niedziela, 8 września 2013

Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11) Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza.  Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer.  Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.


Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych. 

| Powiązania | Szepty umysłu | 

edit. 08.09.2013r

[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]

5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   801 – 1000 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

-No wiesz...a co drugi dzień? Nie chcę tak rzadko cię widywać. Nie obchodzi mnie co oni mówią. Ty byś pewnie wytrzymał nawet więcej sam ale ja chcę cię odwiedzać.-mruknął trzymając go za rękę którą delikatnie ucałował.-przepraszam. To ciężko wyjaśnić...

Takano | Jun pisze...

-Przychodziłem rzadkiej tylko Kei załatwił nam tą wizytę z dnia na dzień.-mruknął.-Ryu co dwa dni. Proszę. Wyjaśnię to najłatwiej jak potrafię. Po pracy z zimnymi trupami czuję jak moje dłonie są chłodne. Bynajmniej ja tak to odczuwam a moja terapeutka twierdzi że to normalne w moim zawodzie. I ja...potrzebuję ciepła ludzkiego ciała...-wyjaśnił na końcu będąc trochę zażenowany.-Dlatego proszę. Dla mnie.-znów ucałował jego dłoń.-poczytam.

Takano | Jun pisze...

-Nie mogę...i już naprawdę nie wiem jak ci to wytłumaczyć.-westchnął poddając się.-bardzo chcesz? No dobrze...ale jak coś to masz głośno krzyczeć, ok? W końcu Hikaru już raz się włamał do twojego pokoju...-mruknął.-chcesz już iść?

Takano | Jun pisze...

-Przestań być tego taki pewny.-westchnął już nie wiedząc jak mu to wszystko tłumaczyć.-ok, twój tata jest pewnie w biurze. Zanieść cię? Potem się umyjesz i do spania. A na dobranoc poczytam ci coś fajnego.

Takano | Jun pisze...

Zaskoczył się trochę pocałunkiem po czym uśmiechnął się lekko. -Tak, masz rację. Przepraszam. Wiesz że to dla mnie nowa sytuacja.-westchnął podsuwając mu wózek.-Ale jak coś to wołaj, ok?-upewnił się delikatnie biorąc Yuto na ręce żeby zanieść go do łóżka.

Takano | Jun pisze...

Zaniósł Yuto i z braku pomysłu co mógłby robić poszedł do swojego pokoju żeby poćwiczyć. Ostatnio robił to częściej niż zwykle jakby walenie w worek treningowy pomagało mu wyładować stres. Zostawił otwarte drzwi żeby w razie czego słyszeć Ryu.

Takano | Jun pisze...

Momentalnie zbiegł na dół bojąc się że dzieje się coś złego. Wbiegł do kuchni zatrzymując się na futrynie.
-Co się stało?-spytał spokojniej nie rejestrując obecności Hikaru w kuchni.-nie strasz mnie tak...

Takano | Jun pisze...

-Czy ty właśnie zmuszasz mnie do gotowania?-westchnął wykonując jego polecenia.-A miałeś jeść lekkie rzeczy...-pokręcił głową obracając chlebki na drugą stronę i kładąc na nie ser i szynkę.-Nie idzie tak źle...-zaśmiał się cicho.-jak tam rozmowa z tatą?

Takano | Jun pisze...

-No tak wykorzystujesz mnie...-westchnął udając że go zabolało i wykładając grzanki na talerze.-smacznego kochanie.-uśmiechnął się do niego próbując swoją grzankę.-Wyszło dzięki twoim instrukcjom.-dodał niezadowolony patrząc na ilość leków.

Takano | Jun pisze...

-No skoro zjadłeś całą bez marudzenia że za dużo to pewnie była.-zaśmiał się cicho kucając przed wózkiem.-kocham cię.-oznajmił dając mu całuska w policzek. Spojrzał mu w oczy z lekkim uśmiechem.-To co teraz?

Takano | Jun pisze...

-No jasne skarbie.-uśmiechnął się wstając. Popchał wózek blisko schodów po czym wziął go razem z chłopakiem na ręce uznając że jest lżej niż myślał.-jedź do łazienki a ja zaraz przyniosę ci piżamę.-jak powiedział tak zrobił i już po chwili wchodził do łazienki.-pomóc ci?-spytał niepewnie.

Takano | Jun pisze...

-A na pewno sam wejdziesz do wanny? Nie będzie ci za ciężko?-spytał wciąż trochę nie pewnie.-Jesteś osłabiony i...dasz radę sam się rozebrać i ubrać?-spytał uważnie mu się przyglądając.

Takano | Jun pisze...

-dobrze już dobrze kochanie. Wybacz...-skruszony usiadł na sedesie nie patrząc w jego stronę.-jak coś to powiedz kosciostrupku ty mój a ci pomogę.-dodał wgapiajac się w ścianę.

Takano | Jun pisze...

-co? Nie, nie o to chodzi. Nawet jeśli widać ci wszystkie kości to i tak jesteś sliczny. Chodzi o to że nie chce niepotrzebnych problemów i nie chce żebyś czuł się niekomfortowo. Więc nie patrzę. To wszystko.-pokazał mu delilatny uśmiech po czym znów odwrócił wzrok.

Takano | Jun pisze...

-Ryu!-spojrzał na niego z wyrzutem mając na końcu języka: "ja rozumiem że do trzech razy sztuka ale nie przesadzaj".-lepiej żeby nie stanął. A nawet jeśli to sam sobie poradzę. A teraz się myj.-mruknął zawieszając wzrok na drzwiach.

Takano | Jun pisze...

-Ryu jeśli wyjdę to się nigdy nie przyzwyczaje. Zostanę, najwyżej sobie potem jakoś poradzę. Poza tym możesz mieć problem z wyjściem z wanny a ja powinienem ci pomagać. Przeszkadza ci że odwracam wzrok?

Takano | Jun pisze...

-przyzwyczaje się. Naprawdę nie przejmuj się mną.-poprosił. Zdecydował się odwrócić w jego stronę.-jest ok.-zapewnił.-umyj się szybko.

Takano | Jun pisze...

-chodź mój lyskolku.-zaśmiał się wstając i wyciągając go z wanny. Wytarl go szybko po czym posadził na wózku podając pizame.-proszę, ubierz się i jedź do swojego pokoju a ja w tym czasie wezmę szybki prysznic.

Takano | Jun pisze...

-jasne później herbata i książka. A teraz idź i jakby coś się działo to bardzo głośno krzycz.-przypomniał go. Kiedy chłopak wyszedł wziął szybki prysznic po czym poszedł zrobić herbatę.

Takano | Jun pisze...

-oj kochanie...-położył herbaty na biurku i ukleknal przy łóżku.-bardzo boli? Może pójdę po Keia?-zaproponował trochę zmartwiony.-wziales wszystkim leki?-spytał przykładając policzek do jego czoła.

Takano | Jun pisze...

-więc nic nie możemy zrobić. Musisz tylko odpocząć.-uśmiechnął się lekko.-łez grzecznie a ja poczytam ci na dobranoc. Jeśli jutro dalej będzie boleć powiemy Keiowi, ok?

Takano | Jun pisze...

-tak poczytam.-uśmiechnął się. Wziął książkę i zaczął spokojnie czytać co chwila zerkając na chłopaka.

Takano | Jun pisze...

Kiedy zauważył że chłopak usnął odłożył książkę i opatulił go kołdrą. Wyszedł przynosząc sobie materac który położył na przeciwko jego łóżka. Nie chciał ryzykować a i pewniej się czuł kiedy miał Ryu przy sobie.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna obrócił się na drugi bok taż że zsunęła się z niego kołdra. Uśmiechał się lekko jedną rękę mając na brzuchu pod koszulką a drugą zwisającą z materaca. Zaśmiał się po czym mruknął coś niezrozumiałego co brzmiało podobnie do "ja ciebie też kocham". Było widać że to jego pierwsza spokojnie przespana noc od bardzo dawna.

Takano | Jun pisze...

Obudził się niewiele później a kiedy nie zarejestrował w pokoju Ryu najpierw spokojnie wstał z materaca uznając że po prostu poszedł do łazienki. Jednak tam go nie było, tak samo w kuchni którą sprawdził jako następną. W tym momencie zaczął panikować. Jego aniołek gdzieś zniknął a jak na złość Hikaru też nie było w domu. Wyszedł na zewnątrz a widząc Ryu z bratem wziął głęboki wdech.
-Ryu!-krzyknął podchodząc.-przecież wiesz że na razie nie powinieneś wychodzić a już na pewno nie tak ubrany...-mruknął.

Takano | Jun pisze...

-Ryu nie martw mnie tak...nie ważne co byś nie mówił ja mu nie ufam...-mruknął.-poza tym jest zimno a ty nawet bluzy nie ubrałeś...-westchnął zamykając za nim drzwi.

Takano | Jun pisze...

-Ryu nie chce się kłócić. Ale wiesz że powinieneś uważać. Miałeś tak dobre wyniki, w nagrodę mogłeś wyjść wcześniej i nie możesz teraz tego zepsuć.-westchnął wiozac go do kuchni i przynosząc mu swoją bluzę.-dobrze mój mistrzu podawaj instrukcje.

Takano | Jun pisze...

-no i widzisz jak to się skończyło?!-krzyknął biorąc głęboki wdech.-czemu ty nigdy mnie nie słuchasz? Wiesz jak łatwo u ciebie o przeziębienie i jakby nigdy nic, z osłabiona odpornością wychodzisz letnio ubrany na mróz!-ponownie wziął głęboko wdech po czym zaciągnął się papierosem.-przepraszam że krzycze...-mruknął tylko wykonując jego instrukcje.

Takano | Jun pisze...

Westchnął opierając się ciężko o blat. Zaciągnął się jeszcze kilka razy a że to nic nie dało poszedł na górę i uprzednio podając wszedł do pokoju który zajmowali Aya i Kei. Na jeszcze szczęście siedzieli tam oboje.
-Kei dawaj fajki bo nie wyrobie. Hikaru wyciągał Ryu na dwór i on teraz kicha...a wczoraj bolała go głowa...Aya pomoż ja już nie wiem jak mam z nim rozmawiać. W ogóle nie słucha co do niego mówię.

Takano | Jun pisze...

-no i co z tego że wie skoro i tak wychodzi bo go Hikaru prosił?! I to letnio ubrany nawet bluzy nie wziął! Kei dawaj fajki. Na prawdę w nosie mam to że rzucam. Jesten. No góra dwa ale daj. Zwariuje.-mruknął.-z resztą idź z nim pogadaj. Może w pokoju mam jakieś.-mówiąc to wyszedł z przeszukujac biurku. W szufladzie znalazł jedną paczkę wyszedł na taras palac jednego za drugim.

Takano | Jun pisze...

-co kurwa?!-warknal na początku po czym zakryl usta dłonią.-Yuto...-przytulil go mocno.-przepraszam. Nie pójdę do szpitala i nie umrę.-zapewnił cicho.-nie pójdę spokojnie. Zdenerwowałem się tylko. Nie płacz.-poglaskal go po rozczochranych włosach.

Takano | Jun pisze...

