sobota, 21 września 2013

...The dreamer never falls...

Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca, 
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym), 
studiował w Tokio,
o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,


Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.

Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
Nienawidzi: zazdrości

KIZUNA

[Dobra kochani! Welcome back :D]


5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   2001 – 2200 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

-No ale...ale jak się kogoś kocha to się chyba chce być z tym kimś zawsze, prawda? Jestem już duży i wiem co znaczy taki pierścionek.-wskazał na jego rękę.-Więc dlaczego chcesz mieszkać sam?-popatrzył na niego swoimi dużymi oczkami.
-Jakie trochę...-mruknął.-Tomo zostaniesz u Juna...tak będzie najlepiej.-zdecydował w końcu.

Takano | Jun pisze...

-Mhm no dobrze...-mruknął w końcu chłopiec. Uznał że jednak jest za mały żeby to zrozumieć.
-No dobrze...-zgodził się.-Ale jeszcze się nad tym dokładnie zastanowimy.-dodał kiedy dojechali do kina.-Film zaraz się zacznie.-mruknął patrząc na rozpiskę.-A przecież musimy jeszcze kupić bilety i jedzonko.-przypomniał podchodząc do kasy.

Takano | Jun pisze...

-Nawet na koniec świata kochanie?-spytał bo jeszcze stali w kolejce. Ucałował go w rękę po czym uniósł się i kupił bilety odchodząc od kasy.-Wiem że mnie kochasz...nawet jeśli czasem trochę kręcisz i się miotasz.-dodał uśmiechając się do niego lekko.

Takano | Jun pisze...

Kupili jeszcze popcorn, colę i od razu poszli do odpowiedniej sali. Zajęli miejsca i już po chwili film się zaczął. Takano cicho się śmiał przez cały film. Ta seria zawsze potrafiła go rozbawić.

Takano | Jun pisze...

-No co kochany?-oddał pocałunek. Wziął od niego colę pijąc resztę i wyrzucając pojemnik do kosza.-Podobał się film.-spytał z lekkim uśmiechem.-Kiedyś pójdziemy razem na jakąś komedię skierowaną bardziej dla dorosłych.-obiecał mu.

Takano | Jun pisze...

Prośba chłopaka nieźle go zaskoczyła.
-Um no jasne...powiedz tylko gdzie i jaki rozmiar i zaraz pojedziemy kupić.-uśmiechnął się.-chyba pierwszy raz tak sam siebie prosisz żebym coś ci kupił. No w sumie fajnie...-zaśmiał się cicho.

Takano | Jun pisze...

-Kotek...ale to na prawdę nie jest problem.-zapewnił go od razu. Obejrzał jego rękę i ucałował go w nią lekko.-Zaraz kupimy a do tego momentu będę cię wiózł.-dodał. Chwilę później podbiegł Yuya przepraszając że t5ak długo mu to zajęło.

Takano | Jun pisze...

-na pewno. Przecież wiesz że to dla mnie nie jest nigdy problemem. Zaskoczylem się tylko trochę.-uśmiechnął się zaczynając pchać jego wózek.-do babci. Ale najpierw pójdziemy kupić Tomo rękawiczki bo mu się ścierają już.-poinformował chłopca.

Takano | Jun pisze...

-tak! Bułeczki są świetne!-wykrzyknął wskakujac Tomo na kolana.-ale razem upieczemy?-spytał jeszcze. Takano uśmiechnal się lekko widząc jak chłopiec się cieszy. Wiedział że nigdy nie zastąpią mu prawdziwej rodziny ale mogli się przynajmniej starać. Powoli dojeżdżali do sklepu.

Takano | Jun pisze...

-będzie fajnie. Z psami wyjde na podwórko a wy się umyjecie.-zaśmiał się wesoło nie mówiąc już nic na temat tego że został pamagierem w kuchni. Wjechał do sklepu.-no kochany wybieraj sobie rękawiczki a ja zapłacę.

Takano | Jun pisze...

-przestan marudzic i wybieraj.-mruknął wzdychajac ciężko i nachylajac się żeby szepnąć mu coś na ucho.-nie patrz na cenę.-poprosił.-mają ci na długo starczyć i być wygodne.-dodał klepiąc go po ramieniu i się podnosząc.-przymierz.-polecił mu.

Takano | Jun pisze...

-no i widzisz. Więcej mi nie marudz.-zaśmiał się idąc do kasy i płacąc. Po chwili już jechali prosto do domu mamy chłopaka.-Yuya? Pobawimy się później żeby Tomo mógł porozmawiać że swoją mamą ok?-spytał chłopca.

Takano | Jun pisze...

-dzień dobry.-przywitał się z kobietą obdarzajac ją uśmiechem.-pójdę do Yuyi żebyście mogli spokojnie porozmawiać. Jak już skonczycie to zawolajcie.-ucałował chłopaka w policzek i poszedł do Yuyi.

Takano | Jun pisze...

-na nogi na pewno staniesz synku. Byłam na twojej rehabilitacji i widziałam jak dobrze ci idzie.-poklepala go po kolanie.-w tarapaty? Coś złego się stało?-spytała zmartwona.-powoli mój drogi. Dlaczego uważasz że go ranisz? Yuya to jeszcze dziecko...nie rozumie wielu rzeczy...gorzej z tym że twierdzisz że sam siebie nie rozumiesz.

Takano | Jun pisze...

-och mój mały...nie musisz kończyć...zrobił ci krzywdę.-domyslila się kobieta. Przytulila go mocno do siebie.-już dobrze. Nie płacz.-podała mu chusteczki żeby otarł łzy.-a okazujesz mu to że mu ufasz? To ważne.-poglaskala go po włosach.-to normalne że czasem powiemy coś co zrani drugą osobę. Wtedy należy przeprosić i starać się nie popełnić znów tego sameg błędu.-wyjaśniła spokojnie.-a co do mieszkania. Takim jesteś człowiekiem. Czasem po prostu podrzebujesz chwili spokoju i samotności...lubisz być niezależny...-usmiechnela się lekko.-z czasem może dorosniesz do mieszkania z nim na stałe.

Takano | Jun pisze...

-okazuj to że mu ufasz nawet w tych najmniejszych rzeczach. Zaufanie jest podstawą silnego związku. Jeśli podstawa jest słaba związek runie. Synku...jednak na pewno nie runie od tego że od czasu do czasu będziesz szedł spać do swojego mieszkania.-Zapewniła go z lekkim uśmiechem.-poza tym na pewno dorosniesz.

Takano | Jun pisze...

-nie ma za co.-objęła go delikatnie.-powiem ci jeszcze jedną rzecz. Kocha się zawsze ze wszystkim. Nie ważne czy to zaleta czy wada. Kocha się wszystko. On tak cię na pewno kocha. I ty jego pewnie też.-poglaskala syna po włosach.

Takano | Jun pisze...

-och...to nie tak...-zaczęła cicho.-wiem że źle cię traktowałam ale to nie tak że cię nienawidzę. Kocham cię jak własne dziecko i cieszę się że cię wychowałam.-odpowiedziała przytulajac go mocno do siebie.-przepraszam za to jak cię wcześniej traktowałam.-dodała.

Takano | Jun pisze...

-dziękuje.-uśmiechnął się mężczyzna siadając do stołu.-mmm dobre...sama pani piekła?-spytał próbując ciasta które popił herbatą. Uśmiechnął się do chłopaka.-nie rób takiej smutnej minki...co się stało?-spytał zmartwiony.

Takano | Jun pisze...

-och to nie to...mojego też nigdy całego nie je. Później zawsze kończy ale nie od razu. Chyba już po prostu jesteś najedzony co?-uśmiechnął się do niego glaszcząc go po policzku. Szybko skończył swój kawałek zamierzając później zjeść drugi.

Takano | Jun pisze...

-Tomo! Miałeś mnie nie oszukiwać.-powiedział trochę z wyrzutem. Przecież jeszcze tego samego dnia rozmawiali o zaufaniu.-wiem że nie mogę cię zmuszać do jedzenia ale sam mowiles że chcesz wyrównać wagę do ślubu. No i musisz mieć siłę na rehabilitację. Dlaczego to przede mną ukrywałeś?

Takano | Jun pisze...

-nie krzycze...fakt nie rozmawialiśmy ale nie paliles się żeby mi o tym powiedzieć. Trudno będę cię bardziej pilnował. Będziesz jadł normalnie trzy posiłki w trochę mniejszych porcjach. Trzeba ci utrzymać wagę w miarę nornalną. Ile teraz ważysz?-spytał trochę się uspokajając

Takano | Jun pisze...

-jakie nie potrzebnie martwić? To ważne.-mruknął mierzwiac mu włosy.-43...to do ilu chcesz dobić? 50 to minimum kochanie.-zaznaczył od razu.-będę cię pilnował.

Takano | Jun pisze...

-no ale sam mowiles że mam nie pozwolić ci znów w to wpaść.-wytłumaczył się.-no nie będę tak bardzo cię pilnował...tylko trochę będę...ale z alkoholem bardziej.-dał mu caluska i nałożył sobie drugi kawałek ciasta.

Takano | Jun pisze...

-pewnie i jak nie słyszała pani wszystkiego...ja się trzymam. Ważniejsze czy on się trzyma.-westchnął cicho.-cieszę się że po tym wszystkim nadal mnie kocha i chce ze mną być. Na razie jeszcze masa czasu do ślubu...ale cieszę się że się zgodził. Najważniejsze żeby był szczęśliwy...wciąż budzi się w nocy ale coraz rzadziej z krzykiem.

Takano | Jun pisze...

-ja również oszczędze pani słuchania o szczegółach.-mruknął tylko.-dobrze...więc już nie będzie mi pani groziła strzykawką.-spytał z lekkim uśmiechem. Kiedy kobieta go objęła zesztywnial jak sparaliżowany.-dziękuje...-szepnął. Pierwszy raz odkąd tylko pamiętał poczuł się jakby miał mamę.-dziękuje...mamo...-odważył się powiedzieć.

Takano | Jun pisze...

-jest za co...na prawdę jest za co...-powiedział tylko. -więc jak rozumiem otrzymaliśmy błogosławieństwo jeśli chodzi o nasz związek.-uśmiechnął się lekko. Wziął parę lykow herbaty i skończył kawałek ciasta które sobie nałożył.

Takano | Jun pisze...

-No nie wiem ta groźba strzykawka była bardzo przekonująca.-zaśmiał się. Chwilę jeszcze powiedział po czym rowiez wstał.-będziemy wpadać częściej no nie, Tomo?-spytał siadając za nim i przytulajac się do jego pleców.

Takano | Jun pisze...

-wow świetny!-powiedział przyglądając się zabawce.-jak ten z Toy Story, co?-spytał oddając go chlopcowi.
-dokładnie jak ten.-odparł mały z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-gdzie chcesz mnie zabrać kochanie?-spytał układając głowę na jego ramieniu. -Yuya bądź grzeczny, dobrze? Jak będziesz grzeczny to dostaniesz pyszna gorącą czekoladę.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-Mhm...więc idziemy na cmentarz kochanie.-pocałował po w policzek i wstał. Pomógł mu wejść na wózek po czym poszedł założyć buty i kurtkę. Kiedy czekał na chłopaka sprawdził maile i już po chwili szli w stronę cmentarza.

