Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1601 – 1800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-No ja wiem że nie lubisz...ale 2 tygodnie, ok? Nie musisz więcej...-zapewnił spokojnie.-postaram się też wrócić wcześniej.-dodał biorąc łyk kawy.-No bo...dziadzio przepowiedział wyjazd. I wyjeżdżam.-wyjaśnił.
-No ok tylko...uważaj na siebie wtedy, ok? Nie wpadnij w nic złego i może jedź z kimś do Tokio? Żeby nikt ci znów niczego nie dosypał...-powiedział mimo wszystko martwiąc się strasznie. Dopił do końca kawę na końcu zjadając bitą śmietanę.-i tak wrócę wcześniej.-zdecydował w końcu.-A bynajmniej jak bardzo będę tęsknił.-wyjaśnił ze śmiechem.
-Oj no młodzi byliśmy. Już od podstawówki chcieliśmy taki nas własny kąt. Odkładaliśmy pieniądze i uzbieraliśmy całkiem sporo. Dużo było z moich prac z gimnazjum. Rodzice się dołożyli i o...mamy własną wyspę.-uśmiechnął się lekko.-Ale nie uciekniesz przez to ode mnie? Na Tomo...nie uciekniesz?
-no wiec mój slodziutki...na początek dobrze gotuje.-zaśmiał się.-i Hmmm...to ze mną coś poczules kochając się.-dodał zamyslajac się.-a tak powinien. Kochanie staram się na ciebie nie wydawać tylu pieniędzy. Nie polegam też cały czas na ojcu. Stwierdziłem że trochę jeszcze potrwa zanim cukiernia stanie więc otworzyłem internetową. Głównie ciasteczka...rzadziej torty ale idzie świetnie.-uśmiechnął się.-więc...? Jak werdykt?
-mou ale wredny.-mruknął z teatralnym fochem wymalowanym na twarzy.-więc hmmm...skoro Jolie wygrywa to możesz ją prowadzić po mieście, do niej się potulic i niech cię pomasuje.-mruknął odwracajac głowę.-tak się staram i przegrywam z psem.-pociągnął nosem.
-jaki wredny...-mruknął wychodząc i idąc za nim mimo niechęci.-jak ja z nim wytrzymuje...niech mi ktoś powie bo nie wiem...-mruczal pod nosem.-i jak mam wytrzymać resztę życia...-dodał wzdychajac.
Mężczyzna już się nie odzywał szedł za nim z rękoma w kieszeniach. Żarty żartami ale uznał że to już było za wiele. Odebrał dzwoniący telefon.
-halo w czym mogę pomóc? Tort na otwarcie lodowiska? Mhm...rozumiem...proszę wysłać wymiary na maila. Na kiedy termin? Za dwa tygodnie? Tak spokojnie się wyrobie. To niedaleko więc dowioze osobiście. Dziękuje, dowidzenia.-rozlaczyl się i schował.telefon do kieszeni.
Mężczyzna zbytnio go nie słuchał. Bardzo szybko dostał maila z wymiarami więc zaczął zawzięcie klikac w swoim telefonie notując pomysły żeby niczego nie zapomnieć.
-mowiles coś-spytał w końcu. Nie robił tego celowo a na pewno nie złośliwie. Skupił się w końcu na pracy. A jako że przy tym projekcie dostał wolną rękę to mógł się pobawić.
-nie trzeba. Po prostu zapisywalem pomysły żeby nie zapomnieć. Mam na to dwa tygodnie. Wyrobie się.-mruknął.-takie duże projekty zdażają się rzadko. Raz miałem tort urodziny jakieś dziewczynki z Tokio...tematycznie księżniczki disneya. A później tort weselny który wozem kawał drogi żeby się nie rozwalil. Krzywa wieża w pizie. No i teraz to lodowisko.-wyjaśnił. Lubił robić takie torty.
-mhm super to teraz mnie jeszcze wyganiasz. Mówię że wystarczy że je sobie zapisze i później narysuje projekt to ty nadal swoje. Uparta wtedota.-mruknął.-ciekaw jestem jak podjedziesz pod tą stromą górę, co? Słucham?-uniósł brwi. Mimo wszystko starał się zachować jakiś spokój.
-nie przeszkadzasz mi. Sam tort będę robił 3-4 dni nie więcej. Kurde umiem rozplanowac czas. Nie masz pojęcia co potrafię zrobić.-funkął.-ta góra jest stroma nie podjedziesz pod nią sam. Czemu zawsze taki jesteś? Wszystko sam! Aaaagh mam tego dość.-westchnął mierząc sobie włosy.
-nic nie zmieni i nic nie zrobię źle. Dlaczego od razu zskladasz najgorsze?-funkął.-kuzwa...ciebie kocham bardziej od tej pasji!-wrzasnal biegnąc za nim z psami na czele. Zatrzymał wózek i stanął przed nim.-nikt nie każe...ale ja chce. Chce z tobą przebywać. Kocham cię bo...bo tak już jest. I jesteś dla mnie ważniejszy niż pasja. Jedź jeśli chcesz. Tylko nie pij i nie bierz...jedź do Juna wyplacz mu się, wyzal, ponarzekaj jakim jestem dupkiem...tylko nie siegaj po alkohol i dragi.-kiedy skończył odsunął się od niego.
-mój plan b to zrobić łatwiejszy projekt. Nigdy nie wiem czy tort w ogóle cały dojedzie.-mruknął. "to chyba nasza pierwsza taka kłótnia" zaśmiał się w myślach.-na prawdę musisz być tak uparty? A jak jednak nie dasz rady? Masz jakiś plan b?
-jest druga strona?-mruknął.zaskoczony.-w każdym razie wracajmy już. Wystarczająco czasu zlecialo na te kłótnie. Chyba że idziesz do Juna i mam iść sam?-spytał na koniec zbierając smycze i trzymając pieski.
-no dobrze...-skinal głową i odszedł parę kroków.-tylko nie obrazaj się na mnie tak na zawsze, co? Też mam prawo się obrazić! I mam powody!-krzyknął machajac mu jeszcze.-taaa pierwsza kłótnia...-doszedł do domu dość szybko i od razu wziął swój notes do rysowania projektów. Było już tam kilkanaście projektów tortow których nie miał zamiaru nikomu pokazywać a już na pewno nie Tomo. Usiadł na kanapie i zaczął tworzyć.
-o hej...czasem po prostu mam ochotę poczuć normalnego papierosa zamiast tego elektrycznego gówna.-wyjaśnił cicho się śmiejąc.-no ale co ciebie tu sprowadza? Nie powinieneś być w szpitalu? Albo z kochasiem?-spytał spokojnie wypuszczajac dym z ust.
***
A Takano rysował dalej wywalajac już 5 projekt do kosza. Ciągle też patrzył na zegarek zastanawiając się kiedy chłopak wróci.
-ja nie widziałem.-odparł od razu będąc w lekkim szoku. Postanowił jednak nie wnikac.-oni pewnie mieli swoje powody żeby ci nie mówić. Ale akurat w to nie będę się wtrącał bo nie wiem o tym nic.-uśmiechnął się gaszac papierosa.-więc...pierwsza kłótnia o głupoty?-pokiwal w spokoju głową.-no znając ciebie to pewnie jest ci ciężko pozwolić sobie pomóc...-westchnął.-no taki jesteś i musi cię takiego zaakceptować. Chociaż czasem jesteś aż nazbyt uparty. Jak osioł.-dodał jeszcze.-wiesz Tomo...czasem jest tak...że...zaczynamy myśleć o pracy z jakiegoś określonego powodu. Ale czas i miejsce są nieodpowiednie. A kiedy jesteśmy wtedy z ukochaną osobą to staramy się zebrać myśli i doprowadzić spacer do końca. Bo się to obiecało lub z innych powodów. Innymi słowy oboje chcieliscie dobrze.-poklepal go po ramieniu.
-może stwierdzili że tak jest lepiej? Że lepiej kiedy nie wiesz? Jakiś powód na pewno mieli. Może Ando bał się tobie powiedzieć prawdę? Tylko zgaduje.-uśmiechnął się lekko.-a jeśli chodzi o Takano. Masz rację na dużo mu pozwalasz i jest dla ciebie dużą pomocą w wielu aspektach. Wiesz...nie do końca wiem czego by chciał...ale nie przesadzaj na pewno nie żebyś był jak roslinka. Może jemu się tak wydaje że mało na nim polegasz? Albo poszło o coś wcześniej i tak tylko wybuchł?
-jesteście niemożliwi...-westchnął.-z jednej strony i on ma rację. Studiował to i wie co robi.-mruknął.-z drugiej strony rozumiem ciebie. Skoro nawet cię nie słuchał do logicznym jest powiedzenie żeby poszedł do domu zająć się tym na spokojnie. Z kolei on pewnie nie chciał przyrywac spaceru.-wyjaśnił widzenie dwóch stron.-alkoholu nie dostaniesz.-pogrozil mu palcem.-góra jest dość stroma. Pewnie się martwił że zaczniesz zjeżdżać w dół i coś ci sie może stać.
-zawsze do usług. Nie obrazajcie się tylko na długo o takie głupoty.-polecił mu machnąc na pożegnanie. Westchnął ciężko. W takich chwilach na prawdę czuł jakby Tomo był jego rodzonym bratem. Zapalił sobie jeszcze jednego papierosa. Takano w tym czasie skończył w końcu szkic zadowalającego projektu i zaczął go kolorowac.
