Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Eeeeee...-mruknął nie wiedząc jak mu wytłumaczyć co robi źle. Pierwsza myśl jaka zaświtała mu w głowie 'nie ma szans żebym cokolwiek zrobił z Ryu'.-Yuto...ja już na prawdę nie wnikam JAK ty się dostajesz do pokoi żeby podglądać rodzinę...ale to co robią jest...prywatne...jak dorośniesz to zrozumiesz że preferuje się nie być oglądanym przez malucha ukrytego...gdzieś...
-A...-zaczął zszokowany z uniesionym w górę palcem.-To dlatego nie mogłem cię znaleźć...-mruknął.-Tylko skąd ty masz te kamerki...-dodał nie mogąc wyjść z szoku.-Tylko Ryu nie ma? Ja nie jestem fajny?-spytał ze smutną minką kucając na przeciwko niego.
-no to skoro jestem fajowy i mnie kochasz...-zaczął przytulajac go do sobie.-to pozdejmuj kamerki z mojego pokoju. Już chyba dość się naogladales.-mruknął mierząc mu włosy.
-ech mały...tak wiem że jestem dla niego dobry. W końcu to mój przyjaciel. Ale ja na prawdę potrzebuje trochę prywatności. W końcu to mój pokój i tego oczekuje kiedy w nim jestem. Co masz z podgladania mnie, co?
-zawsze z tobą chodzę pograć kiedy mam czas!-funkął oburzony.-przepraszam że ostatnio było go mało.-dodał spokojniej. Zwrócił wzrok w stronę nagrania.-no proszę nawet z kilku stron nagrywasz...-mruknął widząc swój pokój od każdej strony.-łazienkę też nagrywasz?
-ale na mój pokój pozwolił...wredota...-mruknął.-no ale możesz chyba zdjąć te kamerki w moim pokoju? Obejdziesz się bez oglądania jak wale w worek treningowy albo jak pocieszam Tomo albo parę innych rzeczy...
-ech...to też z nim podagam...-mruknął.-tak tak...chodźmy na dół szpiegu...-westchnął. Niewiedzac czy być zły czy się śmiać. Zszedł z nim na dół i od razu podszedł do Ryu.-musimy pogadać kochanie ty moje...
Przejrzał jego portfolio.
-ładne wybrała. Na pewno któraś się zainteresuje i mam nadzieje że to będzie ta w kyoto.-zaśmiał się się siadając obok niego na kanapie.-ale chciałem pogadać o czymś innym...-powiedział nachylajac się do jego ucha.-czemu pozwoliles na założenie kamer w moim pokoju? A co jak byśmy się kochali a Yuto by widział?-szepnął.
-mhm...a teraz sobie po prostu słuchasz relacji jak to się sobą zajmuje jak ciebie nie ma.-mruknął wciąż szepczac mu do ucha.-powiedz żeby je zdjął...Ryu ne...proszę...-ucałował go w policzek.
-a mnie to zmienia w strusia. Serio mam ochotę włożyć głowę w piasek. Idę o zakład że byś nie chciał być przez kogoś oglądany.-szepnął wzdychajac ciężko.-znajdź sobie coś innego co będzie cię podniecac...coś nie związanego z podgladaniem mnie. Zwłaszcza w takich momentach.
-pogadaj...bo nigdy do przodu nie ruszymy.-mruknął biorąc przygotowane dla niego curry.-ale Ryu...ja się stesknilem za twoim gotowaniem...podzielcie się jakoś.-mruknął jedząc powoli i chwaląc dziewczynę uśmiechem.-a właśnie...na kiedy masz termin?-spytał z ciekawości.
-mam większe i wygodniejsze łóżko.-mruknął tylko.-to dobrze że zabierasz kuchnię...tęskniłem za tym co ty czarujesz w kuchni. Co zrobisz najpierw?-spytał cicho się śmiejąc.-tylko miesiąc? Jeju...kopią już?-spytał pamiętając jak jego psycholog była w ciąży.
-no kopią...-zaśmiał się glaszczac ją po brzuchu.-no ale jeszcze miesiąc. Masz już imiona dla maluchów?-spytał obejmując Ryu ramieniem.-ramen...-rozmarzyl się.-a jak moje zachcianki...gyoza...dawno nie jadłem.-oznajmił wesoło
-najadles się?-spytał ze śmiechem.-żem cokolwiek zrobisz. Wypij sok i buzię wytrzyj brudasie...-westchnął biorąc chusteczkę i wycierajac mu curry z buzi.-to co dzisiaj idziemy na spacer czy jutro?-spytał spokojnie.-i na pewno dasz radę tak o kulach po plaży?-spytał żeby się upewnić
-tylko masz być ciepło ubrany. Na plaży trochę wieje więc weź ciepłą kurtkę, czapkę i szalik.-poprosił szybko. Ubrał się i poczekał jeszcze aż chłopak wszystko załatwi.-to co z kamerami...Ryu?-spytał jeszcze zanim wyszli.
-Kiara wolniej!-krzyknął za nią.-Ryu błagam zaloz tą czapkę. Aż tak ci ona przeszkadza? Wiesz co mówiła lekarka a chyba nie chcesz znów do szpitala, co? Zakladaj czapkę. Tym razem będę nieugięty.-mruknął idąc obok niego. Wyjął czapkę z kieszeni chłopaka i założył mu ją na głowę.
-nie ale mówiła że masz osłabiona odporność i masz o siebie dbać.-westchnął.-ech no dobrze...miałem się nad tobą nie trzesc...-mruknął bardziej do sobie idąc spokojnie obok niego i już nie krzycząc o czapkę.-no powiedz kotek...jak mały założył kamery zanim poznales mnie lepiej. To czego się z nich dowiedziales?-spytał z ciekawości.
-och...więc o krzykach w nocy wiedziales wcześniej.-mruknął cicho.-a kto nie czyta?-spytał retorycznie. -a z tym rozcieraniem dłoni albo ramion to bo mi zimno...ale to zależy ile mam roboty. Teraz jest mało więc luz. Najgorzej jest po nocce w Tokio. Ciężko mi się wtedy rozgrzać.-wyjaśnił spokojne.-dziękuje że schodziles. Czułem się mniej samotny.
[ja trochę po północy idę spać...więc zależy jak wrócisz ale jak coś to dobranoc]
-no...emanowalo od ciebie ciepło. I tak jakoś przyzwyczaiłem się do siebie na dole. Nie denerwowałeś mnie. Polubiłem to.-przyznał. Wziął go na barana w ręce biorąc jeszcze kule. Kiara biegała wesoło po piasku a mężczyzna szedł spokojnie.
-ty wystarczy że jesteś, że przytulisz i już jest cieplej. Jesteś kochany i bardzo pomogles. Trochę mi teraz wstyd że widziałeś wszystkie moje chwile słabości. Jak płacze jak w nocy krzycze i w ogóle.
-no ja wiem że przez to uczucie rośnie ale...i tak czuję się zawstydzony. No bo...magazyny i to z Yuto ostatnio. Zawstydziajacy dzień dla mnie...co się jeszcze stanie...-zaśmiał się.-a właśnie...ktoś jeszcze wie że Yuto ma kamerki? Mówił mi się podgladal Tome jak się sobą zajmował...i Keia też...a później Keia a Aya.
-nie dziwię się że by się oderwało. Nikt nie lubi jak się go widzi w takich chwilach. Idę o zakład że wolalbys żeby nikt nie widział jak się kochamy.-zauważył spokojnie.-a zwłaszcza nie dziciak który nie bardzo rozumie że robi źle...ba...nie rozumie co ogląda.-pokrecil głową.
