Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11). Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza. Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer. Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.
Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych.
| Powiązania | Szepty umysłu |
edit. 08.09.2013r
[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-bo cały czas jest dla mnie jak młodszy brat...zna mnie bardzo dobrze...nie raz mnie spil a ja mu gadalem wszystko po pijaku.-ucałował go w rękę.-może być dorosły w latach ale to wciąż głupi dzieciak.-zaśmiał się.-ja ciebie zawsze kocham...
[dobranoc ^^]
-ech kochanie...przecież przy tobie też jestem wesoły...tylko...przy nim chyba jestem bardziej otwarty. To przez to ile razem przeszliśmy i że tak dobrze mnie zna. Już się nie boję że mnie zostawi.-wyjaśnił wychodząc z budynku.-a znienawidzinego nauczyciela raczej nie miałem...byłem wzorowym uczniem i miałem większe problemy niż nienawidzenie nauczycieli.
-takie przyjaźnie zakazują się na studiach między wspollokatorami. Może i ty będziesz miał takie szczęście i z kimś się zaprzyjaźnisz? Masz jeszcze czas.-zaśmiał się cicho.-no...byłem kujonem jeśli tak to chcesz nazywać. Uczyłem się z przyjemnością a czasem byłem nawet kilka tematów do przodu.
-oj wcale nie taki duży...normalny...-wzruszył ramionami.-zaprowadze cię do jednej sali wykladowej.-zaproponował prowadząc go do dużych drzwi.-tu były zdjęcia z historii...tylko przez pierwsze dwa lata. Głównie mówiło o metodach egipskich. Czysta teoria bo nigdy nie wyjmowalismy mózgu przez nos.
-raczej nie...takie atrakcje wolę sobie odpuścić.-zaśmiał się cicho.-siedziałem tam.-wskazał na środkowy rząd.-moje ulubione miejsce. Mieliśmy też zdjęcia praktyczne ale tych sal nie będę ci pokazywał. Z reguły są zamknięte.
-no...parę razy wagarowalem...-mruknął wychodząc z nim z sali.-ale wtedy zajmowałem się Tomo jak się zatruł narkotykami...-wyjaśnił swoje powody.-innymi słowy nigdy nie wagarowalem z lenistwa. Lubiłem studia.-dodał łapiąc go za rękę.-teraz pokaże ci Toudai bo jest nie daleko.
-to się zmieniało z czasem. Najpierw był uparty i nieznośny, potem mu było wszystko jedno...a z czasem, powoli zaczął rozumieć że robi źle. I zaczął z tym walczyć.-wyjaśnił z uśmiechem.-a ja uparcie chciałem go z tego wyrwać.-dodał.-tłumy co?
-bałem.-przyznał spokojnie.-o ciebie też się boję.-dodał trochę zwalniając.-chodziło mi o tłumy na ulicy.-powiedział cicho się śmiejąc.-o tam widać już Toudai. Chcesz zobaczyć wydział fotografii? Nie wiem co twój ojciec chciał żebym ci pokazał...
-boję się tego momentu jak pojedziesz na studia. Wiem że z tym wiąże się wiele fajnych rzeczy ale...alkohol, imprezy...a na nich nie trudno żeby ktoś dosypal czegoś do napoju...a ty przecież jesteś na lekach na dodatek. No i wiem że nawet gdybyś wybrał Tokio to jest tu dobry personel i też miałbyś robione regularne badania...a mimo wszystko...mimo że ci ufam to się boję.
-nie kochanie. Chce żebyś był szczęśliwy i spełniał swoje marzenia a nie rezygnował z nich dlatego że ja się boję. To nie o to chodzi. Przecież będę mógł cię odwiedzać, dzwonić do ciebie...będziemy w kontakcie. No i...ufam ci. Wiesz jak ostatnio skończył się dla ciebie alkohol i wierzę że go sobie odpuścisz. Nie będę cię ochrzanial. Rozumiem że pewnie miałeś swoje powody tak jak ja miałem swoje gdy pierwszy raz się napilem.
-i to jeszcze jak waleczny...może to i lepiej że nie pamiętasz...-wzruszył ramionami.-uważaj na siebie...nie będę ci prawił kazań tylko...nie chce żeby stała ci się krzywda.
-krzyczałeś. I to strasznie. Byłeś wściekły...i krzyczałeś o wszystko.-zaśmiał się.-no to...-spojrzał na mapę-tam jest wydział fotografii...-wskazał kierunek.
-różnie...głównie o studia i o to że Kei miał przyjechać a nie ja. Siłą włożyłem cię do samochodu...a potem złapałes raczke od skrzyni biegów...potem się na mnie rzuciles i zacząłeś płakać że chcesz być normalny...tak w skrócie.-powiedział.-a czemu nie? Może się dostaniesz?
-kotek...to są zdjęcia uczniów 3 roku...nie dobijaj się bo robisz świetne zdjęcia.-mruknął mierzwiac mu włosy.-no a się tak złożyło że pomyliłeś numery i zadzwoniłeś do mnie.
-no prosiles a ja to olalem.-zgodził się wzruszając ramionami.-ech kochankę jesteś geniuszem. Tylko uparcie mówisz że nie.-zaśmiał się.-może poszukamy prac pierwszego roku?-zaproponował.
-przepraszam skarbie...ale to ty się upiles i na mnie krzyczałeś.-zauważył.-nie chce nie dobić...zobaczysz że nie odbiegasz od niech.-mruknął.-a właśnie kochanie...może...lepiej jak nie będę cię odwiedzał? A jak tracisz na mało tolerancyjnego wspollokatora?
-a posiadanie starszego partnera jeszcze bardziej, tak?-zaśmiał się obejmując go ramieniem.-nie...jednak nie ma mowy żebym cię nie odwiedzał. Za bardzo będę tesknil.-stwierdził.-o tam są zdjęcia pierwszego roku.-poprowadził chłopaka w ich stronę.
-och nie prawda...przecież się staram.-mruknął.-Ryu wcale nie są lepsi od ciebie. Robisz świetne zdjęcia a do studiów się na pewno jeszcze poprawisz. Złóż papiery też tutaj. Spróbuj chociaż...tego nikt nie broni.
-trochę więcej wiary w siebie. Masz talent.-zapewnił wyprowadzając go z budynku.-okonimiyaki...a co zglodniales? Jest tutaj taki jeden...chodziłem tam jesc jak jeszcze nie mieszkałem z Tomo...bo potem on gotowal.
-możemy na pół.-zgodził się prowadząc go do swojego ulubionego baru z okonomiyaki.-no...próbowałem naleśniki...ale je spieprzylem. Nie wiem nawet czemu. I zupę miso...i też spieprzylem...-mruknął zażenowany.
-no nie wiem...co nie próbowałem to spieprzylem. I nie wiem w którym momencie.-mruknął spokojnie patrząc na ruchy chłopaka.-ale w sumie.okonomiyaki umiem...ale w domu przecież nie zrobię...
-no niby bym mógł...-wzruszył ramionami i zabrał się za jedzenie.-ale znając życie spieprze.-mruknął.
-no niby tak...ale póki co nim mi nie wychodzi...-mruknął.-teraz? Może pałac królewski? Potem park i świątynia a na końcu Tokyo tower. Może być?
