrze.-zapewnił z lekkim uśmiechem.-jeśli będziesz czegoś potrzebowal to nie wahaj się pytać.
-mhm.-skinął głową.-Kei na chwile poszedł zobaczyć co z Keiichiro. Jak wróci to znów cie zbada.-wyjaśnił spokojnie.
-hmm....wiec pójdziesz z kroplowka. Pomogę ci.-uśmiechnął sie.-nie musisz się wstydzić.-dodał widząc jego czerwone policzki.-nie wejdę z tobą do kabiny.-powiedział jeszcze I przysunal mu wózek.
Jun przytrzymał jeszcze kroplowka i zaprowadził go do toalety.
-juz sobie poradzisz?-spytał spokojnie.
-może na razie lepiej nie? Może lepiej jak wypijemy czekoladę?-zaproponował spokojnie. Uznał po prostu ze na razie nie powinien pić kawy.
-przyniosę. Ale najpierw pomogę ci dojść do sali.-powiedział z uśmiechem.-poprosić Keia żeby przyszedł?
-wiem. Chodziło mi o to ze mógłby cie zbadać skoro się obudziles.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-no dobrze. To zaraz wrócę.-powiedział I wyszedł. Wrócił po chwili z dwoma kubkami gorącej czekolady.
Jun tez wziął łyk i uśmiechnął się do niego.
-lepiej się trochę czujesz?
-jasne. Na pewno przejdzie. I będzie lepiej -zapewnił go z uśmiechem.-zwłaszcza ze teraz zajmuje się tobą Kei.
-mhm...bardzo. Jest na prawdę dobrym lekarzem. Ja mu ufam...a normalnie lekarzom nie ufam.
-ja nie miałem operacji.-zdążył mu jeszcze odpowiedzieć.-obudzi się. Za jakiś czas możecie go wybudzic.-uśmiechnął sie Jun.
-ale będzie dobrze.-powiedział z lekkim uśmiechem i poklepal go po ramieniu. Odsunął się trochę ze Kei mógł działać.
-widzisz? Mówiłem ze będzie dobrze.-powiedział z uśmiechem i wrócił na swoje miejsce żeby spokojnie dopic czekoladę.
-mhm...a takim razie zaraz powinieneś położyć się spać.-zauważył spokojnie Jun. Dopilnować czekoladę I złapał go za rękę.
-jasne. Przecież nie powiedziałem ze juz teraz masz się kłaść spać.-zaśmiał się cicho.
Jun usiadł swobodniej i uśmiechnął się lekko. Cieszył się ze juz jest lepiej.
-proszę Ryu...twój laptop I wszystkie rzeczy.-powiedział kiedy wsiada do samochodu a po drodze zjechali po rzeczy chłopaka z akademika.
-jasne. Zajedziemy a potem do domu...zastanowiłes sie juz gdzie chcesz mieszkać?-spytał siadając za kółkiem.
-cóż...mógłbym się rozłożyć na kanapie...bo mój stary pokój zajmuje teraz Hikaru.-powiedział wzruszając ramionami i jadąc powoli w stronę uczelni.
-Zrobię. Dla ciebie zawsze...-uśmiechnął sie lekko I zaparkował.-Pójść z tobą?
-ok.-zgodził się I włączył cicho radio czekajac na niego.
-Ale w tym w Yukan?-spytał patrząc na niego.-Kei? Udało ci się załatwić żeby Keiichiro był w szpitalu w Yukan? Skoro się obudził...
-jasne podwioze.-zapewnił go spokojnie.-a tobie Ryu chodziło o ćwiczenia w szpitalu w Yukan?-spytał odpalajac samochód.
-nie wiem o której dojedziemy...ale jak dostatecznie wcześnie to oczywiście zajdzie my wszytsko załatwić.-obiecał z.uśmiechem. pod szpitalem wysadził Keia i pojechał do Yukan.
-jasne. Co chciałbyś zjeść? Jakieś specjalne życzenia?-spytał wyszukując zjazdów.
-wiec Mcdonald...-powiedział I zjechał jak tylko zauważył zjazd. Zapakowal gdzie blisko wejścia i podstawil chłopakowi wózek.-ty zajmiesz miejsce a ja zamówię, ok?
-okay.-uśmiechnął sie a po chwili do niego dołączył. Jemu wziął to o co prosiłeś a sobie to co zwykle czyli cole, skrzydełka i ciastko.
