sobota, 21 września 2013

...The dreamer never falls...

Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca, 
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym), 
studiował w Tokio,
o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,


Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.

Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
Nienawidzi: zazdrości

KIZUNA

[Dobra kochani! Welcome back :D]


5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   2601 – 2800 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

-no...niby możesz...a nie jesteś zmęczony?-spytał spokojnie unoszą brwi.-i nie tato...sam mówiłeś że mam cię nie traktować jak dziecko.-zauważył dając mu calusa.-bardzo chcesz? Będę do pozna siedział...

Takano | Jun pisze...

-jakiś rocznicowy...-wzruszył ramionami. Pokazał mu projekt i wziął się do roboty biszkopta.-druga rocznica...mają jutro rano przyjechać po tort więc muszę skończyć dzisiaj.-wyjaśnił mieszając składniki.

Takano | Jun pisze...

-Jeszcze nie wiem jaki...później się o to pomartwię. Nawet jakbym wiedział to bym ci nie powiedział bo to niespodzianka.-spojrzał na niego na chwilę po czym wylał masę do dwóch okrągłych blaszek, jednej mniejszej, drugiej większej i wstawił do piekarnika. Sprawdził jak się ma czekolada plastyczna którą wcześniej włożył do lodówki a później wziął się za robienie dwóch kremów.

Takano | Jun pisze...

-Ok, zapamiętam.-zaśmiał się cicho ubijają dwa kremy w dwóch mikserach. Kiedy oba wyłączył dał chłopakowi do oblizania mieszaki samemu wyciągając placki z piekarnika.-hmmm...poczekaj chwilę a ja pójdę bo wino...-poprosił idąc do salonu żeby wziąć jedno z otwartych win.

Takano | Jun pisze...

-Tomo...jak jesteś zmęczony to idź się umyj...-poprosił kiedy wrócił. Przekroił biszkopty które nasączył winem a następnie przełożył kremami. Potem zabrał się już tylko za zdobienie.

Takano | Jun pisze...

-Jak zwykle...a mówiłem żeby szedł spać.-westchnął. Ozdobił tort a kiedy skończył ze wszystkim równo ze sprzątaniem było już po północy. Schował tort do lodówki i wziął chłopaka na ręce i zaniósł do sypialni. Przebrał go w dres i spojrzał na jego telefon. Kusiło go żeby zadzwonić do jego wuja i spytać ile chce za danie im w końcu spokoju. Westchnął tylko ciężko i poszedł się umyć.

Takano | Jun pisze...

-Co jesteś taki zdziwiony?-mruknął kładąc się do łóżka.-Znowu dostałeś wiadomość?-spytał nie dając mu zasnąć.-Pokaż. Co tym razem?-dodał. Do Pokoju weszły psy które ułożyły się pod jedną ze ścian na swoich posłaniach.

Takano | Jun pisze...

-A skąd ta myśl?-spytał ziewając. Zdjął okulary i przytulił go lekko.-nie rozumiem skąd ci to przyszło do głowy...na razie nie mam żadnego pomysłu jak sobie z tym poradzić.-skłamał. Miał jeden, nie wiedział czy zadziała ale wiedział że chłopakowi się nie spodoba.

Takano | Jun pisze...

-Ale to może zadziałać...lepsze to niż zabicie go.-mruknął.-Porozmawiamy o tym rano...teraz chodźmy już spać, dobranoc.-mruknął zamykając oczy.

Takano | Jun pisze...

-Nie, zapłacimy mu za to, że się odpieprzy. Jest to lepszy pomysł niż oko za oko.-mruknął sennie. Był zmęczony po całym dniu pracy i jeszcze robieniu tortu.-Możemy porozmawiać o tym rano?

Takano | Jun pisze...

-Na nieszczęście oboje jesteśmy uparci. Dobranoc.-mruknął zasypiając. 'ciekawe czy tak samo by myślał jakby porwano kogoś dla okupu...' pomyślał trochę zirytowany. Wstał dość wcześnie żeby dać tort młodej parze która przyjechała. Pożegnał się z nimi i poszedł na patio żeby zapalić. Kiedy patrzył na biegające pieski od tyłu zaszedł go mięśniak wynajęty przez wujka chłopaka. Nie zdążył wykonać nawet ruchu bo został odurzony celnym ciosem w głowę.

Takano | Jun pisze...

Takano nie zjawił się w pracy zaś obudził się w ciemnym pomieszczeniu a kiedy goryle i ex burmistrz to zauważyli poświecili na niego światłem. Chciał się odezwać ale miał zaklejone usta. 'no po prostu świetnie...' pomyślał rozdrażniony.
-No, no...witam.-przywitał się Kurosagi.-może nagramy mały filmik dla mojego siostrzeńca?-spytał zrywając mu taśmę z ust.
-Czego chcesz?-warknął od razu Kyouhei.
-Czego? Żeby Tomohisa stracił coś cennego tak jak ja straciłem...ale dam mu szansę...-uśmiechnął się i zawiesił mu na szyi tabliczkę z żądaną sumą i datą.-uśmieeech.-dodał robiąc zdjęcie które wysłali sms'em do Tomo.

[trzeba trochę namieszać żeby za nudno nie było XD]

Takano | Jun pisze...

Dźwięk jego telefonu odbił się echem po piwnicy.
-pozwolisz, że ja odbiorę?-Spytał Kurosagi i nie czekając na odpowiedz odebrał telefon.-Oooo...Tomo-chan jak zdrówko?-spytał ku wściekłości Takano.

Takano | Jun pisze...

-Dostałeś zdjęcie. Jeśli chcesz swojego chłoptasia całego i zdrowego chcę dostać podaną sumę w gotówce do końca tygodnia. Proste prawda? Jeśli nie...z przyjemnością zniszczę najpierw jego a potem ciebie i...może resztę szczęśliwej rodzinki? Lepiej się pośpiesz. Czas ucieka...

Takano | Jun pisze...

-Ajć...ale go urządzili...-jęknął.-Dam mi chwilę.-poprosił szybko ubierając trupa i wkładając go do trumny.-masz kluczyki, otwórz samochód a ja zaraz do ciebie dojdę.-powiedział po czym szybko pobiegł się przebrać i wrócił. Wsiadł do samochodu i poczekał na przyjaciela.

Takano | Jun pisze...

-Ok...rozumiem. Nie martw się...jeśli tym razem policja ci uwierzy to zamknął go w psychiatryku bez większych kłopotów.-poklepał go po ramieniu i ruszył w stronę miasta. Dojechał szybko więc już po chwili parkował przy policji.-Wysiadaj.-ponaglił go samemu wychodząc.

Takano | Jun pisze...

-Proszę się zamknąć.-fuknął od razu Jun. Wyrwał chłopkowi telefon i pokazał zdjęcie funkcjonariuszowi.-Nadal Pan twierdzi że chłopak ma paranoje? Jego narzeczony został porwany, możecie wreszcie ruszyć tyłki z wygodnych siedzeń i zająć się czymś pożytecznym?-spytał unosząc brwi.

Takano | Jun pisze...

-Nic nie możemy zrobić...-powiedział spokojnie.-Jak chcesz mu pomóc kiedy ledwo stoisz...chcesz poczekać?-spytał wychodząc z nim z budynku.

Takano | Jun pisze...

-Zostanę z tobą a ty z nimi nie pojedziesz bo stanie ci się krzywda a tego nie chcemy. Poczekamy w barze niedaleko szpitala...mówiłeś że to gdzieś w tamtej okolicy.-zaproponował prowadząc go do swojego samochodu.

Takano | Jun pisze...

-Może tak...ale pewnie będzie się cieszył że nie wparowałeś tam z myślą że wszystkich powybijasz kijem bejsbolowym.-zauważył cicho się śmiejąc.-pójdziemy na lody i poczekamy na rozwój wydarzeń...może tym razem zamkną go tak że nie będzie mógł wyjść za kaucją? Mam nadzieję.

Takano | Jun pisze...

-Oj wiesz o co mi chodzi. Najważniejsze że nie wpadłeś tam żeby go zabić...oboje byście zginęli i tak by się to skończyło.-mruknął wzruszając ramionami. Zaparkował przed barem i wszedł do środka.-usiadł z dala od okna i wziął się za czytanie menu.-Kawę, zieloną herbatę i sorbet truskawkowy, -poprosił.

Takano | Jun pisze...

-brawo mój drogi, a teraz nie będziesz miał ku temu okazji. Policja się wszystkim zajmie...-powiedział odbierając zamówienie i spokojnie jedząc lody które popijał herbatą.

Takano | Jun pisze...

-Już nie...no bo weź...o tam biegną.-mruknął wskazując okno i biegających policjantów wchodzących do każdego z budynków-spokojnie, jedz zobaczymy jak to będzie.-powiedział patrząc przez okno.-Ej...z tamtej piwnicy się dymi...biegną tam...-mruczał pod nosem bardziej do siebie

Takano | Jun pisze...

-Uspokój się!-krzyknął łapiąc go za ramiona.-Wiem jak się musisz czuć ale się uspokój. Chodź powoli wyjdziemy.-powiedział płacą i wychodząc z nim na zewnątrz gdzie już zdążył się zebrać tłum. Cały budynek stanął w płomieniach a policji udało się wynieść Takano, reszta skończyła pod deskami walącej się konstrukcji.

Takano | Jun pisze...

-Cicho...cicho...nie jest pewne podejdziemy bliżej i zobaczymy...-objął go lekko głaszcząc go po plecach.-Nie płacz.-poprosił. Policja na sygnale zawiozła nieprzytomnego Takano do szpitala gdzie od razu zajęli się nim lekarze.-Tomo? Policja odjechała na sygnale...nie płacz już...chodźmy do szpitala...-poprosił kiedy podchodził do nich jeden z funkcjonariuszy.

Takano | Jun pisze...