Jun [bo mam mały pomysł XD]
Kiedy wracał z pracy w Tokio marząc tylko o tym żeby w końcu wejść do swojego pokoju i jakoś pozbyć się tego chłodu dostał telefon od Takano że właśnie wyjeżdża z zamówieniem i prosi o zostanie z Tomo. Westchnął ciężko i podjechał pod willę mężczyzny trochę po jego wyjeździe. Wyszedł z samochody telepiąc się z zimna mimo że przecież ogrzewanie w samochodzie chodziło na pełnych obrotach. Całonocna praca z trupami go wykańczała. Zapukał do drzwi.

Takano | Jun pisze...

Takano
-No jasne że ci pomogę skarbię. Głupie pytanie.-zaśmiał się cicho zapalając sobie cygaretkę.-Nie będę się złościł. Dlaczego miałbym się złościć o to ze płaczesz...nie rozumiem czasem twojego toku myślenia...-westchnął powoli wydychając dym.

Jun
Pokiwał głową i wszedł do środka. Zdjął buty i kurtkę i poszedł za nim.
-Sorry za zawracanie głowy...-wydukał.-Twój kochaś prosił żebym przyszedł...A ja...całą noc z trupami...a później jeszcze spotkałem JEGO...-przełknął ślinę.

Takano | Jun pisze...

Takano
-dzień dobry.-przywitał się i ukucnal zapalając kadzidelko.-może być pan o niego spokojny. Zaopiekuje się nim i nie zrobię krzywdy.-zapewnił spokojnie.-na prawdę go kocham.-dodał łapiąc chłopaka za rękę.

Jun
-nic nie zrobił...szybko odjechałem bo akurat stałem przy samochodzie. Powiedział tylko że zapłacę za to że go pobilem.-powiedział.-boję się teraz zabrać Ryu do Tokio...a jeszcze ta nocka...tak zimno...

Takano | Jun pisze...

Takano
-dobrze kochanie. Już idziemy.-podniósł się i lekko skłonił żegnając się z rodziną Tomo. Wyprowadził go z uliczki.-wiesz...rozmawiałem z twoją mamą i...czułem się jakbym w końcu miał mamę...-szepnął.

Jun
-pomyslalem ale wtedy musiałbym toczyć proces o to co mi zrobił a o tym wie tylko moja psycholozka. Nie zgłaszałem tego na policję.-nic nie mogę zrobić. Teraz pewnie bym się obronił ale obawiam się o Ryu...

Takano | Jun pisze...

Takano
-um to dobrze...tak bynajmniej mi się wydaje. No bo nigdy nie czułem żebym miał mamę...a ona mnie tak ciepło objęła.-zarumienil się lekko uznając to za dziecięce i zawstydzajace.

Jun
-jak niby mam mu nie oddać? Zaciąganie gdzieś nas i zgwałci...jeśli coś ci zrobi to idź na policję...ja nie chce go na oczy wiedzieć już nigdy więcej. To dla mnie ciężkie.-odparł przestając już drzec.-jest plus tego że przyszedłem tutaj. Nie martwię Ryu.

Takano | Jun pisze...

-och...slyszales?-zaśmiał się cicho.-to znaczy...tak mi się powiedziało...cieszę się że nie była wtedy zła czy coś...-dodał.-ale wracajmy już bo powoli się sciemnia.-dodał sadzajac go z powrotem na wózki.-kocham cię.-dodał dając mu calusa.

Jun
-tak namawiałem ale...Tomo...to wszystko ozyje...znów będę się budził w nocy...a o studiach nawet mi nie przypominaj...ile to razy mnie takiego znalazles leżącego na łóżku...-pokrecil głową. Podkulil nogi obejmując je ramionami.-pomyśle o zgłoszeniu tego. Nie wiem tylko czy tyle wystarczy...niby mam zaświadczenia idę lekarza i tak dalej...ale to nie będzie za późno?

Takano | Jun pisze...

-będę jechał jak zwykle bardzo ostatnie. Nie masz się o co martwić. Nic się nikomu nie stanie.-zapewnił spokojnie.-a teraz jedziemy po malucha, później po samochód i do domu.-dodał szybkim krokiem idąc do domu mamy Tomo.

Jun
-to wszystko wróci...te wszystkim lata bólu...nie chce do tego wracać. Wyjechałem żeby zostawić to za sobą i zapomnieć ale to ciągle wraca. Wróciło na studiach i teraz też wraca. Tomo ja tego dłużej nie wytrzymam. Myślisz że powinienem odwiedzić grób mamy?

Takano | Jun pisze...

-Kuzwa facet uważaj trochę!-warknal na kierowcę wychodząc z samochodu.-rozwaliles mi nowy samochód!-dodał wyraźnie zdenerwowany. Podszedł do Tomo, wytarl go chusteczka i pomógł wstać sadzajac go do samochodu i zostawiając otwarte drzwi bo póki co droga była zablokowana.-jest dobrze kotek...nic nikomu nie jest.-zapewnił podając mu gumy do żucia i idąc rozmowic się z kierowcą który w nich bezczelnie wjechał.

Jun
-Tomo ale tu już nawet nie o to chodzi. To wraca dosłownie. Na studiach przychodził jak mu się chciało seksu i zostawiał pieniądze. Na prawdę czułem się jak dziwka. Przestał przychodzić jak zacząłem trochę bardziej trenować i raz go pobilem. Jak się wprowadziłem tutaj to jakiś debil dobrał się do Ryu. Później on mnie znalazł a teraz spotkałem go w Tokio. Tomo to wraca dosłownie. Ja nie wiem czy rozprawa coś da.

Takano | Jun pisze...

Takano wydarl się na kierowcę grożąc że ma szwagra prawnika i niech lepiej poniesie odpowiedzialność za wyrządzone szkody po czym wrócił do samochodu.
-Tomo...już dobrze.-złapał go za rękę.-zaraz odblokuja drogę i wrócimy do domu. Zrobię gorącą czekoladę ale taką gęstą i pyszna. I gofry, chcesz?-spytał chcąc mu zrobić pocieszajacy zestaw.

Jun
-nie wyglądał na starego jak go lalem po modzie...-mruknął.-wybacz Tomo...dzięki że chcesz mi pomóc ale to chyba mnie przerasta. To co przeszedłem to był koszmar. Daj mi się zastanowić czy chce w ogóle.tą rozprawę.-poprosił biorąc sobie buleczke.-jeszcze ciepła...-uśmiechnął się zadowolony.

Takano | Jun pisze...

-mhm...ale czekoladę chcesz? Tak na pocieszenie co?-zaproponował.-facet trochę mi wgniotł tył...mam pecha do tej marki samochodu trzeba kupić inny.-westchnął ciężko.

Jun
-wiem...póki co nie wie o Ryu ale i ty jesteś narażony. Przespie się z tym i dam ci znać. Na razie już nie chce o tym myśleć. Niby nie wie dokładnie gdzie chociaż w takiej dziurze nie trudno będzie mu mnie znaleźć.-westchnął kończąc buleczke i biorąc następną.

Takano | Jun pisze...

-jeepa?-jakoś nigdy nie był fanem tych samochodów. Kręciły go szybkie, sportowe, czarne auta o niskim podwoziu.-a wiesz znałem kolesia którym mawiał że im większy wóz tym mniejszy ptaszek...-zaśmiał się cicho. Chciał rozluźnić atmosferę bo na razie nie zapowiadało się żeby szybko odblokowali ruch.

Jun
-tak sądzisz? Dawno nie byłem...ciągle się boję że go tam spotkam.-mruknął obracając w dłoniach kawałek bułki.

Takano | Jun pisze...

-wieeesz jakoś nigdy za nimi nie przepadalem. Lubie sportowe...-przyznał siadają bokiem na siedzeniu żeby być przedem do chłopaka.-chyba że weźmiemy jakiegoś takiego...mniejszego jeepa...mniej terenowego.

Jun
-normalnie przygadal kocial garnkowi...-zaśmiał się.-pomyśle. Kto wie może ta rozprawa to nie jest zły pomysł? Wspomnienia wciąż są żywe. Na przykład pamiętasz jak pierwszy raz znalazles mnie zgwałconego w naszym pokoju? Ja pamiętam...pamiętam też jak jeden się wyprowadził zaraz po tym jak mnie takiego zobaczył.

Takano | Jun pisze...

-Tomo...ale nic złego się nie dzieje. Nic nam nie jest.-złapał go za dłoń.-nie bój się kochanie. Nic złego się nie dzieje. Zaraz wrócimy do domu...będzie dobrze. Nie musisz zaraz w ogóle nie wsiadać do samochodu. Zawsze jeżdżę ostrożnie przecież wiesz...facet lekko w nas uderzył...kochanie...

Jun
-daj spokój cały się trzeslem i nie byłem w stanie się ruszyć. Myślałem że tym razem na pewno sobie pójdziesz...a ty mnie wręcz nakarmiles, cudem doniosles do łazienki i wrzuciłeś do wanny. Czułem się zażenowany że ktoś kogo znam ledwo trzy miesiące mnie myje a ja nawet nie mogę się ruszyć. To było straszne. Ale chyba wtedy nas tak na prawdę że swoją zlaczylo...

Takano | Jun pisze...

-kochanie...przepraszam...nie potrafię ci z tym pomóc.-szepnął wciąż ściskając jego dłoń. W końcu odblokowali drogę.-kotek...zamknij drzwi.-poprosił uznając że sprawę samochodu obgadaja w domu. Nic innego im nie pozostało.

Jun
-bałem.-przyznał.-starałem się żebyś mnie polubił a nagle wchodzisz i widzisz mnie nagiego i brudnego. Sam siebie się brzydzilem. Bałem się że wyniesiesz się tak jak reszta. Więc kiedy mi pogroziles od razu się uciszylem. To że się mną wtedy opiekowałeś...dla mnie znaczyło bardzo dużo.

Takano | Jun pisze...

Dojechał do domu szybko ale jak zwykle ostrożnie. Wyszedł z samochodu i na razie nie przejmując się wózkiem wziął chłopaka na ręce i zaniósł do domu sadzajac go na kanapie.
-przepraszam...znajdę jakiś inny sposób żeby cię wozić na rehabilitację...-obiecał.

Jun
-nooo to dla nas obu był wyjątkowy dzień. Dla obu z nas jednocześnie koszmarny i niesamowicie wspaniały. Tamtego dnia pomyslalem ' mam przyjaciela który zawsze mi pomoże'. A bułeczki były świetne...nadal ci takie pyszne wychodzą.-rozluznil się trochę.-dużo razem przeszliśmy...

Takano | Jun pisze...

-wymysle coś żeby cię tam jakoś wozić bez użycia samochodu...obiecuje...-szepnął przytulajac go lekko.-zaraz wrócę.-dodał idąc do samochodu. Przyniósł wózek który zostawił w salonie. Poszedł włączyć Yuyi bajkę w jego pokoju i wrócił do Tomo.

Jun
-więc czy on nie powinien wiedzieć o tym pierwszy?-spytał jed ak opatulając mu z uśmiechem.-nigdy nie żałowałem. Może raz czy dwa bo byłeś uparty z prochami...ale tak to nie. Tyle razy mi.pomogles ze nie mógłem żałować.

Takano | Jun pisze...

Źle mu było z tą sytuacją. Czuł się winny i bezradny. Poszedł umyć Yuye i po tym jak położył go spać wziął szybki prysznic i wrócił do salonu z zamiarem poczekania aż chłopak się obudzi.

Jun
-mhm...chcesz mu się pokazać z czymś większym żeby była większa radocha?-zaśmiał się cicho.-tylko czekać jak staniesz na ślubnym kobiercu.-zaśmiał się.-no uzależniony...wtedy moje problemy ustały...

Takano | Jun pisze...