-no dobrze. Nie będę się poddawał...tylko ja już próbuje się nauczyć gotować odkąd zacząłem studia. I jakoś mi nie idzie skarbie.-wzruszył ramionami kończąc jeść.-złóż do kilku uczelni...ważne są chęci do nauki. Spelnij swoje marzenia.-poprosił.-jak odpowiada to ruszamy jak zjesz.
-ja ciebie też mój mały.-zaśmiał się płacąc i biorąc go za rękę.-no no teraz...do metra...-mruknął ruszając powoli w kierunku metra.-chcesz dzisiaj wracać czy jutro?
-tak się pytam skarbie. Nie mówiłem dokładnie kiedy wracamy. Zależy od ciebie czy jutro czy dzisiaj. Skoro chcesz jutro nie ma sprawy.-uśmiechnął się obejmując go lekko w metrze a kiedy wyszli znów złapał go za rękę.
-może nawet dzisiaj znajdziemy chwilę? Co ty na to?-spytał prowadząc go na plac pałacu królewskiego.-no...zrób tyle zdjęć ile chcesz. Później park i Tokyo tower.
-już? Na pewno wszystko?-spytał żeby się upewnić po czym zaprowadził go do parku.-no...lubiłem się tutaj uczyć...z reguły był tutaj spokój i mogłem usiadł pod drzewem.-powiedział.-może zapozuje cu do kilku zdjęć a nie ciągle robisz z zaskoczenia.
-no ale w takich pozwanych mógłbyś zobaczy jakie robisz postępy. -zauważył tulac go do siebie lekko. Obejrzał zdjęcia.-ładne. Mówiłem masz talent kochanie.
-cóż...blisko domu miałem plac zabaw. Chodziłem tam z mamą...i w ogóle...uwielbiałem huśtawki i drabinki.-wyjaśnił cicho się śmiejąc.-miałem kilku kolegów ale potem...no wiesz...nie wychodziłem na podwórko...
-nie wyglupiaj się za stary jestem...-jęknął idąc ciagniety przez niego. W końcu usiadł na huśtawce i zaczął się delikatnie bujac.-tego się nie spodziewałem...jestem sobie na randce z chłopakiem i siedzę na huśtawce...-mruknął.
-ta...szalone...-westchnął również bujajac się jak najwyżej pomimo wzroku przechodniów.-no...ale chyba nie wyglądam na staruszka, co? Ile lat byś mi dał?-spytał ciekaw odpowiedzi.
-jesteś okropny...-mruknął schodząc z huśtawki i obrażony usiadł pod drzewem.-35 też mi coś...aż tak staro na pewno nie wyglądam...-mruczal pod nosem.
-a może jestem za stary że cię nieść? No wiesz skarbie...35 lat...to jednak za dużo.-pomarudzil mu trochę tulac go do sobie.-słabo ci?-spytał widząc jak upadal.-posiedmy jeszcze chwilę.-poprosił chcąc poczekać aż się sciemni.
-mou...ale nie postarzaj mnie więcej. Już wystarczająco źle się czuję z tym że jestem od ciebie starszy te cholerne 10 lat.-mruknął niezadowolony.-możesz porobic ki tyle zdjęć ile chcesz skarbie. Tylko pamiętaj że idziemy jeszcze na Tokio Tower i tam też pewnie będziesz chciał zrobić masę zdjęć.
-możesz skarbie...zawsze.-zaśmiał się cicho.-kocham cię wiesz? Nawet kiedy uparcie mnie postarzasz mimo że mi to przeszkadza...kocham cię. -poglaskal go po włosach.-i jeśli będziesz chciał to opowiem ci wszystko o moim ojcu...
-bo wiesz...ja chce żebyś wiedział...to pewnie sprawiloby że byś zrozumiał...-powiedział biorąc jego dłoń i przykładając ją sobie do policzka.-to się zaczęło kiedy zmarła mama...ojciec obwinial mnie o jej śmierć. Jak tylko wróciliśmy z pogrzebu rzucił mnie na łóżko. Zgwałcił ale też pobił. Następnego dnia poszedłem do szkoły biorąc lek przeciwbólowy a pobita twarz ukryłem pod pudrem mamy...i tam się działo codziennie przez...około 4 lata. Miałem duży dom więc...obracał mnie w każdym z pokoi. I bił. Ciągle. Groził że jak komuś powiem to...wyrzuci mnie z domu. Byłem dzieckiem mię miałem dokąd pójść.-przełknąć sline.-w końcu udało mi się uciec. Poszedłem na studia. Miałem rok spokoju kiedy nie wiedział gdzie jestem. Ale potem znów...przychodził czasami...a Tomo mi pomagał się otrząsnąć. To było okropne.
-mam ciebie. To dla mnie najważniejsze.-szepnął.-teraz już wiesz czemu tak się zdenerwowałem wtedy w onsen. Porównując ciebie i mnie...-przelnal śline.-no i...moja pierwsza dziewczyna która mi pomogła miała wypadek. Druga popełniła samobójstwo a trzeci chłopak miał wypadek. Wiec bardzo się że mam ciebie.
-wiem że nie powinienem nam porównywać ale..zdenerwowałem się. Tak po prostu...-wyjaśnił wzruszając ramionami.-dziękuje za to że mnie nie opuścisz. I nawet jak będziesz mnie przez przypadek krzywdzil to zrobię wszystko żebyś znów się do mnie uśmiechnął. Bardzo cię kocham.-przytulil go.mocno.-czy...poszedłbyś że mną na grób mojej mamy? To niedaleko.-poprosił.
Zaśmiał się cicho i wziął go na barana.
-a może jednak mi odpuścisz to gotowanie? Nie chce wam spalić domu...czy coś.-wzruszył ramionami.-kochanie?-zaczął po chwili.-wiesz że...to będą moje pierwsze odwiedziny mamy od pogrzebu.-zdradził.
-a to wredna małpa...co ci jeszcze nadal? Powiedz skarbie...o jakie rzeczy ty się go pytales?-spytał unosząc brwi.-tak na przykład po naszym pierwszym razie byłeś u niego, co?-westchnął ciężko widząc z daleka cmentarz.
-co bym miał się nie wstydzić? Kotek...on mnie spil niezliczoną ilość razie żeby wyciągnąć co pikantniejsze rzeczy...poza tym to czasem taki zboczuch...ja się poważnie obawiam co on ci nagadal...-powiedział z przerażeniem w głosie.-wiem że czeka...-uśmiechnął się lekko powoli przekraczając bramę.
-weź mi nawet nie przypominaj...nie liczę ile razie stał jak kołek pod drzwiami i krzyczał 'ile można siedzieć w łazience?' otwierał drzwi, wybuchal śmiechem i zamykał. Nie dość że pokój był jeden to nawet w łazience nie miałem prywatności. A teraz mając własny pokój też jej nie mam.-fuknal.
-przyzwyczajony? Kochanie...mam 27 lat i chciałbym chociaż odrobinę prywatności. Więc jeśli te kamery jeszcze nie zniknęły to niech lepiej to zrobią.-ostrzegł celujac w niego palcem. Rezejrzal się szukając odpowiedniej alejki.
-aż tak cię...fascynuje co robię we własnym pokoju?-spytał patrząc na niego niezadowolony.-zostaje mi łazienka...no cóż...