-Ał...wiesz że mogę cię zamknąć za pobicie funkcjonariusza!?-krzyknął do niego
-Muszę się z chłopakiem zgodzić...gdyby zareagował pan wcześniej...-wzruszył ramionami Jun.
-Ekhem...w każdym razie...Pana em...partner jest w szpitalu. Trójka która go porwała była zbyt zablokowana gruzem, poza tym już nie żyła więc...wyciągniemy ich jak pożar zostanie ugaszony...-wyjaśnił widząc nadjeżdżającą straż pożarną.

Takano | Jun pisze...

-Em...znaczy...-policjant trochę się zawiesił.-mogę zareagować wcześniej, przepraszam.-skłonił się lekko.
-No.-uśmiechnął się Jun.-Jasne że z tobą pojadę. Ale najpierw zobaczmy czy oni na pewną nie żyją, ok?-szepnął mu na ucho kiedy pożar był gaszony.

Takano | Jun pisze...

-Oj...już idę.-mruknął kiedy udało mu się zobaczyć wynoszone zwęglone ciała.-Pewnie będę miał z tym masę roboty...no nic, idziemy.-zgodził się idąc obok niego.-Nie martw się...nic mu nie jest.

Takano | Jun pisze...

-Ej...raz mu się zdarzyło i już twierdzisz, że ma tendencje?-spytał unosząc brwi.-no nic...wchodzimy...mam nadzieję że wszystkie trzy ciała mi odejdą. Nie lubię łatać spalonych ciał.-westchnął ciężko.

Takano | Jun pisze...

-No już Tomo...uspokój się, usiądź i poczekamy aż skończą go operować.-powiedział sadzając go na wózku.-Co mu jest?-spytał wciąż trzymając dłonie na ramionach chłopaka żeby go uspokoić chociaż trochę.

Takano | Jun pisze...

[wiesz...aż tak go nie chciałam skrzywdzić...XD]

-Mhm...ale się wyliże, tak? Na pewno...chodź Tomo poczekamy aż operacja się skończy. Będzie dobrze.-powiedział głaszcząc go po ramionach. Podsunął wózek pod ławkę żeby móc usiąść.

Takano | Jun pisze...

-Będziesz się teraz o to obwiniał? Nie wiesz czemu był tam pożar...może gdybyśmy tego nie zgłosili to wszyscy by tam spłonęli? Zrobiłeś dobrze...teraz będziecie bezpieczni a Takano wróci do zdrowia. Tylko go głupio nie przepraszaj jak się obudzi, ok? Odpuść to sobie.-uśmiechnął się do niego.-Teraz trzeba być cierpliwym. Wiem co czujesz, może chcesz się czegoś napić?

[no niby nie mówiłam ale musiałeś go aż tak skrzywdzić?]

Takano | Jun pisze...

[no właśnie..a on tak bardzo planował te wakacje...;^;]

Poszedł za nim i przytrzymał mu włosy.
-Wiem, że się martwisz...przyniosę ci gorzką herbatę, pomoże ci po tym wymiotowaniu.-powiedział i związał mu włosy gumką. Poszedł na stołówkę po herbatę.

Takano | Jun pisze...

[i będzie się goił nie wiadomo ile...]

-Nie przepraszaj...robisz to zdecydowanie za często.-mruknął.-W każdym razie...operacja jeszcze trochę potrwa więc jak będziesz czegoś potrzebował to mów...ja pewnie zaraz na chwilę wyjdę po coś do jedzenia. Nie jadłem obiadu i trochę zgłodniałem.

Takano | Jun pisze...

-Nie jestem zmęczony tylko głodny, a ty sobie nie poradzisz.-mruknął dzwoniąc po makaron z kurczakiem.-Głód załatwiony...tylko niech mi przywiozą jedzenie...posiedzę z tobą. Przynajmniej dopóki nie skończy się operacja.

Takano | Jun pisze...

-No właśnie, martwisz się. Nie powinieneś być wtedy sam.-poklepał go po ramieniu.-powspieram cię.-uśmiechnął się po czym wstał żeby zapłacić i odebrać jedzenie.-Mmmm...-od razu wziął się za jedzenie.

Takano | Jun pisze...

Kiedy skończył jeść również zawiesił wzrok na czerwonej lampce. W końcu po wielu godzinach drzwi się otworzyły i wyszedł jeden z lekarzy a za nim na noszach był wieziony Takano. W narkozie i wielu bandażach.

Takano | Jun pisze...

[co ty mu jeszcze chcesz zrobić? =_=]

-Tomo...może mają rację? Chodźmy do domu. Albo przenocuj u mamy a ja już wrócę, co ty na to? Będziesz na bieżąco.-uśmiechnął się lekko. Wiedział że chłopak teraz martwi się jeszcze bardziej.

Takano | Jun pisze...

-Nie martw się, wszystko będzie dobrze. A teraz idź do mamy.-uśmiechnął się do niego po czym wyszedł ze szpitala i wrócił do Yukan.

Takano | Jun pisze...

Zakasłał i uśmiechnął się do nich.
-A co ty myślisz że celowo dałem się im złapać...-westchnął próbując usiąść.-Jak cukiernia? Ile zamówień już odrzuciłeś na torty?-spytał patrząc jak chłopiec mocuje żurawie.-a życzenie...więc jest aż dziesięć życzeń?-spytał uśmiechając się do chłopca.-Więc moje życzenie...żebym w końcu wyszedł ze szpitala i wrócił do Yukan...-westchnął cicho.-Tomo? Możemy później porozmawiać?

Takano | Jun pisze...

-O co wam dwóm chodzi? Yuya, co to za tajemnice przed biednym chorym wujkiem.-pociągnął nosem.-Powiedz...nie będę przecież krzyczał. Tomo ty też masz znowu przede mną tajemnice? Czuję się jeszcze bardziej odsunięty od was...-znów pociągnął nosem.-No i czym przyjechaliście? Przecież Tomo nie lubi autobusów a nawet jeśli to ostatni wam uciekł-zauważył spokojniej uśmiechając się do nich lekko.

Takano | Jun pisze...

-Zrobię ci taki duuuży kubek czekoladki jak tylko stąd wyjdę.-zapewnił uśmiechając się i tuląc chłopca to siebie.-Ale nie tak mocno bo jeszcze mnie boli...-jęknął.-Zajmujecie się ładnie psiakami?-spytał z lekkim uśmiechem.-Tomo? Przywieziesz mi szkicownik i parę książek?-spytał trochę się nudząc.-I mojego laptopa...

Takano | Jun pisze...

-Dobrze, czasem jeszcze trochę boli ale da się przeżyć. Od jutra zaczynam rehabilitację...powiedzieli że pierwszego dnia będzie ciężko i pewnie w ogóle nie stanę...wciąż mam pełno strupów.-odparł łapiąc go za rękę.-Wyszło jak wyszło i kiedy ty w końcu jesteś sprawny ja jestem przykuty do łóżka ale...ich już nie ma...wyszło na dobre.-uśmiechnął się lekko.-kocham cię...-pogłaskał go po policzku.-wybacz że przeze mnie się martwiłeś. Wiem że już to mówiłem.-uśmiechnął się.-Wiesz...ten ogień...byłem najdalej od wybuchu. Ulatniał się gaz a twój wujek odpalał papierosa...Gdyby policja nie wbiegła...byłoby po mnie.

Takano | Jun pisze...

-no tak...będę zdany na twoją łaskę...-zaśmiał się cicho calujac go delikatnie w usta.-jakoś to przeżyje. Ale psychologa nie wołaj. Z moją głową wszystko ok nawet koszmarow nie mam. Chciałem tylko ci podziękować za policję i powiedzieć jak to było. To wszystko jestem zdrowy. Tylko trochę jeszcze boli.-wzruszył ramionami.-już się nie musisz o mnie martwić.

Takano | Jun pisze...

Pokrecil przecząco głową i przytulil go delikatnie.
-to nic. Najważniejsze że nikogo nie zabiles i jesteś bezpieczny. Że już nie masz cię o co martwić. Teraz tylko ja wyjde ze szpitala i już będzie dobrze.-poglaskal go po włosach.-a na plecach mam brzydka blizne....i na udzie...-zamarudzil.

Takano | Jun pisze...

-mowiłes ale poczekaj aż je zobaczysz...-westchnął.-do domku? No przecież jeszcze szkoła to jak wy niby moglibyśmy tutaj zostać? A teraz bez klamania. Czym przyjechaliście i czym Yuya chcął się pochwalić?-spytał unosząc brwi.

Takano | Jun pisze...

-świetnie maluchu.-pochwalił przybijajac z nim piątkę.-no to ostrożnie wracajcie do domu. Tomo nie zapomnij mi przywieźć szkicownika, książek i laptopa.-przypomniał uśmiechając się do och na pożegnanie.-kocham was....Tomo przemyc mi ci dobrego do jedzenia.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

Następnego dnia miał mieć pierwszy dzień rehabilitacji. Grzecznie pojechał wózkiem do sali rehabilitacyjnej zaraz po śniadaniu i spróbował wstać łapiąc się poręczy. Zagryzl zęby żeby nie krzyknąć. Widać stopy nie do końca się zagoily. Po około dwóch godzinach był koniec ale codziennie miał mieć trochę dłużej. Wrócił do sali gdzie od razu wszedł do łóżka i słuchając muzyki się zdrzemnal czekając na chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-mmmm...-objął go ramieniem otwierając oczy. Sięgnął po okulary.-hej skarbie. Jak minął dzień?-spytał spokojnie. Przeciagnal się lekko.-dzisiaj sam czy z Yuya? -dodał ziewajac, nie wiedział że przespal obiad. Był trochę głodny i burczalo mu w brzuchu.

Takano | Jun pisze...

-mmmm dziękuje za wszystko kochanie.-powiedział zajadajac się buleczka.-przestałem obiad...-wyznał cicho się śmiejąc.-miło że przywiozles kosmetyki ale...póki co raczej się nie umyje...co zaczyna być uciążliwe po dwóch miesiącach. Niektóre rany jeszcze się nie zagoily tak jak powinny. Dzisiejsza rehabilitacja to koszmar...ledwo dwa kroki zrobiłem. Mam nadzieje że do końca tygodnia będę mógł się chociaż umyć...-westchnął niezadowolony że niektóre rany są tak uparte.-chyba że byś mi pomógł tak tylko lekko wilgotnym recznikiem. Byłbym wdzięczny.

