niedziela, 8 września 2013

Ryu Amakusa urodził się 17 lat temu (25.08.1996r) jako 3 potomek (i nie ostatni) państwa Keiko i Toma Amakusa. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie. Jego młodsze rodzeństwo to - Reiko (15), Aoi (13), Yuto (11) Keiko zmarła podczas porodu swojego ostatniego dziecka. Dwaj starsi bracia - Hikaru (23) i Kei (25) - opuścili dom rodzinny wraz z ukończeniem szkoły średniej. Swą decyzję tłumaczyli spełnianiem swoich marzeń oraz pragnieniem pomocy rodzinie. Jednak ich ojciec dobrze wiedział, że chodziło o otoczenie w jakim się znajdowali. Yukan nie dawała perspektyw to było jasne, ale jeśli dołożyć do tego dom pogrzebowy... twoje życie zostawało przekreślone na amen. Nikt przecież nie chce zadawać się z dziećmi grabarza.  Toma Amakusa nie wstydził się swojego zawodu, bowiem dzięki niemu mógł utrzymać swoją rodzinę. Nie żyli bogato, ale nikomu nigdy nie brakowało jedzenia. Starał się też przekazać swoim dzieciom to co najważniejsze, otoczyć miłością i pokazać, że w rodzinie należy trzymać się razem.
Ryu nie miał najłatwiejszego dzieciństwa. Stracił matkę, kiedy był jeszcze brzdącem. Niewiele pamięta z tamtego okresu. Sam czasem twierdzi, że mamę to pamięta jedynie przez mgłę, a zdjęcia niewiele tu pomagają. W szkole podstawowej miał jednego przyjaciela - Makoto. Chłopak jednak wyjechał wraz z rodzicami, kiedy Ryu skończył 10 lat. Wtedy też zaczęły się jego problemy ze zdrowiem. Wykryto u niego białaczkę limfatyczną. Na początku próbowano zaleczyć ją lekami, potem chemioterapią, a kiedy to nie pomogło postanowiono czekać na przeszczep szpiku kostnego. W wieku 14 lat chłopak przeszedł operację pomyślnie. Przeszczep nie został odrzucony, ale do teraz bierze leki i jeździ na co miesięczne kontrole (które trwają co najmniej 2 dni) do szpitala. Jego rokowania są dobre. Zostały mu jeszcze dwa lata męki i jeśli wszystko pójdzie sprawnie, dostanie pozytywny werdykt! Będzie żył! To jednak nie ulega wątpliwościom. On sam nie twierdzi inaczej. Nie wyobraża sobie, że mógłby zostawić swoje rodzeństwo bez pomocy. W końcu jego ojciec kompletnie sobie w kuchni nie radzi. No może i herbatę zrobi, ale żeby nawet ryżu nie potrafić ugotować? To się w głowie Ryu nie mieści. On więc przejął obowiązki domowe. Gotuje, sprząta i organizuje ojcu spotkania. Pomaga w biurze, które znajduje się na parterze ich domu. Odbiera telefony, kontroluje, a w międzyczasie chodzi na lekcje, wywiadówki swojego młodszego rodzeństwa, robi zakupy i stara się zarażać każdego kogo spotka swą pozytywną energią. Powinien się oszczędzać, więc każdego dnia stara się znaleźć trochę czasu dla samego siebie, co by mógł wyjść ze swoją ukochaną psiną - Kiarą - na długi spacer.  Zazwyczaj spędzają dużo czasu na plaży, rozkoszując się szumem morza i rozwiewającym włosy wiatrem.


Ryu kocha fotografię, bitą śmietanę, przedmioty ścisłe oraz gotowanie. Nigdy szczególnie sportu nie uprawiał (zazwyczaj nie było mu wolno). Nie potrafi pływać, z jazdą na rowerze na szczęście już nie ma problemów (jakoś musi dojeżdżać do szkoły). Zawsze chętny do pomocy, lubiany przez starszych mieszkańców wioski. Nieco zakręcony, oswojony z widokiem śmierci i zmarłych. 

| Powiązania | Szepty umysłu | 

edit. 08.09.2013r

[Cześć i czołem. Nie gryziemy i nie połykamy w całości. Chętnie przyjmiemy do serduszka. Wątki mile widziane.]

5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   1401 – 1600 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

-no skoro tak to nie będę się wtrącał w twoje leki.-uśmiechnął się lekko.-na pewno nie chcesz pomocy?-spytał sprzątając ubrania z podłogi.

Takano | Jun pisze...

-oj no...to jak skonczysz to mnie zawolaj...-wywrócił oczyma i wyszedł. Przecież nie będzie się z nim kłócił. Poszedł do siebie z myślą że przecież nie bardzo ma co robić. Przebral się i zaczął robić brzuszki twierdząc że ostatnio ćwiczy zdecydowanie za mało.

Takano | Jun pisze...

Jun w tym czasie trochę pocwiczyl, oglądnął film i przeczytał kilka rodzialow książki. Około 22 poszedł do pokoju chłopaka żeby życzyć mu dobranoc.
-hej kochanie. Wpadłem tylko żeby powiedzieć dobranoc i dać ci buziaka.-powiedział wchodząc do pokoju.

Takano | Jun pisze...

-jeśli mój aniołek tego potrzebuje.-zaśmiał się i usiadł na łóżku od razu biorąc chłopaka na kolana.-Kei mi powiedział że Aya zaprasza mnie na urodziny...zastanawiam się czy jechać.-powiedział tulac go do siebie.

Takano | Jun pisze...

-mhm...no może. W sumie chciałbym zobaczyć małą i ich nowe mieszkanie. Ale znów nie będzie mnie w weekend.-westchnął dając mu calusa w policzek.-ty nie jedziesz co? Już z resztą dostałem od twojego ojca bure że za późno wróciliśmy...

Takano | Jun pisze...

-i zostaniesz tu tak całkiem sam? Jak wszyscy jadą to ciebie nikt nie będzie odwiedzał i w ogóle...źle się z tym czuję...będę sie pewnie martwił. Z drugiej strony chciałbym odwiedzał Aye. Jeszcze to przemyśle.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-no tak ale...i tak się pewnie będę martwił. Tak trochę.-zaśmiał się.-pojadę, chce porozmawiać z Aya i w ogóle poznać jej uroczą córeczkę. A pomozesz mi z prezentem?

Takano | Jun pisze...

-możemy jechać. Ale nie masz niczego na pojutrze ważnego w szkole? Nie chce żeby twój tata wymyslal znów jakieś niestworzone rzeczy jak na przykład to że przyjechaliśmy później bo po drodze wynysliles seks albo gorzej.-zachichotal.

Takano | Jun pisze...

-no ok już nie będę się aż tak martwił. Nie chce tylko znów dostać bury.-zaśmiał się.-ał no nie rób mi tak mocno...-jęknął zadowolony przynujac pocałunek.-ja ciebie też kocham.

Takano | Jun pisze...

-ok...dobranoc.-pocałował go i życzył miłych snów po czym wyszedł idąc się umyć a potem spać. Następnego dnia podjechal po niego do szkoły motorem.

Takano | Jun pisze...

-hej.-podał mu kask i poczekał aż chłopak go założy.-trzymaj się mocno.-poprosił po chili ruszając do miasta. Jak zwykle jechał szybko ale ostrożnie.

Takano | Jun pisze...

-jak będziesz bardzo dobrze się czuł...i osiągniesz normalną wagę. Motor jest ciężki.-powiedział parkujac przy galerii handlowej.-tu coś znajdziemy...-stwierdził zdejmujac kask.

Takano | Jun pisze...

-serio, serio. Naucze cię jak dobijesz swojej wagi.-wywrócił oczyma blokujac motor i idąc z nim do środka.-jak nie utrzymasz motoru to trudno.

Takano | Jun pisze...

-no zawsze jakas alternatywa. Chociaż wolałbym sam cię uczyć...on już cię czegoś uczy.-zaśmiał się idąc z nim do sklepu.-ok...no ale co można kupić takiemu maluszkowi?-spytał zupełnie się na tym nie znając.

