Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 601 – 800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-zjem w Yukan. Nie jestem teraz głodny.-odpowiedział po drodze prawie wpadajac na Keia.-Hej.-przywitał się z nim wyciągając w jego stronę dłoń.-masz dla mnie jakąś koszulkę?-spytał uznając że jednak trochę mu zimno w samym podkoszulku.
-jestem w trakcie rzucania. Mam elektrycznego.-mruknął podając mu wspomniany przedmiot i ubierajac koszulkę.-powiesz mi potem. Schodzisz z nami na śniadanie? Jeszcze chwilę zostanę.-uśmiechnął się lekko.-za tydzień dają go do izolatki więc zero odwiedzin. Chce z nim trochę pobyc.-wyjaśnił mężczyźnie.
-powiedział że burczy mu w brzuszku no to idziemy na śniadanie.-uśmiechnął się lekko.-no ok...ale zaraz skoro rozwaliles samochód to go teraz nie masz? Mogę posiedzieć z tobą do końca i pojedziemy moim. Tak chyba będzie najlepiej.-ocenił wciąż trochę niepewnie pchajac wuzek.-możesz palić wewnątrz. Już się o ten elektryczny pytałem.-mruknął.-tylko uważaj schodze z wysokiej ilości nikotyny.-ostrzegł cicho się śmiejąc.
-ok więc nie będę wam przeszkadzał. Zaraz po jak Ryu coś zje pojadę do domu.-uśmiechnął się lekko.-w sensie czy mniej pale? Nie sięgam już po zwykle co przy aktualnym natężeniu stresu jest cudem. Zmniejszam ilość nikotyny więc...może za rok...za dwa w ogóle nie będę palił.-wzruszył ramionami.-no i jak mam chcice to bez względu na miejsce mogę się zaciągnąć. To też spory pobytyw.
-sajgon w jakim znaczeniu tego słowa?-spytał chcąc wiedzieć trochę dokładniej czego się spodziewać.-Ryu ma rację zachowuj się trochę bardziej jak brat skoro już jesteś na urlopie.-mruknął obejmując chłopaka od tyłu.
-czyli mam rozumieć jadę w ciemno w ten sajgon tak?-funkął na niego.-ale gratuluje tatuśku. Co byś chciał dostać na święta z tej okazji?-spytał cicho się śmiejąc.-mogę nam załatwić ciasto.-oznajmił wychodząc z windy.
-ano właśnie. Cukiernia wciąż w budowie ale ciasto załatwić mogę. I bułeczki i mufinki i co będziesz chciał.-zapewnił z lekkim uśmiechem.-mi nic nie trzeba. Tylko żeby Ryu był w domu na święta. Nic więcej.-zwrócił się do mężczyzny.-ale coś będziemy musieli wymyślić.-zaśmiał się.-w końcu jakby nie patrzeć to będą moje pierwsze święta z wami. Zawsze na ten czas wychodziłem.
-bla bla bla. Wystarczy skarbie. Tak długo jak będę mógł skorzystać z jemioły i zjeść z tobą świąteczne ciasto.-oznajmił.-Kei o jakie zareczyny ci chodzi?-spytał nie bardzo rozumiejąc o co mężczyzna chodziło. Wjechał wuzkiem na stołówkę.-mogę powrotem mojego elektrycznego papierosa?-spytał go jeszcze.
-postaram się uspokoić Reiko...nic jej nie jest? Gdzie ją uderzył?-spytał trochę zmartwiony.-jak mógł mu...no nic. Już wiem co ci kupię na święta.-uśmiechnął się do chłopaka bo tak szczerze to nie miał pomysłów. -a jak tam Yuto? Ruszał coś mojego? W garażu stoi motor jak go tknal to nie recze za siebie.-funkął trochę zirytowany.
-jakoś mi to o dziwo nie przeszkadza.-zaśmiał się cicho.-no nic. Wygląda na to że dzieciaki się boją...coś na to poradzę.-zdecydował.-dobrze że ojciec zaczął się nią trochę bardziej interesować i że nic jej nie jest.-dodał cicho wzdychajac.-Ryu obejrze go...ale jeśli nic nie da się zrobić to uważam to za dobry pomysł na prezent. Przecież lubisz robić zdjęcia. Taki porządny aparat by ci się przydał.
-Tak aniołku ja to wszystko wiem. Ale skoro nie jedziesz na studia to chcę żebyś przynajmniej miał porządny aparat. Zwłaszcza że twój został zepsuty.-wyjaśnił obejmując go delikatnie.-Ale siadaj już grzecznie na wózku i jedz śniadanie bo pielęgniarki zaraz mnie zabiją wzrokiem.-zaśmiał się cicho.-A tego chyba nie chcemy, co?
-Mou...zdecyduj się w końcu.-mruknął niezadowolony.-bez względu na to czy pojedziesz czy nie aparat dostaniesz. Bo jak to? Na studia bez porządnego aparatu? Tak się nie bawimy.-mruknął biorąc tosta z talerza chłopaka.-Samolocik leci kochanie. Powiedz "a". Nie będę za ciebie jadł niejadku.-oznajmił celując w niego tostem.
-Ryu.-spojrzał na niego ostro.-wczoraj wymiotowałeś i już nawet nie miałeś czym. Musisz uzupełnić zawartość tego twojego pustego brzuszka.-fuknął klepiąc go po wspomnianej części ciała.-No już. Odsłoń buzie i wcinaj. Ładnie proszę.-zrobił minkę niczym kot z Shreka.
Westchnął ciężko patrząc na niego jeszcze chwilę po czym przeniósł wzrok na Keia.
-Ok, dzięki.-uśmiechnął się ostatecznie kończąc śniadanie chłopaka.-Ryu, o której jutro przyjechać? Potrzebujesz czegoś?-spytał z zamiarem zbierania się do domu.
[ano...znacz jakieś hmmm zboczone ciekawostki z japonii? XD Ludzie z kółka które prowadzę sobie zażyczyli a ja nic nie mogę znaleźć...]
-No dobrze, postaram się tak przyjechać i ci poczytać.-uśmiechnął się.-obiecuję.-dodał wstając i całując go w policzek.-trzymaj się aniołku.-uśmiechnął się do niego i wyszedł z sali. Bez zbędnych przystanków dojechał do domu pierwsze co to sprawdzając stan swojego motoru. Z ulgą stwierdził się jest cały więc wszedł głównymi drzwiami.
-Tadaima!
-Oj maluchu...tak się do dziewczyn nie zarywa. Musisz jej dać kwiatka i ładnie przeprosić.-zaśmiał się wesoło.-A jak tam lekcje. Gdzie twoje siostry? Słyszałem że złe rzeczy się działy jak mnie nie było.-szepnął wciąż trzymając chłopca na rękach.
-No już maluchu. Jest ok. Kei mi o wszystkim opowiedział i wiem że już jest wszystko w miarę opanowane. A teraz zaprowadź mnie do swoich siostrzyczek bo musimy wszyscy porozmawiać, ok? A później zrobimy matematykę.-zaproponował taką kolejność stawiając chłopca na podłodze.
-Na pewno spróbuję.-uśmiechnął się lekko wchodząc do pokoju. Podszedł do dziewczynki nachylonej nad książkami.-hej mała.-przywitał się z lekkim uśmiechem mierzwiąc jej włosy.-jak ci idzie z lekcjami?-spytał spokojnie zaczynając rozmowę. Chciał wiedzieć jak ona radzi sobie z aktualną sytuacją w domu.
-Ryu...może dostanie przepustkę na święta...-odparł z lekkim uśmiechem.-możecie coś fajnego dla niego przygotować.-uśmiechnął się lekko.-A jak tam z Hikaru? Zrobił ci coś?-spytał w końcu.
[wszystko poza tym ostatnim wiedziałam XD]
-spokojnie Aoi. Dla mnie zawsze będzie tu miejsce. Mam tutaj swój pokój i pracę na dole. Od pokoju klucz mam tylko ja.-poklepal się po kieszeni.-więc o to się nie martw.-zmierzwil jej włosy następnie biorąc Yuto za rękę. Kiedy pomógł mu z lekcjami postanowił odgrzac sobie obiad. Pech chciał że po drodze dosłownie wpadł na Hikaru.
Podszedł do niego dość energicznym krokiem i złapał za przód koszulki podnosząc do góry.
-ona nie jest dziwka. Jest po prostu naiwna i została wykorzystana.-wycedzil przez zacisniete zęby.-a byś się zdziwił. Jestem członkiem rodziny. Posrednio i nie na papierku ale jestem. Więc może z łaski swojej zachowuj się jak starszy brat i przestań ich straszyć i wzywać. Bo będziesz miał ze mną do czynienia.
-co powiedziałeś?-spytał podnosząc na niego chłodny, ostry wzrok który sam w sobie mógł zabić.-słuchaj skurwielu. Jestem w stanie znieść to że nazywasz Reiko dziwką. Jestem w stanie znieść to jak traktujesz młodsze rodzeństwo. Jestem w stanie znieść nawet to że zniszczyłeś aparat Ryu który dostał od mamy. Ale to że życzysz mu śmierci przez swoje cholerne długi to już przesada. To jest ten moment w którym powinieneś uciekać. Tylko jest mały problem. Ja ci na to nie pozwolę.-warknal z całej siły uderzając go w twarz rozwalajac mu warge. Następnie nie czekając kopnął w brzuch tak że chłopak poleciał na blat.-poza tym kim ty myślisz że jesteś żeby sprzedawać jego laptopa?-spytał ponownie łapiąc go za koszulkę.-zdajesz sobie sprawę ile tam było jego zdjęć?
Grzecznie poszedł za dziewczyną i usiadł na jej łóżku. Wiedział że przesądził. Jednak kiedy chodziło o Ryu nie umiał nad sobą zapanować. Wziął pendriva i uśmiechnął się lekko.-dzięki. Sprytna dziewczyna z ciebie.-skinal głową podchodzac do jej toaletki i patrząc w lustrze jak mocno oderwał.-masz może plastry?-spytał patrząc na swój policzek.-no to teraz poza aparatem będzie trzeba mu kupić laptopa...co za sukinsyn...-mruknął pod nosem bardziej do siebie.-i jeszcze Yuto to widział...