-okaeri!-odkrzyknal akurat kończąc kolorowanie. Wstał żeby powiesić projekt w kuchni i zrobić chłopakowi gorącą czekoladę. Naszykowal wszystko i zabrał się do roboty. Spokojnie mieszał czekoladę uśmiechając się kiedy po kuchni zaczął roznosic się jej zapach.
-mam nadzieje...dziękuje.-uśmiechnął się. Rozlal czekoladę do dwóch kubkow i dał na niego bita smietane. Wrócił do salonu i podał jeden kubek chłopakowi.-tak na zgodę.-uśmiechnął się lekko siadając na kanapie.-o cholera....nie otwierales notatnika?-spytał trochę się spinajac.
-tam jest coś czego nie chce ci na razie pokazać ale to nie jest obraźliwe.-odparł spokojnie.-mhm...cieszę się że ci smakuje. Na prawdę lubie kiedy smakują ci zrobione przeze mnie rzeczy. To cieszy.-uśmiechnął się lekko.-Tomo-chan? Ale wiesz...to że mam pracę nie znaczy że nasz wyjazd w ten weekend jest odwołany. Jedziemy do onsen a ja i tak na pewno zdążę.
-na pewno zdążę. Onsen możesz potraktować jako część rehabilitacji.-uśmiechnal się.-ale przecież ja cię mogę wozić. Nie wyglupiaj się na pewno zdążę. Te dwa wcześniejsze torty robiłam jeżdżąc codziennie do ciebie do szpitala. No i miałem odwiedzać maluchy, nie? Dam radę to tylko jedno ciasto.-zapewnił biorąc kilka leków czekolady.-i nie martw się o samochód. Zawsze mogę cię wozić motorem.
-zawsze mogę cię wziąć do przodu. Będę cię mocno trzymał wtedy.-zapewnił.-coś wymyslimy. Nie musisz się zaraz wyprowadzać.-dodał spokojnie.-wszystko będzie dobrze onsen zarezerwowane. I możemy w weekend jechać. Pociągiem raz dwa i jesteśmy. Pomyśl trochę o tych dobrych rzeczach, ok? Pij słodką czekoladę i się uśmiechaj.-ucałował go w policzek.
-nie będzie już żadnych wypadków.-zapewnił spokojnie.-niebezpieczeństwo znikło a ja jestem bezpiecznym kierowcom.-uśmiechnął się dając mu calusa i wstając. Nikogo się nie spodziewał więc poszedł otworzyć trochę zaskoczony.
-przebywa.-przyznał krzyzujac ręce na piersi.-czego panowie od niego chcą?-spytał nie bardzo wiedząc czy może im zaufać. Co prawda uśmiechali się przyjaźnie ale kto ich tam wie...-jeśli oczywiście można wiedzieć.-dodał przyglądając im się uważnie.
-propozycje?-uniósł delikatnie brwi.-no cóż...zapraszam. Skoro mówi pan że ma dobre zamiary. Jednak i tak będę w pogotowiu.-mruknął prowadząc ich do salonu.
-proszę bardzo...-mruknął zaskoczony odprowadzając ich do drzwi. Kiedy wrócił usiadł tylko na kanapie.-szok co nie? Co planujesz zrobić?-spytał spokojnie. Masz tydzień do namysłu...trochę mało...-westchnął.
-nie wiem kotus...na pewno nie powinno być tak długo bez burmistrza. Przespij się z tym i dokładnie przemyśl decyzję. Ta decyzja może wiele zmienić dlatego musi być dobrze przemyślana. Nie może być pochopna.-objął go mocno.-to może tak relaksacyjnie pomasuje ci nóżki?-zaproponował.
-pomogę ci misiaczku.-zapewnił.-a pojutrze onsen. Odpoczeniemy i w ogóle. Fajnie będzie.-uśmiechnął się. Wyswobodzil się z jego uścisku i położył go na kanapie z nogami na swoich udać. Zaczął go masowac tak jak zawsze.
-no nie wyglądali...spokojna Jolie to dobry znak. Ale decyzja musi być podjęta po długich przemyśleniach.-przypomniał. Uśmiechnął się do niego lekko.-ale to jutro ok? Jutro będziemy o tym myśleć. A teraz postaraj się skupić na moim dotyku, dobrze?
-spokojnie kotus zdążymy.-zapewnił.-rehabilitacja jest rano a porozmawiamy o tym wieczorem albo po obiedzie. Akurat w planowaniu czasu żeby na pewno zdążyć jestem dobry więc się nie martw. Na wszystko znajdę czas.-zapewnił z uśmiechem. Starał się masowac go na tylko mocno żeby chłopak go czuł.
-Ale...Tomo...ja jednak chciałbym żebyś coś czuł. Przepraszam za te siniaki...postaram się żebyś ich nie miał.-uśmiechnął się masujac go trochę lżej.-kocham cię wiesz? Lubie twój uśmiech.-skomentował jeszcze.
-byłoby miło ale masz się uśmiechać szczerze.-poprosił kończąc go masowac.-mogę ci zrobić.-uśmiechnal się.-tylko taki mały, ok? Ulepszona wersja bo bardziej cię poznałem co?
-jasne. Zrobię mały torcik tylko dla nas pasuje?-spytał z lekkim uśmiechem. Wziął go na ręce mocno do siebie tulac.-mój kochany. Tylko mój. Przepis wymaga wielu poprawek bo przecież przez ten czas tyle rzeczy się o tobie dowiedziałem.
-jasne że będzie. W końcu będzie bardziej dopracowany.-zapewnił łapiąc go pewniej i niosąc do kuchni. Posadził go na blacie którego zazwyczaj nie używał. Przytulil go jeszcze mocno.-tylko wiesz co? Nie wiem jak przedstawić to jaki seksowny jesteś...
-Hmmm...dodam coś pikantnego.-zdecydował. Dał mu caluska i zabrał się do roboty. Zaczął od zrobienia czekoladoweg biszkopta, który zrobił trochę gorzki. Kiedy ten się pękł zabrał się za robienie slodkiego kremu do przełożenia i ostrej polewy.
Kiedy biszkopt się upiekl wyjął go odczekujeac chwilę aż ostygnie. Przełożył go kremem i polal polewa. Włożył na chwilę do lodówki i podszedł do chłopaka.
-za godzinke będzie gotowe.-obiecał dając mu caluska.
Zabrał go na kanapę i usiadł biorąc go na kolana.
-nie wiem kotuś...ja na prawdę nie wiem. Nie wiem czy mam jakieś sekrety...chyba wiele moich zawstydzajacych rzeczy widziałeś ale sekret...taki największy?-zamyslil się.
-więc mój największy sekret...tylko się nie śmiej ok?-ostrzegł go.-praktycznie w ogóle nie podniecaja mnie kobiety. I nie wiem dlaczego. Kilka razy dostałem za to w twarz od dziewczyny z którą się akurat spotykałem. Po prostu jakoś tak tego nie czuję...-wzruszył ramionami.
[jutro pewnie będę dopiero późnym wieczorem bo jadę z tatą do niemiec jako tłumacz ^^]
[ale mi się nie chce jechać ;^; poza tym nie germanizowac bo jadę jako tłumacz z angielskiego]
-ale wiesz ile się przez to nameczylem? W ogóle tego nie rozumiem...ale to mało ważne. Kocham mężczyznę i jestem z nim szczęśliwy.-dał mu szybkiego calusa.-ale fakt mniej zazdrosny będziesz. A raczej o mniejszą liczbę osób.-zaśmiał się.
-oj no...niezapomnisz mi tego, co? Wredota mała...będziesz mi wypominał do znudzenia...-westchnął.-a co poradzić? W końcu jesteś z nim blisko...byłem zazdrosny ale już nie jestem. Już odpusc.-poprosił obejmując go mocno i oddając delikatne pocałunki.-a ty byłeś chociaż raz o mnie zazdrosny?
-no tak...Franz to nie powód do zazdrosci...na bankiecie też...faktycznie. Nie miałeś żadnych powodów żeby być o mnie zazdrosny.-zaśmiał się.-no tak ty się uwielbiasz droczyć...-przyznał. Przejechał palcem po jego ustach po czym go pocałował.-masz jeszcze jakieś pytania? Bo mamy jeszcze jakieś pół godziny.
-mhm no tak...żadnych innych sytuacji żebyś był zazdrosny. Chyba trzeba to zmienić, co?-Zachichotal. Zaczął bawić się jego włosami.-już jest późno kotek...jak zjemy cicho to idziemy do mycia i spać, ok? Jutro rehabilitacja i te papiery...trzeba wypocząć.
-wiesz co? Chciałbym chyba chociaż raz zobaczyc jaki jesteś jak jesteś zazdrosny. Taki...eksperyment.-wyjaśnił cicho się śmiejąc.-no i źle się czuję skoro na razie tylko ja byłem zazdrosny w tym związku.-pokrecil głową i ucałował go mocno i namiętnie.
[już jestem w domu ^^ btw. Odpisałam ci?]
[do dupy było...okazało się że nie musiałam nic tłumaczyć, siedziałam ciągle w samochodzie i spałam cały dzień XD]
-a właśnie że chce.-zaśmiał się wstając i idąc po ciasto. Niewielki okrągły torcik przekroil na dwie części, wyłożył na talerzyki i zaniósł do salonu. Podał jeden kawałek chłopakowi i usiadł na kanapie.-no kotek. Dawaj swoją opinię.-poprosił z uśmiechem.
[ano...podziwialam niemieckie autostrady...]
-dziękuje kochanie. Cieszę się że ci smakuje.-uśmiechnął się jedząc swój kawałek.-a powiedz mi...pasuje do ciebie? Dobrze odwzorowalem?-spytał zaraz biorąc do buzi kawałek ciasta i patrząc na niego wyczekująco.