-przez ten miesiąc...prawie w pokoju nie byłem. Siedziałem głównie przed laptopem lub czytałem...z tego co pamiętam...-mruknął wzruszając ramionami.-więc teraz duży chłopiec będzie mnie podglądać? Nie ładnie...
-a nie możesz sobie odpuścić tego podgladania? Nie ładnie tak...-mruknął niezadowolony.-o...to chyba tutaj...-powiedział idąc wgląd alejki.-no...to tutaj.-wykazał na grób z przyklejonym zdjęciem. Położył kwiaty i zapalił kadzidelko.
-jak na zdjęciu. Nie wiem czy uznasz ją za ładną ale dla mnie była.-powiedział cicho. Usiadł na ziemi i otarł łzy.-jak byłam mały to wygladalem jak ona gdy była dzieckiem. Byłem do niej bardzo podobny...
-to...to nie była moja wina...-wychrypial w końcu wtulajac się w niego mocno.-on jechał za szybko...nie zatrzymał się na pasach...to nie była moja wina...kochałem mamę...nadal kocham...
Płakał dłuższą chwilę po czym odsunął się od niego i otarł łzy.
-już...już dobrze. Dziękuje że byłeś ze mną.-powiedział wstając i sklaniajac się delikatnie.-ok...chyba możemy już iść. Tokio tower czeka.
-mamo...tęsknię za tobą. Chciałbym jeszcze raz móc z tobą porozmawiać...wiem że to niemożliwe. I...pewnie wiesz o wszystkim więc...tylko ci przedstawię moje szczęście. Mój mały Ryu.-objął go ramieniem.
-pa mamo...przyjdę kiedy znów będę w Tokio.-obiecał uśmiechając się lekko. Wziął chłopaka na barana i ruszył w stronę ich ostatniego celu. Robiło się ciemno więc będą mieli ładny widok na miasto.
-mhm...ok.-postawił go ba ziemi i złapał za rękę.-ja też się cieszę że tutaj przyszedłem. Ale teraz wracamy do randki. Jej ostatni punkt wciąż na nas czeka.
-Hmmm...sądzę że tak. Są stamtąd ładne widoki...a teraz jeszcze ładniejsze bo się sciemnilo. Sądzę że ci się spodoba.-uśmiechnął się do niego.-o widzisz tak ją widać.-wskazał ręką.
-no jest wysoka.-przyznał spokojnie.-wiesz tam na barierkach pary wieszaja kłódki...żeby być razem do końca czy coś.-wzruszył ramionami opowiadając mu trochę. Weszli do windy i prosto na górę.
-jeśli chcesz to możemy zawiesić.-wzruszył ramionami.-chyba jest...nie pamiętam dobrze. Ale raczej jest.-zamyslil się trochę.
-ok...więc zawiesimy i wejdziemy do środku.-oznajmił kupując kłódkę i podając ją chłopakowi.-wybierz miejsce.-polecił mu.
-oczywiście kochanie ale i bez tego byśmy byli szczęśliwi.-zaśmiał się. Wprowadził do go środka gdzie z okien było widać miasto.-zrób zdjęcia i idziemy do domu, ok? Musisz zdążyć na ostatni pociąg.
[oj biedna...niby nikt nie mówił że będzie łatwo...XD ale będzie lepiej. Moje walentynki? Ja świętuje dzień singla XD]
-no cóż...możemy. To raczej nie jest az tak daleko. Tylko zimno i w ogóle. Nie chce też żebyś się przemeczyl...-uśmiechnął się.-ja ciebie też kocham.
[zaczynam się bać swojej przyszłości XD z natury lubie długo spać...będzie ciężko...]
Mężczyzna zachichotal pod nosem.
-Ma pani rację.-przyznał kobiecie. Co prawda do młodzieży się nie zaczął ale nie będzie już nic więcej mówił.-może wracajamy już, co? Zanim zrobi się tak zimno że nawet oddanie kurtki nie pomoże.-zaśmiał się.
[nie strasz mnie noooo XD]
-no możemy wstąpić do cukierni po jakieś słodkości. Tak w zastępstwo ok? I w domu Miki zjemy sobie i obejrzymy film albo pomogę ci z fizyka. Co będziesz chciał.
-dobra już dobra...nie marudz tylko. Kupimy herbatę z automatu. Wybacz mnie to już po prostu nie jara.-zaśmiał się.-kupimy słodkości i herbatę z automatu. A potem sam zdecydujesz ci będziemy robić.-wywrócił oczyma oddając mu kurtke jak tylko zeszli dalej.
-ja wiem że jesteś tutaj pierwszy raz.-zaśmiał się obejmując go i prowadząc go do automatu gdzie kupił mu gorącą herbatę.-zapamiętaj kochanie...w Tokyo automaty są na każdym rogu...-zaśmiał się wesoło.
-jasne skarbie. Możesz być pod koldra. Postaram się wyjaśnić ci to jak najprosciej i najszybciej.-powiedział obejmując go ramieniem i prowadząc dalej w kierunku domu Miki. Po drodze tak jak obiecał mieli zajść jeszcze do cukierni.-a...jak ci się podoba wycieczka?
-tyle rzeczy ci pokazałem a tobie najbardziej podoba się herbata.-zaśmiał się płacąc za ciasta i biorąc jeszcze czekoladki.-a teraz prosto do domu Miki.-uśmiechnął się łapiąc go za rękę.
-więc spełniłem twoje małe marzenie.-zaśmiał się.-więc następnym razem jak się napijesz to nie krzycz na mnie że nie traktuje cię jak normalnego nastolatka. Niezły opieprz zabrałem...-zaśmiał się prowadząc go do domu Miki.
-oj kochanie martwilem się no...z reszta już mniejsza o to. Dostałem opieprz i tyle.-wzruszył ramionami. Zdjął buty i po tym jak przywitał się z Mika poszedł do pokoju żeby wyjaśnić chłopakowi fizykę.
-mou co za małe wredne...-westchnął odkładając książki do torby chłopaka i biorąc czystą bieliznę żeby się umyć. Wrócił po dłuższej chwili i usiadł przy laptopie jakoś nie mając ochoty iść spać.
-no jasne kochanie.-zaśmiał się cicho.-skonczymy jutro. Idź się umyć i do spania. Jesteś zmęczony, to był dzień pełen wrażeń.-uśmiechnął się do niego lekko.
-o no właśnie. Bierz leki. Zaraz dam ci coś do jedzenie bo na pusty żołądek nie wolno.-powiedział wstają i po chwili przynosząc mu kanapkę.-zjedz, weź leki i do mycia.
Jun nadal grzebal coś w laptopie a kiedy chłopak wrócił uśmiechnął się do niego.
-chodźmy już spać.-powiedział wchodząc do łóżka.
-tylko twój.-zaśmiał się tulac go do sobie.-kocham cię skarbie. Bardzo.-uśmiechal się zamykając oczy.
-Hmmm?-otworzył oczy i usiadł na łóżku.-bardzo boli? Kochanie może już wrócimy? Albo najpierw do lekarza? Albo poczekajmy...
-uspokoi ale ci ufam i skoro mówisz że to normalne to nic nie mówię. Poczekamy chwilę i jak nie przejdzie to wtedy.-przytulil go.