-jasne. Na prawdę świetnie sobie radziles za kółkiem. Nie mam powodów żeby ci nie pozwolić.-uśmiechnął sie.-Kei mi powiedział ze powinienem ci trochę masować nogi...-dodał spokojnie.
-oczywiście ze nie teraz.-zaśmiał się.-ech...no cóż....nic innego nie mógłbym oczekiwać....ale my na prawdę sobie radzimy...-powiedział biorąc łyk coli.
-Ech wiem.-skinął i kiedy skończył skrzydełka wziął się za ciastko.-wiem...ale odpoczynek tez jest ważny...zwłaszcza kiedy będziesz chodził na ćwiczenia do szpitala...
-żadne oj tam oj tam. Masz odpoczywać. Żeby mieć siły na wszytsko.-powiedział celujac w niego palcem.
-w sumie...21 lat jeszcze nie masz...-zauważył spokojnie.-ale cóż...nie będę się kłócil. Nie będę zabranial ci pomagać...chce tylko żebyś tez odpoczywał. Nic więcej.-powiedział dopijajac cole.
-dobrze. Pozwolisz ze jak dojedziemy wyskocze do mieszkania po jakieś ubrania? Skoro mam spać w domu...-powiedział wstając I zbierając pudełka.
-cóż...do mieszkania chciałem zajechać po drodze do domu...-powiedział uśmiechając się do niego. Poszedł wszytsko wyrzucić I wrócił do stolika.-jedziemy?
-no to nie jedziemy.-powiedziała siadając.-um...Ryu-chan? A może mógłbym spać u ciebie w pokoju na materacu? Wiesz...kanapa nie napawa mnie optymizmem...-wyznał cicho.
-ale to chyba nie przeszkadza żebym spał tam na materacu, prawda?-spytał spokojnie nie widząc w czym problem.
-Ech no dobra. Nie będę wam przeszkadzał w rozmowie i prześpie się u Yuto.-powiedział z uśmiechem.-ale jak coś to pamiętaj ze możesz mnie zawołać.
-dobrze. Daj wywale.-poprosił. Podszedł do śmietnika a potem wrócił do stolika.-teraz już możemy jechać, prawda?-spytał przeciągając się lekko.
-ok. Ja nie muszę więc poczekam.-powiedział siadając jeszcze na krzesle.
-jasne. Z resztą juz prawie jesteśmy na miejscu.-powiedział wstając I idąc obok niego do wyjścia. Przytrzymał mu drzwi I ruszyl w strone samochodu
-a...jasne. Pomogę.-powiedział pomagając mu wejść do samochodu. Schował wózek do bagażnika i usiadł za kierownicą powoli ruszając.
-nie. To twoja decyzja I będę cię w niej wspierał. Taka mala przerwa może ci dobrze zrobić...odpoczniesz i może wróci ci czucie w nogach....mam jednak nadzieję że nadal będziesz robił zdjęcia.-powiedział jadąc juz autostrada.
-mhm...no skoro tak mówi...mówił czemu?-spytał zerkajac na niego i wracając wzrokiem na drogę.
-mhm...-pokiwał powoli głową.-ale już dużo sobie przypomniałes. Na prawdę. Nie sądziłem ze to będzie szło tak szybko.-przyznał szczerze.
-wiem...na prawdę nie podoba mi się ze akurat to sobie przypomniałes. Ale jestem pewny ze to minie. Bo przecież mijalo...juz na.prawdę ładnie sobie z tym radziles.-powiedział powoli zbliżając się do miasteczka leżącego niedaleko Yukan.
Jun zaskoczony tym nagłym wyznaniem cudem wyhamowal na czerwonym świetle.
-ja ciebie tez...-powiedział patrząc na niego. Ucieszył się.
-uważam...-zapewnił go spokojnie. Ruszył dalej i zaparkował pod szpitalem.
-pójdę.-uśmiechnął sie zamykając samochód.-no....tylko żeby w nogach nie zanikly...-powiedział wesoło.
-jasne...-skinął głową starając się wszytsko zapamiętać.-a basen? Mój przyjaciel był w podobnej sytuacji i pamiętam ze chodził tam na terapię zanim wróciło mu czucie...
-um wiemy...był błąd przy lekach w poprzednim szpitalu ale Kei w porę zareagował. Mam nadzieje ze to minie...-powiedział odbierając skierowanie.-wszystkim się zajmę.-obiecał.
