Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4401 – 4600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-nie pilnuję...-burknął.-no i po tym jak tak niewiele brakowało żebyś mnie na dobre zostawił...jak mam się zachowywać?-dodał robiąc teatralnie obrażoną minę.-chyba zawsze będę się trochę bał...że mi uciekniesz...
-wiem...stawiałem się nie raz. Ale mi też było ciężko i w końcu wybuchłem.-przyznał zażenowany. Poszedł do kuchni słysząc że rybka już jest gotowa więc wyjął ją z piekarnika.
-nie robię tego. Rozmawialiśmy już o tym. Na studiach w ogóle cię nie kontrolowałem.-zauważył spokojnie i wyłożył rybkę i zapiekane ziemniaki na talerze.
-no nie wiem? A zasłużyłeś skoro kochasz mnie tak tylko troszeczkę?-spytał jeszcze trochę się z nim drocząc.
-to aż taki problem?-spytał ze śmiechem nakładając mu jednak ten duży kawałek. Sobie nałożył dwa mniejsze u usiadł na przeciwko niego.
Wzruszył tylko ramionami i zabrał się za jedzenie. Był na prawdę głodny.
-Oczywiście na wycieczkę weźmiesz aparat, prawda?-spytał wesoło.
Pokręcił przecząco głową.
-To nie jest złe. Cieszę się.-powiedział biorąc łyk soku.
-Nie zrobią. Przecież nie mogą nawet wiedzieć że to akurat ty byłeś w tym samochodzie.powiedział i pogłaskał go po policzku.-będzie dobrze. Ja na pewno cię obronie.
-nie powiedziałem że będę wszędzie za tobą chodził...mam cię nie odprowadzać do domu?-spytał zaraz.-dziękuję. Mogę ci ją robić częściej jeśli będziesz chciał.
-ok.-zgodził się z uśmiechem.-Ryu-chan? Ale tak zapobiegawczo nie wychodź nigdzie sam po zmroku, ok? Tak w razie w...ok?-powiedział spokojnie i skończył jeść. Martwił się trochę o niego i nic nie mógł na to poradzić.
-no dobra...to poproś Keia. Ja też się boję że jednak po ciebie przyjdą.-powiedział cicho.
-ok...niech tak będzie.-powiedział z uśmiechem. Zaczął zbierać naczynia.-ale będziesz miał wolna sobotę? Na randkę?
-mhm...no to a piątek wieczorem jedziemy do kina...a potem niespodzianka.-powiedział z uśmiechem.
-jak chcesz.-powiedział i spojrzał na niego.-tobie we wszystkim będzie ładnie. Wiec ubierz się w co chcesz.
-jasne.-nalał mu soku i podał ciasteczka.-kupione. Nie mam na tyle umiejętności żeby nam upiec.-dodał z lekkim uśmiechem.
-jasne.-nalał mu soku I podał jeszcze ciasteczka.-wiec ciemni zostaje?-spytał siadając.
-ok słodziaku.-powiedział i wyciągnął w jego stronę rękę żeby zmierzwić mu włosy.-chcesz lody z bitą śmietaną?
-to może przeniesiemy się do salonu?-zaproponował z lekkim.-monopoly, tak?-spojrzał na pudełko.-na prawdę mnie odmładzasz.-stwierdził.
Pokręcił przecząco głową.
-nie powiedziałem że nie chcę. Po prostu ostatni raz grałem...jakieś 20 lat temu.-zaśmiał się.-Możemy zagrać, może być wesoło.
-ale bądź dla mnie łagodny, co? Na prawdę dawno nie grałem.-powiedział wesoło. Na chwilę zapatrzył się na niego.
-Hmm...to może jakiś zakładzik? Może będę miał jakąś dodatkową motywację.-zaśmiał się trzęsąc kostką w dłoni.
-hmm...nie wiem. Jak na razie nic nie przychodzi mi do głowy...-przyznał spokojnie. 'a przynajmniej nic nie zboczonego'. dodał w myślach.
-no dobra.-wzruszył ramionami i rzucił kostką. Ruszył pionkiem i przekazał kostkę chłopakowi.
-dobrze.-przysunal się do niego z uśmiechem i ucałował namiętnie ale delikatnie jego usta.
-nie masz za co dziękować.-powiedział śmiejąc się wesoło.-ja ciebie tez. Bardzo. Tak bardzo mocno.-powedzial tulac go do siebie.
Jun nie wiedział czemu jest aż tak zestresowany. Ubrał się w czarne jeansy i biały t-shirt na który narzucil granatowa marynarkę. Ułożył tez trochę włosy. Potem wziął w samochód i pojechał po chłopaka.
-hej kochanie.-przywitał się z nim kiedy ten otworzył mu drzwi.
-dziękuję...-powiedział trochę speszony.-ty tez. Wyglądasz ślicznie.-powiedział głaszczac go po policzku. Zaraz wskazał dłonią samochód i otworzył mu drzwi.
-Jane, czemu nie.-uśmiechnął się I powoli ruszył.-a na randkę kiedy mnie zabierasz?-spytał wesoło. Jakoś tak humor mu dopisywal.
-A tak jakoś...-wzruszył ramionami.-co dzisiaj robiłeś?-spytał jadąc spokojnie. Do filmu mieli jeszcze czas więc nie musieli się spieszyć.
-ja tez...miałem wiele do zrobienia...a potem zastanawiałem się co ubrać.-zaśmiał się I powoli wjechał do miasta.
-ile i kiedy będziesz chciał.-zaśmiał się. Zaparkowal pod kinem i nachylil się żeby ucalowac chłopaka.
-mmm...miło to usłyszeć.-powiedział I musnal jeszcze raz jego usta.-ok idziemy.-powiedział wychodząc z samochodu i otwierając mu drzwi.-zaraz zaczyna się film. Chcesz popcorn?
Podał mu bilety na których był tytuł filmu i poszedł kupić popcorn i cole. Po chwili wrócił do niego z prowiantem.-może być taki film?
-jasne kochanie.-powiedział I ucałował go ukradkiem w policzek. Zajął miejsce i objął chłopaka ramieniem kiedy film się zaczął. W sali nie było wiele osób.
Kiedy film się skończył Jun przeciągnąl się lekko i uśmiechnął do chłopaka.
-podobał się?-spytał zbierając puste pojemniki i popcorn ie i coli.
-cały dzień dzisiaj będziemy razem.-zapewnił go z uśmiechem.-a teraz zabieram cie na romantyczna obiadokolacje. Spacerkiem bo to nie daleko.-powiedział łapiąc go za rękę i splatają ich palce razem.
-nie będę. Będę tak jak wtedy cie odwiedzał spokojnie i w ogóle.-zapewnił go I objął ramieniem.-nadal ci ufam...wiem ze mnie kochasz i w ogóle.
