sobota, 21 września 2013

...The dreamer never falls...

Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca, 
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym), 
studiował w Tokio,
o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,


Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.

Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
Nienawidzi: zazdrości

KIZUNA

[Dobra kochani! Welcome back :D]


5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   2201 – 2400 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

-tak właściwie to Kyouhei...-sprostowal mężczyzne.-nie denerwuj się. Pan ma rację że zaufanie nie ma nic do rzeczy. Mozesz się wystraszyć i wtedy to że mi ufasz nie będzie miało znaczenia.-złapał go za rękę.-jeśli to wszystko to chyba możemy zacząć, co?-spytał delikatnie unosząc brwi.

Jun
Mężczyzna skinal głową potwierdzając jego słowa. Zaczynał się trochę stresowac.
-jeśli mogę chciałbym jeszcze zaznaczyć że działo się to nie przerwanie odkąd skończyłem 15 lat do mojego opuszczenia domu i sporadycznie na studiach. Byłem również bity.-wyznał przelykajac śline. Kiedy w końcu pozwolono mu usiąść na świadka poproszono Tomo.
-co może nam pan opowiedzieć o czasach studenckich i o niedawnej sytuacji?-spytał Ken.

Takano | Jun pisze...

-będzie dobrze.-zapewnił spokojnie. Wszedł z nim do basenu będąc cały czas obok niego w razie czego jakby potrzebował pomocy.-co mamy robić?

Jun
-rozumiem...-Ken spokojnie wszystko zanotował.-czy jest jeszcze coś co powinniśmy wiedzieć?-uniósł brew a kiedy otrzymał odpowiedzieć pozwolił mu wrócił na miejsce. Po zeznaniach Miki przyszła czas na ojca Juna.

Takano | Jun pisze...

-no przecież cały czas cię trzymam skarbie...-westchnął mocno go trzymając.-no a teraz ładnie się poloz na plecach. Będę co trzymał.-obiecał pomagając mu trochę.

Jun
Mężczyzna nie miał wiele na swoją obronę więc skończył szybko. Zarządzono przerwę na naradę więc Jun od razu wybiegł zapalić.

Takano | Jun pisze...

-trzymam cię skarbie. Lez spokojnie i się odprez.-uśmiechnął się do niego. Cały czas go trzymał wykonując polecenia lekarza.

Jun
-myślisz? Chciał pojechać do Tokio...w onsen już byliśmy. Zapytam go gdzie chce pojechać.-uśmiechnął się lekko zapalając kolejnego papierosa.-myślisz że go zamkną? Ciekawe na jak długo...

Takano | Jun pisze...

-nie puszczę.-zapewnił. Trzymał ręce pod nim aby chłopak mógł dryfowac powoli oswajajac się z wodą.-no już się tak nie stresuj...-powiedział po dłuższej chwili.

Jun
-wiem ze już go nie będzie ale...ja tam mieszkałem i nie wiem co mógłbym mu pokazać.

Takano | Jun pisze...

-wiesz kochanie ja bym sobie z chęcią obok podryfowal jednak jakbym cię puścił to byś się na mnie obraził śmiertelnie.-zauważył spokojnie.-jestem cały czas przy tobie więc się wyluzuj.

Jun
-no niby tak...a fo ty chciałeś zobaczyć będąc tym pierwszy raz?-spytał po chwili milknąc i gaszac papierosa.-Tomo? Myślisz że to ok? Że jestem z Ryu? Przecież...jestem od niego o 10 lat starszy...

Takano | Jun pisze...

Od razu ustawił go do pozycji stojącej.
-a mówiłem że masz się wyluzowac gluptasie.-zaśmiał się cicho.-nic ci nie jest?-spytał jeszcze klepiąc go po plecach.

Jun
-ok...więc postaram się mu te rzeczy pokazać. Pewnie będzie się cieszyl.-uśmiechnął się lekko.-tak sądzisz? Wiesz w szpitalu też nie mieli nic przeciwko, w domu też jest spokojnie ale...niedługo idzie do szkoły i przynajmniej na początku będę go woził i odbierał. Obawiam się jak zareagowaliby jego rówieśnicy w klasie i...kurde nie chce wyjść na pedofila...-jęknął.

Takano | Jun pisze...

-oj no już nie będę.-obiecał.-może zrobimy małą przerwę? Tyle już leżysz w wodzie i teraz się zachlysnales.-zaproponował wciąż trzymając go w ramionach.

Jun
-masz rację. Tylko wiesz niektóre rzeczy wychodzą przypadkiem. A ciasteczko jest wystarczajaco małe i wieści rozchodzą się z prędkością świadła. Zobaczymy jak to będzie.-wzruszył lekko ramionami.

Takano | Jun pisze...

[oficjalnie nienawidzę autokorekty w moich telefonie...=_=]

-kotek...ale ja wcale ni to miałem na myśli. Masz już trochę sine usta może lepiej wyjść na chwilę.-westchnął kucajac przed nim i trzymając się wózka.-ci sądzisz? Czy jednak chcesz powiedzieć w wodzie?

Jun
-ok już idziemy...-mruknął idąc za mężczyzną. Usiadł na swoje miejscu czekając na wyrok. Zostały przeczytane dwie mowy końcowe i zapadł wyrok. 25 lat i odszkodowanie. Takano westchnął ciężko. Po wyroku koszmar może wrócić.

Takano | Jun pisze...

-ale kochanie ja mam dużo z tego basenu. Spędzamy czas inaczej niż siedząc w domu przed telewizorem albo coś w tym rodzaju. Wziął jego dłoń i przyłożył do ust.-kochanie? Zostawiles pierścionek w szatni czy zrobiłeś w wodzie?-spytał.

Jun
Odpowiedział.mu uśmiechem. Wysłuchał do końca ile pieniędzy dostanie po czym podziękował Kenowi. Później podszedł do Tomo.

Takano | Jun pisze...

Pokrecil przecząco głową.
-nie zloszcze się.-zapewnił spokojnie z lekkim uśmiechem.-no ok...to pójdę trochę głębiej a ty uważaj na ciebie.-przytulil go i popłynął głębiej żeby swobodnie pływać.

Jun
-najgorzej ta? A ty skąd to wiesz?-spytał cicho się śmiejąc.-w każdym razie masz rację...wyszło dobrze a ja aż tak dużo nie wypaliłem w przerwie.-zauważył wkładając ręce do kieszeni i wychodząc z budynku.

[ok idę spać ^^ dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-nie strasz nie tak!-powiedział z wyrzutem kiedy się wynurzyl. Wrócił do pływania robiąc jeszcze kilka basenów po czym także wyszedł i owinal się recznikiem.-zimno...-mruknął do siebie.

Jun
-skończył....-powtórzył cicho.-notka areszt -dodał wzruszając ramionami.-może pójdziemy uczcić koniec koszmaru? Jakieś dobre ciasto albo coś?

Takano | Jun pisze...

-mhm, możemy jechać. Przecież mam jeszcze dzisiaj to zebranie.-przypomniał bardziej sobie. Ubrał się szybko i wysuszyl włosy następnie pomagając chłopakowi.-a podobało ci się?-spytał cicho.

Jun
-więc do mojej ukochanej pijalni czekolady.-zaśmiał się.-wezmę też kawałek ciasta dla Ryu...z nim też chyba powinienem świętować. Strasznie mnie namawiali żebym poszedł jako świadek.

Takano | Jun pisze...

-pewnie tak kochanie...-odparł spokojnie suszac mu włosy.-a jak będzie ci dobrze szło to na pewno odzyskasz czucie w nogach. Wszystko się ułoży.-zapewnił glaszczac go po włosach.

Jun
-wiesz on większości nie wie ale...i tak powinienem. Co do spaceru nie jestem pewny ale deser zrobię. Tylko kupię składniki.-powiedział idąc w stronę swojej ulubionej pijalni czekolady.

Takano | Jun pisze...

-ja ciebie też kocham.-oddał pocałunek i ucałował jeszcze pierścionek.-to jest dla niego idealne miejsce.-uśmiechnął się do niego.

Jun
-mhm...w końcu wygrałem.-uśmiechnął się zadowolony z siebie.-jestem wolny.-dodał kiedy wchodzili do lokalu.

Takano | Jun pisze...

-podobało.-odpowiedział glaszczac go po włosach. Pomógł mu wejść na wózek i wyprowadził.-mamy coś jeszcze do załatwienia?-spot kiedy wyszli na ulice.

Jun
Mężczyzna zamówił dwie gorące czekolady i sernik po czym usiadł do stolika.
-no to może teraz ty poopowiadaj co tam u ciebie?

Takano | Jun pisze...

-no wiem że mam zebranie.-zaśmiał się.-więc jedziemy prosto do domu.-dodał pomagając chłopakowi wejść do samochodu. Jak tylko sam też usiadł od razu odjechał.

Jun
-mhm...fajna sprawa. No na razie dziwnie ale przecież odzyskasz czucie. Będzie dobrze. Zobaczysz.-poklepal go po ramieniu.

Takano | Jun pisze...

-nie dam się zakrzyczec spokojna głowa. Nie bądź taką wojownicza mamusią.-zaśmiał się.-nie dam go skrzywdzić.-dodał już całkowicie poważnie.-wiesz co ostatnio kolega z klasy do niego mówił? Koszmar...jak tylko będę miał możliwość zagadam do jego rodziców.

Jun
-nogi bardzo dobrze.-odparł śmiechem. Podziękował kelnerce i idę razu wziął kilka lykow czekolady.-a powiedz...nadal boisz się ślubu?

Takano | Jun pisze...

-nie przez nas...-odparł szybko.-tylko że...wyzwal go że jest gruby i głupi bo nie ma mamusi i tatusia że...ma się z nimi nie bawić bo jeszcze ich tym zarazi. No więc nasz kochany Yuya dał mu w czape...dotknęło go to. Bardzo.

Jun
-rozumiem.-pokiwal spokojnie głową.-ale do ślubu masz jeszcze czas. Dużo czasu. Przywykniesz do tego i przestaniesz się bać.-zapewnił go z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-na początku się bał ale później powiedział. Jestem dla niego jakby wzorem. No i nie dziwię się że go uderzył mimo że nie powinien. Mam nadzieje że ten temat zostanie poruszony bp nie chce tak wyskakiwac na pierwszym zebraniu...w ogóle to nie wiem co mam robić.-zaśmiał się niezręcznie.

Jun
-nigdy o tym nie myślałeś. To normalne Tomo, daj sobie czas.-uśmiechnął się biorąc do ust trochę sernika.

Takano | Jun pisze...