Takano | Jun pisze...

-dobrze...jeden dzień w tą czy w tamtą.-wzruszył ramionami.-dziękuje za sale. Jesteś kochany.-uśmiechnal się jedząc muffinke a później salatke owocowa.-ale nie mowiles mojej rodzince o tym że jestem w szpitalu? Nie zjadą się?-spytał patrząc na niego uważnie.

Takano | Jun pisze...

-proszę...powiedz im żeby jechali do domu do siebie i zostawili mój dom w spokoju. Na prawdę nie chce żeby tam siedzieli kiedy mnie nie ma. Powiedz im to, ok? I dopilnuj żeby wyjechali. Proszę.-poprosił patrząc na niego blagalnie.-i nie przemeczaj się za bardzo...tyle razy prosiłem żebyś o siebie dbał.

Takano | Jun pisze...

-mają się wynieść to mój dom. Kto ich tam w ogóle wpuścił? Klucze mam ja i ty. Dałeś im? Mają się wynieść i koniec kropka.-mruknął zdenerwowany.-miało być 50 skarbie...pamiętasz? No ale przynajmniej jakaś stała waga jest. Lepsze to niż 40...a jak Yuya w szkole? Nadal go męczą?

Takano | Jun pisze...

-mhm...rozumiem...dobrze że go zatrudniłeś.-uśmiechnął się do niego lekko.-no nic...mam nadzieje że będzie lepiej. Dobrze że nic mu się nie stało...biedny mały...nie musi się starać się mnie nie martwić. Przecież nic mi nie jest...-westchnal.-jesteś pewny że w szkole mu nie dokuczaja? Skoro przychodzi taki wystraszony...

Takano | Jun pisze...

-rozumiem...więc już nikt mu nie dokucza...chociaż tyle dobrego. Utulam go jak znów z nim przyjedziesz...zostawisz nas wtedy ba chwilę samych?-poprosił uśmiechając się do niego lekko.-jesteś wspaniałym, opiekuńczym i wojowniczym tatusiem. Tak trzymać.-zaśmiał się dając mu calusa.-kocham cię.

Takano | Jun pisze...

-dziękuje kochanie. Dzisiaj już nie będę mu przeszkadzał ale jutro czemu nie.-uśmiechnął się lekko.-mały teraz na stałe mieszka z tobą? Ach chciałbym już stąd wyjść ale jeszcze długo mnie nie wypuszcza...i moje wakacje poszły się paść...-mruknął niezadowolony.

[dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-mhm...dobrze że ma swój stały dom. Mam nadzieje że będzie wciąż chciał u mnie nocowac czasem...-objął go delikatnie.-czemu odwołałeś? Cieszyles się na nie...nie rezygnuj z nich tylko dlatego że ja tutaj leze.-westchnął ciężko.

Takano | Jun pisze...

-dziękuje kochanie ale...wiesz że nie musisz...radzę sobie tutaj jakoś...ale mi tęskno. I chciałbym już wrócić do pracy.-przytrzymal jego dłoń przy swoim policzku.-może jeszcze kiedyś uda ci się wystąpić na jakimś koncercie? Tak bardzo chciałeś a przeze mnie z tego rezygnujesz...

Takano | Jun pisze...

-jesteś kochany skarbie...do grudnia już będę biegał. Obiecuje. A póki co oddaję się w twoje ręce.-uśmiechnął się do niego.-więc proszę przyjdź jutro i mi pomoż z kąpielą...więc bez Yuyi.-dodał dając mu calusa.

Takano | Jun pisze...

-dobrze idź kochanie...jedź ostrożnie i pozdrów ode mnie Yuye.-powiedział dając mu jeszcze calusa na pożegnanie i zdjął okulary idąc spać.

Takano | Jun pisze...

-mhm...jest o wiele lepiej. I łóżko wygodne.-uśmiechnął się do niego odkladajac książke.-podoba mi się wystrój...żurawie są śliczne.-ok...tylko uważaj. Dzisiaj otworzyły mi się rany na rehabilitacji...

Takano | Jun pisze...

-nie przemeczam...tak wyszło.-mruknął oglądając laurke i układając ją na szafce.-śliczna. Podziekuj mu ode mnie. Ale kotus panda jest twoja...-powiedział przyjmujac misia.-w każdym razie...za wszystko dziękuje. Jesteś kochany. Oboje jesteście.

Takano | Jun pisze...

-dziękuje za pande. A z wózkiem sobie radzę...ostatnio się nauczyłem.-przypomniał siadając i spokojnie jadąc w stronę łazienki.-no...wziales wszystko?-spytał rozpinajac koszule od pizamy

Takano | Jun pisze...

-patrz ile blizn mi zostanie...-westchnął ciężko dając mu się myć. -aj...uważaj...-poprosił kiedy trochę zapieklo.

Takano | Jun pisze...

-wiem że tobie nie przeszkadza.-zaśmiał się cicho.-nie przepraszaj. Jestem ci wdzięczny że mi tak pomagasz. Jesteś kochany.-uśmiechnął się lekko.-włosy też mi umyjesz?

Takano | Jun pisze...

-dziękuje kochanie. O wiele lepiej się teraz czuję.-uśmiechnął się do niego wracając do łóżka.-opowiedz mi co tam w domu i w ogóle...mam nadzieje że stanę na nogi jak najszybciej...nie lubie leżeć w szpitalu nawet jeśli tak się mną opiekujesz...

Takano | Jun pisze...

-mhm...czyli nie jest źle.-uśmiechnął się lekko.-możesz jednak wygonić moje rodzeństwo z domu? Proszę...nie chce żeby mi grzebali w rzeczach...-poprosił.-fajnie że maluch ci pomaga. Uczysz go piec? Przywieź następnym razem coś co upiekliscie?

Takano | Jun pisze...

-rozumiem że mogą się martwić ale...to nie znaczy że muszą uparcie okupowac mój dom. Powiedz żeby wrócili do pracy i się nie martwili bo już mi lepiej. Proszę.-poprosił tulac go do siebie.-przywieź mi jakieś czekoladki.-poprosił mając ochotę na czekoladę.

Takano | Jun pisze...

-wredota...ciekawe czy tak samo byś mówił jakby tobie wbili do domu.-mruknął niezadowolony że się go nie słucha. Przecież wcale nie prosi o tak dużo.-chciałbym...
-cześć ciamajdo.-rozesmiali się przyjaciele mężczyzny wchodząc do sali.
-a teraz jeszcze oni...-westchnął.
-nie marudz. Mamy twoje ulubione czekoladki.-oznajmił wesoło Sojiro.
-i twój ulubiony sok.-dodał Rui.
-oraz ulubioną książkę.-zakończył Akira kładąc wszystko na szafke.

Takano | Jun pisze...

-chociaż jeden wita nas uśmiechem.-roześmiał się Rui.
-słuchaj nie denerwuj się tak. Mamy teraz wolne, przyszliśmy pomóc trochę w cukierni i pomóc Tomo bo już wiemy jaki potrafisz być marudny kiedy lezysz w szpitalu.-zaśmiał się Sojiro siadając na kanapie.

Takano | Jun pisze...

-cóż ale teraz chyba trochę wam przeszkadzamy.-powiedział Sojiro a reszta zawturowala mu śmiechem.
-tak troszkę...ale dzięki za prezenty...zdecydowanie za dużo ludzi się o mnie martwi. Przecież nic mi nie jest...za dwa tygodnie spokojnie dostanę kule a za trzy stąd wyjde.-westchnął ciężko.

Takano | Jun pisze...

-nie głupi...taka prawda kochanie. Mam zamiar jak najszybciej stąd wyjść więc nie rozumiem czemu wszyscy tak się o mnie martwią. Czuję się dobrze...i gdyby nie rany na stopach chidzilbym normalnie. No może trochę się trzese...ale nie jest że mną na tyle źle żeby wszyscy się tu zjeżdżali.
-ale marudzisz...-westchnął Rui.
-słyszeliśmy że nici z wakacji więc chcieliśmy cię trochę odwiedzić.-dodał Akira. Całą trójka siedziała na kanapie.

Takano | Jun pisze...

-no i wyszedł...
-ale na nas tego nie zwalaj.-Zachichotal Rui. Po około dwóch tygodniach tak jak planował otrzymał kule. Poruszał się już sprawniej i wszystkie rany ładnie się zagoily. Na rehabilitacji dopytywał lekarza czy jeszcze długo będzie musiał zostać w szpitalu a ten cierpliwie odpowiadał że jak tylko skończy rehabilitację. Starał się nie przemeczac ale nic nie mógł poradzić na to że chciał w końcu wyjść ze szpitala. No bo ile można to znosić?

Takano | Jun pisze...

-hej maluchu.-zaśmiał się pewniej łapiąc kule.-no to teraz pójdziemy do mojej sali, ok? Porozmawiamy trochę.-uśmiechnął się idąc powoli.-Tomo mi opowiedział o swoim wypadku jak jeszcze spałem...-zaczął kiedy wchodzili do jego sali.-cieszę się że jesteś cały. Wiem że nie chciałeś mnie tym martwić...ale to nic. Lepiej kiedy wiem.-powiedział siadając na kanapie i biorąc go na kolanka.-i słyszałem że już w szkole trochę lepiej.-dodał z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-wiem maluchu. I ja też bardzo się bałem kiedy byłem w tym płonącym budynku. Najważniejsze że nic ci nie jest.-uśmiechnął się glaszczac go po włosach.-pyszne.-powiedział kiedy spróbował ciasta.-niedługo wrócę do domu. Jeszcze tylko kilka dni rehabilitacji i będę mógł stąd wyjść. Może wtedy weekend spedzisz u mnie?