-ja ciebie tez kotku.-powiedział z uśmiechem i zaczął z nim iść w stronę restauracji.-mogę cię zapewnić ze będzie tylko lepiej.
-najbardziej najmocniej.-zapewnił go.-serio? Jak fajnie. Zawieźć cie?-spytał patrząc na niego z uśmiechem.
-ok. I uważaj na siebie ok? I pozdrów ode mnie Keiichiro.-powiedział z uśmiechem. Zaraz wszedł do restauracji. Od razu zostali za prowadzeni do wcześniej zarezerwowanego stolika.
-jasne. Usiądź.-powiedział odsuwajac mu krzesło i samemu zajmując miejsce. Kelner przyniósł I'm menu i odszedł dając im czas do namysłu.-wybierz co chcesz.-uśmiechnął sie.
-nie dadzą.-zaśmiał się.-ale nie bierz deseru...deser czeka w mieszkaniu...-powiedział z uśmiechem. Sobie wziął to samo. Złożył zamówienie kelnerowi. Dostali po szklance soku.
-jasne ze jestem.-powiedział uśmiechając się do niego.-mój kochany.-dodał łapiąc go za rękę ponad stołem.
-Ja? Cóż...tak zanim mama umarła tak?-spytał patrząc na niego.-ze polecę w kosmos.-powiedział wesoło.-takie mało realne marzenie.
-powiedzmy...to marzenie wzięło się z gwiezdnych wojen.-zachichotal.-wiec nie wiem czy można powiedzieć że chciałem zostać astronauta.-wzruszył ramionami.
-tez fajne.-powiedział wesoło.-jako dzieci ma się na prawdę dziwne marzenia.-stwierdził.-a ja za szybko musiałem dorosnąć...
-A teraz o czym marzysz?-spytał uśmiechając się do niego lekko. Skinął tez kelnerowi który przyniósł ich zamówienie i od razu się oddalił.
-mhm...-pokiwał głową I sam też zabrał się za jedzenie. Dopiero kiedy był w połowie znów się odezwał.-a ja marze żeby już zawsze być z tobą. Z tobą i szczęśliwy.-powiedział zerkajac na niego.
-materialnych?-spytał unosząc brwi.-chyba nie bardzo. Do pełni szczęścia wystarczy mi ze będę z tobą.
-nie sądzę...jeśli mógłbym podróżować z tobą to by mi to pasowało.-powiedział uśmiechając się do niego i kończąc jedzenie.
-hmmm...wtedy bym bardzo tęsknił...i był trochę smutny...i zmartwiony...-wymienił spokojnie i wziął łyk soku.
-wiem...ale to chyba nie bardzo zmienia to jak bym się czuł.-przyznal szczerze.
-nie powiedziałem ze nie możesz. Ja nie mogę ci zabronić.-powiedział z uśmiechem.-ale powiedzmy ze jak juz wyjedziesz...to musisz się przygotować ze jak wrócisz to cie z ramion nie wypuszczenie przez baaaardzo długo.-powiedział wesoło.
-ale nie będziesz wyjeżdżał daleko?-spytał zaraz robiąc teatralne smutna minke. Dopiero go odzyskał a ten już mówił o wyjazdach.-pomogę.-powiedział pobierając mu trochę jedzonka.
-oj...ale romantycznie tez może być. W końcu jedziemy tam we dwoje.-przypomniał z uśmiechem.-a robienie przez ciebie zdjęć w ogóle mi nie przeszkadza. Lubie to.-dodał jedząc jeszcze trochę jego porcji.
-nie jesteś gruby.-zaśmiał się.-nie musisz zjadać wszystkiego.-dodał prosząc o rachunek stojącego nieopodal kelnera.
-ok...no to obejrzymy nowe szaty króla...-stwierdził zaraz podłączając laptopa.-deserek do bajki czy po bajce?
Chłopak aż podskoczyl od jego szeptu i czuł jakby jego serce miało zaraz wyskoczyć z jego klatki piersiowej.
-nie mam...-odparł szeptem.
-możemy zapalić. Powiedzmy ze pokrywa się to trochę z moimi planami.-powiedział I po tym jak zapłacił wstał.
-ja ciebie tez...-odparł trochę zaskoczony zachowaniem chłopaka kiedy wszyscy patrzyli. Jak juz wyszło z restauracji objął go ramieniem.
-mi też...i mam nadzieje ze będzie ci się podobać nawet bardziej.-ucałował go w czoło i zaczął prowadzić w stroje samochodu.
-niespodziankę. Nie powiem ci co.-zaśmiał się powoli ruszając.-mam nadzieję że ci się spodoba.-dodał uśmiechając się do niego.
-nie powiem. To niespodzianka.-zaśmiał się.-ale będzie słodko i romantycznie wiec mam nadzieje ze ci się spodoba.-dodał zatrzymując sje na światłach.
-weź...bo zacznę się bać ze ci się nie spodoba.-zaśmiał się powoli jadac dalej aż w końcu dejechali.-ok skarbie...jak juz staniemy przed drzwiami mieszkania zamknieszczecin oczy ok?
-nie zabije.-zaśmiał się. Ucałował go i wprowadził do środka. Zaprowadził go na balkon gdzie rozłożony był koc, poduszki i kilka świec.-poczeeekaj...poczeeekaj....-powiedział zapalają świeczki.-ok, możesz otworzyć oczy.
-będzie jeszcze deser. Zrobiłem mus czekoladowy z bita śmietaną. Siedzi w lodówce.-uśmiechnął sie.-cieszę się że ci się podoba. Na prawdę chciałem zeby było wyjątkowo...
-kocham cie.-szepnął I ucałował go w policzek. Zaraz potem poszedł po deser. Wrócił po chwili niosąc dwa pucharki. Usiadł obok chłopaka I podał mu jeden.-Naszykowalem tez kieliszki i szapnana bezalkoholowego...wiesz moja słaba głową i lekarz zakazał.-zaśmiał się.
-wypijemy.-zgodził się.-i nawet nie wiesz jak się ciesze ze ci smakuje. Na prawdę ćwiczyłem.-ucałował go w policzek szczerze szczęśliwy.-kocham cie tak bardzo mocno...
-Oh...wow...-zaczął nie wiedząc co powiedzieć. Z jednej strony się cieszył ze jego chłopak jest taki zdolny i dostał się na wymarzone praktyki. Z drugiej strony czuł jak setka noży wbija mu się w plecy. Będą tak daleko od siebie, zdecydowanie dalej niż byli wcześniej.-gratuluję...-uśmiechnął sie do niego.
-jakoś..nie wiem czy mogę w to uwierzyć...-mruknął wracając juz do pracy.-dlaczego mnie o to pytasz? Jestem twoim chłopakiem, nie rodzicem. Nie mogę ci zakazać jechać ani nic...-zauważył spokojnie. Nie chciał odpowiadać na to pytanie bo nie chciał poklocic się z chłopakiem.