Takano | Jun pisze...

-tak skarbie, dobrze ci wychodzi. Nie mogę powiedzieć że nie.-zaśmiał się wesoło.-Hmmm...chyba najlepiej smoczek...albo o jakie słodkie małe buciki. To jest pomysł.-stwierdził trochę dziwnie się czując.

Takano | Jun pisze...

-a może jakiś blady róż? O zobacz te.-pokazał zapakowane kilka par skarpetek w różnych wzorach.-ne Ryu...a może taką świecącą pozytywke? Taką nakręcą...-zaproponował pamiętając że sam coś takiego miał.

Takano | Jun pisze...

-wiesz co...i jak ja mam tu coś wybrać? Normalnie w ogóle nie chodzę do takich sklepów...-zamarudzil po chwili znajdując kotka.-może taki? Jest uroczy.

Takano | Jun pisze...

-no właśnie...za dużo tych dzieci. Yuya ma 10 lat...to inna bajka. Z reszta jemu pomagam w lekcjach. Tak jak Yuto jemu też nie trudno coś znaleźć.-mruknął biorąc kotka i kaczuszke i od razu idąc do kasy bo wyglądało na to że chłopak dopiero się rozkręca.-jak to jest że mnie tak lubią?

Takano | Jun pisze...

-wiesz...takie dzieciaki to chyba jeszcze nie rozumieją tego typu rzeczy.-wzruszył ramionami. Zapłacił za wszystko i wyszedł ze sklepu.-dobra...jeszcze rok temu wybranie jej prezentu to był pikus...ale teraz jest mamusią więc...będzie ciężko.-stwierdził nawet nie wiedząc gdzie pójść.

Takano | Jun pisze...

-no Ryu tylko...rzeczy które wybrałem dla niej rok temu...nie wypada kupić czegoś w tym stylu.-mruknął siadając na ławce żeby się skupić.-ok, pomyślmy co Aya lubi...

Takano | Jun pisze...

-nie wiem...-westchnął cicho patrząc przed siebie.-właśnie chciałbym coś takiego co by jej się spodobało i co od razu wywołałoby uśmiech na jej twarzy. Ale nie mam pomysłu. Zupełna pustka.

Takano | Jun pisze...

-może wpadne. W tym roku mam jakiś problem z tym prezentem.-wzruszył ramionami i wstał z ławki.-więc...najpierw kosmetyczny jak tam na nic nie wpadne to już nie wiem.-zamarudzil biorąc torbę z zakupami i ruszył w kierunku drogerii.

Takano | Jun pisze...

-już idziemy.-powiedział łapiąc go pod rękę i wyprowadzając ze sklepu. Posadził go na ławce i polecił poczekać. Po chwili przybiegł z wodą i batonikiem tak w razie czego.-proszę. I odpocznij trochę.

Takano | Jun pisze...

-nie przepraszaj gluptasku. To dobrze że powiedziałeś.-powiedział pozwalając mu się o siebie oprzeć.-odpoczniemy i wejdziemy już żeby kupić zestaw do domowego spa. Chwila relaksu jej się przyda.-uśmiechnął się lekko i poglaskal go po ramieniu.

Takano | Jun pisze...

-możemy zjeść na pół. Chociaż jest na tyle mały że sam dałbyś sobie radę.-zaśmiał się biorąc od niego pół batonika.-obiad chcesz zjeść w domu, prawda? Z resztą zaraz będziemy pewnie wracać.

Takano | Jun pisze...

-och...to dzisiaj robisz? Już się nie mogę doczekać.-uśmiechnął się.-hamuj się trochę z tymi calusami...jesteśmy w dość tlocznym miejscu.-zaśmiał się.-mogę iść to szybko kupić czy lepiej żebym został zanim nie poczujesz się lepiej?

Takano | Jun pisze...

-dobrze poczekam.-powiedział obejmując go lekko.-ech....mogłem jednak przyjechać po siebie samochodem...ale jakoś tak dawno nie jechaliśmy motorem...a teraz może być kłopot jak ci słabo.-powiedział spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-nie musisz mnie za nic przepraszać kochanie. Wyszło tak a nie inaczej i nic na to nie poradzimy.-wzruszył ramionami.-możemy rąk pojechać, będzie zdecydowanie bezpieczniej niż gdybyś miał jechać z tylu.-uśmiechnął się do niego lekko.

[dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-na pewno? Ale jak coś by się dzieło to mów.-poprosił wchodząc z nim do środka. Od razu kupił to co planował i poszedł do kasy.-to będzie wsztsko. Chyba że czegoś potrzebujesz?

Takano | Jun pisze...

-to później.-zgodził się. Wziął torby w jedną rękę a druga złapał chłopaka za dłoń. Kiedy wyszli idę razy spakowal zakupy i podał Ryu kask czekając aż usiadzie z przodu.

Takano | Jun pisze...

-spokojnie kochanie, nie pierwszy raz tak kogoś wioze.-zapewnił siadając za nim. Złapał kierownicę i powoli odjechał z czasem nieznacznie przyspieszając bo jazda w ten sposób wymagała więcej ostrożności. Dojechali cali i zdrowi parkujac w garażu.

Takano | Jun pisze...

-mhm. Jadąc z przodu...to zupełnie inne emocje. Dlatego tak lubie jechać szybko...kiedy jadę sam.-zaśmiał się odkładając kaski nq motor i biorąc torby z zakupami.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem. Ciało już jest ba dole ze wszystkimi dokumentami? Jeśli tak to od razu się tym zajmę.-powiedział przyjnujac wszystko do wiadomości.-a...Ryu wie?-spytał jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-o pensję się nie martwię.-machnął na to ręką.-dobrze że dałeś im zniżkę. Znałem tego dziciaka...-westchnął ciężko.-ty mu powiesz czy ja mam to zrobić?-spytał jeszcze zanim poszedł do pracowni.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem sam też się jej obawiam ale...nie sądzisz że i tak by się dowiedział? Niedługo będzie w szpitalu, ktoś by ku powiedział a sądzę że wtedy poczuje się oszukany że my mu nie powiedzieliśmy. Sądzę że wolałby wiedzieć i się należycie pożegnać. Pomyśl czy chcesz mu powiedzieć czy lepiej żebym ja to zrobił.-powiedział idąc już do pracy.

Takano | Jun pisze...

Jun spokojnie zszedł na dół. Przebral się, założył maskę i rękawiczki i zabrał się do roboty. Nie przepadal za balsamowaniem tak młodych ludzi. Zawsze uważał że jeszcze tyle mieli przed sobą. Po czterech godzinach przyjaciel Ryu wyglądał jakby tylko spał.

Takano | Jun pisze...

Jun z lekkim zawodem przyjął do wiadomości że sajgonek dzisiaj nie będzie. Nie mógł jednak chłopaka winić, wiedział jak bardzo mu ciężko. Po kolacji poszedł do jego pokoju. Zapukał i wszedł do środka.
-kochanie? Chcesz się z nim zobaczyć? Może będzie ci łatwiej...-zaproponował cicho.

Takano | Jun pisze...

-dobrze. Jeśli będziesz czegoś potrzebował jestem w swoim pokoju.-powiedział wychodząc. Wiedział że teraz nie powinien się mu narzucać. Samo przejdzie z czasem. U siebie zajął się ostatnio zachętą książką.

Takano | Jun pisze...

Jun miał wyjątkowo słaby sen więc kroki chłopak od razu go obudziły. Nie zszedł jednak od razu po nim, postanowił że da mu chwilę na pobycie z przyjacielem. Wiedział jak taka strata boli. Po około pół godzinie zszedł na dół i stanął w drzwiach.

Takano | Jun pisze...

-Za jakies 70 lat może i tak skończysz. Ale teraz na pewno nie.-powiedział podchodzac bliżej.-wygrasz walkę z chorobą, jestem tego pewny. Nie tylko dla siebie albo dla mnie czy też dla rodziny. Ale także dla niego.

