Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2801 – 3000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-no nie! Tego już za wiele!-krzyknął na poważnie zdenerwowany.-Yuya on nic nie robi dla ciebie dobrego! Zapewnie nic. Szantażuje cię i zabrał coś co zrobiłeś dla Tomo. Nie musiałeś mu tego dawać, przecież był to prezent dla Tomo. Źle się zachował. Tak się nie robi...Yuya...przykro mi to mówić...ale on nie jest prawdziwym przyjacielem...wykorzystuje cię.
-jest ładna...ale misio był ładniejszy co? I poświęciłeś na niego dużo czas, prawda? Nie powinieneś mu go oddawać.-westchnął ciężko.-słuchasz w ogóle co do ciebie mówię? Aki krzywdzi ciebie i Maksia.
-może najlepiej będzie jeśli przepiszemy was obu do innej szkoły? Sądzę że to będzie najlepsze rozwiązanie. Próbowaliśmy pomoc tam żebyście zostali w szkole tutaj...ale to jest bez sensu. Porozmawiam o tym z Tomo...a jutro zwolnie cię z lekcji i przedzwonie do Mamy Maksia żeby zrobiła to samo.
-ale maluchu...znów wrócisz poobijany...tak być nie może i to trzeba jak najszybciej skończyć. Dlatego postaram się jak najszybciej załatwić wasze przeniesienie do szkoły w miasteczku. Nie chce żebyś cierpiał.-powiedział glaszczac go po policzku.
-ech...przyjdę. I od razu zawioze cię do babci...masz z nią spędzić weekend, prawda?-uśmiechnął się lekko.-nie graj jutro w takie niebezpieczne gry, ok? Proszę...
-wiem maluchu. Będę cię dowozil codziennie do szkoły i z niej odbierał. Od razu mogę wozić Maksia.-zmirzwil mu włosy.-nie martw się. Zrobię wszystko żebyś był szczęśliwy.
-wiem że nie zrobiłeś nic złego. Jesteś małym aniołkiem.-zmierzwil mu włosy i przytulil lekko.-ale inni cię krzywdza a tego bardzo nie chce. Bo bardzo cię kocham.-utulal go mocno -a teraz do lekcji bo już późno...
Usiadł obok niego i jak zwykle pomógł mu z lekcjami. Kiedy skończyli zrobił kolację i ułożył chłopca spać pozwalając mu spać że sobą w pokoju chłopca.
[oki dobranoc ^^]
Takano upuscil akurat trzymany talerzyk który z trzaskiem rozbił się o podłogę. Przez chwilę milczał starając się uspokoić. Ukucnal przed chłopcem i położył mu dłonie na ramionach.
-Maksiu...opowiedz co się stało. Zaraz pojadę...jest w szpitalu więc i tak mnie teraz do niego nie wpuszcza. Powiedz co się stało...-poprosił.
-No już...spokojnie, już nie płacz...-starał się go jakoś uspokoić samemu mając problem z zachowaniem spokoju.-Porozmawiam z twoją mamą i przepiszemy was obu do szkoły w miasteczku, mówiłem już o tym Yuyi. Zaraz do niego pojadę. Mam nadzieję że...-przełknął ślinę.-że z tego wyjdzie.-przytulił chłopca.-Wiesz może gdzie mieszka Aki?
-Wiem, wiem. Dobry z ciebie chłopiec.-pogłaskał go po włosach.-A teraz idź do mamusi.-polecił mówiąc pracownikom że musi wyjść i żeby zamknęli. Od razu wskoczył na motor i pojechał do miasta gdzie roztrzęsiony wbiegł do szpitala.
-Nic mu nie będzie? Na pewno?-spytał wciąż trochę się trzęsąc.-usiądź kochanie...-poprosił podchodząc do ławeczki i na niej siadając.-Jak już wyjdzie, chciałbym go przepisać do szkoły tutaj w miasteczku. Nie chcę żeby go ciągle męczyli...Ten wypadek to znów przez tego Akiego. Yuya pokonał go w jakimś konkursie a ten zniszczył misia Yuyi, którego maluch uszył, zrzucił go ze schodów i zabrał medal...-powtórzył mu to co opowiedział mu Maks.
-Wymyśle co z Akim i zostanę z malcem na noc.-uśmiechnął się delikatnie.-Mam nadzieję, że nim mu nie będzie...że będzie zdrowy...proszę niech nic mu nie będzie...-schował twarz w dłoniach.-medal też odzyskam...niech tylko dowiem się gdzie mieszka...
-Mogłem go nie puścić do szkoły...mogłem...widziałem jaki jest poobijany...-powiedział wtulając się w niego i płacząc jak małe dziecko.-Kiedy będziemy mogli się z nim zobaczyć?-spytał kiedy lekarz wyszedł do nich.
-ucaluje...-obiecał przytulajac go jeszcze.-przyjdę do ciebie rano albo coś...-uśmiechnął się i dał mu calusa odchodząc z lekarzem. Kiedy się przebral poszedł do chłopca. Usiadł przy jego łóżku i patrzył tępo w jego spiaca twarz słuchając aparatury.
-Yuya spokojnie, jestem tutaj obok ciebie. Nic ci nie jest.-powiedział łapiąc go za rękę i zapewniając że nic mu nie jest.-już dobrze...nie płacz...już dobrze.-powiedział glaszczac go po dłoni.
-boli? Zaraz pójdę po lekarzy skarbie.-obiecał ściskając jego drobną raczke.-wiem że wygrales, Maksio powiedział. Gratuluję.-uśmiechnął się do niego. Cieszył się ze chłopcu nic nie jest poważnego.-bardzo się martwilem...Tomo też...
-niestety mój drogi jutro nie do domku...zostaniesz tutaj prawdopodobnie z tydzień. Jesteśmy dumni, nawet bardzo...jak wrócisz to dostaniesz duży kawałek pysznego tortu...i swój medal. -obiecał.-i zostanę z tobą jak długo będę mógł...żebyś się nie bał.-dodał glaszczac go po policzku.
-to słodkie...ale teraz najważniejsze żebyś to ty był szczęśliwy. Żebyś nie leżał tutaj sam. Jeden czy dwa dni wolnego...przecież nic się nie stanie.-zapewnił ocierajac mu łzy. Przesiadł się na brzeg łóżka.-możesz. Przecież już mówiłem zw możesz na mnie mówić jak chcesz. Cieszy mnie że uważasz mnie za swojego tatusia.
-porozmawiam z mamą Maksia i przepiszemy was do tej w miasteczku.-obiecał dając mu calusa w czoło.-opowiem...a później pójdę po lekarzy, ok?-zapewnił się zaczynając opowiadać mu bajkę o dzielnym szeryfie jak Lucky Luck.
Skinal tylko głową że się zgodzi i spokojnie opowiadał bajkę. Kiedy skończył wyszedł na chwilę i wracając z lekarzem którego poinformował że chłopiec się obudził.
-dobrze...dziękuje za wszystko.-uśmiechnął się przyjmując wszystko do wiadomości. Wrócił jeszcze na chwilę do sali żeby okryc chłopca koldra po czym poszedł do sali Tomo żeby mu wszystko opowiedzieć jakby jeszcze nie spał.
Zachichotal i podszedł dając mu calusa. Opowiedział wszystko od początku do końca.
-i dlatego uznałem że go przepiszemy. Sądzę że mama Maksa zgodzi się żeby przepisać ich obu. A jeśli chodzi o naszą randkę to chyba przełożymy ją na inny termin...-skończył cicho.
-wiem że coś trzeba ale...nie wiem co. Rodzice mają to w dupie a ja nawet nie wiem gdzie on mieszka. Chciałem pójść już wczoraj ale nie miałem adresu.-objął go delikatnie.-i co tu zrobić? Ja go nie mogę ukarać...-zauważył wzdychajac ciężko.