-mhm. Wiesz rozmawiałem z Tomo ostatnio. Mówił że do niego przyszedles...-zaczął dając mu calusa.-o śniadanko to do pani domu. Ja nie gotuje i Mika dobrze to wie.
-jasne że jest.-powiedziała witając się z nim z uśmiechem.-jak minęła randka z gburkiem?-spytała idąc do kuchni.
-racja jest niesamowity. Zwłaszcza wieczorem.-zgodziła się.-więc gburek za bardzo nie marudzil. Zaprowadził cię w ciekawe miejsca.-usmiehchnela się robiąc ciasto na naleśniki.-dobrze że siebie macie.
-kochany? To dobrze że tak o nim myślisz. Ale wiesz co? Może nie wygląda ale łatwo go zranić i czasem zachowuje się jak duże dziecko.-zaśmiała się i zaczęła smarzyc naleśniki.-mówił mi że macie mały problem...ze zbliżeniem się.-zaczęła wiedząc że Jun lubi brać z rana prysznic więc ma trochę czasu na rozmowę.
-On na pewno to rozumie. Pewnie na jakiś swój głupi sposób chciał ci nawet pomóc. To nie tak że na nim to nie robi wrażenia, może uważać że miał gorzej i przez to trochę się irytować ale...jestem pewna, że powoli się do siebie zbliżycie. I wtedy będzie niesamowicie.-uśmiechnęła się kładąc przed nim talerz z naleśnikami.
-rozumie cię. Wie że musi być delikatny. On jest taki z natury chociaż bardzo nie lubi pokazywać tej strony siebie. Wiem że nadal się boisz, no naturalne, ale jego nie musisz. On jest zapewne ostatnią osobą która mogłaby cię skrzywdzić. Chociaż pewnie wciąż się gryzie że jest od ciebie starszy więc przez jakiś czas pewnie ty będziesz musiał robić pierwszy krok i dawać mu pozwolenie.-uśmiechnęła się lekko.
-Oj bo to taki nadopiekuńczy stary głupek. Potem obwinia sam siebie bo nie wiedział, nie miał jak pomóc, nie był w stanie i tak dalej. A on bardzo chce być pożyteczny. Poza tym się też o ciebie boi i to musisz zrozumieć. Pozwolić mu być blisko.-powiedziała biorąc łyk herbaty.
-Dobrze, jest blisko. Nie musisz zaraz mamrotać pod nosem.-zaśmiała się.
-Co mi chłopaka męczysz?-spytał Jun wchodząc do kuchni z ręcznikiem na ramionach i w spodniach dresowych.
-Nikogo nie męczę.-wstał i podeszła do niego zadzierając głowę do góry i szczypiąc go lekko w policzek.-Masz miłego chłopaka i masz o niego dbać, i dać mu trochę przestrzeni.
-Ał nooo. Nie jesteś moją matką, ok?
-Może i nie.-fuknęła kładąc ręce na biodrach.-Ale to ja ci ją zastąpiłam kiedy tego potrzebowałeś. Więc jak będzie?
-grzeczny będę...-wymamrotał.
-Ej no tylko bez przesady. Staram się nauczyć. Po prostu nie mam do tego talentu.-mruknął biorąc zostawione naleśniki.
-Co dziwne bo jest strasznym żarłokiem.-zaśmiała się kobieta.
-Jak to nie oczekujesz? Oczekujesz że ja coś zrobię...-mruknął trochę niezadowolony. Zjadł naleśniki i wstał żeby zrobić sobie kanapki.-O i tyle umiem...-mruknął pokazując mu wykonaną przez siebie kanapkę z serem, szynką i sałatą.
-Dobrze kochanie...-uśmiechnął się do niego lekko i wrócił do stołu.-Mika...martwię się o niego. Wiem że stara się mnie nie martwić i w ogóle ale boję się go stracić. Jak myślisz? Co powinienem zrobić-spytał patrząc się w herbatę.
-Ech Mika, tak było na początku. I wiesz co? Pewnego razu myślał że to zwykłe przeziębienie, unikał mnie aż zemdlał. Spędził pół roku w szpitalu. Nie chcę żeby znów tak było...żebym nie mógł go nawet przytulić.-westchnął.-To nie tak że to dla mnie zupełnie nowe...znam go dwa lata i wiem, że nie raz było źle...ale nie chcę żeby znów było.
-Wiem, że pewnie jeszcze nie raz będę siedział całą noc w szpitalu i wypalał z dwie paczki ale...chcę tego uniknąć. Nawet nie wiesz jak bardzo chcę tego uniknąć. Nie po tym co widziałem...a kiedy w końcu go mam przy sobie, mogę objąć, zatopić ręce w jego włosach...kiedy w końcu chodzi...
-czy strasznie? Koszmarnie...zamknęli go w izolatce. Widziałem przez szybę jak nie może się ruszyć, jak traci włosy przez chemię i jak chudnie w oczach. Nie mogłem nic zrobić poza przychodzeniem tam dzień w dzień i wspieraniem go. Jego rodzina zatrzymała mnie na tydzień w domu uznając że zwariuję jak jeszcze raz tam pojadę.-mówił szybko i nerwowo.-Nie chcę znów tego przeżyć.
-Wiem że mam rodzinę, wiem że mnie kochają. Ufam im...tylko no...nie chcę go stracić. Może masz rację że to tylko z przemęczenia. Mam taką nadzieję.-uśmiechnął się lekko.
-Chciałem już dzisiaj wracać ale...spełnię te jego małe marzenie.-zaśmiał się.-Jasne że wygląda słodko...zawsze tak wygląda kiedy śpi spokojnie...ciekawe co mu się śni.-uśmiechnął się lekko.
-Ale cicho, nie chcę go budzić.-szepnął.-ok, pójdę się przejść po okolicy. Kiedy wiem ze nie ma już ojca czuję się bezpieczniej.-Powiedział idąc się ubrać i wychodząc na krótki spacer.
-Jaki był?-zamyśliła się trochę.-Był jak duże dziecko. Dosłownie bo był dość wysoki ale wychudzony. Pamiętam jak zabierałam go na wiele badać. No ale wracając...dużo płakał, wymiotował w nocy i krzyczał żeby go zabić bo on dłużej tego nie zniesie. Był...zupełnie innym człowiekiem niż teraz.
-Oj mój kochany...co się stało że się chcesz tak tulić?-spytał cicho się śmiejąc i podnosząc lekko chłopaka.-Jak się spało? Już lepiej?-spytał.
-Nie było mnie chwilę...-zaśmiał się.-Dobrze że odpocząłeś. Bardzo dobrze.-dał mu całusa.-A żadnych snów nie miałeś? Tak się słodko uśmiechałeś...
[oki ^^ ja już oglądałam XD nawet 2 XD]
-uuuu szkoda...chciałem wiedzieć co się sni mojemu skarbowi...-dał mu calusa i uśmiechnął sie lekko.-zrobiłem sobie spacer po okolicy. Kupiłem wkład do e-papierosa i wróciłem.
-no więc pójdziemy. Wieczorem pójdziemy do parku. Wypijemy herbatę i obejrzymy zachód. Pasuje ci taki plan?-spytał glaszczac go po wloskach.-a później pojedziemy do domu.