Takano | Jun pisze...

-ech skarbie...będzie dobrze, zobaczysz. Wszystko się ułoży.-objął go delikatnie.-wszystko będzie dobrze...jestem pewny że wygrasz.

Takano | Jun pisze...

-Ryu.-westchnął biorąc go na ręce.-żadna trumna niebjest dla ciebie. Nie umrzesz teraz, rozumiesz? Będziesz żył, wszystko będzie dobrze. Więc już przestan wygadywac głupoty. Wyplacz się jeśli tego potrzebujesz. Ale nie wygaduj głupot.-powiedział wychodząc z piwnicy i idąc na górę.

Takano | Jun pisze...

-nie umrzesz gluptasku.-wywrócił oczyma wchodząc do jego pokoju i kładąc się z nim do łóżka.-pójść po Keia żeby sprawdził wszystko i cię trochę uspokoił?-spytał tylac go do siebie i okrywajac koldra żeby go ogrzać.

Takano | Jun pisze...

-no już...będzie dobrze.-glaskal go po włosach pozwalając mu się tulic tak mocno jak tego potrzebował. Nie siedział co powiedzieć żeby go pocieszyć więc po prostu był przy nim.

Takano | Jun pisze...

-kochanie? Wiem że nie chcesz mnie puszczać ale...może jednak pójdę po Keia? Caly się trzesiesz z zimna...i pewnie uparcie nie chcesz się uskarżać. Co?-spytał starając się go jakoś rozgrzać.

Takano | Jun pisze...

-wrócę, nie martw się.-dał mu calusa w czoło i wyszedł. Zapukał do pokoju Keia i nie czekając na odpowiedź wszedł do środka. Zaczął go budzić potrzasajac nim trochę.-Kei no wstawaj...

Takano | Jun pisze...

-nie obchodzi mnie która jest godzina ale nie budzilbym cię bez powodu. Ryu się źle czyje, zimno mu strasznie i w ogóle...-wyjaśnił ciągnąc go do pokoju chłopaka.

[dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

Jun od razu wyszedł, był całkowicie skupiony nwza tym żeby pomóc chłopakowi. Po krótkiej chwili wrócił z kanapka i gorącą herbatą. Podał wszystko chłopakowi i usiadł przy biurku.

Takano | Jun pisze...

Kiedy Kei wyszedł Jun od razu wskoczył chłopakowi do łóżka.
-słyszałeś pana doktora? Idź spać i odpocznij. Należy ci się.-objął go i poglaskal po włosach.

Takano | Jun pisze...

Jun również nie spał dopóki chłopak nie zasnął. Cały czas jednak tulil go do siebie i głaskał po włosach. Martwił się o niego.

Takano | Jun pisze...

Nie budzenie Juna średnio chłopakowi wyszło. Miał słaby sen więc obudziła go rozmowa.
-i tak ma iść do szpitala na weekend, prawda?-spytał żeby się upewnić. Jeśli jednak byłoby coś nie tak postanowił że zostanie.

Takano | Jun pisze...

-Ryu, gluptasie.-objął go w pasie i z łatwością zaciągnął do łóżka.-miałeś leżeć. Wiem że ci ciężko i nie chcesz o tym rozmawiać. Więc temat zamknięty. Ale dbaj o siebie, o tym już nie raz rozmawialiśmy, pamiętasz?

Takano | Jun pisze...

-ech też nie sądziłem że będzie aż tak źle. Widziałem że to jego ważny przyjaciel ale...nie sądziłem że zaniedba siebie.-westchnął cicho.-a ja nic nie mogę zrobić.

Takano | Jun pisze...

-mam nadzieje że jednak to nie będzie znów nic poważnego jeśli chodzi o jego zdrowie. I że porozmawia z psychologiem.-mruknął i pokrecil przecząco głową.-byłem wczoraj i załatwiłem wszystko co miałem.

Takano | Jun pisze...

Jun zszedł chwilę po nim. Spytał Ryu co na obiad i dał mu buziaka kiedy usłyszał odpowiedź.
-Reiko pomóc ci w czymś?-spytał nie wiedząc co ze sobą zrobić.

Takano | Jun pisze...

-ech...a nie mógł mi tego powiedzieć wcześniej? No nic...to dzisiaj będę miał pełne ręce roboty.-zamarudzil i poszedł do biura.-hej Toma, Reiko mówiła że jest parę ciał...

Takano | Jun pisze...

-Tomo jest teraz w Tokio i ma małe problemy.-mruknął już raz mówiąc że nie będzie go angażował w robotę.-poradzę sobie. To nie dużo...zaznaczam jednak że jeśli nie będą się nadawały do zrobienia z nimi czegokolwiek nie robię nic.-mruknął wychodząc. Po chwili jednak wrócił.-za długo leżały. Ja już nic nie zrobię, będzie to niebezpieczne dla mojego zdrowia.-wyjaśnił podając mu papiery.

Takano | Jun pisze...

-Toma...zacznij to układać! Przejrzalem całą kostnice i żadne ciało się nie nadaje. Wszystkie leżą ponad miesiąc. Zadzwoń po kogoś do wysprzatania tego.-poprosił trochę zdenerwowany.

Takano
Mężczyzna dzisiaj sam się wszystkim zajmował. Podał mu dość szybko zamówienie i uśmiechnął się lekko.
-proszę. Miło znów cię wiedzieć.-przywitał się.

Takano | Jun pisze...

-aha ukladasz. Jak ci Ryu posprząta.-mruknął i wziął papiery.-to powiedz jak będą ciała. Najlepiej od razu jak przyjadą. Ale najpierw posprzątaj w kostnicy zanim zarazki przejdą dalej.-upomniał go jeszcze.

Takano
-dziękuje, efekt zamierzony.-zaśmiał się.-chce żeby to miejsce było zawsze taki...pełne szczęścia. A zapachy cóż...dużo czekolady.

Takano | Jun pisze...

-no cóż...i w tym momencie mógłbym wyjąć umowę ale...to i tak nic nie zmieni.-machnął ręką. W umowie nie było nic o sprzątaniu biura i miał zapewnione mieszkanie i posiłki. Wzruszył więc tylko ramionami i poszedł do kuchni.

Takano
-mało dzieci tu bywa. Nie czułem potrzeby.-wyjaśnił wzruszając ramionami. Odszedł żeby obsłużyć kolejnych klientów.

Takano | Jun pisze...

-tak wiem że mam. Ale mam też zapewnione bezpieczeństwo w pracy.-przypomniał.-zamknięcie? Mogłeś mi to powiedzieć kiedy wspominałem o przeprowadzce do Tokio.-zauważył na razie nawet nie próbując jedzenia.

Takano | Jun pisze...

-wtedy zrezygnowałem ze swojego jedynego planu b.-mruknął niezadowolony z takiego obrotu wydarzeń. Zabrał się za jedzenie. Był miłe zaskoczony smakiem. I zapamiętał że musi chłopaka pochwalić.

Takano | Jun pisze...

-Ryu...-podszedł do łóżka i przytulil go do siebie.-nie rezygnuj ze studiów z mojej winy. Twój tata pewnie zamknie interes a wtedy będę musiał się wyprowadzić. Może udałoby mi się znaleźć pracęw okolicy...na policji wciąż szukają kogoś do sekcji i w ogóle. Znalazlabym jakieś mieszkanie w mieście...

Takano | Jun pisze...

-kochanie nic nie jest twoją winą. Ty wygraj. Dotrzymaj obietnicy. Wszystko ma sens. Nie poddawaj się, on na pewno walczył do samego końca.-poglaskal go po włosach.-walcz. Na pewno wygrasz, a ja zawsze będę cię wspierał.-obiecał.

Takano | Jun pisze...

-wiem że boli. Strata kogoś bliskiego zawsze boli.-powiedział pozwalając mu się wyplakac.-Ale trzeba iść na przód. Nadal walczyć. Kochanie, ja ciebie nie zostawię. Nawet jeśli bede się musiał wyprowadzić z tego domu...zawsze będę cię wspierał.