-na prawdę musze odpowiadać na to pytanie?-spytał wzdychajac cicho.-ciesze się twoim szczęściem. Wiem ze to dla ciebie wielka szansa i marnotrawstwem byłoby z niej nie skorzystać. Ale Ryu...nie będę oszukiwał ze to wszytsko. Z drugiej strony czuje ze to może być za daleko...i za długo...zwłaszcza po tych trudnościach które ostatnimi czasy przechodzilismy.
Jun upuscil akurat trzymana igłę.
-Ryu?-wyciągnął rękę po kopertę. Otworzył ja i przeczytał list.-i miałbym być tam nauczycielem na wymianie?-spytał zerkajac na niego.-ech...skutecznie niwelujesz argumenty przeciw co?-uśmiechnął się trochę rozczulony gestem chłopaka.
-wiem co pomyślałeś.-zaśmiał się.-cóż Ryu-chan...to nie jest taka łatwa decyzja.-dodał widząc to wyczekujace spojrzenie.-musze to ugadac z twoim bratem i w ogóle. Nawet jeśli bardzo chętnie bym pojechał ze względu na ciebie...bo juz żyje jak mnich a bez widywania cie tyle czasu chyba bym umarł.-zaśmiał się.
-jasne...połóż się i odpocznij.-odparł spokojnie.-jak skończę prace to porozmawiam z Hikaru i wtedy dam ci odpowiedz.-dodano podnosząc igłę i wracając do roboty.
Jun po skończonej pracy poszedł porozmawiać z Hikaru. Wiedział ze to będzie jedną z tych cięższych rozmów. Dopiero po dobrej godzinie doszli do porozumienia kiedy Jun zauważył ze zakład wcale nie musi być przez ten czas zamknięty a jedynie usługa balsamowania zwłok będzie niedostępna. Podziękował mężczyźnie za zrozumienie i poszedł do salonu żeby podzielić się wiadomością z Ryu.
Ren go powstrzymał akurat idąc się położyć.
-czekaj. Jest jeden wolny pokój bo tata właśnie wyszedł do siebie. Możesz się tam położyć w łóżku.-powiedzial spokojnie.
Jun usiadł obok niego i objął go ramieniem.
-no więc widzisz kochanie...-zaczął smętnie I cicho.-to kiedy pakujemy walizki?-zakończył wesoło.-Hikaru zgodził się dość niechętnie...ale wiesz...ostatnio i tak mieliśmy mało zleceń na balsamowania wiec...-wzruszył ramionami.-wiec jadę. To może być nawet fajne doświadczenie.
-jasne.-powiedział wesoło I w przypływie chwili pocałował go długo i namiętnie. W sumie cieszył się ze chłopak wysłał jego CV. Dla niego to był wielki znak że Ryu nie chciał jechać sam tylko z nim a to go bardzo cieszyło.
-ja ciebie tez...ale dwupokojowe? Serio? No weź...-Objął go w pasie.-przecież juz normalnie śpimy w jednym łóżku...a do września to już w ogóle będzie chyba bez większych problemów...nie?-uśmiechnął się do niego.-
-więcej tych ale nie miałeś?-spytał zaraz i pstryknal go w nosek.-ja tez się umiem bawić wiesz? No i na pewno się nie poklocimy. Ja na prawdę nie mam zamiaru się z tobą kłócic.-ucałował go lekko w usta.-ok...pokażesz mi te mieszkanka. Coś się wybierze...Ryu-chan? Bardzo się cieszysz ze z tobą pojadę?
-mhm...mam nadzieje ze będziemy się dobrze bawić i ze nauczanie będzie mniej męczące.-zaśmiał się nadal obejmując go w pasie.-nie jestem zły. W sumie to się ciesze. Bo to znaczy ze chciałeś żebym z tobą pojechał...a to mnie na prawdę bardzo cieszy.-powiedział z uśmiechem.
-a kto by nie kręcił jakby miał wysłać swoją miłość tak daleko od siebie?-spytał retorycznie i oparl głowę o jego ramię.-piknik? A co dobrego będzie do jedzenia?
-mmm...będziesz ty I tyle pyszności. To na co my jeszcze czekamy.-zaśmiał się bo czuł jak mu burczy w brzuchu.-wiesz...od rana pracuje i jestem trochę głodny...-przyznał szczerze.
-dobra...coś wybiorę.-zaśmiał się wstając i biorąc go na ręce.-coś się fajnego znajdzie.-dodał idąc w stronę drzwi.-ech...no i po ci ci było tak biegać?
-no juz nie zwalaj winy na moje miejsce pracy -zaśmiał się idąc z nim do samochodu. Posadził go na siedzeniu pasażera a sam usiadł za kierownicą.-w sumie to się ciesze ze pojedziemy tam razem.-uśmiechnął sie do niego.
-nie jestem. Mogę być zły o to ze nie powiedziałeś mi wcześniej.-zaśmiał się.-cóż...ważne też żebyś ty miał blisko do swojego. Ja sobie zawsze jakoś poradzę.-zapewnił go w uśmiechem.-obejrzymy wszystkie które oglądałeś i coś wybierzemy.
-ale pamiętaj żeby się nie przemeczac.-uśmiechnął sie I w końcu ruszył.-ale nawet jeśli będą ciężkie roboty...to jestem pewny ze razem będziemy się świetnie tam bawić.-zaśmiał się wesoło.
Wziął go na ręce i ucałował delikatnie jego usta z rozbrajajqcym uśmiechem. Cóż mógł poradzić na to ze był na prawdę szczęśliwy. Niespodzianka nawet jeśli trochę go zdenerwowała to szczęście które wywołala było zdecydowanie większe.
-a właśnie...kotek? W którym to dokładnie miejscu stanów? Nie doczytałem w którym to miescie...
-jasne ze będziemy. Wypożyczymy samochód i będziemy jeździć gdzie będziesz chciał.-obiecał mu to wchodząc do klatki schodowej i idąc po schodach do ich mieszkania.-będzie fajnie bo będziemy razem.
-Ok skarbie. Możemy taka imprezę zrobić.-zgodził się I postawił go żeby otworzyć drzwi od ich mieszkania.-ale do tego mamy jeszcze czas co? W końcu sam mówiłeś ze jedziemy w sierpniu...-przypomniał.-ale na nasza rocznicę wolałbym być tutaj.-powiedział znów biorąc go na ręce kiedy weszli do środka.
-dam ci ile będziesz chciał.-zaśmiał się. Poszedł na chwile do kuchni żeby napic się soku. Potem wrócił do salonu i usiadł sobie w fotelu odpalajac laptopa. Uznał ze napisze odpowiedz w sprawie tej pracy na uniwersytecie.
Jun szybko napisał te odpowiedź, przeczytał ja kilka razy i w końcu wysłał. Oparł się wtedy wygodniej i zerknął na chłopaka z lekkim uśmiechem.