-obiecuje. Z resztą właśnie wywaliles moją ostatnią ocalałą paczkę...-westchnął ciężko.-wiesz mały ciężko się nie denerwować kiedy Ryu w ogóle nie słucha i na siebie nie uważa. Na prawdę ciężko...-pokrecil głową. "mam nadzieje że Kei mu przemówi do rozsądku." pomyślał zrezygnowany.

Takano | Jun pisze...

-już go nie broń. Mógł się ubrać. Powinien uważać a zamiast tego wybiega na dwór. Jak tak dalej pójdzie to nie będzie go z nami na święta...a uważam że to jego obecność i dobre samopoczucie będą dla nas najlepszym prezentem.-mruknął niezadowolony.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna wszedł do środka zaczepiając Keia który jeszcze siedział w salonie.-i jak tam? Co z nim?-spytał od razu.-nie zmieni się to w nim poważniejszego? Kurcze Kei nie umiem się uspokoić...jeszcze Yuto wywalil moją ostatnią paczkę...-westchnął.-co powiesz na sparing?

Takano | Jun pisze...

Takano.
-jaki tam zaraz mistrz...ale fajnie że smakują.-zaśmiał się samemu też próbując.-no i wyszły. Musisz mi zrobić taką listę co chcesz spróbować i wtedy będę ci robił.-zaproponował wziął go nie wypuszczając z objec.-to jak idziemy?

Jun
-nie trzej już dałem ją do pralki.-mruknął pomagając mu wstać.-wypij całą.-polecił mu cały czas go podtrzymując.

Takano | Jun pisze...

-po prostu się o niego martwię...a on mnie w ogóle nie słucha.-westchnął ciężko.-przykro mi że tak to odbiera.-pokrecil głową.-już po prostu sam nie wiem co mam robić.-westchnął wychodząc z nim na taras -ok...nie będę zbyt brutalny. Zaczynaj.

Takano | Jun pisze...

-z tym że Kei...jak ja mam mu pozwolić decydować...-urwał odpierajac atak i ruszając z ofensywą.-kiedy on robi takie głupoty i wychodzi na zewnątrz? Wie że nie powinien. A jednak to zrobił. I od razu kichal. To był moment.-mruknął ruszając się płynnie.-ale się postaram...

Takano | Jun pisze...

-no i wyszedł i mamy efekty. W ogóle mnie nie słucha...-mruknął pracując trochę nad praca nóg.-postaram się go traktować trochę doroslej ale on musi nie tak zachowywać. Jak mam go tak traktować skoro zachowuje się nieodpowiedzialnie?

Takano | Jun pisze...

-a żeby to jedna fajka poszła...-mruknął znów starając się trafić.-pasujemy czy nie on powinien na siebie uważam a nie bezmyślnie wychodzić na zewnątrz letnio ubrany.-mruknął.-ale tak jak mówiłem dam mu szansę. Jak ją zmarnuje to trudno. Yuto mi powiedział że chodziło o jakieś prezenty.

Takano | Jun pisze...

-brutal...-jęknął podając na ziemię pomimo że nie oberwal mocno.-mamy prawo...ale on powinien uważać...-mruknął wziął leżąc.-nie mogłeś walnac w coś innego?-funkął w jego stronę.

[idę spać. Branoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-akurat ci się nawinely.-powtórzył z wyraźną ironią .-lekarz z ciebie jak z koziej dupy trąbka...-funkął jeszcze. Oparł się o ścianę wciąż trzymając ręce na kroczu. Niby lekko a bolało jak cholera.-wiem że dziciak, wiek że ma do tego prawo....i właśnie dlatego powinien słuchać dorosłych....

Takano | Jun pisze...

-Oj no...ale poza tym że jestem jego chłopakiem jestem dorosły...i czasem jednak mógłby mnie posłuchać. No nie?-mruknął opuszczając ręce bo już go nie bolało.-następnym razem odpuść sobie ciosy poniżej pasa...-fuknął na niego.-A Ryu się pewnie obraził...

Takano | Jun pisze...

-No gratuluje pomysłu...cios poniżej pasa w zwykłym sparingu. Za co ty mnie chciałeś ukarać, co?-fuknął wstając.-A może najpierw obiad? Obiadu nie było a ty chcesz kolację...-pokręcił głową.

Takano | Jun pisze...

-I ja mam puścić Ryu żeby z tobą mieszkał.-westchnął cicho się śmiejąc.-oj no byłem zdenerwowany i zmartwiony i wcale się nie wymądrzałem.-fuknął.-A cios w krocze i tak uważam za przesadę.-fuknął nadal niezadowolony.-no ale co chcesz zrobić na kolację?

Takano | Jun pisze...

-Ok to do dzieła doktorku!-zaśmiał się.-mam wolne i nie mam co ze sobą zrobić. Ryu gdzieś się zaszył i nie chcę go na razie drażnić...nie sądziłem że moje życie jest aż tak nudne...-pokręcił głową.

Takano | Jun pisze...

-Wieeeesz. Moje życie zostało w Tokio i jakoś nie chce mi się spacerować samemu. Nałaziłem się przez dwa lata.-westchnął.-niby mam jednego kumpla ale jest teraz ze swoim facetem to nie będę mu dupy zawracał.-wziął sobie jabłko.-jakby ktoś pytał to pojechałem na przejażdżkę.-mruknął idąc do garażu. Zjadł jabłko i wyprowadził motor gdzieś sobie jadąc.

Takano | Jun pisze...

Zrobił sobie długą przejażdżkę zajeżdżając do miasta na dango które zawsze potrafił poprawić mu humor. Zajechał też do marketu po słodką wodę dla siebie bo ta zwykła jakoś nigdy mu nie podchodziła. Przy okazji kupił pocky truskawkowe i czekoladowe. Zapłacił i wszystko wpakował pod siedzenie stwierdzając że już jest dość późno i wypadałoby wrócić.

Takano | Jun pisze...

Odmachał mu z lekkim uśmiechem po czym z odruchu powąchał swoje włosy. "cholera...cuchną fajkami...". pomyślał wyraźnie niezadowolony. Podszedł jednak i przytulił chłopka delikatnie.-hej skarbie...

Takano | Jun pisze...

-Oj no już mnie nie wyzywaj...Kei mnie wystarczająco ukarał...-mruknął cicho wzdychając. Położył się na zewnętrznej stronie kanapy lekko go obejmując.-kocham cię.-szepnął.

Takano | Jun pisze...

-Oj kochanie odpoczywać musisz.-zaśmiał się cicho.-cały dzień ci minął na sprzątaniu. Nie musiałeś.-ucałował go w policzek.-A ja kupiłem pocky. Dawno nie jadłem...Jak będziesz chciał to zjemy.

Takano | Jun pisze...

-Może jak troszkę odpoczniesz, co? Będę ci stopniowo pomagał znów chodzić.-zapewnił głaszcząc go po plecach.-Będziesz miał rehabilitację, odrosną ci włoski i wszystko będzie jak dawniej.-dodał cicho.

Takano | Jun pisze...

-Jasne że nie będę głuptasku. Musimy powolutku wszystkiego próbować żeby nie przeciążyć twojego organizmu. Z resztą chyba już zdążyłeś zdać sobie sprawę że cierpliwy ze mnie facet, co?-zaśmiał się cicho.-Jeśli nie będziesz się czuł na siłach to nie będziemy próbowali.

Takano | Jun pisze...

-No to aniołku na razie nie próbujemy. Proste.-przytulał go delikatnie nie bojąc się że mógłby go połamać.-Słodką wodę. Nie robiłem dużych zakupów bo jechałem motorem.-wyjaśnił.

Takano | Jun pisze...

-Jasne, dam ci się napić. Smakuje trochę jak biała oranżada.-porównał smak.-to dobrze że nie boli. Bardzo dobrze. To znaczy że jest coraz lepiej.-zauważył pozytyw.-i nie kichasz już? Wybacz że krzyczałem. Wystraszyłem się.

Takano | Jun pisze...

-oj no...bo ja cię tak mocno kocham. I się martwię. I po tym twoim pobycie w izolatce chyba jestem trochę nadwrażliwy. No ale przejdzie. Z resztą...Kei mi mówił że oni też nie mogli się przestawić żeby normalnie cię traktować. Daj mi czas, to dla mnie nowe. -przypomniał.-teraz jesteś taki drobny że ledwo mogę cię objąć.-zamarudził.

Takano | Jun pisze...

-No ok...ale masz powiedzieć jak będzie za mocno. Przez cały twój pobyt w szpitalu ciągle trenowałem...-mruknął mocno go do siebie przytulając.-Tak bardzo tęskniłem...-szepnął.

Takano | Jun pisze...

-Ach...-poluzował uścisk jednak wciąż go nie puszczał.-bałem się. Nawet nie wiesz jakie koszmarne sny miałem co noc.-odważył się mu to zdradzić.-dopiero wczoraj spokojnie przespałem noc. Bez pobudek i drapania się przez sen.

Takano | Jun pisze...

-moja mała uparta maruda.-odgryzl się.-jasne że możesz. Najwyżej spadne z kanapy bo ledwo się trzymam.-zaśmiał się po części żartując. Objął go lekko i przymknal oczy.

Takano | Jun pisze...

-jestem chudy. To ta kanapa jest mała kosciotrupku ty mój kochany.-poglaskal go po plecach.-a teraz już śpij.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna jedynie dzemal więc z łatwością obudziło głośne trzaskanie drzwiami oznaczające powrót Hikaru. Otworzył leniwie oczy i spojrzał w stronę drzwi. Chłopak przeszedł przez salon z dużymi torbami. "Może Yuto faktycznie ma rację. Ech nie potrzebnie na niego krzyczałem..."pomyślał zerkając na niego.

Takano | Jun pisze...

-tylko nic nie dotykaj.-ostrzegł po czym wrócił wzrokiem na swojego partnera. Nie mógł zaprzeczyc że w aktualnym stanie wyborów miss by nie wygrał. Zdawał sobie z tego sprawę. A mimo to wciąż go kochał a jego serce w dalszym ciągu radośnie przyspieszyło. Nie rozumiał tego ale nie mógł temu zaprzeczyc. Pierwszy raz naprawdę się zakochał. "głupia terapeutka...zawsze musi mieć rację." pomyślał powstrzymując się od śmiechu.

Takano | Jun pisze...

-oj kochanie...co złego ci się śniło? Opowiedz.-poprosił glaszczac go po policzku.-zaraz pójdziemy. Do czyjego pokoju? Hikaru przyjechał i miał odłożyć u ciebie to o ci go prosiles.-dodał z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-oj skarbie...to był tylko zły sen. Nie będę cię balsamowal a już na pewno nie żywcem. No i bez przesady nie mówię do trupów...-mruknął przytulajac go mocniej.-tylko zły sen nie masz się czego bać.-zapewnił wstając i biorąc go na ręce.-coś chcesz przedemna ukryć że zdecydowałeś się na mój pokój?

Takano | Jun pisze...

-jesteś w domu na ledwo dwa tygodnie i nie chcesz ze mną w jednym łóżku spać? Okrutnik.-funkął.-i jeszcze coś ukrywa wredota mała.-dodał nie wspominając że sam ukrywa prezenty.-no tak żywy. I co ci takiego mówiłem? Może jeszcze mi odpowiadałeś?

Takano | Jun pisze...