[oki lecę spać. Branoc ^^]
-no a jak byś zapomniał o tych kamerach to co? Chciałbym ci przypomnieć jak to prosiłeś żebym cię podotykal właśnie w moim pokoju.-przypomniał poprawiając go sobie na plecach.-sądzisz że ładnie? Jak dla mnie normalnie...bułeczki są rano, to znaczy ja mam bo zamowilem u Tomo dla siebie i dla was. Jak był w szpitalu to w o ogóle nie było.
-no...jak go nie było to jego kochas mi przywoził.-zaśmiał się wesoło biegnąc kawałek.-a razem z buleczkami różne ciasteczka. Bo mu pomagałem z piersiocnkiem.
-chociaż raz kogoś czegoś nauczył.-zaśmiał się.-nie no mnie też wiele nauczył...w każdym razie wiem że się męczył, krzyczałem na niego o to.-wywrócił oczyma na chwilę milcząc.-cieszę się że walczyłeś...i wygrales kochanie.
-nie wiem? A moje jednak wiem? Też cię bardzo kocham! Jak mocno! Mocno!-przerzucił go tak żeby nieść go z przodu.-a skoro tam mnie kochasz...to nigdy więcej nie mów że zrywamy...nigdy...
-no kochanie...kochanie...jak mnie kochasz to nie ważne jak źle by nie było nie strasz mnie zerwaniem.-poprosił calujac go namiętnie.-kocham cię. Kocham bardzo mocno.-przytulil go jeszcze do siebie po czym wrócił do poprzedniej pozycji.
-porobimy co będziesz chciał. A jaki film chcesz? Będzie fajnie. Tak się cieszę że już ze mną jesteś.-uśmiechnął się wesoło.-mmmm szaszlyki...pychotka! A może chcesz mój deser? Robiłam zapasy więc mogę zrobić. Ale to jak chcesz.
-to może zrobię jedną dużą porcję na nas dwóch? Zjesz ile będziesz chciał a ja reszte.-zaproponował z uśmiechem.-film jakiś fajny znajdę. Spędzimy miło czas jak zawsze.-zapewnił.-może będziemy już wracać?-zaproponował patrząc na sunie.
-ech kochany...tak masz rację.-westchnął ciężko. Jak zwykle odłożył słodkości do szafeczki.-tylko że ja mam tego biedaka przygotować do pogrzebu a nie robić sekcję.-przypomniał biorąc się za odsysanie krwi i zamienianie jej na roztwór formaliny o kolorze krwi.-jak dzisiaj w szkole? Ja wróciłem z rozprawy...no sądzili mojego ojca.-wyjaśnił po krótce.
-oj kochanie...zaś di biura? Ucz się a nie będziesz pomagał w biurze. Radzimy sobie, jest tego coraz mniej. Za to częściej wzywają mnie do Tokio.-westchnął.-dobrze? Żadnych problemów? Może jednak w czymś ci pomóc?-spytał odkładając butle z krwią i biorąc się za brzuch.-no było ciężko. Spodnienia we mnie uderzyły a pytanie prokuratury nie pomagały. Ale jakoś daje sobie radę. Dostał 25 lat i dostanę odszkodowanie. Więc jak będziesz miał ferie możemy zrobić sobie wycieczkę.-uśmiechnął się do niego czego pod maską niestety nie było widać.
-oj może i lubisz ale skup się na nauce i studiach.-westchnął ciężko. Milczał chwilę skupiając się na pracy.-tak super...ale droga była męcząca. On...ostatnio...nie mówiłem ci ale...ostatnio przyjechał i prawie mnie zgwałcił.-przyznał się mówiąc cicho.-w każdym razie gdybyś potrzebował pomocy to mów. Ja ciebie też kocham.-powiedział sięgając po ubrania dla trupka.
-wiem że nie zrobi ale..dotykał mnie. A w nocy tak swedzialo.-mruknął tylko.-a teraz mnie już pusc, później się potulimy ale teraz mogę być brudny.-powiedział wracając do roboty. Szybko ubrał mężczyzna i zaczął nakładać makijaż.-zaraz skończę.-powiedział spokojnie.
Mężczyzna tylko zaśmiał się cicho. Kiedy skończył umył ręce i wziął ciepłego loda którego od razu zjadł. Później poszedł się umyć biorąc ze sobą ulubiony stary dres od którego bluza zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Po ciepłym prysznicu czuł się odświeżony i spokojny.
-mhm...w końcu to ja się nią zajmowałem podczas twojej nieobecności. Wredna cały czas wyrywala mi fajki więc zostało mi palenie elektrycznego w pokoju.-zamarudzil robiąc mu miejsce na kanapie. To już stawało się rutyną że po pracy czekało go siedzenie z Ryu na kanapie.
-no proszę proszę...wiesz?-uniósł brwi zatrzymując jego ręce.-nie patrz tak na mnie. Nie zatrzynalbym tych twoich zmarznietych raczek gdybyśmy nie siedzieli na kanapie w salonie. Nie jesteśmy sami w domu.-zauważył spokojnie uśmiechając się łobuzersko.
-mhm...nawet jeśli jesteśmy...to salon nie jest odpowiednim miejscem. Może jednak pójdziemy na górę? Do pokoju? Na łóżko?-spytał rozluzniajac się trochę. Przesunął dłońmi po jego talii.-może tym razem się uda...-mruknął bardzo do siebie dając mu caluska.
-wooo jest aprobata mojego aniołka.-zaśmiał się wstając z chłopakiem na rękach.-kocham cię, wiesz?-obrócił się z nim dookoła własnej osi po czym wszedł po schodach do swojej sypialni.-wredne kamerki zdjęte z mojego pokoju?-spytał w drzwiach.
-unnn...doprawdy co za dzieciak...-jęknął.-jaka znowu tajemnica? Nie mam ochoty żeby to było oglądane przez dziecko.-mruknął odsuwając go od swojego torsu i kładąc delikatnie na łóżku. Delikatnie wsunal dłonie pod jego koszulkę czekając na reakcje chłopaka.
Ręce od razu powędrowały wyżej do sutkow chłopaka które drażnił palcami.
-co za zboczuszek...czy ty masz zamiar oglądać jak się kochamy? Jesteś niemożliwy.-zaśmiał się cicho.
-o nie...nie zgadzam się.-powiedział ściskając trochę jego sutki jakby chcąc go ukarać. Cieszyło go to jak chłopak reaguje że nie ucieka i nie protestuje. Zajął mu powoli koszulkę i zaczął całować go po szyi.-kocham cię. Nie chce żeby ktoś widział jak się kochamy.-wyjaśnił.
-opowiedzieć a po co?-zamruczal mu do ucha. Jęknął cicho kiedy dłoń chłopaka dotknęła jego przyrodzenia. Wziął głęboki wdech i wrócił do calowania jego torsu. Usta zajął ssaniem jego sutkow zaś dłonie rozpinaniem jego spodni. Od czasu do czasu muskal jego męskość.
-po co? Nie rozumiem...-pokrecil głową. Podniósł się i zsunal jego spodnie. Zawahał się przy bieliźnie. Nie wiedział czy chłopak nie boi się za bardzo. Ucałował jego męskość przez materiał bokserek.-mogę?-spytał cicho patrząc na niego uważnie.
-nie potrzebuje...-zaśmiał się cicho. Kiedy zdjął z niego bokserki i zawahał się na moment. Delikatnie przejechał dłonią po jego przyrodzeniu następnie biorąc go do ust. Wszystko robił powoli i delikatnie bojąc się skrzywdzić chłopaka.
Przytrzymal dłońmi jego biodra przy łóżku. Nie komentował już tego uporu chłopaka. Ręce mu przez chwilę zadrzaly po czym przesunął je na pośladki chłopaka. Dotknął palcem jego wejścia.
-mogę?-spytał wcześniej wyjmujac jego męskość z ust.