-wiem...pójdę później do niego i wszystko wyjaśnie. Normalnie pewnie bym się powstrzymał ale to że życzył Ryu śmierci przeważyło szalę...-wyjaśnił zaklejajac ranke plastrem.-dobrze więc ja mu kupię aparat. Jako prezent świąteczny. Drukarka do zdjęć też by mu się przydała.-mruknął znów bardziej do siebie wciąż myśląc nad prezentem świątecznym.-zamki to dobry pomysł. Ja w swoim mam. Ale myślałem że Ryu w swoim też ma zamek.
-ech no tak w razie jakby coś się stało to musi mieć. Od mojego mam tylko ja.-pokiwal spokojnie głową.-wiem mała. Ale już jest dobrze. Jestem tu i nie pozwolę żaby was skrzywdził. Coś się wymyśli. Nie może tu zostać na zawsze.-uśmiechnął się lekko.-a ty nie miałaś spać dzisiaj u koleżanki?-spytał niepewnie bo takie informacje dostał od Yuto.
-oj nie jest aż tak źle. Może jest trochę osłabiony i wychudzony ale trzyma się nieźle. Dali mu wózek ale o tym wiesz.-uśmiechnął się lekko przysuwajac sobie krzesło i siadając na nim.-dopiero zacznie źle wyglądać. W przyszłym tygodniu przenoszą go do izolatki. Będą mu dawać jakieś leki które osłabią jego odporność, mogą mu wypadać włosy.-westchnął cicho.-Reiko skoro ja daję sobie radę być przy nim wesoły to ty też sobie poradzisz.
-ale teraz to on potrzebuje wsparcia. Nie może się poddać. Ja robię co w mojej mocy ale muszą pomóc wszyscy. Reiko bardzo się zmienilas. Moim zdaniem na lepsze. Pomagasz nam teraz i to bardzo.-uśmiechnął się do niej lekko.-ja? Ojcem chrzestnym? Jesteś pewna taki rozrabiaka jak ja? Jeśli chcesz nie będę miał nic przeciwko. Ale zaklepuje chłopca.-zaśmiał się cicho. -na razie nie zapowiada się żeby wrócił. Może dostanie przepustkę na święta. Może...
-dobrze. Możesz pojechać albo ze mną albo z Keiem. Będziemy jeździć co drugi dzień.-wyjaśnił.-zaiweziesz mu czapkę. Możesz na przykład poprosić żeby wybrał z tobą imiona dla dzieci.-zaproponował.-Reiko wydaje mi się że w takiej sytuacji szkoła jest najmniej ważna. Najważniejsze jest żeby przeżył. Żeby jego organizm przestał odrzucać przeszczep.-mruknął uznając że szkoła teraz nic nie znaczy.
-porozmawiam z nim o tym jak już jego zdrowie się ustabilizuje. W sumie sam miał taki okres kiedy chciał rzucić szkole. Teraz najważniejsze jest jego życie.-westchnął cicho.-możesz. A nuż wyjdą. Na pewno się ucieszy-uśmiechnął się lekko.-muszę zadzwonić do Tomo żeby zrobił mi na jutro babeczki z czekoladą bo obiecałem Ryu...
-bo jest. Ale skoro i tak ciągle łapie jakieś prace to moje prośby może spełnić. Za to wszystko co dla niego zrobiłem.-zaśmiał sie wstając.-jasne że zejdą.-dodał czując że znów przespi całą noc. Na szczęście miał miało zleceń.
-dzięki.-uśmiech się do niej wgryzajac się w pizzę -mmmm idzie ci coraz lepiej. Widzisz wystarczyło trochę pocwiczyc i nie żyjemy na samych nalesnikach.-uśmiechnął się do niej.-ale ja to nawet tych nalesnikow nie zrobię więc się nie odzywam.-pokrecil głową.-Wasz tata dawno wyjechał?-spytał po idę swojego przyjazdu go nie widział.
-długi nie mogą przejść na waszego ojca bo Hikaru jest pełnoletni.-wyjaśnił.-nie musisz pracować lepiej zaśmiał się domem. Mój powalony ojczulek przesyła mi co miesiąc całkiem sporą sumke. Mogę opłacać szpital jeśli zajdzie taka potrzeba. Dla Ryu zrobię wszystko. Wiem że waszemu ojcu nie spodobaloby się to że ja bym opłacał szpital ale najważniejsze jest zdrowie Ryu. Ale jest to ewentualne rozwiązanie gdybym jednak się mylił ci do długów.
-nie sądzę. Mam nadzieje że jednak mam rację.-westchnął cicho.-skoro jest w mieście to pewnie odwiedzi Ryu więc wrócą późno. Ulozymy dzieciaki do spania jak skończysz mufinki.-zdecydował.-no dobrze. W sumie praca może cię czegoś nauczyć. Ale już zrezygnowałaś ze szkoły?
-ale wiesz że jak maluchy się urodza i tak będziesz musiała zrezygnować?-spytał tak w razie czego.-o nie nie. Nie będziesz eksperymentował na moim chorym aniołku. Najpierw ja spróbuje.-oznajmił wstając żeby odłożyć swój talerz do zmywarki.-ale najpierw niech ostaną.
-Yuto?-zszedł z krzesła i ukucnal na podłodze.-mały nie bój się. Nic ci nie zrobię, przecież wiesz zd nigdy bym cię nad skrzywdził prawda? Trochę mnie poniosło. Hikaru mówił bardzo złe rzeczy o Ryu więc się zdenerwowałem. To wszystko.-uśmiechnął się lekko. Nie chciał już nawet wspominać że gdyby akurat nie rzucał palenia to może by się powstrzymał.
-ech maluchu...-przytulil go lekko. Wiedział że to dla niego ważne ale nie miał pojęcia czy będzie miał czas.-jeśli nie będę wtedy u Ryu to przyjdę.-uśmiechnął się lekko.-ok? Ale jak przyjdę to masz wygrać i być królem boiska, jasne?-zmierzwil mu włosy.-to co, próbujemy wypiekow Reiko i idziemy do mycia?-spytał dwójkę najmłodszych.
-i co mu odpowiedziałeś? On nie może się poddać. Musi walczyć. Jutro ja pojadę i jakoś podtrzymam go na duchu. Spytam od razu o wyniki z badań mojej krwi.-mruknął siadając obok niego i jakoś również przymykając oczy.-już nie wiem co mam mu mówić...-mruknął w końcu.
-z dnia na dzień coraz gorzej. Ale on musi przeżyć...-powiedział rozmasowujac bok.-agh denerwuje mnie to że nic nie mogę zrobić. Tylko być i czekać. Nic pożytecznego.-mruknął zaciskajac dłonie w pięści.-zupełnie nic.
-no wiem...staram się go wspierać -mruknął tylko patrząc na aparat.-no zobacz co da się zrobić. Ja i tak mam zamiar kupić mu nowy.-wyjaśnił patrząc na ekran telefonu.-no już się nie nabijaj.-funkął tylko niego po czym odebrał telefon.-halo?-spytał spokojnie na razie nie zadając pytań.
-ja ciebie też, skarbie. Co się stało? Mam teraz przyjechać?-spytał starając się zachować spokój.-nie przepraszaj mnie i się spokój. No już oddychaj powoli.-polecił mu.-mam teraz przyjechać?-spytał jeszcze raz.
-zaraz tam będę. Już wsiadam na motor i jadę. Ublagam lekarzy tylko lez w łóżku. Nie wstawaj. Proszę.-mruknął a kiedy chłopak się rozlaczyl schował telefon do kieszeni i wybiegł z domu siadają na motor i pędząc do szpitala. Dojechał szybko i zaraz zaczął wyjaśniać wszystko lekarzom.
Wziął go na ręce lekko go przy tym przytulajac.-tylko sen. Nic złego ci nie nie dzieje. Już jestem przy tobie i jesteś bezpieczny.-zapewnił glaszczac go po włosach.-to był zły sen. Nic więcej. Tylko zły sen.-dodał cały czas szepczac.
-jeśli będę mógł to zostane.-odpowiedział wciąż glaszczac go po włosach.-ale o to chyba powinniśmy zapadać do tych tam.-wskazał na lekarzy. Podszedł do nich i zaczął im wyjaśniać dokładnie dlaczego musi zostać. Bo małej naradzie zgodzili się zrobić wyjątek.-no aniołku mogę zostać. Więc chodź już spać.
Objął go delikatnie i zasnął dopiero jak chłopak się rozluźnił. Obudził się przed nim dość wcześnie rano i przyglądał się jego spiacej twarzy. Glaskal po gorącym policzku z lekkim uśmiechem. "kocham cię aniołku. Mam nadzieje że szybko wrócisz do zdrowia." pomyślał calujac gong rozpalone czoło.
Poglaskal go po włosach.-nic się nie stało skarbie. Jestem zawsze na twoje zawołanie. Wiesz o tym.-uśmiechnął się wstając z łóżka.-ja ciebie też kocham. Dlatego masz nie prosić o głupoty swojego brata i dalej walczyć.-powiedział podchodzac do niego.
-ja go przypilnuje.-uśmiechnął się do lekarki a kiedy wyszła usiadł na łóżku.-skarbie ja wiem jak ciężko. Rozumiem to. Ale musisz walczyć. Nawet jeśli boli.-poglaskal go po policzku.-a teraz jedz aniołku bo musisz mieć siłę na tą walkę.
-dlaczego nic nie mowiles? Ryu no...gdybyśmy wcześniej przyjechali może byś się tak nie męczył.-westchnął cicho.-wiem że się starasz. Oboje się staramy. Ja może i mam łatwiej, wiem. Ale chcę cię jakoś wspierać.-uśmiechnął się lekko.-przepraszam że nie przywiozłem ci bułeczki. Musisz zadowolić się ryżem.