-pomogę.-skinął głową odkładając laptopa.-napisałem odpowiedź co do pracy.-dodał idąc za chłopakiem żeby mu pomóc.
-ja tez. Kocham cie i się ciesze.-uśmiechnął sie w przypływie chwili obejmując go od tyłu i całując w policzek.-wiesz kochanie...skoro balkon nam łączy salon z sypialnią, a kuchnia jest pomiędzy, to może żeby tak nie chodzić to ja pójdę na balkon a ty mi będziesz wszytsko przez okno podawał?-zaproponował.
-to pójdę przez sypialnie i od razu zabiorę koc i poduszki.-zasmiał się I po tym jak jeszcze raz go ucałował w policzek wyszedł z kuchni. Po drodze na balkon zabrał kocyk i poduszki które zozlozyl na balkonie. Wtedy zapukał w okno od kuchni żeby chłopak je otworzył.
Jun od razu układał wszytsko na kocyku. Potem skoczył jeszcze po grilla i od razu zaczął podpalac węgiel.
-zaraz wszytsko na nim ułożymy.-powiedział z uśmiechem.
-nie jestem aż tak wspaniały.-zaśmiał się.-ale dziękuję ze tak uważasz.-dodał uśmiechając się do niego. Kiedy położył na ruszcie mięsko usiadł obok Ryu.
-No dobrze. Kocham cie.-ucałował go w policzek.-mój skarb...-uścisk go szczęśliwy ze ma go przy sobie juz swobodnie.
-ja tez lubię.-zapewnił go.-to miło tak usiąść i swobodnie się potulic.-uśmiechnął sie wesoło.-może pooglądamy dzisiaj gwiazdy?-zaproponował muskajac delikatnie jego usta.-co ty na to? Dzisiaj ma być ładne czyste niebo...
-jasne ze potule mój skarbie.-uśmiechnął sie.-spędzimy sobie miły wieczór razem. Bo może być wyjątkowo nawet jak mieszkamy razem.
[Cóż...myślę że nadal jakaś szanse masz...chyba....]
-aj marudzisz. Jest tak samo wyjątkowo i przyjemnie.-ucałował go I wstał żeby przypilnowac mięso na grilla.-co chcesz najpierw kochanie?-spytał wszytsko obracając na drugą stronę.
[No cóż...w takim razie odpuść, szukaj czegoś innego i a nóż uda się z tym za rok...]
-marudzisz kochanie bo jest tak samo fajnie.-zaśmiał się pilnując kiełbaski.-bo wiesz...ja na prawdę się ciesze ze mieszkamy razem i w ogóle. To jest mile uczucie kiedy wstaje rano i budzę się przy tobie. Kiedy razem jemy śniadanie.-uśmiechnął sie do niego lekko.-wybacz to staruszkowe gadanie...-zaśmiał się.
[No cóż...w takim razie odpuść...]
-mou...-wywrocil oczyma I wyłożył dwie kiełbaski na talerz.-tak też planowałem. Zostaniemy tam może z tydzień? Żeby pooglądać to co warto i wrócić.-uśmiechnął sie znów siadając obok niego.
[Zawsze możesz sprzedać albo coś XD]
-oczywiście misiu. Będziemy razem i będziemy się świetnie bawić.-zapewnił go wesolo zaczynajac jeść.-a co byś chciał porobić jak juz tam będziemy?
[No to widzisz problem rozwiązany XD]
-ja tez nie znam.-zaśmiał się.-no nic...coś się wymyśli. Będziemy r
ttam razem sieć na pewno coś się wymyśli.-powiedział wesoło.
-dasz rade kochanie...no i będziesz miał mogę wsparcie.-zapewnił go wesoło.-spokojnie. Oboje damy rade.-ucałował go w policzek I wrócił do jedzenia.
-no jasne ze będzie.-roześmiał się i oddał pocałunek.-mmmm...milusio.-dodał wesoło.-jestem szczesciażem ze mam cię przy tobie.-powiedział uśmiechając się do niego.
-może trochę...ale będzie mi cieplej, nie?-zaśmiał się.-no I będę z tobą. Będę miał cie przy sobie. Za tobą tęskniłbym bardziej.-dodał I ucałował go w policzek.-mój kochany.
-nie wiem skarbie.-odparł tulac go do siebie.-na prawdę nie wiem. Ale ułatwiles mi decyzję wiec...nie pytaj co by było gdyby. Bo nie wiem.-objął go mocniej.-a co ty byś zrobił na moim miejscu?
-mhm...ja pewnie też byłbym bardzo smutny. Dlatego się ciesze ze jednak jedziemy razem.-powiedział wesoło.-wiesz ze chyba trochę przytyles kruszynko? Ciesze się z tego.
[Sorry...pomyliłam karty i dopiero się skapnelam. Staram się ogarnąć rekrutację na studia i...no jak na razie to nic to ogarniam ;^;]
[Wiesz w sumie to jakby nie patrzeć wszystko XD o tyle o ile strona UJ jest w miarę przejrzysta i łatwo ogarnąć kiedy, co, jakie papiery i w ogóle..i problem spotkałam tylko na etapie 'co to CEW i czy ja to musze XD okazało się ze nie wiec luz. O tyle UAM na każdym kroku ma jakie ustawy itp...ale no...tu też znalazłam w domu broszurę wiec tez jakoś ogarnęłam co się z czym je XD ale no...ta cała papierologia trochę mnie przeraża...jutro rekrutację otwiera UJ i mam nadzieje ze jednak dobrze to ogarnęłam...I jakoś dam rade...i w ogóle...]
-oj skarbie...ale mi wcale nie przeszkadza ze trochę przytyles. To trochę przerażające jak z ciebie jest sama skóra i kości.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.-wykąpać się z tobą?-spojrzał na niego pozytywnie zaskoczony.-jasne ze tak.-dodał szybko i ze szczęścia mocno go przytulając.
-Ech...nie zrobię myszko. Nie zrobię niczego czegoś być nie chciał. Uwierz mi...jestem cierpliwy.-zapewnił go spokojnie.-powoli sobie z tym poradzimy skarbie. Juz normalnie spisz ze mną w jednym łóżku, tulisz się, nawet całujesz z języczkiem.-zaśmiał się I pogłaskał go po włosach.-wierzę ze będzie dobrze.
[No dla mnie to jest jakiś kosmos...XD i troche jestem tym wszytskim przerazona...]
[Wieeeeeem....ale ja razie to jest moim problemem XD żeby martwić się sesja musze się na studia dostać.]
-spokojnie kochanie. Nie dziękuj...mam nadzieje ze jak juz to minie to wynagrodzisz mi ten post.-zaśmiał się I ucałował go w czubek głowy.-nie brzydz się siebie...dla mnie nadal jesteś bardzo pociągający.-szepnął mu na uszko.-ale wiem dlaczego tak się czujesz. Mi przeszło jak dotknął mnie ktoś inny a nie mój ojciec.-zwierzyl mu się trochę I pogłaskał go po wlosach.-cóż...mój ówczesna dziewczyna zrobiła to trochę wbrew mojej woli. I nawet jeśli potem byłem jej wdzięczny to ciebie nie będę do niczego zmuszał. Możesz być spokojny.-zapewnił go tulac do siebie delikatnie.