Takano | Jun pisze...

-och mam zamieszkać z wami? Tomo nic mi nie mówił...w każdym razie nie mam nic przeciwko. Po wyjściu że szpitala pewnie już nie będę potrzebował kul. Tak bynajmniej mówili lekarze.-uśmiechnął się lekko tulac go do siebie.-wolę nie dostać w dupe...

Takano | Jun pisze...

-będą bajki, będę ci pomagał w lekcjach i co tylko będziesz chciał. I czekoladę ci zrobię. Jak tylko stąd wyjde. A wiesz że już ładnie chodzę? Nogi się zagoily więc już tylko kilka rehabilitacji i będę jak nowy.-zapewnił z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-a co się stało? Tomo nie sypia?-spytał spokojnie.-a bardzo dużo ma zdjęć? To dobrze...bardzo chciałem zobaczyć przedstawienie...przepraszam maluchu...-zrobił smutną minke.-ale na następny na pewno przyjdę...obiecuje.-powiedział uśmiechając się lekko.

Takano | Jun pisze...

-oj bardzo malutko? To go położymy. Jeden dzień wolnego w pracy nic mu złego nie zrobi.-uśmiechnął się. Wciąż tulil do siebie chłopca bardzo się ciesząc z jego obecności.-Hmmm...naucze czemu nie...ale jak wyjde ze szpitala, ok? Pójdziemy na basen.-zaproponował glaszczac go po rozczochranych włosach.

Takano | Jun pisze...

-na motorku?-zaśmiał się cicho i pomachal chłopakowi.-no to za kilka lat jak będziesz ładnie rósł to będzie cię Tomo uczył. A pływać nauczysz się szybciej.-powiedział puszczając chłopca i wstając żeby przywitać się z Tomo.-słyszałem że mało sypiasz...

Takano | Jun pisze...

-to zdecydowanie za mało...przecież minimum to 8. Czemu tak mało?-spytał patrząc na niego uważnie i znów tulac do siebie chłopca.

Jun
-co?- Spytał wyrwany z transu.-musiałem za mało spać...jakoś tak nie mogłem dzisiaj zasnąć. To pewnie przez pełnię zawsze tak mam że kiepsko mi się wtedy śpi.-mruknął ziewajac.-dzięki za uratowanie życia...

Takano | Jun pisze...

-nie, to nie jest normalne...jak tylko stąd wyjde bierzesz minimum dzień wolnego żeby się ładnie wyspać...postaram się też odciążyć cię od części obowiązków. Musisz się wysypiac bo się zajedziesz i padniesz...wyladujesz w szpitalu i przespisz tydzień jak nie więcej.-fuknal na niego.-dobrze że mi powiedziałeś maluchu...-poglaskal go po włosach.

Jun
-nie jestem...po prostu mam wtedy cholernie jasno w pokoju...-mruknął.-chcesz że mnie nianke zrobić? Żartujesz sobie?-jęknął idąc za nim.-wiesz że kiepska że mnie opiwkunka? Jak się zajmowałem małymi Amakusy to wojsko mieli...

Takano | Jun pisze...

-wezmiesz wolne i razem spędzimy cały dzień chodzbym miał się przywiązać do krzesła. I się wyspisz. 10 godzin snu i będzie ok.-oznajmił z uśmiechem.-trochę leze w szpitalu i nie śpisz i się przemeczasz....co ja się z tobą mam? Dobrze że niedługo wychodzę bo być się głupio zajechał.-pokrecil głową.-Yuya pomozesz mi dopilnować żeby Tomo odpoczął porządnie?-spytał go szeptem.

Jun
-ales ty głupi...przecież powinno się spać minimum 8 godzin....może małe wolne? Jeden dzień to nie jest dużo a się wyspisz i wypoczniesz.-westchnął.-zajmę się nim ale weź sobie też jeden dzień wolnego.

[ok...jak już mowa o spaniu to ja idę bo oczy mi się same zamykają...dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-oj to była inna sytuacja...dola miałem i w ogóle.-mruknął tulac chłopca.-jest dwóch na jednego więc jeden dzień wolnego na pewno weźmiesz.-oznajmił cicho się śmiejąc.

Jun
-ale uparciuch z ciebie.-mruknął kręcąc głową-do spania póki porządnie się nie wyspisz.

[w ten piątek ^^ to nie moja studniowka więc nie będę się odstawiac...]

Takano | Jun pisze...

-ech ale musisz odpocząć. Może nie przychodz te kilka dni? Odpoczniesz trochę.-zaproponował siadając wygodniej.

Jun
-hej...poczytam...-przywitał się z lekkim uśmiechem.-a co ci poczytać?

[Ech rozmawiam że starą koleżanką...i jakoś tam strasznie się zmieniła...opowiada mi o tym jak to co piątek jest najebana...jest ode mnie młodsza...ech nie lubie tego i nie wiem jak mam się z nią pogodzić...]

Takano | Jun pisze...

[mówiłam ale jak większość ludzi ma to w dupie...]

-pyszne wam wyszło. Bardzo mu pomagałeś?-spytał Tomo uśmiechając się do niego.-słyszałem od Yuyi że razem pieczęcie...jak wyjde to zrobię wam pyszny francuski deser.

Jun
-ok...-wziął od niego książkę i zaczął spokojnie czytać. Kiedy czytał tą serie.

Takano | Jun pisze...

[no wiem...już sobie powiedziałam że nie będę się angażowała w to emocjonalnie...]

-Yuya już mi powiedział. To słodkie.-uśmiechnął się.-zamieszkam z wami z chęcią. I zajmę się kochanym maluchem...więc będziesz miał więcej czasu na odpoczynek.-powiedział dając mu calusa.

Jun
-nie ma za co...-uśmiechnął się lekko.-em maluchu...ja nie umiem gotować...-powiedział trochę zażenowany.

Takano | Jun pisze...

-jasne skarbie. Już całkiem nieźle idzie mi chodzenie. Na prawdę nieźle. Więc już niedługo wyjde.-uśmiechnął się lekko idąc do łóżka.-jedźcie ostrożnie.-dodał siadając po pilota.

Jun
-a mały...ja nie wiem czy tak można...-zaczął czując się trochę niezręcznie.-może...no nie wiem...jakoś bym pomógł...

Takano | Jun pisze...

Zmruzyl oczy czytając świadomość. Niesamowicie fajnie...przynajmniej będzie miał okazję żeby ich wygonic do ich domu. O tak to dobra myśl. Jak pomyślał tak zrobił. Siostra obiecała że ze wszystkimi postara się wynieść do końca tygodnia. Kiedy dojechali do domu Tomo wziął torbę że swoimi rzeczami i powoli doszedł do drzwi w które grzecznie zapukał.

Jun
-To to jak umiesz zrobić ciasto nalesnikowe to sobie jakoś poradzimy...-uśmiechnął się do chłopca.

Takano | Jun pisze...

-hej maluch...obudziłem cię?-spytał tulac go na powitanie i puszczając mimo uszu przejezyczenie chłopca. Przywitał się z psami i wszedł do środka.-idź spać...-polecił mu.

Jun
-dlaczego nazywasz mnie wujkiem?-spytał w końcu wylewajac na nagrzana patelnie trochę ciasta.

Takano | Jun pisze...

-jasne już idę kochany...tylko zdejme kurtkę.-powiedział wieszajac ją na wieszak i idąc za chłopcem.-nadal trudno ci zasnąć?-spytał kładąc się obok niego do łóżka.-zostanę z tobą ile chcesz. Jakoś muszę ci wynagrodzić że znów nie mogłem być przy tobie kiedy tego potrzebowałeś...

Jun
-oj...możesz mówić. Spytałem z ciekawości to wszystko.-zmirzwil mu włosy wykladajac na talerz kolejnego naleśnika.-cóż...zjemy z czym chcesz o ile wiesz jak to zrobić...-powiedział zupełnie nie odnajdują się w kuchni.

Takano | Jun pisze...

-mhm rozumiem...tul się maluchu. No i...mimo że nie jestem takim super wokalistą jak Tomo to zaśpiewam ci kolysanke.-uśmiechnął się lekko zaczynając nucic cichą i spokojną melodie. Głaskał chłopca po włosach i pozwalał mu się tulic.

Jun
-lubie cię maluchu...ale mało cię znam więc Hmmm....wydajesz się bardzo miłym chłopcem...nie da się ciebie nie lubić.-podał mu talerz z naleśnikami i herbatę

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna wyszedł spokojnie za nim.
-hej kochanie...-przywitał się z uśmiechem obejmując go od tyłu.-jak tam zmęczony po pracy? Może teraz trochę odpoczniesz? Jak już psiaki się wybierają...

Jun
-wszystko twoja zasługa maluchu. Ja tylko smarzylem...-powiedział biorąc jednego naleśnika i zgadzając się że wyszły pyszne.

Takano | Jun pisze...

-nic się nie stało...w końcu wyszedłem i będziemy mieli czas na rozmowy.-uśmiechnął się w końcu go puszczając.-jej...to serio miałeś dużo roboty. Wybacz kochanie to ja powinienem robić te pralinki nie ty...przepraszam....

Jun
-hmmm...zobaczmy co tutaj masz...-otworzył jego zeszyty i wszystko uważnie przejrzał a następnie powiedział żeby najpierw spróbował sam a jak nie będzie umiał to on mu pomoże.

Takano | Jun pisze...

-mmm pycha...-przyznał obejmując go w pasie i prowadząc do domu.-Yuya śpi. Zanucilem mu kolysanke i ładnie zasnął. Mocno się tulil...-dodał spokojnie wchodząc do domu i zdejmujac buty.-jesteś padniety...chodź od razu spać a jutro zrobię śniadanie i gorącą czekoladę.-zaproponował widząc jakieś zmęczony.