-no co za wredota z ciebie. Wcale nie jest niewygodnie.-mruknął idąc po schodach.-nie przyniosę ci wózka i tyle.-dodał cicho się śmiejąc.-straszny sen...ale.to tylko sen. Nie będę cię balsamowal. Kocham cię skarbie bez względu na to jak wyglądasz. Wygląd nie ma znaczenia.

Takano | Jun pisze...

-mam łóżko dwuosobowe, nie rozumiem czemu twierdzisz że jest małe. Nie szukaj wymowek tylko powiedz prawdę czemu nie chcesz ze mną spać.-mruknął wchodząc i kładąc go na swoim łóżku. Dotknął szyi z lekkim uśmiechem.-śnią. Przez cały twój pobyt w szpitalu męczył mnie jeden koszmar każdej nocy ten sam. Że umierasz w moich ramionach, że cię balsamuje, że przypadkiem łamię ci kości że nie jestem w stanie ciebie poskladac, sprawić żebyś był śliczny bo nic nie widzę przez łzy. Budzilem się z krzykiem cały zadrapany.

Takano | Jun pisze...

-oj no...ale pospij czasem ze mną. Proszę.-ucałował go w policzek.-wiem że nie umrzesz. Wiem to. Ja po prostu miałem takie straszne sny. Z resztą ty lepszego nie miałeś. Ale to tylko sny.-uśmiechnął się do niego wybierając książkę.-fałszywy uśmiech? Nie nikt mi nic nie mówił...-mruknął patrząc na niego uważnie.-w 80%? Rozwin temat.

Takano | Jun pisze...

-nadawanie przezwisk? Zawsze jakąś rozrywka...-zaśmiał się łapiąc go za dłoń.-naprawdę?! Ojej...-wyszczerzyl się i w przypływie emocji mocno ucałował.-cieszę się. To bardzo dobra wiadomość.-wciąż delikatnie się uśmiechał.-tylko nie wykrecaj się od wspolnego spania przez cały pobyt w domu.-ostrzegł.

Takano | Jun pisze...

-wiem. Tez cię bardzo kocham.-uśmiechnął się pokazując mu okładkę i zaczynając czytać pierwszy rozdział. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Cieszył się że w razie czego będzie mógł mu pomoc.

Takano | Jun pisze...

Uśmiechnął się i założył książkę zakladka żeby wiedzieć gdzie skończył.-lubisz słuchać tego ochrypnietego przez fajki głosu? Pierwszy raz słyszę żeby ktoś lubił mój głos.-zaśmiał się cicho odkładając książkę na miejsce.

Takano | Jun pisze...

-Rozumiem. Mogłeś przynajmniej usłyszeć mój głos. Ja też cię bardzo kocham. Uspokaja mnie kiedy słyszę twój spokojny oddech kiedy śpisz. Mogę ci czytać nie przeszkadza mi to.-uśmiechnął się calujac go w policzek.-mój kochany.

Takano | Jun pisze...

-nie przeszkadza. Może czytać.-zaśmiał się po czym zaskoczony objął go lekko.-czy po...podotykam cię? Ryu ale...w jakim znaczeniu tego słowa? Cały czas cię przecież przytulam a to też pewien rodzaj dotyku...

Takano | Jun pisze...

Wziął głęboki wdech po czym powoli wypuścił powietrze. "dlaczego on zawsze wybiera takie momenty kiedy śpisz to nie jest wskazane."-Ryu...-zaczął urywajac. Na końcu języka miał już przygotowane "i co znów przerwiemy w połowie.?"-Ryu kochanie...-poglaskal go po policzku.-jesteś osłabiony...nawet na nogi stanąć nie możesz...ja też się boję...-takie było ich szczęście. Nie wiedział jak kolejny raz łagodnie go zatrzymać.-wiem że pewnie długo się zbierales. Ale poczekaj aż niebierzesz trochę sił, ok? Wtedy będziesz bardziej się tym cieszył. Będziesz bardziej gotowy na to nie ukryjesz przede mną jak bardzo niepewny i wystraszony jesteś mając z tym same źle doświadczenia...-przytulił go mocno.

Takano | Jun pisze...

-wiem co powiedziałem i nadal tak uważam. To był jeden raz który po pierwsze nie powinien mieć miejsca a po drugie więcej się nie powtórzy. Dlatego teraz nie. Przepraszam ale dopóki nie odzyskasz sił nawet opuszkiem palca nie dotkne cię w wiadomym celu. Widzę że się starasz i doceniam to. Jednak wybieraj momenty bardziej odpowiednie. Teraz jesteś nieźle osłabiony. Chcesz to robić w takim stanie? Szczerze wątpię.-poglaskal go po plecach.-jak odzyskasz siły.-powtórzył.-wtedy może będziesz lepiej przygotowany emocjonalnie.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-oj no...nie mówię przecież że już, zaraz...i na szybko...teraz na pewno nie bo jesteś za słaby. Wiem że na pewno długo się zbierales w sobie zanim wyraziles swoją prośbę. Wybacz. Nie jesteś beznadziejny. I jeśli w jakiś sposób cię do pocieszy to nie mówię o tym że dopiero kiedy będziesz w pełni zdrowy tylko jak odzyskasz siły. Będziesz normalnie chodził. Wtedy możnaby znów spróbować jeśli wyrazisz taką chęć.

[ok śpij dobrze ^^]

Takano | Jun pisze...

-jasne.-odparł patrząc na niego i delikatnie muskajac jego usta swoim.-przecież wiesz że też bym chciał...wstrzymuje mnie twój aktualny stan.-popatrzył jeszcze raz.-kocham cię tak bardzo....

Takano | Jun pisze...

-tak skarbie.-puścił go i zszedł na dół po chwili przynosząc wózek.-jeszcze raz przepraszam.-powiedział skruszony. Było mu przykro że znów go zatrzymuje pomimo że on tak dużo samozaparcia potrzebuje żeby się przemóc.-wiesz że bardzo cię kocham?

Takano | Jun pisze...

-dobranoc skarbie.-uśmiechnął się lekko. Kiedy chłopak wyszedł od razu poszedł się umyć a później spać. Przekraczając wszelkie jego oczekiwania śnił mu się nagi Ryu który po prostu siedział na wózku i był zarumieniony. Obudził się jak zrobił w śnie kilka kroków w jego stronę. Usiadł po czym opadł ciężko na poduszki.
-ale z ciebie debil staruszku.-pokrecil głową łapiąc swojego elektrycznego papierosa.

Takano | Jun pisze...

-Już idę.-mruknął trochę niezadowolony z tego najscia i zabrania mu papierosa. Wstał i uprzednio pukajac wszedł do pokoju chłopaka.-skarbie? Kei mi powiedział że miałeś zły sen. Opowiedz kochanie.-poprosił powoli idąc w jego stronę.

[zaraz zboczuch...zwykły 27 latek XD btw. Nie będzie mnie od piątku do niedzieli bo jadę z tatą do Monako]

Takano | Jun pisze...

[a nie bo tata jedzie służbowo i mnie zabiera ze sobą XD]

-no już spokojnie. Żyjesz. Jesteś cieplutki jak zawsze.-zapewnił mocno go przytulajac i glaszczac po plecach.-to tylko zły sen. Zostać z tobą do rana?-spytał wciąż go tulac.

Takano | Jun pisze...

-nie przepraszaj.-szepnął kładąc się obok niego.-jest ok. Żyjesz i w najbliższym czasie ba pewno nie umrzesz. Jest w początku. Nie bój się. Może powinieneś porozmawiać o tym z Aya? Na pewno ci pomoże.-zaproponował glaszczac go lekko.

Takano | Jun pisze...

-porozmawiaj z nią. To ci dobrze zrobi. Może pozbędziecie się tych złych snów. W końcu to nie przyjemne kiedy co noc masz takie sny. Powinieneś mieć zwyczajne sny siedemnastolatka a nie śmierć.-zaśmiał się cicho.-ja ciebie też kocham. Spokojnie.

[ach te wątki...po tym wspaniałym temacie na prawoznastwie dzisiaj. Jak nam nauczycielka opowiadała o kolesiu co miał być beatyfikowany to jak go odkopali to się okazało że obudził się w trumnie. Miał rozdrapane wieko od wewnątrz i odryzl sobie dwa palce. Masakra...]

Takano | Jun pisze...

[koszmarnie...pewnie nie zasne...;^;]

-ok...nie teraz-ucałował go w policzek.-pospie z tobą, spokojnie.-zapewnił wciąż go obejmując.-niech teraz przysni ci się coś miłego.-dodał przymykając oczy.

Takano | Jun pisze...

[nie zmruzylam oka całą noc ;^;]

Jun wstał wcześnie rano nie chcąc budzić chłopaka wyszedł powoli z łóżka i przygotował sobie na szybko jakieś śniadanie. Zdążył wyjść na spacer z Kiara i wrócić. Korzystając z chwili wolnego włączył swojego laptopa pisząc z kilkoma znajomymi i włączając sobie film. Wyszedł z założenia że jak chłopak się obudzi to sam do niego przyjdzie.

Takano | Jun pisze...

[tuż przed wyjazdem...ech XD]

Włączył pauze i spojrzał w jego stronę.-ja ciebie też.-uśmiechnął się lekko.-dobrze ci się spalo? Miałeś jakiś fajny sen.-spytał dając mu caluska w policzek.-dzisiaj będziemy ubierać choinkę. Chcesz pomoc?

Takano | Jun pisze...

[nie mogłam spać przez to wczorajsze gadanie o trupach...oj no przyjemniej będziesz się mogła skupić na nauce XD pokaże ci potem zdjęcia]
-mogę cię podnieść jeśli chcesz zawiesić gwiazdkę.-uśmiechnął się.-to dobrze że nie miałeś złych snów. Obys już nie miał takich brzydkich koszmarkow.-złapał go za dłoń.-kochanie porozmawiaj jutro z Aya.

Takano | Jun pisze...

[nie no tylko miałam po tym jak pani gadała o kolesiu co się w trumnie obudził. A później wujek dowalil że to bardzo częste przypadki. I się bałam bo strachliwa jestem...powodzenia z nauką ^^]

-mhm rozumiem. To moje pierwsze święta od...dawna.-zaśmiał się czując się trochę niezręcznie. -mam nadzieję że trafiłem z prezentami.-dodał odpisujac znajomemu.-no dobrze. Nie będę cię zmuszał po prostu nie chcę żebyś miał koszmary-wyjaśnił wstając-jasne zniose cię. No wychodzę z nią na spacer. Ktoś musi.

Takano | Jun pisze...

-nie przeszkadza mi to. Mądra psinka mimo że uparcie warczy na mnie nawet jak palę elektrycznego.-zaśmiał się cicho obejmując go lekko.-randka? Zapraszasz mnie?-uśmiechnął się lekko.-ok. Zgadzam się. Kino i obiadek.-pocałował go lekko w usta.-cieszę się na te święta. Tomo i Takano niech się zajmą sobą. To ich pierwsze wspólne święta niech się sobą cieszą.

Takano | Jun pisze...