-pokaże, pokaże.-zapewnił śmiejąc się wesoło.-ja też się cieszę. Mamy dla siebie tygodnie a w weekendy przychodzi Yuya. Niedługo stanie cukiernia no i mam swoją internetową z tortami. I mam ciebie a ty tylko patrzec jak znów będziesz chodzi. Jestem szczęśliwy.-uśmiechnął wie powoli dojeżdżając do Yukan.

Jun
-oj no na pewno.-zaśmiał się.-wiem że dobra. Lepszą od tej kochasia czy nie?-spytał powoli pijac.

Takano | Jun pisze...

-nie wiem co być wtedy zrobił...ale gdybyś mu pozwolił to pewnie brakowałoby mi tego czasu tylko dla nas.-odpowiedział na prośbę chłopaka zjezdzajac na pobocze. Pomógł mu wyjść i usiąść pod drzewem.

Jun
-mhm...muszę ja kiedyś spróbować.-zaśmiał się ciekawy smaku opisanego przez przyjaciela. Dopil do końca biorąc się za ciasto.

Takano | Jun pisze...

-masz rację. Będzie rzadziej. Ale jednak...no nie wiem jak to wyjaśnić.-wzruszył ramionami. -ech no tak własne mieszkanie. Niech ją jeszcze stawiają.-zamarudzil.

Jun
-mhm, no jasne. Co nie zmienia faktu że chciałbym spróbować.

Takano | Jun pisze...

-mhm...ja wiem że chciałbyś już sam mieszkać. Nie myśl że nie widzę. Nie ukrywam jednak że trochę mi przez to smutno. Staram się żebyś czuł się jak u siebie.-mruknął kucajac przy nim.

Jun
-ech...nadal się nie przyzwyczaiłeś? Myślałem że już masz tona sobą. Tak daleko zaszliscie w swoim związku myślałem że czujesz się u niego jak u siebie.-powiedział spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-nawet kiedy się staram żebyś czuł sie jak u siebie...czego ci brakuje?-spytał ocierajac mu łzy.-nie odwracaj się ode mnie.-poprosił.-kochanie po prostu...już nie wiem ci zrobić żebyś w tym wielkim domu czuł się jak u siebie.-dodał ciszej.

Jun
-no rozumiem.-uśmiechnął się lekko.-w ogóle pochwale ci się. Ja i Ryu...w końcu nam się udało.-wyszczerzyl się.

Takano | Jun pisze...

-przecież możesz...nie bronię ci robić bałaganu ani bawić się w kuchni. Chce żebyś czuł się jak u siebie.-szepnął głaszcząc go po włosach.-przykro mi że wciąż tego nie czujesz.-dodał biorąc go na ręce.-dobrze...możemy jechać.

Jun
-ech...no każdy ma jakieś wady i sądzę że mógłbyś wymienić to przez co on 'psuje' wasz związek. Nie będę kazał ci się zmienić bo to nie ma sensu. Sądziłem jednak że z czasem będziesz dobrze się czuł mieszkając z nim. Po prostu ze mną dałeś radę.-zauważył spokojnie.-jak było? Na początku bałem się że go skrzywdze...bał się ale ni zaufał. Było...przyjemnie.

Takano | Jun pisze...

-mhm...-uśmiechnął się słabo. Usiadł na swoim miejscu i odjechał. Wsadził go przed domem.-Rika powiedziała że za miesiąc zaczną zabić wnętrze.-mruknął tylko kiedy pomagał mu wysiąść z samochodu.

Jun
-tylko trochę inna. Przecież na początku ciągle po tobie sprzatalem i ruszałem twoje rzeczy. Ale przywykles do wspólnego mieszkania. Sądziłem że z Takano też przywykniesz.-wyjaśnił spokojnie.-myślę że mu się podobało...tak sądzę. No ale nie wypytuj o szczegóły. Chce od ciebie znać 'techniki'.

Takano | Jun pisze...

Pojechał ładnie na zebranie grzecznie notując wszystko co ważne. Porozmawiał z rodzicami chłopaka który zaczepił Yuye po czym razem z chłopcem wrócił do domu. Wszedł cicho do salonu z małym na rękach.

Jun
-dlaczego tak sądzisz? Związki są dla każdego.-mruknął.-eee no właśnie pewnie wszystko ci powie. A ja się bałem i o wszystko się go pytałem. Czy mogę...

Takano | Jun pisze...

-Tomo-chan robi specjalne...ja robię po prostu inne.-mruknął siadając na fotelu po turecku i jedząc mus.-ale zaraz maluchu watpisz we mnie? Ja wiem że Tomo robi pyszne rzeczy...-uśmiechnął się lekko mieszając łyżeczka mus.

Takano | Jun pisze...

-ok każdy robi coś specjalnego.-zaśmiał się cicho. Spojrzał na chłopaka i uśmiechnal się lekko.-brawo...to świetnie.-zaklaskal.-na prawdę...świetnie.-dodał. Mimo wszystko czuł się nie swojo. Kiedy chłopak zacznie chodzic czas który teraz razem z nim spędza ucieknie.

Jun
-mhm pewnie będę. Nigdy wcześniej tak bardzo nie trzesly mi się ręce.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-nie kradnij!-funkął odsuwając miskę i wcinajac mus.-pyszny...-dodał oblizujac lyzeczke.-częściej rób mi takie niespodzianki.

Jun
-no nie żałuję...-uśmiechnął się kończąc ciasto.-fajnie było. Jego no...prawie pierwszy raz...

Takano | Jun pisze...

-nie ma! Nie dam ci! Moje i tylko moje.-zaśmiał się unosząc miseczke do góry.-nie oddam ciii...-zachichotal.-nooo chyba że w nagrodę jedną lyzeczke...-zamyslil się.-za caluska...

Jun
-tak domyślam się. Pewnie sam ci powie...-westchnął.

Takano | Jun pisze...

-a ja się nie podziele. Jest zbyt dobry...-'i muszę czymś zajesc dola...' dodał w myślach ponownie oblizujac łyżkę i jedząc dalej.-chyba dzisiaj pójdę na grób mamy...-mruknął cicho.

Jun
-no no...ale jak spyta jak może mi sprawić przyjemność to lepiej milcz.-ostrzegł go.

Takano | Jun pisze...

-nie czekajcie na mnie. Pewnie wrócę późno.-mruknął kończąc mus.-sami zjedzcie...-wstał z kanapy i na chwilę zszedł do piwnicy.

Jun
-nie rób tego! Boże...na pewno spyta...co ty mu niby odpowiesz?

Takano | Jun pisze...

-przecież to tylko do grobu...-mruknął.-ja ciebie też.-wyszedł od razu biorąc kilka lykow z piersiowki i idąc na grób mamy. Czasami tak chodził się zwierzac.

Jun
-nie kombinuj glupku. Ja cię błagam...nie wygaduj głupot tylko...-westchnął.

Takano | Jun pisze...

Wrócił około północy. Wchodząc lekko chwiejnym krokiem do salonu i potykajac się o psa i kanapę klnac siarczyscie.

Jun
-no i proszę wychodzi teraz to jak mnie upijaleś. Co przecież nie było trudne biorąc pod uwagę moją słabą głowę.

Takano | Jun pisze...

-to już nie można się napić w urodziny własnej matki?-spytał trochę wscieklej niż zamierzał. Nie miał w zwyczaju rozwiązywać problemów alkoholem. Wstał z jego kolan z zamiarem pójścia do łazienki.

Jun
-no upijales mnie i wysluchiwales moich fetyszy i innych takich...

Takano | Jun pisze...

-z kieliszka zrobiła się butelka no pech.-mruknął siadając na łóżku i chowając twarz w dłoniach. Nie rozumiał dlaczego tak sie dzieje. -no po prostu super...a teraz odejdzie...

Jun
-masz pierunsko dobra pamięć. Za dobra...

Takano | Jun pisze...

-długo nie piłem nawet kieliszka wina ci złego jet w świętowaniu jej urodzin....-mruknął zasypiajac.Czul się winny miał wrażenie że gdyby go przy sobie nie trzymał byłoby lepiej. Budził się w nocy wiele razy. Za którymś razem wstał zapalić a znaleziona kartkę spalił zapalniczką.

Jun
-ale nie mów mu nooooo...proszę. Bądź przyjacielem...

Takano | Jun pisze...

A Takano najzwyczajniej poczuł się zostawiony, jedyne co robił to jadł, spał, pił i palił. Poprosił tylko Yuye żeby póki co do niego nie przychodził. Jedyne o co dbał to psy. W końcu przyjechał do niego zmartwień Koyuki z żoną.

Jun
-no jasne ale pewnie mnie zawstydzisz...

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna wyglądał koszmarnie więc Koyuki i jego żoną pomagali mu z prowadzeniem cukierni. Kiedy zrobił zamowiona czekoladę wręcz wypchali go z kuchni. Z pobrudzonym fartuchem, lekkim zarostem, rozczochranymi włosami i podkrazonymi oczami. Podał chłopakowi zamówienie.
-co ty tu robisz?-spytał sucho.

Jun
[wyczerpał się...a Takano serio czuje się zostawiony...]

Takano | Jun pisze...

-Po prostu skończmy już ten cyrk. Zostawiles mnie. Tak po prostu nawet nie mówiąc czemu. Nie odzywałeś się przez miesiąc a później nagle zadzwoniles i tak po prostu sobie tutaj przychodzisz. Wiesz ile dla ciebie zrobiłem? Ty nawet nie przyszles do tego mieszkania...tak po prostu...-zagryzl warge.-mnie zostawiles.

Takano | Jun pisze...

-nie zacząłem pić jak mi powiedziałeś co czujesz. Przecież mówiłem że piłem na urodziny mamy. Zawsze z tatą piliśmy jej ulubione wino jak już mogłem pić. Co prawda dużo piłem jak mnie zostawiles...-mruknął.-ale mniejsza o to. Nie przychodziles...nie widziałem ani nie słyszałem...-zagryzl warge. Dodatkowo oliwy do ognia dolewal fakt że chłopak nie okazywał emocji.

Takano | Jun pisze...

-Tomo ale ja na prawdę nie zapijalem problemów. Nie mam też problemów z alkoholem. Na prawdę.-usiadł na przeciwko niego.-to nie tak...powiedziałem mu żeby przez jakiś czas nie przychodził...miałem dola nadal mam i nie chciałem żeby mnie takiego widzial...-odsunął pieniądze i złapał go za rękę.-nadal...nadal go masz...-szepnął płacząc jak małe dziecko.

[tyle smutku...]

Takano | Jun pisze...

-dlaczego mówisz to takim tonem? Dlaczego mówisz to tak jakbym nic dla ciebie nie znaczył?-spytał patrząc na niego. Przeraziła go ta bariera między nimi.-wiec może powinismy zerwać?-powiedział z ciężkim sercem a Koyuki musiał podtrzymać swoją żonę.

