Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1801 – 2000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»Mężczyzna jeszcze chwilę leżał jednak później jednak zasypiajac. Oczy same mu się zamknęły i odleciał w krainę snów. Obejmował go delikatnie uśmiechając się przy tym.
-widziałem.-uśmiechnął się mocno go obejmując.-mój kochany...-szepnął calujac go namiętnie.-brawo. Brawo...-dodał.-coś ci przywieźć z wyjazdu?-spytał ze śmiechem.-bo muszę zaraz jechać...
[za spokojnie było? XD]
Miasto nie było daleko więc szybko wrócił z prezentem dla chłopaka. Zaskoczony stwierdził brak chłopaka w domu. Zadzwonił kilka razy a kiedy nie otrzymał odpowiedzi zaczął się trochę martwić. Zauważył kopertę na stoliku wyjął z niej pierścionek a serce mu przyspieszyło. Minęła dłuższa chwilą zanim uspokoił się na tyle żeby przeczytać wiadomości. Ruszył biegiem pod podany adres.
[no...co za dół? ]
-ani się waż skurwielu!-warknal odkopujac go na bok zanim też zdążył włożyć w chłopaka puszkę.-i ty się dziwisz że zerwalismy! Jesteś niezrównoważony psychicznie!-wrzasnal zaczynając go okładać pięściami i kopać. Chciał żeby stracił przytomność.-mówiłem że jak znów tu przyjdziesz to ci nie daruje!-krzyknął czując łzy na policzkach. Stan chłopaka go przeraził.
[och...ale czasem masz takie wahania co? Będzie dobrze...]
-puszczaj go!-warknął próbując się wyrwać.-to mnie chcesz! Zostaw go!-krzyknął.-Tomo...wybacz skarbie...wybacz...-szepnął.-Franz! To była chora miłość! Jak mogłeś myśleć że to będzie miało przyszłość?! Pusc go. To moje ostatnie ostrzeżenie.-powiedział kiedy udało mu się wyswobodzic jedną rękę. Nie dał po sobie tego poznać. 'zabije go...zabije...jak mógł mu to zrobić...Tomo...powiedz że nadal mnie kochasz...ja go zabije...zrobię wszystko...'myślał starając się uwolnić drugą rękę.
Mężczyźnie udało się wezwać smsem gliny które jak miał nadzieje czekały już na zewnątrz. Podbiegł do domu wyjmujac tą nieszczęsną puszkę i go rozwiązując.-wybacz...wybacz...Tomo wybacz mi...-szeptał płacząc. Podał chłopakowi chusteczki żeby się wytarl.-wybacz...nie wiem co zrobić...jego zamkną ale...och Tomo...wrócimy do domu, umyje cię dam coś na usmierzenie bólu a jak chcesz to zadzwonie po Juna...ja ci to jakoś wynagrodze...obiecuje...tylko...tylko mi wybacz...proszę...nadal mnie kochaj...proszę...proszę...-szeptał bojąc się go dotknąć.
-mam go...-szepnął pokazując mu pierścionek który mu podał. Ubrał go szybko po czym z ulgą zauważył że drzwi zostały otworzone przez policję. Wziął go na ręce niczym swoją księżniczkę i zaczął iść szybkim krokiem do domu.-zaraz będziemy...umyjesz się z tego syfu...dam ci tabletke...i zadzwonie po Jana....
-chociaż się czegoś napij...-westchnął kiedy już zrezygnował z namawiania go do jedzenia. Podał mu swoją bluzę i prezent który mu kupił. Dał mu też wodę i tabletke do polkniecia. Jun przyszedł dopiero po pół godzinie wcześniej wysluchujac wszystkiego przez telefon. Poszedł prosto do salonu i usiadł na fotelu nie odzywajac się ani słowem.
-lez...i wyluzuj trochę. Przyjaciół się tak nie zostawia. A z resztą pracy na razie nie mam.-zapewnił spokojnie. Takano przyniósł im herbatę i usiadł na podłodze razem z psami. Cieszył się że mimo wszystko Tomo wciąż chciał z nim być ale czuł się winny. Całą swoją uwagę skupił na glaskaniu Jolie.
Jun popatrzył na Takano a kiedy ten mu skinal głową wstał i go przytulil.
-wiem. Ciężko ci prawda? Rozumiem cię. Takano też cię rozumie. Wspieramy cię więc się wyplacz.-szepnął tak żeby tylko chłopak go słyszał.-on wciąż cię kocha prawda?-poglaskal go po włosach.-ból minie. A wspomnienia niedługo się zatra bo masz osoby które cię wspierają.-zapewnił.-spokojnie...spokojnie...wiem jak się czujesz.-szepnął chociaż wiedział że jego ojciec nigdy nie był aż tak brutalny.
-Tomo wybacz mi...zrobię wszystko żebyś zniósł to jak najłatwiej...-powiedział wciąż wpatrzony w Jolie.
Takano zawiesił głowę już się odzywając. Jun objął go mocniej.
-oj nie myśl tak...na pewno nie jest z litości...-szepnął.-poczekaj chwilę.-odsunął się od niego i podszedł do Takano.-zostawisz nas na monet samych? Muszę z nim pogadać. Idź na spacer z psami, zapal sobie i się ogarnij.-położył mu dłoń na ramieniu.-więcej nie mogłeś zrobić. Teraz bądź z nim szczery i przestan przepraszać bo tylko go denerwujesz.-dodał odprowadzając go do drzwi. Wrócił do salonu i objął chłopaka.-nie będziesz musiał zeznawać. A on cię kocha. I nie jest z litości. Chce być z tobą. A ty z nim.-spojrzał na jego pierścionek.
-właśnie kochasz go. Oboje się kochancie.-poglaskal go po włosach.-wiem. Musi ci być wstyd...ale porozmawiać z nim powinieneś. Tak szczerze. Jest ci ciężko. Robił ci straszne rzeczy...to normalne że boli...i że ci ciężko.-szepnął spokojnie.-rozumiem...twój wybór jest logiczny. Ale wybrałeś to bardziej bolesne...ale ból ci minie.-zapewnił.-napij się herbaty. Wziales ciepłą kąpiel?
-porozmawiasz kiedy będziesz gotowy ja tylko mówię że powinieneś. Żebyście nie zatrzymali się w martwym punkcie.-powiedział spokojnie. Objął go lekko.-to dobrze że się umyles.-dodał przytulajac go do siebie.-nikt cię nie zmusi. Nie będziesz musiał. Jego już zamknęli. Byłem przy tym. Spokojnie.
-Takano napisał do mnie smsa. Pisał żebym szybko przybiegł, zadzownil na policję i dopilnował ich żeby zamknęli francuza. Od razu wybiegłem z domu. Czuć było tą panikę nawet jeśli to była wiadomość.-wyjaśnił spokojnie.
-przestań mnie w końcu przepraszać.-zaśmiał się. Takano wrócił dopiero po pół godzinie od zaśnięcia chłopaka. Wyraźnie spokojniejszy po wypaleniu prawie połowy paczki cykaretek. Wyjął z szafki jedno z otwartych win i nalal sobie do kieliszka. Tak żeby się uspokoić.
-co ci powiedział?-spytał.
-sam ci powie jeśli będzie chciał.-odparł spokojnie odmawiając przyjęcia wina.
-już robię.-uśmiechnął się podchodzac żeby poprawić mu koc.-nie dotykaj butelki.-mruknął wskazując na prawie pustą. Poszedł do kuchni i po chwili wrócił z czekoladowymi nalesnikami.-smacznego. Jedz ile chcesz. Całe twoje. Ja już jadłem.-powiedział dając mu też świeżą herbatę i wracając na fotel.
-cieszę się że ci smakuje.-uśmiechnął się delikatnie.-napij się herbaty. Tryskawkowa...jedna z moich ulubionych.-dodał spokojnie. Dobił zawartość swojego kieliszka i schował butelkę żeby i jego nie kusiła.
-już ją wyrzuciłem. A konkretniej zrzuciłem z klifu do wody. Rozbiła się o kamienie.-odparł nie wspominając już jak się wtedy darl i jak został oszczekany przez Jolie.-oczywiście że cię kocham! Tak na prawdę!! Nie z litości...ja na prawdę cię kocham...bardziej się bałem że ty przestaniesz mnie kochać...jak założyłeś pierścionek to się uspokoiłem.-uśmiechnął się lekko.-z telefonu wyjalem karte...trzeba ci będzie nowy kupić...
-nie musisz. Jun ci nie mówił? Jego już zamknęli...-zapewnił z lekkim uśmiechem. Wziął jednego nalesnika z jego talerza.-jasne możesz...ale jeśli chcesz mogę po prostu tę noc przespać u góry...przespisz się na łóżku...pewnie będzie ci wygodniej zwłaszcza że...no pewnie cię boli wszystko...-zaproponował takie rozwiązanie. Chciał żeby chłopakowi było wygodnie.
-mógłbym...-odparł trochę zaskoczony.-nadmucham sobie materac...nie widzę problem.-uśmiechnął się lekko.-Tomo? Kotek...-zawahał się przez moment po czym podniósł się z fotela.-m...mogę cię przytulić?-spytał cicho. Usiadł obok niego wycierajac jego łzy chusteczką.-nie bój się...już jest dobrze. Jesteś bezpieczny. Już jest dobrze, nikt cię więcej nie skrzywdzi.