Takano | Jun pisze...

-niestety Ryu, nie mogę. Sprawilem że wygląda jakby spał, więcej nie mogę.-powiedział zachowując spokój.-skarbie...masz spełnić swoje marzenie. Będę mieszkał blisko obiecuje. Nie rezygnuj ze swoich marzeń...będę blisko...na każde twoje zawołanie. Nie rezygnuj z marzeń. Ja sobie poradzę...

Takano | Jun pisze...

-niestety kochanie nie jestem czarodziejem. Wiesz o tym przecież. Już nic nie mogę zrobić. Wiem że boli ale...teraz możemy jedynie pójść na jego pogrzeb i go pożegnać.-powiedział spokojnie pozwalając mu się wyplakac.-skarbie...ja wiem że się przyzwyczaiłeś do mieszkania ze mną pod jednym dachem...ale...nic nie poradzę że pewnie będę musiał się wynieść.

[dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-niestety skarbie ale nie umiem. Chciałbym ale to niemożliwe.-powiedział tulac go do siebie mocno.-więc jutro zobaczymy jak to się potoczy. Rozumiem że musi się źle czuć ale...to nie oznacza że musi się na mnie wyladowywac. -westchnął.

Takano | Jun pisze...

-No jasne że możesz tu spać. Pobede przy tobie żeby nie wchodzić mu w drogę.-uśmiechnął się kładąc się wygodniej.-chyba za dużo łez jak dla ciebie i głowa boli...-dodał calujac go w czoło.-a sajgonki były pyszne. Przepyszne. Nawet lepsze od tych mamy...

Takano | Jun pisze...

-były pyszne. Przepyszne.-powiedział z lekkim uśmiechem.-a teraz już spij, odpocznij. Należy ci się chwila odpoczynku.-powiedział łagodnie glaszczac go po włosach.

Takano | Jun pisze...

-no i świetnie.-ucieszył się Jun ze wszystkich informacji.-Tylko Ryu ubierz się ciepło.-poprosił siadając na łóżku.-trochę się odstresujemy...

Takano | Jun pisze...

-hmmm...-przysunal go do siebie i sprawdził co ma pod bluza.-a może zaloz pod to jakąś bluzkę z długo rekawem? Będzie ci cieplej i będziemy mogli dłużej zostać.-uśmiechnął się do niego lekko i podszedł do swojej szafy żeby się w coś przebrać.

Takano | Jun pisze...

Przyjął puszkę ze średnim entuzjazmem po czym złapał chłopaka zw rękę i wyszedł kierując się na plaże.
-Kei? Zauważyłeś że odkąd jest nowy burmistrz w Yukan więcej się dzieje?

Takano | Jun pisze...

-wiesz jak dla mnie jest tu po prostu jakoś tak spokojniej.-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-no takie trochę większe problemy.-wzruszył ramionami zostając samymu z Keiem. Otworzył sobie piwo i wziął łyka.-serio obawiam się że Toma nie żartował z zamykaniem interesu...-mruknął.

Takano | Jun pisze...

-tsaa...to byłoby...sam nie wiem. Mógłbym znaleźć pracę w okolicy ale...wiem że Ryu nie chce żebym się wyprowadzał z domu. Będzie ciężko.-westchnął smarzac kiełbasę i popijając piwo.

Takano | Jun pisze...

-niby tak ale to jeszcze trochę czasu do jego wyjazdu na studia...a potem wróci i co? Serio obawiam się że niedługo będę musiał zacząć szukać nowej pracy i lokum.-westchnął. Kiedy chłopak usiadł zmierzwil mu włosy i wziął łyk piwa.

Takano | Jun pisze...

-no...mógłbym cię nauczyć. Jak wstane.-zaśmiał się cicho biorąc kilka lykow piwa. Wyjął swoją kielbaske i zaczął jesć.-w miasteczku potrzebują kogoś do sekcji na policji. A jak nie to...to coś wymyśle. Coś muszę.-westchnął samemu nie wiedząc ci zrobić.

Takano | Jun pisze...

-a tobie co moj maly?-zaśmiał się oddając pocunek.-jeszcze nie straciłem pracy...ale dzisiaj podpadlem twojemu ojcu. Będzie źle...oj będzie...-powiedział mierzwiac mu włosy.

Takano | Jun pisze...

-Ryu...tu chodzi o bezpieczeństwo pracy. Są pewne zasady których trzeba przestrzegać. On tego nie zrobił.-wyjaśnił spokojnie czemu zrobił tak a nie raczej.

Takano | Jun pisze...

-oj no...wymsknelo mi się...-mruknął zaraz zakrywajac chłopakowi usta dłonią.-nie tak głośno gluptasie...-mruknął mu do ucha kątem oka patrząc na Tomo.

Takano | Jun pisze...

-potwierdzam tylko kotek...to tak jakby sprawy prywatne.-mruknął trochę niezadowolony że chłopak mówi o tego typu rzeczach tak otwarcie.-rozumiem że jesteś z siebie dumny ale...ciszej.

Takano | Jun pisze...

Wywrócił oczyma i już nic nie mówił. Co on się z nim miał.
-ech Kei...mogę to uznać za normalne czy jednak zacząć się martwić?-spytał dopijajac puszkę.

Takano | Jun pisze...

-no skoro normalne...tylko żeby się tym aż tak ekscytowac? Chwalić się i opowiadać zaraz ze wszystkimi szczegółami...krepujacymi szczegółami.-westchnął patrząc w ogień i potrzasajac pustą puszka.

Takano | Jun pisze...

-tak wiem...niech się pocieszy i w ogóle.-wywrócił oczyma.-niech sobie dzisiaj mówi o czym chce...-machnął na to ręką.

Takano | Jun pisze...

-no taaaak...tylko to wcale nie oznacza zd musi znać wszystko ze szczegółami. Bez przesady, mam prawo do prywatność chociaż Ryu chyba tego nie uznaje.-wziął od niego puszkę śle jeszcze jej nie otworzył.

Takano | Jun pisze...

-sprostuje. Właśnie się dowiedziałeś.-zaśmiał się cicho.-oj ja wiem, że chce dogodzic...z reszta radzi sobie bardzo dobrze. Znalazł sobie senseia i musi się podzielić doświadczeniami.-zamarudzil i otworzył puszkę.

Takano | Jun pisze...

-Keeei...jeszcze za mało wypilem żeby ci tak mówić.-funkął cicho się śmiejąc.-uczył go Tomo. Zagadaj do Ryu żeby poduczyl Aye.-zaśmiał się wesoło popijając spokojnie piwo.

Takano | Jun pisze...

-trochę za głośno krzyczał. Ale nie mam nic przeciwko żeby radził się swojego senseia tylko...żeby mu razaz opowiadać jak było? Nie wiem jaki Tomo był wcześniej, znam go ze studiów. Specyficzny jest, to fakt.-przyznał popijając piwo.-a Ryu chce próbować nowych rzeczy.

Takano | Jun pisze...

-No mnie na początku też denerwował.-przyznał ze śmiechem.-ja ciebie też...-powiedział trzymając jego dłonie.-niestety nie umiem. Również kiepsko śpiewam...-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-no niestety kochanie takie życie.-zaśmiał się-pospiewam trochę...ale nie dużo i cicho. Nie mam już głosu do śpiewania.-dodał sadzajac go sobie na kolanach.

Takano | Jun pisze...

Jun śpiewał cicho bardziej do siebie tak że tylko Ryu mógł go usłyszeć. Cały czas też tulil go lekko do siebie.

Takano | Jun pisze...

Jun również był szczęśliwy. Ten wieczór był idealny po ciężkim dniu. Póki co mógł się wyłączyć i nie myśleć o problemach. Dał mu calusa i dopil piwo.

Takano | Jun pisze...