Jun
-mhm już tłumacze.-wziął ołówek i czystą kartkę i zaczął mu powoli tłumaczyć co powinien robić.-i proszę. Masz wynik.-zakończył z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

Takano wziął prysznic zaraz po nim i położył się przy nim. Zanim zasnął chwilę jeszcze wpatrywał się w jego spiaca twarz glaskajac go po policzku. Zdjął okulary, objął go delikatnie i zasnął.

Jun
-proszę bardzo.-uśmiechnął się lekko.-cieszę sięlekkoe mogłem ci jakoś pomóc. Ale cichutko bo przecież nie chcemy obudzić Tomo.-przyłożył palec do ust.

Takano | Jun pisze...

Złapał go za rękę i przyciągnął do siebie jeszcze nie do końca kontaktując. Siłą zmusił go żeby usiadł na łóżku.
-jakie bieganie? Kochanie...chodź spać...nie możesz później? Weź się chociaż raz porządnie wyspij...-jęknął ziewajac.

Jun
-możemy pograć...czemu nie...-wzruszył ramionami.-tylko przypomnij mi jak się w to grało...-dodał śmiejąc się cicho.

Takano | Jun pisze...

-a nie możesz sobie zrobić jednego dnia wolnego? Ja lepiej żebym jeszcze nie biegał...wiesz zalecenie lekarza, mam się oszczędzac.-wzruszył ramionami.-zrobię śniadanie...e to nie moja godzina...-jęknął trochę niezadowolony.-bierzesz psy?

Jun
-ok Ja mogę mieć pozostałe.-zgodził się kiedy uważnie wyslychal zasad. Nie pamiętał kiedy ostatnio w to grał, pewnie jak jeszcze żyła jego mama.-kto zaczyna?-spytał kiedy rozłożył pionki.

Takano | Jun pisze...

-ale jeden dzień wolnego nic ci nie zrobi...-mruknął ukrywając się koldra i znów zasypiajac.
***
-żyję...-jęknął otwierając oczy i przytulajac chłopca.-Yuya? Która godzina?-spytał ziewajac i próbując wymacac okulary na szafce.

Jun
-ok...-wziął kostkę i niestety nie wyrzucił sześciu oczek więc przekazał kostkę chłopcu. Na nim nie działał jak widać fart nowiciusza.

Takano | Jun pisze...

-mhm maluchu...no to chyba pora wstawać, co?-przetarl zaspane oczy i założył okulary.-tesknilem za tobą maluchu.-dodał tulac go do siebie mocno.-a powiedz co byś chciał na obiad? Dzisiaj ja coś zrobię.-powiedział wesoło i usiadł na łóżku.

Jun
-no i patrz maluchu tego nie powiedziałeś.-oskarżył go cicho się śmiejąc. Za trzecim razem wyrzucił szóstkę i wystawił pionka. Rzucił jeszcze raz i ruszył go o dwa pola.

Takano | Jun pisze...

-czekoladę ci zrobię...ale powiedz może jest coś konkretnego co chciałbyś zjeść na obiad? Nie masz żadnej zachcianki?-spytał biorąc się za robienie czekolady.-chcesz się nauczyć robić taką czekoladę?

Jun
-już widzę że mnie rozgromisz...-zaśmiał się. Z drugim pionkiem poszło mu trochę lepiej. Wyrzucił szóstkę z drugiego koloru pionkow i poszedł cztery pola.

Takano | Jun pisze...

-ok...więc przy pierwszym etapie będę ci pomagał. A przynajmniej będziesz wiedział jak się robi.-uśmiechnął się do niego. Więc najpierw rozpuszczasz czekoladę w kąpieli wodnej. To proste...na garnek kladziesz miskę i rozpuszczasz.-uśmiechnął się w międzyczasie powoli grzejac mleko.

Jun
-za dobry jest...-pozalil się przyjacielowi odkładając kostkę i plansze do pudełka.

Takano | Jun pisze...

-ja ciebie też maluchu.-zmierzwil mu włosy.-jesteś kochanym dzieciakiem.-dodał przekładając roztopiona czekoladę do mleka. Dodał trochę cukru i zaczął powoli mieszać.

Jun
-może jakiejś herbaty...-wzruszył ramionami.-bardzo miły chłopiec. Z lekcjami sobie poradził i zrobił ciasto na naleśniki. Ja tylko usmarzylem. A tobie jak się stało?

Takano | Jun pisze...

-na prawdę? Zuch chłopak. Jeśli będziesz chciał to będę mógł cię czegoś nauczyć.-uśmiechnął się do niego. Zmirzwil mu delikatnie włosy i poszedł do salonu gdzie było naszykowane śniadanie.-może założysz sobie zeszyt z przepisami?-zaproponował.

Jun
-nie wymeczyl na prawdę jest grzeczny. Pozazdrościć wam takiego dzieciaka.-zaśmiał się.-oj wylać ciasto na patelnie i obrócić na drugą stronę...żadna filozofia...-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-pojedzoemy do miasta i jakiś wybierzesz.-powiedział przytulajac go lekko.-a teraz jedz ładnie bo się spóźnisz do szkoły.-dodał samemu zaczynając jeść.

Jun
-a ja akurat to umiem...strasznie je pilnuję i w ogóle...-zaśmiał się cicho.

Takano | Jun pisze...

Pożegnał się z chłopcem i sam wyszykowal się do pracy. Poszedł na górę si cukierni i wszystko rozłożył. Trochę się zdziwił że wiele ciast było upieczonych.
-musiał ciężko pracować...-westchnął. Przed pierwszymi klientami zrobił czekoladę i zniósł ją na dół do Tomo.-w ramach podziękowania za ciężką pracę...-powiedział podając mu kubek.

Jun
-No właśnie nie...ciasto mi nie wychodzi.-zamarudzil.-ale dzisiaj już mnie nie męcz gotowaniem...

Takano | Jun pisze...

-ok...więc dzisiaj kilka rzeczy upieke.-powiedział biorąc sobie buleczke.-a nie wiesz czemu ci nie wychodziły? Wiesz...mogłeś mnie poprosić o radę...bo ja mam swoje sposoby na robienie wielu rzeczy a nie zawsze je notuje w przepisach...

Jun
-wow a to nowość...-zaśmiał się.-w każdym razie miły chłopiec...a w ogóle...że tak spytam...jak to się stało że go adoptowales?

Takano | Jun pisze...

-no rozumiem skarbie. Wiele z nich jest pracochłonne więc...nie musiałeś i robić. Jestem ci wdzięczny że tak dużo robiles i w ogóle...-dał mu calusa i uśmiechnął się lekko.-dobrze slbke radziles.

Jun
-mhm rozumiem...to dobrze że się jim zajeliscie a...czemu nie ma rodziców? Jeśli mogę spytać?

Takano | Jun pisze...

-jasne że nie jestem zły skarbie. Radziles sobie świetnie.-zapewnił uśmiechając się do niego.-zrobię wam dzisiaj coś dobrego na obiad...i pyszny deser.-obiecał.-co byś chciał zjeść? Bo Yuya chce niespodziankę...

Jun
-to dobrze...na prawdę dobrze że was ma. Oboje dobrze wiemy jak to jest stracić rodzinę. Dobrze że się nim zajmujecie...teraz tworzycie dla niego nową rodzinę.

Takano | Jun pisze...

-nic z rybą...no coś wymysle. Ale nie wiem co mógłbym...zobaczę co masz w lodówce.-wzruszył ramionami.-no kochanie chyba koniec przerwy co? Wracam do pracy. Widzimy się na obiedzie.-dał mu calusa i poszedł na górę.

Jun
-póki nie będą wiedziały to będzie dobrze...wystarczy że się nie dowiedzą.-uśmiechnął się do niego i poklepal po ramieniu.-to chyba nie trudne utrzymać to w tajemnicy przed dziećmi.

Takano | Jun pisze...

Takano wrócił do pracy. Między klientami pękł ciasta na górę następny dzień. Pracę skończył wcześnie i poszedł robić obiad. Sprawdził zawartość lodówki i westchnął ciężko.
-bez ryby...-mruknął. Sprawdził jeszcze ile ma czasu i zabrał się za robienie ratatuj i panny cotty.

Jun
-cieszę się że jesteś szczęśliwy. Wiem że to wiele dla ciebie znaczy.-zmirzwil mu włosy.-mój młodszy braciszek ma własną rodzinę...

Takano | Jun pisze...

-no ok kochanie...więc tu masz obiadek. Nic z rybą, same warzywa ale mam nadzieje że Yuyi też posmakuje.-zaśmiał się stawiając przed nimi talerze i sok.-smacznego moi drudzy. Potem deser. A jak ty będziesz w pracy to ja zrobię z małym lekcję.-uśmiechnął się zaczynając jeść.

Jun
-wiem że jestem. Jestem twoim bratem i to się nigdy nie zmieni.-zapewnił że zdaje sobie że wszystkiego sprawę.

Takano | Jun pisze...

-wiesz akurat to danie do genialny sposób żeby dzieci jadły warzywa. Miała być niespodzianka i jest.-uśmiechnął się do chłopca.-jest dokłada jaktyi smakuje.-dodał spokojnie jedząc swoją porcję.-pójdę na spacer czemu nie. Najpierw poczytać Yuyi do snu a później się przejdziemy.-zgodził się popijając sokiem.

Jun
-Oooo dawno nie byłeś taką przylepa.-zaśmiał się wesoło.-co się stało. Za dużo szczęścia?

Takano | Jun pisze...

Wstał i dołożył chłopcu trochę zaraz wracając do stołu.
-hmmm....chętnie był się wykapal z tobą ale...zależy kiedy będę szedł z Tomo na ten spacer.-odparł spokojnie.-ja ciebie też bardzo kocham. I zaraz podam deser.-powiedział glaszczac go po policzku.

Jun
-mieszkaliśmy pod jednym dachem nie dziwię się że teraz tęsknisz. Ale przecież widujemy się w miarę często nie przesadzaj...

Takano | Jun pisze...