-byłoby miło. Bo właśnie widzimy jak się skończyło to że nic nie mówiłeś.-spojrzał na niego trochę smutnym wzrokiem.-Ryu zmus się proszę. Musisz nabrać sił. Proszę. Zjedz jeszcze troszeczkę. I wypij herbatę.-poprosił podając mu kubek z herbatą.
-rozumiem ale nie możesz też tego ignorować. Ryu przez miesiąc nic z tym nie robiłes. Tak nie można.-westchnął cicho.-no dobrze. Później. Ale nie rusze się stąd dopóki miska nie będzie pusta.-oznajmił pewnym głosem.
-oj mój kochany.-otarł jego łzy.-może zrobimy tak. Jak będzie cię coś bolało go mi powiesz. Poczekamy tydzień. Jak nadal będzie bolało to jedziemy do szpitala. Pasuje?-spytał calujac go w policzek.-mogę otworzyć okno. Ale tylko na chwilę. Zrozum że się martwię o ciebie i nie chce żeby było jeszcze gorzej.
-Ryu...nie chce się kłócić. Jednak wolałbym żeby aktualna sytuacja się nie powtórzyła. Zwłaszcza że tyle czas to ukrywałeś.-westchnął robiąc teatralną obrażoną minę.-Ryu przecież wiesz że powinieneś uważać na siebie...-chciał mówić dalej ale ugryzł się w język.-przepraszam. Martwię się za bardzo, prawda?
-wiem. Chyba jednak za bardzo się martwię. Po prostu...kocham cię i nie chce cię stracić.-wstał i ucałował go w policzek.-przepraszam. Pójdę coś zjeść i wrócę.-oznajmił wychodząc ze szpitala i idąc na sushi. W drodze powrotej zaszedł do piekarni i kupił czekoladki na zgodę.
-ale z ciebie debil staruszku.-westchnął wchodząc do szpitala. Wszedł do sali chłopaka i położył czekoladki na szafce nocnej.-Ryu, śpisz?-spytał cicho a nie dostając odpowiedzi napisał mu liscik który położył przy czekoladkach. "Przepraszam. Wiem że tylko przeszkadzam zamiast ci pomoc. Jestem głupi wiem. Kupiłem ci czekoladki na zgodę jak się obudzisz to zadzwoń czy chcesz żebym przychodził wieczorem. Kocham cię.
Jun."
[ale on się tylko martwił ;^;]
Wrócił do domu trochę zdolowany i na dzień dobry dostał zwłoki podeslane z miejscowości oddalonej o ponad 200 km. Specjalne życzenie ma się uśmiechać. Westchnął ciężko patrząc na stan ciała.-będzie trzeba odtworzyć dłoń...-mruknął biorąc się do roboty.
-pewnie jest zajęty.-mruknął na chwilę zdejmujac maseczke chirurgiczną.-poloz je tutaj na stoliku później zawioze je Ryu. Weź sobie jedną i idź się bawić.-uśmiechnął się do niego lekko po czym wrócił do pracy.
-jasne że możesz.-żniw odszedł od roboty podając mu maskę.-a teraz już idź.-pogonil go wracając do pracy. Przymocowal dłoń. Zrobił makijaż wszczepiajac trochę sylikonuw usta żeby się uśmiechała. Na końcu uczesal ją i ubrał. Po skończonej pracy zaniósł bułeczki swojego spokoju który później zamknął na klucz i poszedł zrobić sobie herbatę.
Odstwil kubek i wyjął telefon. Uśmiechnął się lekko czytajac wiadomość. "własne skończyłem pracę i pije herbatke. Tomo przyniósł całą reklamówkę buleczek. Też cię kocham skarbie :*". Wysłał po czym znów zaczął pić herbatę.
-rozumem że nie chce mnie dzisiaj wiedzieć. Jednak jest mi trochę smutno.-westchnął zaczynając pisać wiadomość. "dobrze przyniosę jutro. O której? Zuch chłopak, ale na obiado-kolację też coś zjedz" wysłał wstając żeby zrobić sobie zupke instant.
"jasne że przywiozę. Proś o co chcesz. Wcinaj skarbie ja zamowilem sobie właśnie pizzę. :) i zjedz całą miseczke. Kei cię upilnuje bo właśnie wyjechał." napisał zalewajac zupke wodą.
-nosz co za wredna...-funkął odkładając piłeczki.-"zamowilem ale byłem tak głodny że zrobiłem sobie zupke. Wiesz że lubie jeść...kocham cię. To zjeść ryż?"
-i co mam ci wysłać zdjęcie?-zaśmiał się dając na glosnomowiacy i pisząc sms do znajomego w pizzerii zamawiając sobie pizzę.-czekoladki smakowaly?-spytał od razu.
-a żebyś wiedział że wyśle ci takie zdjęcie.-oznajmił cicho się śmiejąc.-cieszę się że smakowaly. To jedne z moich ulubionych. Poczestujesz Keia? A może zostawisz mi trochę?-spytał wstając żeby odnieść miskę.
-no więc ich poczestuj ja sobie kupię.-uśmiechnął się.-najwyżej jutro znów ci kupię. Póki jeszcze mogę cię odwiedzać. Bo później to przez szybke będę cię widział.-westchnął.-Kei jeszcze nie przyjechał? Już powinien być.
-ach rozumiem. No zdjęcie będzie jak mi pizza przyjdzie. Trochę cierpliwości.-zaśmiał się. Jak tylko usłyszał dzwonek do drzwi poszedł odebrać pizzę.-no moje jedzonko przyszło więc będę się rozlaczal. Kocham cię.
Mężczyzna tylko wysłał Ryu obiecane zdjęcie po czym rozsiadł się na kanapie w salonie żeby ją zjeść i obejrzeć jakiś film. Jak tylko zjadł położył się na kanapie i usnął w połowie filmu. Nie można powiedzieć żeby miał spokojny sen ale poza tym że był trochę spocony nic nie dawało o tym znać.
Obudził się godzinę później z głośnym krzykiem od razu zakrywając sobie usta dłońmi. Wziął telefon i spojrzał na zdjęcie z nieukrywaną ulgą.
-żyje...-szepnął tylko nawet nie orientując się że po policzkach ciekną mu słone łzy.-jebany sen.-fuknął.
-dzień dobry.-uśmiechnął się do nich po czym podszedł żeby przytulić Ryu. "ciepły jak zawsze..." pomyślał z ulgą.-Mam dla ciebie bułeczki, czekoladki i zeszyt tak jak prosiłeś. Reiko obiecała że niedługo cię odwiedzi przywożąc czapkę.-dodał mierzwiąc go po włosach.-nie śniło ci się nic złego tej nocy?-spytał przysuwając sobie krzesło żeby na nim usiąść.
-To dobrze, chociaż ty miałeś spokojną noc.-uśmiechnął się do niego.-Gram. Jakoś trzeba było przeżyć na studiach i na studenckich zabawach.-zaśmiał się.-rozdawaj skoro taki dobry jesteś. Sprawdzę się.-wyszczerzył się wgryzając się w bułeczkę.
-to może śniło ci się coś dobrego?-spytał uśmiechając się do niego.-5? Z tego co wiem najwięcej można 4.-zaśmiał się patrząc w swoje karty. Wymienił dwie i czystym fartem miał w dłoniach karete króli i damę." a jednak nadal mam szczęście w kartach."
-kareta króli i dama.-wyszczerzyl się wykladajac karty.-no, no. A tak w ogóle jest coś o co gracie czy tak,o?-spytał patrząc na nic i biorąc sobie czekoladke.-właśnie Ryu. Nie wiem czy Kei ci mówił ale Hikaru sprzedał twojego laptopa.-mruknął z odruchu dotykając swój jeszcze trochę zadrapany policzek.
-Reiko wszystko zagrała na pendriva. Nie masz co się o to martwić.-uśmiechnął się do niego lekko.-wkurwil mnie szczerze powiedziawszy. Pewnie bym się powstrzymał ale po tym jak życzył ci śmierci przypudrowalem mu nos. Wybaczysz że znów wdalem się w bójkę?-spytał tasujac karty.
-Ryu poczekaj.-poprosił go wstając i idąc za nim.-zaprowadze cię.-dodał łapiąc za wózek.-nie przejmuj się nim. On wiele rzeczy mówi. Reiko nazwal dziwka i stwierdził że z odszkodowania za ciebie splacilby długi. A tak sprzedał twojego laptopa. Nie przejmuj się nim. To jedna głupia osoba. Dla reszty najważniejsze jest żebyś żył. Poza tym już dostał za swoje. Jeśli chcesz mogę poprawić.-skończył bardziej żartem niż serio.
-słuchaj aniołku. Nie wiem jaki był wcześniej. Ale najwidoczniej Tokio go zmieniło. Najważniejsze jest dla niego spłacenie długów. Gdyby nie Reiko wszystkie twoje pliki by nieodwracalnie zniknęły. No i zniszczył twój aparat. Wiem że zt trudne. Na początku miałem mieszane uczucia co to ojca ale w końcu wszystko zrozumiałem. Nie przejmuj się jego słowami. Kierowane było chciwością.-podał mu paczkę chusteczek.
-jasne skarbie.-zatrzymał się z boku korytarza i przeszedł na przód wózka mocno przytulajac chłopaka.-kocham cie.-szepnął calujac go w policzek.-więc już się nie przejmuj. I usmiechnij się kochanie tak jak kiedy wszedłem do sali.-poprosił glaszczac go po włosach.
-Hmmm...-przyjrzał mu sid krytycznym wzrokiem.-no nie wiem. Jak na moje oko potrzeba kilku poprawek.-wyjął chusteczkę i wytarl mu łzy.-jeszcze wydmuchaj nosek i będzie ok.-uśmiechnął się.-chcesz gdzieś jechać?-spytał spokojnie.-śniadanie jadles?
-a zjeść jeszcze jedną? Czy brzuszek nie da rady?-spytał opierając się o jego kolana wciąż przed nim kucajac.-To pewnie była jego mama. Delikatnie mówiąc się nie lubią. Tomo się przemecza i nie ważne ile razy mu mówię żeby odpoczął on mnie nie słucha.-westchnął.-ale zanim go wyłonił zdazyliscie pogadać?