-jeśli musisz to się wyplacz. Nie hamuj łez tak jest jeszcze gorzej...-szepnął ptzytulajac go do siebie.-nie bój się. Jestem tutaj...już cię nie zostawię samego i zawsze obronie. Jesteś bezpieczny.-zapewnił glaszczac go po włosach.-nie bój się.
-o boże kochanie...obiecuje...przysięgam...nigdy cię nie skrzydze...nigdy...obiecuje na paluszek...-powiedział krzyżując z nim mały palec. Kiedy chłopak skończył płakać podał.mu chusteczkę żeby wytarl nos.
-jasne przyniose-uśmiechnął się wstając i po chwili wracając z odpowiednim pudełkiem które podał chłopakowi.-mam nadzieje że to wszystko nie opóźni twoich postępów w rehabilitacji w końcu szło ci już tak dobrze.-usiadł na kanapie glaszczac swoją sunie.
-dużo...-powiedział przyglądając się zawartości pudełka.-kolekcjonujesz? Jak tak to koniecznie będziemy musieli zajść do sklepu muzycznego w paryżu...i w stanach jak będziemy. Z każdego miejsce jakąś kupisz. Na pamiątkę.-objął go lekko ramieniem przyglądając się jednej z kostek.
-to dobry pomysł. Jeszcze trochę i na pewno ich tyle uzbierasz.-uśmiechnął się wesoło.-ładna.-wziął w rękę kostkę uważnie jej się przyglądając.-skarbie? Jak myślisz powinienem prosić twojego tatę o twoją rękę? Powinienem? Jeju...-
-a co jak się nie zgodzi? Stwierdzi że jestem dla ciebie złym partneremi zacznie mnie nawiedzac w nocy...-mruknął przestraszony na żarty.-właśnie...nie pokazales mi jeszcze grobu swojego taty...jutro idziemy.-zdecydował.-muszę przecież poprosić go o twoją rękę...
-mhm no to niech będzie środa...tylko żeby mi się nie dostało. Już trochę odwlekasz przestawienie mnie ojcu...jeszcze mnie znienawidzi...albo coś...-zadrzal.-co za głupie pytanie...jasne że może. Często wpadał pomagać mi z pierscionkiem. Powiedział żebym wziął jakiś skromny i zwyczajny. Przystalem na to ale przy obraczkach wolałbym trochę poszaleć.-zaśmiał się.
-nie nakrzyczalbym...ale byłbym trochę zły...a może bardziej smutny...to dla mnie ważne. Cieszę się że się nie zgubił...i że się usmiechasz patrząc na niego.-odważył się dać mu calusa w policzek.-wiem że dobrze podpowiedział. Ale obrączki nie będę zwykle.
-kompromis.-skrzywil się teatralnie.-jakoś dam rade.-zaśmiał się.-tak już daje ci piloty.-odparł wstają i je mu podając.-ja się w tym czasie umyje.-oznajmił idąc do łazienki. Kontakty zastąpił okularami i wziął prysznic. Kiedy się umył poszedł jeszcze nadmuchac sobie materac.
-będzie wygodnie. No i dopiero sobie wszystko ulozylem...nie będę tego teraz sprzątał-mruknął siadając obok niego.-nie przejmuj się. No i sam prosiles żebym spał obok. Wyluzuj. Od spania na materacu jeszcze się nic nikomu nie stało.
-nie ma za co kochanie. Gdybym był na twoim miejscu też byś pewnie dużo dla mnie robił.-powiedział oglądając z nie film.-zmęczony? Zanieść cię do łóżka? Jeśli będziesz czegoś ppotrzebował albo będziesz miał zły sen to nie wahaj się mnie budzić. Jestem przy tobie więc nie masz się co bać.-powiedział wyłączając telewizor.
Wymacal okulary i zapalił lampke.
-Tomo-chan? Kochanie?!-nawoływał wstając z materaca. Starał się go jakoś obudzić.-kotek? Już dobrze...jesteś bezpieczny...jest dobrze...jestem tutaj.-powiedział głośno łapiąc go za lewą dłoń.
-Tomo-chan...to ja...-szepnął obejmując go mocno.-to ja, Takano...kochanie już jesteś bezpieczny. Nic złego ci się nie dzieje. To tylko zły sen. Zły sen. Jego już nie mam nikt ci już nie zrobi krzywdy.-zapewniał starając się być spokojnym.
Westchnął z ulgą kiedy chłopak znów zasnął. Kiedy chciał wrócić na materac i uwolnić rękę chłopak ściskał go jeszcze mocniej. W końcu zdecydował się położyć obok. Zgasil światło i zdjął okulary szybko zasypiajac.
Mężczyzna kilka minut później obrócił się na bok będąc w polsnie. Nie mogąc wymacac na łóżku chłopaka spanikowany otworzył oczy i założył okulary.
-nie ma...-jęknął wybiegając z pokoju i szukając Tomo. Kiedy w końcu go znalazł już trochę dyszal po wysiłku.-nie strasz mnie tak...-wysapal poprawiając okulary.
-myślę że możesz wziąć...skoro boli bardzo to możesz. Nie będzie to podchodzilo pod uzależnienie. Spokojnie czuwam nad tym.-uśmiechnął się lekko.-więc już nie pal...zjesz coś i dam ci tabletke. Ale max dwie dzisiaj dostaniesz.-ostrzegł.
-jasne...-podał mu sok i zabrał się za robienie tostow.-całą noc ściskałeś moja dłoń. I krzuczales tak strasznie...aż się przestaszylem. Nie mogłem cię obudzić.-westchnął podając mu tosty i szykujac tabletki.
-nic się nie stało. Sam ci mówiłem żebyś nie obudził jak coś by się działo. Głośno krzyczałeś i chyba przez chwilę mnie nie poznałeś. Prosiles żebym przestał...że już nie możesz...-podał mu tabletke.-powinno pomóc.
-nic nie szkodzi kochanie. Twoje zachowanie w nocy było naturalne i normalne...i na pewno przejdzie. Niedługo będziesz spał normalnie.-zapewnił spokojnie.-zjedz jeszcze trochę.-poprosił sobie robiąc jajecznice. Trochę burczalo mu w brzuchu.
-cierpisz o wiele bardziej. Nie przejmuj się mną. Te kilka nocy z polsnem to nic w ponowniu z tym co ty poznałeś. Ja sobie poradzę.-przełożył jajecznice na talerz i zaczął ja spokojnie jeść.-wszystko się ułoży...-zmirzwil mu włosy.
-dobrze. Zaprowadze cię do niego. A on niech cię tutaj odprowadzi.-poprosił od razu.-zaprowadzajac cię wyjdę z psami. Nie chce żebyś się poczuł jakbym cię ograniczał tylko...na razie za bardzo się martwię żeby cię tak samego puszczać. Boję się cię zastawiac samego.-wyjaśnił spokojnie.
-mam nadzieje że nie czujesz się ograniczony...ne Tomo? Kiedy chcesz iść do Juna?-spytał spokojnie.-pewnie chcesz z nim porozmawiać...rozumie cię lepiej niż ja. Mam nadzieje że ci pomoże.-uśmiechnął się pijąc swój sok i kończąc śniadanie.
-czulbym się jeszcze większym smieciem gdybym odwrócił wzrok.-mruknął.-no nic...spokojnie kochanie. Nie będę cię zmuszał do rozmowy o tym. Zaprowadze co do Juna tylko niech cię potem odprowadzi. Powiedz mu że proszę, dobrze?-spytał żeby się upewnić.
-mogę przestać kiedy będziesz na tyle sprawny żeby uciekać i się bronić. Boję cię o ciebie. Nie chce żebyś znów tak cierpiał.-mruknął wstają i odnosząc naczynia.-pójdę się ubrać.-oznajmił jeszcze ubierając się w jeansy i jedno z koszulek które dostał od chłopaka. Wrócił po chwilę żeby pozmywac naczynia.
-możliwe...ale przynajmniej będziesz bezpieczny.-mruknął gotowy na wszystko.-wiem że nie lubisz być pod ciągłym nadzorem...ale musisz to jakiś czas znieść. Dla twojego bezpieczeństwa.-wyjaśnił spokojnie.
[idę spać bo szkoła...dobranoc ^^]
-wie dwa tygodnie. Potem się będę hamował, obiecuje. Ale na razie to jest swierze i się o ciebie boję. Ale mi to trochę przejdzie więc wytrzymaj dwa tygodnie.-poprosił glaszczac go po włosach.-postaram się też żeby to nie było jak więzienie....co nie.zmienia faktu że boję się puścić cię żebyś gdzieś sam szedł. No nic pewnie już chcesz iść co? Jakieś życzenia co do obiad?
[nic nie dostałam]
[no ja wiem wredny blogspot...ale rozkminiłam jak zrobić żeby były strony jak na sakuranie...mogę zmienić to będzie można łatwo zobaczyć czy się odpisało]
-No...dokąd będziesz chciał to będę...no i przestałbym jakbyś znów miał telefon. Może pojadę i ci dzisiaj kupię? Będziesz z Junem więc nic ci nie grozi.-uśmiechnął się.-idź, idź. ja pozmywam.-dał mu całusa w policzek i poszedł do łazienki.
-no ok...taki jak ja mam czy wolisz taki jak miałeś?-spytał spokojnie idąc ubrać buty i przypiac pieskom smycze.-no i daj spokój...telefony są łatwe w obsłudze...-wywrócił oczyma.