-już schodzimy.-wstał i wziął go na ręce schodząc na dół.-no które to leki?-spytał kiedy byli już w kuchni.-no na szczęście nie gryzie...tylko szczeka i warczy. Ale jestem w trakcie rzucania i chociaż ten elektryczny musi być.-westchnął.-przecież wiesz jak dużo paliłem. Nie rzuce od tak zwłaszcza że ostatnio byłem i w sumie nadal jestem bardzo zadzwiony.

Takano | Jun pisze...

-oj no koniec tematu. Rzucam palenie dla ciebie więc już mi nie wypominaj.-westchnął odkładając leki na miejsce.-co chcesz zjeść?-spytał spokojne.-wygodnie ci? Może chcesz usiąść na krześle?-popatrzył na niego trochę zmartwiony.

[nie lubie chłopaka mojej przyjaciółki bo jest wkurwiajacy i cały czas są razem i nie mam kiedy z nią pogadać...to źle że go nie lubie?]

Takano | Jun pisze...

Zrobił mu kanapkę z szynką, serem i listkiem sałaty i mu podał.-proszę kochanie, smacznego. Wyglądasz dzisiaj dobrze, jak się czujesz?-spytał z lekkim uśmiechem.

[już z nią rozmawiałam to stwierdziła że ona musi się z nim spotykać po szkole bo tak mało czasu razem spędzają.]

Takano | Jun pisze...

-ale przecież ja nie mówię że masz już próbować chodzić. Cieszę się że lepiej się czujesz. To bardzo dobra wiadomość. Wcinaj, lykaj leki a jak dalej będziesz się lepiej czuł to niedługo spotkasz się z Kiara. Teraz tylko zaradzić coś ba koszmarki.

Takano | Jun pisze...

-Ryu nie możesz od tak powiedzieć że sobie radzisz. Nie o to chodzi. Chodzi o to żeby je wyeliminować. Żebyś spokojnie spał. Z uśmiechem na ustach. To tylko sny ale wiem jak bardzo bolą i straszą. Pozbędziemy nie ich.

Takano | Jun pisze...

Usiadł na podłodze przy kanapie.-może ci czytać? Mowiles że to lubisz a ja nie chce tak bezczynnie siedzieć.-westchnął. Nie zdążył jednak otrzymać odpowiedzi bo do salonu zeszła się cała familia oznajmiajac że czas ubrać choinkę. Mężczyzna od razu wstał i pomógł Keiowi wnieść drzewko.

Takano | Jun pisze...

-a co najważniejsze to pierwsze święta które razem spędzimy Ryu.-uśmiechnął się rozplontujac lampki po czyn zaczął je wieszać na choinkę.-no szybciej z tymi bombkami bo do jutra będziemy z tym siedzieć.-ą-roześmiał zje wesoło. Dla niego który ostatnie swoje świat miał w wieku 15 lat to wszystko było niesamowite. Uniósł Yuto żeby powiesił na czubku gwiazdke i zabrał się za wieszanie ozdób.

Takano | Jun pisze...

Oczywiście nie obeszło się bez żartów i głośnych śmiechów. Kiedy choinka była już ładnie ubrana mężczyzna wyjął z woreczka jemiołe i przytrzynal ją nad Keiem i Aya.

Takano | Jun pisze...

[jak tam? Dużo nauki miałaś?]

Zaskoczony oddał pocałunek jednak od razu zeskoczył z jego kolan. Kiedy chłopak się położył okrył go kocem.
-Pamiętaj, że od razu masz powiedzieć gdybyś źle się czuł.-przypomniał mu któryś raz z rzędu. Ryu był w domu już dwa tygodnie i przez ten czas był pod czujnym okiem Keia który również teraz kontrolował jego stan. Ucałował go w policzek. Słysząc dzwonek do drzwi poszedł żeby otworzyć i odebrać świąteczne ciasto.

Takano | Jun pisze...

[to co ty tu robisz? :P]

-wybacz kotek...dzisiaj po prostu tak blado wyglądasz...ale już milknę. Obiecuję dzisiaj już nie marudzić. I mam ciasto.-pochwalił się wchodząc. Położył je na stole zadowolony.-Tomo robił razem z Takano. Na pewno pyszne.-wyszczerzył się.-chyba już wszystko...-dodał rozglądając się dookoła.

Takano | Jun pisze...

-Przepraszam...-uklęknął przed kanapą.-wybaczysz swojemu głupiemu chłopakowi że się tak głupio martwi i tak dalej..i tak dalej...? Są święta...chyba zasługuję na przebaczenie?-skradł mu buziaka.
-Pierwsza gwiazdka!-wykrzyknął Yuto zbiegając po schodach.

Takano | Jun pisze...

-Jutro albo pojutrze...jak chcesz...-odparł trochę niezadowolony, że chłopak teraz myśli o szpitalu.-kocham cię...nie myślmy o złych rzeczach i cieszmy się wspólnymi świętami.-ucałował go w policzek i wstał kiedy już chłopiec zwołał wszystkich

Takano | Jun pisze...

-Kotek...nie przejmuj się i leż spokojnie.-pogłaskał go po policzku. Yuto wziął się za rozdawanie prezentów. Chwycił pierwszy który był dla niego od Juna, nowa piłka do nogi. Następnie od Juna dla Aoi, zestaw do makijażu, dla Reiko kołyska dla dziecka, dla Tomy kalendarz w książce, dla Keia i Ayi zegarki a dla Hikaru z braku pomysłów kupił skarpetki. Prezenty od Juna były zapakowane w ten am papier więc chłopiec wyszukał jeszcze prezenty dla Ryu. Mniejszy w którym była bransoletka z grawerem 'forever with you' a w większym aparat.

Takano | Jun pisze...

-śpiewasz?-spytał z uśmiechem przyglądając się płytce. Książkę od razu odłożył na stół.-skarnie mowy nie ma. Ty mi będziesz gotował i ja innych opcji nie widzę. No...może jak już będziesz na studiach to pięć lat będę na garnuszku u Reiko ale sam się uczył nie będę. Książkę możesz oddać do sklepu.-mruknął pewny swoich słów. Nie chciał nawet słuchać o tym że mógłby go stracić.-a rękawiczki są śliczne.-pochwalił go nachylając się żeby dać mu całuska.

Takano | Jun pisze...

-No...jeśli kupiłeś ją w wierze takiej, że chcesz romantyczną kolację to mogę ją zachować.-zdecydował w końcu.-ale jeśli chociaż przez chwilę pomyślałeś że to tak w razie czego jakbym został sam...to natychmiast odnosisz ją do sklepu.-szepnął dając mu całuska w policzek.-Posłucham jej dzisiaj.-obiecał.

Takano | Jun pisze...

-No ja myślę skarbie mój bo nie umrzesz i ja innych opcji słyszeć nie chcę.-ostrzegł całując go w policzek.-Jak jeżdżę balsamować to nie mam czasu jeść bo tam są cięższe przypadki, Jak wyjedziesz to...no coś wymyślę. I będę cię przecież odwiedzał żeby zjeść coś pysznego.-zaśmiał się.-no kolację kiedyś zrobię...może Tomo mi pomoże....

Takano | Jun pisze...

-no tak podstawy...-zaśmiał się.-ale taki układ mi pasuje. Sprawdzisz czy się czegoś nauczyłem. Tylko trochę obawiam się spalonej kuchni...już nie raz mi się to zdarzyło.-chwycił rękę chłopaka na której była bransoletka.-cieszę się że ci się podoba.

Takano | Jun pisze...

-mam więc będę pracował pod czujnym okiem Reiko. Wszystko zaplanowales co? Mój cwaniak.-zaśmiał się dając mu calusa. Wziął od dzieciaków prezent i go rozpakowal. Obejrzał kilka zdjęć i uśmiechnął się wesoło.-dzięki dzieciaki. Jesteście dla mnie wymarzoną rodzina.-zmierzwil Yuto włosy.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna wstał i ukucnal obok wózka żeby nikogo nie zasłaniać. Kochał go i cieszył się z tych wspólnych świąt.
-kochanie zróbmy sobie razem zdjęcie.-zaproponował kiedy wspólne już zostało zrobione.

Takano | Jun pisze...

-ja też cię bardzo kocham.-zapewnił niosąc go do aparatu żeby go odpowiednio ustawił. Usiedli na kanapie a do zdjęcia Jun ucałował go w policzek.
-mój ukochany. Mój.

Takano | Jun pisze...

-oj poloz się kotek...zostanę z tobą. Nie muszę iść do świątyni a chce zostać z tobą. Póki jeszcze mam cię tak blisko i nie jesteś w szpitalu.-położył go z głową na swoich kolanach.

Takano | Jun pisze...

Jun
-ale ja nie chce zostawiać cię tutaj tak samego...reszta ci przecież kupi te słodycze. Jak to tak w święta masz być sam? Ja na prawdę nie muszę iść w tym roku. A w przyszłym pójdziemy razem.-uśmiechnął się glaszczac go po policzku.

Takano
-ani mi się sni. Za miesiąc mają mnie wypuścić.-odparł odkładając akurat czytana książkę na szefke przy łóżku. -długo już lezysz? Chodzi i ten raz...-spytał poprawiając się na łóżku.

Takano | Jun pisze...

Jun
-no dobrze...więc jakie słodkości mój aniołek chciałby dostać?-spytał wstając.-obskocze szybko żebyś nie był sam. Pomodl się i porozmawiaj. Nie będę przeszkadzał ale postaram się wrócić jak najszybciej.

Takano
-to ja miałem miesiąc śpiączki...i teraz miesiąc kontroli...-spuścił wzrok. -jął było w domu? Miło spedziles święta?-spytał biorąc od niego madarynke. Wciąż był głodny.

Takano | Jun pisze...

Jun
Szedł wyraźnie niezadowolony zatopiony gdzieś we własnych myślach. Widział że chłopak stara się pokazać że wszystko gra kiedy w rzeczywistości wszystko go bolało. Ale nic nie mógł z tym zrobić. Zastanawial się jak w takim przypadku ma mu zaufać i się nie martwić. Niewykonalne zadanie. Westchnął ciężko zaciągając się epapoerosem.

Takano
-Wiesz...moim zdaniem to logiczne że się tak pytał. Martwił się i chciał żebyś mu powiedział. Żeby mógł zareagować na czas. Może i to jest denerwujące ale...popatrz na to też z innej strony.-zaproponował. -moje święta? Pierwszy dzień był świetny. Ale drugiego w drodze do miasta miałem wypadek.-westchnął.

Takano | Jun pisze...

Jun
-nie dasz rady czego?-spytał mężczyzna stojąc w drzwiach. Był trochę niezadowolony że chłopak nic mu nie mówi. Nie wszedł w głąb pokoju i stał w drzwiach.-na stole są słodkości o które prosiles. Mam zawolac Keia?-spytał starając się jeszcze zachowywać spokój.

Takano
-ale musisz mu mówić...nie sądzisz że powinien wiedzieć?-uniósł delikatnie brwi.-co?!-zakrztusil się mandarynka. Wziął kilka wdechow.-a po co ci to wiedzieć i czemu mnie pytasz?-spytał nadal zaskoczony.

Takano | Jun pisze...