-będę delikatny...obiecałem ci to...-przypomniał.szeptem widząc jego minę. Spokojnie go przygotowywał dokladajac palce kiedy uznawał że już może to zrobić. Czekał jednak aż chłopak sam pozwoli mu wejść. Musiał przyznać przed samym sobą że się stresowal.
Musnal jego usta swoimi.-kocham cię. Nie bój się.-szepnął. Zdjął spodnie i bokserki. Uniósł delikatnie jego biodra wchodząc w niego powoli dając mu czas na przyzwyczajenie się.
Starł mu łzy z policzkow i uśmiechnął się lekko. Zaczął się w nim powoli poruszać, dłońmi pieszczac jego przyrodzenie. Chciał żeby chłopakowi było przyjemnie. Żeby miło to wspominał i żeby się nie bał. Złożył na jego ustach kilka.pocalunkow.
-kocham cię...Ryu...
Był szczęśliwy. Obejmując swojego ukochanego, będąc tak blisko jego jak to tylko możliwe. Dyszal już ciężko.
-Ryu...-jęknął przygryzajac dolną wargę i dochodząc w nim z dłońmi zaciśniętymi na pościeli.
Położył się obok niego i okrył ich koldra.
-zaniose...ale polezmy jeszcze trochę, ok?-poglaskal go po policzku.-powiedz...było ci przyjemnie?-spytał wciąż go glaszczac.
-nie jestem zły bo przemogles ten strach. Cieszę się.-ucałował go w czoło.-kocham cię. Cieszę się że w końcu nam się udało.-dodał tulac go do siebie.
[ok...idę spać ^^ dobranoc ^^]
-ja ciebie też...-poglaskal go po włoscy ciesząc się jego obecnością.-cieszę się że ci się podobało i nie uciekasz ode mnie. Kocham ci bardzo mocno. Bardzo.
-kochanie? Myślałem że jesteś inteligentnym chłopcem. Jak w ogóle mogłeś pomyśleć że będziemy to robić codziennie? Nie jestem jakimś seksoholikiem...-powiedział calujac go w czoło.-wiem że się boisz. I cieszę się że mi zaufałeś. Więc mnie nie przepraszaj gluptasku.
-no nie wiem kochanie...ale nie ważne.-zaśmiał się po chwili milknac i słysząc jak ktoś wchodzi do domu.-oj...chyba czas nam się skończył...
-no dobrze...zaproponowalbym wspólną kąpiel ale rodzinka wróciła.-zaśmiał się.-pójdę zaraz po tobie.-zdecydował wstajac i ubierajac bokseriki.
Mężczyzna wyszedł zaraz po nim się umyć. Wziął szybki prysznic i już w dresie zszedł na dół.
-co tam u Reiko?-spytał jak wszedł do salonu gdzie siedział Toma.
-to dobrze że ojciec ją wspiera.-poklepal go po ramieniu.-no tak jutro rehabilitacja...mógłbym też pojechać? Mam do załatwienia kilka rzeczy w mieście i chciałbym odwiedzić Reiko.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-cóż...myślałem raczej nad tym żeby zabrać się moim samochodem...-wzruszył ramionami. Wstał i poszedł do kuchni-pomóc ci?-spytał trochę się nudzac.
-no dobrze...-mruknął siadajac na krześle.-ale zostać tutaj chyba mogę, prawda?-spytał przyglądając się jak chłopak gotuje.
-mam hobby. Tylko po prostu nie chce mi się teraz biegać ani ćwiczyć. Na motorze też mi się nie chce jechać...po prostu jakoś tak chce sobie tutaj przy tobie posiedzieć.-wyjaśnił.
-mhm...dziękuje kochanie. Wygląda smakowicie.-uśmiechnął się do niego i spróbował dania.-wygląd jak smakuje. Pycha...nic nie zastąpi twojego gotowania. Jesteś najlepszy.-oznajmił jedząc dalej.
-jesteś najlepszym kucharzem.-powiedział z pełną buzią. Zjadł szybko i dołożył sobie kolejną.-pyszne...-powiedział po czym odebrał telefon.-tak? W pojutrze? Jasne mogę przejechać. Tylko wykład? Ah...jasne zajmę się tym...do zobaczenia.-rozlaczyl się i westchnął ciężko.
-och...no cóż w takim razie baw się dobrze.-uśmiechnął się do niego pijąc sok.-ja się czymś zajmę.-stwierdził że może jakiś film obejrzy.-pojutrze na cały weekend. Wykład a potem nocka...następny dzień pewnie będę miał wolny.-odpowiedział.
-em no...wiem że ci obiecałem ale...będę bardzo zajęty całą sobotę, wrócę nad ranem i pewnie będę spał do południa. Przemyśle to jeszcze, ok? Jak wrócisz to ci powiem czy cię zabiore czy jednak lepiej gdybyś został. Umowa stoi?
Kiedy chłopak wyszedł mężczyzna jeszcze chwilę siedział przy stole. Tak mu było jakoś cicho bez niego i Reiko w domu. Stwierdził że tym spokojem powinien się nacieszyć w końcu niedługo dojdzie do domu dwóch maluszkow. Poszedł do siebie do pokoju biorąc się za sprzątanie a później za czytanie niedawno kupionej książki.
Mężczyzna mało nie rozwalil telefonu zamiast tego wziął kilka głębokich wdechow.
-Ryu? Co to za głos? Nie mów mi że piles...kuzwa dzieciaku jesteś na mocnych lekach! Gdzie jesteś?-niemalże warknal. Fakt głupi...głupi chłopak nie ma co. I on ma się niby nie martwić, ma grzecznie rzucić palenie co mu w ogóle nie wychodzi i bez zamartwiania się.
-kocham...-odparł wzdychajac ciężko. Chłopak mu się całkiem spil.-dobrze kotus w mieście a teraz powiedz mi dokładnie w której części miasta to po ciebie przyjadę, dobrze?-powiedział łagodnie wewnątrz będąc zdenerwowanym. Obiecał sobie że rano go za ten wybryk opieprzy.-Ryu?! Ech cholera jasna!-z telefonem przy uchu zbiegł na dół do samochodu.
-tak tak obój się strasznie kochamy. Ale teraz mnie posłuchaj skarbie. Zaraz tam będę więc się nie ruszaj ok? I czekaj na mnie. Już po ciebie jadę więc się nie rozlaczaj. Mów do mnie.-poprosił jadąc do miasta. Był nim zawiedziony.
-nie ma Keia bo siedzę w samochodzie. Zaraz dojade do miasta więc się nie ruszaj do cholery jasnej!-wymknął wjeżdżając do miasta. Niech on tylko dorwie jego i tych jego kolegów. Zmial w ustach przekleństwo jadąc w stronę szpitala i mając nadzieje że po drodze znajdzie chłopaka.
-jedziemy do domu.-oznajmił biorąc go na ręce.-opieprz zbierzesz jutro. A niech tylko dorwe tych twoich kolegów...-wymamrotal wsadzajac go do samochodu i zapinajac mu pasy.-głupi dzieciak...
- jak to nic nie wiedzą?-spytał marszczac brwi.-ja ciebie też bardzo kocham...a teraz pusc skrzynię biegów żebym mógł ładnie zawieźć cię do domu.-poprosił starając się oderwać jego ręce.-im szybciej tym lepiej.
-nie pozwoliłem bo jesteś na mocnych lekach! Ile ty wypiles że się tak schlales?-spytał ostro.-mówiąc niewinny nie miałem na myśli alkoholu! I to było dawno...dzisiaj pokazales że taki niewinny nie jesteś a teraz proszę jaki dziecinny! Puszczaj tą skrzynie biegów póki jeszcze proszę.-funkął.
Objął go mocno zatrzymując tym samym jego ruchy.