-ok więc coś ładnego ci wybiorę.-obiecał pomagając mu zjechać z góry.-lubisz moja bluzę, co?-spytał z lekkim uśmiechem idąc obok niego z psami.-ale chyba trzeba ją w końcu wyprac...
[OK...i don't get it...one more time please]
-nadal pachnie mną? To dobrze...skoro nadal czujesz mój zapach.-uśmiechnął się.-no i czujesz się bezpiecznie to też duży plus. Dobrze że ci ją dałem.-dodał mierzwiac mu włosy.-no już jesteśmy...-zatrzymał się przed domem Amakusow.-dasz buziaka?-spytał
Jun akurat wracał powoli do domu. Pożegnał się z Ryu i w dobrym humorze prowadził swój motor korzystając z ładnej pogodny. Kiedy dojechał od razu poszedł do kuchni po drodze przechodząc przez salon.
-Tomo? Co ty tu robisz?-spytał zaskoczony.
-hej...to miło że przyszedłeś.-zauważył.-mam...jak zwykle do wyboru do koloru. Jaki smak chcesz? Przygotuje lody i pójdziemy do mnie.-zaproponował nadal trochę zdziwiony, sądził raczej że Tomo po niego zadzwoni.
-no to już się robi.-mówiąc to poszedł do kuchni i zaczął robić lody.-pomogę ci we wszystkim. I jak rozumiem nie chciałeś też ryczec w pierś swojego faceta...a właśnie. Jak tam noc?-spytał wkładając lody do misek.
-Tomo...to normalne że ma wyrzuty sumienia. Każdy by je miał w takiej sytuacji. Powiedziałem mu tylko żeby przestał cię przepraszać. Posłuchał?-spytał nakładając na lody bite śmietany.-normalne jest też twoje zachowanie w nocy...ale nie przypomina ci ono czegoś? Bazując na opowieściach kochasia.
-no...trochę go tak postarszysz w nocy ale to minie.-uśmiechnął się biorąc miski i idąc w stronę schodów.-ech Tomo...ja wiem że ty tak nie lubisz być ciągle nadzorowany ale i on pewnie się trochę uspokoi. Jak nie to mu to przetłumacze. Tylko wy teraz potrzebujecie siebie nawzajem żeby to przetrwać. Więc nie rób gorzej się wyprowadzając. Sytuacja się uspokoi, masz moje słowo.
-oj no i może po tych dwóch tygodniach da spokój? Daj mu szansę.-zaśmiał się. Zaniósł lody na górę i wrócił po chłopaka.-oj jasne ze cię odprowadze. Zawsze do usług.-wniósł go do siebie razem z wózkiem i zamknął drzwi.-i wcinaj lody i opowiadaj co ci na sercu leży.
-oj no i może po tych dwóch tygodniach da spokój? Daj mu szansę.-zaśmiał się. Zaniósł lody na górę i wrócił po chłopaka.-oj jasne ze cię odprowadze. Zawsze do usług.-wniósł go do siebie razem z wózkiem i zamknął drzwi.-i wcinaj lody i opowiadaj co ci na sercu leży.
-uwierz w niego...-zaśmiał się.-no i będzie bolało. Ale przestanie. Strach też w końcu minie.-zapewnił go.-trochę czasu ci potrzeba i wsparcia. To wszystko.-dodał klepiąc go po ramieniu.-tylko siebie nas nienawidz. Nie byłeś bierny...sprzeciwiałeś się i chciałeś żeby przestał. Nie zrobiłeś nic złego. -zapewnił wracając do lodów.
-no już...chcesz się wyplakac? Wiem że bardzo bolało...nikt by nie dał rady znieść czegoś takiego.-podał.mu chusteczki.-wytrzyj nos bo lodów czuć nie będziesz. I wcale nie jestem mistrzem...po prostu mam swoje ulubione firmy. Jaka to filozofia wyłożyć lody do miski i dać bitej śmietany...-wzruszył ramionami.
-mhm nie będę cię zmuszał do plakania to nie ma sensu. Wcinaj lody skoro są dobre na dola. A Takano propos o czekoladę j będzie komplet.-zaśmiał się odkładając miskę kiedy skończył jeść.-moje lody zawsze pomagały bo jak jak wspominałem, mam swoje ulubione firmy lodów.
-aż tak się wystraszyłeś? Wiesz.. Chciałem żeby to była w pełni twoja decyzja. Ja wcale nie knulem...zastałem ładnie poproszony o nie zdradzanie nic tobie. Sam uznałem że tak lepiej...no i proszę zgodziłeś się więc co marudzisz?
-no ja sie domyslalem że zaczniesz panikowac bo to zmiany i krok w przyszłość ale on się cieszę że zrobi ci niespodzianke. A ja wierzyłem że kochasz go na tyle że się zgodzisz więc postanowiłem się nie wtrącać. Pomoglem tylko z pierscionkiem i tyle...a ty podjales swój własny wybór.
-aj nie przesądzaj z tym zawałem. Dobrze że sie zgodziłeś.-wywrócił oczyma.-serio? No to świetnie! Coraz lepiej ci idzie. Ry z resztą też. Chodzi już o kulach i niedługo wychodzi. W końcu będzie w domu...-też się pochwalił.-no mój drogi przyjacielu. Kiedy i gdzie ślub i czy dostane rolę.świadka?
-no tak pewnie chcesz stać o własnych siłach na ślubie...a później jeszcze miesiąc miodowy to będzie też nie chcesz być uzależniony od wózka.-zaśmiał się.-czyli świadkiem będę? To dobrze. Jako twój przyjaciel czyje się w obowiązku.-dodał dumnie.-o wizytach Ryu z nim porozmawiaj.
-on najpierw lepiej sam wszystko ustalcie. To wasz dzień i wasze święto. Ja się nie powinienem wtrącać.-zaśmiał się.-tylko powiedz mi jeszcze jedno...kto przejmuje czyje nazwisko?-spytał z czystej ciekawości i sam nie siedział czemu jak go to ciekawi.
[idę już spać bo jutro do szkoły...dobranoc ^^]
Rozesmial się wesoło przez pewnie czas nie mogąc się opanować.
-oj przestan w końcu marudzic! Ktoś chce spędzić z tobą resztę życia a ty twierdzisz że to same problemy. Dojrzejesz do niektórych decyzji...Tomohisa Kyouhei...-zachichotal.-najwyżej trochę się poklocicie o nazwisko...-wzruszył ramionami.
-kurde nooo...ja jestem starszy nie będę przyjmował po młodszym nazwiska...-mruknął kręcąc głową.-oj...bo można to załatwić tylko w urzędzie ale to wtedy nie jest to samo. Sądzę że ślub powinien być taki żeby go zapamiętać jak najlepiej. Takano pewnie myśli tak samo.
-oj no...poszlibysmy na jakiś kompromis albo coś...poza tym ja mam jeszcze czas. Ryu jeszcze długo nie będzie mógł wziąć ślubu. A wy o tym pogadajcie! I na jakiś kompromis pójdzie.-westchnął.
Pokazał spokojnie głową.
-no pewnie tak będzie. Więc po co utrudniać?-spytał śmiejąc się pod nosem.-no ale możesz zachować swoje i mieć jego.-zauważył spokojnie.-no ale nie chcesz i tym myśleć. Masz czas...już jedną decyzję sam podjąłeś.
-jasne...zaraz przyniosę.-zgodził się wstając.-jak coś to wiesz gdzie co leży.-powiedział po czym zszedł na dół po dłuższej chwili wracając z gorącymi herbatami.
-Ech Tomo...-westchnął ciężko. Odłożył swój kubek i objął go ramieniem.-Ja wiem że te rany na sercu jak i na ciele są świeże i bolą. Znam cię też na tyle żeby wiedzieć że nie lubisz okazywać słabości. Ale ten jeden raz...wypłacz się. Może nie pomoże to w 100% ale to zawsze coś. Pozbądź się tej odrobiny bólu.-polecił mu.
-no jasne że wiem. Może mój ojciec nie był aż tak brutalny...ale jednak na swój sposób był. Dlatego mówiłem żebyś się wyplakal. To już połowa sukcesu. Teraz trzeba wsparcia i kilku tabletek przeciwbólowych. Mam swoje które uzależniają...musiałem brać codziennie żebyś iść do szkoły a potem od razu odstawilem.
-no jak pilnuje to dobrze. Niech dalej o ciebie dba. A ty tyle nie pal. Lepiej propoś o tabletke.-mruknął obejmując go mocniej.-nie jestem zły. Jesteś moim braciszkiem i zawsze ci pomoge.-odpowiedział spokojnie.-weź sobie jedną tabletke przed snem. Rano mniej będzie bolało...i weźmiesz wtedy później.-polecił mu wiedząc jak sam musiał brać.
-spokojnie...jeszcze dużo czasu zanim ma wyjść. Niedługo pewnie przewioza go do francji...zakazu przyjazdu raczej nie dostanie bo to nie było morderstwo. Ale nie bój się. Będzie dobrze. Niedługo też przestanie boleć. Jutro już na pewno będzie mniej.-poglaskal go po plecach.