Jun Zaciągnął się kilka razy wydychajac parę wodną. Poszedł na górę po Keia. 'nie jestem głuchy' powiedział rozdrazniony i zapukał do pokoju mężczyzny. Sądzę że próbował wszystkiego żeby dotrzeć do Ryu, sądził że ustalili że nie będą się oszukiwać. Najwidoczniej się mylił.Takano-ech...No jak ja go kiedyś...-mruknął.-słuchaj...ale tak go bardziej martwisz. Jak mu będziesz wszystko mówić to będzie się czuł pewniej. I będzie mógł cię wspierać. Proste.-pstryknal palcami.-no wiesz ja...nie wiem jak ci to wyjaśnić. To jest...sam dopiero teraz dowiaduje się jakie to uczucie z ukochaną osoba. To jest dopełnienie miłości. Zbliżenie dwóch ciał. Przyjemność...z reszta...nie powinien cię w to wprowadzać twój facet?

Takano | Jun pisze...

Jun
Uderzył pięścią w futryne nie wszedł jednak w głąb pokoju.
-krzywdzisz mnie tym że nie mówisz mi jak się czujesz. Nie lubie kiedy mnie oszukujesz udając że wszystko jest ok. Prawda jest taka że nie jest. Mam dość tego że mnie oszukujesz. Myślałem że już ustaliliśmy, że żaden z nas nie będzie w ten sposób oszukiwał drugiego.-mruknął dość chłodno.

Jun
-może o nie jest proste.-wzruszył ramionami.-kwestia podejścia. No i co tu tłumaczyć? Pierwszy raz to oj będzie prowadził.-zauważył-no i niby czemu nie umiesz z nim i tym rozmawiać? To w końcu część waszego związku.

Takano | Jun pisze...

Jun
-nie traktuje cię jak dziecko! Ale tak się składa że ty nie traktujesz mnie jak dorosłego i to bardzo często. Żadnemu z nas nie jest łatwo i przestań bredzic w gorączce. Nie będzie łatwiej. Ryu...przecież już nie raz co mówiłem żebyśmy przeszli przez to razem.

Takano
-w ten sposób do niczego nie dojdziecie. Od zawsze jestem zdania że rozmowa najlepiej rozwiązuje tego typu problemy. Nie powinieneś mieć problemów typu nie porozmawiam bo palne coś głupiego.

[idę spać ^^ branoc]

Takano | Jun pisze...

Jun
Westchnął ciężko łapiąc poduszkę w locie. Odniósł ją na miejsce.
-może i nie masz na tyle wysokiej a jednak bredzisz.-mruknął wychodząc z pokoju. Odkopal ze swojej szafy dwie puszki piwa i zdecydował się upic. Walnal się na łóżku i spokojnie zaczął pić alkohol.

Takano
-może nie wiem...powinniście usiąść i tak na spokojnie porozmawiać? Albo po prostu bądź z nim szczery i w ogóle?-zaproponował już nie wiedząc co mjr poradzić.-powiedz mu czego oczekujesz, czego chcesz. On w zamian powie ci to samo i po kłopocie.

Takano | Jun pisze...

-wiem że jest z nim źle ale...ale chce żeby na mnie polegał. Denerwuje mnie to że nic mi nie mówi. Że mnie oklamuje. Będzie dobrze...ja to wiem...innych opcji nie ma.-mruknął patrząc na zdjęcia.-była piękna...widać że byli sobie bliscy. Kei...on wyzdrowieje. Musi. I będziemy szczęśliwi.-otarł łzy który zaczęły płynąć po jego policzkach.

Takano
-właśnie postaraj się też jego rozumieć. Dam sobie rękę odciąć że chce cię wspierać.-uśmiechnął się.-nie jest idealny. Tomo ma problemy że snem, alkoholem i narkotykami. Ja po tym wypadku boję się zasnąć...boję się że się nie obudze. Nie jest idealny ale siebie wspieramy. Na tym polega bycie w związku.

Takano | Jun pisze...

-tylko Ryu nie...już pierwszego dnia zszedł do mnie na dół...a tydzień później zniósł krzesełko.-przypomniał sobie patrząc na zdjęcie z lekkim uśmiechem.-przynosił zawsze coś słodkiego. -otarł łzy.-więc powiedz mi czy ta jego pokretna logika na temat uszczesliwiania mnie tłumaczy też to że chwilę temu powiedział że chce się rozstać? Nawet jeśli jest chory to chce z nim być bo go kocham. Wieżę że wyzdrowieje...wiec czemu on mówi takie okropne rzeczy?-spytał przezycajac kartkę w albumie.

Takano
-sądzę że on ciągle stara się zrozumieć. Ale ty musisz zrozumieć też jego.-zauważył kładąc skorke od mandarynki na szafce.-dla mnie też nie jest to łatwe. Ale jakim byłbym chłopakiem jakby nie wspierał Tomo? I nawet jeśli opowiada mi i złych rzeczach ze swoje przeszłości to mimo wszystko cieszę się że.mk o nich opowiada. Że mi ufa i mnie nie oklamuje. To ważne w związku.

Takano | Jun pisze...

-właśnie o to chodzi. Żeby się nie poddawał...żeby żył...-westchnął.-będąc że mną wciąż walczy. A o to chodzi. Nie chce żeby się poddał. Nie zgadzam się żebyśmy zerwali. Chce go wspierać...-westchnął zaciągając się e-papierosem.Takano-ale da się temu zapobiec. A jeśli chodzi o ciebie...to nadal możesz walczyć. Nawet dla siebie...bo chyba nie chcesz umrzeć?

Takano | Jun pisze...

-ja też się kuzwa boję!-warknal w końcu wypowiadając to na głos.-też się boję. Ale nie mówię że lepiej jak zerwiemy. Jutro zawioze go do szpitala a tam się nim zajmą. Nie umrze a co za tym idzie nie zlamie danej mi obietnicy. Ech...ja też chce żeby był szczęśliwy...widze cały czas jak mu ciężko.

Takano
-ech...po prostu masz kryzys...słuchaj. Daj sobie czas. Znów zaczniesz walczyć żeby przeżyć. Masz dla kogo ale najważniejsze żebyś robił to też dla siebie.

Takano | Jun pisze...

-Daj spokój ja sam już zaczynam się poddawać. Nic mi nie mówi i ciągle kłamie. Kiedy się go pytam jak się czuje to się na mnie denerwuje. I taka z nim ostatnio rozmowa.-mruknął.-Jasne że się go spytam, za to że próbuję nikt mnie nie zabije. Ale nie chcę żeby on się poddał. Nie mogę go też na siłę trzymać przy sobie.-westchnął czując się jak w labiryncie bez wyjścia.

Takano
-Ja? Mam wrażenie jakbym w czasie snu słyszał głos Tomo. Ale taki cichy i odległy. Chciałem słyszeć go głośniej, ale nie mogłem. Jak byłem w śpiączce nic mi się nie śniło, dla mnie minęło jak z bata strzelił. Nie wiedziałem nawet ile spałem.

Takano | Jun pisze...

-ja już nie wiem. Kei nie wiem co mam zrobić. Nic na niego nie działa. Może tobie uda się z nim porozmawiać ale wątpię. Proszę...efekt zupełnie nie zamierzony ale zaczyna mi się udzielać to że on się poddaje. Tego właśnie chce? Żebym sobie odpuścił? Znów zaczął być niedostępny dla was?

Takano | Jun pisze...

Takano
-tak jakby...tak mi się wydaje że to dzięki temu że mi śpiewał i w ogóle. Że był i mnie wspierał.-uśmiechnął się.-no dokładnie jakbym spał godzinkę. A potem mi powiedzieli że spałem miesiąc...

Takano | Jun pisze...

-wiesz to pewnie nie wyjdzie celowo. Ale znów zacznę być śmierdzącym fajami gburem. Bo rzucam dla niego.-wstał i wyszedł za nim. Ruszył prosto do swojego pokoju biorąc zaczętą puszkę piwa i powoli z niej pijąc.

Takano
-Tak zdziwiłem. Jest lepiej. Tomo przychodzi codziennie. Rodzina też mnie odwiedza. Jak tylko skończą obserwacje będę mógł wyjść. A potem tylko wrócę na zdjęcie gipsu. Czuję jakbym pewną walkę już wygrał. Teraz pora na ciebie.

Takano | Jun pisze...

Zapalił światło i spojrzał w stronę łózka. Westchnął ciężko i z powrotem odłożył puszkę. Wszyscy byli przeciwko niemu, nawet upić się nie mógł. Odkrył kawałek głowy chłopaka.
-Co tutaj robisz? Udusisz się jak będziesz tak siedział cały pod kołdrą.-westchnął nie siadając na łóżku.

Takano
-I to twoim zdaniem jest ok? Poddać się? Dać za wygraną? Gdyby Tomo się poddał walce z nałogiem to pewnie już by nie żył...albo leżał w jakim rowie. Nie poddał się i wygrał. Czytałem kiedyś takie jedno zdanie..."dopóki walczysz jesteś zwycięzcą" czy coś podobnego.

Takano | Jun pisze...

-Nie chcę się przy tobie upijać.-mruknął tylko siadając na krześle.-przeprosiny przyjęte.-odezwał się po dłużej chwili.-Ale nie mów więcej takich rzeczy. To boli najbardziej. Wiesz jak bardzo cię kocham...nie chcę żebyśmy zrywali. Twoje słowa bardzo mnie zasmuciły.-przeniósł się na łóżko jednak tylko na nim usiadł.

Takano | Jun pisze...

Takano
-Wtedy należy podnieść się i walczyć dalej. Żeby nie dać się pokonać. Tego nauczył mnie mój sensei.-uśmiechnął się lekko.-pewnie będę. Jak już zdejmą mi gips. A ty już leć na badania.

Takano | Jun pisze...

-może tak, normalnie? Szczerze? Próbowałeś tak?-powiedział trochę chłodniej niż zamierzał.-Ryu...jak to się stało, że tak trudno jest ci ze mną rozmawiać?-spytał już łagodniej.

Takano
-Nie uznałbym bo pewnie się tutaj nudzisz ale spoko, możesz wpaść jutro skoro tak uważasz.-pomachał mu.-A zapomniałbym. Tomo przyniósł mi bułeczki. Weź sobie kilka.-zaproponował.

Takano | Jun pisze...

-A jak mam inaczej patrzeć skoro wiem że cię boli? To jasne że się martwię. A czasem przesadzasz. Ale mimo wszystko chcę być blisko ciebie i chcę żebyś się mi zwierzał. Bardziej mnie ranisz kiedy nic mi nie mówisz. Wtedy martwię się jeszcze bardziej bo sam dopowiadam sobie wszystko....Misiek...po prostu powiedz mi co czujesz.-szepnął kładąc go z głową na swoich kolanach.

Takano
Następnego dnia jeszcze przed odwiedzinami Tomo i zaraz po swoich badaniach postanowił odwiedzić chłopaka. Coraz lepiej panując nad wózkiem spokojnie wjechał do jego sali. Przywitał się ze wszystkimi skinieniem głowy.

Takano | Jun pisze...

-kochanie...nie zacznę brać narkotyków. Rzucam palenie, przecież wiesz.-pogłaskał go po policzku.-Rozumiem, taka ciągła walka potrafi zmęczyć...ale to nie jest powód żeby się poddawać. Zaczniesz wygrywać. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. Też się boję...ale wierzę że wygrasz i będziemy razem szczęśliwi. Przecież chciałeś wyjechać na studia, otworzyć studio fotograficzne i wybudować dla nas domek. Co się stało z tymi ślicznymi marzeniami. Przesłonił je strach?