Takano | Jun pisze...

Siedział wpatrzonu w pierścionek. I to miał być koniec? Tak po prostu?
-idz za nim!-krzyknęła żona Koyukiego. Jej słowa powtórzyło kilku gości. On go nadal kochał. Nie oczekiwał że mu wpadnie w ramiona oczekiwał tylko trochę więcej...emocji. Chwycił pierścionek i wbiegł z cukierni.-nie chce zrywać!-krzyknął za nim jak wariat rodem z amerykańskiej telenoweli.-masz rację! Upilem się! Wypilem wtedy za dużo! Ale nie przez ciebie!-wziął głęboki oddech.-nie chcę żebyś wpadł mi w ramiona i udawał że nic się nie stało! Chce tylko wiedzieć czy nadal mnie kochasz!?-wykrzyknął czując wypieki na twarzy.

Takano | Jun pisze...

-Ja to wiedziałem od dawna! Nie obwiniałem się!-odparł podbiegając do niego.-No może trochę...no ale przecież dobrze wiem że alkohol nic nie pomoże, gdybym tak nie myślał zacząłbym pić wcześniej.-dodał.-Co to za chora logika? 'Kocham cię więc cię zostawię żebyś był jak trup, krzyczał w nocy i biegał po domu szukając mnie'. Jeśli taki był plan to gratuluję.-uniósł brwi.-Co tam cicho mamroczesz? Jeszcze miesiąc temu mówiłeś to głośniej. I było w tym więcej emocji.-zamarudził.

Takano | Jun pisze...

-A...Tomo? Tylko nie zdziw się jak tam wejdziesz...trochę mnie hamowali ale...zrobiłem ci tam studio nagraniowe.-westchnął zażenowany. Wiedział jak bardzo chłopak nie lubił wydawania na niego pieniędzy.-Czekaj, czekaj...-uklęknął przed nim wyciągając do przodu rękę z pierścionkiem.-wyjdziesz za mnie?-spytał cichutko.

Takano | Jun pisze...

-przecież wiem...-mruknął śmiejąc się pod nosem pierwszy raz od miesiąca. Triumfalnym krokiem wszedł do cukierni i oda razu zabrał się do roboty.
-I jak? spytała go Mery.
-Jak to co...
-No co to za banan na twarzy?
-E tam...tylko...jakoś tak...
-tak tak on jest dla ciebie światełkiem życia. A teraz bierz się do roboty.-pogonił go Koyuki. Takano wywrócił tylko oczami. Chciał dzisiaj wcześniej zamknąć żeby doprowadzić się do stanu używalności.

Takano | Jun pisze...

Ostatni klient wyszedł o 18. Mężczyzna spokojnie wrócił do domu. Coraz bardziej się stresował. Bał się że znów podzieli ich bariera, że znów usłyszy ten formalny, opuszczony przez emocje ton głosu. Najbardziej czego chciał to cofnąć czas, żeby było tak jak dawniej. Wziął odprężającą kąpiel, ogolił się i uczesał. Ubrał okulary wiedząc jak chłopak je lubi i wyszedł z domu. Zdecydował się na spacer. Kiedy doszedł do domu chłopaka słysząc Yuyę zawahał się z ręką przy drzwiach. Wiedział że skrzywdził malucha.
-to jest chore...przez jeden głupi wieczór...-szepnął do siebie.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna opadł na kolana mocno tuląc do siebie chłopaka.
-Wybacz maluchu...ta cała sytuacja musiała bardzo cię dotknąć. Powiedziałem żebyś nie przychodził a przecież...tam też był twój dom. Nie tak powinienem się zachować. Tylko...czułem jakbym stracił sens życia. Wybacz głupiemu wujkowi i opowiedz czy jeszcze ci dokuczają.-odsunął się od niego żeby otrzeć łzy. Coś zdecydowanie za dużo płakał.

Takano | Jun pisze...

-Ty się nie przytulisz co?-odpowiedział mu uśmiechem na uśmiech i wszedł do środka. zdjął buty i kurtkę. 'dobrze wiedzieć że chociaż jeden za mną tęsknił...' pomyślał kiedy wieszał kurtkę.-Yuya!? A zrobiłeś coś sobie jak spadłeś?!-krzyknął za nim. Nie chciał się panoszyć w domu chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-Na pewno?-spytał zmartwiony.-przepraszam że mnie wtedy nie było przy tobie...-dodał całując go w brzuszek.-do wesela się zagoi.-zaśmiał się.-Ale co tak ładnie pachnie? Co za pyszności zrobiliście?-spytał czując się trochę nieswojo, mimo że często bywał w tym mieszkaniu.

Takano | Jun pisze...

-Na pewno spróbuję tych babeczek.-zapewnił siadając na kanapie.-Przepraszam że nic dla was nie mam. Pracowałem do 18 a resztę czasu się szykowałem...-usprawiedliwił się. Wziął herbatę pijąc ją powoli i mając nadzieję że tym się trochę uspokoi.-Tomo...gratuluję. Długo już jesteś bez wózka?-spytał gapiąc się w herbatę.

Takano | Jun pisze...

-To nie tak!-zaprzeczył od razu.-To znaczy...tak trochę...-poprawił się zaraz.-Z jednej strony bardzo chciałem żebyś stanął znów na nogi i żeby było jak przed tym nieszczęsnym wypadkiem. A z drugiej...czułem że tylko kiedy jesteś 'unieruchomiony' mogę być zawsze blisko ciebie i...wtedy jestem potrzebny...-wyjaśnił z czasem mówiąc coraz ciszej.-przepraszam. Przeze mnie pewnie nie chodziłeś na basen...

Takano | Jun pisze...

-Ja to wiem...wiem to. Widziałem jak bardzo byłeś sfrustrowany ale i tak nie mogłem pozbyć się myśli że tylko wtedy jestem ci potrzebny i mogę cię tobą opiekować. To był mój błąd. Nie zauważyłem że się ode mnie oddalasz aż w końcu cię straciłem. Straciłem was oboje i to z własnej głupoty.

Takano | Jun pisze...

-Rozumiem.-odparł spokojnie na chwilę milknąc.-co nie zmienia faktu że jest mi z tego powodu smutno i wolałbym żebyś ze mną mieszkał. Wciąż mam nadzieję że kiedyś się do tego przekonasz. Że znów...będę mógł cię przytulić i tak zasnąć. Może kiedyś...może...-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-Nie czuję się swobodnie.-przyznał.-Ale tłumaczę to tym dystansem między nami. Pewnie też to czujesz.-westchnął cicho.-sądzę że miesiąc temu czułbym się swobodniej...-wzruszył ramionami.-Kiedy urządzałem to mieszkanie, spałem tu...czułem się swobodnie.-dodał biorąc w końcu bułeczkę.

Takano | Jun pisze...

-Nie wiem. Pomyślałem że właśnie tak powinienem zrobić. Urządzić je dla ciebie nawet jeśli chcę żebyś mieszkał u mnie. Pomyślałem, że...w związku idzie się na kompromisy, nie wolno być egoistą i że powinienem dać ci to czego chcesz.-wyjaśnił.-widziałeś studio?-spytał jeszcze. Zaskoczony oparł głowę o jego głowę.-Wszytko wiedziałem. Że czujesz się niekomfortowo w moim domu nawet jeśli bardzo chcę żeby był nasz. Że jesteś sfrustrowany tą niemocą i że jak najszybciej chcesz stanąć na nogi. Wiem też że zachorowałeś bo ćwiczyłeś na zewnątrz. Poznałem cię. Widzę więcej niż myślisz.

Takano | Jun pisze...

-Mou nie bądź taki...będziesz z niego korzystał przecież. Pieniądze sam zarobiłem. Przykro mi że się nie cieszysz...-zrobił smutną minkę.-Nie wiem...potraktuj to jako prezent albo coś. Tylko go nie oddawaj...-poprosił.-A u siebie w domu...postawiłem fortepian.-zdradził udając że się przeciąga żeby go objąć.

Takano | Jun pisze...

-Oj nie marudź!-objął go mocno ramieniem przysuwając go do siebie.-to prezent. Nie ważne ile to jest kasy. To się zupełnie nie liczy.-westchnął.-powiedz że mnie kochasz...zaśpiewaj mi...-poprosił. cicho.

Takano | Jun pisze...

-Nie jest aż tak drogi.-mruknął, nie chciał się teraz kłócić.-To powiedz przynajmniej że mnie kochasz...jeśli oczywiście tak czujesz.-poprosił nie nalegając na śpiewanie mimo że tęsknił za jego głosem.-zgubiłem mp3 które mi dałeś...

Takano | Jun pisze...

-no wiem że nie twoja przecież cię o to nie obwiniam. Tylko chciałbym usłyszeć jak śpiewasz.-wyjaśnił.-Ale nie tak mówiłeś. Chciałbym usłyszeć tak jak zawsze. Tak milutko że się ciepło na sercu robi...-cały czas mówił mu do ucha.

Takano | Jun pisze...

-Jak to zapomniałeś?-spytał nie bardzo rozumiejąc. Takie rzeczy były dla niego jak jazda na rowerze, nie zapomina się ich.-żartujesz? Jak mogłeś zapomnieć jak wyrażać swoje uczucia. Ech nie ważne...wyjaśnij mi lepiej na jakiej podstawie stwierdziłeś że zostawienie mnie będzie lepsze niż spokojne wyjaśnienie sytuacji następnego dnia.

Takano | Jun pisze...

-Mhm...więc znów trzeba cię nauczyć...-zaśmiał się cicho. Zaczynał się czuć trochę swobodniej, bliskość ukochanego na pewno mu pomogła.-Ech...powiedziałem to do niego. Żeby on nie przychodził...mówiłem miałem doła, bałem się że na niego nakrzyczę. Nie chciałem żebyś ty nie przychodził. Wręcz przeciwnie, chciałem cię zobaczyć i wszystko wyjaśnić...kochanie...na prawdę chciałem ale...Jun powiedział że potrzebujesz chwili przerwy więc...nie dzwoniłem do ciebie...-wyjaśnił po czym odebrał telefon.-halo? A tak przy telefonie. Już gotowy i czeka na odbiór. Rozumiem...tak jestem na miejscu. Zaraz pan będzie...dobrze proszę zadzwonić jak już pan dojedzie. Dziękuję.-rozłączył się u odłożył telefon na stolik.

Takano | Jun pisze...

-Nie chciałem przy nim wybuchnąć.-nie miał jak się wytłumaczyć.-Tomo? Wybacz...że sprawiłem że było ci ze mną źle...Jeśli ta przerwa pomogła...to będę szczęśliwy. Chciałbym jednak czuć się przy tobie trochę swobodniej. Bo na razie to szczerze powiedziawszy boję się wykonać jakikolwiek ruch...-spróbował przyniesionego posiłku.-Mmmm...pyszne...-powiedział i zaczął jeść jakby od miesiąca nie jadł normalnego posiłku.