-jesteśmy i będziemy. Spokojnie. I to jemu dziękuj a nie mi o tym mówisz.-zaśmiał się mierzwiac mu lekko włosy.-w ogóle...ostatnio się dowiedziałem jak pewien najmłodszy członek tej rodziny zbiera o wszystkich informacje. Dostał kamerki...rozstawione są po prawie całym domu...w moimi pokoju były....a bynajmniej miał je zdjąć. Wyobrażasz sobie co on widział?-pokrecil głową.
-no też...jakby nie patrzec nie tylko moje...Tomy...Keia...Keia z jego żoną...ale oczywiście to o mnie ładnie zdaje Ryu relacje. Jak ich nie zdjął to coś mnie chyba trafi. W łazience na szczęście nie ma...teraz to normalnie się cieszę że z Ryu do niczego nie doszło...-wziął swój kubek pijąc już chłodną herbatę.
-wraca niedługo. W przyszłym tygodniu. Czuję się lepiej i chodzi już o kulach. Nie wiem kiedy kolejne podejście. Najpierw się muszę upewnić że kamery zniknęły...a z Ryu pewnie zacznę od drobnych pieszczot. Powiedzmy że zmieniam taktykę będzie powoli i stopniowo. Zobaczymy czy się uda
-trochę. Powiedzmy że Ryu odwiedzał panią psycholog w szpitalu a potem dwa tygodnie przed wyjściem powiedział że w domu chciałby znów spróbować. Ale tym razem od pieszczot. Więc no będzie powoli...gorzej jak ja nie wytrzymam.-zaśmiał się na koniec.-no więc spróbujmy.
-no ja jakoś dam radę. Naucze go a bynajmniej będę się starał pokazać mu tą przyjemniejsza stronę. Tobie może być łatwiej niż mi czy jemu bo już wcześniej znales ten pozytywny aspekt. Takano będzie musiał trochę zwolnić i trochę sobie poczekajcie aż przestanie cię boleć ale później wrocicie do tego co było. -uśmiechnal się do niego.
-wiesz...na pewno trochę go to dotknęło. Pewnie pomyślał że jak możesz go o coś takiego posądzać ale z drugiej strony jest inteligentny. Wie że jest ci ciężko i na pewno cię rozumie. A na 100% się stara zrozumieć. To normalne że się boisz nawet jeśli nie masz podstaw. Ale to z czasem przejdzie. Chociaż będzie wam ciężko znów się zbliżyć...tak sądzę...to nas jest zasada.
-no jasne że nie jego. Nie zadzwonił przecież po tego popapranca.-powiedzial spokojnie.-może nie będzie wam tak ciężko się zbliżyć? No zobaczycie sami jak to z tym będzie.-jasne nadal jestem pod telefonem. Jak będę miał czas to wpadne.-wstał z łóżka.-skoro chcesz już iść...odprowadze cie.-uśmiechnal się.
-nie wiem ale ostatnio coraz częściej mnie wzywają...a wiesz jak mam po całej nocce. Zimno mi i w ogóle. Ryu chce ze mną pojechać...obiecałem mu małą wycieczkę. A czemu pytasz? Chcesz coś z Tokio?-spytał spokojnie pchajac go w stronę domu Takano.
-tego miejsca na pewno nie zostawię. Możesz być spokojny.-zapewnił mierzwiac mu włosy.-jadę zawsze na 2 dni maksymalnie...no i jako że Tokio nie lubie do ograniczam wyjazdy jak tylko mogę. Jak będę musiał jechać to ci powiem.-dodał spokojnie zaczynając prowadzić go pod górę.
-zabieraj te ręce...za kogo ty mnie masz.-funkął śmiejąc się cicho.-obiecuje że powiem. Ale jestem pewny że stąd się nie wyprowadze. No wiesz...tam dom twój gdzie serce twoje i takie tam.-wzruszył ramionami.
-ognisko? Co ty żeś znów wymyślił?-zaśmiał się.-no i Ryu ma na razie jeszcze słabą odporność...nie może długo na dworze siedzieć. Znaczy chwilę by mógł...ale co ty za ognisko w ogóle planujesz?-ponowił pytanie. Byli już w połowie górki. Mężczyzna się nie spieszył i spokojnie szedł pod górę pchajac wózek.
-mhm więc po prostu zwykle ognisko integracyjne.-zaśmiał się.-pochwalisz się wszystkim swoim pierscionkiem?-dodał cicho się śmiejąc.-nie obrażaj się tylko za te moje docinki i żarty.-dodał spokojnie.-fajnie będzie. Dawno nie słyszałem jak grasz...na studiach ciągle z gitarą siedziałeś.
-ale przecież możesz się gdzieś zaszyc albo powiedzieć żeby zajął się czymś innym. No i nie grasz jemu?-zdziwił się.-przyjdziemy. Spytam co o tym sądzi ale pewni będzie się cieszył.-powiedział kiedy dochodzili już do domu Takano.-prawie jesteśmy. Dasz radę sam? Mówiłeś kiedyś że nie lubisz w nim sam przebywać.-przypomniał sobie.-no i teraz będziesz miał chwilę na pogranie jak go nie ma.-zauważył.
-próbowałem się skupić na książce a twoje szukanie dźwięków nie pomagało.-zaśmiał się.-ok...więc zostawiam cię samego. Może uda ci się pograć.-pomachal mu i wrócił do siebie. Około pół godziny później wrócił Takano. Z nowym telefonem dla chłopaka i kilkoma sokami bo się skończyły. Kupił też czekoladę na gorącą czekoladę.
-Tadaima!-krzyknął wchodząc.
-co krzyczysz Jolie?-mruknął zdejmujac buty oraz kurtkę i idąc do salonu.-aaa komponowales? Dlatego mnie owarczala...przepraszam że przerwalem ale mam dla ciebie telefon.-uśmiechnął się podając mu torebkę.-nie szalalem ale ciężko mi było coś wybrać.
-no mam nadzieje. Facet w sklepie zaczynał powoli się denerwować że nic mi nie pasuje...mam nadzieje że ci się spodoba. Od razu kupiłem to.-wyjął z kieszeni zaiweszke do telefonu z nutą.-nie było z kostkami.-wyjaśnił swój wybór.-a telefon prosty jest. I ma kilka fajnych opcji.
-mhm więc zobacz. Wchodzch w menu tym o...i wyskakują ci ikony. To wszystko to różne aplikację. Większość muzyczne. Jak na przykład ta jest do zapisywania nut, a ta to wirtualne instrumenty. Oczywiście jest też dyktafon. Na ekranie głównym masz skrót do kontaktów, smsow i maili. Wszystko jest bardzo przejrzyste.-wyjaśnił spokojnie.
-nic się nie stało. No normalne nie przejmuj się tym.-dał mu calusa i uśmiechnął się lekko-jest ok. Na prawdę.-zapewnił.
[oki idę spać bo jutro szkoła i pierwsza matma...XD branoc ^^]
-ja ciebie też.-odparł patrząc co robi chłopak.-oj kochanie to jest do zabawy...albo jak gitary nie masz przy sobie i potrzebujesz coś sprawdzić. Nikt na tym normalnie nie gra.-zaśmiał się cicho pod nosem.-jasne, zrobię. Daj mi chwilę.-poprosił wstając z kanapy.
-och kochanie...no ok posiedze.-uśmiechnął się siadając i obejmując go ramieniem. Włączył sobie jakiś program cukierniczy na francuskim kanale. -mój nauczyciel go prowadzi. Zawsze był dla mnie jak drugi ojciec...raz nawet byłem w tym programie.-opowiedział mu cicho się śmiejąc. -TO MÓJ PRZEPIS!-krzyknął radośnie.
-ciasto.-odparł będąc na prawdę szczęśliwy.-wysłałem mu przepis na pierwszą wersję ciasta ciebie...skoro jest w programie to znaczy że mu smakowało...tak się cieszę.-objął go mocno.-wspomniał właśnie że to przepis jego najlepszego ucznia. Lubiłem jak mnie chwalił.-dodał dając mu calusa.
-ale druga wersja jest tylko dla nas. To specjalne ciasto...-odparł spokojnie oglądając dalej program.-mhm...bardzo duży. Odwiedzimy go jak będziemy w Paryżu? Proszę...ładnie proszę.-ucałował go w czoło.
-mhm...kochany? Będzie dobrze nie dowiesz się. Ja nawet nie wiem gdzie on mieszka. Mieszkaliśmy u mnie...a potem się rozstaliśmy i nie wiem gdzie się przeprowadził. Zobaczymy tylko miłe rzeczy. Pokaże ci gdzie mieszkałem, gdzie znalazłem Jolie i gdzie się uczyłem. Ale do tego jeszcze dużo czasu.
-no odwiedzimy wszystko co najfajniejsze. I Paryż z góry ale to wieczorem bo wtedy najladniej wygląda. Idealne miejsce na randkę. I w ogóle...tyle mam ci do pokazania. Ale do tego wyjazdu jeszcze masa czasu.
-a em...na miesiąc?-spytał cicho chciał ten wyjazd zostawić na miesiąc miodowy.-ognisko? To fajny pomsł...na tyłach domu chyba jest takie miejsce na ognisko. Przygotuje jedzonko...mogę zaprosić tych przyjaciół...ale rodzinę odpuszcze. Dość czasu z nimi spędziłem.-zaśmiał się. Zaczął się bawić jego włosami.