-okay...-odparł spokojnie.-jak coś wiesz gdzie mnie szukać.-dodał idąc do ich tymczasowej sypialni a Jolie poszła za nim wskakujac mu do łóżka.

Jun
-nie zrobiłeś źle. Tomo nie ma nic złego w proszeniu go żeby ci kupił coś co akurat było ci potrzebne. A to że kupił ci porządne rękawiczki to jeszcze lepiej. Przestań tak ciągle liczyć pieniądze.-poradził mu spokojnie.-no nie do końca tak było...on po prostu przestał przychodzić więc zająłem się tobą.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna jak zwykle kiedy Yuya był w domu zasnął przez niego oburzony. Polecił mu się ubrać po czym samemu poszedł zapalić.
-Tomo...-mruknął sam do siebie stojąc kawałek od niego i tylko go obserwując powoli wypalajac papierosa.

Jun
-ja też się cieszę.-odparł również go przytulajac.-Takano już się chyba przyzwyczaił do naszej dziwnej relacji, co? Skoro prosi żebym przychodził...

Takano | Jun pisze...

Przyłożył palec do ust nakazując ciszę. Wziął go na ręce żeby nie musiec się schylac.-Tomo-chan się przemecza. Nie chce być dla mnie ciężarem i nie chce żebym się o coś obwinial. Dlatego ciągle ćwiczy.-wyjaśnił patrząc na swojego partnera.-a ja nie wiem jak mu z tym pomóc. Sprawy dorosłych są strasznie skomplikowane co?-zaśmiał się cicho.

Jun
-mhm...nic nie poradzimy że mamy taką dziwną relacje...za wiele przeszliśmy razem j za dobrze się znamy żeby była inna.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-wiesz mały...jedzonko czasem pomaga...-zgodził się z nim powoli.-ale wątpię żeby tym razem pomogło.-dodał poprawiając go sobie na rękach.-widzisz jak Tomo-chan się męczy? Tym razem nic nie możemy zrobić...-westchnął.

Jun
-tak...nie sądzę żeby było w tym coś złego. Posiadanie takiego przyjaciela to duży plus. Bynajmniej moim zdaniem.-zmierzwil mu włosy i wziął kolejną buleczke.

[idę spać ^^ dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-ech mały...-westchnął ciężko odprowadzając go wzrokiem który następnie przyniosę na Tomo.-on na prawdę chcesz zrobić ich tysiąc? To cholernie dużo....-mruknął jed ak wracając do domu. Niech chłopak myśli że nikt go nie widział. Poszedł do salonu i zaczął składać.

Jun
- nie tak łatwo się mnie pozbyć.-zaśmiał się dziękując za herbatę.-znów mi pomogles. Dzięki...

Takano | Jun pisze...

Podniósł się w z podłogi i wrzucił wszystkim żurawie do miski. Poszedł po chłopaka.
-chodź kochanie.-poprosił wprowadzając go do salonu. Okrył go kocem i idąc do kuchni. Wrócił po chwili dając mu gorącą herbatę i jajecznice.-zjedz proszę...-uśmiechnął się lekko wracając do składania żurawi.

Jun
-pomogles.-westchnął ukladakac włosy.-myślę że się zgodzi a nawet bardzo ucieszy ale najpierw będę musiał ublagac jego ojca żeby go puścił do stanów...

Takano | Jun pisze...

-spokojnie takim tempem będzie tysiąc w tydzień.-pocieszył chłopca z lekkim uśmiechem. Nie przestawał składać żurawi i po chwili musiał przynieść druga miskę.-kochanie chcesz coś jeszcze do picia?-spytał widząc że chłopak wciąż trzęsie się z zimna.

Jun
-no nie wiem czy to będzie aż tak późno...Ryu pójdzie na studia za rok...może nawet później...

Takano | Jun pisze...

-mhm...ja ciebie też mały...jesteś dla mnie jak synek...-zaśmiał się mierzwiac mu włosy.-a teraz wracajamy do składania ok? Przecież chcemy pomoc Tomo, prawda?-spytał z lekkim uśmiechem.

Jun
-nie żebym był pesymistą ale liczę się z tym że pewnie jeszcze w szpitalu wyląduje...-mruknął trochę smutno.-na razie jest dobrze...w zasadzie coraz lepiej. Portfolio wysłane do uczelni...tylko czekać.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna uśmiechnął się słuchając jak chłopak gra. Lubił tą piosenkę a wersja chłopaka sprawiła że tylko szybciej składał żurawie. Wstał na chwilę żeby przynieść sok i szklanki i składał dalej.

Jun
-bardzo się cieszy. Wiesz że w końcu może spać we własnym łóżku i że jest z rodziną. Staram się być dobrej myśli i jednocześnie boję się tego jak wyjedzie na studia. Dobrze by było gdyby dostał się do Kyoto.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna nalal wszystkim soku i zrobił sobie małą przerwę bo już bolały go palce. Położył się na podłodze słuchając jak chłopak sobie brzdaka. Psiaki ułożyły się obok niego.

Jun
-bo Kei tam jest. Wiesz mieszkałby u niego i jak jakby lekarz na miejscu.-wyjaśnił.-jak wybierze Tokio to...to nie wiem. Nie mogę mu zabronić mimo że wiem że to kiepski pomysł.

Takano | Jun pisze...

-kochanie...ładnie było...-powiedział ściągając go z wózka i sadzajac sobie na kolanach. -przytulil go do siebie mocno.-kochanie...spokojnie. Wiesz że nerwy w niczym nie pomagają. Co ci się dzisiaj dzieje?

Jun
-ugh nawet nie mów...wolałbym żeby tego uniknął...no wiesz jest za mocnych lekac. Jak będzie u Keia to budzi pod jakąś kontrolą i w ogóle. To będzie masakra.

Takano | Jun pisze...

-no to może idź do sypialni? Nie będziemy ci przeszkadzać.-zaproponował wiedząc że Tomo czasem ma takie dni. Wtedy najlepiej zostawić go w spokoju.

Jun
-ale...no ale żeby nie alkohol...ja go nie chce trzymać pod kluczem. Tylko wiesz jak to jest na studiach. Jak będzie u Keia to będzie bezpieczniej i będę mógł go odwiedzać.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-kochanie tylko żebyś się nie zaziebil. I nie wypal za dużo.-poprosił odprowadzając go do drzwi i puszczając z nim Jolie.-i wróć szybko.-dodał zamykając drzwi i wracając do salonu. Zabrał się za składanie żurawi żeby zająć czymś myśli.

Jun
-oj wiesz jak nienawidzę tego miasta...no i mam nie będzie Keia...i będę bardziej narażony na używki i na niebezpieczeństwa...wolałbym Kyoto...bezpieczniej.

Takano | Jun pisze...

-jesteś pewny?-spytał sadzajac go sobie na kolanach i obejmując mocno.-Yuya jeszcze dzisiaj zostaje...-przypomniał mu.-i nie chce cię skrzywdzić...więc brutalnie to chyba odpada skarbie...-ucałował go w policzek.

Jun
-nie wiem...oby został przy kyoto. Wiem że to jego życie i jego wybory. Ale nie chce żeby wciągnął się w używki.

Takano | Jun pisze...

-co tobie kochanie?-spytał trochę zdziwiony jego zachowaniem.-masz goraczę?-przyłożył policzek do jego czoła.-Yuya pobiegnij po termometr.-poprosił chłopca.

Jun
-no niby tak...ale...no ja po prostu nie lubie Tokio.-mruknął.-a co do żurawi...nie wiem na pewno ale mówi się że jak się ma 1000 żurawi to można wypowiedzieć życzenie.

Takano | Jun pisze...

-mhm...rozumiem kochanie. Będziemy się kochać jeśli chcesz.-zapewnił glaszczac go po włosach. Yuya pod mu termometr.-ale i tam zmierzymy czy masz gorączkę.-dodał wkładając mu termometr pod pache.

Jun
-no to co się pytasz jak wiesz? Pewnie mają jakiś powód.-mruknął.-ja ta wolę z nim pogadać.

Takano | Jun pisze...

-no jasne nic...tylko rozpalony jesteś.-westchnął.-dbaj o siebie...-mruknął tulac go mocno.-nie jestem okropny tylko opiekuńczy.-dał mu calusa w czoło i wyjął termometr.-masz stan podgoraczkowy...

Jun
-nic mi nie mówili jeśli o to ci chodzi. Na pewno się dowiesz jak złożą te 1000. Poczekaj chwilę.

Takano | Jun pisze...

Poszedł za nim żeby dać mu syrop na zbicie temperatury po czym wrócił do salonu.
-ile już mamy maluchu?-spytał po chwili jednak idąc nakarmić psy.

Takano | Jun pisze...

-ok...więc mała przerwa-zgodził się wracając do salonu i nalewajac sobie soku. Usiadł na fotelu wzdychajac ciężko.-mały a może dość na dzisiaj? Późno już...-mruknął.

Jun
-skoro tak to może robią jakąś niespodziankę? Jest też taka możliwość.-zauważył spokojnie.-z resztą już niedługo będzie 1000 to się dowiesz.

Takano | Jun pisze...

-Yuya...zimno jest na dworze. Jeden chory mi wystarczy.-mruknął.-pobaw się w domu.-polecil mu. Wyjął mp3 i podłączył słuchawki włączając muzykę. Po chwili przysnal nawet nie wiedząc kiedy.

Jun
-no to zahamuj trochę cierpliwość.-zaśmiał się wesoło.-a właśnie...wiesz już gdzie pojedziecie na miesiąc miodowy?-spytał chcąc już zmienić temat.

Takano | Jun pisze...

-aż tak bardzo chcesz kochanie?-spytał budząc się i ziewajac.-to może na górę co? Tak w razie czego jakby ci się jednak wymsknelo...-uśmiechnal się calujac go namiętnie. Wstał biorąc go na ręce.

Jun
-mhm no to miło i ciekawie. Miłej zabawy wam życzę.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-ja ciebie też najdroższy.-szepnął oddając pocałunki. Położył gp delikatnie na łóżku i od razu zdjął z niego koszulkę.-chodź ty moja chudzino...-zaśmiał się.

Jun
-przecież nie zabranial ci się tym cieszyć. Ciesz się i baw. I mentalnie szykuj się na ślub.

Takano | Jun pisze...

Po długim pocałunku dyszal ciężko.
-kocham cie.-szepnął glaszczac go chlodna dłonią po torsie. Obcalowal jego szyję następnie schodząc na fors. Mocno ssal jeden jego sutek drugi pieszczac dłonią. Zaczął kolanem drażnić jego przyrodzenie.

Jun
-po to żeby być szczęśliwym jeszcze bardziej z ukochanym mężczyzna. Proste.-zaśmiał się.-oj daj spokój. Ciesz się tym.

Takano | Jun pisze...

Uniósł się i oblizal usta. Zdjął swoją koszulkę i wrócił do piszczenie chłopaka. Był trochę zaskoczony że chłopak jest taki bierny ale nic nie mówił. Piescil go co chwilę powtarzając jak go kocha. Schodził pocalunkami coraz niżej.

Jun
-boisz się? Wiesz...po nazeczenstwie nadchodzi czas na ślub. Po to jest ten okres nazeczenstwa żeby poznać się jeszcze lepiej. Będzie dobrze.

Takano | Jun pisze...

-mmm cichutko kochanie. Cichutko. Przecież nie chcemy być nakryci przez Yuye...-uśmiechnął się zdejmujac z niego spodnie. Ucałował kilka razy jego przyrodzenie przez bokserski po czym zsunal je zębami.