Takano | Jun pisze...

-Co chcesz zrobić?-spytał z pełną buzią a kiedy skończył odłożył talerz.-Bez urazy ale uważam że się nacierpiałem...Nigdy nie miałem takich koszmarów...-westchnął ciężko-No ale cóż...chyba nie mam wybory...najlepiej zrobić żeby taka sytuacja się nie powtórzyła więc...pokaż czego mam nie robić.-rozłożył ręce dając mu przyzwolenie na robienie wszystkiego.

Takano | Jun pisze...

-ech mój drogi...aż tak źle? Nie sądziłem że czujesz się przy mnie nie swojo...-przerwał mu dzwoniący telefon.-tak już idę..-powiedział i się rozlaczyl.-zaraz wrócę tylko dam klientowi tort.-wybiegł z domu i wrócił po chwili siadając na kanapie.

Takano | Jun pisze...

-ok...już nie będę...-obiecał.-a ty lepiej mów jak ci coś nie pasuje...-dodał pijąc herbatę.-ale nie trzeba! Serio!-krzyknął za nim wzdychajac ciężko.

Takano | Jun pisze...

-byłem czysty tylko nie zadbany...-mruknął.-no mało jadłem. Przepraszam ale nie miałem po co.-dodał zrezygnowany jedząc curry.-i żołądek mnie skurczył...

Takano | Jun pisze...

-eee...no tylko nie mieczaka...-funkął zjadajac wszystko aż mu się uszy trzesly.-pyyyszne.-uśmiechnął się.-przepraszam że o sobie nie dbałem. To było głupie i dziecinne. Zachowałem się żałośnie...-powtórzył to samo co mówił Koyukiemu i Mery.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna poderwał się z kanapy i pobiegł do kuchni.
-coś się stało?-spytał stojąc w drzwiach.-usłyszałem hałas...-wytłumaczył się oceniając sytuację.

Takano | Jun pisze...

-więc usiadz a nie biegasz dookoła mnie i przynosisz jedzenie...jenyyy...-wywrócił oczyma.-odpocznij chwilę. Tak dosłownie moment...pochwałę ci się tortami jakiś robiłam, co?-zaproponował.

Takano | Jun pisze...

-ja ci naloze maluchu.-przytulil go.-ale najpierw mi powiedz...wybaczysz mi że źle cię potraktowalem i znów będziesz do mnie przychodził na weekendy?-spytał nie chcąc go puścić.

Takano | Jun pisze...

-wycieczka we dwoje?-zaśmiał się wesoło.-to może...do wesołego miasteczka? Znam takie jedno genialne...-zaproponował. Chciał mu jakoś wynagrodzić twoje zachowanie. Tulil go mocno do siebie.

Takano | Jun pisze...

-dobrze bobrze. Wycieczka rodzinna a weekend we dwoje...-zgodził się.-a w wesołym miasteczku odwiedzimy co tylko będziesz chciał. To miasteczko które zaprojektował mój tatuś.-Zmierzwil mu włosy.

Takano | Jun pisze...

-ja też maluchu. Ja też.-poglaskal go po włosach.-i nie opowiedziales mi jak tam ciasteczka i w ogóle. Masz mi tyle różnych rzeczy do opowiedzenia.-dodał podrzucajac go lekko na kolanach.-mój brat z żoną zamieszkali w miasteczku i niedługo będą mieli dzidziusia.-powiedział kierując te słowa to Yuyi ale i do Tomo.-póki co piszą scenariusz ale pracują też w cukierni. Ale muszę w końcu znaleźć kogoś innego...Tomo-chan znasz kogoś?

Takano | Jun pisze...

-mhm...ja robiłam pieczywo ale to nie to samo co twoje.-uśmiechnął się sadzajac chłopca i idąc do kuchni żeby nałożyć mu curry.-potrzebuje tylko kelnerek.-kontynuował kiedy wrócił.-bo sam się nie wyrobie. Co prawda ciasta są zawsze wcześniej pieczone ale gorzej z napojami.-wyjaśnił siadając na kanapie.

Takano | Jun pisze...

-dobrze. Pieczywo twoje w końcu robisz najlepsze i ja nie mam szans z tobą.-zaśmiał się.-a mi to na rękę bo miałem nie przespane noce przez to że tyle rzeczy na raz robiłem.-wzruszył ramionami. Wysłuchał chłopca i poglaskal go po włosach.-oj mały...coś na to zaradzimy. Przecież z ciebie taki wspaniały dzieciak...ale powiedz nikt nie chce się z tobą bawić? Tak zupełnie nikt?

Takano | Jun pisze...

-zaradzimy coś na to. Obiecuje. I nie sam, bo nie jesteś sam. Masz wujka który zawsze ci pomoże. I przyjaciela który mimo wszystko jest przy tobie. To wspaniały przyjaciel. Może razem z jego rodzicami coś zaradzimy?-zaproponował.-nie jesteś chory no oczywiście że nie. Zdrów jak ryba.-zmierzwil mu włosy.

Takano | Jun pisze...

-to przekaz jutro w szkole Maxowi.-polecił glaszczac go po plecach.-prawo maluchu. Nie wolno bić, nie znizaj się do ich poziomu.-uśmiechnął się lekko.-a teraz wcinaj glodomorku.

Takano | Jun pisze...

-sam też powinieneś zjeść...-skarcil go wzdychajac.-opowiem maluch. Zrobię co tylko będziesz chciał. Wszystko.-obiecał przytulajac go do siebie.-wszystko co będziesz chciał. Bo jest mój kochany Yuya-chan.

Takano | Jun pisze...

-ja ciebie też maluszku.-zaśmiał się wesoło.-kochany dzieciak...a tak ma ciężki w szkole.-westchnął nie wiedząc jak sobie poradzić z tym problemem. Przecież tak nie może być.-no uznam że tyle jedzenia ci starczy.-zaśmiał się.-mogę dzisiaj u ciebie spać czy mam się zmyc do domu?

Takano | Jun pisze...

-ech...lepiej żeby nie wyszło że ten wujek to przy okazji jest gejem bo będzie jeszcze gorzej. Nie wiem...może z rodzicami Maxa da się ci wymyślić?-zaproponował.-co za zgraja debili...przecież to nie jego wina że stracił rodziców. Nauczycielka powinna sprawić żeby miał jak najłatwiej. To jest bez sensu...

Takano | Jun pisze...

-ano właśnie dzieci...dlaczego tak go traktują? Rodzice ich tak wychowali? Koszmar po prostu...-westchnął idąc za nim żeby spokojnie porozmawiać.-to nie ma sensu...straciłem wszelkie pomysły...

Takano | Jun pisze...

-teraz i ja wróciłem więc będzie jej miał pod dostatkiem.-uśmiechnął się pomagając mu trochę z naczyniami.-możesz że fajni? To może coś wymyśla. A myślisz że nie będą mieli nic do tego że jesteśmy razem? Na prawdę nie chce żeby mały miał przez nas jeszcze gorzej...-mruknął.

Takano | Jun pisze...

-serio? Więc będę miał okazję poznać twoich starych znajomych.-zaśmiał się.-no nic...uzgodnimy wszystko jutro.-zaniósł go do pokoju chłopaka i położył go na łóżku.-to mogę tu zostać na noc?-ponowił pytanie.

Takano | Jun pisze...

-zmieszcze chudy jestem.-zaśmiał się.-jak mały wyjdzie to idź się umyć a ja w tym czasie opowiem mu bajkę.-polecił mu siadając na łóżku.

Takano | Jun pisze...

-ech...no dobra...-zdał ubrania schludnie je składając i kładąc przy szafie. W bokserkach położył się obok niego i wszedł pod koldre.-nadal masz moją bluzę?

Takano | Jun pisze...

-buu...straciłem moja bluzę bezpowrotnie...-pociągnął nosem. Zdjął okulary i delikatnie przytulil chłopaka.-więc bajka...dawno temu...-zaczął spokojnie. Opowiadał mu o dzielnym rycerzu którego z początku nikt nie lubił ale z czasem kiedy zasłużył się dla kraju i uratował księżniczkę przed złym smokiem został bohaterem.

Takano | Jun pisze...

-no jasne że tak. Obronimy. Jesteśmy niczym psy obronne.-zaśmiał się cichutko.-nie dam go krzywdzić już nigdy więcej...

Takano | Jun pisze...

-najwspanialszych.-przyznał mu rację również zasypiajac. Przespal noc wyjątkowo spokojnie. Obudził się rano i czekał aż reszta się obudzi. Nie chciał się panoszyc.

Takano | Jun pisze...

-ok...już przeprosiłem.-przypomniał szeptem.-dobrze więc zrobię dobre sniadanko...ale co? Co Tomo chciałby zjeść? Może naleśniki z czekolada?-zaproponował biorąc się do roboty.

[oki idę spać ^^ dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-mhm ja ciebie też maluszku.-uśmiechnął się do niego. Zaczął smarzyc naleśniki jednocześnie robiąc gorącą czekoladę. Zobaczył co chłopak ma w.lodówce i zawinął naleśniki z dzemem truskawkowym i polal czekolada.-smacznego.-podał jeden talerz chłopcu a drugi zaniósł do sypialni.-Tomo-chan...śniadanie...

Takano | Jun pisze...

-o 9.-odpowiedział siadając sobie na łóżku.-mam jeszcze trochę czasu. Powiedz o której przyjdą rodzice Maxa i wtedy skończę pracę. Nie powinno z tym być większego problemu.-powiedział uśmiechając się do niego wesoło.-Tom? Jeśli będę robił coś co ci się nie podoba, ok? Żeby znów nie było takiej sytuacji.-poprosił trochę ciszej.

Takano | Jun pisze...

[no i po co? Na dworze jak w chłodni...a pić chyba nie powinieneś...baka...]

-jasne zacznij pracę kiedy chcesz.-poklepal go po nodze.-dam ci swobodę...-zapewnił.-a jak coś to pamiętaj zawsze jestem pod telefonem. No...prawie.-zaśmiał się cicho.-mam kilka nowych rysunków jak przyjdziesz do mnie to ci pokaże.

Jun
-dawaj na stół co masz.-zaśmiał się porządnie głodny bo od rana nie miał chwili żeby zjeść. Zdjął buty i kurtkę i wszedł do mieszkania.-ładnie tu masz. W końcu na swoim, tak? Pewnie się cieszysz.

Takano | Jun pisze...

[no to skoro wiesz to czemu takie głupoty robisz? Dbaj o sobie...]