-no dobrze...więc wykorzystamy Paryż do maksimum a potem nad morze, ok? I Hmmm...możemy odwiedzić Monako...albo coś...coś wymysle.-obiecał spokojnie łapiąc go za dłoń i przytrzymujac przy swoje policzku.-Yuya ok...i twoi przyjaciele też. Nie obrazisz się jak trochę wypije? Nie dużo...ale trochę piwa.
-będę cię pilnował kochany. I postaram się za bardzo nie upic. Dawno nie piłem z przyjaciółmi ale oni zrozumieją że ty nie możesz. Poznasz ich.-uśmiechał się lekko do niego.-odwiedzimy wszystko w Paryżu co jest warte zobaczenia.
-och no ja nie wiem...po prostu pomyślałem że chciałbyś się napić. Tak jakoś.-uśmiechnął się obejmując go mocno.-ja ciebie też kocham. Bardzo. A teraz daj mi cię uszczęśliwić kochany i zrobić ci czekoladę.-ucałował go namiętnie i wstał z kanapy.
W kuchni powoli robił czekoladę słuchając gry chłopaka w lekkim uśmiechem.
-ciekawe co tym razem komponuje...-szepnął mieszkając czekoladę. Przelał ją do dużego kubka i dał do niego pianek. Wrócił do salonu stojąc kawałek od chłopaka żeby jeszcze posłuchać.
Podał mu kubek i wziął od niego tekst.
-śliczne. Jak skonczysz to będę mógł posłuchać?-spytał siadając obok niego. Odpalil laptopa i wysłał zaproszenie do swoich przyjaciół podając od razu adres. Napisał też że ma narzeczonego i od razu dostał odpowiedź 'gratuluję! Na pewno wpadne!'
-przyszły weekend? U mnie wszystkim pasuje...-zaproponował zaczynając z nimi konferencję w końcu pisząc żeby przestali spamowac bo wszystkiego na pewno dowiedzą się jak przyjadą. Zgodnie wtedy stwierdzili że robią sobie męski wyjazd.-smakuje ci czekolada kotek? No i...powiedz mi coś o swoich przyjaciołach.-poprosił.
-mhm...no to większość z nich znam. Tylko tych dwóch ostatnich nie. Ale mnie poznasz.-uśmiechnął się do niego cały czas pisząc w swoim laptopie.-a właśnie...co do moich kumpli...nie mają nic do mojej orientacji i cieszą się że kogoś mam tylko...lubią się nabijac...
-no nabijac...różnie. Nie wiem co tym razem wymyśla. Ale to raczej nie będzie bardzo obraźliwe. Będą po prostu żartować a po paru piwkach się pewnie rozluznia i będą cię tulic j w ogóle. Nie są źli...i pewnie przywiozą prezenty...
-oj co ja ci poradzę? Takie towarzystwo.-zaśmiał się cicho.-ale rodzina jest spoko...a kumple to kumple. Są świetni i na pewno się polubicie...chociaż są dość specyficzni.-odstawil kubek na stolik.
-będzie ich 3...najwyżej zamkne ich w jednej sypialni. Jakoś dzadza radę. Z Ryu sobie też poradzimy pewnie Jun będzie go pilnował jak oczko w głowie. Ty też nas na długo nie opuszczaj, ok? Będę się pilnował z alkoholem żeby znów nie gadać jak powalony po francusku.
-no właśnie teraz mnie rozumiesz. Teraz wiesz jakiego zboczonego idiote będę z siebie robił.-westchnął glaszczac go po włosach.-no widzę że cały jesteś spocony...zaraz dam ci drugą tabletke...-powiedział wstajac i idąc do kuchni. Po chwili wrócił z wodą i tabletka.
-wcale nie tak znowu szybko. Już jest wieczór...od rana długo wytrzymałeś.-powiedział bawiąc się jego włosami.-kochanie jeżeli boli to tabletka jest ok...pomoże ci trochę. W końcu też samo przejdzie.-powiedział spokojnie.-a co tam u Juna?
-mhm czyli wszystko dobrze...zrobi krok w przód w swoim związku, z Ryu jest lepiej i ma dodatkową robote. Hmmm więc on będzie twoim świadkiem...teraz pytanie kogo na mojego...może któregoś z braci? Tak chyba powinno być...-zamyslil się trochę.
-zaakceptował? To dobrze.-zaśmiał się.-Tomo mam tylko dwóch braci teraz pytanie czy Rena czy Koyukiego...-westchnął znów milknac.-poproszę Koyukiego.-zdecydował w końcu.-mam nadzieje że się zgodzi...-zaśmiał się.-kotek? A...pewnie chcesz się dzielić kosztami co? Bo garnitury trochę wyniosą...i ceremonia...i wesele...no i miesiąc miodowy. Jak bardzo chcesz się dzielić kosztami?-spytał niepewnie.
[Takeru? Chyba Takeru...]
-No to miesiąc miodowy mamy zalatwiony. Tort wystarczy wybrać, transport jest. Zostają ubrania, ceremonia i wesele. Muzykę możesz załatwić to fakt...dobra byłaby też jakas spokojniesza. No...jakoś damy radę. Garnitury zostaw proszę mi...wiem że ceny cię będą przerazac ale to wyjątkowa okazja...bardzo wyjątkowa.-zaznaczył uśmiechając się lekko.-o mam pomysł! Yuya i Maya mogliby nieść obrączki. Bo Yuya też będzie co?
-no wiem wiem...i chciałbym żeby twoja piosenka dla mnie też poleciała. Dobrze-spytał żebyście upewnić.-no to...pojedziemy na przymiarke...i jakiś ładny model wybierzemy. Jakiś ładny biały i czarny.-myślał na głos.-jasne że będzie fajnie...ale miesiąc miodowa jesteś tylko mój.
-jeszcze czas nie martw się. O tym będziemy myśleć jak już będzie lepiej z nogami. W końcu do przymiarki będziesz musiał stać. Jeszcze przytyjesz zwłaszcza na moim garnku.-zaśmiał się.-a ja trochę przypakuje i będzie dobrze.
-no skoro mój najukochanszy narzeczony tal uważa to chyba powinienem się zgodzić, co? Mieśnie jako takie mam no i umiem cię unieść więc jest ok.-zaśmiał się dając mu calusa.-mój kochany.
-no dobrze skarbie. Idź się zrelaksuj w wannie. Chcesz coś jeszcze zjeść? Zrobiłbym ci na kolację coś pysznego.-zaproponował pomagając mu usiąść.-tylko nie siedz za długo skarbie.
W tym czasie mężczyzna poszedł do kuchni i zach obierac ziemniaki. Usmarzyl jedną małą porcję dla chłopaka i zaniósł ją w miseczce do salonu. Obok postawił przyprawy i usiadł czekając aż chłopak wyjdzie.
-mhm kochanie...więc zjedz ładnie a ja się umyje. Ok? To zajmie chwilę.-zapewnił sadzajac gizaimasu na kanapie i wstając. Poszedł do łazienki i wziął szybki prysznic. Wrócił w bokserkach i lekko wilgotnych włosach.
Zaśmiał się pomagając mu jeść.-w ten sposób nie przytyjesz.-dał mu calusa.-przecież mało zrobiłem...-mruknął kiedy w końcu akonczyli.-idziemy już spać czy chcesz coś jeszcze robić? jak tan telefon ogarnales?
-cieszę się że ci się podoba ten telefon...-objął go mocno.-no to spać..nie bój się tak...będzie dobrze.-zapewnił biorąc go na ręce i wstając.-chcesz żebym spał z tobą czy ba materacu?-spytał spokojnie. Niosąc go do sypialni. Położył gp łagodnie na łóżku.
-mhm...-położył się przy nim. Objął delikatnie i zaczął mu śpiewać 'wherever you are' tak jak wtedy na koncercie w Tokio. Cicho śpiewał j glaskal go po włosach.
-wherever you are..i never make you cry....
Obudził się momentalnie. Zaczął go rozbudzac.
-kochanie jestem tu...jestem...nic ci już nie grozi...jest dobrze...kochanie...-mówił spokojnie łagodnie nim potrzasajac.
-ale co kotek? Nic w sobie nie masz...już jest dobrze...już dobrze...-zapewnił.tulac go mocno do siebie.-już jesteś bezpieczny...nic ci nie grozi, nic a nic.
-nie zostawię...cały czas jestem przy tobie. Cały czas...-zapewnił tulac go do siebie.-jego już nie ma. Jestem ja.-powtarzał cały czas chcąc go uspokoić.
-nie przepraszaj. Nic złego nie robisz. Po prostu się boisz.-szepnął glaszczac go uspokajakaco po plecach.-będzie dobrze. Nie zostawię cię kochanie...będę cię wspierał w tych trudnych chwilach.
-ale mi to nie przeszkadza kotek...przestań przepraszać za głupoty...nie jesteś beznadziejny. Czemu chcesz spać gdzie indziej? Śpij tutaj i mną się nie przejmuj. Co z tego że mnie budzisz? Uspokoje cię i śpię dalej mocno cię do siebie tulac. Nie marudz słońce ty moje
-och kochanie nie prawda...jesteś kochany i wcale nie ma z tobą samych problemów. Jesteś moim szczęściem.-przytulil go do siebie i zamknął oczy.-czuwam nad tobą więc możesz spać.
-no to znów cię uspokoje i pójdziemy spać. Nie przejmuj się...wszystko będzie dobrze.-zapewnił ziewajac. Zaczął mu nucic jedną z piosenek które chłopak dla niego napisał.