-dopilnuje żeby odpoczywał.-powiedział z uśmiechem i skłonił się lekko.-słyszałeś Ryu? Nie ma pomagania w biurze.-powiedział spokojnie.
-Ech...dobra. Bo wiem ze jak tego ci nie pozwolimy to znajdziesz coś bardziej męczącego.-powiedział wzdychajac lekko.-to wszytsko?-spytał lekarza.
Znów się lekko skłonił i wyszedł.
-Zajedziemy jeszcze do mieszkania a potem szybko do domu.-powiedział wesoło.
-jasne.-Wziął od niego kluczyki. Najpierw pomógł mu wejść do środka a potem zaniósł torby i dopiero wtedy wstawił oba samochody do garażu. Kiedy wrócil do środka rozłożył chłopcu kanapę i na chwilę usiadł na fotelu.
-jeśli robisz to poproszę.-odparł idąc do kuchni.-zaraz zajmę się obiadem.-powiedział opierając się o framuge drzwi.
-póki co to jeszcze nie możliwe. Tomo jeszcze nie wrócił do pracy...-powiedział pomagając mu wejść do samochodu.
-jeszcze.-zaśmiał się.-możesz zjeść obiad w domu. Mogę ci tez zrobić jakieś ciasteczka...albo coś...
-nic ci nie poradzę na to ze Tomo nie wrócił jeszcze do pracy. Ale mówił ze niedługo wróci...-zapewnił go spokojnie.
nie mogę...zwłaszcza że zajmują się teraz małym Yuyą.-powiedział zerkając na niego. Jechał powoli w stronę mieszkania.
-Ryu...-westchnął ciężko.-Ja też mam rzeczy za którymi tęsknie...ale jakoś nie kombinuje i nie zachowuję się jak dziecko...-jęknął zwalniając kiedy wjechali do Yukan.
-a ja ci od dawien dawna powtarzam, że Tomo albo ląduje w szpitalu ale ma rehabilitacje. Więc póki co nie pracuje...-westchnął ciężko.-szkoda że ja już takiego prawa nie mam...-mruknął pod nosem i zatrzymał się pod blokiem.-poczekasz?
-ech...nie wiem czy piecze...-westchnął i wyszedł. Po chwili wrócił z ciuchami na zmianę. Ruszył powoli w stronę domu Amakusów.
Pokręcił głową i wszedł razem za nim. Od razu został porwany przez Hikaru który przepraszając powiedział że jest nagły wypadek i Jun musi się na chwilę zając pracą. Mężczyzna od razu poprosił o wszystkie papiery i zszedł na dół.
Jun wszedł na górę dopiero po dobrych sześciu godzinach i od razu poszedł wziąć gorącą kąpiel.
-jesteśmy od dobrych sześciu godzin.-mruknął wycierając włosy.-Spokojnie...zajechaliśmy też coś zjeść i załatwić wszystko w szpitalu.
-ech...nie dobrze...-westchnął.-mam nadzieję że się wyliże.-powiedział patrząc na śpiącego Ryu.
-O to że mu nie chciałem załatwić bułeczek Tomo bo wiem że jest zajęty.-mruknął nie rozumiejąc o co tyle szumu.
-ale weź ty mi wyjaśnij...co to w ogóle za powód do fochów?-spytał żadnych...możesz się wykazać.
-ale z ciebie przyjaciel.-burknął.-ale...powiedział mi że mnie kocha. Byłem tak zaskoczony że ledwo zdążyłem się zatrzymać na czerwonym...
-nie ustąpię mu. Też mam swoje rzeczy za którymi tęsknię ale jakoś nie strzelam fochem kiedy ich nie dostaję.-burknął.-Aha, dobrze...
-Proooosze cię. Patrz przez ile czas byłem w stanie wytrzymać nie zaciągając go siłą do łóżka. Na prawdę myślisz że od tak mu ustąpię?-spytał unosząc brwi.
-to aż nierzeczne ze czerpiesz z tego przyjemność.-mruknął patrząc na niego.
-aha...-burknął odbierając od niego miskę. A kiedy przyszedł trzepnął go lekko przez głowę.-pamiętaj że kiedyś się zemszczę.
Westchnął tylko i kiedy wszystko poznosili nałożył sobie trochę sałatki.
-Ryu...przecież ci mówiłem że zajmując się Yuyą. Maluch wylądował w szpitalu.-westchnął Jun wywracając oczyma.