-z truskawkowym.-powiedział wstając i przynosząc deser.-smacznego. Tomo? Może po deserze pójdziemy na spacer? Yuya w tym czasie zrobi lekcję a ja mu potem wszystko sprawdze. Chyba że masz inny plan.-powiedział próbując swojego deseru.

Jun
-jasne jasne...bądź przylepa.-zaśmiał się.-a jak tam kochas w szpitalu czy już wyszedł?-spytał po chwili ciszy.

Takano | Jun pisze...

-tyle czas w zupełności wystarczy...chyba że chciałeś iść gdzieś dalej albo coś. Albo teraz odpocząć trochę.-powiedział jedząc spokojnie.-i jak smakuje?-spytał patrząc na niego uważnie.

Jun
-mhm...no to teraz wszystko powoli będzie wracało do normy. Jesteście bezpieczni i możecie spokojnie być szczęśliwi. Do niego też się tak tuliles przylepo?-zaśmiał się wesoło.

Takano | Jun pisze...

-mhm...cieszę się kochanie. Mógłbyś pisać artykuły do magazynów tak ładnie opisujesz.-zaśmiał się dając mu calusa.-a powiedz kochanie...przyszedł.może magazyn z którego była tamtą dziennikarka o której ci mówiłem? Miał przyjść...

Jun
-oooo...a czemu nie miałeś? Za dużo roboty?-spytał mierzwiac mu włosy i pozwalając mu się tulić.

Takano | Jun pisze...

-ok później tam zajrze. Jestem ciekaw co napisała.-powiedział muskajac jego usta.-racja...wolę usłyszeć co ci się podoba w deserze niż po prosty usłyszeć że jest pyszny.-powiedział przytulajac go lekko do siebie.-kocham cię.

Jun
-no tak...jesteś strasznie uparty. Ale jeśli chcesz z nim spędzić trochę czasu to możesz przecież trochę odpuścić. Po później będziesz się tulil i nie pozwolisz się odsunąć.

Takano | Jun pisze...

-dobrze, chodźmy. Yuya jak zjeść to zrób lekcję, ok?-spytał żeby się upewnić. Poszedł ubrać buty i założyć Jolie smycz.-gdzie idziemy?-spytał kiedy był już gotowy.

Jun
-mhm...w sumie nie było go ponad dwa tygodnie...ale przecież się przyzwyczaisz. Ciesz się że znów jest przy tobie. Nie komplikuj sobie życia.

Takano | Jun pisze...

-mhm...dość ciepło. Niedługo będzie można chodzic na plaże i pływać.-przyznał splatajac z nim palce. Pozwolił Jolie biegać patrząc na nią uważnie.-miałeś mnie nauczyć surfowac.-przypomniał.

Jun
-sądzę że tak...ale musicie się oboje o to starać. Wtedy na pewno będzie trwać długo.-odpowiedział z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-pytał as czy go naucze...-uśmiechnął się lekko.-ze mną już na prawdę ok. Rany wszystkim się zagoily...są blizny ale przecież z tym da się żyć. Jestem zdrowy jak ryba. Nie martw się już o mnie...co prawda mam się jeszcze jakiś czas nie przemeczac ale to nic takiego.-zapewnił go.-Tomo? Obawiam się co się stanie jak jego koledzy z klasy się o nas dowiedzą...

Jun
-oj...przecież niczego nie spieprzyrz. Nie martw się na zapas.

Takano | Jun pisze...

-niby będzie inaczej i w ogóle...-widząc jakieś dzieciaki idące na przeciwko odsunął się od niego delikatnie.-ale martwię się o to. Nie chce żeby cierpiał przez nas.-powiedział wzdychajac cicho.-najlepiej gdyby żadne z nas się nie przemeczalo kochanie.-zaśmiał się cicho.

Jun
-jestem szczęśliwy. Też mam rodzinę...szczęśliwą. Reiko ma bliźniaki więc pomagamy jej trochę...ostatnio zabrałem Ryu na wycieczkę do Tokio.

Takano | Jun pisze...

-no zamartwianie się na zapas nie jest dobre ale...ech nie mogę jakoś przestać myśleć że może przejść przez nas piekło...-westchnął.-kotus...przynajmnie będzie jak tylko będziemy mieli chwilę dla siebie ale nie sądzę żeby to zaliczało się do dyscyplin sportowych.-zaśmiał się cicho.

Jun
-byłem na grobie...płakałam przy Ryu. Nie przestraszyła go...tak sądzę.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-mhm niby tak...ale nie chce żeby mu było źle. Po prostu.-wzruszył lekko ramionami.-kocham cię wiesz?-objął go ramieniem.-kiedy zrobisz sobie wolne żebyśmy mogli pójść i a randkę?-spytał cicho się śmiejąc.

Jun
-niby dobrze...ale...ciężki mi było pokazać mu się w takim stanie.-wzruszył ramionami.-powiedziałem mu też wszystko jak to było z moim ojcem...

[nogi mnie bolą XD koleżanka ciągle mnie wyciągała na parkiet XD]

Takano | Jun pisze...

-kochanie chciałbym żebyśmy sobie zrobili taki nasz dzień. Poszli do kina, zjedli romantyczny obiad, przynioslbym fontanne do czekolady...dwa miesiące byłem przykuty do łóżka...-zamarudzil trochę.-ile mamy jeszcze czasu na spacer?

Jun
-bałem się jak zareaguje...nie cchciałem żeby zaczął się mnie brzydzic czy coś...ale zrozumiał. Po części ale zrozumiał.

Takano | Jun pisze...

-może co trochę pomogę? Jak masz dużo pracy to przyda ci się pomoc...-zaproponował z lekkim uśmiechem.-no to jeszcze trochę czasu mamy...a niedługo wszystko się uspokoi. Niebezpieczeństwo zniknęło, oboje jesteśmy zdrowi i teraz pozostaje nam tylko cieszyć się sobą i naszą małą rodziną.-objął go lekko ramieniem.

[jasne nie ma sprawy ^^ coś się stało czy tak o brak weny?]

Takano | Jun pisze...

-co tak cichutko kochanie? Nie chce żebyś sam siedział z górą papierów.-powiedział dając mu calusa w policzek.-no cóż noszenie ciężarów to chyba jeszcze nie teraz...ale się potulisz jak wrócisz z pracy.-powiedział wołając psy żeby mogli już wracać.

[mhm ^^ baw się dobrze u wujka]

Takano | Jun pisze...

-no ja wiem...ty wszystko lubisz sam robić. Rzadko kiedy proszisz o pomoc przy czymś.-zaśmiał się cicho.-ale gdyby było ci za ciężko to po prostu powiedz.-poprosił idąc powoli w stronę piekarni.-poczekać aż wrócisz?

Takano | Jun pisze...

-dobry wieczór...-przywitał się i wysłuchał co mężczyzna ma mu do powiedzenia.-już idę. A mówiłem żeby się nie przemeczal...-mruknął pod nosem ubierajac buty i dzwoniąc do mamy chłopaka w trakcie zamykania drzwi na klucz i biegu do piekarni.

Takano | Jun pisze...

-co ja się z tobą mam kochanie...-westchnął kucajac przy nim.-odpusc już na dzisiaj ok? Jak dużo zostało to zrobię to za ciebie a jak nie to idziemy oboje do domu. To źle że słabniesz w pracy.-powiedział zmartwiony i trochę niezadowolony.-miałeś o siebie dbać.-przypomniał mu.

Takano | Jun pisze...

-to dobrze że już koniec.-powiedział tulac go lekko.-popieram. Więc cukiernia jutro zamknięta bo ciebie trzeba pilnować. A jak Yuya będzie w szkole to obejrzymy jakiś film w domu, co ty na to? A teraz chodź, zaniose cię do domu.-powiedział odsuwając go delikatnie od siebie i wstając.

[dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-Ech kochanie...czasem jesteś aż za bardzo uparty...-westchnął biorąc na na ręce jak swoją księżniczkę.-Ledwo stoisz i mogę się założyć że kręci ci się w głowie. A jak ci powiem żebyś juro odpoczywał to jak tylko wyjdę zaczniesz coś robić...bez nadzoru nie umiesz odpoczywać. Oboje weźmiemy sobie mały wolne.-uśmiechnął się do niego lekko.-Pozamykajcie wszystko.-poprosił i wyszedł.

Takano | Jun pisze...

-Wszystkim się zajmę kochanie. Zrobię mu śniadanie i po szkole zaprowadzę na basen. Zostanę z nim i razem wrócimy. Jak będziesz się lepiej czuł to możesz zrobić jakiś szybki obiad, ale jak nie masz leżeć. Zrozumiano?-spytał wchodząc do domu i sadzając go na kanapie.-Dam ci zaraz coś do jedzenia żebyś odzyskał trochę sił. Obiecuję coś lekkiego.

Takano | Jun pisze...

-Jasne skarbie, chyba wierzysz we mnie co? Poradzę sobie.-pogłaskał go po włosach i dał całusa w czoło.-Zaraz ci dam czekoladę...-dodał idąc do kuchni i po chwili wracając.-słodka z syropem malinowym. I ciasteczka.-położył wszystko na stoliku.

Takano | Jun pisze...

-mhm...-objął go mocno przesuwając go bliżej siebie.-bardzo się chcesz potulic co? Co się stało że zasłabłeś? Przecież jadles obiad i w ogóle...nie powinno co nic być...-mruknął nie bardzo rozumiejąc.

Takano | Jun pisze...

-mi też brakowało tulenia.-przyznał uśmiechając się lekko.-oj kotek...może jednak pójdziesz do mamy? Jeśli chodzisz ciągle wyemitować to może faktycznie może być coś na rzeczy? Nie możesz tego ignorować skarbie...zadzwoń jutro do mamy.

Takano | Jun pisze...

-nie skarbie. To nie jest widzimisie. Jesteś jej synem i coś jest nie tak z twoim organizmem. Dlatego zadzwonisz jutro a jak nie to ja to zrobię. Jasne?-przytulil go do siebie.

Takano | Jun pisze...