-a...-zamrugal nie mając nawet chwili żeby zaprotestować.-widzisz Mika ci ja się z nim mam? Raz ledwo stoi a chwilę później biega po kuchni.-pokrecił głową.
-normalny nastolatek.-powtórzył cicho.-czasem...ciężko mi pozwolić sobie to pojąć. Niby to wiem a czasem zapominam. A przecież wiem że jak każdy nastolatek chce się wyszaleć i czyta pisemka +18.-zaśmiał się.-Mika...? Nie jestem dla niego za stary?-spytał po dłuższej chwili.
-ale nie wystarcza noo...-mruknął nadymajac policzki.-bo czuję że jestem za stary dla niego...że lepiej byłoby mu z kimś młodszym i w ogóle...-dodał już samemu nie wiedzą co myśleć.
-no...nie sądzę żeby mu było źle...tylko...że jakby miał kogoś w swoim wieku to byłoby lepiej. Ale chyba tylko ja tak uważam bo nawet jego rodzina nie ma nic przeciwko. Nawet jego ojciec...-westchnął na prawdę tego nie rozumiejąc.-no staram się nie zachowywać hak stary pryk...w końcu aż tak stary nie jestem...-wzruszył ramionami.
-no...bo on czasem robi straszne głupoty...i martwię się i...-urwał wzdychajac.-no już nie będę. Grzechy będę no.-obiecał szybko.
-no robiłem...-zgodził się dość niechętnie.-jasne bo to takie łatwe...nie chce żeby stała mu się krzywda...i w ogóle...-westchnął.-już milkne. Robiłem głupoty i on też ma prawo je robić.-przyznał jej rację.
-mmmm...wyglądają i pachną pysznie.-powiedział wchodząc do środka. Dał chłopakowi calusa w policzek i nałożył sobie kilka z każdego rodzaju.-pyszne.-zachwycił się.-skarbie a...zrobiłbyś mi kiedyś sajgonki? Mama mi robiła i...dawno nie jadłem takich pysznych...-powiedział z lekkim uśmiechem.
-porównując do mnie to niejadek ale...on zawsze tyle je.-wzruszył ramionami.-ile ważysz? Spytał go na chwilę przerywając jedzenie żeby na niego spojrzeć.
-to dobrze. Skoro stale tyjesz to nie ma się o co martwić. Jak już dobijesz tyle ile chcesz to powiedz mi.-poprosił uśmiechając się do niego lekko i wracając do jedzenia.
-bo chciałbym wiedzieć.-mruknął i puknal go lekko w policzek.-wyszły pyszne. Uwielbiam jak gotujesz.-uśmiechnął się jedząc dalej.
-no co za małe wredne...-mruknął pod nosem. Skończył jeść i odsunął talerz dziękując za posiłek.-było przepyszne.-pochwalił go raz jeszcze. Uwielbiał potrawy chłopak które kojarzyły mu się zawsze z takim prawdziwym, szczęśliwym domem.
-nie za dużo tych zwchcianek?-zaśmiał się cicho.-pojedziemy...może...jeszcze zobaczę.-wzruszył ramionami. Nigdy nie potrafił mu odmówić.
-ja ciebie też bardzo kocham skarbie. Bardzo.-powiedział calujac go delikatnie w usta.-bardzo. Tylko wiesz co? Ja już cię na jedną randkę po Tokio zaprosiłem. Następną randkę planujesz ty.-zaśmiał się.
-no jasne. Ja ci tylko ładnie mówię że teraz twoja kolej.-zaśmiał się.-a póki co mamy jeszcze czas do spaceru. Co chcesz robić?
-oj ale my chyba już nie mamy o czym porozmawiać...-zaśmiał się Jun.-już porozmawialiśmy.
-ok.-zgodził się od razu. Wstał i z chłopakiem na rękach poszedł do salonu.-kochanie? A co z fizyka? Nie skończyłem ci wczoraj wyjaśniać wszystkiego a w domu będziemy późno...może teraz?-zaproponował.
-no dobrze...nie będę cię przecież do niczego zmuszał. Skoro tyle ci wystarczy.-musnal delikatnie jego usta.-to obejrzymy jakiś film a później przejdziemy się na romantyczny spacer.-znów go ucałował i podał gazetę z programem.
-oj no wim że nie przepadasz. Nic na to nie poradzę...mogę ci jedynie pomóc ją trochę zrozumieć. Yuto pomagam z matematyką.-uśmiechnął się lekko i znów dał mu calusa korzystając z okazji że może go całować kiedy chce.
-no moglibyśmy...ale myślałem że chcesz oglądać...-wzruszył ramionami wskazując na grający telewizor.-a ty co taki czerwony?
Zdążył jeszcze zgasić telewizor i dał się ciągnąć do pokoju.
-Ryu?-pozwolił mu na dotykanie się obejmując go w talii.-jesteś pewny?
-um...sądzę że tak. Postaram się na ciebie nie rzucić.-zaśmiał się cicho.-rób co chcesz, jestem twój.-powiedział już poważniej. Zdjął z siebie koszulkę i oparł rękoma z tylu żeby mu się wygodniej siedziało.
Zachlannie oddawał pocałunki szybko się podniecajac mimo że ruchy chłopaka były dość niepewne. Kiedy Ryu zszedł niżej zagryzl delikatnie warge ale nie zatrzymał go. Spial się delikatnie kiedy chłopak wziął go ust ale chwilę później się rozluznil.
Oddech mu przyspieszył tak samo jak bicie serca. Nie sądził że będzie mu się aż tak podobało. Drzal z podniecenia nie chcąc żeby chłopak przerywał.
-Ryu...-wyszeptal cichutko oblizujac wargi.
-ja ciebie też...-powiedział patrząc jak chłopak się rozbiera.-mam niesamowitego faceta...jak jeszcze kiedyś powiem że jesteś niewinny...daj mi w twarz...-stwierdził delikatnie dyszac i uśmiechając się do niego lekko.
-oj zaraz szkoda...raz dostanę i się naucze...chociaż teraz chyba ani razu tak nie powiem...-stwierdził oddając pocałunki i dłońmi muskajac jego tors i sutki co jakiś czas je ściskając.
-już sobie poeksperymentowałeś?-zrobił smutną minke i pocałował go namietnie. Położył go na łóżku i ogarnął włosy z twarzy.-kocham cię.-szepnął mu do ucha zostawiając mu malinke na szyi tak że chłopak mógł łatwo zakryc ją włosami. Obdarowywal jego tors pocalunkami w międzyczasie dłonią masujac jego przyrodzie przez bokserki.
-rozumiem...ale należy ci się nagroda. Do tego momentu radziles sobie...świetnie. Byłeś boski kotku.-powiedział delikatnie ssac jego sutki. Zsunal się niżej i zdjął z niego bokserki dobierając się ustami do jego przyrodzenia. Palec powoli wsunal w chłopaka żeby go odpowiednio przygotować.
-cichutko kochanie...Mika jest w domu.-przypomniał zaraz wracając do lizania jego przyrodzenia i ssania jego główki. Po krótkim czasie wsunal drugi palcem powoli nimi poruszając.