-wpadne po pracy. Dobrze by było gdybyśmy dzisiaj obgadali co z dzieciakami.-powiedział patrząc na zegarek.-hmm mam jeszcze pół godziny...no skarbie wpadnij dzisiaj bo mam pyszne ciasto.-polecił wesoło się śmiejąc.

Jun
-mmmmm tyle dobroci...-zabrał się za jedzenie.-normalnie jak na studiach. Tyle jedzenia na stole.-zaśmiał się.-przegial? Bardzo?-uniósł brwi.-chyba musisz się w końcu przyzwyczaić.-zaśmiał się.-chyba że nadal macie ciche dni.

Takano | Jun pisze...

[no żyj jak najdłużej...ja nie wiem na co ludziom.alkohol...ech...]

-ja ciebie też maluchu...wpadnij dzisiaj z przyjacielem do cukierni to dam wam coś dobrego.-zaproponował mu mierzwiac mu włosy.-tylko ładnie po szkole.-dodał cicho się śmiejąc.
-no Tomo to jak będziesz miał chwilę to wpadnij.-uśmiechnął się.-podszedł do niego i dam mu calusa.-kocham cię.

Jun
-to raczej dobrze że nie macie.-uśmiechnął się do niego na chwilę przerywając jedzenie.-pyszne. Nawet lepiej ci idzie niż na studiach...a już tam było pycha.-zaśmiał się wesoło.-to jak zjem to mi pokażesz co in wymyślił.

Takano | Jun pisze...

[oj no i po co? Jak ja się cieszę że mi to wszystko śmierdzi XD ]

Mężczyzna również jakby wrócił do życia. Otworzył cukiernie i od razu wszystko wyłożył do gablotek. Poroznosil menu i czekał na pierwszych klientów których od razu obsłużył. Włączył cicho muzykę i pracował o wiele weselej.

Jun
-No takie przerwy czasem dobrze robią...a czasem nie. Ja bym pewnie nigdy tak nie zrobił to bardzo boli. No i wiesz mogłeś od razu wysłuchać jego wyjaśnień a nie odchodzić. Wyszło wam na dobre?

Takano | Jun pisze...

-co? Co się stało?-spytał łapiąc się za serce.-zawału bym dostał...-zamarudzil wycierajac rozlane mleko. Zaniósł czekoladę do odpowiedniego stolika i wrócił na kasę pakując ciasto na wynos.-jak minął dzień?-spytał kiedy miał chwilę wolnego.

Jun
-nie mówię że się nie starałeś. Tylko...no mam nadzieje że nie wyjdzie wam to na złe.-poklepal go po ramieniu i skończył jeść.

Takano | Jun pisze...

-kolejna kobieta w ciąży? Więc za kilka miesięcy będę musiał szukać kogoś nowego...no nic przyda się pomoc nawet jeśli na kilka miesięcy. Mogę z nią o tym porozmawiać.-uśmiechnął się do niego.-o której przyjadą? Spojrzał na niego zabierając się za robienie gorącej czekolady. Jeden kubek podał chłopakowi a drugi klientce.

Jun
Mężczyzna zagwizdal z podziwem.
-może i przesądził ale...wow...własne studio nie cieszysz się? Możesz sam nagrywać i sąsiedzi nie będą marudzic.

Takano | Jun pisze...

-więc zamkne tak jak zwykle i zdaze się jeszcze w domu wyszykować.-pokiwal głową uznając że to idealna godzina.-nie będę jej tego proponował od razu. Głupi nie jestem. Pogadać z nią trochę a jak będzie ok to wtedy zaproponuje.-wzruszył ramionami. Ciągle biegał od kuchni do kasy.

Jun
-używać?-zaproponował.-no ja wiem że ty nie lubisz jak się na ciebie wydaje pieniądze ale przymknij oko tym razem. To fajny prezent i idealny dla ciebie.

Takano | Jun pisze...

-ja ciebie też...-ucałował go lekko korzystając z tego że są sami w kuchni.-jeśli chcesz możesz pomóc. Troszkę latam...-przyznał zaraz znów biegnąc do kasy żeby odebrać zamówienie i wrócił do kuchni.

Jun
-ech..nie tylko na was dwóch się to odbiło. Ten dzieciak chyba na prawdę was polubił. Nie kłócić mi się więcej...dziecko przez was cierpi.-pokrecil głową.-ale już lepiej z nim? Jak już Takano wrócił...

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna o 18 kiedy już nikogo nie było oparł się o blat.
-niby taka dziura ale reklama była i ludzie się zjeżdżają. Dzisiaj wyjątkowo duży ruch...-zamarudzil.-no nic muszę się ogarnąć bo wyglądam koszmarnie.-zaśmiał się-podoba mi się że im smakuje...

Jun
-no idiotyzm...co z tego że nie ma? Ech przestaje wierzyć w te dzieciaki...zgaduje że rozmawiałeś z ich rodzicami...

Takano | Jun pisze...

-ja posprzatam...-wywrócił oczyma przecież to był jego bałagan.-mogę też wam pomóc z pralinkami...albo dać sam przepis. Łatwy bardzo i sami zrobicie.-zaproponował zaczynając sprzątać.

Jun
Westchnął ciężko. Nie miał pojęcia jak zaradzić na takie coś.
-przebierz się za kobietę i udawaj jego mamusie.-zażartował nie mając pomysłów.

Takano | Jun pisze...

Podał mu przepis i dał calusa.
-lec żeby mały się nie denerwował.-zaśmiał się wracając do sprzątania. Szybko się uwinal i pojechał się wyszykowac. Podjechał pod dom chłopaka o czasie i zapukał do drzwi. Tym razem założył już soczewki ale w razie czego wziął okulary.

Jun
-wierzę że wspaniały ale..jak to się z ciebie śmiali? To dzieci nie przegieli? Jakby na ciebie nie spojrzeć jesteś dorosły. Coś trzeba z nimi zrobić...-pokreicl głową.

Takano | Jun pisze...

-Hej Yuya...-poszedł za nim nie zdejmujac butów. Spróbował pralinki specjalnie chwilę czekając i budując napięcie.-pyszna. Na prawdę świetnie wam wyszły.-pochwalił malucha kierzwiac mu włosy. Później poszedł zdjąć buty i kurtkę


Jun
-ach rozumiem...tak czy owak to nie do pomyślenia. Dzieci nie powinny się śmiać...wiesz zawsze byłem pewny że to właśnie dzieci są bardziej chętne do pomocy i się nie śmieją...a tu proszę...niespodzianka...

Takano | Jun pisze...

-jasne skarbie już idę.-powiedział kończąc rozkładać sztućce. Poszedł otworzyć drzwi i przywitał z uśmiechem. Wchodzących gości. Cieszył się widząc jak Yuya wita się z przyjacielem i jak żywo rozmawiają.-dzień dobry. Takano Kyouhei.-przedstawił się kiedy już zdjęli buty i płaszcze.

Jun
-ach jo tak boss któremu nikt nie podskakuje żeby nie być na czarnej liście...i to w podstawówce. Przecież to jeszcze dzieci...coś trzeba wymyślić.

Takano | Jun pisze...

-prezenty to dla gospodarza.-oddał jej pakunek z uśmiechem. Zaprowadził ich do salonu i wskazał wolne miejsca siadając obok chłopaka.-dzieciaki zjedzą później czy ich wołać? Ja myślę że lepiej jak się zabawia trochę...-powiedział do Tomo idąc do kuchni zrobić herbatę w dzbanku.

Jun
-coś trzeba. Przecież to takie maluchy...-westchnął ciężko.-ale dzieci teraz są specyficzne...-dodał kiwając głową w zamysleniu.

[idę spać bo miałam trochę męczący dzień...dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-Cóż sądzę że to wspaniałe że ma Maxa kiedy inni się od niego odwrócili jednak skończyło się tym że z obu się śmieją. Z tym trzeba coś zrobić...-pokrecil głową.-a to takie świetne dzieciaki...

Jun
-to usiadz...-westchnął sadzajac go na jednym z krzeseł przy sprzecie.-która nogą?-spytał a po odpowiedzi starał się ją rozmasowac chociaż nie był w tym najlepszy.

Takano | Jun pisze...

-od października...albo listopada...raczej listopada...-odpowiedzial sypiac herbatę do dzbanka.-och...z tego co wiem wyglądał wtedy jak dziewczynka. I chodził w damskim mundurku.-dodał cicho się śmiejąc.-widziałam zdjęcia...-wyjaśnił.-ech...miałem podobne wątpliwości ale jak widać poszedłem w drugą stronę.-dodał.

Jun
-za co mnie przepraszasz glupku? Nic nie poradzisz że łapią...trzeba sobie z nimi radzić.

Takano | Jun pisze...

-na prawdę nie musisz się do mnie zwracać per pan...-potrzasnal rękoma.-na prawdę nie trzeba. Wystarczy Takano...-zapewnił kobietę. Nałożył sobie kawałek i spróbował.-pyszna...mi mama nie robiła ciasta więc...w każdym razie bardzo dobra. Moglas dodać więcej cynamonu ale to moja prywatna obiekcja.

Jun
-niedługo nie będziesz potrzebował. Wyluzuj.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem my też jesteśmy niezadowoleni z tego jak ich traktują ale...nie powinniśmy sięgać po aż tak drastyczne kroki. Może jakaś pogadanka? Albo pogadać z dzieciakami czy coś...

Jun
--daj spokój przez ten miesiąc przeniosles się z wózka na kule i odzyskales czucie. Jest coraz lepiej.

Takano | Jun pisze...

-racja nie mogą ich być ale nie mogą też być bierni. Ale jak ich nauczyć? To nie jest takie łatwe ale może jak będę im odpowiadać to wszystko samo się uspokoi? Może...

Jun
-rozumiem...ale jest lepiej i nie zaprzeczysz

Takano | Jun pisze...

-masz rację to mogłoby zadziałać albo...-wziął łyk herbaty.-może jakby olewali te docinki? No wiecie...obracali się na piecie i nawet tego nie słuchali. Tak po prostu. Co myślicie? Może wtedy też się znudza?-zaproponował.-taka sytuacja w podstawówce...to nie do pomyślenia...

Jun
-no właśnie jest coraz lepiej. Niedługo będziesz mógł odstawic kule. Ryu też idzie coraz lepiej. Ojciec go wozi do szkoły a wraca spacerem...i znów schodzi do mnie na dół...

Takano | Jun pisze...

-dzisiaj on gotowal ale zostało mi trochę ciasta więc mogę przynieść.-powiedział.
-Wujku!-Yuya wesoło wbiegł do pokoju.-Wujku a zrobisz mi i Maksiowi czekoladę? Prooosze...-poprosił ciągnąc go za rękaw.
-już maluchu.-zaśmiał się mierzwiac ku włosy. Przeprosił towarzystwo i wyszedł do cukierni po wszysykie składniki.