-ok znajdę...chociaż wolałbym żebyśmy poszli razem...jak jeden z nas za bardzo się zdenerwuje to drugi go powstrzyma...-zauważył kładąc się na łóżku.-no i masz większą siłę przebicia...
-no i? Możesz zostać mamusią. Przebierzemy cię.-Zachichotal.-nie chce iść tam sam...znasz tą sprawę trochę lepiej niż ja...częściej chodzisz na zebrania i w ogóle...-wymienił argumenty -bardzo boli? Może pójdę po lekarza?-spytał tulac go lekko -jak to się mówi...do wesela się zagoi...
-mhm no skoro ma trochę boleć to nie idę...i do bycia mamusią przecież nie zmuszam. To tylko taka luźna sugestia.-wzruszył ramionami.-no ja ich swoim psem poszczuje...jak ciebie wygonili to myślisz że ja coś zdzialam? I to sam? Oni mnie nawet nie znają...
-nie będę przecież nikogo atakował...ech...niewiem jak to zrobię...-westchnął przytylajac go lekko -uznaję to za komplement.-ucałował go delikatnie.-dobranoc kochanie...śpi dobrze.
-mhm...-Takano dał mu calusa i wyszedł z łóżka do rana śpiąc na kanapie. Martwił się tym wszystkim więc nie można było tego nazwać snem ale lepsze to niż nic.
-jaką czekoladę? Jesteś w szpitalu...-mruknął zasypany otwierając oczy i wstając niewygodnej kanapy.-musisz mnie budzić takim krzykiem...ech chyba powinienem zobaczyć jak się ma mały..a później wrócę do Yukan i zajde do małego wrednego urwisa.
-ty zwariowałeś ci nie? Jesteś w szpitalu po operacji...nie możesz sobie jeść czego chcesz. Yuya to samo.-westchnął powoli się rozbudzajac.-Yuyi już obiecałem tort jak wyjdzie że szpitala...i wtedy sobie zje coś pysznego. Ty to samo.-usiadł na łóżku.
-sluzbista? Ja tylko nie chce żeby mój ukochany nie miał jakiś komplikacji po operacji. Nic ci nie przyniosę póki co a już na pewno nie czekolady. Może jutro.-powiedział spokojnie ale pewnym głosem.-a teraz wybacz...powinien zobaczyć jak tak Yuya.
-jakieś masz wahania...najpierw mówisz że jestem cudowny a później że okropny.-wzruszył ramionami.-dam mu calusa. Może przyjadę wieczorem.-pocałował go i wyszedł w stronę sali Yuyi.
-oj wiem że nie dobre...też je musiałem jeść jak byłem w szpitalu.-zaśmiał się siadają sobie na krześle.-ale jeszcze trzeba...no cóż.-dodał uśmiechając się do niego delikatnie.-na razie nic nie mogę ci przynieść ale jak już będziesz w domu fo zrobię ci coś dobrego.-obiecał łapiąc go za raczke.
-dobrze maluszku. Bądź dzielny i zjedz...ja też będę musiał być dzielny bo idę dzisiaj odzyskać twój medal. Trzeba go przecież ładnie powiesić w pokoju, prawda?-uniósł lekko brwi.
-nie maluchu, trzeba i to bardzo. To twój medal i na niego zasłużyłeś. On ci go ukradł. Pójdę do niego dzisiaj i przywiozę ci twój medal.-obiecał z uśmiechem.-a teraz już wcinaj bo musisz mieć siłę żeby wyzdrowiec ładnie. Bo ominęła cię wycieczka z babcia...
-no to fajnie że ci jak powiedziała. Więc ładnie się wykuruj żebyś mógł się dobrze bawić na wycieczce. Wsztsko ci przywiozę. Książeczkę tą którą czytasz i misia...wieczorem jeszcze przyjadę. Teraz muszę już jechać...zobaczymy się później.
-papa.-pomachalmu i wyszedł. Pojechał prosto do domu Tomo gdzie odnalazł zeszyt z adresem. Zapisał w telefonie i zaczął szukać. Szybko znalazł odpowiedni dom i zadzwonił dzwonkiem przy bramce.
-Em dzień dobry...pan jest tatą Akiego? Mógłbym zamienić z panem kilka słów?-spytał równie kulturalnie chociaż był trochę przestraszony wyglądem mężczyzny. Może i był od niego trochę wyższy ale...na pewno słabszy.
[też właśnie miałam iść ^^ dobranoc ^^]
-um...-usiadł na kanapie.-zepchnął Yuye że schodów tak że wylądował w szpitalu...chłopiec stracił dużo krwi ale na szczęście to nic poważniejszego. Wszystko pamięta i czuje się coraz lepiej. I...Aki zabrał jego medal który Yuya wygrał za konkurs...chciałbym ten medal odzyskać.-wyjaśnił wszystko spokojnie.
Takano siedział jak sparaliżowany. Nie był w stanie zrobić czegokolwiek. Był wściekły to prawda ale nie chciał żeby chłopiec aż tak obrywał.
-tak wiem...z resztą przepisujemy Yuye do szkoły w miasteczku...-wyjaśnił biorąc medal.-ja już będę się zbierał...trochę mi się spieszy.-uśmiechnął się lekko.
Mężczyzna zszokowany sytuacją wrócił do domu Tomo. Zjadł coś na szybko i zrobił kilka buleczek z czekolada. Spakował wszystko o co prosił go chłopiec i pojechał do szpitala.
-Witaj książę wiecznie w opałach.-odparł cicho się śmiejąc.-Yuya mam twój medal.-podał chłopcu wspomnianą rzecz na szafce ustawiając misia i książkę.-A dla marudy mam bułeczki z czekoladą...-wywrócił oczyma podając mu reklamówkę.
-No jasne że możesz startować w konkursie...obgadam to jak będę cię przepisywał do szkoły tutaj. Pomogę maluchu ale najpierw zjedz...wiem że Tomo robi najlepsze na świecie bułeczki z czekoladą ale moje najgorsze nie wyszły.-zaśmiał się cicho.-O a z tobą później muszę porozmawiać.-powiedział patrząc na Tomo.
-Teraz zrobiłeś...-mruknął patrząc na niego złowrogo. To nie był idealny moment na spraszanie gości. Westchnął ciężko.-Chciałem z tobą porozmawiać o mojej wizycie w domu Akiego to wszystko...W każdym razie jak już zaprosiłeś mojego ojca nic na to nie poradzę...
-Z tego co wiem mały będzie siedział tutaj tydzień...muszę wtedy załatwić wszystkie papiery związane ze szkołą...Mam masę roboty przy tortach...ktoś zamówił tort ślubny więc pewnie zejdzie mi z trzy dni a potem muszę go zawieźć. Nie będę miał czasu na spędzanie czasu z tatą...
-Widzisz nawet nie będę miał czasu wyjść z tobą na spacer...to będą męczące trzy dni więc cukiernia też będzie zamknięta.-mruknął trochę smutno.-No ale jak już wszystko zrobię a mój tata pojedzie to pójdziemy w końcu na randkę.-uśmiechnął się.
-Niestety skarbie ale jak pracuję nad tak poważnym tortem to przerwa jest tylko na spanie i na zjedzenie czegoś szybkiego. Więc jak już zacznę to zobaczymy się po trzech dniach. Jutro załatwię szkołę a później tort.
-Yuya...-przytulił go lekko.-Leż spokojnie maluchu, zaraz przestanie poleć. Tomo zostań z nim ja polecę po lekarza.-to mówiąc wyszedł z sali. Kręcił się po szpitalu szukając lekarza więc przyszedł z odpowiednim po dłuższej chwili po drodze wyjaśniając mężczyźnie w czym problem.