-mhm...masz rację to jesteś ty moimi oczami. Więc to ciasto będzie pewnie nie raz udoskonalane.-uśmiechnął się odkładając pusty talerzyk.-jasne że pozwolę.-objął go ramieniem.-może jutro po rehabilitacji? W czasie jak będziemy myśleć nad propozycją zostania burmistrzem.-zaproponował chcąc jak najszybciej spróbować ciacha.
-jasne kochanie. Powiedzmy że będę takimi twoimi raczkami i będę ci podawał co tylko będziesz chciał.-dał mu caluska i przeciagnal się nieco.-chcesz oglądać ten film czy możemy iść się myć i spać? Już późno. Weźmy przykład z psów.-wskazał na spiace na dywanie psiaki.
-no ok, ok.-wywrócił oczyma wstając. Poszedł do kuchni i po chwili wrócił z gorącą herbatą.-proszę kotuś. A długo jeszcze będzie ten film leciał?-spytał siadając i pozwalając mu znów się o siebie oprzeć.-nie mogę się doczekać żeby spróbować twojego ciacha.-oznajmił dając mu calusa w policzek.
-mhm...skoro serial to obejrzymy do końca.-zgodził się już się nie odzywając żeby chłopak mógł go w spokoju obejrzeć. Kiedy film się skończył a chłopak już zjadł poszedł umyć naczynia i wrócił po niego.-no już kotus. Tylko znów w wannie nie usnij.-zaśmiał się.
-wiem że muszę ale jest różnica między noszeniem ciebie śpiącego a nie śpiącego.-zaśmiał się idąc przodem żeby nalac wody do wanny. Zrobił piane o zaczął się rozbierać ubrania starannie układając na szafce. Jakiś porządek musiał być.
-no już ok...będzie dobrze. A na razie będę ci pomagał. Trzymaj się mocno.-polecił mu. Zdjął z niego spodnie i bieliznę i wszedł z nim do wanny.-jak będziesz ćwiczył to będzie dobrze...a to co chciałeś zrobić było niebezpieczne. W łazience łatwo się potknąć.-zauważył obejmując go od tylu.
-mhm...-przyznał trochę zawstydzony.-gdzieś leży jeszcze łódź podwodna i inne takie...nocuje tutaj w weekendy. W ten wyjeżdżamy więc zostanie u Ando...zrobiłem mu pokoik...-zdradził jeszcze.-i ten...jeszcze taki jeden mój duży sekret. Lubie zajmować się dziećmi...-zdradził trochę się tego wstydzac.
-jasne że polubiłem! Od razu!-wyszczerzyl się.-grzeczny chłopiec i bystry. Wspaniały dzieciak. Chętnie pomaga i razem malowalismy jego pokój. Jak nie usniesz mi zaraz to ci go pokaże jeszcze dzisiaj.-powiedział spokojnie. Wziął gąbke i zaczął go myć.
-tak sądzisz? Wiesz przez to że kobiety jakoś mnie nie pociągają to nigdy nie sądziłem że będę ojcem...a tu proszę.-zaśmiał się myjac mu włosy a później myjac siebie.
-nie jest złe.-przyznał sadzajac gp na dywaniku i podając mu ręcznik. Sam szybko się wytarl i ubrał luźne bokserki w których zwykle śpi.-a ty w czym chcesz spać?-spytał pomagajac mu się wytrzec.
Otworzył mu drzwi do niewielkiego pokoju na dole. Ściany były niebieskie a na nich namalowany tor samochodowy. Szafa z ubraniami, łóżko i biurko. Oraz pudło z zabawkami. Na jednej ze ścian wisiała tablica na magnesy po której można rysować pisakami.
-co sądzisz?
-cieszył. Przecież mówiłem że pomagał malować i układać tutaj wszystko. Trochę mu uzupelnilem szafę ale żeby nie było w miasteczku i on prowadził i on wybierał sobie ubrania.-wyjaśnił wszystko.-wybierał też sam sobie pokój. Sam chciał na dole.
-niech mówi jak chce. To przecież nie ma większego znaczenia.-uśmiechnął się.-nie jest ci ciężko skarbie? Może ja zejde i pójdziemy już spać. Wtedy się potlulisz ile będziesz chciał.-dał mu caluska w policzek.
-no kochanie nasza tymczasowa sypialnia.-zaśmiał się kładąc go na łóżku i ukrywając ich koldra. Zgasil światło, zdjął okulary i przytulil go do siebie.-dobranoc skarbie. Kolorowych snów.
Mężczyzna jęknął po upadku.
-co jest?-spytał zaspanym głosem oddychając trochę ciężej niż zwykle. Ręką wymacal okulary i spojrzał na nich trochę otepiale.-czemu zwaliliscie mnie z łóżka?-ponowił pytanie.
-wybacz słońce...nie wiem czemu. Może miałem jakiś zły sen? Albo tak długo ze sobą nie spalismy że się odzwyczailem?-wzruszył ramionami. Przepraszam.-wstał i położył chłopaka na łóżku dając mu calusa.-to już się nie powtórzy. Obiecuje.-powiedział kładąc się obok i zdejmujac okulary.
-to nic...ja cię skopalem tym mnie zrzucileś. Jesteśmy kwita.-zaśmiał się i znów go do siebie przytulił.-a teraz już spijmy kochanie.-mruknął momentalnie zasypiajac. Obudził go budzik którego szybko wyłączył zanim zdążył rozedrzec się na dobre. Wstał i ubrał się już na wyjście a później zabrał się za robienie śniadania. Aromatycznych czekoladowych nalesnikow.
-mam nadzieje że tak samo smakuje. Robię je pierwszy raz znajomy wysłał mi przepis i rano odczytalem. Pomyślałem że spróbuje zrobić.-zaniósł talerze i herbaty do salonu żeby chłopak mógł spokojnie zjeść.-czym jedziemy?-spytał włączając wiadomości które ostatnio stały się jego rutyną.
-otworzysz sobie okno i będzie dobrze. Postaram się jechać tak żeby dojechać szybko ale bezpiecznie.-uśmiechnął się jedząc spokojnie swoją porcję.-i jak smakuje ci? Zjedz ile możesz nie musisz się zmuszać...-dodał od razu widząc jego minę.
-oj nie będzie...no ale skoro tak uważasz to może zrobimy tak. Na razie skoro nie możesz to już skończysz a jak wróćmy to ci odgrzeje.-co ty na to?-zaproponował spokojnie.-a teraz wypij sobie herbatke a ja pozmywam.
Po chwili wrócił i wyprowadził chłopaka na zewnątrz. Posadził go na fotelu i włożył wózek do bagażnika. Odpalil samochód i otworzył mu okno. Dojechał szybko do szpitala.
-jesteśmy na miejscu kochanie.-oznajmił z uśmiechem. Wyszedł z samochodu i przyniósł mu wózek.
-jest dobrze kochanie.-poglaskal go po włosach i doprowadził do sali rehabilitacjyjnej.-powodzenia. A ja idę do dzieciaków.-dał.mu calusa i poszedł uczyć dzieci francuskiego. Zaczął od liczb.
-dobrze kotus więc przejdziemy się do marketu a później wrócimy do samochodu.-zaproponował.-jak ci poszło kochanie?-spytał prowadząc go do wyjścia.-ja się pochwale że dzieci ładnie się uczyły i już ładnie liczą. Dałem im wierszyk, bardzo się cieszyły.
-oj no bo kochanie tego typu rzeczy lepiej robić na spokojnie. Wiem na własnym przykładzie. Daj sobie czas, za każdym razem będzie szło lepiej.-zmirzwil mu włosy kiedy wychodzili z budynku.-kochane maluszki. Pytały się kiedy znów przyjdę i czy naucze ich czegoś nowego na przykład rysować.-uśmiechnął się lekko.-jasne skarbie. Nie będę się w twoje ciasto wtrącał.-obiecał.
-dziękuje skarbie.-wziął koszyk i postanowił grzecznie iść za nim.-zajdziemy gdzie będziesz chciał mój drogi. A teraz prowadź szefie.-poprosił będąc trochę ciekawym jakie składniki chłopak wybierze. W końcu to miało być ciasto przedstawiające jego więc był ciekawy.
-ok skoro to wszystko to idziemy do kasy. Zgaduje że sam płacisz.-dodał od razu cicho się śmiejąc. Wyłożył wszystko na taśmę i odłożył koszyk. Sobie wziął gumę do żucia, papierosy, zapalniczke i stanął za chłopakiem.
-ech kotek...ograniczysz troszkę? Troszeczkę chociaż?-poprosił wyprowadzając go ze sklepu.-więc teraz do księgarni tak? Pp co chcesz tam jechać?-spytał z ciekawości. Spokojnie prowadź wózek w międzyczasie zapalając sobie papierosa.
-mhm...jasne kotus nie śpiesz się. Tylko powoli ograniczaj...-dał mu caluska.-więc...mogę się cieszyc. Zadowalam cię na tyle że nie musisz kupować pornoli.-zaśmiał się cicho.-ja wciąż swoje trzymam w szufladzie na bieliznę.-szepnął mu na ucho.-skoro już jesteśmy to zobaczę czy wyszła książka mojego nauczyciela...jak nie to zamowie francuską z internetu.-mruknął bardziej do siebie.
[głupi blogspot ;__; co ja mu takiego zrobiłam że nie publikuje mi komentarzy, co?]