-no już...-wyjął palce i zastąpił je czymś większym.-nie spinaj się tak...-poprosił powoli zaczynając się w nim poruszać. Pocałował go namiętnie żeby chłopak nie bał się być za głośny.
Doszedł sekundy po nim z cichym jekiem. Dał mu delikatnego calusa i wyszedł z niego powoli.
-i jak było? Mniej się bales?-spytał kładąc się obok niego i okrywając ich obu koldra.
-nie przepraszaj. Byłeś świetny serio. Jak rozumiem gratulacje dla Tomo że ci parę rzeczy podpowiedział?-zaśmiał się cicho i dał buziaka.
-to nie jest złe. Domyślam się że byś się wstydził pytać mnie więc...dobrze że spytałeś jego.-uśmiechnął się lekko.-szczerze to w sumie myślałam że...będziesz się brzydzil albo coś.-wzruszył ramionami.
-dziwnie? No cóż.-wzruszył ramionami.-jasne idź. Pójdę po tobie...-dodał z lekkim uśmiechem. Wstał z łóżku i złożył bokserki i zaczynając sprzątać w pokoju.
-ok skarbie. Nie daj się pytaniom Miki.-ostrzegł idąc się umyć. Po szybkim prysznicu wrócił do pokoju. Naszykował rzeczy na drogę i poszedł do salonu w spodniach dresowych. Usiadł obok chłopaka i ułożył mu włosy tak żeby zakrywały malinki.
-oj a mówiłem nie daj się jej pytaniom...-zaśmiał się cicho obejmując go delikatnie.-Skoro ma energię to pójdziemy na spacer, tak jak obiecałem.-dał mu calusa w policzek.
-Włosy mamy jeszcze mokre...-wywrócił oczyma. Wstał i wrócił po chwili z suszarka. Usiadł i zaczął mu suszyc włosy.-zaraz pójdziemy...-powiedział dając mu calusa w policzek.
-no Mika, nie myśl sobie nie dla każdego jestem takim misiem. Ryu-chan jest specjalny...-zaśmiał się cicho i powoli skończył suszyc mu włosy i zaczynając swoje.
-Oj...ale to też co innego...ty jesteś najspecjalniejszy...-zaśmiał się. Kiedy skończył suszyć włosy poszedł się ubrać.-możemy już iść skarbie na romantyczny spacer.
-nie ma za co skarbie. Ja sam cieszę się że mogliśmy tutaj razem przyjechać. Spędzic razem czas...i w ogóle...taka nasze pierwsza mała wycieczka.-uśmiechnął się.-z tamtej ławki jest ładny widok na zachód. Przyniosę herbatę idź już usiadz.
-może herbatę z automatu?-zaśmiał się cicho.-albo...jakiś breloczek do telefonu?-wzruszył ramionami.-o patrz jaki ładny zachód.
-jest...bo jesteśmy razem.-uśmiechnął się i dał mu calusa policzek.-kocham cię.-szepnął tulac go do siebie.-to co kupimy Yuto?
-może być miś. A w połowie drogi zajedziemy do mcdonalda tak jak chciałeś.-uśmiechnal się podbierajac mu łyk herbatki.-chodźmy już.
-ogromne. Chyba trochę za duże.-zaśmiał się cicho. Wstał z ławki i po tym jak złapał chłopaka za rękę ruszył w kierunku domu Miki.-cieszysz się że już wracamy do domu?
-Ojooj...no to już wiem gdzie pojedziesz na studia.-zaśmiał się cicho.-mi na tym wyjeździe też było dobrze. Normalnie nie było a teraz byłem tutaj szczęśliwy z tobą.-uśmiechnął się lekko.-to wszystko dzięki tobie.-dodał dając mu calusa.-jasne kup sobie.
-wystarczy że byłeś...co do Toudai niczego nie możesz być pewny. A może jednak się dostaniesz?-uśmiechał się.-wybacz że Mika męczyła cię pytaniami...wiem że to czasem krępuje...-przeprosił.
-wiem. Ja ciebie też. Bardzo.-wszedł do środka i poszedł najpierw pożegnać się z Miką.-dzięki za wszystko. Moglas udać że nie wiesz co robimy w pokoju...-wywrócił oczyma przytulajac kobietę na do widzenia.
-to się następnym razem powstrzmaj.-mruknął.-wpadniemy jak będą jakieś dłuższe ferie...chociaż wtedy chciałem na jakąś inną wycieczkę...-wzruszył ramionami i wziął torbę.-idziemy bo szkoda czasu.-powiedział łapiąc go za rękę.
-bo do najlzejszych nie należy a ty już miałeś dzienną dawkę ruchu i to w nadmiarze.-odparł cicho się śmiejąc.-no już chodź marudo.-westchnął ciągnąc go w stronę wyjścia.
-no juz dobrze...mój błąd.-westchnął ruszając.-następnym razem ty poniesiesz torbę. Zadowolony?-spytał śmiejąc się cicho. Chwilę później zjechał żeby zatankować. Kiedy nalal cały bak pozwolił chłopakowi wysiąść żeby wybrać coś dla Yuto.
Zacisnął ręce na kierownicy i chwilę milczał.
-wiem że nie jesteś dziewczyna. Tylko że...no nie zarabiasz jeszcze więc...czuję się w obowiązku żeby za ciebie zapłacić. A z tym noszeniem to juz chyba przyzwyczajenie. Jesteś ode mnie słabszy więc źle się czuję kiedy to ty masz coś nosić. A teraz to ja zabierałem ciebie wycieczkę więc ja płace. Jak ty będziesz panował randkę portfel zostawię w domu.
-kochanie? No to patrz ile pieniążków będziesz miał na randkę bo przypominam że następną robisz ty.-uśmiechnął się lekko.-skarbie...zauwaz że gdybym traktował cię jak niepełnosprawnego to seks całkowicie by odpadal.
-no to ci powiem skarbie że ze mną miałbyś je zerowe gdybym za takiego cię uważał. Przecież nie robię wszystkiego za ciebie...noszę tylko cięższe rzeczy.-mruknął.-Ryu! Daj.mi gluptasie chociaż odjechać na parking!-fuknal na niego. Odsunął go wręcz siłą i odjechał parkujac kawałek dalej-proszę możesz mnie ukarać.-wywrócił oczyma.
[oki doki ^^ miłych zajęć]
-ty sobie najpierw wymyśliłeś że to będzie karą.-zaśmiał się cicho cieszac się że ma przyciemniane szyby.-skarbie? Obiecuje że nie będę nosił twoich rzeczy jeśli tak bardzo ci to przeszkadza. A co do pieniędzy to...jak ja organizuje randkę ja płace a jak ty to ty płacisz. Może tak być?-jęknął cichutko.-chciałbym żebyś wiedzieć że uważam cię za normalnego i bardzo żywiołowego nastolatka więc nie wygaduj już nigdy o jakiejś niepełnosprawności.-powiedział przygryzwjac dolną warge.
-wtedy spowodowalbys wypadek i dopiero by było.-jęknął.-kochanie? Um...jak na drugi raz...jesteś świetny...-zaśmiał się i zmirzwil mu włosy. Stwierdził że musi zapamiętać żeby opieprzyc Tomo za to czego on uczy tego dzieciaka.