-ja nie pije. Reiko teraz też nie pije bo dba o dzieci. Ty nie powinieneś żeby dbać o siebie. Wiem że chcesz być jak inni ale przecież jesteś. Nie potrzeba do tego alkoholu...masz osobę którą kochasz i która kocha ciebie. Jesteś jak każdy normalny nastolatek. Ale nie musisz pić alkoholu...przecież wiesz że źle działa z lekami.-poglaskal go łagodnie po włosach. No już...cichutko...nie płacz...chodźmy już do domu.
-bardzo mało pije. Palę przyznaje ale nie jestem dumny z tego nałogu.-oznajmił.-kochanie...pójdziesz na studia przecież to już jest ustalone. Ustaliliśmy przecież że najlepsze będzie Kyoto i że zatrzymasz nie u Keia. Nie płacz już...jedźmy do domu...dobrze? Polozysz się w ciepłym łóżku...ok?
-Ryu...tak będzie bezpiecznie...przecież wiesz że czasem od tak możesz zachororwac. Myśl racjonalnie!-krzyknął sadzając go z powrotem na siedzeniu pasażera.-nie będę z tobą teraz rozmawiał. Jesteś pijany, jedziemy do domu-pozamykal drzwi i odjechał z parkingu.
-kurwa!-warknal zatrzymując się na poboczu.-możesz się w końcu uspokoić!? Przestan zachowywać się jak dzieciak!-wyszedł z samochodu i posadził chłopaka na tylnym siedzeniu.-to możesz w ogóle nie iść na te studia! Uchlej się jeszcze raz! Co z tego że to niebezpieczne!? Jakie znaczenie ma to że możesz umrzeć?! Upij się jeszcze raz!-warknal zapinajac mu pasy i odjeżdżając.
-powiedziałem że nie będę teraz z tobą rozmawiał.-funkął dojeżdżając do domu. Wyszedł z samochodu i wziął chłopaka na ręce pomimo protestów. Zaniósł go do salonu dzie jeszcze siedział Toma razem z Keiem oglądając jakiś film.-zajmij się tym swoim cholernym synem. Ja już nie mam siły.-mruknął.
-no jasne teraz to mnie nienawidzisz. Poczekajmy do rana.-funkął idąc sobie zrobić herbatę.
-a jak mógłbym przyjechać głupi braciszku? Nawet do mnie nie zadzwoniles.-westchnął Kei.
-antybiotyki to co innego.-powiedział akurat wychodzący Jun.-idź spać. Jak wytrzezwiejesz to będziemy mogli pogadać teraz jesteś pijany. No już. Do spania...i tak powiedziałbym to każdej innej osobie. Spytaj Tomo jak to z nim było jak był pijany.-powiedział chcąc go zanieść do łóżka.
-to jest co innego. Jesteś na o wiele mocniejszych lekach. Do spania. Nie będę teraz rozmawiał o twoich studiach. Każde inne miejsce tylko nie to cholerne Tokyo. Idź do spania.-funkął mając dosyć. Był wściekły.
-no jasne...proszę co się dzieje kiedy robi to co chce!-funkął zaraz jednak milknąc.-co? R...rodzi?!-krzyknął.-Kei zawieźć was? Zawioze. Pakuj ją do mojego samochodu. Dojedziemy do szpitala...a ty Ryu...jak wrócę masz już spać.-funkął.
[ok idę spać bo rano wstaje pomóc tacie w pracy XD dobranoc ^^]
-spokooojnie. Będzie szybko ale bezpiecznie i spokojnie. Zaufaj kierowcy.-poprosił uśmiechając się do nich i odjeżdżając. Tak jak mówił dojechali szybko w 10 minut byli już na miejscu.-proszę dopiąć pasy i spokojnie udać się do odpowiedniej sali.-powiedział zatrzymując się przed drzwiami do szpitala.
-no jasne chlopie. Zaprowadz ją do środka a ja zaparkuje. I tak nie miałam zamiaru póki co wracać.-uśmiechnął się do niego i pojechał znaleźć miejsce. Już po chwili wchodził do szpitala szukając wzrokiem Keia.
-ej...spokój. Urodzi się zdrowa i oznajmi to głośnym krzykiem.-poklepal go po ramieniu i usiadł obok.-teraz rozumiem dlaczego odsuwają lekarzy jeśli chodzi o ich bliskich.-zaśmiał się.-więc wyluzuj doktorku. Będzie dobrze.
-śmiesznie? Dobrze wiesz na jakich jest lekach. Wredota mała nic tylko rzeczy i się kłóci. I to w dzień kiedy w końcu nam się udało. Ja z nim kiedyś nie wytrzymam. A jutro będzie miał amnezje i będzie wymiotowal. Mogę się założyć że tak będzie.-funkął.
-no ja wiem że to kusi i to też trochę moja wina bo mu nie dałem posmakować ale...żeby zaraz się upic? Przesadzil. I to dużo.-westchnął ciężko.-przecież traktuje go normalnie. Nie chce żeby studiował w Tokyo...Kyoto będzie dla niego lepsze...bezpieczniejsze. Nie wiem jak z nim rozmawiać.
-no dobra...nie miał jak wiedzieć ale spróbować to można wziąć łyk a dwa góra a nie trzy piwa. I patrz jak się zachowuje.-westchnął.-niby nie powinienem się wtrącać ale...wiesz jakie jest Tokio. Jest niebezpieczne. Dla niego zwłaszcza. Musi to zrozumieć. Poza tym jest drogie.
-ech...w Tokyo masz o wiele więcej pokus. O wiele wiele więcej. Akademik jest tani...zwłaszcza jak mieszkasz z kimś. Mieszkanie dzielisz na pół i wtedy to jak pół darmo. Znam też prace które mógłby wykonywać...no i Tokyo często odwiedzam. Może to i racja żeby tam jechał? Ale jak zaslabnie? Będą wtedy tylko problemy...a wiesz jaki on jest. Nie powie.
-ech...znając jego to pewnie i tak zrobiłby mi na przekór. Dam mu wybrać co nie znaczy że nie będę się martwił. Wiesz jaki jest Ryu...uparciuch nikomu nie powie że się źle czuje a potem leży pół roku w szpitalu. Oby zmadrzal na tych studiach...-mruknął.
[gome że tak długo nie odpisywalam ale pomagałam rodzicom w pracy...]
[no a ja co mam powiedzieć jak o 14 wychodzilam do pracy i akurat napisalas? XD bad timeing forever XD]
-Mocny uścisk...-jęknął. Uśmiechnął się na widok Keia trzymającego swoje dziecko. Po dłuższej chwili wstał i spojrzał na dziewczynkę.-masz rację śliczna. A mówiłem że będzie zdrowa? Jest piękna. Idź do mamusi i bądź dobrym tatą.-poklepal go po ramieniu.
-poczekam.-zapewnił ze śmiechem.-a tak się zamartwial...dobrze widzieć go tak szczęśliwego.-uśmiechnął się w stronę drzwi.-trzeba to oblac.-zdecydował mówiąc do siebie.
-jasne że podjediemy sam miałem proponować oblanie twojego szczęścia. Pozwolisz jednak że wódkę odpuszcze na rzecz słabego piwka. Mam cholernie słabą głowę i odleciałbym po dwóch góra trzech kolejkach.-usprawiedliwil się.
-może i tak ale jednak nie chce tak szybko odlecieć. Lekkie piwko sobie wezmę i mi starczy.-powiedział wychodząc że szpitala i szukając swojego samochodu.-jeszcze nie raz będziemy to opijac.
-zaniose go. To będzie głośniejsza zabawa...a i moje piwko zostawić w spokoju.-ostrzegł i wziął delikatnie chłopaka na ręce. Uważając żeby się nie obudził zaniósł go do jego pokoju i zszedł na dół.-więc niech mała bardziej wda się w mamusie-zaśmiał się.