-Uznaję to za komplement.-zaśmiał się cicho wchodząc do środka. Westchnął ciężko widząc wnętrze księgarni.-nie ma innej?-mruknął pod nosem.-Jasne już ci pomagam.-od razu pewnie złapał za wózek i zaczął go prowadzić we wskazanym przez chłopaka kierunku lawirując między uparcie stojącymi klientami.-co za ludzie.-mruknął pod nosem.
[ano ne...odpisałam ci? Bo normalnie zglupialam i już sama nie jestem pewna XD]
[mam rozumiem ^^ ale już lepiej?]
-ale dla takich gburow jak ty już jest?-uniósł brwi.-grzecznie prosiliśmy żebyś sunal te swoje grube dupsko.-funkął.-a teraz się posun bo tak się składa że nie ma żadnego zakazu na temat tego że on nie może tu przebywać. Jest jednak zasada dobrego wychowania która mówi żeby osobie na wózku lub chodzacej o kulach pomóc.-powiedział w miarę spokojnie.
Zacisnął ręce mocniej na wózku żeby nie skoczyć mężczyznie do gardła.
-pan go lepiej posłucha i spierdala. Bo jak ja pana uderze to wyląduje pan w szpitalu.-funkął zdenerwowany z trudem zachowując spokój.-nic ci nie jest myszko? Bardzo boli?-spytał szeptem.
-och kochanie. Zaraz przejdzie.-zapewnił szeptem i podał mu paczkę chusteczek. Ruszył dalej prowadząc chłopaka do działu z mangami w którym na szczęście było trochę luźniej.-jaką mange zbierasz? Może ją znajdę.-zaproponował.
Zdjął obie mangi i podał je chłopakowi.
-proszę. To wszystko? Teraz gdzie chcesz zajść?-spytał kucajac przed nim żeby obejrzeć jego oko.-ech...będzie dobrze...najwyżej w domu ci je zakropie.-uśmiechnął się i poklepal go po ramieniu wstajac.-jak można być takim dupkiem?-spytał retorycznie ciężko wzdychajac.
-zakropie. A teraz ładnie przyloz do oka chusteczkę.-poprosił wioząc go do działu z fantastyka.-ja niczego nie potrzebuje.-powiedział jeszcze.-zamowie się francuską wersję...a może nawet uda mi się załatwić z autografem? W końcu to mój nauczyciel.-zaśmiał się.-no już...a tutaj czego potrzebujesz?-spytał spokojnie.
-czasami czytam...ale wolę kryminały albo przygodowe.-odparł spokojnie.-no dobrze więc sobie sam poszukaj. Jak będzie wysoko to ci podam.-oznajmił.-a ty jakie książki najczęściej czytasz?-spytał jeszcze cały czas patrząc w jego stronę.
Wziął od niego książki i spokojnie poszedł z nimi do kasy. Spiorunowany wzrokiem dał chłopakowi zapłacić i wyszli z dusznej księgarni.
-gdzie teraz? Chcesz gdzieś jeszcze zajść czy jedziemy do domu?-spytał mocujac zakupy do wózka.-a właśnie...co na obiad?
-do domku...-uśmiechnął się prowadząc wózek do samochodu.-no i przecież jeszcze będzie pyszne ciasto na które trzeba mieć miejsce w brzuszku.-zaśmiał się wesoło.-więc odgrzejemy śniadanie na obiad. Ech...a jak tam twoja waga?-spytał z czystej ciekawości powoli dochodząc do samochodu.
[gomen...włączyłam sobie film i usunęłam...]
-brawo kochanie. Teraz musisz ładnie dobić do 50.-zmierzwil mu włosy z wesołym uśmiechem. Złapał buziaka w dłoń którą następnie przyłożył do ust.-ja ciebie też kocham. A zakropie jak tylko wrócimy do domu. Mam dobre krople bo soczewki i inne takie...o oczy muszę dbać.-wyjaśnił spokojnie.
-nagrodę? Hmmm...dostaniesz. Jeszcze wymysle jaką.-zmierzwil mu włosy.-no już tak nie wzdychaj. Będzie dobrze.-wziął zakupy i zaniósł je dk bagażnika zaraz wracając po wózek. Pomógł chłopakowi wejść do samochodu, spakowal jego mały środek transportu i wszedł do samochodu.
-staraj się.-uśmiechnął się lekko i ruszył żeby już nie męczyć chłopaka. Było mu trochę smutno że nie wie jak mu pomóc. Dojechał szybko i spokojnie.-jesteśmy na miejscu.-poinformował wychodząc żeby podać mu wózek.
-Już cię odpinam kochanie.-odpiął go szybko i przeniósł na wózek.-Już dobrze skarbie.-pogłaskał go po włosach. Podał mu klucze.-jedź już do domu a ja zaraz przyjdę z zakupami.-polecił mu z lekkim uśmiechem samemu idąc z powrotem do bagażnika.
-głupie psiaki.-zaśmiał się wesoło siadając i chwilowo zajmując się pieszczeniem domagających się czułości szczeniaków i suni która wciąż lizała go po twarzy.-nie było nas zaledwie kilka godzin.-dodał nie mogąc się od nich uwolnić. W końcu udało mu się wstać żeby pozbierać rozrzucone zakupy. Zamknął samochód i wszedł z psiakami do środka. Zaniósł jedzenie do kuchni a książki podał chłopkowi.
Mężczyzna w tym czasie poszedł na górę i po chwili wrócił z tablicą, flamastrami i kroplami do oczu. Szybko zakropił mu oko następnie rozłożył sztalugę kładąc na niej tablicę. Podzielił ją na pół na jednej rysując + na drugiej -.-no kochanie...możemy rozkminiać propozycję jaką dostałeś. Być burmistrzem albo nie być. Oto jest pytanie.-zaśmiał się cicho.
-Za chwilę odgrzeję.-mruknął tylko. Szybko zapisał to co mówił chłopak do minusów dopisując jeszcze 'mało czasu'.-więc tak...na plus mamy wszystko to co możesz zrobić dla innych...a na minus to co sprawi że tobie będzie ciężej. Teraz pytanie czy mamy jakieś plusy które sprawię że tobie będzie lepiej? No i czy liczysz się tylko z innymi czy z samym sobą też?-mruknął już trochę chłopaka znając.-Pamiętaj też że jeszcze przez dobry rok będziesz miał rehabilitację.
-Kotuś...-zacmokał z dezaprobatą.-to naprawdę szlachetne co chcesz zrobić. Że oddasz pieniądze na szkołę i w ogóle. To nie są złe pomysły tylko...no właśnie będzie mało czasu. Nie będziesz miał czasu na to co na prawdę kochasz. Nie mówię żebyś zaraz był strasznym egoistą tylko...żebyś pomyślał też o sobie. Bo na razie nie znaleźliśmy żadnego plusa który dotyczyłby bezpośrednio ciebie. Mamy za to wiele minusów.
Zaśmiał się cicho z tych jego zdaniem śmiesznych plusów.
-Zauważę kotuś że do leczenia i tak w kolejce nie stoisz bo masz mamusię w szpitalu.-usiadł na stoliku na przeciwko niego.-O ile się nie mylę większość płatności tak jak ja załatwiasz przez internet a prędkość...nie wiem czy zauważyłeś ale za wiele to ty nie jeździsz. A już na pewno nie z jakąś ogromną prędkością, no chyba, że o czymś nie wiem.-wzruszył ramionami.-To może zadamy sobie najważniejsze pytanie. -Czy CHCESZ być burmistrzem? Czy sprawi ci to przyjemność tak jak chociażby tworzenie muzyki?-spytał spokojnie głaszcząc go po włosach.
-I jeszcze długo nie będziesz miał jak.-zauważył.-też lubię sobie poszaleć ale wiem jak żeby nie zostać złapany.-wzruszył ramionami.-Ale nawet teraz pomagasz ludziom, prawda? Sądzę że jeśli poproszą kogoś innego z dobrym sercem to on również będzie innym pomagał. Obawiam się że ty nie będziesz szczęśliwy jako burmistrz a wiesz że bardzo zależy mi na twoim szczęściu. Dla ciebie ta praca byłaby związana z całą masą wyrzeczeń. Nie miałbyś czasu na latanie po pracach, na muzykę.-pogłaskał go po włosach.
[przed Junem? XD heloł tutaj Takano XD]
-Kochanie...sam to właśnie powiedziałeś. Nie lubisz polityki.-westchnął ciężko.-Masz dużo dobrych pomysłów to prawda...-przyznał spokojnie.-A może nie wybiorą? Może wybiorą mądrze? Słuchaj tak nie można...ciągle uzależniasz swoją decyzję od innych.-pokręcił głową.-A może po prostu przekażesz swoje mądre pomysły panom z rady ale powiesz że nie interesuje cię polityka?-zaproponował.-możesz też zaproponować pomoc z wyborem właściwego burmistrza? Wiesz kotek pozwól że zacytuję Ando z rozprawy sądowej. 'To nie jest środowisko sprzyjające rockmanom.' Ma rację.
Westchnął ciężko wstając.
-Ma rację, jestem przeciwny.-mruknął tylko idąc odgrzać naleśniki. Swój sprzeciw mógł bardo łatwo uzasadnić. Obawiał się że chłopak nie będzie szczęśliwy, że ludzie go znienawidzą, że będzie miał mało czasu na rzeczy które kocha, dla niego. Najbardziej obawiał się jednak najbardziej irracjonalnej myśli która jednak zrodziła się w jego umyśle. Obawiał się że ta praca może Tomo zmienić. Wyjął naleśniki z mikrofalówki i zaniósł do salonu. Wziął sobie dwa resztę zostawiając chłopkowi.