-juuuuuz?-spytał zupełnie pijany Jun który do tej pory siedział zupełnie cicho i grzecznie.-no dobrze...-dał mu calusa i wstał biorąc chłopaka na ręce.-możemy iść...-zatoczyl się lekko i postawił chłopaka na ziemi.-tak lepiej...

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna pokrecil przecząco głową.
-moge iść...serio...mogę. Nie muszę tu siedzieć.-wymamrotal trochę niewyraźnie.-powinienem już wrócić.-dodał znów wstając i obejmując go od tylu.

Takano | Jun pisze...

-mou...ale chce. O co chodzi? Przecież mówię że już najwyższa pora żebym poszedł do domu. Wiem że za dużo wypilem...więc nie mów żebym został...

Takano | Jun pisze...

-oj nie przesadzaj.-machnął ręką.-nie zaslabne. To tylko trochę piwa. Jestem pijany ale nie do tego stopnia żeby mdlec.-zaśmiał się wesoło i zmierzwil chłopakowi włosy.-mój kochany gluptasek.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-Oj nie martw się...-powiedział jeszcze i spokojnie ruszył obok niego.-kocham cię wiesz?-zaczął kiedy zebrało mu się na pijane wyznania.-na prawdę. Tak strasznie cie kocham. Nikogo wcześniej nie kochałem tak mocno. I wiesz? Na prawdę się cieszę że powoli się przemagasz jeśli chodzi o seks. I że się tak starasz mnie zaspokoić...to musi być dla ciebie ciężkie...-urwał na chwilę.-jesteś wspaniałym, niesamowitym, kochanym, słodkim i seksownym chłopakiem. Czego chcieć więcej? Mój ideał.-zatrzymał się żeby dać mu calusa.

Takano | Jun pisze...

-mhm...obiecałem i dotrzymam słowa. Byłem cierpliwy czekając na pierwszy krok.-przypomniał obejmując go lekko.-takie uroki posiadania starszego faceta. Zrozumie, poczeka...a jednocześnie wiesz że on chce więcej...-wzruszył ramionami.-ale ostatnio dałeś mi bardzo dużo przyjemności.-Zachichotal dając mu mocnego buziaka.-zuch chłopak.

Takano | Jun pisze...

-podobało? Kochanie...byłeś boski. Serio.-powiedział żywo gestykulujac. Wszedł do domu jak tylko zamknął za chłopakiem drzwi ucałował lekko.

Takano | Jun pisze...

-um...-zaśmiał się cichutko.-dobranoc kochanie.-powiedział niechętnie go puszczając. Ostrożnie i cicho poszedł do swojego pokoju tak żeby przypadkiem nie natknąć się na ojca chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-co się tam dzieje?-mruknął skacowany zwlekajac się z łóżka. Zszedł na dół i niepewnie zatrzymał się przed szefem.-o co mu poszło? Jeśli mogę wiedzieć...-powiedział niepewnie.

Takano | Jun pisze...

-ok oni zawsze czegoś chcą.-mruknął odbierając adres i przyjmując do wiadomości że będzie wiózł go Tomo.-więc nie mogę wiedzieć dlaczego Ryu trzasnął drzwiami przez co zostałem obudzony?-spytał jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-ok.-poszedł na górę żeby się przebrać po czym zszedł na dół. Przed domem natknął się na Ryu.-hej kochanie.-przywitał się z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-mhm...może cię podwioze? Dobrze się czuję chociaż obudził mnie niemily hałas...-powiedział spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-ale pracować na kacu to mogę.-zamarudzil jak już chłopak pojechał. Razem z Tomo pojechał do miasteczka i wrócił na obiad.-tadaima.-krzyknął od progu.

Takano | Jun pisze...

-ta muszę się trzymać...innych opcji nie ma.-zaśmiał się.-do zobaczenia. Powiedz Ayi że na pewno przyjadę.-dodał machajac mu na pożegnanie. Poszedł do kuchni i uśmiechnął się do chłopaka.-co dzisiaj na obiadek?

Takano | Jun pisze...

-chinszczyzna...może być.-uśmiechnął się lekko.-jakie zajęcia? Pierwsze słyszę żeby miał dłużej zostawać...-mruknął wzruszając ramionami.-jak tym maluszki? Zabierasz je do Ayi?

Takano | Jun pisze...

-ach no chyba że tak...w takim razie będę musiał później zobaczyć efekt końcowy.-zaśmiał się cicho.-poszedlbym ale jestem zmęczony i głodny. Wybacz.-powiedział rozmasowujac ramie.

Takano | Jun pisze...

-sama?!-krzyknął o mało co nie wywracajac talerza.-no nie...on sobie chyba jaja robi...kazał ci? Przecież to niebezpieczne, coś mogło ci się stać. Jeśli miał zamiar tobie kazać to sam mogłem to zrobić.-westchnął i zaczął jeść.-czemu rano? Gdzieś pojechał? Kłócil się rano z Ryu...

Takano | Jun pisze...

-no tak...kazał Ryu...a Ryu by od razu coś złapał.-westchnął już nie wiedząc co na to powiedzieć. Obejrzał ranę i uśmiechnął się lekko.-nic ci nie będzie. A jak Kei ją obejrzał to tym bardziej.-powiedział spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-jakoś znowu nic?-spytał szybko kończąc jedzenie i podchodzac do chłopaka.-no już. Opowiedz co się stało. Obiecuje się nie wsciec i najpierw pomyśleć zanim coś zrobię.-powiedział od razu.

Takano | Jun pisze...

-na pewno? W takim razie poczekaj zaraz ci te rany odkarze.-uśmiechnął się lekko i poszedł po apteczke.-a kotek...-zaczął kiedy wrócił.-Reiko posprzatala za ciebie ale...jeśli twój tata nadal będzie ignorować to jakoś to niebezpieczne...sam odejdę. Sprzątanie pracowni i odkarzanie kostnicy. Tym zwykle zajmują się specjaliści.-westchnął zajmując się jego rankami.

Takano | Jun pisze...

-Ryu...tamte ciała nie nadawały się już do niczego tylko do spalenia. Wyniosłem je ale sprzątaniem powinna się zająć profesjonalna ekipa. Za dużo zarazków, rozum.-powiedział najklejajac plaster na co większe rany.

Takano | Jun pisze...

-ech...więc jak widać się nie dowiem.-westchnął odkładając wszystko do apteczki.-i oboje nie rozumieją zagrożenia tego zawodu.-pokrecil głową i wstał zbierając również mięso żeby je schować.

Takano | Jun pisze...

-ale i tak się zraniłas...na szczęście to nic poważnego.-uśmiechnął się lekko a kiedy wszystko zaniósł usiadł na kanapie.-co ja się zanim mam...powinien na siebie uważać a przychodzi do domu cały poobijany...-zaśmiał się cicho.

Takano | Jun pisze...

-taaa bo 18 latek tak o wraca z podbitym okiem.-westchnął zaraz witając się z chłopcem.-oj maluszku...a możesz poprawić? Jak tak to pomogę ci się nauczyć.

Takano | Jun pisze...

-angielski...ale to łatwe. Bardzo fajnie można się tego nauczyć.-uśmiechnął się dk niego lekko i zmirzwil mu włosy.-pomogę ci spokojnie. A Reiko...ja sam wdawalem się w bójki ale tu mówimy o Ryu i oboje wiemy że powinien uważać.

Takano | Jun pisze...

-ajc przecież traktuje.-zamarudzil po czym zakasal rękawy i zabrał się za sprzątanie. Kiedy skończył nałożył na talerz trochę obiadu i poszedł zanieść Ryu.

Takano | Jun pisze...

-oj no już dobrze marudo...nie będę co dzisiaj wchodził w drogę. Jak będziesz czegoś potrzebował to będę pewnie w swoim pokoju.-mruknął najpierw idąc odnieść talerz a zaraz potem zaglebiajac się w nowo kupioną książkę.

Takano | Jun pisze...