-ale ty sam nigdy nie zadzwonisz a wymioty to nie katar. A co jak to poważne? Proszę zadzwoń jutro.-przytulil go mocniej.-nie dzwonię z byle katarem...ale w takich sprawach jak ta zadzwonie jeśli ty tego nie zrobisz.

Takano | Jun pisze...

-skąd wiesz? Może jednak jest poważne?-mruknął idąc za nim.-możemy iść spać...zadzwoń proszę jutro. Proszę.-westchnął zdejmujac sweter i wchodząc do łóżka.-nic się przecież nie stanie jeśli zadzwonisz.

Takano | Jun pisze...

Obudził go hałas. Wstał leniwie z łóżku i poszedł do łazienki.
-jest gorzej? Dzwonimy do twojej mamy i bez dyskusji.-powiedział wychodząc i wykrecajac numer do mamy chłopaka.-dzień dobry.-przywitał się wyjaśniając sytuację.

Takano | Jun pisze...

-mowy nie ma kochanie...dopóki nie przyjedzie twoja mama nie wiezmiesz żadnych leków. I do łóżka. Ale już.-westchnął idąc mu zrobić gorzką herbatę. Wrócił po chwilę dając mu kubek z gorącym płynem.

Takano | Jun pisze...

-kotek...-westchnął idąc na chwilę do kuchni sprawdzić zawartość apteczki.-dobrze kochanie. Masz tutaj wodę i coś rozkurczajacego...zaraz przyjedzie twoja mama i cię zbada.-powiedział podając mu wszystko i pomagając usiąść.

Takano | Jun pisze...

-przecież nic ci do jedzenia nie proponuje...-zamarudzil idąc otworzyć drzwi.-dzień dobry...przepraszam że tak wcześnie ale on bardzo go boli brzuch i nie chce żeby cierpiał.-wyjaśnił pomagając kobiecie zdjąć płaszcz.-sam by pewnie nigdy nie zadzwonił...

Takano | Jun pisze...

-aj no dopiero wróciłem że szpitala...proszę nie oczekiwać ode mnie za wiele jeszcze się nie nacieszylem tym co mam.-zaśmiał się cicho.-dobra będę się jej trzymał...nie jestem lekarzem i jako tako się nie znam ale nie powinien mieć od razu wycietego? Mój brat miał...-wyjaśnił od razu swoje dedukcje.

Takano | Jun pisze...

-ok...więc będę go pilnował z dieta. Zadzwonie jak coś i obiecuje że postaram się zaprosić cię na kawke i ciasto. Po prostu jeszcze się nie nacieszylem tym że wróciłem.-wzruszył lekko ramionami.-może zostaniesz na śniadaniu, mamo?-spytał zerkając na zegarek.

Takano | Jun pisze...

-jasne maluchu możesz. Ja spedze czas z Tomo, mam nadzieje że wyzdrowieje a ty mi ładnie powiesz jak poszła wycieczka.-uśmiechnął się do niego.-a teraz lec się szykować do szkoły, zaraz zrobię śniadanie.-dodał idąc do kuchni.

Takano | Jun pisze...

-przyjdę. O której kończysz?-spytał wkładając mu do tornistra drugie śniadanie.-Tomo mówił że masz dzisiaj basen...-przypomniał sobie.

Takano | Jun pisze...

-aj maluchu przecież mogę przyjść jak chcesz. I tak miałem brać dzisiaj wolne, przyjdę jeśli się boisz. Możesz na mnie polegać.-zapewnił siadają na przeciwko niego.-to jak? Przyjść?

Takano | Jun pisze...

-nie będę się śmiał. Kochany...każdy się czegoś boi. Na przykład ja się boję burzy...i huśtania sie na huśtawce.-zdradził mu.-po basenie dam ci lizaka jak będziesz dzielny.-dodał z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-miłego dnia. Zadzwoń przed basenem żebym zdążył przyjść.-poprosił i odprowadził go do drzwi. Tomo przyniósł miskę i herbatę w termosie.-potrzebujesz czegoś?-spytał poprawiając mu poduszkę.

Takano | Jun pisze...

-wiem, wiem...nie chcesz być sam.-powiedział kładąc się obok niego.-zostanę przy tobie, mów jeśli będziesz czegoś potrzebował.-poprosił glaszczac go po włosach.

Takano | Jun pisze...

-ale gdyby to mów...i gdyby cię coś bardzo bolało to też powiedz a zaraz coś na to poradzimy...-powiedział obejmując go delikatnie.-doprawdy...nawet kiedy powinno być już wszystko dobrze to ciebie coś łapie...nie mamy szczęścia.-zamarudzil trochę.

Takano | Jun pisze...

-to może powinieneś wrócić do sportu? Bieganie albo coś? Możemy na przykład razem biegać co wieczór z psami...mi się przyda może zrzuce zbędne kilogramy?-zaśmiał się cicho.-pomasować?-spytał jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-ech kochane muszę się z nią zgodzić...nie wiem co z tą twoją odpornością jest nie tak ale co chwilę coś łapiesz. Może za mało witamin albo coś...nie znam się. Poczytam trochę o tym, może się czegoś dowiem. Ale teraz nie mam pojęcia...mnie rzadko coś łapie.-zaczął delikatnie masowac mu brzuszek.

Takano | Jun pisze...

-masz kiepskie argumenty skarbie...masz mnie bardziej kiedy jesteś zdrowy. Zachcianki też masz spełniane...a teraz jestem ograniczony i wielu nie mogę spełnić.-zauważył spokojnie.-więc lepiej nie choruj...

Takano | Jun pisze...

-a za co mielibyśmy się pogniewac?-spytał wstając z łóżka.-no nic kochanie, pospij sobie.-okrył go koldra i poszedł wymyć miskę. Zaniósł ją do sypialni a potem poszedł oglądać telewizję w salonie.

Takano | Jun pisze...

Takano zrobił mu jeszcze jedną herbatę i się pożegnał tłumacząc że idzie na basen żeby wspierać Yuya. Zabrał lizaka i proszę spacerkiem na basen. Usiadł na trybunach i czekał aż Yuya przyjdzie.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna pokrecil głową, dzieciaki mogą być okrutne. Uśmiechnął się do chłopca i pomachal mu z trybun. Pokazał że trzyma za niego kciuki żeby dodał mu odwagi. Obiecał sobie że jak tylko znajdzie chwilę pójdzie z nim na basen kryty do miasta i go nauczy pływać.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna podniósł się z laweczki i spokojnie poszedł za chlopcem.
-Yuya?-powiedział szukając go wzrokiem a kiedy go znalazł podszedł do niego.-byłeś dzielny. Puściłeś się barierki, zuch chłopak.-podał mu lizaka.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem cię maluchu...i w końcu pokonasz strach. W końcu jesteś na prawdę dzielnym chłopcem. Jak chcesz to może jutro udałoby się nam pojechać na basen? Pomoglbym ci troszkę.-zaproponował tulac go do siebie.

[dobranoc ^^]

Takano | Jun pisze...

-byłeś dzielny.-zaprotestował.-odsunąłeś się na chwilę od brzegu. Zdaje sobie sprawę że chciałbyś pływać tak jak wszyscy i nie jesteś z siebie zadowolony ale nie było źle. Pomogę ci.-zapewnił oddając mu lizaka.

Takano | Jun pisze...

-zrobimy maluszku.-powiedział z uśmiechem i usiadł na ławce coś sprawdzając coś w telefonie.-ale jak chcemy torcik to musimy pojechać po składniki do miasta...masz już koniec lekcji?

Takano | Jun pisze...

-gotowy?-uniósł brwi i wytarl mu dokładnie włosy recznikiem. Kiedy skończył wziął go za rękę.-więc zaniesiemy rzeczy do domu a potem pojedziemy do miasta. A i musimy jeszcze sprawdzić jak się czuje Tomo...-powiedział uśmiechając się do niego.

Takano | Jun pisze...

-nie jestem zły...-powiedział spokojnie.-byłeś dzielny. Znajdziemy chwilę i pójdziemy sami na basen a wtedy ci pomogę.-zapewnił otwierając drzwi do domu. Zdjął buty i poszedł do sypialni.-jak się czujesz kochanie?

Takano | Jun pisze...

-nie możesz, twoja mam ci przepisała..-mruknął patrząc na zegarek.-dam ci te przepisane i zaraz pojadę z Yuya do miasta bo chce torcik lodowy. Chcesz coś? Może jakieś kisielki?-zaproponował podając mu tabletki.

Takano | Jun pisze...

-mógłbym ci upiec ale...nie wiem czy możesz kochanie...-powiedział idąc umyć miskę i po chwili z nią wracając.-śpij...sen jest najlepszy na choroby.-powiedział okrywając go koldra. Pojechał z Yuya i wrócił po około godzinie od razu biorąc się na robienie ciast chłopcu polecajac żeby zrobił lekcję.

Takano | Jun pisze...

-aj no dobra maluchu.-podał mu krem do tortu żeby utarl samemu robiąc ciasto na drozdzowke a później pomagając chłopcu z torcikem.

Takano | Jun pisze...

-no Yuya a teraz wyloz dno formy biszkoptami.-powiedział kiedy masa była już gotowa. W międzyczasie włożył drozdzowke do piekarnika.-za około dwie godziny torcik będzie gotowy...w tym czasie lekcję zrobimy.

Takano | Jun pisze...

Po około godzinie wyjął drozdzowke. Podał kawałek chłopcu i jeden zaniósł Tomo.
-proszę skarbie masz kawałek...zjedz i popij herbatą.-powiedział dając mu ciepły kawałek.-a jak mniej już wymiotujesz? Lepiej trochę?

Takano | Jun pisze...

-mam nadzieje że jest lepiej...zjedz ile możesz...później dam ci torcik lodowy. Yuya pomagał.-uśmiechnął się do niego lekko.-blado wyglądasz...jak za trzy dni nie będzie lepiej to czeka cię operacja...-westchnął.

Takano | Jun pisze...