-no dobrze.-przystał na takie rozwiązanie.-oj już nie raz próbowałem. Z marnym skutkiem. Poza tym od tego to on na swojego faceta. Ja mam swoje zmartwienia na głowie. Jasne że jesteśmy przyjaciółmi ale teraz to ty jesteś dla mnie priorytetem. Jego chłopak niech go uczy odpoczywać.-mruknął.
-mou...ale on ma faceta niech on się nim zajmuje. Lepiej się poznają dzięki temu.-mruknął wstając.-no jak ciepło się ubierzesz to możemy gdzieś iść się przejść. Ale ciepło musisz się ubrać bo jak zmarzniesz to będzie źle. Masz jeszcze moja bluzę, prawda? Jak na dół to gdzie? -spytał w końcu kapitulujac uznając że trochę świeżego powietrza mu nie zaszkodzi.
-czy ty coś sugerujesz-mruknął patrząc na niego podejrzliwie i wracając do sali żeby chłopak mógł wziąć bluzę.-ale on się musi nauczyć na nim polegać. Bo jak na razie to wiele mu o sobie nie powiedział z tego co wspominał. Więc jak się go trochę przycisnie to zacznie mu bardziej ufać. Może facet go zatrzyma w domu żeby odpoczął. Kto wie.-wzruszył ramionami.-ok więc pójdziemy do ogrodu. Ale jak będzie ci zimne to masz mi od razu mówić.
-nic mu nie będzie. Dzisiaj chloptas miał go zabrać na wycieczkę żeby odpoczął. To duży chłopiec i juz umie o siebie zadbać.-mruknął.-nie potrzebuje mojego ciągłego nadzoru. -dodał dokładnie układając mu koc.-no ok. Możemy iść.-zdecydował kierując ich w ostrów ogrodu.
-niby do czego miałbym potrzebować takiej wredoty.-mruknął.-co tak nagle? Też cię bardzo kocham.-ucałował go w policzek wychodząc na ogród.-przywiozę ci książki i kupię mangi. Jakie byś chciał?-spytał chcąc wiedzieć czego szukać.
-no zobaczę co uda mi zd znaleźć.-uśmiechnął się.-najwyżej kupię kilka żebyś miał co czytać.-zdecydował prowadząc go alejkami.-no czasem. Na studiach bym umarł z głodu. I tylko on mnie zna. Ale naprawdę z jego brakiem odpoczynku nie ja powinienem walczyć.-westchnął ciężko.-poradzi sobie.
-oj nie przesądzaj. Są dni kiedy jest wypoczety a po wycieczce na pewno będzie. I ja nie jestem paranaoikiem. Ja się po prostu martwię.-mruknął nachylajac się żeby ucałować go policzek.-Reiko cię nie wygryzie. Ja tylko czekam aż znów będę mógł zjeść twoje curry.-oznajmił z dziecięcym uśmiechem.
-Mój kochany.-objął go mocno.-serio jestem paranoikiem? No może martwię się trochę za bardzo ale to dlatego że nie chcę cię stracić. Chyba przesada nazywać mnie paranoikiem.-mruknął.-No dobrze. Wracamy.-potwierdził zawracając w stronę budynku.-Więc na jutro mam ci przynieść kilka książek i mang. to wszystko, tak?
-No skoro tak uważasz...-mruknął kiedy wchodzili.-zrozumiałem. Wszystko przywiozę.-przytaknął. Po jego zdaniem dość dziwnej prośbie chłopaka zatrzymał się na moment dopiero po chwili ruszając.-no dobrze, skoro prosisz. Ale czemu? Jest jakiś bardzo ważny powód?
-no dobrze pomimo że nie uważam że marnowałbym paliwo. Nie będę przyjeżdżał codziennie. W takim razie jak często? Pamiętaj że mimo wszystko, nie ważne jak źle by nie było, chcę się z tobą widywać. Nawet jeśli będę mógł cię tylko zobaczyć. Więc jak często?
-no dobra...może być.-zgodził się cicho wzdychajac.-jak myślisz ile posiedzisz w izozlatce?-spytał kiedy wjezdzali do windy.-zostanę jak długo będziesz chciał. Poczytam ci nawet jeśli coś jeszcze zostało.-uśmiechnął się do niego delikatnie.
-wiem skarbie. Ja ciebie też. Dlatego codzienne przyjeżdżam do szpitala pomimo że ich nie lubie. Tak bardzo się kocham.-ucałował go w policzek i wyjechał z windy.-będziesz mi to do końca życia wypominał? Zjesz bułeczkę i poczytam.
-będzie długie. Przeciętny japończyk żyje ponad 80 lat. I tyle mam zamiar z tobą dożyć, o ile nie więcej.-oznajmił poważnie.-więc pewnie na łożu śmierci będziesz mi robił wypominki.-zaśmiał się kiedy wchodzili do sali. Podniósł go z wózka i położył na łóżku.-no dobra może być pół.-skapitulował.-o ile dasz mi drugą polowke.
Zjadł szybko i zaczął czytać co chwilę zerkając na chłopaka i uśmiechając się do niego. Musiał się nacieszyć bo
Jak tylko zjadł zaczął czytać co chwilę zerkając na chłopaka i uśmiechając się do niego. Musiał się nacieszyć bo za niedługo nie będzie mógł przebywać z nim tak blisko. Teraz było mu ciężko to znieść i bał się co będzie później, jednak kochał Ryu i chciał przy nim być bez względu na wszystko. Przewrócił stronę spokojnie czytając dalej.
Kiedy tylko zarejestrował że chłopak zasnął odłożył książkę zaznaczając gdzie skończył czytać. Wstał z krzesła i ucałował chłopaka w czoło.
-śpij dobrze. Kocham cię.-szepnął odgarniajac mu włosy z twarzy. Popatrzył jeszcze chwilę na niego po czym wyszedł. Po drodze zajechał do księgarni kupując mangi dla chłopaka po czym odwiedzil parę sklepów rozglądają się za jakimś aparatem dla chłopaka. W domu był dość późno i jedyne o czym marzył to porządny sen.
-hej skarbie.-uśmiechnął się lekko. Zaczynał się powoli przyzwyczajać do tego jak chłopak wygląda. Miał nadzieje że skoro go leczą to niedługo wszystko wróci do normy.-zobacz co dzieciaki zrobiły.-rozłożył cały czas trzymany wycięty kawałek białego materiału na którym napisane było "Ryu nie poddawaj się".-nie mogą przyjechać ale chcieli jakoś dodać ci otuchy.-wyjaśnił.-prosili żebym ci pokazał.
-powiem.-przytaknal.-od razu powiem że to był ich pomysł. Rano mnie zaczepili czy mogę przekazać. Byłem mile zaskoczony.-uśmiechnął się.-wiem skarbie. Ja też tęsknię. Jak tylko stąd wyjdziesz to cię wytule, umowa stoi?
-buzi też dostaniesz. Co tylko będziesz chciał to ci dam.-obiecał.-w domu...nadal mamy bałagan z Hikaru ale maluchy mniej się boją kiedy jestem w pobliżu. W pracy po staremu ale na szczęście mamy mało zleceń bo chyba bym nie wytrzymał tego chłodu. A Tomo wrócił z Tokio, podpowiadał jak się bawił i po tym jak zasłabł całkiem niedawno to jest spokojnie i się nie przemecza. Chłopak go chyba pilnuje.-zaśmiał się.
-nadal elektryczny. Jestem zbyt zestresowany żeby zejść z aktualnego poziomu nikotyny. Ale jest coraz lepiej. Kei? Pojęcia nie mam...-urwał a po prośbie chłopaka od razu odłożył słuchawkę i pobiegł po lekarza coraz lepiej odnajdywał się w szpitalu więc po chwili już wracał z odpowiednim lekarzem.
-o co to to nie.-zaśmiał się kiedy lekarz już poszedł.-Ryu? Skoro źle się czujesz to odpoczywaj. Ja posiedze jeszcze chwilę ale zaraz beze jechał. Nie chce żebyś się niepotrzebnie męczył. Porozmawian z Keiem może dowiem się czemu jest zdolowaby.-zaproponował.
-przecież powiedziałem że jeszcze posiedze. Po prostu nie chce cie męczyć rozmową.-wyjaśnił z lekkim uśmiechem jedną dłonią dotykając szyby.-ale jeśli chcesz to mogę ci coś jeszcze opowiedzieć. Tylko nie wiem co...ale zostanę jak długo będziesz chciał.
-no wiec...zdecydowałem się na nie kiedy zobaczyłem poskladana mamę. Wtedy kiedy uciekłem od ojca i zacząłem studiować myślałam że będę szczęśliwy. W międzyczasie chodziłem na terapie. I simone na zajęciach byłem bardzo aktywny to w pokoju żaden wspollokator nie wytrzymał dłużej niż miesiąc. W nocy krzyczałem przez sen i wiele innych. No i pojawił się Tomo. Gotowal, znosił moje krzyki, płacze...ja wytrzymałem z nim pomimo bałaganu. On pomógł mi ze snami a ja mu kilka razy z nalogami. Dzięki mojej pomocy wyszedł z narkotyków i alkoholu.-uśmiechnął się.-i tak jakoś...przeprowadziłem się Yukan bo on mi powiedział o tym miejscu. Poza tym byłem normalnym studentem chodzącym od czasu do czasu na imprezy. Po tym jak zbalsamowalem dwie moje dziewczyny i jednego chłopaka nikogo nie polubiłem i do nikogo się nie przywiazalem. No dopóki nie poznałem ciebie.-obdarzył go lekkim uśmiechem.
-nie są złe. To dość ciekawe doświadczenie. Ale też zależy na jakoś studia. Wspollokatora łatwiej znaleźć kiedy umiesz gotować. Ale trzeba mieć szczęście żeby trafić na kogoś fajnego -wyjaśnił.-spróbuje.-obiecał patrząc na niego trochę zmartwionym wzrokiem.-skarbie. Nie przemeczaj sie.-poprosił cicho wzdychajac.