-Dziękuję...-uśmiechnął się lekko nie komentując już tego jak chłopak cuchnął papierosami.-Koteeeek? A jak już zjesz to pójdziesz zrobić ciacho? Na prawdę jestem ciekawy jak będzie smakować.-powiedział biorąc od niego jeszcze jednego naleśnika.
Uśmiechnął się szczęśliwy że chłopak się na niego nie obraził. Skinął głową zgadzając się na taki plan i skończył swojego naleśnika. Wypił do końca sok który sobie nalał i wstał żeby zanieść naczynia do zmywarki.
-Hej maluchu.-wziął go na rączki by zaraz postawić i obejrzeć rysunek.-Świetny! Mówiłem że dasz radę.-uśmiechnął się mierzwiąc mu włosy.-Zajmie honorowe miejsce na lodówce czy zabierasz do dziadzia?-spytał wesoło.-Zaraz, zaraz jak to rowerem? Maluchu pod taką wielką górę? No silny chłopak.-dodał zaraz nalewając mu soku do wysokiej szklanki.
Poszedł do lodówki mocując na nim rysunek za pomocą magnesu w kształcie samochodu. Zmierzwił chłopkowi włosy udając że się zastanawia nad jego prośbą.
-Możesz zostać.-zgodził się w końcu z lekkim uśmiechem.-Ale rano po śniadanku wracasz do dziadka ok? Bo my z Tomo jutro do onsen jedziemy.-wyjaśnił.-A dzisiaj Tomo robi ciasto więc nie będziemy mu przeszkadzać, ok?
-Uroczy.-przyznał mu rację.-Na prawdę czuję się jak tatuś. A mały się cieszy kiedy może tu przychodzić i nocować. Wie że zawsze może ubłagać obejrzenie jednej bajki po kąpieli no i u mnie w domu zawsze jest coś słodkiego. A właśnie...zostało trochę naleśników bo ty nie zjadłeś...może mu odgrzeję...-zamyślił się siadając na blacie.
Zszedł z blatu i wstawił ciasto do piekarnika odpowiednio go nastawiając. Włożył naleśniki do mikrofali po chwili je wyjmując.-Ok kotuś...ja się zajmę małym a ty jak coś to wołaj, ok?-spytał dając mu jeszcze całusa w policzek i wychodząc zabierając z kuchni jeszcze plecak. poszedł do salonu talerz kładąc na stoliku a plecak obok kanapy. Poszedł na ganek.-Yuya-chan? Chodź zjesz coś pysznego bo pewnie jesteś głodny i zrobimy lekcje, ok?-zaproponował.
-Wiesz maluchu sądzę że nie będzie miał nic przeciwko, ale lepiej go spytamy, ok? Ale po tym jak odrobimy lekcje żeby mu na razie nie przeszkadzać. Bo Tomo chce żeby mu dobre ciacho dla nas wyszło.-Zmierzwił mu włosy.-Chcesz jeszcze soku?-żeby chłopak nie zapchał się naleśnikami.
Mężczyzna trochę latał między salonem a kuchnią ale był szczęśliwy mogąc pomóc swojemu ukochanemu i Yuyi. Kiedy lekcje już były zrobione a ciasto dochodziło do siebie w lodówce nachylił się do ucha chłopca żeby mu coś szepnąć.
-No mały możesz się pytać.-powiedział kiedy Tomo wjechał do salonu.
Chłopiec od razu pobiegł do swojego pokoiku po grę.
-Dawno cię nie widział więc pewnie będzie jeszcze kilka zachcianek.-zaśmiał się sprzątając ze stolika żeby zrobić miejsce na grę. Wstał żeby przynieść karton z sokiem i szklankę dla siebie i Tomo.
Takano nalał wszystkim soku i wybrał sobie swoje szczęśliwe czerwone pionki. Ładnie je ułożył i poczekał na resztę. Cieszył go taki mile spędzony czas.
Kiedy przyszła kolej Takano od razu wyrzucił dwie szóstki wystawiając piosnek i idąc sześć do przodu.
-A jaka będzie nagroda dla wygranego?-spytał chytrze.
-Mhm...czyli rozpoczyna się zacięta walka o dodatkowy kawałek ciasta...-powiedział głosem komentatora sportowego czekając na swoją kolej i znów wyrzucając ładnie szóstki i rozpoczynając pościg za swoim ukochanym. Dla ciasta wszystko.
-Małe wredoty...-mruknął zawsze w razie czego mając wystawionego jednego pionka. A co, przezorny zawsze ubezpieczony.-aż tak mnie nie kochacie...-spytał robiąc smutną minkę i zbijając Tomo.-Ups...akurat wypadło.-zaśmiał się. Nie żeby wcześniej nie chuchał na odpowiednią liczbę oczek.
-widzisz kotek samo życie.-zaśmiał się wprowadzając piątek do bazy i idąc następnym.-to ciasto jest zbyt wielką motywacją nie odpuszcze od tak. Od samych zapachów slinka leci-zaśmiał się.
-A no bo widzisz...-zaczął goniąc Tomo kolejnym pionkiem.-Może i amator ale nikt nie powiedział przecież że taki amator nie może piec dobrych ciast, prawda? Bułeczki robi przepyszne a to ciasto już kusi zapachem. Teraz tylko czekać aż do siebie dojdzie...mmm aż ślinka cieknie.-zaśmiał się omijając Yuyę o jedno pole.
-Ano zjem...a może dzisiaj będę wredny i zacznę marudzić?-uniósł lekko brwi. Pochuchał kila razy na szóstkę. Rzucił kostką, która zatrzymała się na krawędzi stołu przedstawiając jego upragnioną szóstkę. Zbił pionek Tomo ładnie mu go podając.-wybacz skarbie nie ma litości.
-Wszyscy chcą maluchu-zaśmiał się.-A ja w szczególności.-puścił oczko do Tomo i zaczął gonić Yuyę. Niestety kostka przestała go kochać i wyrzucił 3.
-No jasne...ty jesteś niczym ninja.-zaśmiał się korzystając z jednej szóstki i wystawiając pionek a z następnej zbijając Yuyę.-wybacz maluchu.-uśmiechnął się niewinnie biorąc łyk soku.
-Czyli co mały? Uznajemy remis i oboje mamy po dwa kawałki?-spytał się chłopca ze śmiechem.
-Jasne.-zgodził się dość chętnie. W końcu Takano tyle razy mu darował. Kiedy Tomo kroił ciasto oni sprzątali grę ze stołu. W końcu robiło się już późno i zaraz po ciachu była pora na kąpiel.
-Jasne kotuś...-wstał i poszedł do kuchni zaraz wracając z kawą i czekoladą dla Yuyi. Usiadł na kanapie i wziął sobie jeden kawałek.-No kochanie...zobaczymy co tam wymyśliłeś.-uśmiechnął się biorąc trochę do ust.-Mmmmm....ciekawy smak.-zaczął biorąc jeszcze trochę.-ale pyszny.-uśmiechnął się nie wiedząc jak ten smak opisać.
-Pyszny chociaż trochę namieszałeś.-zaśmiał się.-Ale jeśli właśnie tak mnie widzisz.-szepnął biorąc kawałek do buzi.-To jestem szczęśliwy.-dodał głaszcząc go po policzku i wracając do jedzenia.-tylko...zdradzisz mi kochanie po co brzoskwinie?
-Mhm rozumiem.-zaśmiał się dając mu całusa w policzek.
-Ano...-zaczął Yuya.-ja wiem że się lubicie...-dodał trochę niepewnie widocznie skrępowany.-ale...w takim momentach czuję się trochę nieswojo.-wydukał w końcu.
-Oj mały...więc przy tobie nie będziemy się tak zachowywać.-obiecał jedząc spokojnie ciasto.
-Ale ja i tak uwielbiam jeść co to upieczesz albo ugotujesz.-uśmiechnął się biorąc sobie drugi kawałek.
-No dobrze nie złoszczę się.-przytaknął chłopiec.-ale hmmm...wujku Takano?-spytał odsuwając się od Tomo.-dzisiaj też się ze mną wykąpiesz?-spytał patrząc na niego uważnie. Zdążył się już do tego przyzwyczaić. Bawili się wtedy łodziami podwodnymi i innymi zabawkami które Takano nakupował.-Tomo-chan też może. Prooooosze.-zrobił proszącą minkę.
-Dobrze mały. Mamy pozwolenie to możemy-zaśmiał się.-ej, ej...no mój kochany.-zwrócił się w stronę Tomo.-wypraszam sobie ja dzieciakiem nie jestem.-fuknął pijąc swoją kawę.-No Yuya tylko dzisiaj nie za długo ok? Bo jutro dość wcześnie musimy wstać.
-Dobrze!-uśmiechnął się wcinając swój kawałek ciasta.
Po ponad pół godzinnej kąpieli wyszli z wanny. Chłopiec zmęczony poszedł spać a mężczyzna poszedł do salonu słysząc grający telewizor. Uśmiechnął się na widząc śpiącego ukochanego. Wyłączył telewizor i wziął go na ręce.
-Ech kotek...umyjesz się rano.-westchnął niosąc go do sypialni.
Zasnął z delikatnym uśmiechem na ustach. Spokojny sen został przerwany dopiero rano przez Yuye który postanowił ich obudzić już o 7 rano.
-wstawać!-krzyknął wesoło wskakujac im do łóżka.
-Yuya chodź jeszcze spać...-zamarudzil nawet nie otwierając oczu. Westchnął niezadowolony po omacku znajdując swoją poduszkę.
-nie! Bo przecież mówiłeś że rano jedziecie! A co jak pociąg wam ucieknie?-spytał chłopiec mocno nimi potrzasajac.