Jun
-nie przeceniam. Znam cię i wiem jaki uparty potrafisz być. Ani się obejrzysz a będziesz biegał.-zapewnił siadajac obok niego.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna szybko wrócił ze składnikami i z ciastem które położył na stole. Później szybko w kuchni zrobił czekoladę dla chłopców i wrócił do stołu.
-o czym była rozmowa?-spytał ciekawsko.

Jun
-i że niby będziesz się ścigał? Tym razem ci mojego nie dam.-ostrzegł.-możemy iść pooglądać.

Takano | Jun pisze...

-oj skarbie...przecież ty robisz najlepsze curry i ramen na świecie! I bułeczki...nikt lepszych nie robi.-powiedział obejmując go ramieniem.-z ciebie jest świetny kucharz. Trochę więcej wiary w siebie mój drogi...

Jun
-mhm ledwo odzyska nogi i już będzie szarzował...-pokrecil głową.-więc chcesz na nocne wyścigi w Tokio?

Takano | Jun pisze...

-ech kotek no...spytaj Yuye...gotujesz genialnie...-dał.mu calusa w policzek i go puścił.-w każdym razie...-zwrócił się do kobiety.-słyszałem że wylali cię z pracy. Mam wolne miejsce jako kelnerke.-uśmiechnął się do niej.

Jun
-to możemy we dwoje na tej drodze za Yukan...jest taka nieuzywana i często nią jeżdżę. Może tak zanim do Tokio to tam?

Takano | Jun pisze...

-to również wiem. Uznałem jednak że pomoc zawsze się przyda a za te parę miesięcy znów się pomartwie o pracownika. Trzeba żyć chwilą.-uśmiechnął się do niej.-jeśli nie chcesz nie będę namawiał...nie musisz też odpowiadać dzisiaj.-dodał nie chcąc się narzucać.

Jun
-no oby...nie chcesz chyba znów być uziemiony co? Wolisz ruch więc lepiej żeby nie było drugiego wypadku.

Takano | Jun pisze...

-dziękować będziesz później.-zaśmiał się biorąc sobie herbaty. Pił ją spokojnie.-jeśli ci to nie przeszkadza to zacznij od poniedziałku. Zaraz po weekendzie.-zaproponował kładąc dłoń na gdzie Tomo.

Jun
-no uparciuchu oby to co mówisz się sprawdziło.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

Niechętne odsunął się od chłopaka i pozwolił maluchom usiąść. Nałożył sobie i im curry i zabrał się za jedzenie.-Yuya skoro jutro weekend to pojedziemy do wesołego miasteczka?

Jun
-pyszne. Idzie ci coraz lepiej...teraz opracuj nad sosem.

Takano | Jun pisze...

-pójdziemy razem na co tylko będziesz chciał. Spędzimy tam cały dzień i nie starczy nam czasu na wszystkie atrakcje.-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy.-I Tomo z nami pojedzie jeśli będziesz chciał i też pójdzie na kolejkę górską.-dodał układając mu rozczochrane włosy. Cieszył się że może go zabrać w miejsce które odwiedzał z ojcem w dzieciństwie.

Jun
-Wiesz...coraz rzadziej mam koszmary i trochę dziwnie się czuję z ojcem za kratkami. Następnym razem jak będę w Tokio powinienem chyba odwiedzić grób mamy...

Takano | Jun pisze...

-Więc następnym razem impreza u was. Może będzie trochę żywiej?-uśmiechnął się odprowadzając ich do drzwi i machając im na pożegnanie. Wrócił żeby pomóc posprzątać a kiedy skończył usiadł na kanapie.-Ja chyba też już powinienem się zbierać. Nie będę się drugi raz narzucał ze spaniem...-usprawiedliwił swoją decyzję wstając.

Jun
-Dawno...byłem tylko na pogrzebie...później już nie miałem jak.-przypomniał wzdychając ciężko.-odwiedzę...z dużym bukietem...-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-Hmmm najlepiej rano...około 7? Musimy przecież dojechać wcześnie jeśli chcemy zaliczyć chociaż połowę atrakcji.-uśmiechnął się i oddał pocałunek.-Będę trochę przed 7 więc bądźcie wyszykowani. Pojedziemy pociągiem ale do miasta samochodem. Ucałował go jeszcze raz po czym pożegnał się z Yuyą.

Jun
-Taaa...'hej mamo przepraszam że przychodzę dopiero teraz ale byłem zastraszany i gwałcony przez ojca. Właśnie przepraszam ale wpakowałem twojego męża za kratki.' Może być taki wstęp?-spytał unosząc brwi.-Przedstawię jak będę miał okazję go tam zabrać.

Takano | Jun pisze...

Takano podjechał za kwadrans siódma pod dom Tomo. Zapukał do drzwi chcąc im pomóc się wyszykować i zapakować do samochodu. Sądził że będę już przynajmniej ubrani albo po śniadaniu. Kiedy w końcu Yuya mu otworzył wszedł do środka.
-Zapomniałem wam powiedzieć żebyście wzięli rzeczy na zmianę bo zostajemy na noc w Tokio.

Jun
Wywrócił oczyma.
-Mniejsza o to...pewnie jej opowiem co u mnie...i raczej powinienem przedstawić mojego młodego mężczyznę.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-Może w pociągu...jadłem już śniadanie.-powiedział podchodząc do niego żeby go przytulić ma dzień dobry.-No proszę jaki domyślny...skąd wiedziałeś?-spytał podbierając sobie mimo wszystko jednego naleśnika.-Jest po drodze przystanek przy wesołym miasteczku więc nie będziemy musieli jechać taksówką.-poinformował chłopaka.

Jun
-Nie jestem pewny tego drugiego...niby tego pierwszego też...oni się mimo wszystko kochali...-mruknął.-aaa! Do Dupy być dzieciakiem z przypadku!-krzyknął rozdrażniony.

Takano | Jun pisze...

-Wiesz chodzi raczej o to, że będziemy do późna i nie będzie już pociągów. Z wesołego miasteczka odbierze nas Rika i zawiezie do mojego apartamentu chyba że wolicie do domu ojca chociaż to bym sobie jednak odpuścił ze względu na matkę...-wyjaśnił pokrótce plan nocowania i dojazdów.-jasne spakuje...wy już się szykujcie do wyjścia a ja zapakuje wszystko do samochodu.-uśmiechnął się biorąc torbę i wózek.

Jun
-ałć...-rozmasował miejsce uderzenia.-No wiem że kochała ale...ech to trudno wyjaśnić...pewnie wszystko potoczyłoby się inaczej gdyby nie ten wypadek...-mruknął.

Takano | Jun pisze...

-Jak jest w Tokio?-powtórzył pytanie ruszając.-Jest hmmm...szybko...wszystko jest duże, ściśnięte i przesadzone.-zaśmiał się.-z resztą zobaczysz maluchu. Może tylko kawałek ale zobaczysz.-zapewnił. Korzystając z tego że ma samochód z automatem złapał Tomo za rękę.

Jun
-Pewnie tak...nie ma co gdybać teraz może być już tylko lepiej.

Takano | Jun pisze...

-Jeśli chcesz to nie ma sprawy. Chcesz iść sam?-spytał nie puszczając jego ręki. Zatrzymał się na parkingu przy stacji i wyszedł z samochodu żeby wszystko wypakować.

Jun
-No jeśli nie masz już do mnie żadnych spraw to będę się zbierał. Obiecałem że nie zejdzie mi to długo...a i prawie bym zapomniał Ryu bardzo chce z tobą porozmawiać ale ostatnio byłeś nieuchwytny.

Takano | Jun pisze...

-Ech dobrze...tylko uważaj na siebie jak będziesz szedł po Tokio...-poprosił podając mu kule które schował w bagażniku.-Jasne maluchu już kupujemy.-zamknął samochód i z torbą i wózkiem poszedł do kiosku. Kupił chłopcu mangę a potem poszedł prosto do kasy żeby kupić bilety.

Takano | Jun pisze...

Zaglądał mu przez ramie żeby się nie nudzić. Obejmował go delikatnie ramieniem. Na prawdę się cieszył że po tym miesiącu znów go ma przy sobie.
-Kochanie? Jak będziesz u Alexa możesz poprosić go o kopię wszystkich twoich piosenek? Jak już mówiłem zgubiłem mp3 które miałem od ciebie...-poprosił cicho.

Takano | Jun pisze...

-Nie muszą być wszystkie ale przynajmniej tamte które mi wtedy dałeś...po prostu nie mam teraz czego słuchać do snu.-wyjaśnił spokojnie.-Serio? Niby ostatnio była jakaś kobieta z notatnikiem, Mary coś wspominała...-mruknął mając w pamięci jak wtedy wyglądał.-Uf...nie ma mojego zdjęcia.-westchnął z ulgą.-No chyba że artykuł się ciągnie na drugą stronę...-dodał przerażony czytając co o nim napisali.

Takano | Jun pisze...

-Ech...może gdyby właściciel był jednak bardziej zadbany...-westchnął-No cóż...przeboleję te pół gwiazdki...-zaśmiał się.-I tak dobrze, przy następnych dziennikarzach będę już zadbany.-dodał tuląc go do siebie.-Jest zdjęcie cukierni z zewnątrz, to dobrze. Może będzie więcej klientów? Kto wie...-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-jak sobie mój kochany życzy wszystko przyniosę. Na górze też jest kuchnia zrobi się tylko strzałki gdzie goście mają iść. A ty będziesz miał swój świat.-zapewnił dając mu calusa.-kocham cię...

Takano | Jun pisze...

Powoli dojezdzali już do celu kiedy chłopiec skończył czytać mange.
-co chciałbyś zobaczyć najpierw?-spytał go Takano.-ogromną kolejkę górską a może karuzele?

[będę ^^]

Takano | Jun pisze...

-więc kolejka górska. Jest duża. Jeździłem na podobnej jak byłem w twoim wieku.-odparł zbierając rzeczy kiedy pociąg zaczął się zatrzymywać.-no dobrze...nie będę cię namawiał. Popatrzysz z dołu ale jeśli będziesz czegoś potrzebował to mów.-poprosił podając mu kule.

Takano | Jun pisze...

-nie ma za co maluchu. Będziemy się fajnie bawić co?-przytulil go mocno. Kiedy wyszli z pociągu mężczyzna z torbą i kulami w ręku poprowadził ich do parku rozrywki. Przywitał się z dobrze sobie znanym personelem i zostawił rzeczy w szatni. Zaraz po tym podał chłopcu mapę z atrakcjami.-no wybieraj gdzie chcesz iść.