Takano
-dziękuję.-uśmiechnął się.-Nabrałeś kolorów.-zauważył wspominając jaki ostatnio był blady.-No nie wiem...z tymi wyścigami to może być ciężko, jak tylko będę się czuł lepiej to będę o kulach śmigał.

Takano | Jun pisze...

-Och kochanie...wiem że to nie łatwe ale myśl że jej dożyjesz. Że będziemy razem żyć długo i szczęśliwie. Chodź i usiądź póki się nie uspokoisz bo utoniesz we własnych łzach.-posadził go sobie na kolanach w pozycji pół leżącej.-Spełnij swoje marzenia.

Takano
-Zdecydowanie nabrałeś kolorów na buzi więc chyba działa, co? Przestanie boleć.-zapewnił podjeżdżając trochę bliżej. -Skoro siedzieć nie możesz to jak ty chcesz się ścigać? Nie wygłupiaj się no i...ja to jeszcze tak dobrze nie jeżdżę. Przegrałbym z kretesem.

Takano | Jun pisze...

Przez tą godzinę głaskał go po plecach i nucił jakąś melodię. Ułożył go na łóżku kiedy tylko zasnął i okrył go kołdrą. Później włączył swojego laptopa podłączając do niego słuchawki i puszczając płytkę którą dostał od chłopaka na święta.

Takano
-Jak będziesz się czuł na siłach.-zaproponował optymalne rozwiązanie.-wiesz...może jeździł jak był mały? Tak dla zabawy? No i też miał okres gdzie leżał w szpitalu.

Takano | Jun pisze...

-JAK TO CO PLANUJE!? ROZJEBAĆ MI ZWIĄZEK I POWIEDZIEĆ TOMO PRAWDĘ O JEGO OJCU!-wrzasnął podnosząc i a później opadając ciężko na poduszki.-Nie ma dobrych stosunków z wujkiem. Z matką też ale nie znam szczegółów...jak on tam będzie to to będzie katastrofa...on nie może tam być...nie może....

[jaki z ciebie miłosierny samarytanin XD

Takano | Jun pisze...

[gome...nie tu....]

Takano | Jun pisze...

-Dzień dobry.-przywitał się.-Wczoraj z Keiem uzgodniliśmy, że on cię wiezie.-poinformował go siadając na łóżku.-Jedziesz po śniadaniu.-dodał głaszcząc go po policzku.

Takano
-Nie wiem...wszystko zależy od lekarzy. Na wózku jednak ciężko mi się jeździ...Jak Tomo przychodzi to mnie wozi a tak to jakoś cobie radzę. Dzisiaj jestem z siebie dumny pokonałem większy dystans niż do łazienki i z powrotem-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-A tak jakoś...myśleliśmy że z tobą pogada jak będziecie jechać. Myślałem, że chcesz wracać...ale nie ma parcia. Możesz zostać jeszcze jeden dzień...tak sądzę.-uśmiechnął się łagodnie.-Nie masz już gorączki.-zauważył kiedy dłonią dotknął jego czoła.

Takano
-Nie trzeba.-zaśmiał się.-jedz, jedz. Ja dla ciebie mam pierniczki. Jeszcze ze świąt. Według przepisu Tomo, świetne mu wyszły.-podał mu woreczek.

Takano | Jun pisze...

Przebral się i poszedł do jego pokoju.
-mogę z tobą posiedzieć? Podoba ci się aparat? Wiesz stałem przed półka bardzo długo i stwierdziłem że ten będzie ok...-usiadł na krześle przed jego łóżkiem.

Takano
-nie jeszcze nie...jeszcze nie idzie mi tak dobrze jazda na wózku...jutro pojedziemy. Nie zmuszaj się do siadania-poprosił.

Takano | Jun pisze...

-cieszę się że jesteś z niego zadowolony.-uśmiechnął się jednak po chwili momentalnie wstał i zaniósł go do łazienki.-skarbie...może jednak lepiej będzie jeśli cię dzisiaj zawioze do szpitala? Tam się tobą zajmą..
-zmartwiony podał mu ręcznik.

Takano
-więc się nie przemeczaj. Proste. W ten sposób jego nie będziesz martwił a sobie polepszysz sytuację.-uśmiechnął się łagodnie.

Takano | Jun pisze...

-jest źle prawda Kei?-spytał kiedy mężczyzna zamknął drzwi od pokoju Ryu i zostali sami na korytarzu.-ty prowadzisz...ja nie dam rady...ech...pomogę mu się spakować.-westchnął stojąc z ręką na klamce.

Takano
-no jasne. Więc niech tak nie wychodzi. Odpoczywaj. Dobrze ci radzę. Posłuchaj dorosłego.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-hej kotek...spakuje ci rzeczy. Jeśli możesz to powiedz mi co chcesz a ja ci to zapakuje.-wymusił uśmiech i wziął torbę.

Takano
-co?-zakaslal.-em...to on se miejsca wymyśla...ja jestę niewinny...-jęknął.

Takano | Jun pisze...

-kotek...nie zepsules. Mimo wszystko spędziliśmy miło dwa tygodnie. Jest ok. Nie martw się teraz o to. W przyszłym roku będzie jeszcze milej.-wziął jego aparat i spakowal razem z innymi gadzetami.-pobawisz się nimi w szpitalu.-ucałował go w policzek.

Takano
-no podoba, podoba.-przyznał w końcu.-gdzie? Hmmm w pociągu...salonie...na podłodze...raz nam się udało w łóżku...na imprezie gdzieś pod ścianą...i w szpitalnej łazience. Chyba że o czymś zapomniałem...

Takano | Jun pisze...

-jest śliczna. Będę jej słuchał na dobranoc.-uśmiechnął się szczerze. Spakowal laptopa i usiadł przy jego łóżku.-laptop spakowany. Jeśli bedziesz chciał to zawsze będziemy mogli porozmawiać. Nawet jeśli akurat będę pracował. Obiecuje. Zawsze jestem do twojej dyspozycji.

Takano
-aż?-uniósł brwi. On nie uważał żeby to było dużo-masz 17 lat. To normalne że się boisz. Jesteś jeszcze młody i masz czas.-zapewnił z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-już je pakuje spodziaku.-spakowal słodycze to torby i wrócił na miejsce.-coś jeszcze? Zastanów się dobrze. Najwyżej przywiozę ci przy odwiedzinach.

Takano
-no...jest starszy to fakt. Ale nie zmusza cię, co? Więc pewnie mu to nie przeszkadza. Wiedział na co się pisze wiążąc się z młodszym od siebie o 10 lat chłopakiem. Ty też nie możesz nic na siłę. To ma cię cieszyć.

Takano | Jun pisze...

Opatulil go jeszcze kocem i delikatnie wziął na ręce. Zniósł go na dół i posadził na tylnym siedzeniu siadając obok niego i kładąc sobie jego głowę na kolanach.
-będzie dobrze skarbie.-zapewnił gpaszczac go po policzku.

Takano
-więc musisz jak najszybciej wygrać dwie walki. Z chorobą i ze strachem. Trzymam kciuki.-poklepal go po dłoni.

Takano | Jun pisze...

Spojrzał na niego zaskoczony by po chwili wybuchnąć szczerym śmiechem. Już dawno nie był tak wesoły.
-nic mi nie jest.-odpowiedzial wstając.-ale ty też wygladasz o niebo lepiej. Kolory ci wróciły i zaczynasz wariowac. I włosy zaczynają odrastac.-wyliczył plusy i dał mu caluska.

Takano
-ale czy ja mówię że jest? Nie jest. Ale jest do zrobienia. I nie możesz zaprzeczyć.-oznajmił celujac w niego palcem.

Takano | Jun pisze...

-oj kochanie ale się jeszcze nie przemeczaj.-przytulil go mocno po czym się wyprostowal.-ale już zaczynają rosnąć. Tylko patrzec jak będą takie jak kiedyś. I znów będę się mógł nimi bawić jak będziesz mi leżał na kolanach. I wygladasz lepiej. Rumience ci wróciły. Jak mam się nie zachwycać? Cieszę się. Oby tak dalej.-położył dłoń na jego ramieniu.

Takano
-to skoncentruj się na jednej a później na drugiej. Po kolei. Nic na siłę. Na seks macie czas więc póki co zostaw odwagę w spokoju.-podał mu takie rozwiązanie.

Takano | Jun pisze...

-a ja staram się cieszyć z każdej nawet najmniejszej poprawy. Nie zabraniaj mi tego.-poprosił siadając na krześle na przeciwko niego.-mam luz. Jakby nie patrzec jesteśmy w japonii a tutaj większość osób wybiera kreacje. Teraz nne nie było długo bo wezwali mnie do Tokio przepraszam. I niedługo znów będę musiał wyjechać. Opowiedzieć coś studentom i takie tam...-wzruszył ramionami.-wybacz...

Takano
-eee nie. Najpierw się wylecz a później seks po kontach. Jak będziesz miał więcej siły to będzie fajniej. Zaufaj mi. Poza tym Jun nie będzie chciał jak będziesz osłabiony. Tak mi się wydaje.

Takano | Jun pisze...

-oj skarbie...ja i tak otrzymuje ładną relacje od Keia.-przypomniał mu. --No i...teraz jadę na trochę dłużej...siedzę w Tokio tydzień. Może znajdę czas żeby coś ci kupić. Powiedz tylko co. Ale będziemy mogli rozmawiać na skypie. Obiecuje wchodzić wieczorem.-złapał go za dłoń i uśmiechnął się lekko.

Takano
-oj...troskliwy jest. Nie chce cię męczyć i chce żeby było ci jak najlepiej. Żebyś się z nim wtedy dobrze bawił. No i na pewno nie chce cię męczyć. Spróbuj następnym razem jak będziesz miał okazję. Ale musisz się dobrze czuć. Bo inaczej znów ci odmówi.

Takano | Jun pisze...

-to będzie długo wyjazd...chyba tydzień jak nie dłużej. Wybacz. Przywiozę co będziesz chciał najwyżej mi jeszcze powiedz jak będziemy rozmawiać. I jak znajdę czas to wszystko ci kupię. Obiecuje.-uśmiechnął się.-źle się poczules?-spytał kiedy chłopak się położył.

Takano
-ale ja wcale nie powiedziałem że w szpitalu. Takie pomysły to ma tylko Tomo. Jak już będziesz w domu. To wtedy jak nadazy się okazja to możesz go namówić. Myślę że by się zgodził.

Takano | Jun pisze...

-mou...nie strasz mnie tak gluptasie!-westchnął.-jak wyjadę to też będę się martwił...ale będziemy rozmawiać co trochę mnie uspokaja. Postaram się wrócić wcześniej...na prawde nie lubie Tokio. Ale nic nie mogę poradzić że mnie tam wzywają.-westchnął.

Takano
-ale on chyba ma swój pokój nie? A możecie być przecież cicho. A jak nie to ja wam chętnie udostępnie pokój w moim domu. A sam wybede na jeden dzień.-puścił do niego oczko.-jestem wiele winien Junowi między innymi za to że zajął się Tomo jak ja spałem.