-kotek...to za daleko na samochód...to znaczy takiego dystansu nie wytrzymasz.-mruknął zabierając sobie chłopaka ze swoich policzkow.-mały...a nie możesz szybko rowerkiem?-spytał.-no chyba że od razu weźmiemy pieski zaprowadzimy żeby same nie były...a Tomo w tym czasie nas spakuje i zrobi prowiant. Odprowadze cię.-zdecydował.-ale daj jeszcze spać.
-Tomo...idź ty się lepiej umyj...-mruknął starając się wymacac okulary. Założył je i wstał poprawiając bokserki i idąc do kuchni.-kochanie ale ja nie chce żebyś się męczył. Poza tym pociągiem będzie szybciej. O wiele szybciej. Bo ten...polecił mi to miejsce Jun a to jest pod Kyoto...był tam z Ryu...mówił że to jego znajomego i że załatwi nam trochę prywatności.-wyjaśnił.-jedziemy pociągiem.-ziewnal.-co na śniadanie?-spytał wyjmujac talerze.
-ok...-nastawil wodę na herbatę w międzyczasie nakrywajac stół w salonie i włączając wiadomości. Wrócił do kuchni żeby zalać herbatę po chwili zanosząc ją do salonu zabierając się za jedzenie śniadania.-ech...ludzie znów demonstrują...-skomentował lecace wiadomości.
-tak wiem kotus.-uśmiechnął się lekko. Dał mu caluska.-ja ciebie też.-dodał. Skończył jeść i zaprowadził chłopca z psami do dziadka szybko wracając.-dobra kotek...jedź już z torbą na dwór. Wezmę spakuje laptopa.-poprosił biegnąc na górę.
-tak do oglądania.-uśmiechnął się. Po chwili wyszedł na dwór z torbą na laptopa i w kurtce. Spakowal torbę i komputer do bagażnika następnie pomagając wejść chłopakowi do samochodu. Po tym jak spakowal jego wózek usiadł za kierownicą i ruszył.
Nie zabrał jego dłoni i spokojnie dojechał parkujac na parkingu strzeżonym. Wysiadł z samochodu i od razu posadził chłopaka na wózku. Przytulil lekko i wypakowal resztę rzeczy i zamknął samochód.
-tak kochanie. Normalny wagon z normalnymi siedzeniami.-odparł cicho się śmiejąc.-nie chce żebyś znów był zły że wydaje na ciebie dużo pieniędzy i takie tam. Więc staram się to ograniczyć.-odparł kasujac bilety i pomagając chłopakowi dostać się do pociągu. Po chwili już siedzieli w pustym wagonie a przed nim ponad 3 godziny jazdy.
-to jutro ok? Dzisiaj z tego co wiem mamy tam zapewniony posiłek. Pewnie jedziemy na obiado kolację...zjemy, odpoczniemy trochę i pójdziemy do źródełka. Przy tym domku w którym będziemy jest takie małe. Wszystko jest ogrodzone.-wyjaśnił obejmując go lekko.-Yuyi kupimy przecież to oczywiste. Tylko trzeba wymyślić co.-zaśmiał się.-na opka?
Posadził go sobie na kolanach z lekkim uśmiechem. Dał caluska i poglaskal go po policzku.
-masz rację...po prostu jutro pokrecimy się trochę po sklepach i wrócimy do domu.-zdecydował spokojnie.-coś słodkiego? Na teraz? Cóż...sądzę że na stacji powinien być jakiś sklepik...bo wiesz z tego co mi mówił Jun to będziemy musieli ze stacji wejść pod górę...
-tak kotek pomogę ci wjechać. Ale będziesz trzymał torby na kolankach .-oznajmił spokojnie. Oddał pocałunek odsuwając się od niego powoli.-będzie czekolada. A może i jakieś czekoladki? I cukierki też weźmiemy.-zdecydował.
-mmmm kociak...-oblizal usta po pocałunku.-no dobrze. Tylko tak jak obiecujesz mi tu ładnie. Jeśli poczujesz że ci ciężko masz mi powiedzieć. Wtedy kładę ci torby na kolanka i biegniemy pod górę.-zaśmiał się.-droga w dół pewnie będzie łatwiejsza.-zauważył cicho.- będzie słodkie. Dużo slodkiego.-zapewnił obejmując go mocno.
-no jest niewielka. No i...są palmy i jest plaża...i woda czysciutka. I mamy taki swój jeden dom i drugi dla dziewczyn żeby nie musiały ciągle z nami siedzieć. Na plaży mamy lezaki i barek który co wakacje uzupełniamy. Bez prowiantu nikt nie przyjeżdża. Jest jakby to ująć...no jak z tych wszystkich folderów wakacyjnych. Wyspa, plaża i woda. No i jest na prawdę mała. W godzinę obejdziesz całą na pewno. Może nawet mniej...nigdy nie liczyliśmy. Ale nie potrzebujemy wiele. Mamy ładny domek. Salon ze szklanymi oknami i oczywiście każdy ma własną sypialnie. Jeśli chodzi o moja to no cóż...czuję się jak książę.-zaśmiał się.-cóż...to chyba tyle...
-no więc po kolei skarbie. Kominka w sypialni nie mam bo byłoby to bez sensu ale mam łóżko z baldachimem. I wyciągnąłem slonke z pokojem z widokiem na ocean.-zaśmiał się.-fale są raczej dobre...tak sądzę. Nie surfuje.-odparł na drugie pytanie.-jaskiń raczej nie ma. To jest dość płaska wyspa. No i jak już mówiłem mała.-poglaskal go po włosach.-jak się skończy to ciagniemy zapałki i jeden z nas płynie motorowka do najbliższego portu.-wyjaśnił.
-mhm chętnie zobaczę te jaskinie.-uśmiechnął się.-i te puchary też. Pokażesz mi?-spytał przytulajac go mocno do siebie.-zdolnego mam faceta nie ma co...czasami łatwiej spytać czego nie umiesz robić.-zaśmiał się wesoło.-jak będziesz chodził to znów pobawimy się na plaży...ale tym razem wezmę okulary żeby soczewka nie wypadła. I pójdziemy w wiele miejsc.-uśmiechnął się.-i może nauczysz mnie surfowac?
-no dobrze...ale kiedyś mi je pokażesz.-pocałował go namiętnie.-a ja właśnie na łyżwach umiem. Łatwo się nauczyłem...a później chciałem na randki na lodowisko.-opowiedział.-więc jak już będziesz chodzi to mnie nauczy sensei. Będę grzecznym uczniem.-obiecał.
Oj daj spokój nie może być aż tak źle. Kiedyś pójdziemy na taką randkę będziemy trzymać się za ręce i jeździć i będziemy się fajnie bawić.-oznajmił spokojnie.-naucze cię podstaw jazdy żebyś się chociaż utrzymał.-dodał dając mu caluska.-ciekawe czy daleko jeszcze.
Pokrecil przecząco głową.
-to nie tak...lubie z tobą rozmawiać. Po prostu chciałbym już wejść do tej przyjemnej wody...-wyjaśnił spokojnie.-bardzo lubie z tobą rozmawiać. Wtedy się poznajemy i w ogóle...-dałem causa w policzek i oparł głowę o jego ramie.-nie prawda. Pewnie miałeś złego nauczyciela. Ze mną będzie dobrze. Nauczucze cię i ani się obejrzyss jak będziesz jeździł.
-jasne kochanie...wybierzesz sobie film i kiedy na pewno pójdziemy.-poglaskal go po włosach.-Hmmm już niedługo będziemy na miejscu .-mruknął bardziej do siebie. Przytulil chłopaka mocno do siebie.-kocham cię. A teraz może i zacznijmy się zbierać.-poprosił.
-nerwowy? Wydaje ci się...-mruknął patrząc na swoje dłonie. Nie trzesly się jakoś wyjątkowo.-może trochę podekscytowany tym wyjazdem bo dawno razem nie jechaliśmy nigdzie. Ale na pewno nie jestem nerwowy.-zapewnił dając mu calusa i wstając kiedy pociąg się zatrzymał.
-mhm...już rozgladam się za sklepem.-odparł a kiedy w końcu jakiś zauważył ruszył w jego stronę.-no i pod tą górę musimy wejść...raczej nie na samą górę. Onsen będzie gdzie w połowie...-mruknął wprowadzając chłopaka do niewielkiego sklepu samoobsługowego.-bierz co chcesz.-polecił mu samemu biorąc 'merci'.
[to co knuje jest sekretem hehehe XD ja nie pójdę niestety...napadali mi znów starszych rzeczy i mowy nie ma żebym dzisiaj zaczęła...;_;]
-zgaduje kochanie że nie dasz za siebie zapłacić, co?-spytał biorąc sobie paczkę lizakow owocowych bo akurat miał ochotę. Poszedł z tym do kasy i zapłacił czekając na chłopaka.
Wziął sobie jedną zelke i zarzucił torbę z ciuchami na ramie. Z laptopem w ręce ruszył pod górkę dostosowując się do tempa chłopaka.-na razie sobie radzisz.-zauważył z uśmiechem kiedy przeszli 1/3 drogi.
-jasne kochanie. Już ci pomagam.-powiedział kładąc torby na jego kolanach i pchajac go pod górę.-ale długo dałeś sobie radę sam. Mój zdolniacha.-zaśmiał się cicho. Kiedy w końcu doszli na spotkanie wyszedł im znajomy Juna. Od razu zaprowadził ich do domku przekazując klucze i tłumacząc co i jak.