-jasne kochanie. Tylko musze po nią wstać.-powiedział dając mu do zrozumienia ze musi go na moment puścić.-ja po nią pójdę a ty mi nalejesz soku, ok?-uuśmiechnął się i delikatnie go ucałował.-wiesz ze bardzo cie kocham?
-cóż...trochę. Troche się boi. Ale to normalne...każdy się tego boi. Rozmawiałem z nim ale wiesz...ja w tym doświadczenia nie mam więc...nie czuje się odpowiednią osoba to rozmów o tym.-wzruszył ramionami.-ale mówił ze rozmawiał o tym z Takano i jego bratem...-dodał nakładając juz karkówke na talerzyk i wracając na kocyk.
-chciałbyś wziąć ze mną ślub?-spytał go szczerze zaskoczony.-ja...tez bym chciał ale myślałem żeby z tym jednak trochę poczekać...-objął go lekko ramieniem.-masz przyjaciół ze studiów, nie? Oni chyba mogliby robić zdjęcia.-zaśmiał się.-no i oczywiście ze nasz ślub nie byłby duży...będzie...taki nasz.-ucałował go w policzek.
-mou...nie rób tak...-przejechał delikatnie palcem po jego ustach.-oczywiście ze nie teraz. Mamy na to czas...ja sam chciałem poczekać aż skończysz studia.-powiedział wesoło.-nie poganiam cie z niczym skarbie. Jest ok...długo czekałem na miłość...nic się nie stanie jak poczekam trochę też na inne rzeczy.-zapewnił go spokojnie.
-nic się złego nie dzieje kochanie. Jestem z toba szczęśliwy.-zapewnił go spokojnie głaszczac go przy tym po włosach.-wiem ze mnie kochasz...i to jest najważniejsze.-dodał z lekkim uśmiechem.-jasne ze kupimy. Jeszcze przed naszą rocznica żeby pooglądać razem te spadające.
-wiem kochanie...wiem ze się dokładasz. Na prawdę mi to nie przeszkadza.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.-ja tez...lubię kiedy jesteśmy razem szczęśliwi.-powiedział wesoło.-ne Ryu...daj mi kawałek mieska.-poprosił otwierając usta.
-jasne kochanie.-odparł z pełną buzia i wyciągnął rękę po bluzę kiedy ja sięgnął podał ja chłopakowi.-ubierz jeśli ci chłodno a ja potrzymam ci talerz.-powiedział I ucałował go w czółko.
Wziął do buzi kolejny kawałek i uśmiechnął się wesoło.
-mój skarb...-pogłaskał go po włosach patrząc mu oczy. Teraz nie wyobrażał sobie nawet życia bez niego.-wiesz kochanie...jesteś moim szczęściem...-powiedział całkowicie szczerze.
-czego się wstydzisz kochanie? Przecież jesteśmy tu tylko ja i ty...a mnie nie musisz się wstydzić.-powiedział tuląc go do siebie. Wziął od niego kubek z winem biorąc kilka łyków.
-Ale tutaj nie ma się czego wstydzić. Jesteś moim szczęściem...i ciesze się ze pomyślałeś o tym żeby spędzić ze mną reszta życia...-powiedział tuląc go do siebie delikatnie.-taka jest prawda i to czuje...nie sądzę żebyś miał powody żeby się wstydzić...
[Czyli jednak się udało? ^^]
-oj skarbie...-odsunął ręce chłopaka od jego policzków i uśmiechał się do niego lekko.-mmm...słodki jesteś jak się tak rumienisz.-Powiedział zaraz odgarniajac mu włosy z twarzy.
[Szybko....no a ja ogarnęłam juz UJ...jeszcze tylko UAM ale to w poniedziałek. I pierwsza część rekrutacji będę miała za sobą XD]
-wiem...ale nawet nie wiesz jak lubię kiedy mi to mówisz.-powiedział obejmujac go mocno. Wziął swoją szklenke I wypił kilka łyków soku.-ja ciebie tez bardzo, bardzo kocham...i ciesze sie zw go nosisz.-wskazal na nieśmiertelnik.
[No bo UJ ma przejrzysta rejestracje i rekrutację XD przy UAMie będzie gorzej...]
-ciesze się ze go tak lubisz. Ja swój tez cały czas noszę.-powiedział wyciągając swój nieśmiertelnik spod koszulki.-daj ja zjem do końca.-dodał sięgając po talerzyk żeby dokończyć karkówke.
-ja z tobą tez kochanie. Z nikim innym tylko z tobą.-powiedział z uśmiechem. Zanim zaczął jeść złapał go za rękę żeby ucałował jego paluszki.-juz zawsze...-uśmiechnął sie lekko. Podjadal powoli karkówke zerkajac w niebo na gwiazdy.-zawsze jak na nie patrzę to przypomina mi się nasza pierwsza randka.
-wcale nie byłeś. Czemu tam uważasz?-spytał wesoło.-byłeś słodki. Tuliłes się do mnie...i skradłem ci twój pierwszy pocałunek. Było na prawdę miło...-powiedział zerkajac na niego.
-oj daj spokój kochanie. Mnie to cieszy ze jestem twoim pierwszym.-zapewnił go.-nie chowaj się tak. Nie jesteś przecież taki znowu niedoświadczony. Juz nie raz mi pokazałeś jak szybko się uczysz...i w ogóle jak wiele umiesz.-pogłaskał go po włosach.
-Ryu-chan...na prawdę nie ma o co się denerwować misiu. No i...ja na prawdę nie jestem taki bardzo doświadczony. Przed byciem z tobą byłem z dwiema kobietami i jednym facetem. Z czego z jedna kobieta nawet nie sypialem. Nie wiem skarbie czy można to zaliczyć jako wielkie doświadczenie skoro z każdym nie byłem więcej niż dwa miesiące.-wzruszył ramionami.-a będąc z tobą...uczyłem się na nowo.
-wiem...i uwierz mi kochanie, gdybym wiedział ze kiedys poznam tak wspaniałego chłopaka to bym czekał, żebys mógł być moim pierwszym we wszystkim.-zapewnił go.-ale wiesz co skarbie? Jesteś pierwszym którego na prawdę pokochałam. I to ciebie i tylko ciebie...całowałem po raz pierwszy z tym uczuciem. I to ciebie trzymałem w objęciach po raz pierwszy z tym uczuciem. Moja pierwsza randka wypełniona miłością tez była właśnie z tobą.-powiedział głaszczac go po włosach.