Jun
-ale właśnie po to najpierw jest nazeczenstwo. Go coś jak okres przygotowawczy. W tym czasie ładnie się przygotujesz.-zapewnił klepiąc go po ramieniu.

Takano | Jun pisze...

Wziął jego penisa do ust chcąc się jeszcze trochę pobawić. Wsunal w niego jeden palec, powoli i ostrożnie. Bał się że go skrzywdzi.

Jun
-nie jesteś głupi...ale to nie jest zniewolenie. Z resztą sam się przekonasz.-zmierzwil mu włosy.

Takano | Jun pisze...

-mhm...no dobrze kochanie...będzie powoli....będę delikatny.-obiecał. Dał mu calusa delikatnie poruszając palcem. Po dłuższej chwili dołożył drugiego.

Jun
-ja ciebie też...jak przyjaciela.-zaznaczył cicho się śmiejąc.-piosenka Ryu jest śliczna. Zagraj swoją nowa.

Takano | Jun pisze...

-spokojnie...spokojnie...-poglaskal go po policzku. Powoli dołożył trzeci palec.-będzie dobrze...jeszcze trochę.-zapewnił muskajac jego usta.

Jun
-i jak zgaduje kochas nie wie że zbierasz.-zaśmiał się.-fajna. Inna od tych które zazwyczaj słuchałem. Ale fajna.

Takano | Jun pisze...

Odgarnal mu spocone włosy z twarzy.
-kocham...cię...-wysapal calujac go namiętnie. Wyjął powoli palce. Odsunął się od niego i wstał z łóżka żeby zdjąć spodnie i bokserki.

Jun
-no tak dlatego się pytam. Więc nie wie. W sumie zrozumiałe że mu nie powiedziałeś. Lubisz sam sobie zarabiać.

Takano | Jun pisze...

-skąd ta decyzja kochanie? Czyżby gorączka nie przyszła?-uśmiechnął się lekko wracając na łóżko. Uniósł delikatnie jego biodra.-cichutko...-poprosił powoli w niego wchodząc.

Jun
-aaaa...nie chcesz być jak oni...-pokiwal głową w zrozumieniu.-trasa? Nigdy nie chciales.-zauwazyl spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-mój dzielny...cichutko...-poglaskal go po rozpalonym policzku. Pocałował namiętnie żeby chłopak nie wydał z siebie niepotrzebnego dzwieku.

Jun
-mhm...to może spróbuj na jednym a dopiero później zdecyduj czy chcesz jechać dalej. Wyjazd na trasę równa się dlugiemu wyjazdowi. Trasa po japonii czy dalej?

Takano | Jun pisze...

-och kochanie...-oddał pocałunek i otarł mu łzy. -kochanie...nie brzydze. Bałem się za to że ty się będziesz mnie bał...że za mało mi będziesz ufał więc nie wykonywalem kroku w tym kierunku...-wyznał trochę przyspieszając, zdążył się już nauczyć że jego ukochany nie lubi tak powoli.-kocham cię.-szepnął mu do ucha dłońmi zaczynając piescic jego przyrodzenie.

Jun
-prywatną wyspę?!-cieszę się że nic akurat nie pił bo pewnie by się zadlawil.-o matko...no nic...skoro tak się zbiega tk czemu nie. Bylebys tylko nie sięgał po używki i na siebie uważał.

Takano | Jun pisze...

-naprawdę...-odszepnal. W tym momencie chciał sprawić chłopakowi jak najwięcej przyjemności. Żeby myślał tylko o nim. Dyszal cicho poruszając się w nim w określonym rytmie.-cieszę się...że mi zaufałeś...-dodał uśmiechając się.

Takano | Jun pisze...

Doszedł chwilę po chi zagryzajac zęby na koldrze żeby nie jeknac. Opadł na łóżku przy ukochanym. Oddychal ciężko ale był spełniony.
-czy mój najukochanszy życzy sobie ciepłą kąpiel i coś na zbicie gorączki?-spytał uśmiechając się do niego.

Jun
-no ale...kurde to wyspa...pewnie jakas mała ale nadal wyspa. Ile on ma pieniędzy?

Takano | Jun pisze...

-mhm...no niestety Yuya pewnie przyjdzie nas obudzić więc niestety trzeba będzie rano być świeżym i czystym.-zaśmiał się.-a na razie kąpiel, gorąca czekolada, syropek na gorączkę i cię porysuje.-oddawał delikatnie calusy.

Jun
-mhm...cholera dużo. Jak można mieć tyle pieniędzy?-westchnął nie mogąc otrząsnąć się z szoku.

Takano | Jun pisze...

-zostaniesz. Nie zadawaj głupich pytań.-westchnął.-ech...żebym tylko się od ciebie nie zaraził. No jak nas obu rozłoży to dopiero będzie...-mruknął wstając z łóżka. Poszedł so łazienki żeby przyszykowac kąpiel i po chwili wrócił po chłopaka.

Jun
-no nie pozbedziesz się nagle wszystkich jego pieniędzy. Możesz próbować trochę zmienić jego podejście. Albo coś...

Takano | Jun pisze...

-kochanie...właśnie przed chwilą się calowalismy i kochalismy...wspólne spanie mi nie straszne.-zaśmiał się.-poza tym chory nie będzie spał na materacu. Pospimy na łóżku i to bez marudzenia skarbie.-dodał obejmując go delikatnie.

Jun
-no to patrz duży postęp. Pamiętam jak wybierał ten pierścionek. Cały czas się martwił że będzie za drogi. Znalazł fajny ale chyba weźmie to jako obraczka skoro nie wziął teraz.

Takano | Jun pisze...

-oj dbam. Mam wysoką odporność i rzadko choruje.-zaśmiał się dając mu calusa w policzek. Sięgnął po gąbke i nalal na nią płynu powoli myjac chłopaka.-obaj śpimy na łóżku. Przecież nic się nie stanie.-wywrócił oczyma.

Jun
-zaufaj przyjacielowi. Ładna jest widziałam ją.-zapewnił spokojnie nie chcąc jednak zdradzać więcej.

Takano | Jun pisze...

-ale mi wygodnie będzie z tobą. Poza tym bym halasowal dmuchajac materac i Yuya by się obudził. A tego nie chcemy. Niech śpi maluch. Śpimy razem na łóżku i koniec tematu.-mruknął biorąc kubek i polewajac mu włosy wodą żeby je umyć.

Jun
-na fazie nie mogę...-skrzywil się lekko.-Ryu nie jest jeszcze pełnoletni.-wyjaśnił powód.-dopóki nie będzie pełnoletni nie mogę się oswiadczac.

Takano | Jun pisze...

-no nie kotek tak się nie bawimy.-mruknął.-przecież zamarzniesz...no dobra. Rozloze sobie futon. Zadowolony?-mruknął wzdychajac ciężko.-zostawię ci łóżko...-dodał spokojnie.

Jun
-i tak już jestem jak pedofil...mimo że palcem go nie tknalem póki co.-dodał unosząc ręce i cicho się śmiejąc.-wytrzymam. Co mam nie wytrzymać? Skończy 20 lat to mu się oświadcze.

Takano | Jun pisze...

-mhm zwłaszcza jak się zgadzam na twoje rozwiązania. Wtedy najbardziej mnie kochasz.-zaśmiał się tulac go do siebie.-a teraz chodź umyje ci włosy.-dodał lejac szampon na dłonie.

Jun
-mój mały uroczy. Raz go widziałem świetny jest. A ostatnio mi się chwalił że nauczyles go walczyć. Że jak nie dla siebie to dla mnie ma walczyć.-zaśmiał się.

[oki lecę spać bo jutro z rana historia...dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-no wiesz ty co...ja ci po prostu nie umiem odmawiać mój ukochany. No i nie chce żebyś się tak w gorączce denerwował...-wyjaśnił cicho się śmiejąc. Splukal mu włosy i przytulil mocno.-mmmm nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham.-szepnął mu do ucha.

Jun
-no i walczył...a miał strasznie duże załamanie jak był w domu. Chciał zerwać. Ale walczył i teraz mały jest szczęśliwy. Powinieneś brać z niego przykład jeśli chodzi o rehabilitację. Spokojnie, sukiennie a nie z nerwami i się jeszcze przemeczasz.

Takano | Jun pisze...

-no to teraz cichutko-zaśmiał się.-zejdziemy na dół, ok? I zrobię ci czekoladę i dam ci syropek.-zdecydował biorąc go na ręce i niosąc do sypialni na dole gdzie położył go na łóżku.
-poczekaj chwilę.-poprosił calujac go w policzek.

Jun
-waga zawsze ci się wahała.-mruknął dobrze to pamiętając.-ale nie możesz się przemeczac...

Takano | Jun pisze...

-Jak zawsze...władco mojego serca.-zachichotał podając mu kubek. Przygotował sobie futon i zamknął drzwi. Usiadł na brzegu łóżka.-Jeszcze syrop...-dodał nalewając płynu na łyżkę którą wycelował w chłopaka.

Jun
-Mi też się nie podobało.-przypomniał.-Ryu nabiera trochę masy ale wciąż czuję żebra jak go tulę...-skrzywił się lekko.

Takano | Jun pisze...

-Wiesz gorąca czekolada to bardziej napój niż potrawa...no ale ok...-zaśmiał się cicho.-Ale cieszę się że ci smakuje.-dodał zadowolony.-a...a ciasto nie jest najlepsze?-spytał po chwili jakby zaskoczony.

Jun
-No oby nabrał...nie lubię kościstych.-zaśmiał się cicho.-O dzięki...Ryu się ucieszy, uwielbia je.-uśmiechnął się wstając żeby mu pomóc.-A i mi się na doła przyda...

Takano | Jun pisze...

-Ach tak? No cóż...skoro tak to mogę ci ją robić częściej. Jeśli tak bardzo ją lubisz. Muszę zrobić zapas czekolady.-zaśmiał się.-Mogę cię narysować? Wyglądasz uroczo jak ją pijesz.-ucałował go w policzek.

Jun
-Wow dzięki...jesteś wielki!-Przytulił go biorąc mufinki.-Jeszcze chwilę zostanę więc zdążą ostygnąć. Mam się stąd nie ruszać póki kochaś nie wróci.

Takano | Jun pisze...

-Och...czyżby mój mały miał doła?-spytał biorąc szkicownik i zaczynając go rysować. Delikatnie muskał ołówkiem kartkę kreśląc pierwsze linie.-jesteś piękny.-uśmiechnął się kiedy zaczął rysować detale.

Jun
-Aj daj spokój.-machnął ręką.-Jest wiele rzeczy...ale to że mi pomagasz dużo znaczy. Z jednej strony to fajnie mieć kogoś kto zna cię na wylot.

Takano | Jun pisze...

-Ojooj...skarbie nie dołuj się. Wszystko będzie dobrze.-zapewnił z uśmiechem. Skończył rysować dodając ostatnie poprawki po czym podał mu rysunek.-Ja ciebie też bardzo kocham. Dać go na ścianę?

Jun
-Oho...dawno się przeziębiłeś głupolu?-spytał kręcąc głową.-Masz tu jakieś chusteczki? Wiesz nie będę się tu rządził...nie wiem gdzie co leży...-mruknął nie chcąc niczego zepsuć.

Takano | Jun pisze...

-mhm...więc jutro powieszę. Ogrzewanie jest włączone więc będzie cieplej. Śpij spokojnie kochanie.-okrył go kołdrą. Poszedł wymienić soczewki na okulary i położył się na futonie wcześniej gasząc światło.