-jednak chcesz iść? Porozmawiamy później. Kocham cię.-powiedział jeszcze po czyn odłożył słuchawkę. Usiadł na krześle postanawiając jeszcze chwilę zostać i dopiero później pójść do domu. Patrzył na chłopaka ukrytego pod kołdrą. Nie mógł go sobie wyobrazić na studiach. Nie kiedy bardzo często opuszczałby zajęcia.
-ugh musiałem usnac. Ale nie mów Ryu.-przyłożył palec do usta wstając i idąc za nim. Przecieral jeszcze zaspane oczy.-Ryu mówił że ostatnio byłeś zdolowany. Czemu?
[no i idę spać bo jutro pierwszą mam matme i nie mogę się spóźnić. Branoc.]
-oh Kei. Ja też się dużo teraz martwię ale przy nim staram się tego nie okazywać. Chce dodać mu sił.-wyjaśnił idąc za nim do samochodu.-nie martw się. Będzie dobrze. Urodzi i oboje będą zdrowi. I twoja ukochana i dziecko. Może się nie znam ale ostatnio zostałem zbesztany że jestem paranoikiem...nie martw sąd doktorku.
-no wiem. Z resztą widzisz jak po domu chodzę. Tylko przy nim staram się być wesoły. Mimo że z każdym dniem wygląda gorzej...-zwiesil głowę.-może powinieneś do niej wrócić? Albo poprosić żeby przyjechała tutaj?-zaproponował wiedząc przy dystanie on sam martwił się jeszcze bardziej.
[Aya chyba...tak mi się wydaje XD]
-cała rodzina w jednym domu.-zaśmiał się patrząc zerkając na papiery.-ta na wykresie wygląda to trochę lepiej. Na nim nie koniecznie. Ale trochę czasu musi minąć zanim się wszystko ułoży.-wyjął e-papierosa i mocno się zaciągnął.-możesz się gdzieś po drodze zatrzymać? Nikotyna mi się kończy. Muszę dokupić.-mruknął.
-no wygląda coraz gorzej...ale ufam wam że tak ma być. Mam tylko nadzieje że do świąt będzie lepiej i dostanie przepustkę.-westchnął cicho.-chciałbym spędzić z nim święta...-mruknął.-palisz? Nie sądzę żebyś powinien. Masz żonę w ciąży.
-domyślam się że będzie słaby. Ale mimo wszystko będzie w domu. Będę się nim opiekował, ale to będą nasze pierwsze wspólne święta...-wyjaśnił nie patrząc na niego.-tak w stresie palisz? Ja sobie wybrałem najgorszy moment na rzucanie...
-palisz jej porcję? Trochę dziwne.-zaśmiał się cały czas patrząc na papiery.-bardzo specjalne święta. Jak myślisz może poza aparatem kupię mu też jakąś branzoletke? Taką ze srebrną blaszką z grawerem jakimś...-zastanowił się.-o w tamtym sklepie mają duży wybór.
-Nie sądzę żebym przesadzał. Aparat ma zepsuty a wiem jak bardzo lubi robić zdjęcia więc chcę mu go kupić. Ale chcę też dać mu coś od siebie. A dzieciaki oczywiście też coś dostaną. Ale jeszcze nie wiem co. Yuto może nowa piłkę?-zamyślił się wchodząc do sklepu i od razu podchodząc do kasy. Poprosił o 3 liquidy, Czekoladowy, truskawkowy i miętowy po czym zapłacił i poczekał na Keia.
-Ale że Yuto ciągle mówi?-spytał trochę gubiąc wątek. Tak się kończy u niego niewyspanie.-Jasne że poczekam. Co będziesz sam czekał.-zaśmiał się wymieniając liquid mocno czym mocno się zaciągnął.-trochę tęsknię za zwykłymi...-zamarudził.
-a co mówi?-spytał chcąc się trochę dowiedzieć skoro już zgodził się czekać tą godzinę.-bla bla bla. I właśnie dlatego kusisz paląc przy mnie? No jesteś po prostu wspaniały.-zironizowal ponownie się zaciągając.
-no nic obiecałem że nie zapale. Musze się zadowolić truskawkowym liquidem.-zamarudzil.-nie jestem paranoikiem...po prostu się martwię. Staram się żeby nie widział jak jest mi smutno i jak bardzo bezradny się czuję.-westchnął.-i co mu opowiadasz?
-no cóż więc nie mam co mu kłamać że jest że mną ok. Chciałem żeby się mną nie przejmował. No wiesz, jeszcze tego mu brakuje żeby wiedział że w domu chodzę jak zombie i ciągle jem lody. Wiem że to logiczne że skoro go kocham to się martwię. I on to wie. No tak.-zaśmiał się trochę zażenowany.-wiem też że nie czuje się komfortowo kiedy widzę go w takim stanie.-dodał cicho wzywając i z niezadowoloną miną patrząc jak mężczyzna wyrzuca pół papierosa.
Zakryl usta dłońmi.-serio? Załatwiles? Boże Kei jesteś wielki!-oznajmił mocno go obejmując jednak po chwili się odsuwając.-sorry...-mruknął od razu.-ale...to nie będzie zbyt niebezpieczne dla niego? No skoro teraz ma tak osłabiona odporność...-mruknął czując że ma dylemat.-wiem że chciałby się przytulić, mówi mi to codziennie, że tęskni za tuleniem.-uśmiechnął się. Maska nie była dla niego problemem. W pracy też nosił.
-jasne jasne. Akurat do maski jestem przyzwyczajony. Poza tym nie zrobię niczego co mogłoby mu zaszkodzić. Kocham go.-zaznaczył wciąż lekko cię uśmiechając.-Kei serio...dzięki. Ryu będzie ci wdzięczny. Ja już jestem. Nawet jeśli to tylko pół godziny i na ostrych zasadach to jeśli będę mógł go przytulić to tyle wystarczy. Chce żeby wiedział że go wspieramy.
-nienawidzę szpitali...-jęknął robiąc minę męczennika.-oj jem normalnie. Zjadam wszystko ci nałoży mi Reiko.-przypomniał nie wspominając już że pozostałych posiłków nie je. A raczej je lody.-a sen...no nic nie poradzę że mam koszary. A spróbuj mu o nich powiedzieć. To zabiorą ciebie do szpitala bez względu na to jak fajne rzeczy zalatwiasz. Nie chce żeby o nich wiedział. Załamie się.-mruknął.
-grunt że jem cokolwiek.-funkął.-nie chce żeby wiedział co mi się sni. Załamie się i przestanie walczyć uznając że ja już w niego nie wierze. A ja wierze tylko moje sny są przeciwko mnie. Więc ani słowa mu o tym.-ostrzegł celujac w niego palcem.-ale postaram się lepiej jeść.
-mój chłopak wygląda jakby miał zaraz...-urwał przelykajac sline nie będąc w stanie dokończyć zdania.-a ty mi mówisz za mam nie zachowywać się jak dziecko? Moim zdaniem jem normalnie. A ze snami jakoś sobie poradzę.-mruknął idąc za nim.
-wiem. Tylko już tak na mnie nad patrz.-jęknął.-może i masz rację...a może i nie. Trzymam się.-mruknął.-i wierze że wyzdrowieje. Tylko mam te głupie sny i...no i wychodzi jak wychodzi. Ale się trzymam. I nikt nie musi mnie balsamowac.
-aż tak źle wyglądam?-jęknął uśmiechając się do kobiety.-doktorek ma rację. Kobieta w ciąży powinna za siebie uważać. Teraz w domu będą dwie ciężarne...-uśmiechnął się lekko.-wracamy do domu czy gdzieś jeszcze chcecie zajść? Przypominam że dzieciaki zostały prawie same z Hikaru.
-aż nawet dam namówić się na piwko.-uśmiechnął się lekko.-no już nie marudz. A nuż mi pomożesz pani terapeutko?-uniósł lekko brwi.-skoro wyglądam jak zombie a doktorek marudzi że o siebie nie dbam a moje kochanie marudzi że jestem paranoikiem. Nudzić się nie będziesz. To masz jak w banku.-zaśmiał się cicho.
-Kei tak tylko przypominam że ja może nie tyle w chłodni co w pracowni spędzam połowę dnia.-mruknął.-nie przepraszaj. Jest przy czym pomagać. Co chcesz na pierwszy ogień?-spytał zerkając na nią.-doktorku jutro z wami pojadę bo mój samochód został pod szpitalem.-uprzedził go.
-oj no postaram się wyspać ale niczego nie obiecuje.-westchnął wychodząc z samochodu.-zaczynam się bać tej terapii...-oznajmił mówiąc całkowicie poważnie. Mimo że wiedział że po takich rozmowach zazwyczaj jest lżej na sercu to i tak się tego obawiał.
-to ja spokoje Reiko.-mruknął do wychodzącego Keia. Podszedł do dziewczyny i objął ją lekko spokojnie wysluchujac.-no już spokojnie. To jasne że nie chcesz. Przecież nie jesteś dziwką z taniego burdelu. Jesteś przyszłą mamusią.-uśmiechnął się do niej.-i Aya przyjechała. Będziesz mogła z nią o tym porozmawiać.-dodał odsuwając się od niej trochę.
-ech no dobrze mała. Tę jedną noc mogę się przespać na materacu.-przytaknal mierzwiac jej włosy i podając chusteczki.-a powiesz mi co mówił ci Hikaru? Zrobił ci coś?-spytał przyglądając się jej i szukając ran.
-nic nie zrobi.-usiadł obok niej i pogladzil ją delikatnie po brzuchu.-przespie się z wami dzisiaj i jak coś to go powstrzymam a teraz Kei mu przemówi do rozsądku. Jeśli doktorek będzie za słaby to poprawie. Nie bój się.-uśmiechnął się do niej lekko.