-No słyszałeś pana doktora? Odpoczywaj...i nie myśl za dużo. Pomogę ci z zadaniami jak już będziemy w domku, ok?-uśmiechnął się siadając na brzegu łóżka i łapiąc go za rączkę.-jak jesteś zmęczony to pośpij trochę.
-Mogę powiedzieć to samo.-uśmiechnął się dając mu całusa.-taki malec to skarb...cieszę się że nas ma. Jak byłem w domu Akiego to...no sam byłem zły...ale jego ojciec, nieźle napakowany walnął go z całej siły w twarz a w ramach kary za to co zrobił miał nie dostać jedzenia do końca dnia...
-wypadałoby tylko co? Można niby zgłosić przemoc w rodzinie i tak dalej ale...nie jestem pewny czy to coś da. Ten facet w ogóle jest jakiś podejrzany rozmawiając z nim byłem jak sparaliżowany.-westchnął.
-nie wiem...nie widziałem żadnych śladów chociaż po tym uderzeniu pewnie coś zostanie. Jego matki nie widziałem w domu...jeszcze nad tym pomyślimy.-zdecydował. Wziął chłopaka na kolana i przytulil do siebie.-nigdy...przecież to nasz mały aniołek...
-jakiś lekki szlaban...przecież mały jest grzeczny.-uśmiechnął się lekko.-ale nigdy go nie uderze..nigdy...-dodał śmiertelnie poważnie.-och skarbie...ale w końcu przestanie. To normalne że boli...
-nigdy...no...mały klaps chyba nie zaszkodzi...ale to co innego.-zaśmiał się cicho.-oj naciesz się...zobaczymy co będzie jak będzie nastolatkiem...strach się bać.-dał mu calusa.-jasne kochanie...jeśli chcesz...
-w każdym razie tak na poważnie nigdy cię nie uderze...jesteś moim szczęściem.-pocałował go jeszcze raz.-co? Jak to...rozwodzi?-patrzył na niego zszokowany.-zadzwonie do niego jak już będę w domu...-zdecydował.
-ok kochanie...niestety trzy dni będę wyjęty z jakichkolwiek spotkań. Ale porozmawiam z nim przez telefon...i oczywiście udostępnie sypialnie.-zapewnił spokojnie.-i porozmawiam z nim...tylko wiesz...on też ją zdradzał...-zauważył.
-zadzwonię do niego i z nim porozmawiam...a jak już skończę tort ti spedze z nim trochę czasu.-obiecał.-grubsza sprawa? No nic...jak z nim porozmawiam to się dowiem...
-będę strasznie zajęty...jak skończę tort to ci zrobię...-obiecał dając mu calusa.-jak skończę tort to już pewnie wyjdziesz ze szpitala...i wtedy zrobię to tylko będziesz chciał i zarezerwuje czas na randkę...i zrobię jakieś pysznosci.
-nie wiem czy znajdę czas...postaram się wpaść przynajmniej na godzinę...ale nic nie mogę obiecać.-powiedział tulac go do siebie.-kocham cię, wiesz?-spytał calujac go namiętnie.
-postaram się...-obiecał chociaż tyle.-wiem kochanie...nawet jeśli nie mówisz mi tego za często. Ostatnio mieliśmy tak mało czasu dla siebie...najpierw ja leżałem w szpitalu a teraz ty...-pokrecil głową.
-mhm...fajnie pomysły. Takie rodzinie wycieczki. To na prawdę świetne.-uśmiechnął się wesoło.-a ja was może zabiorą gdzieś za granicę...coś ciekawego poza francją...-wzruszył ramionami.-jeszcze pomyślimy. Teraz może być już tylko lepiej.
-ano właśnie...powinniśmy w tym wszystkim znaleźć czas dla nas. Więc...jak już druga randka wyjdzie w końcu...to ty zajmujesz się trzecią. Jestem ciekawy co mój wspaniały narzeczony wymyśli.-Zachichotal i dał mu calusa.
-będę na ten pomysł czekał z niecierpliwością.-zaśmiał się.-to chodź do twojej sali. Poczekam aż zasniesz i będę się zbierał. W końcu powinienem zadzwonić do taty i w ogóle...-powiedział wstając.
-zawsze kochanie. Na koniec świata albo i jeszcze dalej.-zaśmiał się biorąc go na ręce i idąc prosto do jego sali.-proszę jesteśmy na miejscu...-położył go ba łóżku.-a w ramach zapłaty należy się buziak.-powiedział cicho się śmiejąc.
oddał pocałunek z równym zaangażowaniem po czym położył się przy nim.
-poleze...mogę ci nawet coś zaśpiewać albo coś...co tylko chcesz.-powiedział obejmując go delikatnie.
Takano zaśpiewał kilka kolysanek a kiedy już był pewny że chłopak śpi ostrożnie wyszedł z łóżka i cicho wyszedł z sali. Do domu dojechał dość szybko i od razu usiadł na swojej wygodniej kanapie z sunia przy sobie. Wyjął telefon i zadzwonił do taty.
-Hej tato...Tomo mi mówił że niedługo przyjdziesz.-przywitał się spokojnie.
-tak, mówił że sam ci to zaproponował. Nie mam nic przeciwko, dawno się nie spotkaliśmy.-zauważył z uśmiechem na ustach.-mówił też że brzmiales smutno...i faktycznie brzmisz. Coś się stało?
-nikt nie jest lepszy od ciebie tato...gdyby mama żyła pewnie powiedziałaby ci to samo. Nie zasługiwała na ciebie.-powiedział całkowicie szczerze.-i pomyśleć że to ona składa pozew...skończy z niczym.
-wiem że nie byłeś święty...ale...ale mama to co innego.-upierał się przy swojej racji.-ja też się cieszę. Porozmawiamy i w ogóle...wiesz tato ja...nie obraz się ale...uważam że to dobrze że się rozwodzicie. Cmco z domem? O ile się nie mylę jest twój...
-jeśli zdecydujesz się go sprzedać to powiedz mi wcześniej...chciałbym zabrać swoje rzeczy. Racja...więc odwiedź też Rike i Maye...i Koyukiego w Korei. Przecież wiesz że mają już małą córeczkę. Yuya też pewnie się ucieszy kiedy przyjedziesz do nas. Zaopiekujesz się nim a ja zabiorą Tomo na randkę.-zaśmiał się chcąc rozładować trochę ciężką atmosferę.
-jasne tato...dawno się nie widzieliśmy. Przyszykuje ci sypialnie...kiedy przyjdziesz? -spytał żeby mniej więcej rozłożyć plany w czasie.
-jutro zaczynam tort i będę zajęty przez trzy dni...Tomo wychodzi chyba pojutrze więc...chyba lepiej powiedziałek. Nie narzucasz się...powinienem cię wspierać kiedy jest ci ciężko...
-ok. Więc na poniedziałek wszystko naszykuje.-zgodził się.-jasne na pewno się ucieszy...możesz znaleźć coś tańszego ale fajnego. Na mnie też krzyczy ale cóż...tak już bywa. Nie lubie tego po prostu...
-do zobaczenia tato. Postaram się zrobić jakąś dobra kolację.-obiecał jeszcze po czym się rozlaczyl.
[dobranoc ^^]
Takano akurat skończył tort. Spędził nad nim całą noc więc lekko się chwiejac zszedł po schodach prawie się na nich wywracajac. Kiedy zauważył chłopaka podszedł do niego z uśmiechem.
-hej skarbie...skończyłem tort.-przywitał się przecierajac oczy.
-mhm...kochanie? Jutro przyjeżdża mój tata...chyba chce poświęcić trochę czasu swoim dzieciom. Odwiedzi też pewnie grób mamy...a ja się otrzasnie to będzie mógł zająć się małym.-uśmiechnął się lekko.-a i załatwiłem przepisanie go do szkoły w miasteczku...jak tylko wyjdzie ze szpitala będzie mógł pójść tam...i normalnie uczestniczyć w konkursie...-powiedział idąc za nim.