[ok wyspij się ^^ kolorowych snów. Nie wiem czy mogę ale skipam do ogniska XD]
W dzień ogniska mężczyzna latał między domem a podworkiem robiąc wszystko. Przygotował miejsce na ognisko i krzesła. W domu sypialnie i w razie czego stół na przekąski których zapomniał kupić. Dodatkowo zdał sobie sprawę że poza jedzeniem na ognisko nie mają nic a jeden alkohol to cholernie drogie wino. Westchnął ciężko i poszedł ubrać buty.
-Kochanie?! Jadę po napoje i jakieś przekąski! Zaraz wrócę!-krzyknął wyjeżdżając. Podczas jego nieobecności przyjechali jego przyjaciele. Drogim sportowym samochodem zaparkowali przed domem i od razu podeszli zapukac do drzwi.
[mój głupi telefon nie poinformował mnie że odpisałeś...lol...]
-Hej!-przywitali się chórem.
-Taka-chan?! Wooooo.-wykrzyknął jeden z nich a reszta zawtorowala mu śmiechem.
-Ej spokój...przestraszycie chłopaka.-westchnął jeden przepychajac się przez dwóch pozostałych i wyciągając dłoń do chłopaka.
-Sojiro.-przedstawił się z uśmiechem.-ten co się tutaj darł to Rui...a ten co się słowem nie odezwał to Akira. Miło ci poznać.-scisnal jego dłoń dokonując wszelkich formalności.
-Kawki.-odpowiedzieli zgodnie po czym rzucili się żeby przywitać Jolie.
-Chodź ty mała wredna...-zaśmiał się Akira głaszcząc sunię. Psinka wesoło skalała na mężczyzn. Kiedy chłopak wrócił z kawą usiedli na kanapie.
-Noooo...-zaczął Sojiro ale Akira nie pozwolił mu skończyć.
-Co sądzisz o naszym Takano?-spytał.
-A co najważniejsze...jak się sprawuje w sypialni.-dopowiedział od razu Rui. Wszyscy śmiali się wesoło wykorzystując nieobecność przyjaciela.
-Z tym jego głosem to fakt.-odparł spokojnie Sojiro.
-No właśnie! Od początków znajomości tak miał i go namawialiśmy żeby rzucił wszystko w cholerę i został piosenkarzem! Nie jedne dziewczyna jego.-zachichotał wesoło Akira. Najgłośniejszy z czwórki przyjaciół.
-tylko dobry?-spytał Rui unosząc brwi za co dostał od Sojiro po głowie.
-Ty zboku! Straszysz chłopaka!
-Wcale nie! Ciekaw jestem noooo
-Rozumiem że tak masz jego głos tylko dla siebie.-zaśmiał się Sojiro uciszając Akirę który już miał coś wykrzyczeć.
-Łeeee...-jęknął Rui niezadowolony z odpowiedzi na co Sojiro tylko wywrócił oczyma.
-Wybacz mu...spodziewał się raczej odpowiedzi 'jest nie-sa-mo-wi-ty! Nie wyobrażam sobie życia bez niego'-zaintonował głosem nastolatki. Takano akurat podjechał zauważając samochód jednego z kumpli. Spodziewając się najgorszego cicho wszedł do środka.
-No i widzisz zboczeńcu jeden?! Tak najlepiej!-wykrzyknął Akira klepiąc kumpla po plecach.
-Wkurwia? Zgaduję że na wiele sposobów a jednym z nich są pieniądze.-zaśmiał się Sojiro.-Ale wiesz...on po prostu lubi się innymi opiekować...taki już jest. Jeśli będziesz chciał coś się o nim dowiedzieć a wiesz że i tego nie powie, to wal śmiał.-powiedział z uśmiechem.
-Co mnie obgadujecie świnie wredne?-spytał Takano wchodząc do środka
-Taka!-krzyknęli chórem podbiegając do niego. Zaczęli go tulić i komentować to jak się zmienił i tak dalej.
-To ją odłóż, wyrzuć czy coś żeby nie kusiło. Mój dom, moje zasady. Nie toleruję żadnych narkotyków.-oznajmił spokojnie Takano kiedy w końcu udało mu się uwolnić od pełnych pytań przyjaciół. Chwilę później przyszedł też Jun z Ryu od razu oświadczając że nie zabawią długo. Przywitał się ze wszystkimi na końcu mierząc wzrokiem Takeru.
-O...kogo ja tu widzę...-mruknął w końcu.
-Czysty czy nie masz go nie dotykać...-mruknął wkładając ręce do kieszeni.
-Oj Jun...-westchnął Takano podchodząc do nich kiedy Ryu pojechał z Tomo.-Nie patrz tak na niego bo ostatnio był bardzo pomocny...i oddał narkotyki więc nic nie ma.
-Wolę dmuchać na zimne.-odpowiedział tylko a chwilę później Takano zaprowadził wszystkich na miejsce ogniska wyjaśniając gdzie leżą jakie napoje.
[tym razem to i ja nie pamiętam...]
Kiedy wszyscy już byli Takano rozdał każdemu patyk z kiełbaską i usiadł miedzy Tomo a Sojiro.
-No wiesz liczyłem na ciekawą rozmowę...-jęknął.
-Właśnie dlatego tu siadam. Jeszcze powiesz coś czego lepiej nie mówić i co wtedy?-spytał unosząc brew i wgapiając się w ogień. W między czasie popijał piwko jak z resztą większość towarzystwa.
-no bo nie mam tylko...-zaczął ale nie zdążył skończyć. Został skutecznie odepchniety przez Sojiro.
-więc nasz kochany Takano...jakby to ująć. Rzadzilismy szkołą a Takano był jakby szefem. Lubi mieć kontrolę.-zaśmiał się.-ja trochę studzilem jego pomysły i uspokajałem ich. Głównie uciszalem Akire który lubi krzyczeć a Rui jak już zauważyłeś to zboczeniec i nic nie nie zmienił. Ale wracając do Takano...czasem wpada na idiotyczne pomysły ale jest cholernie opiekuńczy...jest zdolny do wszystkiego i jak chce o kogoś zadbać nie liczy się cena. Lubi świętować...albo inaczej ujmując lubi imprezy.-zaśmiał się.-i z nas wszystkich najlepiej się bije i jednocześnie najczęściej wpadał w kłopoty...
-jasne...-odszepnal łapiąc za jego rączki i krojac mu kielbaske.
-nie przesadzasz trochę?-mruknął Jun z pełną buzią.-jest dorosły na pewno wie kiedy przestać.-dodał kiedy już połknął jedzenie.
-nooo czasem wie...-odparł Sojiro.-tak więc spokojnie. To czego na pewno nie lubi to kłótni. Bardzo rzadko też krzyczy.-szepnął mu na ucho klepiac go przyjacielsko po ramieniu.-nie oceniaj go tak od razu bo pewnie nie raz cię zaskoczy.
-oj no już trochę go znam i wiem ze lubi i potrafi zaskakiwać.-szepnął cicho się śmiejąc. Takano wyglądam niczym prawdziwy tatuś pomagając Yuto z jedzeniem i cicho z nim rozmawiając. Doprowadził tym widokiem pozostałą dwójkę swoich kumpli do śmiechu.
-I jeszcze zdrowie narzeczonych!-krzyknął Akira unosząc wysoko puszkę. Takano zaśmiał się ale uniósł też swoją. Wszyscy zgodnie wypili toast po czym Takano wysłał Yuye po gitarę. Jun obejmował Ryu oparulajac go kocem żeby za szybko nie musiał iść do środka. Zanim jednak Yuya wrócił Sojiro nachylil się do ucha chłopaka
-nie wiem czy zaraz zmienił...pewnie coś się w nim zmieniło. Na pewno pierwszy raz tak dba i kocha kogoś. Szczęściaż z ciebie.
Takano posadził sobie chłopca na kolanach i obejmując go lekko śpiewał razem z nim. Okrył go kocykiem kolyszac się w rytm muzyki. Cieszył się że wszyscy mogą pospiewac jednak chciał trochę posłuchać głosu chłopaka.
-a może teraz.-zaczął Akira biorąc łyk piwa.-swoją sensowną chrypka zaszczyci nas gospodarz?-spytał wskazując palcem na Takano.
Mężczyzna siłą rzeczy zaczął śpiewać chociaż nie miał najmniejszej ochoty. Obiecał sobie jednak że pewnego dnia Akira mu za to zapłaci. Kiedy skończył nie miał szans na odpoczynek.
-duet!-krzyknął Rui będąc ciekawym jak brzmią razem.-dajcie duet!
Mężczyzna westchnął ciężko. W odpowiednim momencie zaczął śpiewać swoją partię a później razem z chłopakiem swoją ulubioną część piosenki. Kiedy skończył wziął kilka lykow piwa. Wciąż jednak pilnował chłopaka i z lekkim uśmiechem obserwował jak Yuya zasypia mu w ramionach.
-dobrze.-uśmiechnął się dając mu calusa. 'mogłem kupić w butelkach...' pomyślał jakby dopiero go olsnilo. Dopil swoje piwo i wyrzucił puszkę do worka. Wziął kolejne i wrócił na krzesło. Chwilę patrzył się w ogień aż w końcu został zagadany przed starych kumpli. Trochę ostudzil ich zapał co do pomocy przy ślubie głównie dlatego że nie chciał ich pieniędzy ale obiecał że ich zaprosi.