Po około godzinie stwierdził że Yuto skończył odrabiać bieżące lekcję więc wyszedł żeby mu pomóc z angielskim ale nie mógł go znaleźć. Chodził po całym domu przy okazji głośno go wołając. W końcu zrezygnowany usiadł na kanapie.

Takano | Jun pisze...

-Ryu nie wiesz może gdzie maluch mógł się schować? Miałem mu pomóc z klasowka ale nigdzie nie mogę go znaleźć...-mruknął cały czasna tym myśląc.-przeszukalem cały dom i nic...

Takano | Jun pisze...

-ech no cóż...więc pomogę mu jak wróci...-wzruszył ramionami.-a póki co zobaczę jak poszło Reiko sprzątanie.-zdecydował schodząc na dół i dokładnie wszystko sprawdzając. Zaszedł do czystej i jak myślał pustej kostnicy gdzie usłyszał płacz.-Yuto? Jesteś tu? Wychodz bo zimno...

Takano | Jun pisze...

-mały gluptas.-stwierdził otwierając trumnę od zewnątrz i wymujac chłopca od razu biorąc go na ręce.-czemu się schowales?-spytał wychodząc z pracowni i idąc na górę.

Takano | Jun pisze...

-nie zapomniałem. Pomyslalem że dam ci czas na zrobienie bieżących lekcji a później pomogę ci z angielskim.-wyjaśnił idąc do salonu.-nie płacz...zawsze się upominaj o swoje.

Takano | Jun pisze...

-jakoś szarpie? Znów cię szarpał? Ryu?-spytał wyraźnie zmartwiony. Nigdy nie był za biciem dzieci a Ryu dodatkowo był przecież bardzo słaby.

Takano | Jun pisze...

-jak to cię szarpnal? Ryu o co wy się znów poklociliscie? Dlaczego znów podniósł na ciebie rękę? Miał tego nie robić.-funkął patrząc na niego uważnie.

Takano | Jun pisze...

-więc później i tym porozmawiamy. To ważne.-powiedział po czym zaczął chłopcu tłumaczyć jak łatwo może nauczyć się słówek.

Takano | Jun pisze...

Już tylko westchnął i skończył z Yuto lekcję jemu też życząc dobranoc. Potem poszedł się umyć i jak zwykle przed snem zdecydował się przeczytać kilka rozdziałów książki.

Takano | Jun pisze...

-co za mały gluptas przecież się przeziebi...-westchnął kiedy obudził się około 4 nad ranem. Przeniósł go na łóżko i okrył koldra. Położył się obok i chwilę glaskal go po włosach.

Takano | Jun pisze...

Jun wypadł z pokoju jak wystrzelony z armaty i złapał mężczyzne za nadgarstki.
-uspokój się. Nie było seksu...po prostu nie mógł zasnąć więc przyszedł do mnie. Chcesz? Wyprowadze się, zrywaj umowę, proszę bardzo. Ale na prawdę czułem się tutaj jak w domu. Porozmawiamy jak wytrzezwiejesz a teraz przestań go bić. Nie zrobił nic złego.-powiedział zachowując pozorny spokój. Taka akcja i to akurat kiedy Keia nie było pod ręką.

Takano | Jun pisze...

-nic ci nie jest? Bardzo boli?-spytał klekajac obok niego.-wybacz to moja wina...jutro z nim porozmawiam...wyprowadze się jeśli trzeba...byle tylko już cię nie bił. Nie zrobiłeś niczego złego...będzie dobrze...

[dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-kochanie...słyszałem i widziałem co tu się dzieło więc już nie kłam.-poprosił tulac go delikatnie do siebie.-możesz płakać. Wypłacz się. Jutro z nim porozmawiamy i wszystko się ułoży. A nawet jeśli nie...to coś się wymyśli. Obronie cię.-poglaskal go po włosach.

Takano | Jun pisze...

-dzisiaj? Jasne aniołku. Zawioze. O której chcesz?-spytał łagodnie. Już nie chciał dyskutować o to czy go bije czy nie.-kochanie? Ale nie kłam pani doktor dobrze? Nie wolno. Jakoś sobie z tym poradzimy.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-Ryu-chan...ja wiem że nie chcesz tej wiadomości do siebie dotrzeć ale to nie było już szarpanie za ramie. Takie ślady zostawia tylko pas. Ja z nim jakoś porozmawiam dzisiaj. Obiecuje.-dał mu caluska w policzek i wyszedł żeby się ubrać.

Takano | Jun pisze...

-a może najpierw jakieś śniadanie żebyś leki wziął? Chyba nie powinieneś tak jechać na pusty brzuszek...-powiedział poprawiając mu bluzę. Dlaczego to wszystko zaczęło się tak komplikować. Wiedział że tym razem Toma przegial i będzie musiał z nim porozmawiać.

Takano | Jun pisze...

-dobrze, kupimy sobie jakąś buleczke.-zgodził się od razu z lekkim uśmiechem.-ale zapakuj leki tak żebyś mógł je od razu wziąć.-poprosił idąc ubrać buty i po chwili odpalajac samochód. U Tomo kupił dwie słodkie bułki poszedł na górę do cukierni żeby zamówić dwie herbatki i usiadł przy stoliku wraz z chłopakiem.

Takano | Jun pisze...

-ładny.-zgodził się chwilę przyglądając że temu widokowi jedząc bułke.-mowiles kiedyś że jak skonczysz studia to chcesz wybudować dla nas domek a na dole miałbyś zakład fotograficzny. To małe marzenie nadal aktualne? Jak tak...znajdzmy jakieś miejsce żeby z sypialni był ładny widok. Co ty na to?-spytał z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-ok podzielimy się kosztami.-zapewnił od razu.-i jak już zamieszkamy razem to będę ci trochę pomagał z pracą, znajdę sobie jakąś nową w okolicy. Wszystko będzie dobrze.-skończył bułkę i zabrał się za picie gorącej herbaty.

Takano | Jun pisze...

-praca nie jest ważna. Mam dobre kwalifikację więc znajdę pracę nawet na policji. A tam po mniej niż 10 latach emerytura i to wysoka. Przecież jak wrócisz ze studiów ja już będę grubo po 30.-zauważył cicho się śmiejąc.-nie przejmuj się to nie twoja wina.

Takano | Jun pisze...

-przecież będę odwiedzał...jak twój tata mnie nie wywali...-mruknął wstając.-dzisiaj z nim porozmawiam i powiem ci jak poszło.-uśmiechnął się lekko kiedy wychodzili.

Takano | Jun pisze...

-przecież będę odwiedzał...jak twój tata mnie nie wywali...-mruknął wstając.-dzisiaj z nim porozmawiam i powiem ci jak poszło.-uśmiechnął się lekko kiedy wychodzili.

Takano | Jun pisze...

-no to zadzwonie ok? Chyba że nie chcesz wiedzieć jak poszło to wtedy będę cicho.-obiecał wchodząc do samochodu. Kiedy chłopak wszedł od razu odjechał po chwili parkujac pod szpitalem.

Takano | Jun pisze...

Poszedł za nim i jak zwykle usiadł na korytarzu przed gabinetem. Ostatnio często był proszony żeby zostać więc i tym razem postanowił poczekać.

Takano | Jun pisze...

-ok. Później jeszcze pójdę do twojej sali i będę się zbierał.-powiedział wstając i wchodząc do gabinetu lekarki. Usiadł przed jej biurkiem i skierował wzrok w jej stronę.-o co chodzi?

Takano | Jun pisze...

-ech...sądzę że boi się wrócić i chce poczekać aż w domu wszystko się uspokoi. Dzisiaj trochę się bał więc przyszedł spać u mnie. Jego ojciec wrócił pijany, wyciągał go z mojego łóżka i krzycząc że nie będzie tolerował w domu seksu...i uderzył go pasem. Sądzę że to jest powód. Boi się...

Takano | Jun pisze...