-ja tez kochanie...ja tez...-powiedział tuląc go do siebie.-z reszta...najważniejsze jest chyba to ze teraz ty jesteś moim jedynym, prawda? I z nikim innym juz nie będę. Tamci w ogóle się nie liczą. Tylko ty.-ucałował go w policzek.
-nie zabiorą skarbie...z resztą...tylko jeden z nich żyje...-mruknął tulac go mocniej.-jestem tylko twój kochanie.-zapewnił go spokojnie.-zobacz jak księżyc ładnie świeci dzisiaj...
-jasne kochanie...tylko nie przemeczaj sie.-poprosił go I ucałował go w policzek również wstając. Podszedł do grilla żeby tam wszytsko pozbierać.
Kiedy wszytsko pozbierali i pozmywali Jun przytulił go od tyłu.
-propozycja wspólnej kąpieli nadal aktualna?
-spokojnie kochanie. Jestem dorosłym który jest w stanie się kontrolować. Spokojnie skarbie.-ucałował go w policzek.-najwyżej wyjdę wcześniej z wanny.-wzruszył ramionami.
Jun dołączył do niego po dłuższej chwili. Poszedł jeszcze zamknąć drzwi balkonowe. Wszedł do łazienki i uśmiechnął się lekko do chłopaka zeby dodać mu trochę otuchy. Był tu dla niego, żeby go wesprzeć. Zdjął koszulkę i wrzucił ja do prania a nieśmiertelnik powiesił na wieszaczku.
-jutro zrobię pranie.-zdecydował.
-dobrze kochanie...ale ja wychodzę później od ciebie wiec mogę część prania zrobić zanim wyjdę a ty zrobisz dalsza część jak wrócisz, ok?-spytał wesoło i zdjął spodnie je również rzucając do prania.
-hmmm...chciałbym dobre curry.-powiedział zdejmując bieliznę i również wchodząc do wanny.-zrobisz?-spytał wesoło odprezajac się w ciepłej wodzie.
-odkurze zanim wyjdę do pracy.-uśmiechnął sie lekko.-wiec odkurze i zacznę pranie. Powiesisz je jak wolisz do domu?-spytał sięgając po gąbkę i płyn do kąpieli.
-na dworze będzie ok.-zgodził się I odłożył trzymany rzeczy by rozłożyć ramiona.-jasne kochanie...chodź tu.-powiedziałz lekkim uśmiechem żeby chłopak poczuł się pewniej.
Serce Juna również zabiło szybciej kiedy Ryu się do niego przytulił. Objął go delikatnie ramieniem.
-cóż...niewiele. z tego co wiem może z dwa trzy ciała o ile coś nie wyskoczy. Bo przywieźli je dzisiaj wiec jutro je szybko zrobię. wiec w sumie powinienem byc szybko w domu.
-a jutro może nawet będę miał wolne jak nic nie wyskoczy. Wiesz...mamy ostatnio mało roboty. No bo nie przesadzajmy...aż tylu ludzi tutaj nie umiera, dość spora część nie chce balsamowania zwłok, woli je od razu spalić. Wiec coraz częściej będę przychodził szybciej do domu a czasem w ogóle w nim zostawał. Ten wyjazd do stanów jest mi bardzo na miejscu.-uśmiechnął sie.
-rozumiem skarbie. Ciesze się w takim razie ze oboje dostaliśmy pozytywna odpowiedz i razem pojedziemy. Będzie fajnie.-ucałował go w czółko.-dziękuję ze pomyślałeś o mnie i wysłałeś moje papiery.-powiedział z uśmiechem.
-ten sam? No proszę...ale wiesz ze to trochę nielegalne żeby profesor spotykał się z uczniem?-spytał śmiejąc się pod nosem.-wiec wiesz...w uniwersytecie raczej nie będziemy się spotkać...pewnie nawet wspólny lunch odpada.-powiedział tuląc go trochę pewniej.
-ja? Podrywać? Skarbie...patrzę tylko na ciebie. A jak ktoś będzie do mnie startował to od razu mu powiem ze jestem zajęty.-zaśmiał się I zmierzwil mu włosy.-ale ty musisz mi obiecać to samo. Żadnego podrywania.-powiedział I również zaczął się myć.
-serio nie umiesz? To skąd tych kilka zainteresowanych tobą na studiach?-spytał śmiejąc się pod nosem. Umyl szybko włosy i wyszedł z wanny równie szybko się wycierajac.-ja ciebie tez kocham.-ucałował go w policzek I sięgnął po leżące z boku bokserki które mu robiły za pizame.
-jakich znowu naiwniakow? Nie jestes naiwny.-zaśmiał się I po tym jak założył koszulkę objął go lekko.-jesteś dzielny...jestem z ciebie dumny.-powiedział I puścił go po tym jak ucałował go w policzek.-idź się położyć.
-ok skarbie.-uśmiechnął sie. Po tym jak szybko umyl żeby dołączył do niego. Chwilę go jeszcze obserwował po czym zasnął.
Jun wstał kilka godzin po nim. Zrobił pranie, poodkurzal i zjadł śniadanie. W pracy szybko zrobił swoje w połowie zadając bento. Kiedy chłopak do niego napisał właśnie kończył z ostatnim ciałem. 'Właśnie skończyłem, mogę przyjechać. Coś się stało?' Odpisał i poszedł do samochodu.
'Gdzie jesteś?' Napisał jeszcze i wsiadł do samochodu od razu szybko ruszając. Zerknął tylko na telefon kiedy dostał wiadomość z odpowiedzia zaparkował niedaleko i wyszedł do chłopaka.
-hej kochanie...chodź...-Wziął go na ręce.-może lepiej jak zajedziemy do szpitala? Wyglądasz bardzo źle...
-dlatego lepiej jak pójdziesz do szpitala i cie zbadaja. Nie chciałbym żeby to przerodziło się w coś poważniejszego.-powiedział schylajac się jeszcze po torbę z zakupami i tak idąc do samochodu.-ty pewnie też, prawda? A może akurat cie nie będą hospitalizowac.
Jun wbrew protestom chłopaka zajechał do szpitala. Ostatnie czego chciał to kolejnego długiego pobytu z powodu ignorowanie takich sytuacji. Wziął go na ręce i zaniósł do szpitala.
Jun wysłuchał wszystkiego, wziął leki które podał mu lekarz i wziął chłopaka na ręce i zaniósł do samochodu.
-wiem ze nie jesteś zadowolony...ale jak jak sam widzisz nie zatrzymali cie. I dobrze ze dostałeś leki bo w domu nic bym na to nie mógł poradzić.-powiedział układając go na tylnych siedzenich.-potem zadzwonię do twojej pracy ze jesteś chory.
-jestem tu kochanie. Zaraz będziemy w domu.-odpowiedział mu. Powoli wjechał go Yukan i tylko kilka minut dzieliło good bloku w kktórym mieszkali.-miałeś zły sen?-spytał jadąc dalej.