-no troooche...-przyznał siadając na podłodze.-ale nie dużo. Tylko trochę.-wziął łyk piwa.-ale urodę niech ma mamusi. Bez urazy oczywiście.-poklepal przyjaciela po plecach.
-nie jesteś okropny tylko...jakby to ująć...czasem wredna z ciebie małpa. Ale jesteś opiekuńczy i to może dziedziczyć. I hmmm...bądź dobrym tatusiem...i weź szybko ślub.-zaśmiał się wesoło pijąc swoje piwko.
-ale jesteś facetem a ona ma być dziewczynką.przypomniał.-wiesz co Kei...ciesz się że masz dzisiaj taryfę ulgową bo bym ci starł ten uśmiechek z twarzy.-wycedzil.-i to do ciebie chciał zadzwonić ale coś mu nie wyszło.
-dostanie go jutro. Wejdę mu na sumienie jeśli sam nie zrozumie a póki co świętujemy przyjście uroczej dziewczynki.-powiedział biorąc kilka lykow piwa.-o właśnie dlatego ze cię lubie nie dostałeś po tej swojej ślicznej buzce.
-auc...Kei noo...jakoś muszę mu dać nauczkę...wiem! Nie zabiore go ze sobą do Tokio.-zdecydował.-no mam nadzieje że ojciec też go ukarze.-spojrzał na swojego szefa.
-zamorduje cię kiedyś!-warknal na niego.-nie zrobiłem mu nic złego...przysięgam.-uniósł ręce do góry i spojrzał na Tome.-ech no i wiem że nie powinienem mu matkowac tylko...w każdym razie nie chce się z nim kłócić i mam nadzieje że nie będzie jutro niczego pamiętał.-klasnal w dłonie i upił kilka lykow piwa.
-no dobra...jesteś specyficznym ojcem...spodziewałem się bardziej wybuchowej reakcji a tu proszę...-powiedział zaskoczony kończąc piwo.-oj no...wiem jaka jest różnica między partnerem a rodzicem...-westchnął.-w każdym razie powiem mu że mi się nie podoba że się tak upił...mam jednak nadzieje że zrozumie że zrobił źle...
-no wieeeem...znam go więc skończcie mnie już męczyć.-poprosił kończąc piwo.-wiem że przepraszam czasem ale nic na to nie umiem poradzić. Po prostu tak bardzo go kocham i się o niego martwię noooo.-jęknął patrząc na swój pusty kufel.
-no...tego lekkiego jednego mogę wypić.-zgodził się biorąc sobie trochę paluszkow i powoli je chrupiac.-ale jak zacznę coś pieprzyc bo będę pijany...to nie zwracajcie na to uwagi.-poprosił.
Wziął dwa lyczki drinka.
-dobry...-stwierdził trochę zaskoczony.-ta bluza na nim wisi...-zaśmiał się pod nosem. Położył szklankę na stole i położył się na podłodze.-Keeei? A kiedy ślub?-spytał ciekawsko.
-jem dużo ale i cwicze.-funkął.-a Ryu już tak zebra bardzo nie wystają.-powiedział niczym znawca.-ale fakt włoski już ma ładne.-zaśmiał się.-ej niezdecydowany glupku! Ślub ma być jak najszybciej!-krzyknął na niego.
-ech...no to szyyybko.-mruknął. Alkohol już zdążył nieźle uderzyć mu do głowy.-mhm...dobranoc.-uśmiechnął się do szefa. Duszkiem wypił drinka i zaśmiał się wesoło.-Ryuuu powiedz bratu żeby w końcu wziął ślub...-jęknął.-bo na ślub Tomo jeszcze poczekam...-dodał.
-no i długo jeszcze będą. Bo po pierwsze Tomo chce normalnie chodzić a po drugie on jeszcze ślubu nie chce. Więc sobie poczeeekam.-wyjaśnił wstając i podchodzac do nich.-Ryu...kocham cię...-stwierdził szepczac mu do ucha.
-nie mogę wziąć ślubu bo jesteś niepełnoletni jeszcze.-sprostował go.-trzeciego powodu nie ma gluptasie.-zgodził się z Keiem.-Ryu. Zdecydowanie Ryu jest gorszy.-odparł szczerze. Taki już po pijaku był. Szczery.-Bo Tomo był milusi...a Ryu to meda...i krzyczy.
-no po alkoholu zawsze był milusi...dużo nie pamiętam ale zawsze była wtedy z niego przylepa...-zaśmiał się.-oj nie zawsze...po pijaku jesteś wyjątkowo wredny.-stwierdził.
-byłem w samochodzie nie małem jak co go dać.-mruknął.-idź lepiej na górę...-powiedział do noego wstając i lekko chwiejac się na nogach.-bądź dobrym tatą...żeby córka była z ciebie dumna...-wycelowal palcem w Keia.
[idę już spać. Dobranoc ^^]
-no jasne...najlepszym.-zaśmiał się i wszedł za nim na górę. Poszedł do swojego pokoju i swoim pijackim zwyczajem rozebrał się do bielizny rzucając ubrania godzie popadnie. Następnie walnal się na łóżko i od razu zasnął.
Zaś Jun jak zwykle po alkoholu stoczył się z łóżka dość późno bo około południa. Zjadł coś na szybko i odebrał zlecenie. Przejrzał dane i zabrał się so roboty ciesząc się że dzisiaj ma tylko to. W końcu mieli dzisiaj odwiedzić Reiko no a jutro Tokyo.
-Toma skończyłem!-krzyknął wychodząc z piwnicy i odnajdując szefa w salonie.-jest coś jeszcze czy mogę odpocząć przed jutrem?-spytał siadając obok niego.
-hmmm...dzięki.-otworzył napój i upił parę lykow.-nie będzie schodził? Na co dostał szlaban?-smarszczyl lekko brwi.
-czyli innymi słowy ma szlaban na mnie.-sprostowal wzdychajac ciężko.-rozumiem że musiałeś ukarać Ryu ale za co karasz mnie? I resztę rodziny bo kto będzie gotować?-spytał unosząc brwi.
-umrzemy...albo będziemy żyć na zamawianym żarciu...-westchnął.-no niby fakt...nie mógłby.-przyznał mu rację.-no już nie bądź taki oziebly...wyjeżdżam rano i wrócę pewnie w niedzielę w nocy. Nie wiem w jakim będę stanie ale postaram się normalnie w poniedziałek zacząć pracę.
-ej ej...no nie bij dzieciaka i usiadz spokojnie.-poprosił siadając wygodniej.-w każdym razie...wiesz miałem go zabrać do Tokyo i znów to przekładam ale...takie życie...nie będę się sprzeciwiał surowemu ojcu.-poklepal go po ramieniu.
-ech no rozumiem...ale nie bij go. Bo chyba byś mu te kości połamał.-westchnął.-no i spokój się...-poprosił klepiąc go przyjaźnie po ramieniu.-mnie ojciec nie wychowywał odkąd skończyłem 15 lat więc za pierwsze picie nie oberwalem...-przyznał się.
-nie pije bo mam słabą głowę...-mruknął tylko.-no idź mu pomoż...-jęknął wstają z kanapy.-a ja lecę do miasta...zjem sobie chinszczyzne.-powiedział wychodząc i decydując się na przejażdżkę motorem.
Mężczyzna po tym przeklętym miesiącu który jak uważał i tak był też karą dla niego tylko jeszcze nie wymyślił za co. Przecież on też chciał z nim porozmawiać o alkoholu i w ogóle uważał że to nie sprawiedliwe bo przecież Ryu że znajomymi widywał się w szkole. Wyszedł z piwnicy i odebrał natarczywie dzwoniący telefon.
-wykład rano i całą nocka? Jaki znów wypadek? Aż tyle? Ok będę...zjem obiad i wyjadę...-westchnął po drodze spotykając Ryu.