-odpoczywasz i bez gadania. Nigdzie jutro nie idziesz...zostajesz w domu i odpoczywasz. Dopóki nie będziesz czuł się dobrze...-powiedział celujac w niego palcem.-musisz się wyleczyć dokładnie...-westchnął ciężko. Co on się z nim miał.

Takano | Jun pisze...

- ie masz się czuć dobrze tylko masz być zdrowy.-fuknal na niego niezadowolony.-posiedzial trochę...głównie przy brzegu na chwilę tylko się odsunął a potem uciekł. Pojadę z nim niedługo do miasta...

Takano | Jun pisze...

-nie wygladasz na zdrowego i nie będziesz tak szedł do pracy. Bardzo dobrze że ją zawolalem...masz oslabiona odporność i z tym musimy coś zrobić. Innych opcji nie ma.-dodał siadając na łóżku.-wiem że się boi...będę się starał mu z tym pomóc.

Takano | Jun pisze...

-jeśli zajdzie tak potrzeba to będę. Nie chce się kłócić zwłaszcza że jesteś chory...chciałbym żebyś do weekendu był zdrów jak ryba...Yuya idzie do twojej mamy więc mielibyśmy cały weekend dla siebie...-mruknął.-odpoczywaj.-dodał wstając i idąc do salonu.-jak lekcje?

Takano | Jun pisze...

-no dobrze skarbie..pokaż.-wziął zeszyt i przeczytał treść zaraz mu wszystko tłumacząc i pomagając rozwiązać zadania. Kiedy skończyli wyjął torcik i ukroil trzy kawałki.-no spróbuj maluchu jak nam wyszło.

Takano | Jun pisze...

-cieszę się że ci smakuje.-uśmiechnął się idąc za nim ze swoim kawałkiem.-spróbuj kochanie. Na zdrowie, masz mały kawałek.-usiadł przy łóżku.-Tomo? Jak wyzdrowiejesz to chciałbym cię zaprosić na randkę w ten weekend...ok? Słyszałem że teraz leci fajny film w kinach...

Takano | Jun pisze...

-normaną randkę..-Zachichotal.-z kinem, kolacją i pysznym deserem. Normalna randkę.-wyjaśnił wciąż cicho się śmiejąc.-czemu jesteś taki zaskoczony? I czemu mnie wyganiasz?

Takano | Jun pisze...

-oj nie marudz skarbie. Raptem raz cię zabrałem na randkę...-mruknął wstając.-jak mam cię zostawić kiedy jesteś chory gluptasie? Chodź Yuya idziemy w coś pograć, zostawimy marude.

Takano | Jun pisze...

-skoro tak to pójdę do domu póki co.-westchnął lekko.-pójdę wieczorem jak już położę małego spać. Jesteśmy umówieni na sobotę.-dodał z uśmiechem.-tylko nie idź jutro do pracy...zrób sobie jeden dzień wolnego.-poprosił jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-oj maluchu...kocham cię!-wziął go na ręce.-bardzo cię kocham. Jesteś dla mnie jak synek i nie przestanę cię kochać.-zapewnił tulac malucha do siebie.-ale nie chce się narzucać mojemu marudnemu Tomo...więc wrócę już do siebie.-wyjaśnił spokojnie.-A w przyszłym tygodniu pójdziemy razem na basen.-obiecał.

Takano | Jun pisze...

-oczywiście że będziesz mógł. Wpadaj kiedy tylko chcesz...to w końcu też twój dom.-uśmiechnął się tulac go jeszcze przez dłuższą chwilę.-zostałbym dłużej ale Tomo-chan mnie wygania...-pociagnal nosem i postawił chłopca.-to do jutra maluchu.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna spakowal wszystkie swoje rzeczy i poszedł do swojego domu. Spokojnie poszedł i po zjedzeniu kolacji od razu położył się spać.

Takano | Jun pisze...

Nie mieli dużego ruchu ale Takano przesiadywał teraz głównie w kuchni. Dość szybko wyłożył mały okrągły torcik na talerzyk i polal go sosem czekoladowym. Na osobny talerzyk wyłożył pralinki a czekoladę podał w wysokiej szklance dodając do niej kilka małych pianek. Zamówienie przekazał kelnerce a samymu wrócił do konczenia zamówionego tortu.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna spakowal torcik i do cukierni akurat wszedł klient który go zamawiał. Po otrzymaniu pakunku i sprawdzeniu czy wszystko się zgadza zapłacił i zadowolony wyszedł zaś Takano wrócił do kuchni przygotowując ciasteczka na jutro.

Takano | Jun pisze...

-Tomo-chan? Miałeś być dzisiaj w domu...-zauważył kiedy już włożył ciasteczka do piekarnika.-ano...kręci się chociaż dzisiaj taki mały ruch...nic wielkiego.-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-ah...nikt mi nie powiedział że jesteś...-mruknął wycierajac ręce w fartuch.-nie płaciłeś prawda?-upewnił sie sprawdzając jak się mają ciasteczka i zaraz je wyjmujac.

Takano | Jun pisze...

-ale po co skarbie? Doprawdy...nie ma żadnego powodu dla którego miałbyś płacić za moje smakołyki...-westchnął kręcąc głową.-a już na pewno nie ma powodu żebyś mi dawał napiwki...ale mniejsza...jak ie czujesz?

Takano | Jun pisze...

-skoro nadal wymiotujesz to nie jest dobrze.-puknal go palcem w policzek.-do domu i odpoczywać. Zawieźć cię jutro czy sobie poradzisz? -spytał siadając na drugim stołku.-jak nie wyzdrowiejesz do soboty to nic...przełożymy randkę.

Takano | Jun pisze...

-um kochanie...to tylko taka mała randka korzystając z nieobecności Yuyi...a ty się zachowujesz jak zauroczona nastolatka z tymi ubraniami.-Zachichotal.-zaopiekuje się nim...a ty uważaj na siebie jadąc do miasta...i zadzwoń jak się dowiesz co jest nie tak i w ogóle.-poprosił delikatnie się do niego uśmiechając.

Takano | Jun pisze...

-byłoby ich więcej ale mieliśmy parę wypadków...a nie trzecia? Licząc onsen...-wzruszył ramionami.-no dobrze...ekscytuj się jeśli chcesz...-dodał dając mu calusa.-ok więc masz transport...ale zadzwoń jak coś ok?

Takano | Jun pisze...

-mhm no dobrze...więc daj znać i odpocznij w szpitalu. Mam nadzieje że to nie będzie nic poważnego i w sobotę się spotkamy.-dodał loeyd weszła kelnerka prosząc o zrobienie czekolady bo klient zamówił. Takano od razu wziął się do roboty.

Takano | Jun pisze...

-odpoczywaj gluptasie...-mruknął wywrajac oczyma. Po pracy zabrał Jolie i wrócił do domu biegnąc z nią po plaży.

Takano | Jun pisze...

-Yuya to bardzo ładne...-pochwalił chłopca.-ale...co ci się stało?-spytał wskazując na opatrunek.-ktoś ci zrobił krzywdę?-dodał zmartwiony.-znowu koledzy z klasy.-dodał sadzajac go sobie na kolana.

Takano | Jun pisze...

-jak to spadles że schodów? I skąd na schodach wzięły się piłki? Maluchu...opowiedz mi wszystko ładnie, po kolei i bez klamania proszę...-powiedział glaszczac go po włosach.-bardzo ładną poszewke zrobiłeś...zaraz dam na jakąś poduszkę.

Takano | Jun pisze...

-ahm...ale to niebezpieczne...przecież już stała ci się krzywda...a jak coś sobie złamiesz?-spytał nie wiedząc jak chłopcu powiedzieć że to nie jest dobrze.-a często lecą na ciebie piłki czy na kogoś jeszcze?

Takano | Jun pisze...

-mały...nie chce psuć tego pięknego w twoich oczach złudzenia że w końcu masz więcej przyjaciół ale...obawiam się że to nie tak jak myślisz. Czy kiedyś rzuciliscie pilkami w Akiego? Albo kogoś innego z jego paczki? Czemu mówi że Miya była głupia? Sądzisz że była?-zadał kilka pytań.-obawiam się że ta niebezpieczna zabawa jest po to żeby was pomeczyc. Jeśli ktoś spada ze schodów, nawet w czasie jakiejś gry to nie dobija się go piłką...

Takano | Jun pisze...

-ale powiedz czy on pomógł tobie? Wiem że chcesz mieć przyjaciół. To zrozumiałe. Ale o ile się nie mylę chcesz mieć prawdziwych przyjaciół, prawda? Przeprosił cię szczerze za to co zrobił ci wcześniej? Kochanie...może stać ci się krzywda...już się stała.-poglaskal go po włosach.-masz przyjaciela który był przy tobie kiedy reszta cię wysmiewala. To jego się trzymaj.

Takano | Jun pisze...

-no ale nie krzyż proszę.-przyłożył mu palec do ust.-opowiedz dlaczego Maksio płakał? Co się stało?-poprosił czekając na wyjaśnienia.

Takano | Jun pisze...

-Hmmm...w takim wypadku, jeśli nie chcesz żeby Maksik płakał to trzymaj się blisko niego. Po prostu nie przyjaźnij się z Akim który was krzywdzi i nie granicie z nimi w gry które was krzywdzą. Maksiu wiedział nie chce cię skrzywdzić więc nie chciał rzucić w ciebie piłką. Trzymajcie się razem, a jak żniw coś wam zrobią to idźcie do pani...jeśli do się dalej będzie ciągnąć to cóż...może lepiej będzie jeśli przepiszecie się do szkoły w miasteczku?

Takano | Jun pisze...

-to jest szantaż mój drogi. Cierpisz ty głównie cielesnie i cierpi Maksiu...bo się od niego odsuwasz powoli.-puknal go palcem w policzek.-to powiedz mi...skoro jest twoim przyjacielem, zrobił coś dobrego dla ciebie?

«Najstarsze ‹Starsze   2601 – 2800 z 5000   Nowsze› Najnowsze»