-nie sądzę żeby był alkoholikiem...pierwszy raz widziałem go tak pijanego. Porozmawiam z nim dzisiaj ale gdyby było to coś poważnego poinformuje panią o tym.-powiedział i wstał.-w razie czego proszę do mnie dzwonić.-poprosił z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-hej skarbie.-przywitał się z nim.-słyszałem że zostajesz tydzień więc jak wrócę z Kyoto to do ciebie znajdę. Nie będę ci teraz przeszkadzać i w ogóle...-powiedział dając mu buziaka w policzek.

Takano | Jun pisze...

-jasne skarbie.-uśmiechnął sie kładąc się przy nim i obejmując lekko.-będzie dobrze, wiesz? Na pewno. Porozmawiam z twoim tatą...wszystko się ułoży. Nie bój się.-poglaskal go po włosach.

Takano | Jun pisze...

-ja ciebie też kocham.-powiedział trochę smutno. Obejmował go delikatnie.-widzimy się w poniedziałek.-pocałował go namiętnie i wyszedł z łóżka.

Takano | Jun pisze...

Jadąc trochę nerwowo dojechał do Yukan i zaparkowal przed domem. Wszedł w miarę spokój spokojnie i po tym jak zdjął buty wszedł do salonu.

Takano | Jun pisze...

-piękna!-pochwalił go z równym entuzjazmem.-świetna. A teraz opowiedz jak tam poprawa z angielskiego.-poprosił siadając obok niego.

Takano | Jun pisze...

-oj uwaga.-podtrzymał trochę wierze.-mhm...no to jak już sprawdzi to powiedz jak ci poszło.-uśmiechnął się do niego.-a nie wiecie gdzie wasz ojciec? Muszę z nim pogadać.

Takano | Jun pisze...

-ok...Yuto proszę ładnie tu posprzątać.-powiedział wstając i idąc prosto do biura mężczyzny. Zapukał i od razu wszedł.-Toma musimy porozmawiać.

Takano | Jun pisze...

-To raczej nie będzie szybka rozmowa.-mruknął siadając przed jego biurkiem.-Może zacznijmy od tego czy przeszkadza ci to że jestem z Ryu? Rano wpadles do mojego pokoju, wyciągnąłeś go z łóżka krzycząc że nie będziesz tolerował w domu seksu i uderzyłeś go pasem. Od razu powiem że się nie kochalismy. Toma uderzyles go, rozumiesz? On cały czas wmawia sobie że tylko upadł. Boi się.-wyjaśnił wszystko.

Takano | Jun pisze...

-Toma...to chyba nie powód żeby robić mu takie rzeczy. Ślad zostanie mu na długo. Jeśli masz jakieś problemy to przecież możesz przyjść do mnie po pomoc...i nie wyżywac się na Ryu.

Takano | Jun pisze...

-te piękne oczy...-sprostowal bardziej do siebie.-Rozumiem że może ci być ciężko ale nie pozwolę żebyś go krzywdził. I nie pij w takich chwilach. Robisz się wtedy bardziej agresywny.

Takano | Jun pisze...

-przeproś i po prostu...żeby to się nie powtórzyło. Nie krzywdz go bo mass problemy. To twoje dziecko.-powiedział jeszcze z lekkim uśmiechem i poklepal go po ramieniu.

Takano | Jun pisze...

-nie przepraszaj...-powiedział trochę sennie zaraz siadając na łóżku.-co by ci tu opowiedzieć...rozmawiałem z twoim tatą...mówię że nie ma nic przeciwko naszemu związku. Był pijany i ostatnio ma małe załamania. Więc tak jak mówiłem wszystko się ułoży.

Takano | Jun pisze...

-nawet bardzo dobrze.-zaśmiał się.-na prawdę uratowałeś? Zuch chłopak. Jesteś niesamowity, mój kochany.-uśmiechnął się lekko wstając do okna żeby zapalić.

Takano | Jun pisze...

-ale to i tak dużo.-zaśmiał się cicho.-Keiichiro? Czekaj...nie pamiętam go chyba...-mruknął odpalajac papierosa i mocno się zaciągając.-no ale skoro nie będzie ci nudno to dobrze.

Takano | Jun pisze...

-ach...no to może go poznam jak wrócę od Ayi?-zaproponował z lekkim uśmiechem.-oj bardzo boli? Jeszcze jakiś czas będzie. Bok to samo...ale przejdzie.-zapewnił go spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-oj bez przesady kotus...większy zbok od Tomo? To tak się da?-zaśmiał się cicho.-poznasz mnie z nim. Ładnie proszę. Nie zabronie ci się z nim spotykać, spokojnie.-zapewnił gaszac papierosa.-wiem. Ja ciebie też.

Takano | Jun pisze...

-bardzo, najbardziej. Tak strasznie mocno cię kocham.-zapewnił zostając przy oknie i patrząc przed siebie.-a co byś chciał? Postaram się na chwilę wyrwać i coś tobie kupię. Tylko powiedz mi co.-poprosił uśmiechając się lekko.

Takano | Jun pisze...

-Hmmm coś typowo z Kyoto...no to popytam Keia i ci przywiozę. Coś dobrego wybiorę, tak specjalnie dla ciebie.-obiecał z uśmiechem.-kotek, może idź już spać? Jest późno...

Takano | Jun pisze...

-dobrze poczytam.-zgodził się odchodząc od okna. Położył się do łóżka z książką i zaczął czytać. Kiedy chłopak usnal od razu się rozchyl. W weekend pojechał do Ayi. Od progu dał jej prezent i złożył życzenia mocno przytulajac.

Takano | Jun pisze...

-ja też się cieszę. Ale do poniedziałku to trochę za dużo. Chyba że od razu z rana bo chce jeszcze pojechać do Ryu bo teraz jest w szpitalu.-powiedział wchodząc do środka i zdejmujac buty.-no ale pokaż swoją córkę.

Takano | Jun pisze...

-o niby tak ale...ma mnie przedstawić znajomemu i w ogóle.-zaśmiał się cicho.-ale słodka...oczy ma po tobie.-uśmiechnął się biorąc małą na ręce.-Pomozesz mi potem wybrać jakieś regionalne słodkości dla Ryu?

Takano | Jun pisze...

Zaśmiał się wesoło starając się jakoś chronić swoją twarz. Odłożył małą do wózka.
-ciebie też dobrze widzieć. I dzięki ze pomożesz. Prosił żebym coś mu kupił.-wyjaśnił.

Takano | Jun pisze...

-slodka. I tak jak dzieci Reiko bawią się moją twarzą.-zaśmiał się wesoło.-jasne zapakuj. A i mam tez parę rzeczy dla małej.-pobiegł do samochodu po zabawki które kupił.-hej Kei.-przywitał się z mężczyzna kiedy się na niego natknął.

Takano | Jun pisze...

-z zabawkami pomagał mi Ryu.-uśmiechnął się lekko.-szkoda że nie mógł przyjechać...ale ostatnio byliśmy w Tokyo. Podobało mu się.-powiedział bawiąc soenz małą.

Takano | Jun pisze...

-no właśnie...i czemu te dzieci tak mnie lubią...-pokrecil głową spokojnie bawiąc się z małą. Kiedy kobieta wróciła poszli na spacer.-Aya...wiesz...jakby to...-mruknął nie wiedzą jak to ubrać w słowa.-nie wiem czy uważać to za normalne. Ryu się bardzo się stara mi...dogodzić. Mam wrażenie że...no że to trochę za szybko i w ogóle. Ale on się cholernie cieszy jak coś mu się uda.-pokrecil głową.-jako pani psycholog sądzisz że to normalne?

Takano | Jun pisze...

-Hmmm...no może...ale już mu wyjaśniłem wszystko dokładnie.-wzruszył ramionami.-jakoś sobie z tym radzimy tak ogólnie...wiesz w końcu ruszyliśmy, on się stara. Nawet pyta Tomo o rady...-zaśmiał się bo akurat to go momentami bawiło.

Takano | Jun pisze...