-hej kochanie...-poszedł z nim do kuchni.-a nie chcesz jechać ze mną? Przecież to weekend...-spytał siadając na krześle.-chciałeś jechać...-powiedział bardziej do siebie.
-jakie nie chce? Chce kochanie...nigdy nie powiedziałem że cię nie chce zabrać.-zaśmiał się cicho.-dzisiaj w nocy i jutro rano będę zajęty ale resztę soboty i całą niedzielę jestem wolny. Będę mógł ci pomóc z fizyki i oprowadzic po Tokyo.
-hm...ciuchy na zmianę, leki, kosmetyki, dowód i książkę od fizyki jak mam ci pomóc. Jak będziesz chciał to moja psycholozka ci pomoże jak ja będę nieobecny bo to u niej się zatrzymamy. Spytaj się tylko taty czy możesz jechać.-powiedział uśmiechając się do niego.
-hej jak się czujesz?-spytał wchodzącą dziewczynę z dwoma maluchami. Wziął jednego żeby trochę jej pomóc.-dają w kość, co?-zaśmiał się.
-słychać jak płaczą.-zaśmiał się karmiac uroczego chłopczyka.-śliczne maluszki. A z ciebie kochana mamusią. Dojrzałaś.-uśmiechnął się do niej.
-mhm...nie lepiej poczekać aż maluszki skończą roczek? Racja powinnas się uczyć i ja twojemu ojcu pomogę ale wiesz...to na prawdę maluszki...-zaśmiał się odkładając pustą butelkę i uśmiechając się kiedy chłopiec mocno scisnal mu palec.
-nie sądzę żebyś miała później nie wrócić...musisz zająć się dziećmi bo to jest teraz najważniejsze.-wyraził swoją opinię.-ale wiesz...ja się nie mogę wtrącać w jego decyzje. Ale ty swoją decyzję podjąć możesz.-powiedział.
Mężczyzna śpiącego chłopca zaniósł do pokoju dziewczyny i położył we wystawionym tam łóżku. Zszedł na dół i usiadł na stołu.
-Toma...jadę znów do Tokyo.-poinformował.szefa. Ostatnio zdarzało mu się to coraz częściej.
-i em...rozważam dwie opcje. Albo następnym razem im odmówie...albo w przeciągu roku wrócę na stałe do Tokio. Coraz częściej proszą mnie o przyjazd bo większość Tokijskich balsamostow rozjechala się po świecie. Jest może dwóch...a i studenci bardziej zainteresowani są wyjazdem.-wyjaśnił mówiąc to z ciężkim sercem.
-jeśli wyjadę to powrót tutaj będzie mało prawdopodobny.-przyznał spokojnie.-jednak...czuję się jak członek tej rodziny...mam tutaj miłość...najbardziej prawdopodobne że im odmowie jest jednak jeszcze trzecia opcja. Wyjadę kiedy Ryu wyjedzie na studia i z nim wrócę tutaj.-powiedział.
-Yuto...nie płacz...-poprosił czując że źle zrobił poruszając ten temat przy całej rodzinie.-Ryu wiem że nie wiesz...ech Reiko zawsze masz ojca...z resztą powiedziałem że pewnie im odmowie. Nie chce stąd wyjechać na stałe ale...sądzę że gdy Ryu pojedzie będę tutaj samotny. Dlatego rozważam wyjazd na czas jego studiów.-wyjaśnił wszystko.-denerwuje mnie to ciągłe dojeżdżanie do Tokio dlatego myślę nad odrzuceniem ich propozycji jeśli tutaj zostanę.
-Toma...ja mam pieniądze nie potrzebuje lepiej płatnej pracy. Tą lubie. Lubie to miejsce i ten dom. Ale jak mówiłem dojazdy mnie denerwują...gdyby to nie było tak często.-westchnął.-jeszcze to przemyśle...
-na tym też mi nie zależy. Jestem wystarczająco znany a właściwie to mam tego dość. Właśnie przez to ciągle wołają mnie do Tokio. Muszę to przemyśleć. Mam jeszcze trochę czasu.-powiedział pomagając mu sprzątać.
-dobrze wiem co mi powie lepiej to sobie odpuszcze. Sam to przemyśle chociaż sądzę że raczej zostanę tutaj. Toma...ja w końcu mam dom do którego chętnie wracam.-westchnął ciężko.-idę się spakować bo mam dużo roboty...wrócę w niedzielę.
-już dawno mu to obiecałem. A Tomo powiem jak się zdecyduje. Na razie sobie opuszczę.-powiedział.-Ryu pokaże wszystko co najlepsze chociaż będziemy mieli niewiele czasu.-powiedział i poszedł najpierw do pokoju Yuto.
-Yuto...-zaczął kucajac przy łóżku.-przepraszam...nie wyjadę maluchu...nie na stałe. Na pewno cię nie zostawię.-powiedział glaszczac go po włosach.-teraz jadę na wycieczkę z Ryu ale wrócę w niedzielę i coś ładnego ci przywiozę, ok?
-na weekend jedziemy tylko...wrócimy w niedzielę słowo daje.-zapewnił. Wziął malucha na kolana i przytulil go do siebie.-wrócę. Na pewno. Będę twoim braciszkiem.
-obiecuje. Na paluszek.-powiedział krzyżując z.nim mały palec.-pewnie nie wyjadę na stałe. Za bardzo lubie z wami mieszkać. Ale nie wiem jak to będzie jak Ryu wyjedzie na studia.-powiedział śmiejąc się cicho.-a teraz już mnie pusc bo musimy się spakować.
-oj no...ale nawet jeśli to nie na stałe. I będziemy cię ładnie odwiedzać.-zapewnił.-no Yuto...przepraszam że cię nastraszyłem. Już nie będę...nie zostawię cię.-zapewnił.
-no dobrze.-uśmiechnął się do nich. Spakowal się szybko biorąc jak zwykle tylko najpotrzebniejsze rzeczy.-Ryu szybko mu muszę być w Tokio przed 19...-pospieszył go.
-Mhm no dobrze...-zgodził się pakując swoją torbę i siadając za kierownicą.-Jak będziesz czegoś potrzebował to mów.-powiedział ruszając. Jechał w miarę konkretnym tempem cały czas kontrolując czas.
-Słodziak...-skomentował tylko. W połowie drogi włączył cicho radio. Kiedy dojechali zaparkował przy sporawym domu na obrzeżach miasta. Wysiadł z samochodu.-Ryu, jesteśmy na miejscu.-zaczął go budzić otwierając rzwi a następnie wypakowując torby.
Zaśmiał się cicho.
-to są obrzeża kochanie...poczekaj aż jutro zobaczysz centrum.-powiedział zamykając samochód i prowadząc go w stronę domu przyjaciółki i psycholożki w jednym. Zadzwonił i poczekał aż kobieta otworzy.
-Jun!-rzuciła się żeby go przytulić.-Znowu do pracy?-zaśmiała się głośno.-To o nim mi opowiadałeś? Uroczy.
-Znów mąż ci wyjechał że się tak zachowujesz?-westchnął odsuwając ją od siebie.
-No znowu...wchodźcie wchodźcie.-zaprosiła ich.
-W każdym razie jestem umówiony za pół godziny. Masz go nie wystraszyć, dać mu pokój w którym zwykle sypiam, dać mu coś do jedzenia i...mocie na mnie nie czekać bo pewnie będę około 4...no to tyle. Pa kochanie.-dał całusa chłopkowi i wyszedł żeby zdążyć.
-Cóż...opiekuńczy głupek nie zabronił więc czemu nie...możemy iść.-odparła z uśmiechem.-On ci pewnie pokaże atrakcje...a ja cię mogę zaprowadzić do pobliskiego parku.-zaproponowała ubierając buty.