-spokojnie skarbie. Spokojnie.-zaparkował pod ich blokiem i odwrócił się do niego przodem.-jestem tu. Tuż przy tobie. Jesteś bezpieczny.-zapewnił go I pogłaskał uspokajająco po włosach.-nikogo innego tu nie ma.
-nie odejdę kochanie. Jestem tuż przy tobie. Zawsze będę.-ostrożnie przeszedł na tylne siedzenia i objął delikatnie chłopaka.-juz dobrze...juz dobrze...-powiedział goszczą go delikatnie po włosach i plecach.
-Już dobrze skarbie.-powtórzył jeszcze raz.-jestem przy tobie.-dodał koleiny raz go o tym zapewniając. Czuł jak chłopak drży w jego ramionach i chciał mu pomóc jak tylko mógł.
-juz cie niose kochanie. Zrobię ci cieplej herbaty a potem coś lekkiego do jedzenia.-zapewnił go I otworzył drzwi. Chwili torbę z zakupami I wziął chłopaka na ręce. Zamknął samochód i ruszył po schodach do ich mieszkania.
-no dobrze...-zgodził się chociaż dość niechętnie bo nawet jeśli lubił Kiare to nie kiedy była w łóżku. Otworzył mieszkanie i wszedł do środka. Zsu al buty I od razu zaniósł chłopaka do sypialni.-pomogę ci się przebrać w dres a potem pójdę zrobić ci herbaty.-powiedział zdejmując z niego buty.
Jun przyniósł mu herbatę i postawiłja na szafce nocnej.
-napój się kochanie...-poprosił siadając na brzegu łóżka.-musisz chociaż trochę się napić...-dodał pomagając mu usiąść.-jak tylko coś zjesz to dostaniesz leki...
-Wiem kochanie, ale musisz zjeść chociaż trochę żeby wziąć leki. Zrobię ci na szybko trochę owsianki. Takie lekkiej. Zjesz trochę, łykniesz leki i możesz iść spać.-zapewnił go podtrzymujac i pomagając przytrzymać kubek.-tylko troszeczkę zjesz.
-no nie wiem kochanie...wolałbym żebyś teraz zjadł i wziął leki. Żeby zbić te twoja gorączkę.-powiedział odgarniajac mu włosy z twarzy.-nie zrobię dużo. Obiecuje.-powiedział wstając I idąc do kuchni. Na prawdę się o niego martwił i cieszył się ze jutro ma wolne.
-spokojnie kochanie.-zaczął go głaskać po włosach. Kiedy zobaczył ze chłopak się uspokoił podał mu leki a potem dokładnie okryl kołdrą.-teraz sobie śpij. Spokojnie odpoczywaj.-poprosił jeszcze trochę przy nim siedząc. Zawsze się martwił kiedy chłopak chorował.
Jun otworzył zaspane oczy i uśmiechnął się do niego lekko.
-jak się czujesz skarbie?-spytał wstając i podchodząc do łóżka. Zmienił mu okład.-chcesz coś do picia?
-bo Kiara zajmuje większość łóżka...no i pilnuje cie. Ciągle zmieniam ci okład...na prawdę chciałem zbić ci temperaturę.-powiedział spokojnie. Nalał mu wody bo przezornie postawił na szafce dzbanek i kubki. Podał mu jeden kubek I pomógł się napić.
-Nie zaraze...wziąłem leki odpornościowe.-zapewnił go. Zrobił mu jeszcze jeden okład i położył się przy nim.-usnij znów kochanie...musisz odpoczywać.
-jasne kochanie. Zaraz ci rozłoże I pościele.-powiedział wstając z fotela. Szybko mu rozłożył i kiedy chłopak juz się położył usiadł obok niego.-lepiej się już czujesz?
-spokojnie kochanie. Umówiłem się z Hikaru ze nie będę przychodził jeśli nie będzie ciał. A jak będą ciała to ma mi zadzwonić i wtedy przyjdę. Wiec wiesz skarbie...na razie mogę mieć dużo wolnego. A teraz go nie marnuje l. Jestem z tobą.
-Nie marnuje czasu...a na spacer, na basen czy do kina pójdziemy razem. Teraz się tobą opiekuje. I to jest ok.-pogłaskał go po włosach.-mogę się tobą zajmować. Odpowiada mi to kochanie.
-zrobisz mi później jakiś obiadek. Na razie odpoczywaj. Zrobię ci szybkie śniadanie i wyjdę z Kiara.-ucałował go w czółko.-szybciej wyzdrowiejesz jak będziesz odpoczywał.
-A co byś chciał?-spytał głaskajac go po włosach.-dzisiaj juz lepiej wyglądasz. Jak do jutra polezysz to jutro ładnie wstaniesz. Tylko nadal zostaniesz w domu bo lekarz kazał co zostać do końca tygodnia.
-ok, więc będzie lekki i pychotka po obiadku. Coś wymyślę.-zapewnił go. Dlatego zdaj się na mnie i odpoczywaj, ok?-posiedział przy nim jeszcze dłuższą chwilę a potem poszedł do kuchni żeby zrobić Ryu jakieś śniadanie.
Jun przyniósł mu lekkie śniadanie oraz leki i wodę do ich popicia. Potem zabrał Kiarę na spacer. Zaszedł z nią do sklepu po czekoladę,truskawki i składniki to jakiegoś lekkiego obiadu po czym skierował się do domu.
Jun kiedy przyszedł wyłączył telewizor, dał Kiarze wody i zaczął spokojnie sprzątać po śniadaniu. Potem poszedł sprawdzić chłopakowi gorączkę przynosząc mu od razu świeżą herbatę.
-Mogę poczytać i możemy pooglądać. Mi to obojętne skarbie.-powiedział ziewając.-jak coś włączę to pewnie sam padnę.-zaśmiał się cicho.-ale to nic. Nie przejmuj się.
-zaraz się położę...-zapewnił go i padł na fotel.-albo się zdrzemnę na fotelu. Możesz mnie swobodnie budzić. Nie przejmuj się mną.
-ok, ok...-zaśmiał się i położył do niego.-no to śpimy. Do obiadu śpimy.-zdecydował zamykają oczy.-pasuje taki układ?
-ja ciebie też.-odparł i już zasnął. Nigdy by się do tego nie przyznał ale na prawdę był zmęczony i niewyspany po całonocnej opiece nad Ryu. Z ulgą przyjął to że chłopak lepiej się czuje a on sam może chociaż chwilę odpocząć.
Jun wyszedł z pościeli i również przyszedł się przywitać.
-Hej Keiichiro...widzę że w końcu jesteś na nogach.-uśmeichnął się i zaraz pomachał wchodzącemu Kokiemu.
-cóż...Ryu mi się zaziebil. Grypa go wzięła.-westchnął.-rozumiem ze chciał. Przygotuje trochę więcej obiadu tylko powiedz swojemu kochaniu żeby nie zdejmowal maski i usiadł kawałek od Ryu.-poprosił zaglądając do lodówki żeby sprawdzić ile czego ma.