-Uparciuch...-mruknął skupiając się już na jedzeniu.
-ale na pewno wszystko będzie dobrze.-powiedział i dyskretnie uderzył Keia w bok.
[i będzie! Bo mam dość tej ponurej atmosfery. A jak nie będzie to tak udupie Juna że przez rok ze szpitala nie wyjdzie *evil smile* XD]
Jun już się nie odzywał dopóki nie zjadł.
-Hikaru jest coś na jutro?-spytał go spokojnie pijąc swoją herbatę.
-aj...no ale nie przy stole...-skarcił go trochę.-dam radę...ale samo zszywanie i makijaż zajmą najwięcej.-powiedział oddając mu zdjęcia.
-możesz.-zgodził się swobodnie.-zajmę się tym.-dodał dopijajac herbatę.
-och...no tak nie zdążyłem wam pokazać.-zaśmiał się podając im talerze ze spaghetti.-po obiedzie wam pokaże.
-pasuje. Możesz dzwonić.-odparł z uśmiechem.
Jun zabrał się za sprzątanie. Pozmywac naczynia a kiedy skończył wrócił do salonu.
-ok. Ryu ja juz położę się spac...jak będziesz potrzebował pomocy przy kąpieli to mnie obudz.-powiedział idąc na górę.
Jun tak jak wcześniej ustalili położył się do łóżka Yuto i od razu zasnął.
Jun juz siedział przy stole. Za godzinę miał zacząć pracę wiec wstał wcześniej.
-hej...-przywitał się z nimi i wziął łyk herbaty.
-Ryu obraził się o to ze nie chce zawracać głowy przyjacielowi który siedzi w szpitalu zajmując się Yuya.-mruknął Jun pijąc herbate.
-pytałem. Poza tym wiem kiedy jest zajęty i od świat jest albo na wózku albo na rehabilitacjach albo w szpitalu.-mruknął wywracajac oczyma.
-oj...ale ze mną...-zaśmiał się obejmując go od tyłu.-nie chcesz?
-Ech... bardzo nawet.-mruknął dopijajac herbatę i idąc juz do pracy.
Jun wszedł na górę dwie godziny później. Najchętniej wrócił u teraz do swojego mieszkania i położył się do łóżka a tam po prostu walnął się na kanapę.
-aaaaał.-jeknal podnosząc się trochę.-za pół godzinki ok? Miałem ciężki przypadek...-powiedział mierzwiac mu włoski.
-Za pół godziny mnie obudz.-poprosił jeszcze malucha i zamknął oczy.
-cokolwiek. Nie mam specjalnych wymagań. Może być specjał szefa kuchni.-powiedział nie otwierając oczu.
Jun uśmiechnął się lekko i w końcu otworzył oczy siadając na kanapie i przeciągając się lekko.
[spoko XD ale ostrzegam że o 18 znikam na korki z matmy XD MATURA TO BZDURA XD]
-Moja odpowiedź się nie zmieniła Ryu...-wywrócił oczyma.-I załóż maskę bo facet był nieźle poharatany.-poprosił zerkając na niego i uśmiechając się pod maską. Był szczęśliwy kiedy mógł go zobaczyć i trochę smutny, że chłopak z nim nie mieszka.-masz jakieś plany na jutro?-spytał bo w końcu jutro były walentynki i miał nadzieję na wspólnie spędzony dzień.
-Odsłoń.-poprosił.-Po co miałbym cię uczyć?-spytał jeszcze.-Skoro nie masz żadnych planów to może poszlibyśmy do kina? I na jakąś kolację?-zaproponował sięgając po nożyczki.
-Nie ma takiej potrzeby. Zajmij się może zdjęciami co?-spytał znów na jego zerkajac. Odłożył igly I zaczął malować trupka.
-ale po co ci ta umiejętność?-spytał wzdychajac ciężko.-przecież nie jest to jakaś przydatna umiejętność.-dodał układając juz włosy.
-to nie takie łatwe...na prawdę wolałbym żebyś tego nie umiał. Odpuść.-poprosił ubierając ciało.-ja lubię jak robisz zdjęcia ale nie naciskam żebyś mnie uczył.
-dobrze.-odparł I obrócił się na drugi bok żeby trochę się przespać zanim dostanie jeść. Zaraz jednak wstał i pobiegł do łazienki żeby zwymiotowac.
Prześlij komentarz