-No Tokio jest dość specyficzne i łatwo się w nim zgubić. Nawet na takich obrzeżach.-powiedziała wychodząc i zamykając dom.-W parku jest świątynia. To niedaleko, kilka ulic dalej.-powiedziała prowadząc go do parku z którego drzewa możnabyło zobaczyć z jej domu.
-Och nie rób mi zdjęć proszę...dzisiaj w ogóle nie wyglądał.-powiedziała śmiejąc się cicho i wchodząc do parku.-To był dla mnie męczący dzień...A następny zacznie się jeszcze gorzej bo w końcu Jun wróci o 4...i nawet jeśli powiedział żeby na niego nie czekać będzie wdzięczny gdy ktoś na niego zaczeka i przytuli...opowiadał ci o swoich napadach lękowych?
-Jego temperatura spada czasem nawet o 2-3 stopnie. Lubi tą pracę jednak wiem że po takich ciężkich nocach czuje jakby trupy wysysały jego ciepło. Sam nie rozumie tego do końca, ja z resztą też. On jest spanikowany...boi się tego i cały się trzęsie. Potrzebuje wtedy kogoś bliskiego.
-nie wiem jak będzie teraz ale na pewno źle. Mówił że to katastrofa morska i będzie sam...wróci jak chodzący trup.-zdradziła wzdychajac ciężko.-z reszta...pewnie zobaczysz.
-Nie może. Czasem przydzielają mu kogoś do pomocy ale tym razem nie mają kogo. Są straszne braki w personelu. Nie krzycz na niego...Jak wróci będzie potrzebował pocieszenia i dużo ciepła.-uśmiechnęła się do niego.-proszę oto świątynia.
-Lepiej sobie to odpuść maluchu. To raczej nie jest dobry pomysł.-wyraziła swoje zdanie i usiadła na ławeczce.-Hmm...Jun się po prostu martwi...Jak się do kogoś przywiąże taki już jest. Jesteś od niego dużo młodszy i ciężko mu wyczuć różnicę między tym co wolno partnerowi a tym co jest zadaniem rodzica.
-Teraz najważniejsze będzie go uspokoić i ogrzać. Raz chciałam go zabrać do szpitala ale się wydarł że nigdzie nie idzie...-wzruszyła ramionami.-Jest strasznie uparty. Leczyłam go po sprawie z jego ojcem...Nigdy nie zapomnę jak płakał w poduszkę kiedy w końcu mi zaufał...od tamtego momentu bardzo się zmienił.
-Z jego ojcem to...bardzo delikatna sprawa. Wątpię żeby ci powiedział. Byłam jedyną osobą której powiedział. Nie chciał iść na policję, do lekarza prowadziłam go siłą. Jeśli nie chcesz nie będę ci mówiła, ale on sam z siebie na pewno tego nie zrobi.-powiedziała wstając i przynosząc im gorącą herbatę z automatu.
-Ech...to na pewno nie tak że ci nie ufa...tylko...jest mu źle z tym tematem. To jest dla niego jak piętno które nie zniknie nie ważne jak by się starał. Pewnie znasz ten temat po łebkach ale dla niego wciąż jest on...wstydliwy że tak to ujmę. I bolesny. Zwłaszcza po ostatnie rozprawie kiedy wszystko ożyło w jego wspomnieniach.
-ok. No problemo.-powiedziała wstajac i prowadząc go w stronę swojego domu.-dobrze że nie poruszasz. Ale jakbyś chciał zaspokoić ciekawość to śmiało możesz pytać.-powiedziała z uśmiechem.
-liczysz się z jego uczuciami...to dobrze. Dobry z ciebie chłopak.-usmiechnela się wpuszczając go do domu.-pokazać ci wasz pokój?
-przecież nie będę ci kazała siedzieć w tym pokoju. Możemy obejrzeć jakiś film albo pograć w jakąś grę.-zaproponowała.-nie jestem glodna więc nie musisz nic gotować. Może pokazesz mi zdjęcia? Połączymy aparat do telewizora.-zaproponowała licząc na jakieś fajne zdjęcia z Junem.
-już robię. A ty podlacz aparat.-powiedziała idąc do kuchni. Po chwili wróciła z dwoma dużymi kubkami.-to ulubiona herbata Juna.-zdradziła kładąc kubki na stoliku.
-och no skoro tak uważasz.-wzruszyła ramionami nie chcąc się kłócić.-wiesz ze kiedyś do niego zarywalam?-zaśmiała się.-trochę wypiłam jak mu to mówiłam. Powiedział wtedy że nie będzie się umawial że starszą kobietą na dodatek psychologiem. Więc...dbaj o niego.-poprosiła uśmiechając się do niego.
-ah to...pierwszym była dziewczyna która spadła z mostu. Potem chłopak którego potrącił samochód a następnie dziewczyna która popełniła samobójstwo. Roznisz się od nich i Jun to wie. Na pewno nie uważa że ma pecha. Uśmiecha się przy tobie tak wesoło.-powiedział patrząc na zdjęcia.
-jakby ci to wyjaśnić...masz skłonności do lapania potężnego dola. Wtedy nie powinieneś być sam...najlepiej żeby był przy tobie ktoś bliski i po prostu przytulil no wiesz...pokazał że masz po co żyć.-wyjaśniła kobieta.
-spokojnie...-poprosiła kładąc dłoń na jego ramieniu.-właśnie tym charakteryzują się stany depresyjne. Ale lepiej mieć wtedy kogoś bliskiego. Sądzę że w twoim przypadku takie stany są normalne. Ale przejdą.
Kobiety wybuchła dzwiecznym uśmiechem.
-komerki w pokoju? Opowiedz mi o tym więcej.-poprosiła nie mogąc przestać się śmiać.-ciekawe co takiego nagrały...
-poważnie? Ale tak całkiem poważnie? Oj biedny..pewnie chciał wtedy trochę prywatności.-zaśmiała się wesoło.-no pokazuj dalsze zdjęcia.
-oj biedny Jun...podgladany cały czas...-zachichotala zaraz skupiając się na zdjęciach.-wiesz...robisz bardzo dobre zdjęcia.-pochwaliła.-myslales o studiach w tym kierunku?-spytała pijąc herbatę.
-rozumiem...w każdym razie masz talent. Powiedział patrząc na przewijajace się zdjęcia.-oooo...kiedy mu to zrobiłeś? Tak słodko śpi.-zaśmiała się.
-rozumiem...-usmiechnela sie. Kiedy skończyli oglądać rezeszli sąd dpa pokoi. Około czwartej nad ranem do domu cicho wszedł Jun. Cały się trzasl z zimna a wchodząc na górę po schodach poobijal się o ściany. Następnym starając się być jak najcichszym wszedł do zwykle zajmowanego przez siebie pokoju.
[dobranoc ^^]
-och...wybacz obudziłem cię...-powiedział cały się trzęsąc.-umyje się najpierw...cały smierdze...-mruknął podchodzac do torby i wyjmujac czyste bokserki, spodnie od dresu i sweter. Wziął szybki gorący prysznic i wrócił nadal czując że mu zimno.
-ja też...-szepnął przytulajac go mocno.-zimno...Ryu na prawdę mi zimno...przepraszam że takiego mnie widzisz ale...ogrzej mnie...-poprosił cicho.
-tak...było ich tak dużo...tak dużo...-szepnął.-a na byłem sam. To znaczy był jeden lekarz ale to nic nie dało...nic nie pomógł więc byłem sam a ich tak dużo. Takie zimne...-opowiedział delikatnie muskajac jego usta.
-nie Ryu to nic nie da. Ich było za dużo a Tomo przecież teraz o kulach chodzi j ma osłabiona odporność. Nie chce go narażać. Jakoś muszę to przejść...po prostu mocno mnie przytul. Kocham cię wiesz? Zawsze będę cię kochał.