-kocham cię zawsze.-odparł będąc już po czterech piwach. Zaśmiał się cicho dając mu calusa.-zawsze...ale skąd to pytanie?-spytał nie bardzo rozumiejąc co teraz chłopakowi przyszło do głowy.
-ech...a może pół? Bo to duże piwa są...pół...-uśmiechnął się lekko przelewajac mu pół puszki do szklanki. Miał go pilnować ale nie mógł też mu wszystkiego zabraniac. Objął go delikatnie w pasie pijąc pozostałe pół puszki.
-z nim? Do ciebie na koncert? Chyba snisz...-wywrócił oczami.-ja jeżdżę służbowo i długo mam nie zostaje.-mruknął nie zabierając jednak nic chłopakowi. W kości nie wypadało. Takano pochwalił Tomo za świetny tekst i ucałował lekko.
-kiedy go napisałeś?-spytał spokojnie tulac go lekko do siebie.
-mowy nie ma...na tych koncertach może zdazyc się wszystko.-mruknął niezadowolony.-o proszę czyżby odwyk? Co się skłoniło?-dodał biorąc łyk swojego napoju. Jakoś nie miał ochoty na piwo.
-mhm...czemu wcześniej mi jej nie zagrales? Jakie teksty jeszcze przedemna ukrywasz-zaśmiał się Takano dając mu mocnego buziaka.
-Ryu no...-mruknął przytulajac go do siebie mocniej.-o proszę...no to aż nie możliwe...jestem w szoku. Tego się po tobie nie spodziewałem.-mruknął patrząc na niego.-ale miękkie też musisz odstawic jak już rzucasz.
***
-jakiego nastroju potrzebujesz?-spytał cicho się śmiejąc.-bo czasu mieliśmy całkiem sporo...codziennie tylko siedzieliśmy jak przychodzilem.
-w każdym razie gratuluje.-rzucił swobodnie lekko się uśmiechając.-wiem ile potrzeba samozaparcia...dobrze że rzucasz.-pochwalił go.-mowiles Tomo?-spytał jeszcze.
***
-skąd taka myśl w ogóle kochanie?-spytał w miarę spokojnie.-uwielbiam słuchać jak spiewasz.a najbardziej kiedy robię coś w kuchni. Zawsze wlaczam sobie twoje piosenki które mam nagrane. Lubie słuchać twojego głosu. Mój ukochany....
-wtedy co to mu pomogles następnego dnia? Może lepiej mu powiedz po trzezwemu.-zaproponował z lekkim uśmiechem.-no właśnie ale ja do tego na pewno nie dopuszcze.-dodał pewny swoich słów.
***
-lubie...bardzo lubie.-zapewnił od razu.-nie nudzisz mnie tym. Bardzo się cieszę kiedy coą nowego mi grasz. Lubie słuchać twoja gry i twojego głosu. Nie prosiłem żebyś mi grał bo powiedziałeś że cię rozpraszam...
-Tomo nie...-mruknął patrząc na niego ostro. Odsunął delikatnie kufel żeby nie rozlac.-nie kuś go...ma czas a teraz nie powinien. Jest na lekach...-wyjaśnił.-a ty tak na mnie nie patrz bo wiesz że to prawda.-powiedział do Ryu czując na sobie jego spojrzenie.
-po prostu nie...i już tak na mnie nie patrzcie obaj. Młody jest i ma jeszcze czas.-dodał do swoich argumentów. Przytulil go do siebie dając mu calusa w policzek.
-Tomo?!-zawołał go Takano odstawiajac na razie piwo zw się nie upic.-zagrasz mi moją ulubioną piosenkę?-poprosił patrząc na niego.
Cały czas uśmiechał się do niego. On po prostu uwielbiał słuchać tego utworu. Dla niego to było jak wspomnienie pierwszego wyznania uczuć przez Tomo. Kiedy chłopak skończył ucałował go delikatnie za co dostał brawa od swoich przyjaciół. Przyrzekł sobie że kiedyś mu za to zapłacą.
-a ja myślałem że to ty jesteś uparty.-zaśmiał się Takano kiedy Jun i Ryu poszli. Impreza potrwala jeszcze godzinę aż w końcu wszystkich zmogl alkohol. Takano udało się jakoś ogarnąć swoich przyjaciół i już po chwilę pod wodzą najbardziej trzezwego Sojiro pomaszerowali na górę do wyznaczonych sypialni.
-tylko żeby oddał...-machnął na to ręką. Pomagając mu sprzątać.-zaraz pójdziemy. Mam pokój dla Alexa...ale trzeba gdzieś jeszcze ulokować Takeru. Jakieś pomysły?-spytał wrzucając ostatni śmierć do worka.
[ok...będę leciała bo jutro jeszcze szkoła XD branoc ^^]
-ja też nie wiedziałem...-odparł tylko. Zgasil ognisko i obudził Alexa. Razem donieśli Takeru do pokoju a później Takano zszedł już na dół do Tomo.
-idziemy się myć czy po prostu spać?-spytał ziewajac.
-Ja ciebie też.-uśmiechnął się dając mu całusa w policzek.-Ja się w takim razie umyję rano...chyba nie mam siły...-westchnął czując że to już ta godzina kiedy powinien iść spać. Już w sypialni zdjął soczewki które zmienił na okulary. Rozebrał się do bielizny żeby było mu wygodniej.-pomóc ci w czymś?-spytał.
-Tak dużo dzisiaj śpiewałem że jeszcze większą chrypę będę miał.-zaśmiał się. Okrył ich oboje ciepłą kołdrą i objął chłopaka delikatnie ramieniem. Zaczął śpiewać tą samą piosenkę co zwykle. Bardzo cicho do ucha chłopaka.
Dośpiewał piosenkę do końca po czym zdjął okulary i zgasił światło. Zamknął oczy i zmęczony zasnął. Około godziny 4 obudził się żeby pójść do łazienki w drodze do pokoju zaszedł jeszcze do kuchni po wodę gazowaną jakby chciało mu się pić.
Takano wrócił po dłużej chwili niż zwykle. Poszedł sprawdzić czo ognisko już zgasło przy okazji zapalając papierosa. Trochę zmarznięty wszedł do sypialni.
-Jestem.-szepnął z lekkim uśmiechem podchodząc do łóżka. Usiadł na nim biorąc kilka łyków wody.
-Nie masz za co przepraszać...-szepnął głaszcząc go po policzku.-To ja przepraszam, nie sądziłem że się obudzisz a wolałem nie zesikać się w łóżku.-zaśmiał się cicho.-a potem zachciało mi się jeszcze zapalić i zeszło mi dłużej...wybacz skarbie.-powiedział zabierając rękę żeby zakręcić butelkę.
[google tłumacz jest bardzo pomocny w takich chwilach]
-Je t'aime...-odszepnął całując go w czoło.-Już nie wyjdę spokojnie. I jak ty chcesz się niby wyprowadzić?-Zaśmiał się cicho zdejmując okulary i zamykając oczy.-Nie będę cię ograniczał więc nie będziesz musiał.
-Kiedy tak mówisz to mam wrażeniem jakbyś mógł mnie zastąpić kimkolwiek, kiedykolwiek...-mruknął trochę niezadowolony.-ale obiecuję że postaram się być mniej opiekuńczy i cię nie ograniczać. Więc o to nie musisz się martwić.
-Nikt? Nigdy?-spytał zaraz jednak siadając obok niego.-Skurcz? Daj pomasuję...-powiedział siadając i rozmasowując mu nogę.-Ale czemu skurcz cię złapał...-mruknął myśląc na głos. Masował go delikatnie żeby chłopak nie miał znów siniaków.
-Dobrze spytaj...zawiozę cię. Może uda nam się pojechać motorem, jak myślisz?-spytał jeszcze chwile go masując. Kiedy skończył położył się obok chłopaka okrywając ich kołdrą.-O której musisz być w szpitalu?-spytał.
-Chcesz się przyzwyczajać? Nie musisz się zmuszać...-przypomniał mu spokojnie.-No ale jeśli chcesz...mały pewnie się ucieszy.-uśmiechnął się.-Jak coś to będziesz dzwonił...jak skończysz od razu po ciebie przyjdziemy.
-No więc dobrze...będę obok więc ja coś to złapiesz mnie za rękę.-uśmiechnął się obejmując go i przymykając oczy.-a teraz dobranoc...bo trzeba jeszcze wstać i zrobić dla wszystkich śniadanie zanim wybędą...
-Yuya...-jęknął mężczyzna czując jak boli go głowa. Nałożył okulary i siłą wepchał chłopaka pod kołdrę.-spać...mały jest jeszcze czas, wszyscy śpią po imprezie...opanuj się.-mruknął niezadowolony.
Mężczyzna spał jeszcze dobre wie godziny kiedy to w końcu się w sobie zebrał i założył spodnie dresowe żeby nie paradować przy gościach w bieliźnie.
-Nigdy więcej nie piję...-jęknął wychodząc w pokoju.
-Mówisz tak po każdej imprezie.-odparł mu równie skacowany Sojiro.-Ładne rysunki.-mruknął jeszcze kiedy wchodzili do salonu.
-pokoje się skończyły więc Sojiro tam spał.-odparł rozmasowaujac bok.-ale zakrylem ten rysunek.-funkął na niego.