-nie ma za co. To w końcu tylko jedną noc i dla mniej nie ma różnicy gdzie śpię. Będzie dobrze.-uśmiechnął się do niej.-Aya chcesz żebym sprawdził jak radzi sobie Kei?-spytał kobiety patrząc w stronę drzwi wujściowych.
Teraz mnie zastanawia czy ja ci odpisałam...o której masz mój ostatni komentarz? XD]
[ja tobie nie odpisałam]
-no jasne, jasne. Ale i tak sprawdze czy nie potrzebuje pomocy.-mówiąc to wstał.-porozmawiajacie sobie ładnie a potem czas na moją terapię. Żeby było chociaż trochę lepiej przed jutrzejszym spotkaniem.-uśmiechnął się do kobiety i wyszedł zobaczyć jak radzi sobie Kei.
-dobra Kei też jestem wściekły ale się opanuj.-poprosił go samym wymierzajac mi kopniaka prosto w twarz.-ty też się opanuj! To twoja siostra i nie jest dziwką. Popełniła kilka błędów. Zdecydowanie mniej od ciebie.-funkął na niego.-Kei ręce ci krwawia idź się umyj.-polecił mu.
-Tokio zmienia. Tam jest inne towarzystwo.-mruknął.-poza tym nie oszukujmy się. Skoro wpadł w długi to nie bez powodu. Narkotyki? Lub coś innego. Wiesz dobrze że ludzi się zmieniają.-położył mu dłoń na ramieniu i wyjął swojego papierosa mocno się zaciągając.
-no dobrze. Ale wiesz że nie mogę mu niczego zabronić. Wiem że nie chce mnie zostawiać może to zawazy i nie wyjedzie.-mruknął.-pomogę ci. Akurat ręce umie opatrzyć.-mruknął wychodząc za nim do domu.
-i wtedy zatrzymalby się u ciebie? Nie wiem jeszcze jak bardzo chce studiować i czy w ogóle się dostanie. W końcu bardzo opuszcza szkole...musi się zdecydować. Jeśli chodzi o mnie to nie chce takiej rozłąki. Ale nie mogę go zatrzymywać.-mruknął opatrujac mu rany.
-tak ma prawo, oczywiście że ma. Dlatego mówię że to jego wybór. Jednak patrz na to jak często opuszcza szkołę. Ze studiami może być jak samo. Może przecież poczekać aż jego stan zdrowia się ustabilizuje. Wiem że co się odwlecze to nie uciecze. Ale chociaż dłużej zostanie tutaj. Musi pomyśleć o tym ci chce robić w przyszłości.
-wiem że jego. I nic nie mogę na to poradzić. Ale póki co nie będę się tym przejmował. Mam inne problemy.-mruknął.-dobra gotowe. A teraz czas na moją terapię.
-kiedyś ciągle wpadalem w bójki to się nauczyłem robić opatrunki.-wyjaśnił uśmiechając się lekko. Poszedł do salonu i usiadł obok kobiety z ulgą zauważając brak Reiko. Nie przerywał im w rozmowie.-uspokoiła się?-spytał najpierw.
-ok i tak nie miałem zamiaru zmieniać zdania.-uśmiechnął się lekko. Usiadł wygodniej na razie na nią nie patrząc.-więc może zacznijmy od początku. Kiedy uwolniłem się od ojca i zacząłem studiować miałem silną afenfosmofobie. Ale się zakochałem. Zanim zdążyłem się przemuc ona umarła a ja ją balsamowalem. Później był jeden facet i jedna kobieta. Tam co prawda już pokonalem fobie ale oni i tak odeszli. Wypadek, samobójstwo. Boję się że teraz będzie tak samo. Że Ryu...-przelknal sline.-że moje sny się spełnią. Że któregoś dnia przyjdę go odwiedziec i...jedyne co będę mógł zrobić to sprawić żeby na pogrzebie był taki jak zawsze. Boję się go stracić.
[wiem wiem XD to jest lęk przed dotykiem. Google nie boli sama musiałam sprawdzać XD]
-Tak dokładnie tego się boję. A niby piorun nigdy nie uderza dwa razy w to samo miejsce.-mruknął.-czym się różni? Jest ode mnie młodszy. Tamci byli starsi, niewiele ale byli. Zdecydowanie bardziej szczery w uczuciach niż oni. I jakby to ując w słowach...-zamyślił się.-on zawsze stara się być wesoły. Ale jest też bardziej niewinny? Nie wiem czy to dobre określenie...
[iii tam XD ja sobie w roli Shikiego jakoś radziłam]
-Wiem że ma. Ja sam, pewnie też bym walczył. Ale nie wiem ile bym wytrzymał. Wierzę w niego, wspieram jak tylko mogę. Staram się żeby nie widział jak bardzo mnie to męczy. Ale on i tak to widzi.-pokręcił głową.-Nie ufam. i raczej wątpię żebym zaufał. Jego dało się jeszcze uratować. Ale oni się poddali.-mruknął.-nie wytrzymałbym gdybym kolejny raz poczuł ten chłód od osoby którą kocham.-dodał patrząc na swoje dłonie.
-Właśnie uważam że wtedy jeszcze bardziej by nie chciał żebym wiedział że coś go boli. Ukrywa to bo uważa że jestem paranoikiem. Nie jestem. Po prostu nie chcę stracić kolejnej osoby. Ugh.-zmierzwił sobie włosy.-za bardzo go kocham żeby mu pokazać jak słaby jestem w takich momentach. Poza tym postaw się na jego miejscu jakby się dowiedział że każdy mój były kopnął w kalendarz.
-Aaaaaa! I właśnie dlatego nie cierpię rozmów z terapeutami!-wrzasnął siadając po turecku na kanapie.-Dlaczego wy zawsze macie rację? Nie znam go aż tak. Dopiero go poznaję tak dogłębnie. Powiem mu. Ale nie jutro. A może Pani terapeutka uważa inaczej i właśnie kiedy będę miał możliwość go objąć powinienem mu o wszystkim opowiedzieć? Hmmm?-spojrzał na nią pytająco unosząc brwi.
-Ech no wiem że nie chcesz mnie atakować ani nic z tych rzeczy. Wiem to.-uśmiechnął się lekko.-Powiem mu to jutro jeśli nie stchórzę. Bo trochę boję się jego reakcji.-mruknął.-To teraz problem numer dwa i dam ci spokój. Jak mam poradzić sobie z tymi snami? No wiesz, śni mi się że Ryu umiera i w ogóle. Jak sobie z tym poradzić?
-Innymi słowy muszę to przeczekać jak ze snami o tatuśku. No nic najwyżej obudzę dziewczynki.-westchnął wstając.-idę sobie przyszykować spanko. Jutro muszę być wypoczęty.-pożegnał się z kobietą i poszedł nadmuchać sobie materac. Później od razu poszedł się umyć i po tym jak zaciągnął się kilka razy papierosem poszedł spać.
-Dobranoc.-powiedział dziewczynkom i położył się próbując zasnąć.
W nocy nie obyło się bez kilku pobudek na szczęście na tyle cichych że nikogo nie budził. Rano ledwo wygramolił się z materaca.-Daj pospać człowieku. Chyba nie załatwiłeś tego na konkretną godzinę, co?-Mruknął przechodząc obok niego.-a patent na budzenie waleniem w coś to mój pomysł złodzieju.-dodał idąc się ubrać.
-Aha...no to wybacz.-zaśmiał się cicho.-Aaaaa no tak bo dzisiaj jeszcze z Ayą jedziesz. Sorry. Ale czemu tak wcześnie rano.-jęknął wchodząc do swojego pokoju i po chwili wychodząc.-Co na śniadanko?-spytał od razu cały czas zaciągając się papierosem. Widać było że jest zestresowany.
Wypił na szybko ki8lka łyków po czym z jedną grzanką w buzi pobiegł do samochodu.
-Tym pośpiechem w cale mi nie pomagasz.-fuknął w jego stronę ciągle paląc w przerwach między jedzeniem.-Aya...zdecydowałem że o wszystkim mu powiem...-zwrócił się do kobiety.
-Ooooo doktorek zestresowany? Ale pokarzecie mi potem zdjęcie, co nie? Musicie,-oznajmił kończąc jeść i wciąż paląc.-spokojnie wydycham parę wodną.-wyjaśnił kobiecie tak w razie czego.-Dobra Kei...to jak załatwiłeś i co mam robić?-spytał rzeczowym tonem.
-O przepustce? Tej na święta? Ale to przecież jeszcze kupa czasu...-mruknął teraz jeszcze bardziej się stresując.-Ale ok. Więc ona mi wszystko wyjaśni i po rozmowie z Ryu będę musiał do niej iść. Zrozumiałem.-westchnął.-nie denerwuj się doktorku.
-Jasne, jasne.-uniósł ręce w geście kapitulacji.-patrz na drogę.-upomniał go.-wiesz my to się na pewno będziemy do nich stosować ale Hikaru? Życzył mu śmierci na pewno nie usłucha.-westchnął ciężko.-Najwyżej jej wyjaśnię sytuację w domu jeśli uznam że Hikaru na takie warunki nie namówimy.
-Miło z jego strony. Ale Hikaru i tak się trzeba zając. zamkniemy go w kostnicy czy coś...-mruknął wychodząc z samochodu.-To my już z Ayą wejdziemy do środka bo zimno.-poinformował go wyjmując swojego elektrycznego papierosa który prawie mu wypadł z rąk.-cholera...
-I Pani mi mówi że mam się nie przestraszyć?-mruknął wkładając maskę.-postaram się nie panikować i trzymać się zasad.-obiecał po czym poczekał aż kobieta otworzy drzwi.-hej skarbie.-przywitał się z zaskoczonym chłopakiem. Najwidoczniej Kei nic mu nie mówił.
-Mowy nie ma, przecież już ci to mówiłem. Nie mam zamiaru cię balsamować.-uśmiechnął się do niego chociaż pod maską nie było tego widać.-Nie przemęczaj się.-uklęknął przy łóżku lekko obejmując chłopaka.-lekarka powiedziała że jak chcesz to mogę cię wziąć na kolana ale musisz być przykryty kocem. I mamy pół godziny. Kei nam załatwił. Wiedział jak bardzo tęsknisz za tuleniem.