-to tak nie działa Ryu...było minęło...nie mogę go narażać zwłaszcza że teraz ma obniżoną odporność. Proszą mnie j ja muszę jechać. To skomplikowane ale myślę żeby zerwać z nimi umowę.-powiedział uśmiechając się lekko.-Ryu....jesteś cieplutki. Powiedz jak mocno mnie kochasz?
-nie pros go. Zostaw tę sprawę. Proszę Ryu...na prawdę ja chce im odmówić. Więc to zostaw.-poprosił cicho.-nie martw się o mnie...jest dobrze. Już jest cieplej.
-nie pros. Ryu nie rób tego. Posłuchaj mnie i nie mów nic Tomo.-poprosił tulac się do niego.-i pewnie z nią porozmawialiscie, co? Co ci opowiedziała?
-tak jej pierwszej o tym powiedziałem.-przyznał spokojnie.-gdyby ci powiedziała to pewnie byś się dowiedzial. Mi wciąż ciężko jest o tym mówić.Wspomnienia ożywają. Kiedyś ci opowiem jeśli będziesz chciał coś o mnie wiedzieć. Może...na początek pięć pytań?
-ech no dobrze...ale tul mnie dobrze? Wciąż jest mi chłodno...-powiedział przytulajac go mocno i usypiajac.
-Kocham Cię...-szepnął jeszcze przytulając go do siebie. Zasnął szybko i mógłby spać do wieczora gdyby nie zapachy z kuchni.-Mmmmm...racuszki...-mruknął otwierając oczy i całując chłopaka na dzień dobry.
-Mou...ale mi się tak bardzo nie chcę...-mruknął jednak grzecznie wstając. Zszedł na dół i usiadł przy stole.-Hej...co tam dobrego upichciłaś?-spytał ziewając raz po raz.
-Za to ja jem dużo...zwłaszcza po nocce.-mruknął nakładając sobie kilka na talerz i zabierając się za jedzenie.-Jak zwykle pycha...Ale Ryu i tak najlepiej gotuje.-zaśmiał się popijając racuchy kakaem żeby się nie zapchać.
-Hmmm...Tokyo Tower, kilka świątyń, pałac cesarki, Toudai, moja uczelnia i mój akademik. Tak z skrócie. I może jakiś dobry bar okonomiyaki...-wzruszył ramionami dokładając sobie racuszków.
-Hmmm a może lepiej Akihabara? Zaprowadzić go ładnie do sklepu z aparatami niech poogląda. I Harajuku...musisz zobaczyć te dzieciaki.-zaśmiał się wesoło.
-Zjedz jeszcze jednego kotuś żebyś miał dużo sił. Chcę ci pokazać jak najwięcej fajnych rzeczy. Może nawet miejsce wyścigów? Jeździliśmy na nich z Tomo, wygrałem tam mój motor.-wyznał z uśmiechem.
-ech kochanie...jeden teraz i wezmę jeszcze na drogę. Ale trochę jeszcze musisz zjeść.-poprosił uśmiechając się do niego lekko.-podam mu twoj adres....
-no dobra niech już będzie to pół...i nie marudz bo to mało.-wywrócił oczyma zjadajac drugie pół.
-ale się dobraliscie...niejadek i zarlok.-zaśmiała się kobieta.
-oj no bo jeden mały racuch na taką dużą wycieczkę to zdecydowanie za mało.-wyjaśnił dopijajac kakao.-a teraz lec się ubrać ciepło.-polecil mu samemu wstając.
-ech...ja się po prostu o niego martwię. Nie chce żeby mi zasłabł czy zachorował. Nie może być długo na chłodnym.-wyjaśnił.-nudzić? To na pewno nie.-zaśmiał się.-jest nieobliczalny...
-łatwo ci powiedzieć. A ja się o niego serio martwię.-odparł jej jeszcze. Wziął chłopaka za rękę i wyszedł na zewnątrz.-no więc tak...najpierw jedziemy samochodem do centrum. Pierwszy zobaczysz mój akademik i uczelnie.-wyjaśnił pierwszy punkt wycieczki.
-Hmmm...no mógłbym ci drzwi pokazać ale tam pewnie się zmieniło...-powiedział puszczając jego rękę i wchodząc do samochodu.-ale po uczelni mogę cię oprowadzić...i twój tata prosił żeby ci pokazać Toudai.
-Tokyo tower będzie jak się sciemni bo wtedy najlepiej widać piękno Tokio.-odparł.- a co do Toudai...prosił więc ci pokaże.-wzruszył ramionami odjeżdżając.
-za daleko...najlepiej metrem.-westchnął ciężko. Korek ruszał bardzo powoli ale w końcu udało siębim dojechać do stacji metra.-no...zapraszam na przejażdżkę słynnym Tokijskim metrem prosto na moją uczelnie.-zaśmiał się wysiadajac z samochodu.
-tego to akurat nie wiem...wiem natomiast że jest tam tłok...więc nie wiem jak on sobie ten seks tam wymyślił...-mruknął wzruszając ramionami. Złapał go za rękę żeby się nie zgubili i poszedł kupić bilety.
-może chodziło mu o szybki numerek? Ja nie próbowałem i nie mam zamiaru.-zaśmiał się kupując bilet i prowadząc go do metra gdzie stali prawie przy samych drzwiach.
[dobranoc ^^]
-ścisk okropny...dojeżdżałem tak do pracy na studiach a szczęście akademik był rzut beretem od uczelni.-zaśmiał się cicho obejmując chłopaka żeby mu nie upadł i się nie zgubił.-zaraz pewnie będziemy na miejscu.
-no kochanie...jak się wraca późno z pracy do domu to nie jest fajnie...bez względu na miejscu na towarzystwo.-zaśmiał się.-o...wychodzimy.-powiedział łapiąc go za rękę i wybiegając na bezpieczną odległość zanim ludzie zaczęli się wsypywac.
-ładna? Pełno budynków...no nic...mój akademik.-wskazał ręką średni budynek.-mieszkałem prawie na samej górze. Chcesz zobaczyć?
Uśmiechnął się do zdjęcia a kiedy chłopak zrobił zdjęcie wszedł do budynku. Zaprowadził ho do windy a stamtąd na odpowiednie piętro.
-to moje drzwi.-wskazał odpowiednie.
-mało ale przytulnie. Łazienka, kuchnia i pokój na pół.-opisał.-ja nie...ale Tomo stamtąd ściągałem...oj były z nim przygody...
-więc...może opowiem ci po kolei -jak to w ogóle z nami było? Na początku było ciężko...ciągle sprzatalem jego część pokoju, znosił moje pobudki w nocy, to...jak zostawał mnie zgwalconego przez ojca...bardzo mi wtedy pomógł, znosił moje długie siedzenie w łazience...nie jeden raz uparcie wszedł mówiąc że jeszcze chwilą i by nasilkal sąsiadom do balkonu.-zaśmiał się.-no...ale przyszedł moment że zaczął pić...a potem brać...i...-zaśmiał się ponownie kiedy byli w windzie.-i nie raz gonilem go nagiego po akademiku, albo zdejmowalem z mostu albo balkonu...raz się nawet na mnie rzucił...w wiadomym celu i siłą go od siebie odsuwalem aż mnie obrzygal...-skrzywil się lekko.-ciężko z nim było.
-dziwna? Wiesz....my dużo razem przeszliśmy. Ja pomagałem jemu kiedy wpadł w alkoholizm i dragi...a on mi kiedy znajdował mnie...no wiesz...myl mnie wtedy, karmił i przytulal. Za pierwszym razem byłem przerażony że ucieknie a później w szoku...że się nie brzydzi. No on pewnie czuł podobnie jak go ratowałem z narkotyków. Bardzo się zżyliśmy przez te kilka lat studiów.
Prześlij komentarz