Takano | Jun pisze...

Chłopiec zasalutowal na co mężczyzna zaśmiał się wesoło.
-a ja co mam powiedzieć skarbie? Zostajesz sam na dole...jeszcze zobaczysz jakąś ładną dziewczynę albo faceta i co? Lepiej ty nikogo nie podrywaj...ja będę zajęty jazdą kolejką.-przypomniał. Poprowadził ich do odpowiedniego obiektu i stanął w niedużej kolejce bo w końcu godzina była jeszcze wczesna i było mało ludzi.

Takano | Jun pisze...

-cały czas będę cię trzymał za rękę.-obiecał ściskając jego dłoń. Ruszyli na początku powoli a kiedy kolejka przyspieszyła zaczęła robić ostre zakręty i zawijasy. Mężczyzna śmiał się wesoło przypominając sobie szczęśliwe dni spędzone z tatą.

Takano | Jun pisze...

-teraz na co innego maluchu...-zaśmiał się wysiadajac i wyjmujac chłopca z wagonika. Podszedł do czekającego partnera.-nie podrywales nikogo, co?-spytał żartobliwie. Oznaczyl kolejkę jako zaliczona i podał małemu mapę żeby wybierał dalej.

Takano | Jun pisze...

-aaa...on tu pracuje odkąd tylko pamiętam...-zaśmiał się odmachujac mężczyźnie.-na strzelnice...-spojrzał na mapę. Na szczęście znajdowała się kawałek dalej.-no kochanie...możesz wybierać bo na pewno mi się uda.-zachichital ciesząc się że jest mały ruch. Wziął broń i zaczął celowac w ruszające się kaczki. Ustrzelil trzy więc mógł wybrać jednego z ogromnych misiów. Wrócił do Tomo i Yuyi triumfalnie trzymając wielką pande.

Takano | Jun pisze...

Dał Yuyi do potrzynania pande i stanął na Tomo łapiąc go pewni w talii.
-trzymam cię.-zapewnił wciąż wesoło się uśmiechając. Dzień dopiero się zaczął a już wiedział że będzie wspaniały.

Takano | Jun pisze...

-cieszylbym się z czegokolwiek.-zapewnił go oddalajc calusa. Pomógł mu wrócić na wózek i dał mu do przypilnowania swoją maskotke. Yuya podał Tomo pande i poprosił Takano żeby tem mu pomógł.-wybierzesz sobie ładnego misia.-powiedział mu i pomógł mu strzelić dwie puszki jedynie lekko podtrzymując mu broń.-ale masz cela.-pochwalił go.-a teraz wybieraj pluszaka.-polecił mu.

Takano | Jun pisze...

-karuzela...a może tamta?-wskazał na dużą wybijającą się ponad inne.-można te zwierzaki unosić do góry i widać całe wesołe miasteczko.-wyjaśnił.-no Tomo...teraz jak będziesz na nas czekał to panda będzie pilnować żeby nikt cię nie podrywal.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

Wszedł z nim do slonika i zapial sobie i chłopcu pasy bezpieczeństwa.
-trzymaj mocno misia i się nie wychylaj.-poprosił go. Chwilę później karuzela ruszyła. Mężczyzna nacisnął guzik i slonik uniósł się do góry.-Yuya? A zrobisz później zdjęcie mi i Tomo?-spytał patrząc na uradowanego chlopca.

Takano | Jun pisze...

-widzę widzę...-zaśmiał się patrząc we wskazanym kierunku.-Ale Tomo-chan niestety nas nie widzę więc już tak nie machaj bo cię ręka będzie bolała.-dodał. Po chwilę czas minął i slonik zaczął powoli opadać w dół.-teraz na samochodziki?

Takano | Jun pisze...

Takano wziął malucha za rękę prowadząc go do odpowiedniej atrakcji. Cieszył się że sprawił mu tyle radości po tym jak go zranił.
-a może później pójdziemy na lody?-zaproponował uznając że wtedy Yuya będzie mógł im zrobić zdjęcie.

Takano | Jun pisze...

-możesz. Ale w takim układzie zostaje sam na was dwóch...i kto rzeczy popilnuje? Zostanę i tym razem to ja poczekam i porobie wam zdjęcia.-zdecydował.-idźcie się bawić.-polecił kiedy już doszli.

Takano | Jun pisze...

-jasne dziadku...-westchnął podając staruszkowi aparat.-tylko zrób jakieś ładne.-poprosił pomagając Tomo dojść do samochodzika i do niego wejść. Potem samotnie wszedł do jednego i uśmiechnął się do również gotowych Tomo i Yuyi. 'no tak staruszek ma rację...to moja rodzina. Najukochansza rodzina.

Takano | Jun pisze...

Przy zderzeniu uderzył lekko brzuchem o kierownicę patrząc z teatralną złością na swoich wrogów.
-a to małe wredne...-pokrecil głową. Na swoje szczęście spędził w tym miejscu większość dzieciństwa więc dość szybko udało mu się wyjechać z pułapki i zaczął gonić swoją rodzinke.

Takano | Jun pisze...

W końcu kiedy udało mu się w nich wjechać zaśmiał się wesoło.
-i tu was mam.-wykrzyknął celujac w nich palcem. Później wjechała w nich reszta samochodzikow.

Takano | Jun pisze...

Pomógł Tomo wrócić na wózek i oblozyl go wygranymi misiami.
-a wiecie...-zaczął staruszek.-Takano razem z rodzeństwem testowali tutaj wszystkie atrakcje. Ich ojciec chciał wiedzieć czy sprawią frajde dzieciom. I mały Takano rozplakal się właśnie na samochodzikach kiedy bracia cały czas za nim jeździli.
-dziadku...-jęknął Takano.

Takano | Jun pisze...

-wiesz...ja wiem że moi bracia to by za mną w ogień wskoczyli ale czasem to po prostu wredne medy...-mruknął znając ich.-i bardzo dobrze że nie plakales.-zmierzwil mu włosy.-na lody.-zgodził się łapiąc go za rękę żeby się nie zgubił.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna złożył zamówienie i usiadł do stolika.
-kotek może te miski damy dziadziusiowi to zaniesie do naszych rzeczy? Nie będą ci przeszkadzały.-zaproponował biorąc aparat i robiąc im kilka zdjęć.-Yuya zrobisz mi i Tomo zdjęcie?

Takano | Jun pisze...

-jeśli chcesz. Tylko żebyś później nas znalazł.-powiedział pozujac do zdjęcia. Przejął aparat i zrobił kilka zdjęć Toni zanim przynieśli lody.-smacznego. Yuya podoba ci się wycieczka?-spytał nabierajac lodu na lyzeczke.

Takano | Jun pisze...

-jestem za. Dam ci kilka tych które wysłała mi Rika ze świąt.-uśmiechnął się do niego.-mhm więc jak będziemy w gabinecie strachow to Tomo zaniesie miski...-zdecydował po czym nachylil się do ucha swojego ukochanego.-a później chce iść z moim ukochanym do milosnego labiryntu. A Yuya zajmie się dziadzius.

Takano | Jun pisze...

-niespodzianka mój drogi.-zaśmiał się siadając normalnie.-na tą ogromną taką? Pójdziemy.-obiecał uśmiechając się do niego.-więc mamy już trzy atrakcje ustalone. Akurat do obiadu. Jest tutaj bar wiem coś zjemy.-zaproponował.

Takano | Jun pisze...

-mhm...smaki dzieciństwa...-westchnął zajadajac się lodami.-to był jeden z pierwszych lunaparkow tatyi pomagalismy mu wymyślam atrakcje.

Takano | Jun pisze...

-dużo ma...rozrzucone po całej japonii a jeden ma nawet w korei. W tym parku wymyśliłem kolejnki górskie bo je uwielbiam i tą karuzele na której byłem z Yuya.-wyjaśnił.-a do jednego parku sam projektowalem atrakcje. To taki...ciasteczkowy lunapark. Z drugiej strony Tokio możemy jutro zobaczyć.-zaproponował.

[sorry że tak długo zmusili się do pójścia do kościoła a tam zimno...]

Takano | Jun pisze...

-no ledwo swoje zjadłem i już mi dokladasz?-puknal go palcem w policzek.-pokażemy mu. Pójdę z nim jak ty będziesz u Alexa i wtedy ze wszystkim zdążymy.-zaproponował z uśmiechem.-albo pójdziemy razem a kiedyś pójdziemy jeszcze raz do Tokio i odwiedźmy te drugi lunapark.

Takano | Jun pisze...

-dziecko usłyszy gluptasie...-zaśmiał się jedząc lody.-jak już będziesz stał ładnie na nogach to masz moje słowo że się pobawimy nawet do białego rana.-szepnął.-a póki co mi miesiąc abstynencji zrobiłeś.-zamarudzil.

Takano | Jun pisze...

-jem przecież...-zaśmiał się. Skończył szybko jeść i wziął Yuye za rękę prowadząc w stronę gabinetu strachow. Tomo zostawił ze staruszkiem. Kiedy weszli do gabinetu strachow złapał chłopca pewniej za rękę.

Takano | Jun pisze...

-oj maluchu...-wziął go na ręce.-ale fajnie było, co?-zaśmiał się podchodzac do już czekającego Tomo.-mały się trochę bał ale mówi że fajnie.-teraz chwila dla nas.

Takano | Jun pisze...

-weźcie wózek bo nie wejdziemy z nim do łabędzia.-poprosił biorąc chłopaka na ręce.-teraz chwilka dla nas.-ucałował chłopaka w czoło i ruszył w stronę ustalonej atrakcji.

Takano | Jun pisze...

Usiadł obok niego i objął delikatnie ramieniem.
-no ruszamy skarbie.-szepnął. Z prądem ruszyli w głąb tunelu. Wewnątrz oświetlony na różowo i czerwono, w tle leciała muzyka i co chwilę przeplywali przez kotary.-to pomysły Riki.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-była wtedy małą dziewczynką.-zaśmiał się. Uniósł jego twarz za podbrudek i ucałował namiętnie.-kocham cie.-szepnął i wrócił do calowania go. Taka chwila samotności dla nich.

Takano | Jun pisze...

-nie wiem. Chyba się załamałem. Doprowadzilem do tego że ode mnie odszedles...bałem się że już nie wrócisz...-wyjaśnił delikatnie przygyzajac jego dolną warge. Zacząło się robić już jaśniej.-no chyba koniec naszego czasu dla siebie...

Takano | Jun pisze...

Zaśmiał się wesoło.-no tak pomysł Riki...-wyszedł biorąc chłopaka na ręce.-może i nie usprawiedliwilo ale...rozum mnie trochę.-poprosił starając się odnaleźć w tłumie Yuye i dziadka.

Takano | Jun pisze...