-nie trzeba...tylko nakarm Jolie...ja posprzątam, z resztą już mu naszykowałem sypialnie. A jutro zrobię jakąś dobrą kolację więc możesz przyjść.-uśmiechnął się idąc do sypialni.-wiem...i bardzo jestem z niego dumny. Już teraz.
-no dobrze...jeśli chcesz.-wzruszył ramionami.-ja ciebie też...-objął go delikatnie.-czemu jesteś taki czerwony?-spytał sennie.
-oj skarbie nie musisz się wstydzić-zaśmiał się cicho. Objął go delikatnie po czym położył się na łóżku. Przytulil się do pandy i od razu zasnął.
Kiedy rano się obudził od razu pojechał do swojego domu. Nakarmil psiaki i z uśmiechem spojrzał na chłopaka.
-gluptasek...-zaśmiał się biorąc go na ręce znieść go do sypialni.
Zaśmiał się cicho ale położył obok niego, przecież mogli jeszcze chwilę polezec a już dawno nie mieli takiego spokojnego poranka. Pozwolił muszę tulic patrząc na jego spiaca twarz.
-spales na kanapie, dopiero co cię tu przynioslem. I dobrze ci się spalo?-zaśmiał się cicho.-śniadania? Więc...może jakoś bogatą jajeczniczke? Taką pyszną...-zaproponował tulac go jeszcze chwilę.
-ah no skoro tak to dobrze. W takim razie dobrze wybrałem twardszy materac do twojego łóżka.-zauważył spokojnie.-no jest ok...ale deszcz muszę wybrać coś na kolację...coś co będzie pasować do białego wina...-pokiwal głową powoli wstając z łóżka.
-przeszukam swoje przepisy ale masz rację...do białego wina pasuje ryba. Coś poszukam...chciałbym trochę poprawić mu humor.-popatrzył na niego po czym poszedł do łazienki żeby się odświeżyć.
-nawet nie mów że strzelałeś.-zaśmiał się biorąc prysznic. Kiedy wyszedł przebral się w dres i założył okulary.-ok...to idziemy na śniadanie kochanie.
-wspominałem ci o tym. Przy którymś obiedzie.-zauważył spokojnie. Objął go w pasie i uśmiechnął sie lekko.-kto robi śniadanie ja czy ty?
-dobrze kochanie. Więc zrób jakąś owocowa herbatę.-poprosił szykujac składniki i zaraz wszystko wrzucając razem na patelnie.
-no możemy się przejść...przed tym jak mój tata przyjedzie. On pewnie będzie się chciał przejść na grób mamy.-powiedział wykladajac jajecznice na talerz.
-pójdziemy po kolacji więc już będziesz mógł pójść do siebie. Potem będziesz krzyczeć że za dużo wypiłem albo coś...-zaśmiał się kładąc talerze na stolik i zaczynając jeść.-smacznego skarbie.
-hmmm...nie raczej wszystko mam. Najwyżej napiszę ci listę. No i pewnie pojadę z tatą odwiedzić małego wiec jak coś to sam kupię co będzie mi potrzebne.-zapewnił biorąc łyk herbaty i jedząc dalej.
-jakiś czas posiedzę z tatą a później pójdziemy na randkę.-zapewnił.-fajnie że ci smakuje.-skończył jeść i wypił herbatę.-mówiłeś że chcesz iść do lasu a ten spacer...a gdzie dokładnie? Wiesz jeszcze nie znam tych okolic...
-ok możemy się przejść tam.-zawołał psiaki i ubrał buty.-powiedz skarbie...jak tam mały się trzyma? Nie miałem czasu pojechał do miasta na szczęście klient sam odebrał tort.-złapał go za rękę i dał się prowadzić.
-to dobre wieści. Jutro przyjadę do niego z tatą i powiem mu że załatwiłem szkołę i konkurs.-powiedział śledząc wzrokiem swoją sunie.-jak tort mu zrobić jak wyjdzie ze szpitala?
-czemu nie? Robiłem kiedy taki słodki, czekoladowy...zrobię.-zdecydował obejmując go lekko ramieniem.-wytulimy i zrobimy mu wieczór życzeń. Z matematyką mu pomogę jak tylko będzie już w domu.
-właśnie jak szczęśliwa rodzina...-zgodził się dając mu ukradkiem buziaka.-kocham cię skarbie. Już zawsze będziemy szczęśliwi.
-mou...nie bądź już takim pesymistą. Będziemy szczęśliwi i ja w to wierze. Bo już nic nam nie grozi. Nic a nic.-przyjął buziaka i ruszył dalej.
Mężczyzna szedł spokojnie za nimi a kiedy doszli do polanki usiadł pod drzewem. Patrzył przez chwilę a nich a kiedy zauważył patyk zawołał Jolie i zaczął się z nią bawić.
-jest czym się ekscytowac. W końcu mamy chwilę dla siebie.-poglaskal go po policzku.-kocham cię...cieszę się że podoba ci się taki spacer.-dał mu buziaka.
-Tak długo jak jesteś blisko mnie to mi się podoba. Zawsze.-zaśmiał się obejmując go równie mocno. Kiedy Jolie się zmęczył położyła się kawałek od niech przypatrując się już nie tak małym szczeniakom.
-Masz rację przyjemnie, idealne miejsce na piknik. Może kiedyś się wybierzemy? Przygotuję jakieś dobre kanapki czy coś. Myślę że Yuya też by się ucieszył.-zaproponował by spędzić tak któryś z wolnych dni.
-Czasem tak...ale to było raczej pokazowe pójście do parku. Nic specjalnego. Służba robiła prowiant a my wychodziliśmy do parku. Z rodzeństwem szliśmy na plan zabaw od czasu do czasu przychodząc coś zjeść.-wzruszył ramionami i zaczął się bawić jego włosami.
-To na prawdę musiało być fajne...takie normalne rodzinne wyjście a nie na pokaz. Wszędzie wychodziłem na pokaz, trochę jak pies.-zaśmiał się.-Nawet na basen czy gdzieś. Dlatego tak lubiłem wypady ze znajomymi albo studia.
-Wiem skarbie. Tak się cieszę że cię mam. Że mam Yuyę. Wiem że teraz może być już tylko lepiej.-dalej bawił się jego włosami.-Czasem zastanawiam się jak to by było jakbym mieszkał tutaj cały czas z mamą. Jak wtedy potoczyłoby się moje życie.
-Pewnie miałbym inny charakter...pewnie nie bylibyśmy razem. To jakby przeznaczenie że wtedy...moja mama zginęła i zabrał mnie ojciec...że tutaj wróciłem mimo wszystko i się poznaliśmy.
-Racja nigdy się nie dowiemy...ale jednak trochę mnie to nurtuje. Jakby potoczyło się moje życie...-wzruszył ramionami.-Możemy wracać.-zgodził się wołając psiaki i wstając z trawy.
-Mam wspaniałą.-zgodził się. Szedł w milczeniu ciesząc się po prostu tą ciszą, spokojem i obecnością chłopak.-Tomo? Co ci się we mnie najbardziej podoba?-spytał z ciekawości.
-Może i dziwne...po prostu jestem ciekawski.-zaśmiał się.-Ja też lubię twoje oczy...i uwielbiam twój głos. Uspokajam się wtedy i wyciszam. Dlatego tak lubię słuchać twoich piosenek.
-No jasne skarbie, relaksuj się.-zaśmiał się dając mu jeszcze całusa i idąc do kuchni gdzie zajął się kolacją. Zdecydował się na coś lekkiego z rybą i ryżem szacując że nie zajmie mu to dużo czasu. W międzyczasie zabrał się za robienie równie lekkiego deseru.