Takano | Jun pisze...

-ale ja serio nie lubie tego miasta...staram się ograniczać moje wizyty w nim do minimum.-westchnął.-nie denerwuj się proszę...-dodał oglądając zdjęcia.-śliczne...kochanie studia byłyby dla ciebie czymś wspaniałym...musisz się na nie wybrać.-uśmiechnął się oddając mu aparat.

Takano
-ech mały...jeśli to ma być twój pierwszy raz to serio normalne. Jak raz się przemozesz i ci się spodoba to pójdzie z górki. Zaufaj mi.

Takano | Jun pisze...

-do kostnicy? Po co?-zaskoczył się.-raz się dla ciebie przemoge i pojedziemy zrobić razem wspomnienia. Zrobimy zdjęcia i pojedziemy na diabelskim młynie. Obiecuje.-uśmiechnął się.

Takano
-och...przez to na pewno ci ciężej.-wziął go za rękę.-w ten sposób musisz po prostu stworzyć miłe wspomnienia.

Takano | Jun pisze...

-no tak...już wiadomo skąd zawód.-zaśmiał się. Objął go delikatnie.-ech...kochanie...po pierwsze jesteś jeszcze młody. Po drugie jesteś po gwałcie...to normalne że jest ci ciężko. A i nie raz ci mówiłem że mi to nie przeszkadza jeszcze.

Takano
-ech...ja tam sądzę że on cię rozumie. Tylko...dzieli was różnica wieku...ale chyba nie naciska na ciebie, nie?

Takano | Jun pisze...

-och kotek...no chciałbym...ale przecież mamy czas. Nie spieszy mi się.-zapewnił tulac go mocno.-utulam się jak mocno będziesz chciał. Skarbie...ja wiem że dużo razy nam nie wyszło ale w końcu nam się uda...

Takano
Zaśmiał się cicho.
-naciskasz? Chcesz jak najszybciej pozbyć się strachu i złych wspomnień? Może poczekaj aż wyjdziesz ze szpitala i będziesz miał więcej sił?-zaproponował.

Takano | Jun pisze...

-dzialasz...skarbie bardzo dzialasz...-odparł będąc teraz rozdartym pomiędzy tym co mimo wszystko by chciał a tym co słuszne.-tylko kochanie...bo widzisz...jesteśmy w szpitalu. Każdy może wejść i...w sali są twoi koledzy...-odparł wahając się nad tym czy zabrać jego rękę.

Takano
-Hmmm z reguły staram się spełniać jego prośby i zachcianki. Chce żeby było mu ze mną dobrze i żeby był szczęśliwy. -odparł z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-pójdę z tobą.-zdecydował wstając z łóżka.-skoro mogę to pójdę z tobą.-dodał idąc obok niego.-a jak co ogólnie idzie? Coraz lepiej chodzisz?-spytał spokojnie.

Takano
-nie wiem ile to według ciebie jest dużo.-zaśmiał się.-czasem o coś poprosił i w miarę możliwości staram się to spełniać. Czasami nie mogę ale wtedy staram się to mi wynagrodzić.-wyjaśnił spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-oj kochanie...ja sobie dam radę. Przypomina mi to jak pomagałem Tomo. Były takie sytuacje gdzie nie mógł utrzymać się na nogach. Wtedy mu pomagałem znów zacząć chodzic.-opowiedzial.-więc tobie też pomogę. Tylko stań na nogach. Złapie cię tylko mi zaufaj.-uśmiechnął się zachęcająco.

Takano
-nie mam jakiś specjalnych zachcianek. Lubie kiedy mi gotuje. Sam umiem ale lubie jeść to co on mi przygotuje.-wruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-Ech nie...ja tak nie mogę.-westchnął.-Będzie dobrze. Wiem że boisz się upadku ale musisz przenosić ciężar na nogi. Lekarzowi się to nie spodoba ale zrobimy to po mojemu, ok? Spróbujemy?-Wciąż go trzymając.

Takano
Zaśmiał się wesoło.-czyli rozumiem z Tomo też przeprowadzasz taki wywiad?-wziął głęboki wdech.-Nie wiem co. Ja go po prostu kocham. Takiego jakim jest, razem z wadami. Lubię kiedy mi coś gotuje, kiedy razem pieczemy i kiedy mi śpiewa napisane przez siebie piosenki w tym te dla mnie.

Takano | Jun pisze...

-Po prostu mi zaufaj.-poprosił przekładając go w swoich ramionach żeby chłopak stał tyłem do niego.-zegnij ręce w łokciach tam żeby tworzyły kąt prosty.-polecił mu łapiąc go za łokcie i w zasadzie na nich utrzymując chłopaka.-Będę tam pilnował żebyś nie upadł. A teraz powoli przeniesiemy ciężar ciała na nogi, ok?

Takano
-Czego nie lubię? Czasem jest strasznie uparty.-zaśmiał się.-no i czasem to typ samotnika i wiem że wspólne mieszkanie jest w odległej przyszłości. Nie wiem czy coś jeszcze w nim nie lubię.-wzruszył ramionami.-A ty coś nie lubisz w Junie?

Takano | Jun pisze...

-Więc na dzisiaj kończymy.-wziął go na ręce i posadził na wózku.-Ale szło ci dobrze.-pochwalił go.-robisz postępy i niedługo na pewno znów będziesz chodził.-uśmiechnął się kucając i kładąc dłoń na jego udzie.-tylko musisz w siebie trochę bardziej wierzyć.

Takano
-No aż tak źle. Może później wszystko się ułoży i zamieszkamy razem. -wzruszył ramionami i wysłuchał go spokojnie.-No bo mimo wszystko jest starszy...ale skoro nawet to w nim kochasz.-uśmiechnął się.-Tomo mi mówił że chcesz studiować fotografię. Ciekawy kierunek.

Takano | Jun pisze...

-Nie prawda. Kilka razy ja cię tylko asekurowałem. Było ok. Z resztą to dopiero początek, daj sobie trochę więcej czasu, ok? Będzie dobrze. Jutro jadę do Tokio a jak po tygodniu wrócę to na pewno już będziesz mógł sam stać.-objął go lekko.-Wracamy do sali?

Takano
-Studio? To świetne marzenie.-uśmiechnął się biorąc od niego aparat.-I świetne zdjęcia. Masz talent.-pochwalił go.

[a tak w ogóle to wesołych świąt ^^]

Takano | Jun pisze...

-jasne że przywiozę. Coś na pewno wymyśle i znajdę. Zrobię sobie wypad na zakupy.-obiecał wjeżdżając do sali i kładąc chłopaka na łóżku.-a ty odpoczywaj. Porozmawiamy na skypie jak będę miał chwilę wolnego.-dodał.

Takano
-a marzenia należy spełniać.-uśmiechnął się.-będzie dobrze, wystarczy że powoli będziesz dążył do wyznaczonego celu.-uniósł kciuk do góry.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna nie siedział przy nim długo. W końcu z samego rana musiał jechać. Jak tylko dojechał do Tokio i udało mu się zaparkować przed domem swojej pani psycholog która została jego przyjaciółką i pozwoliła mu zanocować, zadzwonił jego nauczyciel i musiał jechać do uniwersytetu. Po męczącym wykładzie marzył tylko o gorącej kąpieli i łóżku jednak jak wrócił czekała go długa rozmowa z panią psycholog i dopiero później spanie. Następny dzień jak się dowiedział miał wolny więc wyszedł na zakupy.

Takano
-Aj daj spokój...no jasne że mu będzie smutno bez ciebie obok 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu, ale możecie się odwiedzać. Na pewno cię puści.

Takano | Jun pisze...

Popatrzył na niego szczerze zdziwiony.-takie pytania do wypracowania? Co to za temat?-pokręcił głową.-Widziałem moją mamę po balsamowaniu stąd to zainteresowanie. No i cieszę się kiedy widzę ulgę na twarzach członków rodziny osoby balsamowanej.-odpowiedział na pierwsze pytania.-A jeśli chodzi o seks...sam w sobie raczej nie jest zły. To znaczy jeśli...robią to dwie osoby które się kochają to jest to uzupełnienie ich uczucia. Pod przymusem jest to zdecydowanie coś złego.

Takano
-proszę bardzo. A teraz będę już lepiej leciał. A ty odpoczywaj.-pomachał mu i odjechał do siebie.

Takano | Jun pisze...

-to same dobre wieści!-ucieszył się unosząc go delikatnie i obracając wokół swojej osi.-włosy ci urosły...kolorki wróciły...świetnie.-postawił go na ziemi.-i w końcu będziesz w domu...będę trzymał kciuki za twoje testy.-dał mu calusa w policzek.-twoja pani doktor mnie po drodze zaczepila. Prosiła żebym przyszedł, jak myślisz czego może chcieć?-spytał z ciekawości. Poszedł usiąść na laweczce.

Takano | Jun pisze...

-skoro tak kochany to niestety ale nie będziesz mnie podgladal w pracy. Tam jest masa zarazków. Ostatnio z resztą mało mam tutaj...czasem 4 w tygodniu...częściej jeżdżę do Tokio...-odparł nie wspominając jak bardzo mu zimno po tych wyjazdach. -mmmm stesknilem się za twoimi obiadkami.-rozmarzyl się.-i za tobą w domu też się stesknilem....

[a tak w ogóle to kiesy Reiko rodzi? XD i btw. Jak tam studia? Luzik że wchodzisz?]

Takano | Jun pisze...

-oj no nie wiem...-zagryzl warge. Wiedział że chłopaka nie brzydzi jego praca jednak nadal czuł się nie pewnie.-Ech Ryu-chan...to nie jest takie proste. Na tych wyjazdach lokuje się u mojej psycholozki i całą noc mnie nie ma bo pracuje nad trupami. A jak wracam to...jest mi zimno i...to tak jakbym stracił całe ciepło. Wstydzę się tego jak wtedy wyglądam...-wyjaśnił cicho.

[spoko ^^ studiuj i poprawiaj ^^ i wchodz przy większym luzie.]

Takano | Jun pisze...

-Ech no dobra...zabiore cię ze sobą jak będzie okazja. Tylko najpierw się spytał czy Yuuki-san nie będzie miała nic przeciwko...bo zostaniemy i tak u niej. Ma dość duży dom. Ale mniejsza o to...na noc zostaniesz sam a ja wtedy wrócę nad ranem. I nie będziesz mógł nigdzie sam wyjść. I będziesz się słuchał gospodyni...jeśli to obiecasz to cię zabiore.-zdecydował cicho wzdychajac i dając mu calusa.-jesteś jak uroczy że nie umiem ci odmawiać.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-niczego innego nie oczekuje. Masz być grzeczny to pójdziemy na pyszne okonomiyaki.-uśmiech nie schodził mu z ust.-i nie przestrasz się mnie proszę...wyglądam koszmarnie wtedy...-westchnął nie chcąc się przed nim takim pokazywać.-ale do wyjazdu jeszcze czas w sumie...mogą zadzwonić nagle.-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-no uniwerek to jeszcze mógłbym pokazać...pokój raczej nie bardzo. Ni chyba że na zdjęciach które mam w swoim pokoju.-zaśmiał się.-zobaczymy ile zdążymy...jak będę bardzo zmęczony po nocy to zobaczymy zapewne mniej. Ale do tego jeszcze czas kochanie. Chociaż widzę jak się cieszysz.-uśmiechnął się do niego poglaskal po włosach.-jakie miękkie.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-no tak...w końcu coraz lepiej się czujesz.-wstał i ruszył za nim.-to czemu mojej bluzy nie ubrałeś? Przecież wciąż ją masz...-zauważył spokojnie otwierając mu drzwi.-dobrze nie będę. Jesteś moich chłopakiem i jak będę cię traktował. Słowo...grzeczny będę.-obiecał od razu zamykając za nimi drzwi.