-um kotus? Kochanie ja za...-nie skończył zdania i z cichym jekiem doszedł w ustach chłopaka.-a wybacz...chciałem cię ostrzec żebyś się odsunął...-mruknął zakrywajac twarz dłońmi bo poczuł jak go pieką policzki.
-mam 27 lat...to nie jest normalna reakcja...-mruknął.-ubrudziles się.-powiedział wycierajac mu policzek.-ok skarbie. Nic nie zrobie. Sądziłem w sumie że na dzisiaj się wybawiles...-zaśmiał się.-szybko się uczysz.-dał mu calusa i posadził na fotelu obok. Zapial spodnie i uśmiechnął się lekko do niego.-jak będziesz się czuł...niekomfortowo, nie wiem jak to nazwać, to w schowku są gumy mietowe.
-um to...ok...-mruknął się wiedząc jak na to zareagować.-uznaje to za komplement.-dodał po chwili cicho się śmiejąc i ruszając w dalszą drogę.-na jakie rzeczy skarbie? Teraz też jest ok...na to długo czekałem...więc jest ok.
-oj skarbie...ale mi nie zależy żebyśmy się kochali w jakiś wydziwnych miejscach. Sypialnia i łóżko jest ok. Nie szalejemy...-uśmiechnął się.-i zanim samochód do może odwiedzimy miejsca w domu?-zaśmiał się cicho.
-ale przecież wiem skarbie. Masz ledwo 18 lat...wszystko jest dla ciebie nowe. I masz Tomo za nauczyciela...-zaśmiał się jadąc powoli autostradą.-jak będziesz czegoś chciał to sam mnie zaciągniesz.
-kotek a nie mogłeś poczekać aż się zatrzymam?-spytał wzdychajac ciężko. Dwa kilometry później zjechał do mcdonalda i zamarkowal blisko wejścia.-Ryu-chan już jesteśmy.
-oczywiście że nie chcemy. Wlacze ogrzewanie jak chcesz.-powiedział wchodząc z nim do budynku.-ok...mi w sumie też się chce.-zaśmiał się i poszedł do łazienki.
-serio? Jeju mogłeś powiedzieć to bym ci coś przywoził. Przecież nawet u nas w miasteczku jest mcdonald.-zaśmiał się podchodzac do kasy. Zamówił chłopakowi to co ten chciał sobie biorąc jedynie duże frytki, skrzydełka na ostro, ciastko i colę.-jesteś pewny że to wszystko zjesz?-spytał kiedy czekali na zamówienie.
-e no nie wziąłem mniej bo ty wziąłeś dużo. Ja po prostu w mcdonaldzie jem dość mało. Szybko robię się syty.-wyjaśnił płacąc i odbierajac zamówienie. Zajął jeden stolik.-smacznego kochanie. Jak coś to zabierzemy do domu.
-no właśnie na prawdę nie. Serio jem mało w mcdonaldzie. Będę pełny po tym co sam sobie zamowilem. A maluchy pewnie się ucieszą jak im coś przywieziemy.-zaśmiał się biorąc do ust frytke.-już i tak pewnie będzie bura od twojego taty czy aby na pewno nic ci nie zrobiłem. Kei glupek się ostatnio wygadal...-mruknął biorąc kolejną frytke i popijając cola.
-no nie no...kochanie ukarz niejako inaczej nie narażając naszego związku. A tak ładnie mi się układa z twoim tatą który swoją drugą jest bardzo tolerancyjny. Normalny ojciec by się wydarl a on tylko powiedział że rozumie że skoro jesteśmy razem dochodzi do zbliżeń.-zaśmiał się.-w sumie to się cieszę ale...nie powinienem się martwić że jest taki tolerancyjny?
[gome myślałam że odpisałam...]
-tak myślisz? No to kaplica. Jak już wyzdrowiejesz to będę miał piekło.-zaśmiał się.-przestanie być taki tolerancyjny i wyrozumiały i zacznie mnie tyrac. Na pewno tak będzie.-jęknął biorąc się za kolejne skrzydełko.
-aj...aż tak źle? No cóż...nic na to nie poradzimy. Będziesz musiał bardzo o siebie dbać i uważać na nawet malutkie choroby. Dobrze że teraz coraz cieplej się robi.-uśmiechnął się lekko.-nie sądziłem że to się aż tak mocno odbije...
-Hmmm...to pewnie dlatego tak mnie truli z tymi badaniami. Co tydzień jakieś nowe robili. W każdym razie, bądźmy dobrej myśli kochanie. Póki co jest ładnie i jesteśmy szczęśliwi. I oby pozostało tak jak najdłużej.-uśmiechnął się do niego lekko jedząc swoje frytki. Pierwszy raz widział żeby chłopak tyle jadł.
[dobranoc ^^]
-oj no...a nawet jeśli będziesz miał to zrobię wszystko żeby mojego kotka wspierać.-zauważył glaszczac go po policzku. Zabrał się za swój deser czy ciastko.-ah gorące...-jęknął kiedy oparzyl sobie język.
-oj tam...zawsze zapominam że to ciastko jest taki gorące...-mruknął już dalej jedząc powoli i ostrożnie.-no i po co ci było tyle jeść? Przecież mogłeś wziąć na wynos gluptasku.
-no to im też byśmy coś wzięli. Mój gluptasek.-zaśmiał się i sam też wypił cole.-koniec? Możemy iść?-spytał zbierając papiery do kosza.
-śpij aniołku. W bagażniku jest kocyk i poduszka.-powiedział podając mu wszystko i idąc usiąść za kierownicę.
-mój mały...-zaśmiał się cicho kiedy już zaparkowal pod domem. Wyszedł i wziął chłopak na ręce wychodząc do domu. Było nad ranem więc nie chciał go budzić.
Zaniósł go do jego pokoju i położył do łóżka. Ostrożnie zdjął mu spodnie i okryl koldra. Wyszedł z pokoju i wrócił do samochodu po torbę. Kiedy znów wchodził do domu natknął się na szefa.
-Hej Toma...-przywitał się z lekkim uśmiechem.
-przepraszam...no wiem że ma ale...spał w samochodzie i w ogóle. Bardzo chciał zobaczyć zachód i kupić coś dla Yuto. Poza tym korki były...gdyby nie one pewnie bylibyśmy trochę wcześniej.-od razu zaczął się tłumaczyć. Tak jakoś wyszło że stracił poczucie czasu.
-wybacz, nawet nie wiedziałem że dzwoniles. Mi się rozładował telefon a nie wiem jak u Ryu. Racja mogliśmy powiedzieć że wrócimy trochę później. Ryu obiecał że do szkoły normalnie pójdzie.-dodał żeby trochę go uspokoić.-no i Toma...że mną Ryu jest bezpieczny więc nie musisz się martwić.
-o mnie? A to niby czemu? Jestem dorosły...-mruknął patrząc na niego i delikatnie mruzac oczy. Czy on kiedyś zrozumie swojego szefa? Tego nie był pewien. Wiedział że w tym momencie go zupełnie nie rozumiał.
-nie raz już pokonywalem tę trasę...no i też przesady jeżdżę bardzo ostrożnie.-wywrócił oczami.-ty to chyba nie masz się o co martwic. Ryu to aniołek.-zaśmiał się.-był grzeczny, zachowywał się jak powinien.