-Mhm ładnie. Z tego co słyszałem przyjeżdżają tutaj głównie nowożeńcy na miesiąc poślubny.-zaśmiał się.-Ale też pary które jadąc do onsen chcą trochę prywatności.-dodał zdejmując buty i kurtkę. Wziął torby żeby7 zanieść je do sypialni. Wcześniej został ładnie poinformowany gdzie co jest. -Jedź korytarzem prosto do salonu. Jak mówiłem wcześniej ponoć mamy przygotowany posiłek. Idź sprawdź.-dał mu całusa i poszedł zanieść torby.
Szybko do niego dołączył.
-No, no...nie spodziewałem się czego takiego.-zaśmiał się pomagając chłopkowi wejść na krzesło żeby był wyżej następnie siadając na przeciwko niego.-Tym razem to na prawdę nie ja. Myślałem że dostaniemy zwykły posiłek a nie wykwintną kolację.
Wywrócił oczyma. To przecież oczywiste że nie nalałby mu dużo. Sprawdził rocznik i gatunek. Zaśmiał się cicho pod nosem i rozlał wina do kieliszków.
-I na winku się znają...-powiedział biorąc łyk.-smacznego kochanie.-uśmiechnął się zaczynając jeść.
-Jedzenie pyszne.-przyznał spokojnie jedząc.-I winko też...pasuje do potraw i do okoliczności.-uśmiechnął się unosząc kieliszek i stukając delikatnie o ten chłopaka. Upił łyczek.-warto było wejść pod górę.
-Ach kotek...-kiedy chłopak szedł patrzył na niego zmartwiony cały czas będąc w gotowości gdyby mu się nie udało. Jednak kiedy Tomo siedział już mu na kolanach objął go delikatnie.-brawo. Idzie ci coraz lepiej.-pochwalił go.-no i...bardzo się cieszę że ci się tutaj podoba...-dodał obejmując go mocniej.-ja teraz bardzo cię kocham. Bardzo.
-zaraz kochanie...jeszcze chwilę poczekamy żeby jedzonko się w brzuchu ułożyło ładnie.-zaśmiał się.-a szedles ładnie i idzie coraz lepiej. Ale...wybaczysz mi na chwilę? Pójdę szybko zapalić. Sam.-powiedział wstajac i sadzajac chłopaka na swoim krześle.-wrócę za chwilke.-obiecał.
Takano na szybko wypalił 3 papierosy ostatniego nie kończąc. Wrócił do środka i zaczął szukać chłopaka kiedy to nie zastał go tam gdzie go zostawił. Zaczął rozglądać się po domku aż w końcu go znalazł.
-Tomo-chan.-zaczął najpierw kucajac przed nim.-wiesz jak bardzo cię kocham?-spytał retorycznie klekajac na jedno kolano. Zaśmiał się w duchu czując się jak w jakimś tanim amerykańskim filmie.-kocham cię na prawdę mocno...chciałbym z tobą spędzić resztę życia.-wyjął z kieszeni marynarki małe zamszowe pudeleczko a kiedy je otworzył oczom Tomo ukazał się zwykły złoty pierścionek.-wyjdziesz za mnie?-spytał bardziej zestresowany niż na początku sądził że będzie.
-Tomo-chan...tak jestem pewny. Myślałem nad tym bardzo długo. Rozważałem za i przeciw. Wybieralem pierścionek i radzilem się Juna. Kocham cię. Chce spędzić z tobą resztę życia pomimo tego co wymieniles.-odparł czując że chyba wypali z pół paczki czego nigdy nie robił.-więc pytam jeszcze raz. Wyjdziesz za mnie?
Objął go mocno czując że zaraz sam się poplacze. Dzisiaj bym wyzarty i wymeczony przez stres i nerwy.-dziękuje...-szepnął. Tak bardzo obawiał się jego odpowiedzi. Wiedział że na wspólne mieszkanie na razie nie ma co liczyć a na pewno nie na takie jakie on by chciał. Jednak to ciche tak wywołało u niego radość jakiej wcześniej nie czuł. Serce mu przyspieszyło.
-tak wiem...rozumiem też czemu.-zapewnił nie chcąc go puszczać. -Tomo-chan...zanim wyjdę znów zapalić żeby się uspokoić...powiedz mi proszę...jesteś...jesteś szczęśliwy?-spytał cicho. Złapał go za rękę na której był pierścionek.
-w szoku...-powtórzył.-przepraszam. Chciałem żeby zareczyny wyszły ode mnie. Taka niespodzianka...-wyjaśnił.-Hmmm...więc to że ja z nim rozmawiałem i zapewnił mnie że dobrze robię nie wystarczy?-spytał dając mu calusa w policzek.-może do niego zadzwoń? A ja pójdę zapalić...-zaproponował takie rozwiązanie.
-no tak.-wywrócił oczyma i zaśmiał się cicho.-mój panikaz. Ale będzie dobrze. Później go ochrzanisz jeśli tak chcesz.-pocałował go namiętnie.-nie iść?-spytał trochę zaskoczony. Zatrzymał się jednak.-nie pójdę.-dodał.-a idziemy już dowody, co?
Zmirzwil mu włosy.-gdyby ciebie szło tak łatwo odstawic od fajek...-westchnął cicho się śmiejąc. Razem z chłopakiem ruszył do łazienki gdzie się rozebrał i obwiazal w pasie recznikiem-pomóc ci?-spytał kontrolnie.
-ograniczyłem winko.-zauważył spokojnie. Wziął go na ręce i wyprowadził drugimi drzwiami na zewnątrz. Ścieżką z kamienia doszedł do źródełka gdzie włożył chłopaka. Samemu najpierw zdejmujac ręcznik i dopiero wchodząc.
-ładnie.-przyznał spokojnie. Objął go ramieniem rozkoszujac się chwilę gorącą woda i spokojem.-wiem...jeszcze raz przepraszam że na tak długo cię zostawiłem. Ale już jestem. Już jesteśmy razem.-zapewnił calujac go namiętnie.
-mój kochany...-szepnął obejmując go mocno.-mój najdroższy. Ja wiem. Może na początku bardzo mi to wszystko przeszkadzało. Ale teraz już nie. Znamy się już jakiś czas i wiem że oboje wiele dla siebie znaczymy. Dlatego postanowiłem że ci się oswiadcze.-wyjaśnił.
-mmmm...kochanie...tutaj się nie bawimy. Później w sypialni.-oznajmił cicho się śmiejąc.-kocham cię wiesz? I...bardzo się dzisiaj stresowalem dlatego chce się wyluzowac, rozluźnić i tak dalej. Na prawdę się bałem dzisiaj. Że jednak mi odmówisz. Że powiesz że to za wcześnie, albo coś innego...
-tym to mnie nie uspokoiles.-Zachichotal łapiąc go za rękę.-ale się zgodziles. I jesteśmy razem.-uśmiechnął się lekko przez chwilę wsluchujac się w to co nucil chłopak.-a jak tam nóżki? Czujesz coś?
-możliwe...ale nie wiem czemu tak się dzieje. Może to przez to że jakiś czas mieszkałem za granicą? W każdym razie uważam że to ważny krok w naszym życiu. Chce żebyś był ze mną szczęśliwy.-wyjaśnił spokojnie.-ja wiem że czucie powoli będzie wracać ale chodzi mi czy teraz czujesz ciepło?
-mhm...cieszę się że jest ci tu przyjemnie.-uśmiechnął się do niego lekko.-to ważne żebyś też był zadowolony. A z nogami wszystko będzie ok.-położył mu dłoń na udzie.-przyjdziemy przez to razem.-uśmiechnął się do nieo zabierając dłoń i przytulajac go do sobie mocno.-kocham cię.
-cieszę się że jest ci tu przyjemnie. I że mogliśmy razem tutaj przyjechać.-uśmiechnął się do niego. Położył dłoń na jego udzie-a z nogami na pewno wszystko wróci do normy jeszcze w tym roku.-cal mu calusa i wziął rękę z jego nogi w zamian obejmując go mocno.-kocham cię.-oznajmił.
-Och..no jasne już wychodzimy. Mimo wszystko trochę już tu siedzimy.-uśmiechnął się wychodząc z wody. Przewiązał się w pasie ręcznikiem i wziął chłopaka na ręce.-Zaraz się ochłodzisz troszkę i będzie lepiej skarbie.-Powiedział kiedy już wchodzili do łazienki. Posadził go na stołku i nalał do miski chłodnej wody. Jeden zamoczony ręczniczek podał chłopakowi żeby przyłożył do czoła a drugim zaczął go spokojnie obmywać.-oddychaj głęboko.-polecił jeszcze całując go w kark.
-Nie przepraszaj głuptasku...nie masz za co. Siedzieliśmy długo.-pogłaskał go po policzku.-Ja ciebie też bardzo kocham. No i zobacz...odkąd zaczęliśmy być raz aż do teraz...coraz częściej mówisz mi że mnie kochasz. Cieszy mnie to.-powiedział zamaczając ręcznik nie odsuwając się od chłopaka i spokojnie dalej go ochładzając.
-Nie ciągle...-mruknął pukając go palcem w policzek.-Ale przecież nie ma nic złego w mówieniu prawdy czy w okazywaniu miłości osobie którą się kocha. Mówienie ci że cię kocham jest dla mnie naturalne.-dodał dając mu całusa w ramię.-Więc jeszcze chwilę przytrzymaj ręcznik przy twarzy...a później przebierzesz się w jedną z yukat które mamy naszykowane.-uśmiechnął się wstając żeby się wytrzeć i ubrać.