-mhm wisi jedną biała kartka ale jej nie ruszalem.-zapewnił od razu.-ładnie narysował swoją mamę...-dodał szybko.
-widzisz? Nie musiałeś mnie bić...co w tym złego że pozwoliłem tam spać przyjacielowi?
-nie dałeś mi dojść do słowa i od razu mnie uderzyles! Zaufaj mi trochę co? Obiecałem że nikt tego nie zobaczy.-mruknął idąc do kuchni żeby zrobić sobie i przyjacielowi śniadanie. Sojiro z kolei usiadł na fotelu pozwalając sobie włączyć wiadomości.
-to zaufaj mi czasem...przecież wiesz że obiecałem ci że nikomu nie pokaże...-westchnął ciężko i odwrócił się w jego stronę.-może to drobnostka ale...zabolalo. Jakbyś nie ufał mi nawet w tak błahych sprawach. To mój najlepszy przyjaciel...nie bez powodu to właśnie jemu dałem klucz. -powiedział patrząc mu w oczy.
-Tomo...'przepraszam' nic nie zmieni...po prostu zacznij mi trochę bardziej ufać...wysłuchaj zanim zaczniesz mnie bić i krzyczeć.-poprosił tylko.-wiem że jest. Już długo się znamy i wie o mnie wsztsko...wiele razy odwiedzał mnie w Paryżu. Reszta o tym nie wie. On po prostu zawsze mnie wspierał. Więc nie bój się na pewno nie zobaczył tego rysunku.
-tak wiem...-mruknął.-kotek...mocniej zabolalo mnie gdzie indziej.-odparł wracając do pracy. Zdecydował się na jajecznice z boczkiem.
Westchnął ciężko i wyłożył jajecznice na talerze. Ukucnal przed chłopakiem.
-o co tym razem chodzi? Po prostu chcesz pobyć z mamą czy nie wiem...głupio uznales że pewnie będę chciał pobyc sam? Jeśli to drugie to odpowiem. Nie będę chciał. Nie będę się przecież obrażał o coś takiego...uważam jednak że zaufanie do partnera jest ważne.
-to jednak czasem pomyśl.-puknal go palcem w czoło po czym mocno przytulil.-klamczuszek...ale jest ok...zawsze z tobą będę więc nie będziesz sobie musiał beze mnie radzić.-zapewnił.-to po rehabilitacji pójdź do mamy. Ja z Yuya pójdę na jakiś film do kina albo coś...zajmiemy się czymś. Na noc w takim stanie to chyba lepiej nie.-zauważył odsuwając się od niego.-i wciąż nie poszliśmy na cmentarz.-przypomniał mu. Jakoś zawsze coś im wypadało.
-no tak...ale na noc? Tomo ty się budzisz jak na chwilę wyjde z łóżka. A co jak zaczniesz krzyczeć? Lepiej nie.-wyraził swoje zdanie ale nie zamierzał go do niczego zmuszać.-coś nie tak? Jak nie chcesz iść to nie musimy...-powiedzial od razu.
-moglibyśmy. Tylko myślałem zsczadziles chcesz z nią pobyc sam.-powiedział spokojnie.-oj kochanie...ale teraz będzie inaczej. Chciałeś mnie przedstawić tacie i w ogóle. A nawet jak zaczniesz płakać to mocno cię przytule.
-kotek...nie marnowalbym czasu. Poszedłbym do kina albo jeszcze gdzieś. Pewnie chcesz z mamą o czymś porozmawiać. Najwyżej zostawię cię z nią na jakiś czas a sam pobawię się z małym i nie będziemy wam przeszkadzać.-dał mi calusa i wstał.-jasne bez malucha.-zaburczalo mu w brzuchu.
-Hmmm?-mruknął z pewlna buzią nie bardzo rozumiejąc. Przelknal jajecznice i popil herbatą.
-pewnie reszta wstała...-powiedział Sojiro który jadł z Takano w kuchni.
-Ostatni raz z nim śpię!-wrzasnal Akira wchodząc do kuchni.
-mówisz tak co imprezę.-skomentował Takano.
-tym razem mówię serio! Rui zrobił sobie ze mnie pluszowego misia!
-jestem żonaty. I on z resztą też.-mruknął już ciszej Akira.
-i co się tak drzesz?-spytał Rui akurat wchodząc i ziewajac.-nic się przecież takiego nie stało...
-jak to się nie stało?-funkął w jego stronę. Sojiro westchnął ciężko i wyprowadził ich żeby się uspokoili.
Takano tylko machnął na to ręką.
-oni tak zawsze...jak był podział na łóżka do spania do ja spałem z Sojiro a oni razem bo ze mną się bali. A rano i tak zawsze psioczyli bo jeden drugiego przytulil albo coś. Kto ich tam zrozumie...-wzruszył ramionami.
Mężczyźni przybiegli i zabrali swoje talerze idąc z nimi do salonu. Takano wstał i zabrał się za robienie naleśników. Zrobił trochę ciasta i szybko je usmarzyl i zawinął z dzemem truskawkowym i czekolada.
-ech smacznego.-uśmiechnął się do nich idąc do salonu gdzie jego przyjaciele siedzileli już gotowi do wyjazdu. Rui i Akira szybko się z nim pożegnali i wyszli. Sojiro przytulil go mocno.
-trzymaj się z nim.-powiedział klepiac go po ramieniu.-gratuluje. Przyjedź z nim na wakacje.
-postaram się. Dwa tygodnie na pewni z nami spędzi.-obiecał.
-i na ślub zapros.
-masz to jak w banku.-uśmiechnął się Takano.
-no fajnie.-przyznał spokojnie.-głośno ale fajnie. Ale teraz trzeba się zbierać bo zaraz masz rehabilitację. Yuya przebiez się jedziemy do kina.-uśmiechnął się samymu idąc ubrać się bardziej wyjściowo. Nie zajęło mu to długo i już po chwili ubieral buty.
-Dziękuje mój najdroższy za to uwielbienie.-zaśmiał się cicho chcąc go pocałować jednak akurat przybiegł Yuya. Wyszli na dwór i mężczyzna od razu polecił chlopcowi usiąść z tylu. Spakował torbę swojego partnera i pomógł mu wsiąść zaraz pakujac jego wózek i wsiadajac do samochodu.-Yuya pasy zapnij.-upomniał go.
-zawsze jeżdżę ostrożne...zaufał mi.-uśmiechnął się do niego i ruszył. Jechał spokojniej i uważał na drodze przez co jechał trochę wolniej. Dojechali chwilę przed umowiona godziną.
-papa.-pomachal mu na dowodzenia. Z Yuya pojechał najpierw do kina na jakąś nową bajkę a następnie poszli na pyszne lody. Po zjedzeniu chłopiec mu podziękował i teraz wystarczyło zająć czymś zaś do telefonu Tomo. Poszli więc do pijalni czekolady.
[lecę spać ^^ dobranoc]
-mhm rozumiem. Czyli pewnie jeszcze będziesz jwartacz miał...z drugiej strony poczules.-zauważył z lekkim uśmiechem.-pomogę ci z tymi skurczami.-dodał jeszcze. Chłopiec przytulil Tomo.
-Było super! Poszliśmy do kina na taki fajowy film a później na pyszne lody. I jeszcze na czekoladę gorące.-opowiedział co robili.
-No to dzisiaj masaż.-zatarł ręce uśmiechając się do niego lekko.-A jak tam umówiłeś nas ze swoją mamą? Czy dzisiaj raczej nie będzie miała czasu?-spytał z ciekawości.
-Ale kiedyś pójdziemy we trójkę!-zapewnił żywo Yuya.
-Albo tylko we dwoje...na randkę.-dodał Takano.
-Mhm...no to skoro mamy tyle czasu to może pójdziemy teraz do kina?-zaproponował mężczyzna pchając spokojnie wózek.
-Tak!-zgodził się wesoło chłopiec mocno przytulając Tomo.-Na tą drugą bajkę! Epokę lodowcową 4! Prooooszę.-zrobił prosząca minkę patrząc na Tomohose.
-Jasne, i orzeszki w karmelu.-dodał swoją propozycję.-Tomo? Mam kolejne zamówienie na tort...ale nie wiem czy je przyjąć. Nie jest to jakiś trudny projekt, miasto też nie jest daleko...ale jest jeszcze za wcześnie żebym cię zostawiał.-powiedział mocniej zaciskają ręce na wózku.
-Pojechać i wrócić...ja wiem że byś mógł...tylko ta sytuacja i na mnie się trochę odbiła. A póki co boję się gdzieś dalej jechać bez ciebie.-westchnął ciężko.-Ja wiem że ty to najchętniej byś sam mieszkał i w ogóle...
-A dlaczego sam? Nie podoba ci się z nami mieszkać?-spytał Yuya wcinając się w rozmowę.
-Nie będę cie zmuszał do siedzenia tyle czasu w samochodzie. Wiem że tego nie lubisz.-mruknął tylko. Nie chciał żeby chłopak się przez niego męczył ale bał się go znów zostawić samego.
-Ale z nami jest lepiej niż samemu!-zaprotestował Yuya.-I jak mnie nie ma to z wujkiem też na pewno jest lepiej niż samemu! I widziałem jak się do niego tulisz w nocy!-dodał nie mówiąc już że jak u nich spał to słyszał też krzyki.
Prześlij komentarz