-gorszego? Z resztą nie ważne. Po drodze zmalowal co najwyżej mcdonalda.-wywrócił oczyma.-no i możesz być spokojny nie zrobiłem niczego wbrew jego woli, w samochodzie też niczego nie robiliśmy...dobranoc, tato.-ziewnal idąc za nim do siebie.
-praca...praca...-mruknął schodząc na dół kiedy to został zwalony z łóżka telefonem od Tomo że za godzinę ma być w mieście bo policja coś od nich chce. Wszedł do kuchni z zamiarem zrobienia sobie kanapek.-Hej Ryu, hej Reiko.-przywitał się z nimi i z maluchami.
-mnie też to dziwi, dzieci mnie z reguły nienawidzą.-zaśmiał się biorąc jednego na ręce.-małe slodziaki. Może wyczuwają że pomoglem ich mamusi?-zaproponował kiedy malec patrzył na niego szeroko otwartymi oczkami.
-chyba bardzo cierpliwym...-zaśmiał się odsuwając raczke małego od swojej twarzy jednak po chwili znów mu pozwolił badać swoją twarz.-Ryu jak się dzisiaj czujesz?-spytał zerkajac na niego.
-no zjadles wczoraj dość dużo...ale śniadanie do szkoły weź.-powiedział z lekkim uśmiechem.-cieszę się że się dobrze czujesz...bałem się że wczorajszy dzień mógłbyć jednak trochę zbyt męczący. Ja od razu padlem na łóżko i zasnalem.-zaśmiał się cicho.-a z którego? Ryu otwórz.
-a jego co ugryzło? Wiem że był negatywnie nastawiony na Kyoto...-wzruszył ramionami i usiadł na miejscu chłopaka.- a tobie jak idzie? Wydoroslalas.-uśmiechnął się bawiąc się z chłopcem.
-no trochę mi się spieszy...ale jak dostanę później jajeczniczke to nie ma sprawy.-uśmiechnął się biorąc jeszcze dziewczynkę i idąc z maluchami do salonu. Położył je na kanapie i zaczął się z nimi trochę bawić.
Zajmowanie się nimi jakoś dziwnie sprawiało mu frajde. Takie szczęście i spokój było dla niego nowością i starał się żeby tak pozostało.
-własnych dzieci się nie doczekam...ale mam was maluszki.-zaśmiał się kiedy oboje złapali go mocno za palce.
-ta wujkiem.-zaśmiał się i przywitał z mężczyzną.-co tam u Ayi i twojej uroczej córeczki?-spytał od razu.-Ryu się chyba spodobało Tokio...
-jak słodko.-zaśmiał się patrząc na zdjęcie.-wiesz Kei ja być chętnie pojechał tylko teraz zrobiłem sobie wojny weekend żeby pojechał z Ryu to Tokio. Nie wiem czy będę mógł...chociaż wasz tata nie powinien mieć nic przeciwko, nie?-wzruszył ramionami.-no ale urodziny, urodzinami...kiedy ślub?
-ani mi się wąż cholero jedna...już jeden wywiad miałem.-mruknął niezadowolony że jego kochana psycholozka musi wiedzieć wszystko.-no ale wiesz...nie lepiej by było dla dziecka gdybyście jednak byli małżeństwem? Tylko tym myślę sobie że no...byłoby lepiej.
-aż tak źle? Skoro tak to nie będę naciskał ale...odkladajcie powoli. Sądzę że tak będzie lepiej.-uśmiechnął się lekko. Glaskane maluchy po jakimś czasie zasnely.-a jak już mowa o pieniądzach...Ryu się wscieka że za niego płace...
-no tak tylko że jak go gdzieś zbieram jako jakby nie patrząc randkę to ja płace. Dla mnie to jsts logiczne a on się denerwuje bo przecież ma swoje oszczędności.-westchnął.-mhm rozumiem...więc powoli uzbieracie sumę na ślub. Muszę koniecznie zobaczyć wasze nowe mieszkanko.
-jasne postaram się wpaść. Jak wymyśle jakiś prezent...a że jestem w tym kiepski to pewnie wyjdą czekoladki i kasa...-wzruszył ramionami.-wątpię żeby to coś dało. To pewnie też jego osli upór. Z reszta już ustaliliśmy że jak ja go zabieram na randkę Nonja płace a jak on zabiera mnie to w koszty się nie wtracam.-wzruszył ramionami.
-no do jakiegoś tam doszliśmy.-wzruszył ramionami.-dzięki Reiko. Maluchy usunęły więc zaniose je na górę.-zaoferował biorąc je na ręce. Wrócił do kuchni jak już je położył do łóżeczka i okrył koldra.
-Reiko...przytylas przez ciążę a teraz nie katuj się sałatkami bo jakby nie patrzec w mleku dostarczasz dzieciom wszystkich składników odżywczych. Musisz mieć zbilansowana dietę.-zwrócił jej uwagę jedząc swoją jajeczniczke.-pyszna.-pochwalił.
-hmmm...w takim razie bardzo dobrze. Na prawdę dojrzałas. Przyznaje że martwilem się czy na pewno sobie poradzisz z bliźniakami ale...idzie ci świetnie z naszą drobną pomocą.-uśmiechnął się do niej i skończył jeść.
-wcale nie jest duża.-zaśmiał się.-no nic Ja muszę jechać do miasta. Nie wiem o której wrócę bo pewnie jeszcze pójdę do Tomo więc nie musicie na mnie czekać z obiadem ani nic.-wstał od stołu i pojechał prosto do miasta.
Jun obiad zjadł u Tomo i chwilę z nim porozmawiał więc wrócił do domu około 19. Wszedł na górę i zapukał do drzwi chłopak. Chciał się dowiedzieć co pisało w liście i jak mu minął dzień.
-hej skarbie. Jak tam ci minął dzień?-spytał wchodząc do środka i siadając na łóżku.szukasz czegoś? Może ci pomogę?-zaproponował
-czyli dostałeś tyle ile chciałeś.-zaśmiał się cicho.-a pomocne było to jak ci tłumaczyłem?-spytał grzecznie siedząc i nie przeszkadzając.-a co napisali z uczelni?
-byłeś zmęczony i usnales więc się nie dziwię.-zaśmiał się cicho.-no widzisz? I po co się tak stresujesz? Będziesz szedł do tej uczelni?-spytał podchodząc do niego żeby go przytulić.
-to może wyslesz do Toudai? Wyslij do kilku uczelni i wybierz jedną.-uśmiechnął się glaszczac go po włosach.-studia to powinien być twój wybór więc...sam wyslij portfolio.-dał mu calusa w czoło.
-zawsze możesz spróbować. Nikt się nie będzie z ciebie skał a już na pewno nie ja. Przecież wiesz że cię wspieram.-nadal tulil go do siebie.-kocham cię i w ciebie wierze. Wyslij do kilku w miastach w których chcesz się uczyć.
-ok skarbie...może trochę ci pomogę? Nie musisz kupić leków? Tyle wyrzuciłeś...-powiedział zerkając na list.
-no skoro tak to nie będę się wtrącał w twoje leki.-uśmiechnął się lekko.-na pewno nie chcesz pomocy?-spytał sprzątając ubrania z podłogi.
Prześlij komentarz