Jun
-Ech...ty serio powinieneś bardziej o siebie dbać! Ciągle coś...-wywrócił oczyma.-Masz rehabilitację więc staraj się nie chorować.-poprosił wzdychając ciężko. Co on się miał z tym swoim przyjacielem.

Takano | Jun pisze...

Takano wyjątkowo spał przykryty po samą szyję bo było mu trochę zimno. Przytulił się do poduszki i mamrotał coś bliżej nieokreślonego przez sen.

Jun
-Kotek? Takie słodkie przezwiska zachowaj dla kochasia.-zaśmiał się pukając go palcem w policzek.-Ćwiczyłeś czy nie to nie zmienia faktu że powinieneś o siebie dbać.

Takano | Jun pisze...

-Naleśniczki z czekoladą dla mojego ukochanego chorego...-wszedł z uśmiechem i parującym talerzem naleśników do sypialni.-Yuya wcześnie pojechał do szkoły i był wyjątkowo cichy z rana.-podał mu talerz i usiadł na brzegu łóżka.-Jak się domyślam dzisiaj grzecznie leżysz w łóżku.

Jun
-No no już ja wiem jak ty o siebie dbasz.-fuknął kręcąc głową.-Inne? W każdym razie na mnie mów normalnie.

Takano | Jun pisze...

-Na moją łaskę?-zaśmiał się cicho.-No to leżysz w łóżku mój kochany. Cały boży dzień nic nie będziesz robił.-oznajmił celując w niego palcem.-I trzeba wymyślić coś żeby cię dowozić na rehabilitację.-dodał spokojnie.

Jun
-Oj bo ja wiem jak ty często się tak zaziębiałeś. A potem było 'Jun naucz mnie bo ja nie mogę iść na zajęcia'.-pokręcił głową i zmierzwił mu włosy.

Takano | Jun pisze...

-Oj nie kochanie. Musisz jeździć na rehabilitację choćbym miał cię siłą wrzucić do samochodu. Musisz.-westchnął ciężko.-nie no...będziesz mógł coś poczytać. Chodziło mi raczej o to że żadnego wstawania z łóżka chyba że na siusiu. Inaczej grzecznie siedzisz w łóżeczku.

Jun
-Jak on cię do tego zmusił? Ja cię musiałem wiązać żebyś przeleżał moją nieobecność.-zaśmiał się.

[ano ne...masz jakieś pomysły czy będziemy tak mulić?

Takano | Jun pisze...

-Archiwalne rysunki...-zamyślił się chwilę.-A co przez to rozumiesz?-zaśmiał się wstając idąc na górę żeby poszperać. W końcu odkopał stary szkicownik. Zszedł na dół i podał go chłopakowi.-Nikt ich nie widział. Uważam je za w pewnym sensie zawstydzające...

Jun
-Tsa łatwiej...tak czy owak przecież zmusić cię do leżenia do masakra...

[no ja mam jutro wos i po nauce nie myślę]

Takano | Jun pisze...

-wtedy rysowalem jeszcze bez modeli.-zaśmiał się.-wszystko z głowy i w ogóle...-wyjaśnił przyglądając mu się uważnie.

Jun
Mężczyzna cały zesztywnial. Wstał z kanapy i wręcz wyrwał wózek mężczyźnie.
-Tomo kochanie idź zaparzyc herbaty.-poprosił stając na przeciwko ojca. Kiedy się wyprostował był od niego wyższy. -czego chcesz? Mówiłem żebyś zostawił mnie w spokoju. Czego nie rozumiesz?

Takano | Jun pisze...

-nie rysowalem mang. Może i ładny ale jedyny. Nie odnajdowałem się w tym. Wolę ludzi...to ciekawsze i w ogóle...-uśmiechnal się delikatnie.

Jun
-przyjaciel, ukochany. Jeden pies.-mruknął.-nic mu nie płace. To się nazywa miłości. A on miał wypadek.-dodał ostro.-grabaz i jego rodzina mnie znają bo tam pracuje. Logiczne więc że mnie znają. Odpieprz się od nich i ode mnie. Nie dam się już wykorzystywać.

Takano | Jun pisze...

-możesz skarbie.-uśmiechnął się.-ale nie pokazuj nikomu.-dodał glaszczac Jolie która do niego przybiegła.

Jun
-NIE DOTYKAJ GO!-warknal wstajac.-Tomo zabieraj psy i się gdzieś schowaj.-poprosił patrząc wściekły na ojca. Tego było za dużo.-nie nazywaj ani mnie ani jego dziwka.-dodał przez zacisniete zęby.-dowiedziałem jej grób ale w takich godzinach żeby ciebie nie spotkać. Była dla mnie ważna. Bo mnie kochała nie to co ty.-mruknął cały czas na niego patrząc.

Takano | Jun pisze...

-nie wiem...zaczęło się od bazgrolenia na lekcjach a później...no stwierdziłem że to lubie. Lubie rysować ludzi.-wzruszył ramionami nie umiejąc tego wyjaśnić. Rysował i tak już po prostu było.

Jun
Krzyknął głośno. Szarpał się próbując uwolnić ręce. Wtedy wszystko będzie dobrze.
-nie tylko w gębie jestem mocny.-warknal odkopujac go od siebie. Szarpał mocno rękoma w końcu udało mu się uwolnić niestety przy okazji zniszyl Takano łóżko. No nic jakoś mu to wynagrodzi

Takano | Jun pisze...

-mhm...to dobry nauczyciel. Że nie odpuścił. Masz talent i jesteś świetny w tworzeniu muzyki. Lubie słuchać jak grasz i spiewasz. Jesteś wtedy piękny...tak po prostu piękny.-zasmjalnske cicho.

Jun
Mężczyzna od razu pobiegł za nim.
-co zsczadziles glupek...lepiej by było gdyby się zamknął w łazience...-mruknął wpadajac do pokoju za ojcem.-spyszales? Wynos się.-wciąż miał skrepowane ręce ale zdecydował się to wykorzystać. Był wyższy więc to była latwizna. Założył mu łańcuch łączący ręce na szyję i zaczął go podduszac.-wynos się do tego cholernego Tokio...

Takano | Jun pisze...

-3 miesiące? To strasznie dużo...a jak coś ci się stanie? A co jak wrócisz do alkoholu i narkotyków? Miałem zamiar tym razem zostać tam krócej zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach. Nie mogę cię zatrzymywać ale...boję się o ciebie. Z jednej strony ti bardzo fajnie że cię poprosił ale...

Jun
-muszę...on skrzywdzi Ryu...na pewno...zrobi mu krzywdę...muszę za nim biec. Zadzwoń po policję. Proszę...zadzwoń...-szepnął biegnąc za ojcem żeby jak najdłużej go zatrzymać.

Takano | Jun pisze...

-ufam ci i to wszystko wiem...ale strasznie się martwię. I nie wiemy nawet czy wtedy już będziesz ładnie chodził.-pokrecil głową.-nie jestem przekonany. Wiem że ty byś pewnie chciał...ale ja nie jestem przekonany. Przepraszam.

Jun
Mężczyzna jedynie stracił przytomność i złamał rękę na nieszczęście prawą. Karetka wraz z policją przyjechali szybko od razu zabierając Jana. Policją jednak została oczekując jakiś wyjaśnień.

Takano | Jun pisze...

-no dobra. Przemyśle to jeszcze.-obiecał wzdychajac ciężko.-wiem facet nie nianka. Ale się martwię trochę za bardzo po tym ostatnim. To wszystko. Jak będzie chodził to nie będę miał nic przeciwko tego typu wyjazdom.

Jun
Policjanci wszystko notowali po czyn starszy powoli pokiwal głową.-podaj go. I powiedz mniej więcej w którym kierunku pojechał.-poprosił z długopisem nad notesem.
Już w tym czasie został opatrzony i położony do łóżka szpitalnego. Mieli zamiar go wypuścić po obserwacji.

Takano | Jun pisze...

-skarbie...ale na prawdę nie będę miał wtedy nic przeciwko...-mruknął glaszczac go po ramieniu.-wiem że ci na tym zależy....-dodał.-śpij jeśli chcesz. Miłych snów kochanie.

Jun
-co? Czemu?-mruknął zaskoczony jednak grzecznie jadąc do szpitala. Policja w tym czasie złapała ojca Juna. Bez zbędnych ceregieli, na mocy dowodów został dany do więzienia.

Takano | Jun pisze...

Dał mu calusa w policzek i zdecydował że w czasie snu chłopaka upiecze ciasto czekoladowe.

Jun
Wyrzucił z siebie kilka przekleństw po francusku po czyn wziął głęboki wdech.-znów jakiś skurwiel cię dotknął...zostawię cię w szpitalu a sam zatrzymam się u twojej mamy. Jak coś to dzwon.-mruknął wjeżdżając do miasta.

Takano | Jun pisze...

-nie wiem kotus...ja mam tego dosyć...nie ważne jak się staram zapewnić ci bezpieczeństwo i tak dzieje ci nie krzywda...-westchnął parkujac pod szpitalem.-no dobrze mówisz że Jun w szpitalu ale czemu? Facet go zgwałcił czy nie w gruncie rzeczy?-spytał.-i mniejsza o kanapę...nową się kupi...-machnął ręką po czyn wyszedł z samochodu.

Takano | Jun pisze...

-ech kotek...no nic nie poradzimy co się stało to się nie odstanie. Jak zadzwoniłeś po policję to oni się nim na pewni ładnie zajęli. Teraz idź do rannego przyjaciela...na pewno będzie potrzebował wsparcia.-poklepal go po ramieniu.-jak stracę cię z oczu to dzieją się koszmarne rzeczy...-wywrócił oczyma i wszedł z nim do szpitala.

Takano | Jun pisze...

-co z Ryu?-spytał od razu trochę głucho.-jest bezpieczny?-dodał nadal mówiąc jakby miał wielką kulę w gardle.-zamknęli mojego ojca? Zrobili coś mnie z nim?-dodał trzęsąc się lekko kiedy wspominał o ojcu.
-zostawię was samych...-zdecydował Takano wychodząc z sali.

Takano | Jun pisze...

-mhm...dziękuje Tomo...-szepnął drzaca, zdrową dłonią trzymając telefon.-Ryu? Jesteś cały? Mój ojciec cię nie dotknął? Nie skrzywdził cię.-umilkl na chwilę słuchając odpowiedzi.-dobrze rozumiem...nie skrzywdził. Nic złego się nie stało. Nie nie musisz przyjeżdżać. To małe złamanie jutro już będę...ja ciebie też.-rozlaczyl się i nie wytrzymał. Po policzkach splynely mu pierwsze łzy.

[ok...idę spać bo już usypiam. Dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-Tomo?-zaczął pociągając nosem.-ia nie chce tego znów przeżywać. Wssytwko znów mnie swedzi. -umilkl wsluchujac wie w piosenkę. Już jej nie słyszał. Uspokoił się po dobrych dwóch godzinach.-Ne Tomo...masz może czekoladę?

Takano | Jun pisze...

-mmm dzięki...-uśmiechnął się lekko.-ale gorącej czekolady w szpitalu raczej mi nie zrobi...-westchnął poprawiając się na łóżku.-jesteś wspaniałym przyjacielem.-dodał otwierając czekoladę i wkładając kawałek do ust.

Takano
-tak skarbie?!-krzyknął z kuchni. Wyjął ciasto z piekarnika i wytarl ręce. Pobiegł do sypialni.-coś się stało kochanie?-spytał od razu podając mu paczkę chusteczek.