-Dobra! Jedna lampka wina może być!-zgodził się nawet nie przerywając pracy. Chciał zdążyć przed przyjazdem taty.
-Dziwną prośbę? Cóż chyba tak...o co chodzi?-spytał trochę nie pewnie. Na chwilę przerwał pracę i spojrzał na niego uważnie.
-I to jest ta twoja dziwna prośba? Nie przestaniesz mnie zaskakiwać.-zaśmiał się.-zrobimy te dwie rzeczy...jeszcze nie wiem kiedy ale na pewno zrobimy. Może na miesiącu miodowym? Sądzę że to byłoby fajne.
-Hej tato!-przywitał się zaraz znosząc posiłek do salonu i układając wszystko na stole.-Co znowu nakupowałeś?-spytał przytulając go lekko i biorąc od niego torby żeby zanieść je do sypialni
-tato...dziękuje za blok ale tortownice nową kupowałem przy okazji budowy cukierni.-zaśmiał się odbierajac prezenty.-a dla Yuyi ci masz?-spytał wieszajac jego płaszcz.
-oh...a myślałem że jutro razem pojedziemy. W każdym razie jak widać uczysz się tak jak ja oszczędzać.-westchnął trochę z tego powodu ubolewajac.-no zapraszam do stołu, porozmawiamy przy kolacji.-uśmiechnął się lekko.
-mój gluptasek.-zmierzwil mu włosy i usiadł przy stole.-jak długo masz zamiar zostać, tato? Może poszlibysmy całą rodzina na piknik? Ja, Tomo, Ty, Yuya, Mama Tomo i jego tata...d
Sądzę że mogłoby być fajnie...
-nie mam nic przeciwko, podoba mi się zwłaszcza pomysł z zajęciem się małym.-zaśmiał się.-nie musisz mieć takiego dystansu tato...przyjales mnie do siebie kiedy straciłem dom nad głową, wychowałeś i...przynajmniej starałeś się zawsze mi pomóc. To że teraz znalezles nie tylko dla mnie ale i dla mojego rodzeństwa czas cieszę mnie i wiele znaczy.-uśmiechnął się do ojca i wstał żeby nalac wina.
-nie lubie ale kiedy mnie w domu nie ma. Mam wszędzie porozrzucane rysunki i niektóre są nie do wglądu kogokolwiek więc...-wzruszył ramionami.-możesz zostać ile chcesz tato...a ty skarbie jedz a nie się winem zachwycasz. Lepiej smakuje z jedzeniem.
-uroczy?-uniósł brwi nie bardzo rozumiejąc co w nich jest uroczego.-jak będziemy to wpadniemy...obiecuje. Chce ich niedługo zabrać do tego parku rozrywki inspirowanego słodyczami. Twojego parku.-uśmiechnął się do ojca powoli jedząc kolację.
-dziękuje tato...wysłałeś mnie na dobre studia.-uśmiechnął się lekko.-ja paskudny? No to sobie wypraszam. Co za winko? Co wy kombinujecie?-spojrzał na nich zdezorientowany i wziął łyk wina.
-a po małej przerwie znajdziesz miejsce na deser?-spytał kończąc porcję chłopaka.-no cóż...ojciec mi nie zdradzi, ty tym bardziej. Pozostaje mi czekać.-wzruszył ramionami. Kiedy skończył jeść zebrał brudne naczynia i poszedł je włożyć do zmywarki.
-dobrze skarbie...tylko pamiętaj że miałeś trochę ograniczyć...-przypomniał dając mu calusa. Wrócił do salonu i usiadł na przeciwko taty.-więc...deser dam jak Tomo wróci. Jest dobry. Panna cotta malinowa.-uśmiechnął się lekko.
-nie ma sprawy tato. Nie można powiedzieć żebyś był najlepszym tatą na świecie ale i tak cię kocham.-zaśmiał się cicho.-dziękuje za to co dla mnie zrobiłeś przez te wszytskie lata. Nie przejmuj się nią. Nie była ciebie warta. Zwłaszcza kiedy tam cię zdradzała.
-mou...nie mam już pięciu lat.-jęknął poprawiając włosy.-no masz ich kilku. Tylko nie przesadzaj za bardzo żebyś mi malucha za bardzo nie rozpiescil.-zaśmiał się.-a co z praca? Rezygnujesz całkiem czy po tym jak nas wszystkich odwiedzisz wrócisz di niej ?
-mhm...fajnie że wrócisz. Chciałbym żebyś znów zaczął się cieszyć projektowaniem tego wszystkiego. Tak jak zawsze.-zaśmiał się.-a...jak sobie radzisz z tą sytuacja? Kiedy sprawa w sądzie?
-rozumiem. Dobrze robisz że nas owiedzasz, będzie ci razniej.-uśmiechnął się.-a ona? Wyprowadziła się do któregoś z nich? Z resztą nie ważne. Ważne żebyś był szczęśliwy.
-i bardzo dobrze tato że cię do nie obchodzi. Będzie dobrze. Nawet bardzo. Masz wspaniałe dzieci i wiesz że możesz fajnie liczyć.-poklepal ojca po ramieniu.
-no mamy czasem pod górkę ale tak...jest to na prawdę szczęśliwa rodzina.-uśmiechnął się. Kiedy Tomo wszedł domu i zaczął marudzic ja chłód poklepal miejsce obok siebie.-chodź się ogrzać.
-troszeczkę? Tylko troszeczkę?-spytał tulac go do siebie mocno.-bo ja ciebie bardzo kocham.-powiedział calujac go w szyję i w policzek.
-tylko troszeczkę...patrzcie jaki wredny.-zaśmiał się patrząc na tate.
[oki idę spać ^^ dobranoc ^^]
-nie będę sobie przecież faceta wychowywał...mógłby jednak czasem nie być taki wredny.-zaśmiał się pukajac chłopaka palcem w nosek.-deserek jest w kuchni, zaraz go podam.-powiedział zdejmujac go ze swoich kolan i sadzajac obok.
-Sądzę, że dobrze, jakoś to przejdzie. Ma swoje dzieci, my go zawsze będziemy wspierać. Ja zawsze będę...-Dał mu buziaka i deser samemu biorąc ten dla siebie i dla taty.
-Zabrzmiało to tak jakbyś się mnie pytał...-zaśmiał się cicho i zaczął jeść żeby chociaż na chwilę się zamknąć.
-Możesz tato. Czuję się dobrze, zostanę u was jakiś czas. Ale wy mnie też odwiedzajcie. Kochałem ją, ale wiem że nie była jedyną kobietą w moim życiu, dlatego nie mogę jej winić że nie byłem jedynym mężczyzną którego kochała. Ale wy nie bądźcie jak my, bodźcie szczerzy.-poprosił klepiąc Tomo po ramieniu.
-W związku też można być niezależnym.-zaśmiał się mężczyzna.-Nie popełniajcie moich błędów. Prawda jest taka że pobraliśmy się z przymusu wy już macie lepiej, jesteście razem bo się kochacie.
-Ja wiem kotek że mi nie wrzucasz...wszystko działa w dwie strony.-wzruszył ramionami.
-Oj można być też nie zależnym.-upierał się przy swoim ojciec Takano.-Synku, przynieś wina...dawno razem nie piliśmy.
-Tato...my nigdy razem nie piliśmy...
-Więc trzeba to nadrobić!-oznajmił wesoło.
-oh...już chcesz iść? Przecież nie musisz z nami pić...możesz zostać. No i nie będziemy dużo pili, bez przesady. Jeśli na prawdę chcesz iść to dobrze, zapakuje ci trochę deseru.