-no już tam idę.-poszedł w ich stronę.-ale śpimy bez Yuyi, ok? Chce się potulic...-poprosił zanim do nich doszli. Posadził go na wózku i ukucnal naprzeciw Yuyi.-jak było w salonie luster?

Takano | Jun pisze...

-nie ma za co maluchu. Dzisiaj co tylko chcesz.-zaśmiał się mierzwiac mu włosy i biorąc na ręce.-to teraz ogromna kolejka tak jak obiecałem.-ruszył w stronę atrakcji. Bawili się tak to zamknięcia robiąc dużo zdjęć. Na koniec czekali przed bramą z rzeczami na Rike która miała ich zawieźć do mieszkania.

Takano | Jun pisze...

-nie mam. Mieszkanie nie jest uzupełnianie w jedzenie...pizza jest ok.-mruknął poprawiając sobie chłopca na rękach.-no maluchu...jak będziemy czekać na pizzę to się umyjesz. Ok?-spytał.

Takano | Jun pisze...

-duży prawda? A z okna widać Tokio.-zaśmiał się biorąc go na ręce. Wszedł do środka i od razu do windy.-a jechales kiedyś windą?-spytał pozwalając mu wcisnac guzik z piętnem. Położył dłoń na ramieniu Tomo.

Takano | Jun pisze...

-mou nie starsz malucha!-mruknął biorąc Yuye na ręce.-nic się nie zacina nie słuchaj go.-wywrócił oczyma wychodząc z windy i wychodząc do swoich drzwi. Wstukal kod i wszedł do środka.-rozgosc się.

Takano | Jun pisze...

-mi też co nie znaczy zw musisz go straszyć.-skarcil go. Zdjął buty i poszedł do chłopca.-ładnie prawda? Posciele ci w pokoju dla gości, dobrze?-spytał żeby się upewnić.-Tomo?! Zamowisz pizzę?! Dla mnie weź makaron z kurczakiem! Telefony są na lodówce!

Takano | Jun pisze...

-wiesz mały...chciałem z Tomo sam pospać i się do niego potulic ale...chyba będziesz się bał sam w nowym miejscu, co? Będziesz spał z nami tak chyba będzie lepiej.-zdecydował tulac go delikatnie.-nie marudz Tomo! Mam ochotę na makaron z kurczakiem!

Takano | Jun pisze...

-nie zepsules.-zapewnił biorąc go na ręce.-stanie ustaliliśmy. Żadnych flirtow.-zaśmiał się siadając na fotelu z chłopcem na kolanach. Wyłożył się wygodnie.-a co za bajka leci?-spytał tulac malucha.-chcesz oglądać czy do mycia?-spytał go.

Takano | Jun pisze...

-ech no dobrze maluchu oglądamy. Tylko nie zasnij..-oprosił obejmując go lekko i skupiając się na filmie. Po około pół godzinie wstał i odebrał zamówienie. Pizzę położył na stole samemu zajadajac się makaronem z kurczakiem. -smacznego.-powiedział z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-no zasnął...-przyznał kończąc jeść.-dobra mały...jedź spokojnie a ja go przebiore i położę spać. Musiał być zmęczony.-powiedział patrząc na spiaca twarz ukochanego. Wziął go na ręce i zaniósł do sypialni. Położył go na łóżku u zaczął go rozbierać by przebrać go w luzny dres do spania.

Takano | Jun pisze...

-Momo-chan? Uważaj kochanie żebym cie zaraz nie obudził...moje imię powinieneś mamrotac wredoto mała...-westchnął ubierajac mu koszulkę. Okrył go koldra i ucałował w czoło.-spij dobrze.-powiedział odkładając poduszkę na miejsce.

Takano | Jun pisze...

-mhm...zaprowadze cie.-stwierdził samemu będąc już trochę śpiącym. Nalal chłopcu wody do wanny decydując że on sam weźmie szybki prysznic. Jak pomyślał tak zrobił. W czasie kiedy chłopiec pluskal się w wannie zdążył się umyć i ubrać na końcu wymieniając soczewki na okulary.

Takano | Jun pisze...

-w pokoju dla gości. Poczekaj chwilę.-westchnął na prawdę marząc tylko o położeniu się w końcu do łóżka. Wziął pande stojącą przy ścianie i położył przy Tomo żeby miał się do czego przytulić a Yuye zaprowadził do drugiego pokoju.-no...idziemy spać.-mruknął kładąc się do łóżka.

Takano | Jun pisze...

Wstał przed wszystkimi z zamiarem wykombinowania czegoś na śniadanie. Ubrał się po cichu i wyszedł kupić ciepłe bułki, trochę jajek i ser. Wrócił dość szybko czując jeszcze nie przygotowaną jajecznicy z serem.

Takano | Jun pisze...

-ohayou.-przywitał się podchodzac do niego i dając mu calusa na dzień dobry.-więc panda mnie zastępuje? No nie jest tak źle.-zaśmiał się cicho.-rozwaliles się na całe łóżku wredoto. I kim jest Momo-chan?-uniósł brwi.

Takano | Jun pisze...

-skąd wiem? A no widzisz mamrotales coś o nim kiedy cię szykowalem do spania.-wyjaśnił źródło swojej wiedzy.-twój pierwszy przyjaciel? No patrz jakich rzeczy się o tobie dowiaduje.-zaśmiał się wesoło. Dał mu mocnego calusa i poszedł robić śniadanie.

Takano | Jun pisze...

-To było słodkie kochanie. Tylko czemu chomik? Tego nie potrafię zrozumieć. Chociaż...miałeś wtedy siedem lat a wczoraj mieliśmy dzień niczym wyjęty z dzieciństwa więc może dlatego?-Wzruszył ramionami.-Za dwie godzinki? W takim razie zdążysz zjeść. Jak będziesz u Alexa to ja zrobię Yuyi wycieczkę po Tokio. Taką małą.

Takano | Jun pisze...

-No ja miałem psa...nawet raz miałem konie. Zawsze dostawałem to co chciałem bo ojciec chciał mi wynagrodzić wiele rzeczy.-wzruszył ramionami.-Ale dopiero Jolie jest moją taką przyjaciółką.-Dodał uśmiechając się do niego i dając składniki na patelnię.-Mhm...te pierwsze dni w żeńskim mundurku?

Takano | Jun pisze...

-I love you too.-zaśmiał się na uciszenie go spokojnie mieszając składniki i dodając starty ser.-Przecież nie lubisz przebieranek.-zauważył wspominając swój dzień wyjścia ze szpitala.-Chociaż trzeba przyznać że dobrze w nich wyglądasz. Nie obraź się ale masz do nich figurę.-stwierdził kiwając głową.

Takano | Jun pisze...

-Oooo czuję się wyjątkowy.-zachichotał wykładając jedzenie na talerze.-mięciutki? To jest chyba ten moment kiedy powinienem się w końcu za siebie wziąć i zacząć ćwiczyć...-mruknął kładąc talerze na stół i podając jeszcze herbatę.-smacznego.-powiedział biorąc się za jedzenie.

Takano | Jun pisze...

-Ech...trzeba ci trochę 'rozepchać' ten twój skurczony żołądek. Zjedz jeszcze dwie łyżki a ja zjem resztę.-poprosił kończąc jeść swoją porcję.-i wypij herbatę.-dodał uśmiechając się do niego.-Yuya, dzisiaj Tomo umówił się z przyjacielem a my w tym czasie pozwiedzamy okolicę, ok?

Takano | Jun pisze...

-doprawdy...i co tu zrobić z tym twoim brzuszkiem, co?-westchnął ciężko. Zjadł jego porcję i wstał żeby pozmywać naczynia.-Uważaj jak będziesz szedł do Alexa i pamiętaj o tych utworach dla mnie.-poprosił kończąc zmywać.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzną odprowadził go do drzwi i zaczął się szykować do wyjścia. Zaprowadził Yuyę w najciekawsze miejsca na koniec wchodząc z nim na Tokio Tower. Kiedy już zeszli zabrał go na ciasto niedaleko studia Alexa stwierdził że tam mogą na Tomo poczekać.
-Jak ci się podoba Tokio?-spytał chłopca pijąc kawę.

Takano | Jun pisze...

-no sam na pewno ale z wujkiem nie masz się co bać. Pewni jeszcze na takie wycieczki będę cię zabierał.-zmirzwil mu włoski.-i będziemy się fajnie bawić.

Takano | Jun pisze...

-obiecuje że już nigdy nie podniose na ciebie głosu. Nigdy nie powiem takich złych rzeczy. Będę z wami zawsze. Obiecuje. Nawet na paluszek.-powiedział wystawiając mały palec.

Takano | Jun pisze...

-nie będę krzyczał. Nie lubie krzyczeć...-przytulil go mocno.-no idź do niego a ja zapłacę.-powiedział a kiedy chłopiec wybiegł zapłacił kelnerce i wyszedł za nim.-co tam u Alexa?-spytał spokojnie. Dzisiaj miał niesamowicie dobry humor. Już dawno nie miał tak spokojnego dnia.

Takano | Jun pisze...

-no to dobrze. Powiedziałeś mu żeby kiedyś jeszcze wpadł do Yukan?-spytał odbierając płytkę.-dziękuje skarbie. Będę miał czego słuchać na dobranoc.-stwierdził chowając płytę do kieszeni. Będzie mógł zgrać muzykę na nowe mp3 i słuchać kiedy będzie chciał.-Yuya zwolnij trochę.-poprosił łapiąc chłopca za rękę.

Takano | Jun pisze...

-nie da znać...coś dobrego upieke.-stwierdził idąc spokojnie obok niego.-nie pdzepraszaj i idź jak ci wygodnie. Nie musimy gonić mamy czas a do mieszkania blisko.-mruknął trzymając chłopca żeby nie gnal do przodu.

Takano | Jun pisze...

-ja ciebie też skarbie. Nie jestem zły. Chodź wezmę cię na ręce żebyś się tak nie męczył...-powiedział zwalniając jeszcze bardziej. Wziął płytę i ją później schował do kieszeni.-przesłucham w domu.-obiecał.

Takano | Jun pisze...

-ech...Tomo...to czemu nie pojechałeś do Alexa na wózku? Chodź w domu o kulach ale gdzieś dalej jedz na wózku. Tak będzie najlepiej. Przestań się przemeczac.-poprosił wzdychajac ciężko.

Takano | Jun pisze...

-no wziales wózek w wesołym miasteczku.-przyznał wzdychajac. Powoli dochodzili to apartamentowca. Kiedy doszli od razu weszli do windy i jak poprzednio dał chłopcu wcisnąć guzik.

«Najstarsze ‹Starsze   2201 – 2400 z 5000   Nowsze› Najnowsze»