-tak też robię, daje mu wolną rękę.-powiedział spokojnie idąc obok niej.-Hmmm to zależy jak to rozumiesz. Bawi się czasem. Tak trochę...ale ja tobą powiedział z pozycjami nie chce kombinować jeszcze.-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-pewnie tak. On się pewnie nadal trochę boi...widać to. Ale się stara. Cieszy mnie to.-uśmiechnął się lekko i wszedł do jednego ze sklepów.-no to...co mogę mu kupić? Chce żeby się ucieszył...skoro nie mógł pojechać...

Takano | Jun pisze...

-ok...wiec wezmę mu wszystko.-zaśmiał się i po tym jak zapłacił wznowili spacer.-a tobie jak się z Keiem układa? Słyszałem że nie jest zbyt chętny na ślub...-powiedział idąc spokojnie obok niej.

[może by tak skipnac trochę...tak do powrotu Juna do Yukan...? XD]

Takano | Jun pisze...

-al...-jęknął mężczyzna macajac tył głowy.-to tak witasz kogoś kto przynosi ci czekoladki...-mruknął wstając z podłogi.-idę żeby mi pomogli zanim się wykrwawie.-funkął wychodząc i po chwili wracając z obandazowana głową.-ok teraz chce miłe przywitanie i wyjaśnienie.

Takano | Jun pisze...

-oj no...sądziłem że już śpisz więc nie chciałem cię budzić.-wywrócił oczyma i oddał pocałunek.-Jun Mikami.-przywitał się.-cóż...nie raz oberwalem w głowę więc jak widać przywyklem.-wzruszył ramionami siadając na łóżku.

Takano | Jun pisze...

-aha...bo zostanę napadnięty przez ciebie i twojego kumpla? Gluptasy z was. Szpital to bezpieczne miejsce kto inny mógł tu przyjść? Myśl logicznie...-westchnął trochę mu marudzac.-dobrze że aż tak mocno nie uderzyliscie...i że wazy były tak delikatne.

Takano | Jun pisze...

-oj...ale to była inna sytuacja.-wywrócił oczyma.-a co gdyby coś mi się stało? Straciłbym pamięć albo coś gorszego? Mogłeś jakoś sprawdzić kto idzie.-zamarudzil mu okrywając ich koldra i dając mu lekkiego buziaka.

Takano | Jun pisze...

-kochanie...to nie jest takie proste. Ale obronić się trochę umiesz. Z pomocą kumpla ale umiesz.-zgodził się w końcu.-lekarz kazał mi leżeć. Jutro zobaczą czy się zagoilo.-wzruszył lekko ramionami.-a Ayu-chan cię pozdrawia...a ja dla kolejnego dziecka jestem kochanym wujkiem.

Takano | Jun pisze...

-czekoladki, wafelki i mus.-wyjaśnił.-a mała jest kochana. Podobna do mamusi.-zaśmiał się wesoło.-mam też dla ciebie tort i sałatki, urodziny się udały i była fajna zabawa. A ty jak spedziles weekend?

Takano | Jun pisze...

-no zapakowali sporo tego. Ładnie sobie teraz mieszkają, miła okolica.-uśmiechnął się lekko.-wynudziłeś się? Kiedy wracasz do domu?-spytał calujac go w policzek.-ale słodyczami też się podziel. Dużo wziąłem.-zapewnił tulac go do siebie.

Takano | Jun pisze...

-nie mnie to oceniać, czy zasłużył czy nie.-wzruszył ramionami.-a chcesz? W domu już spokojniej. Sam zdecydujesz czy chcesz zostać dłużej. Toma obiecał cię przeprosić...i się poprawić.

Takano | Jun pisze...

-ma za co. No ale jak uważasz. Dobranoc.-powiedział momentalnie zasypiajac. Cieszył się że dostał od razu lek przeciwbólowy.

Takano | Jun pisze...

-coś się stało?-spytał obudzony przecierajac zmęczone oczy. Ostatnio miał jakiś słaby sen a teraz jeszcze cios w głowę.

Takano | Jun pisze...

-ech kochanie...chodź.-poklepal łóżko.-nie idę jutro do pracy bo zostałem przez ciebie znokautowany.-przypomniał mu spokojnie.-chodź odpocznij...i już nie snij koszmarkow.

Takano | Jun pisze...

-no nie bardzo miałem jak.-mruknął odsuwając koldre.-pokaż.-poprosił unosząc lekko jego koszulkę.-aj...nadal jest niezły ślad po tym uderzeniu...-ucałował go delikatnie w to miejsce.

Takano | Jun pisze...

-ale na pewno ostatnio raz skarbie.-powiedział tylko tulac go do siebie. Kiedy był już pewny że chłopak śpi sam również zasnął.

Takano | Jun pisze...

-oj no...-jęknął bo na szczęście przyszła mama Tomo więc mógł się trochę pokłócić. Wynegocjował że może zostać w tej sali ale ma być w osobnym łóżku więc od razu się przeniósł.

Takano | Jun pisze...

-ej no...korzystam póki jeszcze nie wyjechał na studia i mogę być tak blisko jak chce. No i mam zamiar jutro się zmyc ze szpitala więc już nie marudzcie obaj.-mruknął wywracajac oczyma.

Takano | Jun pisze...

-tylko trochę starszy ode mnie...-mruknął mimo wszystko pocieszony. Myśl że jest dla Ryu za stary trochę zmalała.-obaj macie jakąś słabość do starszych?-zaśmiał się grzecznie leżąc w łóżku jak przyszła lekarka.

Takano | Jun pisze...

-ależ ja mu ufam. Ale póki nie pojechał na studia wolę być blisko, a samemu w sali mi się nie chce siedzieć jak mogę tu.-wzruszył ramionami.-a jak nie pasuje trudno...mogliscie mnie tak nie urządzić. Macie karę.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-oj już nie marudz...jutro już mnie tu nie będzie.-machnął ręką.-trzebabylo najpierw sprawdzić kto idzie...wcale się nie skradalem.-powiedział jeszcze i położył się wygodniej na boku.-więc...Keiichiro...długo się znasz z Ryu?-spytał z ciekawości.

Takano | Jun pisze...

-tak Ryu mi mówił że jest tu taka jakby szkoła.-odpowiedział spokojnie.-pobiliscie? No proszę...to jak to się stało że teraz się dogadujecie? Czy może nie powinienem pytań?-wzruszył lekko ramionami.-pytam bo chciałbym o nim trochę więcej wiedzieć.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem. To dobrze.-uśmiechnął się lekko.-jak źle się czujesz to nie musimy rozmawiać. Odpocznij lepiej.-powiedział od razu jak zobaczył że chłopak wymiotuje.-a ty z jaką chorobą leżysz? Facet się o ciebie nie martwi?-spytał znów z czystej ciekawości. Jakoś chciał wiedzieć jak sobie radzą inni w podobnej sytuacji co on i Ryu.

Takano | Jun pisze...

-och...pewnie wam ciężko...-usiadł żeby lepiej go widzieć.-cóż wiele nie mogę ale życzę wam jak najlepiej. Mam nadzieje że...pieniądze na leczenie się znajdą.-dodał z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-nie obraze się. Spij, odpoczywaj.-polecił mu. Chwilę później został poproszony na kontrolę. Zaskoczony lekarz przyznał że może zostać do wieczora i wracać do domu. Był ledwo drasniety.

Takano | Jun pisze...

-Ryu.-złapał go za nadgarstek.-co to ma być za unikanie mnie? Już wieczorem jadę do domu...-powiedział myśląc że chłopak czuje się przyparty do ściany albo coś.

Takano | Jun pisze...

-tak na pewno. Lekarz mnie obejrzal. Powiedział że to tylko drasniecia więc mogę wracać do domu.-zapewnił.-wiem że nie chciałeś. Ale następnym razem najpierw patrz kto idzie. Bo ten ktoś może mię mieć tyle szczęście co ja. A teraz chodź już do sali, będąc w szpitalu powinieneś odpoczywać.-przypomniał z lekkim uśmiechem udając że nic nie zauważył.

«Najstarsze ‹Starsze   1401 – 1600 z 5000   Nowsze› Najnowsze»