-dobrze kochanie nie będę cię zmuszał.-poszedł spakować trochę deseru i zaraz wrócił podając mu pakunek. Pocałował go lekko i odprowadził do drzwi. Kiedy chłopak poszedł razem z ojcem poogladali zdjęcia, filmiki i wypili zdecydowanie za dużo. Staruszek widać potrzebował odlecieć więc kiedy czuł że to jego limit poszedł spać. Takano dopil butelkę i jakoś starał się wejść do siebie do pokoju ale po tym jak pokonały go schody zwyzywal je i położył się na kanapie.
Mężczyzna na prawdę zirytowany wstał w końcu i otworzył okno łapiąc jeden z kamieni w rękę.
-chcesz mi okno wybić? Opanuj się trochę!-funkął na niego.-ci się stało?
-po co?! Wiesz która jest godzina?-jęknął.-zaraz zejde.-dodał zamykając okno i po chwili już będąc na dworze.-co się stało że tak wcześnie wyciągasz mnie z łóżka?-spytał wkładając ręce do kieszeni.-masz mi coś do opowiedzenia? Cokolwiek?
-ok wystarczające powody.-zgodził się.-ale wiesz że to już nie wróci? Już będzie dobrze...ale jak to Takano leży gdzieś zlany?-spytał nie bardzo rozumiejąc.-pójdę się przejść. Prowadź.-zarządził idąc obok niego.
-aha ok...to pójdź do niego i lecz mu kacyka.-zaśmiał się.-a wracając do tematu, to w sumie normalne. Ja też mam czasem sny ale jakoś sobie z tym radzę. Bo wiem że nie mam już czego się bać.
-oj spokojnie niedługo wsztsko się ułoży. Teraz mój drogi przyjacielu noże być tylko lepiej. I na pewno będzie.-uśmiechnął się do niego i poklepal go po ramieniu.-bardzo dobrze że kazała ci odpoczywać. I dobrze że jej słuchasz. Pozdrów Yuye ode mnie.
-postaram się wpaść. Wujek geniusz...zawsze spoko.-wzruszył ramionami śmiejąc się wesoło.-tata?-dodał patrząc na niego pytając żądając więcej wyjaśnień.
-oooo...ale spokojnie ty też kiedyś ewoluujesz.-puknal go palcem w policzek -no ja dla dzieciaków jestem jak starszy brat...w sumie...nadal nie mogę sobie wyobrazić tej rozłąki z Ryu i w ogóle...
-no bez przesady...najpierw będziesz wujkiem a później drugim tatusiem.-zaśmiał się wesoło.-oj tobie to samo...-zachnal się.-to jest 20 km dalej wsiadam na motor i jestem. A na studiach to będzie inaczej dobrze o tym wiesz...
-wiem i dam mu dorosnac. Ostatnio mi mówił że chciałby kiedyś poznać takiego przyjaciela na całe życie tak jak ja poznałem. Nie będę go hamował...po prostu będzie mi chyba smutno bez niego. Na początku na pewno a później przywykne.
-coś szalonego? To zależy ci rozumiesz przez coś szalonego...bo nie wiem co mogę pod to podczepic.-wzruszył ramionami.
-zwariowałeś? Ty powinieneś odpoczywać i się nie przemeczac.-fuknal na niego. Zdał buty u pokrecil głową patrząc na niego.
[dobranoc ^^]
-jestem tylko dla lata starszy od ciebie...a jak zachorujesz to nie idź potem do mnie żebym się zajął.-funkął wskakujac za nim wcześniej zdejmujac koszulkę i spodnie.
-masz w tym ukryty motyw w takim razie.-zaśmiał się cicho. Ruszył raza za nim dość szybko w końcu każdy dzień trochę ćwiczył.
Takano
Tydzień później Yuya wyszedł ze szpitala i od razu zaczął naukę w nowej szkole razem z Maksem. Poza dowozami nic się nie zmieniło a po szkole Takano pomagał po z konkursem z matematyki. Po spokojnym tygodniu umówili się że Yuya pójdzie do Takano by spędzić weekend z jego ojcem. Kyouhei wpadł do domu Tomo kiedy ten jeszcze był w pracy, przygotował wszystko i dokładnie pochował zostawiając mu na łóżku naszykowane ciuchy a potem jakby nigdy nic wrócił do siebie przyjeżdżając po niego motorem o ustalonej godzinie.
Jun
-Rozchorujesz się i wina spadnie na mnie.-fuknął celując w niego palcem.-odpocznijmy tutaj, rozpalmy ognisko żeby się ogrzać trochę.-zaproponował.
[ach wybacz jeśli wyszło pogmatwane, starałam się nie robić zbyt wielu powtórzeń XD ciuchy dla Tomo]
-Więc tak jak obiecałem mój ukochany...zabieram cię na randkę pełną niespodzianek.-powiedział kiedy już dojechali do miasteczka i zaparkowali przed kinem.-Pierwszy punkt, jakiś nowy film, ponoć bardzo fajny.-opowiedział wchodząc i łapiąc go za rękę.
Jun
-no ty się możesz starać ale nie wiadomo jak wyjdzie. Wymyśliłeś sobie pływanie...-wywrócił oczyma grzejąc się przy ogniu.
-Wiem ja ciebie też.-podał mu popcorn i colę po czym skupił się na wyświetlanym filmie akcji.
Jun
-Jest wiele szalonych rzeczy od których byś nie zachorował.-zauważył mrużąc oczy.-nie ma niczego fajnego w chorowaniu.
-Faktycznie ciekawy film.-przyznał mu rację łapiąc go za rękę żeby nie zgubili się w tłumie. kiedy wyszli przystanął na chwilę.-zaraz obok jest dobra restauracja. W domu zjemy deser bo nie skupiałem się na posiłku a pewnie jesteś głodny.
Jun
-O, no jasne nie będzie. A co to było to kichnięcie? Znów cię rozłoży głupolu.
-Hmmm...no więc jest deser w domu, skoro nie jesteś głodny to nie musimy iść.-wzruszył ramionami i oddał pocałunek śmiejąc się w duchu, że przecież są na środku chodnika.-Jeśli nie chcesz jeść to możemy już wracać.
Jun
-Też mi coś, jak można lubić kichać? Nie rozumiem cię.-mruknął aż w końcu zaburczało mu w brzuchu.
-Co to za mina?-zaśmiał się cicho.-Możesz ale utrzymasz go? Na dodatek ze mną na tylnym siedzeniu?-spytał unosząc brwi. Wiedział że jego maszyna jest ciężka więc trochę się o to martwił.
-ech no dobrze...-zgodził się w końcu.-jak coś to po prostu złapie za kierownicę.-westchnął podając mu kask i czekając aż chłopak usiadzie pierwszy.
Jun
-a co się dziwisz? Ja nawet śniadania nie jadłem a ty mnie zmuszasz do wysiłku. Wracamy.-mruknął wstając i gaszac ognisko.
Takano obejmował go jedną ręką w pasie a drugą trzymał się z tylu siedzenia. Kiedy przyspieszyli przytulil się do jego pleców. Wciąż trochę dziwię się czuł jadąc z tylu ale cóż.
Jun
-masz jakieś większe ciuchy? Chciałbym przynajmniej na chwilę mieć coś suchego.-spytał wycierajac mokre włosy.
-wiesz...nadal dziwnie było mi jechać z tylu ale było fajnie. Jesteś świetnym kierowcą, szybko jeździsz.-również mocno go przytulil i pocałował go namiętnie.-ale teraz niespodzianek ciąg dalszy.-wyjął z kieszeni czarną chustke i przewiazal mu oczy.
Jun
-ok...będą przykrotkie ale jakoś to przeżyje szkielecie jeden.-mruknął idąc się umyć i przebrać.