Takano | Jun pisze...

-nie...nie przepraszaj. Mogłeś się zamknąć na klucz w łazience...ja bym sobie poradził.-mruknął tylko.-oj nie trzeba. Zjem tą i mi starczy. Byle zjeść czekoladę. -dodał z lekkim uśmiechem. Powoli dochodził do siebie. -nic nie zrobił...ale jak tylko mnie wypuszczą idę się umyć...

Takano
-oho ktoś jest głodny.-zaśmiał się.-robię dla ciebie ciasto. Cała blaszka ciasta o twoim smaku. Żeby odegnac wszytskie smutki i glody. Tylko trochę ostygnie i ci dam.-zapewnił.

Takano | Jun pisze...

-oj nie musisz...poradzę sobie...chyba.-westchnął.-no i wtedy bym sobie poradził. Poradzilbym sobie. Na pewno.-powiedział z czasem coraz mniej pewnie.

Takano
-toscika? No dobrze.-uśmiechnął się glaszczac go po włosach.-gardło? No to zaraz dam ci tabletke do ssania.-wstał idąc do kuchni. Wrócił z tostem i tabletkami na ból gardła.-najpierw zjedn.

Takano | Jun pisze...

Takano
-kochanie? Jesteś chory.-przypomniał mu.-no i nie przesadzaj. Jak ja byłbym chory pewnie też ładnie byś się mną zajął. I ja tobą też się ładnie opiekuje. Każdy jak choruje jest...beznadziejny?

Jun
-ale poradzilbyn sobie. Jestem dorosły...-jęknął-dobra powiedz mamie i kochasiowi. Jak chcesz to zostań...-westchnął.-a na rehabilitacji się nie przemeczaj i...dasz radę skolowak ręcznik i ciepłą wodę?

Takano | Jun pisze...

-oj no...kochanie. Nie przejmuj się tym tak choroba szybko minie.-zapewnił spokojnie.-możemy coś porobic o ile oczywiście ciągle będziesz grzecznie leżał w łóżku. Tak żebyś się nie nudzil. Może dam ci mojego laptopa?-zaproponował.

Jun
-oj no dobra...w sumie pewnie przyda mi się wsparcie w nocy...-mruknął.-sorry za zawracanie ci głowy recznikiem...ale wiesz...muszę go z siebie zmyc.

Takano | Jun pisze...

-a no tak...masz tu swojego laptopa. Zupełnie zapomniałem.-zaśmiał się wstając i podając mu laptopa.-z chęcią zobaczę jak obrabiasz muzyke.-dodał wskakujac do łóżku obok niego.

Jun
-zostań a jutro po ciebie przyjadę.-zmierzwil mu włosy.-dziękuje za herbate.-uśmiechnął się do kobiety i wyszedł.
-ok...więc chcesz przy nim zostać? Czegoś potrzebujesz?-spytała z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

Kiedy chłopak puścił utwór przesłuchał gong spokoju.
-pięknie kochanie. Mój utalentowany. A w nagrodę zamiast calusa będzie ciacho.-dodał idąc do kuchni i przynosząc kilka kawałków ciasta na wierzch każdego dając bita smietane.

Jun
-mhm...zaraz ci wszystko dam.-odpowiedziała odstawiajac papiery na bok.-może potrzebuje psychologa?-zaproponowała wstając żeby przynieść wszystkie potrzebne rzeczy.

Takano | Jun pisze...

-troszeczkę.-przyznał z uśmiechem.-po prosty...wiem jak bardzo lubisz czekoladę więc pomyslalem że dodam jej trochę więcej.-wyjaśnił biorąc sobie kawałek.-jesteś bardzo utalentowany. Bardzo, bardzo.-zaznaczył powoli jedząc ciasto.

Jun
Kobieta wróciła do siebie. Jun w czasie nieobecności chłopaka zdążył znaleźć w swoich rzeczach e-papierosa. Zadowolony cały czas się zaciągał cieszac się chociaż chwilowym spokojem.

Takano | Jun pisze...

[spokój w sensie jego wewnętrzny XD]

-no tak...dla ciebie ona zawsze będzie najlepsza. Tak po prosty pomyslalem że dodam jej trochę więcej. Tak po prostu.-wzruszył ramionami kichajac cicho.-przepraszam...-mruknął

Jun
-mhm...to dobrze.-odłożył papierosa.-nie będę miał nic przeciwko. Chyba...jak cię w nocy skopie to przepraszam...-dodał zdejmujac koszulke żeby się umyć. Trochę posilowal się z gipsem ale w końcu mu się udało.

Takano | Jun pisze...

-oj no kotek raz kichnalem. Jakoś nie miałeś oporów przed seksem kiedy paliła cię gorączka.-zauważył spokojnie.-nigdzie nie idę. Wezmę coś na odporność i już.

Jun
-no dzięki przyjacielu.-westchnął.-wiesz jaki byłem w nocy...więc z góry przepraszam.-dodał biorąc w jedną rękę ręcznik i po zamoczeniu go w wodzie zaczął się trochę nieudolnie myć.

Takano | Jun pisze...

-śpię tutaj i tym razem na materacu. Nie przesadzaj kochanie...to tylko kichniecie. Nic wielkiego.-mruknął.-dbam o siebie.-wywrócił oczyma.-nie będę chory spokojnie.

Jun
-no najlepszy...dzięki.-uśmiechnął się lekko.-przypominają się stare czasy...ale to już ostatni raz jak mnie myjesz.-obiecał trochę zażenoway.

Takano | Jun pisze...

-no dobra...-westchnął ciężko.-Jolie i tak się wgramoli.-zaśmiał się.-jasne kotek.-podał mu lekarstwo a zaraz po nim termometr.-i zmierzymy temperaturę. Zobaczmy czy spada. Może zadzwonię po twoja mamę? Zbada cię...

Jun
-um dzięki...-uśmiechnął się kładąc się do łóżka.-o chyba jesteś zmęczony, co? Chodź się poloz.-posunął się na łóżku robiąc mu miejsce.

Takano | Jun pisze...

-mhm...co to się stało? Jednak zdales sobie sprawę że jesteś chory?-uniósł brwi. Wykonał szybki telefon tłumacząc o co chodzi i się rozlaczyl. Spojrzał na zegarek.-no pokaż termometr skarbie.-poprosił wyciągając rękę.

Jun
-oj i po co się martwić? Żyje i nic mi nie jest.-mruknął przymykajac oczy. Śpię lepiej, to już pora do snu.-dodał usypiajac. Obudził się około pierwszej w nocy rzucając się w łóżku.
-zostaw! Nie dotykaj!-krzyczał spanikowany.

Takano | Jun pisze...

-wow kochanie. Jestem dumny.-zaśmiał się sprawdzając temperaturę.-lekko podwyższona ale powinno być dobrze. Szybko się wyleczysz kochanie.-schował termometr do pojemnika i poszedł podkrecic ogrzewanie.-zaraz powinno być cieplej.-dodał kiedy wrócił.-potrzebuejsz czegoś?

Jun
Otworzył oczy szybko i gwałtownie. Oddychal ciężko i urywanie.-nie ma...nie ma go...-powtórzył cicho i pokiwal głową.-przepraszam jeśli cię uderzyłem.-dodał po dłuższej chwili.

Takano | Jun pisze...

-ech mój ty kochany. To dam ci chociaż moja bluzę.-zdecydował podając mu jedną.-teraz tylko czekać aż przyjedzie twoja mama. Mówiła że już wyjeżdża.

Jun
Pokiwal głową.-dobrze...już jest dobrze. Tylko...ta szafce nocnej...muszę zapalić.-mruknął trochę nie składnie.-wybacz obudziłem cię...

Takano | Jun pisze...

-w ogóle nie była zła. Wręcz przeciwnie martwiła się o ciebie.-powiedział nakładając mu kaptur na głowę. Poszedł zrobić herbatę. Przyniósł ją w termosie do tego dając kubek.-proszę kochanie herbatka.-nalal mu trochę.

Jun
-no skoro tak...-wzruszył ramionami. Sięgnął po papierosa i zaciagnal się kilka razy wydychajac parę wodną.-ech...muszę go naladowac.-zamarudzil.

Takano | Jun pisze...

Dolal mu cały kubek.
-bardzo dobrze. Musisz dużo pić żeby się nie odwodnic.-uśmiechnął się po chwili idąc otworzyć drzwi.-dzień dobry.-przywital się z kobietą wpuszczając ją do środka.

Jun
-ech w szpitalu i tak nie mogę...a tego doladuje w domu.-mruknął.-jeszcze tylko czekolady zjem i postaram się znów zasnąć.-dodał odkładając papierosa i sięgając po resztki czekolady.

[dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-nie przeszkadza mi to.-zaśmiał się mężczyzna.-może będzie mi mniej marudzil i będzie grzeczniejszy.-dodał wciąż się śmiejąc.-jakoś się zajmę maluszkiem.

Jun
-wszystko ok. Dobrze że powiedziałeś. Nie lubie psychologów a ta moja jest wyjątkiem.-mruknął powoli delektujac się czekolada.-że mną jest ok...porbieram się a najważniejsze że jego już nie ma.

Takano | Jun pisze...

-widzisz kochanie? Grzecznie w łóżku masz leżeć. Spokojnie postaram się żebyś się nie nudzil.-uśmiechnął się do niego.-um a dla mnie jeśli mogę prosić coś na odporność żebym sinie zaraził.-poprosił.

Jun
-no jak zawsze...oby w nocy było lepiej bo cały dom obudze. Wolałbym tego uniknąć.-mruknął.-chodźmy spać...

Takano | Jun pisze...

-Eee...ok...-mruknął zdejmując koszulkę. Odruchowo chciał zakryć bliznę z ich pierwszego wypadu do Tokio ale tylko zrezygnowany opuścił ręce wzdłuż ciała.

Jun
-Mhm...w końcu będę miał wsparcie super przyjaciela i wspaniałego chłopaka.-uśmiechnął się starając się zasnąć.

Takano | Jun pisze...

-widzisz kochanie mówiłem że to tylko kichniecie.-uśmiechnął sie do niego ubierajac koszulkę.-będę grzeczny. Zero calowania. W policzek też?-obiecał na końcu pytając z uśmiechem.

Jun
-świetny przyjaciel. Najlepszy.-uśmiechnął się lekko.-poproszę. Kolysanke jakąś...

Takano | Jun pisze...

-dobra...będę grzeczny.-obiecał. W czasie kiedy kobieta notowała poszedł się ubrać bardziej wyjściowo. Wrócił do sypialni i odebrał receptę.-chcesz coś z miasta kochanie?-spytał żeby przy okazji spełnić zachcianke chorego i nie jeździć kilka razy.

Jun
Już prawie na samym początku wtulil się w niego bezwladnie. W takich chwilach zmieniał się w małe dziecko i cieszył się że Ryu go takiego nie widzi.

Takano | Jun pisze...

-mhm...-mruknął zapisując wszystko w swoim telefonie. Oddał mu mangi i zmierzwil mu włosy.-postaram się wrócił jak najszybciej.-obiecał po czym wyszedł. Zrezygnował z planowanego motoru i pojechał samochodem.

Jun
Mężczyzna ukolysany do snu zasnął przy drugiej kołysance.

Takano | Jun pisze...

-zajęcia w basenie? Jestem za. Zawsze z chęcią mu pomogę.-zgodził się z uśmiechem. Poszedł na chwilę do sypialni i po tym jak okrył chłopaka kocem wrócił ro salonu.-na czym te zajęcia miałyby polegać?