-Och...no cóż...-uśmiechnął się zawiązując lekko obi tak że górę yukaty miał rozchyloną.-ja po prostu uważam że skoro kogoś kochamy to powinniśmy to okazywać...-powiedział jeszcze. Posprzątał ręczniki i wylał wodę z miski.-Pomóc ci kochanie?
Kiedy chłopak wjechał odpowiedział mu uśmiechem. Spojrzał na niego krytycznym wzrokiem.
-wiedziałem...yukata na prawdę do ciebie pasuje.-naśmiał się zaraz poważniejąc.-Tomo-chan...-westchnął zastanawiając się jak na to pytanie odpowiedzieć.-No cóż...dzisiaj specjalna okazja więc chyba mogę się zgodzić na kilka łyczków...-powiedział jednak wciąż się wahając.-zaraz, zaraz...Takano-kun?-uniósł brwi pierwszy raz słysząc żeby chłopak mówił na niego w ten sposób.
-Mhm...skoro tak uważasz to może powinienem częściej ją nosić?-zaproponował uśmiechając się.-naprawdę uwielbiam twój śmiech.-powiedział spokojnie.-No dobrze...naleję ci troszeczkę. Ale tylko dlatego że dzisiaj specjalna okazja i możemy sobie pozwolić na trochę 'szaleństwa'.-Zaśmiał się podając mu kieliszek w którym było trochę winka.-No i...to na prawdę dobre wino. I tak jak mówiłem wcześniej pasuje do okazji. Chcesz wiedzieć czemu?-spytał nie chcąc go zanudzać.
-No więc...-uśmiechnął się szerzej.-To wino jak czujesz jest słodkie...ale też zawiera nutkę goryczy. Jest specjalnym winem i nie piję się go od tak z byle okazji. Piją go narzeczeni...żeby razem wytrwać do ślubu.-wyjaśnił upijając łyk ze swojego kieliszka.
-na prawdę.-pokiwal głową z uśmiechem.-kotek...nasz zdrowie. Nasze.-poprawił go upijajac łyk.-jest wiele pysznych win. Ale trzeba też wiedzieć do czego można je podawać. Te jest wyjątkowe na wyjątkowe okazje. I takich wyjątkowych win na pewno jeszcze kilka sprobujesz.
-no...dobrze kochanie. Troszeczkę przystępuje.-obiecał z uśmiechem.-po prostu...wiesz że się martwię o to...ale czasami sobie coś razem wypijemy. Tak jak teraz od okazji. Tylko żeby nie przesadzić.-poglaskal go po policzku i dał calusa.-zatancze.-przytaknal jednak sadzajac chłopaka.-ale może najpierw jakąś muzykę włącze?-zaśmiał się włączajac muzykę i po chwili wracając. Uniósł chłopakado poprzedniej pozycji i mocno go obejmując zaczął tańczyć.
-mhm...ja ciebie też skarbie.-szepnął powoli bujając się w takt lecącej muzyki. Trzymał go mocno żeby przypadkiem mu nie upadł.-trzymam cię, nie musisz się tak spinać.-powiedział z lekkim uśmiechem całując go w główkę.
-Oj no a ja nie chcę żeby się przemęczał i co teraz zrobimy?-zaśmiał się cicho.-no bo co...jak teraz stracisz całą energię to się nie pobawimy...-zauważył rezolutnie.-a nieźle mnie wypościłeś.-dodał śmiejąc się wesoło i sadzając chłopaka na wózku kiedy piosenka się skończyła.
-no i zatanczylismy kotek...i jeszcze nie raz zatanczymy.-odparł z uśmiechem. Założył mu niesforne kosmyki za ucho i chwilę patrzył na niego.-ciekawi mnie czemu było to dla ciebie ważne.-powiedział w końcu.-jak się pobawimy? A jak chcesz?-spytał dopijajac wino ze swojego kieliszka.
-no wiem...tak jest dla ciebie najłatwiej. To na swój sposób urocze.-uśmiechnął się do niego. Wziął go na swoje kolana.-jakkolwiek ale ze mną. Heh...czyli pozostawiasz się w moich rękach.-ucałował go w usta.-Hmmm Tomo-chan? Co chcesz?
-mmmmm...-drzal delikatnie za sprawą jego dotyku.-un dobrze kotku. Zajmę się tobą, wezmę cię w swoje ramiona i będę cię kochał.-szepnął biorąc go na ręce i wstając.-dzisiaj w łóżku...żeby było ci wygodnie.-dodał calujac go namiętnie i ruszając w stronę sypialni.
-mhm nawet bardzo odpowiednim.-szepnął kładąc go na łóżko i obcalowujac jego szyje.-więc jak kotek? Oddasz się dzisiaj w pełni w moje ręce czy będziesz kombinować?-spytał zostawiając mu na szyi mocną malinke.-jesteś tylko mój.-dodał lizac go po niej.
-no kochanie nie wzdychaj mi tak smutno...zobaczysz że ci się spodoba.-oblizal usta i zaczął schodzić pocalunkami niżej zostawiając mocne malinki na jego obojczykach. Zabrał się za rozwiązywanie obi chłopaka. Kiedy ustami dotarł do jego sutkow najpierw jedynie je lizal.
-cieszy mnie to.-uśmiechnął się a kiedy usłyszał 'kocham cię' jak na komendę zaczął mocno ssac drugi sutek chłopaka. Kiedy w końcu udało mu się po omacku rozwiązać obi odrzucił je na bok. Wyswobodzil też ręce chłopaka z rekawow i odrzucił również yukate.-trochę szkoda mi było ja zdejmować. Wygladales w niej na prawdę seksownie.-powiedział podnosząc się na chwilę żeby siebie również rozebrać.
-chyba jednak wolałem kiedy byłem bardziej męski w twoich oczach.-westchnął czując na sobie jego spojrzenie. Wrócił go zajmowania się nim. Musnal jego usta po czym wrócił do okupowania jego torsu. Dłonią zaś zaczął masować jego przyrodzenie.
-no to chyba mamy problem...bo mi się spodobało bycie męskim w twoich oczach.-wyszedł zadowolony z relacji organizmu swojego partnera. Nie wspominał już o swoim. Podniecal się od samego dotykania go. Schodził pocalunkami niżej na końcu robiąc malinke na wewnętrznej stronie jego uda.
-jestem wystarczająco męski? To dobrze.-uśmiechnął się do niego. Miał już zamiar powiedzieć żeby się tak nie przejmował nogami bo chciał tylko zrobić mu tam malinke ale ugryzł się w język. Zamiast tego wziął jego penisa do ust chwilę później wkładając w niego jeden palec i powoli go przygotowując.
-marudzisz kotek...-mruknął na chwilę unosząc głowę.-długo się nie kochalismy. Muszę cię przygotować...-wywrócił oczyma wracając do przerwanego zajęcia. Dołożył drugi palec żeby jego ukochany za bardzo się nie zniecierpliwil.
-nie.-westchnął znów się podnosząc.-nie będę względem ciebie tak brutalny żeby cię nie przygotować. Zwłaszcza po takiej przerwie.-mruknął muskajac jego usta. Dołożył trzeci palec i przyspieszył ruchy.-no...Takano-san?
-oj no już się tak nie denerwuj niecierpliwcu jeden...-zaśmiał się wyjmujac z niego palce. Uniósł mu biodra i zaczął w niego wchodzić. Kiedy wszedł cały zaczął się w nim poruszać nie dając mu nawet chwili wytchnienia. Nachylil się do jego ucha.-czy teraz mój kochany czuję się odpowiednio zaspokajany? A może ma jakieś życzenia?-spytał seksownie mruczac mu do ucha.
Takano chętnie oddawał pocałunki a kiedy Tomo przestał odpowiedział mu uśmiechem.
-kocham cię...mój ukochany narzeczony...-szepnął calujac go po szyi zostawiając na niej kilka malinek. Ciągle przyspieszal oddychając szybko i ciężko. Dłońmi pięścił męskość chłopaka.
Zadowolony doszedł równo z nim. Usiadł oblizujac swoje palce.
-potworem?-szepnął trochę zasmucony. Starł krew z ust chłopaka i utkwił w nim wzrok.
-no...skoro takim potworem to chyba dobrze.-zaśmiał się kładąc się obok niego i przytulajac go tak że chłopak leżał na jego torsie.-chciałem pogadać ale ok...śpij.
-wiesz...nie wiem.-zaśmiał się.-tylko nie chce iść jeszcze spać. Chciałbym się nacieszyć tobą...bo no po seksie zawsze idziemy spać a chciałbym porozmawiać.-wyjaśnił glaszczac go po włosach.
-no nie poszliśmy...bo nie mieliśmy gdzie.-zaśmiał się wesoło.-no jutro pójdziemy na małe zakupy. Znajdziemy coś Yuyi i zjemy ramen skoro chcesz. Jutro też będzie fajny dzień.-uśmiechnął się.-kochanie? Kiedy zacząłeś czuć do mnie coś więcej?-spytał z ciekawości.
-mhm...czyli moja śpiączka wyszła na dobre dla naszego związku.-zaśmiał się.-mnie twój wypadek też uświadomił...mój w sumie też.-wyznał cicho.-a wiesz co...wiem że do ślubu to pewnie jeszcze długo...bo ja też chciałbym żebyś był w pełni sprawny. Ale...zarysowalem pół zeszytu w torach weselnych.-zdradził mu cicho się śmiejąc.
-wiem...i dużo czasu nam uciekło przez te wypadki...ale mimo wszystko ja czuję jakbyśmy znali się od zawsze.-szepnął glaszczac go po włosach.-bo ja cię bardzo kocham...rehabilitacja da nam dużo czasu na okres nazeczenstwa.
Prześlij komentarz