-oczywiście że nie...stąd to pytanie?-spytał zaskoczony po czym ostrożnie wprowadził go do salonu i posadził go na kanapie. Zostawił go na chwilę żeby przynieść owoce w tym truskawki, pokrojone banany i mandarynki. Doniósł jeszcze fontanne czekolady i stanął z tylu kanapy za chłopakiem u zdjął mu chustke z oczu.
Jun
-ile jedzenia...dzięki.-zaśmiał się siadając przy stale i od razu biorąc się do jedzenia. Był koszmarnie głodny.
-mhm...cieszę się. Pomyslalem że lubisz czekolade więc ci się spodoba.-powiedział zajadajac się truskawkami które uwielbiał z czekoladą.-kocham cię. Chciałem żeby druga randka też ci sie podobała...ale następną zostawiam w twoich rękach.-przypomniał cicho się śmiejąc.
-Możesz ją zatrzymać. Uznaj to jako prezent...kiedyś sobie kupiłe a teraz tylko się kurzy.-wzruszył ramionami..
Jun
-no wiem...nie uważasz że to trochę za mało? Zawsze jadles mniej ale teraz to już chyba przesada.
-pewnie jemu też się spodoba.-zgodził się obejmując go i oddając pocałunki.-jasne że pamiętam, leżą ładnie schowane tylko...jakoś nie wiem do czego miałbym je użyć. Myślę nad nimi ale nie wiem...-wzruszył ramionami.
Jun
-ale chodzący eksponat z sali od biologii bierze chętnie? Czasami twój tok myślenia mnie powala.
-ale...no wlasnie...ja nie chce cię do niczego zmuszać ani prosić o coś wbrew twojej woli. Dlatego to dla mnie takie trudne...wymyślić cokolwiek.-wyjaśnił sadzajac go sobie na kolanach i tulac do siebie.-ja ciebie też kocham.-odszepnal calujac go lekko.
Jun
-czasem aż za bardzo. Ja się cieszę że Ryu już tak bardzo żebra nie wystają i w ogóle. Wcześniej się bałem że go polamie.-wzruszył ramionami jedząc dalej.
-mhm...no więc jeszcze nad tym pomyśle. Nawet nie wiem czy miałem okazję żeby ich użyć...to jakoś tak wszystko wyszło że nasze życie trochę się pokomplikowalo.-poglaskal go po włosach i sięgnął sobie po truskawke. Namaczal ją w czekoladnie i wsadził do buzi trochę się brudzac czekoladą.
Jun
-no dobrze...ale ty też powinieneś przestać wygladac jak kosciotrup. Co za dużo to nie zdrowo.
-za tym też tesknilem...-stwierdził na chwilę przerywając chłopakowi okupowanie jego ust po czym zaczął go namiętnie całować ciesząc się że w końcu mają chwilę tylko dla siebie.
Jun
-mhm nie w ogóle...tylko jak ci koszulka przylegla do ciała jak bym mokra to mogłem policzyć ci żebra...jak kiedyś Yuya będzie się musiał uczyć kości to może na tobie.
-no...można powiedzieć że tesknilem za tym że ty prowadzisz. Przyzwyczaiłeś mnie do tego a później nie byłeś w stanie.-przejechał dłońmi po jego nogach. Od dotyku chłopaka jego serce trochę przyspieszyło, nie mógł zaprzeczyć że była to dość długa przerwa.
Jun
-ale o własne zdrowie nie. Ustał sobie jakąś lekką dietę gdzie będziesz mógł jeść więcej i może trochę przytyjesz?
-mhm w końcu możesz kochanie.-zgodził się napinajac mięśnie i na chwilę wstrzymując oddech. Dłonie położył na jego udach masujac je lekko.
Jun
-ok...-zgodził się skruszony i poszedł za nim.-przepraszam. Nie wiem ile jesz posiłków, widziałem tylko ile jesz na posiłek. Już ci nic nie powiem.
Jęknął cichutko zaciskając ręce na brzegu kanapy.
-dawno się nie bawiłeś co?-zaśmiał się cicho.
Jun
-wybacz...-powiedzial podchodząc do niego i kładąc mu dłoń na ramieniu.
-raczej? Mam mieć wątpliwości? Wiesz że mam tendencję do bycia zazdrosnym...-przypomniał patrząc na niego uważnie.
Jun
-no ale...pewnie cię zestresowalem.-westchnął cicho.-zrobię ci gorzkiej herbaty.-zaproponował.
Przygryzl warge żeby nie jeknac. Jego ciało było wystarczająco wyposzczone.
-nie wiem...byłoby mi smutno.-wzruszył ramionami mocniej rozszerzając nogi.
Jun
-no...jedz mało częściej albo nie wiem...spytaj mamy? Albo coś o tym poczytaj?
-um kotek...to dobrze...-jęknął cicho i napial wszystkie mięśnie dłonie mocno zacisnął na brzegu kanapy.-kocham cię...wiesz? Na prawdę...
Jun
-dobrze...staraj się a powoli będzie lepiej.
-to dobrze że wiesz.-Zachichotal. Objął go mocno i oddawał pocałunki z równą pasją. Jakby jutro miał się skończyć świat. Oderwał się od jego ust i dorwal się do jego szyi.
Jun
-ile?! Kurde do na prawdę źle...to niebezpieczne! Idź i powiedz o tym swojej mamie!-krzyknął na niego poważnie się martwiac.
Całował go po szyi, obojczykach i ramionach. Dłonie przesunął z jego pleców na pośladki. Dyszal lekko a serce porządnie mu przyspieszyło.
Jun
-no nie przesądzaj z tym. Może i anoreksja ale szpital psychiatryczny? Wie że tego typu leki odpadają...znajdzie coś innego. Jak widać sam sobie nie radzisz.
-ja ciebie też...-jęknął cicho kiedy spuszczal się w chlopaku. Oparł czoło o jego ramie i dyszal lekko.-za długa przerwa.-stwierdził cicho się śmiejąc.
Jun
-wiem że nie chcesz...ale takie tracenie wagi jest niebezpieczne.-powiedział zmartwiony.
-ej!-wstał i poszedł za nim.-umyjmy się razem.-poprosił uśmiechając się lekko.-nie wiadomo kiedy znów trafi nam się taki dzień gdzie jesteśmy sami i w ogóle.
Jun
-mało brakuje...wezmę się za ciebie. Sam też miałem problemy z wagą ale dałem radę. Może nie umiem gotować ale...znam się na diecie trochę.
-oj nie przesadzaj.-zaśmiał się otwierając drzwi i wchodząc do środka.-Tomo...-mina mu zrzedla.
Jun
-potrzebujesz też jego wsparcia. Wyjaśnij mu to jakoś a ja ci rozpisze zaraz posiłki. I masz się ich trzymać nie ma przebacz.-powiedział obejmując go lekko.
-nie będę krzyczał...-powiedział cicho podchodząc do niego i lekko przytulajac.-nie będę krzyczał...tylko...czemu mi nie powiedziałeś? Przecież to istotne...bardzo ważne...
Jun
-nie będą duże...zaufaj mi.
-już dobrze kochanie...już dobrze. Nie pójdziemy do szpitala. Jakoś sobie sami poradzimy. Skoro już wiem że masz problem który siedzi w twojej główce dany radę. Po pierwszy takie kości ci nie pasują. Po drugie nie lubie takich koscistych...napatrzylem się we francji. oki co mam takie argumenty.
Jun
-z pięć? Z deserem sześć. Dasz sobie radę.-zapewnił mierzwiac mu włosy.
-nie lubie...wolę mieć co macac. A nie...same kości.-zaśmiał się.-ech kochanie może nie wyglądam ale jestem silny. Uniósłbym cię.-wywrócił oczyma.-więc jak? Do ilu najpierw dobijamy?
Jun
-tak ci się wydaje. Będą małe. Pobudza żołądek i po jakimś czas sam będziesz się robił głodny. Zobaczysz.