Jun
Mężczyzna obudził się kiedy wyczuł pustkę przy sobie
-coś się stało?-spytał.

Takano | Jun pisze...

-jeśli to sprawi że Tomo będzie się dobrze bawił to jestem jak najbardziej za. No i spędzimy razem czas. Jak tylko wyzdrowieje to go zaciągane.-uśmiechnął się. Spodobał mu się ten pomysł. Wierzył że to pomoże.

Jun
Pokrecil głową.
-nie muszę iść dalej spać. Chodź do mnie i opowiedz. Cały się trzęsiesz.

Takano | Jun pisze...

-dziękuje. Na pewno go przekonam. A kiedy Pani z nim rozmawiała to nie był chętny czy tylko się bał? Jeśli tylko się bał to będzie łatwo. Przecież będę tam przy nim a jemu te zajęcia pomogą. Ostatnio się przemeczyl i pewnie dlatego jest chory.

Jun
-nie obudziłem się już później. Nie martw się.-zapewnił spokojnie glaszczac go po włosach.

Takano | Jun pisze...

-aaaa...to już wiem czemu chciał się później kochać...-pokiwal głową mówiąc bardziej do siebie.-zapewnie go że nie ma się czego bać.

Jun
-jeszcze jakiś czas będziesz je miał. To normalne.-mruknął spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-normalnie bym się nie zgodził ale...on po prostu błagał.-usprawiedliwił się.-dziękuje za rozpiske.-uśmiechnął się.-jeśli już pani chce iść...-zaczął wstając.

Jun
-ja też chciałem żeby ich nie było...a są. Ciągle wracają.

Takano | Jun pisze...

-pewnie tak. No i...pewnie myślał że będzie się bal i w ogóle...-wzruszył ramionami.-nie nadużywa Pani. Zrobiłem ciasto może podać?-spytał z uśmiechem.

Jun
-pprzejdą i mi i tobie. Będzie dobrze Tomo. Masz ludzi którzy cię wspierają.-poglaskal go po włosach.

Takano | Jun pisze...

Wybiegł z kuchni wypuszczając nóż i biegnąc do sypialni.
-co się stało skarbie?-spytał wystraszony że stało się coś złego.-och Jolie złaź z łóżka!-upomniał psinke która zaraz zaskoczyła i poszła na dwór.

Jun
-no jasne! Nie ma lepszych od nas!-zaśmiał się wesoło.

[nie dziwię się że uciekło. Nie ma odpowiednika...]

Takano | Jun pisze...

-nigdy nie jesteś sam kochanie. Nigdy. Zawsze będę przy tobie.-zapewnił uśmiechając się do niego.-a teraz wybacz kochanie ale zaproponowałem twojej mamie ciasto. Mogę na chwilę wyjść?

Jun
-również najlepsi. Nie wiem co bym bez nich zrobił. Wsparcie 27/7.-zaśmiał się wesoło.

Takano | Jun pisze...

Dał mu calusa w czoło i wyszedł. Podał kobiecie kawałek ciasta.
-mam nadzieje że posmakuje.-uśmiechnął się do niej glaszczac psiaki.

Jun
-jasne. A ja pójdę się wypisać i do domu.-dodał wstając z łóżka.

Takano | Jun pisze...

-dziękuje.-skinal głową.-przyznam szczerze że inspiracją do tego ciasta jest Tomo. No i jest to druga wersja ciasta. Przy pierwszej jeszcze go za dobrze nie znałem.

Jun
-uhm ok. Dzięki.-uśmiechnął się do niego.-mogę zobaczyć twoją rehabilitację?

Takano | Jun pisze...

-mhm...a pasuje?-spytał cicho się śmiejąc.-kotek? Miałeś leżeć...-westchnął.-ale zaraz wrócisz do łóżka?-spytał żeby się upewnić.-może chcesz coś ciepłego do picia?

Jun
-jak się nie będziesz przemeczal i będziesz spokojny to będzie szło lepiej. Taka moja rada.-mruknął.-ale obiecuje że nie będę krzyczał.

Takano | Jun pisze...

-dobrze mój kochany. Więc ja pójdę i zrobię ci czekoladę a ty posiedz z mamą, ok? I jutro lezysz w łóżku i się nie ruszasz.-ostrzegł go. Napalil w piecu i poszedł do kuchni.

Jun
-słuchaj lekarza głupi przyjacielu.-zaśmiał się przyglądając się mu.

Takano | Jun pisze...

-tak tak...seksowny.-zaśmiała się kobieta.-zwłaszcza w tych okularach.-zachichotala.

Jun
-uważaj!-krzyknął rzucając się żeby mu pomóc jednak lekarz był szybszy.
-spokojnie.-upomniał go.

Takano | Jun pisze...

-ślepego?-spytała zaskoczona.-to dobrze że kogoś tak mocno kochasz.-usmoechnela się do niego.
-o czym rozmawiacie?-spytał wchodząc do salonu.

Jun
-nie przemeczaj się...-poprosił podchodzac bliżej.-może się uspokoj najpierw? Weź kilka oddechow i dopiero idź.

Takano | Jun pisze...

-no skarbie ja wiem że ty ją uwielbiasz. Dlatego dzisiaj zrobiłem duże zapasy.-zaśmiał się.-i białą i mleczna. Będę ci robił. Pianki też kupiłem.

Jun
-dlatego usiadz na chwilę. Odpocznij.-poprosił.-tylko chwilę.

Takano | Jun pisze...

-wszystko o co prosiles.-zapewnił.-i okonomiyaki ci jutro zrobię.-obiecał.-zajme się moim kochanym chorym.-zaśmiał.

Jun
Pomógł mu i poprowadził do wózka.
-i odpocznij trochę.

Takano | Jun pisze...

-ja ciebie też skarbie. Ja ciebie też.-odparł z lekkim uśmiechem.
-nie będę wam przeszkadzać. Będę się już zbierała.-kobieta wstała i poszła do drzwi.

Jun
-ale jesteś nerwowy. Masz się uspokoić i pamiętaj że mnie nie oszukasz.-ostrzegł celujac w niego palcem.

Takano | Jun pisze...

-przeszkadzam wam. A ty do łóżka.-ostrzegła i wyszła.
-no kochanie. Idziemy do lozeczka.-oznajmił biorąc go łagodne na ręce i uważając żeby nie rozlal czekolady i położył go do łóżka okrywajac koldra.

Jun
-ok. No to zaczynaj.-pomógł mu dojść do barierek.-i spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-jasne obejrzymy.-zgodził się podając laptopa.-mam tam kilka zgranych to sobie wybierz.-poprosił.-może mam nawet jakieś filmiki rodzinne albo coś.

Jun
[nie mam pomysłu ;-;]

Takano | Jun pisze...

-tylko nie oglądaj takich zawstydzajacych filmikow.-poprosił kładąc się obok niego.-wiesz bracia mi zgrywali filmiki...wiecbjak jest jak biegne nago...to chyba zwariuje.

Takano | Jun pisze...

-super? No skoro tak uważasz.-zaśmiał się.-nie wiem czy to w ogóle nagrywali ale po moich braciach mogę spodziewać się wszystkiego.-mruknął.-ej ten jest z karnawału w szkole! Chyba byłem piratem.-zaśmiał się wskazując na filmik.

Takano | Jun pisze...

-uwielbialem! Oglądałem wszytskie filmy o piratach i miałem wiele książek. No i się przebralem. Bawiłem się z braćmi w ogrodzie. I w ogóle. A dziewczyny były księżniczkami w opałach.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-zbudowaliamy sami statek i domek na drzewie. Świetnie się bawilismy jak byliśmy mali. Miło to wspominam.-uśmiechnął się.-i ozdobilismy statek i w ogóle było tak faaaajnie.

Takano | Jun pisze...

-ech mój mały...-westchnął wychodząc z łóżka. Posprzątał wszystko, okrył chłopaka koldra, umył naczynia oraz siebie. Nakarmil psiaki i położył sie na swoim futonie wcześniej lykajac leki. Zasnął puszczając sobie muzykę z mp3 na tyle cicho żeby w razie czego słyszeć wołanie Tomo.

Takano | Jun pisze...

Takano obudził się kiedy psiaki zaczęły go uparcie lizac po twarzy, Tomo kończył już wtedy czytać.
-no już...Jolie odsun się...-wymamrotal próbując wymacac okulary. Kiedy w końcu mu się udało wstał i uśmiechnął się do chłopaka.-dzień dobry kochanie, jak się stało?-przywitał się odruchowo sprawdzając mu gorączkę dłonią.

Takano | Jun pisze...

-zimno? Zaraz podkrece ogrzewanie.-obiecał wchodząc mu do łóżka i mocno przytulajac.-zaraz dostaniesz sniadanko i leki. A później porozmaiamy o propozycji zajęć na basenie.-dodał wstając i idąc do kuchni żeby przygotować jedzenie. Jolie ruszyła za nim spodziewając się że również coś dostanie. Nakarmil psiaki i ze śniadaniem dla chłopaka i dla siebie wrócił do sypialni. Podał chłopakowi tosta i herbatę samemu zajadajac się jajecznica.

Takano | Jun pisze...

Połknął powoli jajecznice i spojrzał na niego zaskoczony.
-skąd to pytanie kochanie?-zaczął pytaniem.-dla mnie nidy nie będziesz brzydki. Możesz być ewentualnie stary i pomarszczony. Zawsze będę cię kochał. Zawsze będziesz najpiękniejszym, najseksowniejszym mężczyzną na świecie. Zawsze. Nawet jak już nie będziemy w stanie się kochać i będziemy oglądać głupie programy w telewizji.

Takano | Jun pisze...

-Tak jakoś?-Uniósł delikatnie brwi.-Nie dziękuj kochanie. Za takie rzeczy się nie dziękuję.-powiedział kończąc śniadanie. Podał mu jeszcze leki i łyknął swoje.-A powiedz mi skarbie...Ty tez mnie będziesz zawsze kochał? Nie przestaniesz jak już będę starym i zrzędliwym dziadem?

Takano | Jun pisze...

-ponad wszystko? To...naprawdę mnie cieszy. Że już zawsze będziemy razem.-usiadł na łóżku.-no skarbie. A teraz porozmawiajmy o tym basenie. Sądzę że to dobry pomysł i mogłoby ci pomóc. Będę przy tobie i ci pomogę więc nie będziesz się musiał niczego bać.

Takano | Jun pisze...

-nie utopisz...-zapewnił łapiąc go za rękę.-kochanie będę cały czas przy tobie. Cały czas. Nad nami będzie czuwał lekarz który będzie mówił co mamy robić. Będziesz bezpieczny jak to tylko możliwe. Dobrze wiesz zw to może ci pomóc. Spróbujmy. Chociaż jedne zajęcia na próbę, jak ci się nie spodoba to przestaniemy.

Takano | Jun pisze...

-Jak ci się nie spodoba przestaniemy. Ale chociaż spróbujmy. Rozmawiałem o tym z twoją mamą mówiła że takie zajęcia dużo pomagają, tylko zazwyczaj są w grupie albo w parach i od razu pomyślała o nas.-uśmiechnął się lekko.-No i kochanie...ja będę przy tobie nie masz się czego bać.-powtórzył głaszcząc go po policzku.

Takano | Jun pisze...

-Nie puszczę. Więc już się tak nie bój.-poprosił uśmiechając się do niego.-Wiec co, jak wyzdrowiejesz to idziemy? Będzie dobrze, będziemy się dobrze bawić. Nie stresuj się bo nie masz czym.-zapewnił zbierając naczynia.