-Ja ciebie też aniołku. Pamiętaj żeby potem podziękować Keiowi. Ja już zdążyłem to zrobić.-uśmiechnął się poprawiając mu czapkę.-skarbie? Aya mnie przekonała że powinieneś o tym wiedzieć. Chciałbym ci wyjaśnić czemu tak się o ciebie martwię i czemu wciąż twierdzę że nie jestem paranoikiem. Przed tobą miałem trzech partnerów. I...każdy z nich albo umarł w wypadku albo popełnił samobójstwo. Ja ich wszystkich balsamowałem. Tak się boję że mogę cię stracić że martwię się jeszcze bardziej. Tak bardzo obawiam się że znów będę czuł chłód od ukochanej osoby że zachowuję się jak paranoik i nie mogę w nocy spać kiedy wiem że cierpisz. A to wszytko pomimo że cię wspieram i w ciebie wierzę. Wiem że walczysz. Proszę nie odbierz źle moich słów. Kocham cię i wiem że przeżyjesz.
-Wiem skarbie. Przecież powiedziałem już że to wiem.-szepnął wycierając jego łzy.-wiem też że boli. Wiem że się boisz. Dlatego chcę cię wspierać najmocniej jak mogę. A póki co mogę tylko tulić twoje kościste ciałko albo mówić do ciebie przez słuchawkę.-westchnął.-Aż tak bardzo chcesz na studia? No ok, taką decyzję podjąłeś.-uśmiechnął się.-Ale wiesz kochanie że najpierw będziesz musiał skończyć szkołę a później dostać się na studia? I że przez 5 lat będziemy się widywać sporadycznie. I że pod studio będzie trzeba kupić ziemię?
-Jasne że będę cię odwiedzał. I pomogę ci z lekcjami żebyś jak najlepiej skończył szkołę.-uśmiechnął się do niego.-Och aniołku nie płacz. Jestem tu jeszcze przez kwadrans. Naciesz się mną ile możesz a później idę do twojej pani doktor porozmawiać o twojej przepustce. Wtedy będziemy mieli więcej czasu żeby się potulić.-objął go delikatnie żeby nie zrobić mu krzywdy.-kocham cię.
-Będę cię tulił. A jeśli będzie trzeba będę cię nosił. Nie ukrywaj przede mną jak osłabiony jesteś. Przecież to widzę, nawet usiąść na łóżku nie mogłeś. Ryu, będę się tobą opiekował. Bo jak bardzo źle by nie było, jestem twoim partnerem i nie zostawię cię w sytuacji kiedy nawet do toalety pójść nie możesz, jasne?-spytał unosząc brwi.-A twój tata powiedział że dostanę wolne na czas twojego pobytu w domu. Będę tylko twój.
-Jasne aniołku.-delikatnie ułożył go na łóżku opatulając kołdrą. Usłyszał pukanie w szybę oznajmujące że koniec wizyty. Westchnął cicho.-chyba już skończył nam się czas. Widziałem twoje ostatnie wyniki z których Kei mi wyjaśnił że twój stan się poprawia. Oby tak dalej. Papa.-przytulił go jeszcze raz na pożegnanie.
-nie umrzesz.-potwierdził.-teraz muszę iść porozmawiać z twoją panią doktor o przepustce na święta. Ale po tym jak jeszcze nie będziesz spał to z chęcią poczytam. Albo czekaj. Nie mam książki. Jutro ok? Jutro poczytam. Obiecuje. Jeśli oczywiście mogę jutro przejechać? Mogę?
-dobrze pojutrze przyjadę z ciekawą książką. A teraz odpoczywaj ja już muszę iść. Kocham cię.-powiedział wychodząc i opierając się o jedną ze ścian. Wziął kilka głębokich wdechow po czym podszedł do lekarki.-przepraszam że tak długo nie chciał mnie wypuścić. Możemy już iść porozmawiać.-powiedział zdejmujac maske.
-wyniki widziałem wczoraj.-odparł jednak popatrzył na nie drugi raz.-rozumiem. Więc nie wypuszczać na dwór, nie otwierać okien i dawać regularne, lekkie posiłki aby cokolwiek zjadł. A jak z piciem? I skoro ma unikać wszystkiego co przynosi chorobę to...wszyscy domownicy mają założyć maski?-spytał chcąc wiedzieć jak rozwiążą tą kwestie.
-dużo picia, mało ruchu. Mogę go nosić jakby co? Mamy schody i wózek będzie sprawiał mały problem.-wyjaśnił.-jestem w trakcie rzucania i pale elektryczny więc wydycham parę wodną.-dodał spokojnie.-jest jeszcze coś o czym powinienem wiedzieć?
-więc jeszcze wymioty. I proszę wybaczyć że spytam ale jak z...wyproznianiem?-spytał używając w miarę ładnego słowa.-domyślam się ze z tego sterylnego pudełka nie wychodzi za potrzebą. Nie chce żeby w domu czuł się niekomfortowo.-wyjaśnił. Skoro w domu to on będzie się nim zajmował chciał być przygotowany na wszystko żeby Kei mógł opiekować się swoją ukochaną.
-rozumiem. W razie czego będę mu tylko pomagał utrzymać się na nogach.-pokiwal głową.-Przyzwyczajać go do chodzenia? No skoro już wróci do sali...nie mówię że od razu ale pod koniec wizyty. Czy to wszystko co powinienem wiedzieć? Jak ze słodyczami? No wie pani ciasto świąteczne...
[Kim Jae Wook]
-zdaję sobie z tego sprawę. Jeśli będę do czegoś potrzebny w czasie rehabilitacji to pomogę jak tylko mogę.-uśmiechnął się lekko.-nie będę go zmuszał. Zrozumiałem że ma jest lekko i regularnie. Jeśli będzie czegoś potrzebował to sam mi powie. Czy to wszystko? Mam zostawić swój numer?
-jasne. Dziękuje.-skinal jej głową po czym wyszedł od razu podchodzac do siedzących na korytarzu Keia i Ayi.-i jak tam? Pokazcie zdjęcie.-poprosił z lekkim uśmiechem.-i oddaj mojego papierosa.-zwrócił się do kobiety.
-jak było?-mruknął na chwilę milknąc i patrząc na zdjęcie.-daj papierosa.-ponowił prośbę zanim zaczął opowiadać.-jest koscisty i drży ale był szczęśliwy kiedy mógł się przytulić. Opowiedzialem mu o wszystkim. Najpierw zaczął mnie zapewniać że on nie umrze a później wyznał że sam się bardzo boi. Ale nie umrze bo mnie kocha.-uśmiechnął się lekko.-nie chciał mnie wypuścić.
-no nie było. Ale jak wyszedłem to potrzebowałem się uspokoić ale ktoś zabrał mi papierosa.-mruknął niezadowolony.-oj tatusku tylko za bardzo jej nie rozpieszczaj. I nie bądź nadopiekunczy. Oj Aya będzie cię musiała nieźle pilnować.-zaśmiał się cicho.-rozmawiałem z lekarka o przepustce Ryu. Będzie trzeba na niego uważać żeby nie podlapal żadnej choroby. Więc do Kiary nie podejdzie. No i wiadomo lekkie jedzenie i takie tam.
-tęskni i to jak. Widać było że chciał żebym chociaż posiedzial przy nim dłużej. Ale już mu obiecałem że jak przyjedzie na święta to będę to jego dyspozycji. Z resztą ja też bardzo tęsknię pomimo że widujemy się bardzo często. Zdecydował się idę na studia do Kyoto. Chce wybudować studio i nam domek.-uśmiechnął się do ten odległej przyszłości po czym zaciągnął się papierosem.
-nie będziesz mi chłopaka wykorzystywała. On ma się uczyć.-funkął na nią cicho się śmiejąc.-ajć.-wyprostować się patrząc na niego wilkiem.-wiem że to dobrze. Ale najpierw będzie musiał powtórzyć klasę. I jestem trochę spokojniejszy skoro wybrał Kyoto. W razie czego doktorek się nim zajmie.-klepnal Keia w ramie.
-Ryu odpoczywa ale zobacz może nie będzie spał.-mruknął do niego nawet nie wstając. Nie chciał im przeszkadzać w prywatnych rozmowach.-wiecie już jakie imię dacie swojej córci? Dasz Keiowi do wyboru?-spytał kobiety chcąc zmienić temat.
-strasznie jest tym podekscytowany. Na pewno będzie się cieszył jak będzie mógł wybrać imię.-zaśmiał się.-bawi mnie jego zachowanie. Taki mega zestresowany tatuś. Jak go sobie wyobraże przy porodzie to od razu chce mi się śmiać.
-i on jest lekarzem-pokrecil głową z niedowierzaniem.-no nic skoro już to ustaliliscie to masz spokój.-uśmiechnął się lekko.-poczekam aż wróci i będę wracał swoim samochodem. Muszę go w końcu odwieźć bo wczoraj Kei stwierdził że nie byłem w stanie go prowadzić.-mruknął.
-uroczy.-zaśmiał się cicho.-ale fakt kocha cię i się martwi. Nie znam się ale to raczej normalne. Ja się martwię o Ryu. Więc to że przez te pięć lat studiów będzie z wami trochę mnie uspokaja. Będę mógł go odwiedzać i w ogóle.
Przyjrzał się mu krytycznym wzrokiem.-przyganial kocioł garnkowi.-mruknął cicho się śmiejąc.-jestem spokojny. I ty też lepiej nie jedz za szybko.-pomachal im i wyszedł że szpitala. Odpalil swój samochód i spokojnie dojechał do Yukan chwilę przed Keiem. Jak tylko wyszedł z garażu widział jak oni przyjeżdżali.
[masz jakieś katastrofalne pomysły na teraz czy klikami skip do świąt?]