-no więc będą małe. Będę cu nakładał małe porcje. A teraz już chodź, umyjemy się i zrobię ci czekoladę na poprawę humorku. Ci ty na to?-spytał glaszczac go po włosach.
Jun
-no trochę więcej wiary...pomogłem ci z alkoholem i narkotykami. Z wagą też pomogę.
-malutkie. Powoli wrócisz do normalnej wagi.-obiecał calujac go lekko.-poczekamy ze ślubem żebyś się nie wstydził na miesiącu miodowym.-zaśmiał się samymu się rozbierajac kiedy chłopak siedział już w wannę.
Jun
-no co? Nic nie jest nie ważne. O co chodzi?-spytał idąc do salonu i notując rozpiske posiłków na miesiąc.
-wiem. Mówię tylko że poczekamy. Że nie musisz się śpieszyć ani nic na siłę.-wyjaśnił obejmując go delikatnie.-pewnie chciałeś...ale wyszło na wyszło. Nieźle to ukrywałeś.-dał mu calusa w policzek.-mogłeś mi powiedzieć wcześniej. Mowiles ze mi ufasz...skąd ci przyszło do głowy że lubie takich koscistych? Gluptasek.
Jun
-aha dokładnie. Poza deserem.-przyznał pisząc i wszystko licząc w głowie ile co ma kalorii.-nie bój się zobaczysz że to nic strasznego.
Wyszedł chwilę po nim i objął go lekko od tyłu.-wybacz. To nie tak że wątpię w to że mi ufasz ale...smutno mi że nie chciałeś mi tego powiedzieć. Może i nie chciałem tego zobaczyc...albo przyzwyczaiłem się że tak mało mam ciebie do przytulenia i nie zwróciłem a to uwagi...-powiedział smutno.
Jun
-to może inaczej. Wierze że z drobną pomocą dasz sobie radę. Potrzebujesz wsparcia to wszystko.-powiedział kończąc pierwszy tydzień.
-miałbym...pewnie tak. A teraz się spokój. Idź do salonu zaraz przyniosę czekoladę i spokojnie porozmamy. Chce być dla ciebie wsparciem a nie sprawiać że podniesie ci się poziom stresu.-uśmiechnął się lekko.
Jun
Jun pisał szybko więc jak chłopak wrócił z herbatą kończył drugi tydzień.-zobacz sobie jak to wygląda. Masz wysoko odżywcze jedzenie z takimi elementami które powoli pomogą ci wrócić do normalnej wagi. Godziny posiłków są tak ustalone żebyś nie wymiotowal.
Wrócił po chwili podając mu kubek gorącej czekolady z kilkoma małymi piankami.
-to...Jun ci pomaga tak? To dobrze...już nie raz ci pomógł...-uśmiechnął się lekko.
Jun
-no właśnie. Dlatego trzeba ci zwiększyć ilość jedzenia albo dalej będziesz chudl aż umrzesz. Spokojnie liczyłem kalorie. Wszystko się zgadza. Po prostu mi zaufaj. Nie ma rezygnowania z posiłków, omijania ich. Zero oszukiwania.
-ech ale Jun ma rację że się wscieknie. Zrobił ci dobrą rozpiske. Na prawdę...jeśli będziesz się jej trzymał to może dużo dać. Nawet jeśli to aż tyle posiłków są dobrze rozłożone. Ile już minęło? Weź jedz teraz wszystko co masz wyznaczone. Będę cię pilnował.-powiedział przyglądając uważniej rozpiske.
Jun
-nie. Rozpisałem to tak żebyś się powoli przyzwyczajal więc nie ma omijania posiłków.-był nieugięty. Chciał mu pomóc.
-jest możliwe. Nie płacz już. Zobaczysz że jest możliwe.-powiedział obejmując go ramieniem.-jest możliwe. To na prawdę jest dobrze rozpisane tylko musisz trzymać się godzin. Dasz radę.
Jun
-jeszcze raz powiesz że nie dasz rady a zrobię ci krzywdę. Dałeś radę rzucić dwa nalogi z których wielu już nie wychodzi. Poradzisz sobie ze zjedzeniem 5 posiłków dziennie. To nic wielkiego.
-ech gluptasku...będę cię kochał nawet bardziej. Dużo bardziej będę cię kochał kiedy będę miał więcej do kochania niż tylko skórę i kości.-przytulil go mocniej do siebie.
Jun
-jak to nie wiesz? To zagraża twojemu życiu glupku...
-tak jak mówiłem jestem silniejszy niż na to wyglądam więc uniose cię spokojnie jak przytyjesz. Nie chce żebyś był taki chudy. Nie podobają mi się osoby kosciste.-powiedział cicho wzdychajac.-więc się postaraj...
Jun
-bo...nie chce żebyś umarł. Nie po tym co dla ciebie zrobiłem a jak tak dalej pójdzie to skończysz na moim stole. A tego nie chce.-wyjaśnił.-jak może być ci tak dobrze?
-pięć. Śniadanie, drugi śniadanie, obiad, deser i kolacja.-powiedział na większą ugodę nie chcąc iść.-to nie dużo. Proszę...co mam powiedzieć żebyś się starał? Żebyś chciał przytyć...
Jun
Złapał go mocno za koszulkę z przodu i przesunął do siebie.
-nie denerwuj mnie. Wiesz o co mi chodzi. Bądź poważny.
-a może trochę więcej chęci?-zaproponował unosząc brwi. Przecież to był poważny problem.
Jun
-jesteś tak chudy że widać ci wszystkie kości...jak tak dalej pójdzie to zostawi...ale dlatego że będzie cię można złamać jak wykalaczke. Na pewnie będzie cię kochał jak przytyjesz. Jak to się mówi. Kochanego ciała nigdy za wiele.
-ech...na prawdę nie chciałem tego mówić. Co mam powiedzieć że z tobą zerwe jeśli nie przytyjesz? Nie chce cię szantażować...chce żebyś zrozumiał że teraz wyglądasz strasznie.-westchnął tulac go mocno.
Jun
-nie przynosisz pecha. Ile razy mi pomogles...jak bardzo pomógłeś Yuyi. Nie zostawię cię.-mruknął idąc za nim.
-kochanie...nawet nie wiesz ile szczęście wprowadziłeś do mojego życia. Wypadki nie mają znaczenia. Nie przynosisz pecha.-poglaskal go po włosach.-chce żeby mój przyszły mąż wyglądał zdrowo a nie...niedługo Jolie weźmie cię za kość.
Jun
-no i widzisz? To bardzo się odbija na twoim zdrowiu. Przecież tak nie może być.
-cóż...jak tak teraz myślę to może to być jeden z powodów. Nie dostarczasz organizmowi odpowiedniej dawki substancji odżywczych.-zgodził się tulac go lekko.-
Jun
-powiedziałem że nie chce takiego chudzielca więc się wziął za siebie.-wzruszył ramionami i usiadł na brzegu łóżka.
-będzie dobrze kochanie. Trochę więcej wiary.-poprosił glaszczac go po plecach i calujac w policzek.
Jun
-tak to fakt. Ciągle je mało ale utrzymuje ładną wagę. Tobie też się uda.
-umiesz, umiesz.-mruknął tylko.-możemy iść.-zgodził się zdejmujac go ze swoich kolan i wstając.-jaki film chcesz obejrzeć?-spytał uśmiechając się lekko.
Jun
-no zostanę.-wywrócił oczyma i usiadł wygodniej.
-jakiś lekki...-wziął pilota i położył się przy nim. Włączył telewizor i zaczął przeglądać kanały aż natknął się na akurat zaczynające się godziny szczytu 3. Stwierdził że jest to na tyle lekkie ze mogą obejrzeć.
[oki lecę spać ^^ dobranoc]
Prześlij komentarz