Takano | Jun pisze...

-ale wszystko ok? Żadnych gorączek ani nic takiego nie masz?-spytał od razu.-może wezmę bluzę do prania? Jutro przywiozę...będzie świeża i sucha.-zaproponował.-właśnie kochanie jak tam rehabilitacja? Z nogami lepiej? Jak ci idzie chodzenie?-zasypał go pytaniami.

Takano | Jun pisze...

-ech...uważaj na siebie trochę...-westchnął ciężko.-a co do rehabilitacji to dobrze. Kolejne dobre wieści...tylko czekać aż znów zaczniesz sam biegać.-uśmiechnął się dumny że swojego aniołka.-jesteś świetny. Dzielnie walczyles.

Takano | Jun pisze...

-no ale...-westchnął uznając że nie będę sie kłócił.-jak dla mnie i tak jesteś super. Poniosłeś się i w ogóle...cieszmy się że jest dobrze.-powiedział spokojnie.-i uroczo ci w tej fryzurze mimo że wolę ciebie w dłuższych.-wyznał spokojnie idąc za nim.

Takano | Jun pisze...

Usiadł jak zwykle na krzesełku przy łóżku. Było to już jego stałe miejsce.- a jak apetyt? Poprawił się trochę.-spytał kiedy lekarka już poszła. Przed wyjściem przypomniala że ma do niej zajść

Takano | Jun pisze...

-No ja wiem że na słodycze to ty zawsze chętny. Jutro coś ci przywiozę. Ale masz ładnie jeść bo to będzie nagroda i deser.-ostrzegł celujac w niego palcem.-kocham cię, wiesz?-spytał patrząc na niego z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-coś słodkiego. Jeszcze zobaczysz.-zaśmiał sie przesuwając się bliżej żeby pobawić się jego włosami.-więc dzisiaj zabiorą ją do domu. Och kochanie...nareszcie wrócisz. Tak bardzo się cieszę.-szepnął ucieszony.

[ok...idę spać bo jutro do szkoły i muszę być wypoczeta ^^ dobranoc]

Takano | Jun pisze...

-to nic kochanie...to nic.-położył się obok niego i poglaskal delikatnie po policzku.-po prostu wracamy do punktu wyjścia. Musimy ładnie o ciebie dbać żebyś znów tutaj nie wylądował. Będzie dobrze.-zapewnił spokojnie z delikatnym uśmiechem.-ja się ciebie też bardzo kocham. Bardzo.

Takano | Jun pisze...

-jasne wybiorę. Jak do jutra wyschnie to przyniosę. A jak nie no to trudno...ale.myślę że wyschnie.-uśmiechnął się glaszczac go pp włosach po już trochę się za tym stesknil.-jasne przekaże mu.-włożył pendriva do kieszeni spodni.-a co tam masz za zdjęcia?

Takano | Jun pisze...

-cały ty...-uśmiechnął się dając mu calusa.-chciałbym mieć kilka zdjęć z tobą. Zrobimy sobie jak wrócisz do domu? Co byś chciał porobic?-spytał tulac go do siebie.-zorganizuje jakiś czas...chcesz?

Takano | Jun pisze...

-mhm nie głupoty...to takie zwykle rzeczy które zawsze robiles. Normalne że chcesz je robić. Przed swoją pracownią zostawię ci maskę.-uśmiechnął się do niego.-porobimy ci będziesz chciał. Pospelniam twoje życzenia.

Takano | Jun pisze...

-Ech...no mój kochany ja ci w sumie obiecałem że no...że znów spróbujemy.-przyznał spokojnie glaszczac go po czerwonym policzku.-tylko właśnie obawiam się że znów nam nie wyjdzie...i że tym razem to odbije się na mojej psychice.-wyznał cicho.

Takano | Jun pisze...

-jasne...spróbujemy...-uśmiechnął się.-zaraz...zaraz...ze wszystkim? Ale jak to...to o nas i że jakoś nie możemy się zbliżyć też? Znaczy...to raczej dobrze...i no pomogła jakoś?-spytał w miarę spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-no tak...przepraszam że wtedy krzyczałem...-mruknął źle się z tym czując.-źle zrobiłem. Ale po prostu na za dużo liczyłem i wyszło jak wyszło. Już nie będę krzyczał.-obiecał dając mu calusa.-ty się tak starasz...i pani psycholog tak ci pomaga. Będziesz do niej jeździł po wyjściu?-spytał dając mu jeszcze jednego calusa.

Takano | Jun pisze...

-no dobrze...więc autobusem. Nie mogę cię przecież ciągle nadzorować no i obiecałem nie trzasc się nad tobą. No i masz tutaj przyjaciół których chcesz spotykać a ja mam pracę. Chociaż ostatnio są luzy.-zaśmiał się.-kocham cię i cieszę się że już jest lepiej.

Takano | Jun pisze...

-Ojooj...kochanie...jakoś damy radę koszmarkom...-zapewnił glaszczac go po włosach.-a teraz spij aniolku...bo pewnie zmęczony jesteś. Przyjdę jutro cię odwiedzić.-dodał planując zostać póki chłopak nie usnie.

Takano | Jun pisze...

Jun przyjechał po niego dwa tygodnie później. Kupił mu trochę czekoladek i wyszedł z samochodu prosto do szpitala. Wszedł do jego sali z uśmiechem.
-wybaczcie że przerwę te cudowne rozmowy ale zabieram Ryu.-oparł się o framuge drzwi.

Takano | Jun pisze...

-mmmm...-uśmiechnął się obejmując go mocno.-daj te torbę bo pewnie ciężko ci iść o kulach...-wywrócił oczyma puszczając go i biorąc torbę.-możemy iść. Wszyscy już czekają aż wrócisz. Chcieli zrobić przyjęcie. Stesknili się.

Takano | Jun pisze...

-jasne że nie pierwszy ale tak długo cię nie było że wszyscy się stesknili. Zwłaszcza Yuto. Czekają jak wrócisz więc nie wiem czy uda nam się pójść na spacer.-zaśmiał się wychodząc ze szpitala.

Takano | Jun pisze...

-to jutro.-uśmiechnął się wesoło.-brawo. Wiedziałem że mam zdolnego chłopaka. Od kiedy idziesz do szkoły?-spytał ciekawie. Pomógł mu wejść do samochodu później schował kule i torbę i usiadł za kierownicą. Ruszył powoli do domu.

Takano | Jun pisze...

-Mhm od poniedziałku...-mruknął jedząc czekoladkę.-No i wykąpiesz się w wannie, wiadomo.-zaśmiał się wesoło.-Widziałem galerię. Śliczne zdjęcia, na prawdę masz talent.-pochwalił go zmieniając bieg i trochę przyspieszając.-Z tego co wiem Reiko coś dzisiaj gotowała. Chce żebyś zobaczył jak się poprawiła.

Takano | Jun pisze...

-Hmmm...no mówiła to co zwykle. Że masz za długo nie siedzieć na dworze i zawsze być ciepło ubrany, żeby pilnować cię z posiłkami i z lekami. No i jak coś się będzie działo , nawet zwykły katar to mam cię od razu wieźć do szpitala bez względu na to jak bardzo będziesz marudził że to nic takiego. A teraz słuchaj...później zostałem magicznie wepchnięty do psycholożki...i jeśli jeszcze raz się tam znajdę wypalę całą paczkę. Mam swoją panią psycholog...i tyle mi wystarczy.

Takano | Jun pisze...

-No jasne kochanie, że to nie twoja wina. Nic nikomu nie mówiłeś to one same. Tylko...to co one mi tam mówiły to ja to wszystko przecież wiem! Szału można było dostać od ciągłego powtarzania 'wiem, rozumie, zdaję sobie z tego sprawę' i tak dalej.-pokręcił głową.-A masa czasu na to poszła.-westchnął.

Takano | Jun pisze...

-Taaaa...-westchnął ciesząc się że nie musi mówić o czym były te przeklęte rozmowy. Wprowadził samochód do garażu i wyjął torbę oraz kule. Zanim jednak wszedł do domu wypalił jednego papierosa, drugiego tego dnia. Wyznaczył sobie że więcej jak dwa dziennie nie zapali jednak wciąż zaciągał się elektrycznym. Cóż poradzić, on to po prostu lubił. Kiedy skończył palić zabrał wszystko i wszedł do salonu gdzie Ryu był rozchwytywany przez rodzinę.

Takano | Jun pisze...

-Ja nie wytrzymam! W tym domu nie można mieć nawet odrobiny prywatności! Odrobiny!-wrzasnął mając ochotę zapaść się pod ziemię. Tym razem na prawdę nie miał pojęcia gdzie i po co ukrył się chłopak. Przecież zawsze sprawdzał pokój i zamykał na klucz. Poszedł szybkim krokiem na górę żeby zanieść torbę chłopaka patrząc jednak na trzymane kule westchnął zrezygnowany. Będzie musiał znów tam zejść. Na razie jednak usiadł na podłodze przy drzwiach do swojego pokoju.

Takano | Jun pisze...

-Też mi słodkie...-mruknął niezadowolony mocniej zaciągając się elektrycznym papierosem.-Ja już nie wiem jak mam ten pokój przeszukiwać. Przeszukałem go jakieś 10 razy, zamknąłem drzwi na klucz nawet kurde okna zasłoniłem mimo że mam przecież pokój na piętrze. A tu i tak mnie widziano. Zero prywatności.

Takano | Jun pisze...

-No fajnie i w ogóle tylko, że...no Ryu...dla mnie to jest...niewygodny. Znaczy, czuję się z tym niekomfortowo. Że mały mnie widział i że tobie mówił i że wszyscy to słyszeli. Źle się z tym czuję. To jest nawet więcej niż zawstydzające. Nie mam najmniejszej ochoty schodzić na dół i pokazywać im się na oczy.

Takano | Jun pisze...

-No dla mnie to nie jest normalne. Jednak wolę mieć trochę prywatności. Nawet Tomo był w stanie to uszanować kiedy mieszkaliśmy razem...chociaż nie raz mi wchodził do łazienki jak się myłem twierdząc że za długo siedzę.-mruknął wzdychając ciężko. 'czy ten maluch w ogóle wie o czym opowiada?' pomyślał nadal zażenowany.

Takano | Jun pisze...

-No co diable mały?-mruknął jednak w końcu wstając.-Jeśli jeszcze raz mnie będziesz podglądał do przysięgam że przestanę być miły.-fuknął mocno mierzwiąc mu ułożone włosy.

«Najstarsze ‹Starsze   801 – 1000 z 5000   Nowsze› Najnowsze»