-na swoje usprawiedliwienie mam to że...zamykaliśmy Hikaru na strychu i kupowałem ci...-wyjął zza pleców czapkę mikołaja.-to! Czyli pierwszy prezent ode mnie. Ale już możemy jechać.-oznajmił prowadząc go do wyjścia.
[no no brak pomysłów XD nowość XD]
-wiesz skarbie o to czy on nie ci nie zrobi to mógłbym podyskutować. Skoro na Reiko zamierzał się z nożem to wolelismy go zamknąć.-szepnął.-ale będzie dobrze więc się nie bój. Naleśniki zjemy. Jeśli chcesz to powiem Reiko żeby zrobiła. Na czas twojej niedyspozycji ona rządzi w kuchni.-wyjaśnił wychodząc już na zewnątrz. Poszedł do swojego samochodu i posadził Ryu na przednim siedzeniu a wózek schował do bagażnika zaraz siadając za kierownicą.
-Ryu...czego nie zrozumiałeś w "zamierzał się na Reiko z nożem"? Groził jej że wytnie jej dzieci bo jest dziwka, jak to określił. Dobrze wiemy ci robimy trzymając go zdala od ciebie. Już nie pamiętasz jak ci mówiłem że nie życzy ci dobrze? Nie chcemy żeby coś ci się stało.-wyjaśnił trochę chłodno.-przepraszam kochanie. Martwię się i nie chce żeby coś ci zrobił.-dodał już trochę łagodniej.-więc poprosimy Aye.
-Ryu!-krzyknął zjeżdżając na pobocze i opuszczając mu fotel.-Czy ty na prawdę tego nie rozumiesz? Gdybyśmy w porę z Keiem nie zareagowali to by ja zabił! Twierdzi że z twojego odszkodowania spłaciłbg długi nie zawaha się ukrócić ci życia. Błagam zaufaj nam. To nie tylko moja decyzja. Nie rób niczego głupiego. Dostałem wyraźne instrukcje od twojej lekarki i nie mam zamiaru ich łamać. Cieszę się że znów będziesz w domu ale zrozum że teraz jest tam dość napięta atmosfera a Hikaru jest niebezpieczny.
-nie, ale powiedziała żeby usunąć wszystko co może zagrozić twojemu zdrowiu lub życiu. Hikaru do tych punktów się zalicza. Ryu właśnie o to chodzi że mozliwe ze bedzie chcial cie zabic. I koniec tematu, nie chce się denerwować. I tak bez mojej pomocy póki co nigdzie się nie ruszysz. Przestan się zachowywać jakbyś nie rozumiał powagi sytuacji. Powtórzę to ostatni raz: on może próbować cię zabić.-zakończył parkujac pod domem.-a teraz ciesz się wizytą w domu i nie mów że za bardzo się martwię bo to nie prawda.-dodał wychodząc i biorąc go na ręce.-kocham cię, wiesz?
-ech Ryu nie mieliśmy zamiaru trzymać go cały czas. Jedynie pierwszy dzień kiedy będzie małe zamieszanie. Więc proszę opanuj się troszkę.-uśmiechnął się do niego.-więc hmmm przy mnie czujesz się bezpieczny?-uśmiechnął się lekko. Po czym wszedł do domu.
-ej skarbie...-funkął kładąc chłopaka na kanapie i siadając na podłodze przed nią.-mówiłem żebyś się uspokoił. Tak jak mówiłem tobie był tylko mój pomysł a Kei sam stwierdził że Hikaru jest niebezpieczny. No ale ok.-westchnął.-Kei idź go wypusc. Najwyżej szybko zareagujemy. Od razu zawolaj wszystkch do salonu. Trzej omówić co i jak i niech się z nim przywitaja.-polecił mu.-a ty marudo siedz cicho.-zaśmiał się dając mu szybkiego caluska w policzek i poprawiając mu czapke.
-Ej spokojnie! Nie pchajcie się tak!-starał się ich jakoś uspokoić. Wstał z podłogi żeby usiąść na kanapie i w razie czego przytrzymaćchłopaka. -po kolei przecież wam nie ucieknie.-zaśmiał się kiedy już w miarę się ogarneli.
-za parę dni, dobrze? Na razie twój organizm jest jeszcze zbyt podatny na zarazki. Za kilka dni się z nią przywitasz. Obiecałem lekarce że będę cie trzymał zdala od wszystkiego co może zagrozić twojemu zdrowiu. Przepraszam.-odparł glaszczac go po policzku.-za kilka dni.-powtórzył.
-mhm ale na górze. Kanapa jest za mała żeby dwie osoby na niej leżały.-wyjaśnił wstając i biorąc go na ręce.-koniec odwiedzin. Aya moglabys zrobić naleśniki?-poprosił kobietę.-i zanieść do mojej sypialni? Ryu sobie zażyczył po drodze a ja sobie dopiero przypomniałem.-wyjaśnił następnie idąc do swojego pokoju.
-jesteś leciutki. Mógłbym co nosić nawet cały dzień. Poza tym przypominam ci że cwicze. No i moja praca wymaga ode mnie jakiejś siły.-zaśmiał sąd cicho. Delikatnie objął chłopaka.-kocham cię i cieszę się że w końcu spokojnie mogę cię przytulić.
-ja też cię kocham tak bardzo mocno.-szepnął glaszczac go po plecach.-i też się bardzo stesknilem. Pomimo tego że widywalismy się często to jednak to nie było to samo co cię przytulić.-westchnął cicho.-no jasne skarbie. Przecież mówiłem że jesteś silny.-uśmiechnął się.-pewnie dawno się nie kąpałeś co?
-no jasne. Słodkich snów kochanie. Naleśniki też zjesz później.-uśmiechnął się okrywajac go koldra i dając calusa w policzek. Obejmował go delikatnie a kiedy kobieta przyszła z naleśnikami odebrał od niej talerz i położył na biurku.
-później go przyniosę z samochodu.-obiecał podając mu talerz z naleśnikami.-i jeśli będziesz chciał spróbować stanąć na nogi to mogę ci trochę pomóc. Rehabilitacja cię nie ominie z tego co mówiła mi lekarka.-uśmiechnął się lekko.-i masz dużo pić.-przypomniał sobie.
-skarbie ale ja wcale nie mówię że już, zaraz masz stanąć na nogi. Zdaję sobie sprawę że do tego potrzeba czasu. Mówię tylko że zawsze ci pomogę.-wyjaśnił wstając żeby postawić przy łóżku wodę ze zgrzewki którą wcześniej kupił.-Ale już jest lepiej, widziałem wyniki i po powrocie do szpitala już nie dadzą cię do izolatki.
-No nie może być. Sam z własnej woli chcesz iść na lekcje?-Zaśmiał się cicho.-no niejadku ciesz się że mam cię nie zmuszać do jedzenia. Ale do picia mogę.-dodał nalewając do szklanki wody.-wypij chociaż trochę. Później mogę ci zrobić herbatę. Chcesz coś dzisiaj porobić?
-Ok. Obejrzymy film i zrobię ci czekoladę.-Przytaknął.-A jaki film chciałbyś obejrzeć?-spytał biorąc go na ręce. Poszedł najpierw do pokoju Yuto.-No poproś go.-szepnął z lekkim uśmiechem.
-No przyniosę...-mruknął. Chłopiec ucieszony oderwał się od zabawy i poszedł za nimi do pokoju dziewczynek które też z chęcią poszły oglądać bajkę. Mężczyzna położył chłopaka na kanapie i włączył im bajkę.
-Jakby coś się działo to krzyczcie.-mówiąc to wyszedł po wózek a następnie poszedł do kuchni żeby zrobić dla wszystkich gorącą czekoladę.
Wrócił po chwili z tackę na której miał gorące czekolady. Wszedł po cichu do pokoju stawiając napoje na stoliku. Usiadł na fotelu żeby obejrzeć bajkę razem z nimi wcześniej podając wszystkim po kubku.
-Nie umiem gotować...mogę robić kawę, herbatę i gorącą czekoladę. No i tosty. I nic więcej.-mruknął.-A teraz już nie marudźcie i oglądajcie bajkę.-mruknął pijąc swoją czekoladę.
-Tak i prosty deser.-przytaknął cicho również nic więcej nie mówiąc. Co jakiś czas śmiał się z zabawniejszych scen. "to jest ten plus bajek familijnych. Żeby rodzic też się pośmiał ładują tam podteksty." pokręcił głową. Co chwilę zerkał na chłopaka czy wszystko jest ok.
-Aoi...to nie tak.-nie wiedział jak odpowiedź skoro sam nie lubił lekarzy.-Dbają tylko...Musieli trochę osłabić Ryu żeby nie walczył z tymi dobrymi komórkami w jego ciele, wiesz? I nie dostawał jedzonka tylko dawali mu kroplówkę. Dlatego tak marnie wygląda.-wyjaśnił najlepiej jak umiał.-Ale już będzie lepiej bo wyniki mu się poprawiły.
-Na pewno przecież nie dałbym go tam go krzywdzą.-potwierdził jeszcze a kiedy wyszła ucałował lekko chłopaka w policzek po czym wyszedł odnieść kubki.-Wygodnie ci z nim tak leżeć czy zanieść go do łóżka?-spytał kiedy wrócił.
-Wszyscy tęsknili bo bardzo cię kochają.-odparł siadając przed nim na podłodze.-Przecież mówiłem ci to jak przychodziłem. Jak wracałem to zasypywali mnie pytaniami, jak się czujesz i w ogóle. Z resztą widziałeś jak się cieszą z twojego przyjazdu do domu.
-No jasne że się cieszę. Wystarczy mi, że mogę cię objąć i pocałował i już jestem szczęśliwy.-uśmiechnął się lekko.-nie martw się o głupoty. Kocham cię i jestem szczęśliwy będąc blisko ciebie. A teraz może być już tylko lepiej.
-Nie chcesz żebym do ciebie przychodził?-zrobił smutną minkę.-Ale ja chcę być przy tobie póki mi nie uciekłeś jeszcze na studia.-pociągnął nosem.-Bo potem to raz na ruski rok będziemy się widzieli...i będę tęsknił.
Prześlij komentarz