Takano | Jun pisze...

-Będzie dobrze.-zaśmiał się. Wiedział że chłopak się boi ale nie miał już pomysłów jak go przekonać że nie ma czego.-Już robię kochanie.-zabrał naczynia i poszedł do kuchni. Zrobił mu słodką, owocową herbatę i wrócił do sypialni.-Proszę.-podał mu kubek.-Yuya dzisiaj przychodzi i będziemy dalej składali żurawie.-poinformował go.

Takano | Jun pisze...

-Dobrze wyjdziemy na zewnątrz i powiem mu żeby do ciebie nie wchodził.-zapewnił z uśmiechem.-Wiesz mój drogi to tajemnica. Dowiesz się jak już skończymy a sądzę że dzisiaj nam się uda.-poprawił mu poduszkę żeby było mu wygodniej.

Takano | Jun pisze...

-Masę zdjęć. Ile tylko będziesz chciał.-zapewnił z śmiejąc się wesoło.-Tylko nie z takim zakatarzonym noskiem-dodał podając mu chusteczki.-No i przecież mamy kilka tych które robiła moja ukochana siostrzyczka.-przypomniał. Zrobił osobny folder na laptopie i tam wrzucał wszystkie zdjęcia jakie mu wysyłała.

Takano | Jun pisze...

-Zboczone? Dlaczego tak sądzisz?-zdziwił się. On nie zauważył żeby te zdjęcia były jakoś bardzo zboczone. Wzruszył więc tylko ramionami.-No już się uspokój. Okonokmiyaki będą tak jak obiecywałem. Tylko z obiadem poczekamy na Yuyę.

Takano | Jun pisze...

-Wiesz ja nie sądzę żeby zdjęcia gdzie się przytulamy albo całujemy były zboczone. Mamy przecież kilka ładnych ze świąt, większość robiła z zaskoczenia. Z resztą dam ci laptopa to sobie obejrzysz jak ja będę zajmował się Yuyą, chcesz? Możemy kilka wywołać i włożyć w ramki. Co tylko będziesz chciał.

Takano | Jun pisze...

-Dobrze kochanie więc wybierzemy razem ale najpierw sam sobie je przejrzysz, ok? Nie chcę żebyś się nudził będąc sam w sypialni. I jak coś to masz mnie zawołać.-dodał głaszcząc go po policzku. Kiedy usłyszał dzwonek do drzwi wstał z łóżka i poszedł otworzyć.-Hej Yuya.-przywitał się mierzwiąc chłopcu włosy.

Takano | Jun pisze...

-Możesz możesz.-zaśmiał się wesoło. zaklaskał kiedy chłopak wszystko mu pokazał i wziął go na ręce.-świetnie że mieliście takie lekcje.-pochwalił go.-A wiesz że wujek ma czarny pas?-spytał niosąc go do salonu.-Nie wolno wchodzić do Tomo bo jest chory i nie chce cię zarazić, ale będą dzisiaj okonomiyaki i pewnie skończymy żurawie.-dodał wesoło.

Takano | Jun pisze...

-Naprawdę.-przyznał sadzając go na kanapie.-Ok...więc zrobimy tak. Zjemy ładnie obiad, skończymy składać żurawie i wyjdziemy na dwór poćwiczyć, ok? Pasuje ci taki plan?-spytał żeby się upewnić a następnie przeniósł materiały do origami.

Takano | Jun pisze...

-Hmmm...-wziął karteczkę i uważnie przeczytał.-pójdę. ale zaprowadzić mnie, co? Pierwszy raz będę u ciebie w szkole.-uśmiechnął się do niego.-No maluchu powiesimy karteczkę na lodówce żebym nie zapomniał i bierzemy się za obiad. Możesz pokroić kapustę jak chcesz pomóc.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna zajął się ciastem na okonomiyaki i krojeniem reszty składników.
-Yuya? A jak tam w szkole? O czym będzie to zebranie? Wiesz chyba powinienem się jakoś mentalnie przygotować.-zaśmiał się.-no i skoro tak cię interesuje karate to może obejrzymy jakiś film o ty, co?

Takano | Jun pisze...

-Mhm...więc oceny, festyn, zakończenie roku i wycieczka...no to spokojnie. Na pewno przyjdę tylko musisz mnie zaprowadzić gdzie.-zapewnił z uśmiechem kończąc robić ciasto.-A powiedziałeś pani kto przyjdzie?-spytał jeszcze zaglądając mu przez ramię.

Takano | Jun pisze...

-A ty się cieszysz maluchu że masz taką zwariowaną rodzinkę?-spytał odpierając od niego kapustkę i zaczynając robić okonomiyaki. Gotowe jedzenie wyłożył na talerze. Dwa podał chłopakowi.-No mały zanieś dla nas a ja dam Tomo i wrócę z filmem.

Takano | Jun pisze...

-Tomo, skarbie, twoje zamówienie.-zaśmiał się wchodząc do sypialni. Podał mu talerz i podszedł do jednej z szafek szukając filmu żeby obejrzeć z Yuyą.

Takano | Jun pisze...

-Cieszę się że ci smakuje-odparł z uśmiechem wyjmując odpowiedni film.-Jak już zjesz to zawołaj a ja idę do Yuyi.-Pomachał mu i poszedł do salonu gdzie od razu włączył najnowszą wersję 'Karate Kid' z Jackie Chanem.-smacznego.-uśmiechnął się do chłopca samemu też zaczynając jeść.

Takano | Jun pisze...

-och mały...-wiedział że taka sytuacja może mieć miejsce ale nie sądził że z takim odzewem. Wziął go na kolanka.-nie jesteś ani głupi ani grupy.-puknal go palcem w nosek.-to nie twoja wina że nie masz mamusi i tatusia. Ale masz fajna rodzonke, co? Jesteś z nami szczęśliwy, prawda? Więc następnym razem możesz im powiedzieć że jesteś z nami szczęśliwy i to jest najważniejsze. I to Aki jest głupi skoro tak do ciebie mówi.

Takano | Jun pisze...

-nie zrobiłeś nic złego maluchu.-poglaskal go po wloskach przytulajac mocno do siebie.-ale nikt? Nie miałeś żadnego przyjaciela od serca?-zdziwił się i umilkl na chwilę zastanawiając się jak tu zaradzić.-a może upieczemy ciasteczka i zaskarbisz sobie serca dziewczynek?-zaproponował.

Takano | Jun pisze...

-mhm...więc jutro zawioze cię do szkoły i dasz dziewczynom ciasteczka. Ja jak chodziłem do szkoły i jeszcze nie poznałem swoich przyjaciół to inni trochę mi dokuczali. Zrobiłem wtedy ciasteczka z kawałkami czekolady i zakolegowalem się z dziewczynami.-wyjaśnił mu.-więc film zobaczymy innym razem a ciasteczka zrobimy jak skonczymy żurawie bo zostało jeszcze kilka.

Takano | Jun pisze...

-zaraz, zaraz...no ale to on zaczął. Co prawda nie powinieneś go zaraz bić ale on nie powinien tak do ciebie mówić. Więc najpierw on powinien przeprosić ciebie za to co powiedział a potem ty jego że go uderzyles.-wyjaśnił swój punkt widzenia.-może porozmawiam z twoja panią, jutro?-zaproponował kończąc jeść.

Takano | Jun pisze...

-no i pamiętaj że w razie problemów wal śmiało a ja już dogadam komu trzeba.-zaśmiał się. Zmirzwil mu włosy i wstał odnosząc swój talerz. Wrócił do salonu i zaczął składać żurawie.-Yuya? Chcesz żeby ciasteczka były w jakimś konkretnym kształcie?

Takano | Jun pisze...

-mhm...więc zwykłe okrągłe.-uśmiechnął się do niego.-sam je zrobisz a ja co tylko trochę pomogę, ok?-spytał szybko składając żurawie.-ile jeszcze nam zostało?-spytał bo wiedział że chłopiec uważnie wszystko liczył.

Takano | Jun pisze...

-dlaczego miałbym być?-spytał spokojnie nawet na chwilę nie odrywajac się od pracy.-jakby nie patrzec ja na swoją macoche nie mówiłem mamo jak tylko się dowiedziałem że nią nie jest. Nie musisz się zmuszać żeby mówić do mnie 'tato'.

Takano | Jun pisze...

-i niech tak zostanie. Nie przeszkadza mi że jestem wujkiem.-odparł składając ostatniego żurawia.-no i mamy 1000.-powiedział zadowolony.-wykonaliśmy kawał dobrej roboty.

Takano | Jun pisze...

-tak pójdziemy do sypialni i ładnie mu wszystko powiemy.-zgodził się biorąc go na ręce.-tygodnie podchodź do łóżka i się nie tul.-przypomniał mu i wszedł do pokoju gdzie leżał Tomo.-kochanie mamy ci coś do powiedzenia.

Takano | Jun pisze...

-złożyliśmy 1000 żurawi.-oznajmił wesoło mężczyzna stawiając chłopca na ziemi.
-i my sobie życzymy żebyś już chodził ładnie. I żurawie pomoga! I Tomo-chan będzie już chodził.-wyjaśnił chłopiec.

Takano | Jun pisze...

-wiemy skarbie.-odparł mężczyzna uśmiechając się do niego.
-ale jak się trochę żurawiom pomoże to Tomo-chan będzie chodzić!-odparł chłopiec.-bo ja bym chciał z wujkiem i z Tomo popływać w wakacje.

Takano | Jun pisze...

-oj marudo nie marudz. Idziemy Yuya.-zaśmiał się wychodząc. Zrobili ciasteczka i położyli się spać. Kiedy Tomo już wyzdrowial przyszła pora na zajęcia na basenie. Mężczyzna obudził go śniadaniem złożonym z nalesnikow z karmelem.-pobudka kochanie.

Jun
-a ty myślisz że miałem wybór? Wszyscy się na mnie uwzieli...rodzinka Amakusow i nawet moja psycholozka. Musiałem zeznawać.-mruknął.

Takano | Jun pisze...

-to zachęta i zastrzyk energii na dzisiejsze zajęcia mój drogi. Zjedz ładnie.-poprosił.-jak zjeść to się wyszykuj i zawolaj jak coś bo teraz idę na górę.-uśmiechnął się do niego.

Jun
-dzięki. Jesteś wspaniałym przyjacielem.-uśmiechnął się lekko.-postaram się wytrzymać. Mika mówiła że trochę się spóźni...-dodał mówiąc o swojej psycholozce.

Takano | Jun pisze...

-jasne!-odkrzyknal. Ubrał się szybko.-no Tomo bo się spoznimy.-upomniał go zabierając pusty talerz i idąc pozmywac naczynia.

Jun
-ok...dzięki.-uśmiechnął się lekko. Przed rozpoczęciem rozprawy doszła do nich Mika. Już wstał żeby zeznawać. Przyrzekł mówić prawdę i zaczął opowiadać wszystko od początku do końca. Zaczekal na pytania.

Takano | Jun pisze...

-no idziemy.-powiedział ubierajac buty i kurtkę. Pomógł chłopakowi wejść do samochodu, schował jego wózek i usiadł na siedzeniu kierowcy. Od razu oddalił odjeżdżając.

Jun
-zmuszał mnie do seksu grożąc że inaczej wyrzuci mnie z domu.-odparł spokojnie.-na studiach...przychodził zostawiając grosze.-dodał przelykajac sline.

«Najstarsze ‹Starsze   2001 – 2200 z 5000   Nowsze› Najnowsze»