-na prawdę nie trzeba Koki...to może poczekać. Na razie miej te pieniądze żeby dbać o Keiichiro. Nie spieszy mi się do nich.-zapewnił go I poklepal go po ramieniu.-musisz o niego teraz dbać. Pieniądze mogą poczekać.-uśmiechnął sie do niego.-jesteście naszymi przyjaciółmi.-dodał I wrócił do zaglądania do lodówki.
-dzięki Koki. Wiec na razie chowaj te kasę bo i tak jej nie przyjmę.-zaśmiał się oddając mu kopertę.-to co na obiad robimy?-spytał zaglądając do torby z zakupami.
-dla Ryu coś lekkiego. Bo zaraz pójdzie zwymiotowac.-mruknął.-zrobię mu kaszkę...albo coś w tym stylu.-zdecydował wyjmując składniki.
-I tak też zrobię. Tylko dodam truskawek bo je lubi.-zdecydował.-wiec ja robie kaszkę dla Ryu a ty sosik dla nas.
-wpadniemy obaj.-zapewnił go.-a jak ta sprawa z papierami Juna? Przyjęli go? Jedziecie razem?-wypytal go razaz.-wiesz...wtedy Koki tez będzie miał się z kim spotkać jak wpadniemy.-zaśmiał się Keiichiro.
-nie wkurza się?-spytał retorycznie i zaśmiał się wesoło.-brakuje mi tych rozmów z akademika. Musisz w końcu przyjść do mnie na noc. Albo ja do ciebie. Albo najlepiej chodzmy pod namioty.-zaklaskal wesoło.-no...a jak twój problem z...no wiesz...ze zbliżenie się do Juna? Bo wiesz...ja po tej operacji i szpitalu jestem cholernie osłabiony wiec robimy sobie przerwę...
-okay. Zamówimy pizze I obejrzymy coś fajnego.-zdecydował.-wracam ale najpierw chce się wykurowac. Jak wrócisz ze stanów to może akurat wrócę na uczelnie.-wzruszył ramionami.-mhm...rozumiem.-pokiwał głową.-ale jest lepiej Ryu. Sam to widzisz, nie? No i Jun czeka nie? Cały czas na ciebie czeka. Świetnie trafiłeś stary...on cie serio musi kochać.-uśmiechnął sie do niego czego pod maską niestety nie było widać.
-no to próbuj powoli. No i sądzę że wspólna kąpiel to już duży krok. Jun się pewnie ucieszył.-uśmiechnął sie.-może z nim porozmawiaj? Ze no wiesz...tez być chciał, i że chciałbyś szybko...ale wiesz ze wtedy się tylko cofniesz. Wiec robisz to powoli. On się na pewno też cieszy z małych postępów.-Nachylil się żeby poklepal przyjaciela po nodze.-Po dobrym roku każdy by trochę cierpiał Ryu.
-ej ej ej. Ryu...Poczekaj, ok? Jest lepiej. I będzie lepiej. Nawet nie myśl o takich rzeczach. Jesteś szczesciarzem, wiesz? Jun na prawdę cie kocha i czeka na ciebie. Poczeka na ciebie tyle ile trzeba. Nawet jeśli trochę go to boli...to przecież potem mu to wynagrodzisz, nie?
-Ech gluptasie...dasz. w końcu dasz, zobaczysz. To na pewno w końcu ci minie. Wiem ze to nie to samo...ale ja przez te chorobę tez się siebie przydzielem...ale Koki wybił mi to z głowy. -zaśmiał się przypominając sobie tamten moment.-no...po prostu daj sobie czas. Bo jak sam widzisz...dalej i jest już trochę lepiej.
-na pewno mam rację i na pewno wpadniemy.-zaśmiał się obierajac swój talerz. Jun podał Ryu jego kaszkę i herbatę poczym usiadł do swojej porcji.
-jeszcze masz coś lekkiego kochanie...żebyś nie zwymiotowal. Dodałem trochę truskawek żebyś miał jakieś urozmaicenie.
-jak nie dużo to nic się nie stało. Zjedz ile możesz zeby tym razem nie zwymiotowac a potem weź leki.-powiedział uśmiechając się do niego lekko.
-cóż...jakoś leci. Odkad Keiichiro jest w domu czuje się o wiele lepiej.-zaśmiał się.-a ty?
-głupi.-Jun pstryknal go w nosek.-takie niewyspanie to nic. Spędzam dzień z tobą wiec wcale go nie marnuje.-wywrocil oczyma.-No I Ryu-chan, jesteś moim szczęściem a nie źródłem cierpienia.-westchnął.
-oho...widzę że macie odmienne zdania.-zaśmiał się Koki.
-no trochę marudny się robisz.-przyznał szczerze.-ale nigdy nie będę kłamał mówiąc ze jesteś moim cierpieniem. Prawda jest taka ze jestem moim szczęściem bez względu na wszytsko. Uwierz w to...bo juz nie wiem co mam robić żeby cię przekonać.
-później...teraz masz czas na plotki z przyjacielem.-zaśmiał się jedząc trochę swojej porcji.-wiem...ja ciebie tez kocham.-zapewnił go z uśmiechem.
Jun od czasu do czasu też się odzywał a kiedy wszyscy skończyli jeść zebrał naczynia i poszedł do kuchni je pozmywac. Zdecydował ze od razu zrobi deser.
-wiem wiem.-zaśmiał się kroić czekoladę.-ale wiesz jak uparty potrafi być Ryu. Czasem nie ważne jak się staram...jak on się uprze to nie ma mocnych.-zauważył.-ale nadal się trzymam. Robi postępy I wierze ze w końcu będzie dobrze.
-jasne, wpadniemy. Ryu jest na prawdę wesoły kiedy się tak razem spotykamy.-uśmiechnął sie wsypujac czekoladę do miseczek i biorąc się za krojenie truskawek.-ale jak sam widzisz...nadal jest uparty.--zaśmiał się zerkajac na niego.-a co tak u ciebie?
-Keiichiro...przecież ja go nie znam od wczoraj. Wiem jaki potrafi być narwany i niecierpliwy. Ostatnio też bardzo chciał szybko. A zaczął robić postępy jak wziął się za to powoli. Tak jak teraz. -uśmiechnął sie lekko.-cóż...to normalne po operacji i długim pobycie w szpitalu, nie? Odzyskasz w końcu siły i nabierzesz ciałka.-zapewnił go wesoło.
-nic się nie stało, awet fajnie ze wpaeliscie. Ale następnym razem lepiej zadzwoncie. Tak w razie czego...żeby znów nie wpaść jak Ryu leży chory. Bo raczej nie chcesz się zarazić, nie?-uśmiechnął się i podszedł do lodówki wyjmując bita smiętane.
Prześlij komentarz